wtorek, 13 października 2015

20.Determinacja...

-Kochanie jadę.- mówi Marco biorąc kluczyki.
-W porządku.- słyszy z ust żony, która właśnie w tym momencie wlewa soczek do kubka niekapka.
-W porządku i już?- dziwi się mężczyzna.- Żadnego kocham cię? Ani jednego buziaka?- jest zaskoczony.
-Kotku nasza córeczka chce pić, więc muszę jej natychmiast dać, bo wiesz, iż za moment będzie się go tak głośno dopominać, że będzie słychać na zewnątrz.
-Wiem, więc poczekam na buzi.- mówi blondyn. Minutę później Natalie jest już wolna, więc mąż podchodzi do niej, obejmuje ją i całuje zachłannie. Kiedy odsuwają się od siebie w końcu Marco uśmiecha się szeroko.- Teraz mogę jechać na trening...- mówi.- Zaraz, zaraz... jeszcze nie mogę.- poprawia się.
-Kocham cię, wariacie.- mówi mu jego żona.
-Właśnie, teraz już mogę jechać.- odzywa się piłkarz.- Ja też cię kocham Natalie.- wyznaje przytulając ją.- Kochałem, kocham i będę kochał. Zawsze.
-Wiem.
***
Załatwia formalności dotyczące transportu jego ojca do Dortmundu. Już dawno się o to starali z mamą, jednak lekarze wstrzymywali ten moment, ponieważ twierdzili, iż mężczyzna nie jest jeszcze w stanie, który umożliwiałby transport, bez obaw, że coś złego może się wydarzyć. W końcu jednak ten dzień nadszedł, ojciec Ricky'ego może wrócić do Dortmundu, a oni do domu. Prawdę mówiąc, po wielu dniach spędzonych poza domem, w hotelu i szpitalu, mają dość, więc z ulgą zareagowali na słowa lekarzy, którzy dali im zielone światło. Wykorzystali to. Jeszcze tego samego dnia cała czwórka wróci do Dortmundu.
***
Trening przebiega tak jak zwykle, bez nowości właściwie. Wszyscy dają z siebie maksimum, za co jak zwykle dostają pochwały od trenerów. Nie obywa się bez wygłupów i żartów, które zawsze sobie robią. Dzięki nim właśnie atmosfera nie jest sztywna. W pewnym momencie słyszą gwizdek trenera. Wiedzą co on znaczy, uprzedził ich, iż pod koniec rozegrają wewnętrzny mecz. Drużyny są zasadniczo wybrane, właściwie podzielił ich trener. W  drużynie, w której gra Marco, brakuje jednego piłkarza, jednak nikt nic nie mówi. Swen zszedł, bo bolało go kolano i stąd ta sytuacja. 
-To co gramy?- pyta Miki, ponieważ wszyscy są gotowi, jednak gwizdek trenera ciągle milczy.
-Jeszcze dwie minuty.- informuje ich Jurgen. Nie mówi nic więcej, więc po prostu czekają. 
Sytuacja wyjaśnia się chwilkę później, gdy na murawie pojawia się Mario, który co prawda trenuje w ośrodku treningowym, jednak przeważnie z zespołem rezerw.
-Coś długo cię nie było.- mówi do szatyna coach.
-Przepraszam, urwałem sznurówkę w korku.- tłumaczy z uśmiechem, więc Jurgen również uśmiecha się na te słowa.
-Aż tak przejąłeś się tym, że będziesz grał z pierwszą drużyną?- pyta.
-Cóż... Trochę tak.- przyznaje.- To teraz  dla mnie jak skok na główkę.- porównuje.
-Mylisz się.- poprawia go szkoleniowiec czarno- żółtych.- Skok na główkę przeważnie źle się kończy, a w twoim przypadku będzie inaczej. To będzie krok naprzód.- mówi z przekonaniem trener.- A teraz chcę zobaczyć czy nie zapomniałeś jak się gra. Dołącz do drużyny czerwonej.
I jeśli Jurgen zobaczył na twarzy Marco i pozostałych zawodników wielkie uśmiechy po tych słowach, to przemilczał ten fakt. Jak widać nie tylko on tęsknił za duetem Gozeus.
***
Wracają do domu. Oni jadą samochodem, tata Ricky'ego został przetransportowany drogą lotniczą. Jego mama również mogła z nim polecieć, oni już nie. Poza tym mieli samochód, więc postanowili wrócić tak jak przyjechali. Prowadzi Agnes, chciała prowadzić, ponieważ poprzedniej nocy Ricky niewiele spał, nie mógł, był jakiś niespokojny. Oponował kiedy zabrała kluczyki i powiedziała, iż nie ma mowy, by to on zasiadł za kierownicą. Twierdził, że nie jest zmęczony, ale ona wiedziała swoje. Potem wsiadł na siedzenie pasażera, już bez protestów.
-Mało się odzywasz.- zauważa blondynka zmieniając pas ruchu.- Co się dzieje, kochanie?
-Nie wiem... Nie wyspałem się i to pewnie dlatego. 
-Jesteś zmęczony więc spróbuj się zdrzemnąć.
-Nie będę spał, kiedy ty jedziesz.
-Przecież ja nie zasnę, ja w przeciwieństwie do ciebie jestem wyspana i naprawdę mogę prowadzić.
-Nie chcę spać.
-Ok, jak uważasz.
***
Choć to nie jest prawdziwy mecz, on dwoi się i troi. Chce jak najwięcej wyciągnąć z tej chwili. Przypomina sobie niektóre zagrania, które wykorzystywali razem z Marco w czasach, gdy razem grali i je wykorzystuje. Marco również je pamięta, choć nie grał z Mario sporo czasu. Pewne nawyki jednak, wypracowane zachowania się pamięta. I triki, które niejednokrotnie wykorzystywali z szatynem, kiedy grali razem, mogą z całą pewnością się do nich zaliczać. Nie skutkuje to bramkami, ale całkiem ładnymi akcjami. Roman Mitch jednak nie daje się zbyt łatwo zaskoczyć. Nie strzelenie bramki jest dla niego najważniejsze w tym momencie. Najważniejsza jest gra, to, iż jest z pierwszą drużyną, że z nimi trenuje, może z nimi zagrać, a wreszcie to, iż może stanąć u boku przyjaciela, osoby, z którą kiedyś na boisku tworzył duet nie do zatrzymania, duet który zachwycał błyskotliwymi zagraniami i akcjami nie tylko w Niemczech, ale na całym świecie. Znów może z nim grać, ramię w ramię. Znów może stanąć u boku kolegów, przyjaciół i jest jak za dawnych czasów. To chwilowe, wie, jednak czuje się w tym momencie na swoim miejscu. Pasuje tu, jak brakujący element układanki. I znów żałuje, iż kiedykolwiek zdecydował się odejść z klubu, który zajmował i nadal zajmuje szczególne miejsce w jego sercu. I po raz kolejny czuje, że chce nadal być częścią tego klubu, nie chce być kibicem na meczach, on chce być częścią Borussi. Nie wie jak tego dokona, ale jest zdeterminowany, by spróbować zawalczyć o swoje miejsce tutaj, o siebie.
I być może mężczyzna w okularach i czapce kaszkietówce na głowie, spacerujący i obserwujący zza linii bocznej boiska, w towarzystwie drugiego trenera dostrzega tę determinację zanim Mario jeszcze ją czuje... I to bez wątpienia go cieszy...
***
Agnes nadal prowadzi, a Ricky w dalszym ciągu nie śpi. W samochodzie znów panuje cisza, jednak to im nie przeszkadza. Przez dłuższą chwilę rozmawiali, a potem słuchali radia, które teraz zostało ściszone, ale nadal muzyka gra gdzieś w tle. Blondynka zauważa samochód, który jedzie tym samym pasem co oni, ale w pewnym momencie zbiera się do wyprzedzania. Oczywiście zwiększa prędkość.
-Jakiś pirat drogowy.- mówi agentka.- Przecież my jedziemy dość szybko, to ten koleś musi mieć dużo więcej na liczniku, popatrz jak szybko nas wyprzedził.- zauważa.
-Niech jedzie jak mu się śpieszy.- kwituje dziennikarz.- Dwie minuty później, kiedy wyjeżdżają zza zakrętu widzą to samo auto wbite w barierki.
-O Boże, Ricky...- mówi Agnes i automatycznie zwalnia, a potem zatrzymuje się w odległości za rozbitym samochodem.  Obydwoje wysiadają czym prędzej.
-Dzwoń od razu po pogotowie.- instruuje ją jej chłopak. Robi to. Kiedy ona rozmawia, on podchodzi do auta.  Słyszy płacz dziecka. Pierwszym co zauważa jest zakrwawiony mężczyzna, który jest nieprzytomny za kierownicą. Drugą jest kobieta, również nieprzytomna, na siedzeniu z tyłu. Po drugiej stronie wpięty jest fotelik dziecięcy i to stamtąd dochodzi płacz. Sprawdza puls na tętnicy szyjnej u mężczyzny, jest wyczuwalny, potem sięga przez rozbitą szybę do kobiety. Również czuje puls. Próbuje otworzyć drzwi, by wyciągnąć fotelik najpierw, by zabrać dziecko, jednak w tym momencie wyczuwa zapach paliwa. I już wie, iż musi się pośpieszyć, bo wyciek paliwa nigdy nie oznacza niczego dobrego, przecież wystarczy iskra, by doszło do tragedii. Szarpie drzwi, które nie chcą się otworzyć. W końcu jednak je otwiera i wypina dziecko. Nie zabiera fotelika, ponieważ pas, którym jest przypięty, zaciął się. Bierze maleństwo na ręce, bardzo ostrożnie, pamiętając, że może być poturbowane, choć z drugiej strony nic na to nie wskazuje, nie ma bowiem ani jednego zadrapania. Spod maski wydobywa się dym, a on podaje dziecko Agnes i wraca do rozbitego auta. Z pomocą innego kierowcy, który również zatrzymał się, ostrożnie wydobywają z niego kobietę. Potem wracają po mężczyznę. Dym wydobywający się spod maski jest coraz gęstszy. Spieszą się. Udaje im się również wydostać mężczyznę. Okazuje się, iż ma on dość mocno rozciętą rękę, domyślają się, ze stało się to za pomocą szkła z rozbite szyby, tamują krwawienie jak tylko mogą. Kiedy dociera straż, pogotowie i policja, we wnętrzu rozbitego samochodu nie ma już poszkodowanych. Karetki zabierają poszkodowanych, zabierają też dziecko. I kiedy zostają sami, Agnes wtula się w ramiona swojego ukochanego, bo emocje z niej wychodzą.
-Chcę już być w domu.- szepce.
-Ja też, ja też, kochanie.
***
Mecz wewnątrz- drużynowy kończy się remisem. Właściwie powinni wygrać, jednak nie wykorzystał trzech stuprocentowych okazji, więc jest na siebie wściekły. Jest mu też wstyd, gdyż dawniej takie piłki pakował prosto do bramki i zamieniał na gole. Tego dnia tak nie jest. I czuje się zrezygnowany. Ubiera się w spodnie dresowe, koszulkę i bluzę. Jest już gotowy, gdy w szatni zjawia się Marco, który akurat wyszedł spod prysznica.
-Zaczekasz na mnie, prawda?- pyta blondyn.
-Jasne.
Chłopcy zostają sami jakieś pięć minut później. W pewnym momencie jednak drzwi się otwierają, po czym do środka wchodzi Jurgen.
-Tak myślałem, że jeszcze was tu złapię.- odzywa się.- Jak za starych, dobrych czasów. Zawsze wychodziliście ostatni. - uśmiecha się.- Widać niektóre nawyki zostają z nami na stałe,- kwituje.
-Tak właśnie jest.- odzywa się Marco, a Mario milczy. Jurgen wie, iż szatyn o czymś intensywnie myśli. W końcu pada pytanie.
-Trenerze...- zwraca się najmłodszy z mężczyzn do szkoleniowca.
-Słucham...
-Co pan...
-Ej, żaden pan. Nie panuj mi tu. Od twojego odejścia nic się nie zmieniło, możesz mi mówić po imieniu.- tłumaczy.
-Co myślisz? Jak moja gra wyglądała patrząc obiektywnie z boku.
-Nie wiem czy potrafię patrzeć obiektywnie.- zauważa Jurgen.
-Powiedz mi, proszę.
-Cóż... Nie powiem, że jest dobrze, bo nie jest. Jednak powiem, że masz wielki potencjał, zawsze to mówiłem. I on ciągle tam jest, tylko musisz uzbroić się w cierpliwość. 
-Jestem cierpliwy.
-Za mało. To wszystko widać jak na dłoni. Ja wiem, ze chcesz grac, wrócić do formy. Na wszystko przyjdzie czas. 
-Myślisz, że stary Mario wróci?- dopytuje najmłodszy.
-Nie, stary Mario bez wątpienia nie wróci. tamtego Mario już nie ma, jesteś inny, dużo się zmieniło w twoim życiu. Nigdy nie będziesz już tym Mario sprzed wielu miesięcy. Wtedy byłeś młodym, zakochanym szczeniakiem, z głową pełną marzeń... Teraz jesteś dojrzalszy, myślisz inaczej. Jednak niezależnie jak dużo straciłeś ostatnio, twój talent nadal tam jest, jest w tobie. Nie straciłeś go. To widać. I ja wierzę, że niebawem znów go pokażesz. Mamy zamiar ci w tym pomóc, będziesz trenować z pierwszym zespołem.- mówi i wydaje mu się, iż w oczach Mario zauważa radość.
-Dziękuję.- odzywa się szatyn.- Tyle dla mnie robicie... Nie wiem kiedy będę w stanie się odwdzięczyć.- mówi.
-Nie musisz. Nikt niczego nie oczekuje. 
***
Niespodzianka!!!
Nie podziewaliście się, wiem. 
Miało być więcej Marco i Nat, cóż nie wyszło. W następnym się postaram, obiecuję.
Komentujcie. 

sobota, 10 października 2015

19. Pomysł...

Stara się jak najszybciej dotrzeć na miejsce, do przychodni, w której jest umówiony z pediatrą. Julie od pół godziny płacze bez przerwy. Bez wątpienia jest chora, ponieważ ma gorączkę. Nie ma pojęcia co dokładnie jej dolega, jednak ma nadzieję, że za kilkanaście minut wszystkiego się dowie od lekarza. Płacz córeczki sprawia, jej cierpienie sprawia, że jemu też chce się płakać, bo naprawdę chciałby jej ulżyć, ale nie ma pojęcia jak.
-Jeszcze moment maleńka i wszystkiego się dowiemy. Jeszcze moment okruszku.- mówi do niej z czułością.
Może 7 minut później parkuje na parkingu przed kliniką, po czym bierze na ręce córeczkę i udaje się do budynku. Kiedy staje przy ladzie rejestracji, patrzy na niego wiele par oczu. Julie płacze, choć już nie tak histerycznie, jak jeszcze w domu, gdy ją próbował ubrać.
-Jestem umówiony z dr. Smith.- mówi do młodej kobiety znajdującej się za ladą rejestracji. 
-Już sprawdzam.- mówi dziewczyna. Nie pyta nawet o nazwisko, Mario domyśla się, iż nie musi. Zna go jak połowa, a może nawet więcej ludzi w tym mieście i pewnie w całych Niemczech.- Proszę iść do gabinetu nr 12.- mówi mu uśmiechając się może zbyt szeroko jak na jego gust.
-Dziękuję.- odpowiada tylko odchodząc.
Chwilę później rozmawia z lekarką, która bada jego córeczkę. Pani doktor wyjaśnia, że to najprawdopodobniej infekcja wirusowa, ale prosi go, by poszedł do laboratorium, by panie laborantki mogły pobrać Julie krew na badanie. Robi to. Oczywiście jego córka nie jest zadowolona, iż kręcą się przy niej obce osoby, dotykają ją i kłują. Jej płacz staje się głośniejszy. Wychodząc z laboratorium zostaje zapewniony,iż wyniki będą do pół godziny. Tuli córeczkę składając pojedyncze, małe pocałunki na jej główce, czole, czy policzkach, stara się ją uspokoić, na ile się da. Niewiele działa. Julie płacze i Mario wydaje się, iż w najbliższym czasie nie ma zamiaru przestać. To zrozumiałe, jest chora, ale ten płacz łamie mu serce. Uwielbia swoją córkę, kocha ją nad życie i jak każdy rodzic, chciałby, by nie cierpiała, a w tym momencie niewątpliwie cierpi. Podchodzi do okna, odwraca się z nią w stronę szyby, po czym zaczyna przestępować z nogi na nogę kołysząc ją. Dziewczynka jest wtulona w ramiona ojca, a on delikatnie kołysze nią.
-Mój maleńki okruszku wytrzymaj jeszcze moment.- szepce do jej ucha.- Jeszcze moment Jull. Ci, ci, ci...
Nie zaprzestaje kołysania, bo stwierdza, iż płacz jego córeczki jest odrobinę cichszy, jednak tylko odrobinę, ale dobre i to. Domyśla się, iż dziewczynka zmęczyła się łkaniem. On też jest zmęczony jej płaczem i pragnie, by przestała, by nie wylewała już łez ze swoich maleńkich oczu. Chce ją zobaczyć tak jak zwykle uśmiechniętą. 
-Kocham Cię, maleńka.- wyznaje cicho.-Jesteś wszystkim, co mam.
***
Idąc chowa do torebki wyniki swoich badań. Jest zadowolona, bo są dobre, a nawet bardzo dobre. Idąc uśmiecha się sama do siebie, oraz do ludzi, których mija. Cieszy się, bo dlaczego miałaby się nie cieszyć? Żyje, ma się dobrze i wszystko wskazuje na to, że tak będzie w przyszłości. Idzie korytarzem, mija kilka osób, a potem słyszy łkanie dziecka. Jej spojrzenie trafia na znaną jej sylwetkę stojącą przy oknie, wprawdzie tyłem, ale wydaje jej się, że to Mario. Postanawia podejść i się przekonać. 
-Cześć.- mówi będąc na tyle blisko, by usłyszał. Chłopak spogląda w stronę, z której dobiegł go głos. Rozpoznaje osobę, która się z nim przywitała.
-Cześć.- odpowiada nie przestając kołysać swojej córeczki siląc się na mały uśmiech, ale ten nie za bardzo mu wychodzi.
-Co się dzieje?- pyta spoglądając na dziewczynkę. Na twarzy piłkarza również wymalowane jest zmartwienie.- Jest chora?- pyta.
-Tak, przed momentem byliśmy w laboratorium i czekamy na wyniki. Pani doktor twierdzi, że to wirus, jednak chciała zobaczyć wynik badania krwi.- tłumaczy jej szatyn.- Marzę o tym, aby stąd wyjść.- dodaje mężczyzna.
-Nie dziwię się, ja też nie lubię takich miejsc.- mówi dziewczyna, choć domyśla się, z jakiego powodu piłkarz ma awersję do szpitali.-Jull...- zwraca się do dziewczynki Emily.- Biedactwo...- dotyka jej małej dłoni, a dziewczynka spogląda na nią kwiląc.- Cześć maleńka.- grucha do dziecka Em.-Nie płacz, skarbie. 
Dziewczynka przez moment kwili ciszej interesując się dziewczyną, która do niej mówi i głaszcze jej maleńką dłoń. Ktoś trzaska drzwiami i mała znów zaczyna łkać głośniej. Mario wzdycha cicho po czym spogląda na zegarek.
-Może te wyniki już są, pójdę sprawdzić.- odzywa się.- Przepraszam cię, ale muszę...
-W porządku, rozumiem...- odpowiada dziewczyna, po czym dodaje.-Może ją wezmę?- proponuje Emi spoglądając na chłopaka.
-Nie, może lepiej nie. Jest rozdrażniona, może gorzej płakać, a naprawdę tego nie chcę. Płacze już kilkadziesiąt minut i ona ma dość i ja. Nie umiem jej ulżyć, a ona nie potrafi się uspokoić.
- To z powodu choroby. Zaproponowałam, bo pomyślałam po prostu, że nie musiałbyś z nią biegać po tych korytarzach. Mógłbyś też  iść z tym wynikiem i porozmawiać z lekarką na spokojnie, bo jak ona będzie płakać to nie za bardzo się dogadacie.- tłumaczy dziewczyna, a on wie, że ma dobry pomysł, jednak nie jest pewien, czy jej córce również się spodoba. Nie wie czy chce próbować.
-Masz rację, ale nie wiem czy nie będzie gorzej jak spróbuję odkleić ją od siebie.- patrzy na Emily.
Emily gładzi policzek małej po czym wystawia do niej ręce. 
-Pójdziesz do mnie?- pyta małej dziewczynki. Najpierw nie reaguje pochlipując, ale po kilku sekundach jednak wyciąga rączkę. Em wykorzystuje ten moment, aby wziąć ją na ręce od Mario. I mała nie płacze bardziej, dlatego on po prostu zachęcony kiwnięciem głowy od Emily, która w tym momencie przytula jego córeczkę, idzie do laboratorium, a w końcu do pediatry. Faktycznie na spokojnie może odebrać receptę i zadać wszystkie pytania, które mu się nasuwają. I kiedy pojawia się znów przy Emily i Julie zauważa, iż płacz ucichł, a mała śpi wtulona w ramiona córki Alice. Jest zaskoczony. Jest nawet bardziej niż zaskoczony.
-Jak tego dokonałaś?- pyta.
-Nic nowego nie zrobiłam, po prostu chyba tak się zmęczyła łkaniem, że w końcu zasnęła.- pada odpowiedź.
-Emily...
-Słucham?
-Możesz jeszcze moment z nią zostać, a ja pobiegnę do apteki wykupić lekarstwa?- pyta chłopak.- Przepraszam, pewnie się śpieszysz...
-Nie przepraszaj, nie śpieszę się i właśnie miałam ci to samo zaproponować. Szkoda byłoby ją teraz przekładać i budzić.
-Dziękuję.- mówi z wdzięcznością.- Zaraz wracam.
-Spokojnie, ja naprawdę nigdzie się nie śpieszę.- pada odpowiedź.
*** 
Spacerują parkową alejką. Park znajduje się niedaleko szpitala, w którym przebywa ojciec Ricky'ego i niedaleko hotelu, w którym obecnie mieszkają. Agnes obserwuje swojego chłopaka, który uśmiecha się, jego rysy twarzy są łagodne, nie ma już zmartwienia ani napięcia wymalowanego na twarzy. To bez wątpienia ją cieszy. Właściwie od momentu w którym go poznała widywała go szczęśliwego, uśmiechającego się, śmiejącego w głos. Jednak teraz, kiedy jego sytuacja rodzinna się wyprostowała, ten uśmiech jest inny, pełniejszy. Oczy jej chłopaka nie kryją już bólu, czy urazy.
-Kochanie, mówię do ciebie.- głos Ricka przerywa jej zamyślenie.- O czym tak intensywnie myślisz, że w ogóle nie słuchasz co mówię?- pada pytanie ze strony dziennikarza.
-Raczej o kim?- poprawia go, a na jego twarzy maluje się ciekawość.
-Znam go?- pyta Ricky.- Bo to jakiś mężczyzna zaprząta twoje myśli, prawda?- dopytuje.
-Tak, to zdecydowanie mężczyzna.- odpowiada agentka.- I zdecydowanie go znasz.- patrzy na niego mówiąc te słowa.
-Zdradzisz kim on jest?
-Tak, to żadna tajemnica.- uśmiecha się blondynka.- Myślę o tobie.- mówi.- A ty myślałeś, że o kim?- pyta.
-Miałem cichą nadzieję, że to ja jestem w twoich myślach, ale istniały jakieś małe szanse, iż to może być ktoś inny, dlatego wolałem zapytać.- na jego twarzy również pojawia się uśmiech.-Cieszę się bardzo, że to ja.
-To zawsze będziesz ty.- mówi Agnes.- Już zawsze.- wyznaje, a on rozkłada ramiona i kilka sekund później ona stoi wtulona w niego na środku alejki parkowej, gdzie wszyscy mijający ich mogą na nich patrzeć. I jest kilka, a może kilkanaście par oczu, które wpatrują się w nich z zaciekawieniem, ale Agnes i Ricky'emu ciekawskie spojrzenia nie przeszkadzają, bo oni zajęci są sobą. Nie robią przecież nic złego, po prostu przytulają się w parku, bo w tej chwili właśnie tego potrzebują.
-Kocham cię.- szepce chłopak w jej włosy.
-Kocham cię.- pada odpowiedź.- I cieszę się, że nareszcie jesteś w pełni szczęśliwy.
-Jestem, ale mogę być jeszcze szczęśliwszy i to ty możesz kiedyś dać mi jeszcze więcej szczęścia, wiesz?- odzywa się mężczyzna.
-Jak mam to zrobić?- Agnes lekko odsuwa się od niego, by móc spojrzeć mu w oczy.
-Dowiesz się, niebawem.- obiecuje.- Niedługo.- składa pocałunek w jej włosach.-Moje szczęście jest i już zawsze będzie ściśle powiązane z tobą, kochanie. Tak jak może życie. Jesteś moim wszystkim.- wyznaje dziennikarz, a ona po prostu się uśmiecha, ponieważ naprawdę uwielbia, kiedy jej mężczyzna mówi jej takie słowa. To najpiękniejsze wyznania miłości.
***
Emily pojawia się w domu dużo później niż zaplanowała, ale nie jest z tego powodu smutna. Wie natomiast, iż jej rodzice na pewno zastanawiali się, dlaczego nie wróciła zaraz po odebraniu badań. Uprzedziła ich, że wróci później, bo logiczne było, iż gdyby tego nie rozbiła, to mogliby pomyśleć, że badania nie są zadowalające, nie chciała, by się bali, dlatego wysłała krótkiego sms-a. 
Gdy pojawia się w salonie obydwoje siedzą na sofie popijając kawę.
-Cześć.- mówi uśmiechając się.
-Cześć córeczko.- mówią zgodnie.- Wszystko w porządku?
-Tak, w jak najlepszym.- pada odpowiedź, po czym dziewczyna siada obok swojego ojca.- Badania wyszły świetnie.- chwali się.
-Cudownie.- jej ojciec obejmuje ją po czym przytula.- Nie spodziewaliśmy się złych wieści.
-Ja też byłam spokojna, jednak musiałam sprawdzić.
-Nie wróciłaś na obiad.- zauważa Alice.
-Nie wróciłam. W klinice spotkałam Mario z Julie.
-Coś się stało?
-Julie jest chora. Niby nic poważnego, jakiś wirus, ale ma wysoką temperaturę, jest też bardzo rozdrażniona i płaczliwa. Płakała bez przerwy przez kilkadziesiąt minut, raz mocniej, raz mniej, ale ciągle. Mario nie mógł jej uspokoić. Kiedy ich spotkałam, czekali na wynik z laboratorium. Zaproponowałam, że zostanę z nią, bo wiadomo, że z płaczącym dzieckiem ciężko się skupić, a on chciał porozmawiać z pediatrą. Zasnęła zanim wrócił, a potem, kiedy wrócił z apteki i ją wziął, ona znów zaczęła płakać i wyciągała do mnie rączki więc nie mogłam sobie pójść. I tak oto znalazłam się u nich w domu. Jull nie chciała w ogóle iść do niego i chyba było mu strasznie przykro z tego powodu. Daliśmy jej syrop, a chwilę później zasnęła.Wyszłam chwilkę później.- skończyła swą opowieść.-Mamo?
-Tak?
-Mario szukał opiekunki dla Jull, prawda?
-Tak, to prawda, ale nie znalazł.
-Szuka nadal?- dopytuje.
-Nie wiem, zdaje się, że dzwonił do tego biura i powiedział, by nadal szukano. A dlaczego pytasz?- Alice spogląda na swoją córkę.
-Bo tak sobie pomyślałam...-spogląda na rodziców.- Mam urlop na uczelni, mogłabym...- Dwie pary oczu wpatrują się w nią uważnie.- Może ja mogłabym zostać jej opiekunką.- mówi.- Co myślicie?- wpatruje się w nich pytająco, a oni milczą.
***
Łapcie kolejny. Spodziewaliście się? Wiem, że niektóre z Was tak :)  
Mario się zgodzi?
Komentujcie.
Ps. Powiedzcie mi czy to opowiadanie się Wam znudziło, że doczekałam się dwóch komentarzy? 
Oczywiście dziękuję osobom, które znalazły czas i chęci przede wszystkim, by napisać parę słów. Dzięki wielkie.