Nie ma pojęcia ile czasu minęło odkąd przyjechał do szpitala, nie patrzył na zegarek, ale wydaje mu się, że spędził na krzesełku, na którym siedzi wieki. Jest sam, zupełnie sam. Czeka na jakiekolwiek wieści o stanie Sebastiana, ale nikt o niczym go nie informuje. Pytał już wielokrotnie, niestety ciągle dostawał jedną odpowiedź- " Jak coś będzie wiadomo, lekarze na pewno pana poinformują." Więc czeka. I żałuje, że nie ma z nim nikogo, bo czyjaś obecność w takich chwilach bardzo dużo daje. Niestety on jest sam.
***
Zauważa go już z daleka, kiedy rozmawia ze znajomym lekarzem. I kiedy ich konwersacja dobiega końca, żegnają się, po czym ona nie ma pojęcia jak postąpić- podejść czy raczej dać mu spokój. Nie wie. Jednak nie może odejść i niezależnie od tego, czy mężczyzna ma ochotę na towarzystwo czy nie, ona podchodzi do niego.
-Cześć.- mówi, a on spogląda na nią.
-Cześć.- odpowiada zaskoczony.
-Coś się stało?- pyta.-Jesteś chory?- dopytuje.
-Ze mną w porządku.-pada odpowiedź.-To Sebastian...- dodaje cicho. Właściwie nie znają się zbyt dobrze z Agnes,mógłby nic jej nie mówić, ale z drugiej strony wie, że ona pyta ponieważ jest szczerze zainteresowana, bo jest troskliwą i ciepłą osobą, bo zależy jej na ludziach.
-Co z nim?
-Pobili go.- odpowiada.- Nie wiem ile czasu minęło odkąd przyjechałem, ale wydaje mi się, że wieki, a nikt nic nie mówi, każą mi czekać... Ile to jeszcze potrwa?- niecierpliwi się.
-Spokojnie.- mówi dziewczyna po czym trochę nieśmiało chwyta jego dłoń chcąc dodać mu otuchy, bo widzi, że on w tym momencie jej potrzebuje.- Nic nie rozumiem, ale ty zapewne nie chcesz o tym mówić...
-Nic nie wiem... Dzwoniłem do niego, bo miał wrócić z pracy, a go nie było. Nie odebrał. Potem próbowałem jeszcze kilkakrotnie. W końcu dostałem telefon, że Sebę zabrała karetka z podziemnego parkingu w budynku, w którym pracuje. Był nieprzytomny. Jedyne co wiem to, to, że ktoś go pobił.- mówi.-Nic więcej mi nie powiedziano.- spogląda na nią.
Nie zostawia go samego, co więcej dzwoni do Ricky'ego, choć Mark mówi jej, że to niepotrzebne. Jednak nie słucha. Agnes wie, że w takich sytuacjach ciężko jest kiedy jest się samemu. Ona nie chciałaby być sama, nie ma zamiaru więc i jego zostawić.
***
Jest u Reusów, kiedy dzwoni do niego Agnes. Jest zaskoczony tym co mówi. I niestety muszą zmienić plany, bo Agnes miała wrócić z wizyty u lekarza, po czym mieli zjeść z Natalie i Marco kolację . W tej sytuacji jednak Ricky postanawia pojechać do kliniki. Kiedy odkłada telefon od razu spotyka się z pytającym spojrzeniem przyjaciół.
-Przepraszam Was, ale niestety nie możemy zjeść z Wami dzisiaj kolacji. Muszę jechać do kliniki.- mówi im.
-Co się stało? Coś z Agnes?- pyta Natalie.
-Nie, z nią w porządku. Jednak spotkała Marka i z nim została. Podobno Sebastiana pobito. Nie wiedzą jeszcze nic dokładnie, bo lekarze ciągle się nim zajmują. Nie udzielili jeszcze żadnych konkretnych informacji o jego stanie. Muszę tam pojechać. Przepraszam Was, ale on nie powinien być w takim momencie sam.- tłumaczy.
-Jasne.- mówi Marco.
-Oczywiście.- mówi Natalie.
***
Czekają nadal w tym samym miejscu. Mark jest zdenerwowany choć stara się tego w żaden sposób nie okazać, ale Agnes wie. Widzi jak ciągle zerka na drzwi, z których przypuszczalnie wyjdzie w którymś momencie lekarz z jakimikolwiek informacjami. Na razie co chwilę wychodzą stamtąd pielęgniarki, które niestety nic nie mówią.
-Zaraz mnie trafi...- marudzi mężczyzna.- Możesz mi zarzucić, iż jestem niecierpliwy, ale...- wzdycha patrząc na Agnes.- Boję się...- mówi, a ona jest zaskoczona, że on jest po prostu tak szczery. Wielu mężczyzn bowiem nie potrafi przyznać, że odczuwają strach nawet w najcięższych sytuacjach. Agnes już wie, że Mark nie udaje twardziela, woli być szczery.
-Wiem, rozumiem.- mówi patrząc na niego.
-Dziękuję, że zostałaś.- mówi jeszcze Mark.- Zwariowałbym tu sam.- wyznaje.
-Nie musisz mi dziękować. Ty zrobiłbyś to samo.
-Nie wiesz co zrobiłbym. Właściwie mnie nie znasz.
-Nie jesteś bezduszną osobą, Mark. Nie znam cię, ale tak mi się wydaje. I myślę, że mam rację.- mówi z przekonaniem.
-Mówisz to wiedząc co zrobiłem Ricky'emu?- pyta.-Przepraszam, że do tego wracam, ale taka jest prawda. Przecież zachowałem się bezdusznie, jak palant, jak egoista.- wyrzuca z siebie.- Zresztą mam do tego tendencję, bo Sebastiana, choć nie zdradziłem, to znów odpychałem go od siebie wygadując takie głupoty, że wstyd mi teraz o tym mówić. A ty mi mówisz, że jestem dobrą osobą...- patrzy na nią.
-Jesteś.- mówi z przekonaniem.- Każdy popełnia błędy. Nie jesteś pierwszym i ostatnim, który zdradził. Nie jesteś także pierwszym i zapewne ostatnim, który w żalu i bólu odrzucał osoby, które kocha. Ludzie czasem zachowują się egoistycznie i irracjonalnie. Jednak po jednym błędzie czy dwóch nie można kogoś ocenić i powiedzieć, że jest złą osobą.- patrzy mu w oczy wypowiadając te słowa.-Może pomyślisz, że jestem naiwna wierząc w to, co mówię. Nie ważne. Nie jesteś złym człowiekiem, Mark. Ricky cierpiał przez to, co mu zrobiłeś. Jednak ci wybaczył. Może ty też powinieneś sobie wybaczyć, Mark.- jej słowa są dla niego zaskoczeniem. I wie, że ona ma rację.
***
-Kto mógł pobić partnera Marka?- zastanawia się głośno Natalie podczas kolacji. Wiedzą już o tej sprawie coś więcej, ponieważ Agnes przysłała sms-a.
-Nie mam pojęcia, choć coś przyszło mi na myśl...- odzywa się Marco.- Była jakaś historia z kolesiem z pracy Sebastiana. I to chyba skończyło się na rękoczynach, prawda?
-Tak, tamten dostał w twarz.- mówi Natalie.- Z tego co mówił Ricky, to słusznie. Ten koleś czepiał się, coś tam komentował o orientacji Sebastiana. W każdym razie te komentarze, w którymś momencie stały się nie do przyjęcia, więc po którymś partner Marka dał tamtemu w pysk. I Ricky mówił, że podobno całkiem mocno. Seba był pewien, że wyleci z pracy, ale tak się nie stało...- opowiada dziewczyna.
-Więc może tamten koleś się zemścił?-zastanawia się głośno piłkarz.- To jest prawdopodobne skoro Sebastiana znaleziono na parkingu. Ktoś musiał dobrze wiedzieć, który samochód, gdzie parkuje. Myślę, że to nie jest przypadek, Nat.
***
Dociera do szpitala, a Agnes i Mark nie mają jeszcze żadnych informacji. Agnes siedzi na krzesełku, a Mark spaceruje bez celu po korytarzu w jedną i drugą stronę. Nie przystaje nawet kiedy zauważa, że Ricky przyszedł. Mówią sobie tylko cześć. Ricky chce zapytać, ale Agnes kiwa mu dyskretnie głową, żeby tego nie robił. Więc chłopak siada obok swojej kobiety.
-Nic nie wiadomo?- pyta cicho.
-Nie. Pielęgniarka powiedziała, że nadal jest badany. Nic więcej nie może powiedzieć, wszelkich informacji udzieli lekarz.- jego dziewczyna zacytowała słowa siostry.
-Strasznie długo to trwa. Przecież już minęło trochę czasu odkąd dzwoniłaś, jesteś tu jeszcze dłużej...
-A Mark był już tu dość długo zanim przyszłam...- dodaje agentka.
-Więc nie za dobrze to wygląda...- mruczy Ricky.
-Nie mów tego głośno...- mówi mu Agnes.- On jest strasznie zdenerwowany.- uprzedza Ricky'ego.
-Wiem, wiem jak potrafi się martwić.- przyznaje chłopak.
Agnes już ma coś powiedzieć ale okazuje się, że drzwi się otwierają i wychodzi lekarz. Mark w szybkim tempie podchodzi do mężczyzny i pyta o stan Sebastiana.
-Nie mogę udzielać informacji przypadkowym osobom. Chciałbym porozmawiać najlepiej z kimś z rodziny...- pada odpowiedź.- Kim pan jest dla pacjenta?- pada pytanie i Ricky jest pewien, że Mark ma już na myśli odpowiedź, której oczywiście nie wypowie głośno. -
-Odpowiadałem na to pytanie kilkanaście razy odkąd tu jestem i pan znów mnie pyta.- zwraca się do lekarza.- Jestem kimś, kto jest upoważniony do wszelkich informacji o jego stanie zdrowia.- mówi najpierw.- Jestem jego partnerem.- wyjawia.- Nie, nie mamy ślubu. Jednak jestem upoważniony. Jeśli potrzebujecie, żebym się wylegitymował...
-Nie, w porządku. Pa Mark Sanders?
-Tak.- potwierdza.- Czy w końcu powie mi coś Pan o stanie Sebastiana?- prosi.
-Odzyskał przytomność na chwilę. Był z nim kontakt, odpowiedział na pytania składnie, ale oczywiście zrobiliśmy tomograf, bo ma mocno stłuczoną głowę. Nic niepokojącego nie zobaczyliśmy więc głowa w porządku. Kręgosłup cały. Jednak gorzej jest z brzuchem i żebrami. Pana partner ma pęknięte dwa żebra, ma stłuczoną wątrobę, obitą prawą nerkę w znacznym stopniu, ale na razie po przejrzeniu wyników badań podjąłem decyzję, że zabieg operacyjny nie jest w tym momencie koniecznością, będziemy monitorować sytuację. Niestety doszło także do złamania ręki z przemieszczeniem, ale już została ona operacyjnie złożona. To wszystko z takich poważniejszych rzeczy. Pominąłem liczne krwiaki, otarcia. Kiedy go przywieziono naprawdę myślałem, że będzie znacznie gorzej.
- Będę mógł go zobaczyć?- pyta Mark.
-Tak. Jest właśnie przewożony do normalnego pokoju. Prawdopodobnie będzie przez jakiś czas oszołomiony po narkozie, ale to stopniowo minie. I nie wiem czy pan go widział, ale ostrzegam, że nie wygląda dobrze, jest opuchnięty i posiniaczony.
-Rozumiem. Chciałbym go zobaczyć. Mogę?
-Oczywiście.- zgadza się.
***
Lekarz miał rację. Sebastian wygląda źle. Jego twarz jest opuchnięta i posiniaczona. Właściwie jego partner ma na twarzy kilka różnych odcieni fioletu. Jest przerażony jak to widzi. I to go boli ponieważ ktoś mu bliski cierpi. I choć pierwsze odczuwa bezsilność, bo to już się stało, nie może i nie mógł temu zapobiec, to jednak po chwili tamto uczucie zastępuje wściekłość. Jest wściekły na tego, kto odważył się wyrządzić krzywdę mężczyźnie, którego kocha. I wie, że tego tak nie zostawi. Ta osoba zapłaci za każdą ranę, za każdego sińca, za każde otarcie. Nigdy nie był mściwy, ale w tym momencie postanawia sobie, że dowie się, kto zrobił Sebastianowi krzywdę. Dowie się.
Dotyka dłoni chłopaka delikatnie. Druga schowana jest w gipsie. Ta też ucierpiała, ma otarcia więc widzi, że Seba się bronił. Na pewno przyłożył tej osobie, a raczej osobom, ponieważ jest pewien, iż chłopak poradziłby sobie z jednym napastnikiem.
-Mark...- słyszy ciche słowa wypowiedziane przez mężczyznę leżącego na łóżku. Mark zauważa otwarte oczy swojej drugiej połowy. Sebastian jest półprzytomny, jego powieki trochę opadają momentami, ale widać, że walczy z tym.
-Jestem tutaj.- odpowiada i mocniej ściska dłoń partnera.- Jestem i nigdzie się nie wybieram. Odpocznij jeszcze, śpij.- mówi mu, ale tamten zaprzecza ruchem głowy, którego natychmiast żałuje. Ból wykrzywia jego twarz i wszystko do niego wraca. Każda obelga, którą usłyszał, każdy cios, każdy kopniak. Wszystko.
-Spokojnie, spokojnie.
-Zabierz mnie do domu...- szepce młodszy i chce się podnieść, ale czuje potworny ból. Wydaje mu się, że rozsadzi mu on klatkę piersiową.
-Spokojnie, Seba. Zrobisz sobie krzywdę.- mówi do niego i siada na skraju łóżka.
-Boli...
-Masz pęknięte żebra. Dlatego tak bardzo boli.- tłumaczy mu.- Śpij. Potrzebujesz odpocząć.
-Mark...- szepce patrząc na niego.
-Zostanę. Nigdzie się nie wybieram...- zapewnia i będzie tak, jak mówi.
***
Jest mi smutno, bo pod poprzednim rozdziałem oprócz Ewi, nikt z Was nie skomentował. Nie podobał Wam się rozdział?
Rozdział jak zawsze super. Kto pobił Sebę????? Szczerze czekam na więcej Mario, pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńBędzie Mario więcej w następnej odsłonie. Słowo!
UsuńRozdział wspaniały! Mam nadzieję,że sprawa z pobiciem zakończy się jak najlepiej i co najważniejsze się nie powtórzy. Długo czekałam na ten rozdział. Dziękuję Ci za niego :). Pozdrawiam Żan.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam za zwłokę. Moja wena zniknęła po prostu i nie chciała wrócić. Ale już jest znowu ze mną i mam zamiar ja wykorzystać, zanim znów wybędzie 😉
UsuńMuszę Ci się przyznać, ze czytałam, ale przez to ze czytam jeszcze historię Maxa i komentowałem tam, to byłam pewna że tu też komentowałam. Jednak się pomyliłam! Więc naprawiam swój błąd i komentuje. Bardzo lubię wszystkie twoje blogi,ten też, szczególnie za to jak pięknie wplatasz emocje w każde słowo.. szczególnie na tym jednym blogu tych emocji jest bardzo dużo. I nie wiem dlaczego tak się dzieję, że na tym blogu przeważa smutek i prawie same nieszczęścia. Nie w 100 procentach. Ale bardzo często rozdziały kończą się bądź zaczynają jakimś nieszczęśliwym zdarzeniem. Rozumiem, że jest to trochę związane z fabułą głównego Bohatera Mario, ale co za dużo to nie zdrowo! Daj im troche oddechu. Niech idą na frytki czy coś i dobrze się bawią. Druga rzecz, brak mi Mario! Jest go ostatnio bardzo mało. Ale resztę twoich bohaterów też bardzo lubię więc bardzo nie cierpię. Rozdział jak zwykle na swoim wysokim poziomie, klasowy, na 6+. Dobra, zmykam bo dziś mecz a ja mam sporo rzeczy do ogarnięcia. Dużo weny, zdrówka i ciepła w te coraz zimniejsze dni. Pozdrawiam i HEJA, HEJA BVB.
OdpowiedzUsuńHmm... Dałaś mi do myślenia. I masz rację, dużo tu smutku, ale mówią, że po burzy zawsze wychodzi słonko 😉
UsuńMario wróci, już w kolejnej odsłonie. Obiecuje.
Cóż... Sebę i Marka tez niebawem wyślę na frytki, za jakiś czas. Ten wątek to spontan. Ten pomysł z podbiciem również. Zresztą to chyba bierze się stąd, że zewsząd dociera do nas na codzień nietolerancja. Nie cierpię uprzedzeń i nietolerancji. Każdy jest człowiekiem i należy mu się szacunek. Nie ważne kim jest i kogo kocha. Nieważne dla mnie. Dlaczego to pisze? Zobaczycie.
Uprzedzam, że smutek jeszcze będzie. I oczekiwane szczęście również, w dużych ilościach.
Dziękuję za komentarz. Bardzo dziękuję. I wezmę sobie go do serducha, ale co mój mózg wymyśli następnym razem nie wiem. Nie wiem też czy wymyśli rozdział pełen szczęścia czy smutkiu. Okaże się ☺
Proszę komentuj czesciej😊
Przyznam ci się szczerze, że brakuje mi tu trochę Mario.
OdpowiedzUsuńA tak poza tym to rozdział oczywiście jak zwykle wspaniały.
Mam nadzieję, że dasz odpocząć trochę Sebie i Markowi, bo trzeba przyznać, że ich kłopoty ostatnio jakoś nie chcą ominąć.
Wstawiaj tutaj najszybciej jak tylko możesz kolejny rozdział :)
Wiem, że brakuje, ale to celowe. Przeplatam wątki 😉
OdpowiedzUsuńNowy juz wkrótce!