czwartek, 7 grudnia 2017
68. Gorycz...
Agnes wchodzi do kuchni. Ricky słyszy jej kroki, więc odwraca się i uśmiecha. Ona odwzajemnia uśmiech, podchodzi i przytula się do swojego mężczyzny. Tulą się przez chwilę, a potem Ricky całuje ją.
-Cześć.- mówi.
-Cześć.- odpowiada dziewczyna.
-Jak się czujecie?- pada pytanie, a na twarzy agentki pojawia się jeszcze większy uśmiech niż jeszcze wcześniej.
-Dobrze.- pada odpowiedź.- Hmm...
-Jesteś głodna,wiem...- odzywa się Ricky.
-Jestem.- zgadza się blondynka.
-Dlatego zrobiłem śniadanie. Masz wspaniałego faceta.- chwali sam siebie.
-To prawda, mam wspaniałego faceta.- chwali go Agnes zajmując miejsce przy stole. Obserwuje przez chwilę mężczyznę swojego życia. Ricky podaje jje kubek z herbatą, swój stawia także na stole i zajmuje miejsce.
- Sebastian śpi w pokoju gościnnym.- oznajmia mężczyzna. Agnes spogląda na niego zdziwiona. Nie miała bowiem pojęcia, że mają gościa.- Spałaś już kiedy zadzwonił.
-Co się stało?- pyta gryząc kęs tosta.- Musiało się coś wydarzyć skoro pojawił się u nas tak późno.
-Nie wiem, nie znam szczegółów. Nie pytałem. On powiedział jedynie,że nie mógł zostać w domu, a jako, że nie wziął portfela to nie mógł pójść do hotelu.- tłumaczy swojej drugiej połówce.- Był smutny. On nie mówił, a ja dałem mu spokój z pytaniami. Będzie chciał to powie.
-Coś musiało się wydarzyć. Sebastian nie uciekł od Marka bez powodu.
-Wiem.- wzdycha chłopak.- Boję się, że znów poszło o szefa Marka. Mówiłem ci, że Seba go nie lubi. Myślę, że ta cała sytuacja mogła być nim spowodowana... Dowiemy się pewnie niebawem...- ma jeszcze coś dodać, ale w kuchni zjawia się gość.
-Dzień dobry.- wita się. Obydwoje spoglądają na niego. Ma na sobie ubrania, w których zjawił się poprzedniej nocy. Jego włosy są trochę w nieładzie, a oczy zaspane.
-Cześć.- odpowiadają jednocześnie uśmiechając się.- Zapraszamy na śniadanko.- odzywa się Agnes.
-Dziękuję, ale nie chcę wam przeszkadzać. Pójdę już...- mówi.- Dziękuję...
-Seba nigdzie nie pójdziesz. Usiądź z nami, proszę...- mówi Ricky.
Sebastian zajmuje miejsce na wolnym krześle. Agnes nalewa mu gorącej herbaty. Przez chwilę jedzą nic nie mówiąc. Tak jest dopóki Ricky nie zauważa zasinienia na nadgarstku gościa.
-Co to jest?- zadaje pytanie wskazując na sińca. Sebastian spogląda również w to miejsce, a potem na nich.
-Nic takiego...
-To był Mark?- pyta przyjaciel.- Seba...
-Nic mi nie zrobił. - zaprzecza tamten.- Może trochę za mocno mnie złapał jak próbował mnie powstrzymać od wyjścia, ale niespecjalnie. Był pijany i nie do końca chyba wiedział, że za mocno mnie trzyma...- broni go.
-Seba...
Opowiada im. O wyjściu Marka, o jego powrocie. O kłótni.
-Nic mi nie zrobił.- broni go- Musiałem wyjść, bo nie chciałem się więcej kłócić, nie chciałem dyskusji, nie mogłem zostać. Ale nie wyszedłem, bo mnie uderzył czy coś... Nie myślcie nawet tak, bo wiem, że to może tak wyglądać, że się kłóciliśmy i szarpaliśmy. Nie. Tak nie było.
-Spokojnie...
-Dzięki, że nie powiedziałeś mi wczoraj spadaj...
-No coś ty...
-Musiałem wyjść, bo dyskusje z nim wczoraj nie miały sensu, a on coraz mocniej się nakręcał. Tłumaczył i coraz bardziej brnął.- tłumaczy im.- Ja rozumiem, że to nie jest łatwe. Rozumiem, że musi, ale nie ufam temu facetowi. On mnie drażni. Irytuje. On na bank robi podchody.- patrzy na Ricky'ego.
-Może robi, ale Mark jest zainteresowany Tobą, swoim mężem.
-Ricky ja mu ufam, ale wiesz, że czasem bywa różnie prawda?
-No tak...- wzdycha i przyznaje mu rację. Wie dobrze, że najlepsze związki się rozpadają. Coś już o tym wie. Z autopsji.
-Jestem zazdrosny. I jestem wściekły. Nie wiem co mam zrobić...
-Porozmawiaj z tym facetem.- proponuje Agnes.
-Myślę, że to nie jest dobry pomysł...- protestuje Ricky.
-Czemu? Jak to facet na poziomie...- mówi Agnes.
-Facet na poziomie sam by się domyślił, że źle robi.- odpowiada druga połowa Agentki.
Do drzwi dzwoni dzwonek. Nikt tego nie mówi, ale wszyscy wiedzą kim jest osoba, która stoi za drzwiami. Ricky idzie otworzyć, a Sebastian i Agnes zostają przy stole. I kiedy dziewczyna widzi minę Sebastiana, chcąc dodać mu otuchy kładzie dłoń na jego ramieniu i gładzi je. Widzi wzdrygnięcie Seby.
-Aż tak cię boli?- pyta bo przypomina sobie, że mówił, iż Mark mocno go przytrzymał.
-Nic mi nie jest.- odzywa się.
-No raczej nie mówisz prawdy.- dziewczyna odkręca się w jego stronę po czym rozpina mu trzy guziki koszuli i odsuwa materiał tak, aby obejrzeć ramię. Jest mocno zasinione.- No nie wygląda jakby nie bolało...- mówi, a w tym momencie zauważa, że Mark z Ricky'm stoją w drzwiach. Sebastian odwraca się i spotyka wzrok męża. Mark patrzy na odsłoniętą skórę ramienia swojej drugiej połowy.
-To ja?- pada pytanie na które Sebastian nie odpowiada. Podchodzi więc bliżej, ale młodszy zasłania ramię. Mark nie ma pojęcia co powiedzieć.- To ja?- ponownie pyta, a Sebastian podnosi wzrok i patrzy mu w oczy.
-Nie pamiętasz?- jest zaskoczony ponieważ Mark nie należy do osób, które po pijaku nie pamiętają co robią.
-Pamiętam. Pamiętam jak wróciłem. Pamiętam twój wzrok jak zobaczyłeś mojego szefa i to, że nie chciałeś spać w naszej sypialni.- wymienia.- I naszą kłótnię, ale tego nie pamiętam...- wskazuje.- Nie mógłbym...- mówi niby, ale jego głos jest niepewny ponieważ widział dowód. - Ja nigdy nie byłem agresywny...- broni się. Sebastian słucha. Nie mają pojęcia nawet kiedy zostają sami. Ricky i Agnes wychodzą zostawiając ich samych.
-Za mocno złapałeś mnie kiedy nie chciałeś, abym wyszedł.- mówi w końcu młodszy.
-Przepraszam.- mówi od razu starszy.- Przepraszam, ja nie miałem pojęcia, nie chciałem... Przecież wiesz, że nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy...- broni się.
-Umyślnie nie...
-Sebastian...
-Nie chcę rozmawiać...
-To dlatego wyszedłeś?- wskazuje na ramię.- Wystraszyłem cię, tak?- dopytuje.
-Byłem zły i nie chciałem dyskusji, a ty się nakręcałeś, a potem nie pozwoliłeś mi wyjść z pokoju. Co miałem robić? Kłócić się z tobą całą noc?- wyrzuca starszemu partner.
-Przepraszam... Pokaż to.- podchodzi bliżej, ale Sebastian odruchowo się odsuwa. Mark jednak tym razem nie łapie go, aby go zatrzymać, ale cierpliwie robi znów krok w jego stronę.- Mogę zobaczyć?- pyta łagodnie. Młodszy tym razem się nie odsuwa. Mark odciąga materiał koszuli i widzi zasiniałe dość mocno miejsce. Jest blisko. Na tyle blisko, że Sebastian czuje w miejscu siniaka muśnięcie warg męża.- Przepraszam Cię bardzo.- mówi.- Przepraszam, przepraszam.- szepce przytulając go. Sebastian najpierw chce się odsunąć, ale Mark trzyma go przy swoim ciele. I będąc w jego ramionach zdaje sobie sprawę, że wcale tak naprawdę nie chce z nich uciec. Że tęsknił za nimi. Zdaje sobie sprawę, że nie mogą tak dalej żyć. Nie mogą się mijać, nie mogą kłócić. To nie tak ma być. Nie tak ma wyglądać ich wspólne życie. Nie może być pełne zazdrości, nieporozumień, kłótni, cichych dni, niewypowiedzianych słów...- Powinieneś mi dać w pysk jak złapałem cię w ten sposób. Powinieneś...- mówi Mark odsuwając się od partnera.
-Powinienem też pokazać twojemu szefowi gdzie jego miejsce.- mówi młodszy.
-Seba... On mnie nie interesuje.- mówi stanowczo.
-Ale ty interesujesz jego.- broni swoich racji.- Gdyby mógł od razu wszedłby ci do łóżka.- dodaje pewnie.
-Nie interesuje mnie to.- powtarza starszy.- Nie dostanie zaproszenia do mojego łóżka.- zapewnia.-Zresztą nie mam swojego łóżka. Sypiam w naszym łóżku i tak zostanie. Z tobą.- mówi z przekonaniem.
-Ostatnio sypiam sam.- kwituje Sebastian. Mark nic nie mówi przez moment, bo zdaje sobie sprawę, że tak jest.
-Przepraszam...- mówi znów.
-Mam dość przeprosin. Nie chcę już przeprosin.
-A czego chcesz?- pyta.
-Ciebie.- pada odpowiedź.
***
- Myślisz, że sobie wszystko wyjaśnią?- pyta Agnes spoglądając na Ricky'ego.
-Myślę, że tak.- mówi jej mężczyzna.- Mark dostrzeże obawy Seby, a jak nie dostrzeże, to ja mu pomogę je dostrzec.- uśmiecha się.
-Lubisz Sebastiana.- zauważa Agnes.
-Bardzo.- przyznaje.- Traktuję go trochę jak brata.- tłumaczy uśmiechając się.- Mamy wiele wspólnych cech...
-To prawda, nawet gust macie podobny...- mruga do swojego mężczyzny, a on się uśmiecha. Cieszy się, że Agnes przestała się obawiać, a także z tego,że potrafi żartować z faktu, że jego i Sebę łączą ich historie z Markiem.
***
-Wszystko w porządku?- patrzy na Sebastiana głównie i to od niego oczekuje odpowiedzi. Tamten potakuje kiwnięciem głowy. Potem patrzy na Marka.
-No już nie mierz mnie tak wzrokiem.- odzywa się Mark.- Gdyby wzrok mógł zabijać już byłbym martwy.- dodaje uśmiechając się lekko. Sebastian również lekko się uśmiecha, patrząc najpierw na Ricky'ego, a potem na męża i znów na przyjaciela.
-Byłbyś, nie będę zaprzeczał.- odpowiada Ricky.- Cóż... lubię twojego męża...- nie dane jest mu dokończyć, bo dostrzega wzrok Marka.- Nie w ten sposób.- dodaje Ricky, a potem uśmiecha się do Sebastiana.- Jest zazdrosny więc nie masz się o co martwić. Jackob nie ma szans. Ten wzrok powiedział wszystko.- mówi.- Ale Ty...- wskazuje na Marka.- Chcę zamienić z tobą słowo.- mówi. Obydwaj wychodzą z pokoju. Sebastian zostaje z Agnes.
-Wiesz o co chodzi?- pyta Sebastian partnerki Ricky'ego.
-Hmm... Nie wiem, ale mogę się domyślać co usłyszy Mark.- pada odpowiedź.
***
-Słucham.- odzywa się Mark. Ricky stoi naprzeciwko niego, twarzą w twarz.
-Wczoraj byłem zaskoczony jego telefonem, a potem widokiem, kiedy się zjawił. Nie pytałem o co chodzi, ale od razu dostrzegłem jego smutek. Nie pytałem, a on nie mówił. Jednak jak zobaczyłem jego ramię...- przestaje mówić na moment.
-Pomyślałeś, że doszło do rękoczynów...
-Mark wiem jaki jesteś, nie należysz do osób, które posługują się pięściami, ale...
-Ale?
-Jeśli kiedykolwiek zrobisz mu krzywdę...-ostrzega.- Jeśli on odda ci niewystarczająco, to ja poprawię...
-A ty co stałeś się takim obrońcą Sebastiana co?- pyta.
-Lubię twojego faceta.- pada odpowiedź.
-Nie za bardzo go lubisz?
-Mark nie zaczynaj ze mną tej rozmowy.- mówi.- Nie tak go lubię.- tłumaczy.- Jest fajnym facetem i fajnym kumplem. Jest naprawdę dobrym człowiekiem i nie chcę, abyś go krzywdził, bo on na to nie zasługuje.- patrzy mu w oczy.- Wierzę, że z Jackobem nie łączy was nic oprócz pracy.
-Nie łączy...
-Ale jeśli robi podchody, a ty mu pozwalasz... Jeśli w jakikolwiek sposób to robi na tobie wrażenie...- zastanawia się głośno Ricky.
-Ricky za kogo ty mnie masz?
-...to się zdecyduj... Bo on nie zasługuje na to, aby cierpieć...
-Nigdy więcej nie popełnię takiego błędu, jaki popełniłem kilka lat temu. Nigdy.- powtarza.- Wiem, ze chcesz go uchronić przed sytuacją w jakiej ty się znalazłeś.- przypomina.- Jackob mnie nie interesuje. Mówiłem mu to już. Tobie też to mówię. Nie będziesz musiał dać mi w pysk.- jest bardzo poważny.- Swoją drogą zachowujesz się jak starszy brat Seby.
-Trochę traktuję go jak brata. Chyba w jakiś sposób nas połączyłeś...
-Dobrze, że tylko w taki.- uśmiecha się.
-Kocham Agnes, a on kocha ciebie.- mówi Ricky.
-Wiem. Gdybym podejrzewał, że może chodzić o coś więcej nie pozwoliłbym ci się do niego zbliżyć.- przyznaje.- Potrafię bronić tego co moje.
-Wiem, że potrafisz.- uśmiecha się Ricky.
***
Piją razem kawę. Rozmawiają. Agnes i Ricky obserwują ich podczas rozmowy. Dostrzegają czułość z jaką Mark patrzy na swoją drugą połowę. Widzą to, jak Sebastian lgnie do męża. To co widzą potwierdza to co obydwoje myślą.
***
Jest zdenerwowany ponieważ Mark odebrał telefon od Jackoba. Odebrał choć jest późno, choć leżeli już w łóżku. Odebrał choć według niego nie musiał. A potem przeprosił i wyszedł z pokoju. Sebastian został. Postanowił poczekać, a potem zadać pytania, które nasuwały mu się na myśl. Jednak kiedy Marka nie było już 10 minut nie wytrzymał. Wstał, ubrał szlafrok i opuścił sypialnię.
-Jackob, to naprawdę nie jest rozmowa na teraz. Jest późno...- mówi Mark. Dostrzega wchodzącego męża.
-Daj mi telefon.- odzywa się Sebastian i zanim Mark reaguje on zabiera mu telefon, przykłada sobie do ucha.- Jackob, cześć. Sebastian z tej strony, mąż Marka.
-Cześć Sebastian.- odpowiada mężczyzna.
-Posłuchaj...- przerywa ponieważ mąż chce zabrać mu telefon. Nie pozwala mu.- Ja wiem, że próbujesz może się wdrożyć i uznałeś, że twoi pracownicy są dostępni 24h na dobę, ale jest późno, twoi pracownicy mają rodziny i prywatne życie. I telefony tej porze nie są na miejscu.
-Ja...
-Posłuchaj... Mój partner pracuje 8 godzin dziennie, potem zostaje na nadgodziny, a kiedy wraca i chce w końcu poświęcić mi czas dzwonisz. - mówi wprost.- On nie jest w pracy. Jest w domu, w łóżku, ze mną więc łaskawie rozłącz się, bo mnie nie wypada ponieważ ty dzwonisz i daj nam spokojnie spędzić ze sobą wolny czas i zadawaj te wszystkie pytania mojemu mężowi jutro w pracy, bo tam jest na to czas i miejsce. Dobranoc.- żegna się i rozłącza. A potem spogląda na swojego męża, który jest zdezorientowany i chyba trochę zły. Jednak Sebastian nie czuje się winny. Nie tym razem.
-Wyrzuci mnie.- mówi starszy.- Potrzebuję pracy.
-Wiem, ale mam go dość. Mam dość.- powtarza.-Nie mam już zamiaru tego znosić.- mówi stanowczo.- Nie pozwolę mu mi ciebie odebrać.Nie pozwolę.- powtarza. Mark przygląda mu się.- Nie pozwolę mu zniszczyć tego, co mamy. Nie po tym co przeszliśmy. Nie pozwolę Mark.- znów powtarza. Mark dostrzega coś dziwnego. Podchodzi i przytula Sebastiana. Przyciąga mocno do siebie i trzyma.
-Spokojnie.- mówi.
-Jak mogę być spokojny jak on jest wszędzie? Jest z tobą w pracy, na spotkaniach, na imprezach branżowych, później pojawia się w naszym domu, a jak teoretycznie go nie ma to dzwoni i z nim gadasz, kiedy powinieneś być ze mną!- podnosi głos i odsuwa się od męża.- Mam tego dość. Mam dość. Dość!
-Już w porządku.- próbuje uspokoić go. Sebastian jednak nie reaguje. Chce wyjść, ale Mark chce go zatrzymać.
-Seba...- dotyka jego ramienia.
-Zostaw.- słyszy.
-Przepraszam. Zapomniałem, że cie boli. Zostań.- prosi. Sebastian zatrzymuje się. Nie odwraca się jednak do Marka. Nie patrzy na niego. Bierze głęboki oddech.
-Jestem zazdrosny.- mówi.- Jestem niepewny, kiedy idziesz do pracy i spotykasz się z nim.- wyznaje.- Martwię się i boję, że w którymś momencie on zrobi coś, czym przekona cię, że jest lepszy.- kontynuuje, a Mark choć chce powiedzieć, że to totalne bzdury, to jednak postanawia posłuchać do końca.- Podobasz mu się. Widziałem jak na ciebie patrzył, kiedy odprowadził cię wtedy w nocy.
-Spójrz na mnie...- prosi Mark.
-Ufam ci, ale z drugiej strony w twoim życiu już kiedyś zdarzyła się taka sytuacja, że kochałeś kogoś do szaleństwa, a jednak uległeś komuś innemu.- nadal na niego nie patrzy.- Nie chcę tego przeżyć. Nie chcę, bo nie zniósłbym tego.- wyznaje.
-Czyli jednak do końca mi nie ufasz...
-Jemu nie ufam...
-Sebastian spójrz na mnie.- prosi ponownie.- Popatrz na mnie.- ponawia prośbę.
-Przepraszam...
-Nie przepraszaj. Cieszę się, że mówisz co czujesz.- mówi, a potem staje tak, że Sebastian nie może już uciec wzrokiem.- Jesteś moim wszystkim.- wyznaje Mark.- Wszystkim Sebastian.
-Więc chcę to czuć.- mówi młodszy.
-Nie czujesz?
-A kiedy ostatnio miałeś czas aby mi to okazać?- pada pytanie, a Mark nie ma pojęcia co odpowiedzieć. Więc nie mówi już jak bardzo Sebastian jest dla niego ważny. Po prostu mu to okazuje.
***
Sebastian jest w łóżku, kiedy on przygotowuje się do pracy. Śpi. Mark ubiera się obserwując kątem oka śpiącego męża. Uśmiecha się lekko, ponieważ Seba jest przystojnym mężczyzną. Uśmiecha się ponieważ ten przystojny facet jest jego. Uśmiecha się ponieważ czuje, że już wszystko jest lepiej. Kiedy chwilę później wraca z łazienki jego partner już nie śpi, ale ciągle leży w łóżku. Na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech na widok ukochanego.
-Dzień dobry.- mówi.
-Dzień dobry.- odpowiada młodszy ziewając.- Musisz już iść?
-Muszę. Ale ty prześpij się jeszcze.- odpowiada Mark.
-Pośpię.- zgadza się. Mark spogląda na zegarek i stwierdza, że powinien już wyjść. Podchodzi do łóżka, siada na nim,a potem żegna się z mężem.
-Do zobaczenia później.- mówi.
-Obiecaj, że nie wrócisz w nocy.- prosi młodszy.
-Nie wrócę w nocy. Porozmawiam z Jackobem. - obiecuje.
-Dobrze.
-Śpij.- zachęca. Zanim wstaje poprawia jeszcze kosmyki włosów ukochanego i przesuwa je tak, aby nie wchodziły Sebastianowi do oczu. Potem wychodzi. Nie spodziewa się tego, że jego druga połowa wstaje zaraz po tym jak on opuszcza dom. Sebastian ma coś do zrobienia. I ma zamiar zrealizować plan.
***
Wiem, że dużo Seby i Marka... ale tak musiało być :)
Nowości niebawem ;)
-Cześć.- mówi.
-Cześć.- odpowiada dziewczyna.
-Jak się czujecie?- pada pytanie, a na twarzy agentki pojawia się jeszcze większy uśmiech niż jeszcze wcześniej.
-Dobrze.- pada odpowiedź.- Hmm...
-Jesteś głodna,wiem...- odzywa się Ricky.
-Jestem.- zgadza się blondynka.
-Dlatego zrobiłem śniadanie. Masz wspaniałego faceta.- chwali sam siebie.
-To prawda, mam wspaniałego faceta.- chwali go Agnes zajmując miejsce przy stole. Obserwuje przez chwilę mężczyznę swojego życia. Ricky podaje jje kubek z herbatą, swój stawia także na stole i zajmuje miejsce.
- Sebastian śpi w pokoju gościnnym.- oznajmia mężczyzna. Agnes spogląda na niego zdziwiona. Nie miała bowiem pojęcia, że mają gościa.- Spałaś już kiedy zadzwonił.
-Co się stało?- pyta gryząc kęs tosta.- Musiało się coś wydarzyć skoro pojawił się u nas tak późno.
-Nie wiem, nie znam szczegółów. Nie pytałem. On powiedział jedynie,że nie mógł zostać w domu, a jako, że nie wziął portfela to nie mógł pójść do hotelu.- tłumaczy swojej drugiej połówce.- Był smutny. On nie mówił, a ja dałem mu spokój z pytaniami. Będzie chciał to powie.
-Coś musiało się wydarzyć. Sebastian nie uciekł od Marka bez powodu.
-Wiem.- wzdycha chłopak.- Boję się, że znów poszło o szefa Marka. Mówiłem ci, że Seba go nie lubi. Myślę, że ta cała sytuacja mogła być nim spowodowana... Dowiemy się pewnie niebawem...- ma jeszcze coś dodać, ale w kuchni zjawia się gość.
-Dzień dobry.- wita się. Obydwoje spoglądają na niego. Ma na sobie ubrania, w których zjawił się poprzedniej nocy. Jego włosy są trochę w nieładzie, a oczy zaspane.
-Cześć.- odpowiadają jednocześnie uśmiechając się.- Zapraszamy na śniadanko.- odzywa się Agnes.
-Dziękuję, ale nie chcę wam przeszkadzać. Pójdę już...- mówi.- Dziękuję...
-Seba nigdzie nie pójdziesz. Usiądź z nami, proszę...- mówi Ricky.
Sebastian zajmuje miejsce na wolnym krześle. Agnes nalewa mu gorącej herbaty. Przez chwilę jedzą nic nie mówiąc. Tak jest dopóki Ricky nie zauważa zasinienia na nadgarstku gościa.
-Co to jest?- zadaje pytanie wskazując na sińca. Sebastian spogląda również w to miejsce, a potem na nich.
-Nic takiego...
-To był Mark?- pyta przyjaciel.- Seba...
-Nic mi nie zrobił. - zaprzecza tamten.- Może trochę za mocno mnie złapał jak próbował mnie powstrzymać od wyjścia, ale niespecjalnie. Był pijany i nie do końca chyba wiedział, że za mocno mnie trzyma...- broni go.
-Seba...
Opowiada im. O wyjściu Marka, o jego powrocie. O kłótni.
-Nic mi nie zrobił.- broni go- Musiałem wyjść, bo nie chciałem się więcej kłócić, nie chciałem dyskusji, nie mogłem zostać. Ale nie wyszedłem, bo mnie uderzył czy coś... Nie myślcie nawet tak, bo wiem, że to może tak wyglądać, że się kłóciliśmy i szarpaliśmy. Nie. Tak nie było.
-Spokojnie...
-Dzięki, że nie powiedziałeś mi wczoraj spadaj...
-No coś ty...
-Musiałem wyjść, bo dyskusje z nim wczoraj nie miały sensu, a on coraz mocniej się nakręcał. Tłumaczył i coraz bardziej brnął.- tłumaczy im.- Ja rozumiem, że to nie jest łatwe. Rozumiem, że musi, ale nie ufam temu facetowi. On mnie drażni. Irytuje. On na bank robi podchody.- patrzy na Ricky'ego.
-Może robi, ale Mark jest zainteresowany Tobą, swoim mężem.
-Ricky ja mu ufam, ale wiesz, że czasem bywa różnie prawda?
-No tak...- wzdycha i przyznaje mu rację. Wie dobrze, że najlepsze związki się rozpadają. Coś już o tym wie. Z autopsji.
-Jestem zazdrosny. I jestem wściekły. Nie wiem co mam zrobić...
-Porozmawiaj z tym facetem.- proponuje Agnes.
-Myślę, że to nie jest dobry pomysł...- protestuje Ricky.
-Czemu? Jak to facet na poziomie...- mówi Agnes.
-Facet na poziomie sam by się domyślił, że źle robi.- odpowiada druga połowa Agentki.
Do drzwi dzwoni dzwonek. Nikt tego nie mówi, ale wszyscy wiedzą kim jest osoba, która stoi za drzwiami. Ricky idzie otworzyć, a Sebastian i Agnes zostają przy stole. I kiedy dziewczyna widzi minę Sebastiana, chcąc dodać mu otuchy kładzie dłoń na jego ramieniu i gładzi je. Widzi wzdrygnięcie Seby.
-Aż tak cię boli?- pyta bo przypomina sobie, że mówił, iż Mark mocno go przytrzymał.
-Nic mi nie jest.- odzywa się.
-No raczej nie mówisz prawdy.- dziewczyna odkręca się w jego stronę po czym rozpina mu trzy guziki koszuli i odsuwa materiał tak, aby obejrzeć ramię. Jest mocno zasinione.- No nie wygląda jakby nie bolało...- mówi, a w tym momencie zauważa, że Mark z Ricky'm stoją w drzwiach. Sebastian odwraca się i spotyka wzrok męża. Mark patrzy na odsłoniętą skórę ramienia swojej drugiej połowy.
-To ja?- pada pytanie na które Sebastian nie odpowiada. Podchodzi więc bliżej, ale młodszy zasłania ramię. Mark nie ma pojęcia co powiedzieć.- To ja?- ponownie pyta, a Sebastian podnosi wzrok i patrzy mu w oczy.
-Nie pamiętasz?- jest zaskoczony ponieważ Mark nie należy do osób, które po pijaku nie pamiętają co robią.
-Pamiętam. Pamiętam jak wróciłem. Pamiętam twój wzrok jak zobaczyłeś mojego szefa i to, że nie chciałeś spać w naszej sypialni.- wymienia.- I naszą kłótnię, ale tego nie pamiętam...- wskazuje.- Nie mógłbym...- mówi niby, ale jego głos jest niepewny ponieważ widział dowód. - Ja nigdy nie byłem agresywny...- broni się. Sebastian słucha. Nie mają pojęcia nawet kiedy zostają sami. Ricky i Agnes wychodzą zostawiając ich samych.
-Za mocno złapałeś mnie kiedy nie chciałeś, abym wyszedł.- mówi w końcu młodszy.
-Przepraszam.- mówi od razu starszy.- Przepraszam, ja nie miałem pojęcia, nie chciałem... Przecież wiesz, że nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy...- broni się.
-Umyślnie nie...
-Sebastian...
-Nie chcę rozmawiać...
-To dlatego wyszedłeś?- wskazuje na ramię.- Wystraszyłem cię, tak?- dopytuje.
-Byłem zły i nie chciałem dyskusji, a ty się nakręcałeś, a potem nie pozwoliłeś mi wyjść z pokoju. Co miałem robić? Kłócić się z tobą całą noc?- wyrzuca starszemu partner.
-Przepraszam... Pokaż to.- podchodzi bliżej, ale Sebastian odruchowo się odsuwa. Mark jednak tym razem nie łapie go, aby go zatrzymać, ale cierpliwie robi znów krok w jego stronę.- Mogę zobaczyć?- pyta łagodnie. Młodszy tym razem się nie odsuwa. Mark odciąga materiał koszuli i widzi zasiniałe dość mocno miejsce. Jest blisko. Na tyle blisko, że Sebastian czuje w miejscu siniaka muśnięcie warg męża.- Przepraszam Cię bardzo.- mówi.- Przepraszam, przepraszam.- szepce przytulając go. Sebastian najpierw chce się odsunąć, ale Mark trzyma go przy swoim ciele. I będąc w jego ramionach zdaje sobie sprawę, że wcale tak naprawdę nie chce z nich uciec. Że tęsknił za nimi. Zdaje sobie sprawę, że nie mogą tak dalej żyć. Nie mogą się mijać, nie mogą kłócić. To nie tak ma być. Nie tak ma wyglądać ich wspólne życie. Nie może być pełne zazdrości, nieporozumień, kłótni, cichych dni, niewypowiedzianych słów...- Powinieneś mi dać w pysk jak złapałem cię w ten sposób. Powinieneś...- mówi Mark odsuwając się od partnera.
-Powinienem też pokazać twojemu szefowi gdzie jego miejsce.- mówi młodszy.
-Seba... On mnie nie interesuje.- mówi stanowczo.
-Ale ty interesujesz jego.- broni swoich racji.- Gdyby mógł od razu wszedłby ci do łóżka.- dodaje pewnie.
-Nie interesuje mnie to.- powtarza starszy.- Nie dostanie zaproszenia do mojego łóżka.- zapewnia.-Zresztą nie mam swojego łóżka. Sypiam w naszym łóżku i tak zostanie. Z tobą.- mówi z przekonaniem.
-Ostatnio sypiam sam.- kwituje Sebastian. Mark nic nie mówi przez moment, bo zdaje sobie sprawę, że tak jest.
-Przepraszam...- mówi znów.
-Mam dość przeprosin. Nie chcę już przeprosin.
-A czego chcesz?- pyta.
-Ciebie.- pada odpowiedź.
***
- Myślisz, że sobie wszystko wyjaśnią?- pyta Agnes spoglądając na Ricky'ego.
-Myślę, że tak.- mówi jej mężczyzna.- Mark dostrzeże obawy Seby, a jak nie dostrzeże, to ja mu pomogę je dostrzec.- uśmiecha się.
-Lubisz Sebastiana.- zauważa Agnes.
-Bardzo.- przyznaje.- Traktuję go trochę jak brata.- tłumaczy uśmiechając się.- Mamy wiele wspólnych cech...
-To prawda, nawet gust macie podobny...- mruga do swojego mężczyzny, a on się uśmiecha. Cieszy się, że Agnes przestała się obawiać, a także z tego,że potrafi żartować z faktu, że jego i Sebę łączą ich historie z Markiem.
***
-Wszystko w porządku?- patrzy na Sebastiana głównie i to od niego oczekuje odpowiedzi. Tamten potakuje kiwnięciem głowy. Potem patrzy na Marka.
-No już nie mierz mnie tak wzrokiem.- odzywa się Mark.- Gdyby wzrok mógł zabijać już byłbym martwy.- dodaje uśmiechając się lekko. Sebastian również lekko się uśmiecha, patrząc najpierw na Ricky'ego, a potem na męża i znów na przyjaciela.
-Byłbyś, nie będę zaprzeczał.- odpowiada Ricky.- Cóż... lubię twojego męża...- nie dane jest mu dokończyć, bo dostrzega wzrok Marka.- Nie w ten sposób.- dodaje Ricky, a potem uśmiecha się do Sebastiana.- Jest zazdrosny więc nie masz się o co martwić. Jackob nie ma szans. Ten wzrok powiedział wszystko.- mówi.- Ale Ty...- wskazuje na Marka.- Chcę zamienić z tobą słowo.- mówi. Obydwaj wychodzą z pokoju. Sebastian zostaje z Agnes.
-Wiesz o co chodzi?- pyta Sebastian partnerki Ricky'ego.
-Hmm... Nie wiem, ale mogę się domyślać co usłyszy Mark.- pada odpowiedź.
***
-Słucham.- odzywa się Mark. Ricky stoi naprzeciwko niego, twarzą w twarz.
-Wczoraj byłem zaskoczony jego telefonem, a potem widokiem, kiedy się zjawił. Nie pytałem o co chodzi, ale od razu dostrzegłem jego smutek. Nie pytałem, a on nie mówił. Jednak jak zobaczyłem jego ramię...- przestaje mówić na moment.
-Pomyślałeś, że doszło do rękoczynów...
-Mark wiem jaki jesteś, nie należysz do osób, które posługują się pięściami, ale...
-Ale?
-Jeśli kiedykolwiek zrobisz mu krzywdę...-ostrzega.- Jeśli on odda ci niewystarczająco, to ja poprawię...
-A ty co stałeś się takim obrońcą Sebastiana co?- pyta.
-Lubię twojego faceta.- pada odpowiedź.
-Nie za bardzo go lubisz?
-Mark nie zaczynaj ze mną tej rozmowy.- mówi.- Nie tak go lubię.- tłumaczy.- Jest fajnym facetem i fajnym kumplem. Jest naprawdę dobrym człowiekiem i nie chcę, abyś go krzywdził, bo on na to nie zasługuje.- patrzy mu w oczy.- Wierzę, że z Jackobem nie łączy was nic oprócz pracy.
-Nie łączy...
-Ale jeśli robi podchody, a ty mu pozwalasz... Jeśli w jakikolwiek sposób to robi na tobie wrażenie...- zastanawia się głośno Ricky.
-Ricky za kogo ty mnie masz?
-...to się zdecyduj... Bo on nie zasługuje na to, aby cierpieć...
-Nigdy więcej nie popełnię takiego błędu, jaki popełniłem kilka lat temu. Nigdy.- powtarza.- Wiem, ze chcesz go uchronić przed sytuacją w jakiej ty się znalazłeś.- przypomina.- Jackob mnie nie interesuje. Mówiłem mu to już. Tobie też to mówię. Nie będziesz musiał dać mi w pysk.- jest bardzo poważny.- Swoją drogą zachowujesz się jak starszy brat Seby.
-Trochę traktuję go jak brata. Chyba w jakiś sposób nas połączyłeś...
-Dobrze, że tylko w taki.- uśmiecha się.
-Kocham Agnes, a on kocha ciebie.- mówi Ricky.
-Wiem. Gdybym podejrzewał, że może chodzić o coś więcej nie pozwoliłbym ci się do niego zbliżyć.- przyznaje.- Potrafię bronić tego co moje.
-Wiem, że potrafisz.- uśmiecha się Ricky.
***
Piją razem kawę. Rozmawiają. Agnes i Ricky obserwują ich podczas rozmowy. Dostrzegają czułość z jaką Mark patrzy na swoją drugą połowę. Widzą to, jak Sebastian lgnie do męża. To co widzą potwierdza to co obydwoje myślą.
***
Jest zdenerwowany ponieważ Mark odebrał telefon od Jackoba. Odebrał choć jest późno, choć leżeli już w łóżku. Odebrał choć według niego nie musiał. A potem przeprosił i wyszedł z pokoju. Sebastian został. Postanowił poczekać, a potem zadać pytania, które nasuwały mu się na myśl. Jednak kiedy Marka nie było już 10 minut nie wytrzymał. Wstał, ubrał szlafrok i opuścił sypialnię.
-Jackob, to naprawdę nie jest rozmowa na teraz. Jest późno...- mówi Mark. Dostrzega wchodzącego męża.
-Daj mi telefon.- odzywa się Sebastian i zanim Mark reaguje on zabiera mu telefon, przykłada sobie do ucha.- Jackob, cześć. Sebastian z tej strony, mąż Marka.
-Cześć Sebastian.- odpowiada mężczyzna.
-Posłuchaj...- przerywa ponieważ mąż chce zabrać mu telefon. Nie pozwala mu.- Ja wiem, że próbujesz może się wdrożyć i uznałeś, że twoi pracownicy są dostępni 24h na dobę, ale jest późno, twoi pracownicy mają rodziny i prywatne życie. I telefony tej porze nie są na miejscu.
-Ja...
-Posłuchaj... Mój partner pracuje 8 godzin dziennie, potem zostaje na nadgodziny, a kiedy wraca i chce w końcu poświęcić mi czas dzwonisz. - mówi wprost.- On nie jest w pracy. Jest w domu, w łóżku, ze mną więc łaskawie rozłącz się, bo mnie nie wypada ponieważ ty dzwonisz i daj nam spokojnie spędzić ze sobą wolny czas i zadawaj te wszystkie pytania mojemu mężowi jutro w pracy, bo tam jest na to czas i miejsce. Dobranoc.- żegna się i rozłącza. A potem spogląda na swojego męża, który jest zdezorientowany i chyba trochę zły. Jednak Sebastian nie czuje się winny. Nie tym razem.
-Wyrzuci mnie.- mówi starszy.- Potrzebuję pracy.
-Wiem, ale mam go dość. Mam dość.- powtarza.-Nie mam już zamiaru tego znosić.- mówi stanowczo.- Nie pozwolę mu mi ciebie odebrać.Nie pozwolę.- powtarza. Mark przygląda mu się.- Nie pozwolę mu zniszczyć tego, co mamy. Nie po tym co przeszliśmy. Nie pozwolę Mark.- znów powtarza. Mark dostrzega coś dziwnego. Podchodzi i przytula Sebastiana. Przyciąga mocno do siebie i trzyma.
-Spokojnie.- mówi.
-Jak mogę być spokojny jak on jest wszędzie? Jest z tobą w pracy, na spotkaniach, na imprezach branżowych, później pojawia się w naszym domu, a jak teoretycznie go nie ma to dzwoni i z nim gadasz, kiedy powinieneś być ze mną!- podnosi głos i odsuwa się od męża.- Mam tego dość. Mam dość. Dość!
-Już w porządku.- próbuje uspokoić go. Sebastian jednak nie reaguje. Chce wyjść, ale Mark chce go zatrzymać.
-Seba...- dotyka jego ramienia.
-Zostaw.- słyszy.
-Przepraszam. Zapomniałem, że cie boli. Zostań.- prosi. Sebastian zatrzymuje się. Nie odwraca się jednak do Marka. Nie patrzy na niego. Bierze głęboki oddech.
-Jestem zazdrosny.- mówi.- Jestem niepewny, kiedy idziesz do pracy i spotykasz się z nim.- wyznaje.- Martwię się i boję, że w którymś momencie on zrobi coś, czym przekona cię, że jest lepszy.- kontynuuje, a Mark choć chce powiedzieć, że to totalne bzdury, to jednak postanawia posłuchać do końca.- Podobasz mu się. Widziałem jak na ciebie patrzył, kiedy odprowadził cię wtedy w nocy.
-Spójrz na mnie...- prosi Mark.
-Ufam ci, ale z drugiej strony w twoim życiu już kiedyś zdarzyła się taka sytuacja, że kochałeś kogoś do szaleństwa, a jednak uległeś komuś innemu.- nadal na niego nie patrzy.- Nie chcę tego przeżyć. Nie chcę, bo nie zniósłbym tego.- wyznaje.
-Czyli jednak do końca mi nie ufasz...
-Jemu nie ufam...
-Sebastian spójrz na mnie.- prosi ponownie.- Popatrz na mnie.- ponawia prośbę.
-Przepraszam...
-Nie przepraszaj. Cieszę się, że mówisz co czujesz.- mówi, a potem staje tak, że Sebastian nie może już uciec wzrokiem.- Jesteś moim wszystkim.- wyznaje Mark.- Wszystkim Sebastian.
-Więc chcę to czuć.- mówi młodszy.
-Nie czujesz?
-A kiedy ostatnio miałeś czas aby mi to okazać?- pada pytanie, a Mark nie ma pojęcia co odpowiedzieć. Więc nie mówi już jak bardzo Sebastian jest dla niego ważny. Po prostu mu to okazuje.
***
Sebastian jest w łóżku, kiedy on przygotowuje się do pracy. Śpi. Mark ubiera się obserwując kątem oka śpiącego męża. Uśmiecha się lekko, ponieważ Seba jest przystojnym mężczyzną. Uśmiecha się ponieważ ten przystojny facet jest jego. Uśmiecha się ponieważ czuje, że już wszystko jest lepiej. Kiedy chwilę później wraca z łazienki jego partner już nie śpi, ale ciągle leży w łóżku. Na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech na widok ukochanego.
-Dzień dobry.- mówi.
-Dzień dobry.- odpowiada młodszy ziewając.- Musisz już iść?
-Muszę. Ale ty prześpij się jeszcze.- odpowiada Mark.
-Pośpię.- zgadza się. Mark spogląda na zegarek i stwierdza, że powinien już wyjść. Podchodzi do łóżka, siada na nim,a potem żegna się z mężem.
-Do zobaczenia później.- mówi.
-Obiecaj, że nie wrócisz w nocy.- prosi młodszy.
-Nie wrócę w nocy. Porozmawiam z Jackobem. - obiecuje.
-Dobrze.
-Śpij.- zachęca. Zanim wstaje poprawia jeszcze kosmyki włosów ukochanego i przesuwa je tak, aby nie wchodziły Sebastianowi do oczu. Potem wychodzi. Nie spodziewa się tego, że jego druga połowa wstaje zaraz po tym jak on opuszcza dom. Sebastian ma coś do zrobienia. I ma zamiar zrealizować plan.
***
Wiem, że dużo Seby i Marka... ale tak musiało być :)
Nowości niebawem ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)