wtorek, 31 stycznia 2017

56. Pytania bez odpowiedzi...

Być może nie powinien tego robić, być może powinien po prostu odłożyć ten krok na później, być może... Pewnie byłoby dobrze, gdyby  pomyślał o sytuacji w jakiej się znajdują, bo przecież tylko on właściwie ma pracę, choć sam nie wie jak długo ją jeszcze zatrzyma, być może niedługo... Pewnie powinien o tym pomyśleć płacąc, ale nie żałuje, że to robi. Właściwie jest szczęśliwy. Ma nadzieję, że nie będzie z tym szczęściem sam.
***
Nie wie właściwie, kiedy to się dzieje. W jednym momencie wychodzi ze sportowego sklepu w galerii z pudełkiem z nowymi butami, które miał kupić już dawno, a chwilkę później reanimuje mężczyznę, który upadł przed nim na parkingu podziemnym. Był  jedyną osobą znajdującą się w tym miejscu, obok w tym czasie. Był jedyną osobą, która natychmiast przyklękła obok poszkodowanego. Zaczął działać automatycznie, sprawdzał czynności życiowe i okazało się, że mężczyzna przestał oddychać i jego serce nie biło. Robi mu masaż serca, a w międzyczasie dzwoni na pogotowie korzystając z głośnika w telefonie. Bardzo dokładnie opisuje sytuację i stan mężczyzny. Wie, że nie może przestać reanimować do przyjazdu karetki. Nie przestaje. Zbierają się ludzie, a on nie przestaje. Kiedy przyjeżdża pogotowie, oddycha z ulgą, bo to oni przejmują mężczyznę. A on być może powinien iść do domu, ale wybiera jazdę do szpitala. Nie zna tego człowieka, ale nie może tak zwyczajnie pojechać do domu. Nie po tym, co się stało.
***
-Powiedzieli, że przeżył...- to pierwsze słowa, które słyszy, kiedy jego partner wreszcie odbiera telefon.
-Seba...
-Przeżył, Mark.- powtarza młodszy do telefonu.- Musiałem pojechać sprawdzić co z nim, nie mogłem po prostu wrócić do domu i się nie dowiedzieć.- dodaje, a Mark nic nie rozumie. Nie ma pojęcia o czym mówi jego partner, jednak ma zamiar się dowiedzieć, wie, że się dowie, Sebastian powie mu.
-Wracaj do domu.- mówi tylko.
-Jestem w drodze.- odpowiada tamten po czym się rozłącza.
***
Sebastiana nie ma jeszcze, minęło kilkanaście minut, ale wie dobrze, że o tej porze są dość duże korki więc nie ma powodu do zmartwienia. Słyszy dźwięk powiadomienia dochodzący z jego telefonu. Wydaje mu się, że ktoś coś napisał do niego na whatsapp. Podnosi telefon, odblokowuje i okazuje się, że Ricky przesłał mu linka. Otwiera i ogląda filmik, który ktoś umieścił w necie. I już wie o czym mówił jego partner. Wybiera numer do Ricky'ego, a ten praktycznie zaraz odbiera.
-Jak znalazłeś na ten filmik?- pyta od razu.
-Znajomy mi pokazał.- odpowiada.
-Pojechał do galerii po buty...
-I uratował komuś życie.- dodaje Ricky.
-Dzwonił i mówił tak chaotycznie... Nie rozumiałem o czym mówi, ale powiedział, że ten facet przeżył... Pojechał do szpitala sprawdzić, powiedział, że nie mógł po prostu wrócić do domu i się nie dowiedzieć.
-Mark...
-Hmm?
-Ten mężczyzna, który miał zawał... On...
-Co?
-To tata Mario.- mówi w końcu Ricky.
***
Zjawia się w pokoju, w którym przebywa jego ojciec ponad dwie godziny po tym jak karetka przywiozła go do szpitala. Wcześniej nie mógł przybyć, nie wiedział, że coś takiego się wydarzyło. Jego mama zadzwoniła do niego pół godziny temu, od razu przyjechał.
-Mamo...- mówi idąc w stronę łóżka, na którym podpięty do różnych aparatów leży jego ojciec. Na krzesełku, obok łóżka siedzi jego mama. Kobieta spogląda na syna, podnosi się i kiedy tylko Mario staje obok niej od razu przytula się do niego.- Co z tatą?- pyta od razu piłkarz.- Tak się wystraszyłem...
-Wiem, ja też...- szepce kobieta nadal tuląc się do syna.- Ale lekarze mówią, że jego stan jest stabilny. Ciężki, ale stabilny i są dobrej myśli.- dodaje odsuwając się ostrożnie i patrząc na syna. Zauważa jego przekrwione oczy i już wie, że płakał. Wie, że się bał.
-Ale zawał? On?- dziwi się chłopak.- Tata jest okazem zdrowia, dba o siebie, biega...- wylicza, bo nie może uwierzyć, że jego tata miał zawał serca.
-Też nie mogłam uwierzyć, myślałam, że się pomylili... Ale jak widać nie.- wzdycha kobieta.- Jednak najważniejsze, że żyje.- dodaje.- Gdyby nie ten chłopak... Gdyby go nie reanimował... Zanim ktoś by go znalazł minęłoby kilka dodatkowych, może kilkanaście minut i wtedy...- przerywa ponieważ nie jest w stanie mówić dalej. Jej oczy się szklą, a łzy grożą wypłynięciem.- On uratował mu życie.
***
Jest w kuchni, kiedy słyszy odgłos zamykających się drzwi. Wie, że Sebastian wrócił. Od razu idzie do przedpokoju. Jego partner rozwiązuje buty siedząc na pufie. Od razu zauważa, że jego dłonie odrobinę drżą. Nie wypowiada jeszcze ani jednego słowa, kiedy Seba spogląda na niego.
-Byłem w szpitalu.- mówi.- Byłem...
-Wiem gdzie byłeś.- odzywa się Mark.- Wiem co się stało, Seba... mówi. Zaskakuje tym młodszego.
-Skąd?- dziwi się i ściąga buty.- Cholera, drżą mi dłonie.- mówi cicho zauważając to. Mark kuca i łapie dłonie  kochanka. Sebastian podnosi wzrok.- Skąd wiesz gdzie byłem?- pyta ponownie.
-Chodź.- mówi jedynie starszy po czym obydwaj idą do salonu. Tam Mark pokazuje mu nagranie, do którego link przysłał mu Ricky. Sebastian ogląda. Nie miał pojęcia, że ktoś z osób, które zgromadziły się na parkingu w ciągu tych minut zanim pojawiło się pogotowie, nagrywał. Teraz już wie. Patrzy na całą sytuację. Film trwa kilka minut, a on czuł się jak reanimował tego mężczyznę, jakby to trwało bardzo długo. Dłużyło mu się, bo chciał, aby fachowa pomoc zjawiła się najszybciej jak to możliwe. Wiedział bowiem, że z minuty na minutę bez fachowej pomocy szanse mężczyzny maleją.Ogląda sekunda po sekundzie, minuta po minucie. W końcu zjawia się pomoc. Film za moment się kończy. Sebastian spogląda na Marka.
-Pojechałem do szpitala.- mówi.- Nie znam tego człowieka, ale musiałem tam pojechać... Chciałem usłyszeć, że mu się udało.- podnosi wzrok i spotyka wzrok partnera.- Jego stan jest ciężki, ale stabilny. I lekarze mówią, że powinno być dobrze.- choć na jego ustach pojawia się tylko mały uśmiech, to radość w jego oczach jest wyraźnie zauważalna. Mark to widzi.
-Wiesz, że uratowałeś mu życie, prawda?- pyta.
-Po prostu pojawiłem się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie... Jak sprawdzałem czynności życiowe w międzyczasie dzwoniąc na pogotowie przeszło mi przez myśl, że to może być zawał.- opowiada.- Popatrz jak drżą mi dłonie.- wskazuje na nie, a Mark patrzy, po czym po prostu przytula go. Przez chwilę jest cisza, a potem nagle Seba mówi dość cicho, jednak na tyle głośno, że jego partner słyszy.- Tak się bałem, że on umrze, że to co robię nic nie da.
-Na pewno by zmarł gdybyś nie zareagował...- zapewnia partner. Sebastian milczy, opiera głowę o oparcie sofy.
-Mam dość stresujących sytuacji. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będzie spokojnie.- wzdycha.- I mam dość parkingów.- dodaje.
-A właśnie... Zaparkowałeś na podziemnym parkingu...
-Musiałem... Poza tym podobno trzeba walczyć ze strachem.
-Trzeba. Jestem dumny.- Mark uśmiecha się.
-Jestem zmęczony. Położymy się? Zdrzemniemy?Może odeśpię stres...
-W porządku, ale nie na kanapie, bo to nie będzie komfortowe.
-Oki.
- Zanim się położymy muszę ci coś powiedzieć.
-To coś strasznego? Może wolę nie wiedzieć...
-Nic strasznego.
-Więc słucham.
-Ten mężczyzna, który miał zawał...On jest tatą Mario.- mówi Ricky, a Sebastian jest zaskoczony i nie do końca dowierza.
-Tego Mario?
-Tak, tego.
***
 Zegar wskazuje godzinę 20:15. Julie już śpi, Emily położyła ją ponad godzinę temu. Mario wpada do domu niczym tornado. Opiekunka od razu zauważa jego wyraz twarzy. Mario nie bywa wybuchowy, ale w tym momencie wygląda jak wulkan, który lada chwila wybuchnie.
-Co się stało?- pyta dziewczyna.
-Jak to co? Lekarz kazał nam wracać do domu, nie pozwolił nam być przy tacie.-piłkarz wyrzuca z siebie kolejne zdania.- tak się uparł, że nie dał się przekonać. Po prostu powiedział nie i nie chciał słuchać żadnych argumentów. Nic. Jestem tak wściekły.- mówi szatyn.- Nie mogę zrozumieć jak można tak traktować ludzi. To chyba normalne, że chcemy przy nim być, że się martwimy.- przerywa, bo ma w głowie kilka niecenzuralnych słów, ale w ostatniej chwili powstrzymuje się przed powiedzeniem ich. Emily obserwuje chłopaka i widzi jak bardzo zdenerwowany jest. I wie również, że to nie tylko nerwy w tym momencie biorą nad nim górę, ale także strach jaki poczuł, kiedy się dowiedział. Jaki nadal czuje, bo przecież, choć sytuacja wydaje się opanowana, to jednak nigdy do końca nie można mieć pewności. Emily nie zastanawia się długo, podchodzi i go przytula, a on ufnie wtula się w jej ramiona.Stoją tak dłuższą chwilę, a dziewczyna  czuje jak Mario bierze głęboki, drżący oddech.
-Hej...Wszystko będzie dobrze, słyszysz?.- mówi mu gładząc dłonią jego plecy.- Słyszysz mnie, Mario?- zwraca się do niego i delikatnie odsuwa tak, aby móc spojrzeć w jego oczy. Zaszklone oczy.- Wszystko będzie w porządku, naprawdę. Lekarze wiedzą co robią i co mówią. Jeśli mówią, że stan twojego taty jest stabilny, to tak jest.
-Nie wierzę im...
-Kochanie, oni mają rację. Mają rację.- powtarza mu.- Wysłali was do domu, bo na tym oddziale nie można długo przebywać. I tak pozwolono wam dłużej niż normalnie. Poza tym potrzebujecie odpoczynku. Snu.- patrzy na niego, a on ma zamiar protestować, ale mu nie pozwala.- Myślę, że potrzebujesz kąpieli i snu, Mario.
-Potrzebuję ciebie...- mówi chłopak, a ona milknie, choć miała powiedzieć coś jeszcze. Jednak te słowa sprawiły, że zapomniała co miała dopowiedzieć.- Potrzebuję, abyś ze mną została.- dodaje chłopak.- Zostań ze mną, proszę.- prosi.- Nie chcę i nie mogę być sam.- tłumaczy.- Pójdę pod prysznic, położę się do łóżka, ale nie wychodź, nie jedź do domu. Nie chcę być sam.- mówi.
-Zostanę, spokojnie.- zgadza się dziewczyna. Zostaje. Mario idzie pod prysznic, a ona robi mu herbatę ziołową, z melisą. Wie dobrze, że Mario się denerwuje stanem taty i się boi. To normalne w takich sytuacjach. Ona też się boi, bo przecież czasem pomimo zapewnień lekarzy, sytuacja zmienia się w drugą, tę gorszą stronę.Nie ma pewności. Jednak nie chce aby on odczuł jej obawy. Mówi sobie, że przecież będzie dobrze, musi być dobrze. I na pewno nie znajdą się w sytuacji, że Mario znów straci najbliższą osobę oraz spokój, który całkiem niedawno odzyskał po wielu miesiącach walki. Ma nadzieję, że tak się nie stanie.
***
Mark zaskakuje go. Naprawdę go zaskakuje tym, że wręcza mu bilety na lot do Paryża. Nie spodziewał się, nawet nie marzył o czymś takim. Nie w ich sytuacji, nie po tym co się wydarzyło i co ciągle się dzieje. Ich życie jest chaotyczne. Obydwaj zawsze lubili nieco chaosu, ale nie do takiego stopnia. I najpierw ma ochotę zaprotestować i delikatnie zasugerować, że może dałoby się oddać bilety, że powinni ograniczyć takie wydatki, bo przecież Sebastian nie pracuje, ale potem nie mówi nic z tego, co planował powiedzieć, zamiast tego dziękuje swojemu partnerowi pocałunkiem, a potem się przytulają.
-Jestem pewien, że chciałeś powiedzieć, abym zwrócił bilety, żebym pomyślał o naszej sytuacji z pracą... Jestem zaskoczony, że nie powiedziałeś tego...
-Znasz mnie za dobrze.- twierdzi młodszy.- Miałem to powiedzieć, ale się powstrzymałem. I tego nie powiem...- patrzy w oczy kochankowi.-Bo chcę z tobą wyjechać i  spędzić kilka dni z dala od tego wszystkiego. Chcę tego. Pragnę tego.
-Ja też. A z wszystkim innym sobie poradzimy.- dodaje Mark.
-Tak, poradzimy sobie.
***
Obiecała, że z nim zostanie i słowa dotrzymała. Nie obiecywała, iż będzie spać w jego sypialni, w jego łóżku. I tym razem Mario nie jest przecież chory. Nie jest chory, ale jest zmartwiony i choć stara się tego nie pokazywać, to jednak wprawny obserwator widzi. Ona widzi, ale ją to nie dziwi. Zdziwiłaby się, gdyby się nie martwił.
-Jesteś taka opiekuńcza.- mówi jej Mario.- I taka spokojna.- dodaje.- Gdybym był sam pewnie bym wariował. Wariowałem jak się dowiedziałem, potem też kiedy kazano nam jechać do domu i przyjechać rano. Wpadłem taki wściekły, ale wystarczyło kilka słów i to, że mnie przytuliłaś, abym poczuł spokój.- wyznaje.
-Cieszę się, że tak na ciebie działam.- mówi dziewczyna.
-Nie tylko tak.- dodaje tajemniczo Mario, ale nie rozwija tej myśli.
-A jak jeszcze na ciebie działam?- pyta. Nie pada odpowiedź. Nie pyta ponownie.
To nie czas na takie pytania. Ma nadzieję, że odpowiedzi na to pytanie i inne przyjdą niebawem. I pewnie przyjdą.
***
Napisałam w końcu ten rozdział. Było ciężko, bo nie mam czasu w ogóle. Jednak udało się i jestem szczęśliwa.Cieszycie się?
Aaa... Jeszcze coś... W końcu, niebawem spełnię swoją obietnicę i wyślę cóż... niekoniecznie na frytki, ale wyślę Sebę i Marka do Paryża. Niech w końcu się cieszą, odpoczywają i niech korzystają z życia. I mogę zdradzić, że czeka ich w końcu chwila świętego spokoju :)
O ile coś nie wpadnie mi do głowy i znów nie spadnie na nich kilogram nieszczęść :)
Trzymajcie się i do następnego razu.
I komentujcie, bo coś ostatnio maleńko komentarzy, a mnie rosną skrzydła jak widzę dużo komentarzy więc jeśli chcecie częściej rozdziały to komentujcie.

wtorek, 10 stycznia 2017

54.... but Love is love...

-Wiem, że się denerwujesz, ale wszystko będzie dobrze.- mówi mu Mark, kiedy siedzą i czekają na rozpoczęcie rozprawy. Sebastian faktycznie jest zestresowany, ale nie samą rozprawą, ale tym, że za moment zobaczy mężczyzn, którzy go pobili. Nie odpowiada na słowa Marka, po prostu patrzy na niego przez moment, a on kładzie mu dłoń na ramieniu, bo tego, co naprawdę chce zrobić, nie może, bo to nie jest czas ani miejsce na okazywanie uczuć. To, że wielu ludzi jest tolerancyjnych nie znaczy, że wszyscy są, poza tym budynek sądu zdecydowanie nie jest odpowiednim miejscem do manifestowania uczuć.
Chwilę później zostają wezwani do sali rozpraw.
***
To staje się trudniejsze w środku. On naprawdę stara się jak może, ale zdenerwowanie daje o sobie znać. Najpierw robi mu się gorąco, a zaraz potem zimno. Stara się skupić najpierw na tym co mówią adwokaci, potem nad odpowiedziami na pytania. Wtedy jeszcze się jakoś trzyma. To później, kiedy znów znajduje się na swoim miejscu, zaczyna się dziwnie czuć. Wtedy, kiedy główny sprawca jego pobicia, kolega z pracy, zaczyna składać wyjaśnienia i ubarwiać. To w niego uderza. Te kłamstwa i lekkość z jaką wypływają z ust napastnika. Zaczynają drżeć mu dłonie, robią się wilgotne. Wysycha mu też w ustach, więc bierze jedną z butelek wody mineralnej stojącej na stoliku, odkręca i upija kilka łyków. Czuje na sobie czyjś wzrok, więc spogląda na swojego partnera. Nie myli się, to Mark na niego patrzy, uważnie, jakby wiedział co się z nim dzieje. Jest pewien, że wie. Słucha kolejnych kłamstw i tłumaczeń, kiedy robi mu się niedobrze, a to jest już zły znak. Znów jest mu zimno, ma dreszcze. Nie chce wychodzić, ale kiedy nowa fala mdłości w niego uderza, po prostu nachyla się do swojego adwokata.
-Naprawdę źle się czuję.- szepce, a adwokat spogląda na niego. Widzi jak jest blady, więc informuje sąd o zaistniałej sytuacji.  Dwie minuty później Sebastianowi ledwo udaje się dobiec do sądowej toalety. Jak zjawia się tam Mark, Seba zwraca zawartość swojego żołądka do jednej z muszli klozetowych. A kiedy kończy z wdzięcznością odbiera od swojego partnera chusteczki i butelkę wody, którą płucze usta.
-Nie dam rady.- mówi kilka minut później.
-Dasz.- zapewnia go Mark.
-Nie.- patrzy niepewnie na mężczyznę.-Chcę wrócić do domu.- upiera się.- Nie mogę tego słuchać, nie zniosę tego.- mówi. Naprawdę nie jest w stanie wrócić na salę. Nie ma pojęcia kiedy stał się tak słaby, zawsze potrafił bowiem stawiać czoła wszelkim trudnym sytuacjom, teraz nie potrafi. Tej na pewno nie.
-Nie będziesz musiał.-odpowiada starszy.- Adwokat wytłumaczył co się stało, a sąd poprosił o opinię panią psycholog i nie musisz wracać do sali. Zostaniemy wezwani po zeznaniach oskarżonych.- mówi mu, a Sebastian wzdycha z ulgą.- Wystraszyłeś mnie.- mówi Mark kładąc dłoń na ramieniu kochanka.
-Przepraszam.- odpowiada młodszy.- Naprawdę przepraszam.- powtarza.-Starałem się rozproszyć, nie słuchać i nie skupiać na tym jak bardzo on kłamie. Ale nie potrafiłem...
-W porządku...
-Nie mogę na nich patrzeć.- wyznaje.- Nie mogę ich słuchać.- spuszcza głowę.- To silniejsze ode mnie, Mark.- dodaje.
-W porządku...
-Przepraszam, że jestem taki słaby...- mówi cicho, może odrobinę za cicho, ale po chwili sens słów Sebastiana dociera do Marka.
-Seba to w ten sposób o sobie myślisz?- pyta partner, ale odpowiedź nie nadchodzi ponieważ do toalety ktoś wchodzi. Mark odkłada tę rozmowę na później.
***
Spotykają się na placu zabaw. Mario i Emily już tam są, siedzą na jednej z ławeczek, a Marco, Natalie, Agnes i dzieci zjawiają się nieco później. To Oliver pierwszy zauważa Mario.
-Cześć.- mówią podchodząc.- Jakbyśmy się umawiali.- śmieje się Natalie.
Dzieci się bawią, a oni siedzą na ławeczce i obserwują gotowi interweniować gdyby coś złego się działo. Dzwoni komórka Agnes więc dziewczyna wstaje z ławki i odchodzi na bok, aby spokojnie odebrać. Kilka minut później wraca i znów siada obok Mario.
-To Ricky dzwonił?- pyta malarka.
-Tak. Wraca już do domu.- odpowiada agentka.
-Przyjedzie tu?
-Jedzie do domu. Musi wysłać artykuł redaktorowi. Zapomniał rano i zmył mu przed chwilą głowę przez telefon.- patrzy na Nat.- Jednak on był tak przejęty, że to nic dziwnego, że zapomniał.
-Mówił jak było na rozprawie?- pyta tym razem Marco.
-Nieciekawie.- odpowiada.-Sebastian przed wejściem na salę bardzo się denerwował, a potem...Ten koleś kłamał jak z nut.- mówi Agnes.
-Próbuje się wywinąć...- komentuje Mario.
-A potem... Sebastian źle się poczuł, a adwokat w porę zainterweniował i opuścił salę. Podobno strasznie wymiotował. .
-To na pewno ze stresu.-dodaje Marco.
-Tak, zdenerwował się. Wrócił na salę po zeznaniach oskarżonych na wniosek adwokata. Właściwie to był prawie koniec rozprawy. Następna za dwa tygodnie.- opowiada Agnes.-Ricky mówił, że Mark się martwi.  Seba jest strasznie zamknięty w sobie, czasem potrafi się nie odzywać pół dnia, gdzie wcześniej mu się to nie zdarzało. Odsuwa się od niego, a kiedy ten próbuje z nim rozmawiać, przeważnie prosi, aby dał mu spokój... Nie wychodzi z domu jeśli to nie jest naprawdę konieczne...
-Bo się boi...- komentuje Mario.-Ma na bank zespół stresu pourazowego, nie ma się co dziwić zresztą, bo to co się stało było traumatycznym przeżyciem i długo w nim zostanie.- odzywa się Mario.
-Tak, ma.
-To trudne funkcjonować normalnie jak te obrazy wracają ciągle. Trzeba się najpierw trochę z nimi uporać.- stwierdza szatyn.- On potrzebuje czasu, a Mark musi się uzbroić w cierpliwość..- patrzy na nich.- Najlepsze co może zrobić, to po prostu być. Wiecie dobrze o czym mówię, prawda?- pyta, a oni rozumieją, bo przecież przeszli z nim to wszystko, choć jego traumatycznym przeżyciem był wypadek i śmierć Ann.
-Masz rację.- stwierdza Agnes.
-Jasne, że mam.- patrzy na nich.- Siedzę tu przez moje dziecko, ale i przez Was.- mówi.- Do końca życia będę wam wdzięczny, za to, że byliście i wyciągnęliście mnie z domu, z łóżka...- mówi.- Seba też się podniesie. Po prostu to jest za świeże. On się boi, ja też bym się bał. To nie jest normalne, że wychodzisz z pracy i ktoś tłucze cię prawie na śmierć dlatego, że nie podoba mu się, iż w domu nie czeka na ciebie dziewczyna tylko facet, że nie kochasz kobiety, a mężczyznę. - twierdzi.
-Dokładnie. -zgadza się Emily.- Myślę, że ten lęk zostanie z nim na dłużej...
-Myślę, że to wszystko dopiero z niego tak naprawdę wychodzi. I Mark musi teraz na niego naprawdę uważać.- mówi Mario.
***
Sebastian bierze prysznic, kiedy on kończy robić kolację. Właściwie wszystko jest gotowe, mogliby już usiąść i jeść, ale jego partnera jeszcze nie ma. I spoglądając po raz kolejny na zegarek widzi, że jest pod prysznicem już ponad 20 minut. Postanawia poczekać jeszcze 5 minut. Zanosi wszystko na stolik, czeka. Nic się nie dzieje. Nadal słyszy szum płynącej wody. Nie może dłużej czekać.
Puka do drzwi łazienki, choć nic nie stałoby się gdyby po prostu wszedł, ale nie chce. Jednak kiedy nie słyszy odpowiedzi po prostu wchodzi do środka. Kabina jest zaparowana, Sebastian jest w środku. Staje pod nią.
-Seba wyjdź, proszę. Kolacja gotowa.- informuje go. Woda przestaje lecieć, a następnie Sebastian uchyla lekko drzwi.
-Podasz mi ręcznik?- pyta wystawiając dłoń.
-Jasne.- Mark podaje mu ręcznik. Nie wychodzi z łazienki. Po prostu stoi tam. Sebastian wychodzi z kabiny z owiniętym wokół bioder ręcznikiem. Staje na ręczniczku rozłożonym pod kabiną, po czym bierze drugi ręcznik i wyciera się.
-Wszystko w porządku?- pyta Mark lustrując go wzrokiem.
-Tak, w porządku.- pada odpowiedź, ale Mark wie, że nie jest w porządku. Widzi to kiedy spogląda na swojego partnera. Widzi, ale nic nie mówi, nie w tym momencie. Porozmawiają po kolacji.- Ubiorę się i przyjdę, oki?- mówi młodszy.
-Tak, oki.- Mark wychodzi. Sebastian zjawia się 5 minut później. Ma na sobie miękkie dresowe spodnie oraz bluzę swojego partnera. Siada na pufie przy niskim stoliku, na którym najczęściej jadają, choć mają taki normalny.
-Lubię tą bluzę.- mówi młodszy.- Nie gniewasz się, że znów ją wziąłem?- patrzy na Marka.- To jest twoja ulubiona, ale właściwie ostatnio to ci ją ciągle zabierałem...- Mark przerywa mu dotykając jego dłoni.
-W porządku.-mówi.- To nie tak, że pierwszy raz nosisz moje ubrania...- uśmiecha się.
-Pachną tobą...- kwituje Sebastian podnosząc wzrok. Mark znów się uśmiecha. 
-Smacznego.- mówi.
-Zrobiłeś lasagne.- zauważa kiedy w końcu spogląda na stolik i czuje zapach jedzenia.
-Bo lubisz. Chciałem ci sprawić przyjemność.- tłumaczy.- To nie był miły dzień więc chciałem zakończyć go w miły sposób, jedząc z tobą kolację. I chciałem aby ci smakowało.- stwierdza.
-Dziękuję.- mówi Sebastian nakładając sobie trochę potrawy. Jedzą. Kiedy chwilę później talerze są puste Sebastian podnosi się i chce zanieść je do kuchni, aby je umyć, ale Mark zatrzymuje go łapiąc go za nadgarstek.
-Zostaw.- nie pozwala mu wstać.
-Ty przygotowałeś kolację, ja pozmywam.- broni się młodszy.
-Zostaw to.-powtarza przytrzymując jego rękę.- Talerze są nieważne, Później posprzątamy. Porozmawiaj ze mną, Sebastian.- prosi.
-O czym?- pyta.- Ciągle rozmawiamy.- mówi.
-No własnie, że nie.- poprawia Mark.- Rozmawialiśmy, ale to się zmieniło, Seba. Teraz jesteś wycofany i zamknięty w sobie.- mówi mu.-A w sądzie...- patrzy na niego przez moment.- W sądzie przeprosiłeś mnie za to, że jesteś słaby...- przypomina mu.- To w ten sposób myślisz o sobie teraz?- pyta.- Myślisz, że to, iż się boisz oznacza, że jesteś słaby?- lustruje wzrokiem partnera, a ten nie patrzy na niego. Sebastian kręci głową.
-Nie chcę o tym rozmawiać.- znów chce wstać, ale i tym razem mu się nie udaje, bo Mark znów łapie go za dłoń, ale tym razem przesuwa się do niego, jest teraz blisko.
-Proszę cię.- mówi.- Seba, proszę.- powtarza.
Sebastian wzdycha po czym pozwala, aby ramiona Marka go objęły. Opera się o tors swojego partnera plecami, to jest miłe. Wie, że on czeka na to co powie, ale nie ma zamiaru mówić. Jeszcze nie. Najpierw zamyka oczy i po prostu stara się zrelaksować, bo przecież w tym momencie jest bezpieczny, nic mu nie grozi. Może odrzucić wszystkie złe myśli, które towarzyszą mu codziennie od tego zdarzenia.Tu nic mu nie grozi. Jest w  domu z osobą, na której mu bardzo zależy. Z osobą, którą kocha. To trwa kilka minut, kiedy coś przychodzi mu na myśl i musi zapytać o to Marka.
-Jakim cudem dostałeś dzień wolny?- odsuwa się tak, aby móc spojrzeć na swojego partnera. Mark jest zaskoczony pytaniem, ale jednocześnie też niespecjalnie chce odpowiedzieć, co Seba od razu zauważa.-Powiedz mi dlaczego zostałeś w domu po rozprawie skoro szef nie dał ci wolnego całego dnia?- precyzuje.- I chcę żebyś powiedział mi prawdę.- dodaje.
-Sebastian.
-Interesuje mnie prawda.- powtarza.- Dlaczego zostałeś ze mną w domu skoro miałeś iść do pracy, musiałeś iść do pracy, bo on się nie zgodził ?
-A co miałem zrobić?- odpowiada pytaniem na pytanie.- Miałem cię zostawić?- pyta.
-Po prostu nie poszedłeś?- patrzy na niego z przerażeniem w oczach.
-Zadzwoniłem, żeby z nim porozmawiać, wytłumaczyć...
-Nie chciał słuchać?
-Słuchał, ale potem się rozłączył.- odpowiada.- To nie ważne.- kwituje.- Nie zostawiłbym cię samego, nie  w takim stanie w jakim byłeś po powrocie z rozprawy... Nie ważne co zrobi mój szef, jesteś ważniejszy niż praca.- deklaruje, a Sebastian patrzy na niego, a potem znów wraca do poprzedniej pozycji, czyli przylega plecami do torsu partnera.
-Przeze mnie stracisz pracę.- mówi cicho.
-Nie stracę, nie zwolni mnie.- mówi pewnie.
-A jeśli?
-Nie martw się. Poradzę sobie. Nie o tym mieliśmy rozmawiać.- przypomina. Nastaje cisza. Trwa tylko chwilę. A potem w końcu Sebastian zaczyna mówić, a Mark wreszcie wszystko rozumie.
***
Dzwoni jego telefon więc wstaje z sofy i idzie do kuchni, bo właśnie tam podłączył go do ładownia. Odłącza i odbiera.
-Nie musisz mnie sprawdzać.- mówi od razu, bo dzwoni Mark, a on naprawdę myśli, że dzwoni aby sprawdzić czy z nim w porządku. 
-Nie sprawdzam cię, po prostu chciałem cię uprzedzić, że za chwilę do drzwi zadzwoni Ricky, bo jego tata podał jakiś dokument od adwokata. To ważne, a adwokat ma pilną sprawę więc nie będzie go w kancelarii a to trzeba podpisać.
-Przepraszam. Myślałem, że znów dzwonisz aby zapytać jak się czuję, czy w porządku itd.
-Pytam, bo mi na tobie zależy...
-Wiem, wybacz.- przeprasza.- Podpiszę te papiery.
-Oki. Kończę, bo jestem w pracy przecież. Do zobaczenia.- żegna się, choć chce zapytać czy na pewno w porządku. Jednak tego nie robi.
-Do zobaczenia.- pada odpowiedź.- Mark...
-Tak?
-Nic mi nie jest,- zapewnia młodszy, bo wie, że Mark chce zapytać. 
15 minut później słyszy dzwonek do drzwi więc otwiera i wpuszcza do mieszkania Ricky'ego. Podpisuje dokumenty, a potem robi herbatę i rozmawiają. I być może przed wyjściem Ricky zaprasza jego i Marka na kolację wieczorem, a on nie odmawia, bo może w końcu trzeba spróbować opuścić to bezpieczne lokum i być może warto zacząć wychodzić najpierw do osób, które są bezpieczne. Być może.
***
Zaskakuje go, kiedy mówi, że wychodzą wieczorem. Nie spodziewał się, że usłyszy taką wiadomość zaraz po zjawieniu się w domu, po pracy. Jednak się cieszy. 
-Gdzie wychodzimy?- pyta.
-Ricky zaprosił nas do nich na kolację.- odpowiada Sebastian.- Rozmawialiśmy chwilę jak przyjechał.- tłumaczy.- Naprawdę go lubię. 
-Byle nie bardziej niż mnie.- kwituje Mark. Sebastian wybucha śmiechem i to jest pierwszy raz od pobicia, kiedy tak się śmieje.
-Zazdrośnik!- komentuje Seba.
- Zazdrość w granicach przyzwoitości jest dobra.
-Na szczęście ty mieścisz się w granicach.- uśmiecha się.- I cieszę się, że jesteś zazdrosny, bo wiem, że ci zależy.-komentuje.
-Myślę, że nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo mi zależy.- odpowiada Mark.
***
Pewnie będziecie narzekać, że mało Emily i Mario, ale cóż... tak wyszło. Sprawę trzeba było wyjaśnić :)