czwartek, 4 maja 2017

61.Two hearts in one home...

-To Mark i Seba.- mówi Mario wskazując na mężczyzn idących parkową alejką.- Przywitamy się.-dodaje więc idą w ich stronę. Mężczyźni są zajęci rozmową. Sebastian śmieje się z czegoś co mówi Mark.
-Cześć.- słyszą męski głos więc patrzą w stronę, z której dobiega.
-Cześć.- mówią jednocześnie.- Co za miłe spotkanie.- dodaje Sebastian.-Cześć kochanie.- uśmiecha się do Julie, która siedzi w wózku i w tym momencie je banana. Mała uśmiecha się do mężczyzny szeroko. Sebastian kuca przy wózku.- Ale urosłaś.- mówi.
-Duża.- odpowiada dziewczynka trochę sepleniąc i podnosi ręce do góry. Mario uśmiecha się, Emily również. Chwilę rozmawiają, a potem przenoszą się do kawiarni. I to właśnie tam, gdy obydwaj, Sebastian i Mark opowiadają o Paryżu, Mario zauważa. I jest pewien, że nie może się mylić.
-Było niesamowicie i wyjątkowo.- mówi Sebastian uśmiechając się do Emily, bo to ona wypytuje o szczegóły.
-Wasze dłonie mówią więcej.- odzywa się Mario spoglądając na ich palce. Obydwaj zauważają, iż on już się domyśla. Emily natomiast spogląda na piłkarza, nieświadoma jeszcze niczego. Nie ma pojęcia o czym on mówi.
-O co chodzi?- pyta.
-O obrączki na ich palcach.- wskazuje Mario.- Źle się domyślam?- pyta uśmiechając się i już w pierwszym momencie po tym pytaniu wie, że myśli dobrze.
-Pobraliście się?- pyta Emily zaskoczona.
-Tak.- odpowiadają równocześnie.
-I nie pisnęliście słówka...- wyrzuca im Mario, ale z uśmiechem na twarzy.- Przecież to nie tak, że nie chcielibyśmy być tego świadkami...- dodaje.
 -To moja wina...- mówi Mark spoglądając na Sebastiana.- Seba nie miał o niczym pojęcia.- tłumaczy.
-On po prostu zapytał czy zostanę jego mężem.  Nie spodziewałem się, ale to nie tak, że byłem tak bardzo zaskoczony, aby nie powiedzieć tak. Nie mogłem udzielić innej odpowiedzi, bo bardzo tego chciałem. A ślub był już totalnym zaskoczeniem. On wszystko zaplanował...
-Gratuluję, naprawdę.- wstają i po prostu im gratulują przytulając ich po kolei.- Musimy to odpowiednio uczcić.- mówi Mario.- Zajmę się wszystkim.- obiecuje.
-Ale naprawdę...
-Mark pozwól nam się z Wami cieszyć.- zwraca się do kolegi, a tamtemu nie pozostaje nic, jak tylko się zgodzić.
***
-Niemożliwe.- mówi Ricky, kiedy dowiaduje się od Mario. Są u Nat i Marco i podczas kolacji ta informacja się pojawia.- Poważnie?- dopytuje.
-Tak, poważnie.- powtarza po raz kolejny szatyn.
-I nic nie powiedzieli?
-Mark zaskoczył Sebę. On to planował, Sebastian nie miał o niczym pojęcia. Po prostu myślał, że po tym wszystkim pojadą trochę odetchnąć. Tylko, że wrócili już z innym stanem cywilnym.- uśmiecha się.- Musimy to uczcić, powiedziałem im to. Myślę, że zorganizujemy coś po urodzinach Julie, bo do urodzin to raczej nie dam rady ogarnąć następnej imprezy.Co wy na to?- pyta spoglądając na przyjaciół.
-Jasne, trzeba to uczcić.- mówi Ricky, a reszta się z nim zgadza.- Nie mogę uwierzyć...- dodaje.
-Jesteś strasznie zaskoczony...- zauważa Agnes. Dziewczyna bacznie przygląda się ukochanemu. Ricky spogląda na nią. Wie co mogło przyjść jej do głowy.
-Tak, jestem, bo choć przyszło mi na myśl to, że oni będą już razem, to jednak nie pomyślałem, że to zdarzy się na raz.- odpowiada.- Cieszę się, że się zdecydowali. Niektórzy twierdzą, że nie potrzebują takich decyzji, deklaracji, a ja uważam, że one wiele znaczą. I znaczą. Naprawdę im kibicowałem, więc fajnie usłyszeć takie wiadomości, choć fajnie byłoby również gdybyśmy mogli to zobaczyć. Jednak skoro zdecydowali inaczej, to możemy to uczcić już inaczej.- uśmiecha się. Agnes patrzy na niego, na jej ustach pojawia się mały uśmiech, ale pomimo tego Ricky nachyla się, obejmuje ją ramieniem i całuje w usta, a potem nachyla się do jej ucha.-Kocham cię.- zapewnia, bo jest pewien, że ona w tym momencie właśnie tego potrzebuje.  I ma rację.
***
Mario ubiera się. Musi jechać do kliniki na konsultację lekarską, mają mu jeszcze robić badania. Nie jest zadowolony, że musi to robić akurat w sobotę, w dniu, w którym urządzają urodziny Julie, ale niestety okazało się, iż jeden z wybitnych specjalistów, konsultant, nie mógł zjawić się w Dortmundzie w żaden inny dzień. Więc nie mógł marudzić.
Kiedy zjawia się w pokoju Julie, już ubrany, jego córeczka i Emily bawią się klockami. Obydwie na jego widok uśmiechają się. Mario spogląda na zegarek i na chwilę jeszcze przyłącza się do nich. Siada blisko Emily, naprzeciwko Julie. Podaje córeczce klocek, a potem pomaga jej go przypiąć. Uśmiecha się trochę. Julie wstaje i idzie do pudełka z zabawkami po inne klocki, a Emily spogląda na niego. Dostrzega coś oprócz uśmiechu.
Mario czuje jej dłoń na swoim udzie. Spogląda na nią.
-Wszystko będzie dobrze.- mówi cicho. Mężczyzna wzdycha i kładzie swoją dłoń na jej.- Chciałabym móc z tobą pojechać, ale...
-Poradzę sobie. Dziś dzień Julie, to ona jest najważniejsza. Musicie wszystko przygotować. I przykro mi, że zamiast przywiązywać balony urodzinowe w domu, będę musiał spędzić kilka godzin w klinice...- marudzi Mario.
-Obydwoje jesteście ważni. Jej urodziny są ważne, twoje zdrowie również.- odpowiada blondynka.- Poradzimy sobie, więc nie martw się. A na przyjęciu już będziesz. Głowa do góry.- uśmiecha się do niego. Julie wraca, Mario ma już wyjść, ale przez kilka minut jeszcze się nie rusza. Dłoń Emily nadal spoczywa na jego udzie, a jego na jej dłoni. I tak jest dobrze.
***
Właściwie wszystko jest  gotowe. Baloniki porozwieszane, jest wielki napis, stół zastawiony, tort w lodówce, napoje, słodycze. Na stoliku leżą tekturowe czapeczki. Są teściowie Mario, którzy przyjechali na urodziny wnuczki, są Natalie i Marco, ponieważ pomagali w przygotowaniach, ich dzieci są jeszcze u dziadków, jest Emily. Solenizantka jest z rodzicami Mario.
-Udało się.- mówi Emily patrząc na efekty. Uśmiecha się. Właściwie wszyscy się uśmiechają.- Teraz musimy się odświeżyć, przebrać i przyjść na bal. Jadę do domu. Wrócę za godzinę.- mówi.
-My też jedziemy. Pojawimy się już z Cass i Olim.
***
Wie, że jest odrobinę spóźniony. Właściwie do rozpoczęcia imprezy jest jeszcze sporo czasu, ale miał wrócić zaraz po wyjściu z kliniki. Nie mógł, nie był w stanie. Dlatego pojechał do niej. Był już tego dnia, ale postanowił wybrać się jeszcze raz. Siedział nad jej grobem pewnie godzinę. Już nie płakał tak jak po opuszczeniu kliniki. Pierwszy szok minął. Najmocniejsze uczucie bezsilności przeszło. Teraz nie czuje się najlepiej, ale lepiej, niż jeszcze półtorej godziny wcześniej. Podjeżdża pod dom. Jest tylko samochód jego teściów. Wie, że Emily nie ma i żałuje, bo chciałby, aby była w tym momencie ponieważ potrzebuje czyjejś namacalnej obecności.
***
- Jesteś zdenerwowana.- mówi jej mama obserwując jak Emily maluje usta szminką.
-Nie zadzwonił.- odpowiada dziewczyna.- Dzwoni jeśli wieści są w miarę dobre. Nie zadzwonił, mamo.- powtarza.
-Ty próbowałaś zadzwonić?-dopytuje Alice.
-Nie. - zaprzecza.- Coś jest nie tak, ale nauczyłam się już, że on potrzebuje często w takich sytuacjach przestrzeni przez chwilę.- patrzy na matkę.- Zobaczymy się na przyjęciu. Jeśli zechce mi powiedzieć, jeśli będzie mnie potrzebował, to tam będę. On wie o tym.- twierdzi.
-Jestem z ciebie dumna.- mówi jej mama.- To dojrzałe podejście. Mądre.- chwali córkę.
-Zapomniałaś dodać psychologiczne.- uśmiecha się Emily.
-Psychologiczne poniekąd też, ale przede wszystkim ludzkie, Emily.  Każdy człowiek na swój sposób radzi sobie z problemami, tymi małymi i większymi. Większość z nas umie poprosić o pomoc, o radę, o bliskość drugiej osoby, kiedy naprawdę potrzebują. Mario to potrafi. On jest osobą, która nie umie i nie może być osaczana. Zresztą ty także taką osobą jesteś. Więc to rozumiesz, po prostu.- uśmiecha się.- Dodatkowo, a może co najważniejsze, kochasz go...- mówi, a Emily zastyga na chwilę.- Dbamy o osoby, które kochamy. Dajemy im to, czego potrzebują, wczuwamy się. I jestem pewna, że wiesz dobrze, czego on potrzebuje. I jestem pewna, że on również wie...- stwierdza, po czym całuje córkę w policzek.- Bawcie się dobrze. Ucałuj ode nie Julie i przekaż proszę prezent.
-Oczywiście, mamo.- obiecuje.
-I cokolwiek to nie jest, cokolwiek ci nie mówi, to nie może być beznadziejna sytuacja. Wierzę w to mocno, iż cokolwiek się nie dzieje, poradzicie sobie z tym. Razem.- dodaje, a potem uśmiecha się i zostawia córkę samą. Emily również się uśmiecha. Bo to nie tak, że sytuacja między nią, a piłkarzem jakoś bardzo się rozwinęła, ale czuje, że jej mama akceptuje wybór jej serca. I nie może się z tego powodu nie cieszyć.
***
Ubiera się w grafitowe rurki, a potem sięga po czarną koszulę. Jednak kiedy ją zapina i przegląda się w lustrze dochodzi do wniosku, że musi się przebrać. To urodziny jego córeczki, szczęśliwy dzień, choć przecież, kiedy sięgnie pamięcią wstecz, przepełniony też bólem, bo ta data jest nadal bolesna, pewnie już zawsze będzie. To wtedy coś nowego się zaczęło, coś dobiegło końca. Jednak wie, że musi wziąć się w garść, pomimo tego co czuje, pomimo tego, co go czeka, ponieważ pragnie, aby ten dzień był naprawdę wyjątkowy. Pragnie, aby jego córeczka śmiała się, by była szczęśliwa, zadowolona, otoczona miłością bliskich. By te chwile były wyjątkowe. I ma zamiar dołożyć wszelkich starań, aby tak było. Więc rozpina koszulę, wiesza ją spowrotem na wieszaku, a z garderoby przynosi inną, białą i to właśnie ją zakłada.
***
Drzwi otwiera teściowa Mario. Musiała zadzwonić, bo zapomniała klucze z domu. Mama Ann uśmiecha się na jej widok.
-Pięknie wyglądasz.- komplementuje ją. To miłe.
-Dziękuję. Pani również.- mówi wchodząc do środka.
- Emily...- zwraca się do niej kobieta, właściwie zatrzymuje ją. Dziewczyna spogląda na nią.- Czy coś złego dzieje się z Mario?- pyta.- Nie pytałam o szczegóły, wiem, że był w klinice, ale nie znam szczegółów... Wrócił jakiś nieswój. Może nie mam z nim tyle styczności, ile miałam wcześniej, ale trochę go znam i wiem, że coś jest nie tak... Czy to coś poważnego?- zadaje pytanie, a Emily zauważa u niej autentyczną troskę.
-Nie wiem.- odpowiada zgodnie z prawdą.- Nie zadzwonił do mnie po wyjściu z kliniki. Trudno mi cokolwiek powiedzieć, po prostu nie wiem co mu powiedziano.- patrzy na teściową Mario.- Proszę się jednak nie martwić, bo badania ogólne wykazały, że jest zdrowy, jednak ma ciągle dolegliwości mięśniowe, więc to problemy od strony sportowej...
-Ale na tyle poważne, że wrócił zmartwiony. Starał się nie okazywać, ale to widać.- mówi kobieta. Nie zatrzymuje Emily dłużej. 
-Pójdę zobaczyć do Mario. Przepraszam.- mówi Emily i kieruje się w stronę sypialni szatyna. Drzwi są zamknięte więc puka, a po zaproszeniu wchodzi do środka. On tam jest. Ubrany w białą koszulę i ciemne rurki siedzi na łóżku. Kiedy ona się zjawia, wstaje. Jego włosy są ułożone, a zapach jego ulubionej perfumy unosi się w całej sypialni. Patrzy na nią, ale nic nie mówi. Emily widzi zmartwienie wymalowane na jego twarzy, choć nie jest wykrzywiona w żadnym grymasie. Jednak ona to dostrzega. Podchodzi do niego, odkłada torebkę na łóżko i staje przed nim. Ma zamiar zapytać, ale on dotyka opuszkami palców jej ust i w ten sposób daje jej znak, aby nie pytała. Obejmuje ją i przytula. 
- Porozmawiajmy o tym później, proszę.- mówi cicho w jej włosy.
-Dobrze.- zgadza się dziewczyna.- W porządku. Po prostu czułam... czuję, że coś się dzieje...
-Być może już nie zagram w tym sezonie...- szepce prawie.- Wszystko ci powiem po urodzinach Julie, dobrze?- pyta.
-Dobrze.- zgadza się nadal tuląc się do niego.
-Nie zostawiaj mnie, dobrze?- zwraca się do niej.- Potrzebuję cię.- wyznaje.
-Będę blisko.- obiecuje.
-Dziękuję.- składa pocałunek w jej włosach.
***
Julie jest zachwycona, kiedy Mario wnosi ją na rękach do domu, a tam wszędzie porozwieszane są baloniki, dom jest przystrojony, są goście, ciocie i wujkowie, są dzieci. Ten dzień jest wyjątkowy tak jak Mario sobie wymarzył. W powietrzu unosi się radość, szczęście, w powietrzu unosi się miłość. To czuć. I być może brakuje kogoś, być może ta myśl wielokrotnie pojawia się w jego głowie, ale uśmiecha się. Uśmiecha się, bo świętuje, bo jego córeczka żyje, rozwija się, rośnie, jest piękna, wspaniała i jest całym jego światem. Uśmiecha się ponieważ on żyje i może cieszyć się i świętować razem z nią. Uśmiecha się ponieważ ma wokół ludzi, dla których są ważni. Uśmiecha się również ponieważ Emily, tak jak obiecała jest cały czas blisko. Na wyciągnięcie dłoni. Potrzebuje jej.
***
Znika w kuchni na chwilę, choć właściwie nie ma powodu, żeby musiał do niej iść. Wszystko jest na stole. Potrzebuje chwilki. Jest oparty dłońmi o blat, kiedy czyje jej dłoń sunącą po jego plecach. 
-W porządku?- pyta dziewczyna.
-Tak.- odpowiada odwracając się do niej twarzą. Emily przysuwa się bliżej i delikatnie muska jego usta, a zaraz potem całuje go w policzek.
-Cokolwiek to jest, przetrwamy to, tak?- mówi patrząc mu w oczy. Jej dłonie odnajdują jego dłonie, jej palce splatają się z jego palcami.- Nie jesteś z tym sam. Nie zapominaj o tym.- przypomina.
-Wiem i dziękuję.- patrzy na nią, a potem przytula ją.- Cieszę się, że cię mam.- wyznaje.
-Masz mnie, Mario.- mówi dziewczyna. To ważne słowa. Najważniejsze. Choć mogłaby powiedzieć inaczej: Masz moje serce, Mario. Jednak te słowa nie padają. Na razie...
***
Żegnają gości, Mario obiecuje porozmawiać z Marco następnego dnia, o tym ,co powiedziano mu w klinice. Potem kąpią małą, by następnie przekazać ją dziadkom, aby położyli ją spać. Oni sami trochę sprzątają, nie chcą zostawić wszystkiego na kolejny dzień. Kiedy kończą Mario odkłada na wyspę ściereczkę i wyciąga do niej dłoń więc podaje mu swoją. Prowadzi ją do swojej sypialni, zamyka drzwi, a potem obydwoje siadają na łóżku. Mario podciąga pod siebie jedną stopę i chwyta ją za dłonie. Potem wszystko jej mówi. Mówi o podejrzeniach lekarzy, iż jego problemy wynikają z problemów z metabolizmem. Tłumaczy dokładnie co to znaczy. Tłumaczy również, że były badania i będą kolejne i że to dla niego bardzo trudne, bo nie będzie mógł grać, bo piłka jest dla niego ważna. Ona rozumie. Mówi jej jak bardzo się boi, że to długo potrwa, jak bardzo boi się, że choroba nie ustąpi, jak bardzo obawia się, iż długa przerwa sprawi, że kibice o nim zapomną, a klub znajdzie sobie kogoś innego. Mówi jej, że ma złe przeczucia. Mówi jej wszystko. A potem ona mówi.Pociesza go. Przytula. Zapewnia, że nie jest sam, że lekarze wiedzą co robią, że leczenie przyniesie poprawę. Zapewnia go, iż wróci na boisko zdrowy, że kibice o nim nie zapomną, a klub będzie go wspierał. Mówi mu, bo tak czuje, a on słucha, uspakaja się. Mario całuje ją. Długo. A potem leżą w jego łóżku, na bokach, zwróceni do siebie twarzami. Emily bawi się kołnierzykiem jego koszuli, a palce drugiej dłoni ma splecione z jego palcami. Długo milczą. To on w końcu się odzywa.
-Będziesz cały czas przy mnie?- pyta cicho.
-Będę dopóki będziesz mnie chciał.- pada odpowiedź.
-Zawsze będę cię chciał.- mówi szatyn, a potem przysuwa się i ją całuje.- Już zawsze, Emi.- dodaje. 
Co czuje słysząc te słowa? Szczęście. Radość. Miłość. 
Odczuwa także jego lęk, ale jest pewna, że poradzą sobie z tymi trudnościami, które znów zgotował im los. Ze wszystkim sobie poradzą. Ona już wie, że go nie zostawi. Będzie przy nim, z nim, niezależnie od tego, co będzie się działo. Bo to właśnie jest miłość.
***
Podoba się?