niedziela, 28 stycznia 2018

69. Nokaut

W sekretariacie pyta o Jackoba. Sekretarka nie za bardzo chce powiedzieć, czy szef ma czas na nieplanowane spotkanie. Jak Sebastian po raz kolejny prosi, a ona tłumaczy, że szef zabronił sobie przeszkadzać on po prostu rozgląda się i kiedy dostrzega właściwe drzwi idzie w tamtą stronę. Puka po czym naciska klamkę i wchodzi do środka. W środku jest Jackob i Mark. I nie podoba mu się odległość jaka jest między obydwoma panami.
-Dzień dobry.- mówi.- Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem za bardzo.- mówi niegrzecznie spoglądając to na męża, to na jego szefa. Wbiega sekretarka.
-Przepraszam... Tłumaczyłam temu panu, że nie można tu wchodzić, ale on nie słuchał...
-W porządku. Zostaw nas, proszę.- mówi Jackob spoglądając na Sebastiana. Drzwi zostają zamknięte. Mark podchodzi do męża, ale ten robi krok w tył.
-Sebastian...
-Przyszedłem porozmawiać z twoim szefem.- mówi stanowczo spoglądając na Jackoba. Tamten ma jakiś dziwny uśmiech na twarzy, co irytuje dodatkowo Sebę.
-Nie przyszedłeś, ale wtargnąłeś do mojego biura.- poprawia go tamten.- Mógłbym wezwać ochronę, która bez najmniejszego problemu by cię stąd wyrzuciła.
-Spróbuj.- odpowiada.- Jeśli chcesz, aby twoi pracownicy dowiedzieli się jak się zachowujesz to śmiało. Zaryzykuję wyrzucenie stąd...
-Nie jestem porywczym człowiekiem więc tego nie zrobię. Nie będę się zachowywał tak jak ty w tym momencie...
-Jak się zachowuję według ciebie?- pyta. Mark chce dotknąć jego ramienia, ale odsuwa się.
-Jesteś narwany. Wpadasz do biura szefa twojego męża, robisz jakąś awanturę...
-Nie robię awantury.- broni się.- Nie krzyczę, nikogo nie obrażam, jestem spokojny...
-Nie jesteś. Widać furię w twoich oczach...
-Ty jeszcze nie wiesz jak może wyglądać furia w moich oczach.- ostrzega.- A jestem tutaj bo wczoraj chyba nie do końca dotarło do ciebie co mówiłem.- tłumaczy.
-Wymyśliłeś sobie coś...
-Nie wymyśliłem. Nie jestem głupi, choć za takiego mnie masz. Wbrew temu co myślisz jestem bardzo inteligentny i praktycznie od pierwszej chwili kiedy cię poznałem wiedziałem, że coś z tobą nie tak. Nie miałem jednak wtedy pojęcia, że bawisz się w rozbijanie czyichś związków, bo skrzętnie do tego dążysz odkąd mój mąż ci się spodobał...
-Mówisz jakieś bzdury...
-Bzdury? To widać na pierwszy rzut oka.Gdybyś tylko dostał od niego zielone światło od razu wskoczyłbyś mu do łóżka...- mówi dokładnie to co myśli.
-Za dużo sobie pozwalasz...
-Sebastian proszę...- odzywa się Mark.
-Bronię tego co jest moje.- mówi stanowczo.- Mark jest mój.- zaznacza.- Nie wiem ile razy musisz to usłyszeć, żeby do ciebie w końcu dotarło, że twoje starania są na nic. Mówił ci to, ale do ciebie nie dociera. Nadal wydzwaniasz, wyciągasz go z łóżka... Już naprawdę nie panujesz do tego stopnia nad swoją firmą, żeby dzwonić o takich porach? Może potrzebujesz menedżera skoro nie możesz sobie poradzić?
-Jesteś bezczelny...
-Tak, a ty nie jesteś robiąc podchody do mojego faceta?
-Mówię ci po raz kolejny, nie robię żadnych podchodów.- broni się.
-Więc przestań wydzwaniać, wzywać Marka wieczorami do firmy. Zajmij się swoim życiem, a może ci uwierzę.
-A może najlepszym rozwiązaniem, żebyś przestał wymyślać byłoby to, aby Mark przestał tu pracować?- powiedział.
-Jackob...- zaczął Mark, ale szef go nie słuchał.
-Może z tego będziesz zadowolony jak on będzie siedzieć z tobą w domu?- nie dawał za wygraną szef starszego. Sebastian przez chwilę na niego patrzył. Nic nie mówił.- Co? Teraz brakuje ci słów?- zapytał Jackob.
-Jackob...- zwrócił się do niego Mark.
-Rozmawiam w tym momencie z twoim mężem, Mark.- zaznaczył jego szef.- On myślał, że takie zachowanie pozostanie bez konsekwencji. Teraz jakoś nie ma za wiele do powiedzenia.- mówi.
-Wiedziałem, że posuniesz się do tego.- odezwał się Sebastian.- Myślisz, że jak zagrozisz tym, że zwolnisz Marka to ja nagle zacznę się płaszczyć i przestanę zauważać co próbowałeś zrobić?- pyta.- Myślisz, że sobie nie poradzimy jeśli zemścisz się i go zwolnisz?- patrzy na niego.- Poradzimy sobie zapewniam cię.- mówi poważnie.
-Tak? Pójdziesz do pracy?- pyta Jackob.
-Jackob posuwasz się za daleko.- ostrzega Mark.
-Ja się posuwam za daleko? A on może sobie tak wchodzić z buciorami do mojej firmy i wygadywać co mu ślina na język przyniesie bez konsekwencji?- złości się.
-A ty myślałeś, że będę spokojnie patrzył na to co wyprawiasz? Nie będę. I możesz grozić mi nie wiadomo czym. Nie boję się. Poradzę sobie i Mark też sobie poradzi bez twojej łaski. Mamy za sobą znacznie gorsze momenty , które przetrwaliśmy. Możesz się odgrażać. - patrzy mu w oczy.- Nie pozwolę ci jednak na to abyś robił podchody do mojego męża. Zapomnij o tym.
-A może boisz się, że dostrzegłby przy mnie twoje wady co?- powiedział bezczelnie Jackob. Sebastian po prostu nie zapanował nad sobą i uderzył go. Jackob aż się zatoczył.
-Mam jedną wadę, która ci się nie spodoba.- twierdzi.- Nie lubię się dzielić. Więc jeśli masz zamiar pracować z moim mężem to trzymaj ręce przy sobie i uprzedzam, że po godzinach pracy twoje telefony nie są mile widziane.
-Zgłoszę to na policję.- grozi Jackob.
-Proszę bardzo.- mówi Sebastian. Patrzy na swojego partnera.-Do zobaczenia w domu.- po tych słowach wychodzi. Mark spogląda na Jackoba, który trzyma dłoń przy rozciętej wardze. Zaraz potem bierze chusteczkę i podaje mu. Nic nie mówi.
-Nic nie powiesz?- pyta Jackob.
-A co mam powiedzieć?- pyta Mark.
-Twój mąż wtargnął tutaj, zrobił awanturę i dał w pysk twojemu szefowi, a ty nic nie powiesz?
-Ostrzegałem cię Jackob.- powiedział.
-Nie zostawię tego tak...- wskazuje na swoją twarz.
-Zrób co chcesz. Nie mam wpływu na to co zrobisz. Dostałeś w twarz ponieważ nie słuchałeś tego, co od dawna chcę ci powiedzieć. Mam męża. Jest jedyną osobą, którą jestem zainteresowany zarówno emocjonalnie jak fizycznie. A mój mąż jest osobą, która nie dzieli się mną z innymi. Zresztą ja nim również się nie zamierzam dzielić. Próbowałem tysiące razy uzmysłowić ci to, aby uniknąć właśnie takiej sytuacji. Niestety mi się nie udało...
***
Miał jechać do domu, ale po opuszczeniu budynku, w którym pracował jego mąż, ale był tak wściekły, że postanowił jednak się przejść. Musiał po prostu ochłonąć. Szedł mijając ludzi. Nie przyglądał się im. Po prostu szedł przed siebie. W głowie ciągle miał słowa Jackoba " A może przy mnie dostrzegłby twoje wady." Nie mógł się od nich uwolnić. Jednak także obawiał się, że obydwaj zostaną bez pracy. Prawda była taka, że Jackob mógł zwolnić Marka. Miał do tego prawo. Ma je nadal. Musiał się napić więc zaczął się rozglądać. W drzwiach restauracji wpadł na kogoś.
-Cześć Sebastian.- odezwał się ktoś. To był Mario.
-Cześć, przepraszam... Roztargniony jestem.- powiedział.
-Coś się stało?- padło pytanie. Pytanie, na które chciał odpowiedzieć. Więc weszli do restauracji. Usiedli i Sebastian powiedział Mario o tym co się wydarzyło, a potem opowiedział o postępowaniu Jackoba.
-Pewnie się wściekł, zwolni Marka, będziemy obydwaj siedzieć w domu i w końcu kiedyś dojdzie do tego, że on mi to wyrzuci w twarz.- martwi się.
-Nie zrobi tego.- zaprotestował Mario,
-Muszę znaleźć jakieś zajęcie, bo nie damy rady.- wzdycha. Mario przygląda mu się uważnie. Myśli przez chwilę.
-A może chciałbyś pracować w fundacji?- pyta po chwili. Wzrok Sebastiana zatrzymuje się na piłkarzu. Jest zaskoczony.- No co? Ja pracuję, dziewczyny się angażują, ale prawda jest taka, że obydwie mają lub będą mieć niedługo więcej na głowie. Emily opiekuje się dodatkowo Julie. Potrzebuję kogoś, kto będzie koordynował działania fundacji. Myślę, że świetnie sobie poradzisz.- namawia go.Potem mówi więcej o fundacji, kreśli profile jej działania i mówi o szczegółach.
***
Słyszy jak drzwi się otwierają więc wie, że w końcu wrócił. Idzie do przedpokoju i zastaje męża ściągającego sportowe buty. Sebastian odkłada buty, a potem się prostuje i napotyka wzrok Marka. Jest pewien, że tamten jest wściekły. Jednak Mark podchodzi do niego i  po prostu przytula go. I nie puszcza przez dłuższą chwilę. Sebastian właściwie nie chce, aby tamten go puścił.
-Czekałem na ciebie.- mówi Mark.- Martwiłem się, że nie wróciłeś do domu.- dodaje. Sebastian odsuwa się i patrzy na męża.
-Nie jesteś na mnie zły?- pyta.- Naprawdę mi przykro za dzisiaj...- przeprasza.
-Naprawdę ci przykro?- pyta starszy.
-Nie.- przyznaje Sebastian.
-No właśnie, tak myślałem, że nie jest ci przykro.- uśmiecha się Mark.
-On zasłużył na większy łomot za to, że podrywa mojego męża.- mówi poważnie Seba.- I że w ogóle przyszło mu na myśl, że między wami mogłoby coś być.- patrzy na niego.
-Ma bujną wyobraźnię.- kwituje starszy.- Nigdy  nie zrobiłem nic, co mogłoby mu takie coś zasugerować...
-Wiem, ufam ci.- zapewnia Sebastian.- Bardzo się wściekł?- pyta.
-Jackob?
-Tak, on.
-No nie był zachwycony. Odgrażał się, że nie zostawi tego tak, ale powiedziałem mu co myślę i już więcej nic nie mówił.
-Zwolnił cię?
-Nie. Przynajmniej nic takiego nie powiedział. Jeśli nawet to zrobi, to trudno. Wolę nie mieć pracy niż aby między nami były ciągle nieporozumienia, albo ciche dni. Może nie umrzemy z głodu. Znajdę inną pracę.Jakoś sobie poradzimy.- zapewnia.
-A właśnie... A propos pracy to ja mam poważną propozycję.- mówi Sebastian.- I szczerze mówiąc podoba mi się koncepcja i cel...
-Czego?
-Mario zaproponował i etat w fundacji.- mówi. Mark jest zaskoczony. Jednak zaraz potem się uśmiecha.
-No to gratuluję.- mówi.
-Wpadłem na niego przypadkiem. Gadaliśmy trochę i on słuchał, a potem stwierdził, że ma propozycję. No i zaproponował. Mówił, że już od jakiegoś czasu się zastanawiał, ale zawsze coś miał do zrobienia i w końcu nie pytał. no i dziś... zrządzenie losu.- uśmiechnął się Sebastian. Mark przytulił go ponownie.- Poradzimy sobie.- mówi młodszy.
-Jasne, że sobie poradzimy.- odzywa się starszy.- Razem ze wszystkim jesteśmy w stanie sobie poradzić.- zapewnia. Przytulają się dłuższą chwilę. Chłoną ten moment. Kiedy się od siebie odsuwają Mark patrzy przez dłuższą chwilę na męża. Lustruje jego twarz.
-No co?- pyta młodszy.- Mam coś na buzi?- marszczy brwi.
-Powiem ci, że jak dałeś mu w gębę...- zaczyna mówić starszy.- Myślałem, że to błąd, bo wiedziałem, że się wścieknie. Ale z drugiej strony...- dotyka policzka ukochanego.- Podobało mi się to, że przyszedłeś i po prostu pokazałeś mu jego miejsce w szeregu.- uśmiecha się.- A jak tak stanowczo i władczo powiedziałeś mu, że nie lubisz się dzielić to po prostu...- nie kończy ponieważ czuje usta młodszego na swoich. Więc po prostu poddaje się tym ustom. A kiedy odrywają się od siebie, aby wziąć oddech Sebastian patrzy w oczy Marka.
-Jesteś mój.- mówi.- Mój.- powtarza.-I nikomu nie pozwolę zniszczyć tego, co mamy. 
-Nie pozwoliłbym mu.
-Wiem, ale musiałem to zrobić. Ty też byś tak zrobił.- mówi Seba.
-Tak, masz rację.- przyznał.
-Mam propozycję.- mówi młodszy.- Może gdzieś wyjdziemy, albo też możemy spędzić resztę dnia w domu. To zależy na co masz ochotę?
-W domu.- pada odpowiedź.- Nie chcę dzisiaj wychodzić. Chcę spędzić spokojny wieczór z moim mężem. I mam zamiar wyłączyć telefon. Nie chcę aby ktoś przeszkadzał.
-To bardzo dobra myśl.- uśmiecha się młodszy. Chwilę później obydwaj przebrani w jakieś wygodne, miękkie ubrania leżą na sofie w salonie, objadają się niezdrowymi przekąskami i oglądają filmy. Potrzebują właśnie tego. Po prostu pobyć razem. Przytulić się na kanapie, pooglądać filmy, od czasu do czasu wymienić pocałunkiem. Momentami porozmawiać. Popatrzeć sobie w oczy. Wymienić uśmiechem, dotykiem. Więc po prostu to robią.
***
Kolejny niebawem :)