-Porozmawiajmy, proszę Seba...-prosi go, ale ten po prostu idzie do łazienki, a zaraz po tym słychać zgrzyt przekrecanego zamka. Mark postanawia dać chwilkę Sebastianowi. Sam idzie do kuchni, po czym nalewa sobie wody do szklanki, by zaraz potem ja wypić. Nie wie co ma robić. Nie ma pojęcia jak się zachowac, by sprawić, że jego partner dostrzeże, że nie został sam. To trudna sytuacja, najtrudniejsza w jakiej kiedykolwiek się znalazł.
***
-Pójdziemy na spacer?-proponuje Emily spoglądając na Mario, który jest nieobecny. Mario spogląda na nią, a na jego twarzy pojawia się mały uśmiech. Chwilę później obydwoje wychodzą z domu. Mario pcha wózek, a Emily idzie obok. I być może dla kogoś obserwującego ich z boku wyglądają jak para. Wyglądają.
***
Sebastian jest w łazience juz dobre kilkanaście minut. Choć próbowal i nadal próbuje prosić go, by z nim porozmawiał, ten ignoruje te prośby. Mark słyszy lejaca się pod prysznicem wodę. Nie dziwi go to, ponieważ Sebastian często właśnie w ten sposób reaguje, ucieka, zamyka się gdzieś, w sypialni, albo w łazience. Tam próbuje się zrelaksować, zmyć z siebie zmartwienie. Tym razem jest pewien, że to nie działa. Nie wie czy mu się wydaje, raczej nie, ale momentami słyszy dziwne odgłosy dochodzące z łazienki. Jakby dławienie... to go niepokoi wiec po prostu przekreca na sile zamek od zewnątrz. Można to zrobić, założyli takie zabezpieczenie w razie gdyby coś się działo. Nigdy z tego nie korzystał, ale nigdy też tak bardzo nie bał się tego co zrobi Sebastian.
Kiedy zjawia się w łazience, jego partner jest pod prysznicem. Właściwie siedzi w rogu brodzika, skulony, z kolanami docisnietymi do klatki piersiowej. Woda spływa obficie po jego ciele. Mark zastanawia się czy jest ciepła. Nic nie mówi, po prostu otwiera kabinę, a potem zakręca wodę. Sebastian ma przekrwione oczy. Bez wątpienia te odgłosy to był strumiony płacz. Mark jest tego pewien. Mężczyzna bierze suchy ręcznik po czym trzymając go w dłoniach mowi:
-Chodz do mnie. -Sebastian spogląda na niego. Mark lustruje wzrokiem twarz kochanka. Jest tam tyle bolu, maluje sie na niej strach, niepokoj.-Chodź, prosze.-powtarza, ale mlodszy nie wykonuje najmniejszego ruchu.
-Ja nie chce tak zyc.-mówi.-Nie chce, Mark.-powtarza zachrypnietym glosem.
-Nie mow tak...-protestuje starszy.
-Nie chce takiego zycia dla siebie, ale przede wszysykim nie chce go dla ciebie. Nie chce bys sie bal, nie chcę sie bac o ciebie...Ja nie chce tak żyć!-powtarza z uporem.
-Chodź do mnie.-upiera się Mark.- Prysznic nie jest dobrym miejscem na takie rozmowy.-przekonuje.
Zabiera go z łazienki. Ostatecznie zostawia go w sypialni, a sam idzie zrobić herbatę. Wraca z panującymi kubkami, Seba jest w łóżku, otulony puchatym kocem. Mark stawia kubki na szafce stojącej obok łóżka. Siada na skraju materaca, w odległości od swojego partnera, bo choć ma ochotę go przytulic w tym momencie, to jednak tego nie robi ponieważ młodszy w tej chwili tego nie chce. Zna go dobrze, widzi to. Zdradza to jego postawa. Seba nie łaknie bliskości, on właściwie przyjął postawę obronną.
-Napisz się, to ci dobrze zrobi.-zachęca kochanka Mark.
-Słyszałeś co mówiłem w łazience? --pada pytanie.
-Tak, słyszałem doskonale.-przyznaje.-Nie wiem tylko co chcesz usłyszeć w odpowiedzi na Twoje słowa. -patrzy na Sebastiana badawczo.-Ja juz wiele razy mówiłem Ci, że niezależnie od tego co będzie na tym skrawku papieru, czy jesteś seropozytywny, czy też nie, to bez względu na to będę z Tobą. Nic się nie zmieniło, Sebastian. Moje uczucia się nie zmieniły.-zapewnia patrząc mu w oczy. I choć Sebastian chce coś powiedzieć, pewnie to nie spodoba się Markowi jak uslyszy, to jednak to wyznanie, w takiej chwili, w tych okolicznościach sprawia, że milczy. Nie chce psuć tego momentu. Nie może. Bo właśnie teraz, kiedy to, że jest zarażony jest bardzo prawdopodobne, ostatecznie potwierdzi wynik jeszcze jeden test, który robi się dodatkowo dla upewnienia się o prawidłowym wyniku pierwszego, właśnie teraz Mark po raz kolejny powtarza deklaracje, że zostaje. Mówił to wiele razy, przekonywał, ale w tej chwili jego słowa nabierają innego sensu. Bo Mark mógłby się przestraszyć, uciec, a jednak tego nie robi. Mark właśnie w tej chwili deklaruje i zapewnia o swoim uczuciu. Mark pokazuje, że ich związek nie jest kaprysem, a czymś naprawdę trwałym. W dobrym i złym czasie. I to go porusza. I to sprawia, że znów ma chwile słabości, bo znów czuje, ze jego gardło się ściska, a oczy zaczynają go szczypac. Łzy grożą wpłynięciem. A jego partner zauważa to. Zawsze zauważa. Wiec po prostu przesuwa się i zgarnia go w ramiona. A Sebastian czuje, że jest we właściwym miejscu. I nadal się boi, bo strach nie zniknął. I pewnie nie zniknie. I pewnie wątpliwości nie zniknął. Jednak w tym momencie nie chce o nich myśleć. Nie może.
-Wiem co chcesz zrobić...-słyszy ciche słowa Marka.- Nie pozwolę Ci odejść. -mówi. -Wiem, że Twoje intencje są szlachetne, ale pozwól mi zadecydować czy chce być z Tobą, kiedy widmo wirusa wisi nad Tobą. Nie podejmuj za mnie decyzji. Ja juz ja podjąłem w momencie w którym powiedziałeś mi, że możesz być nosicielem. Nawet przez moment nie pomyślałem, że mógłbym odejść. Nie chce. I tego nie zrobię. I Ty też ode mnie nie uciekaj. A jeśli to zrobisz, to wiedz, że nie pozwolę ci tak łatwo odejść . I zrobię wszystko, że zwątpisz w sens swoich działań. Bo nie jestem jakimś tam facetem dla ciebie, ani Ty nie jesteś jakimś tam facetem dla mnie. Kocham Cię. Tego nie zmieni wynik badania, nic tego nie zmieni. Nigdy.-zapewnia. Sebastian nic nie mówi, nie jest w stanie. Po prostu zostaje tam gdzie jest-otoczony ramionami swojego partnera.Nie potrzeba więcej słów.
***
Spędzają miło czas najpierw spacerując, a potem na placu zabaw. Po Julie naprawdę nie widać tego, że dzień wcześniej uczestniczyła w wypadku. Jest pogodna jak zwykle. Bawi się na placu zabaw w piasku, śmieje się, piszczy z zachwytu jak Mario wysadza ja na malutka zjeżdżalnie po czym asekurujac pozwala jej zjeżdżać. Obydwoje z Emily obserwują małą i się śmieją na różne sytuacje. I być może wiele osób rozpoznaje Mario, bo przecież jest znanym piłkarzem i być może wiele par oczu obserwuje jego i nianie jego dziecka, ale oni zupełnie się tym nie przejmują. Oni po prostu starają się dobrze spędzić czas. I tak jest.
***
Pisze do Marka, a potem, kiedy dostaje krótka odpowiedz "Nie jest dobrze" wie, że wynik musiał być pozytywny. Wie jak to działa. Wie, że zapewne trzeba to potwierdzić, ale domyśla się również jaki to był dla Seby i Marka szok. Bo podejrzenia to jedno, a pozytywny wynik to co innego. Agnes pojawia się w sypialni nagle. Od razu jednak widzi po jego minie, że coś jest nie tak.
-Ricky... co się stało?
-Nic...-odpowiada.-To znaczy... Ja napisałem do Marka. I on mi odpisał. -mówi po czym pokazuje treść odpowiedzi. Agnes po przeczytaniu spogląda na niego. Już wie co to oznacza. I jest jej przykro.
***
To nie jest łatwe. W najmniejszym stopniu nie jest. Sebastian mało mówi, właściwie milczy przez większość czasu, praktycznie całe popołudnie spędza w łóżku, albo na sofie przed tv, choć Mark jest pewien, że nie ma pojęcia co w danym momencie leci w telewizji. Jego wzrok bowiem nie jest skupiony na odbiorniku, chłopak patrzy gdzieś zupełnie w bok. Kiedy starszy próbuje zaproponować mu, by wyszli z domu, na spacer, do sklepu czy gdziekolwiek indziej, słyszy tylko ciche "nie mam ochoty" i temat się kończy. Wieczorem probuje wyjść z nim do ich ulubionej knajpki na kolacje, odpowiedź jest taka sama. Wiec Mark wychodzi na zakupy, a potem wraca i robi kolacje. Sebastian tym razem nie protestuje, nie chce zrobić przykrości Markowi. Jednak starszy zauważa, że niewiele je. Stara się, ale ma tak scisniety żołądek, że naprawdę nie jest w stanie zbyt wiele w siebie wcisnąć. Widzi zmartwienie spojrzenie swojej drugiej połowy, choć tamten nic nie mówi.
-Przepraszam.-mówi młodszy. -Ja wiem, że zrobiłeś to co lubię najbardziej i jest bardzo smaczne, ale ja...-patrzy bezradnie.-Ja naprawdę nie dam rady zjeść więcej.-odsuwa trochę talerz.-Przepraszam, Mark.-Ma zamiar wstać i znów zaszyć się w sypialni, ale jego facet łapie go za rękę.
-Zostań. -mówi. -Zostań, proszę. -powtarza wiec on siada na swoim krześle bez słowa. Ma ochotę wyjąć, uciec, schować się. Nie wie dlaczego chce tak się zachowac. Nie ma pojęcia czemu podświadomie chce odgrodzić sie od bliskiej osoby. Przecież to nie tak, że przebywając z Markiem na coś go naraża, nie. Jednak jakiś wewnętrzny głos pcha go do tego, by był z dala. Mark nie zabiera dłoni, wiec czuje jego ciepło. Kiedy kończy swój posiłek po prostu odsuwa talerz, ale nadal nie zabiera dłoni. Patrzy na niego, ale on nie może długo patrzeć w oczy swojego kochanka dlatego spuszcza wzrok.
-Spójrz na mnie.-prosi go Mark wiec patrzy.- Pójdziemy na spacer? Myślę, że to jest dobry pomysł.
-Chce zostać w domu.-słyszy w odpowiedzi.
-Dobrze, zostaniemy wiec w domu. Obejrzymy film czy jesteś zmęczony? -pada kolejne pytanie.
-Jestem zmęczony, ale na pewno nie zasnę wiec film jest w porządku. Ale najpierw pójdę pod prysznic.-decyduje młodszy, a starszy przytakuje kiwnieciem głowy. Seba wstaje, ale zanim wychodzi słyszy. -Nie zamykaj drzwi, proszę. Wychodzi. Nie zamyka się w łazience tym razem.
***
Sebastian nadal bierze prysznic kiedy Mark odbiera telefon.
-Cześć Ricky.-wita się.
-Cześć. -słyszy po drugiej stronie.-Kiedy będziecie wiedzieć na pewno?
-Mają zadzwonić z laboratorium, bo tym razem byliśmy w innym. Mam tam znajoma i obiecala, że zadzwoni jak będzie koperta z wynikiem. Czekamy.
-A Seba?- pyta.-To znaczy domyślam się, że czuje się okropnie, ale...
-Jest zrezygnowany, za cichy, zdystansowany i przestraszony. W takiej sytuacji to normalne.
-No tak...
-Wymyślił sobie, że odejdzie.-dodaje Mark.-Nie powiedział tego wprost, ale zaczął coś mówić. Jestem pewien, że miał to w planie, pewnie nadal ma.
-On robi to...
-Wiem dlaczego chce to zrobić. Rozumiem i to jest szlachetne, ale nie pozwolę mu na to. Ja nie chce...
-...go stracić...-kończy za niego dziennikarz.-Wiem, Mark. Wiem.-wzdycha.-Nie wiem co mam powiedzieć, żeby pomóc...
-Nie musisz nic mówić, dziękuję za telefon. Dobrze wiedzieć, że nie jesteśmy z tym sami.
-Nie jesteście. Możecie na nas liczyć.
-Dzięki.-słyszy, że w łazience coś upadło.-sorry na moment, Ricky.-przeprasza i odsuwa tel od ucha.-Seba w porządku? -woła.
-Tak, straciłem piankę. W porządku. -wiła tamten wiec Mark znów przykłada komórkę do ucha.-Coś spadło, nie wiedziałem co się stało? Seba jest w łazience. Spędził pół dnia w łóżku. Próbowałem go namówić na wyjście, ale bez skutku. Zadreczy się siedząc w domu i myśląc...
-Jutro są te pokazy, które tak chciał zobaczyć. Może wpadniemy po Was to może uda się go namówić?
-To nie jest zły pomysł wiesz?
-To się jutro zdzwonimy. Odbiorę wejściówki i zadzwonię. Oki?
-Tak, dzięki, zapomniałem o tych pokazach.
***
-Jedziesz ze mną? - pyta zabierając kluczyki.
-Kotku musze odpisać na te maile. Przeproś Natalie, ale naprawdę ich nie zauważyłam wcześniej, a to ważne.-tłumaczy.
-To może zostane?
-Będzie im przykro jak zdane z nas nie przyjdzie...
***
-A gdzie twoja druga połowa? -pyta malarka.
-Została pracować.Bardzo was przeprasza, ale przez nieuwagę musi teraz nadrabiać. Wiec jestem sam.Może być? -pyta dziennikarz.
-Dobrze, że jesteś. -uśmiecha się Natalie. Niedlugo przyjezdza Mario. W trakcie kolacji żartują, śmieją się. A po kolacji siedząc w salonie Reusow w pewnym momencie Natalie pyta.
-Martwisz się czymś Ricky, prawda?
-Ja też zauważyłem. -dodaje Mario.
-Cóż... ja również. -odzywa się Marco. Dziennikarz spogląda na przyjaciół. Najpierw nic nie mówi, zbiera myśli, dopiero po chwili się odzywa.
-Mark i Seba... Oni...-wzdycha.
-O nie...-Nat zatyka usta dłonią, bo przypomina sobie, że miały być wyniki badań.
-Tak, właśnie tak.-dziennikarz patrzy na nią, bo wie, że ona rozumie.
-Robił test potwierdzający?
-Tak, czekają na wyniki.-tłumaczy Ricky.-Ale chyba nietrudno sobie wyobrazić co się z nimi dzieje, szczególnie z Sebastianem.
-Czy dobrze się domyślam? -dopytuje Mario.-Potwierdziło się?
-Pierwszy test, teraz czekają na drugi. Z Sebastianem nie jest dobrze. Mark nie zdradzał szczegółów, ale wiem... Dawniej znałem każdy ton jego głosu, potrafiłem czytać co się dzieje. Minęło wiele miesięcy, ale to się akurat nie zmieniło...
-To jest straszne...
-Może nie powinno mnie to obchodzić, może powinienem trzymać się z daleka, ale nie umiem udawać, że im nie współczuję. Nie umiem udawać, że o tym nie wiem, że mnie to nie obchodzi... Nie chce.- patrzy na przyjaciół. Przyglądają mu się.-Dobra, znałem kogoś, kto zaraził się wirusem, a potem zachorował. Zmarł krótko przed tym jak Cię poznałem Natalie...
-Przecież z wirusem można żyć wiele lat... Brać leki.
-Nie każdy organizm sobie poradzi. On był pechowcem... Wyjątkiem od zasady... I jak sobie pomyślę, że Sebastian... ze on...
-Jeszcze może okazać się, że wynik drugiego testu jest negatywny. Mogła zajść pomyłka.
-Oby. Ja wiem, że on nie musi być jak Matt.- patrzy na Natalie.- Ja byłem pewien, że ten wynik będzie negatywny. Byłem pewien. A kiedy dostałem odpowiedź na smsa zamarlem. I od razu stanął mi przed oczyma obraz Matta, ale bardzo chorego juz Matta. Odwiedzałem go. Widziałem jak gasł. I pamiętam, że byłem zły, jak dowiedziałem się, że zdecydował, o odstawieniu leków. Jednak nie powiedziałem mu na ten temat nic, ale on die domyślił. I mi to wytłumaczył.
-Nigdy o tym nie mówiłeś.
-Nie było okazji. Tego tematu.
-Jak on się zaraził?
-Od żony. Tak się kończą czasem zdrady małżeńskie. Ona żyje do dzis i dobrze się ma, jemu się niestety nie udało. -mówi. -Ale najlepsze jest to, że on jej wybaczył. Wybaczyl wszystko. A ona, kiedy chorował nie odstąpiła go na krok. Była przy nim gdy odszedł. Do końca.
***
Łapcie kolejny.
Przepraszam za literówki, pisałam na tablecie i być może nie wyłapałam błędów.
Komentujcie.