Słyszy rozmowę. Jest pewien, że to jego syn i żona rozmawiają cicho, gdzieś niedaleko niego. Nie widzi ich, choć stara się ze wszystkich sił otworzyć oczy. To jest jednak niewykonalne. Nie w tym momencie. Ma wrażenie, że jego powieki są zbyt ciężkie, aby udało mu się je unieść. Choćby odrobinę. Milimetr. Nie umie. Nie potrafi, a może zwyczajnie nie ma na to siły. Oni o tym nie wiedzą, ale on słyszy.
-Mario, nie powinno ci być niezręcznie.- mówi mu mama.
-Jest, ponieważ nie powinienem jej prosić, aby została. Na pewno nie odmówiła, bo było jej mnie żal. Nie radzę sobie w takich sytuacjach, panikuję. Nie zachowuję się jak mężczyzna, silny mężczyzna...- marudzi.
-To nie tak.- chce wytłumaczyć mu matka.
-Tak mamo. Panikuję od razu.- przyznaje.
-To normalne. W końcu twój tato miał atak serca. Każdy by panikował.- tłumaczy mu.
-Panikuję nie tylko w tej sytuacji. Niestety.
-Mario...
-Tak jest, ale nie potrafię sobie z tym poradzić. To zostało mi po wypadku. Jak coś złego się dzieje, to od razu zakładam najczarniejszy scenariusz... A Emily przeważnie jest wtedy blisko i wiele razy, w takich chwilach zrzucam na jej barki opiekę nad moją córeczką, bo nie jestem w stanie być w 100% dla niej, nie jestem w stanie w 100% się nią zająć.
-Kochanie ty to tak widzisz. To nieprawda. Cały czas jesteś z Julie, nie ma cię tylko wtedy, kiedy musisz być w klubie, albo grasz mecze. Tak robią także inni ludzie, ci, którzy chodzą do pracy. Wtedy ich dziećmi również zajmują się nianie, w trudnych sytuacjach także. Przeszedłeś naprawdę dużo, więcej niż niejedna osoba w twoim wieku. Ale poradziłeś sobie, radzisz, ułożyłeś sobie od nowa świat po wypadku. I to nie tak, że sobie nie radzisz w trudnych sytuacjach. Po prostu powinieneś mieć obok siebie kobietę, drugą połowę, z którą dzieliłbyś troski, która by ci pomagała. Nie masz jej, ale masz nas, masz przyjaciół... I dzięki Bogu ich masz.- tłumaczy kobieta.- Wiem, że Emily nie jest jedynie nianią Julie. Może była na początku, ale teraz jest kimś znacznie ważniejszym...- dodaje.- Wiem to Mario. Ty także to wiesz. I nie mówię tylko o przyjaźni, synku...
-Mamo...
-Wiem, wiem kochanie. Wiem.
***
-Tata.- woła Julie biegnąc do kuchni, w której jest Emily. Dziewczyna spogląda na nią, po czym uśmiecha się.
-Kochanie, mówiłam ci, że twój tatuś musiał wyjść. Dał ci buziaka na pożegnanie, prawda?
- Dał buzi.- odpowiada dziewczynka.- Tatuś...
-Tęsknisz za tatą?- pyta niania kucając i biorąc w ramiona małą dziewczynkę tak bardzo podobną do jej mamy.
-Tak.- pada krótka odpowiedź.
-Tatuś niedługo się pojawi, a my w tym czasie będziemy malować. Co ty na to?- pyta spoglądając na małą.
-Cassie? Oli?- mówi głośno Julie wpatrując się w Emily. Dziewczyna od razu domyśla się o co chodzi córeczce Mario. Jest pewna, że chce malować z dziećmi Natalie i Marco. Uwielbia z nimi przebywać, a dodatkowo Natalie często rozkłada w pracowni na podłodze kartony, daje dzieciom wodne farby którymi mogą malować po tych kartonach, często owe rysunki to odbite dłonie czy wyodbijane na kartonach ślady małych stóp.
-Chciałabyś abym zabrała cię do cioci Natalie i wujka Marco? Chcesz pobawić się z Cassie i Olim?- pyta, aby upewnić się, iż dziewczynce właśnie o to chodzi.
-Tak.- odpowiada mała wskazując na telefon. Emily śmieje się po czym bierze w dłoń komórkę, wybiera numer do malarki, by po chwili z uśmiechem odłożyć go na miejsce.
-Ciocia na nas czeka, Julie.- patrzy na małą informując ją. Na jej twarzyczce również pojawia się uśmiech.- Jednak najpierw idziemy umyć rączki i buzię, przebierzemy się i wtedy pojedziemy do cioci, dobrze?
-Tak.- zgadza się latorośl Mario. Chwilę później, jak Julie jest już bezpiecznie zapięta w foteliku, Emily pisze smsa do piłkarza z informacją, iż są u Reusów.
***
Jego telefon wibruje w momencie, w którym rozmawiają z lekarzem. Ignoruje to. Ma zamiar sprawdzić po rozmowie. Chwilę później, jak mężczyzna w białym fartuchu wychodzi z pokoju, w którym przebywa jego ojciec, Mario odczytuje wiadomość do Emily.
-Wszystko w porządku?- pyta go mama.
-Tak.- spogląda na rodzicielkę.- Emily napisała, że jadą do Natalie. Julie chciała malować z Cass i Olim.- tłumaczy.- Wiesz, Nat ostatnio kilka razy pozwoliła im biegać po całej pracowni, po rozłożonych kartonach i odbijać stopy, albo dłonie, czy też po prostu malować. Szkoda, że jej nie widziałaś. Była prze-szczęśliwa.
- Czyli dzisiaj powtórka?
-Na to wygląda. Później pojadę zobaczyć jak im poszło.
-Jedź teraz jeśli chcesz. Ja zostanę z tatą.
-Później pojadę, posiedzę tutaj jeszcze.
-Dobrze.
***
Natalie i Emily rozkładają kartony na parkiecie w pracowni malarki. Pomagają im dzieci. Potem, kiedy Nat rozkłada im pudełka ze specjalnymi wodnymi farbami, których mogą używać dzieci, a one zaczynają się bawić, malarka zaprasza Emily na herbatę.
-Chodźmy. Im się tu nic nie stanie. Wszystkie sztalugi i akcesoria są schowane. Nic im nie grozi.- zapewnia malarka. Emily daje się namówić. Chwilę później więc siedzą w salonie popijając aromatyczną herbatę.
-Mario pojechał do kliniki?- pyta Natalie.
-Tak. Pisał, że stan jego taty się nie zmienił, nadal jest nieprzytomny, ale nadal jest stabilny i lekarze uspakajają.
-To bardzo dobrze. Nie wiem... jeśli nie daj Boże coś by się stało... nie wiem czy oni by to udźwignęli.
-Mario nie chciał tego pokazać, ale naprawdę był wczoraj w kiepskim stanie.
-Domyślam się, zresztą Marco też mówił o tym, był w szpitalu. Przyjechał chwilę po Mario. Siedział z nimi, a potem, kiedy mogli wejść do pokoju, przyjechał do domu. Dzwonił później jeszcze do Mario, jak wyszli ze szpitala. Mario był zdenerwowany.
-Tak, bo liczył na to, iż lekarze pozwolą im zostać, jednak tak się nie stało. Tłumaczyłam mu, iż i tak długo mogli tam przebywać.
-Był zdenerwowany i się bał. Reagował normalnie.
-Wiem. Przecież jego tata mógł umrzeć.
-Sebastian nie pozwolił na to.- dodaje Natalie.
-Mario chce później do niego pojechać. Mówił mi o tym, ale najpierw pojechał do taty. Myślę, że chce mu podziękować. W końcu ma za co.
***
Opuszcza szpital, jednak nie ma zamiaru od razu wracać do domu. Musi pojechać w jeszcze jedno miejsce. Musi zobaczyć się z jeszcze jedną osobą. Musi to zrobić.
***
-Proszę.- mówi stawiając na stoliku filiżankę z kawą. Mark podnosi wzrok znad ekranu swojego laptopa. Spogląda na partnera i się uśmiecha. Sebastian odstawia na stolik i swoją filiżankę, po czym zajmuje miejsce w rogu sofy.
-Dziękuję.- odpowiada starszy.- Miałeś wyjść i spotkać się z Lisą.- mówi.
-Nie mogła, napisała mi smsa. Coś jej wypadło. Zaprosiłem ją tutaj. Ma wpaść wieczorem. Nie masz nic przeciwko temu?
-Dlaczego miałbym?
-Bo po waszej ostatniej wymianie zdań pomyślałem, że jeszcze bardziej jej nie lubisz.- twierdzi młodszy.
-Nie muszę jej uwielbiać, ale to twoja koleżanka.
-Przyjaciółka...- poprawia partnera Sebastian.
-Przyjaciółka.- powtarza Mark.- To nie tak, że nie możesz się przyjaźnić z kimś, z kim ja niekoniecznie mam tematy do rozmowy. Ty też nie pałasz sympatią do wszystkich moich znajomych...- zauważa.
-No tak... Masz rację. Szczególnie do tych, którzy mnie nie tolerują i robią mi na złość.- odpowiada.
-O kim mówisz?
-Nie udawaj. Wiesz dobrze.- Sebastian bierze filiżankę, po czym upija łyk kawy delektując się jej smakiem.
-Powiedz mi proszę, kto z moich znajomych... naszych znajomych- poprawia się.- robi ci na złość?
- Ta dyskusja jest bezcelowa, bo mówiłem to wiele razy. Nie przyznałeś mi racji, choć dobrze wiesz, że ją mam..- stara się uciąć temat młodszy. Nie chce, aby ta rozmowa przerodziła się w kłótnię. A może tak być ponieważ jest zazdrosny o Marka. A to się z tym wiąże.
-Wiem, że mówisz o Nicole...
-Tak, o niej też.- przyznaje młodszy.- Ona mnie nie lubi, dodatkowo byłaby szczęśliwa, gdybyś trzymał się ode mnie z daleka, gdybyś mnie zostawił i jakoś nie powstrzymuje się przed okazywaniem tego.I jeśli nie rzuca uszczypliwych uwag, to z tobą flirtuje.
-Nicole jest kobietą...- wtrąca.
-To nie tak, że nigdy w swoim życiu nie byłeś z kobietą...- zauważa Sebastian.
-Nie zaczynajmy tej rozmowy.- mówi Mark, wie czym ta dyskusja może się skończyć. Czym niejednokrotnie się kończyła.
-Mówiłem...
-A ja mówiłem nie raz...-Mark siada tak, że jest zwrócony twarzą do swojego partnera.- Ona mnie nie interesuje, tak?- mówi.- Jestem zainteresowany tobą. Od dawna. I to się nie zmieniło i nie zmieni.- zapewnia.- Może flirtować ze mną godzinami, ale to nie robi na mnie wrażenia. Najmniejszego. Z twojego powodu.- patrzy w oczy Sebastianowi.- To zawsze będziesz ty, Sebastian.- wyznaje.
***
Parkuje po czym wychodzi z samochodu. Chwilę później przyciska przycisk dzwonka do drzwi. Słyszy dźwięk gongu rozbrzmiewający w mieszkaniu, a potem kroki.
Na twarzy Marka maluje się zaskoczenie, gdy otwiera mu drzwi.
-Cześć.- mówi Mario.- Mogę wejść?
-Cześć. Oczywiście.- odpowiada Mark odsuwając się od drzwi.- Pewnie przyszedłeś do Sebastiana?
-Tak, jest w domu?
-Tak, zapraszam.
***
Jest zaskoczony, kiedy wracając z toalety widzi w salonie Mario. A może nie powinien być aż tak bardzo zaskoczony.
-Cześć.- mówi Mario.
-Cześć.-odpowiada Sebastian, a kiedy podchodzi bliżej widzi jak piłkarz wyciąga w jego stronę dłoń. Podaje mu swoją.
-Dziękuję.- mówi szatyn.- Uratowałeś życie mojemu ojcu. Dziękuję.- powtarza, a potem po prostu przytula go do siebie. Odwzajemnia uścisk. A potem siadają na sofie, Mark idzie po coś do picia, a Sebastian pyta o tatę piłkarza. I to nie tak, że Mario mówi mu, iż wszystko jest w porządku. Bo stan nadal jest poważny, ale najważniejsze, że ojciec piłkarza żyje. I kiedy ma już wychodzić, kilkadziesiąt minut później jego telefon dzwoni. Odbiera szybko, ponieważ na wyświetlaczu widnieje zdjęcie jego mamy. Przykłada telefon do ucha bojąc się co też może usłyszeć. A potem jego twarz się rozświetla. Mario uśmiecha się.
- Mój tato odzyskał przytomność.- mówi spoglądając na dwóch mężczyzn stojących obok niego w przedpokoju ich mieszkania zaraz po zakończonej rozmowie.- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję Seba.- podaje dłoń chłopakowi.- Nie wiem czy podniósłbym się, gdybym stracił jeszcze kogoś bliskiego.- wyznaje szczerze.- Nie wiem jak się odwdzięczę, ale...
-Nawet tak nie mów.- mówi chłopak.- To nie tak, że czegoś oczekuję. Po prostu starałem się mu pomóc, ty też byś tak zrobił. I zrobiłbym jeszcze raz gdyby taka sytuacja się wydarzyła o ile drugi raz udałoby mi się zachować trzeźwość umysłu.- żartuje.
***
Wyciera Julie ręcznikiem, wszakże musiała ją wykąpać po zabawie w pracowni Natalie, ale oczywiście była na to przygotowana. Potem jedzą obiad. Po obiedzie obydwie z Natalie rozkładają dzieciom koce w salonie na dywanie, bo mają oglądać bajkę. Emily miała wracać do domu, ale Nat przekonała ją, aby jeszcze zostały.
-Myślisz, że utną sobie drzemkę na tych kocach?- zastanawia się Emily spoglądając na dzieci.
-Jestem o tym przekonana.- odpowiada malarka. 20 minut później dzieci śpią. Obydwie idą do kuchni. Natalie kroi szarlotkę i parzy kawę. A Emily odczytuje smsa, który przyszedł półtorej godziny wcześniej, a którego nie odczytała ponieważ komórka była w torebce.
-Tata Mario odzyskał przytomność.- mówi z uśmiechem.- Napisał mi półtorej godziny temu, ale nie odczytałam...
-To wspaniała wiadomość. Napiszę do Marco.- mówi Natalie i to robi. Marco pojawia się 15 minut później. Rozmawiają przy kawie i cieście. Rozbrzmiewa dzwonek do drzwi więc Natalie idzie otworzyć.
-Tata się obudził.- mówi Mario z uśmiechem.- Jest słaby, ale lekarz mówi, że będzie w porządku.
-Cieszę się.-Natalie przytula go zaraz jak ten wchodzi. Potem Marco przytula go.
-Przepraszam, ale odczytałam niedawno.- odzywa się Emily.- Cieszę się bardzo.
-Przytul mnie.- mówi po prostu piłkarz i obejmuje ją. Dziewczyna to robi, a Natalie i Marco patrzą na tę scenę.
-Już wszystko będzie dobrze.- mówi cicho Emily, ale na tyle głośno, iż ich przyjaciele słyszą. Jej dłoń pociera plecy mężczyzny w uspakajającym geście.- Wszystko będzie dobrze.Już dobrze.- powtarza, a Mario po prostu się nie rusza, ponieważ jej potrzebuje. Spędzają całe popołudnie u przyjaciół. Dzieci po drzemce bawią się w ogrodzie, szaleją, a oni doglądają ich siedząc na wygodnych, tarasowych kanapach. I być może Mario jest zmęczony, zaczyna w pewnym momencie ziewać. A potem zwracają mu uwagę, że skoro jest śpiący to powinien się położyć w którymś z pokoi gościnnych. Spogląda na nich.
-Przepraszam,ale mnie tu jest dobrze.- odpowiada po czym poprawia się i kładzie na boku na sofie układając głowę na kolanach Emily. Dziewczyna spogląda na niego.- Nie będę ci przeszkadzał prawda?- pyta śpiąco. A ona w odpowiedzi przeczesuje mu palcami włosy. To miłe. 5 Minut później oddech chłopaka się wyrównuje i wiadomo, że zasnął. Emily spogląda na mężczyznę, a potem na jego przyjaciół. Obydwoje uśmiechają się.
-No co?- pyta.
-Nic.- odpowiada Marco.- Zupełnie nic.- powtarza uśmiechając się. Wie, że Natalie myśli w tej chwili o tym samym co on. Jest tego pewien. Przez chwilę jest cicho, ale potem dzieje się coś czego ani malarka ani Marco się nie spodziewają. Słyszą ciche słowa Emily.
-Nie wiem co powiecie, ale...- przerywa na moment.- Miałam się tylko opiekować Julie, a ja...- spogląda na nich.- Mam nadzieję,że śpi...- spogląda na Mario i jest pewna, że śpi.- Miałam się opiekować Julie, a nie...- nadal przerywa więc oni patrzą na nią pytająco.- Jestem w nim zakochana...- w końcu mówi, a oni nie wydają się być zaskoczeni. Patrzy na nich. Nic nie mówią więc nie ma pojęcia o czym myślą.- Milczycie...- mówi po chwili.- Nie powinnam, wiem, ale to nie tak, że ktokolwiek z nas ma wpływ na to kogo pokochamy... To serce...
-Twoje serce wybrało właściwą osobę.- mówi Natalie.- Najwłaściwszą...
-Ale... Ja nie wiem... On?- spogląda na śpiącego na swoich kolanach Mario. Nie ma pojęcia czy dobrze zrobiła wyznając przyjaciołom piłkarza co czuje. Nie ma też wiedzy, co czuje Mario.
-Wiem, że chciałabyś znać odpowiedzi na wiele pytań. Poznasz.- stwierdza blondyn.- Na razie, teraz...pozwól, aby to się działo, Emi.- mówi Marco.
***