To, co słyszy od lekarza nie jest tym, co chciał usłyszeć. Może nie powiedziano mu, że jego sytuacja jest bardzo, bardzo zła, jednak też nie użyto słów, które by były bardzo optymistyczne. Usłyszał, że potrzeba sporo czasu i aby na razie nie nastawiał się na szybki powrót na boisko, ponieważ leczenie najprawdopodobniej potrwa kilka miesięcy. Nikt nie stwierdził, że nie ma szans na powrót na boisko, więc to go cieszy, natomiast miał cały czas nadzieję, iż jego rozstanie z piłką nie będzie bardzo długie, a tym czasem zapowiada się, iż może to trochę potrwać. Nie pokazuje tego przy lekarzach, ale prawda jest taka, iż chce jak najszybciej wrócić do Emily. Pragnie jak najszybciej znaleźć się obok niej, pragnie aby spojrzała na niego, aby po prostu nie pytając od razu go przytuliła. Jest pewien, iż jak w końcu dotrze do hotelu to tak właśnie będzie. Jednak to nie stanie się w tej chwili.Czekają go jeszcze badania.Bardziej szczegółowe. Musi to przetrwać. Musi. Chce wrócić na boisko i wróci.
***
Zastanawia się co dzieje się w klinice z Mario.Nie pisze, ani nie dzwoni więc się niepokoi, choć spodziewała się milczenia z jego strony. Przecież pojechał na badania. Jednak i tak się martwi. Martwi się, bo ma złe przeczucia. Martwi się, ponieważ boi się iż Mario jak wróci to będzie zmartwiony. Bo boi się tego jak on przyjmie fakt rozbratu z piłką na dłuższy czas. Boi się o niego. On już tak dużo przeszedł. Wiadomo jest bardzo silny, ale nawet najsilniejsi ludzie mają dość. Zamartwia się, ale właściwie z drugiej strony zdaje sobie sprawę, iż nic nie jest w stanie oprócz czekania zrobić. Więc po prostu czeka. A potem kiedy już nie może siedzieć w miejscu wysyła Mario smsa, że wychodzi z hotelu na chwilkę, oraz z wiadomością, iż gdyby jej jeszcze nie było kiedy on wróci, to aby się z nią skontaktował. Opuszcza hotel.
***
Taksówka podjeżdża pod hotel. Mario płaci kierowcy, a potem wchodzi do środka. Praktycznie od razu kieruje się do wind, a kiedy wjeżdża na piętro, gdzie znajduje się wynajęty pokój zmierza czem prędzej w stronę drzwi o właściwym numerze. Otwiera je kartą i w chodzi. Zaraz za drzwiami ściąga buty i już na bosaka wchodzi do dalszej części apartamentu. W pokoju jest cicho. Nie ma też nigdzie Emily. Wie, że wyszła. Sprawdza telefon, ale przypomina sobie, że się rozładował więc podłącza go do ładowarki uruchamia. Dopiero wtedy, kiedy ekran się rozświetla widzi wiadomość od swojej dziewczyny. Nie dzwoni, po prostu pisze do niej smsa.
" Przepraszam, że milczałem, ale bateria się rozładowała. Wróciłem już do hotelu. Chcę Cię przytulić. Czy możesz wrócić? Potrzebuję cię."- wysyła.
***
Telefon wydaje dźwięk przychodzącej wiadomości gdy jest już w taksówce, w drodze do hotelu. Wyciąga go z torebki po czym odblokowuje ekran. Czyta wiadomość od Mario.Pisze odpowiedź.
" Jestem w drodze." Potem zwraca się do kierowcy taksówki.
-Za ile minut będziemy na miejscu?- pyta.
-Za 5 minut.
-Dziękuję.- mówi do niego po czym wkłada komórkę do torebki. Spogląda w szybę i zastanawia się na ile diagnoza nie jest optymistyczna, bo przecież on napisał, że jej potrzebuje.
***
W pokoju jest cicho kiedy wchodzi. Dopiero potem słyszy głos Mario. Jest pewna, że rozmawia z rodzicami przez telefon. Upewnia się kiedy wchodzi do sypialni. Jest tam piłkarz. Siedzi na łóżku w szlafroku z telefonem przy uchu i tłumaczy coś skrzętnie komuś. Ich spojrzenia się łączą, a Emily posyła mu delikatny uśmiech. Mario wstaje z łóżka, podchodzi do niej po czym muska jej usta swoimi i przytula się do niej. Emily obejmuje go w pasie.
-Mamuś będę kończył. Ucałuj od nas Julie. - milczy przez moment.- Tak. Jutro będzie coś więcej wiadomo, mam nadzieję tylko, że nie powiedzą mi, iż to będzie trwać jeszcze dłużej, choć zdaję sobie sprawę, iż tak właśnie mogą powiedzieć. Nie chcę jednak o tym myśleć, bo mnie to przeraża.- mówi, a Emily słucha nadal tuląc się z nim.- Nie wiem mamo. Lekarz mówił, że to potrwa, ale jest raczej pewność, iż wszystko wróci do normy. Będę mógł wrócić na boisko, ale nie przez kilka miesięcy... Wiem, że to dobra wiadomość, ale nie ma pewności, a dopóki nie ma pewności to wszystko może się zdarzyć, a ja nawet nie dopuszczam do siebie możliwości, że teraz miałbym... byłbym zmuszony zrezygnować...- nie mówi do końca, bo te słowa nie chcą przejść mu przez usta.- Mamo, muszę kończyć. Porozmawiamy jutro. Kocham was. Ucałuj moją córkę. Pa.- żegna się po czym rozłącza. Ale pomimo tego, wcale się nie odsuwa. Obejmuje za to ramionami ciaśniej Emily. Dziewczyna zaczyna kreślić kojące kręgi na jego plecach. Jego mięśnie są spięte.
-Boję się.- mówi Mario.- Byłem w klinice, a potem po rozmowie z lekarzami poczułem jak paraliżuje mnie strach. Boję się, że okaże się, iż po tych miesiącach leczenia jednak nie będę mógł wrócić. Nie wiem skąd to się bierze, ale tak czuję.-tłumaczy.
-Tak nie będzie.- zaprzecza dziewczyna.
-Nie ma pewności.
-Lekarze wiedzą co robią.- mówi, a potem się odsuwa. Mario ma zaszklone oczy. Dziewczyna dotyka jego policzka.-Wszystko będzie dobrze. Jestem tego pewna. Ten czas leczenia może się ciągnąć, ale przetrwamy to, ty to przetrwasz. A potem wrócisz do treningów, do formy i znów będziesz zachwycał na boisku. Jeszcze nie raz będziesz święcił triumfy z zespołem. Jeszcze nie raz będziesz asystował przy bramce i wielokrotnie sam strzelisz do bramki przeciwnika.- mówi.- Nie możesz się poddawać. Nie myśl o tym, że coś pójdzie nie tak, bo tak nie będzie. Już niejednokrotnie wychodziłeś z trudniejszych sytuacji. Miałeś kontuzje.
-Tylko wtedy wiedziałem, że mam skręconą nogę, złamaną nogę czy naciągnięte więzadła... Teraz to zupełnie inna sprawa. Ta choroba... Nie wiadomo do końca jak będzie postępować leczenie...
-Kochanie...
-Wiem, że panikuję, przepraszam... Nie wiem co się dzieje, ale naprawdę myślę, że tym razem coś pójdzie nie tak, boję się, że będę musiał rzucić piłkę... A to całe moje życie, tylko to potrafię...- przerywa.
-Kochanie...- próbuje mu przerwać.
-Boże... powiedziałem właśnie, że potrafię tylko grać w piłkę... Co jest prawdą, ale zachowuję się jak staruszek... Całe życie zarzekałem się, że nie użyję takich słów, a one właśnie padły.- patrzy na nią.- Przepraszam cię.- mówi.
-W porządku. To jest w porządku, kochanie.- znów dotyka jego policzka.- To nic złego, że się boisz i martwisz. To w porządku.- zapewnia.- Ale nie musisz. Wszystko będzie dobrze. - mówi mu.- Wyjdziemy gdzieś?- pyta dziewczyna.- Nie wiem... na spacer, na kolację później, do klubu? Gdzie chcesz. - proponuje.- Wiem, ze nie masz wielkiej ochoty, ale nie będziemy siedzieć w hotelu i się zamartwiać. Bo oszalejemy. Jutro będzie wiadomo więcej. Wtedy będziemy się zastanawiać.
-Jutro będą pisać w gazetach gdzie jestem...- marudzi Mario.
-Niech piszą. Nie musisz nic na ten temat mówić. Zrobią nam zdjęcia, ok. Niech robią. Nie będziemy się ukrywać cały ten czas...
-Wiem.Masz rację. - zgadza się.- To może kolacja?- proponuje.
-Kolacja.- zgadza się.
***
Sebastian bierze kluczyki do samochodu.Mark spogląda na niego, kiedy ten zarzuca na siebie koszulę.
-Powinienem być spowrotem za max 2 godziny.- mówi młodszy.
-Oki. - odpowiada Mark. Sebastian wychodzi. Mija może 15 minut od wyjścia jego męża, kiedy do drzwi mieszkania dzwoni dzwonek. Mark idąc otworzyć zauważa, iż Seba nie zabrał kluczy do domu więc jest pewien, iż to on się wrócił. Nie zerka przez wizjer, otwiera i odruchowo mówi:
-Kiedy w końcu przestaniesz zapominać kluczy do domu?- pyta, ale wtedy jego wzrok zatrzymuje się na osobie, która faktycznie dzwoniła. I to nie jest jego mąż. - Co pani tu robi?- pyta od razu ponieważ nie spodziewał się tej osoby w ich progu. Spodziewał się telefonów, ale nie przyszło mu do głowy, że może być aż tak bezczelna, aby przychodzić do ich domu.
-Dzień dobry byłoby miłe na początek.- odpowiada kobieta.
-Z reguły jestem miły, ale tym razem zrobię wyjątek. Pani nie była miła dla Sebastiana.- mówi.- Pytam więc co Pani tu robi?- ponawia pytanie.
-Chciałam zobaczyć się z moim synem.- odpowiada.
-Nie ma Sebastiana jak się pani domyśliła. - mówi.
-Tak, domyśliłam się. Wziąłeś mnie za niego.- zauważa.
-Dokładnie. Byłem pewien, że to on zapomniał kluczy.
-Kiedy wróci?- pyta kobieta.
-Nie powiem pani.- odpowiada.- Myślę, że po tym co ostatnio mu pani powiedziała, Seba nie chce z panią rozmawiać. Jestem tego pewien, że nie chce.- dodaje.
-Nie interesuje mnie pana zdanie.Chcę spotkać się z moim synem. Zrobię to prędzej czy później. Pan mnie nie powstrzyma.- zapewnia kobieta.
-Czego pani od niego chce?- chce wiedzieć Mark.- Proszę mi powiedzieć, bo nie mogę zrozumieć jak pani może w ten sposób postępować?
-Będziemy rozmawiać na korytarzu?- pyta kobieta.
-Zapraszam do środka.- mówi mężczyzna odsuwając się. Kobieta wchodzi do mieszkania rozglądając się z zainteresowaniem. Mark zaprasza ją do salonu. Kobieta odmawia, kiedy ten proponuje jej coś do picia. Siada na fotelu, kiedy ona spoczywa na sofie.
-Może mi pani powiedzieć dlaczego pani w ten sposób postępuje? Dlaczego pani żąda od Sebastiana pieniędzy, które rzekomo się pani należą, po tylu latach niekontaktowania się z synem, nie interesowania się jego losem?- pyta Mark.- Odrzuciliście go, odtrąciliście. Nie mieliście i nie chcieliście mieć z nim kontaktu, a teraz nagle pani chce od syna pieniądze? Jaka z pani matka?- pyta mężczyzna nie rozumiejąc jak tak można.
-Powiedział panu...- mówi klobieta.
-Tak, jestem jego mężem. Nie mamy przed sobą tajemnic...
-Mężem...
-Tak, mężem...
-Cóż... nazywajcie to jak chcecie, ale małżeństwo to kobieta i mężczyzna.- twierdzi.
-Pani tak myśli. Ma pani prawo, ale jestem mężem pani syna. To jest fakt.- twierdzi mężczyzna.- Ale nie o tym rozmawiamy. Proszę mi powiedzieć dlaczego pani uważa, że Sebastian ma jakikolwiek obowiązek wobec pani?- pyta ponownie licząc, że uzyska odpowiedź.Wie, że będzie ona brednią i będzie nielogiczna, ale chce usłyszeć.
-Mam problemy finansowe i liczę na pomoc syna ponieważ my łożyliśmy na jego wykształcenie. Teraz to ja potrzebuję pomocy.- pada odpowiedz.
-Nawet po tym jak państwo go potraktowaliście? Jak jego ojciec go pobił, a potem zostawiliście go samego w takim stanie? Wprawdzie w prywatnej klinice, ale samego? Z niedowładem ręki?- patrzy na nią oburzony.
-To był wypadek... Mój mąż się zdenerwował... Potem zapłaciliśmy za fachową opiekę i miejsce w jednym z najlepszych ośrodków...
-I przez przypadek prawie zabił swojego syna? Bo się zdenerwował?- kpi.- To znaczy, że jeśli teraz mnie pani zdenerwuje to mogę śmiało panią uderzyć, pobić, a potem tłumaczyć to zdenerwowaniem i wypadkiem?- pyta.- Ale zostawmy to...i jeszcze myśli pani, że zrobiliście mu łaskę opłacając dobry ośrodek po tym co jego ojciec mu zrobił?- jest zszokowany.- Czy pani w żaden sposób nie poczuwa się do winy za to jak potraktowaliście swoje dziecko?- ponawia pytanie patrząc na nią, ale ona siedzi spokojnie i zachowuje się tak jakby rozmawiali o pogodzie.- Skrzywdziliście go na wiele sposobów. fizycznie i psychicznie. I teraz jeszcze śmie pani twierdzić, że należy się pani pomoc ze strony Sebastiana? I proszę mi nie mówić ile to łożyliście na jego wykształcenie, bo na studiach musiał radzić sobie sam. Z tego co wiem to miał stypendium dzięki któremu skończył studia, bo przestaliście mu pomagać za to, że nie pasował do waszych wyobrażeń. Jak już wyszedł ze szpitala...
-To nie tak...
-Nie tak? A jak?
-To był szok...
-Szok... Przeżyliście szok, bo nie podobały mu się kobiety?- pyta wprost.
-Nie ma pan pojęcia jak to jest dowiedzieć się, że twoje dziecko jest inne, że nigdy nie będzie mieć żony, dzieci...
-Mam pojęcie jak trudne musi być pogodzenie się z tą myślą i zaakceptowanie siebie.- mówi spokojnym tonem, ale głośniej niż do tej pory.-Mam pojęcie jak trudne jest to, aby dojrzeć do tego, aby w końcu podzielić się tym z bliskimi osobami. - wylicza. -Nie mam pojęcia jak to jest zostać odrzuconym i pobitym przez swojego ojca za to kim się jest i na co nie mamy wpływu. Nie mam pojęcia jak to jest spędzić wiele tygodni w klinice i być pozostawionym samemu sobie.- mówi.- Nie wiem jak to jest próbować się potem podnieść i żyć dalej. Potrzeba siły. Dużo siły.- Patrzy na nią.-I nie mam pojęcia jak to jest usłyszeć z ust własnej matki, że ma się obowiązek wobec rodziny, bo ktoś łożył na naukę gdzie takie rzeczy były waszym cholernym obowiązkiem!- podnosi głos.- Tak jak to, że opłaciliście klinikę po tym jak jego własny ojciec omal nie zrobił z niego kaleki na całe życie, bo nie umiał się opanować i pobił własne dziecko!
-Proszę nie krzyczeć! Nie życzę sobie!- ponosi głos matka Sebastiana.
-A ja sobie nie życzę, aby wydzwaniała pani do mojego męża i go nękała i nagabywała. Nie życzę sobie aby pani żądała od niego pieniędzy. Nie jest pani nic winien! Proszę to łaskawie przyjąć do wiadomości.
-Nie może pan mi nic zabronić.- mówi kobieta.- I nic jemu nakazać...- patrzy na niego wyniośle. Mark bierze głęboki oddech.
- Nie pozwolę pani go więcej krzywdzić.- mówi jej.- Jeśli zechcę nigdy się pani do niego już nie zbliży. On nie ma wobec pani żadnego długu wdzięczności. Nie pozwolę pani niszczyć mu życia, teraz kiedy jest szczęśliwy.- mówi.-
-On jest szczęśliwy, a ja mam problemy...
-Niekoniecznie nas pani problemy interesują. Może pani zostać potraktowana tak samo jak potraktowaliście z mężem własnego syna... Wyrzuciliście go z domu...
-Mógł wrócić do domu, sam zdecydował się nie wracać...
-Mógł wrócić i udawać? Miał spotykać się z kobietami, sypiać z nimi, abyście byli zadowoleni i szczęśliwi? - patrzy na nią.- Nie wrócił bo chciał być sobą.Chciał być ze sobą szczery.
-To było dla niego ważniejsze niż dobre imię rodziny...- mówi z goryczą w głosie kobieta.
-I chwała mu za to, że został sobą. Że nikogo nie oszukiwał. Że nikomu nie zniszczył życia.
-Zniszczył je nam... I zniszczył je sobie z panem...- twierdzi matka Seby.
-Dość!- słyszą. Mark patrzy.Mark słyszy kroki. Spogląda i widzi Sebastiana. patrzy na niego i wie, że tamten słyszał. Nie wie tylko ile.
-Zapomniałeś kluczy... Jak wszedłeś?- pyta.
-Zapomniałeś zamknąć drzwi...- mówi cicho Sebastian.- Witaj matko..- zwraca się do matki.
-Dzień dobry, dobrze, że już jesteś.- mówi kobieta wysilając się na sztuczny uśmiech.-Chciałam z tobą porozmawiać.- zwraca się do niego.-Jeśli to możliwe na osobności. To sprawa rodzinna.- dodaje prędko. Chce jak najszybciej pozbyć się męża syna.
-To jest niemożliwe mamo. - protestuje.-Mark zostaje, on jest moją rodziną.-zaznacza, a Mark spogląda na swoją drugą połowę .- Więc albo będziemy rozmawiać w jego obecności, albo wcale.- mówi Sebastian stanowczo siląc się na spokojny ton. Kobieta spogląda na Marka myśląc, że on jednak zdecyduje się na wyjście, ale on nie zamierza wstawać. Sebastian zajmuje miejsce obok, siadając na tyle blisko, że ich ramiona, ręce i uda się dotykają. Mark kładzie mu dłoń na udzie w uspakajającym geście, ale tylko oni wiedzą, że ma to uspokoić nieco Sebę. Matce chłopaka nie umyka ten gest.Sebastian odczytuje to z jej miny.
-Jeśli chcesz coś powiedzieć o tym, że mój mąż położył dłoń na moim udzie to sobie daruj.-twierdzi.-Wiem, że nie akceptujesz mnie, ani Marka, a już na pewno naszego związku, ale generalnie masz prawo do tego, natomiast nie pozwolę ci nas obrażać, bo na pewno masz taki zamiar. Może nie widzieliśmy się przez lata, ale nadal potrafię bezbłędnie odczytać mimikę twojej twarzy.- mówi syn. Matka nic nie mówi, on zauważa jak bardzo się powstrzymuje.-Więc słucham co jeszcze masz mi do powiedzenia oprócz tego, co powiedziałaś mi przez telefon?- pyta mężczyzna.- O pożyczce czy raczej przekazaniu ci pieniędzy nie chcę rozmawiać ponieważ nie pomogę ci finansowo. Tak zadecydowałem i nie zmienię zdania.- patrzy na nią i widzi jak jest zła.
-Musisz mi pomóc...
-Nic nie muszę.- zaznacza.
-Pewnie pan za tym stoi...- spogląda na Marka.
-Wręcz przeciwnie. Mark uważa, że nie jestem nic ci winien, ale wczoraj nie miał obiekcji żebym wybrał pieniądze z naszego wspólnego konta i ci dał jeśli tylko pomimo wszystko chcę to zrobić. Przez chwilę nawet chciałem ulec, ale potem przypomniałem sobie pewien telefon do domu, który wykonałem na święta...- patrzy na nią.- Pamiętasz?- pyta.
-Nie wiem o czym mówisz...- zaprzecza.
-Nie wiesz?- zastanawia się głośno Sebastian.- Cóż... może minie ci amnezja jak ci przypomnę. To było w święta Bożego Narodzenia. Nie... w wigilię. Żeby było lepiej. Zadzwoniłem do domu. Właściwie dzwoniłem co roku, ale nigdy nikt nie podniósł słuchawki. Wtedy było inaczej. Słuchawkę podniosła gosposia zdaje się. Chciałem złożyć wam życzenia. Nie wiem właściwie na co liczyłem. Może na to, że jak usłyszysz mój głos to zatęsknisz, zmięknie wam serce. Przypomnicie sobie, że macie syna. Może w końcu mnie zaakceptujecie... No i ta osoba, która odebrała kazała mi poczekać. Myślę, że chciała zasłonić ręką mikrofon w słuchawce, ale albo zrobiła to nieumiejętnie, albo specjalnie tego nie zrobiła, abym słyszał. I powiedziała ci, że dzwonię.- opowiada. Mark słyszy tę historię po raz pierwszy. Sebastian dużo mu opowiadał o tym jak odrzuciła go rodzina, ale o tym nie mówił.- Pamiętasz co odpowiedziałaś na jej słowa? Pamiętasz co powiedziałaś kiedy ona przekazała, że dzwoni twój syn?- patrzy na nią.- Powiedziałaś mamo, że nie masz syna.- wyrzuca jej, a Mark zamiera. Spogląda na kobietę, a ona ma dziwny wyraz twarzy. - Więc przykro mi, ale nie mogę ci pomóc... Bo skoro ty nie masz syna, to ja nie mam matki...- mówi,ale Mark przesuwa dłoń na jego udzie. Więc na niego patrzy.
-Nie rób tego.- mówi mu. Ich spojrzenia się łączą. Na chwilę.
-To nie ja to zrobiłem Mark. Oni zrobili to lata temu.- tłumaczy, a potem odwraca wzrok w stronę matki.- Pojechałem na pogrzeb ojca z szacunku. Pojechałem, bo pomimo wszystko był moim ojcem. Ale to tyle. Nic więcej. Ja już wiele lat temu zrozumiałem, że mnie nie kochacie. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Więc najlepiej będzie jak teraz wyjdziesz z naszego domu i nigdy więcej nie zadzwonisz i nie poprosisz mnie o pieniądze, bo najnormalniej w świecie ci ich nie dam. Ja poradziłem sobie bez waszej pomocy. Ty też będziesz musiała sobie poradzić. Jeśli nie stać cię będzie na utrzymanie domu i wygód do których przywykłaś to będziesz musiała z nich zrezygnować. Mnie też nie było łatwo, ale najgorsza nie była utrata pieniędzy i wygód... Teraz może nie jestem jakoś mega zamożny, ale możemy normalnie żyć... Mam też coś czego wy mnie pozbawiliście. Mam uczucie mojego męża. Mam spokój. Stabilność. Dach nad głową. Mam kogoś, kto się troszczy. Mam kogoś, kto nie zostawił mnie w złych chwilach. - wylicza.- A ty jesteś sama.- mówi, a potem wstaje. Nie mówi tego, aby wyszła, ale ona rozumie. Chwilę później już jej nie ma, a Sebastian wypuszcza głośno powietrze i bierze kolejny głęboki oddech. Mark po prostu obejmuje go i przytula, a potem nie wypuszcza z uścisku do momentu, w którym Sebastian się uspakaja.
-Seba...- szepce Mark.
-Proszę, nie chcę o tym mówić.- mruczy.
-Chodziło mi o to, że nie powinieneś zasypiać na sofie. Chodźmy do sypialni.- proponuje.
-Miałem jechać do galerii... ale nie mam siły.
-Galeria nie ucieknie...- mówi Mark.
***
Witajcie. Podoba się Wam rozdział? Na " The secrets of the heart" również nowość :) zapraszam.
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
czwartek, 3 sierpnia 2017
64. Nowiny...
Kiedy się budzi jest sam w łóżku. To nie zdarza się często, ponieważ jego druga połowa kiedy tylko może lubi się wyspać. Jednak ostatnio to wydaje mu się jakby rytuał. Znajduje ją tym razem w łazience. Poprzednio znalazł ją w kuchni pijącą herbatę. Tym razem nie wygląda najlepiej.
-Agnes...
-Zrobisz mi herbatę?- pyta dziewczyna.- Proszę. Myślę, że po niej poczuję się lepiej.
-A ja myślę, że pomoże ci nie herbata, a lekarz.- mówi jednak słucha jej i idzie zrobić herbatę. Niestety napój się nie przyjmuje. I to go martwi.
***
Obserwuje swoją żonę kiedy krząta się po kuchni pośpiewując. Uwielbia na nią patrzeć. Uwielbia widzieć jej uśmiechniętą twarz. Uwielbia być w domu, z nią, z dziećmi.
-Kocham cię.- mówi po prostu głośno. Natalie spogląda na niego uśmiechając się. Patrzą na niego również ich dzieci. Zarówno na twarzy córeczki jak i synka goszczą uśmiechy. Właściwie to są przyzwyczajeni do takich wyznań ponieważ ich rodzice nigdy nie są oszczędni jeśli chodzi o wyznawanie uczuć. Nie tylko je sobie wyznają, ale także okazują. Dzieci są tego świadkami, ale zawsze, ale to zawsze w takich momentach na ich twarzach goszczą uśmiechy. I tak jest również tym razem.
-Ja ciebie również bardzo kocham Marco.- odpowiada jego żona. Niestety mu to nie wystarcza. Wstaje z krzesła i wystarcza kilka kroków aby znalazł się przy żonie. Potem obejmuje ją i przyciąga do siebie, by następnie złączyć ich usta. A kiedy w końcu przestaje ją całować robi coś jeszcze.
-Moi rodzice zabiorą dzieci.- szepce do ucha żony.- Będą tam całe popołudnie...
-A co my będziemy robić w tym czasie?- uśmiecha się Natalie.
-A my w tym czasie postaramy się o rodzeństwo dla naszych dzieci.- odpowiada piłkarz, a potem całuje w czoło żonę.-Tak bardzo cię kocham i tak bardzo pragnę mieć z tobą kolejne dziecko...- wyznaje.- Uwielbiam patrzeć jak promieniejesz nosząc pod sercem nasze dziecko. Uwielbiam patrzeć jak twoje ciało się zmienia, jak twój brzuszek robi się okrągły, a potem jak rośnie.- mówi.- Uwielbiam słuchać bicia serca naszego dziecka podczas badań usg... Tak bardzo pragnę tego dziecka...
-To kiedy będą twoi rodzice?- pyta Natalie, a on się jeszcze bardziej uśmiecha.
***
Właściwie nie wie ile czasu jest już w łazience. To może być godzina, dwie lub pięć. Właściwie nie ma pojęcia dlaczego płacze. Po prostu to robi w samotności siedząc na łazienkowych płytkach.
***
Postanawia wyjść z pracy wcześnie, a szef na to przystaje, bo właściwie może pracę dokończyć w domu. Dziękuje mu uściskiem dłoni. Na odchodne słyszy jeszcze pochwałę za zaangażowanie po czym wychodzi. Ma zamiar zrobić swojej drugiej połowie niespodziankę. Jest pewien, że się go nie spodziewa. Miał wrócić późno, a jest 17, kiedy opuszcza budynek.
***
Słyszy zgrzyt klucza w zamku. Jest zaskoczona, bo jej mężczyzna miał wrócić późno. Chwilkę później on zjawia się w sypialni, gdzie ona leży na ich łóżku. Leży, a obok niej jest kilka mokrych chusteczek. Właściwie nie ma pojęcia dlaczego wylała tyle łez. Płakała, bo jej się po prostu chciało płakać. Nie ma innego wytłumaczenia. A może jest?
Czuje jego spojrzenie na sobie więc ona również na niego patrzy. A kiedy siada praktycznie w jednej chwili on zjawia się obok, a potem czuje silne ramiona obejmujące ją. Więc po prostu pozwala mu się przytulić. Zamyka oczy układając głowę na jego ramieniu. Przez chwilę jest cisza. On nie pyta, ale ona zdaje sobie sprawę, iż te pytania padną. Bo on ją kocha i na pewno chce wiedzieć co sprawiło, że płakała. I tak się dzieje. Nie są to natrętne pytania. On tak nie robi. Najpierw całuje ją w czoło, a zaraz potem w usta. Jego palce gładzą jej policzki, a on sam patrzy w jej oczy.
-Czy możesz mi powiedzieć dlaczego płakałaś?- pyta delikatnie, ale nuta troski w jego głosie sprawia, że w jej oczach pojawia się nowa fala łez, bo ona uświadamia sobie jak wielkie szczęście ma mogąc być z takim mężczyzną. A on się boi kiedy dostrzega jak niebezpiecznie zaszkliły jej się oczy.- Kochanie powiedziałem coś nie tak?- dopytuje.- Zapytałem po prostu dlaczego płaczesz, bo się martwię...
-Wiem...- mówi, ale łzy płyną po jej policzkach.
-Martwisz mnie...- mówi mężczyzna.- Proszę, powiedz mi...- prosi ją.
-Nie wiem jak...- odpowiada wycierając łzy z policzka co nic nie daje, bo one ciągle płyną. I to wtedy znów niepewność zalewa jej duszę. I wątpliwości pojawiają się nie wiadomo skąd. Pojawia się mnóstwo pytań, na które on zapewne mógłby odpowiedzieć, ale ona nie ma pojęcia czy zdoła je zadać. Nie ma pojęcia czyż zdoła w ogóle wydusić z siebie jedno słowo, bo w tej chwili nie może.
-Kochanie cokolwiek to jest powiedz mi proszę. Razem jesteśmy w stanie stawić czoła wszystkiemu.- zapewnia ją.- Tak bardzo cię kocham. Naprawdę z wszystkim sobie poradzimy. Jednak razem.- próbuje ją przekonać, a ona płacze. Pozwala jej się więc po prostu wypłakać. A kiedy w końcu dziewczyna się uspakaja na tyle, na ile jest w stanie on w końcu dowiaduje się o co chodzi. I jest po prostu szczęśliwy. Jest najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi.
-Jestem przy tobie i będę. Zawsze. Tak bardzo się cieszę.- zapewnia, a ona znów płacze, ale on już w tym momencie wie czym są spowodowane te łzy. Rozumie, więc po prostu pozwala jej płakać. I ją tuli. I być może szepce jej do ucha słowa, które są przeznaczone tylko dla jej uszu. A potem, kiedy wszystko już jest jasne, kiedy w końcu do niej dociera, że on jest szczęśliwy z nowiny, że on nie odejdzie, bo też takie wizje podsuwał jej, jej umysł, po prostu wtula się w jego ramiona i zasypia. Obiecują sobie jeszcze wcześniej, że powiedzą bliskim. Jednak na razie muszą odpocząć. Więc odpoczywają.
***
Natalie od razu zauważa. W momencie w którym zjawiają się u nich i patrzą na siebie niby tak samo, niby tak samo się do siebie uśmiechają, ale jednak jakoś inaczej. Ona i Marco poznają nowinę. Obydwoje reagują dokładnie w ten sam sposób. Po prostu im gratulują i przytulają ich.
-Będziecie wspaniałymi rodzicami.- mówi im uśmiechając się. Ricky spogląda na swoją drugą połowę, a Agnes znów ma łzy w oczach. Nie potrafi ich zatrzymać więc najpierw jedna spływa po jej policzku, a w jej ślad idą następne. Ricky przytula ja.
-Ciągle płacze...-wzdycha, a potem składa pocałunek we włosach Agnes.- Ja wiem, że to pewnie normalne w ciąży, ale mam nadzieję, że to minie, bo nie mogę patrzeć na jej łzy.
-Minie.-mówi Natalie patrząc na niego.- Będziesz tatą Ricky.-mówi mu.- Pamiętam wiele naszych rozmów...- przypomina, a on wie o czym ona mówi. -Pamiętasz?- pyta.
-Tak.-pada odpowiedź. Dobrze pamięta te ich rozmowy. Wtedy, gdy one się odbywały on ciągle cierpiał po zdradzie, więc cały czas powtarzał, że zapewne będzie już sam. Nie będzie miał rodziny.
-I spójrz w jakim miejscu teraz jesteś.- uśmiecha się. - Jesteś szczęśliwy z Agnes, a teraz spodziewacie się dziecka.
-Jestem szczęśliwy, bardzo szczęśliwy. - znów składa pocałunek we włosach Agnes.- I będę tatą.- mówi z dumą. - Nie spodziewałem się takiej nowiny, ale jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Będę miał dziecko z kobietą, która kocham nad życie.- mówi.
-Powiedzieliście rodzicom? - pyta Marco.
-Nie. Moi rodzice wracają jutro. Jesteście pierwsi.- uśmiecha się przyszły ojciec.
-Więc jeśli już mowa o dzieciach...-zaczyna Marco.
-Być może i my wkrótce podzielimy się z Wami taką samą nowiną.- kończy Natalie.
-Jesteś w ciąży?-pyta Agnes.
-Nie jestem, ale mam nadzieję, że będę wkrótce. -odpowiada malarka spoglądając na męża.
-Staramy się o trzeciego malucha.-mówi Marco uśmiechając się.
***
-Agnes jest w ciąży.- mówi Mario wchodząc do pokoju. Emily spogląda na niego i po kilku sekundach na jej twarzy pojawia się wielki uśmiech.
-Poważnie?-pyta.
-Tak, serio. Rozmawiałem z Marco.- mówi. - A i jeszcze jest jedna nowina. Że nie tylko Agnes zostanie w najbliższej przyszłości mamą. Marco i Nat starają się o trzecie dziecko.- piłkarz mówiąc to uśmiecha się.
-Ciesze się razem z nimi. To same wspaniałe wiadomości. - mówi Emily. Mario podchodzi do dziewczyny i obejmuje ją.
-Tak. Nie ma większego błogosławieństwa niż posiadanie dziecka.- mówi patrząc jej w oczy.- Taka mała istota to dar. -dodaje.
-Na pewno.- przyznaje Emily, a zaraz potem w jej oczach Mario dostrzega smutek.
-Powiedziałem coś nie tak?- pyta.
-Nie, dlaczego?
-Posmutniałaś...
-Bo pomyślałam o tym, że nie będę mogła tego doświadczyć.- mówi mu patrząc mu w oczy.Jest szczera, bo i dlaczego ma nie być? - Mamy Julie, kocham ją nad życie, ale o ile doświadczę jej wychowania, to jednak zdaję sobie sprawę, że wiele mnie ominęło. Nie byłam i nie będę w ciąży i nie doświadczę tego co się z nią wiąże. A bardzo bym chciała... I jest mi przykro...-wyznaje to co czuje.
-Nie ma żadnych możliwości?-pyta piłkarz. Do tej pory nie rozmawiali za dużo na ten temat. Ona nie mówiła, on nie pytał nie chcąc sprawiać jej przykrości ponieważ zdawał sobie sprawę, że to nie jest niemożliwe, ale także nie jest proste w większości przypadków kobiet w sytuacji Emily. Czytał, że są kobiety, które po przeszczepie urodziły zdrowe dzieci, ale nie ma pojęcia jak byłoby w przypadku jego kobiety.
-Teoretycznie są, ale nie wiem czy w moim przypadku w ogóle lekarz dałby mi zielone światło. To kwestia indywidualna.Nie chcę się łudzić.- Patrzy mu w oczy.- Więc właściwie powinnam powiedzieć Ci to jakiś czas temu.-przyznaje.
-Co?
-To, że jeśli pragniesz pełniejszej rodziny w przyszłości, to nie będę mogła najprawdopodobniej Ci tego dać. -obserwuje go.- Może powinieneś poszukać sobie kobiety, która będzie w stanie dać ci dziecko. - mówi, a on zamiast odpowiadać po prostu ją całuje.A dopiero później odpowiada.
-Chcę z tobą być. - zapewnia.- Jestem z tobą wiedząc co przeszłaś i czym to może się wiązać. Mam tego świadomość. -zapewnia.-Ty wiesz co przeszedłem ja. I jesteś ze mną niezależnie od tego.- patrzy jej w oczy.- Nie wybieram się nigdzie. Chcę być z tobą.- zapewnia ją.
***
Jak się podoba?
-Agnes...
-Zrobisz mi herbatę?- pyta dziewczyna.- Proszę. Myślę, że po niej poczuję się lepiej.
-A ja myślę, że pomoże ci nie herbata, a lekarz.- mówi jednak słucha jej i idzie zrobić herbatę. Niestety napój się nie przyjmuje. I to go martwi.
***
Obserwuje swoją żonę kiedy krząta się po kuchni pośpiewując. Uwielbia na nią patrzeć. Uwielbia widzieć jej uśmiechniętą twarz. Uwielbia być w domu, z nią, z dziećmi.
-Kocham cię.- mówi po prostu głośno. Natalie spogląda na niego uśmiechając się. Patrzą na niego również ich dzieci. Zarówno na twarzy córeczki jak i synka goszczą uśmiechy. Właściwie to są przyzwyczajeni do takich wyznań ponieważ ich rodzice nigdy nie są oszczędni jeśli chodzi o wyznawanie uczuć. Nie tylko je sobie wyznają, ale także okazują. Dzieci są tego świadkami, ale zawsze, ale to zawsze w takich momentach na ich twarzach goszczą uśmiechy. I tak jest również tym razem.
-Ja ciebie również bardzo kocham Marco.- odpowiada jego żona. Niestety mu to nie wystarcza. Wstaje z krzesła i wystarcza kilka kroków aby znalazł się przy żonie. Potem obejmuje ją i przyciąga do siebie, by następnie złączyć ich usta. A kiedy w końcu przestaje ją całować robi coś jeszcze.
-Moi rodzice zabiorą dzieci.- szepce do ucha żony.- Będą tam całe popołudnie...
-A co my będziemy robić w tym czasie?- uśmiecha się Natalie.
-A my w tym czasie postaramy się o rodzeństwo dla naszych dzieci.- odpowiada piłkarz, a potem całuje w czoło żonę.-Tak bardzo cię kocham i tak bardzo pragnę mieć z tobą kolejne dziecko...- wyznaje.- Uwielbiam patrzeć jak promieniejesz nosząc pod sercem nasze dziecko. Uwielbiam patrzeć jak twoje ciało się zmienia, jak twój brzuszek robi się okrągły, a potem jak rośnie.- mówi.- Uwielbiam słuchać bicia serca naszego dziecka podczas badań usg... Tak bardzo pragnę tego dziecka...
-To kiedy będą twoi rodzice?- pyta Natalie, a on się jeszcze bardziej uśmiecha.
***
Właściwie nie wie ile czasu jest już w łazience. To może być godzina, dwie lub pięć. Właściwie nie ma pojęcia dlaczego płacze. Po prostu to robi w samotności siedząc na łazienkowych płytkach.
***
Postanawia wyjść z pracy wcześnie, a szef na to przystaje, bo właściwie może pracę dokończyć w domu. Dziękuje mu uściskiem dłoni. Na odchodne słyszy jeszcze pochwałę za zaangażowanie po czym wychodzi. Ma zamiar zrobić swojej drugiej połowie niespodziankę. Jest pewien, że się go nie spodziewa. Miał wrócić późno, a jest 17, kiedy opuszcza budynek.
***
Słyszy zgrzyt klucza w zamku. Jest zaskoczona, bo jej mężczyzna miał wrócić późno. Chwilkę później on zjawia się w sypialni, gdzie ona leży na ich łóżku. Leży, a obok niej jest kilka mokrych chusteczek. Właściwie nie ma pojęcia dlaczego wylała tyle łez. Płakała, bo jej się po prostu chciało płakać. Nie ma innego wytłumaczenia. A może jest?
Czuje jego spojrzenie na sobie więc ona również na niego patrzy. A kiedy siada praktycznie w jednej chwili on zjawia się obok, a potem czuje silne ramiona obejmujące ją. Więc po prostu pozwala mu się przytulić. Zamyka oczy układając głowę na jego ramieniu. Przez chwilę jest cisza. On nie pyta, ale ona zdaje sobie sprawę, iż te pytania padną. Bo on ją kocha i na pewno chce wiedzieć co sprawiło, że płakała. I tak się dzieje. Nie są to natrętne pytania. On tak nie robi. Najpierw całuje ją w czoło, a zaraz potem w usta. Jego palce gładzą jej policzki, a on sam patrzy w jej oczy.
-Czy możesz mi powiedzieć dlaczego płakałaś?- pyta delikatnie, ale nuta troski w jego głosie sprawia, że w jej oczach pojawia się nowa fala łez, bo ona uświadamia sobie jak wielkie szczęście ma mogąc być z takim mężczyzną. A on się boi kiedy dostrzega jak niebezpiecznie zaszkliły jej się oczy.- Kochanie powiedziałem coś nie tak?- dopytuje.- Zapytałem po prostu dlaczego płaczesz, bo się martwię...
-Wiem...- mówi, ale łzy płyną po jej policzkach.
-Martwisz mnie...- mówi mężczyzna.- Proszę, powiedz mi...- prosi ją.
-Nie wiem jak...- odpowiada wycierając łzy z policzka co nic nie daje, bo one ciągle płyną. I to wtedy znów niepewność zalewa jej duszę. I wątpliwości pojawiają się nie wiadomo skąd. Pojawia się mnóstwo pytań, na które on zapewne mógłby odpowiedzieć, ale ona nie ma pojęcia czy zdoła je zadać. Nie ma pojęcia czyż zdoła w ogóle wydusić z siebie jedno słowo, bo w tej chwili nie może.
-Kochanie cokolwiek to jest powiedz mi proszę. Razem jesteśmy w stanie stawić czoła wszystkiemu.- zapewnia ją.- Tak bardzo cię kocham. Naprawdę z wszystkim sobie poradzimy. Jednak razem.- próbuje ją przekonać, a ona płacze. Pozwala jej się więc po prostu wypłakać. A kiedy w końcu dziewczyna się uspakaja na tyle, na ile jest w stanie on w końcu dowiaduje się o co chodzi. I jest po prostu szczęśliwy. Jest najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi.
-Jestem przy tobie i będę. Zawsze. Tak bardzo się cieszę.- zapewnia, a ona znów płacze, ale on już w tym momencie wie czym są spowodowane te łzy. Rozumie, więc po prostu pozwala jej płakać. I ją tuli. I być może szepce jej do ucha słowa, które są przeznaczone tylko dla jej uszu. A potem, kiedy wszystko już jest jasne, kiedy w końcu do niej dociera, że on jest szczęśliwy z nowiny, że on nie odejdzie, bo też takie wizje podsuwał jej, jej umysł, po prostu wtula się w jego ramiona i zasypia. Obiecują sobie jeszcze wcześniej, że powiedzą bliskim. Jednak na razie muszą odpocząć. Więc odpoczywają.
***
Natalie od razu zauważa. W momencie w którym zjawiają się u nich i patrzą na siebie niby tak samo, niby tak samo się do siebie uśmiechają, ale jednak jakoś inaczej. Ona i Marco poznają nowinę. Obydwoje reagują dokładnie w ten sam sposób. Po prostu im gratulują i przytulają ich.
-Będziecie wspaniałymi rodzicami.- mówi im uśmiechając się. Ricky spogląda na swoją drugą połowę, a Agnes znów ma łzy w oczach. Nie potrafi ich zatrzymać więc najpierw jedna spływa po jej policzku, a w jej ślad idą następne. Ricky przytula ja.
-Ciągle płacze...-wzdycha, a potem składa pocałunek we włosach Agnes.- Ja wiem, że to pewnie normalne w ciąży, ale mam nadzieję, że to minie, bo nie mogę patrzeć na jej łzy.
-Minie.-mówi Natalie patrząc na niego.- Będziesz tatą Ricky.-mówi mu.- Pamiętam wiele naszych rozmów...- przypomina, a on wie o czym ona mówi. -Pamiętasz?- pyta.
-Tak.-pada odpowiedź. Dobrze pamięta te ich rozmowy. Wtedy, gdy one się odbywały on ciągle cierpiał po zdradzie, więc cały czas powtarzał, że zapewne będzie już sam. Nie będzie miał rodziny.
-I spójrz w jakim miejscu teraz jesteś.- uśmiecha się. - Jesteś szczęśliwy z Agnes, a teraz spodziewacie się dziecka.
-Jestem szczęśliwy, bardzo szczęśliwy. - znów składa pocałunek we włosach Agnes.- I będę tatą.- mówi z dumą. - Nie spodziewałem się takiej nowiny, ale jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Będę miał dziecko z kobietą, która kocham nad życie.- mówi.
-Powiedzieliście rodzicom? - pyta Marco.
-Nie. Moi rodzice wracają jutro. Jesteście pierwsi.- uśmiecha się przyszły ojciec.
-Więc jeśli już mowa o dzieciach...-zaczyna Marco.
-Być może i my wkrótce podzielimy się z Wami taką samą nowiną.- kończy Natalie.
-Jesteś w ciąży?-pyta Agnes.
-Nie jestem, ale mam nadzieję, że będę wkrótce. -odpowiada malarka spoglądając na męża.
-Staramy się o trzeciego malucha.-mówi Marco uśmiechając się.
***
-Agnes jest w ciąży.- mówi Mario wchodząc do pokoju. Emily spogląda na niego i po kilku sekundach na jej twarzy pojawia się wielki uśmiech.
-Poważnie?-pyta.
-Tak, serio. Rozmawiałem z Marco.- mówi. - A i jeszcze jest jedna nowina. Że nie tylko Agnes zostanie w najbliższej przyszłości mamą. Marco i Nat starają się o trzecie dziecko.- piłkarz mówiąc to uśmiecha się.
-Ciesze się razem z nimi. To same wspaniałe wiadomości. - mówi Emily. Mario podchodzi do dziewczyny i obejmuje ją.
-Tak. Nie ma większego błogosławieństwa niż posiadanie dziecka.- mówi patrząc jej w oczy.- Taka mała istota to dar. -dodaje.
-Na pewno.- przyznaje Emily, a zaraz potem w jej oczach Mario dostrzega smutek.
-Powiedziałem coś nie tak?- pyta.
-Nie, dlaczego?
-Posmutniałaś...
-Bo pomyślałam o tym, że nie będę mogła tego doświadczyć.- mówi mu patrząc mu w oczy.Jest szczera, bo i dlaczego ma nie być? - Mamy Julie, kocham ją nad życie, ale o ile doświadczę jej wychowania, to jednak zdaję sobie sprawę, że wiele mnie ominęło. Nie byłam i nie będę w ciąży i nie doświadczę tego co się z nią wiąże. A bardzo bym chciała... I jest mi przykro...-wyznaje to co czuje.
-Nie ma żadnych możliwości?-pyta piłkarz. Do tej pory nie rozmawiali za dużo na ten temat. Ona nie mówiła, on nie pytał nie chcąc sprawiać jej przykrości ponieważ zdawał sobie sprawę, że to nie jest niemożliwe, ale także nie jest proste w większości przypadków kobiet w sytuacji Emily. Czytał, że są kobiety, które po przeszczepie urodziły zdrowe dzieci, ale nie ma pojęcia jak byłoby w przypadku jego kobiety.
-Teoretycznie są, ale nie wiem czy w moim przypadku w ogóle lekarz dałby mi zielone światło. To kwestia indywidualna.Nie chcę się łudzić.- Patrzy mu w oczy.- Więc właściwie powinnam powiedzieć Ci to jakiś czas temu.-przyznaje.
-Co?
-To, że jeśli pragniesz pełniejszej rodziny w przyszłości, to nie będę mogła najprawdopodobniej Ci tego dać. -obserwuje go.- Może powinieneś poszukać sobie kobiety, która będzie w stanie dać ci dziecko. - mówi, a on zamiast odpowiadać po prostu ją całuje.A dopiero później odpowiada.
-Chcę z tobą być. - zapewnia.- Jestem z tobą wiedząc co przeszłaś i czym to może się wiązać. Mam tego świadomość. -zapewnia.-Ty wiesz co przeszedłem ja. I jesteś ze mną niezależnie od tego.- patrzy jej w oczy.- Nie wybieram się nigdzie. Chcę być z tobą.- zapewnia ją.
***
Jak się podoba?
Subskrybuj:
Posty (Atom)