Wraca z klubu. Jest zmęczony, za bardzo zmęczony jak na zwykły trening. Już rozumie o czym mówił mu Marco, mówiła Emily. Mieli rację. Może ostatnio faktycznie przegiął z intensywnością ćwiczeń. Teraz już to do niego dotarło. Faktycznie trochę boksował, ale nie było to aż tak intensywne. Tak, wrócił do boksu, choć miał dość długą przerwę. Właściwie odkąd opuścił Dortmund zerwał z tym sportem. Nie znalazł w Monachium trenera, który by mu odpowiadał. Tu znów jest pod skrzydłami swojego dawnego trenera i przyjaciela. Ma nadzieję, że po powrocie do domu Julie będzie w dobrym humorze i pozwoli mu odrobinę odpocząć.
***
Nosi dziewczynkę na rękach już ponad pół godziny. Jej mięśnie to zdecydowanie odczuwają, wszak Julie nie jest już maleństwem, jakim była kilkanaście miesięcy temu. Owszem jest dość drobna, ale waży odpowiednio do swojego wieku. Mała jest marudna od ponad godziny, ma podwyższoną odrobinę temperaturę i katar. Czeka na Mario, spodziewając się go za kilka do kilkunastu minut. Nie alarmowała go wiedząc, że niedługo powinien wrócić do domu. Postanowiła poczekać. Czeka tuląc córeczkę piłkarza i kołysząc ją.
***
Wysiada z samochodu, po czym zabiera z niego torbę. Chwilkę później, kiedy wchodzi do środka już w drzwiach wie, że coś jest nie tak ponieważ jego córeczka cichutko popłakuje. Niby płacz nie jest niczym nienormalnym u małych dzieci, nie zawsze bowiem płaczą z bólu, częściej dlatego, że czegoś chcą a dorośli niekoniecznie spełniają ich zachciankę. Jednak Mario słyszy płacz Julie i już wie, że coś jest nie tak. Poznaje od razu. Zna swoją pociechę od urodzenia, zna każdy grymas jej twarzy, a także to w jaki sposób płacze jak czegoś chce, a nie dostanie. To nie jest ten płacz. Rzuca torbę w przedpokoju zaraz po tym jak zsuwa ze stóp buty po czym czem prędzej idzie w stronę skąd dobiega go odgłos kwilenia małej.
Emily od razu go zauważa:
-Dobrze, że jesteś.- mówi.
-Co się dzieje?- pyta spoglądając na małą przytuloną ciasno do Emily.
-Zaczęła marudzić, a potem zobaczyłam, że jest cieplejsza niż normalnie. Nie miała jakiejś wysokiej temperatury, ale 37i 6 kresek. Teraz ma już 38 i dwie. Zastanawiałam się właśnie czy już jej dać syrop...
-Coś poza gorączką?- dopytuje Mario głaszcząc dziewczynkę.
-Ma katar. Nic poza tym. Jednak ta gorączka rośnie.
-Zabiorę ją do pediatry.- decyduje ojciec dziewczynki.- Muszę tylko zadzwonić.- bierze telefon. Chwilę później wizyta jest umówiona, pozostaje jedynie ubrać małą, co nie jest proste, bo dziewczynka protestuje jak może.
W końcu, kiedy jest gotowa Mario wpina ją do fotelika.
-Podwiozę cię do domu, to po drodze.- proponuje Emily.
-Nie.- protestuje dziewczyna.- Jeśli mogę to chciałabym pojechać z wami. Martwię się i byłabym spokojniejsza czekając w przychodni, niż siedząc w domu i czekając twój telefon.- mówi.- Mogę pojechać z wami?
-Tak, oczywiście.-zgadza się piłkarz.
***
Natalie nie jest sobą. Wie to, ale postanawia po prostu poczekać chwilę aż emocje odrobinę opadną. Dlatego tez po powrocie do domu pierwsze co robi to nie opanuje, kiedy żona po prostu idzie na górę, do ich sypialni, a on zostaje na dole aby przygotować jej ulubiona herbatę. Czekając na to aż woda zacznie się gotować uśmiecha się po prostu. Uśmiecha się ponieważ jest szczęśliwy. Być może wiadomość o ciąży była zaskoczeniem, być może, ale nie jest nieszczęśliwy z powodu faktu, że zostanie tata po raz kolejny. I wie, że choć Natalie nie uśmiechnęła się po niej ani razu, to ona również nie jest nieszczęśliwa. Wie, że jest zaskoczona, ale wie również, że jego żona niebawem będzie się uśmiechać na myśl o maleńkiej istocie rozwijającej się w jej łonie. Bo Natalie kocha dzieci, bo Nat mówiła wiele razy, że chce, aby Oli i Cass mieli rodzeństwo, że pragnie by nowe maleństwo pojawiło się w ich życiu, w ich domu. Chwilę później Marco idzie po schodach niosąc w dłoniach dwa kubki aromatycznego napoju.
***
Miała poczekać na korytarzu, taki miała zamysł. Jednak skończyło się na tym, że jest razem z Julie i Mario w gabinecie lekarskim. Mario, kiedy pielęgniarka zawołała po prostu zaproponował by weszła, a ona zrobiła to bez wahania.
-To infekcja wirusowa dlatego Julie nie potrzebuje antybiotyku. Proszę podawać jej syrop na spadek temperatury i dodatkowo krople do noska, by zmniejszyć obrzęk i by katar spływał. Za dwa, trzy dni powinno być dużo lepiej. Gdyby jednak dodatkowo zaczęła kaszlec, czy temperatura by się utrzymywała lub nie spadała to proszę dzwonić. -mówi lekarz. Po chwili Mario z Julie w ramionach i Emily z recepta w dłoni opuszczają gabinet.
***
Natalie leży na ich łóżku kiedy wchodzi do pokoju. Piłkarz stawia kubki na szafce przy łóżku po czym siada na skraju łóżka.
-Kochanie...- mówi jedynie, bo zaczyna dzwonić jego komórka wiec odbiera widząc, że dzwoni jego mama.-Stało się coś mamo?-pyta.
-Ależ nie kochanie, po prostu pomyślałam, że może dzieci by zostały do wieczora, tak fajnie się bawią z Nico, bo David go przywiózł. -mówi mama piłkarza.
-Myślę, że to dobry pomysł, mamo.-mówi Marco.
-No to świetnie. A byliście u lekarza? Zrobili Natalie badania?-dopytuje.
-Tak, wszystko jest dobrze.
-Wiec skąd zawroty głowy? Nie powinni tego bagatelizować...
-Nie zrobili tego. Naprawdę wszystko jest w porządku. Nie martw się mamo. Przepraszam, ale muszę kończyć. Później porozmawiamy jak przyjadę po dzieci. Nie martw się jednak.-uspokaja ja.
-Nie będę skoro mój syn zapewnia, że wszystko jest dobrze. Ufam Ci.
-Do zobaczenia później.
-Do zobaczenia.
Kończą rozmowę. Marco odkłada telefon po czym spogląda na swoją żonę. Nat ma mokry policzek ponieważ znowu płacze. Piłkarz po prostu przesuwa się bliżej a potem kładzie się obok niej. Ona prawie od razu przytula się do niego, a on oplata ja ciasno rękami.
-Kocham Cię i tak bardzo się cieszę.- mówi Marco cicho, ale na tyle głośno, że Natalie słyszy.
-Przepraszam...-odpowiada dziewczyna.
-Za co mnie przepraszasz? -pyta blondyn kreslac uspokajająco palcami wzory na jej plecach.
-Za to co powiedziałam, jak Cię potraktowałam... Nie zasłużyłes sobie na to.
-Nie gniewem się. - zapewnia ja.
-A powinieneś.-mówi Nat.- Byłam zła z niewiadomego powodu, bo przecież ty zawsze się troszczysz. Znów zapatrzylam się w pracę. Ale ja naprawdę tak bardzo pragnę tej wystawy, tak bardzo chce, aby była udana i wyjątkowa, a ciągle coś się dzieje, ciągle na coś brakuje mi czasu... Przepraszam Marco. Znów nie potrafiłam docenić tego, że jestem dla ciebie najważniejsza, ja i moje zdrowie i bezpieczeństwo. Dbasz po prostu o mnie i o nas a ja...
-Już dobrze, jest w porządku. -zapewnia ja.- Nie płacz.
-Robb traktował mnie źle, a kiedy teraz mam Ciebie i się o mnie troszczysz to nie potrafię docenić tego co mam...
-Ciiiii.-całuje ja w czoło.-Robb to zamknięty rozdział w naszym życiu. Nie wracaj do tego. To niepotrzebne. A ja naprawdę się nie gniewam. Nie mógłbym, kocham cię tak bardzo... I kocham także to maleństwo...-dotyka dłonią płaskiego jeszcze brzuszka żony.
Nat reaguje na jego słowa łzami. Marco spogląda na nią.
-Nie cieszysz się? -pyta. Natalie przez chwile milczy ponieważ nie jest w stanie nic powiedzieć. Dopiero po chwili mówi.
-Jestem zaskoczona ponieważ nie planowaliśmy teraz... Ale to nie tak, że go nie chce. Bo chce. Ja... ja po prostu...
-Spokojnie.
-Jestem zaskoczona i od wizyty u lekarza ciągle chce mi się płakać... Nie potrafię nad tym zapanować, ale chcę tego dziecka. Chce.
-Wiem, wiem Nat.
-Ale chcę też zrobić te wystawę. Bo potem kiedy ciąża będzie zaawansowana moze być różnie, musze skończyć obrazy. Ja wiem, że teraz dziecko jest na pierwszym miejscu, wiem co powiesz, że powinnam myśleć o sobie, ale ja musze, ja musze... Będę uważać, ale nie mów mi proszę, bym przerwała przygotowania... Ja będę uważać, ale muszę...
***
Mario odwdzięczyć ja do domu, Jull śpi w foteliku kiedy Emily wysiada.
-Dziękuję i do zobaczenia.-mówi.
-To ja dziękuję, że pojechalas z nami.
-Jeśli byłabym potrzebna to wiesz, że po prostu możesz zadzwonić? -upewnia się dziewczyna.
-Wiem, dziękuję Emily.
-Dobra, uciekajcie. Ona śpi wiec im szybciej będziesz w domu tym dłużej odpoczniesz zanim się obudzi.
-Masz rację, do jutra.
-Do jutra.
***
Słucha tego co mowi jego żona, a potem kiedy kończy to on mówi.
-Nie poproszę Cię o to byś zrezygnowała z wystawy. Nie mógłbym ponieważ twoje potrzeby i pragnienia są dla mnie równie ważne jak potrzeby naszych dzieci i ważniejsze niż moje. Poproszę Cię tylko o to, żebyś teraz uważała także na ta mała fasolke, która nosisz, choć jestem pewien że nie muszę prosić, bo sama doskonale o tym wiesz. Musisz teraz uważać podwójnie. Musisz odpoczywać podwójnie. Musimy upewnić się ze wszystko będzie dobrze z naszym dzieckiem i nie widzę powodu byś nie mogła realizować swoich planów. Boje się jeśli coś się dzieje z tobą, boje podwójnie kiedy spodziewasz się dziecka a coś jest nie tak. Ale przecież nie zamknę cie w sypialni przez kilka miesięcy. Nie robiłem tego wcześniej, teraz tez nie zamierzam. Ufam Ci i wiem, że znasz granice i nie będziesz pracować ponad siły i po nocach kiedy mnie nie będzie.
-Ja też Cię Kocham i wybacz mi to co powiedziałam...
-Już w porządku...-Marco całuje ja, a potem znów tuli przez chwile.
-Dzieci zostają u rodziców?
-Tak. Możesz wykorzystać ten czas, na malowanie, jeśli chcesz oczywiście. -proponuje piłkarz.
-Chcę zostać tutaj... w twoich ramionach.-mówi dziewczyna.-Możemy po prostu tu zostać? Możesz mnie po prostu tuląc mówić mi, że mnie kochasz? -pyta.
-Mogę i będę to robił dziś i całe życie Nat.-mówi Marco.-Kocham Cię całym sobą. I nic tego nie zmieni...
***
-Przepraszam, że wydzwaniam, ale chciałam zapytać jak czuje się Julie?-pyta Emily dzwoniąc wieczorem do Mario.
-Zasnęła juz.-odpowiada chłopak. -Jak wróciłem do domu to spala jeszcze 40 minut, potem się obudziła. Nie miała temperatury, nie jadła, ale napiła się, potem była marudna, ale nie było źle. Trochę się próbowaliśmy bawić, trochę się tulilismy. Przed snem dałem jej syrop, bo znów miała temperaturę. Zanim zasnęła stała się chłodniejsza. Teraz śpi spokojnie, choć trochę się wierci przez sen przez ten zatkany nosek, ale póki co śpi wiec nie jest źle. -opowiada piłkarz. -A i wolała Em, Em...-dodaje.-Powiedziałem jej, że przyjdziesz jutro.
-Przyjdę. Ciesze się, że jest lepiej. Naprawdę ciężko patrzeć na nią kiedy jest chora. Po prostu nie mogę...
-To prawda.
-Martwilam się i musiałam zadzwonić...
-To w porządku.
-Ucaluj ja ode mnie na dobranoc.
-Zrobię to.
-Dobranoc
-Dobranoc.
***
Sypie tymi rozdziałami prawda?
sobota, 12 marca 2016
piątek, 11 marca 2016
30. Nowina...
Jest zła, ale nic nie mówi. Po prostu siedzi na jednym z krzesełek pod gabinetem lekarskim, milcząco czekając, aż pielęgniarka ją zawoła. Marco zajmuje miejsce obok, również nic nie mówi. Próbował z nią rozmawiać, ale bezskutecznie. W domu, przed wyjściem w końcu doszło do kłótni, co naprawdę jest w ich przypadku rzadkością i teraz piłkarz widząc, że każde jego słowo jeszcze bardziej drażni Natalie woli się nie odzywać.
***
Milcząco pomaga Sebie założyć opatrunek, a właściwie owija mu zranioną dłoń bandażem. Chłopak nie pozwolił mu się dotknąć, sam oczyścił ranę, a jemu pozwolił jedynie owinąć dłoń. Czuje ulgę, choć jeszcze przed chwilą czuł niepokój i strach przed tym co usłyszy. Bał się po prostu. Bał się. Już wie jak musiał czuć się Ricky... Teraz już rozumie, choć jego obawy nie potwierdziły się, niestety Ricky znalazł się lata temu w tej gorszej sytuacji. Bo on wtedy zdradził...
***
-Zapraszam do gabinetu.- mówi do niej pielęgniarka, więc chwyta za ucho od torebki i wstaje z krzesełka. Marco robi to samo, ale w momencie, gdy zauważa, jak jego żona mierzy go wzrokiem już wie, że Natalie nie chce, by jej towarzyszył.
-Nat...- próbuje, ale ona nie pozwala mu dokończyć ponieważ po prostu wchodzi do gabinetu zamykając za sobą drzwi. Marco nie siada ponownie na krzesełku, podchodzi do okna po czym kładzie obie dłonie na parapet opierając się na nim. Obserwuje ludzi na zewnątrz i zastanawia się co dzieje się z jego żoną. Dlaczego jest tak bardzo na niego zła? Czym aż tak mocno ją zdenerwował? Troską? Przecież on zawsze się o nią troszczy... Nie rozumie...
***
Kiedy zabezpiecza końcówkę bandaża, by się nie rozwiązała dłonie Sebastiana nadal drżą. Już mniej co prawda, ale nadal się trzęsą obydwie. Rozumie. Nie tylko on się bał i boi. Seba musi bać się bardziej... Przecież to on oczekuje na wynik badania krwi. Nie pozwala mu zabrać dłoni kiedy opatrunek jest gotowy, trzyma go za obydwie.
-Hej...- mówi starając się spojrzeć w oczy chłopakowi, ale ten na niego nie patrzy więc dotyka jego twarzy i ten w końcu kieruje wzrok na niego.- Sebastian jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram.- zapewnia go, ale wie, że będzie musiał powtórzyć to jeszcze wiele razy, rozumie jak trudno w takiej sytuacji uwierzyć w takie zapewnienia.-Jestem i będę, Seba.- powtarza.
-Ja...- mówi chłopak, ale przerywa. Milczy przez moment, a potem znów się odzywa.- Pójdę posprzątać bałagan, który narobiłem.- mówi w końcu, ale Mark jest pewien, że to nie to chciał na początku powiedzieć. Nie pozwala mu odejść, nadal nie puszcza jego dłoni, więc chłopak nie może wyjść. Stoi, nie wyrywa dłoni, ale nie patrzy na Marka. Dlatego ten staje obok po czym dotyka ramienia chłopaka.
-Spójrz na mnie, proszę.- prosi go, więc Seba to robi. Jego oczy niebezpiecznie błyszczą, szklą się, ale to zrozumiałe w sytuacji, w której się znalazł.- Chcę, abyś był zdrowy, słyszysz?- mówi mu starszy.- Chcę tego najbardziej na świecie. I jestem pewien, że jesteś. Wierzę w to bardzo mocno, nawet jeśli ty nie wierzysz, ja wierzę za nas dwóch...
-A co jeśli nie jestem?- odzywa się drżącym głosem młodszy.
-Ja nadal tu będę.- pada zapewnienie.- Z tobą.- patrzy mu w oczy. - Będę Sebastian.
-Teraz tak mówisz, ale potem...
-Jestem i będę. Nie odejdę, zostanę z tobą.
-Ja...
-Nie zostawia się osób, które się kocha...
***
Czeka już kilkanaście minut, ale to nie jest dla niego zaskakujące ponieważ wie, że robią jego zonie badania. Denerwuje się natomiast tym, czy organizm Natalie znowu nie jest osłabiony, czy ona znów nie ma anemii, choć prawdą jest, że nie powinna raczej jej mieć, bo bardzo dbali o to, by zdrowo i regularnie jadła, by odpoczywała, więc teoretycznie brunetka powinna być zdrowa. Nie ma pojęcia tylko skąd te zawroty głowy. U Nat to prawie zawsze jest objaw, że coś dzieje się z jej organizmem, że jest osłabiona. Im dłużej o tym myśli, tym bardziej niespokojny jest. Stara się być opanowany, ale w środku drży o to, co powie lekarz. Tym bardziej, ze nie może słyszeć co mówi w trakcie wizyty, o co pyta. Nie ma pojęcia co odpowiada jego żona, być może on nie wie o wszystkich momentach w których Natalie zrobiło się słabo... Może nie wiedzieć, bo choć Nat zawsze jest z nim szczera, to bywały momenty, kiedy nie powiedziała mu o tym, że źle się poczuła, by go nie martwić. Raz to nie skończyło się dobrze. Jego rozmyślania przerywa odgłos otwieranych drzwi. Odwraca się i widzi swoją żonę zajmującą ponownie krzesełko na którym wcześniej siedziała. Pokonuje dzielącą ich odległość, po czym zajmuje miejsce obok.
-Wszystko w porządku?- pyta cicho.
-Tak, czuję się świetnie, ale niestety muszę tu tkwić, bo wyniki będą za 15 minut.- odpowiada dziewczyna.- Miałam być w galerii za 10 minut.- mówi nie patrząc na niego.
-Nie powiedziałaś mi, poszlibyśmy na późniejszą godzinę.
-Później to muszę skończyć obraz Marco.- w końcu na niego patrzy.- Muszę to zrobić, bo nie zdążę na czas.
-Więc o to chodzi tak? To dlatego mi się tak oberwało?- pyta.
-Nie rozmawiajmy.- Natalie wstaje.- Nie chcę byśmy powiedzieli za dużo...
-Myślę, że już i tak padło dużo przykrych słów więc jak powiesz jeszcze kilka to to udźwignę...- odpowiada blondyn.
Natalie spogląda na niego.
-To ja powiedziałam te słowa? To tylko moja wina, że one padły.- Mówi półszeptem zdenerwowana dziewczyna.- Mówiłam tysiąc razy, że jest ze mną ok., ale ty oczywiście jak zwykle wyolbrzymiasz.
-Troszczę się o ciebie, tak jak ty o mnie. Chuchasz na mnie i dmuchasz jak coś mi jest...
-Wtedy gdy coś faktycznie się dzieje, ale nie prowadzę cię do lekarza za każdym razem jak zakręci ci się w głowie...
-Nie kręci mi się w głowie, tobie też nie, chyba, że coś jest nie tak. A teraz jesteś na mnie zła, bo cię tu przywiozłem, bo nie odpuściłem, a ty miałaś być w galerii. To jest dla ciebie ważniejsze niż własne zdrowie, własne bezpieczeństwo...
-Bo to moja pasja, mówiłam to sto razy. Poza tym nic mi nie jest więc skończmy tą naszą bezsensowną wymianę zdań, bo niepotrzebnie się obydwoje denerwujemy. Jestem tu, byłam u lekarza, poczekamy na te wyniki, przekonasz się, że jestem zdrowa, a potem pojadę do galerii.- mówi malarka, po czym staje przy tym samym oknie, przy którym on stał chwilę wcześniej. Kolejne minuty oczekiwania na wyniki badań spędzają milcząc.
***
Spotykają się przypadkiem na korytarzu w klinice. Mark wraca z rehabilitacji, a Agnes z Rickym właśnie wychodzą z gabinetu zabiegowego. To Mark pierwszy ich zauważa.
-Cześć.- mówi podchodząc. Od razu spogląda na opatrunek na dłoni Ricky'ego.- Co się stało?- pyta wskazując na białe bandaże.
-Cześć.- odpowiadają równocześnie z Agnes.- Cóż... mały wypadek.- odpowiada dziennikarz.
-Oparzył sobie dłoń.- precyzuje agentka.- Na szczęście oparzenia nie są głębokie.
-Ale pomimo to bardzo boli.- mówi jej partner.
-Coś ci jednak przypisali prawda?
-Coś tam mam na recepcie, ale nie wiem sam co to jest. Pójdziemy do apteki to się dowiemy. A ty co tu robisz?
-Byłem na górze na rehabilitacji. Wracam zaraz do domu.- odpowiada.- Martin poprawił mi humor, bo mówi, że jest dobrze, zresztą sam to czuję. Jednak trochę czasu wyleżałem się w szpitalu, mięśnie to odczuły. Ale wracają do siebie, na szczęście...
-To świetna wiadomość.- mówi Agnes.
-Tak, to prawda.- uśmiecha się do niej Mark.- Idziecie na parking czy do apteki?
-Najpierw do apteki.
-Ja też idę, muszę wykupić receptę Sebastianowi.- mówi po czym powoli idą w stronę kolejnego korytarza.
- Wszystko z nim w porządku? - pyta Ricky.
-Tak, to jakieś tam słabe proszki na bazie ziół, bo po tym co się wydarzyło, nie mógł spać. Jest lepiej, ale od czasu do czasu je bierze...
-Nie pytam tylko o receptę...- zaznacza dziennikarz.- Sorry, to pewnie nie moja sprawa, niepotrzebnie się mieszam... Sorry.
-Nie rozumiem? O co pytasz?
- Wpadłem na niego po prostu, nie dzisiaj, ale był dziwny... Rozkojarzony i taki jakiś smutny... Nie przypominał siebie. Nawet mówiłem o tym Agnes... Mam nadzieję, że nic złego znów się nie wydarzyło.- spogląda na Marka, a kiedy ten nie odpowiada od razu, poza tym jego mina się zmienia na bardziej skupioną, już wie, że coś się wydarzyło. Mark przed drzwiami apteki dopiero się odzywa.
-Pójdziemy na kawę?- pyta ich.- To nie jest dobre miejsce na to, by o tym mówić. A ja, choć starałem mu się wmówić, że jest dobrze i będzie to jednak... cóż... może nie być tak? - spogląda na obydwoje.- Sorry, nie chcę zabierać wam czasu, a ciebie pewnie boli...
-Daj spokój... Dostałem przeciwbólowe...- mówi Ricky.
-A tu niedaleko jest przytulna kawiarnia...- dodaje Agnes.
***
Nie może uwierzyć w to co przed momentem usłyszała więc wpatruje się w twarz lekarza z niedowierzaniem. On coś mówi, ale ona nie do końca słucha, po prostu siedzi... Zaraz potem to do niej dociera i łzy jedna po drugiej zaczynają spływać po jej policzkach. Lekarz zauważa to więc przestaje mówić. Natalie po prostu płacze...
***
Zaskakuje go pielęgniarka, która prosi go, by wszedł do gabinetu, do żony. Po prostu idzie. I jest zaskoczony widokiem płaczącej Natalie. Od razu czuje jeszcze większy niepokój, ponieważ nie ma pojęcia, co takiego powiedział lekarz, że ta informacja wywołała łzy u jego żony. W kilku krokach pokonuje dzielącą ich odległość, po czym przykuca przed kobietą, którą kocha najmocniej na świecie.
-Natalie...- odzywa się, a ona po prostu przytula się do niego i płacze. Marco spogląda na lekarza nic nie rozumiejąc.
***
-Pomógł mu, a teraz... Skąd mógł wiedzieć, że on jest chory...- mówi Mark nie patrząc na nich, wpatrując się w swoją filiżankę z kawą.- Mógł się zarazić, ale nie musiał, nie pamięta jak to było dokładnie, tamten krwawił... On też miał skaleczoną dłoń, ale nie wie, w którym momencie się skaleczył. To nie musiało być jak mu pomagał... Jest dużo niewiadomych... Minęło trochę czasu...
-Ale dzięki temu jest również nadzieja, Mark...- mówi mu Agnes.- I tej nadziei trzeba się mocno chwycić.- podpowiada mu.
-Próbuję, ale się również boję.- patrzy na nią.
-To normalne i naturalne. Dziwiłabym się gdybyś się nie bał. - odpowiada blondynka.- On jednak boi się bardziej.
-Nie wiem ile razy powiedziałem mu, że jestem i będę. Nie wiem ile razy będę musiał powtórzyć to, aby w końcu uwierzył...- wzdycha.
-Być może więcej razy niż on musiał tobie mówić to samo po wypadku...- mówi mu Ricky.- W końcu to do ciebie dotarło... On również zrozumie...
-Nie zostawię go.- mówi Mark.- Boi się, ale ja tego nie zrobię. I przetrwamy to.- dodaje z determinacją.
***
Spodziewa się naprawdę wielu rzeczy, nie ma pojecia co ma myśleć. Jego żona po prostu płacze w jego ramionach i jest pewien, że nie jest w stanie nic powiedzieć. Dlatego nie czekając, aż Natalie się uspokoi patrzy wyczekująco na lekarza.
-Co się stało?- pyta w końcu.- Czy coś jest nie tak z wynikami badań?- dopytuje.
-Wszystko jest w porządku.- zapewnia go lekarz.
-Więc skąd u Natalie zawroty głowy?- zadaje kolejne pytanie.- Ostatnim razem kiedy miała podobne objawy, potem okazało się, że to anemia...
-Proszę się nie denerwować, teraz z wynikami wszystko jest w porządku. Co do zawrotów głowy... Cóż... mogło się tak zdarzyć. W każdym razie pana żona jest zdrowa.
Ja jednak muszę panu pogratulować.- uśmiecha się lekarz.- Zrobiłem dodatkowe badanie krwi z którego wynika, że zostaniecie państwo rodzicami.- mówi mężczyzna w białym fartuchu.- Z wywiadu wynika, że to na pewno dopiero początki ciąży, więc USG można wykonać nieco później. Najlepiej skontaktujcie się państwo z lekarzem który prowadził poprzednie ciąże. Gratuluję.- powtarza jeszcze raz.
-Dziękuję.- uśmiecha się Marco, a Natalie nadal płacze w jego ramionach.
***
Niespodzianka :)
Postanowiłam póki mam czas wrzucić kolejny rozdział. Nie spodziewaliście się prawda???
***
Milcząco pomaga Sebie założyć opatrunek, a właściwie owija mu zranioną dłoń bandażem. Chłopak nie pozwolił mu się dotknąć, sam oczyścił ranę, a jemu pozwolił jedynie owinąć dłoń. Czuje ulgę, choć jeszcze przed chwilą czuł niepokój i strach przed tym co usłyszy. Bał się po prostu. Bał się. Już wie jak musiał czuć się Ricky... Teraz już rozumie, choć jego obawy nie potwierdziły się, niestety Ricky znalazł się lata temu w tej gorszej sytuacji. Bo on wtedy zdradził...
***
-Zapraszam do gabinetu.- mówi do niej pielęgniarka, więc chwyta za ucho od torebki i wstaje z krzesełka. Marco robi to samo, ale w momencie, gdy zauważa, jak jego żona mierzy go wzrokiem już wie, że Natalie nie chce, by jej towarzyszył.
-Nat...- próbuje, ale ona nie pozwala mu dokończyć ponieważ po prostu wchodzi do gabinetu zamykając za sobą drzwi. Marco nie siada ponownie na krzesełku, podchodzi do okna po czym kładzie obie dłonie na parapet opierając się na nim. Obserwuje ludzi na zewnątrz i zastanawia się co dzieje się z jego żoną. Dlaczego jest tak bardzo na niego zła? Czym aż tak mocno ją zdenerwował? Troską? Przecież on zawsze się o nią troszczy... Nie rozumie...
***
Kiedy zabezpiecza końcówkę bandaża, by się nie rozwiązała dłonie Sebastiana nadal drżą. Już mniej co prawda, ale nadal się trzęsą obydwie. Rozumie. Nie tylko on się bał i boi. Seba musi bać się bardziej... Przecież to on oczekuje na wynik badania krwi. Nie pozwala mu zabrać dłoni kiedy opatrunek jest gotowy, trzyma go za obydwie.
-Hej...- mówi starając się spojrzeć w oczy chłopakowi, ale ten na niego nie patrzy więc dotyka jego twarzy i ten w końcu kieruje wzrok na niego.- Sebastian jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram.- zapewnia go, ale wie, że będzie musiał powtórzyć to jeszcze wiele razy, rozumie jak trudno w takiej sytuacji uwierzyć w takie zapewnienia.-Jestem i będę, Seba.- powtarza.
-Ja...- mówi chłopak, ale przerywa. Milczy przez moment, a potem znów się odzywa.- Pójdę posprzątać bałagan, który narobiłem.- mówi w końcu, ale Mark jest pewien, że to nie to chciał na początku powiedzieć. Nie pozwala mu odejść, nadal nie puszcza jego dłoni, więc chłopak nie może wyjść. Stoi, nie wyrywa dłoni, ale nie patrzy na Marka. Dlatego ten staje obok po czym dotyka ramienia chłopaka.
-Spójrz na mnie, proszę.- prosi go, więc Seba to robi. Jego oczy niebezpiecznie błyszczą, szklą się, ale to zrozumiałe w sytuacji, w której się znalazł.- Chcę, abyś był zdrowy, słyszysz?- mówi mu starszy.- Chcę tego najbardziej na świecie. I jestem pewien, że jesteś. Wierzę w to bardzo mocno, nawet jeśli ty nie wierzysz, ja wierzę za nas dwóch...
-A co jeśli nie jestem?- odzywa się drżącym głosem młodszy.
-Ja nadal tu będę.- pada zapewnienie.- Z tobą.- patrzy mu w oczy. - Będę Sebastian.
-Teraz tak mówisz, ale potem...
-Jestem i będę. Nie odejdę, zostanę z tobą.
-Ja...
-Nie zostawia się osób, które się kocha...
***
Czeka już kilkanaście minut, ale to nie jest dla niego zaskakujące ponieważ wie, że robią jego zonie badania. Denerwuje się natomiast tym, czy organizm Natalie znowu nie jest osłabiony, czy ona znów nie ma anemii, choć prawdą jest, że nie powinna raczej jej mieć, bo bardzo dbali o to, by zdrowo i regularnie jadła, by odpoczywała, więc teoretycznie brunetka powinna być zdrowa. Nie ma pojęcia tylko skąd te zawroty głowy. U Nat to prawie zawsze jest objaw, że coś dzieje się z jej organizmem, że jest osłabiona. Im dłużej o tym myśli, tym bardziej niespokojny jest. Stara się być opanowany, ale w środku drży o to, co powie lekarz. Tym bardziej, ze nie może słyszeć co mówi w trakcie wizyty, o co pyta. Nie ma pojęcia co odpowiada jego żona, być może on nie wie o wszystkich momentach w których Natalie zrobiło się słabo... Może nie wiedzieć, bo choć Nat zawsze jest z nim szczera, to bywały momenty, kiedy nie powiedziała mu o tym, że źle się poczuła, by go nie martwić. Raz to nie skończyło się dobrze. Jego rozmyślania przerywa odgłos otwieranych drzwi. Odwraca się i widzi swoją żonę zajmującą ponownie krzesełko na którym wcześniej siedziała. Pokonuje dzielącą ich odległość, po czym zajmuje miejsce obok.
-Wszystko w porządku?- pyta cicho.
-Tak, czuję się świetnie, ale niestety muszę tu tkwić, bo wyniki będą za 15 minut.- odpowiada dziewczyna.- Miałam być w galerii za 10 minut.- mówi nie patrząc na niego.
-Nie powiedziałaś mi, poszlibyśmy na późniejszą godzinę.
-Później to muszę skończyć obraz Marco.- w końcu na niego patrzy.- Muszę to zrobić, bo nie zdążę na czas.
-Więc o to chodzi tak? To dlatego mi się tak oberwało?- pyta.
-Nie rozmawiajmy.- Natalie wstaje.- Nie chcę byśmy powiedzieli za dużo...
-Myślę, że już i tak padło dużo przykrych słów więc jak powiesz jeszcze kilka to to udźwignę...- odpowiada blondyn.
Natalie spogląda na niego.
-To ja powiedziałam te słowa? To tylko moja wina, że one padły.- Mówi półszeptem zdenerwowana dziewczyna.- Mówiłam tysiąc razy, że jest ze mną ok., ale ty oczywiście jak zwykle wyolbrzymiasz.
-Troszczę się o ciebie, tak jak ty o mnie. Chuchasz na mnie i dmuchasz jak coś mi jest...
-Wtedy gdy coś faktycznie się dzieje, ale nie prowadzę cię do lekarza za każdym razem jak zakręci ci się w głowie...
-Nie kręci mi się w głowie, tobie też nie, chyba, że coś jest nie tak. A teraz jesteś na mnie zła, bo cię tu przywiozłem, bo nie odpuściłem, a ty miałaś być w galerii. To jest dla ciebie ważniejsze niż własne zdrowie, własne bezpieczeństwo...
-Bo to moja pasja, mówiłam to sto razy. Poza tym nic mi nie jest więc skończmy tą naszą bezsensowną wymianę zdań, bo niepotrzebnie się obydwoje denerwujemy. Jestem tu, byłam u lekarza, poczekamy na te wyniki, przekonasz się, że jestem zdrowa, a potem pojadę do galerii.- mówi malarka, po czym staje przy tym samym oknie, przy którym on stał chwilę wcześniej. Kolejne minuty oczekiwania na wyniki badań spędzają milcząc.
***
Spotykają się przypadkiem na korytarzu w klinice. Mark wraca z rehabilitacji, a Agnes z Rickym właśnie wychodzą z gabinetu zabiegowego. To Mark pierwszy ich zauważa.
-Cześć.- mówi podchodząc. Od razu spogląda na opatrunek na dłoni Ricky'ego.- Co się stało?- pyta wskazując na białe bandaże.
-Cześć.- odpowiadają równocześnie z Agnes.- Cóż... mały wypadek.- odpowiada dziennikarz.
-Oparzył sobie dłoń.- precyzuje agentka.- Na szczęście oparzenia nie są głębokie.
-Ale pomimo to bardzo boli.- mówi jej partner.
-Coś ci jednak przypisali prawda?
-Coś tam mam na recepcie, ale nie wiem sam co to jest. Pójdziemy do apteki to się dowiemy. A ty co tu robisz?
-Byłem na górze na rehabilitacji. Wracam zaraz do domu.- odpowiada.- Martin poprawił mi humor, bo mówi, że jest dobrze, zresztą sam to czuję. Jednak trochę czasu wyleżałem się w szpitalu, mięśnie to odczuły. Ale wracają do siebie, na szczęście...
-To świetna wiadomość.- mówi Agnes.
-Tak, to prawda.- uśmiecha się do niej Mark.- Idziecie na parking czy do apteki?
-Najpierw do apteki.
-Ja też idę, muszę wykupić receptę Sebastianowi.- mówi po czym powoli idą w stronę kolejnego korytarza.
- Wszystko z nim w porządku? - pyta Ricky.
-Tak, to jakieś tam słabe proszki na bazie ziół, bo po tym co się wydarzyło, nie mógł spać. Jest lepiej, ale od czasu do czasu je bierze...
-Nie pytam tylko o receptę...- zaznacza dziennikarz.- Sorry, to pewnie nie moja sprawa, niepotrzebnie się mieszam... Sorry.
-Nie rozumiem? O co pytasz?
- Wpadłem na niego po prostu, nie dzisiaj, ale był dziwny... Rozkojarzony i taki jakiś smutny... Nie przypominał siebie. Nawet mówiłem o tym Agnes... Mam nadzieję, że nic złego znów się nie wydarzyło.- spogląda na Marka, a kiedy ten nie odpowiada od razu, poza tym jego mina się zmienia na bardziej skupioną, już wie, że coś się wydarzyło. Mark przed drzwiami apteki dopiero się odzywa.
-Pójdziemy na kawę?- pyta ich.- To nie jest dobre miejsce na to, by o tym mówić. A ja, choć starałem mu się wmówić, że jest dobrze i będzie to jednak... cóż... może nie być tak? - spogląda na obydwoje.- Sorry, nie chcę zabierać wam czasu, a ciebie pewnie boli...
-Daj spokój... Dostałem przeciwbólowe...- mówi Ricky.
-A tu niedaleko jest przytulna kawiarnia...- dodaje Agnes.
***
Nie może uwierzyć w to co przed momentem usłyszała więc wpatruje się w twarz lekarza z niedowierzaniem. On coś mówi, ale ona nie do końca słucha, po prostu siedzi... Zaraz potem to do niej dociera i łzy jedna po drugiej zaczynają spływać po jej policzkach. Lekarz zauważa to więc przestaje mówić. Natalie po prostu płacze...
***
Zaskakuje go pielęgniarka, która prosi go, by wszedł do gabinetu, do żony. Po prostu idzie. I jest zaskoczony widokiem płaczącej Natalie. Od razu czuje jeszcze większy niepokój, ponieważ nie ma pojęcia, co takiego powiedział lekarz, że ta informacja wywołała łzy u jego żony. W kilku krokach pokonuje dzielącą ich odległość, po czym przykuca przed kobietą, którą kocha najmocniej na świecie.
-Natalie...- odzywa się, a ona po prostu przytula się do niego i płacze. Marco spogląda na lekarza nic nie rozumiejąc.
***
-Pomógł mu, a teraz... Skąd mógł wiedzieć, że on jest chory...- mówi Mark nie patrząc na nich, wpatrując się w swoją filiżankę z kawą.- Mógł się zarazić, ale nie musiał, nie pamięta jak to było dokładnie, tamten krwawił... On też miał skaleczoną dłoń, ale nie wie, w którym momencie się skaleczył. To nie musiało być jak mu pomagał... Jest dużo niewiadomych... Minęło trochę czasu...
-Ale dzięki temu jest również nadzieja, Mark...- mówi mu Agnes.- I tej nadziei trzeba się mocno chwycić.- podpowiada mu.
-Próbuję, ale się również boję.- patrzy na nią.
-To normalne i naturalne. Dziwiłabym się gdybyś się nie bał. - odpowiada blondynka.- On jednak boi się bardziej.
-Nie wiem ile razy powiedziałem mu, że jestem i będę. Nie wiem ile razy będę musiał powtórzyć to, aby w końcu uwierzył...- wzdycha.
-Być może więcej razy niż on musiał tobie mówić to samo po wypadku...- mówi mu Ricky.- W końcu to do ciebie dotarło... On również zrozumie...
-Nie zostawię go.- mówi Mark.- Boi się, ale ja tego nie zrobię. I przetrwamy to.- dodaje z determinacją.
***
Spodziewa się naprawdę wielu rzeczy, nie ma pojecia co ma myśleć. Jego żona po prostu płacze w jego ramionach i jest pewien, że nie jest w stanie nic powiedzieć. Dlatego nie czekając, aż Natalie się uspokoi patrzy wyczekująco na lekarza.
-Co się stało?- pyta w końcu.- Czy coś jest nie tak z wynikami badań?- dopytuje.
-Wszystko jest w porządku.- zapewnia go lekarz.
-Więc skąd u Natalie zawroty głowy?- zadaje kolejne pytanie.- Ostatnim razem kiedy miała podobne objawy, potem okazało się, że to anemia...
-Proszę się nie denerwować, teraz z wynikami wszystko jest w porządku. Co do zawrotów głowy... Cóż... mogło się tak zdarzyć. W każdym razie pana żona jest zdrowa.
Ja jednak muszę panu pogratulować.- uśmiecha się lekarz.- Zrobiłem dodatkowe badanie krwi z którego wynika, że zostaniecie państwo rodzicami.- mówi mężczyzna w białym fartuchu.- Z wywiadu wynika, że to na pewno dopiero początki ciąży, więc USG można wykonać nieco później. Najlepiej skontaktujcie się państwo z lekarzem który prowadził poprzednie ciąże. Gratuluję.- powtarza jeszcze raz.
-Dziękuję.- uśmiecha się Marco, a Natalie nadal płacze w jego ramionach.
***
Niespodzianka :)
Postanowiłam póki mam czas wrzucić kolejny rozdział. Nie spodziewaliście się prawda???
środa, 9 marca 2016
29.Szokujące wyznanie...
Obserwuje Sebastiana już kilka dni. Nie pyta co się dzieje, ale to nie znaczy, że nie widzi, iż coś jest nie tak. Postanowił dać mu czas i możliwość, aby sam zadecydował czy i kiedy powiedzieć mu co się wydarzyło czy też co się dzieje. Sebastian bowiem od kilku dni nie jest sobą. Niby wszystko wróciło do normy, przynajmniej w takim stopniu w jakim mogło. Jego partner wrócił do pracy, on natomiast nie mógł, ponieważ cały czas dochodzi do siebie po tym co się stało, po wypadku. Dogadali się w końcu z Sebą, tzn. on się zmienił, uwierzył, że Sebastian jest, ponieważ chce być, nie dlatego, iż jest mu go żal i nie dlatego, że się lituje. Uwierzył, że jest, ponieważ mu zależy. Zresztą to działa w obydwie strony, bo on czuje to samo. I wszystko zmierzało ku dobremu do pewnego wieczoru, kilka dni wcześniej, kiedy jego partner wrócił do domu i nie był taki jak zwykle. Nie pytał za dużo, nie opowiadał o swoim dniu, był jakiś zgaszony, wycofany i smutny. I tak mu zostało, a może nawet pogłębiło się znacznie. Mark nie ma pojęcia co się stało, czy też co się dzieje, ale jest zdeterminowany, aby się dowiedzieć, jednak nie chce naciskać, chce by Seba powiedział mu sam, kiedy poczuje potrzebę podzielenia się tym, co go gnębi. Więc czeka.
***
Zauważa, że Natalie w momencie podnoszenia się z krzesła nagle zamyka oczy i z powrotem na nie siada.
-Kochanie co się stało?- pyta zrywając się ze swojego krzesła i przykucając przed nią.- Co się dzieje?- ponawia pytanie patrząc badawczo na to jak bardzo jej twarz jest blada.
-Zakręciło mi się w głowie.- odpowiada malarka uśmiechając się nikle.- Już jest dobrze, musiałam zbyt raptownie się podnieść.- tłumaczy.
-Nie ważne czy raptownie czy nie. Jesteś za młoda, by mieć takie dolegliwości. Coś jest nie tak.- mówi piłkarz.- Może powinnaś powtórzyć badania, może znów masz anemię.- podpowiada jej.- Zadzwonię do lekarza i jutro pojedziemy...- mówi.
-Nic mi nie jest, naprawdę. Nie potrzeba powtarzać badań, bo ja naprawdę mam się dobrze. Po prostu zbyt gwałtownie zerwałam się z tego krzesła... Stąd zawroty głowy.- tłumaczy cierpliwie.
-Wiesz, że mnie nie przekonałaś prawda? Wiesz, że nie pozwolę się zbyć i nie ustąpię?- patrzy na nią z determinacją.- Mogę ulec w innych kwestiach, ale jeśli chodzi o zdrowie mojej rodziny, to nie pozwolę się zbyć. Zrobimy te badania, upewnimy się czy wszystko w porządku, a potem, jeśli okaże się, że wszystko jest w porządku, to wtedy pozwolę ci winę za te zawroty głowy zrzucić na zbyt raptowne poderwanie się z krzesła. Tymczasem mam zamiar zadzwonić do lekarza i umówić cię na jutro na wizytę.- Marco patrzy jej w oczy.- I nie marudź.- dodaje.- Nie odwiedziesz mnie od tego.- zaznacza.
-No dobrze...
***
-Spotkałem Sebastiana w sklepie.- mówi Ricky pisząc artykuł. Agnes spogląda na niego.
-Wszystko u nich w porządku?- pyta blondynka.
-No właśnie nie mam pojęcia, bo Seba był jakiś dziwny, nie był sobą.- odpowiada dziennikarz.- Był jakiś nieswój, był wycofany, odpowiadał po prostu na pytania, poza tym nic, co jest do niego niepodobne.- mówi.
-Może był zmęczony, albo mają jakieś problemy.- tłumaczy Agnes.
-Niby nie, ponieważ zapewniał, iż z Markiem w końcu się dogadali. Jednak coś jest nie tak, czuję to.- mówi patrząc na swoją drugą połowę.- Mam takie przeczucie, że to nic dobrego. Obym się mylił...
***
Kiedy przyjeżdża wieczorem do Mario, okazuje się, że drzwi do domu otwiera mu Emily.
-Cześć.- wita się z nią.
-Cześć.- odpowiada dziewczyna po czym wpuszcza go do środka. Kiedy ona znika w salonie, gdzie zapewne znajduje się też Julie, on zamyka drzwi po czym idzie za nią. Mała Julie uśmiecha się na jego widok, więc bierze ją na ręce od razu praktycznie.
-Cześć okruszku.- zwraca się do małej dziewczynki z taką samą czułością z jaką mówi do własnej córki. Julie nie jest jego córeczką, ale jest córeczką jego najlepszego przyjaciela, brata, bo przecież traktuje Mario jak brata więc jego córeczkę traktuje niejako jak swoją. Dziewczynka dotyka dłonią jego twarzy, a on się uśmiecha.-Gdzie zgubiłaś tatusia?- pyta dziewczynki.
-Ta-ta.- odpowiada Julie.
-Tak Jull... Tata.- uśmiecha się do niej, po czym spogląda w stronę niani dziewczynki, która obecnie zbiera zabawki porozrzucane przez Jull po podłodze.- Gdzie jest Mario?- pyta Emily.
-Biega.- odpowiada dziewczyna spoglądając na niego.
-Biega?
-Tak.- powtarza dziewczyna.- Poprosił mnie, żebym jeszcze nie wychodziła godzinę. Julie miała być z babcią, ale babcia musiała zostać w pracy 2 godziny dłużej więc ja byłam jedyną opcją.- tłumaczy.
-On chyba przesadza. Biegał rano, potem był na treningu gdzie też truchtał, a potem trenował, przyjechał i poszedł biegać?
-Tak powiedział...
***
3 dni później...
Kiedy się budzi zegarek wskazuje 8:30 rano. Jest w pokoju sam. Najpierw powoli podnosi się do pozycji siedzącej, a potem wstaje z łóżka. Kiedy wychodzi z łazienki chwilę później słyszy dźwięk tłuczonego szkła tak więc od razu idzie do kuchni, ponieważ jest pewien, iż dźwięk dobiegał z tego pomieszczenia. Tam też znajduje Sebastiana na płytkach, klęczącego na kolanach i zbierającego odłamki ulubionej filiżanki Marka. Chłopak orientując się, iż nie jest już sam podnosi wzrok i w tym właśnie momencie z jego ust wydobywa się cichy jęk, bo jeden z kawałków skaleczył mu dłoń. Dość duży odłamek.
-Przepraszam, że stłukłem twoją ulubioną filiżankę.- podnosi się z połogi z odłamkami w dłoni.
-W porządku, to tylko filiżanka.- mówi Mark. Robi kilka kroków do przodu, ma zamiar złapać jego dłonie, ale Sebastian odsuwa się od niego, właściwie to nie odsuwa, a odskakuje jak oparzony. Jest zaskoczony.
-Opatrzę je...- mówi Mark wskazując na dłoń partnera.
-Nie trzeba...- zapewnia Seba jednak Mark uważa inaczej, robi krok do przodu i ma zamiar złapać dłoń młodszego mężczyzny, ale ten widząc to zabiera ją.
-Zostaw, nie dotykaj.- mówi pośpiesznie Sebastian.
-Ale...- Mark ponawia próbę.- Potrzebujesz opatrunku, zobacz jak kapie krew...- wskazuje.
-Poradzę sobie sam.- zapewnia.- Nie jestem małym chłopcem.
-W porządku. W takim razie ty idź i opatrz sobie dłoń, a ja posprzątam...- mówi łapiąc papierowy ręcznik, by zaraz po zebraniu pozostałych odłamków wytrzeć krople krwi, które są na płytkach. Sebastian mu jednak na to nie pozwala.
-Nie rób tego, nie rób...- mówi pospiesznie.- Zostaw!- powtarza zabierając mu rolkę z ręcznikiem z dłoni.- Zostaw!- powtarza.- Nie możesz...
Mark jest zaskoczony, nie ma pojęcia o co chodzi. Ma zamiar zapytać, ale żadne pytanie nie pada ponieważ kiedy patrzy na bladą twarz swojego partnera i strach ukryty w jego oczach pewna myśl pojawia się w jego podświadomości. Przychodzi nagle, nie wiadomo skąd i choć wydaje mu się nieprawdopodobna, to jednak nie daje mu spokoju. On musi wiedzieć. Musi. I kiedy w końcu otwiera usta, by zapytać Sebastiana co się dzieje, dlaczego w ten sposób reaguje, a może ma również zamiar wypowiedzieć to o czym pomyślał, on uprzedza jego słowa.
-Mogłem zarazić się wirusem HIV...- te słowa padają, a Mark zamiera...
***
Choć nie od początku tak myślała, w tym momencie sądzi, iż Mario się przetrenowuje. Chłopak zaczyna dzień od biegania, potem trenuje w klubie, po południu godzinę biega i jest pewna, iż ćwiczy również po tym jak jego córeczka idzie spać. Nie byłoby w tym nic złego, ale zauważa, iż chłopak jest coraz bardziej zmęczony, mniej się uśmiecha, zajmuje się córeczką, bawi się z nią, ale z mniejszym zaangażowaniem, zupełnie jakby uciekła z niego energia. W końcu postanawia zapytać go o to.
-Nic mi nie jest.- zapewnia ją.- Ćwiczę więcej ponieważ chcę wejść do pierwszego zespołu. Muszę się przyłożyć bardziej.- mówi jej.
-Nie kosztem swojego zdrowia i samopoczucia.- tłumaczy mu.
-Czuję się świetnie.- zapewnia.
-Wątpię, bo na pierwszy rzut oka widać, że jesteś zmęczony.- mówi mu Emily.- Jestem tu codziennie, ale można to zobaczyć jeśli się chce. Mario ty masz córeczkę, którą musisz się zająć, więc musisz mieć na to siłę...
-Mam, przecież nic mi nie jest...
-Jeszcze nie...
***
-Natalie ja nie mam zamiaru się z Tobą kłócić.- patrzy na nią.- Weź torebkę, bo jedziemy do lekarza. Mieliśmy to zrobić dwa dni temu, ale przełożyli na dziś więc pojedziemy dzisiaj.
-Ale mnie naprawdę nic nie jest.- zapewnia go.- Te zawroty głowy to był pojedynczy przypadek, od tamtej pory się nie powtórzyły więc nie ma powodu byśmy chodzili po lekarzach...- dziewczyna próbuje odwieść męża od zamiaru zawiezienia jej do kliniki, choć wie, że to będzie trudne.
-Natalie proszę cię.- prosi ją blondyn.
-Daj spokój, Marco.- oponuje.- Nic mi nie jest i nie mam zamiaru nigdzie jechać. Nie bądź uparty.- patrzy na niego.
-Uparta to jesteś ty!- odpowiada jej.- Powinnaś dbać o siebie, ponieważ całkiem niedawno, również twierdziłaś, że nic ci nie jest, a skończyło się anemią. Nie dziw się, że się martwię. Jesteś moją żoną do cholery, mamą moich dzieci, naszych dzieci. O kogo mam się troszczyć?-
Patrzy na nią wypowiadając te słowa, może nieco głośniejszym tonem niż zwykł używać, bardziej stanowczym...
-Nie krzycz na mnie...- mówi mu żona, której oczy nagle zaczęły niebezpiecznie się szklić.
-Nie krzyczę przecież...
-Krzyczysz...
***
Słowa wypowiedziane przez Sebę sprawiają, że Mark zamiera. Nastaje cisza i nie jest ona bynajmniej komfortowa. Powietrze nadal staje się gęste, za gęste. Mark nic nie mówi ponieważ jest tak bardzo zaskoczony tym wyznaniem, a Sebastian po prostu nie ma pojęcia czego się spodziewać. W końcu to starszy się odzywa:
-Nic nie rozumiem, wytłumacz mi...- zwraca się do swojego partnera, a kiedy ten ma zamiar coś powiedzieć, to jednak mu przerywa.- Czy ty...?- patrzy na młodszego.- Ty... z kimś...?
-Ja...
- Ty... - patrzy na mężczyznę stojącego przed nim.-Z kim?- pyta.
-Nie...- odpowiada Sebastian.- Nie...- powtarza.
-Sebastian...- chce zadać tak wiele pytań, ale zauważa w tym momencie jak bardzo Sebastianowi drżą dłonie oraz to, iż coraz więcej kropel spływa po dłoni chłopaka i osadza się na podłodze.
***
Czekam na komentarze :)
***
Zauważa, że Natalie w momencie podnoszenia się z krzesła nagle zamyka oczy i z powrotem na nie siada.
-Kochanie co się stało?- pyta zrywając się ze swojego krzesła i przykucając przed nią.- Co się dzieje?- ponawia pytanie patrząc badawczo na to jak bardzo jej twarz jest blada.
-Zakręciło mi się w głowie.- odpowiada malarka uśmiechając się nikle.- Już jest dobrze, musiałam zbyt raptownie się podnieść.- tłumaczy.
-Nie ważne czy raptownie czy nie. Jesteś za młoda, by mieć takie dolegliwości. Coś jest nie tak.- mówi piłkarz.- Może powinnaś powtórzyć badania, może znów masz anemię.- podpowiada jej.- Zadzwonię do lekarza i jutro pojedziemy...- mówi.
-Nic mi nie jest, naprawdę. Nie potrzeba powtarzać badań, bo ja naprawdę mam się dobrze. Po prostu zbyt gwałtownie zerwałam się z tego krzesła... Stąd zawroty głowy.- tłumaczy cierpliwie.
-Wiesz, że mnie nie przekonałaś prawda? Wiesz, że nie pozwolę się zbyć i nie ustąpię?- patrzy na nią z determinacją.- Mogę ulec w innych kwestiach, ale jeśli chodzi o zdrowie mojej rodziny, to nie pozwolę się zbyć. Zrobimy te badania, upewnimy się czy wszystko w porządku, a potem, jeśli okaże się, że wszystko jest w porządku, to wtedy pozwolę ci winę za te zawroty głowy zrzucić na zbyt raptowne poderwanie się z krzesła. Tymczasem mam zamiar zadzwonić do lekarza i umówić cię na jutro na wizytę.- Marco patrzy jej w oczy.- I nie marudź.- dodaje.- Nie odwiedziesz mnie od tego.- zaznacza.
-No dobrze...
***
-Spotkałem Sebastiana w sklepie.- mówi Ricky pisząc artykuł. Agnes spogląda na niego.
-Wszystko u nich w porządku?- pyta blondynka.
-No właśnie nie mam pojęcia, bo Seba był jakiś dziwny, nie był sobą.- odpowiada dziennikarz.- Był jakiś nieswój, był wycofany, odpowiadał po prostu na pytania, poza tym nic, co jest do niego niepodobne.- mówi.
-Może był zmęczony, albo mają jakieś problemy.- tłumaczy Agnes.
-Niby nie, ponieważ zapewniał, iż z Markiem w końcu się dogadali. Jednak coś jest nie tak, czuję to.- mówi patrząc na swoją drugą połowę.- Mam takie przeczucie, że to nic dobrego. Obym się mylił...
***
Kiedy przyjeżdża wieczorem do Mario, okazuje się, że drzwi do domu otwiera mu Emily.
-Cześć.- wita się z nią.
-Cześć.- odpowiada dziewczyna po czym wpuszcza go do środka. Kiedy ona znika w salonie, gdzie zapewne znajduje się też Julie, on zamyka drzwi po czym idzie za nią. Mała Julie uśmiecha się na jego widok, więc bierze ją na ręce od razu praktycznie.
-Cześć okruszku.- zwraca się do małej dziewczynki z taką samą czułością z jaką mówi do własnej córki. Julie nie jest jego córeczką, ale jest córeczką jego najlepszego przyjaciela, brata, bo przecież traktuje Mario jak brata więc jego córeczkę traktuje niejako jak swoją. Dziewczynka dotyka dłonią jego twarzy, a on się uśmiecha.-Gdzie zgubiłaś tatusia?- pyta dziewczynki.
-Ta-ta.- odpowiada Julie.
-Tak Jull... Tata.- uśmiecha się do niej, po czym spogląda w stronę niani dziewczynki, która obecnie zbiera zabawki porozrzucane przez Jull po podłodze.- Gdzie jest Mario?- pyta Emily.
-Biega.- odpowiada dziewczyna spoglądając na niego.
-Biega?
-Tak.- powtarza dziewczyna.- Poprosił mnie, żebym jeszcze nie wychodziła godzinę. Julie miała być z babcią, ale babcia musiała zostać w pracy 2 godziny dłużej więc ja byłam jedyną opcją.- tłumaczy.
-On chyba przesadza. Biegał rano, potem był na treningu gdzie też truchtał, a potem trenował, przyjechał i poszedł biegać?
-Tak powiedział...
***
3 dni później...
Kiedy się budzi zegarek wskazuje 8:30 rano. Jest w pokoju sam. Najpierw powoli podnosi się do pozycji siedzącej, a potem wstaje z łóżka. Kiedy wychodzi z łazienki chwilę później słyszy dźwięk tłuczonego szkła tak więc od razu idzie do kuchni, ponieważ jest pewien, iż dźwięk dobiegał z tego pomieszczenia. Tam też znajduje Sebastiana na płytkach, klęczącego na kolanach i zbierającego odłamki ulubionej filiżanki Marka. Chłopak orientując się, iż nie jest już sam podnosi wzrok i w tym właśnie momencie z jego ust wydobywa się cichy jęk, bo jeden z kawałków skaleczył mu dłoń. Dość duży odłamek.
-Przepraszam, że stłukłem twoją ulubioną filiżankę.- podnosi się z połogi z odłamkami w dłoni.
-W porządku, to tylko filiżanka.- mówi Mark. Robi kilka kroków do przodu, ma zamiar złapać jego dłonie, ale Sebastian odsuwa się od niego, właściwie to nie odsuwa, a odskakuje jak oparzony. Jest zaskoczony.
-Opatrzę je...- mówi Mark wskazując na dłoń partnera.
-Nie trzeba...- zapewnia Seba jednak Mark uważa inaczej, robi krok do przodu i ma zamiar złapać dłoń młodszego mężczyzny, ale ten widząc to zabiera ją.
-Zostaw, nie dotykaj.- mówi pośpiesznie Sebastian.
-Ale...- Mark ponawia próbę.- Potrzebujesz opatrunku, zobacz jak kapie krew...- wskazuje.
-Poradzę sobie sam.- zapewnia.- Nie jestem małym chłopcem.
-W porządku. W takim razie ty idź i opatrz sobie dłoń, a ja posprzątam...- mówi łapiąc papierowy ręcznik, by zaraz po zebraniu pozostałych odłamków wytrzeć krople krwi, które są na płytkach. Sebastian mu jednak na to nie pozwala.
-Nie rób tego, nie rób...- mówi pospiesznie.- Zostaw!- powtarza zabierając mu rolkę z ręcznikiem z dłoni.- Zostaw!- powtarza.- Nie możesz...
Mark jest zaskoczony, nie ma pojęcia o co chodzi. Ma zamiar zapytać, ale żadne pytanie nie pada ponieważ kiedy patrzy na bladą twarz swojego partnera i strach ukryty w jego oczach pewna myśl pojawia się w jego podświadomości. Przychodzi nagle, nie wiadomo skąd i choć wydaje mu się nieprawdopodobna, to jednak nie daje mu spokoju. On musi wiedzieć. Musi. I kiedy w końcu otwiera usta, by zapytać Sebastiana co się dzieje, dlaczego w ten sposób reaguje, a może ma również zamiar wypowiedzieć to o czym pomyślał, on uprzedza jego słowa.
-Mogłem zarazić się wirusem HIV...- te słowa padają, a Mark zamiera...
***
Choć nie od początku tak myślała, w tym momencie sądzi, iż Mario się przetrenowuje. Chłopak zaczyna dzień od biegania, potem trenuje w klubie, po południu godzinę biega i jest pewna, iż ćwiczy również po tym jak jego córeczka idzie spać. Nie byłoby w tym nic złego, ale zauważa, iż chłopak jest coraz bardziej zmęczony, mniej się uśmiecha, zajmuje się córeczką, bawi się z nią, ale z mniejszym zaangażowaniem, zupełnie jakby uciekła z niego energia. W końcu postanawia zapytać go o to.
-Nic mi nie jest.- zapewnia ją.- Ćwiczę więcej ponieważ chcę wejść do pierwszego zespołu. Muszę się przyłożyć bardziej.- mówi jej.
-Nie kosztem swojego zdrowia i samopoczucia.- tłumaczy mu.
-Czuję się świetnie.- zapewnia.
-Wątpię, bo na pierwszy rzut oka widać, że jesteś zmęczony.- mówi mu Emily.- Jestem tu codziennie, ale można to zobaczyć jeśli się chce. Mario ty masz córeczkę, którą musisz się zająć, więc musisz mieć na to siłę...
-Mam, przecież nic mi nie jest...
-Jeszcze nie...
***
-Natalie ja nie mam zamiaru się z Tobą kłócić.- patrzy na nią.- Weź torebkę, bo jedziemy do lekarza. Mieliśmy to zrobić dwa dni temu, ale przełożyli na dziś więc pojedziemy dzisiaj.
-Ale mnie naprawdę nic nie jest.- zapewnia go.- Te zawroty głowy to był pojedynczy przypadek, od tamtej pory się nie powtórzyły więc nie ma powodu byśmy chodzili po lekarzach...- dziewczyna próbuje odwieść męża od zamiaru zawiezienia jej do kliniki, choć wie, że to będzie trudne.
-Natalie proszę cię.- prosi ją blondyn.
-Daj spokój, Marco.- oponuje.- Nic mi nie jest i nie mam zamiaru nigdzie jechać. Nie bądź uparty.- patrzy na niego.
-Uparta to jesteś ty!- odpowiada jej.- Powinnaś dbać o siebie, ponieważ całkiem niedawno, również twierdziłaś, że nic ci nie jest, a skończyło się anemią. Nie dziw się, że się martwię. Jesteś moją żoną do cholery, mamą moich dzieci, naszych dzieci. O kogo mam się troszczyć?-
Patrzy na nią wypowiadając te słowa, może nieco głośniejszym tonem niż zwykł używać, bardziej stanowczym...
-Nie krzycz na mnie...- mówi mu żona, której oczy nagle zaczęły niebezpiecznie się szklić.
-Nie krzyczę przecież...
-Krzyczysz...
***
Słowa wypowiedziane przez Sebę sprawiają, że Mark zamiera. Nastaje cisza i nie jest ona bynajmniej komfortowa. Powietrze nadal staje się gęste, za gęste. Mark nic nie mówi ponieważ jest tak bardzo zaskoczony tym wyznaniem, a Sebastian po prostu nie ma pojęcia czego się spodziewać. W końcu to starszy się odzywa:
-Nic nie rozumiem, wytłumacz mi...- zwraca się do swojego partnera, a kiedy ten ma zamiar coś powiedzieć, to jednak mu przerywa.- Czy ty...?- patrzy na młodszego.- Ty... z kimś...?
-Ja...
- Ty... - patrzy na mężczyznę stojącego przed nim.-Z kim?- pyta.
-Nie...- odpowiada Sebastian.- Nie...- powtarza.
-Sebastian...- chce zadać tak wiele pytań, ale zauważa w tym momencie jak bardzo Sebastianowi drżą dłonie oraz to, iż coraz więcej kropel spływa po dłoni chłopaka i osadza się na podłodze.
***
Czekam na komentarze :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)