Być może nie powinien tego robić, być może powinien po prostu odłożyć ten krok na później, być może... Pewnie byłoby dobrze, gdyby pomyślał o sytuacji w jakiej się znajdują, bo przecież tylko on właściwie ma pracę, choć sam nie wie jak długo ją jeszcze zatrzyma, być może niedługo... Pewnie powinien o tym pomyśleć płacąc, ale nie żałuje, że to robi. Właściwie jest szczęśliwy. Ma nadzieję, że nie będzie z tym szczęściem sam.
***
Nie wie właściwie, kiedy to się dzieje. W jednym momencie wychodzi ze sportowego sklepu w galerii z pudełkiem z nowymi butami, które miał kupić już dawno, a chwilkę później reanimuje mężczyznę, który upadł przed nim na parkingu podziemnym. Był jedyną osobą znajdującą się w tym miejscu, obok w tym czasie. Był jedyną osobą, która natychmiast przyklękła obok poszkodowanego. Zaczął działać automatycznie, sprawdzał czynności życiowe i okazało się, że mężczyzna przestał oddychać i jego serce nie biło. Robi mu masaż serca, a w międzyczasie dzwoni na pogotowie korzystając z głośnika w telefonie. Bardzo dokładnie opisuje sytuację i stan mężczyzny. Wie, że nie może przestać reanimować do przyjazdu karetki. Nie przestaje. Zbierają się ludzie, a on nie przestaje. Kiedy przyjeżdża pogotowie, oddycha z ulgą, bo to oni przejmują mężczyznę. A on być może powinien iść do domu, ale wybiera jazdę do szpitala. Nie zna tego człowieka, ale nie może tak zwyczajnie pojechać do domu. Nie po tym, co się stało.
***
-Powiedzieli, że przeżył...- to pierwsze słowa, które słyszy, kiedy jego partner wreszcie odbiera telefon.
-Seba...
-Przeżył, Mark.- powtarza młodszy do telefonu.- Musiałem pojechać sprawdzić co z nim, nie mogłem po prostu wrócić do domu i się nie dowiedzieć.- dodaje, a Mark nic nie rozumie. Nie ma pojęcia o czym mówi jego partner, jednak ma zamiar się dowiedzieć, wie, że się dowie, Sebastian powie mu.
-Wracaj do domu.- mówi tylko.
-Jestem w drodze.- odpowiada tamten po czym się rozłącza.
***
Sebastiana nie ma jeszcze, minęło kilkanaście minut, ale wie dobrze, że o tej porze są dość duże korki więc nie ma powodu do zmartwienia. Słyszy dźwięk powiadomienia dochodzący z jego telefonu. Wydaje mu się, że ktoś coś napisał do niego na whatsapp. Podnosi telefon, odblokowuje i okazuje się, że Ricky przesłał mu linka. Otwiera i ogląda filmik, który ktoś umieścił w necie. I już wie o czym mówił jego partner. Wybiera numer do Ricky'ego, a ten praktycznie zaraz odbiera.
-Jak znalazłeś na ten filmik?- pyta od razu.
-Znajomy mi pokazał.- odpowiada.
-Pojechał do galerii po buty...
-I uratował komuś życie.- dodaje Ricky.
-Dzwonił i mówił tak chaotycznie... Nie rozumiałem o czym mówi, ale powiedział, że ten facet przeżył... Pojechał do szpitala sprawdzić, powiedział, że nie mógł po prostu wrócić do domu i się nie dowiedzieć.
-Mark...
-Hmm?
-Ten mężczyzna, który miał zawał... On...
-Co?
-To tata Mario.- mówi w końcu Ricky.
***
Zjawia się w pokoju, w którym przebywa jego ojciec ponad dwie godziny po tym jak karetka przywiozła go do szpitala. Wcześniej nie mógł przybyć, nie wiedział, że coś takiego się wydarzyło. Jego mama zadzwoniła do niego pół godziny temu, od razu przyjechał.
-Mamo...- mówi idąc w stronę łóżka, na którym podpięty do różnych aparatów leży jego ojciec. Na krzesełku, obok łóżka siedzi jego mama. Kobieta spogląda na syna, podnosi się i kiedy tylko Mario staje obok niej od razu przytula się do niego.- Co z tatą?- pyta od razu piłkarz.- Tak się wystraszyłem...
-Wiem, ja też...- szepce kobieta nadal tuląc się do syna.- Ale lekarze mówią, że jego stan jest stabilny. Ciężki, ale stabilny i są dobrej myśli.- dodaje odsuwając się ostrożnie i patrząc na syna. Zauważa jego przekrwione oczy i już wie, że płakał. Wie, że się bał.
-Ale zawał? On?- dziwi się chłopak.- Tata jest okazem zdrowia, dba o siebie, biega...- wylicza, bo nie może uwierzyć, że jego tata miał zawał serca.
-Też nie mogłam uwierzyć, myślałam, że się pomylili... Ale jak widać nie.- wzdycha kobieta.- Jednak najważniejsze, że żyje.- dodaje.- Gdyby nie ten chłopak... Gdyby go nie reanimował... Zanim ktoś by go znalazł minęłoby kilka dodatkowych, może kilkanaście minut i wtedy...- przerywa ponieważ nie jest w stanie mówić dalej. Jej oczy się szklą, a łzy grożą wypłynięciem.- On uratował mu życie.
***
Jest w kuchni, kiedy słyszy odgłos zamykających się drzwi. Wie, że Sebastian wrócił. Od razu idzie do przedpokoju. Jego partner rozwiązuje buty siedząc na pufie. Od razu zauważa, że jego dłonie odrobinę drżą. Nie wypowiada jeszcze ani jednego słowa, kiedy Seba spogląda na niego.
-Byłem w szpitalu.- mówi.- Byłem...
-Wiem gdzie byłeś.- odzywa się Mark.- Wiem co się stało, Seba... mówi. Zaskakuje tym młodszego.
-Skąd?- dziwi się i ściąga buty.- Cholera, drżą mi dłonie.- mówi cicho zauważając to. Mark kuca i łapie dłonie kochanka. Sebastian podnosi wzrok.- Skąd wiesz gdzie byłem?- pyta ponownie.
-Chodź.- mówi jedynie starszy po czym obydwaj idą do salonu. Tam Mark pokazuje mu nagranie, do którego link przysłał mu Ricky. Sebastian ogląda. Nie miał pojęcia, że ktoś z osób, które zgromadziły się na parkingu w ciągu tych minut zanim pojawiło się pogotowie, nagrywał. Teraz już wie. Patrzy na całą sytuację. Film trwa kilka minut, a on czuł się jak reanimował tego mężczyznę, jakby to trwało bardzo długo. Dłużyło mu się, bo chciał, aby fachowa pomoc zjawiła się najszybciej jak to możliwe. Wiedział bowiem, że z minuty na minutę bez fachowej pomocy szanse mężczyzny maleją.Ogląda sekunda po sekundzie, minuta po minucie. W końcu zjawia się pomoc. Film za moment się kończy. Sebastian spogląda na Marka.
-Pojechałem do szpitala.- mówi.- Nie znam tego człowieka, ale musiałem tam pojechać... Chciałem usłyszeć, że mu się udało.- podnosi wzrok i spotyka wzrok partnera.- Jego stan jest ciężki, ale stabilny. I lekarze mówią, że powinno być dobrze.- choć na jego ustach pojawia się tylko mały uśmiech, to radość w jego oczach jest wyraźnie zauważalna. Mark to widzi.
-Wiesz, że uratowałeś mu życie, prawda?- pyta.
-Po prostu pojawiłem się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie... Jak sprawdzałem czynności życiowe w międzyczasie dzwoniąc na pogotowie przeszło mi przez myśl, że to może być zawał.- opowiada.- Popatrz jak drżą mi dłonie.- wskazuje na nie, a Mark patrzy, po czym po prostu przytula go. Przez chwilę jest cisza, a potem nagle Seba mówi dość cicho, jednak na tyle głośno, że jego partner słyszy.- Tak się bałem, że on umrze, że to co robię nic nie da.
-Na pewno by zmarł gdybyś nie zareagował...- zapewnia partner. Sebastian milczy, opiera głowę o oparcie sofy.
-Mam dość stresujących sytuacji. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będzie spokojnie.- wzdycha.- I mam dość parkingów.- dodaje.
-A właśnie... Zaparkowałeś na podziemnym parkingu...
-Musiałem... Poza tym podobno trzeba walczyć ze strachem.
-Trzeba. Jestem dumny.- Mark uśmiecha się.
-Jestem zmęczony. Położymy się? Zdrzemniemy?Może odeśpię stres...
-W porządku, ale nie na kanapie, bo to nie będzie komfortowe.
-Oki.
- Zanim się położymy muszę ci coś powiedzieć.
-To coś strasznego? Może wolę nie wiedzieć...
-Nic strasznego.
-Więc słucham.
-Ten mężczyzna, który miał zawał...On jest tatą Mario.- mówi Ricky, a Sebastian jest zaskoczony i nie do końca dowierza.
-Tego Mario?
-Tak, tego.
***
Zegar wskazuje godzinę 20:15. Julie już śpi, Emily położyła ją ponad godzinę temu. Mario wpada do domu niczym tornado. Opiekunka od razu zauważa jego wyraz twarzy. Mario nie bywa wybuchowy, ale w tym momencie wygląda jak wulkan, który lada chwila wybuchnie.
-Co się stało?- pyta dziewczyna.
-Jak to co? Lekarz kazał nam wracać do domu, nie pozwolił nam być przy tacie.-piłkarz wyrzuca z siebie kolejne zdania.- tak się uparł, że nie dał się przekonać. Po prostu powiedział nie i nie chciał słuchać żadnych argumentów. Nic. Jestem tak wściekły.- mówi szatyn.- Nie mogę zrozumieć jak można tak traktować ludzi. To chyba normalne, że chcemy przy nim być, że się martwimy.- przerywa, bo ma w głowie kilka niecenzuralnych słów, ale w ostatniej chwili powstrzymuje się przed powiedzeniem ich. Emily obserwuje chłopaka i widzi jak bardzo zdenerwowany jest. I wie również, że to nie tylko nerwy w tym momencie biorą nad nim górę, ale także strach jaki poczuł, kiedy się dowiedział. Jaki nadal czuje, bo przecież, choć sytuacja wydaje się opanowana, to jednak nigdy do końca nie można mieć pewności. Emily nie zastanawia się długo, podchodzi i go przytula, a on ufnie wtula się w jej ramiona.Stoją tak dłuższą chwilę, a dziewczyna czuje jak Mario bierze głęboki, drżący oddech.
-Hej...Wszystko będzie dobrze, słyszysz?.- mówi mu gładząc dłonią jego plecy.- Słyszysz mnie, Mario?- zwraca się do niego i delikatnie odsuwa tak, aby móc spojrzeć w jego oczy. Zaszklone oczy.- Wszystko będzie w porządku, naprawdę. Lekarze wiedzą co robią i co mówią. Jeśli mówią, że stan twojego taty jest stabilny, to tak jest.
-Nie wierzę im...
-Kochanie, oni mają rację. Mają rację.- powtarza mu.- Wysłali was do domu, bo na tym oddziale nie można długo przebywać. I tak pozwolono wam dłużej niż normalnie. Poza tym potrzebujecie odpoczynku. Snu.- patrzy na niego, a on ma zamiar protestować, ale mu nie pozwala.- Myślę, że potrzebujesz kąpieli i snu, Mario.
-Potrzebuję ciebie...- mówi chłopak, a ona milknie, choć miała powiedzieć coś jeszcze. Jednak te słowa sprawiły, że zapomniała co miała dopowiedzieć.- Potrzebuję, abyś ze mną została.- dodaje chłopak.- Zostań ze mną, proszę.- prosi.- Nie chcę i nie mogę być sam.- tłumaczy.- Pójdę pod prysznic, położę się do łóżka, ale nie wychodź, nie jedź do domu. Nie chcę być sam.- mówi.
-Zostanę, spokojnie.- zgadza się dziewczyna. Zostaje. Mario idzie pod prysznic, a ona robi mu herbatę ziołową, z melisą. Wie dobrze, że Mario się denerwuje stanem taty i się boi. To normalne w takich sytuacjach. Ona też się boi, bo przecież czasem pomimo zapewnień lekarzy, sytuacja zmienia się w drugą, tę gorszą stronę.Nie ma pewności. Jednak nie chce aby on odczuł jej obawy. Mówi sobie, że przecież będzie dobrze, musi być dobrze. I na pewno nie znajdą się w sytuacji, że Mario znów straci najbliższą osobę oraz spokój, który całkiem niedawno odzyskał po wielu miesiącach walki. Ma nadzieję, że tak się nie stanie.
***
Mark zaskakuje go. Naprawdę go zaskakuje tym, że wręcza mu bilety na lot do Paryża. Nie spodziewał się, nawet nie marzył o czymś takim. Nie w ich sytuacji, nie po tym co się wydarzyło i co ciągle się dzieje. Ich życie jest chaotyczne. Obydwaj zawsze lubili nieco chaosu, ale nie do takiego stopnia. I najpierw ma ochotę zaprotestować i delikatnie zasugerować, że może dałoby się oddać bilety, że powinni ograniczyć takie wydatki, bo przecież Sebastian nie pracuje, ale potem nie mówi nic z tego, co planował powiedzieć, zamiast tego dziękuje swojemu partnerowi pocałunkiem, a potem się przytulają.
-Jestem pewien, że chciałeś powiedzieć, abym zwrócił bilety, żebym pomyślał o naszej sytuacji z pracą... Jestem zaskoczony, że nie powiedziałeś tego...
-Znasz mnie za dobrze.- twierdzi młodszy.- Miałem to powiedzieć, ale się powstrzymałem. I tego nie powiem...- patrzy w oczy kochankowi.-Bo chcę z tobą wyjechać i spędzić kilka dni z dala od tego wszystkiego. Chcę tego. Pragnę tego.
-Ja też. A z wszystkim innym sobie poradzimy.- dodaje Mark.
-Tak, poradzimy sobie.
***
Obiecała, że z nim zostanie i słowa dotrzymała. Nie obiecywała, iż będzie spać w jego sypialni, w jego łóżku. I tym razem Mario nie jest przecież chory. Nie jest chory, ale jest zmartwiony i choć stara się tego nie pokazywać, to jednak wprawny obserwator widzi. Ona widzi, ale ją to nie dziwi. Zdziwiłaby się, gdyby się nie martwił.
-Jesteś taka opiekuńcza.- mówi jej Mario.- I taka spokojna.- dodaje.- Gdybym był sam pewnie bym wariował. Wariowałem jak się dowiedziałem, potem też kiedy kazano nam jechać do domu i przyjechać rano. Wpadłem taki wściekły, ale wystarczyło kilka słów i to, że mnie przytuliłaś, abym poczuł spokój.- wyznaje.
-Cieszę się, że tak na ciebie działam.- mówi dziewczyna.
-Nie tylko tak.- dodaje tajemniczo Mario, ale nie rozwija tej myśli.
-A jak jeszcze na ciebie działam?- pyta. Nie pada odpowiedź. Nie pyta ponownie.
To nie czas na takie pytania. Ma nadzieję, że odpowiedzi na to pytanie i inne przyjdą niebawem. I pewnie przyjdą.
***
Napisałam w końcu ten rozdział. Było ciężko, bo nie mam czasu w ogóle. Jednak udało się i jestem szczęśliwa.Cieszycie się?
Aaa... Jeszcze coś... W końcu, niebawem spełnię swoją obietnicę i wyślę cóż... niekoniecznie na frytki, ale wyślę Sebę i Marka do Paryża. Niech w końcu się cieszą, odpoczywają i niech korzystają z życia. I mogę zdradzić, że czeka ich w końcu chwila świętego spokoju :)
O ile coś nie wpadnie mi do głowy i znów nie spadnie na nich kilogram nieszczęść :)
Trzymajcie się i do następnego razu.
I komentujcie, bo coś ostatnio maleńko komentarzy, a mnie rosną skrzydła jak widzę dużo komentarzy więc jeśli chcecie częściej rozdziały to komentujcie.
Po pierwsze Seba! Chapeau Bas! Bohater rozdziału. Mam of the match! Czasami naprawdę obserwuje się taką znieczulice, że tragedia... to naprawdę przykre. Dlatego Paryż mu/im się należy jak nikomu innemu. Po drugie coś co złapalo mnie za serce. "kochanie" no... to było urocze. I cała ich rozmowa ogólnie rządzi. Kocham. Kocham. Kocham. Mam nadzieję, że z Tatą Mario będzie ok. bo ten chłopak też już dużo przeszedł... Mam pytanie... czy blog zakonczony New-Life do którego zawsze lubiłam wracac i destiny są zablokowane na wieki wieków czy to może coś chwilowego? Pozdrawiam i czekam na the secrets i tu oczywiście też. :*
OdpowiedzUsuńP.S: rozdział 55! :)
UsuńKiedy będzie cos nowego???
OdpowiedzUsuńZaczyna się weekend więc mam więcej czasu. Mam nadzieję,iż uda mi się coś wrzucić. Pozdrawiam 😁
UsuńCzy mi się wydaje czy Emily powiedziała do Mario "Kochanie, oni mają racje". Można dwojako interpretować, jak się do dziecka też tak mówi albo "kochanie" jak do mężczyzny:D:D Jedno jest pewnie, dzieje sie i to dużo pomiędzy nimi.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że dopiero komentuje ale mam sporo rzeczy na głowie, m.in sesja...a to jeszcze nie koniec, kolejny egzamin przede mną. Życie to ciągły bieg...masakra, ciągle coś...albo wręcz przeciwnie, co też jest nie za bardzo pozytywne.
Czekam na kolejny rozdział:D:D
To "kochanie" było zdecydowanie zwrotem do mężczyzny. Powodzenia na egzaminach 😀
UsuńSebastian- genialny. Bohater jakich mało. I oczywiście tłum obserwatorów, żaden nie pomoże, ale ktoś musiał nagrać😂
OdpowiedzUsuńDo tego, cholera, ta ich rozmowa.
"Kochanie", "Potrzebuję ciebie", "Zostań ze mną"❤ Takie słodziaki.
Zdecydowanie podróż do Paryża przyda się naszej parze gejów. Zasłużyli na chwilę spokoju jak mało kto, po tylu przejściach.
Ps. Czy pierwsza część tego bloga będzie zablokowana już ever? Zawsze lubiłam czytać go od nowa 😊
Witaj :)
UsuńNie, pierwsza część bloga zostanie odblokowana. Zaraz to zrobię, choć uprzedzam, iż może znów pojawić się taka sytuacja, kiedy blog może być przez chwilę niedostępny.
Pozdrawiam serdecznie i dzięki za komentarz :)