wtorek, 27 września 2016

46. Bursztynowy płyn...

Obserwuje dzieci kiedy bawią się razem klockami w salonie. Miała malować, miała zabrać je do pracowni, ale nie ma siły. Właściwie to kolejny dzień spędza bezczynnie. Nigdy nie lubiła bezczynności, ale teraz, po ostatnich wydarzeniach odeszła jej ochota na wszystko. Właściwie nie zaniedbuje domu, nie zaniedbuje dzieci, ale nie jest już taka aktywna jak jeszcze kilkanaście dni temu. Bo od ich straty minęło już kilkanaście dni. A ona nadal nie może się podnieść...
***
Potrzebuje z kimś porozmawiać, z przyjacielem, więc po zakupach, na które się wybrał, jedzie do Mario. Pisze smsa do żony, żeby wiedziała gdzie jest i jedzie do najlepszego przyjaciela. Mario nie jest zaskoczony witając go kilka minut później w progu własnego domu. Bez słowa wpuszcza go do środka. Jest Emily więc mogą spokojnie posiedzieć i porozmawiać. Dziewczyna wyczuwa, że potrzebują chwili spokoju więc zabiera córeczkę piłkarza na dwór, na spacer. Wychodzą, a w drzwiach Emily i Mario patrzą na siebie przez chwilę. 
-Dziękuję.- mówi jedynie piłkarz, a ona rozumie, że dziękuje jej za to, że daje mu chwilę by mógł na spokojnie porozmawiać z przyjacielem. Marco tego potrzebuje, a Mario jest właściwą osobą nie tylko dlatego, że przyjaźni się z blondynem, a także dlatego, że on też był w takiej sytuacji. Lata temu, ale był. 
Szatyn wraca do salonu gdzie zostawił przyjaciela. I jest zaskoczony, bo Marco ma przed sobą szklaneczkę z bursztynowym trunkiem. Na stoliku stoi butelka jakiegoś trunku. To chyba whisky.
-Marco...- odzywa się młodszy.
-Muszę się napić.- patrzy na przyjaciela.- Wiesz, że nie piję, ale teraz muszę po prostu to zrobić. Wiedziałem, że nie masz w domu alkoholu więc kupiłem sobie butelkę. Napijesz się ze mną?- pyta patrząc na młodszego.
-Nie. Mam małą córeczkę. Emily nie będzie tu nocować.- mówi szatyn.- Ty masz Natalie, ona zajmie się dziećmi. Ja muszę sam się zająć moją córeczką. Poza tym uważam, że to nie rozwiąże problemów, Marco.- wskazuje na butelkę.
-Wiem, ale muszę się napić.- upija łyk. A kolejne łyki później zaczyna mówić. On mówi, a Mario po prostu słucha nie przerywając mu. A potem to on mówi. I być może Marco pije więcej niż zamierzał. Być może jest mocno wstawiony, kiedy Mario proponuje mu, by został u niego na noc, a on się nie zgadza. I być może Marco w drodze do domu pije jeszcze więcej. I być może  Natalie jest bardzo zaskoczona, gdy Mario odwozi przyjaciela do domu w takim stanie. Ale nie komentuje tego.
-Zajmę się nim...- mówi dziewczyna.- Dziękuję, że go przywiozłeś...
-Nie. Ty po prostu się połóż, a ja się nim zajmę. Położę go spać w gościnnym.- mówi jej.
-Połóż go w sypialni. Ja idę się wykąpać.- mówi dziewczyna.
-Za moment będzie grzecznie spał. Ale jutro będzie tragicznie...- mówi jej. I to jest prawda. Marco nigdy nie pije, a już na pewno nie  w takich ilościach. Więc Mario jest pewien, że następnego dnia jego przyjaciel pożałuje tego, że wypił tyle alkoholu.  
-Wiem, ale trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów.- odpowiada malarka, po czym znika za drzwiami łazienki. A kiedy wraca, Marco już śpi w ich łóżku, a Mario siedzi na skraju. Natalie siada obok niego.
-Nie bądź dla niego jutro zbyt surowa... On po prostu...
-Cierpi... wiem.- kończy za niego malarka.- Ja też.- patrzy mu w oczy.
-Wiem.- mówi przyjaciel.- Rozumiem.- dodaje po czym po prostu obejmuje ją i przyciąga do siebie, a ona chowa się w jego ramionach.- Przetrwacie to. - mówi jej, a ona mu wierzy.
-Wiem, ale chciałabym, aby to się nie stało.- szepce nadal przytulając się do przyjaciela.
-Wiem. Ja też.- mówi jej.
-Dziękuję.- odsuwa się i patrzy mu w oczy.- Dziękuję.- powtarza, a on wie o co jej chodzi. 
-Zawsze będę obok Natalie.- zapewnia ją.- Kocham was.- mówi jej. Patrzy na nią i wie, że zaraz zacznie płakać. Nie myli się. Kilkanaście sekund później po jej policzkach płyną łzy jak grochy. I być może Emily trochę dłużej zajmuje się Julie. Ale rozumie. 
***
To, że pęka mu głowa jest niedomówieniem. Po obudzeniu się postanawia, że nie będzie w ogóle się ruszał, bo kiedy tylko wykona jak najmniejszy ruch to czuje dodatkowe uderzenie bólu. Nie jest to jednak jedyna dolegliwość podczas ruchu. Jego żołądek zdecydowanie się buntuje. I chwilę później przekonuje się jaka jest skala tego buntu, kiedy wymiotuje w łazience. Pomiędzy kolejnymi torsjami karci siebie w myślach za to, że kupił ten alkohol. Bo to była głupota. Nie opuszcza łazienki przez dobre kilkanaście minut, bo kiedy tylko ma zamiar wyjść nadal musi nachylać się nad toaletą i czekać, aż jego żołądek wyrzuci to, czego chce się pozbyć. Na końcu nie ma już czym wymiotować. Jednak nadal go naciąga. I to wtedy czuje ciepłą dłoń swojej żony kreślącą abstrakcyjne wzory na jego plecach. I choć jej dotyk działa kojąco w jakiś sposób, to jest mu wstyd, że poprzedniego wieczoru doprowadził się do takiego stanu. I, że ona teraz musi oglądać go w takiej sytuacji. 
Natalie nic nie mówi. Kiedy Marco w końcu przestaje wymiotować podaje mu szklankę wody, aby wypłukał usta, a potem szczoteczkę i pastę. Bez słowa myje zęby, a potem, kiedy odkłada wszystko, choć jest mu wstyd w końcu patrzy w oczy swojej żony. Nie widzi w nich jednak złości, a troskę.
-Lepiej?- pyta.
- Trochę.- odpowiada.- Czuję się okropnie, ale jestem sobie winien...- przyznaje.- Przepraszam. Tak mi wstyd...- mówi jej.
-Marco...
-Byłem tak zdołowany, cały czas jestem. Jestem od...- przerywa i spuszcza wzrok, a potem znów patrzy jej w oczy.- Przepraszam. Powinienem być w domu, przy tobie, przy dzieciach, a ja...- przerywa, bo nawet nie wie jak ma to powiedzieć, jakich ma użyć słów, by oddać to, jak źle się czuje.- Tak mi przykro i tak mnie to boli. I wczoraj sobie nie poradziłem i musiałem z kimś pogadać. Z Mario. A potem byłem egoistą i zachowałem się nieodpowiedzialnie, bo powinienem być z tobą, w domu. Przecież ty cierpisz na pewno bardziej...
- Nieprawda...
-Nat...
-Obydwoje je straciliśmy. Twój ból jest tak samo ważny jak mój.- mówi mu.
-Kocham cię. I tak bardzo mi przykro.
-Ja też cię kocham.- mówi mu, a potem Marco przytula ją do siebie. Tuli ją i choć chciałby zrobić więcej to nie może. Nie może zabrać bólu po stracie dziecka ani od niej, ani od siebie. Trwają w uścisku tak długo dopóki nie słyszą głosu Oliego, który zjawia się w ich sypialni. Zaraz za nim zjawia się ich córeczka. I nie mają już czasu na ból i żal, bo te dwie małe istoty oczekują od nich uwagi i 100% skupienia. 
***
Jest wściekły, gdy wychodzi z pracy. Jest wściekły jadąc do domu. Nie mija mu, kiedy w końcu do niego dociera. Jest sam, może to i dobrze, że Marka nie ma w domu. Właściwie to jest pewien, że partner zapytałby go co się stało, ale on niekoniecznie ma ochotę o tym mówić. Nie wie co zrobić, ale nie może siedzieć bezczynnie toteż zaczyna porządkować książki, które miał uporządkować już dawno temu, ale nigdy mu się nie chciało. Po książkach przychodzi czas na płyty. A kiedy i to kończy zaczyna robić porządki w garderobie. I tam zastaje go Mark. Już wie, że coś jest nie tak, bo idąc zauważył już porządek na półkach z książkami, dostrzegł posegregowane i ułożone równo płyty.
-Cześć.- mówi cicho, a Sebastian odpowiada mu zerkając ledwo w jego stronę.- Co robisz?- pyta, choć to pytanie to banał.
-W końcu zrobię porządek.- pada odpowiedź.
-Coś się stało?- dopytuje.
-Czy coś musi się stać, bym porządkował swoje rzeczy?
-Ubrania nie, ale te książki, płyty...- mówi.- Nie twierdzę, że jesteśmy bałaganiarzami, ale robisz taki porządek na półkach tylko i wyłącznie, kiedy coś się dzieje, kiedy jesteś mega zdenerwowany.- zauważa.- Więc co się stało tym razem?- pyta ponownie.
-Nic Mark. 
-Masz zamiar kłamać?
-Nie...- spogląda na partnera.- Zostaw to, dobrze?
-Zostawiłbym, ale jakoś nie mogę. Rzadko kto i co jest cię w stanie tak wkurzyć. Bo jesteś wkurzony. A ja chcę wiedzieć jeśli ktoś zrobił ci jakąś krzywdę.
-Nikt mi nic nie zrobił, jestem cały...
-Fizycznie nie...
-Mark!- przerywa mu. Mężczyzna bez słowa idzie do kuchni, a Sebastian zostaje sam.  Nie chce rozmawiać. Nie ma ochoty. 
***
Dzwoni telefon więc odbiera. 
-Żyjesz?- pyta Mario, bo to on właśnie dzwoni.
-Tak, ale czuję się okropnie.- odpowiada.- Dzięki za wczoraj. I przepraszam, że się upiłem i musiałeś mnie niańczyć. 
-W porządku. To nie tak, że ty nigdy nie niańczyłeś mnie. Między tobą i Nat w porządku?- dopytuje.
-Tak. Musimy to przetrwać nie?
-Przetrwacie. - zapewnia go.
-Emily była na mnie zła wczoraj?
-Dlaczego?
-Musiała zostać dłużej. 
-Emily uwielbia Jull, Jull uwielbia Emily. Nie była zła, a Jull była zachwycona, że ułożyła ją do snu.- dopowiada Mario.
-Zła czy nie zła, ale ją przeproszę...
***
Nie naciska już, ale nie ma też pojęcia co dzieje się z Sebastianem. Zastanawia się nad tym odkąd wrócił do domu. Postanowił sobie jednak, że poczeka aż tamten sam mu o tym powie. Tego dnia już to się nie dzieje. Tego dnia, wieczoru oraz nocy mało rozmawiają. I Mark przed zaśnięciem zastanawia się kiedy Sebastian wziął już za stałą zasadę nie mówienie mu od razu co go gryzie. To zaczyna go męczyć.
***
Nie wytrzymuje następnego wieczoru. Pyta, ale Seba nie ma ochoty na rozmowę, ma natomiast inne plany. Wychodzi z kumplami z pracy do pubu. Pyta go wprawdzie czy ma ochotę z nimi wyjść, ale on odmawia. I później tego żałuje, gdy siedzi sam w mieszkaniu. A później jeszcze bardziej żałuje, kiedy zegar wskazuje godzinę 3:30 w nocy a Sebastiana nie ma. I jest pewien, że pub już dawno jest zamknięty.
***
Jest 5 rano, gdy słyszy dźwięk przekręcanych kluczy w zamku. Pomimo tego, że bardzo się martwił, nie spał całą noc czekając na swojego partnera, teraz nie wstaje z sofy, na której leży okryty kocem, bo nie położył się w sypialni, nie mógł. Słyszy kiedy Sebastian ściąga buty w przedpokoju. Potem słyszy jego kroki i sposób w jaki je stawia mówi mu, że tamten nie jest trzeźwy. Może nie jest pijany jak bela, ale nie jest też za bardzo trzeźwy. Jako, że w salonie jest ciemno, Seba nie zauważa go i idzie do sypialni. Jednak po chwili, Mark słyszy jak z niej wychodzi. Zapala lampkę, po czym podchodzi do sofy. Zauważa, że jego partner nie śpi. 
-Dlaczego nie położyłeś się w łóżku?- pyta siadając na stoliku.
-Może dlatego, że i tak bym nie zasnął, bo zastanawiałem się,  który pub jest otwarty do 5 rano.- odpowiada nie siląc się na spokój. Jest zły i nie ma zamiaru tego ukrywać. I Sebastian od razu to wie. 
-Przenieśliśmy się do kolegi.- odpowiada.
-Było fajnie?- pada pytanie.
-Tak.
-To trzeba było zostać na noc.- mówi wstając z sofy.
-O czym ty mówisz?- on również wstaje.
-O niczym. Jestem zmęczony. Nie spałem. Jutro idę do pracy...
- Mark...
-Daj spokój. Nie chcę z tobą teraz rozmawiać. Dobrze, że nic ci nie jest. Przynajmniej fizycznie jesteś cały... 
-Mark...- idzie za nim do sypialni. Tam obserwuje jak kładzie się do łóżka. Sam też ma na to ochotę, ale wie, że musi wziąć prysznic. Jest bowiem przesiąknięty zapachem dymu papierosowego, co nie jest atrakcyjne. I do tego jest dość mocno podpity. - Dlaczego powiedziałeś, że powinienem zostać tam na noc? Co ty sugerujesz?- dopytuje.
-Mam powody, aby coś sugerować?- spogląda na Sebę.
-Nie.- zaprzecza.
-Pachniesz damskimi perfumami.- zauważa starszy.
-Tańczyliśmy.
- Z mężczyznami też tańczyłeś?- pada następne pytanie.- Nie ważne.- odwraca się tyłem. I nie reaguje już na żadne słowa i pytania kochanka, aż tamten w końcu idzie pod prysznic. A kiedy wraca i zajmuje miejsce na swojej stronie łóżka, on udaje, że śpi.
***
Nie wie jak to się stało, że zamiast jeść wspólne śniadanie zaczęli się kłócić. Ale do tego doszło. Więc wysłuchuje kolejnych przykrych słów padających z ust Seby, ale to nie tak, że pozostaje dłużny. W końcu ma zamiar wyjść do pracy, ale Seba nagle milknie. I dopiero teraz zauważa jego przygnębienie. Nie lubi się kłócić, ale to Sebastian podwójnie przeżywa to jak się sprzeczają. Wie dlaczego więc bierze do ręki komórkę i dzwoni do pracy tłumacząc, że źle się czuje i potrzebuje dzień wolnego, który dostaje bez problemu. I kiedy odwraca się w stronę sofy, na której jeszcze moment temu siedział jego partner, nie zastaje go tam. Nie ma go w pokoju. Więc idzie do sypialni. Jest tam, siedzi na skraju łóżka. Więc dosiada się do niego.
-Przepraszam.- jest pierwszym słowem, które wychodzi z ust kochanka.- Za to, że wczoraj wyszedłem, że nie zwróciłem uwagi na telefon, że nie spałeś całą noc. Za to, że po wyjściu z pubu nie wróciłem do domu, a ty musiałeś się martwić. Nie zrobiłem nic, co by mogło zepsuć nasze relacje. Nie mógłbym. Nawet będąc pijanym.- zapewnia.- I za to, że nie powiedziałem ci dlaczego ostatnio jestem zdenerwowany.
-Więc teraz mi powiedz.- prosi go.
- Powiem.- mówi, a potem opowiada o sytuacji w pracy. Mark słucha. I kiedy Sebastian kończy jest czas, by jego partner wyraził swoją opinię.
-To nie jego sprawa z kim jesteś związany, z kim mieszkasz i z kim sypiasz.- wyrzuca z siebie.- Jeśli mu się to nie podoba to jego sprawa. Wykonujesz dobrze swoje zadania, wywiązujesz się z nich dobrze więc na tym kończy się wasza relacja. Swoje opinie powinien zachować dla siebie. 
***
Ta sytuacja kończy się następnego dnia kiedy Sebastian przychodzi do domu z siniakiem na knykciach i rozciętą wargą i mówi, że najprawdopodobniej wyleją go z pracy. Ale dał tamtemu w pysk. Mark uśmiecha się tylko słysząc te słowa.
***
Komentujcie proszę :)



czwartek, 1 września 2016

45. Strata

To nie tak, że nagle przestał lubić jej towarzystwo. Nie, to nie jest prawda. Nadal uważa ją za przesympatyczną dziewczynę, z którą ma wiele wspólnych tematów. Jednak dostrzega, że ona staje się coraz bardziej śmiała w stosunku do niego. To już nie do końca mu się podoba. Bo o ile mogą zostać przyjaciółmi, o tyle nic więcej nie wchodzi w grę. I stara się nie dawać jej do zrozumienia, iż nie jest zainteresowany bliższą relacją. Jednak ona tego nie dostrzega. Niestety. I nie udaje się uniknąć rozmowy, której zdecydowanie nie chciał przeprowadzać. Jednak musi. I robi to. Przekazuje jej to delikatnie, nie chcąc jej urazić i chyba trochę chce usłyszeć, że jego przypuszczenia są błędne, jednak do jego uszu nie docierają takie słowa, a inne. Są to słowa zachęty, aby nie przekreślał tego co mogłoby się wydarzyć, by dał sobie szansę, jej szansę. Nie chce tego. Nie w kwestii relacji bliższej niż przyjaźń. Znów tłumaczy i to wydaje się trafić do niej. Jednak jest smutna. Bardzo smutna. Jemu też nie jest miło, ale czuje się lżej, bo wyjaśniona została ważna sprawa. 
***
To dzieje się wtedy, kiedy piłkarze dortmundzkiego klubu przebywają poza miastem, ponieważ wyjechali rozegrać mecz wyjazdowy. To staje się nagle, kiedy bawi się z dziećmi w salonie. I praktycznie od pierwszej chwili czuje, że nie będzie dobrze. Wie, że nie będzie dobrze kiedy dzwoni do Ricky'ego i prosi, aby przyjechali do dzieci, ani wtedy, kiedy wzywa pogotowie. Chłopak zjawia się 5 minut później, ponieważ kiedy otrzymał telefon, był w drodze do nich. I wie to również, w drodze do kliniki. Czuje się źle, boi się. I choć stara się sobie wmówić na siłę, że jej złe przeczucia są jedynie wynikiem strachu i na pewno się myli, to jednak okazuje się, że tym razem dzieje się tak jak przeczuwała. I w klinice ból fizyczny nie jest jedynym bólem, który odczuwa.
***
Na parkingu dostrzega samochód Ricky'ego. Widzi też jego samego kiedy wysiada z autokaru. I już wie, że niepokój, który odczuwał przez ostatni czas nie wziął się znikąd. I kiedy chwilę później przyjaciel przekazuje mu wiadomość, chce jak najszybciej dostać się do niej. Chce z nią być, przy niej. Pragnie ją tulić i wytrzeć każdą jej łzę, których jest pewien, wyleje morze. On sam nie może zapanować nad smutkiem nie wstydząc się łez, które pojawiają się w drodze do kliniki. A Ricky'ego one nie dziwią. 
*** 
Nie rozmawia z lekarzem po dotarciu na miejsce, choć wie, że tamten chciał z nim rozmawiać. To może poczekać. Teraz najważniejsza jest ona. Jego żona. Jego ukochana. Jego druga połowa. I to do niej zmierza przemierzając korytarze kliniki. I kiedy już dociera do pokoju, w którym się znajduje, choć chce powiedzieć tyle słów, chce wyrazić ból jaki teraz odczuwa, to jednak po prostu przylega do niej swoim ciałem, oplata jej ciało ramionami i żadne słowa nie wypływają z jego ust. Ani jedno. Jej ciało drży, a on wie, że jego żona płacze, choć kobieta nie wydaje z siebie jednego dźwięku. I jego ciało również drży, bo on też płacze. W końcu stracili dziecko. 
***
Już od progu wie, że coś się wydarzyło. Mario nie ma na ustach swojego charakterystycznego uśmiechu, który zawsze pojawia się, kiedy wygrają mecz. A mecz jest przecież wygrany. Jednak jego twarz wyraża jedynie smutek. Nie chce pytać więc nie pyta. Jednak kiedy chłopak siada na sofie w salonie jego postaw wyraża głęboki smutek. Więc Emily, choć nie pyta, nie chce się narzucać, to jednak on czuje potrzebę by komuś powiedzieć. Komuś godnemu zaufania. Kimś takim jest ona.
-Stracili to dziecko...- mówi cicho szatyn, a Emily na te słowa jeszcze bardziej lustruje go wzrokiem.- Natalie i Marco...- mówi jeszcze ciszej.- Stracili dziecko, Natalie poroniła.- mówi jej, a ona jest zszokowana. 
***
Nie ma pojęcia jak długi czas ją tuli do siebie. To nie ma znaczenia. Mógłby ciągle, bez przerwy. Z innych jednak powodów. Marzy, aby ten jeden raz się w ogóle nie wydarzył. Niestety.
***
-Ale o czym ty mówisz?- Agnes jest zszokowana.
-Niestety to prawda. - tłumaczy po raz kolejny.
-Muszę tam pojechać.- Agnes chce od razu wziąć torebkę, ale on jej na to nie pozwala.
-Jest z nią Marco. Teraz potrzebują przede wszystkim siebie. Muszą przeboleć to razem. Oni wiedzą, że jesteśmy zawsze, nie ważne czy w złych czy dobrych chwilach. Pozwólmy im na chwilę samotności. A potem się pojawimy. Dobrze?- mówi po czym dostrzega w oczach Agnes łzy. Spodziewał się ich. Więc ją tuli.
***
-Przepraszam.- łka.- Straciłam je.- dodaje.
-Natalie.- zwraca się do niej. Jest mu ciężko, ale słysząc, jak jego żona się obwinia nie pozwala mu po prostu siedzieć bezczynnie. Dziewczyna podnosi wzrok.
-Nie przepraszaj mnie. Nie masz za co. Nie miałaś na to wpływu. Nie miałaś.
-Marco...
-Wiem kochanie. Jestem.- znów przytula ją do siebie. Jest i nigdzie się nie wybiera.
***
Krótki, wiem... Ale taki miał być.