środa, 26 października 2016

48. Niespodziewana wizyta...

Budzi się o 6 rano i bynajmniej nie ma zamiaru próbować zasnąć ponownie. Postanawia iść pobiegać, co robi już prawie regularnie. Nie biega  długo, dawkuje sobie wysiłek. Musi bowiem przyzwyczajać swój organizm do większego wysiłku fizycznego bowiem pragnie wrócić do normalnego życia, do tego, co robiła przed chorobą. A była bardzo aktywna fizycznie. Więc wstaje, idzie do łazienki i wykonuje poranną toaletę po czym ubiera się i wychodzi z domu. Na zewnątrz wkłada słuchawki do uszu i włącza muzykę po czym rozpoczyna poranny jogging.
Podczas biegu wsłuchuje się w ulubione utwory, ale też ma szansę obserwacji otaczającej ją rzeczywistości. Mija różnych ludzi, jedni idą do pracy, inni tak jak ona wybrali poranną aktywność fizyczną. I znów nachodzi ją myśl, że jeszcze całkiem niedawno, miesiące wcześniej, modliła się o takie chwile, marzyła o nich nieśmiało mając świadomość, że większe szanse ma na to, iż jej marzenia się nie spełnią. Nie jest łatwo znaleźć dawcę. Zawsze miła tego świadomość. I choć wierzyła mocno w cud, to jednak była zupełnie świadoma, że może nie mieć tyle czasu, aby tego cudu doczekać. Doczekała. I teraz potrafi cieszyć się nawet tym, że może wstać o 6 rano i wyjść z domu aby pobiegać. Potrafi cieszyć się z tego, że jest ładny dzień, że ma okazję biegnąc obserwować ludzi. Każdy dzień zaczyna z wdzięcznością. Jest wdzięczna Stwórcy, iż dał jej szansę znów tego doświadczać. Może nawet głębiej  niż przed chorobą. Bo teraz potrafi naprawdę wielokrotnie bardziej to docenić.
***
Julie śpi, ale on już nie śpi. Nie wstaje jednak z łóżka. Pozostaje w nim dłużej. Normalnie tego nie robi. Zanim jego córeczka wstaje często zdąży już napić się czasem kawy, częściej herbaty. Tym razem tego nie robi. Po prostu pozostaje w sypialni. Leży po lewej stronie łóżka, po jego stronie, bo prawa najczęściej była zajmowana przez jego żonę. Nie w tej sypialni oczywiście, nie w tym łóżku, bo w poprzednim mieszkaniu. Leży na lewym boku. Na szafeczce stojącej przy łóżku stoi ramka ze zdjęciem Ann. Jak zawsze rano na nie patrzy. Jak zawsze rano zamyka oczy i przypomina sobie to w jaki sposób go budziła każdego poranka jeśli tylko był w domu i to ona pierwsza się obudziła, co było bardzo częste. Zawsze czuł jak go obejmuje, a zaraz potem czuł jej usta na swoich. Uwielbiał takie momenty. Były wyjątkowe i unikatowe. I pełne ciepła i miłości.I tęskni własnie za nimi. 
Usta jego żony były miękkie i ciepłe. Jej pocałunki najpierw delikatne, ale zawsze potem bardziej zachłanne. Ann uwielbiała pocałunki. On zresztą też. Tęskni za tym. 
Wyciąga dłoń i bierze do ręki ramkę ze zdjęciem. Dotyka opuszkami palców jej twarzy na zdjęciu. Jej policzek zawsze był ciepły, a skóra miękka. Szkło jest zimne. 
***
Alice obserwuje córkę, która pojawia się w domu później niż zwykle. Wie, że dziewczyna była pobiegać. Emily jest trochę zmęczona, ale jej twarz zdradza to, jak bardzo jest zadowolona. Więc ona też się uśmiecha. Uśmiecha się, bo tej chwili mogło nie być. A jednak jest.
-Dzień dobry mamo.- mówi jej córka.
-Dzień dobry i miłego dnia.- życzy Emily.- Muszę już wyjść.
-Wzajemnie mamo.- odpowiada dziewczyna.- To będzie dobry dzień.- dodaje.
***
Nie ma pojęcia czy dobrze robi. Nie umawiała się z nim. Wysiada z taksówki, którą przyjechała. Nie wie czy zastanie ich w domu, nic nie wie właściwie. Przyjazd był spontaniczny. I być może nie zostanie dobrze odebrany. Pewnie tak właśnie będzie. Jest jej wszystko jedno.
Chwilę później naciska przycisk dzwonka i słyszy jak w mieszkaniu rozbrzmiewa melodia. Kilkanaście sekund później słyszy męski głos. Zaraz potem do jej uszu dochodzi charakterystyczny dźwięk przekręcanego klucza w zamku i drzwi się otwierają. Mario jest zaskoczony.
***
Nie ma pojęcia co się dzieje, ale głos Mario, który wprawdzie nie krzyczy, ale mówi dość głośno i stanowczo i słychać go już przez zamknięte drzwi, nie wróży nic dobrego. Choć ma zapasowy klucz do jego mieszkania w tym momencie nie używa go. Nie chce wejść ot tak sobie nie mając pojęcia kto prócz piłkarza jest w domu. Więc naciska dzwonek i dzwoni.  Drzwi otwierają się kilka sekund później. Od razu widzi jak bardzo wzburzony jest chłopak.
-Cześć. Zapomniałaś kluczy?- pyta piłkarz.
-Nie, ale nie  chciałam wtargnąć ponieważ słyszałam, że nie jesteś sam.- pada odpowiedź.
-Nie, nie jesteśmy sami z Julie.- mówi jej. Ma zamiar coś powiedzieć, ale pojawia się kobieta z Julie. Emily rozpoznaje mamę Ann.
-Dzień dobry.- uśmiecha się, choć kobieta nie odpowiada jej sympatycznym uśmiechem.
-Dzień dobry.- odpowiada tamta. Emily czuje się odrobinę nieswojo ponieważ widzi jak ta pani lustruje ją wzrokiem. Nie ma pojęcia co zrobić, ale z opresji ratuje ją Julie, która zjawia się natychmiastowo obok i przytula się do jej nóg.
-Emi.- piszczy zadowolona. Na twarzy  dziewczyny pojawia się znów uśmiech. Kuca przy dziewczynce po czym bierze ją na ręce i przytula.
-Moja maleńka księżniczka.- mówi czule dziewczyna nadal czując na sobie czujny wzrok babci małej. Właściwie to nie zna jej praktycznie. Spotkała ją zaledwie kilka razy, ale doskonale wie, iż babci Jull nie podoba się, że ktoś kręci się obok Mario i małej. To jest wyczuwalne, zresztą Mario kiedy ona się pojawia też nie jest sobą. I tym razem nie jest inaczej. I ma wrażenie, że nawet jest gorzej niż do tej pory.
***
Ubiera Julie, ponieważ dziewczynka nie pozwala ubrać się babci. Julie na ogół nie bywa kapryśna, ale tym razem stawia na swoim. Nie jest przyzwyczajona bowiem do obecności babci, gdyż ta nie uczestniczy w jej wychowaniu na codzień, ani się nią nie zajmuje. Mario obserwuje stojąc oparty o ścianę w przedpokoju. Nic nie mówi. Po prostu stoi, patrzy i milczy. Kiedy dziewczynka jest gotowa Emily cmoka jej czółko:
-Możesz już iść się bawić.- mówi dziewczynce niania. Julie spogląda na swoją babcię, a potem na Emily i Mario.
-Emi?- za chwilę przyjdę, dobrze?- pyta dziewczyna. Mała uśmiecha się po czym kiwa główką, że się zgadza. Mama Ann zabiera ją do ogrodu. Emily jeszcze wkłada buciki małej do szafki, a kiedy się ogląda Mario nie stoi już w tym miejscu, gdzie stał. Znajduje go przy szklanych drzwiach, skąd widać dobrze ogród. Emily widzi, że jest spięty. Rozpoznaje to po jego napiętych ramionach, po sposobie w jaki wciska dłonie w kieszenie jeansów. Podchodzi do niego po czym staje za nim i dotyka dłonią jego pleców, na wysokości ramion, po czym przesuwa dłoń w dół, a potem w górę. Czuje napięte mięśnie piłkarza.
-Jak się pojawia czuję niepokój.- mówi Mario, choć ona wcale nie pytała o nic.- Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego, ale to chyba przez to, jak zachowywała się po odejściu Ann. Przez pretensje i wszystkie złe słowa, które wypowiedziała w moim kierunku. Cierpiała, ale zachowywała się tak, jak gdybym ja nie cierpiał.- tłumaczy.- Ja wiem, że jest mamą Ann, straciła córkę, to jest niewyobrażalna tragedia. Ale zastanawiam się ile jeszcze będzie mnie "słownie kopać" i traktować jakbym zabił Ann.- mówi, a ona słyszy ból w jego głosie.
-Na pewno tak nie myśli...
-Myśli, Emi.- Wiem, że tak jest.- odwraca się do niej. Patrzy jej w oczy. Emily obejmuje Mario w odpowiedzi.Gładzi dłonią jego plecy czując, że mięśnie nie są już tak napięte. I tak zastaje ich teściowa Mario. I gdyby nie to, że ktoś chrząka, piłkarz i Emily nie oderwaliby się od siebie. Jednak odsuwają się słysząc, że już nie są sami. Mario widzi oceniający wzrok kobiety i już jest zły. Jest pewien, że padnie odpowiedni komentarz. Nie myli się.
-Nie chciałam wam przeszkadzać, w żadnym wypadku.- patrzy na Mario.
-Nie przeszkodziłaś.- mówi mężczyzna. Po chwili kobieta wychodzi do wnuczki, a chłopak znów przylega do ciała niani.
-No to teraz już będzie znów, że szybko się pocieszyłem i sypiam z nianią.-- mówi piłkarz.
-Nie myśl o tym. To nie jej sprawa.
***
Okazuje się, że tego dnia ma być jeszcze bardziej wściekły za sprawą teściowej. I dzieje się to w momencie, w którym ona proponuje, że będzie zabierać do siebie małą na weekendy. Mario nie zgadza się, więc pada dużo zarzutów w jego stronę, między innymi, że odcina córeczkę od rodziny, że w ten sposób ją krzywdzi. Padają też słowa namowy, kiedy jego teściowa mówi, że gdyby mogła zabierać Jull na niektóre weekendy , to miałby czas dla siebie i nowego związku. To wtedy czara goryczy się przelewa. Więc mówi jej to, co myśli. Emily zabiera małą na zewnątrz, aby nie słyszała awantury. Nie wtrąca się. I kiedy piłkarz pół godziny po tym jak wyszły do ogrodu, zjawia się, praktycznie od razu podchodzi do niani po czym Emily słyszy:
-Przytul mnie, proszę.- mówi Mario, a ona chętnie spełnia jego prośbę.Mario wzdycha. Przez pewien czas milczy, ale w końcu się odzywa.
-Masz w sobie takie coś, że jak się do ciebie przytulę, to czuję spokój.
***
Podoba się?

czwartek, 13 października 2016

47.Sińce...

Nie ma pojęcia ile czasu minęło odkąd przyjechał do szpitala, nie patrzył na zegarek, ale wydaje mu się, że spędził na krzesełku, na którym siedzi wieki. Jest sam, zupełnie sam. Czeka na jakiekolwiek wieści o stanie Sebastiana, ale nikt o niczym go nie informuje. Pytał już wielokrotnie, niestety ciągle dostawał jedną odpowiedź- " Jak coś będzie wiadomo, lekarze na pewno pana poinformują." Więc czeka. I żałuje, że nie ma z nim nikogo, bo czyjaś obecność w takich chwilach bardzo dużo daje. Niestety on jest sam. 
***
Zauważa go już z daleka, kiedy rozmawia ze znajomym lekarzem. I kiedy ich konwersacja dobiega końca, żegnają się, po czym ona nie ma pojęcia jak postąpić- podejść czy raczej dać mu spokój. Nie wie. Jednak nie może odejść i niezależnie od tego, czy mężczyzna ma ochotę na towarzystwo czy nie, ona podchodzi do niego. 
-Cześć.- mówi, a on spogląda na nią.
-Cześć.- odpowiada zaskoczony.
-Coś się stało?- pyta.-Jesteś chory?- dopytuje.
-Ze mną w porządku.-pada odpowiedź.-To Sebastian...- dodaje cicho. Właściwie nie znają się zbyt dobrze z Agnes,mógłby nic jej nie mówić, ale z drugiej strony wie, że ona pyta ponieważ jest szczerze zainteresowana, bo jest troskliwą i ciepłą osobą, bo zależy jej na ludziach.
-Co z nim?
-Pobili go.- odpowiada.- Nie wiem ile czasu minęło odkąd przyjechałem, ale wydaje mi się, że wieki, a nikt nic nie mówi, każą mi czekać... Ile to jeszcze potrwa?- niecierpliwi się.
-Spokojnie.- mówi dziewczyna po czym trochę nieśmiało chwyta jego dłoń chcąc dodać mu otuchy, bo widzi, że on w tym momencie jej potrzebuje.- Nic nie rozumiem, ale ty zapewne nie chcesz o tym mówić... 
-Nic nie wiem... Dzwoniłem do niego, bo miał wrócić z pracy, a go nie było. Nie odebrał. Potem próbowałem jeszcze kilkakrotnie. W końcu dostałem telefon, że Sebę zabrała karetka z podziemnego parkingu w budynku, w którym pracuje. Był nieprzytomny. Jedyne co wiem to, to, że ktoś go pobił.- mówi.-Nic więcej mi nie powiedziano.- spogląda na nią.
Nie zostawia go samego, co więcej dzwoni do Ricky'ego, choć Mark mówi jej, że to niepotrzebne. Jednak nie słucha. Agnes wie, że w takich sytuacjach ciężko jest kiedy jest się samemu. Ona nie chciałaby być sama, nie ma zamiaru więc i jego zostawić. 
***
Jest u Reusów, kiedy dzwoni do niego Agnes. Jest zaskoczony tym co mówi. I niestety muszą zmienić plany, bo Agnes miała wrócić z wizyty u lekarza, po czym mieli zjeść z Natalie i Marco kolację . W tej sytuacji jednak Ricky postanawia pojechać do kliniki. Kiedy odkłada telefon od razu spotyka się z pytającym spojrzeniem przyjaciół.
-Przepraszam Was, ale niestety nie możemy zjeść z Wami dzisiaj kolacji. Muszę jechać do kliniki.- mówi im.
-Co się stało? Coś z Agnes?- pyta Natalie.
-Nie, z nią w porządku. Jednak spotkała Marka i z nim została. Podobno Sebastiana pobito. Nie wiedzą jeszcze nic dokładnie, bo lekarze ciągle się nim zajmują. Nie udzielili jeszcze żadnych konkretnych informacji o jego stanie. Muszę tam pojechać. Przepraszam Was, ale on nie powinien być w takim momencie sam.- tłumaczy.
-Jasne.- mówi Marco.
-Oczywiście.- mówi Natalie.
***
Czekają nadal w tym samym miejscu. Mark jest zdenerwowany choć stara się tego w żaden sposób nie okazać, ale Agnes wie. Widzi jak ciągle zerka na drzwi, z których przypuszczalnie  wyjdzie w którymś momencie lekarz z jakimikolwiek informacjami. Na razie co chwilę wychodzą stamtąd pielęgniarki, które niestety nic nie mówią. 
-Zaraz mnie trafi...- marudzi mężczyzna.- Możesz mi zarzucić, iż jestem niecierpliwy, ale...- wzdycha patrząc na Agnes.- Boję się...- mówi, a ona jest zaskoczona, że on jest po prostu tak szczery. Wielu mężczyzn bowiem nie potrafi przyznać, że odczuwają strach nawet w najcięższych sytuacjach. Agnes już wie, że Mark nie udaje twardziela, woli być szczery. 
-Wiem, rozumiem.- mówi patrząc na niego.
-Dziękuję, że zostałaś.- mówi jeszcze Mark.- Zwariowałbym tu sam.- wyznaje.
-Nie musisz mi dziękować. Ty zrobiłbyś to samo.
-Nie wiesz co zrobiłbym. Właściwie mnie nie znasz.
-Nie jesteś bezduszną osobą, Mark. Nie znam cię, ale tak mi się wydaje. I myślę, że mam rację.- mówi z przekonaniem.
-Mówisz to wiedząc co zrobiłem Ricky'emu?- pyta.-Przepraszam, że do tego wracam, ale taka jest prawda. Przecież zachowałem się bezdusznie, jak palant, jak egoista.- wyrzuca z siebie.- Zresztą mam do tego tendencję, bo Sebastiana, choć nie zdradziłem, to znów odpychałem go od siebie wygadując takie głupoty, że wstyd mi teraz o tym mówić. A ty mi mówisz, że jestem dobrą osobą...- patrzy na nią.
-Jesteś.- mówi z przekonaniem.- Każdy popełnia błędy. Nie jesteś pierwszym i ostatnim, który zdradził. Nie jesteś także pierwszym i zapewne ostatnim, który w żalu i bólu odrzucał osoby, które kocha. Ludzie czasem zachowują się egoistycznie i irracjonalnie. Jednak po jednym błędzie czy dwóch nie można kogoś ocenić i powiedzieć, że jest złą osobą.- patrzy mu w oczy wypowiadając te słowa.-Może pomyślisz, że jestem naiwna wierząc w to, co mówię. Nie ważne. Nie jesteś złym człowiekiem, Mark. Ricky cierpiał przez to, co mu zrobiłeś. Jednak ci wybaczył. Może ty też powinieneś sobie wybaczyć, Mark.- jej słowa są dla niego zaskoczeniem. I wie, że ona ma rację. 
***
-Kto mógł pobić partnera Marka?- zastanawia się głośno Natalie podczas kolacji. Wiedzą już o tej sprawie coś więcej, ponieważ Agnes przysłała sms-a. 
-Nie mam pojęcia, choć coś przyszło mi na myśl...- odzywa się Marco.- Była jakaś historia z kolesiem z pracy Sebastiana. I to chyba skończyło się na rękoczynach, prawda?
-Tak, tamten dostał w twarz.- mówi Natalie.- Z tego co mówił Ricky, to słusznie. Ten koleś czepiał się, coś tam komentował o orientacji Sebastiana. W każdym razie te komentarze, w którymś momencie stały się nie do przyjęcia, więc po którymś partner Marka dał tamtemu w pysk. I Ricky mówił, że podobno całkiem mocno. Seba był pewien, że wyleci z pracy, ale tak się nie stało...- opowiada dziewczyna.
-Więc może tamten koleś się zemścił?-zastanawia się głośno piłkarz.- To jest prawdopodobne skoro Sebastiana znaleziono  na parkingu. Ktoś musiał dobrze wiedzieć, który samochód, gdzie parkuje. Myślę, że to nie jest przypadek, Nat.
***
Dociera do szpitala, a Agnes i Mark nie mają jeszcze żadnych informacji. Agnes siedzi na krzesełku, a Mark spaceruje bez celu po korytarzu w jedną i drugą stronę. Nie przystaje nawet kiedy zauważa, że Ricky przyszedł. Mówią sobie tylko cześć. Ricky chce zapytać, ale Agnes kiwa mu dyskretnie głową, żeby tego nie robił. Więc chłopak siada obok swojej kobiety.
-Nic nie wiadomo?- pyta cicho.
-Nie. Pielęgniarka powiedziała, że nadal jest badany. Nic więcej nie może powiedzieć, wszelkich informacji udzieli lekarz.- jego dziewczyna zacytowała słowa siostry.
-Strasznie długo to trwa. Przecież już minęło trochę czasu odkąd dzwoniłaś, jesteś tu jeszcze dłużej...
-A Mark był już tu dość długo zanim przyszłam...- dodaje agentka.
-Więc nie za dobrze to wygląda...- mruczy Ricky.
-Nie mów tego głośno...- mówi mu Agnes.- On jest strasznie zdenerwowany.- uprzedza Ricky'ego.
-Wiem, wiem jak potrafi się martwić.- przyznaje chłopak.
Agnes już ma coś powiedzieć ale okazuje się, że drzwi się otwierają i wychodzi lekarz. Mark w szybkim tempie podchodzi do mężczyzny i pyta o stan Sebastiana.
-Nie mogę udzielać informacji przypadkowym osobom. Chciałbym porozmawiać najlepiej z kimś z rodziny...- pada odpowiedź.- Kim pan jest dla pacjenta?- pada pytanie i Ricky jest pewien, że Mark ma już na myśli odpowiedź, której oczywiście nie wypowie głośno. -
-Odpowiadałem na to pytanie kilkanaście razy odkąd tu jestem i pan znów mnie pyta.- zwraca się do lekarza.- Jestem kimś, kto jest upoważniony do wszelkich informacji o jego stanie zdrowia.- mówi najpierw.- Jestem jego partnerem.- wyjawia.- Nie, nie mamy ślubu. Jednak jestem upoważniony. Jeśli potrzebujecie, żebym się wylegitymował...
-Nie, w porządku. Pa Mark Sanders?
-Tak.- potwierdza.- Czy w końcu powie mi coś Pan o stanie Sebastiana?- prosi.
-Odzyskał przytomność na chwilę. Był z nim kontakt, odpowiedział na pytania składnie, ale oczywiście zrobiliśmy tomograf, bo ma mocno stłuczoną głowę. Nic niepokojącego nie zobaczyliśmy więc głowa w porządku. Kręgosłup cały. Jednak gorzej jest z brzuchem i żebrami. Pana partner ma pęknięte dwa żebra, ma stłuczoną wątrobę, obitą prawą nerkę w znacznym stopniu, ale na razie po przejrzeniu wyników badań podjąłem decyzję, że zabieg operacyjny nie jest w tym momencie koniecznością, będziemy monitorować sytuację. Niestety doszło także do złamania ręki z przemieszczeniem, ale już została ona operacyjnie złożona. To wszystko z takich poważniejszych rzeczy. Pominąłem liczne krwiaki, otarcia. Kiedy go przywieziono naprawdę myślałem, że będzie znacznie gorzej. 
- Będę mógł go zobaczyć?- pyta Mark.
-Tak. Jest właśnie przewożony do normalnego pokoju. Prawdopodobnie będzie przez jakiś czas oszołomiony po narkozie, ale to stopniowo minie. I nie wiem czy pan go widział, ale ostrzegam, że nie wygląda dobrze, jest opuchnięty i posiniaczony. 
-Rozumiem. Chciałbym go zobaczyć. Mogę?
-Oczywiście.- zgadza się.
***
Lekarz miał rację. Sebastian wygląda źle. Jego twarz jest opuchnięta i posiniaczona. Właściwie jego partner ma na twarzy kilka różnych odcieni fioletu. Jest przerażony jak to widzi. I to go boli ponieważ ktoś mu bliski cierpi. I choć pierwsze odczuwa bezsilność, bo to już się stało, nie może i nie mógł temu zapobiec, to jednak po chwili tamto uczucie zastępuje wściekłość. Jest wściekły na tego, kto odważył się wyrządzić krzywdę mężczyźnie, którego kocha. I wie, że tego tak nie zostawi. Ta osoba zapłaci za każdą ranę, za każdego sińca, za każde otarcie. Nigdy nie był mściwy, ale w tym momencie postanawia sobie, że dowie się, kto zrobił Sebastianowi krzywdę. Dowie się. 
Dotyka dłoni chłopaka delikatnie. Druga schowana jest w gipsie. Ta też ucierpiała, ma otarcia więc widzi, że Seba się bronił. Na pewno przyłożył tej osobie, a raczej osobom, ponieważ jest pewien, iż chłopak poradziłby sobie z jednym napastnikiem.
-Mark...- słyszy ciche słowa wypowiedziane przez mężczyznę leżącego na łóżku. Mark zauważa otwarte oczy swojej drugiej połowy. Sebastian jest półprzytomny, jego powieki trochę opadają momentami, ale widać, że walczy z tym. 
-Jestem tutaj.- odpowiada i mocniej ściska dłoń partnera.- Jestem i nigdzie się nie wybieram. Odpocznij jeszcze, śpij.- mówi mu, ale tamten zaprzecza ruchem głowy, którego natychmiast żałuje. Ból wykrzywia jego twarz i wszystko do niego wraca. Każda obelga, którą usłyszał, każdy cios, każdy kopniak. Wszystko.
-Spokojnie, spokojnie.
-Zabierz mnie do domu...- szepce młodszy i chce się podnieść, ale czuje potworny ból. Wydaje mu się, że rozsadzi mu on klatkę piersiową.
-Spokojnie, Seba. Zrobisz sobie krzywdę.- mówi do niego i siada na skraju łóżka.
-Boli...
-Masz pęknięte żebra. Dlatego tak bardzo boli.- tłumaczy mu.- Śpij. Potrzebujesz odpocząć.
-Mark...- szepce patrząc na niego.
-Zostanę. Nigdzie się nie wybieram...- zapewnia i będzie tak, jak mówi.
***
Jest mi smutno, bo pod poprzednim rozdziałem oprócz Ewi, nikt z Was nie skomentował. Nie podobał Wam się rozdział?

sobota, 1 października 2016

Co się dzieje z Pszczółką Emmą???
Nie komentuje więc nie wiem czy jej nie ma, czy kryje się pod jednym z anonimowych komentarzy, ale się nie podpisuje. Emmo jesteś???