środa, 26 października 2016

48. Niespodziewana wizyta...

Budzi się o 6 rano i bynajmniej nie ma zamiaru próbować zasnąć ponownie. Postanawia iść pobiegać, co robi już prawie regularnie. Nie biega  długo, dawkuje sobie wysiłek. Musi bowiem przyzwyczajać swój organizm do większego wysiłku fizycznego bowiem pragnie wrócić do normalnego życia, do tego, co robiła przed chorobą. A była bardzo aktywna fizycznie. Więc wstaje, idzie do łazienki i wykonuje poranną toaletę po czym ubiera się i wychodzi z domu. Na zewnątrz wkłada słuchawki do uszu i włącza muzykę po czym rozpoczyna poranny jogging.
Podczas biegu wsłuchuje się w ulubione utwory, ale też ma szansę obserwacji otaczającej ją rzeczywistości. Mija różnych ludzi, jedni idą do pracy, inni tak jak ona wybrali poranną aktywność fizyczną. I znów nachodzi ją myśl, że jeszcze całkiem niedawno, miesiące wcześniej, modliła się o takie chwile, marzyła o nich nieśmiało mając świadomość, że większe szanse ma na to, iż jej marzenia się nie spełnią. Nie jest łatwo znaleźć dawcę. Zawsze miła tego świadomość. I choć wierzyła mocno w cud, to jednak była zupełnie świadoma, że może nie mieć tyle czasu, aby tego cudu doczekać. Doczekała. I teraz potrafi cieszyć się nawet tym, że może wstać o 6 rano i wyjść z domu aby pobiegać. Potrafi cieszyć się z tego, że jest ładny dzień, że ma okazję biegnąc obserwować ludzi. Każdy dzień zaczyna z wdzięcznością. Jest wdzięczna Stwórcy, iż dał jej szansę znów tego doświadczać. Może nawet głębiej  niż przed chorobą. Bo teraz potrafi naprawdę wielokrotnie bardziej to docenić.
***
Julie śpi, ale on już nie śpi. Nie wstaje jednak z łóżka. Pozostaje w nim dłużej. Normalnie tego nie robi. Zanim jego córeczka wstaje często zdąży już napić się czasem kawy, częściej herbaty. Tym razem tego nie robi. Po prostu pozostaje w sypialni. Leży po lewej stronie łóżka, po jego stronie, bo prawa najczęściej była zajmowana przez jego żonę. Nie w tej sypialni oczywiście, nie w tym łóżku, bo w poprzednim mieszkaniu. Leży na lewym boku. Na szafeczce stojącej przy łóżku stoi ramka ze zdjęciem Ann. Jak zawsze rano na nie patrzy. Jak zawsze rano zamyka oczy i przypomina sobie to w jaki sposób go budziła każdego poranka jeśli tylko był w domu i to ona pierwsza się obudziła, co było bardzo częste. Zawsze czuł jak go obejmuje, a zaraz potem czuł jej usta na swoich. Uwielbiał takie momenty. Były wyjątkowe i unikatowe. I pełne ciepła i miłości.I tęskni własnie za nimi. 
Usta jego żony były miękkie i ciepłe. Jej pocałunki najpierw delikatne, ale zawsze potem bardziej zachłanne. Ann uwielbiała pocałunki. On zresztą też. Tęskni za tym. 
Wyciąga dłoń i bierze do ręki ramkę ze zdjęciem. Dotyka opuszkami palców jej twarzy na zdjęciu. Jej policzek zawsze był ciepły, a skóra miękka. Szkło jest zimne. 
***
Alice obserwuje córkę, która pojawia się w domu później niż zwykle. Wie, że dziewczyna była pobiegać. Emily jest trochę zmęczona, ale jej twarz zdradza to, jak bardzo jest zadowolona. Więc ona też się uśmiecha. Uśmiecha się, bo tej chwili mogło nie być. A jednak jest.
-Dzień dobry mamo.- mówi jej córka.
-Dzień dobry i miłego dnia.- życzy Emily.- Muszę już wyjść.
-Wzajemnie mamo.- odpowiada dziewczyna.- To będzie dobry dzień.- dodaje.
***
Nie ma pojęcia czy dobrze robi. Nie umawiała się z nim. Wysiada z taksówki, którą przyjechała. Nie wie czy zastanie ich w domu, nic nie wie właściwie. Przyjazd był spontaniczny. I być może nie zostanie dobrze odebrany. Pewnie tak właśnie będzie. Jest jej wszystko jedno.
Chwilę później naciska przycisk dzwonka i słyszy jak w mieszkaniu rozbrzmiewa melodia. Kilkanaście sekund później słyszy męski głos. Zaraz potem do jej uszu dochodzi charakterystyczny dźwięk przekręcanego klucza w zamku i drzwi się otwierają. Mario jest zaskoczony.
***
Nie ma pojęcia co się dzieje, ale głos Mario, który wprawdzie nie krzyczy, ale mówi dość głośno i stanowczo i słychać go już przez zamknięte drzwi, nie wróży nic dobrego. Choć ma zapasowy klucz do jego mieszkania w tym momencie nie używa go. Nie chce wejść ot tak sobie nie mając pojęcia kto prócz piłkarza jest w domu. Więc naciska dzwonek i dzwoni.  Drzwi otwierają się kilka sekund później. Od razu widzi jak bardzo wzburzony jest chłopak.
-Cześć. Zapomniałaś kluczy?- pyta piłkarz.
-Nie, ale nie  chciałam wtargnąć ponieważ słyszałam, że nie jesteś sam.- pada odpowiedź.
-Nie, nie jesteśmy sami z Julie.- mówi jej. Ma zamiar coś powiedzieć, ale pojawia się kobieta z Julie. Emily rozpoznaje mamę Ann.
-Dzień dobry.- uśmiecha się, choć kobieta nie odpowiada jej sympatycznym uśmiechem.
-Dzień dobry.- odpowiada tamta. Emily czuje się odrobinę nieswojo ponieważ widzi jak ta pani lustruje ją wzrokiem. Nie ma pojęcia co zrobić, ale z opresji ratuje ją Julie, która zjawia się natychmiastowo obok i przytula się do jej nóg.
-Emi.- piszczy zadowolona. Na twarzy  dziewczyny pojawia się znów uśmiech. Kuca przy dziewczynce po czym bierze ją na ręce i przytula.
-Moja maleńka księżniczka.- mówi czule dziewczyna nadal czując na sobie czujny wzrok babci małej. Właściwie to nie zna jej praktycznie. Spotkała ją zaledwie kilka razy, ale doskonale wie, iż babci Jull nie podoba się, że ktoś kręci się obok Mario i małej. To jest wyczuwalne, zresztą Mario kiedy ona się pojawia też nie jest sobą. I tym razem nie jest inaczej. I ma wrażenie, że nawet jest gorzej niż do tej pory.
***
Ubiera Julie, ponieważ dziewczynka nie pozwala ubrać się babci. Julie na ogół nie bywa kapryśna, ale tym razem stawia na swoim. Nie jest przyzwyczajona bowiem do obecności babci, gdyż ta nie uczestniczy w jej wychowaniu na codzień, ani się nią nie zajmuje. Mario obserwuje stojąc oparty o ścianę w przedpokoju. Nic nie mówi. Po prostu stoi, patrzy i milczy. Kiedy dziewczynka jest gotowa Emily cmoka jej czółko:
-Możesz już iść się bawić.- mówi dziewczynce niania. Julie spogląda na swoją babcię, a potem na Emily i Mario.
-Emi?- za chwilę przyjdę, dobrze?- pyta dziewczyna. Mała uśmiecha się po czym kiwa główką, że się zgadza. Mama Ann zabiera ją do ogrodu. Emily jeszcze wkłada buciki małej do szafki, a kiedy się ogląda Mario nie stoi już w tym miejscu, gdzie stał. Znajduje go przy szklanych drzwiach, skąd widać dobrze ogród. Emily widzi, że jest spięty. Rozpoznaje to po jego napiętych ramionach, po sposobie w jaki wciska dłonie w kieszenie jeansów. Podchodzi do niego po czym staje za nim i dotyka dłonią jego pleców, na wysokości ramion, po czym przesuwa dłoń w dół, a potem w górę. Czuje napięte mięśnie piłkarza.
-Jak się pojawia czuję niepokój.- mówi Mario, choć ona wcale nie pytała o nic.- Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego, ale to chyba przez to, jak zachowywała się po odejściu Ann. Przez pretensje i wszystkie złe słowa, które wypowiedziała w moim kierunku. Cierpiała, ale zachowywała się tak, jak gdybym ja nie cierpiał.- tłumaczy.- Ja wiem, że jest mamą Ann, straciła córkę, to jest niewyobrażalna tragedia. Ale zastanawiam się ile jeszcze będzie mnie "słownie kopać" i traktować jakbym zabił Ann.- mówi, a ona słyszy ból w jego głosie.
-Na pewno tak nie myśli...
-Myśli, Emi.- Wiem, że tak jest.- odwraca się do niej. Patrzy jej w oczy. Emily obejmuje Mario w odpowiedzi.Gładzi dłonią jego plecy czując, że mięśnie nie są już tak napięte. I tak zastaje ich teściowa Mario. I gdyby nie to, że ktoś chrząka, piłkarz i Emily nie oderwaliby się od siebie. Jednak odsuwają się słysząc, że już nie są sami. Mario widzi oceniający wzrok kobiety i już jest zły. Jest pewien, że padnie odpowiedni komentarz. Nie myli się.
-Nie chciałam wam przeszkadzać, w żadnym wypadku.- patrzy na Mario.
-Nie przeszkodziłaś.- mówi mężczyzna. Po chwili kobieta wychodzi do wnuczki, a chłopak znów przylega do ciała niani.
-No to teraz już będzie znów, że szybko się pocieszyłem i sypiam z nianią.-- mówi piłkarz.
-Nie myśl o tym. To nie jej sprawa.
***
Okazuje się, że tego dnia ma być jeszcze bardziej wściekły za sprawą teściowej. I dzieje się to w momencie, w którym ona proponuje, że będzie zabierać do siebie małą na weekendy. Mario nie zgadza się, więc pada dużo zarzutów w jego stronę, między innymi, że odcina córeczkę od rodziny, że w ten sposób ją krzywdzi. Padają też słowa namowy, kiedy jego teściowa mówi, że gdyby mogła zabierać Jull na niektóre weekendy , to miałby czas dla siebie i nowego związku. To wtedy czara goryczy się przelewa. Więc mówi jej to, co myśli. Emily zabiera małą na zewnątrz, aby nie słyszała awantury. Nie wtrąca się. I kiedy piłkarz pół godziny po tym jak wyszły do ogrodu, zjawia się, praktycznie od razu podchodzi do niani po czym Emily słyszy:
-Przytul mnie, proszę.- mówi Mario, a ona chętnie spełnia jego prośbę.Mario wzdycha. Przez pewien czas milczy, ale w końcu się odzywa.
-Masz w sobie takie coś, że jak się do ciebie przytulę, to czuję spokój.
***
Podoba się?

5 komentarzy:

  1. Taka niespodzianka z rana. Rozdział jak zwykle świetny, więc nie będę się i tym rozpisywać długo. Powiem jedynie tyle że mnie zaskoczył. Nie jest wesoły, nie jest smutny. Jest... Nie chcę żeby to, źle zabrzmiało bo nic złego nie mam na myśli, denerwujacy. Wkurzyła mnie Mama Ann i choć potrafiłabym ją zrozumieć iż cierpi po stracie corki i chce mieć wnuczke bliżej siebie.. To nie potrafię zrozumieć jak może zachowywać się w ten sposób w stosunku do Mario. Wstrętne babsko. Ten rozdzial daje tez nadzieję i troche miodu na serce bo pokazuje jak blisko jest dla Mario Emily i to jest piękne. Uwielbiam ich relacje. Chociaż widac że Mario nadal kocha Ann i mysle ze to się juz nie zmieni, bo będzie ją kochał zawsze. To jednak coraz wieksza czesc jego polamanego serducha zajmuje niania. I nie mogę doczekać się dalszego rozwoju sytuacji. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG przewspaniały rozdział. Sama nie wiem co napisać, chyba tylko to, że czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy tylko mi się zdaje , że Emily zostało przeszczepione serce Ann?

    OdpowiedzUsuń