wtorek, 28 lutego 2017

57. Wybór serca...

Słyszy rozmowę. Jest pewien, że to jego syn i żona rozmawiają cicho, gdzieś niedaleko niego. Nie widzi ich, choć stara się ze wszystkich sił otworzyć oczy. To jest jednak niewykonalne. Nie w tym momencie. Ma wrażenie, że jego powieki są zbyt ciężkie, aby udało mu się je unieść. Choćby odrobinę. Milimetr. Nie umie. Nie potrafi, a może zwyczajnie nie ma na to siły. Oni o tym nie wiedzą, ale on słyszy.
-Mario, nie powinno ci być niezręcznie.- mówi mu mama.
-Jest, ponieważ nie powinienem jej prosić, aby została. Na pewno nie odmówiła, bo było jej mnie żal. Nie radzę sobie w takich sytuacjach, panikuję. Nie zachowuję się jak mężczyzna, silny mężczyzna...- marudzi. 
-To nie tak.- chce wytłumaczyć mu matka.
-Tak mamo. Panikuję od razu.- przyznaje.
-To normalne. W końcu twój tato miał atak serca. Każdy by panikował.- tłumaczy mu.
-Panikuję nie tylko w tej sytuacji. Niestety.
-Mario...
-Tak  jest, ale nie potrafię sobie z tym poradzić. To zostało mi po wypadku. Jak coś złego się dzieje, to od razu zakładam najczarniejszy scenariusz... A Emily przeważnie jest wtedy blisko i wiele razy, w takich chwilach zrzucam na jej barki opiekę nad moją córeczką, bo nie jestem w stanie być w 100% dla niej, nie jestem w stanie w 100% się nią zająć.
-Kochanie ty to tak widzisz. To nieprawda. Cały czas jesteś z Julie, nie ma cię tylko wtedy, kiedy musisz być w klubie, albo grasz mecze. Tak robią także inni ludzie, ci, którzy chodzą do pracy. Wtedy ich dziećmi również zajmują się nianie, w trudnych sytuacjach także. Przeszedłeś naprawdę dużo, więcej niż niejedna osoba w twoim wieku. Ale poradziłeś sobie, radzisz, ułożyłeś sobie od nowa świat po wypadku. I to nie tak, że sobie nie radzisz w trudnych sytuacjach. Po prostu powinieneś mieć obok siebie kobietę, drugą połowę, z którą dzieliłbyś troski, która by ci pomagała. Nie masz jej, ale masz nas, masz przyjaciół... I dzięki Bogu ich masz.- tłumaczy kobieta.- Wiem, że Emily nie jest jedynie nianią Julie. Może była na początku, ale teraz jest kimś znacznie ważniejszym...- dodaje.- Wiem to Mario. Ty także to wiesz. I nie mówię tylko o przyjaźni, synku...
-Mamo...
-Wiem, wiem kochanie. Wiem.
*** 
-Tata.- woła Julie biegnąc do kuchni, w której jest Emily. Dziewczyna spogląda na nią, po czym uśmiecha się.
-Kochanie, mówiłam ci, że twój tatuś musiał wyjść. Dał ci buziaka na pożegnanie, prawda?
- Dał buzi.- odpowiada dziewczynka.- Tatuś...
-Tęsknisz za tatą?- pyta niania kucając i biorąc w ramiona małą dziewczynkę tak bardzo podobną do jej mamy. 
-Tak.- pada krótka odpowiedź.
-Tatuś niedługo się pojawi, a my w tym czasie będziemy malować. Co ty na to?- pyta spoglądając na małą.
-Cassie? Oli?- mówi głośno Julie wpatrując się w Emily. Dziewczyna od razu domyśla się o co chodzi córeczce Mario. Jest pewna, że chce malować z dziećmi Natalie i Marco. Uwielbia z nimi przebywać, a dodatkowo Natalie często rozkłada w pracowni na podłodze kartony, daje dzieciom wodne farby którymi mogą malować po tych kartonach, często owe rysunki to odbite dłonie czy wyodbijane na kartonach ślady małych stóp.
-Chciałabyś abym zabrała cię do cioci Natalie i wujka Marco? Chcesz pobawić się z Cassie i Olim?- pyta, aby upewnić się, iż dziewczynce właśnie o to chodzi.
-Tak.- odpowiada mała wskazując na telefon. Emily śmieje się po czym bierze w dłoń komórkę, wybiera numer do malarki, by po chwili z uśmiechem odłożyć go na miejsce. 
-Ciocia na nas czeka, Julie.- patrzy na małą informując ją. Na jej twarzyczce również pojawia się uśmiech.- Jednak najpierw idziemy umyć rączki i buzię, przebierzemy się i wtedy pojedziemy do cioci, dobrze?
-Tak.- zgadza się latorośl Mario. Chwilę później, jak Julie jest już bezpiecznie zapięta w foteliku, Emily pisze smsa do piłkarza z informacją, iż są u Reusów. 
***
 Jego telefon wibruje w momencie, w którym rozmawiają z lekarzem. Ignoruje to. Ma zamiar sprawdzić po rozmowie. Chwilę później, jak mężczyzna w białym fartuchu wychodzi z pokoju, w którym przebywa jego ojciec, Mario odczytuje wiadomość do Emily. 
-Wszystko w porządku?- pyta go mama.
-Tak.- spogląda na rodzicielkę.- Emily napisała, że jadą do Natalie. Julie chciała malować z Cass i Olim.- tłumaczy.- Wiesz, Nat ostatnio kilka razy pozwoliła im biegać po całej pracowni, po rozłożonych kartonach i odbijać stopy, albo dłonie, czy też po prostu malować. Szkoda, że jej nie widziałaś.  Była prze-szczęśliwa. 
- Czyli dzisiaj powtórka?
-Na to wygląda. Później pojadę zobaczyć jak im poszło.
-Jedź teraz jeśli chcesz. Ja zostanę z tatą.
-Później pojadę, posiedzę tutaj jeszcze.
-Dobrze.
***
Natalie i Emily rozkładają kartony na parkiecie w pracowni malarki. Pomagają im dzieci. Potem, kiedy Nat rozkłada im pudełka ze specjalnymi wodnymi farbami, których mogą używać dzieci, a one zaczynają się bawić, malarka zaprasza Emily na herbatę.
-Chodźmy. Im się tu nic nie stanie. Wszystkie sztalugi i akcesoria są schowane. Nic im nie grozi.- zapewnia malarka. Emily daje się namówić. Chwilę później więc siedzą w salonie popijając aromatyczną herbatę.
-Mario pojechał do kliniki?- pyta Natalie.
-Tak. Pisał, że stan jego taty się nie zmienił, nadal jest nieprzytomny, ale nadal jest stabilny i lekarze uspakajają. 
-To bardzo dobrze. Nie wiem... jeśli nie daj Boże coś by się stało... nie wiem czy oni by to udźwignęli.
-Mario nie chciał tego pokazać, ale naprawdę był wczoraj w kiepskim stanie.
-Domyślam się, zresztą Marco też mówił o tym, był w szpitalu. Przyjechał chwilę po Mario. Siedział z nimi, a potem, kiedy mogli wejść do pokoju, przyjechał do domu. Dzwonił później jeszcze do Mario, jak wyszli ze szpitala. Mario był zdenerwowany.
-Tak, bo liczył na to, iż lekarze pozwolą im zostać, jednak tak się nie stało. Tłumaczyłam mu, iż i tak długo mogli tam przebywać. 
-Był zdenerwowany i się bał. Reagował normalnie.
-Wiem. Przecież jego tata mógł umrzeć.
-Sebastian nie pozwolił na to.- dodaje Natalie.
-Mario chce później do niego pojechać. Mówił mi o tym, ale najpierw pojechał do taty. Myślę, że chce mu podziękować. W końcu ma za co.
***
Opuszcza szpital, jednak nie ma zamiaru od razu wracać do domu. Musi pojechać w jeszcze jedno miejsce. Musi zobaczyć się z jeszcze jedną osobą. Musi to zrobić. 
***
-Proszę.- mówi stawiając na stoliku filiżankę z kawą. Mark podnosi wzrok znad ekranu swojego laptopa. Spogląda na partnera i się uśmiecha. Sebastian odstawia na stolik i swoją filiżankę, po czym zajmuje miejsce w rogu sofy. 
-Dziękuję.- odpowiada starszy.- Miałeś wyjść i spotkać się z Lisą.- mówi.
-Nie mogła, napisała mi smsa. Coś jej wypadło. Zaprosiłem ją tutaj. Ma wpaść wieczorem. Nie masz nic przeciwko temu?
-Dlaczego miałbym?
-Bo po waszej ostatniej wymianie zdań pomyślałem, że jeszcze bardziej jej nie lubisz.- twierdzi młodszy.
-Nie muszę jej uwielbiać, ale to twoja koleżanka. 
-Przyjaciółka...- poprawia partnera Sebastian.
-Przyjaciółka.- powtarza Mark.- To nie tak, że nie możesz się przyjaźnić z kimś, z kim ja niekoniecznie mam tematy do rozmowy. Ty też nie pałasz sympatią do wszystkich moich znajomych...- zauważa.
-No tak... Masz rację. Szczególnie do tych, którzy mnie nie tolerują i robią mi na złość.- odpowiada.
-O kim mówisz?
-Nie udawaj. Wiesz dobrze.- Sebastian bierze filiżankę, po czym upija łyk kawy delektując się jej smakiem.
-Powiedz mi proszę, kto z moich znajomych... naszych znajomych- poprawia się.- robi ci na złość?
- Ta dyskusja jest bezcelowa, bo mówiłem to wiele razy. Nie przyznałeś mi racji, choć dobrze wiesz, że ją mam..- stara się uciąć temat młodszy. Nie chce, aby ta rozmowa przerodziła się w kłótnię. A może tak być ponieważ  jest zazdrosny o Marka. A to się z tym wiąże.
-Wiem, że mówisz o Nicole...
-Tak, o niej też.- przyznaje młodszy.- Ona mnie nie lubi, dodatkowo byłaby szczęśliwa, gdybyś trzymał się ode mnie z daleka, gdybyś mnie zostawił i  jakoś nie powstrzymuje się przed okazywaniem tego.I jeśli nie rzuca uszczypliwych uwag, to z tobą flirtuje.
-Nicole jest kobietą...- wtrąca.
-To nie tak, że nigdy w swoim życiu nie byłeś z kobietą...- zauważa Sebastian.
-Nie zaczynajmy tej rozmowy.- mówi Mark, wie czym ta dyskusja może się skończyć. Czym niejednokrotnie się kończyła.
-Mówiłem...
-A ja mówiłem nie raz...-Mark siada tak, że jest zwrócony twarzą do swojego partnera.- Ona mnie nie interesuje, tak?- mówi.- Jestem zainteresowany tobą. Od dawna. I to się nie zmieniło i nie zmieni.- zapewnia.- Może flirtować ze mną godzinami, ale to nie robi na mnie wrażenia. Najmniejszego.  Z twojego powodu.- patrzy w oczy Sebastianowi.- To zawsze będziesz ty, Sebastian.- wyznaje.
*** 
Parkuje po czym wychodzi z samochodu. Chwilę później przyciska przycisk dzwonka do drzwi. Słyszy dźwięk gongu rozbrzmiewający w mieszkaniu, a potem kroki. 
Na twarzy Marka maluje się zaskoczenie, gdy otwiera mu drzwi.
-Cześć.- mówi Mario.- Mogę wejść?
-Cześć. Oczywiście.- odpowiada Mark odsuwając się od drzwi.- Pewnie przyszedłeś do Sebastiana?
-Tak, jest w domu?
-Tak, zapraszam.
***
 Jest zaskoczony, kiedy wracając z toalety widzi w salonie Mario. A może nie powinien być aż tak bardzo zaskoczony. 
-Cześć.- mówi Mario.
-Cześć.-odpowiada Sebastian, a kiedy podchodzi bliżej widzi jak piłkarz wyciąga w jego stronę dłoń. Podaje mu swoją.
-Dziękuję.- mówi szatyn.- Uratowałeś życie mojemu ojcu. Dziękuję.- powtarza, a potem po prostu przytula go do siebie. Odwzajemnia uścisk. A potem siadają na sofie, Mark idzie po coś do picia, a Sebastian pyta o tatę piłkarza. I to nie tak, że Mario mówi mu, iż wszystko jest w porządku. Bo stan nadal jest poważny, ale najważniejsze, że ojciec piłkarza żyje. I kiedy ma już wychodzić, kilkadziesiąt minut później jego telefon dzwoni. Odbiera szybko, ponieważ na wyświetlaczu widnieje zdjęcie jego mamy. Przykłada telefon do ucha bojąc się co też może usłyszeć. A potem jego twarz się rozświetla. Mario uśmiecha się.
- Mój tato odzyskał przytomność.- mówi spoglądając na dwóch mężczyzn stojących obok niego w przedpokoju ich mieszkania zaraz po zakończonej rozmowie.- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję Seba.- podaje dłoń chłopakowi.- Nie wiem czy podniósłbym się, gdybym stracił jeszcze kogoś bliskiego.- wyznaje szczerze.- Nie wiem jak się odwdzięczę, ale...
-Nawet tak nie mów.- mówi chłopak.- To nie tak, że czegoś oczekuję. Po prostu starałem się mu pomóc, ty też byś tak zrobił. I zrobiłbym jeszcze raz gdyby taka sytuacja się wydarzyła o ile drugi raz udałoby mi się zachować trzeźwość umysłu.- żartuje.
***
Wyciera Julie ręcznikiem, wszakże musiała ją wykąpać po zabawie w pracowni Natalie, ale oczywiście była na to przygotowana. Potem jedzą obiad. Po obiedzie obydwie z Natalie rozkładają dzieciom koce w salonie na dywanie, bo mają oglądać bajkę. Emily miała wracać do domu, ale Nat przekonała ją, aby jeszcze zostały. 
-Myślisz, że utną sobie drzemkę na tych kocach?- zastanawia się Emily spoglądając na dzieci.
-Jestem o tym przekonana.- odpowiada malarka. 20 minut później dzieci śpią. Obydwie idą do kuchni. Natalie kroi szarlotkę i parzy kawę. A Emily odczytuje smsa, który przyszedł półtorej godziny wcześniej, a którego nie odczytała ponieważ komórka była w torebce.
-Tata Mario odzyskał przytomność.- mówi z uśmiechem.- Napisał mi półtorej godziny temu, ale nie odczytałam...
-To wspaniała wiadomość. Napiszę do Marco.- mówi Natalie i to robi. Marco pojawia się 15 minut później. Rozmawiają przy kawie i cieście. Rozbrzmiewa dzwonek do drzwi więc Natalie idzie otworzyć. 
-Tata się obudził.- mówi Mario z uśmiechem.- Jest słaby, ale lekarz mówi, że będzie w porządku.
-Cieszę się.-Natalie przytula go zaraz jak ten wchodzi. Potem Marco przytula go. 
-Przepraszam, ale odczytałam niedawno.- odzywa się Emily.- Cieszę się bardzo. 
-Przytul mnie.- mówi po prostu piłkarz i obejmuje ją. Dziewczyna to robi, a Natalie i Marco patrzą na tę scenę.
-Już wszystko będzie dobrze.- mówi cicho Emily, ale na tyle głośno, iż ich przyjaciele słyszą. Jej dłoń pociera plecy mężczyzny w uspakajającym geście.- Wszystko będzie dobrze.Już dobrze.- powtarza, a Mario po prostu się nie rusza, ponieważ jej potrzebuje. Spędzają całe popołudnie u przyjaciół. Dzieci po drzemce bawią się w ogrodzie, szaleją, a oni doglądają ich siedząc na wygodnych, tarasowych kanapach. I być może Mario jest zmęczony, zaczyna w pewnym momencie ziewać. A potem zwracają mu uwagę, że skoro jest śpiący to powinien się położyć w którymś z pokoi gościnnych. Spogląda na nich.
-Przepraszam,ale mnie tu jest dobrze.- odpowiada po czym poprawia się i kładzie na boku na sofie układając głowę na kolanach Emily. Dziewczyna spogląda na niego.- Nie będę ci przeszkadzał prawda?- pyta śpiąco. A ona w odpowiedzi przeczesuje mu palcami włosy. To miłe. 5 Minut później oddech chłopaka się wyrównuje i wiadomo, że zasnął. Emily spogląda na mężczyznę, a potem na jego przyjaciół. Obydwoje uśmiechają się.
-No co?- pyta.
-Nic.- odpowiada Marco.- Zupełnie nic.- powtarza uśmiechając się. Wie, że Natalie myśli w tej chwili o tym samym co on. Jest tego pewien. Przez chwilę jest cicho, ale potem dzieje się coś czego ani malarka ani Marco się nie spodziewają. Słyszą ciche słowa Emily. 
-Nie wiem co powiecie, ale...- przerywa na moment.- Miałam się tylko opiekować Julie, a ja...- spogląda na nich.- Mam nadzieję,że śpi...- spogląda na Mario i jest pewna, że śpi.- Miałam się opiekować Julie, a nie...- nadal przerywa więc oni patrzą na nią pytająco.- Jestem w nim zakochana...- w końcu mówi, a oni nie wydają się być zaskoczeni. Patrzy na nich. Nic nie mówią więc nie ma pojęcia o czym myślą.- Milczycie...- mówi po chwili.- Nie powinnam, wiem, ale to nie tak, że ktokolwiek z nas ma wpływ na to kogo pokochamy...  To serce...
-Twoje serce wybrało właściwą osobę.- mówi Natalie.- Najwłaściwszą...
-Ale... Ja nie wiem... On?- spogląda na śpiącego na swoich kolanach Mario. Nie ma pojęcia czy dobrze zrobiła wyznając przyjaciołom piłkarza co czuje. Nie ma też wiedzy, co czuje Mario.
-Wiem, że chciałabyś znać odpowiedzi na wiele pytań. Poznasz.- stwierdza blondyn.- Na razie, teraz...pozwól, aby to się działo, Emi.- mówi Marco. 

***

4 komentarze:

  1. Czytałam ten rozdział w nocy, nie mogłam zasnąć. Za każdym razem jak czytam jakiś rozdział w nocy, który ma tyle emocji to nie daje rady... Tym samym spłynęło kilka moich łez.
    Cudownie, że tata Mario się obudził. W końcu nie wszystko i wszystkich los chce mu odebrać.
    Oh... chciałabym by tak ktoś mi zasnął na kolanach... Piękny obrazek. Coraz bardziej wszyscy to widzą...i oni również. Nie miałabym tyle odwagi by wyznać przyjaciołom mężczyzny, że się zakochałam...bo co jeśli oni nie zaakceptowali by tego...a nie daj Boże on by nie spał. Fantastycznie, że Marco i Natalie są za tą dwójką:D Emily to mądra kobieta:D Jej los też nie oszczędził... Karty kiedyś muszą się odwrócić:)
    Miłego marca! Nie wierzę, że czas tak leci...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi miło czytać takie komentarze 😀 Dziękuję 😘
    Emily wie komu może powiedzieć pewne rzeczy. Emily ufa Natalie i Marco. Poza tym ta scena w której ona to mówi to był czysty spontan. Z mojej strony. Ot tak taki właśnie obrazek pojawił się w mojej głowie kiedy pisałam rozdział. Lubię coś robić spontanicznie więc zapisałam to po prostu.Emily wiedziała,że Mario śpi. Była pewna. Okazała też zaufanie wyznając przyjaciołom chłopaka co czuję. Wiedziała,że oni zrozumieją. Zrozumieli i oczywiście się ucieszyli.Czasem trzeba mieć odwagę. Trzeba być spontanicznym. Trzeba komuś zaufać. Podzielić się tym co kryje nasze serce... Często warto to zrobić.
    😘

    OdpowiedzUsuń
  3. O jak ja bym chciała, żeby on nie spał!!! O jak bym chciała! Niech bierze życie z rogi, dość cierpienia jak dla jednego człowieka! On kocha ją, Ona jego i jest Julie którą kochają oboje! Czy to nie wspaniałe? #TeamGötze

    Jejku, nie pamiętam już co myślałam o tym rozdziale jak czytałam ten rozdział po raz pierwszy i jak pisałam pierwszy komentarz (który zginął w przepastnej otchłani bloggera) ale pamiętam że byłam zachwycona. I jestem zachwycona w dalszym ciągu. Kocham. Kocham. Czekam na ciągi dalsze na wszytkich twoich blogach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę zdradzić, że Mario nie zawsze będzie spać w takich momentach :*

      Usuń