poniedziałek, 5 czerwca 2017

62. Beginning...

-Powinnam wrócić do domu.- mówi spoglądając na niego.
-Zostań ze mną.- pada z jego ust.-Proszę.- dodaje.
-Ale twoja teściowa...
-To nieważne.- patrzy na nią.- Nie zostawiaj mnie z tymi myślami. Nie dzisiaj...- patrzy jej w oczy, a ona potakuje głową i go przytula.
***
-Powinieneś iść spać.- mówi mu.
-Powinniśmy...- poprawia ją.
-Zaraz wezmę sobie poduszkę...
-Nie...- przerywa jej Mario.- Proszę, zostań tutaj... ze mną.- prosi.
-W twoim łóżku?- pyta.
-W moim łóżku.-odpowiada.
***
Nie miała być tego świadkiem. Nie byłaby, ale zostawiła portfel więc musiała wrócić się do domu. Wtedy zobaczyła pocałunek swojego zięcia i Emily. To powinno być zaskoczeniem, ale nie jest. To powinno być dziwne, ale nie jest. To powinna być Ann, ale to już nigdy nie będzie ona. Ann nie żyje. Ann nie wróci. Nigdy.
Dostrzegają ją i są zaskoczeni. Ona również.
-Przepraszam, nie chciałam...- zaczyna się tłumaczyć.- Musiałam wrócić, bo zostawiłam portfel.- tłumaczy.
-W porządku, nic się nie stało.- mówi Mario. Jego teściowa zabiera portfel po czym wychodzi. Emily patrzy na Mario i ma zamiar coś powiedzieć, ale nie ma okazji, bo on mówi zanim ona ma szansę się odezwać.- Emi...Nic się nie stało. Naprawdę.
-Widziała nasz pocałunek. Na pewno sobie pomyślała...
-Ciii...- dotyka jej ust opuszkami palców.- Nie ważne co osobie myśli.- zapewnia ją.
-Jak to?- jest zaskoczona jego słowami.
-Pomyślała to, co zobaczyła. Widziała pocałunek. - mówi chłopak.
-No właśnie.
-To nie tak, że robimy coś złego...- tłumaczy.
-To na pewno jest dla niej zaskoczeniem. Jestem pewna, że myśli, że to za szybko...- próbuje mu wytłumaczyć.
-Za szybko? - dziwi się.- Za krótko cierpiałem?- pyta.
-Nie, nie twierdzę tak... To nie tak miało zabrzmieć... Przepraszam.- patrzy mu w oczy.- Ja po prostu nie chcę skłócić cię z bliskimi. Nie chcę aby źle o tobie myśleli. Nie zasługujesz na to. Nie chcę żebyś cierpiał...
-Emi... To nie tak...- łapie ją za dłoń i prowadzi na sofę gdzie obydwoje siadają. Mario trzyma jej dłonie w swoich i patrzy jej w oczy.- Moi bliscy mnie znają, znają także ciebie. To nie tak, że źle o mnie czy nas pomyślą dlatego, że się w sobie zakochaliśmy, tak? - te słowa sprawiają, że w sercu Emily robi się ciepło. On mówi otwarcie o tym, że jest zakochany. I dziewczyna chciałaby słuchać tego bez końca.- Mówiłem ci wielokrotnie, że długie miesiące, nawet przez sekundę nie przyszło mi na myśl, że poznam kobietę, która stanie się mi bliska. Równie bliska jak była mi bliska moja żona. Kobietę, przed którą znów się otworzę, której zaufam, z którą zechcę być. Nie wyobrażałem sobie tego. Z tobą jestem to sobie w stanie wyobrazić, Emi. Naprawdę. I jestem pewien, że moi bliscy cieszą się z tego powodu. 
-Rodzice tak, ale mama Ann...
-Zrozumiała, że Ann nie wróci. Wiem, że nasz widok dzisiaj jej nie zszokował. Wiem, kiedy jest zszokowana. Nie była. Ona zdaje sobie sprawę, że jestem za młody na to, aby całe życie już być sam. Jestem pewien, że gdyby Ann przeżyła ten wypadek, a ja nie miałabym tego szczęścia to też pragnąłbym, aby znalazła sobie mężczyznę, z którym mogłaby dzielić życie. Wiem, że tak by było. -tłumaczy jej.- Proszę, nie zastanawiaj się co myślą inni.- patrzy jej w oczy.- Po prostu bądź ze mną.- prosi ją.- Bo ja chcę z tobą być, Emi. Bardzo.
-Ja również pragnę być z tobą.- odpowiada mu.
-Więc to jest najważniejsze.- Mario uśmiecha się, a potem po prostu ją przytula.- Cieszę się, że mnie chcesz...- dodaje.
-Zawsze będę cię chcieć, tak?- odpowiada mu, a on uśmiecha się. Ona tego nie widzi, ale on naprawdę się uśmiecha. Jest szczęśliwy. I choć nie wie co będzie z grą w piłkę w ciągu najbliższych miesięcy, nie ma pojęcia ile będzie musiał przejść, by wrócić na boisko, jak trudna to będzie droga, wie, że nie pójdzie nią sam, bo ma towarzyszkę.
***
- Bardzo się cieszę, że próbujesz ułożyć sobie na nowo życie.- mówi jego teściowa wieczorem, kiedy zbierają zabawki Julie. Mała już śpi. Mario spogląda na kobietę. Widzi, że jej słowa są szczere.- Ona jest wyjątkową kobietą.- dodaje.-Życzę wam szczęścia z całego serca. Zasługujecie na nie.- mówi szczerze.
-Miło, że tak sądzisz...
-Tak właśnie myślę. Wiem, że kochałeś Ann...
-Nadal ją kocham.- poprawia ją.
-Wiem, ale w twoim sercu znalazło się miejsce na nowe uczucie i to mnie cieszy. Ann chciałaby abyś ułożył sobie życie. Tak bardzo cię kochała, Mario... Pragnęła twojego szczęścia. Więc jeśli Emily ma ci je dać to jest dobry wybór. 
-Jestem zakochany...- wyznaje.- Jestem zakochany choć sądziłem, że to niemożliwe...
-Możliwe i wskazane, jesteś byt młody, aby być sam. 
-Dziękuję...- patrzy na nią.
-Może rzadko ci to mówiłam, albo wcale, nie pamiętam, ale podziwiam cię, że poradziłeś sobie po śmierci Ann. Wspaniale wychowujesz waszą córeczkę. Byłeś wspaniałym chłopakiem, a potem mężem dla mojej córki, jesteś wspaniałym ojcem dla waszego dziecka. I Ann nie mogła wybrać lepiej. Cieszę się, że to byłeś ty, Mario. I cieszę się, że na twojej drodze stanęła Emily. - uśmiecha się.- W wielu kwestiach przypomina mi moją córkę, jednak też jest inna. Ale z pewnością wyjątkowa. Nie mogłeś wybrać lepiej dla siebie, ale i dla Julie...- mówi, a Mario patrzy na nią i słucha. I jest pewien, że wątpliwości Emily są bezpodstawne. Bo nawet jego teściowa ich akceptuje.
-To nie ja wybrałem... Los wybrał.
-Twoje serce wybrało, Mario...
-Też.
-Jestem pewna, że dobrze.- uśmiecha się.
***
 Jest już w łóżku, zegarek wskazuje godzinę 23:25, kiedy słyszy dzwonek telefonu. Uśmiecha się bo widzi, że to Mario. Odbiera.
-Coś się stało?
-Tak, jestem pod twoim domem.- mówi jej.
-Poważnie?
-Tak. Nie mogłem spać więc najpierw wysiedziałem się z moją teściową na tarasie, a kiedy poszła spać pomyślałem, że potrzebuję jeszcze się do ciebie przytulić. Więc przyjechałem i mam nadzieję, że twój tata zaraz nie wyjdzie i mnie nie wyrzuci...
-Już idę cię wpuścić. Zaczekaj moment, proszę... 
Mija może dwie minuty zanim otwierają się drzwi domu Emily. Mario stoi pod nimi, a kiedy staje w nich Emily on po prostu zgarnia ją w swoje ramiona. 
-Tęskniłem za tobą.- wyznaje.
-Widzieliśmy się przecież...
-Wiem... ale jak wychodzisz z mojego domu to jest tak pusto...- mówi jej i to jest szczere.
-Ja też za tobą tęsknię jak nie jesteśmy razem.
-Świetnie bo myślałem, że to ja tylko wariuję.  Nie chcę byś pomyślała, że jestem desperatem...
-Nie myślę, tak chyba zachowują się zakochani ludzie, co?- uśmiecha się patrząc mu w oczy.
-Nie wiem, nie pamiętam jak zachowywałem się kiedy zakochałem się w Ann... Ale chyba robiłem jeszcze bardziej szalone rzeczy niż odwiedziny prawie o północy...
-Wszystko przed nami, tak?- śmieje się Emily.- Chodźmy do środka.- zaprasza.
-Twój tato...
-Mój tato nie ma strzelby, poza tym to nie ta epoka.-mówi dziewczyna.- Poza tym mój ojciec wie, że jestem bardzo zakochana w pewnym piłkarzu i też tęsknię kiedy z nim nie jestem. Więc myślę, że zrozumie jak się dowie, że o północy przytulaliśmy się trochę...- uśmiecha się i wyciąga do niego dłoń, którą on przyjmuje. Wchodzą do środka.
-Czuję się jak nastolatek...- śmieje się Mario. Emily spogląda na niego prowadząc go do salonu. Potem kiedy on zajmuje miejsce na kanapie, ona idzie przygotować herbatę. A potem dołącza do niego. Przytula się do mężczyzny, a on obejmuje ją przyciągając mocniej do siebie. A potem rozmawiają o wszystkim, bo nigdy nie mają dość rozmów. Mario mówi jej co powiedziała mama Ann, a ona się uśmiecha. I jest wzruszona, bo bała się tego, że kobieta jednak nie do końca ją akceptuje. Uśmiecha się również widząc, że ta sytuacja cieszy Mario. 
-Cieszę się, że cię mam.- wyznaje jej jakiś czas później. Znów na jej twarzy pojawia się uśmiech.- Jesteś śpiąca.- zauważa.- Zmykam.
-Nie jedź...- marudzi.
-Muszę. Muszę już iść. Jest strasznie późno. Przepraszam...
-Za co?
- Za to, że się pojawiłem. Nie powinienem cię przetrzymywać kiedy powinnaś odpoczywać...- chce coś jeszcze powiedzieć, ale ona zamyka mu usta pocałunkiem. To nie jest całus, to coś głębszego. A kiedy się od siebie odrywają Emily spogląda mu w oczy.
-Cieszę się, że przyjechałeś...  I cieszę się, że pojawiłeś się w moim życiu. Chcę, abyś został...- mówi mu spoglądając w jego oczy. Mario patrzy na nią. 
-Zostanę w twoim życiu jeśli tego pragniesz...
-Tak, pragnę...- pada odpowiedź. To deklaracja. 
*** 
Musi wyjechać na specjalistyczne badania, a potem może specjalistyczne leczenie. Nie chce, ale musi, bo wie, że tylko takie posunięcie coś wyjaśni w sprawie jego stanu zdrowia. Jednak ma dylemat, nie ma pojęcia jak go rozwiązać. Nie chce rozłąki z Julie. Ani z Emily. Bolałoby go gdyby musiał być bez nich, ale z drugiej strony wie, że nie będzie mógł zająć się małą, kiedy lekarze będą robić badania i testy. Zastanawia się jak to rozwiązać. 
-Jesteś strasznie cichy...- zauważa Emily.
-Zastanawiam się...
-Nad czym?
-Nie chcę was zostawić.- mówi.- A będę musiał jechać do Monachium... Nie chcę być tam bez was.- wyznaje.- Nie wiem ile tam będę, ale nie jestem w stanie normalnie funkcjonować bez mojej córki. Nie chcę tęsknić za tobą.
-Nie musisz...
-To niemożliwe, bo tęsknię nawet wtedy gdy jedziesz do swojego domu. Kiedy nie dzieli nas tak duża odległość...
-Możemy być tam z tobą.- mówi po prostu Emily.- Nie wyobrażam sobie by miało mnie tam z tobą nie być...
-Pojedziesz ze mną?
-Nie brałam innej opcji pod uwagę.- Mario uśmiecha się.
***
Przepraszam za nieobecność :)