Nie ma pojęcia co ma powiedzieć, nie wie co robić. Właściwie czuje się bezradny. Stara się, bardzo się stara jednak to co robi nie wystarcza, jego słowa, czyny nie docierają do jego partnera. Ubolewa nad tym, z dnia na dzień coraz bardziej. I nie tylko on. Ricky również, bo został dłużej niż miał w planach. Nie mógł wyjechać, po prostu nie mógł.
***
Idąc korytarzem z dwoma kubkami parującej kawy w dłoniach już z daleka dostrzega Sebastiana, który siedzi pod pokojem, w którym leży Mark, na jednym z krzesełek. Nie widzi dokładnie jego miny, ale domyśla się, że na twarzy chłopaka maluje się głównie smutek. Jest taki od kilku dni, właściwie to on jest coraz smutniejszy i choć chciałby mu pomóc, nie umie.
Przykuwa uwagę Seby, kiedy siada obok niego na krzesełku i podaje mu kubek z kawą:
-Wziąłem taką jak lubisz.- mówi, po czym zauważa, że chłopak siedzący obok stara się uśmiechnąć do niego z wdzięcznością, ale wychodzi z tego jedynie grymas.-Co powiedział tym razem?- pyta, gdyż jest pewien, iż Mark powiedział swojemu partnerowi coś, co go dotknęło.
-Nic takiego...- odzywa się chłopak.-Dziękuję za kawę.
-Nie musisz mi dziękować.- odpowiada patrząc na niego i choć może nie powinien nic mówić, może powinien dać mu spokój, to jednak nie może.- Nie tłum tego w sobie.- Mówi po chwili.- Uwierz mi to nie jest dobry sposób. Wiem to z własnego doświadczenia. Jestem pewien, że powiedział coś, co cię mocno dotknęło. Widzę to po twojej twarzy...
-Praktycznie mnie nie znasz...
-Jestem dobrym obserwatorem...- mówi, a chłopak siedzący obok niego wzdycha, Ricky nie pyta już więcej, nie chce naciskać. Chwilę później z ust Sebastiana słyszy jednak co się stało. Słyszy słowa, które wypowiedział Mark, a które tak zabolały Sebę. I nie dziwi mu się, że cierpi. On też by cierpiał.
-Posłuchaj mnie.- zwraca się do chłopaka.- On powie jeszcze więcej takich rzeczy, a ty, jeśli ci naprawdę na nim zależy, a widzę, że tak, będziesz musiał to znieść. Będzie cię ranił, a ty będziesz musiał być silny. Za Was obydwóch. I będziesz musiał nauczyć się nie brać tego tak bardzo do siebie, bo jestem pewien, że gdy on mówi, że nie chce cię przy sobie, to myśli zupełnie odwrotnie. Ja to wiem, ty też to wiesz. Odpycha cię, bo teraz sądzi, iż jesteś przy nim bo tak trzeba, że się nad nim litujesz i pewnie obawia się, iż zapewne niedługo odejdziesz, znajdziesz sobie kogoś, kto będzie bez skazy.
-To nieprawda, tak się nie stanie.- zapewnia chłopak.
-Wiem, on pewnie też w normalnej sytuacji myślałby podobnie, jednak w tym momencie przemawia przez niego żal i strach. Potrzeba czasu i cierpliwości.- tłumaczy spokojnie.- Głowa do góry.
Sebastian spogląda na niego. Nic nie mówi, ale on domyśla się co ten chce powiedzieć. Chwilę później partner Marka wychodzi z oddziału, a on, zaraz po tym jak z pokoju wychodzą pielęgniarki, wchodzi do środka. Mark spogląda na niego przez dłuższą chwilę, ale potem odwraca wzrok.
-Nie dacie mi spokoju, prawda?- pyta.
-Nie rozumiem dlaczego mówisz te wszystkie rzeczy? - zajmuje miejsce na fotelu znajdującym się obok łóżka.
-O co ci chodzi?
-Wiesz, że robisz mu tym krzywdę?- bardziej stwierdza niż pyta Ricky.- Zdajesz sobie sprawę, że to wszystko go dotyka?
-Dasz mi spokój?
-Nie dam, Mark.- odpowiada.
-Dlaczego nadal tu tkwisz?- jego były partner zwraca się do niego.- Masz przecież dziewczynę, swoje życie, kochasz ją... Nie powinieneś być przy niej?
-Agnes wie gdzie jestem.- odpowiada.
-Wracaj do niej, a mnie zostaw w spokoju. Nie trać czasu.- mówi mężczyzna.
-Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Nie ma słów, które mógłbyś wypowiedzieć, a które tak bardzo by mnie zraniły, bym stąd uciekł.
-Uwierz mi, że znalazłbym takie słowa.- mówi gorzko Mark.
Ricky spogląda na niego i zastanawia się przez moment nad tym co powiedzieć. Mógłby powiedzieć wiele, postanawia jednak niektóre kwestie przemilczeć.
-Wiem, że wszystko co teraz mówisz nie jest prawdą. Sebastian również to wie. I proszę cię, nie rób nic, by w to zwątpił.- patrzy na niego.- Bo w pewnym momencie możesz go stracić, a tego nie chcesz. Wiem, że nie chcesz...
***
-Nie wraca?- pyta Natalie stawiając kubek z kawą przed swoją przyjaciółką.
-Postanowił zostać jeszcze kilka dni.- informuje ją blondynka.
-Rozmawialiście?
-Tak, dość długo.
-Uspokoiłaś się?
-Tak.- odpowiada.- Bałam się po prostu. Nie wiem sama... Chyba myślałam sobie, że jego uczucia... że one...
-Zwątpiłaś, że kocha cię bardziej niż kochał jego, tak?- pyta Natalie wprost.
-Wiem, że mnie kocha, ale ja... w tej sytuacji... Boże, sama już nie wiem co sobie myślałam. Nie powinnam nawet o tym myśleć. Przecież to co ich łączyło to przeszłość, gdyby chciał do tego wrócić, to miał po temu okazję wcześniej.
-No właśnie, więc nie masz się co martwić.- zapewnia ją malarka.
-Jednak chciałabym, aby wrócił. Tak bardzo za nim tęsknię...
***
Nie ma pojęcia co się dzieje, ale jego córka zdecydowanie nie ma tego dnia dobrego humoru, co mu bardzo dobitnie okazuje popłakując co chwilę. Próbuje wszystkiego. Podaje jej, jej ulubione zabawki, pokazuje książeczki, czyta je, w końcu zabiera na dwór, ale ona nadaj jest rozdrażniona. Nie ma temperatury, więc opcja z chorobą odpada. Julie jest marudna, ciągle pokazuje mu, by brał ją na ręce, a on nie może, ponieważ lekarz nie pozwolił. Niestety jego córka nie rozumie tego, przecież jest małą dziewczynką. Jest z nią sam, Emily tego dnia nie ma przychodzić, a jego rodziców nie ma.
-Kochanie błagam cię, ja naprawdę nie wiem co się z tobą dzisiaj dzieje.- mówi kiedy po raz kolejny Julie zaczyna łkać i po raz kolejny wyciąga do niego dłonie. Mario, choć nie powinien nachyla się, by wziąć dziewczynkę na ręce. Niestety w momencie, w którym ją podnosi czuje ostry ból pleców. Z jego ust wydobywa się jęk, ale nie puszcza Julie. Powoli prostuje się, a jeszcze chwilkę później podchodzi do blatu w kuchni, bierze w dłoń telefon, po czym wybiera nr Emily. Dziewczyna odbiera po dwóch sygnałach.
-Słucham.
-Cześć.- mówi Mario starając się mówić spokojnie, choć czuje ból.- Przepraszam, ale mogłabyś przyjechać?- pyta mając nadzieję, że za kilka sekund padnie twierdząca odpowiedź.Julie wierci się w jego ramionach, a on odczuwa coraz większy ból.- Jull błagam...- wzdycha.
-Co się dzieje? W porządku?
- Podnoszenie jej nie było dobrym pomysłem...- wzdycha.
-Zaraz będę...- słyszy tylko po czym połączenie zostaje zerwane. Piętnaście minut później pojawia się Emily. Piłkarz otwiera jej drzwi, po czym bez słowa wpuszcza do domu. Kiedy ten zamyka drzwi ona zauważa jak ostrożnie chłopak się porusza.
-Dlaczego ją podnosiłeś, przecież nie możesz?- pyta dziewczyna.
-Po prostu nie miałem już pomysłu... Cały dzień popłakuje i marudzi.- odpowiada idąc z Emily w stronę salonu gdzie jego córeczka bawi się w kojcu niezadowolona. Emiky podchodzi do niej, a na ustach dziewczynki w momencie, w którym zauważa dziewczynę na chwilę pojawia się uśmiech. Od razu wyciąga do niej małe rączki, ale Emily nie bierze jej.
-Julie a gdzie jest twoja ulubiona śpiewająca kaczuszka?-pyta zwracając się do małej dziewczynki. Mała rozgląda się.- Nie ma jej? Poczekaj a ja jej poszukam dobrze? Zostań z tatusiem, a ja zajrzę do twojego pokoju.
Emily znika, a Julie o dziwo siedzi spokojnie w kojcu patrząc ciągle w stronę gdzie poszła jej opiekunka. Mario stoi po prostu obok kojca. Chwilę później Emily zjawia się z kolorową kaczuszką, zabawką edukacyjną. Podaje ją małej, a ta piszczy z zachwytu. Mario obserwuje tę scenę. Dziewczynka kiedy dostaje ulubioną zabawkę zajmuje się nią i nawet nie zwraca uwagi na dwójkę dorosłych stojących obok.
-Co to za zabawka?- pyta Mario.
-Kupiłam jej przedwczoraj. Ona bardzo ją lubi i naprawdę się nią bawi. Kupiłam, bo ostatnio była marudna, myślę, że przez to opuchnięte dziąsło, o którym ci mówiłam.
-Zapomniałem... Mówiłaś, że ten żel pomaga.
-Nie posmarowałeś jej?
-Zapomniałem, Boże... Jak mogłem zapomnieć?- wzdycha piłkarz.
-Nic się nie stało przecież. Zaraz to zrobię, a ty się połóż.
-Przepraszam, że zawracam ci głowę w wolny dzień. Ja naprawdę sam bym się nią zajął, ale tak mnie boli, że nie dam rady, a Marco i Nat mieli gdzieś jechać i...- tłumaczy się, bo ma wyrzuty sumienia, że zawraca Emily głowę. Jednak jej ciepła dłoń, którą dziewczyna nagle kładzie na jego dłoni przerywa potok słów wydobywających się z jego ust.
-To w porządku. Nic się nie stało.- patrzy mu w oczy.- Ja wiem, że w normalnych okolicznościach poradziłbyś sobie świetnie w opiece nad Julie, ale teraz naprawdę nie możesz więc ja się zajmę tym małym aniołkiem, a ty w tym momencie położysz się grzecznie do łóżka i pozwolisz swoim plecom odpocząć, tak?
-Tak.
-Świetnie, że się rozumiemy.- uśmiecha się dziewczyna.- Mam nadzieję, że odpoczynek pomoże i ból minie.
-Ja też mam taką nadzieję.
***
Kiedy zjawia się w szpitalu około godziny 17:30 w pokoju Marka nie zastaje jego partnera. Mark spogląda na niego jedynie przelotnie w momencie, w którym wchodzi do środka, po czym znów odwraca wzrok w stronę okna.Ricky przez chwilę układa na szafce butelki z wodą i sokami, które przyniósł. Kiedy kończy siada w fotelu przy łóżku pacjenta. Mark jak zwykle milczy, więc to on się odzywa.
-Gdzie jest Seba?- pyta.
-Skąd mam to wiedzieć?- pada odpowiedź. Ricky jest zaskoczony tonem głosu Marka w momencie wypowiadania tych słów. - Kiedy wyszedł? Co mu znowu powiedziałaś?- pyta dziennikarz.
-Daj mi spokój, nic mu nie powiedziałem, dobra?
-Nie wierzę. Więc gdzie on jest?- pyta patrząc na Marka.
-Nie mam pojęcia, dobra? Może w końcu dotarło do niego to co mu powiedziałem. Może dostrzegł w końcu jak wyglądam i jak będę wyglądać kiedy stąd wyjdę...
-Mark.
-Daj mi spokój.
-Zadzwonię do niego.
-Po co? Nie pojawił się, nie chciał więc po co będziesz do niego dzwonił?
-Bo coś musiało się wydarzyć. Nie rozumiesz tego, że ten chłopak cię kocha? Nie rozumiesz tego naprawdę? I jeśli nie przyszedł to dlatego, że coś musiało się wydarzyć?
***
Budzi go ból. Zostaje właściwie przez niego wyrwany ze snu. Nie wie co się dzieje, ale bardzo go boli. Próbuje usiąść, jednak jest to bardzo bolesne więc zaciska zęby i to robi. Zerka na zegarek stojący na szafce przy łóżku i widzi, że zasnął zaledwie pół godziny wcześniej. Gdzieś z dołu dobiegają go głosy Emily i Julie, która popiskuje radośnie. Plecy nadal bolą, właściwie ból jest pulsujący. Nie mija, jedynie momentami zmniejsza się nieznacznie, aby za kilkanaście sekund uderzyć z podwójną mocą. Piłkarz domyśla się, że to nie minie. Postanawia pomimo wszystko wstać, niestety nie udaje mu się to, bo w momencie próby podniesienia się z łóżka nowa fala bólu uderza w niego z taką siłą, że przez moment brakuje mu powietrza. Słyszy głos Emily bliżej i jest pewien, że dziewczyna idzie na górę po schodach. Woła ją. Po kilkunastu sekundach w jego sypialni zjawia się dziewczyna z jego córeczką na rękach.
-Co się dzieje?- pyta.
-Bardzo mnie boli.- oznajmia cicho.- Zawieziesz mnie na SOR?- pyta piłkarz i obserwuje jak bardzo Emily jest zaskoczona jego pytaniem.
***
Przegląda w pośpiechu jego ubrania chcąc znaleźć coś naprawdę wygodnego, najlepiej jakieś spodnie dresowe i bluzę. W końcu wybiera coś odpowiedniego. Kiedy ponownie wchodzi do sypialni Mario, zastaje go tak jak go zostawiła, siedzącego na łóżku.
-Mam coś w czym będzie ci wygodnie.- układa ubrania obok niego.
-Pomożesz mi się ubrać?- pyta chłopak, bo wie, że sam sobie nie poradzi gdyż każdy ruch sprawia mu naprawdę wielki ból.
-Oczywiście.- zgadza się dziewczyna. Wciąga mu przez głowę koszulkę, a potem pomaga wsunąć ręce w rękawy obserwując każdy grymas na twarzy Mario. Z włożeniem spodni nie jest wcale lepiej, ale w końcu się udaje. Na końcu zakłada na stopy piłkarza skarpety, potem w końcu ubiera mu buty.
-Myślę, że w samej koszulce może ci być chłodno.- oznajmia po czym znika na moment, by za kilkanaście sekund wrócić z bluzą w dłoni, którą zarzuca mu na ramiona. Mario z pomocą Emily wstaje z łóżka. Plecy nadal go bolą, w pozycji stojącej jeszcze bardziej, ale wie, że musi wytrzymać, musi dotrzeć do kliniki. Z pomocą dziewczyny schodzi po schodach na dół, gdzie zostaje na chwilę, by Emily mogła wrócić po Julie, a następnie zanieść dziewczynkę do garażu po czym posadzić w foteliku i przypiąć, aby potem mogła wrócić po jej ojca. Tak też robi. Kiedy piłkarz z Emily idą do samochodu powoli, Mario czuje cały czas rękę Emily obejmującą go w pasie. Zajęcie miejsca na siedzeniu łączy się z kolejnym uderzeniem bólu, co Emily zauważa.
-Myślę, że lepiej by było dla twoich pleców gdybym po prostu wezwała karetkę.- mówi mu, ale wtedy on siedzi już na miejscu pasażera zagryzając wargę z bólu. Piłkarz czuje ciepłą dłoń Emily kiedy dziewczyna kładzie ją na jego dłoni.- Wytrzymaj jeszcze chwilę, za chwilkę będziemy w klinice.
Mario spogląda na nią i kiwa głową. Jakieś 10 minut później parkują przed szpitalem. Mario chce spróbować wysiąść, ale ona mu nie pozwala. Chwilę później zjawia się z wózkiem i pielęgniarzem.
***
Siedzi na jednym z plastikowych krzesełek na poczekalni przed pokojem segregacji na SOR. Julie choć jest zmęczona to jednak o dziwo nie sprawia problemów, nie marudzi tylko siedzi na jej kolanach i bawi się breloczkiem od kluczy, który chwilę wcześniej jej dała. Są już w tym miejscu około godziny, właściwie nic nie wiedzą. Odkąd zabrano Mario nikt nie udzielił jej żadnych informacji. Pielęgniarka, której pytała twierdziła, że nic jeszcze nie wiadomo, prosiła by czekać. Więc czekają. Jako, że napisała do Marco wiadomość jest pewna, iż ten zjawi się w szpitalu kiedy tylko ją odczyta. Dziewczyna nie myli się. Chwilę później zjawia się blondyn.
-Co się stało?
-Odpoczywał, ja zajmowałam się Jull. Kiedy szłam z nią na górę usłyszałam jak mnie woła. Nie mógł sam wstać z łóżka, nie mógł sam się ubrać...
-Plecy tak?
-Tak, w części krzyżowej. Dziś podniósł Jull, choć lekarz zabronił. Marudziła, był z nią sam, więc kiedy po raz kolejny się rozpłakała niewiele się zastanawiając ją podniósł. Potem zadzwonił, żebym przyszła, już wtedy bardziej go bolało, jednak mógł funkcjonować. Teraz nie był już w stanie.
***
Kiedy wraca do instytutu nadal jest sam. W momencie w którym wchodzi do pokoju Marka zauważa, że ten jakby posmutniał zauważając, że jest sam. Powoli podchodzi do łóżka Marka po czym siada w fotelu. Mężczyzna leżący na łóżku nie pyta o nic. Nie pyta czy znalazł Sebastiana, nie pyta czy coś wie dlatego on sam zaczyna mówić.
-Nic mu nie jest.- oznajmia czym zyskuje uwagę Marka.- Jednak stało się coś, o czym pewnie powinieneś wiedzieć.- dodaje.
-Co?
-Jego ojciec dziś zmarł.- mówi Ricky.
-Ojciec Sebastiana?- Ricky kiwa potakująco głową. Mark patrzy na niego wyczekująco, jakby chciał wiedzieć coś więcej.-Kto mu powiedział?
-pyta w końcu.
-Ktoś z jego kolegów zadzwonił. Nikt z rodziny w każdym razie.
-Tego się domyśliłem. Nawet w takim momencie nie potrafią się właściwie zachować.- komentuje Mark ze złością, ale kilka sekund później jego głos łagodnieje.- Co z nim?
-Mówi, że w porządku, ale nie jestem pewien...
-Nie jest w porządku, to był jego ojciec pomimo wszystko.- komentuje cicho Mark.
-Nie mieli dobrych stosunków?- pyta Ricky.
-To podobna historia do twojej.- tłumaczy starszy z nich.-Jednak jego rodzice zachowali się dużo gorzej niż twoi.
Przez chwilę milczą. Ricky obserwuje jak Mark autentycznie się martwi, choć nic nie mówi. Po dłuższej chwili jednak odzywa się w końcu.
-Mogę cię o coś prosić?
-Tak, możesz.
-Nie zostawiaj go samego, proszę.- patrzy na byłego partnera.- Pójdziesz do niego, proszę?
-Mógłbym, ale właściwie jestem dla niego obcą osobą, nie wiem czy sobie tego życzy.
-Jeśli nie, to powie ci o tym.
-Dobrze.- zgadza się.- A czy ja mogę ciebie o coś prosić?- pyta Ricky.
-Tak.
-Przestań go odpychać.- mówi po prostu.- Jeśli się boisz, że cię zostawi, bo będziesz miał blizny, to się mylisz. Ty byś tak postąpił, gdyby to on miał wypadek?
-Nie.
-Więc sam masz odpowiedź. On tu jest, bo chce tu być. Jest z tobą, ponieważ chce, nikt go nie zmusza. Więc przestań mówić te wszystkie rzeczy. Potrzebujesz go, a on w tym momencie na pewno będzie potrzebował ciebie... Nie dodawaj mu cierpienia...
***
Marco widzi jak klubowy lekarz zjawia się w szpitalu. Zamieniają zaledwie kilka zdań, a potem ten znika za drzwiami pokoju, w którym prawdopodobnie znajduje się jego przyjaciel. Blondyn spogląda na Emily, która w tym momencie nosi Julie na rękach, a mała przysypia powoli. Nic nie mówią, czekają dalej.
***
Rozmawiają kiedy drzwi do pokoju się otwierają. Ricky nie jest zaskoczony widząc w nich Sebastiana. Chłopak podchodzi powoli do łóżka swojego partnera, a Ricky wstaje ze swojego miejsca. Mark patrzy cały czas na swoją drugą połowę.
-Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej, ale teraz jestem i... - przerywa na moment.- Jeśli chcesz znów mówić mi te wszystkie okropne rzeczy, to zaraz sobie pójdę, bo naprawdę nie mam siły tego słuchać...- wyznaje.- Nie mam siły Mark...
- Hej...
-On umarł Mark. On nie żyje...- mówi chłopak stojąc przy łóżku partnera.
***
Witajcie :)
Miało być w Święta, ale miałam gości wiec trochę nie miałam czasu. Jednak dziś rozdział już jest. Następny będzie niebawem, myślę, że w ciągu kilku następnych dni.
Dzięki, że nadal czytacie :)