Niech Nowy Rok zabłyśnie dla Was tęczy kolorami,
I rozsypie się nad głowami szczęście i uśmiechów moc.
I niech zostanie na 12 miesięcy z Wami,
Nie tylko w tę Sylwestrową noc.
Wszystkiego co najlepsze w Nowym 2017 Roku! Niech będzie szczęśliwszy niż ten,który się właśnie kończy. Niech będzie pełen radości, przyjaźni,niech spełni wszystkie oczekiwania.
W tym miejscu pragnę Wam również podziękować za ten kończący się rok, za to,że byliście, sledziliscie losy moich bohaterów. Dziękuję za każdą minute poświęcona moim opowiadaniom. Dziękuję za komentarze. To wiele dla mnie znaczy.
Dziękuję za cierpliwość wtedy,kiedy trzeba było długo czekać na następne odsłony moich historii. Dziękuję,że to Was nie zniechęciło. Jeszcze raz wielkie dzięki!
Spotykamy się w Nowym Roku !
sobota, 31 grudnia 2016
piątek, 30 grudnia 2016
53. Wyrzuty sumienia...
Cięgle czuje dotyk jej ciepłych ust. Nie może przestać o tym myśleć. Myśli o tym kiedy bierze prysznic być może odrobinę za długi, te myśli towarzyszą mu również w momencie, w którym postanawia zamiast się ubierać po prostu owinąć się kocem i położyć się w salonie na sofie, bo jest pewien, że nie będzie w stanie zasnąć. Myśli o tym wtedy, kiedy zabiera z barku do połowy pełną butelkę Jacka Danielsa. Ann by się to nie podobało, ale jej nie ma. No właśnie, nie ma jej, a on pocałował inną kobietę.
***
Są zaskoczeni, kiedy mija godzina 11:00, a Mario nie dzwoni, ponieważ do tej pory, niezależnie od tego o której wrócił, zawsze do tej pory dzwonił zapytać o córeczkę lub po nią przyjeżdżał. Nie panikują jednak przecież są pewni, że nic złego się nie stało, a ich syn zapewne odsypia. Julie jest grzeczna, nie pyta o tatę zbyt często, zajęta zabawą więc po prostu cieszą się wnuczką.
***
Kiedy się budzi praktycznie od razu uderza w niego fala bólu głowy. To nie jest dziwne ponieważ wypił więcej niż zamierzał. Na stoliku stoi prawie opróżniona butelka po whisky. Już żałuje, że poprzedniej nocy się z nią zaprzyjaźnił. To był błąd, wielki błąd. Nie wie jak ma wstać, jak ma się poruszyć w ogóle, ponieważ spodziewa się, że jak tylko spróbuje wykonać większy ruch to uderzy w niego dodatkowo fala nudności. Nie chce spędzić kilku godzin nad sedesem, ale wydaje mu się, że to nieuniknione. Musi iść za potrzebą więc próbuje jak najdelikatniej podnieść się do pozycji siedzącej. Udaje mu się. Prawie. Niestety, kiedy już siedzi robi mu się niedobrze, jego żołądek się jakby ściska, więc podrywa się i biegnie do łazienki.W ostatniej chwili udaje mu się podnieść pokrywę, a potem nachyla się i wymiotuje. A kiedy jest pewien, że już wszystko zwrócił, że już nic nie zostało, kiedy czuje się odrobinę lepiej, wchodzi pod prysznic i po prostu pozwala ciepłej wodzie spływać po jego nagim ciele. Pozwala jej zmywać zmartwienia, obawy...
***
Marco bawi się z dziećmi, kiedy Natalie przynosi mu jego telefon.
-Tata Mario...- mówi cicho podając mu.
-Dzień dobry.- mówi do telefonu.
-Cześć Marco. Przepraszam, że przeszkadzam.- mówi ojciec jego najlepszego przyjaciela.
-Nie przeszkadzasz. - zapewnia.- Co u was?
-W porządku, mamy się świetnie. Bawimy się właśnie z Julie. Jest wspaniała.- mówi Jurgen.
-Czyli Mario jeszcze po nią nie przyjechał...
-Nie. W ogóle nie mogę się do niego dodzwonić, ani on nie zadzwonił...
-Martwisz się?
-Wiem, że pewnie śpi, ale z też przyszło mi na myśl, że może...- milknie.- Dobrze się bawił?- pyta.- Wiem, że Emily jest wspaniałą dziewczyną, ale wiesz... on zawsze na takie przyjęcia chodził z Ann. Może to... wczoraj... może za dużo sobie obiecywał, a potem to w niego uderzyło... Wiesz, jak czasem z nim jest...
-Wiem, ale Mario naprawdę świetnie się bawił. Wszystko było świetnie, wyszedł zadowolony. Przetańczył z Emily pół nocy.- opowiada blondyn.- Pojadę do niego jeśli chcesz. Przecież mieszkam niedaleko, wy macie dużo dalej, więc nie ma potrzeby abyś ty się fatygował.- proponuje Marco.
-Byłbym ci wdzięczny.- mówi ojciec Mario, a zaraz później żegnają się.
***
Kiedy wychodzi spod prysznica po prostu się wyciera, idzie do kuchni i zabiera z niej butelkę wody, po czym znów kładzie się na sofie i otula kocem. Być może powinien się ubrać, ale właściwie to jest sam więc nie musi się obawiać, że ktoś się pojawi. Kolejną myślą jest to, że powinien zadzwonić do rodziców. Nie jest w stanie jechać po Julie, nie jest w stanie się nią zająć, ponieważ fatalnie się czuje. Ma zamiar poprosić ich, aby zajęli się jego córeczką do popołudnia, a potem on ją odbierze jak tochę się ogarnie. Kiedy bierze telefon do ręki okazuje się, iż jest całkiem rozładowany. Niestety musi wstać, co robi niechętnie, aby iść po ładowarkę. Podłącza telefon. Bierze stacjonarny i dzwoni do rodziców. Nie rozmawiają długo, po prostu Mario dowiaduje się, że Julie jest zadowolona i grzeczna i że jego tata odwiezie ją wieczorem. Więc ma czas, żeby się pozbierać.
***
Marco przyjeżdża pod dom szatyna kilkanaście minut później po tym jak Mario rozmawiał z rodzicami. Dzwoni do drzwi, ale w pierwszym momencie nie daje to rezultatu.Po chwili jednak drzwi się otwierają, a on wchodzi zauważając tylko jak Mario znika z holu. Zamyka za sobą drzwi i idzie do salonu, bo wie, że jego przyjaciel tam poszedł. Kiedy się tam zjawia, szatyn siedzi na sofie, szczelnie owinięty ulubionym kocem Ann.
-Cześć.- mówi zauważając od razu prawie pustą butelkę po whisky. Patrzy na Mario i już rozumie dlaczego chłopak nie zatelefonował do rodziców.
-Cześć.- pada odpowiedź.
-W porządku?- pyta Marco widząc bladą twarz przyjaciela.
-Mam potwornego kaca.- odpowiada młodszy.- Upiłem się.- mówi szczerze patrząc na przyjaciela. Po tych słowach opiera się o poduszki- Boli mnie głowa i czuję się okropnie. Poprosiłem rodziców, aby jeszcze trochę zajęli się Julie, bo szczerze mówiąc nie czuję się na siłach zająć się nią. Taki ze mnie ojciec.- mówi z goryczą.
-Mario... Każdemu się zdarzy, ale nie rozumiem... Kiedy ty się upiłeś?- pyta, bo jest zaskoczony. Z imprezy wyszedł trzeźwy, a wątpi, aby pił z Emily. Nie rozumie co się stało. Mario milczy, a on chce zapytać, ale nie robi tego, bo jego przyjaciel po prostu wyręcza go.
-Pocałowałem ją, Marco.- wyznaje Mario.- Po prostu to zrobiłem i...- przerywa.- Emily... ona oddała pocałunek.- mówi.- A potem w taksówce ciągle czułem dotyk jej ciepłych ust. Kiedy wróciłem do domu również.- nie patrzy na przyjaciela.- A potem pomyślałem sobie, że nie powinienem, bo kocham Ann... I poczułem się tak, jakbym ją zdradził.- tłumaczy w końcu podnosząc wzrok i patrzy na przyjaciela.
-Źle to odbierasz... To nie tak. Twoja żona nie żyje. Tyle miesięcy byłeś w żałobie...
-Nadal jestem i będę, nie umiem inaczej. I nie powinienem był...- tłumaczy.- To ja ją pocałowałem. Nie powinienem... Nie chcę jej mieszać w głowie, nie chcę sobie mieszać w głowie. Nie chcę dawać jej nadziei.
-To tylko pocałunek...
-Aż pocałunek, Marco.
-Ona cię rozumie. I na pewno nie myśli, że od razu będzie coś między wami. Może inna dziewczyna tak by pomyślała, ale Emily dobrze wie, co przeżyłeś, co przeżywasz, Emily cię zna... I zrozumie, że potrzeba czasu, abyś zrobił kolejny krok do przodu.- tłumaczy blondyn.
-Ona jest wyjątkowa.- mówi Mario.- Jest wspaniała. Bardzo mi na niej zależy, ale...- milknie.- Traktuję ją jak przyjaciółkę, traktowałem, ale teraz... przyjaciółek się nie całuje w ten sposób, prawda? Przyjaźnię się z twoją żoną, czy z Agnes, ale nie mam ochoty ich pocałować.
-Spróbowałbyś...- mówi Marco siląc się na władczy ton.
-Wiesz o czym mówię.- mówi Mario.- Nie wiem co czuję, mam mentlik w głowie.
-Więc nie myśl o tym.
-Jak mam nie myśleć? Jutro Emily zjawi się tutaj, co mam zrobić?
-Nic. Bądź sobą.
-Muszę ją przeprosić.
-Przeprasza się wtedy, kiedy się żałuje.- mówi Marco.- Żałujesz tego pocałunku?- pyta.
-Nie wiem... - pada odpowiedź.- Chciałem ją pocałować...
-Więc jej nie przepraszaj.
***
Myśli o nim cały dzień. Ma ochotę napisać do niego wiadomość, ale powstrzymuje się, bo on również się nie odzywa. Nie mówi Alice, że Mario ją pocałował, choć ta pyta, jak się bawiła. Emily trochę opowiada o imprezie, ale pocałunek pomija. Nie chce o tym mówić. To przecież więcej może się nie zdarzyć.
***
Mario nie ma w domu, kiedy zjawia się około 8 rano. Jest jego mama. Liliana pije z nią herbatę przed wyjściem.
-Mario wróci trochę później, bo ma fizjoterapię. Znów boli go mięsień więc muszą się tym zająć fizjoterapeuci. Miał do ciebie pisać, ale w końcu mówił, że zapomniał. Jeśli nie możesz zostać, to mój mąż przyjedzie do Julie.
-Oczywiście, że z nią zostanę.- mówi niania.
-To dobrze. Przepraszam, że dowiadujesz się tego teraz, ale mój syn jest strasznie rozkojarzony, nie wiem co się stało i naprawdę zapomniał. Chciał napisać ci wiadomość rano, ale odwiodłam go od tego pomysłu, bo było bardzo wcześnie.
-Nic się nie stało. Naprawdę mogę z nią zostać dłużej.
-W takim razie dziękuję i do zobaczenia. Muszę już iść.
Liliana żegna się z wnuczką i wychodzi.
***
Plastry, które mu naklejono na udo z tyłu go ciągną. Wie, że są potrzebne, lekarz wszystko mu wytłumaczył, ale nie lubi ich nosić. Poza tym jeden sięga aż na pośladek i to jest wyjątkowo niewygodne. Jednak musi wytrzymać pierwsze dni, a potem wie, że będzie lepiej, przyzwyczai się. Kiedy wchodzi do domu słyszy odgłos tv. Odkłada torbę w przedpokoju, ściąga buty i idzie w stronę salonu skąd dobiegają dźwięki. Zauważa Emily siedzącą na dywaniku, i Julie bawiącą się obok niani, ale jednocześnie zerkającą na telewizor. I zanim jest w stanie zobaczyć co one oglądają, słyszy głos Ann. W tym momencie, w którym on robi kilka kroków do przodu, aby zobaczyć, czy to jest to co myśli, że oglądają, Emily zauważa go.
-Przepraszam, ale Julie się uparła. Rozpoznała płyty, bo leżały obok dvd... Próbowałam odwieźć ją tego, ale ciągle wołała mama...- Mario spogląda na nią.- Jesteś zły?- pyta. Mario nic nie mówi, po prostu podchodzi i siada na dywanie obok niej opierając się plecami o sofę.
-Nie jestem.- odpowiada w końcu- Dlaczego miałbym?- pyta spoglądając na dziewczynę.
-Bo to prywatne nagrania. Może nie chcesz, aby każdy je widział.- odpowiada Emily.
-Nie ma na nich nic, za co Ann mogłaby być na mnie zła, że komukolwiek pokazałem.- mówi jej.- Są bardziej prywatne zdjęcia, ale nie ma ich tutaj. Więc spoko, nie zrobiłaś nic złego, po prostu pozwoliłaś mojej córeczce trochę popatrzeć na mamę.- patrzy na nią, a potem na ekran telewizora. Wygłupiają się z Ann, przytulają, są tam tacy szczęśliwi.
-Mama.- mówi Julie pokazując paluszkiem na tv.
-Tak kochanie, to jest mamusia.- mówi Mario.
-Mama.- powtarza dziewczynka po czym znów zajmuje się oglądaniem bajeczki, która przed nią leży.
Mario nic nie mówi, zerka na film. Emily przygląda mu się kątem oka. Te obrazy przywołują wspomnienia. To widać. Przywołują również tęsknotę.
-Napijemy się herbaty?- pyta Emily.
-Tak, chętnie. Może przygotuję.- proponuje Mario.
-Ja to zrobię, zostań z Julie.- dziewczyna wstaje i wychodzi dając mu czas, aby mógł przez moment powspominać piękne chwile, jakie uwiecznione są na filmikach.
Emily wraca po 10 minutach z herbatą, a Mario nadal siedzi na tym samym miejscu i wpatruje się w tv. Julie grzecznie bawi się niedaleko niego.Niania stawia kubki na stoliku, ale tak, aby mała nie mogła ich dosięgnąć, po czym znów siada obok piłkarza na dywaniku.
-Nie chciała wtedy lecieć ze mną na weekend.- Nagle zaczyna wspominać Mario.- Była na mnie zła. Nie wiem o co się pokłóciliśmy, chyba byłem zazdrosny o jakiegoś kolesia, z którym współpracowała przy sesji, a który ją ewidentnie podrywał. Powiedziałem jej to, ale w końcu doszło do wymiany zdań. Nie krzyczeliśmy, ale każde z nas powiedziało za dużo. Były ciche dni. Nie cierpiałem cichych dni, ona też. Zresztą sporadycznie się zdarzały, ale jednak były. I wtedy o mały włos doszłoby do tego, że by ze mną nie poleciała. Zjawiła się w ostatniej chwili na lotnisku. Nic nie powiedziała, po prostu wsiadła ze mną do samolotu. Pogodziliśmy się dopiero na miejscu, na jachcie, w łóżku.- uśmiecha się.
-Dobry sposób.- śmieje się Emily.
-Tak.- przyznaje.
-Byłeś jej pierwszym facetem?
-W sensie chłopakiem czy chodzi o bardziej intymne sprawy?
-Jednym i drugim.
-Nie byłem jej pierwszym chłopakiem, ale to ze mną pierwszy raz się kochała.- odpowiada.
- Pierwszym mężczyzną i jedynym...- stwierdza Emily.
-Tak. Pierwszym i jedynym.- przyznaje Mario.- Filmik się kończy włącza się kolejny, na którym Ann gra na pianinie i śpiewa. Emily nie miała okazji jej słyszeć w takim wydaniu. Nie miała pojęcia, że potrafiła grać na pianinie.
-Grała na pianinie?- pyta.
-Oj tak i miała przepiękny głos. Myślała poważnie o muzyce, ale ciągle odkładała to na później ponieważ jej kariera modelki rozwijała się w bardzo dobrym kierunku, poza tym też dużo podróżowała. Nie miała czasu na wszystko. I żałuję, że jej nie zmobilizowałem.
-Pięknie śpiewa.
Słuchają.
-Brakuje mi jej głosu.- mówi Mario.- Po wypadku, nie mogłem oglądać tych filmów, a jak chciałem usłyszeć jej głos, to dzwoniłem na jej numer i wtedy słuchałem wiadomości, którą nagrała na pocztę.- opowiada.- Robiłem różne dziwne rzeczy...- wyznaje.
-Próbowałeś poradzić sobie z bólem, Mario.- patrzy na niego.- Każdy sposób jest dobry.
-Mam wrażenie, że każdy jest niewystarczający.- odpowiada piłkarz...- po czym kładzie głowę na ramieniu Emily.
***
Niepodzianka !!!
***
Są zaskoczeni, kiedy mija godzina 11:00, a Mario nie dzwoni, ponieważ do tej pory, niezależnie od tego o której wrócił, zawsze do tej pory dzwonił zapytać o córeczkę lub po nią przyjeżdżał. Nie panikują jednak przecież są pewni, że nic złego się nie stało, a ich syn zapewne odsypia. Julie jest grzeczna, nie pyta o tatę zbyt często, zajęta zabawą więc po prostu cieszą się wnuczką.
***
Kiedy się budzi praktycznie od razu uderza w niego fala bólu głowy. To nie jest dziwne ponieważ wypił więcej niż zamierzał. Na stoliku stoi prawie opróżniona butelka po whisky. Już żałuje, że poprzedniej nocy się z nią zaprzyjaźnił. To był błąd, wielki błąd. Nie wie jak ma wstać, jak ma się poruszyć w ogóle, ponieważ spodziewa się, że jak tylko spróbuje wykonać większy ruch to uderzy w niego dodatkowo fala nudności. Nie chce spędzić kilku godzin nad sedesem, ale wydaje mu się, że to nieuniknione. Musi iść za potrzebą więc próbuje jak najdelikatniej podnieść się do pozycji siedzącej. Udaje mu się. Prawie. Niestety, kiedy już siedzi robi mu się niedobrze, jego żołądek się jakby ściska, więc podrywa się i biegnie do łazienki.W ostatniej chwili udaje mu się podnieść pokrywę, a potem nachyla się i wymiotuje. A kiedy jest pewien, że już wszystko zwrócił, że już nic nie zostało, kiedy czuje się odrobinę lepiej, wchodzi pod prysznic i po prostu pozwala ciepłej wodzie spływać po jego nagim ciele. Pozwala jej zmywać zmartwienia, obawy...
***
Marco bawi się z dziećmi, kiedy Natalie przynosi mu jego telefon.
-Tata Mario...- mówi cicho podając mu.
-Dzień dobry.- mówi do telefonu.
-Cześć Marco. Przepraszam, że przeszkadzam.- mówi ojciec jego najlepszego przyjaciela.
-Nie przeszkadzasz. - zapewnia.- Co u was?
-W porządku, mamy się świetnie. Bawimy się właśnie z Julie. Jest wspaniała.- mówi Jurgen.
-Czyli Mario jeszcze po nią nie przyjechał...
-Nie. W ogóle nie mogę się do niego dodzwonić, ani on nie zadzwonił...
-Martwisz się?
-Wiem, że pewnie śpi, ale z też przyszło mi na myśl, że może...- milknie.- Dobrze się bawił?- pyta.- Wiem, że Emily jest wspaniałą dziewczyną, ale wiesz... on zawsze na takie przyjęcia chodził z Ann. Może to... wczoraj... może za dużo sobie obiecywał, a potem to w niego uderzyło... Wiesz, jak czasem z nim jest...
-Wiem, ale Mario naprawdę świetnie się bawił. Wszystko było świetnie, wyszedł zadowolony. Przetańczył z Emily pół nocy.- opowiada blondyn.- Pojadę do niego jeśli chcesz. Przecież mieszkam niedaleko, wy macie dużo dalej, więc nie ma potrzeby abyś ty się fatygował.- proponuje Marco.
-Byłbym ci wdzięczny.- mówi ojciec Mario, a zaraz później żegnają się.
***
Kiedy wychodzi spod prysznica po prostu się wyciera, idzie do kuchni i zabiera z niej butelkę wody, po czym znów kładzie się na sofie i otula kocem. Być może powinien się ubrać, ale właściwie to jest sam więc nie musi się obawiać, że ktoś się pojawi. Kolejną myślą jest to, że powinien zadzwonić do rodziców. Nie jest w stanie jechać po Julie, nie jest w stanie się nią zająć, ponieważ fatalnie się czuje. Ma zamiar poprosić ich, aby zajęli się jego córeczką do popołudnia, a potem on ją odbierze jak tochę się ogarnie. Kiedy bierze telefon do ręki okazuje się, iż jest całkiem rozładowany. Niestety musi wstać, co robi niechętnie, aby iść po ładowarkę. Podłącza telefon. Bierze stacjonarny i dzwoni do rodziców. Nie rozmawiają długo, po prostu Mario dowiaduje się, że Julie jest zadowolona i grzeczna i że jego tata odwiezie ją wieczorem. Więc ma czas, żeby się pozbierać.
***
Marco przyjeżdża pod dom szatyna kilkanaście minut później po tym jak Mario rozmawiał z rodzicami. Dzwoni do drzwi, ale w pierwszym momencie nie daje to rezultatu.Po chwili jednak drzwi się otwierają, a on wchodzi zauważając tylko jak Mario znika z holu. Zamyka za sobą drzwi i idzie do salonu, bo wie, że jego przyjaciel tam poszedł. Kiedy się tam zjawia, szatyn siedzi na sofie, szczelnie owinięty ulubionym kocem Ann.
-Cześć.- mówi zauważając od razu prawie pustą butelkę po whisky. Patrzy na Mario i już rozumie dlaczego chłopak nie zatelefonował do rodziców.
-Cześć.- pada odpowiedź.
-W porządku?- pyta Marco widząc bladą twarz przyjaciela.
-Mam potwornego kaca.- odpowiada młodszy.- Upiłem się.- mówi szczerze patrząc na przyjaciela. Po tych słowach opiera się o poduszki- Boli mnie głowa i czuję się okropnie. Poprosiłem rodziców, aby jeszcze trochę zajęli się Julie, bo szczerze mówiąc nie czuję się na siłach zająć się nią. Taki ze mnie ojciec.- mówi z goryczą.
-Mario... Każdemu się zdarzy, ale nie rozumiem... Kiedy ty się upiłeś?- pyta, bo jest zaskoczony. Z imprezy wyszedł trzeźwy, a wątpi, aby pił z Emily. Nie rozumie co się stało. Mario milczy, a on chce zapytać, ale nie robi tego, bo jego przyjaciel po prostu wyręcza go.
-Pocałowałem ją, Marco.- wyznaje Mario.- Po prostu to zrobiłem i...- przerywa.- Emily... ona oddała pocałunek.- mówi.- A potem w taksówce ciągle czułem dotyk jej ciepłych ust. Kiedy wróciłem do domu również.- nie patrzy na przyjaciela.- A potem pomyślałem sobie, że nie powinienem, bo kocham Ann... I poczułem się tak, jakbym ją zdradził.- tłumaczy w końcu podnosząc wzrok i patrzy na przyjaciela.
-Źle to odbierasz... To nie tak. Twoja żona nie żyje. Tyle miesięcy byłeś w żałobie...
-Nadal jestem i będę, nie umiem inaczej. I nie powinienem był...- tłumaczy.- To ja ją pocałowałem. Nie powinienem... Nie chcę jej mieszać w głowie, nie chcę sobie mieszać w głowie. Nie chcę dawać jej nadziei.
-To tylko pocałunek...
-Aż pocałunek, Marco.
-Ona cię rozumie. I na pewno nie myśli, że od razu będzie coś między wami. Może inna dziewczyna tak by pomyślała, ale Emily dobrze wie, co przeżyłeś, co przeżywasz, Emily cię zna... I zrozumie, że potrzeba czasu, abyś zrobił kolejny krok do przodu.- tłumaczy blondyn.
-Ona jest wyjątkowa.- mówi Mario.- Jest wspaniała. Bardzo mi na niej zależy, ale...- milknie.- Traktuję ją jak przyjaciółkę, traktowałem, ale teraz... przyjaciółek się nie całuje w ten sposób, prawda? Przyjaźnię się z twoją żoną, czy z Agnes, ale nie mam ochoty ich pocałować.
-Spróbowałbyś...- mówi Marco siląc się na władczy ton.
-Wiesz o czym mówię.- mówi Mario.- Nie wiem co czuję, mam mentlik w głowie.
-Więc nie myśl o tym.
-Jak mam nie myśleć? Jutro Emily zjawi się tutaj, co mam zrobić?
-Nic. Bądź sobą.
-Muszę ją przeprosić.
-Przeprasza się wtedy, kiedy się żałuje.- mówi Marco.- Żałujesz tego pocałunku?- pyta.
-Nie wiem... - pada odpowiedź.- Chciałem ją pocałować...
-Więc jej nie przepraszaj.
***
Myśli o nim cały dzień. Ma ochotę napisać do niego wiadomość, ale powstrzymuje się, bo on również się nie odzywa. Nie mówi Alice, że Mario ją pocałował, choć ta pyta, jak się bawiła. Emily trochę opowiada o imprezie, ale pocałunek pomija. Nie chce o tym mówić. To przecież więcej może się nie zdarzyć.
***
Mario nie ma w domu, kiedy zjawia się około 8 rano. Jest jego mama. Liliana pije z nią herbatę przed wyjściem.
-Mario wróci trochę później, bo ma fizjoterapię. Znów boli go mięsień więc muszą się tym zająć fizjoterapeuci. Miał do ciebie pisać, ale w końcu mówił, że zapomniał. Jeśli nie możesz zostać, to mój mąż przyjedzie do Julie.
-Oczywiście, że z nią zostanę.- mówi niania.
-To dobrze. Przepraszam, że dowiadujesz się tego teraz, ale mój syn jest strasznie rozkojarzony, nie wiem co się stało i naprawdę zapomniał. Chciał napisać ci wiadomość rano, ale odwiodłam go od tego pomysłu, bo było bardzo wcześnie.
-Nic się nie stało. Naprawdę mogę z nią zostać dłużej.
-W takim razie dziękuję i do zobaczenia. Muszę już iść.
Liliana żegna się z wnuczką i wychodzi.
***
Plastry, które mu naklejono na udo z tyłu go ciągną. Wie, że są potrzebne, lekarz wszystko mu wytłumaczył, ale nie lubi ich nosić. Poza tym jeden sięga aż na pośladek i to jest wyjątkowo niewygodne. Jednak musi wytrzymać pierwsze dni, a potem wie, że będzie lepiej, przyzwyczai się. Kiedy wchodzi do domu słyszy odgłos tv. Odkłada torbę w przedpokoju, ściąga buty i idzie w stronę salonu skąd dobiegają dźwięki. Zauważa Emily siedzącą na dywaniku, i Julie bawiącą się obok niani, ale jednocześnie zerkającą na telewizor. I zanim jest w stanie zobaczyć co one oglądają, słyszy głos Ann. W tym momencie, w którym on robi kilka kroków do przodu, aby zobaczyć, czy to jest to co myśli, że oglądają, Emily zauważa go.
-Przepraszam, ale Julie się uparła. Rozpoznała płyty, bo leżały obok dvd... Próbowałam odwieźć ją tego, ale ciągle wołała mama...- Mario spogląda na nią.- Jesteś zły?- pyta. Mario nic nie mówi, po prostu podchodzi i siada na dywanie obok niej opierając się plecami o sofę.
-Nie jestem.- odpowiada w końcu- Dlaczego miałbym?- pyta spoglądając na dziewczynę.
-Bo to prywatne nagrania. Może nie chcesz, aby każdy je widział.- odpowiada Emily.
-Nie ma na nich nic, za co Ann mogłaby być na mnie zła, że komukolwiek pokazałem.- mówi jej.- Są bardziej prywatne zdjęcia, ale nie ma ich tutaj. Więc spoko, nie zrobiłaś nic złego, po prostu pozwoliłaś mojej córeczce trochę popatrzeć na mamę.- patrzy na nią, a potem na ekran telewizora. Wygłupiają się z Ann, przytulają, są tam tacy szczęśliwi.
-Mama.- mówi Julie pokazując paluszkiem na tv.
-Tak kochanie, to jest mamusia.- mówi Mario.
-Mama.- powtarza dziewczynka po czym znów zajmuje się oglądaniem bajeczki, która przed nią leży.
Mario nic nie mówi, zerka na film. Emily przygląda mu się kątem oka. Te obrazy przywołują wspomnienia. To widać. Przywołują również tęsknotę.
-Napijemy się herbaty?- pyta Emily.
-Tak, chętnie. Może przygotuję.- proponuje Mario.
-Ja to zrobię, zostań z Julie.- dziewczyna wstaje i wychodzi dając mu czas, aby mógł przez moment powspominać piękne chwile, jakie uwiecznione są na filmikach.
Emily wraca po 10 minutach z herbatą, a Mario nadal siedzi na tym samym miejscu i wpatruje się w tv. Julie grzecznie bawi się niedaleko niego.Niania stawia kubki na stoliku, ale tak, aby mała nie mogła ich dosięgnąć, po czym znów siada obok piłkarza na dywaniku.
-Nie chciała wtedy lecieć ze mną na weekend.- Nagle zaczyna wspominać Mario.- Była na mnie zła. Nie wiem o co się pokłóciliśmy, chyba byłem zazdrosny o jakiegoś kolesia, z którym współpracowała przy sesji, a który ją ewidentnie podrywał. Powiedziałem jej to, ale w końcu doszło do wymiany zdań. Nie krzyczeliśmy, ale każde z nas powiedziało za dużo. Były ciche dni. Nie cierpiałem cichych dni, ona też. Zresztą sporadycznie się zdarzały, ale jednak były. I wtedy o mały włos doszłoby do tego, że by ze mną nie poleciała. Zjawiła się w ostatniej chwili na lotnisku. Nic nie powiedziała, po prostu wsiadła ze mną do samolotu. Pogodziliśmy się dopiero na miejscu, na jachcie, w łóżku.- uśmiecha się.
-Dobry sposób.- śmieje się Emily.
-Tak.- przyznaje.
-Byłeś jej pierwszym facetem?
-W sensie chłopakiem czy chodzi o bardziej intymne sprawy?
-Jednym i drugim.
-Nie byłem jej pierwszym chłopakiem, ale to ze mną pierwszy raz się kochała.- odpowiada.
- Pierwszym mężczyzną i jedynym...- stwierdza Emily.
-Tak. Pierwszym i jedynym.- przyznaje Mario.- Filmik się kończy włącza się kolejny, na którym Ann gra na pianinie i śpiewa. Emily nie miała okazji jej słyszeć w takim wydaniu. Nie miała pojęcia, że potrafiła grać na pianinie.
-Grała na pianinie?- pyta.
-Oj tak i miała przepiękny głos. Myślała poważnie o muzyce, ale ciągle odkładała to na później ponieważ jej kariera modelki rozwijała się w bardzo dobrym kierunku, poza tym też dużo podróżowała. Nie miała czasu na wszystko. I żałuję, że jej nie zmobilizowałem.
-Pięknie śpiewa.
Słuchają.
-Brakuje mi jej głosu.- mówi Mario.- Po wypadku, nie mogłem oglądać tych filmów, a jak chciałem usłyszeć jej głos, to dzwoniłem na jej numer i wtedy słuchałem wiadomości, którą nagrała na pocztę.- opowiada.- Robiłem różne dziwne rzeczy...- wyznaje.
-Próbowałeś poradzić sobie z bólem, Mario.- patrzy na niego.- Każdy sposób jest dobry.
-Mam wrażenie, że każdy jest niewystarczający.- odpowiada piłkarz...- po czym kładzie głowę na ramieniu Emily.
***
Niepodzianka !!!
wtorek, 27 grudnia 2016
52.Pocałunek...
Liliana przygotowuje śniadanie, kiedy jej mąż wchodzi do kuchni. Ma w dłoni gazetę. Zajmuje miejsce przy stole i zaczyna przeglądać. Kiedy śniadanie jest na stole, a Lil zajmuje miejsce na krześle obok męża, on podaje jej dziennik. Na stronie, na której gazeta jest otwarta, widnieje zdjęcie ich syna. Nie jest na nim sam,a z Emily. Na największym są w sklepie dziecięcym, Mario jest uśmiechnięty, twarz dziewczyny widać jedynie bokiem. Poniżej są jeszcze małe zdjęcia. Piłkarz patrzy na nianię swojej córki, uśmiecha się do niej, a na kolejnym trzyma jej dłoń na ramieniu. Są też inne fotki z wyprawy do kina, ale na tamtych są oni w towarzystwie przyjaciół. Potem jedynie dwa zdjęcia są z parkingu, gdzie Mario otwiera Emily drzwi do samochodu, a drugie jak są już środku, Mario wycofuje, obydwoje są uśmiechnięci. Artykuł oczywiście sugeruje, iż Emily za jakiś czas może stać się dla piłkarza kimś bliższym niż przyjaciółka i niania jego córeczki. Właściwie takie insynuacje nie są dla rodziców piłkarza czymś nowym, przywykli do tego wcześniej.
-Co myślisz?- pyta żonę mężczyzna.- Bo jak tak na nich patrzę, to myślę sobie, że pasują do siebie.- mówi szczerze.
-Myślę to samo, ale nie wiem co myśli nasz syn.- twierdzi kobieta.
-I się nie dowiesz. Myślę, że najlepiej będzie jak poczekamy na rozwój sytuacji i sami się przekonamy czy autor artykułu miał przeczucie.- kwituje Jurgen.
***
Ten mecz nie jest najlepszym w wykonaniu dortmundzkiej drużyny. Wynika to też w dużej mierze z tego, iż drużyna jest znacznie osłabiona. Nie gra Sokratis i Łukasz, którzy zmagają się z urazami, które nie są może bardzo poważne, ale na tyle, aby nie znaleźli się w składzie na ten mecz. Natalie i Emily siedzą obok siebie i przeżywają zarówno każdą dobrą akcję, jak i te mniej chlubne w wykonaniu czarno- żółtych. To przeciwna drużyna strzela pierwszego gola, a potem sypią się żółte kartki jedna po drugiej, zarówno dla drużyny przeciwnej jak i dla piłkarzy BvB. Mario również znajduje się w gronie piłkarzy, którzy ją dostają. Nie powinien jej dostać, niestety sędzia jest innego zdania. Mario jest zły, to widać, ale robi wszystko, co w jego mocy i gra dalej. Niestety zaraz po przerwie, Mario dostaje kolejną żółtą kartkę i znów sytuacja nie jest zupełnie jasna, ponieważ Sędzia mógł w tej sytuacji jedynie pouczyć piłkarza, to był faul taktyczny. Zawodnik musi opuścić boisko, więc tak robi. Jest wściekły, choć nie każdy potrafi to dostrzec na jego spokojnej twarzy, kiedy kamera robi zbliżenie.
***
Marco wychodzi. Dziewczyny czekają na niego.
-Gratuluję pięknego gola.- mówi Natalie po czym przytula swojego męża, zaraz potem robi to Emily.
-Dzięki.- odpowiada mężczyzna.
-Gdzie jest Mario?
-Rozmawia z trenerem.- odpowiada.-Odwieziemy Was.- patrzy na Emi.
-Jestem samochodem, nie trzeba, ale dzięki.- mówi dziewczyna.- Jeśli chcecie jechać to jedźcie, poczekam na Mario, odwiozę go do domu.-stwierdza.
-Na pewno?
-Tak, jesteś zmęczony, jest dość późno. Jedź odpocząć, my sobie poradzimy.- zapewnia.
-Dobrze. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.- żegnają się. Emily czeka na Mario. Nie ma go chwilę, ale potem wychodzi w końcu. Emily od razu zauważa rezygnację na jego twarzy. Kiedy schodził z boiska był wściekły, teraz jest zrezygnowany. Pierwszą rzeczą, którą robi Emily jest objęcie go, kiedy już znajduje się obok niej. On również zacieśnia uścisk wokół jej ciała i wzdycha cicho.
-Tak się zdarza.- mówi dziewczyna.
-Wiem.- pada krótka odpowiedź.- Ale i tak jestem zły.
-Wiem, Odwiozę cię do domu, odpoczniesz, prześpisz się i to minie. Sam mi wiele razy tłumaczyłeś, że różne rzeczy się zdarzają, ale trzeba spokojnie do tego podchodzić.
-Staram się, ale takie sytuacje mnie denerwują. Naprawdę.- przyznaje.- Chodźmy. Potrzebuję świeżego powietrza.- mówi Mario.
***
Podjeżdżają pod dom piłkarza. Mario, który siedzi na miejscu pasażera, spogląda na Emily. Dziewczyna nie gasi silnika samochodu, ponieważ jest pewna, iż on pożegna się z nią i pójdzie do domu.
-Napijesz się ze mną herbaty?- pyta piłkarz, a ona spogląda na niego.- Jeśli masz inne plany, to w porządku...
-Chętnie napiję się z tobą herbaty.- odpowiada dziewczyna. Idą więc do domu. Mario wstawia wodę, a ona ustawia kubki na stole, wrzuca liście herbaty. Potem zajmuje miejsce na jednym z krzeseł. Piłkarz krząta się po kuchni, wyciąga ciasteczka, po czym kładzie na stoliku. Kiedy woda wrze zalewa herbatę, a następnie przenoszą się do salonu.
-Pusto tu bez Jull.- mówi Mario.-Wiem, że o tej porze i tak by spała, ale świadomość, że jej nie ma w domu jest przygnębiająca, choć jest u moich rodziców.
-Jesteś bardzo silnie z nią związany, co nie jest dziwne, jesteś w końcu jej tatą.- mówi Emily.
Mario przez chwilę milczy.
-Przeszły emocje dotyczące czerwonej kartki?- pyta dziewczyna.
-Nie do końca, ale nie chcę o tym mówić, zamęczać cię tym, nie potrzebujesz tego...
-W tym momencie najważniejsze jest to, czego ty potrzebujesz. Ja jestem tu dla ciebie, Mario.- mówi mu, a jemu się wydaje, że słyszy Ann. Mawiała tak samo, dokładnie tak samo. I być może nie powinien jej tego mówić, ale z drugiej strony zawsze jest z nią szczery, dlaczego w tym momencie nie miałby być?
-Mówisz jak ona.- wyznaje.
-Jak kto?- dopytuje dziewczyna.
-Jak moja żona.- pada odpowiedź.- Użyłaś tych samych słów, Dokładnie tych samych.- dodaje. Emily nic nie mówi. Milczy patrząc na niego.-Przepraszam, znów mówię o Ann. Zdaję sobie sprawę, że wszystkich tym zamęczam.- tłumaczy.- Twoje słowa po prostu przypomniały mi podobne sytuacje. Przepraszam...
-Hej, w porządku.- mówi dziewczyna dotykając jego dłoni. Mario spogląda na ich dłonie, nie cofa swojej, wręcz przeciwnie, ściska dłoń niani.To mały dotyk, pewna mała bliskość, ale on tego potrzebuje. Właśnie w tej chwili.- To nieprawda, że nasz zamęczasz Ann. Nie czuję się zmęczona tym, że o niej mówisz, ale czuję się wyróżniona, że rozmawiasz ze mną o tym co czujesz, wspominasz przy mnie. Kiedy cię poznałam nie byłeś tak ufny, co mnie nie dziwi wszakże mnie nie znałeś. Wielu rzeczy musiałam się domyślić, zaobserwować twoje reakcje. Kiedy o niej mówiono, to sprawiało ci ból, bo przypominałeś sobie, że ją straciłeś, że jej już nie ma i nigdy nie będzie. Z jednej strony chciałeś, żeby była w pamięci i słowach bliskich osób, z drugiej cierpiałeś... Zauważyłeś, że to się zmieniło?
-Nie przestałem cierpieć...
-Nie przestałeś, ale...
-Nie chce mi się płakać za każdym razem jak ktoś o niej wspomni i za każdym razem, gdy widzę moją córkę. Mogę o niej mówić ze spokojem...
-Właśnie.- patrzy na niego.-Ta rana się goi, Mario.- mówi kładąc wolną dłoń na jego klatce piersiowej, w miejscu, gdzie bije jego serce i patrzy mu w oczy.- Powoli, ale się goi.
***
Ten wieczór nadchodzi szybko. Emily przygotowuje się do wyjścia na klubowy bankiet z Mario. Jest w łazience, poprawia makijaż, za moment ma zamiar ubrać przepiękną, czerwoną sukienkę. Ktoś puka do drzwi więc otwiera. To jej mama.
-Mario będzie za 20 minut, a ty nie masz na sobie sukienki.- zauważa.
-Już zakładam. Musiałam przypudrować nos.- uśmiecha się dziewczyna.
-Wystarczy, nie potrzebujesz pudrować nosa, wyglądasz przepięknie.- komplementuje córkę.
Chwilkę później kobieta wychodzi, ponieważ słyszy dzwonek do drzwi. Wie, że to Mario. Emily zakłada sukienkę, a następnie zakłada szpilki, w tym czasie Alice wpuszcza gościa. Mario wygląda wspaniale w dopasowanym garniturze.
-Dobry wieczór.- wita się.
-Dobry wieczór. Zapraszam. - odpowiada pani doktor.- Moja córka za moment zejdzie.- tłumaczy.- Może usiądziesz?
-Tak, chętnie.- zgadza się chłopak więc oboje podążają w stronę salonu. Tam Mario zajmuje miejsce na sofie.
-Napijesz się czegoś?
-Dziękuję.- odpowiada.- Usiądź ze mną, Alice.- prosi więc mama Emily zajmuje miejsce obok niego.
Mario patrzy na nią przez moment. -Czy mam odwieźć Emily przed 24?- pyta Mario i się uśmiecha. Alice się śmieje.
-Tak, koniecznie zanim zegar zacznie wybijać północ.- odpowiada żartem. Przygląda się mężczyźnie.
-Przyglądasz mi się badawczo.- zauważa piłkarz.- Znam ten wzrok. Zawsze tak patrzysz podczas sesji.- mówi.
-To nie sesja.- odpowiada pani doktor.
-No właśnie więc skąd ten wzrok?- pada pytanie.
-Skrzywienie zawodowe, przepraszam.- odpowiada Alice.- Mam nadzieję, że będziecie się wspaniale bawić. I że nie odwieziesz mojej córki przed północą, bo to będzie oznaczać, zgoła co innego niż dobrą zabawę.- spogląda na niego.
-Emily jest wspaniałą kobietą, przy niej nie można źle się bawić. Więc nie czekaj na nas.- pada odpowiedź. W tym momencie pojawia się córka Alice. Mario zauważa ją pierwszy. Wstaje od razu i podchodzi do niej.-Przepięknie wyglądasz.- komplementuje ją. Dziewczyna faktycznie wygląda pięknie. Sukienka idealnie leży, podkreśla jej szczupłą sylwetkę.Sukienka nie ma głębokiego dekoltu, Mario wie dobrze z jakiego powodu Emily właśnie taką wybrała. Nie jest za krótka, bo sięga dziewczynie do połowy ud. Emily ma na stopach wysokie szpilki, dzięki nim jest tylko odrobinę niższa od niego.
-Dziękuję.- dopowiada dziewczyna. - Rozmawialiście o mnie?- pyta spoglądając na mamę.
-Tak, mówiłam Mario, że masz wrócić przed północą, ale nie zgodził się ze mną.- uśmiecha się Alice. Na twarzy Mario również maluje się uśmiech.
-Idziemy?- pyta Emily.
-Tak.- odpowiada dziewczyna więc wychodzą.
***
-Denerwuję się.- mówi Emily chwilę przed tym jak samochód, którym jadą zatrzymuje się przed lokalem, w którym ma być impreza. Mario spogląda na nią.
-Czym się denerwujesz, co?- pyta patrząc na jej twarz szukając oznak dyskomfortu.
-Bywałam w różnych miejscach i imprezach, ale nigdy nie byłam na takiej.- tłumaczy.
-Ona niczym się nie różni od tych, na których miałaś okazję być. Nie masz się czym denerwować.- uspakaja ją.- A, zapomniałem ci powiedzieć, że na części oficjalnej będą dziennikarze, ale to potrwa może z godzinę. Później będzie już bardziej prywatnie.- tłumaczy.- Niestety, tak musi być. Klub musi wypełnić zobowiązania, my również.
-Z nami też będą rozmawiać?- pyta dziewczyna.
-Mogą zadawać pytania, na które niekoniecznie trzeba odpowiedzieć.Nie martw się. Poradzimy sobie, tak?- patrzy na nią.
-Nie jestem jakąś wielką fanką piłki, nie śledzę na bieżąco...- Mario przerywa jej chwytając ją za rękę, a drugą dotykając delikatnie jej policzka.- Nie martw się, tak?- patrzy jej w oczy.- zaufaj mi.
-Ufam.
-Dobrze.- samochód zatrzymuje się więc Mario wysiada najpierw, okrąża samochód po czym otwiera drzwi i podaje rękę Emily i tym samym pomaga jej wysiąść z samochodu. Oczywiście przed wejściem są fotoreporterzy. Mario zamyka drzwi, a potem staje obok Emily, obejmuje ją w pasie po czym idą w stronę wejścia do budynku. Flesze aparatów błyskają, ale wszystko odbywa się z kulturą, fotoreporterzy nie podchodzą zbyt blisko. Wchodzą do budynku, a następnie Mario przywołuje windę. Kiedy są w środku, sami, Emily śmieje się.
-Co cię tak rozbawiło?- pyta Mario.
-Jak szliśmy to byłam w stanie myśleć tylko o jednym.- mówi dziewczyna.
-O czym?
-Żeby się nie potknąć i nie wylądować na chodniku przed tymi wszystkimi fotoreporterami.- patrzy na niego.
-Nie pozwoliłbym na to.- mówi z przekonaniem chłopak. Winda się otwiera. I kiedy kilkanaście sekund później wchodzą na salę bankietową, do Emily dociera jak bardzo ekskluzywna jest to impreza. Być może nie interesuje się mocno piłką nożną, ale wiele osobistości znajdujących się na sali zna. I cóż... nie spodziewała się nigdy, że będzie miała okazję je poznać.
***
Dziennikarz podchodzi do nich zaraz po tym jak witają się z władzami klubu,
-Dobry wieczór.- wita się mężczyzna.- Czy mogę państwu na moment przeszkodzić i zadać kilka pytań?- pyta.
-Tak, oczywiście.- zgadza się piłkarz. Więc rozmawiają, a Emily słucha. Potem dziennikarz zwraca się do dziewczyny. Pyta ją o piłkę,
-Oczywiście kibicuję Borussi Dortmund, ale oglądam tylko i wyłącznie mecze BvB. Nie śledzę na bieżąco meczów całej bundesligi.
-Czy kibicuje pani osobiście? Bywa pani na meczach?
-Kilka razy mi się zdarzyło. Mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie będę mieć okazję być wśród kibiców na stadionie. - spogląda na Mario.
-Na pewno.- zapewnia piłkarz.
-To zupełnie coś innego kibicować przed tv, a być tam, wśród kibiców. Inna rzeczywistość. Niesamowite uczucie. Trudno to wytłumaczyć, ale wszyscy chyba będą wiedzieć o czym mówię.- uśmiecha się.
-Tak, ten klimat jest wyjątkowy.- przyznaje dziennikarz.
-I śpiew. To naprawdę niesamowite usłyszeć "You'll never walk alone" zaśpiewane przez tyle tysięcy gardeł.- zerka na Mario, który również na nią patrzy.
-Tak, to jest niesamowite.- zgadza się dziennikarz.- Życzę udanego wieczoru.
Ten wieczór, noc jest udana. Najpierw jedzą pyszną kolację w otoczeniu piłkarz i ich partnerek, oraz władz klubu. Potem tańczą i Emily tej nocy dowiaduje się, jak dobrym tancerzem jet Mario. Nie miała bowiem o tym pojęcia. Spędza z nim na parkiecie mnóstwo czasu, bawi się wyśmienicie. Mario tej nocy dużo się śmieje. Właściwie uśmiech nie schodzi mu z twarzy, a ona się cieszy, bo przez czas, który go zna, za dużo widziała smutku na jego twarzy. Jest z nim, obok, rozmawia z nim, bawi się, śmieje. I choć wie od dawna, jak wspaniałym mężczyzną jest Mario, to tego wieczoru po raz kolejny się o tym przekonuje. I wie już dlaczego Ann tak mocno go kochała. Widzi to na co dzień, widzi teraz.
-Zamyśliłaś się.- zauważa Mario przyglądając jej się badawczo.-Wszystko w porządku?- pyta.
-Tak, jak najbardziej w porządku.-uśmiecha się do niego.- Idziemy na parkiet?- pyta.
-O to samo miałem zapytać.- uśmiecha się piłkarz biorąc ją za rękę i prowadząc na parkiet.
Marco obejmuje Natalie ramieniem po czym delikatnie się nachyla.
-Patrzę na Mario i wiesz co?- zwraca się do żony.
-Co?
-Już kiedyś go takiego widziałem.- mówi.- Wtedy, kiedy zakochiwał się w Ann.- mówi poważnie. Natalie spogląda na niego uważnie.
-Marco...
-Jeśli ktoś jest w stanie sprawić, by Mario znów pokochał. to właśnie ona.- mówi patrząc na Emily.- Jestem pewien, że już to sprawiła. Być może jeszcze do tego nie doszli, ale wystarczy na nich popatrzeć. Spójrz na nich.- mówi.- To nie będzie łatwe i proste, ale warte walki. A oni obydwoje potrafią walczyć.- twierdzi. Natalie przytula się do niego.
-Obyś miał rację.- mówi.
-Mam. Zobaczysz, że mam.- całuje ją w czoło.
***
Odwozi ją taksówką pod dom. Wychodząc prosi taksówkarza, aby na niego czekał. Emily zabiera szpilki, które ściągla kiedy tylko wsiedli do samochodu. Ma zamiar ubrać je na stopy, które ją bolą, bo pomimo tego, iż są wygodne, to jednak tańczyła w nich całą noc.
-Nie wiem czy je założę. Chyba mam przypuchnięte stopy.- uśmiecha się.
-Więc ich nie zakładaj.- mówi Mario.
-Ciekawe jak dojdę do domu?
-Mam pomysł. Wysiądź.- prosi, a gdy ona to robi, on po prostu bierze ją na ręce. Jest zaskoczona.
-Wariat.-śmieje się.
-Ale lubisz tego wariata.- komentuje niosąc ją pod drzwi. Nie puszcza jej, a ona otwiera drzwi kluczem. Mario wnosi ją do domu, dopiero tam stawia ją na nogi.
-Jesteś wariatem, ale kochanym.- mówi mu, a on się uśmiecha.- Dziękuję nie tylko, że mnie tu przyniosłeś. Dziękuję, za zaproszenie. Nie masz pojęcia jak wspaniale się bawiłam.
-To ja dziękuję tobie, że zechciałaś mi towarzyszyć. To prawda, było wyjątkowo.- patrzy na nią.- Ty jesteś wyjątkowa, Emi.- wyznaje.- Wiem to od momentu, w którym pojawiłaś się w życiu moim i mojej córeczki.- patrzy jej w oczy.- Za te kolory, które wniosłaś do naszego życia powinienem cię nieść nie tylko ten kawałek.
-Mario...
-Cii.-patrzy na nią.- Dziękuję, Emi. Nie tylko za dzisiaj. Przecież wiesz...- robi krok w jej stronę po czym kładzie dłoń na jej policzku i delikatnie całuje ją w czoło. Ma się odsunąć, powinien to zrobić, a jednak robi coś zgoła innego. Jest zaskoczona, kiedy czuje ciepłe wargi Mario na swoich ustach. Kiedy jego wargi delikatnie napierają na jej, ona oddaje pocałunek. I być może Mario w taksówce dotyka swoich ust, nadal czując na nich wargi Emily. Być może również dziewczyna zasypia czując usta piłkarza na swoich.
***
No i się pocałowali!
Co myślicie?
Podjeżdżają pod dom piłkarza. Mario, który siedzi na miejscu pasażera, spogląda na Emily. Dziewczyna nie gasi silnika samochodu, ponieważ jest pewna, iż on pożegna się z nią i pójdzie do domu.
-Napijesz się ze mną herbaty?- pyta piłkarz, a ona spogląda na niego.- Jeśli masz inne plany, to w porządku...
-Chętnie napiję się z tobą herbaty.- odpowiada dziewczyna. Idą więc do domu. Mario wstawia wodę, a ona ustawia kubki na stole, wrzuca liście herbaty. Potem zajmuje miejsce na jednym z krzeseł. Piłkarz krząta się po kuchni, wyciąga ciasteczka, po czym kładzie na stoliku. Kiedy woda wrze zalewa herbatę, a następnie przenoszą się do salonu.
-Pusto tu bez Jull.- mówi Mario.-Wiem, że o tej porze i tak by spała, ale świadomość, że jej nie ma w domu jest przygnębiająca, choć jest u moich rodziców.
-Jesteś bardzo silnie z nią związany, co nie jest dziwne, jesteś w końcu jej tatą.- mówi Emily.
Mario przez chwilę milczy.
-Przeszły emocje dotyczące czerwonej kartki?- pyta dziewczyna.
-Nie do końca, ale nie chcę o tym mówić, zamęczać cię tym, nie potrzebujesz tego...
-W tym momencie najważniejsze jest to, czego ty potrzebujesz. Ja jestem tu dla ciebie, Mario.- mówi mu, a jemu się wydaje, że słyszy Ann. Mawiała tak samo, dokładnie tak samo. I być może nie powinien jej tego mówić, ale z drugiej strony zawsze jest z nią szczery, dlaczego w tym momencie nie miałby być?
-Mówisz jak ona.- wyznaje.
-Jak kto?- dopytuje dziewczyna.
-Jak moja żona.- pada odpowiedź.- Użyłaś tych samych słów, Dokładnie tych samych.- dodaje. Emily nic nie mówi. Milczy patrząc na niego.-Przepraszam, znów mówię o Ann. Zdaję sobie sprawę, że wszystkich tym zamęczam.- tłumaczy.- Twoje słowa po prostu przypomniały mi podobne sytuacje. Przepraszam...
-Hej, w porządku.- mówi dziewczyna dotykając jego dłoni. Mario spogląda na ich dłonie, nie cofa swojej, wręcz przeciwnie, ściska dłoń niani.To mały dotyk, pewna mała bliskość, ale on tego potrzebuje. Właśnie w tej chwili.- To nieprawda, że nasz zamęczasz Ann. Nie czuję się zmęczona tym, że o niej mówisz, ale czuję się wyróżniona, że rozmawiasz ze mną o tym co czujesz, wspominasz przy mnie. Kiedy cię poznałam nie byłeś tak ufny, co mnie nie dziwi wszakże mnie nie znałeś. Wielu rzeczy musiałam się domyślić, zaobserwować twoje reakcje. Kiedy o niej mówiono, to sprawiało ci ból, bo przypominałeś sobie, że ją straciłeś, że jej już nie ma i nigdy nie będzie. Z jednej strony chciałeś, żeby była w pamięci i słowach bliskich osób, z drugiej cierpiałeś... Zauważyłeś, że to się zmieniło?
-Nie przestałem cierpieć...
-Nie przestałeś, ale...
-Nie chce mi się płakać za każdym razem jak ktoś o niej wspomni i za każdym razem, gdy widzę moją córkę. Mogę o niej mówić ze spokojem...
-Właśnie.- patrzy na niego.-Ta rana się goi, Mario.- mówi kładąc wolną dłoń na jego klatce piersiowej, w miejscu, gdzie bije jego serce i patrzy mu w oczy.- Powoli, ale się goi.
***
Ten wieczór nadchodzi szybko. Emily przygotowuje się do wyjścia na klubowy bankiet z Mario. Jest w łazience, poprawia makijaż, za moment ma zamiar ubrać przepiękną, czerwoną sukienkę. Ktoś puka do drzwi więc otwiera. To jej mama.
-Mario będzie za 20 minut, a ty nie masz na sobie sukienki.- zauważa.
-Już zakładam. Musiałam przypudrować nos.- uśmiecha się dziewczyna.
-Wystarczy, nie potrzebujesz pudrować nosa, wyglądasz przepięknie.- komplementuje córkę.
Chwilkę później kobieta wychodzi, ponieważ słyszy dzwonek do drzwi. Wie, że to Mario. Emily zakłada sukienkę, a następnie zakłada szpilki, w tym czasie Alice wpuszcza gościa. Mario wygląda wspaniale w dopasowanym garniturze.
-Dobry wieczór.- wita się.
-Dobry wieczór. Zapraszam. - odpowiada pani doktor.- Moja córka za moment zejdzie.- tłumaczy.- Może usiądziesz?
-Tak, chętnie.- zgadza się chłopak więc oboje podążają w stronę salonu. Tam Mario zajmuje miejsce na sofie.
-Napijesz się czegoś?
-Dziękuję.- odpowiada.- Usiądź ze mną, Alice.- prosi więc mama Emily zajmuje miejsce obok niego.
Mario patrzy na nią przez moment. -Czy mam odwieźć Emily przed 24?- pyta Mario i się uśmiecha. Alice się śmieje.
-Tak, koniecznie zanim zegar zacznie wybijać północ.- odpowiada żartem. Przygląda się mężczyźnie.
-Przyglądasz mi się badawczo.- zauważa piłkarz.- Znam ten wzrok. Zawsze tak patrzysz podczas sesji.- mówi.
-To nie sesja.- odpowiada pani doktor.
-No właśnie więc skąd ten wzrok?- pada pytanie.
-Skrzywienie zawodowe, przepraszam.- odpowiada Alice.- Mam nadzieję, że będziecie się wspaniale bawić. I że nie odwieziesz mojej córki przed północą, bo to będzie oznaczać, zgoła co innego niż dobrą zabawę.- spogląda na niego.
-Emily jest wspaniałą kobietą, przy niej nie można źle się bawić. Więc nie czekaj na nas.- pada odpowiedź. W tym momencie pojawia się córka Alice. Mario zauważa ją pierwszy. Wstaje od razu i podchodzi do niej.-Przepięknie wyglądasz.- komplementuje ją. Dziewczyna faktycznie wygląda pięknie. Sukienka idealnie leży, podkreśla jej szczupłą sylwetkę.Sukienka nie ma głębokiego dekoltu, Mario wie dobrze z jakiego powodu Emily właśnie taką wybrała. Nie jest za krótka, bo sięga dziewczynie do połowy ud. Emily ma na stopach wysokie szpilki, dzięki nim jest tylko odrobinę niższa od niego.
-Dziękuję.- dopowiada dziewczyna. - Rozmawialiście o mnie?- pyta spoglądając na mamę.
-Tak, mówiłam Mario, że masz wrócić przed północą, ale nie zgodził się ze mną.- uśmiecha się Alice. Na twarzy Mario również maluje się uśmiech.
-Idziemy?- pyta Emily.
-Tak.- odpowiada dziewczyna więc wychodzą.
***
-Denerwuję się.- mówi Emily chwilę przed tym jak samochód, którym jadą zatrzymuje się przed lokalem, w którym ma być impreza. Mario spogląda na nią.
-Czym się denerwujesz, co?- pyta patrząc na jej twarz szukając oznak dyskomfortu.
-Bywałam w różnych miejscach i imprezach, ale nigdy nie byłam na takiej.- tłumaczy.
-Ona niczym się nie różni od tych, na których miałaś okazję być. Nie masz się czym denerwować.- uspakaja ją.- A, zapomniałem ci powiedzieć, że na części oficjalnej będą dziennikarze, ale to potrwa może z godzinę. Później będzie już bardziej prywatnie.- tłumaczy.- Niestety, tak musi być. Klub musi wypełnić zobowiązania, my również.
-Z nami też będą rozmawiać?- pyta dziewczyna.
-Mogą zadawać pytania, na które niekoniecznie trzeba odpowiedzieć.Nie martw się. Poradzimy sobie, tak?- patrzy na nią.
-Nie jestem jakąś wielką fanką piłki, nie śledzę na bieżąco...- Mario przerywa jej chwytając ją za rękę, a drugą dotykając delikatnie jej policzka.- Nie martw się, tak?- patrzy jej w oczy.- zaufaj mi.
-Ufam.
-Dobrze.- samochód zatrzymuje się więc Mario wysiada najpierw, okrąża samochód po czym otwiera drzwi i podaje rękę Emily i tym samym pomaga jej wysiąść z samochodu. Oczywiście przed wejściem są fotoreporterzy. Mario zamyka drzwi, a potem staje obok Emily, obejmuje ją w pasie po czym idą w stronę wejścia do budynku. Flesze aparatów błyskają, ale wszystko odbywa się z kulturą, fotoreporterzy nie podchodzą zbyt blisko. Wchodzą do budynku, a następnie Mario przywołuje windę. Kiedy są w środku, sami, Emily śmieje się.
-Co cię tak rozbawiło?- pyta Mario.
-Jak szliśmy to byłam w stanie myśleć tylko o jednym.- mówi dziewczyna.
-O czym?
-Żeby się nie potknąć i nie wylądować na chodniku przed tymi wszystkimi fotoreporterami.- patrzy na niego.
-Nie pozwoliłbym na to.- mówi z przekonaniem chłopak. Winda się otwiera. I kiedy kilkanaście sekund później wchodzą na salę bankietową, do Emily dociera jak bardzo ekskluzywna jest to impreza. Być może nie interesuje się mocno piłką nożną, ale wiele osobistości znajdujących się na sali zna. I cóż... nie spodziewała się nigdy, że będzie miała okazję je poznać.
***
Dziennikarz podchodzi do nich zaraz po tym jak witają się z władzami klubu,
-Dobry wieczór.- wita się mężczyzna.- Czy mogę państwu na moment przeszkodzić i zadać kilka pytań?- pyta.
-Tak, oczywiście.- zgadza się piłkarz. Więc rozmawiają, a Emily słucha. Potem dziennikarz zwraca się do dziewczyny. Pyta ją o piłkę,
-Oczywiście kibicuję Borussi Dortmund, ale oglądam tylko i wyłącznie mecze BvB. Nie śledzę na bieżąco meczów całej bundesligi.
-Czy kibicuje pani osobiście? Bywa pani na meczach?
-Kilka razy mi się zdarzyło. Mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie będę mieć okazję być wśród kibiców na stadionie. - spogląda na Mario.
-Na pewno.- zapewnia piłkarz.
-To zupełnie coś innego kibicować przed tv, a być tam, wśród kibiców. Inna rzeczywistość. Niesamowite uczucie. Trudno to wytłumaczyć, ale wszyscy chyba będą wiedzieć o czym mówię.- uśmiecha się.
-Tak, ten klimat jest wyjątkowy.- przyznaje dziennikarz.
-I śpiew. To naprawdę niesamowite usłyszeć "You'll never walk alone" zaśpiewane przez tyle tysięcy gardeł.- zerka na Mario, który również na nią patrzy.
-Tak, to jest niesamowite.- zgadza się dziennikarz.- Życzę udanego wieczoru.
Ten wieczór, noc jest udana. Najpierw jedzą pyszną kolację w otoczeniu piłkarz i ich partnerek, oraz władz klubu. Potem tańczą i Emily tej nocy dowiaduje się, jak dobrym tancerzem jet Mario. Nie miała bowiem o tym pojęcia. Spędza z nim na parkiecie mnóstwo czasu, bawi się wyśmienicie. Mario tej nocy dużo się śmieje. Właściwie uśmiech nie schodzi mu z twarzy, a ona się cieszy, bo przez czas, który go zna, za dużo widziała smutku na jego twarzy. Jest z nim, obok, rozmawia z nim, bawi się, śmieje. I choć wie od dawna, jak wspaniałym mężczyzną jest Mario, to tego wieczoru po raz kolejny się o tym przekonuje. I wie już dlaczego Ann tak mocno go kochała. Widzi to na co dzień, widzi teraz.
-Zamyśliłaś się.- zauważa Mario przyglądając jej się badawczo.-Wszystko w porządku?- pyta.
-Tak, jak najbardziej w porządku.-uśmiecha się do niego.- Idziemy na parkiet?- pyta.
-O to samo miałem zapytać.- uśmiecha się piłkarz biorąc ją za rękę i prowadząc na parkiet.
Marco obejmuje Natalie ramieniem po czym delikatnie się nachyla.
-Patrzę na Mario i wiesz co?- zwraca się do żony.
-Co?
-Już kiedyś go takiego widziałem.- mówi.- Wtedy, kiedy zakochiwał się w Ann.- mówi poważnie. Natalie spogląda na niego uważnie.
-Marco...
-Jeśli ktoś jest w stanie sprawić, by Mario znów pokochał. to właśnie ona.- mówi patrząc na Emily.- Jestem pewien, że już to sprawiła. Być może jeszcze do tego nie doszli, ale wystarczy na nich popatrzeć. Spójrz na nich.- mówi.- To nie będzie łatwe i proste, ale warte walki. A oni obydwoje potrafią walczyć.- twierdzi. Natalie przytula się do niego.
-Obyś miał rację.- mówi.
-Mam. Zobaczysz, że mam.- całuje ją w czoło.
***
Odwozi ją taksówką pod dom. Wychodząc prosi taksówkarza, aby na niego czekał. Emily zabiera szpilki, które ściągla kiedy tylko wsiedli do samochodu. Ma zamiar ubrać je na stopy, które ją bolą, bo pomimo tego, iż są wygodne, to jednak tańczyła w nich całą noc.
-Nie wiem czy je założę. Chyba mam przypuchnięte stopy.- uśmiecha się.
-Więc ich nie zakładaj.- mówi Mario.
-Ciekawe jak dojdę do domu?
-Mam pomysł. Wysiądź.- prosi, a gdy ona to robi, on po prostu bierze ją na ręce. Jest zaskoczona.
-Wariat.-śmieje się.
-Ale lubisz tego wariata.- komentuje niosąc ją pod drzwi. Nie puszcza jej, a ona otwiera drzwi kluczem. Mario wnosi ją do domu, dopiero tam stawia ją na nogi.
-Jesteś wariatem, ale kochanym.- mówi mu, a on się uśmiecha.- Dziękuję nie tylko, że mnie tu przyniosłeś. Dziękuję, za zaproszenie. Nie masz pojęcia jak wspaniale się bawiłam.
-To ja dziękuję tobie, że zechciałaś mi towarzyszyć. To prawda, było wyjątkowo.- patrzy na nią.- Ty jesteś wyjątkowa, Emi.- wyznaje.- Wiem to od momentu, w którym pojawiłaś się w życiu moim i mojej córeczki.- patrzy jej w oczy.- Za te kolory, które wniosłaś do naszego życia powinienem cię nieść nie tylko ten kawałek.
-Mario...
-Cii.-patrzy na nią.- Dziękuję, Emi. Nie tylko za dzisiaj. Przecież wiesz...- robi krok w jej stronę po czym kładzie dłoń na jej policzku i delikatnie całuje ją w czoło. Ma się odsunąć, powinien to zrobić, a jednak robi coś zgoła innego. Jest zaskoczona, kiedy czuje ciepłe wargi Mario na swoich ustach. Kiedy jego wargi delikatnie napierają na jej, ona oddaje pocałunek. I być może Mario w taksówce dotyka swoich ust, nadal czując na nich wargi Emily. Być może również dziewczyna zasypia czując usta piłkarza na swoich.
***
No i się pocałowali!
Co myślicie?
wtorek, 13 grudnia 2016
51. Sprawiedliwość...
Broni ich przed tym jak może, robi wszystko, a Sebastian po prostu pozwala mu działać, nie mówiąc nic, nie naciskając na niego, ale też nie robiąc nic ponad to, co robi jego partner. Nie chce, nie może, nie czuje się na siłach angażować w sprawę, choć to najbardziej on powinien to robić. Boi się jednak. Nigdy nie był tchórzem, w tym jedynym momencie jednak postanowił nim być, to zdarzenie sprawiło, że stał się wycofany.
***
Jest zrezygnowany, kiedy wraca do mieszkania. Jest przygnębiony, zły, ba, jest wściekły. Po raz kolejny okazało się bowiem, że adwokat oskarżonego zastosował kolejną sztuczkę. Niestety. musi powiedzieć o tym Sebie ponieważ on nie zdecydował się na wizytę w kancelarii.
Otwiera drzwi i wchodzi do środka. W mieszkaniu jest cicho, ale to nic nowego. Jest pewien iż jego partner znów leży na sofie przed tv, a telewizor jest przyciszony. Ostatnio zdarza się tak często. Odkłada klucze na stolik po czym ściąga bluzę i buty. Już na bosaka idzie w stronę salonu, jednak nie znajduje tam partnera. Kolejnym pomieszczeniem, do którego się kieruje jest sypialnia. Sebastian siedzi oparty o poduszki na ich łóżku i czyta. Jednak kiedy orientuje się, że już nie jest sam, podnosi wzrok i na jego twarzy pojawia się mały uśmiech.
-Cześć.- mówi.
Mark spogląda na swojego partnera, po czym po prostu podchodzi i siada na skraju łóżka. Nie patrzy na Sebę i tamtego to niepokoi. W końcu z ust młodszego z mężczyzn pada pytanie, którego Mark nie chce usłyszeć.
-Wywinie się, tak?- pyta młodszy.
-Nie pozwolę na to, Sebastian.- spogląda mu w oczy.- Próbują go uniewinnić na różne sposoby, ale im na to nie pozwolę. Nie pozwolę.- powtarza z desperacją w głosie. Tak, jest zdesperowany. I jeszcze jedna myśl chodzi mu po głowie, ale nie może się nią podzielić ze swoją drugą połową. Wie, że nigdy by mu na to nie pozwolił.
***
Kiedy Emily zjawia się w jego domu z Julie, on siedzi przed laptopem. Uśmiecha się od razu, kiedy jego córka zjawia się w salonie, a na jego widok zaczyna biec. Zawsze, kiedy się chwilę nie widzą, niezależnie czy to dwie godziny, doba, czy dwie doby, ona reaguje w ten sam sposób. Po prostu biegnie do niego, po czym wtula się w jego ramiona. Uwielbia takie momenty. W takich chwilach, kiedy trzyma ją w ramionach i całuje jej pulchne policzki, ma wrażenie, że ma w ramionach cały swój świat.
-Jesteś.- mówi mu swoim dziecięcym głosem, sepleniąc nieznacznie, a on uśmiecha się jeszcze szerzej.
-Ja też tęskniłem kochanie.- mówi jej z czułością i bierze na kolana. Mała tuli się do niego jakby przynajmniej nie widziała go kilka dni, a przecież nie było go około 3 godziny. Mario spogląda na Emily, która patrzy na nich z uśmiechem.- No co?- pyta piłkarz.
-Córunia tatunia.- kwituje dziewczyna, a mała próbuje powtórzyć słowa swojej niani, co wychodzi jej przekomicznie więc wywołuje śmiech dwójki dorosłych osób będących z nią w pokoju. A kiedy śmiech znika, Mario spogląda na Emily.
-Pojedziesz z nami na zakupy?- pyta mężczyzna.-Julie potrzebuje nowe ubrania, niektóre przecież są już trochę małe, a ja... - patrzy na nią.- Pomożesz mi coś sensownego wybrać?- pyta.- Nie chcę tłumu pań nad Jull, wiesz, że tego nie lubi...
-Wiem.
-Proszę.
-Nie musisz prosić, oczywiście, że z wami pojadę, choć myślę, że mogę być zbędna, bo masz świetny gust i zawsze kupujesz jej ładne rzeczy.
-Tym razem potrzebuję kobiecej ręki.- mówi jej.
***
Zakupy z Mario okazują się niełatwą sprawą ponieważ wiele osób chce sobie zrobić z nim zdjęcie. Mario po chwili jest tym odrobinę zmęczony, ale nie odmawia. Nie chce być niemiły. Emily to nie przeszkadza, do momentu, w którym okazuje się, iż tych osób przebywa. Wtedy też mówi mu po cichu, że ona z Jull pójdzie wybrać kilka rzeczy, a on może dołączyć do nich za moment. Chłopak posyła jej przepraszający uśmiech.
Kiedy Mario je znajduje, Emily akurat ogląda sukienkę dla jego córki.
-Przepraszam.- jest pierwszym słowem, które wypowiada piłkarz jak już się zjawia.
-W porządku.- odpowiada.- Podoba ci się?- pyta pokazując sukienkę. Mario uśmiecha się, bo oczyma wyobraźni widzi w niej swoją córeczkę. Potem kupują ją wraz z innymi rzeczami dla Julie.
***
Wkłada rzeczy do bagażnika, po czym odbiera Julie od Emily, aby posadzić małą do fotelika i przypiąć. Zaraz potem miejsce obok dziewczynki zajmuje niania, a on sam siada za kierownicę.
Kiedy wyjeżdża z parkingu i włącza się do ruchu dzwoni jego telefon. Odbiera na głośnomówiącym ponieważ nie ma zestawu.
-No cześć Marco.- mówi.
-Cześć. Nie przeszkadzam?- pyta przyjaciel.
-Nie, spoko. co tam?
-Wychodzimy wieczorem.- mówi blondyn, a Mario nie za bardzo rozumie o co mu chodzi.
-Nie rozumiem.
-Idziemy do kina, za moment rezerwuję bilety dla sześciu osób.
-Marco mówisz zagadkami...
-Moi rodzice zajmą się dziećmi, a my wychodzimy. Zaraz zadzwonię do Emily, mam nadzieję, że da się namówić. Do Agnes i Ricky'ego już dzwoniłem... Jull uwielbia moją mamę, więc myślę, że bez problemu zostanie, poza tym będą Cass i Olie więc nie będzie problemu...
-Wszystko zaplanowałeś...
-Nie planowałem, to pełen spontan. Z planów nigdy nic nie wychodzi. Poza tym potrzebujemy wolnego wieczoru...
-Marco...
-Nie przyjmuję odmowy. Nie ma opcji. Jeszcze zadzwonię do Emily, mam nadzieję, że nie ma planów...
-Emily cię słyszy, jest ze mną.- mówi Mario.
-To super, nie będę musiał ponownie tłumaczyć. Nie protestowała więc uznam, że ma ochotę z nami wyjść.- mówi blondyn. Mario spogląda w lusterko, a dziewczyna uśmiecha się.
-Co ty na to Emi?- pyta jej Mario.
-Myślę, że to będzie miły wieczór.- pada odpowiedź, a Marco ją słyszy.
-I taka postawa mi się podoba!- kwituje.
-Marco, a jeśli Jull...
-Julie będzie grzeczna, nie pierwszy raz ma styczność z moimi rodzicami. Poradzą sobie. Nic jej nie będzie, nie martw się na zapas. Do zobaczenia. Zadzwonię jeszcze jak zarezerwuję bilety.
-Oki.
***
Ten wieczór zaczyna się w kinie. Marco oczywiście konsultował wybór filmu z zainteresowanymi. Film spełnia oczekiwania, jest tak dobry jak mówią recenzje. Po seansie idą na późną kolację do miłej knajpki.Jest dużo rozmów, żartów, śmiechu, anegdot. Bawią się świetnie, a Emily po raz kolejny przekonuje się jak wszyscy są bliskimi sobie ludźmi, jak dobrymi są przyjaciółmi. Lubi ich wszystkich. Akurat Marco prosi kelnerkę o rachunek, kiedy dzwoni telefon Ricky'ego. Chłopak spogląda na wyświetlacz.
-Kto to?- pyta Agnes kiedy widzi minę swojego mężczyzny.
-Seba...- odpowiada po czym odbiera.- Cześć Sebastian.
-Cześć. Przepraszam, że zawracam ci głowę, ale potrzebuję numer do twojego ojca. Zgubiliśmy wizytówkę.- tłumaczy pośpiesznie.- Muszę się z nim skontaktować.- dodaje.
-Co się stało?- pyta Ricky, bo słyszy ton głosu Sebastiana.
-Mark do niego poszedł i po prostu sam wymierzył sprawiedliwość.- odpowiada chłopak.- Myślę, że będzie potrzebował dobrego adwokata. Naprawdę dobrego.- dodaje.
-Pobił go?- zadaje pytanie, bo dociera do niego powaga sytuacji.
-Twierdzi, że po prostu dał mu w pysk, ale nie wierzę, że tylko raz. Myślę, że na jednym razie się nie skończyło.
-Dasz mi go?
-Zamknął się w łazience, chyba bierze prysznic. Pytałem kilkakrotnie, ale cały czas się zapierał, że go nie pobił.- mówi.- Jednak z drugiej strony on był wściekły. Była dziś w kancelarii, znów coś było nie tak, widziałem to, nie wiem dlaczego nie byłem czujny, mogłem zatrzymać go w domu...
-Spokojnie. Zadzwonię do mojego ojca, oczywiście zaraz wyślę ci też numer do niego i do adwokata. Wszystko będzie ok.
-Chciałbym... Mam dość tej sytuacji, sprawy i nie chcę, aby Mark miał kłopoty. Nie powinien był...
-Wiem, ale z drugiej strony nie dziwię mu się. Szczerze mówiąc tamten zasłużył na porządne lanie. Taka jest prawda Seba... Zaraz wysyłam numer. Trzymaj się.
-Dzięki.
Wysyła smsa, po czym wysyła również do ojca, krótko tłumacząc sytuację. A potem odkłada telefon. Widzi pytające spojrzenie przyjaciół i swojej drugiej połówki.
-Mark poszedł do kolesia, który pobił Sebę i mu przyłożył. Tylko Seba do końca nie wie ile razy. I myśli, że Mark może mieć poważne kłopoty, co jest wysoce prawdopodobne. Tamten tak tego nie zostawi...- tłumaczy.
-Nie dziwię mu się.- mówią Mario i Marco jednocześnie.- Sprawa utknęła w miejscu, więc puściły mu nerwy...
***
Rozstają się pod knajpą. Agnes i Ricky jadą do siebie, Nat i Marco wsiadają do taksówki i również jadą do domu. Emily i Mario idą na parking, gdzie mężczyzna zaparkował, Mario ma zamiar odwieźć Emily do domu, a potem wrócić do Reusów, ponieważ tam jest jego córka, która od jakiś 3 godzin śpi. Emily próbowała wytłumaczyć mu, że może wrócić taksówką, ale nie pozwolił jej.
-Dziękuję, że z nami wyszłaś.- mówi jej Mario.
-To był przemiły wieczór.- uśmiecha się dziewczyna.- Lubię twoich przyjaciół...
-Oni są również twoimi przyjaciółmi.- poprawia ją piłkarz. Emily zdaje sobie sprawę, że po części tak jest. Oni są jej bliscy.
-Masz rację.- przyznaje.- Jak czasem przez przypadek można poznać tak wyjątkowe osoby...- zastanawia się głośno dziewczyna.
-Masz rację.- zgadza się z nią.
- Mam tylko nadzieję, że w tej sprawie, o której mówił Ricky, wszystko się ułoży...
-Nie jestem fanem przemocy, ale tamten koleś zasłużył na coś o wiele gorszego. Nie dość, że zrobił krzywdę Sebastianowi, to jeszcze próbuje za wszelką cenę uniknąć kary, a że ma wysoko postawionych znajomych tatusia, to mu się skutecznie udaje. Nie dziwię się, że Mark nie wytrzymał. Oby tylko nie wynikło z tego dla niego nic złego. Jednak wierzę, że jeśli tata Ricky'ego zajmie się sprawą, to sprawiedliwości stanie się zadość... On chce im pomóc, zrobi wszystko...
-Nie znam całej tej historii, nigdy nie pytałam... Ricky i Mark kiedyś...
-Byli razem, tak. Długo zresztą. To stara historia, niełatwa, ale to przeszłość. Każdy ruszył do przodu.
-Agnes nie jest zła, że Ricky angażuje się w sprawy byłego partnera? Nie boi się?
-Pewnie miała momenty niepewności, ale to minęło. Ona ufa Ricky'emu. Poza tym tamten związek to przeszłość. Oni mogli się zejść wiele razy, ale do tego nie doszło. Ricky pokochał Agnes, Mark ma Sebastiana... Jednak zanim doszli do tego momentu musieli przeżyć wiele trudnych chwil. Kiedyś pewnie poznasz całą tę historię.
-Nie znam jeszcze wielu wątków waszego życia...- mówi dziewczyna.
-Masz tak wiele czasu, aby je poznać, Emi.- mówi Mario spoglądając na nią.
-Cieszę się, że mam czas.- wzdycha.
-Ja również, bardzo...- pada odpowiedź. Mario wyciąga prawą dłoń i kładzie ją na dłoni Emily. Ten dotyk trwa kilka chwil, ale dla Emily to cała wieczność.
***
Parkuje pod domem dziewczyny. Wysiada, obchodzi samochód, a potem otwiera Emily drzwi.
-Dziękuję.- mówi jej.
-To ja dziękuję, bo mogłam spędzić czas w przemiłym towarzystwie.- odpowiada.
-Powtórzymy to niebawem, mam nadzieję.- patrzy na nią.- Miałem to zrobić wcześniej, ale nie zrobiłem tego, chciałem zapytać kiedy będziemy sami...- mówi, a ona nie ma pojęcia o czym mowa.- czy zechcesz towarzyszyć mi na klubowym bankiecie?- pyta patrząc jej w oczy.
-Zapraszasz mnie na klubowy bankiet?- dziwi się.-
-Tak, bardzo bym chciał, abyś mi towarzyszyła.- powtarza.- Proszę powiedz tak.- dodaje. Emily przez chwilę trzyma go w niepewności, ale kiedy w końcu odpowiada "tak" Mario się uśmiecha.
***
Przepraszam za zwłokę ;)
***
Jest zrezygnowany, kiedy wraca do mieszkania. Jest przygnębiony, zły, ba, jest wściekły. Po raz kolejny okazało się bowiem, że adwokat oskarżonego zastosował kolejną sztuczkę. Niestety. musi powiedzieć o tym Sebie ponieważ on nie zdecydował się na wizytę w kancelarii.
Otwiera drzwi i wchodzi do środka. W mieszkaniu jest cicho, ale to nic nowego. Jest pewien iż jego partner znów leży na sofie przed tv, a telewizor jest przyciszony. Ostatnio zdarza się tak często. Odkłada klucze na stolik po czym ściąga bluzę i buty. Już na bosaka idzie w stronę salonu, jednak nie znajduje tam partnera. Kolejnym pomieszczeniem, do którego się kieruje jest sypialnia. Sebastian siedzi oparty o poduszki na ich łóżku i czyta. Jednak kiedy orientuje się, że już nie jest sam, podnosi wzrok i na jego twarzy pojawia się mały uśmiech.
-Cześć.- mówi.
Mark spogląda na swojego partnera, po czym po prostu podchodzi i siada na skraju łóżka. Nie patrzy na Sebę i tamtego to niepokoi. W końcu z ust młodszego z mężczyzn pada pytanie, którego Mark nie chce usłyszeć.
-Wywinie się, tak?- pyta młodszy.
-Nie pozwolę na to, Sebastian.- spogląda mu w oczy.- Próbują go uniewinnić na różne sposoby, ale im na to nie pozwolę. Nie pozwolę.- powtarza z desperacją w głosie. Tak, jest zdesperowany. I jeszcze jedna myśl chodzi mu po głowie, ale nie może się nią podzielić ze swoją drugą połową. Wie, że nigdy by mu na to nie pozwolił.
***
Kiedy Emily zjawia się w jego domu z Julie, on siedzi przed laptopem. Uśmiecha się od razu, kiedy jego córka zjawia się w salonie, a na jego widok zaczyna biec. Zawsze, kiedy się chwilę nie widzą, niezależnie czy to dwie godziny, doba, czy dwie doby, ona reaguje w ten sam sposób. Po prostu biegnie do niego, po czym wtula się w jego ramiona. Uwielbia takie momenty. W takich chwilach, kiedy trzyma ją w ramionach i całuje jej pulchne policzki, ma wrażenie, że ma w ramionach cały swój świat.
-Jesteś.- mówi mu swoim dziecięcym głosem, sepleniąc nieznacznie, a on uśmiecha się jeszcze szerzej.
-Ja też tęskniłem kochanie.- mówi jej z czułością i bierze na kolana. Mała tuli się do niego jakby przynajmniej nie widziała go kilka dni, a przecież nie było go około 3 godziny. Mario spogląda na Emily, która patrzy na nich z uśmiechem.- No co?- pyta piłkarz.
-Córunia tatunia.- kwituje dziewczyna, a mała próbuje powtórzyć słowa swojej niani, co wychodzi jej przekomicznie więc wywołuje śmiech dwójki dorosłych osób będących z nią w pokoju. A kiedy śmiech znika, Mario spogląda na Emily.
-Pojedziesz z nami na zakupy?- pyta mężczyzna.-Julie potrzebuje nowe ubrania, niektóre przecież są już trochę małe, a ja... - patrzy na nią.- Pomożesz mi coś sensownego wybrać?- pyta.- Nie chcę tłumu pań nad Jull, wiesz, że tego nie lubi...
-Wiem.
-Proszę.
-Nie musisz prosić, oczywiście, że z wami pojadę, choć myślę, że mogę być zbędna, bo masz świetny gust i zawsze kupujesz jej ładne rzeczy.
-Tym razem potrzebuję kobiecej ręki.- mówi jej.
***
Zakupy z Mario okazują się niełatwą sprawą ponieważ wiele osób chce sobie zrobić z nim zdjęcie. Mario po chwili jest tym odrobinę zmęczony, ale nie odmawia. Nie chce być niemiły. Emily to nie przeszkadza, do momentu, w którym okazuje się, iż tych osób przebywa. Wtedy też mówi mu po cichu, że ona z Jull pójdzie wybrać kilka rzeczy, a on może dołączyć do nich za moment. Chłopak posyła jej przepraszający uśmiech.
Kiedy Mario je znajduje, Emily akurat ogląda sukienkę dla jego córki.
-Przepraszam.- jest pierwszym słowem, które wypowiada piłkarz jak już się zjawia.
-W porządku.- odpowiada.- Podoba ci się?- pyta pokazując sukienkę. Mario uśmiecha się, bo oczyma wyobraźni widzi w niej swoją córeczkę. Potem kupują ją wraz z innymi rzeczami dla Julie.
***
Wkłada rzeczy do bagażnika, po czym odbiera Julie od Emily, aby posadzić małą do fotelika i przypiąć. Zaraz potem miejsce obok dziewczynki zajmuje niania, a on sam siada za kierownicę.
Kiedy wyjeżdża z parkingu i włącza się do ruchu dzwoni jego telefon. Odbiera na głośnomówiącym ponieważ nie ma zestawu.
-No cześć Marco.- mówi.
-Cześć. Nie przeszkadzam?- pyta przyjaciel.
-Nie, spoko. co tam?
-Wychodzimy wieczorem.- mówi blondyn, a Mario nie za bardzo rozumie o co mu chodzi.
-Nie rozumiem.
-Idziemy do kina, za moment rezerwuję bilety dla sześciu osób.
-Marco mówisz zagadkami...
-Moi rodzice zajmą się dziećmi, a my wychodzimy. Zaraz zadzwonię do Emily, mam nadzieję, że da się namówić. Do Agnes i Ricky'ego już dzwoniłem... Jull uwielbia moją mamę, więc myślę, że bez problemu zostanie, poza tym będą Cass i Olie więc nie będzie problemu...
-Wszystko zaplanowałeś...
-Nie planowałem, to pełen spontan. Z planów nigdy nic nie wychodzi. Poza tym potrzebujemy wolnego wieczoru...
-Marco...
-Nie przyjmuję odmowy. Nie ma opcji. Jeszcze zadzwonię do Emily, mam nadzieję, że nie ma planów...
-Emily cię słyszy, jest ze mną.- mówi Mario.
-To super, nie będę musiał ponownie tłumaczyć. Nie protestowała więc uznam, że ma ochotę z nami wyjść.- mówi blondyn. Mario spogląda w lusterko, a dziewczyna uśmiecha się.
-Co ty na to Emi?- pyta jej Mario.
-Myślę, że to będzie miły wieczór.- pada odpowiedź, a Marco ją słyszy.
-I taka postawa mi się podoba!- kwituje.
-Marco, a jeśli Jull...
-Julie będzie grzeczna, nie pierwszy raz ma styczność z moimi rodzicami. Poradzą sobie. Nic jej nie będzie, nie martw się na zapas. Do zobaczenia. Zadzwonię jeszcze jak zarezerwuję bilety.
-Oki.
***
Ten wieczór zaczyna się w kinie. Marco oczywiście konsultował wybór filmu z zainteresowanymi. Film spełnia oczekiwania, jest tak dobry jak mówią recenzje. Po seansie idą na późną kolację do miłej knajpki.Jest dużo rozmów, żartów, śmiechu, anegdot. Bawią się świetnie, a Emily po raz kolejny przekonuje się jak wszyscy są bliskimi sobie ludźmi, jak dobrymi są przyjaciółmi. Lubi ich wszystkich. Akurat Marco prosi kelnerkę o rachunek, kiedy dzwoni telefon Ricky'ego. Chłopak spogląda na wyświetlacz.
-Kto to?- pyta Agnes kiedy widzi minę swojego mężczyzny.
-Seba...- odpowiada po czym odbiera.- Cześć Sebastian.
-Cześć. Przepraszam, że zawracam ci głowę, ale potrzebuję numer do twojego ojca. Zgubiliśmy wizytówkę.- tłumaczy pośpiesznie.- Muszę się z nim skontaktować.- dodaje.
-Co się stało?- pyta Ricky, bo słyszy ton głosu Sebastiana.
-Mark do niego poszedł i po prostu sam wymierzył sprawiedliwość.- odpowiada chłopak.- Myślę, że będzie potrzebował dobrego adwokata. Naprawdę dobrego.- dodaje.
-Pobił go?- zadaje pytanie, bo dociera do niego powaga sytuacji.
-Twierdzi, że po prostu dał mu w pysk, ale nie wierzę, że tylko raz. Myślę, że na jednym razie się nie skończyło.
-Dasz mi go?
-Zamknął się w łazience, chyba bierze prysznic. Pytałem kilkakrotnie, ale cały czas się zapierał, że go nie pobił.- mówi.- Jednak z drugiej strony on był wściekły. Była dziś w kancelarii, znów coś było nie tak, widziałem to, nie wiem dlaczego nie byłem czujny, mogłem zatrzymać go w domu...
-Spokojnie. Zadzwonię do mojego ojca, oczywiście zaraz wyślę ci też numer do niego i do adwokata. Wszystko będzie ok.
-Chciałbym... Mam dość tej sytuacji, sprawy i nie chcę, aby Mark miał kłopoty. Nie powinien był...
-Wiem, ale z drugiej strony nie dziwię mu się. Szczerze mówiąc tamten zasłużył na porządne lanie. Taka jest prawda Seba... Zaraz wysyłam numer. Trzymaj się.
-Dzięki.
Wysyła smsa, po czym wysyła również do ojca, krótko tłumacząc sytuację. A potem odkłada telefon. Widzi pytające spojrzenie przyjaciół i swojej drugiej połówki.
-Mark poszedł do kolesia, który pobił Sebę i mu przyłożył. Tylko Seba do końca nie wie ile razy. I myśli, że Mark może mieć poważne kłopoty, co jest wysoce prawdopodobne. Tamten tak tego nie zostawi...- tłumaczy.
-Nie dziwię mu się.- mówią Mario i Marco jednocześnie.- Sprawa utknęła w miejscu, więc puściły mu nerwy...
***
Rozstają się pod knajpą. Agnes i Ricky jadą do siebie, Nat i Marco wsiadają do taksówki i również jadą do domu. Emily i Mario idą na parking, gdzie mężczyzna zaparkował, Mario ma zamiar odwieźć Emily do domu, a potem wrócić do Reusów, ponieważ tam jest jego córka, która od jakiś 3 godzin śpi. Emily próbowała wytłumaczyć mu, że może wrócić taksówką, ale nie pozwolił jej.
-Dziękuję, że z nami wyszłaś.- mówi jej Mario.
-To był przemiły wieczór.- uśmiecha się dziewczyna.- Lubię twoich przyjaciół...
-Oni są również twoimi przyjaciółmi.- poprawia ją piłkarz. Emily zdaje sobie sprawę, że po części tak jest. Oni są jej bliscy.
-Masz rację.- przyznaje.- Jak czasem przez przypadek można poznać tak wyjątkowe osoby...- zastanawia się głośno dziewczyna.
-Masz rację.- zgadza się z nią.
- Mam tylko nadzieję, że w tej sprawie, o której mówił Ricky, wszystko się ułoży...
-Nie jestem fanem przemocy, ale tamten koleś zasłużył na coś o wiele gorszego. Nie dość, że zrobił krzywdę Sebastianowi, to jeszcze próbuje za wszelką cenę uniknąć kary, a że ma wysoko postawionych znajomych tatusia, to mu się skutecznie udaje. Nie dziwię się, że Mark nie wytrzymał. Oby tylko nie wynikło z tego dla niego nic złego. Jednak wierzę, że jeśli tata Ricky'ego zajmie się sprawą, to sprawiedliwości stanie się zadość... On chce im pomóc, zrobi wszystko...
-Nie znam całej tej historii, nigdy nie pytałam... Ricky i Mark kiedyś...
-Byli razem, tak. Długo zresztą. To stara historia, niełatwa, ale to przeszłość. Każdy ruszył do przodu.
-Agnes nie jest zła, że Ricky angażuje się w sprawy byłego partnera? Nie boi się?
-Pewnie miała momenty niepewności, ale to minęło. Ona ufa Ricky'emu. Poza tym tamten związek to przeszłość. Oni mogli się zejść wiele razy, ale do tego nie doszło. Ricky pokochał Agnes, Mark ma Sebastiana... Jednak zanim doszli do tego momentu musieli przeżyć wiele trudnych chwil. Kiedyś pewnie poznasz całą tę historię.
-Nie znam jeszcze wielu wątków waszego życia...- mówi dziewczyna.
-Masz tak wiele czasu, aby je poznać, Emi.- mówi Mario spoglądając na nią.
-Cieszę się, że mam czas.- wzdycha.
-Ja również, bardzo...- pada odpowiedź. Mario wyciąga prawą dłoń i kładzie ją na dłoni Emily. Ten dotyk trwa kilka chwil, ale dla Emily to cała wieczność.
***
Parkuje pod domem dziewczyny. Wysiada, obchodzi samochód, a potem otwiera Emily drzwi.
-Dziękuję.- mówi jej.
-To ja dziękuję, bo mogłam spędzić czas w przemiłym towarzystwie.- odpowiada.
-Powtórzymy to niebawem, mam nadzieję.- patrzy na nią.- Miałem to zrobić wcześniej, ale nie zrobiłem tego, chciałem zapytać kiedy będziemy sami...- mówi, a ona nie ma pojęcia o czym mowa.- czy zechcesz towarzyszyć mi na klubowym bankiecie?- pyta patrząc jej w oczy.
-Zapraszasz mnie na klubowy bankiet?- dziwi się.-
-Tak, bardzo bym chciał, abyś mi towarzyszyła.- powtarza.- Proszę powiedz tak.- dodaje. Emily przez chwilę trzyma go w niepewności, ale kiedy w końcu odpowiada "tak" Mario się uśmiecha.
***
Przepraszam za zwłokę ;)
piątek, 18 listopada 2016
50. " Przepraszam" po latach...
Otwiera oczy powoli i pierwszym co widzi jest twarz Mario. On nie śpi, leży na boku zwrócony twarzą do niej i patrzy na nią. A ona nie ma pojęcia co ma zrobić. Przypomina sobie noc, kiedy on gorączkował i to, że miała iść do pokoju gościnnego, ale po tym jak podała mu pigułki na spadek temperatury, a ona po godzinie spadła jedynie o kilka kresek, bała się wyjść i postanowiła jeszcze zostać. Była zmęczona, było jej zimno więc owinęła się kocem i miała zostać jeszcze, aby znów zmierzyć temperaturę. Ale musiała zasnąć. I to doprowadziło ją do tego właśnie momentu, w którym leży w łóżku Mario, otulona jego kocem i wpatruje się w jego oczy.
***
Słyszy dźwięk tłuczonego szkła, to właściwie go budzi. Zrywa się z łóżka. Nie ma pojęcia skąd dochodził odgłos, ale instynktownie podąża do łazienki. Wchodzi tam i się nie myli. Odgłos pochodził stamtąd. Sebastian próbuje podnieść się z płytek, a obok niego leży rozbita buteleczka perfum. Czem prędzej zjawia się obok partnera, próbuje pomóc mu się podnieść jednocześnie patrząc, aby ten nie pokaleczył sobie stóp.
-Ostrożnie.- zwraca się do partnera. Jedyną odpowiedzią jest jęk Sebastiana. Mark spogląda na jego twarz i zauważa, że ten nie czuje się dobrze.- Nie rozumiem dlaczego nie obudziłeś mnie skoro nie czułeś się na tyle dobrze, aby pójść sam.- ma żal do Sebastiana.
-Czułem się dobrze.- broni się młodszy.
-Właśnie widać.- kwituje chcąc wyprowadzić kochanka z łazienki i zaprowadzić do sypialni. Jest zły, bo Seba powinien obudzić go skoro czuł się źle.- Mogłeś jeszcze bardziej się wyobijać, a tego chyba byś nie chciał prawda? Już wystarczy sińców i ran.- patrzy mu w oczy.
-Daj spokój...
-Nie dam ci spokoju, bo się staram, nie jesteś sam i masz kogo poprosić o pomoc, a ty jesteś nieodpowiedzialny i jak czujesz się źle to spacerujesz sam i są efekty.- prawi mu wymówki.
-Czułem się dobrze!- Seba podnosi głos, co mu się rzadko zdarza.- Dociera do ciebie co mówię?- patrzy z wyrzutem.- Po prostu zakręciło mi się w głowie.- tłumaczy, a Mark milczy, bo widzi jak bardzo Sebastian jest zdenerwowany, a on się mu w sumie nie dziwi, bo właściwie to rozumie go. Sam po wypadku zachowywał się podobnie, marzył o tym, by być samodzielnym i miał dość tego, że ciągle musi prosić o pomoc.
***
-Dzień dobry.- Mario odzywa się pierwszy, zanim ona jeszcze jest w stanie wypowiedzieć jakiekolwiek słowo.
-Dzień dobry.- odpowiada po czym podnosi się do pozycji siedzącej.- Przepraszam, musiałam zasnąć...- tłumaczy zanim jeszcze nawet pyta go o samopoczucie.- Miałam położyć się w gościnnym, ale po tym jak wziąłeś pigułkę na spadek temperatury ona spadła jedynie kilka kresek i chciałam sprawdzić za kilkanaście minut, okryłam się kocem i ja...- jej wywód przerywa jego dłoń na jej dłoni. Dziewczyna spogląda na niego, a on również podnosi się i siada. Jest nadal otulony kołdrą, ale jego oczy nie są już tak bardzo szklące jak w nocy więc ona już wie, że Mario nie ma już tak wysokiej gorączki, choć ma bardzo ciepłą dłoń.
-Emi... W porządku.- zapewnia ją.
-Ja poważnie musiałam zasnąć.- tłumaczy po raz kolejny.- Nie chcę byś pomyślał sobie...
-Hej, ja nic sobie nie myślę.- zapewnia.
-Twoja sypialnia, twoje łóżko to jakby twoja przestrzeń osobista...
-Emi...- gładzi palcami jej dłoń.- Po prostu zasnęłaś w moim łóżku. Spałaś obok mnie. I już... Tyle. Nie dokładam sobie do tego żadnej historii.- tłumaczy jej.- A do mojej przestrzeni osobistej już dawno wpuściłem cię sam.- mówi jej.- I nie myślę teraz o sypialni, ani o łóżku, bo to nie ta relacja...- patrzy jej w oczy i ma nadzieję, że ona rozumie. Jest tego pewien.- Jesteś mi bliska i ci bardzo ufam. I dziękuję, że wczoraj nie pojechałaś do domu i dziękuję również, że się mną opiekowałaś. Naprawdę czułem się fatalnie, ale ja tak zawsze choruję. Naprawdę rzadko mnie coś łapie, ale jak już złapie to automatycznie mnie rozkłada na łopatki. Dziękuję.- powtarza.
-Nie masz za co mi dziękować.
-Mam. Mam.
-Ty postąpiłbyś tak samo.- mówi mu, a potem podnosi się i ma zamiar iść zrobić mu herbaty.- Zjesz coś?- pyta go.
-Nie mam ochoty. Napiję się tylko i myślę, że poleżę jeszcze trochę zanim moja córeczka wstanie.
-Nie będziesz się nią zajmował. Nie wiem czy zarażasz, ale lepiej dmuchać na zimne. Zajmę się nią z mamą Ann...- mówi mu.- Swoją drogą to mam nadzieję,że ona jeszcze śpi, bo jak zobaczy mnie wychodzącą rano z twojej sypialni, to będzie miała nie za dobre zdanie o mnie.- uśmiecha się.
***
Spotyka ją na korytarzu, kiedy wychodzi z sypialni Mario. Ich wzrok krzyżuje się, a mama Ann nie wypowiada ani jednego słowa, ale Emily wie co sobie pomyślała. Ma to wypisane na twarzy. Chce powiedzieć jej dzień dobry, mówi, ale tamta znika za drzwiami pokoju, w którym nocuje. Nie odpowiada, bo albo nie słyszy, albo nie robi tego specjalnie. Dziewczyna więc idzie do kuchni, tam przygotowuje śniadanie dla wszystkich, również dla teściowej Mario. Kobieta zjawia się na chwilę przed tym jak ona ma zamiar iść do piłkarza.
-Dzień dobry.- wita się z nią Emily.
-Dzień dobry.- pada odpowiedź.
-Przygotowałam śniadanie. Proszę.- wskazuje na stół.
-Dziękuję, ale nie jestem głodna. Napiję się jedynie kawy.- odpowiada tamta.
-Dobrze. Nie będę pani zmuszać.- komentuje Emily otwierając lodówkę. Przez chwilę jest cisza. Jednak dziewczyna spodziewa się, że to cisza przed burzą.
-Jak się czuje mój zięć?- pyta kobieta po chwili, a Emily spogląda na nią.
-Przez całą noc miał wysoką temperaturę, ale teraz jest dużo niższa więc Mario czuje się lepiej. Zresztą może pani się sama przekonać. Jest u siebie.
-Myślę, że jestem ostatnią osobą, którą chce widzieć w tej chwili. Zresztą i po co?- patrzy na dziewczynę.- Ma dobrą opiekunkę.- mówi. Emily zatrzymuje się na moment. Patrzy na teściową Mario.
-Proszę sobie darować podobne komentarze.- mówi dziewczyna.
-Stwierdzam fakt.- broni się starsza z kobiet.
-W takim razie pójdę zaopiekować się pani zięciem.- stwierdza Emily po czym wychodzi z pomieszczenia i zostawia teściową Mario z zaskoczoną miną.
***
Nie jest zadowolony z tego, iż musiał przyjechać z Markiem do kliniki. Właściwie tamten się uparł. Próbował oponować, ale na nic to się zdało. Musiał przyjechać. Więc właśnie zbliżają się do gabinetu lekarza, z którym są umówieni. Mark próbuje z nim rozmawiać, ale Sebastian milczy. Wchodzą do gabinetu.
***
Mario jest w sypialni, w łóżku, bo znów ma wysoką gorączkę, choć już nie aż tak wysoką jak jeszcze w nocy. Słyszy piski córeczki, która bawi się w swoim pokoju z Emily. Nie ma pojęcia gdzie jest teściowa, ponieważ wyszła mniej więcej godzinę wcześniej. To znaczy domyśla się, iż pojechała na cmentarz, jednak nie ma pewności, że dobrze myśli. Chce mu się spać więc po prostu ma zamiar się zdrzemnąć. I chwilę później już śpi.
***
Opuszczają gabinet i Sebastian wcale nie ma lepszego humoru jak wtedy, kiedy do niego wchodzili. Lekarz właściwie nic nowego mu nie powiedział, dał te same zalecenia. Uspokoił ich tylko, że nic złego się nie dzieje, a ciało Seby potrzebuje jeszcze sporo czasu, aby doszło do siebie. Oczywiście zrobiono dodatkowe badania, których wyniki mają być następnego dnia, ale zostali uspokojeni, iż wyniki nic złego prawdopodobnie nie pokażą. Sebastian idzie przed siebie, tak szybko, na ile pozwala mu jego stan. Zupełnie nie zwraca uwagi na partnera.
-Seba...- odzywa się Mark więc na niego spogląda.
-Jesteś zadowolony?- pada pytanie.- Lekarz uspokoił cię na tyle, żeby więcej nie ciągać mnie po klinikach?- patrzy na niego przez chwilę, a potem rusza dalej. Mark nic nie mówi. Widzi, że to w tym momencie nie ma najmniejszego sensu. Po prostu idzie za Sebastianem.
***
Ktoś wpada na niego zaraz po wyjściu z kliniki. To jest bolesne, nawet bardzo więc chłopak wydaje z siebie jęk bólu i automatycznie łapie się za klatkę piersiową. Mark już ma coś powiedzieć osobie, która jest tak nieuważna i zraniła młodszego mężczyznę, ale słowa grzęzną mu w gardle ponieważ okazuje się, że tym kimś jest ojciec Ricky'ego, którego nie widział wiele lat. Ich ostatnie spotkanie było niezbyt przyjemne lekko mówiąc. Mężczyzna również go zauważa.
-Najmocniej pana przepraszam, że na pana wpadłem.- przeprasza Sebastiana.- Powinienem być bardziej uważny.- mówi.
-Powinien pan.- odpowiada Sebastian patrząc na niego.- Ale takie sytuacje się zdarzają. Nic mi nie jest.- mówi choć nadal drzyma dłoń na żebrach.
-Na pewno?- dopytuje mężczyzna.- Chyba jednak mocno pana zabolało.
-Sebastian ma uszkodzone żebra, dlatego go zabolało.- odpowiada Mark spoglądając na mężczyznę, na ojca Ricky'ego.
-Witaj Mark.- mężczyzna odzywa się do niego.
-Dzień dobry.- odpowiada. Dopiero teraz Sebastian orientuje się, że panowie się znają. Nie ma jednak pojęcia skąd i kim jest starszy z nich. Nie zna go. Patrzy na swojego partnera więc ten go przedstawia. Ojciec Ricky'ego podaje dłoń Sebastianowi, a Mark jest zaskoczony tym, że tamten nie ma swojej firmowej miny, którą tak dobrze zna sprzed lat. Tyle, że wtedy u jego boku był syn mężczyzny.
-Jest pan ojcem Ricky'ego?- pyta Seba.
-Tak, jestem jego ojcem...
***
Budzi go Emily ponieważ musi wziąć leki. Połyka posłusznie tabletki podane przez dziewczynę. Ona również namawia go na to, aby coś zjadł więc choć nie ma apetytu, zgadza się, pomimo tego, że w ogóle nie ma apetytu. Nie chce jej jednak zrobić przykrości więc je trochę rosołu ugotowanego przez dziewczynę.
-Dziękuję.- odkłada talerz.- Pyszny jest.
-Na zdrowie.- mówi mu dziewczyna.
-Moja teściowa wróciła?- dopytuje, a ona zaprzecza ruchem głowy.- Pewnie pojechała na cmentarz, do Ann...
-Pewnie tak.- patrzy na niego. Nie mówi mu o tym co powiedziała kobieta. Nie chce go denerwować, to nie ma sensu. Jednak on jakby ma szósty zmysł.
-Na pewno coś mówiła, bo przecież cudem byłoby, gdyby nie dowiedziała się, że rano wyszłaś z mojego pokoju.- patrzy na nią badawczo.
-Nie powiedziała nic, co by mnie w jakiś sposób dotknęło.-pada odpowiedź.- Nie myśl o tym.
-Nie sprawiła ci przykrości?- lustruje ją wzrokiem.
-Nie.
***
Wraca do domu Mario z postanowieniem, że następnego dnia wyjedzie. Przedtem ma jednak zamiar porozmawiać z zięciem. Poważnie porozmawiać. I nie chce czekać do następnego dnia, toteż kiedy tylko pojawia się w domu, praktycznie zaraz po odłożeniu torebki idzie w stronę jego sypialni. Puka, choć drzwi są lekko uchylone, a w środku słychać rozmowę Mario i Emily.
-Proszę.- słychać zaproszenie więc wchodzi. Emily prawie natychmiast po jej pojawieniu się znika. Zostawia ją samą z zięciem, który siedzi na łóżku otulony kocem.
-Jak się czujesz?- pyta najpierw.
-Lepiej, choć nadal mam temperaturę.- odpowiada chłopak.-Usiądź proszę.- mówi, więc ona siada na skraju łóżka. Przez chwilę milczy.
-Byłam u Ann.- mówi w końcu kobieta patrząc na niego.
-Wiem, domyśliłem się, że pojechałaś na cmentarz.
-Jutro wyjeżdżam. Wracam do domu.- oznajmia.- Ale zanim wyjadę, chcę z tobą porozmawiać na temat Julie.-dodaje ciszej.
-Ja...
-Musisz pozwolić nam mieć większy kontakt z wnuczką.- stwierdza patrząc mu w oczy.- Od jej narodzin mieliśmy z nią sporadyczny kontakt. Tak nie może być nadal...
- To nie moja wina...-broni się automatycznie chłopak.-Przecież nie zabraniam wam przyjeżdżać.
-Nie możemy ci też ciągle siedzieć na głowie. Myślę, że nie byłbyś zachwycony gdybyśmy ciągle przyjeżdżali.
-Czy ja kiedykolwiek coś takiego powiedziałem?- pyta piłkarz.- Nie wiem dlaczego masz tak złe zdanie na mój temat? Przecież nigdy tak o mnie ni myślałaś. Jak żyła Ann...
-Byliście razem. Przyjeżdżaliście czasem. Byłeś z moją córką, to była inna sytuacja. Teraz jej nie ma...
-Więc stałem się dla ciebie obcą osobą tak?- pyta z żalem.- Zmieniłem się, stałem się innym mężczyzną niż wtedy, kiedy byłem najpierw chłopakiem, a potem mężem twojej córki? - pyta.
-Nie jesteś obcą osobą...
-Tak mnie traktujesz.- mówi jej.- To dlatego,że nie zgadzam się na wszystko czego chcesz?-pyta.- To dlatego, że Julie ma nianię, to dlatego, że nie odsyłam jej do domu, kiedy ty jesteś, tak?- pyta nadal.- To cię boli?- patrzy na nią.
-Tak, boli mnie, bo wolisz zostawiać ją z obcą osobą...-pada odpowiedź.
-Emily nie jest dla Julie obcą osobą. Tłumaczyłem ci już, jest do niej przywiązana.
-Ale jak ja jestem, to ona nie potrzebuje dwóch osób do opieki. To tak jakbyś mi nie ufał i dlatego bał się powierzyć mi opiekę nad wnuczką. Tak to wygląda.
-Bo może sprawiłaś, że ci nie ufam co? - pyta.- Przecież zawsze jak się pojawiasz to się sprzeczamy. Zawsze masz mi coś do zarzucenia. Nie pojawiasz się długi czas, a kiedy przyjeżdżasz, to nagle wyskakujesz z propozycją, bym podrzucał ci Julie na weekendy. A może wypadałoby przygotować małą na to? Przecież ona ma za mało kontaktu z tobą, żebym nagle zawiózł ją do was i zostawił na cały weekend.- tłumaczy.- Będzie za mną tęsknić...
-Musi się przyzwyczaić.- upiera się mama Ann.
-Ona nic nie musi.- mówi stanowczo chłopak.- A na pewno nie musi tego robić na siłę. Ja tak nie postępuję.
-Możesz przyjechać z nią.- proponuje kobieta.
-Mogę, ale ja mam wiele obowiązków. To nie tak, że pracuję od- do, mam wolne weekendy. Jestem piłkarzem, gram mecze w weekendy. Dobrze o tym wiesz, że to nie jest takie proste. Wam łatwiej przyjechać do nas.
-Nie obraź się Mario, ale nie czuję się tutaj dobrze.- mówi mu w oczy.
-Dlaczego?- pyta.- Wcześniej nie miałaś problemu z odwiedzinami.
-Czuję, że ci przeszkadzam...
-Nie przeszkadzasz. Nie wmawiaj sobie tego. Przeszkadzają mi kłótnie i nieporozumienia z tobą.- mówi jej wprost. Kobieta patrzy na niego z wyrzutem.- To szczera prawda.- patrzy jej w oczy.- Od śmierci Ann ciągle mnie atakujesz. Może nie krzyczysz, ale ciągle, przy każdej okazji, wbijasz mi małe szpile. Ciągle przypominasz mi o pewnych rzeczach, o których ja pamiętam, ale one są dla mnie ciężkie i bolesne.- tłumaczy.- Nie podoba ci się jak wychowuję moją córkę, nie podoba ci się, że moja córeczka ma Emily, która wspaniale się nią zajmuje, która jest opiekuńcza i delikatna, która naprawdę kocha ją, bo to widać na każdym kroku. Dla ciebie to obca osoba, a dla nas jest kimś bliskim.
-No właśnie. Jest bliższa Julie, niż własna babcia...
-To nie moja wina. Może nie wpadałem z Julie z wizytą do was, ale po prostu przez długi czas nie byłem w stanie, a teraz znów układam sobie życie. Staram się jak umiem dla mojej córeczki.
-Gdybyś poprosił o pomoc przy Julie to byśmy pomogli...
-Kiedy?- pyta patrząc na nią.- Pomoglibyście wtedy, kiedy wyłem całymi dniami, kiedy nie jadłem, kiedy nie byłem w stanie podnieść się z łóżka, kiedy miałem ataki paniki i nie byłem w stanie w ogóle się nią zająć?- pyta.- Wtedy też nie byliście w stanie mi pomóc. Wtedy też przeżywaliście wypadek, a potem przepraszałaś mnie, że jesteś za rzadko, ale po prostu nie jesteś w stanie częściej, bo to wszystko, co się stało, jest jeszcze za świeże. Pamiętasz?- przypomina jej.
-Pamiętam.
-Straciłaś córkę. Ja żonę, a Julie mamę. Każde z nas próbuje sobie jakoś z tym radzić. Ty na swój sposób, ja na swój. Wiele miesięcy byłem na dnie. Dosłownie. Kochałem Ann, kocham i zawsze już będę kochać. Nic się nie zmieniło w tej kwestii i nigdy nie zmieni. Ale jej nie ma, a ja próbuję wychować moją córeczkę najlepiej jak umiem. Chcę, by miała spokojne dzieciństwo, staram się być z nią jak najwięcej mogę, ale niekiedy mnie nie ma i choć moja mama proponowała, że zajmie się Julie, to jednak nie mogłem pozwolić na to, aby zrezygnowała z pracy. Wtedy pojawiła się Emily. Nie jest z agencji, choć tam szukałem. Nie wziąłem nikogo z ulicy. Emily jest córką Alice, osoby, która pracuje w fundacji,jest psychologiem i psychoterapeutą. I poznałem ją przez jej mamę, kiedy chodziłem do niej na terapię. I to była najlepsza osoba na jaką mogłem trafić. Nie pozwalasz sobie jej poznać, ale gdybyś dała jej szansę, to zobaczyłabyś o czym mówię.
-Być może nie dałam jej szansy... Być może to jeszcze za wcześnie, bym mogła patrzeć normalnie na kobietę kręcącą się obok mojego zięcia, bo jeszcze jakiś czas temu patrzyłam na zapatrzoną w ciebie Ann.- mówi mu z żalem w głosie.
-Emily nie jest we mnie zakochana. Ja nie próbuję zastąpić Ann.- mówi chłopak.- Jest moją przyjaciółką, opiekuje się moją córką. Nie mam z nią romansu jak ci się wydaje...
-To być może kwestia czasu...- patrzy na niego, a kiedy widzi, że ten próbuje coś odpowiedzieć nie dopuszcza go do słowa.- Nie denerwuj się. Jesteś młodym mężczyzną, masz prawo ułożyć sobie jeszcze życie...
-Ja...
-A dla mnie ta myśl nie musi być wcale łatwa, bo przecież mieliście tworzyć rodzinę z moją córką... Los jednak zadecydował inaczej.- wzdycha.- Przepraszam. Bywam okropna i masz rację, przelewam na ciebie żal, który kumulowałam w sobie po śmierci córki. Nie panuję nad tym niestety... Jutro wyjeżdżam więc odpoczniecie ode mnie.
-Ja naprawdę chcę, by Julie więcej z wami przebywała, ale zróbmy to malutkimi kroczkami.- proponuje piłkarz.
-Dobrze. Ja chcę dla niej dobrze.
-Wiem. Rozumiem.
Emily puka do drzwi, więc mama Ann wychodzi. I kiedy dziewczyna jest już w pokoju i spogląda na Mario, on ma dziwną minę. On tylko wzdycha, ale nic nie mówi.
***
Sebastian ma wiele pytań, ale podczas powrotu do mieszkania nie zadaje ani jednego. Mark również jest bardzo milczący. To spotkanie go po prostu zaskoczyło. I zachowanie ojca Ricky'ego.
***
Przytula Agnes do siebie już w drzwiach, kiedy zjawia się w domu niespodziewanie. Dziewczyna jest zaskoczona, ponieważ miał wrócić dopiero wieczorem. Nie pyta, ponieważ usta jej mężczyzny jej to uniemożliwiają. Ricky całuje ją długo, tak jakby nie widzieli się jakiś czas, a przecież widzieli się 5 godzin wcześniej. Kiedy chłopak odrywa się w końcu od niej na jego twarzy pojawia się uśmiech.
-Mam dokończyć artykuł w domu.- mówi jej.
-To dlatego zjawiłeś się wcześniej?
-Lubisz takie niespodzianki?- pyta chłopak.
-Uwielbiam.- przyznaje dziewczyna przytulając się do niego. Tulą się dłuższą chwilę, ale potem słyszą dzwonek do drzwi.
-Spodziewasz się gości?- spogląda na nią jej mężczyzna.- Przyszedłem nie w porę?- mruga.
-Głuptas z ciebie...- śmieje się Agnes.
-To na pewno jakiś facet.- mówi Ricky zmierzając do drzwi.
-Nie potrzebuję dodatkowych wrażeń mając takiego faceta jak ty.- odpowiada mu. Ricky otwiera i widzi, że przyszedł jego ojciec.
-Cześć tato, co za niespodzianka.- mówi chłopak.-Wejdź proszę.- zaprasza go.
-Byłem w klinice, a to niedaleko więc pomyślałem, że może napijemy się tej kawy, na którą ostatnio nie możemy się umówić.- uśmiecha się.- Byłem w redakcji, ale powiedzieli, że wyszedłeś, bo równie dobrze możesz dokończyć artykuł w domu. Przeszkodziłem wam tak?- patrzy pytająco na Agnes, która pojawia się w przedpokoju.
-Skądże, zapraszam. Zaraz przygotuję kawę.- mówi.- Niestety ja będę musiała wyjść na godzinę, przykro mi.- przeprasza. Chwilę później stawia na stoliku w salonie filiżanki z kawą i ciasteczka, a sama wychodzi.
-Masz naprawdę świetną dziewczynę.- chwali Agnes ojciec chłopaka.
-Wiem.- przyznaje dziennikarz.- Co powiedział lekarz?- pyta.
-Wszystko w porządku.- uśmiecha się starszy z mężczyzn.
-Cieszę się.- przyznaje Ricky.- Bałem się, że coś może okazać się nie tak.- wyznaje.- Bałem się, że powie, że potrzebujesz operacji, znów wylądujesz w szpitalu, a ja po ostatnim po prostu mam awersję...
-Nic mi nie jest synu.- uspakaja go ojciec patrząc mu w oczy. Ricky spuszcza wzrok.-Naprawdę wszystko w porządku.- zapewnia.
-To dobrze.
-A wiesz... Wpadłem na kogoś pod drzwiami.- mówi, a Ricky patrzy na niego z zainteresowaniem.
-Na kogo?
-Na Marka, właściwie to wpadłem na Sebastiana, Mark szedł za nim.- mówi.- Co mu się stało?
-Komu?
-Sebastianowi? Nie wyglądał najlepiej.
-Cóż... Został pobity.- mówi.- I sprawcą był facet, z którym pracował. Z dwoma kumplami.
-Poważnie?- jest zaskoczony.Upija łyk kawy.- Dlaczego go pobił.
-To długa historia i chyba nie chcesz jej słyszeć...
-Być może chcę.- mówi poważnie.
-Nie lubisz Marka.- przypomina mu syn.
-Nie dałem sobie szansy go poznać.- odpowiada.- Skrzywdziłem nie tylko ciebie, jego również. Nigdy nie powiedziałem mu przepraszam. Dziś to nie był odpowiedni moment. Mam jednak nadzieję, że jeszcze będzie okazja, aby powiedzieć choćby " przepraszam", bo zadośćuczynić pewnie nie będę miał jak...
-A może właśnie jest sposób, abyś powiedział przepraszam i użył nie tylko słów.- uśmiecha się Ricky, a jego ojciec nie ma pojęcia o czym jego syn mówi. Jednak ma nadzieję, że się dowie. I tak się dzieje.
***
Rozmawiają, kiedy dzwoni dzwonek, więc Mark wstaje z sofy i idzie otworzyć. Jest zaskoczony widząc w drzwiach Ricky'ego, ale to widok drugiego mężczyzny sprawia, że stoi i milczy przez kilkanaście sekund.
-Wpuścisz nas?- pyta Ricky, a on automatycznie odsuwa się od drzwi i robi przejście. Wchodzą.
-Dzień dobry jeszcze raz.- mówi ojciec jego byłego partnera. Podaje mu rękę, więc on podaje mu swoją.
-Dzień dobry.- odpowiada.
-Aaa...cholera.- słyszą jęk dochodzący z salonu więc Mark automatycznie szybko tam idzie. Kiedy zjawiają się tam też goście, widzą jak Mark szybko ściąga koszulkę z Sebastiana, ponieważ ten oblał się kawą. I sińce, jakie ma na klatce piersiowej i brzuchu chłopak sprawiają, że ojciec Ricky'ego nie może wypowiedzieć słowa. Kiedy Mark idzie po koszulkę, Sebastian spogląda na ojca Ricky'ego i widzi jego spojrzenie. Wie, że patrzy na jego posiniaczone ciało.
***
-Nigdy nie miałem okazji cię przeprosić.- to pierwsze zdanie jakie wypowiada ojciec Ricky'ego zwracając się do Marka, kiedy siedzą już na sofach. Mark patrzy na niego zaskoczony.- Mój syn mi wybaczył, choć do tej pory mu się dziwię, że potrafił.- zerka na syna.- Nie skrzywdziłem jednak tylko jego, ciebie również.- mówi spoglądając na byłego partnera syna.- Nasze ostatnie spotkanie było naprawdę niemiłe...
-To zbyt lekkie określenie...- dodaje Mark.
-Wiem...- najstarszy z mężczyzn odwraca wzrok.- Powiedziałem wiele słów, które nie były prawdą.- mówi.
-Żadne z nich nie było prawdą.- poprawia go Mark.- Ani jedno skierowane w moją stronę.- patrzy na niego.
-Masz rację.- podnosi wzrok i spogląda mu w twarz.- To były bzdury. Byłem niesprawiedliwy i mściwy. Nie wiem, co mną kierowało. Jest mi wstyd.- przyznaje.- Dlatego chcę cię przeprosić. Po to tu właściwie przyszedłem.- mówi.- Przepraszam Mark. Szczerze przepraszam, za każde ze słów, którymi cię obraziłem albo niesłusznie oceniłem. Nie znałem cię, więc nie miałem prawa wydawać osądów. Byłem zaślepiony gniewem, nie chciałem zrozumieć... Powinienem... Przepraszam.- powtarza.- Ja wiem, że to nie cofnie czasu, ale naprawdę przepraszam.- mówi ponownie. - Nie mogłem zrozumieć wyboru mojego syna. Nie chciałem zrozumieć, to było dla mnie zaskoczenie, ale już teraz wiem, że on również był zdezorientowany, a ja zamiast starać się zrozumieć, być, bo mnie potrzebował, to go odrzuciłem i zmusiłem do tego, aby był sam... No niezupełnie sam, ale wiesz, bez rodziny, mam na myśli...
-Czekałem na moment w którym zrozumiesz, co zrobiłeś...- odpowiada Mark.- Miałem nadzieję, że kiedyś odbiorę telefon i to będziesz ty. Widziałem to oczekiwanie w jego spojrzeniu każdego dnia, przez wiele miesięcy. Tą nadzieję, kiedy dzwonił telefon. A potem widziałem jak ona gasła, z dnia na dziej było jej tam mniej, a potem zniknęła.- mówi.- Podziwiałem go każdego dnia, że się nie ugiął, że nie został, nie przepraszał. Ty go po prostu odrzuciłeś, a on odszedł. Ze mną. Bo mnie kochał... Nawet nie wiesz ile taki krok kosztuje siły...
-Domyślam się.- odpowiada starszy z mężczyzn, a potem spogląda na Ricky'ego. Nie widzi w jego oczach bólu, który spodziewał się tam zobaczyć podczas tej rozmowy. Sebastian po prostu słucha.- Przepraszam jeszcze raz.- dodaje.
-Przyjmuję przeprosiny. Nie mam do ciebie żalu. Już nie.- odpowiada Mark.- Miałem żal wiele lat, ale potem zrozumiałem, że każdy popełnia błędy. Ja również popełniłem błąd i dlatego związek z twoim synem się skończył. Jesteśmy teraz szczęśliwi w nowych związkach. Ja mam Sebastiana, a Ricky- Agnes. I wiem, że on ją bardzo kocha, wiem to, bo znam to spojrzenie, kiedy na nią patrzy. I jestem szczęśliwy wiedząc to, bo zasługuje na wszystko, co najlepsze, tak jak Sebastian...
-I ty...- dodaje Ricky.
-I ja.- zgadza się.- Dziękuję, że przyszedłeś. Naprawdę byłem zaskoczony, ale pozytywnie. Nie spodziewałem się.
-Ja też się cieszę, że wpadliśmy na siebie pod szpitalem. To był bodziec...- tłumaczy mężczyzna.- Ricky opowiedział mi o pobiciu...- spogląda na partnera Marka, który siedzi w rogu sofy, oparty o poduszki i okryty kocem.- Przepraszam jeszcze raz Sebastian, że byłem nieuważny i na ciebie wpadłem. Wiem, że to musiało boleć z racji żeber.
-Nic się nie stało. To nie tak, że zabolały bardziej niż podczas normalnych czynności, kiedy próbuję np.wstać z sofy, aby iść do łazienki.- mówi chłopak.
-Wiem, że może nie powinienem się wtrącać, nie mam prawa, ale pytałem o sprawę w sądzie i mój syn odrobinę naświetlił mi temat. I wiem, że adwokat, który prowadzi waszą sprawę, nie przyłożył się wystarczająco. I jeśli mógłbym pomóc, to jestem do dyspozycji.- proponuje.- Może nie tyle ja, ponieważ nie jestem adwokatem, ale moi prawnicy są do waszej dyspozycji. Ręczę za to, że oni dopełnią wszystkich formalności i naprawdę rzetelnie poprowadzą tę sprawę. - patrzy na zaskoczenie malujące się na twarzach obydwu panów. Nie dziwi się, w końcu zjawił się nagle, w dodatku po takiej historii z przeszłości i nagle nie tylko przeprasza, ale proponuje pomoc prawną. Sam byłby zaskoczony w podobnej sytuacji.
-Myślę, że powinniście o tym pomyśleć. Oczywiście decyzja należy do was.- dodaje Ricky.- To nie może być tak, że ten koleś się wywinie, bo ma znajomości...
***
Mario jest w sypialni, a Julie bawi się z babcią, kiedy Emily przyjeżdża spowrotem. Była bowiem w domu. W tym czasie mała Julie przebywała pod opieką babci. Kiedy wchodzi, dziewczynka nie ma zbyt zadowolonej miny, a jej babcia próbuje jej coś cierpliwie wytłumaczyć. Dziewczynka widzi Emily więc do niej podbiega, a ta przykuca, aby ją przytulić.
-Próbuję ją namówić, aby pozbierała ze mną zabawki, ale bezskutecznie.- mówi kobieta.
-Jest pewnie zmęczona, bo ona lubi porządek.- odpowiada niania.- Jesteś zmęczona Julie?- pyta ją, a mała zaprzecza ruchem głowy.- Tata.- mówi pokazując w stronę sypialni Mario.
-Tatuś jest chory słoneczko, odpoczywa. Nie możesz się z nim pobawić, bo tatuś jest zmęczony i potrzebuje odpocząć. Ma gorączkę.- tłumaczy jej, a mała łapie się rączką za czoło.- Tak, ma gorące czoło.- uśmiecha się ponieważ dziewczynka jest bardzo bystra. Jest pewna, że zaraz pokaże, że trzeba mu przyłożyć okład na czoło i Julie właśnie to robi.- Tak, okład Julie. Masz rację.- chwali ją.- Posprzątasz z babcią zabawki, a ja zajrzę do tatusia czy potrzebuje okład, dobrze?- pyta dziewczynki, a mała się zgadza.
-Cium?- składa usta tak, jak daje zawsze buziaka Mario.
-dasz mu buziaka na dobranoc, dobrze? Później.- uśmiecha się Emily po czym idzie w stronę sypialni piłkarza. Całą sytuację obserwuje jego teściowa i dociera do niej, że niania ma naprawdę dobry kontakt z jej wnuczką i mała jej słucha. Tymczasem Emily cicho wchodzi do sypialni Mario, ponieważ myśli, że ten śpi. On jednak nie śpi, nawet nie leży w łóżku, a siedzi w fotelu, otulony kocem. Spogląda na nią.
-Wróciłaś?- zauważa.
-Tak, przed momentem.- mówi dziewczyna po czym podchodzi i dotyka czoła piłkarza.- Julie zaleca okład, ale chyba nie będzie teraz potrzebny, bo nie masz temperatury. Spałeś?- pyta.
-Trochę.- odpowiada.- Co robi Julie?
-Sprząta zabawki z babcią. Chciała dać ci buziaka, ale odwiodłam ją od tego pomysłu. Dostaniesz buziaka na dobranoc, nie martw się.
-Chciałbym się do niej przytulić.- marudzi Mario.
-Przytulisz na dobranoc.- pociesza go po czym siada w drugim fotelu.- Jesteś smutny...- zauważa.
-Jestem chory...
-Jesteś smutny...- upiera się.
-Jestem.-przyznaje.- Moja teściowa poprosiła mnie o kilka zdjęć Ann. Mają, ale chciała mieć inne. Więc włączyłem kompa i chciałem jej zgrać, ale musiałem przejrzeć, niektóre z nich mogą być bardzo prywatne, dlatego nie mogłem zrzucić hurtem...- tłumaczy.- Tak bardzo tęsknię.- wyznaje.
-Wiem.- mówi mu Emily.-Wiem, Mario.- powtarza, a on po prostu chwyta ją za dłoń. Potrzebuje bliskości, a ona jest mu bliska. Emily nachyla się i go przytula, a on chętnie obejmuje ją ramionami.
***
Trochę chaotycznie, mam wrażenie. Jak Wam się podoba?
***
Słyszy dźwięk tłuczonego szkła, to właściwie go budzi. Zrywa się z łóżka. Nie ma pojęcia skąd dochodził odgłos, ale instynktownie podąża do łazienki. Wchodzi tam i się nie myli. Odgłos pochodził stamtąd. Sebastian próbuje podnieść się z płytek, a obok niego leży rozbita buteleczka perfum. Czem prędzej zjawia się obok partnera, próbuje pomóc mu się podnieść jednocześnie patrząc, aby ten nie pokaleczył sobie stóp.
-Ostrożnie.- zwraca się do partnera. Jedyną odpowiedzią jest jęk Sebastiana. Mark spogląda na jego twarz i zauważa, że ten nie czuje się dobrze.- Nie rozumiem dlaczego nie obudziłeś mnie skoro nie czułeś się na tyle dobrze, aby pójść sam.- ma żal do Sebastiana.
-Czułem się dobrze.- broni się młodszy.
-Właśnie widać.- kwituje chcąc wyprowadzić kochanka z łazienki i zaprowadzić do sypialni. Jest zły, bo Seba powinien obudzić go skoro czuł się źle.- Mogłeś jeszcze bardziej się wyobijać, a tego chyba byś nie chciał prawda? Już wystarczy sińców i ran.- patrzy mu w oczy.
-Daj spokój...
-Nie dam ci spokoju, bo się staram, nie jesteś sam i masz kogo poprosić o pomoc, a ty jesteś nieodpowiedzialny i jak czujesz się źle to spacerujesz sam i są efekty.- prawi mu wymówki.
-Czułem się dobrze!- Seba podnosi głos, co mu się rzadko zdarza.- Dociera do ciebie co mówię?- patrzy z wyrzutem.- Po prostu zakręciło mi się w głowie.- tłumaczy, a Mark milczy, bo widzi jak bardzo Sebastian jest zdenerwowany, a on się mu w sumie nie dziwi, bo właściwie to rozumie go. Sam po wypadku zachowywał się podobnie, marzył o tym, by być samodzielnym i miał dość tego, że ciągle musi prosić o pomoc.
***
-Dzień dobry.- Mario odzywa się pierwszy, zanim ona jeszcze jest w stanie wypowiedzieć jakiekolwiek słowo.
-Dzień dobry.- odpowiada po czym podnosi się do pozycji siedzącej.- Przepraszam, musiałam zasnąć...- tłumaczy zanim jeszcze nawet pyta go o samopoczucie.- Miałam położyć się w gościnnym, ale po tym jak wziąłeś pigułkę na spadek temperatury ona spadła jedynie kilka kresek i chciałam sprawdzić za kilkanaście minut, okryłam się kocem i ja...- jej wywód przerywa jego dłoń na jej dłoni. Dziewczyna spogląda na niego, a on również podnosi się i siada. Jest nadal otulony kołdrą, ale jego oczy nie są już tak bardzo szklące jak w nocy więc ona już wie, że Mario nie ma już tak wysokiej gorączki, choć ma bardzo ciepłą dłoń.
-Emi... W porządku.- zapewnia ją.
-Ja poważnie musiałam zasnąć.- tłumaczy po raz kolejny.- Nie chcę byś pomyślał sobie...
-Hej, ja nic sobie nie myślę.- zapewnia.
-Twoja sypialnia, twoje łóżko to jakby twoja przestrzeń osobista...
-Emi...- gładzi palcami jej dłoń.- Po prostu zasnęłaś w moim łóżku. Spałaś obok mnie. I już... Tyle. Nie dokładam sobie do tego żadnej historii.- tłumaczy jej.- A do mojej przestrzeni osobistej już dawno wpuściłem cię sam.- mówi jej.- I nie myślę teraz o sypialni, ani o łóżku, bo to nie ta relacja...- patrzy jej w oczy i ma nadzieję, że ona rozumie. Jest tego pewien.- Jesteś mi bliska i ci bardzo ufam. I dziękuję, że wczoraj nie pojechałaś do domu i dziękuję również, że się mną opiekowałaś. Naprawdę czułem się fatalnie, ale ja tak zawsze choruję. Naprawdę rzadko mnie coś łapie, ale jak już złapie to automatycznie mnie rozkłada na łopatki. Dziękuję.- powtarza.
-Nie masz za co mi dziękować.
-Mam. Mam.
-Ty postąpiłbyś tak samo.- mówi mu, a potem podnosi się i ma zamiar iść zrobić mu herbaty.- Zjesz coś?- pyta go.
-Nie mam ochoty. Napiję się tylko i myślę, że poleżę jeszcze trochę zanim moja córeczka wstanie.
-Nie będziesz się nią zajmował. Nie wiem czy zarażasz, ale lepiej dmuchać na zimne. Zajmę się nią z mamą Ann...- mówi mu.- Swoją drogą to mam nadzieję,że ona jeszcze śpi, bo jak zobaczy mnie wychodzącą rano z twojej sypialni, to będzie miała nie za dobre zdanie o mnie.- uśmiecha się.
***
Spotyka ją na korytarzu, kiedy wychodzi z sypialni Mario. Ich wzrok krzyżuje się, a mama Ann nie wypowiada ani jednego słowa, ale Emily wie co sobie pomyślała. Ma to wypisane na twarzy. Chce powiedzieć jej dzień dobry, mówi, ale tamta znika za drzwiami pokoju, w którym nocuje. Nie odpowiada, bo albo nie słyszy, albo nie robi tego specjalnie. Dziewczyna więc idzie do kuchni, tam przygotowuje śniadanie dla wszystkich, również dla teściowej Mario. Kobieta zjawia się na chwilę przed tym jak ona ma zamiar iść do piłkarza.
-Dzień dobry.- wita się z nią Emily.
-Dzień dobry.- pada odpowiedź.
-Przygotowałam śniadanie. Proszę.- wskazuje na stół.
-Dziękuję, ale nie jestem głodna. Napiję się jedynie kawy.- odpowiada tamta.
-Dobrze. Nie będę pani zmuszać.- komentuje Emily otwierając lodówkę. Przez chwilę jest cisza. Jednak dziewczyna spodziewa się, że to cisza przed burzą.
-Jak się czuje mój zięć?- pyta kobieta po chwili, a Emily spogląda na nią.
-Przez całą noc miał wysoką temperaturę, ale teraz jest dużo niższa więc Mario czuje się lepiej. Zresztą może pani się sama przekonać. Jest u siebie.
-Myślę, że jestem ostatnią osobą, którą chce widzieć w tej chwili. Zresztą i po co?- patrzy na dziewczynę.- Ma dobrą opiekunkę.- mówi. Emily zatrzymuje się na moment. Patrzy na teściową Mario.
-Proszę sobie darować podobne komentarze.- mówi dziewczyna.
-Stwierdzam fakt.- broni się starsza z kobiet.
-W takim razie pójdę zaopiekować się pani zięciem.- stwierdza Emily po czym wychodzi z pomieszczenia i zostawia teściową Mario z zaskoczoną miną.
***
Nie jest zadowolony z tego, iż musiał przyjechać z Markiem do kliniki. Właściwie tamten się uparł. Próbował oponować, ale na nic to się zdało. Musiał przyjechać. Więc właśnie zbliżają się do gabinetu lekarza, z którym są umówieni. Mark próbuje z nim rozmawiać, ale Sebastian milczy. Wchodzą do gabinetu.
***
Mario jest w sypialni, w łóżku, bo znów ma wysoką gorączkę, choć już nie aż tak wysoką jak jeszcze w nocy. Słyszy piski córeczki, która bawi się w swoim pokoju z Emily. Nie ma pojęcia gdzie jest teściowa, ponieważ wyszła mniej więcej godzinę wcześniej. To znaczy domyśla się, iż pojechała na cmentarz, jednak nie ma pewności, że dobrze myśli. Chce mu się spać więc po prostu ma zamiar się zdrzemnąć. I chwilę później już śpi.
***
Opuszczają gabinet i Sebastian wcale nie ma lepszego humoru jak wtedy, kiedy do niego wchodzili. Lekarz właściwie nic nowego mu nie powiedział, dał te same zalecenia. Uspokoił ich tylko, że nic złego się nie dzieje, a ciało Seby potrzebuje jeszcze sporo czasu, aby doszło do siebie. Oczywiście zrobiono dodatkowe badania, których wyniki mają być następnego dnia, ale zostali uspokojeni, iż wyniki nic złego prawdopodobnie nie pokażą. Sebastian idzie przed siebie, tak szybko, na ile pozwala mu jego stan. Zupełnie nie zwraca uwagi na partnera.
-Seba...- odzywa się Mark więc na niego spogląda.
-Jesteś zadowolony?- pada pytanie.- Lekarz uspokoił cię na tyle, żeby więcej nie ciągać mnie po klinikach?- patrzy na niego przez chwilę, a potem rusza dalej. Mark nic nie mówi. Widzi, że to w tym momencie nie ma najmniejszego sensu. Po prostu idzie za Sebastianem.
***
Ktoś wpada na niego zaraz po wyjściu z kliniki. To jest bolesne, nawet bardzo więc chłopak wydaje z siebie jęk bólu i automatycznie łapie się za klatkę piersiową. Mark już ma coś powiedzieć osobie, która jest tak nieuważna i zraniła młodszego mężczyznę, ale słowa grzęzną mu w gardle ponieważ okazuje się, że tym kimś jest ojciec Ricky'ego, którego nie widział wiele lat. Ich ostatnie spotkanie było niezbyt przyjemne lekko mówiąc. Mężczyzna również go zauważa.
-Najmocniej pana przepraszam, że na pana wpadłem.- przeprasza Sebastiana.- Powinienem być bardziej uważny.- mówi.
-Powinien pan.- odpowiada Sebastian patrząc na niego.- Ale takie sytuacje się zdarzają. Nic mi nie jest.- mówi choć nadal drzyma dłoń na żebrach.
-Na pewno?- dopytuje mężczyzna.- Chyba jednak mocno pana zabolało.
-Sebastian ma uszkodzone żebra, dlatego go zabolało.- odpowiada Mark spoglądając na mężczyznę, na ojca Ricky'ego.
-Witaj Mark.- mężczyzna odzywa się do niego.
-Dzień dobry.- odpowiada. Dopiero teraz Sebastian orientuje się, że panowie się znają. Nie ma jednak pojęcia skąd i kim jest starszy z nich. Nie zna go. Patrzy na swojego partnera więc ten go przedstawia. Ojciec Ricky'ego podaje dłoń Sebastianowi, a Mark jest zaskoczony tym, że tamten nie ma swojej firmowej miny, którą tak dobrze zna sprzed lat. Tyle, że wtedy u jego boku był syn mężczyzny.
-Jest pan ojcem Ricky'ego?- pyta Seba.
-Tak, jestem jego ojcem...
***
Budzi go Emily ponieważ musi wziąć leki. Połyka posłusznie tabletki podane przez dziewczynę. Ona również namawia go na to, aby coś zjadł więc choć nie ma apetytu, zgadza się, pomimo tego, że w ogóle nie ma apetytu. Nie chce jej jednak zrobić przykrości więc je trochę rosołu ugotowanego przez dziewczynę.
-Dziękuję.- odkłada talerz.- Pyszny jest.
-Na zdrowie.- mówi mu dziewczyna.
-Moja teściowa wróciła?- dopytuje, a ona zaprzecza ruchem głowy.- Pewnie pojechała na cmentarz, do Ann...
-Pewnie tak.- patrzy na niego. Nie mówi mu o tym co powiedziała kobieta. Nie chce go denerwować, to nie ma sensu. Jednak on jakby ma szósty zmysł.
-Na pewno coś mówiła, bo przecież cudem byłoby, gdyby nie dowiedziała się, że rano wyszłaś z mojego pokoju.- patrzy na nią badawczo.
-Nie powiedziała nic, co by mnie w jakiś sposób dotknęło.-pada odpowiedź.- Nie myśl o tym.
-Nie sprawiła ci przykrości?- lustruje ją wzrokiem.
-Nie.
***
Wraca do domu Mario z postanowieniem, że następnego dnia wyjedzie. Przedtem ma jednak zamiar porozmawiać z zięciem. Poważnie porozmawiać. I nie chce czekać do następnego dnia, toteż kiedy tylko pojawia się w domu, praktycznie zaraz po odłożeniu torebki idzie w stronę jego sypialni. Puka, choć drzwi są lekko uchylone, a w środku słychać rozmowę Mario i Emily.
-Proszę.- słychać zaproszenie więc wchodzi. Emily prawie natychmiast po jej pojawieniu się znika. Zostawia ją samą z zięciem, który siedzi na łóżku otulony kocem.
-Jak się czujesz?- pyta najpierw.
-Lepiej, choć nadal mam temperaturę.- odpowiada chłopak.-Usiądź proszę.- mówi, więc ona siada na skraju łóżka. Przez chwilę milczy.
-Byłam u Ann.- mówi w końcu kobieta patrząc na niego.
-Wiem, domyśliłem się, że pojechałaś na cmentarz.
-Jutro wyjeżdżam. Wracam do domu.- oznajmia.- Ale zanim wyjadę, chcę z tobą porozmawiać na temat Julie.-dodaje ciszej.
-Ja...
-Musisz pozwolić nam mieć większy kontakt z wnuczką.- stwierdza patrząc mu w oczy.- Od jej narodzin mieliśmy z nią sporadyczny kontakt. Tak nie może być nadal...
- To nie moja wina...-broni się automatycznie chłopak.-Przecież nie zabraniam wam przyjeżdżać.
-Nie możemy ci też ciągle siedzieć na głowie. Myślę, że nie byłbyś zachwycony gdybyśmy ciągle przyjeżdżali.
-Czy ja kiedykolwiek coś takiego powiedziałem?- pyta piłkarz.- Nie wiem dlaczego masz tak złe zdanie na mój temat? Przecież nigdy tak o mnie ni myślałaś. Jak żyła Ann...
-Byliście razem. Przyjeżdżaliście czasem. Byłeś z moją córką, to była inna sytuacja. Teraz jej nie ma...
-Więc stałem się dla ciebie obcą osobą tak?- pyta z żalem.- Zmieniłem się, stałem się innym mężczyzną niż wtedy, kiedy byłem najpierw chłopakiem, a potem mężem twojej córki? - pyta.
-Nie jesteś obcą osobą...
-Tak mnie traktujesz.- mówi jej.- To dlatego,że nie zgadzam się na wszystko czego chcesz?-pyta.- To dlatego, że Julie ma nianię, to dlatego, że nie odsyłam jej do domu, kiedy ty jesteś, tak?- pyta nadal.- To cię boli?- patrzy na nią.
-Tak, boli mnie, bo wolisz zostawiać ją z obcą osobą...-pada odpowiedź.
-Emily nie jest dla Julie obcą osobą. Tłumaczyłem ci już, jest do niej przywiązana.
-Ale jak ja jestem, to ona nie potrzebuje dwóch osób do opieki. To tak jakbyś mi nie ufał i dlatego bał się powierzyć mi opiekę nad wnuczką. Tak to wygląda.
-Bo może sprawiłaś, że ci nie ufam co? - pyta.- Przecież zawsze jak się pojawiasz to się sprzeczamy. Zawsze masz mi coś do zarzucenia. Nie pojawiasz się długi czas, a kiedy przyjeżdżasz, to nagle wyskakujesz z propozycją, bym podrzucał ci Julie na weekendy. A może wypadałoby przygotować małą na to? Przecież ona ma za mało kontaktu z tobą, żebym nagle zawiózł ją do was i zostawił na cały weekend.- tłumaczy.- Będzie za mną tęsknić...
-Musi się przyzwyczaić.- upiera się mama Ann.
-Ona nic nie musi.- mówi stanowczo chłopak.- A na pewno nie musi tego robić na siłę. Ja tak nie postępuję.
-Możesz przyjechać z nią.- proponuje kobieta.
-Mogę, ale ja mam wiele obowiązków. To nie tak, że pracuję od- do, mam wolne weekendy. Jestem piłkarzem, gram mecze w weekendy. Dobrze o tym wiesz, że to nie jest takie proste. Wam łatwiej przyjechać do nas.
-Nie obraź się Mario, ale nie czuję się tutaj dobrze.- mówi mu w oczy.
-Dlaczego?- pyta.- Wcześniej nie miałaś problemu z odwiedzinami.
-Czuję, że ci przeszkadzam...
-Nie przeszkadzasz. Nie wmawiaj sobie tego. Przeszkadzają mi kłótnie i nieporozumienia z tobą.- mówi jej wprost. Kobieta patrzy na niego z wyrzutem.- To szczera prawda.- patrzy jej w oczy.- Od śmierci Ann ciągle mnie atakujesz. Może nie krzyczysz, ale ciągle, przy każdej okazji, wbijasz mi małe szpile. Ciągle przypominasz mi o pewnych rzeczach, o których ja pamiętam, ale one są dla mnie ciężkie i bolesne.- tłumaczy.- Nie podoba ci się jak wychowuję moją córkę, nie podoba ci się, że moja córeczka ma Emily, która wspaniale się nią zajmuje, która jest opiekuńcza i delikatna, która naprawdę kocha ją, bo to widać na każdym kroku. Dla ciebie to obca osoba, a dla nas jest kimś bliskim.
-No właśnie. Jest bliższa Julie, niż własna babcia...
-To nie moja wina. Może nie wpadałem z Julie z wizytą do was, ale po prostu przez długi czas nie byłem w stanie, a teraz znów układam sobie życie. Staram się jak umiem dla mojej córeczki.
-Gdybyś poprosił o pomoc przy Julie to byśmy pomogli...
-Kiedy?- pyta patrząc na nią.- Pomoglibyście wtedy, kiedy wyłem całymi dniami, kiedy nie jadłem, kiedy nie byłem w stanie podnieść się z łóżka, kiedy miałem ataki paniki i nie byłem w stanie w ogóle się nią zająć?- pyta.- Wtedy też nie byliście w stanie mi pomóc. Wtedy też przeżywaliście wypadek, a potem przepraszałaś mnie, że jesteś za rzadko, ale po prostu nie jesteś w stanie częściej, bo to wszystko, co się stało, jest jeszcze za świeże. Pamiętasz?- przypomina jej.
-Pamiętam.
-Straciłaś córkę. Ja żonę, a Julie mamę. Każde z nas próbuje sobie jakoś z tym radzić. Ty na swój sposób, ja na swój. Wiele miesięcy byłem na dnie. Dosłownie. Kochałem Ann, kocham i zawsze już będę kochać. Nic się nie zmieniło w tej kwestii i nigdy nie zmieni. Ale jej nie ma, a ja próbuję wychować moją córeczkę najlepiej jak umiem. Chcę, by miała spokojne dzieciństwo, staram się być z nią jak najwięcej mogę, ale niekiedy mnie nie ma i choć moja mama proponowała, że zajmie się Julie, to jednak nie mogłem pozwolić na to, aby zrezygnowała z pracy. Wtedy pojawiła się Emily. Nie jest z agencji, choć tam szukałem. Nie wziąłem nikogo z ulicy. Emily jest córką Alice, osoby, która pracuje w fundacji,jest psychologiem i psychoterapeutą. I poznałem ją przez jej mamę, kiedy chodziłem do niej na terapię. I to była najlepsza osoba na jaką mogłem trafić. Nie pozwalasz sobie jej poznać, ale gdybyś dała jej szansę, to zobaczyłabyś o czym mówię.
-Być może nie dałam jej szansy... Być może to jeszcze za wcześnie, bym mogła patrzeć normalnie na kobietę kręcącą się obok mojego zięcia, bo jeszcze jakiś czas temu patrzyłam na zapatrzoną w ciebie Ann.- mówi mu z żalem w głosie.
-Emily nie jest we mnie zakochana. Ja nie próbuję zastąpić Ann.- mówi chłopak.- Jest moją przyjaciółką, opiekuje się moją córką. Nie mam z nią romansu jak ci się wydaje...
-To być może kwestia czasu...- patrzy na niego, a kiedy widzi, że ten próbuje coś odpowiedzieć nie dopuszcza go do słowa.- Nie denerwuj się. Jesteś młodym mężczyzną, masz prawo ułożyć sobie jeszcze życie...
-Ja...
-A dla mnie ta myśl nie musi być wcale łatwa, bo przecież mieliście tworzyć rodzinę z moją córką... Los jednak zadecydował inaczej.- wzdycha.- Przepraszam. Bywam okropna i masz rację, przelewam na ciebie żal, który kumulowałam w sobie po śmierci córki. Nie panuję nad tym niestety... Jutro wyjeżdżam więc odpoczniecie ode mnie.
-Ja naprawdę chcę, by Julie więcej z wami przebywała, ale zróbmy to malutkimi kroczkami.- proponuje piłkarz.
-Dobrze. Ja chcę dla niej dobrze.
-Wiem. Rozumiem.
Emily puka do drzwi, więc mama Ann wychodzi. I kiedy dziewczyna jest już w pokoju i spogląda na Mario, on ma dziwną minę. On tylko wzdycha, ale nic nie mówi.
***
Sebastian ma wiele pytań, ale podczas powrotu do mieszkania nie zadaje ani jednego. Mark również jest bardzo milczący. To spotkanie go po prostu zaskoczyło. I zachowanie ojca Ricky'ego.
***
Przytula Agnes do siebie już w drzwiach, kiedy zjawia się w domu niespodziewanie. Dziewczyna jest zaskoczona, ponieważ miał wrócić dopiero wieczorem. Nie pyta, ponieważ usta jej mężczyzny jej to uniemożliwiają. Ricky całuje ją długo, tak jakby nie widzieli się jakiś czas, a przecież widzieli się 5 godzin wcześniej. Kiedy chłopak odrywa się w końcu od niej na jego twarzy pojawia się uśmiech.
-Mam dokończyć artykuł w domu.- mówi jej.
-To dlatego zjawiłeś się wcześniej?
-Lubisz takie niespodzianki?- pyta chłopak.
-Uwielbiam.- przyznaje dziewczyna przytulając się do niego. Tulą się dłuższą chwilę, ale potem słyszą dzwonek do drzwi.
-Spodziewasz się gości?- spogląda na nią jej mężczyzna.- Przyszedłem nie w porę?- mruga.
-Głuptas z ciebie...- śmieje się Agnes.
-To na pewno jakiś facet.- mówi Ricky zmierzając do drzwi.
-Nie potrzebuję dodatkowych wrażeń mając takiego faceta jak ty.- odpowiada mu. Ricky otwiera i widzi, że przyszedł jego ojciec.
-Cześć tato, co za niespodzianka.- mówi chłopak.-Wejdź proszę.- zaprasza go.
-Byłem w klinice, a to niedaleko więc pomyślałem, że może napijemy się tej kawy, na którą ostatnio nie możemy się umówić.- uśmiecha się.- Byłem w redakcji, ale powiedzieli, że wyszedłeś, bo równie dobrze możesz dokończyć artykuł w domu. Przeszkodziłem wam tak?- patrzy pytająco na Agnes, która pojawia się w przedpokoju.
-Skądże, zapraszam. Zaraz przygotuję kawę.- mówi.- Niestety ja będę musiała wyjść na godzinę, przykro mi.- przeprasza. Chwilę później stawia na stoliku w salonie filiżanki z kawą i ciasteczka, a sama wychodzi.
-Masz naprawdę świetną dziewczynę.- chwali Agnes ojciec chłopaka.
-Wiem.- przyznaje dziennikarz.- Co powiedział lekarz?- pyta.
-Wszystko w porządku.- uśmiecha się starszy z mężczyzn.
-Cieszę się.- przyznaje Ricky.- Bałem się, że coś może okazać się nie tak.- wyznaje.- Bałem się, że powie, że potrzebujesz operacji, znów wylądujesz w szpitalu, a ja po ostatnim po prostu mam awersję...
-Nic mi nie jest synu.- uspakaja go ojciec patrząc mu w oczy. Ricky spuszcza wzrok.-Naprawdę wszystko w porządku.- zapewnia.
-To dobrze.
-A wiesz... Wpadłem na kogoś pod drzwiami.- mówi, a Ricky patrzy na niego z zainteresowaniem.
-Na kogo?
-Na Marka, właściwie to wpadłem na Sebastiana, Mark szedł za nim.- mówi.- Co mu się stało?
-Komu?
-Sebastianowi? Nie wyglądał najlepiej.
-Cóż... Został pobity.- mówi.- I sprawcą był facet, z którym pracował. Z dwoma kumplami.
-Poważnie?- jest zaskoczony.Upija łyk kawy.- Dlaczego go pobił.
-To długa historia i chyba nie chcesz jej słyszeć...
-Być może chcę.- mówi poważnie.
-Nie lubisz Marka.- przypomina mu syn.
-Nie dałem sobie szansy go poznać.- odpowiada.- Skrzywdziłem nie tylko ciebie, jego również. Nigdy nie powiedziałem mu przepraszam. Dziś to nie był odpowiedni moment. Mam jednak nadzieję, że jeszcze będzie okazja, aby powiedzieć choćby " przepraszam", bo zadośćuczynić pewnie nie będę miał jak...
-A może właśnie jest sposób, abyś powiedział przepraszam i użył nie tylko słów.- uśmiecha się Ricky, a jego ojciec nie ma pojęcia o czym jego syn mówi. Jednak ma nadzieję, że się dowie. I tak się dzieje.
***
Rozmawiają, kiedy dzwoni dzwonek, więc Mark wstaje z sofy i idzie otworzyć. Jest zaskoczony widząc w drzwiach Ricky'ego, ale to widok drugiego mężczyzny sprawia, że stoi i milczy przez kilkanaście sekund.
-Wpuścisz nas?- pyta Ricky, a on automatycznie odsuwa się od drzwi i robi przejście. Wchodzą.
-Dzień dobry jeszcze raz.- mówi ojciec jego byłego partnera. Podaje mu rękę, więc on podaje mu swoją.
-Dzień dobry.- odpowiada.
-Aaa...cholera.- słyszą jęk dochodzący z salonu więc Mark automatycznie szybko tam idzie. Kiedy zjawiają się tam też goście, widzą jak Mark szybko ściąga koszulkę z Sebastiana, ponieważ ten oblał się kawą. I sińce, jakie ma na klatce piersiowej i brzuchu chłopak sprawiają, że ojciec Ricky'ego nie może wypowiedzieć słowa. Kiedy Mark idzie po koszulkę, Sebastian spogląda na ojca Ricky'ego i widzi jego spojrzenie. Wie, że patrzy na jego posiniaczone ciało.
***
-Nigdy nie miałem okazji cię przeprosić.- to pierwsze zdanie jakie wypowiada ojciec Ricky'ego zwracając się do Marka, kiedy siedzą już na sofach. Mark patrzy na niego zaskoczony.- Mój syn mi wybaczył, choć do tej pory mu się dziwię, że potrafił.- zerka na syna.- Nie skrzywdziłem jednak tylko jego, ciebie również.- mówi spoglądając na byłego partnera syna.- Nasze ostatnie spotkanie było naprawdę niemiłe...
-To zbyt lekkie określenie...- dodaje Mark.
-Wiem...- najstarszy z mężczyzn odwraca wzrok.- Powiedziałem wiele słów, które nie były prawdą.- mówi.
-Żadne z nich nie było prawdą.- poprawia go Mark.- Ani jedno skierowane w moją stronę.- patrzy na niego.
-Masz rację.- podnosi wzrok i spogląda mu w twarz.- To były bzdury. Byłem niesprawiedliwy i mściwy. Nie wiem, co mną kierowało. Jest mi wstyd.- przyznaje.- Dlatego chcę cię przeprosić. Po to tu właściwie przyszedłem.- mówi.- Przepraszam Mark. Szczerze przepraszam, za każde ze słów, którymi cię obraziłem albo niesłusznie oceniłem. Nie znałem cię, więc nie miałem prawa wydawać osądów. Byłem zaślepiony gniewem, nie chciałem zrozumieć... Powinienem... Przepraszam.- powtarza.- Ja wiem, że to nie cofnie czasu, ale naprawdę przepraszam.- mówi ponownie. - Nie mogłem zrozumieć wyboru mojego syna. Nie chciałem zrozumieć, to było dla mnie zaskoczenie, ale już teraz wiem, że on również był zdezorientowany, a ja zamiast starać się zrozumieć, być, bo mnie potrzebował, to go odrzuciłem i zmusiłem do tego, aby był sam... No niezupełnie sam, ale wiesz, bez rodziny, mam na myśli...
-Czekałem na moment w którym zrozumiesz, co zrobiłeś...- odpowiada Mark.- Miałem nadzieję, że kiedyś odbiorę telefon i to będziesz ty. Widziałem to oczekiwanie w jego spojrzeniu każdego dnia, przez wiele miesięcy. Tą nadzieję, kiedy dzwonił telefon. A potem widziałem jak ona gasła, z dnia na dziej było jej tam mniej, a potem zniknęła.- mówi.- Podziwiałem go każdego dnia, że się nie ugiął, że nie został, nie przepraszał. Ty go po prostu odrzuciłeś, a on odszedł. Ze mną. Bo mnie kochał... Nawet nie wiesz ile taki krok kosztuje siły...
-Domyślam się.- odpowiada starszy z mężczyzn, a potem spogląda na Ricky'ego. Nie widzi w jego oczach bólu, który spodziewał się tam zobaczyć podczas tej rozmowy. Sebastian po prostu słucha.- Przepraszam jeszcze raz.- dodaje.
-Przyjmuję przeprosiny. Nie mam do ciebie żalu. Już nie.- odpowiada Mark.- Miałem żal wiele lat, ale potem zrozumiałem, że każdy popełnia błędy. Ja również popełniłem błąd i dlatego związek z twoim synem się skończył. Jesteśmy teraz szczęśliwi w nowych związkach. Ja mam Sebastiana, a Ricky- Agnes. I wiem, że on ją bardzo kocha, wiem to, bo znam to spojrzenie, kiedy na nią patrzy. I jestem szczęśliwy wiedząc to, bo zasługuje na wszystko, co najlepsze, tak jak Sebastian...
-I ty...- dodaje Ricky.
-I ja.- zgadza się.- Dziękuję, że przyszedłeś. Naprawdę byłem zaskoczony, ale pozytywnie. Nie spodziewałem się.
-Ja też się cieszę, że wpadliśmy na siebie pod szpitalem. To był bodziec...- tłumaczy mężczyzna.- Ricky opowiedział mi o pobiciu...- spogląda na partnera Marka, który siedzi w rogu sofy, oparty o poduszki i okryty kocem.- Przepraszam jeszcze raz Sebastian, że byłem nieuważny i na ciebie wpadłem. Wiem, że to musiało boleć z racji żeber.
-Nic się nie stało. To nie tak, że zabolały bardziej niż podczas normalnych czynności, kiedy próbuję np.wstać z sofy, aby iść do łazienki.- mówi chłopak.
-Wiem, że może nie powinienem się wtrącać, nie mam prawa, ale pytałem o sprawę w sądzie i mój syn odrobinę naświetlił mi temat. I wiem, że adwokat, który prowadzi waszą sprawę, nie przyłożył się wystarczająco. I jeśli mógłbym pomóc, to jestem do dyspozycji.- proponuje.- Może nie tyle ja, ponieważ nie jestem adwokatem, ale moi prawnicy są do waszej dyspozycji. Ręczę za to, że oni dopełnią wszystkich formalności i naprawdę rzetelnie poprowadzą tę sprawę. - patrzy na zaskoczenie malujące się na twarzach obydwu panów. Nie dziwi się, w końcu zjawił się nagle, w dodatku po takiej historii z przeszłości i nagle nie tylko przeprasza, ale proponuje pomoc prawną. Sam byłby zaskoczony w podobnej sytuacji.
-Myślę, że powinniście o tym pomyśleć. Oczywiście decyzja należy do was.- dodaje Ricky.- To nie może być tak, że ten koleś się wywinie, bo ma znajomości...
***
Mario jest w sypialni, a Julie bawi się z babcią, kiedy Emily przyjeżdża spowrotem. Była bowiem w domu. W tym czasie mała Julie przebywała pod opieką babci. Kiedy wchodzi, dziewczynka nie ma zbyt zadowolonej miny, a jej babcia próbuje jej coś cierpliwie wytłumaczyć. Dziewczynka widzi Emily więc do niej podbiega, a ta przykuca, aby ją przytulić.
-Próbuję ją namówić, aby pozbierała ze mną zabawki, ale bezskutecznie.- mówi kobieta.
-Jest pewnie zmęczona, bo ona lubi porządek.- odpowiada niania.- Jesteś zmęczona Julie?- pyta ją, a mała zaprzecza ruchem głowy.- Tata.- mówi pokazując w stronę sypialni Mario.
-Tatuś jest chory słoneczko, odpoczywa. Nie możesz się z nim pobawić, bo tatuś jest zmęczony i potrzebuje odpocząć. Ma gorączkę.- tłumaczy jej, a mała łapie się rączką za czoło.- Tak, ma gorące czoło.- uśmiecha się ponieważ dziewczynka jest bardzo bystra. Jest pewna, że zaraz pokaże, że trzeba mu przyłożyć okład na czoło i Julie właśnie to robi.- Tak, okład Julie. Masz rację.- chwali ją.- Posprzątasz z babcią zabawki, a ja zajrzę do tatusia czy potrzebuje okład, dobrze?- pyta dziewczynki, a mała się zgadza.
-Cium?- składa usta tak, jak daje zawsze buziaka Mario.
-dasz mu buziaka na dobranoc, dobrze? Później.- uśmiecha się Emily po czym idzie w stronę sypialni piłkarza. Całą sytuację obserwuje jego teściowa i dociera do niej, że niania ma naprawdę dobry kontakt z jej wnuczką i mała jej słucha. Tymczasem Emily cicho wchodzi do sypialni Mario, ponieważ myśli, że ten śpi. On jednak nie śpi, nawet nie leży w łóżku, a siedzi w fotelu, otulony kocem. Spogląda na nią.
-Wróciłaś?- zauważa.
-Tak, przed momentem.- mówi dziewczyna po czym podchodzi i dotyka czoła piłkarza.- Julie zaleca okład, ale chyba nie będzie teraz potrzebny, bo nie masz temperatury. Spałeś?- pyta.
-Trochę.- odpowiada.- Co robi Julie?
-Sprząta zabawki z babcią. Chciała dać ci buziaka, ale odwiodłam ją od tego pomysłu. Dostaniesz buziaka na dobranoc, nie martw się.
-Chciałbym się do niej przytulić.- marudzi Mario.
-Przytulisz na dobranoc.- pociesza go po czym siada w drugim fotelu.- Jesteś smutny...- zauważa.
-Jestem chory...
-Jesteś smutny...- upiera się.
-Jestem.-przyznaje.- Moja teściowa poprosiła mnie o kilka zdjęć Ann. Mają, ale chciała mieć inne. Więc włączyłem kompa i chciałem jej zgrać, ale musiałem przejrzeć, niektóre z nich mogą być bardzo prywatne, dlatego nie mogłem zrzucić hurtem...- tłumaczy.- Tak bardzo tęsknię.- wyznaje.
-Wiem.- mówi mu Emily.-Wiem, Mario.- powtarza, a on po prostu chwyta ją za dłoń. Potrzebuje bliskości, a ona jest mu bliska. Emily nachyla się i go przytula, a on chętnie obejmuje ją ramionami.
***
Trochę chaotycznie, mam wrażenie. Jak Wam się podoba?
Subskrybuj:
Posty (Atom)