Nie ma pojęcia jak przeszli do takiej sytuacji. Nie mogą się z Sebą od kilku dni dogadać, spokojnie porozmawiać. Dzieje się tak od owego porannego telefonu jego szefa. Mark spędza w pracy więcej czasu ponieważ sytuacja tego wymaga. po przejęciu firmy przez nowego szefa trzeba pewne sprawy uporządkować. Wielu z pracowników poświęca swój prywatny czas. Nie rozumie więc zachowania swojego męża. Wie, że jest zazdrosny. Próbuje mu tłumaczyć, ale prawdą jest, że ma na to niewiele czasu ponieważ często pracuje cały dzień, a kiedy wraca Sebastiana albo nie ma, albo śpi. Rano wychodzi pobiegać, a kiedy wraca przeważnie się mijają w drzwiach.
Tego dnia ma wolne, ale w pewnym momencie jednak odbiera telefon od Jackoba, który prosi go, aby przywiózł mu pewne dokumenty na spotkanie, które poprzedniego dnia wziął. Ubiera się po czym wchodzi do kuchni gdzie przebywa jego mąż.
-Pięknie pachnie.- mówi.- Czy to mój ulubiony gulasz?- pyta uśmiechając się. Sebastian spogląda na niego i dostrzega, że jest ubrany do wyjścia. I Mark zauważa, że w tym momencie zmienia się jego mina i znika błysk z oczu, który jeszcze chwilę wcześniej w nich był.
-Dokąd idziesz?- pada pytanie, a on wie, że jeśli powie, że musi pojechać na spotkanie z Jackobem, nawet krótkie, Seba się wścieknie. Ma już powiedzieć, ze na zakupy, ale nie robi tego. Kiedyś obiecali sobie szczerość. Kiedyś już kogoś stracił. Nie chce powtarzać błędu.
-Jackob... mam dokumenty, które są mu potrzebne...- mówi patrząc na męża i widząc jak robi się smutny.- Sebastian... ja pojadę, zostawię je i wracam do ciebie. Naprawdę zaraz wrócę. Max pół godziny mnie nie będzie.- mówi mu.
-Nie wierzę, on... na pewno znajdzie ci jakieś zajęcie i znów będziesz tam kilka godzin, a dziś masz wolny dzień.- mówi w końcu młodszy. - Praktycznie się mijamy. Nie wiem... Ja nie wiem jak to będzie, ale mam dość... Mark, mam dość.- powtarza.
-Muszę pracować.- mówi starszy.- To nie tak, że zostaję tam sam. Wiele osób zostaje po godzinach, musimy pomóc mu ogarnąć wszystko. Dopiero niedawno się pojawił,trochę potrwa zanim się wdroży. Musi poznać dokładnie wszystko, a my mamy obowiązek przygotować wszystko, co zechce. To nasz szef...
-Wiem, ale nie podoba mi się to, że tak szybko zaczął traktować cię jakbyście znali się od lat.
-Jesteś dla mnie najważniejszy...- wyznaje Mark.- Wiesz o tym.
-On mi się nie podoba. Mark, ja...
-Jesteś zazdrosny.- mówi starszy.- Nic na to nie poradzę. Sam musisz nad tym zapanować, Seba. Nie umiem cię przekonać, że on to on, ja to ja- osobno. - przekonuje.- Naprawdę muszę pojechać. Wrócę jak tylko oddam mu dokumenty. Najszybciej jak się da.- obiecuje.- Poczekasz na mnie?- pyta, a Sebastian niepewnie się uśmiecha, co jest zachętą dla Marka. Dlatego podchodzi do swojego męża, po czym obejmuje Sebę i przytula do siebie, a potem muska jego usta, po czym wychodzi z mieszkania. A Sebastian zostaje i bije się z myślami. I ciągle zerka na zegarek. Czeka.
***
-Jackob, proszę cię. Nie jestem przygotowany, a poza tym mam dzisiaj wolne. Obiecałem mojemu mężowi, że zaraz wrócę...
-Przepraszam, ale naprawdę jesteś mi potrzebny na tym spotkaniu. To najwyżej godzina czasu. Będę ci bardzo wdzięczny, ty odpowiesz na każde ich pytanie, znasz temat lepiej niż ja.- spogląda na niego. Mark wie, że Sebastian na niego czeka, wie, że jeśli go zawiedzie tamten będzie wściekły. Spogląda na telefon. - Zadzwoń do niego, a jak nie to ja za dzwonię i z nim porozmawiam.- proponuje Jackob.
-Ja to zrobię.- odpowiada natychmiast nie chcąc narazić Sebastiana na kolejną rozmowę ze swoim szefem. Nie chce zaognić sytuacji. Więc odchodzi na bok, wybiera numer do męża i czeka.
-Czekam na ciebie.- mówi Sebastian zaraz po odebraniu połączenia.- Gdzie jesteś?- pyta. Mark słyszy przez telefon, że tamten się uśmiecha.
-Skarbie...- zaczyna.- Poproszono mnie o to, abym uczestniczył w spotkaniu. Znam najlepiej temat, a ci panowie mają sporo pytań. Jackob się przygotował, ale zależy mu, aby oni się zdecydowali i poprosił...
-Wiedziałem...- wzdycha po drugiej stronie Seba.
-Przepraszam, to potrwa najwyżej godzinę. Wynagrodzę ci to.-obiecuje.- Zrozum... jestem między młotem a kowadłem. Jesteś dla mnie najważniejszy, ale zależy mi na pracy ponieważ wiesz, że...
-Wiem. W porządku.
-Seba...
-Idź na spotkanie. Na pewno czekają.
-Wrócę najszybciej jak będę mógł.- powtarza.- Przepraszam... Nie słyszy już nic. Sebastian po prostu się rozłącza. Siedzi przy stole i patrzy na nakrycia, które przygotował. Słyszy jak piekarnik dzwoni i idzie go wyłączyć. A potem nakłada sobie posiłek na talerz i zaczyna jeść. Jednak rezygnuje, bo stracił apetyt. Sprząta swoje nakrycie, a nakrycie Marka zostawia nietknięte. Przebiera się, bierze klucze, a potem wychodzi.
***
Kiedy wraca do domu zastaje puste mieszkanie. A pozostawione nakrycie na stole utwierdza go w przekonaniu, że Sebastian czekał i liczył, że razem zjedzą posiłek. W kuchni dostrzega pozostawione na talerzu jedzenie, wie, że Sebastian nie zjadł posiłku. Spogląda na swój telefon i wybiera po raz kolejny numer do męża licząc, że włączył telefon. Niestety po raz kolejny włącza się poczta głosowa. Nie ma pojęcia gdzie ma go szukać, jest pewien, że nie jest w miejscu, w którym lubią bywać razem. Jest pewien, że skoro wyłączył telefon to nie chce być znaleziony. Chce dać mu chwilę, której najwyraźniej potrzebuje, ale z drugiej strony się martwi ponieważ po tym jak Sebastian został pobity unikał samotnych wyjść tym bardziej wieczornych. A jeśli już wychodził to zawsze miał włączony telefon. Mark zawsze wiedział gdzie jest. Tym razem jest inaczej. Nie ma pojęcia dokąd udał się jego mąż, a telefon milczy. Postanawia po prostu poczekać, ale z drugiej nie umie usiąść spokojnie i po prostu czekać. Kiedy mija godzina od jego przyjazdu do domu jego już nosi. Nie może usiedzieć w miejscu, zastanawia się do kogo ma zadzwonić, z kim Sebastian mógł chcieć się spotkać. I jest pewien, że w tej sytuacji z nikim. Wie dobrze, że mają niewielu znajomych takich z którymi jego mąż chciałby rozmawiać na temat ich problemów. Jest Ricky, któremu Seba ufa i z którym w pewnym sensie się zaprzyjaźnił, ale z drugiej strony wie także, że Ricky miał być tego dnia poza miastem. Przynajmniej mu się tak wydaje. Jednak dzwoni do niego po dwóch godzinach bezczynnego siedzenia w domu. Ricky odbiera po kilku sygnałach.
-Cześć Mark.-wita się z nim zatrzymując się na skrzyżowaniu.
-Cześć Ricky.- odpowiada.- Przeszkadzam ci?- pyta.- Jeśli nie masz czasu rozmawiać to mi powiedz...-dodaje.
-Spoko, mam czas. Jadę samochodem, ale mam słuchawkę w uchu więc spoko. Co tam?- pyta, bo wie, że Mark nie dzwoni bez powodu. Zresztą słyszy w jego głosie niepokój. Po tylu latach nadal bezbłędnie potrafi odczytywać jego emocje po tonie głosu.
-Wracasz dopiero do domu tak?- pada następne pytanie.
-Tak. Miałem wrócić wcześniej, ale niestety się przeciągnęło. Agnes nie była zadowolona, ale trudno. Praca to praca.- kwituje.- Dlaczego pytasz?
-Myślałem, że przyjechałeś wcześniej i może...- przerywa.- To bez sensu...- wzdycha.
-Co jest bez sensu?- pyta Ricky.- Nie rozumiem, Mark. Powiedz mi o co chodzi i czym się martwisz, bo się martwisz. Chodzi o Sebę?
-Tak, myślałem, ze może poszedł do ciebie, albo zadzwonił. Ale skoro ciebie nie ma to ta opcja odpada.- mówi cicho.
-Co się stało? Konkretnie.
-Nie ważne...
-Ważne, skoro szukasz Sebastiana i się martwisz. I zadzwoniłeś do mnie. Jeśli już zadzwoniłeś to możemy pogadać prawda?- mówi Ricky. Mark mówi mu w skrócie co się stało. A Ricky domyśla się, że Sebastian może wyczuwać coś, czego jeszcze nie czuje Mark. Może dostrzegać coś, czego Mark jeszcze nie widzi, lub nie chce widzieć.- Myślę, że poszedł po prostu na drina. Wróci.- mówi Ricky.
-Wiem, że wróci, ale i tak się martwię. Po tym pobiciu...
-Nic mu się nie stanie, ale ja na twoim miejscu zająłbym się sprawą szefa. Sebastian ma rację Mark...- zwraca mu uwagę.
-Mówiłem ci jak to wygląda, to praca...
-Dla niego wygląda zgoła inaczej. I powiem ci jeszcze jedno... ma rację. Sebastian nie jest obsesyjnie zazdrosny obstawiam. I skoro teraz się przejmuje to znaczy, że coś może być na rzeczy. Zresztą ty na jego miejscu również byś tak do tego podszedł...
-Jak się komuś ufa...- zaczyna Mark, ale Ricky mu przerywa śmiechem.
-Tylko mi nie mów, że jak się komuś ufa to podchody żadnego faceta nie powinny robić na nas wrażenia, tak? To przypomnij sobie siebie parę lat temu, Mark.- przypomina mu, a Mark od razu wie o czym tamten mówi.-Wiesz o czym mówię prawda?
-Wiem...- przyznaje starszy.
-No i właśnie. - kwituje dziennikarz.
-Oki. Masz rację.- przyznaje starszy, ma zamiar jeszcze coś dodać, ale słyszy jak drzwi do mieszkania się otwierają.- Poczekaj moment, chyba przyszedł.- mówi do telefonu po czym idzie do przedpokoju. Dostrzega w nim Sebę, który próbuje ściągnąć buty, trochę nieudolnie, ale w końcu mu się udaje. Kiedy kończy prostuje się i widzi Marka z telefonem przy uchu.
-Gdzie byłeś?- pyta. Sebastian nie odpowiada na pytanie. Mówi za to coś innego.
-Znowu z nim rozmawiasz?- pyta.- Czego tym razem chce? Znowu musisz przywieźć mu papiery, czy ponownie jechać poświęcając swój wolny dzień? No tak, to twój szef... Musisz... Bo tylko ty pracujesz...- dodaje, po czym chce obok niego przejść, ale zatacza się trochę.
-Myślałem, że jesteś wstawiony, ale ty jesteś pijany.- mówi Mark.
-Może i jestem...- przyznaje Sebastian.- Nie przeszkadzajcie sobie w rozmowie...- wskazuje na telefon.
-Rozmawiam z Rickym, wiesz?- odpowiada starszy po czym pokazuje mu wyświetlacz. Przykłada telefon do ucha.- Ricky, przepraszam, ale muszę się nim zająć. Dzięki. Na razie.- żegna się.
-W porządku. Zajmij się nim i jakoś załatw tą sprawę z szefem, bo twój facet jest ważniejszy niż jakiś koleś, który robi podchody, a jako, że nie jesteś zainteresowany to nawet na to nie zwracasz uwagi. - kwituje.- Powiedz swojemu facetowi, że mówię mu cześć. I przypomnij, że mieliśmy iść na piwo.
-Przekażę... Na razie.
-Trzymajcie się.- żegnają się po czym Mark się rozłącza. Idzie do sypialni, bo tam udał się jego mąż. Kiedy się tam pojawia Sebastian siłuje się z guzikami od koszuli. Ma rozpięty pasek jeansów i próbuje odpiąć sobie guziki. Podchodzi i ma zamiar mu pomóc, ale on go odtrąca. Jest zaskoczony reakcją partnera, próbuje ponownie, ale znowu go odtrąca.
-Jego też dotykałeś?- mówi niewyraźnie młodszy.
- O czym mówisz?
- Już cię uwiódł czy jeszcze nie uległeś jego urokowi, hmm?- spogląda na męża. Mark dostrzega, że oczy Seby niebezpiecznie błyszczą, są smutne, bardzo smutne. Nie chce by tak było.
-Sebastian mówiłem ci tysiąc razy, że to jest mój szef. Nikt mnie nie uwodził.- tłumaczy cierpliwie.- Pomogę ci.- proponuje.
-Nie, zostaw.- robi krok do tyłu, potyka się o dywanik i o mało się nie przewraca, ale Mark w porę go łapie i tym samym udaje mu się utrzymać równowagę. W sumie nie wypił dużo, ale był głodny więc jest bardziej pijany niż normalnie po wypiciu takiej ilości alkoholu.
-Sebastian jesteś jedyną osobą w moim życiu z którą chcę być w każdy możliwy sposób. Nikt inny mnie nie interesuje. Mówię ci to ciągle i jeśli będzie potrzeba powiem jeszcze tysiąc razy. Nie interesuje mnie Jackob. Nie wiem czy robi do mnie podchody czy nie, bo nie zwracam na to uwagi. Nie musisz czuć się zagrożony. Nie musisz być zazdrosny. Nie musisz się martwić. - zapewnia go, a Sebastian patrzy na niego milcząc, a potem udaje mu się jedynie wyszeptać dwa słowa.
-Zaraz zwymiotuję.
-Chodź.- mówi jedynie Mark, po czym pomaga mu dostać się do łazienki. Sebastian klęka przy muszli klozetowej i wymiotuje. Mark gładzi go po łopatce, a potem kiedy Seba przestaje i wstaje Mark spogląda na niego. Nic już nie mówi, po prostu na niego patrzy. Przez chwilę milczą, a potem Mark włącza wodę pod prysznicem, ustawia tak, aby płynęła odpowiednio ciepła woda, po czym spogląda na swojego męża i podchodzi do niego. Bez słowa rozpina mu guziki koszuli, a ten mu na to pozwala.
-Z resztą sobie poradzisz czy mam ci pomóc?- pyta.
-Kręci mi się w głowie...- odpowiada młodszy.- Chcę iść spać.- marudzi.
-Musisz na moment wejść pod prysznic. Poczujesz się lepiej. Potem się położysz...- mówi.
- Pomożesz mi?- pyta, bo coraz bardziej kręci mu się w głowie. Mark uśmiecha się tylko. Chwilę później Sebastian jest już w łóżku. Zasypia zaraz po tym jak przykłada głowę do poduszki. Mark wiesza ręczniki Seby na suszarce, a potem sam idzie pod prysznic. Kiedy zjawia się w sypialni i kładzie do łóżka spogląda na swoją drugą połowę śpiącą spokojnie po prawej stronie. Uśmiecha się dotykając jeszcze nie do końca wyschniętych włosów swojego męża. Patrzy na niego i zastanawia się ile jeszcze razy będzie musiał tłumaczyć mu, że nie interesują go zamiary jego szefa o ile tamten jakiekolwiek ma wobec niego.Wie jednak, że będzie tłumaczył do skutku.
***
Ma potworny ból głowy kiedy się budzi. na nocnym stoliku dostrzega tabletkę i szklankę wody. Oczywiście czym prędzej wkłada ją do ust popijając obficie.Potem odkłada szklankę na stolik. Patrzy na zegarek stojący przy łóżku. Jest godzina 9:06. Domyśla się, że Mark już dawno jest w pracy. Zamyka oczy i próbuje sobie coś przypomnieć z poprzedniego wieczoru, lub raczej nocy. Przypomina sobie zręczne palce odpinające mu koszulę. Palce jego partnera. Pamięta jego ciepłą dłoń na jego plecach. Pamięta ich rozmowę po jego powrocie do domu. Pamięta jak był zazdrosny myśląc, że znów rozmawia z szefem. A potem pamięta czułe spojrzenie męża próbującego wytłumaczyć mu, że nikt nie jest w stanie zając jego miejsca. I znów troskę z jaką się nim obchodził. I cierpliwość z jaką próbował mu tłumaczyć całą sytuację. Postanawia porozmawiać z Markiem po jego powrocie z pracy.Postanawia spróbować wyzbyć się zazdrości, przecież ufa swojemu partnerowi.
***
-Nie mogę iść.- mówi ponieważ jest pewien, że to nie wyjdzie na dobre jego związkowi. Znów jednak zostaje postawiony pod ścianą ponieważ od tego zależy wyjście jego koleżanki z pracy, a jej bardzo zależy. Więc jedzie do domu, na tyle ile może tłumaczy Sebie sytuację, a ten jest bardzo milczący. Praktycznie się nie odzywa, przytakuje tylko, oddaje też pocałunek więc Mark wie, że nie jest zły, albo umiejętnie walczy ze złością. Nie ma czasu na rozmowę, żegna się po czym wychodzi z domu ponieważ musi jeszcze pojechać po koleżankę. Założenie ma takie, iż pojedzie na chwilę, a potem wróci. Nie zakłada, że zostanie do końca.
***
Trzyma się słów, które wypowiedział Mark. Patrzy na zegarek i na początku nie wydaje mu się, że jest późno. 2- 3 godziny- brzmią mi słowa Marka w uszach. Czeka. Nie kładzie się spać. Chce porozmawiać z mężem, obiecał to sobie, ale nie mógł tego zrobić ponieważ jego partner musiał wyjść. Chce jednak odbyć tę rozmowę tej nocy. Wyjaśnić wszystko. Spróbować uporządkować.
Mijają dwie godziny, a Mark nie pojawia się w domu. Mijają trzy- nadal go nie ma. Potem mu się dłuży. Jest zmęczony, ale czeka. Jest 1 w nocy kiedy słyszy przekręcanie klucza w zamku. Podnosi się z kanapy i idzie do przedpokoju. Ma na sobie jedynie koszulkę i bokserki. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy w drzwiach nie staje sam Mark. Kiedy widzi, że to Jackob przyprowadził jego męża, który jest pewien wypił za dużo na początku myśli o tym, że nie jest ubrany odpowiednio, że tamten na niego patrzy.
-Sebastian...- mówi Mark patrząc na niego.- Przepraszam, ale... Naprawdę nie wypiłem dużo, po prostu skusiłem się na koniec na drinka...
-Pomieszał po prostu. Jechaliśmy jedną taksówką, jak wysiadając się zatoczył bałem się, czy dojdzie do domu. Stąd moja obecność.- tłumaczy Jackob.- Przepraszam za najście i dobranoc.
-Dzięki stary.- mówi Mark.
-Nie ma za co. Dobranoc.
-Dobranoc.- odpowiada Sebastian. Zamyka drzwi za szefem swojego męża. Kiedy wraca Mark jest w tym samym miejscu. Patrzą na siebie. Sebastian ma zamiar iść do sypialni, wydaje mu się, że Mark nie jest jakoś strasznie pijany. Zna go dobrze. Mark jednak łapie go za nadgarstek.
-Seba...- wzdycha.
-Idź spać.- mówi mu.- Ja idę spać.- dodaje.
-Ale sypialnia jest tam...- wskazuje.
-Będę spać na kanapie.- odpowiada młodszy.
-Nie ma mowy.- protestuje Mark. Znów łapie go za nadgarstek i trzyma mocno, choć Sebastian chce go wyrwać. Nie udaje mu się jednak.
-Puść mnie.- mówi patrząc na męża.
-Dlaczego tak mnie traktujesz?- pada pytanie.- Ja jakoś ostatnio nie uciekałem od ciebie na kanapę, zająłem się tobą... A ty chcesz mnie zostawić...- mówi.
Rozmowa przeradza się w kłótnię. Coraz głośniejszą. Właściwie nigdy im się to nie zdarzyło. Nawet po pijanemu. To pierwszy raz. Sebastian chce w końcu odejść, ale Mark łapie go za ramię. Mocniej niż powinien. Seba czuje na ramieniu ból ponieważ palce Marka trzymają go mocno.
-To mnie boli.- mówi podniesionym głosem.
-A mnie boli to, że ciągle muszę się tłumaczyć, że ciągle mi nie ufasz!- odpowiada mu Mark.- Mam już tego dość.
Potem jest potok słów. I palce mocno trzymające ramię, zbyt mocno, próbujące zatrzymać. A potem trzaśnięcie drzwiami.
***
Słyszy dzwonek telefonu. Nie ma komórki w pokoju. Najdelikatniej jak może podnosi się z łóżka, tak aby nie obudzić Agnes. Zanim udaje mu się znaleźć telefon on przestaje dzwonić. Jednak patrzy na wyświetlacz i wybiera numer.
-Hej, co się dzieje?- pyta.
-Jestem przy drzwiach wejściowych.- mówi tylko, a Ricky nic już nie mówi, a jedynie otwiera mu. Bez słowa wpuszcza do środka. Kiedy zamyka drzwi, patrzy na gościa. Nie ma pojęcia czy tamten chce rozmawiać. Czeka co powie.- Nie miałem dokąd pójść. Hotel odpada, bo nie wziąłem z domu portfela, a naprawdę jesteście moimi jedynymi przyjaciółmi...- mówi nie do końca patrząc na Ricky'ego. Jest mu wstyd. Właściwie nie powinno, ale jednak jest.
-Powiedz mi...Wszystko w porządku?- pyta lustrując go wzrokiem. Nie ma pojęcia co się wydarzyło, że się zjawił. Patrzy na niego szukając jakiejś oznaki dyskomfortu.
-Tak, ja...- nie wie co ma powiedzieć. Coś powinien, ale nie chce opowiadać, nie chce rozmawiać, nie w tym momencie. Jest zmęczony i śpiący.-Ja po prostu nie mogłem zostać w domu...- podnosi wzrok i patrzy Ricky'emu w oczy.- Nie dzisiaj...-Czy...- ma zamiar zapytać, ale czuje dłoń Ricky'ego na swoim ramieniu. Wzdryga się lekko, co nie umyka uwadze chłopaka.
-Chodź, dam Ci pościel...- odpowiada.
-Wystarczy jakiś koc... - protestuje.- Nie przejmuj się mną...
-Seba, proszę cię.- mówi.- Chodź ze mną.- namawia go. Chwilę później, kiedy łóżko jest posłane Ricky ma wyjść z pokoju, w którym ma spać Sebastian. Zatrzymują go jednak jego słowa.
-Dziękuję i przepraszam za najście.- mówi, a Ricky spogląda na niego.
-Dobrze, że przyszedłeś.- odpowiada. Nie rozmawiają o tym co się stało. To nie jest odpowiedni czas na rozmowę.
***
Mały bonusik :)
Musiałam to napisać, po prostu musiałam.
niedziela, 12 listopada 2017
środa, 8 listopada 2017
66.Niepewność...
Powrót do domu jest tym o czym marzył. Więc kiedy wchodzi do domu rodziców, a mała na jego widok wstaje z maty, na której się bawi i biegnie do niego czym prędzej on kuca i rozkłada ramiona. Emily uśmiecha się na ten widok, a Mario przytula swoją córeczkę mocno do swojego ciała. Chowa ją w swoich ramionach, a twarz w jej włosach.
-Tak bardzo cię kocham.- mówi cicho, ale nie tylko Julie słyszy, jego rodzice również. Chwilę później Emily i Mario siedzą na sofie i rozmawiają z rodzicami piłkarza przekazując im dokładnie to, co ustalili lekarze w związku ze zdrowiem piłkarza. Mała Julie siedzi na kolanach Mario, jest do niego przytulona. Odkąd wrócił nie zostawiła go nawet na chwilę. Mario tuli ją do siebie, rozmawia, ale cały czas co chwilę zerka na córeczkę. Wie, że tęskniła. Wie, że mała jest do niego tak przywiązana, iż pomimo tego, że była grzeczna podczas jego nieobecności to jednak mocno tęskniła. Widać to właśnie w tym momencie. Kiedy rozmowa się przeciąga, w pewnym momencie Emily wskazuje na małą. Mario patrzy na córeczkę i okazuje się, że mała zasnęła. Uśmiecha się czule na ten widok.
-Pójdę ją położyć.- mówi, po czym najdelikatniej jak umie wstaje. Mała zasnęła już na tyle mocno, że nie reaguje. Mario wychodzi z salonu.
-Bardzo za nim tęskniła. Momentami popłakiwała, ale nie chcieliśmy tego mówić, bo po pierwsze panowaliśmy nad sytuacją, a po drugie jemu nie były potrzebne dodatkowe zmartwienia.- mówi babcia dziewczynki.
-Domyślałam się, że może popłakiwać, ale też nie chciałam dopytywać przy Mario, bo on i tak przeżywał zarówno badania, jak i rozłąkę z Julie. Dobrze, że już jesteśmy.- uśmiecha się dziewczyna piłkarza.
-Też się cieszymy, choć to na pewno nie będzie łatwe. Mario, jak wiesz, jest cierpliwą osobą, ale miewa trudne momenty. Teraz na pewno też tak będzie. - mówi matka piłkarza.
-A mówią, że życie piłkarza jest łatwe...- wzdycha ojciec Mario.
-Łatwe jest wtedy, kiedy się o kimś czyta w kolorowej gazecie.- odpowiada Emily.- Szczerze mówiąc nie znałam drugiej strony tego zawodu, bo i skąd? Nie raz czytałam o piłkarzach, o żonach... Pięknie to wszystko wyglądało z perspektywy czytelnika kolorowych pism...
-To prestiż, ale i wiele wyrzeczeń...
Emily widzi, że idzie Mario. Piłkarz zajmuje miejsce obok niej. Blisko. Jego dłoń ląduje na jej udzie, a wzrok łączy się ze wzrokiem dziewczyny. Uśmiecha się.
-Położyłem ją, ale miałem też ochotę do niej dołączyć...- wyznaje.
-Trzeba było tak zrobić.- odpowiada dziewczyna.
-Nie mogłem zostawić gościa.- mówi o niej. Jest pewna.
-Emily nie jest gościem... Jest członkiem rodziny...- poprawia go mama, a on spogląda na nią. Uśmiecha się i to jest jego jedyna reakcja na te słowa. Cieszy się po prostu, że kobieta, która kocha tak bardzo wpasowała się w jego życie. Tak bardzo wpasowała się w jego rodzinę.
***
-Idziemy na spacer?- pyta Marco.
-Na spacer?- dopytuje Natalie.
-Tak, kochanie. Mam ochotę pójść z moją żoną tak po prostu na spacer. Na taki zwyczajny. Jak zwyczajni ludzie, którymi zresztą jesteśmy.- mówi jej patrząc na nią i się uśmiechając.
-Może i jesteśmy normalnymi ludźmi, przynajmniej staramy się nimi być, ale dodatkowo jesteś piłkarzem więc znając życie to jak się tylko pojawimy gdzieś to otoczą cię kibice i skończy się tak jak zawsze na autografach i zdjęciach.- odpowiada żona.
-Zrobię sobie kilka zdjęć grupowych, a potem ładnie przeproszę i powiem, że chciałbym pospacerować z żoną.
-Trzymam cię za słowo.- mówi mu. Jest tak jak przewidziała Natalie. Jak tylko zostają rozpoznani, Marco natychmiast znajduje się w centrum zainteresowania. Ale również jest tak jak mówił. Zgadza się na zdjęcia, ale tylko na kilka grupowych. Nie na indywidualne tłumacząc, że obiecał żonie spacer i zamierza dotrzymać słowa. Fani słuchają. Po chwili mężczyzna bierze za rękę Natalie i idą dalej alejką.
- Nie lubię jak te wszystkie kobiety są tak blisko ciebie. Jak cię tak ciasno otaczają.- mówi Natalie. Marco w odpowiedzi przyciąga ją do siebie i obejmuje ciaśniej jednym ramieniem. Potem całuje w czoło.
-Ty jesteś kobietą, którą chce mieć obok siebie najbliżej. Którą mam przy sobie. Z którą jestem najbliżej. Inne kobiety to tylko kibice, fanki, jak zwał tak zwał. Nie musisz być zazdrosna. - mówi jej.- Jesteś kobietą mojego życia.
***
Jest rozczarowany ponieważ mieli wyjść wieczorem, ale okazało się, iż Mark musi wrócić do pracy, ponieważ trzeba coś poprawić. Obserwuje go jak się przebiera. Choć chciałby wyrazić to, jak jest zły, milczy. Nie chce nic mówić. W końcu praca jego męża jest ważna. Ważniejsza niż jego złość i rozczarowanie. Tym bardziej, że on nie zarabia. Kiedy drzwi za Markiem się zamykają, on idzie do barku i wyciąga z niego butelkę z bursztynowym trunkiem. Nalewa sobie odrobinę do szklaneczki i wypija jednym ruchem. Potem nalewa jeszcze trochę, chowa butelkę, a potem zajmuje miejsce na kanapie i ma zamiar pooglądać telewizję. Zasypia w połowie filmu. Jest wcześnie. Marka nie ma w domu. Jak się budzi jest godzina 22.15. Nadal jest sam. Sprawdza telefon. Odczytuje wiadomość od męża, że jeszcze musi chwilę posiedzieć. Bierze prysznic po czym kładzie się do łóżka. Nie wie o której zasypia, ale jest nadal sam.
***
Znów go maluje. To dzieje się spontanicznie. Po prostu rano, bardzo wcześnie rano, kiedy dzieci jeszcze śpią, a ona budzi się odczuwając potrzebę pójścia do toalety, idzie do niej, a kiedy wraca i kładzie się obok męża w łóżku widzi, że zsunęła się z jego ciała kołdra. Patrzy na niego. Na śpiącego spokojnie Marco. Na Marco, którego tak bardzo kocha. Obserwuje jak jego klatka piersiowa równomiernie unosi się i opada.Jest szczęśliwa. Uwielbia takie poranki. Poranki, kiedy może na niego patrzeć. Obserwować jak śpi. jaki jest spokojny. Postanawia go namalować. zapamiętuje każdy szczegół obrazu przed nią. Malowała go niezliczoną ilość razy. W różnych pozach. Czasem tylko pozował, rzadko, często malowała z pamięci. Teraz też namaluje z pamięci. Przecież zna każdy szczegół jego ciała, jego twarzy, jego całego.
-Przyglądasz mi się.- słyszy jego głos i patrzy na niego.Dostrzega, że jej mąż ma otwarte oczy i się w nią wpatruje.
-Uwielbiam na ciebie patrzeć. Korzystam jak mogę. Kiedy jesteś w domu.- dotyka jego nagiej klatki piersiowej i przeciąga palcami po jego skórze, a on czuje dreszcze. Zawsze je czuje.- Jesteś doskonały.- komplementuje go.
-Oj... Nie jestem.- zaprzecza.
-Jesteś...
-Nie istnieje nikt doskonały, Nat...
-Nie o to mi chodzi.- prostuje.- Dla mnie jesteś doskonały.- poprawia się.- Każdego dnia jestem wdzięczna Bogu, że postawił cię na mojej drodze.- mówi mu, a on uśmiecha się z czułością.
-A może raczej postawił ciebie na mojej.- mówi patrząc jej w oczy.- Byłaś mi potrzebna. Jesteś...
-Ty mnie również... Nie wiem w jakim miejscu byłabym teraz, gdybym cię nie spotkała. Wątpię, że w dobrym...- wyznaje szczerze.- Nie wiem jak tego dokonałeś, że ci zaufałam. Szczerze mówiąc do tej pory nie mam pojęcia.
-Myślę, że po prostu mieliśmy być razem. Tak miało być kochanie.- dotyka jej policzka dłonią i gładzi go z czułością.- Myślę też, że taka kobieta jak ty nie mogłaby być sama...
-Byłabym.- zapewnia go.
-Myślę, że nie. - zaprzecza jej słowom.
-Marco... ja do tej pory boję się mężczyzn.- patrzy mu w oczy kiedy to mówi.- Wiem, ze tego nie widać, zresztą przebywam głównie wśród osób mi znajomych, zaufanych, ale... Robb...
-Nie myśl o nim...
-On sprawił, że już nigdy nie będę ufna. Że już zawsze będę odczuwać strach...
-Robb to przeszłość. Trzyma się od nas z daleka. I mam nadzieję, że tak już będzie zawsze, bo szczerze mówiąc nie wiem co bym zrobił gdyby kiedykolwiek próbował się do nas zbliżyć.- mówi szczerze.
-On już się do nas nie zbliży... To tchórz. Jest mądry jak ma do czynienia z kimś słabszym od siebie. Ty to nie ja...- wzdycha.- Wystraszył się ciebie. Raz a dobrze.
-Nie byłaś słaba.- zaprzecza jej słowom bo się z nimi nie zgadza.- Przypominam ci, że to ty od niego odeszłaś. Znalazłaś sposób, wyprowadziłaś się, zaczęłaś nowy rozdział swojego życia. To nie ja zrobiłem kochanie. - przypomina jej, a ona się nad tym zastanawia. Faktycznie. Marco pomógł jej później.
-Może i tak było... - przyznaje.
-Nie może, tak było kochanie. Po tym wszystkim co przeszłaś znalazłaś siłę na to, by zmienić swoje życie. I sposób, aby od niego odejść. Jesteś silna. Bardzo. I podziwiam cię. Zawsze będę. - mówi pewnie.- Spełniłaś moje marzenia o domu i rodzinie. Ciągle spełniasz. Dałaś mi dom, z którego niechętnie wychodzę i z chęcią wracam. Jesteście moim domem- ty i nasze dzieci. Nie ważne co się dzieje, nie ważne jakie burze są w naszym życiu, ja zawsze wiem, że mam coś co jest stałe i niezmienne- Was. - wyznaje.- Tak bardzo Was kocham. - dodaje.- A ty jesteś kobietą moich marzeń. - uśmiecha się. Natalie całuje go, bo po takim wyznaniu nie pozostaje jej nic innego. Musi go pocałować. Nie może tego nie zrobić.
-Nie wiem czym sobie na ciebie zasłużyłam...- mruczy.
-Tak bardzo cię kocham Natalie...- mówi po raz drugi. I całuje ją. A potem są kolejne pocałunki, kolejne i kolejne... I może nie tylko one...
***
Kiedy wstaje jego mąż śpi. Wstaje tak, aby nie obudzić Marka. Po cichu wychodzi z sypialni. Po drodze wciąga na siebie t-shirt. W kuchni wstawia wodę na herbatę, po czym wrzuca dwie kromki chleba tostowego do tostera. Zamyśla się. Toster wydaje charakterystyczny dźwięk, więc wie, że tosty gotowe. Smaruje je obficie dżemem, miał nie jeść słodkiego, ale zrobi wyjątek. Zjada obydwa po czym robi sobie herbatę. Przegląda pocztę popijając gorący napój. Wie, że Mark zapewne wrócił bardzo późno, nie chce budzić go, chce, aby się wyspał. Dlatego postanawia wyjść pobiegać rano. Może powinien zrobić to od razu po wstaniu z łózka, ale właściwie stwierdza, że każda chwila jest dobra. Ubiera się po czym wychodzi.
***
Kiedy wraca w mieszkaniu nadal jest cicho, wiec wie, iż Mark jeszcze nie wstał. W kuchni pije wodę, ponieważ ta w butelce już dawno mu się skończyła. Postanawia wziąć prysznic, ale kiedy telefon Marka wibruje na blacie kuchennym. Bierze go w dłoń i widzi, że ktoś dzwoni. To jego szef.
-Proszę.- odzywa się.
-Cześć Mark. Przepraszam, ale mam wyrzuty sumienia i dzwonię, aby zapytać czy twój mąż się nie wściekł? Domyślam się, że nie był zadowolony. Naprawdę nie chciałem, abyś miał kłopoty przeze mnie.- mówi, a żołądek Sebastiana się kurczy. Nie ma pojęcia o czym tamten mówi, ale czuje niepokój.-Mark, jesteś tam? Wszystko w porządku?- dopytuje dziwiąc się, że nikt się nie odzywa.
-Dzień dobry. Mój mąż śpi.- odpowiada Sebastian siląc się na spokojny ton chociaż nie ma pojęcia co ma myśleć.
-Przepraszam, nie wiedziałem, że to nie Mark odebrał.
-Powiedziałbym Panu, ale od razu zaczął Pan zadawać pytania, nie miałem jak. Odebrałem jego telefon ponieważ zobaczyłem, że to pan, pomyślałem, że to coś ważnego.- tłumaczy.
-Przepraszam...- pada z drugiej strony.- Wczoraj...- zaczyna, a żołądek Sebastiana kurczy się.- Zabrałem mu mnóstwo czasu... ja...
-Dlaczego podejrzewał Pan, że będę zły?- to pytanie wypływa z ust Sebastiana zanim jeszcze podejmuje decyzję czy ma je zadać. Mimowolnie. Jest cisza po drugiej stronie, za długa jak na gust Seby. W końcu szef Marka odzywa się.
-Wiem, ze to zabrzmiało dziwnie. Ale chodziło mi o to, czy nie był Pan zły, że tyle musiał być w pracy.- tłumaczy, a Sebastian choć ufa mężowi, to temu mężczyźnie już nie. Nie ma pojęcia, ale nie czuje do niego sympatii. Wolał poprzedniego szefa swojego męża. Sebastian ma już coś odpowiedzieć, ale zauważa, że Mark pojawia się w kuchni. Dostrzega, iż Seba ma jego telefon przy uchu.
-Z kim rozmawiasz?- pyta, a Sebastian po prostu podaje mu telefon i opuszcza kuchnię. Mark jest zdezorientowany. Zauważa, że jego szef dzwoni. Przykłada telefon do ucha.
***
Mario spędza cały ranek z córeczką w domu rodziców. Tak spał u rodziców. Nie chciał już zabierać małej do domu więc odwiózł Emily i wrócił do rodziców. Jedzą śniadanie z rodzicami Mario. Rozmawiają, Mario wygłupia się z Julie. Dziewczynka jest zachwycona. Widać dokładnie, że tęskniła za tatą, ale już nie jest tak, że cały czas jest do niego przylepiona jak koala. Mario tęsknił przez te parę dni za taką codziennością.
***
Mark nie przeszkadza Sebastianowi jak ten bierze prysznic. Za ten czas przygotowuje śniadanie. Kiedy słyszy, że woda została zakręcona zalewa herbatę po czym kieruje swoje kroki w stronę łazienki. Naciska klamkę, drzwi się otwierają. Sebastian wyciera się stojąc niedaleko prysznica. Obserwuje go. Sebastian milczy. On nie ma pojęcia co jego mąż sobie myśli.
-Seba...- odzywa się do niego, ale Sebastian na niego nie patrzy. Przez telefon szef go przepraszał, powiedział dokładnie jakie słowa padły, kiedy Seba odebrał więc Mark domyśla się, iż mogło to zabrzmieć dwuznacznie.- Wiem, że to o co pytał Jackob mogło dziwnie zabrzmieć. Wczoraj przepraszał mnie, że musiałem tak długo zostać w pracy, było mu głupio i strasznie się przejmował, że się na mnie wściekniesz. Mówiłem, ze jesteś wyrozumiały, ale on swoje. I dzisiaj zadzwonił się dowiedzieć. - tłumaczy.- Wiem, że mogłeś to odebrać inaczej, wiem, ze odebrałeś, widzę to po tobie, ale naprawdę chodziło tylko o to. Nie pomyśl sobie, ze mogło coś się wydarzyć, bo to pewnie tak zabrzmiało, zresztą sam bym to w ten sposób odebrał...- dodaje. Sebastian nadal milczy. Już się nie wyciera, a ubiera.- Sebastian, powiedz coś proszę.- zwraca się do niego Mark.- Wiem, że byłeś zdezorientowany, powiedz mi to, pogadaj ze mną. Nie wiem co sobie myślisz, jak nic nie mówisz. mam nadzieję, że mi ufasz...- dodaje. Sebastian spogląda na niego.
-Tobie ufam.- odpowiada.- Powiedz mi... - zaczyna, ale zastanawia się chwilę. Mark zbliża się do niego.- On ma kobietę?- dopytuje.
-Kto?
-Jackob.- pada odpowiedź.
-Nie, nie ma.- odpowiada szczerze jego mąż.
-Jest gejem?- pada kolejne pytanie. Sebastian spogląda na swojego męża.
-Nie. Jackob jest bi.- odpowiada szczerze. Taka jest prawda.
-Hmm... wydawało mi się, że jest za bardzo zainteresowany twoją osobą i życiem. - mówi młodszy.
-O czym ty mówisz?
-Ja wiem o czym mówię. - odpowiada i wychodzi z łazienki. Sebastian od początku nie polubił jego nowego szefa. Wie o tym bardzo dobrze. I wie, że teraz będzie tylko jeszcze gorzej.
***
Wróciłam. Ta dam !!!
Mam nadzieję, że już moja wena będzie stabilna ;)
Do następnego :)
-Tak bardzo cię kocham.- mówi cicho, ale nie tylko Julie słyszy, jego rodzice również. Chwilę później Emily i Mario siedzą na sofie i rozmawiają z rodzicami piłkarza przekazując im dokładnie to, co ustalili lekarze w związku ze zdrowiem piłkarza. Mała Julie siedzi na kolanach Mario, jest do niego przytulona. Odkąd wrócił nie zostawiła go nawet na chwilę. Mario tuli ją do siebie, rozmawia, ale cały czas co chwilę zerka na córeczkę. Wie, że tęskniła. Wie, że mała jest do niego tak przywiązana, iż pomimo tego, że była grzeczna podczas jego nieobecności to jednak mocno tęskniła. Widać to właśnie w tym momencie. Kiedy rozmowa się przeciąga, w pewnym momencie Emily wskazuje na małą. Mario patrzy na córeczkę i okazuje się, że mała zasnęła. Uśmiecha się czule na ten widok.
-Pójdę ją położyć.- mówi, po czym najdelikatniej jak umie wstaje. Mała zasnęła już na tyle mocno, że nie reaguje. Mario wychodzi z salonu.
-Bardzo za nim tęskniła. Momentami popłakiwała, ale nie chcieliśmy tego mówić, bo po pierwsze panowaliśmy nad sytuacją, a po drugie jemu nie były potrzebne dodatkowe zmartwienia.- mówi babcia dziewczynki.
-Domyślałam się, że może popłakiwać, ale też nie chciałam dopytywać przy Mario, bo on i tak przeżywał zarówno badania, jak i rozłąkę z Julie. Dobrze, że już jesteśmy.- uśmiecha się dziewczyna piłkarza.
-Też się cieszymy, choć to na pewno nie będzie łatwe. Mario, jak wiesz, jest cierpliwą osobą, ale miewa trudne momenty. Teraz na pewno też tak będzie. - mówi matka piłkarza.
-A mówią, że życie piłkarza jest łatwe...- wzdycha ojciec Mario.
-Łatwe jest wtedy, kiedy się o kimś czyta w kolorowej gazecie.- odpowiada Emily.- Szczerze mówiąc nie znałam drugiej strony tego zawodu, bo i skąd? Nie raz czytałam o piłkarzach, o żonach... Pięknie to wszystko wyglądało z perspektywy czytelnika kolorowych pism...
-To prestiż, ale i wiele wyrzeczeń...
Emily widzi, że idzie Mario. Piłkarz zajmuje miejsce obok niej. Blisko. Jego dłoń ląduje na jej udzie, a wzrok łączy się ze wzrokiem dziewczyny. Uśmiecha się.
-Położyłem ją, ale miałem też ochotę do niej dołączyć...- wyznaje.
-Trzeba było tak zrobić.- odpowiada dziewczyna.
-Nie mogłem zostawić gościa.- mówi o niej. Jest pewna.
-Emily nie jest gościem... Jest członkiem rodziny...- poprawia go mama, a on spogląda na nią. Uśmiecha się i to jest jego jedyna reakcja na te słowa. Cieszy się po prostu, że kobieta, która kocha tak bardzo wpasowała się w jego życie. Tak bardzo wpasowała się w jego rodzinę.
***
-Idziemy na spacer?- pyta Marco.
-Na spacer?- dopytuje Natalie.
-Tak, kochanie. Mam ochotę pójść z moją żoną tak po prostu na spacer. Na taki zwyczajny. Jak zwyczajni ludzie, którymi zresztą jesteśmy.- mówi jej patrząc na nią i się uśmiechając.
-Może i jesteśmy normalnymi ludźmi, przynajmniej staramy się nimi być, ale dodatkowo jesteś piłkarzem więc znając życie to jak się tylko pojawimy gdzieś to otoczą cię kibice i skończy się tak jak zawsze na autografach i zdjęciach.- odpowiada żona.
-Zrobię sobie kilka zdjęć grupowych, a potem ładnie przeproszę i powiem, że chciałbym pospacerować z żoną.
-Trzymam cię za słowo.- mówi mu. Jest tak jak przewidziała Natalie. Jak tylko zostają rozpoznani, Marco natychmiast znajduje się w centrum zainteresowania. Ale również jest tak jak mówił. Zgadza się na zdjęcia, ale tylko na kilka grupowych. Nie na indywidualne tłumacząc, że obiecał żonie spacer i zamierza dotrzymać słowa. Fani słuchają. Po chwili mężczyzna bierze za rękę Natalie i idą dalej alejką.
- Nie lubię jak te wszystkie kobiety są tak blisko ciebie. Jak cię tak ciasno otaczają.- mówi Natalie. Marco w odpowiedzi przyciąga ją do siebie i obejmuje ciaśniej jednym ramieniem. Potem całuje w czoło.
-Ty jesteś kobietą, którą chce mieć obok siebie najbliżej. Którą mam przy sobie. Z którą jestem najbliżej. Inne kobiety to tylko kibice, fanki, jak zwał tak zwał. Nie musisz być zazdrosna. - mówi jej.- Jesteś kobietą mojego życia.
***
Jest rozczarowany ponieważ mieli wyjść wieczorem, ale okazało się, iż Mark musi wrócić do pracy, ponieważ trzeba coś poprawić. Obserwuje go jak się przebiera. Choć chciałby wyrazić to, jak jest zły, milczy. Nie chce nic mówić. W końcu praca jego męża jest ważna. Ważniejsza niż jego złość i rozczarowanie. Tym bardziej, że on nie zarabia. Kiedy drzwi za Markiem się zamykają, on idzie do barku i wyciąga z niego butelkę z bursztynowym trunkiem. Nalewa sobie odrobinę do szklaneczki i wypija jednym ruchem. Potem nalewa jeszcze trochę, chowa butelkę, a potem zajmuje miejsce na kanapie i ma zamiar pooglądać telewizję. Zasypia w połowie filmu. Jest wcześnie. Marka nie ma w domu. Jak się budzi jest godzina 22.15. Nadal jest sam. Sprawdza telefon. Odczytuje wiadomość od męża, że jeszcze musi chwilę posiedzieć. Bierze prysznic po czym kładzie się do łóżka. Nie wie o której zasypia, ale jest nadal sam.
***
Znów go maluje. To dzieje się spontanicznie. Po prostu rano, bardzo wcześnie rano, kiedy dzieci jeszcze śpią, a ona budzi się odczuwając potrzebę pójścia do toalety, idzie do niej, a kiedy wraca i kładzie się obok męża w łóżku widzi, że zsunęła się z jego ciała kołdra. Patrzy na niego. Na śpiącego spokojnie Marco. Na Marco, którego tak bardzo kocha. Obserwuje jak jego klatka piersiowa równomiernie unosi się i opada.Jest szczęśliwa. Uwielbia takie poranki. Poranki, kiedy może na niego patrzeć. Obserwować jak śpi. jaki jest spokojny. Postanawia go namalować. zapamiętuje każdy szczegół obrazu przed nią. Malowała go niezliczoną ilość razy. W różnych pozach. Czasem tylko pozował, rzadko, często malowała z pamięci. Teraz też namaluje z pamięci. Przecież zna każdy szczegół jego ciała, jego twarzy, jego całego.
-Przyglądasz mi się.- słyszy jego głos i patrzy na niego.Dostrzega, że jej mąż ma otwarte oczy i się w nią wpatruje.
-Uwielbiam na ciebie patrzeć. Korzystam jak mogę. Kiedy jesteś w domu.- dotyka jego nagiej klatki piersiowej i przeciąga palcami po jego skórze, a on czuje dreszcze. Zawsze je czuje.- Jesteś doskonały.- komplementuje go.
-Oj... Nie jestem.- zaprzecza.
-Jesteś...
-Nie istnieje nikt doskonały, Nat...
-Nie o to mi chodzi.- prostuje.- Dla mnie jesteś doskonały.- poprawia się.- Każdego dnia jestem wdzięczna Bogu, że postawił cię na mojej drodze.- mówi mu, a on uśmiecha się z czułością.
-A może raczej postawił ciebie na mojej.- mówi patrząc jej w oczy.- Byłaś mi potrzebna. Jesteś...
-Ty mnie również... Nie wiem w jakim miejscu byłabym teraz, gdybym cię nie spotkała. Wątpię, że w dobrym...- wyznaje szczerze.- Nie wiem jak tego dokonałeś, że ci zaufałam. Szczerze mówiąc do tej pory nie mam pojęcia.
-Myślę, że po prostu mieliśmy być razem. Tak miało być kochanie.- dotyka jej policzka dłonią i gładzi go z czułością.- Myślę też, że taka kobieta jak ty nie mogłaby być sama...
-Byłabym.- zapewnia go.
-Myślę, że nie. - zaprzecza jej słowom.
-Marco... ja do tej pory boję się mężczyzn.- patrzy mu w oczy kiedy to mówi.- Wiem, ze tego nie widać, zresztą przebywam głównie wśród osób mi znajomych, zaufanych, ale... Robb...
-Nie myśl o nim...
-On sprawił, że już nigdy nie będę ufna. Że już zawsze będę odczuwać strach...
-Robb to przeszłość. Trzyma się od nas z daleka. I mam nadzieję, że tak już będzie zawsze, bo szczerze mówiąc nie wiem co bym zrobił gdyby kiedykolwiek próbował się do nas zbliżyć.- mówi szczerze.
-On już się do nas nie zbliży... To tchórz. Jest mądry jak ma do czynienia z kimś słabszym od siebie. Ty to nie ja...- wzdycha.- Wystraszył się ciebie. Raz a dobrze.
-Nie byłaś słaba.- zaprzecza jej słowom bo się z nimi nie zgadza.- Przypominam ci, że to ty od niego odeszłaś. Znalazłaś sposób, wyprowadziłaś się, zaczęłaś nowy rozdział swojego życia. To nie ja zrobiłem kochanie. - przypomina jej, a ona się nad tym zastanawia. Faktycznie. Marco pomógł jej później.
-Może i tak było... - przyznaje.
-Nie może, tak było kochanie. Po tym wszystkim co przeszłaś znalazłaś siłę na to, by zmienić swoje życie. I sposób, aby od niego odejść. Jesteś silna. Bardzo. I podziwiam cię. Zawsze będę. - mówi pewnie.- Spełniłaś moje marzenia o domu i rodzinie. Ciągle spełniasz. Dałaś mi dom, z którego niechętnie wychodzę i z chęcią wracam. Jesteście moim domem- ty i nasze dzieci. Nie ważne co się dzieje, nie ważne jakie burze są w naszym życiu, ja zawsze wiem, że mam coś co jest stałe i niezmienne- Was. - wyznaje.- Tak bardzo Was kocham. - dodaje.- A ty jesteś kobietą moich marzeń. - uśmiecha się. Natalie całuje go, bo po takim wyznaniu nie pozostaje jej nic innego. Musi go pocałować. Nie może tego nie zrobić.
-Nie wiem czym sobie na ciebie zasłużyłam...- mruczy.
-Tak bardzo cię kocham Natalie...- mówi po raz drugi. I całuje ją. A potem są kolejne pocałunki, kolejne i kolejne... I może nie tylko one...
***
Kiedy wstaje jego mąż śpi. Wstaje tak, aby nie obudzić Marka. Po cichu wychodzi z sypialni. Po drodze wciąga na siebie t-shirt. W kuchni wstawia wodę na herbatę, po czym wrzuca dwie kromki chleba tostowego do tostera. Zamyśla się. Toster wydaje charakterystyczny dźwięk, więc wie, że tosty gotowe. Smaruje je obficie dżemem, miał nie jeść słodkiego, ale zrobi wyjątek. Zjada obydwa po czym robi sobie herbatę. Przegląda pocztę popijając gorący napój. Wie, że Mark zapewne wrócił bardzo późno, nie chce budzić go, chce, aby się wyspał. Dlatego postanawia wyjść pobiegać rano. Może powinien zrobić to od razu po wstaniu z łózka, ale właściwie stwierdza, że każda chwila jest dobra. Ubiera się po czym wychodzi.
***
Kiedy wraca w mieszkaniu nadal jest cicho, wiec wie, iż Mark jeszcze nie wstał. W kuchni pije wodę, ponieważ ta w butelce już dawno mu się skończyła. Postanawia wziąć prysznic, ale kiedy telefon Marka wibruje na blacie kuchennym. Bierze go w dłoń i widzi, że ktoś dzwoni. To jego szef.
-Proszę.- odzywa się.
-Cześć Mark. Przepraszam, ale mam wyrzuty sumienia i dzwonię, aby zapytać czy twój mąż się nie wściekł? Domyślam się, że nie był zadowolony. Naprawdę nie chciałem, abyś miał kłopoty przeze mnie.- mówi, a żołądek Sebastiana się kurczy. Nie ma pojęcia o czym tamten mówi, ale czuje niepokój.-Mark, jesteś tam? Wszystko w porządku?- dopytuje dziwiąc się, że nikt się nie odzywa.
-Dzień dobry. Mój mąż śpi.- odpowiada Sebastian siląc się na spokojny ton chociaż nie ma pojęcia co ma myśleć.
-Przepraszam, nie wiedziałem, że to nie Mark odebrał.
-Powiedziałbym Panu, ale od razu zaczął Pan zadawać pytania, nie miałem jak. Odebrałem jego telefon ponieważ zobaczyłem, że to pan, pomyślałem, że to coś ważnego.- tłumaczy.
-Przepraszam...- pada z drugiej strony.- Wczoraj...- zaczyna, a żołądek Sebastiana kurczy się.- Zabrałem mu mnóstwo czasu... ja...
-Dlaczego podejrzewał Pan, że będę zły?- to pytanie wypływa z ust Sebastiana zanim jeszcze podejmuje decyzję czy ma je zadać. Mimowolnie. Jest cisza po drugiej stronie, za długa jak na gust Seby. W końcu szef Marka odzywa się.
-Wiem, ze to zabrzmiało dziwnie. Ale chodziło mi o to, czy nie był Pan zły, że tyle musiał być w pracy.- tłumaczy, a Sebastian choć ufa mężowi, to temu mężczyźnie już nie. Nie ma pojęcia, ale nie czuje do niego sympatii. Wolał poprzedniego szefa swojego męża. Sebastian ma już coś odpowiedzieć, ale zauważa, że Mark pojawia się w kuchni. Dostrzega, iż Seba ma jego telefon przy uchu.
-Z kim rozmawiasz?- pyta, a Sebastian po prostu podaje mu telefon i opuszcza kuchnię. Mark jest zdezorientowany. Zauważa, że jego szef dzwoni. Przykłada telefon do ucha.
***
Mario spędza cały ranek z córeczką w domu rodziców. Tak spał u rodziców. Nie chciał już zabierać małej do domu więc odwiózł Emily i wrócił do rodziców. Jedzą śniadanie z rodzicami Mario. Rozmawiają, Mario wygłupia się z Julie. Dziewczynka jest zachwycona. Widać dokładnie, że tęskniła za tatą, ale już nie jest tak, że cały czas jest do niego przylepiona jak koala. Mario tęsknił przez te parę dni za taką codziennością.
***
Mark nie przeszkadza Sebastianowi jak ten bierze prysznic. Za ten czas przygotowuje śniadanie. Kiedy słyszy, że woda została zakręcona zalewa herbatę po czym kieruje swoje kroki w stronę łazienki. Naciska klamkę, drzwi się otwierają. Sebastian wyciera się stojąc niedaleko prysznica. Obserwuje go. Sebastian milczy. On nie ma pojęcia co jego mąż sobie myśli.
-Seba...- odzywa się do niego, ale Sebastian na niego nie patrzy. Przez telefon szef go przepraszał, powiedział dokładnie jakie słowa padły, kiedy Seba odebrał więc Mark domyśla się, iż mogło to zabrzmieć dwuznacznie.- Wiem, że to o co pytał Jackob mogło dziwnie zabrzmieć. Wczoraj przepraszał mnie, że musiałem tak długo zostać w pracy, było mu głupio i strasznie się przejmował, że się na mnie wściekniesz. Mówiłem, ze jesteś wyrozumiały, ale on swoje. I dzisiaj zadzwonił się dowiedzieć. - tłumaczy.- Wiem, że mogłeś to odebrać inaczej, wiem, ze odebrałeś, widzę to po tobie, ale naprawdę chodziło tylko o to. Nie pomyśl sobie, ze mogło coś się wydarzyć, bo to pewnie tak zabrzmiało, zresztą sam bym to w ten sposób odebrał...- dodaje. Sebastian nadal milczy. Już się nie wyciera, a ubiera.- Sebastian, powiedz coś proszę.- zwraca się do niego Mark.- Wiem, że byłeś zdezorientowany, powiedz mi to, pogadaj ze mną. Nie wiem co sobie myślisz, jak nic nie mówisz. mam nadzieję, że mi ufasz...- dodaje. Sebastian spogląda na niego.
-Tobie ufam.- odpowiada.- Powiedz mi... - zaczyna, ale zastanawia się chwilę. Mark zbliża się do niego.- On ma kobietę?- dopytuje.
-Kto?
-Jackob.- pada odpowiedź.
-Nie, nie ma.- odpowiada szczerze jego mąż.
-Jest gejem?- pada kolejne pytanie. Sebastian spogląda na swojego męża.
-Nie. Jackob jest bi.- odpowiada szczerze. Taka jest prawda.
-Hmm... wydawało mi się, że jest za bardzo zainteresowany twoją osobą i życiem. - mówi młodszy.
-O czym ty mówisz?
-Ja wiem o czym mówię. - odpowiada i wychodzi z łazienki. Sebastian od początku nie polubił jego nowego szefa. Wie o tym bardzo dobrze. I wie, że teraz będzie tylko jeszcze gorzej.
***
Wróciłam. Ta dam !!!
Mam nadzieję, że już moja wena będzie stabilna ;)
Do następnego :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)