poniedziałek, 29 kwietnia 2019
73. You stole my heart...
Budzi go pocałunkiem. Choć wydawało jej się, że jej mężczyzna śpi mocno, to jednak delikatne muśnięcie jego ust sprawia, że oddaje pocałunek, a zaraz potem otwiera oczy i jego usta rozświetla uśmiech, który właściwie cały czas na nich gości. Emily uwielbia patrzeć na Mario jak się uśmiecha. Jego twarz wtedy rozjaśnia się, w jego oczach migocą iskierki. Kocha tego mężczyznę więc z przyjemnością patrzy na jego radość. A świadomość, że jest powodem tych uśmiechów sprawia jej ogromną przyjemność.
-Dzień dobry kochanie.- mówi do niego. Jeśli jego uśmiech może być większy to właśnie po tym jak nazwała go kochanie jeszcze się powiększa.
-Dzień dobry.- pada odpowiedź.- A będzie jeszcze lepszy.- dodaje mężczyzna nachylając się do niej całując ją. Oddaje pocałunek. Zawsze oddaje pocałunki. Wydaje jej się, że mogłaby spędzić resztę życia na pocałunkach z mężczyzną, którego bez wątpienia kocha całym sercem. Nigdy nie ma dość. I jest pewna, że nigdy nie będzie miała dość. Mario jest spełnieniem jej marzeń, jest wszystkim o czym kiedyś marzyła. I nadal marzy ponieważ jest świadoma, że to, iż ma go nie znaczy, że może przestać starać się o niego, że może przestać dbać o miłość, która ich połączyła, może przestać ją pielęgnować. Nie może ponieważ nic nie jest nam dane na zawsze. Uczucia trzeba pielęgnować, dbać o nie, podsycać. Robi to i jest pewna, że będzie to robić zawsze.
-Czemu mówisz, że będzie jeszcze lepszy? Planujesz coś?- pyta, a on obejmuje ją i przyciąga do swojego nagiego ciała. Obejmuje ją ciasno. Uwielbia czuć jego skórę. Uwielbia, kiedy może czuć ciepło jego ciała, kiedy nie oddzielają ich skrawki materiałów. Wie, że on również uwielbia czuć jej nagą skórę.
-Nie masz wrażenia, że ostatnio przestaliśmy nosić ubrania?- śmieje się mężczyzna.
-Co ty mówisz?- mówi przekornie, choć Mario ma rację.- Przecież nie chodzimy nago...
-Kiedy wychodzimy nie, ale wychodziliśmy zdaje się prawie dwie doby temu.- mówi jej, a ona się uśmiecha ponieważ zdaje sobie sprawę, że tak właśnie jest. Mają czas dla siebie, mają kilka dni kiedy mogą być sami. We dwoje.
-Nie narzekam.- uśmiecha się dziewczyna.
-Wiem, że nie. Uwielbiam cię taką właśnie.- uśmiecha się.- Jednak dzisiaj wychodzimy więc musimy się ubrać.
-Hmm... No raczej bez ubrań wzbudzimy sensację.
-Nie będziemy wzbudzać sensacji. Nie chciałbym aby ktokolwiek poza mną znał twoje ciało. Nie lubię się dzielić. Jestem dość zaborczym partnerem.
-Jesteś wspaniałym partnerem. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego mężczyzny.- mówi mu, a on patrzy jej w oczy.
-Jesteś wspaniała Emi. I jesteś moja.- zaznacza.- Musimy w końcu wyjść z tego łóżka, ale chyba jeszcze nie w tej chwili.- mówi po czym zachłannie ją całuje. Śniadanie jedzą godzinę później.
***
Spędzają cały dzień na zwiedzaniu. Emily nie miała wiele okazji do podróży szczególnie odkąd zachorowała. Dlatego, teraz chłonie każde miejsce, które odwiedzają. A wieczorem Mario zabiera ją do kina. Kiedy po skończonym seansie wychodzą, pyta ją co chce dalej robić. Proponuje wyjście do klubu więc Emily chętnie się zgadza. Jeszcze jakiś czas wcześniej mogła jedynie marzyć o tańcu. Ciągle przyzwyczaja się do tego, iż teraz zniknęły ograniczenia, może wychodzić, może się bawić, może tańczyć. Więc tańczą i bawią się. Z ich twarzy nie znikają uśmiechy, ich dłonie w wielu momentach są złączone, ramiona Mario oplatają Emily w wielu momentach nawet podczas tańca. Jego dłonie dotykają zaborczo jej bioder, kiedy przyciąga ją do siebie podczas tańca. A kiedy zjawiają się przy barze chcąc zamówić coś do picia, Mario dostrzega, iż wielu obecnych tam mężczyzn patrzy na jego drugą połowę. Jakby w odruchu obejmuje ją i przyciąga do siebie. Emily przylega do jego ciała chętnie. Nie zwraca uwagi na żadnego z mężczyzn. Nie musi. Ma wszakże swojego przy boku. Wychodzą z klubu po 3 nad ranem. Wzywają taksówkę, ale nie wracają do hotelu. Wysiadają wprawdzie niedaleko, ale Mario bierze ją za rękę i idą w stronę plaży. Blisko piasku Mario ściąga buty, Emily robi to samo. Idą po piasku trzymając się za ręce. Byli na plaży ostatnio niezliczoną ilość razy, ale nie mają dość. Potem Mario kładzie marynarkę na piasku i siadają na niej. Emily przytula się do niego ponieważ pragnie ciągle być z nim jak najbliżej.
-Mam coś dla ciebie kochanie.- Odzywa się piłkarz. Dziewczyna patrzy na niego, a on wyciąga z kieszeni małe pudełeczko. Podaje jej.-Nie wiem w jaki jeszcze sposób mam pokazać ci jak bardzo zależy mi na tobie i jak jestem twój.- mówi jej, a ona otwiera pudełeczko. Jest tam przepiękny łańcuszek z małym kluczem, na którego środku jest mały diament.
-Dziękuję, jest przepiękny, ale naprawdę nie musisz kupować mi drogich prezentów po to, aby udowodnić mi swoje uczucia.
-Wiem, ale chciałem coś ci dać. I kiedy zjawiłem się u jubilera od razu wpadł mi w oko.- Wyciągnął łańcuszek z pudełka i założył jej na szyję, a potem delikatnie poprawił jej włosy. Dotknęła małego kluczyka, ale zanim zdążyła zapytać dlaczego klucz on sam odpowiedział na jej niewypowiedziane pytanie.
-Masz klucz do mojego serca.- stwierdził patrząc jej w oczy.- Dlatego klucz.- wytłumaczył.
-Dziękuję. Jest piękny.- Pocałowała go. A kiedy oderwała usta od jego ust dodała.- Prezent jest przepiękny, ale najważniejszy prezent, który dostałam od życia siedzi obok mnie.- wyznaje mu, a on patrzy jej w oczy.- Nie mogłam wymarzyć sobie bardziej wyjątkowego partnera, nie mogłam wymarzyć sobie bardziej wspaniałego życia. I cieszę się, że mogę przeżyć je obok ciebie.- mówi mu.- I zawsze kiedy myślę o tym wiem, że miałam szczęście. Kiedyś bałam się, że nie zdążę się zakochać, nie zdążę nacieszyć się drugą osobą, bałam się, iż nie będzie mi dane z nikim dzielić życia. Nigdy tego nie mówiłam, ale nieraz obserwując moich znajomych, patrząc na ich szczęście, na to jak się kochają, wyobrażałam sobie jakby to było gdybym ja miała kogoś takiego przy sobie, kogoś kogo mogłabym kochać. Mogłam o tym wtedy tylko marzyć Mario. Mogłam bo wiedziałam, że nie będę mieć możliwości przekonać się o tym. Kończył mi się czas. Ja to czułam choć chciałam wierzyć w cud.- patrzy mu w oczy, a on widzi, że jej niebezpiecznie błyszczą. Dotyka jej policzka, a ona chwyta jego dłoń i całuje go w wewnętrzną część.- Wymarzyłam sobie ciebie wiesz? Wyśniłam. Nie mówię bajek w tym momencie. I choć wiem, już do mnie dotarło, że to nie jest sen,a jawa, to jednak czasem myślę ciągle, że śnię i boję się obudzić. I czasem się budzę, ale kiedy otwieram oczy widzę cię śpiącego obok mnie i to wszystko to jawa.
-To rzeczywistość kochanie.
-Ty też masz moje serce. Masz je mam wrażenie od pierwszej chwili w której cię spotkałam. Nie wiem jak mogłabym się nie zakochać w mężczyźnie takim jak ty. I cieszę się, że mam klucz do twojego serca. Obiecuję go nie zgubić.- mówi i nie myśli jedynie o symbolicznym kluczyku z jej łańcuszka. Mario bierze jej dłoń i całuje wnętrze, a potem splata swoje palce jej palcami, drugim ramieniem obejmuje ją i całuje. Jego usta delikatnie badają jej wargi. I być może dopiero koło 5 rano idą do hotelu i być może idą boso. Recepcjonistka jednak nie patrzy na nich dziwnie kiedy widzi ich bose stopy. Uśmiecha się jedynie do nich i mówi im dzień dobry, a oni się uśmiechają i odpowiadają.
***
Mario zgadza się iść na galę, kiedy w przedostatni dzień przed powrotem do domu rano dzwoni prezes klubu i prosi o to by poszedł. Nie ma nic przeciwko temu, to dla niego zaszczyt, że może reprezentować klub. Okazuje się jedynie, że muszę iść z Emily na zakupy. Idą więc i najpierw wchodzą do sklepu z garniturami. Spacerują pomiędzy wieszakami szukając czegoś odpowiedniego. W końcu jedna z osób pracujących w tym miejscu chce im pomóc. Mario wybiera kilka modeli i idzie się przebrać. Kiedy pokazuje poszczególne nie tylko Emily go ogląda, ale dziewczyny z obsługi sklepu także. Dostrzega w jaki sposób niektóre z nich na niego patrzą. Ma wrażenie, że gdyby mogły chętnie pożarłyby go wzrokiem. Nie reaguje jednak ponieważ widzi, że wzrok jej mężczyzny spoczywa na niej. Mario tez głównie sugeruje się jej zdaniem. Wybierają garnitur, który to im się podoba nie paniom pracującym w sklepie. Kiedy w końcu wychodzą Emily postanawia nawiązać do sytuacji w sklepie.
-Czujesz się dobrze?- pyta swojego mężczyznę.- Bo miałam wrażenie, że zaraz cię schrupią.
-Kto?
-No panie ze sklepu. Mierzyły cię wzrokiem. Jestem pewna, że wymierzyły wzrokiem wszystkie twoje wymiary.- uśmiecha się.
-One mnie nie interesują. Patrzyłem na ciebie. I wybrałem garnitur w którym najbardziej się tobie podobałem. Chcę się tobie podobać. To na twoim spojrzeniu mi zależy, nie interesują mnie inne kobiety. - odpowiada po czym nachyla się i muska jej usta po czym przez chwilę patrzy jej w oczy i następnie całuje w czoło.- Teraz kupimy ci piękną sukienkę.
-Muszę jakoś wyglądać obok takiego przystojniaka.
-Ładnemu we wszystkim ładnie kochanie.- uśmiecha się.- Ale zdecydowanie kupimy piękną sukienkę. Chwilę później Emily ma na sobie czerwoną sukienkę, którą Mario dostrzegł zaraz po wejściu do sklepu i od razu poprosił ją, aby ją ubrała. I okazuje się, że to był pierwszy i trafny wybór ponieważ Emily wygląda w niej przepięknie. Dobierają jeszcze szpilki i małą torebkę. Mario patrzy na nią i się uśmiecha.
***
Wieczorem kiedy przybywają na galę paparazzi robią im mnóstwo zdjęć przed wejściem. Mario idzie trzymając dłoń Emily. Na jego twarzy gości uśmiech. W środku także robione są zdjęcia więc pozują razem. Nie puszcza jej, po prostu spędzają ten wieczór razem. Rozmawiają owszem z ludźmi, ale razem. Mario przedstawia ją jako swoją partnerkę. A kiedy wychodzą z hotelu, w którym odbywała się impreza czekają na taksówkę. Mario zakłada Emily na ramiona swoją marynarkę ponieważ jest jej chłodno i zamyka ją w swoich ramionach. Zanim przyjeżdża taksówka całuje ją także kilka razy.
***
Dzieci bawią się, a oni siadają na kanapie. Marco podaje jej gazetę otwartą na jednej ze stron. Widnieją tam zdjęcia Emily i Mario. Artykuł mówi o gali na której byli, ale najciekawsze zdjęcia są zrobione po gali kiedy piłkarz i jego druga połowa czekają na przyjazd taksówki. Marco i Natalie uśmiechają się widząc ich przytulonych szczelnie do siebie. Emily ma na sobie marynarkę Mario.
- Dobrze, że w ogóle zauważyli, że przyjechała taksówka bo mam wrażenie czasami, że żyją w takiej jakby bańce i nie jestem czasem pewna czy dostrzegają coś poza sobą.- uśmiecha się Natalie.
-Też się tak zachowywaliśmy kochanie.
-Wiem, ale miło teraz popatrzeć na naszych przyjaciół. W końcu tak na to czekaliśmy i kibicowaliśmy.
-Tak jak Mario nam kiedyś... Cieszę się, że znalazł kogoś z kim będzie mógł być szczęśliwy. Obydwoje z Emily zasłużyli na szansę.
***
-Skradłaś mi serce Emily.- mówi patrząc na nią. Jej dłoń spoczywa na jego klatce piersiowej w miejscu gdzie bije jego serce.
-Uwielbiam czuć jak bije.- mówi mu całując jego pierś.
-Bije dla ciebie kochanie.- wyznaje.- Ono już zawsze będzie bić dla ciebie. Jest twoje. Skradłaś je zanim sam ci je oddałem...
***
piątek, 9 listopada 2018
72.Intymność...
Ich zdjęcia obiegają cały świat. Mario pływający z nią na skuterze, Mario opalający się z nią na jachcie, przytulający ją, całujący, nacierający ją kremem do opalania. Ich czułe gesty i spojrzenia uwiecznione na zdjęciach mówią wszystkim jakie uczucie ich łączy. Nikt nie ma wątpliwości. Nie ma także złych komentarzy, bardziej te pozytywne ponieważ kibice kibicują mu wiedząc, że przeżył traumę w związku z wypadkiem i śmiercią żony.
***
Leżą na kadłubie jachtu. Jest późno, blisko północy. Mario najpierw leży na plecach wpatrując się w rozgwieżdżone niebo, potem przekręca się na bok i patrzy na Emily, która nadal leży na plecach. Dziewczyna ma na sobie przewiewną, krótką sukienkę. Jej włosy są rozpuszczone i swobodnie rozrzucone wokół jej głowy. Mario mógłby wpatrywać się w nią godzinami.
-Milion za twoje myśli.- mówi dziewczyna odwracając się na bok tak, że leży twarzą do swojego mężczyzny.
-Znasz moje myśli.- pada odpowiedź.
-Nie znam, ale chciałabym poznać.
-Znasz. Myślę o nas, o tobie i o mnie.- mówi piłkarz.- Jestem tak bardzo szczęśliwy Emi.- przyznaje, a ona patrzy na niego i delikatnie się uśmiecha. Mario przysuwa się bliżej, wyciąga dłoń i palcami dotyka jej ust. Uwielbia jej usta. Czuje muśnięcie na swoich palcach. Mario gładzi dłonią jej policzek, a potem nachyla się i składa na jej ustach czuły pocałunek. Kiedy ich usta się od siebie odrywają Mario nie odsuwa twarzy. Ich czoła stykają się. Mario bierze głęboki oddech, a ona wie, że chce coś powiedzieć. Milczy jednak palcami gładząc jej policzek. Chciałby móc przekazać siłę swoich uczuć, które żywi do Emily, ale żadne słowa nie są w stanie oddać tego jak bardzo jest zakochany. Po raz kolejny całuje ją, a potem przyciąga do siebie. Jego usta są zachłanne, spragnione. Pragnie jej. Pragnie jej w tej chwili. Właściwie ciągle jej pragnie. Emily przerywa w którymś momencie pocałunki.
-Mario jesteśmy na pokładzie jachtu.- przypomina mu, ale on jedynie się uśmiecha.
-Przecież jesteśmy teraz sami, kochanie.- mówi jej, a ona przypomina sobie, że faktycznie tak jest. - Pragnę cię.- mówi jej.- Chcę się z tobą kochać. Tu i teraz.- mówi patrząc jej w oczy, a potem składa na jej ustach kolejny zachłanny pocałunek.
-Jesteś nienasycony.- mówi dziewczyna.
-Jestem.- przyznaje.- To dotyczy jedynie nienasycenia tobą. Kocham cię tak bardzo... Tak bardzo... - mówi Mario.- Naprawdę kocham cię całym sobą.
-Wiem... Wiem kochanie.- uśmiecha się do niego i już więcej nie pozwala mu mówić ponieważ ona również go pragnie. I ma zamiar pokazać mu jak bardzo. Teraz, w tym czasie, w tym miejscu, pod gwiazdami.
***
Przytula się do jego klatki piersiowej i słyszy szybki rytm serca Mario, który próbuje uspokoić oddech. Emily uśmiecha się, muska jego tors ustami po czym tuli się do jego nagiej klatki piersiowej wsłuchując się w rytm serca swojego kochanka, które bije tak szybko jakby zaraz miało wyskoczyć z klatki piersiowej piłkarza. Nie bez powodu ciągle bije w takim tempie. Po chwili milczenia Emily spogląda na twarz Mario. Chłopak leży mając zamknięte oczy.
- Przyglądasz mi się.-mówi jej nie otwierając oczu.
-Tak ponieważ teraz jesteś taki spokojny, a przed chwilą...- mówi dziewczyna.
-Przed chwilą z rozkoszy rozpadłem się na milion kawałków.- mówi jej spoglądając na nią przez moment.-Tak na mnie działasz kochanie.- mówi jej.
-Z wzajemnością.- uśmiecha się Emily. Te chwile są tak bardzo ich. Takie momenty są tak bardzo intymne. Te minuty, kwadranse, godziny, które dzielą właśnie w taki sposób. Tak blisko. Emily przez chwilę milczy rysując palcami abstrakcyjne wzory na brzuchu swojego mężczyzny.- Świadomość, że właśnie tak na ciebie działam...- zaczyna, ale nie kończy ponieważ nie umie ubrać swoich myśli w słowa.- Cieszę się, że mogę patrzeć na ciebie w takich momentach. Kiedy jesteś tak bardzo mój, kiedy jesteś taki...
-bezbronny... ?- dodaje piłkarz.
-Też... uwielbiam świadomość, że dzielisz to ze mną, tylko ze mną.
-Nie chcę z nikim innym dzielić takich momentów. Ani życia, codzienności, ani być blisko w ten sposób z nikim poza tobą. Jestem tylko twój.- patrzy na nią.- i uwielbiam twój dotyk. Nawet ten najmniejszy. Nie masz pojęcia co czuję, kiedy twoje dłonie dotykają mojej skóry chociażby w tej chwili, w ten sposób.- chodzi mu o kreślenie właśnie wzorów na jego skórze. - Potrzebuję tego. - wyznaje.
-Jesteś takim pieszczochem.
-Jestem, zawsze byłem. To co nas łączy jest wyjątkowe, ale wiadomo, że oboje potrzebujemy też fizycznej części naszego związku. Ja bardzo potrzebuję.
-A ja odkrywam mój apetyt z tobą...- śmieje się Emily.
- I muszę ci powiedzieć, że cieszę się, że właśnie ze mną.
-Nigdy siebie o to nie podejrzewałam, ale mam spory apetyt.- wyznaje, a on się uśmiecha.
-Nie powiem, żeby było mi przykro z tego powodu. Bardzo się z tego powodu cieszę ponieważ mam zamiar dać ci wszystko czego potrzebujesz. Jestem twój... Masz mnie. Zawsze... Kiedy zapragniesz...
- A jeśli zapragnęłam teraz, znów?
-Masz mnie.- powtarza patrząc na nią poważnie. Emily całuje go zachłannie, a potem przerywa pocałunek. Chce przejąć inicjatywę, ale ona zatrzymuje go.
-Pozwól mi...- mówi, a on patrzy na nią przez chwilę, a potem rozumie, co ona chce mu powiedzieć. Pozwala jej po prostu na wszystko. I rozkoszuje się tą chwilą, kiedy czuje każdy maleńki pocałunek, który Emily składa na jego skórze, czuje każde muśnięcie jej palców, każdy oddech, kiedy dziewczyna całuje jego klatkę piersiową i brzuch. A potem siada oparty plecami o poduszkę i wie dlaczego go o to poprosiła już chwilę później kiedy Emily łagodnie kołysze się oplatając wokół nogami jego biodra. I jedyne co może zrobić, albo właściwie co chce zrobić to pozwolić jej zawładnąć jego ciałem. Poddać się uczuciu, które narasta z każdym łagodnym ruchem dziewczyny. Więc jej pozwala. I być może ciche westchnienia wydostają się z jego ust z każdym kolejnym ruchem Emily. Zamyka oczy i pozwala jej na wszystko... na wszystko.
***
Ciepła woda spływa delikatnym strumieniem po ich nagich ciałach. Mario obserwuje ruchy jej dłoni, kiedy spienioną gąbką obmywa jego klatkę piersiową. Zamyka oczy. Emily dostrzega to i uśmiecha się i nadal namydla jego ciało. A kiedy kończy, role się odwracają.
***
Króciutki, ale nie mogłam nic dopisać bo zepsułabym nastrój...
Wróciłam...
Po kolejnych wielkich zawirowaniach w moim życiu, w końcu jestem... Kolejnych, ale zapewne nie ostatnich,..
***
Leżą na kadłubie jachtu. Jest późno, blisko północy. Mario najpierw leży na plecach wpatrując się w rozgwieżdżone niebo, potem przekręca się na bok i patrzy na Emily, która nadal leży na plecach. Dziewczyna ma na sobie przewiewną, krótką sukienkę. Jej włosy są rozpuszczone i swobodnie rozrzucone wokół jej głowy. Mario mógłby wpatrywać się w nią godzinami.
-Milion za twoje myśli.- mówi dziewczyna odwracając się na bok tak, że leży twarzą do swojego mężczyzny.
-Znasz moje myśli.- pada odpowiedź.
-Nie znam, ale chciałabym poznać.
-Znasz. Myślę o nas, o tobie i o mnie.- mówi piłkarz.- Jestem tak bardzo szczęśliwy Emi.- przyznaje, a ona patrzy na niego i delikatnie się uśmiecha. Mario przysuwa się bliżej, wyciąga dłoń i palcami dotyka jej ust. Uwielbia jej usta. Czuje muśnięcie na swoich palcach. Mario gładzi dłonią jej policzek, a potem nachyla się i składa na jej ustach czuły pocałunek. Kiedy ich usta się od siebie odrywają Mario nie odsuwa twarzy. Ich czoła stykają się. Mario bierze głęboki oddech, a ona wie, że chce coś powiedzieć. Milczy jednak palcami gładząc jej policzek. Chciałby móc przekazać siłę swoich uczuć, które żywi do Emily, ale żadne słowa nie są w stanie oddać tego jak bardzo jest zakochany. Po raz kolejny całuje ją, a potem przyciąga do siebie. Jego usta są zachłanne, spragnione. Pragnie jej. Pragnie jej w tej chwili. Właściwie ciągle jej pragnie. Emily przerywa w którymś momencie pocałunki.
-Mario jesteśmy na pokładzie jachtu.- przypomina mu, ale on jedynie się uśmiecha.
-Przecież jesteśmy teraz sami, kochanie.- mówi jej, a ona przypomina sobie, że faktycznie tak jest. - Pragnę cię.- mówi jej.- Chcę się z tobą kochać. Tu i teraz.- mówi patrząc jej w oczy, a potem składa na jej ustach kolejny zachłanny pocałunek.
-Jesteś nienasycony.- mówi dziewczyna.
-Jestem.- przyznaje.- To dotyczy jedynie nienasycenia tobą. Kocham cię tak bardzo... Tak bardzo... - mówi Mario.- Naprawdę kocham cię całym sobą.
-Wiem... Wiem kochanie.- uśmiecha się do niego i już więcej nie pozwala mu mówić ponieważ ona również go pragnie. I ma zamiar pokazać mu jak bardzo. Teraz, w tym czasie, w tym miejscu, pod gwiazdami.
***
Przytula się do jego klatki piersiowej i słyszy szybki rytm serca Mario, który próbuje uspokoić oddech. Emily uśmiecha się, muska jego tors ustami po czym tuli się do jego nagiej klatki piersiowej wsłuchując się w rytm serca swojego kochanka, które bije tak szybko jakby zaraz miało wyskoczyć z klatki piersiowej piłkarza. Nie bez powodu ciągle bije w takim tempie. Po chwili milczenia Emily spogląda na twarz Mario. Chłopak leży mając zamknięte oczy.
- Przyglądasz mi się.-mówi jej nie otwierając oczu.
-Tak ponieważ teraz jesteś taki spokojny, a przed chwilą...- mówi dziewczyna.
-Przed chwilą z rozkoszy rozpadłem się na milion kawałków.- mówi jej spoglądając na nią przez moment.-Tak na mnie działasz kochanie.- mówi jej.
-Z wzajemnością.- uśmiecha się Emily. Te chwile są tak bardzo ich. Takie momenty są tak bardzo intymne. Te minuty, kwadranse, godziny, które dzielą właśnie w taki sposób. Tak blisko. Emily przez chwilę milczy rysując palcami abstrakcyjne wzory na brzuchu swojego mężczyzny.- Świadomość, że właśnie tak na ciebie działam...- zaczyna, ale nie kończy ponieważ nie umie ubrać swoich myśli w słowa.- Cieszę się, że mogę patrzeć na ciebie w takich momentach. Kiedy jesteś tak bardzo mój, kiedy jesteś taki...
-bezbronny... ?- dodaje piłkarz.
-Też... uwielbiam świadomość, że dzielisz to ze mną, tylko ze mną.
-Nie chcę z nikim innym dzielić takich momentów. Ani życia, codzienności, ani być blisko w ten sposób z nikim poza tobą. Jestem tylko twój.- patrzy na nią.- i uwielbiam twój dotyk. Nawet ten najmniejszy. Nie masz pojęcia co czuję, kiedy twoje dłonie dotykają mojej skóry chociażby w tej chwili, w ten sposób.- chodzi mu o kreślenie właśnie wzorów na jego skórze. - Potrzebuję tego. - wyznaje.
-Jesteś takim pieszczochem.
-Jestem, zawsze byłem. To co nas łączy jest wyjątkowe, ale wiadomo, że oboje potrzebujemy też fizycznej części naszego związku. Ja bardzo potrzebuję.
-A ja odkrywam mój apetyt z tobą...- śmieje się Emily.
- I muszę ci powiedzieć, że cieszę się, że właśnie ze mną.
-Nigdy siebie o to nie podejrzewałam, ale mam spory apetyt.- wyznaje, a on się uśmiecha.
-Nie powiem, żeby było mi przykro z tego powodu. Bardzo się z tego powodu cieszę ponieważ mam zamiar dać ci wszystko czego potrzebujesz. Jestem twój... Masz mnie. Zawsze... Kiedy zapragniesz...
- A jeśli zapragnęłam teraz, znów?
-Masz mnie.- powtarza patrząc na nią poważnie. Emily całuje go zachłannie, a potem przerywa pocałunek. Chce przejąć inicjatywę, ale ona zatrzymuje go.
-Pozwól mi...- mówi, a on patrzy na nią przez chwilę, a potem rozumie, co ona chce mu powiedzieć. Pozwala jej po prostu na wszystko. I rozkoszuje się tą chwilą, kiedy czuje każdy maleńki pocałunek, który Emily składa na jego skórze, czuje każde muśnięcie jej palców, każdy oddech, kiedy dziewczyna całuje jego klatkę piersiową i brzuch. A potem siada oparty plecami o poduszkę i wie dlaczego go o to poprosiła już chwilę później kiedy Emily łagodnie kołysze się oplatając wokół nogami jego biodra. I jedyne co może zrobić, albo właściwie co chce zrobić to pozwolić jej zawładnąć jego ciałem. Poddać się uczuciu, które narasta z każdym łagodnym ruchem dziewczyny. Więc jej pozwala. I być może ciche westchnienia wydostają się z jego ust z każdym kolejnym ruchem Emily. Zamyka oczy i pozwala jej na wszystko... na wszystko.
***
Ciepła woda spływa delikatnym strumieniem po ich nagich ciałach. Mario obserwuje ruchy jej dłoni, kiedy spienioną gąbką obmywa jego klatkę piersiową. Zamyka oczy. Emily dostrzega to i uśmiecha się i nadal namydla jego ciało. A kiedy kończy, role się odwracają.
***
Króciutki, ale nie mogłam nic dopisać bo zepsułabym nastrój...
Wróciłam...
Po kolejnych wielkich zawirowaniach w moim życiu, w końcu jestem... Kolejnych, ale zapewne nie ostatnich,..
środa, 8 sierpnia 2018
Już od jakiegoś czasu próbuję dodać kolejny post, ale już ileś tam ich usunęłam ponieważ nie spełniały one moich oczekiwań. Nie chcę obniżyć "lotów", a skoro to co napiszę mnie samej do końca nie zadowala więc nie będę dodawać czegoś na siłę. Pracuję więc mam nadzieję, że jakiś efekt niebawem tu będzie. Przepraszam. Wybaczcie.
piątek, 16 marca 2018
71.Family...
Jest w fundacji. Z Sebastianem. Pracują, a właściwie on powoli się wdraża. Musi wiele rzecz mu przekazać, wiele powiedzieć. Jest jednak rozkojarzona. Bardzo. Tak bardzo, że on zauważa. Widzi, ale nic nie mówi. Po prostu obserwuje ją i uśmiecha się, kiedy Emily chwilami się zawiesza. Ona w końcu to dostrzega.
-Śmiejesz się ze mnie.- mówi mu.
-To nie jest prawda.- zaprzecza. - Uśmiecham się ponieważ jesteś tak rozkojarzona, że myślę, iż powinniśmy dać sobie spokój na dzisiaj.- mówi jej. Emily uśmiecha się i odkłada dokumentację.
-Boże ciągle o nim myślę.- wyznaje wzdychając. Patrzy na Sebastiana i się uśmiecha. A on rozumie.
-O Mario.
-Tak. O Mario.- przyznaje.- Cięgle o nim myślę. Jestem taka zakochana.- przyznaje.
-To akurat wiem.- mówi jej.- Widać na pierwszy rzut oka.
-Cięgle o nim myślę... Myślę co teraz robi, czy się uśmiecha, czy jest smutny, zamyślony... Czy on też o mnie myśli...- mówi.-Powinnam pracować, przekazać ci wiele ważnych informacji, a jedyne o czym myślę patrząc na te papiery to on. Chyba zwariowałam do reszty.- przyznaje śmiejąc się.
-Uwierz mi na słowo, nie zwariowałaś.- mówi jej. - Mam propozycję.- patrzy na nią.- To może pójdziemy na kawę?- proponuje jej z uśmiechem. Zgadza się. Więc idą do kawiarni, która znajduje się niedaleko siedziby fundacji. Zamawiają kawę i rurki z kremem. Sebastian patrzy na nią i się uśmiecha.
-Śmiejesz się ze mnie.- mówi mu ponownie.
-Nie. Nie śmieję się z ciebie.- zaprzecza chłopak.
-Śmiejesz.
-Nie. Nie mógłbym się śmiać ponieważ kiedyś też tak miałem. Nienawidziłem momentu, w którym któryś z nas musiał wyjść z domu i zostawić drugiego. Nie lubiłem się rozstawać z Markiem.- przyznaje się.
-Potem minęło?- pyta dziewczyna.
-Nie minęło. - przyznaje mężczyzna.- Na szczęście nie minęło.Po prostu musimy jakoś egzystować, a do tego potrzebna jest praca. Nadal mógłbym spędzać z nim całe dnie. Mógłbym z nim ciągle rozmawiać, bo zawsze mamy temat do rozmowy, lub po prostu być obok. Może jeszcze kiedyś nadejdzie taki moment, kiedy się ze sobą będziemy nudzić, ale to nie nastąpi zbyt szybko.- uśmiecha się.- Mam nadzieję, że nie nastąpi w ogóle.
-Nie nastąpi wcale jeśli będziecie dbać o to co was łączy.
-No właśnie. Też wychodzę z takiego założenia.- uśmiecha się patrząc na Emily.- Nie mógłbym bez niego żyć.- mówi po prostu Sebastian.- Mówię poważnie.
-Wiem o czym mówisz. Czuję to samo do Mario, choć nie jesteśmy małżeństwem. Twój związek z Markiem jest już sformalizowany. Tak jakby przypieczętowaliście wasze uczucie.
-Nigdy wcześniej, przed Markiem nie przeszło mi przez myśl, że będę szczęśliwym mężem. W ogóle nie myślałem, że będę szczęśliwy. Przecież okazało się, że jestem inny...- słyszy od niego.- To było straszne. Naprawdę było.
-Domyślam się.
-A moja rodzina... Cóż... Ale wiesz teraz sobie myślę, że gdyby było inaczej to nie byłbym teraz z Markiem, nie miałbym męża, nie byłbym ciągle jak szczeniak zakochany i nie byłbym szczęśliwy. Bo jestem pewien, że on właśnie jest najwłaściwszą osobą. Ale nie o mnie mamy rozmawiać, a o tobie i Mario.
-Nie, dlaczego? Ja chętnie posłucham o waszej miłości. W sumie podziwiam was. Bo sporo przeszliście. Mieliście różne zakręty w waszym życiu i związku, ale to nie sprawiło, że kochacie się mniej.
-Zwątpiłem.- przyznaje chłopak.- Wtedy kiedy leżał w klinice poparzony. Przez moment zwątpiłem, bo chciał mnie od siebie odsunąć. I w pewnym momencie przeszło mi przez myśl, że już nie dam rady się starać, walczyć o to, aby do niego dotarło, że ja naprawdę kocham go na tyle dojrzale i mocno, że będę z nim niezależnie od wszystkiego.
-Bał się, że w pewnym momencie możesz być z nim z litości...
-Jak się kogoś kocha to kocha się go bez blizn i z bliznami, albo z całym bagażem doświadczeń jakie niesie. Zresztą sama wiesz jak to jest. Mario też wie. Bo przecież wasza miłość tez od początku nie była łatwa i oczywista.
-Nie była, nie jest i nie będzie. Ja mam za sobą wygraną walkę o życie. Na razie wygraną, ale zawsze istnieje jakiś maleńki odsetek strachu, że to może stać się ponownie. Zresztą życie wygrałam, ale już nie będzie dokładnie tak jakby było gdybym nie zachorowała. Nigdy nie będzie. Nawet rozmawialiśmy o tym z Mario. Niejeden raz. Chciałabym mieć kiedyś dziecko, swoje dziecko. Niestety to jest awykonalne.
-Nie ma szans?
-Niby szanse jakieś są, ale nie każda kobieta po przeszczepie dostaje zielone światło od lekarzy, aby mogła spróbować. Także ja próbuje się pogodzić z myślą, że niestety to moje wielkie marzenie się nie spełni. A Mario... cóż, sam wiesz co się stało. To co się wydarzyło miało na niego ogromny wpływ. On już nigdy nie będzie takim samym mężczyzną jak przed wypadkiem. Sam o tym mówi. Jest nadopiekuńczy i zdaję sobie sprawę, że będzie taki. Poza tym przeżył załamanie. Wiem, że może mieć stany depresyjne, bo to nie znika ot tak. Ale go kocham. i on mnie kocha. I akceptujemy to wszystko z czym przyjdzie nam się mierzyć.
-No właśnie. A mój mąż w tamtym czasie uważał, że będzie kaleką, a ja zasługuję na życie z kimś, kto nie będzie dla mnie ciężarem. Nie mogło to do niego dotrzeć, że ja nie będę potrafił być z kimś innym. I nie potrafiłbym. A po tym co stało się później, po tym jak zostałem napadnięty to już w ogóle wiem, że nie potrafiłbym zaufać nikomu innemu. Z nikim nie mógłbym być tak blisko. Więc na szczęście dzięki dużej pomocy Ricky'ego dotarło do niego, że źle postępuje. No i przez to, że w tym samym czasie zmarł mój ojciec i zwyczajnie w świecie wiedział, że ta wiadomość przywołała wszystkie najbardziej złe wspomnienia więc chyba po prostu nie chciał mi już dokładać. Zresztą jestem przekonany, że Ricky też mu nagadał...
- Na pewno. Pamiętam, że Natalie mówiła, że z nim rozmawiała i był wściekły na Marka za to w jaki sposób postępuje.
-Ricky jest naprawdę świetnym kolesiem.- przyznaje Sebastian.- I pomyśleć, że przyjaźnię się z byłym facetem mojego faceta.- przewraca oczyma.
-Nom, świat jest mały.- kwituje dziewczyna.
-Dobrze to ujęłaś.To nie jest dziwne?
- Że polubiłeś byłego faceta twojego faceta?
-Nom.- przytakuje.
-Ricky nie da się nie lubić. Więc ci się nie dziwię. Mógłbyś go nie lubić gdybyś uważał, że zagraża w jakikolwiek sposób waszemu związkowi. Albo gdybyś był zazdrosny o to, co ich kiedyś łączyło.
-Nie jestem. Akceptuję to. To było dawno.
-Dokładnie. Ja też mogłabym być zazdrosna o Ann. Mario nadal ją kocha i wiem, że to nigdy się nie zmieni. Ta miłość zostanie w nim na zawsze. Zawsze już będzie obecna w naszym życiu, jej zdjęcia będą w domu, będziemy o niej mówić, Mario będzie opowiadał Julie jaka była. Nadal będąc ze mną momentami się zawiesza. Wiem, że pewne sytuacje przypominają mu o niej. Miewa dni, kiedy jest nieobecny, zamyślony. Wiem, że wtedy wspomina, myśli o niej. Ale wiem również, że w tym samym czasie jest ze mną. Może czasem milczący, ale ze mną, przytulający się do mnie. Wiem, że mnie również kocha. Bardzo kocha bo na każdym kroku pokazuje mi swoją miłość i oddanie. I ja też akceptuję to, że ona była przede mną w jego życiu. Że to z nią przeżył wiele pięknych chwil przede mną. I to ona dała mu Julie, którą kocha nad życie. I dzięki Ann jestem. Dzięki niej mogłam pojawić się w życiu Mario i Julie.
-Piękna jest ta wasza historia. Oprócz oczywiście tej tragiczniejszej części. Ale całość, jak to się wszystko działo, po kolei...
-Jest, to prawda. Mam nadzieję, że będzie dalsza część.- uśmiecha się dziewczyna.- Nie umiem bez niego żyć.
-Nie będziesz musiała.- twierdzi chłopak. Słyszy swój telefon więc odbiera. Chwilę rozmawia z Markiem. Kiedy chowa telefon do kieszeni uśmiecha się.
-Widzę, że ty też jesteś szaleńczo zakochany.- kwituje.
-Myślę, że to się już nigdy nie zmieni.
***
-Tęskniłem.- mówi jej kiedy zjawia się w domu Mario. Najpierw w jej stronę biegnie Julie, którą przytula, a potem gdy mała odkleja się od niej, Mario przytula ją.
-Ja także tęskniłam.- odpowiada.
-Myślę, że mam obsesję na twoim punkcie.- wyznaje uśmiechając się.- Wiem, że to śmieszne co mówię, ale nie mogłem przestać o tobie myśleć. Zresztą nie mogę odkąd się w tobie zakochałem, ale...- przerywają mu jej palce na jego ustach.
-Najśmieszniejsze jest to, że nie mogłam się na niczym skupić. Właściwie zmarnowałam sporo czasu w fundacji. Nie poruszyłam z Sebastianem wielu kwestii, ponieważ nie mogłam się skupić. I on to dostrzegł.
-Co mówił?- pyta ciekawy.
-Nic. Śmiał się, ale twierdził, że nie ze mnie.- uśmiecha się.- W końcu poszliśmy do kawiarni napić się kawy, zjeść ciacho i pogadać. To fajny facet.- przyznaje.
-Bardzo fajny. I chyba rozumie co czujesz.
-No właśnie to powiedział, że on też tak ma więc chyba faktycznie nie naśmiewał się ze mnie.
-Jest zakochany w Marku na zabój. Nie mógłby nie zrozumieć. To widać jak się na nich spojrzy. Na pierwszy rzut oka. Są razem sporo czasu, w sumie to są już na dalszym etapie, ponieważ sformalizowali związek, a jakoś nie widzę, aby siła tego, co ich łączy osłabła.
-Bo nie osłabła. Naprawdę miło ich obserwować.
-Nie tylko ich. Nas też. - nachyla się i ją całuje.- My też jesteśmy zakochani.- mówi patrząc jej w oczy.- Kochamy... Nie mogę bez ciebie żyć.- wyznaje jej.
-Mam tak samo.Nie wiem co było przed tobą Mario. Nie pamiętam.- dotyka dłonią jego policzka i go gładzi. Ma coś powiedzieć, ale Julie przytula się do jego nogi. Spoglądają w dół obydwoje i uśmiechają się. Mała uwielbia zwracać na siebie uwagę. A kiedy małe rączki wędrują do góry w niemej prośbie, aby mężczyzna wziął córeczkę na ręce, on bez słowa to robi. Julie obejmuje swoimi rączkami ich obydwoje. Na tyle, na ile może.
-Kocham...- mówi mała, a oni się uśmiechają.
-Ja też was kocham moje kobietki.- wyznaje Mario.
-Kobietki... powtarza jego córeczka.
-Tak. Ty jesteś moją małą kobietką.
-Emily duża kobietka.- śmieje się Julie.
-Tak.
-Twoje kobietki...- szczebiocze Julie.
-Moje kobietki.- zapewnia ją Mario.
-Julie taty.
-Tak kochanie. Jesteś moją córeczką.
-Emily twoja...- mówi mała.Mario milknie na moment. A potem spogląda na Emily.- Tak kochanie. Tata kocha Emily. - przyznaje.
-Kocha?
-Tak, tatuś bardzo kocha Emily.
-Ja też.- odpowiada Julie. Bo ona również kocha Emily całym swoim dziecięcym serduszkiem.
***
Leży przytulona do jego nagiej klatki piersiowej. czuje jego palce w swoich włosach. Jej palce kreślą abstrakcyjne wzory na jego brzuchu. Milczą przez dłuższą chwilę. A potem słyszy jego słowa.
-Czasem wydaje mi się, że śnię.- wyznaje Mario.- Boję się wtedy, że obudzę się i znikniesz.- dodaje.
-Mario...- unosi głowę.
-Nie, daj mi proszę dokończyć.- mówi jej.- Ja chyba już zawsze podświadomie będę się bał. Ale takie chwile są tylko momentami. Bo te myśli znikają kiedy się pojawiasz. Dawniej, aby takie i podobne myśli odpędzić potrzebowałem terapii i antydepresantów, teraz wystarczy mi to, że jesteś. - patrzy jej w oczy.- Jesteś moim wszystkim. Ty i moja córeczka. Moim wszystkim.
-Kocham cię.
-Kocham cię całym sobą.- odpowiada. - I mam do ciebie prośbę.
-Jaką?
-Zamieszkaj ze mną.- proponuje, a ona jest zaskoczona.- Z nami. Ze mną i moją córeczką.
-Mario...
-Obiecaj, że o tym pomyślisz.
-To nie za wcześnie?
-Jesteś kobietą, którą kocham. Moja córeczka cię kocha. Ty kochasz nas. Dla kogo jest za wcześnie?
- A mogę pomyśleć?- pyta.
-Ale nie zastanawiasz się nade mną, tylko nad mieszkaniem ze mną prawda/- pyta.- Proszę cię. Chcę byśmy stworzyli rodzinę. Już nią jesteśmy, ale chcę byśmy żyli razem. Byli razem.
-Kochanie...
-Kocham cię tak bardzo. Tak bardzo.- całuje ją. Z miłością. Żarem, Tęsknotą. Całuje aż brakuje jej tchu.
***
Podoba się?
-Śmiejesz się ze mnie.- mówi mu.
-To nie jest prawda.- zaprzecza. - Uśmiecham się ponieważ jesteś tak rozkojarzona, że myślę, iż powinniśmy dać sobie spokój na dzisiaj.- mówi jej. Emily uśmiecha się i odkłada dokumentację.
-Boże ciągle o nim myślę.- wyznaje wzdychając. Patrzy na Sebastiana i się uśmiecha. A on rozumie.
-O Mario.
-Tak. O Mario.- przyznaje.- Cięgle o nim myślę. Jestem taka zakochana.- przyznaje.
-To akurat wiem.- mówi jej.- Widać na pierwszy rzut oka.
-Cięgle o nim myślę... Myślę co teraz robi, czy się uśmiecha, czy jest smutny, zamyślony... Czy on też o mnie myśli...- mówi.-Powinnam pracować, przekazać ci wiele ważnych informacji, a jedyne o czym myślę patrząc na te papiery to on. Chyba zwariowałam do reszty.- przyznaje śmiejąc się.
-Uwierz mi na słowo, nie zwariowałaś.- mówi jej. - Mam propozycję.- patrzy na nią.- To może pójdziemy na kawę?- proponuje jej z uśmiechem. Zgadza się. Więc idą do kawiarni, która znajduje się niedaleko siedziby fundacji. Zamawiają kawę i rurki z kremem. Sebastian patrzy na nią i się uśmiecha.
-Śmiejesz się ze mnie.- mówi mu ponownie.
-Nie. Nie śmieję się z ciebie.- zaprzecza chłopak.
-Śmiejesz.
-Nie. Nie mógłbym się śmiać ponieważ kiedyś też tak miałem. Nienawidziłem momentu, w którym któryś z nas musiał wyjść z domu i zostawić drugiego. Nie lubiłem się rozstawać z Markiem.- przyznaje się.
-Potem minęło?- pyta dziewczyna.
-Nie minęło. - przyznaje mężczyzna.- Na szczęście nie minęło.Po prostu musimy jakoś egzystować, a do tego potrzebna jest praca. Nadal mógłbym spędzać z nim całe dnie. Mógłbym z nim ciągle rozmawiać, bo zawsze mamy temat do rozmowy, lub po prostu być obok. Może jeszcze kiedyś nadejdzie taki moment, kiedy się ze sobą będziemy nudzić, ale to nie nastąpi zbyt szybko.- uśmiecha się.- Mam nadzieję, że nie nastąpi w ogóle.
-Nie nastąpi wcale jeśli będziecie dbać o to co was łączy.
-No właśnie. Też wychodzę z takiego założenia.- uśmiecha się patrząc na Emily.- Nie mógłbym bez niego żyć.- mówi po prostu Sebastian.- Mówię poważnie.
-Wiem o czym mówisz. Czuję to samo do Mario, choć nie jesteśmy małżeństwem. Twój związek z Markiem jest już sformalizowany. Tak jakby przypieczętowaliście wasze uczucie.
-Nigdy wcześniej, przed Markiem nie przeszło mi przez myśl, że będę szczęśliwym mężem. W ogóle nie myślałem, że będę szczęśliwy. Przecież okazało się, że jestem inny...- słyszy od niego.- To było straszne. Naprawdę było.
-Domyślam się.
-A moja rodzina... Cóż... Ale wiesz teraz sobie myślę, że gdyby było inaczej to nie byłbym teraz z Markiem, nie miałbym męża, nie byłbym ciągle jak szczeniak zakochany i nie byłbym szczęśliwy. Bo jestem pewien, że on właśnie jest najwłaściwszą osobą. Ale nie o mnie mamy rozmawiać, a o tobie i Mario.
-Nie, dlaczego? Ja chętnie posłucham o waszej miłości. W sumie podziwiam was. Bo sporo przeszliście. Mieliście różne zakręty w waszym życiu i związku, ale to nie sprawiło, że kochacie się mniej.
-Zwątpiłem.- przyznaje chłopak.- Wtedy kiedy leżał w klinice poparzony. Przez moment zwątpiłem, bo chciał mnie od siebie odsunąć. I w pewnym momencie przeszło mi przez myśl, że już nie dam rady się starać, walczyć o to, aby do niego dotarło, że ja naprawdę kocham go na tyle dojrzale i mocno, że będę z nim niezależnie od wszystkiego.
-Bał się, że w pewnym momencie możesz być z nim z litości...
-Jak się kogoś kocha to kocha się go bez blizn i z bliznami, albo z całym bagażem doświadczeń jakie niesie. Zresztą sama wiesz jak to jest. Mario też wie. Bo przecież wasza miłość tez od początku nie była łatwa i oczywista.
-Nie była, nie jest i nie będzie. Ja mam za sobą wygraną walkę o życie. Na razie wygraną, ale zawsze istnieje jakiś maleńki odsetek strachu, że to może stać się ponownie. Zresztą życie wygrałam, ale już nie będzie dokładnie tak jakby było gdybym nie zachorowała. Nigdy nie będzie. Nawet rozmawialiśmy o tym z Mario. Niejeden raz. Chciałabym mieć kiedyś dziecko, swoje dziecko. Niestety to jest awykonalne.
-Nie ma szans?
-Niby szanse jakieś są, ale nie każda kobieta po przeszczepie dostaje zielone światło od lekarzy, aby mogła spróbować. Także ja próbuje się pogodzić z myślą, że niestety to moje wielkie marzenie się nie spełni. A Mario... cóż, sam wiesz co się stało. To co się wydarzyło miało na niego ogromny wpływ. On już nigdy nie będzie takim samym mężczyzną jak przed wypadkiem. Sam o tym mówi. Jest nadopiekuńczy i zdaję sobie sprawę, że będzie taki. Poza tym przeżył załamanie. Wiem, że może mieć stany depresyjne, bo to nie znika ot tak. Ale go kocham. i on mnie kocha. I akceptujemy to wszystko z czym przyjdzie nam się mierzyć.
-No właśnie. A mój mąż w tamtym czasie uważał, że będzie kaleką, a ja zasługuję na życie z kimś, kto nie będzie dla mnie ciężarem. Nie mogło to do niego dotrzeć, że ja nie będę potrafił być z kimś innym. I nie potrafiłbym. A po tym co stało się później, po tym jak zostałem napadnięty to już w ogóle wiem, że nie potrafiłbym zaufać nikomu innemu. Z nikim nie mógłbym być tak blisko. Więc na szczęście dzięki dużej pomocy Ricky'ego dotarło do niego, że źle postępuje. No i przez to, że w tym samym czasie zmarł mój ojciec i zwyczajnie w świecie wiedział, że ta wiadomość przywołała wszystkie najbardziej złe wspomnienia więc chyba po prostu nie chciał mi już dokładać. Zresztą jestem przekonany, że Ricky też mu nagadał...
- Na pewno. Pamiętam, że Natalie mówiła, że z nim rozmawiała i był wściekły na Marka za to w jaki sposób postępuje.
-Ricky jest naprawdę świetnym kolesiem.- przyznaje Sebastian.- I pomyśleć, że przyjaźnię się z byłym facetem mojego faceta.- przewraca oczyma.
-Nom, świat jest mały.- kwituje dziewczyna.
-Dobrze to ujęłaś.To nie jest dziwne?
- Że polubiłeś byłego faceta twojego faceta?
-Nom.- przytakuje.
-Ricky nie da się nie lubić. Więc ci się nie dziwię. Mógłbyś go nie lubić gdybyś uważał, że zagraża w jakikolwiek sposób waszemu związkowi. Albo gdybyś był zazdrosny o to, co ich kiedyś łączyło.
-Nie jestem. Akceptuję to. To było dawno.
-Dokładnie. Ja też mogłabym być zazdrosna o Ann. Mario nadal ją kocha i wiem, że to nigdy się nie zmieni. Ta miłość zostanie w nim na zawsze. Zawsze już będzie obecna w naszym życiu, jej zdjęcia będą w domu, będziemy o niej mówić, Mario będzie opowiadał Julie jaka była. Nadal będąc ze mną momentami się zawiesza. Wiem, że pewne sytuacje przypominają mu o niej. Miewa dni, kiedy jest nieobecny, zamyślony. Wiem, że wtedy wspomina, myśli o niej. Ale wiem również, że w tym samym czasie jest ze mną. Może czasem milczący, ale ze mną, przytulający się do mnie. Wiem, że mnie również kocha. Bardzo kocha bo na każdym kroku pokazuje mi swoją miłość i oddanie. I ja też akceptuję to, że ona była przede mną w jego życiu. Że to z nią przeżył wiele pięknych chwil przede mną. I to ona dała mu Julie, którą kocha nad życie. I dzięki Ann jestem. Dzięki niej mogłam pojawić się w życiu Mario i Julie.
-Piękna jest ta wasza historia. Oprócz oczywiście tej tragiczniejszej części. Ale całość, jak to się wszystko działo, po kolei...
-Jest, to prawda. Mam nadzieję, że będzie dalsza część.- uśmiecha się dziewczyna.- Nie umiem bez niego żyć.
-Nie będziesz musiała.- twierdzi chłopak. Słyszy swój telefon więc odbiera. Chwilę rozmawia z Markiem. Kiedy chowa telefon do kieszeni uśmiecha się.
-Widzę, że ty też jesteś szaleńczo zakochany.- kwituje.
-Myślę, że to się już nigdy nie zmieni.
***
-Tęskniłem.- mówi jej kiedy zjawia się w domu Mario. Najpierw w jej stronę biegnie Julie, którą przytula, a potem gdy mała odkleja się od niej, Mario przytula ją.
-Ja także tęskniłam.- odpowiada.
-Myślę, że mam obsesję na twoim punkcie.- wyznaje uśmiechając się.- Wiem, że to śmieszne co mówię, ale nie mogłem przestać o tobie myśleć. Zresztą nie mogę odkąd się w tobie zakochałem, ale...- przerywają mu jej palce na jego ustach.
-Najśmieszniejsze jest to, że nie mogłam się na niczym skupić. Właściwie zmarnowałam sporo czasu w fundacji. Nie poruszyłam z Sebastianem wielu kwestii, ponieważ nie mogłam się skupić. I on to dostrzegł.
-Co mówił?- pyta ciekawy.
-Nic. Śmiał się, ale twierdził, że nie ze mnie.- uśmiecha się.- W końcu poszliśmy do kawiarni napić się kawy, zjeść ciacho i pogadać. To fajny facet.- przyznaje.
-Bardzo fajny. I chyba rozumie co czujesz.
-No właśnie to powiedział, że on też tak ma więc chyba faktycznie nie naśmiewał się ze mnie.
-Jest zakochany w Marku na zabój. Nie mógłby nie zrozumieć. To widać jak się na nich spojrzy. Na pierwszy rzut oka. Są razem sporo czasu, w sumie to są już na dalszym etapie, ponieważ sformalizowali związek, a jakoś nie widzę, aby siła tego, co ich łączy osłabła.
-Bo nie osłabła. Naprawdę miło ich obserwować.
-Nie tylko ich. Nas też. - nachyla się i ją całuje.- My też jesteśmy zakochani.- mówi patrząc jej w oczy.- Kochamy... Nie mogę bez ciebie żyć.- wyznaje jej.
-Mam tak samo.Nie wiem co było przed tobą Mario. Nie pamiętam.- dotyka dłonią jego policzka i go gładzi. Ma coś powiedzieć, ale Julie przytula się do jego nogi. Spoglądają w dół obydwoje i uśmiechają się. Mała uwielbia zwracać na siebie uwagę. A kiedy małe rączki wędrują do góry w niemej prośbie, aby mężczyzna wziął córeczkę na ręce, on bez słowa to robi. Julie obejmuje swoimi rączkami ich obydwoje. Na tyle, na ile może.
-Kocham...- mówi mała, a oni się uśmiechają.
-Ja też was kocham moje kobietki.- wyznaje Mario.
-Kobietki... powtarza jego córeczka.
-Tak. Ty jesteś moją małą kobietką.
-Emily duża kobietka.- śmieje się Julie.
-Tak.
-Twoje kobietki...- szczebiocze Julie.
-Moje kobietki.- zapewnia ją Mario.
-Julie taty.
-Tak kochanie. Jesteś moją córeczką.
-Emily twoja...- mówi mała.Mario milknie na moment. A potem spogląda na Emily.- Tak kochanie. Tata kocha Emily. - przyznaje.
-Kocha?
-Tak, tatuś bardzo kocha Emily.
-Ja też.- odpowiada Julie. Bo ona również kocha Emily całym swoim dziecięcym serduszkiem.
***
Leży przytulona do jego nagiej klatki piersiowej. czuje jego palce w swoich włosach. Jej palce kreślą abstrakcyjne wzory na jego brzuchu. Milczą przez dłuższą chwilę. A potem słyszy jego słowa.
-Czasem wydaje mi się, że śnię.- wyznaje Mario.- Boję się wtedy, że obudzę się i znikniesz.- dodaje.
-Mario...- unosi głowę.
-Nie, daj mi proszę dokończyć.- mówi jej.- Ja chyba już zawsze podświadomie będę się bał. Ale takie chwile są tylko momentami. Bo te myśli znikają kiedy się pojawiasz. Dawniej, aby takie i podobne myśli odpędzić potrzebowałem terapii i antydepresantów, teraz wystarczy mi to, że jesteś. - patrzy jej w oczy.- Jesteś moim wszystkim. Ty i moja córeczka. Moim wszystkim.
-Kocham cię.
-Kocham cię całym sobą.- odpowiada. - I mam do ciebie prośbę.
-Jaką?
-Zamieszkaj ze mną.- proponuje, a ona jest zaskoczona.- Z nami. Ze mną i moją córeczką.
-Mario...
-Obiecaj, że o tym pomyślisz.
-To nie za wcześnie?
-Jesteś kobietą, którą kocham. Moja córeczka cię kocha. Ty kochasz nas. Dla kogo jest za wcześnie?
- A mogę pomyśleć?- pyta.
-Ale nie zastanawiasz się nade mną, tylko nad mieszkaniem ze mną prawda/- pyta.- Proszę cię. Chcę byśmy stworzyli rodzinę. Już nią jesteśmy, ale chcę byśmy żyli razem. Byli razem.
-Kochanie...
-Kocham cię tak bardzo. Tak bardzo.- całuje ją. Z miłością. Żarem, Tęsknotą. Całuje aż brakuje jej tchu.
***
Podoba się?
środa, 7 lutego 2018
70. Twój...
Emily stoi w drzwiach balkonowych i patrzy na niebo, które przecinają błyskawice. Na zewnątrz jest burza oraz wielka ulewa. Chwilę wcześniej przyjechała do domu Mario, aby z nim porozmawiać. Jednak musi poczekać ponieważ on obecnie jest z córeczką w jej pokoju. Mała boi się burzy dlatego piłkarz położył się z nią. Po jakichś 40 minutach dziewczyna słyszy jego ciche kroki. Potem czuje jak obejmuje ją w pasie i przyciąga do swojego ciała. Następnie składa pocałunek na jej szyi. Emily czuje jak po jej ciele przechodzi przyjemny dreszcz. Własnie tak jej ciało reaguje na pieszczoty mężczyzny. Odchyla głowę do tyłu kładąc ją na jego ramieniu. Czuje jego usta muskające jej szyję, a potem policzek. Zamyka oczy. Uwielbia go. Kocha go. Pożąda. Ufa mu i postanawia dać ponieść się tej właśnie chwili. Więc pozwala mu na kolejne małe pocałunki. W końcu piłkarz odwraca ją do siebie twarzą. Patrzy mu w oczy, które bardzo wyraźnie błyszczą. A kiedy Mario nachyla się i całuje jej usta, ona oddaje pocałunek. Ten i wszystkie następne. W końcu słyszy jego przyspieszony oddech, a potem szept.
-Proszę, pozwól mi...- to ledwie szept, ale dokładnie słyszała jego słowa. Patrzy na niego.
-Na co mam ci pozwolić?- dopytuje pomiędzy pocałunkami, których jest coraz więcej.
-Pozwól mi pokazać Ci jak bardzo cię kocham.- mówi jej.- pozwól mi się z tobą kochać.- patrzy jej w oczy.- Tak bardzo cię pragnę.- wyznaje patrząc jej w oczy. Dziewczyna patrzy na niego. Ona również go kocha. Bardzo. Najbardziej. Jednak nie może w tym momencie się zgodzić. Jeszcze nie. Bo jest miłość, ale ona ma ostatnio coraz więcej wątpliwości, którymi się z nim nie dzieli. Czuje, że może własnie nadszedł odpowiedni moment, aby on poznał jej myśli. Więc splata ich dłonie i subtelnie prowadzi w stronę sofy, na której siadają.
-Ja również cię kocham i pragnę tego.- wyznaje.- Ale najpierw musimy porozmawiać.
-Brzmi poważnie.- odzywa się Mario.- Nie lubię tej barwy twojego głosu. Oznacza kłopoty lub łzy, albo też jedno i drugie.- wyraża swoje myśli.
-Kocham cię.- odpowiada dziewczyna.
-Kochasz, ale?- łapie ją za dłonie i spogląda w oczy.- Ponieważ jest jakieś ale prawda?- chce wiedzieć więc dopytuje.
-Tak.- przyznaje.
-W miłości nie ma ale kochanie.- próbuje ją przekonać.- Nie powinno być.- dodaje patrząc jej w oczy. W tych oczach dostrzega wiele obaw, które chciałby rozwiać. Nie wie jednak czy mu się to uda.
-Boję się...- mówi mu. Po prostu. Bez owijania w bawełnę.
-Czego się boisz?- pyta patrząc na jej twarz.
-Związałeś się ze mną.- mówi mu.- Teraz chcesz zrobić kolejny krok...- zauważa.
-Jeśli nie jesteś na to gotowa i potrzebujesz czasu to po prostu mi o tym powiedz.- prosi.- Nie chcę cię do niczego zmuszać. Pragnę cię, ale jeśli nie jesteś gotowa po prostu poczekam.- deklaruje.- Chcę, abyś była pewna...
-Jestem, ale... Ja też nie chcę cię zmuszać...- patrzy mu w oczy. Chce powiedzieć tak wiele, ale nie umie. Musi pozbierać myśli. Widzi dezorientację na jego twarzy.
-Nie rozumiem.- patrzy na nią próbując wyczytać coś z jej twarzy.
-Nie chcę cię zmuszać, abyś zabrnął w coś, czego potem możesz żałować.- rozwija swoją wcześniejszą wypowiedź, ale wie, że to nie jest jeszcze wystarczające.- Ja wiem, że mnie bardzo kochasz. Czuję to każdego dnia. Prawda jest jednak taka, że tak wiele przeszedłeś. A ja... Nie wiadomo co ze mną będzie. Mam przeszczepione serce. Teoretycznie wszystko powinno być dobrze, ale teoria to jedno, a realia to zgoła coś innego. Jeśli coś mi się stanie w pewnym momencie, zachoruję to będziesz cierpiał.- mówi mu.- Jesteś przygotowany na to, że nie zawsze może być tak dobrze jak jest teraz?- pyta, a on na nią patrzy. Milczy przez chwilę.
-Myślę, że będę bardziej cierpiał jak mnie odrzucisz i nie będziesz mnie chciała.- jest szczery.
-Są jeszcze inne sprawy.-mówi.
-Jakie?
-Nie będę mogła dać ci dziecka.- to jest kolejny argument.
-Mamy Julie. Ja rozumiem Emi, że ciąża w twoim przypadku, choć nie jest do końca niemożliwa, to jednak ryzyko.- patrzy na nią.- za duże ryzyko. Jestem tego świadomy.- mówi spokojnie.
-I tak bez niczego podejmujesz decyzję, że nie chcesz mieć więcej dzieci? Rezygnujesz z tego?- pyta.- Jesteś wspaniałym tatą. A jeśli zapragniesz mieć jednak większą rodzinę? Może Julie zechce mieć rodzeństwo...
-Nie będzie miała.- mówi spokojnie.- Z tobą nie mogę mieć dziecka, a z nikim innym nie zechcę. Tak po prostu musi być.- twierdzi z przekonaniem.
-Może się zakochasz...
-Ja już się zakochałem. Kocham ciebie. - zaznacza.- Ciebie, Emily. I bardzo cię proszę nie decyduj za mnie. Nie pozwolę ci. I nie pozwolę ci odejść. Nie pozwolę, aby twój strach zniszczył to co mamy.- mówi stanowczo, a potem ją całuje. Namiętnie. Z pasją. Aż do utraty tchu. Ona oddaje każdy pocałunek. A potem czuje jego dłonie wędrujące po jej ciele. Na plecach, ramionach, udach... Jego ciepłe usta muskają jej szyję, potem ramię. Dotyk piłkarza odbiera jej zdolność trzeźwej oceny sytuacji. Być może powinna jeszcze z nim porozmawiać. Ale nie może. W tej chwili pragnie go. W tym momencie chce mu się oddać. Pierwszy raz. Pragnie tego. pragnie jego. Chce być z nim blisko, najbliżej. To ten moment.
To dzieje się powoli. Krok po kroku. Łakną siebie. Ona się boi, jest niedoświadczona. On pokazuje jej jak może być wyjątkowo. Ubrania znikają. Krok po kroku. Całuje ją. Szepce zapewnienia miłości. Musi to mówić. Chce, aby wiedziała, by słyszała. Ona odpowiada tym samym. W końcu kiedy mężczyzna przerywa na moment pocałunki patrzy mu w oczy.
-Kocham cię. Zaufaj mi.- mówi jej, a potem łączy ich ciała. Emily przestaje myśleć. Oddaje się magii tej chwili. Pożądanie rozlewa się po całym jej ciele. Te odczucia narastają, aby w końcu wybuchnąć z taką siłą, że obydwojgu wydaje się, iż na jedną chwilę ulatują w powietrze.
***
Tuli ją do siebie.
- W porządku, kochanie?- pyta odsuwając jej z twarzy kosmyk włosów. Dostrzega jej błogi uśmiech.
-Bardziej niż w porządku.- pada odpowiedź więc się uśmiecha.- Teraz już jesteś mój...- mówi Emily.
-Byłem od zawsze...- mówi jej, a ona się uśmiecha.
***
Marco zauważa. Jak mógłby nie zauważyć. Mario jest rozkojarzony. To widać od razu. Nie może nie zapytać.
-Powiesz mi wreszcie?- pyta przyjaciela.
-Co mam ci powiedzieć?- pyta Mario.
-Dlaczego bujasz w obłokach.- pada odpowiedź.- I czuję, że Emily ma z tym dużo wspólnego.- dodaje. Kiedy widzi uśmiech przyjaciela wie, że trafił w samo sedno.- Zamieniam się w słuch.- mówi starszy.
-Jestem zakochany.- mówi młodszy.
-To żadne odkrycie.- kwituje blondyn.
-Kochałem się z Emily.- przyznaje Mario. Podnosi wzrok i patrzy na przyjaciela, który milczy.
-Wszystko w porządku?- pyta po chwili Marco. Mario domyśla się dlaczego o to pyta.
-Tak.- uśmiecha się.- Bałem się trochę.- przyznaje.
- Że nie pamiętasz jak to się robi?- żartuje starszy, a Mario się śmieje.
-Też.- uśmiecha się.- Ale na poważnie...- przerywa i się zastanawia.- Nie byłem z nikim tak blisko od Ann.- przyznaje, ale Marco przecież doskonale o tym wie. Są najlepszymi przyjaciółmi.- Właściwie byłem tylko z Ann. Wcześniej. Z nikim poza nią. I to dla mnie też było czymś nowym.
-Wiem.
-Powiedziała mi w końcu wczoraj co ją dręczy. Czułem, że ostatnio nie jest sobą, ale nie powiedziała mi co to jest. Powiedziała mi.- przyznaje, a potem opowiada Marco.
-Trudna sprawa.- przyznaje starszy.
-Wiem, ale mamy Julie. Emily bardzo kocham. Nie myślę o kolejnym dziecku, a pragnę po prostu być z nią.
-Ona cie kocha i dlatego chce, abyś był szczęśliwy. Chce byś był spełniony.
-Jestem.
-Wiem, ale ona to musi zrozumieć. Potrzebuje czasu. Poza tym na pewno to trudne, wiedza, że nie będzie mogła urodzić dziecka. Postaw się w jej sytuacji. Jesteś z kimś, kochasz tą osobę, a nagle okazuje się, że chcesz mieć dziecko, ale nie możesz, bo np. jesteś niepłodny.
-Wiem...
-Jull była wyczekiwana przez Ann i ciebie. Pomyśl gdybyś nie mógł jej np. spłodzić...
-Nie wyobrażam sobie.- twierdzi.- Wiem, że cierpi z tego powodu.
-Przecież niektóre kobiety po przeszczepieniach rodzą dzieci...
-Za duże ryzyko. Nie chcę przez 9 miesięcy się bać. Nie zniósłbym tego. Nie dałbym rady psychicznie.
-A gdybyś widział jak ona bardzo tego pragnie?- pyta Marco, a Mario milknie. Zastanawia się. Nie wie co by zrobił gdyby pewnego dnia Emily powiedziała mu, że chce podjąć ryzyko. Pewnie próbowałby odwieźć ją od tego pomysłu wytaczając wszystkie możliwe argumenty. Jednak gdyby się uparła, to nie wie, czy by nie uległ.
-Masz rację. Gdyby tego bardzo pragnęła to nie wiem czy nie zgodziłbym się, a potem modliłbym się każdego dnia aby nic złego im się nie stało.
-I na pewno zostalibyście szczęśliwymi rodzicami. Straciłeś w swoim życiu już żonę. Nie wierzę, aby Bóg pozwolił na to, abyś musiał to znów przechodzić.- twierdzi blondyn.
-Obym nie musiał, bo drugi raz nie zdołałbym się z tego podnieść.- patrzy na przyjaciela. Może już mówić o tym bez łez, ale w jego sercu Ann będzie zawsze zajmować wyjątkowe miejsce.
Czy można kochać dwie kobiety?
Jakiś czas temu odpowiedziałby, że nie. Teraz wie, iż jest to możliwe. On kocha dwie kobiety. Właściwie trzy, bo jest jeszcze Julie.
***
Bonusik :)
-Proszę, pozwól mi...- to ledwie szept, ale dokładnie słyszała jego słowa. Patrzy na niego.
-Na co mam ci pozwolić?- dopytuje pomiędzy pocałunkami, których jest coraz więcej.
-Pozwól mi pokazać Ci jak bardzo cię kocham.- mówi jej.- pozwól mi się z tobą kochać.- patrzy jej w oczy.- Tak bardzo cię pragnę.- wyznaje patrząc jej w oczy. Dziewczyna patrzy na niego. Ona również go kocha. Bardzo. Najbardziej. Jednak nie może w tym momencie się zgodzić. Jeszcze nie. Bo jest miłość, ale ona ma ostatnio coraz więcej wątpliwości, którymi się z nim nie dzieli. Czuje, że może własnie nadszedł odpowiedni moment, aby on poznał jej myśli. Więc splata ich dłonie i subtelnie prowadzi w stronę sofy, na której siadają.
-Ja również cię kocham i pragnę tego.- wyznaje.- Ale najpierw musimy porozmawiać.
-Brzmi poważnie.- odzywa się Mario.- Nie lubię tej barwy twojego głosu. Oznacza kłopoty lub łzy, albo też jedno i drugie.- wyraża swoje myśli.
-Kocham cię.- odpowiada dziewczyna.
-Kochasz, ale?- łapie ją za dłonie i spogląda w oczy.- Ponieważ jest jakieś ale prawda?- chce wiedzieć więc dopytuje.
-Tak.- przyznaje.
-W miłości nie ma ale kochanie.- próbuje ją przekonać.- Nie powinno być.- dodaje patrząc jej w oczy. W tych oczach dostrzega wiele obaw, które chciałby rozwiać. Nie wie jednak czy mu się to uda.
-Boję się...- mówi mu. Po prostu. Bez owijania w bawełnę.
-Czego się boisz?- pyta patrząc na jej twarz.
-Związałeś się ze mną.- mówi mu.- Teraz chcesz zrobić kolejny krok...- zauważa.
-Jeśli nie jesteś na to gotowa i potrzebujesz czasu to po prostu mi o tym powiedz.- prosi.- Nie chcę cię do niczego zmuszać. Pragnę cię, ale jeśli nie jesteś gotowa po prostu poczekam.- deklaruje.- Chcę, abyś była pewna...
-Jestem, ale... Ja też nie chcę cię zmuszać...- patrzy mu w oczy. Chce powiedzieć tak wiele, ale nie umie. Musi pozbierać myśli. Widzi dezorientację na jego twarzy.
-Nie rozumiem.- patrzy na nią próbując wyczytać coś z jej twarzy.
-Nie chcę cię zmuszać, abyś zabrnął w coś, czego potem możesz żałować.- rozwija swoją wcześniejszą wypowiedź, ale wie, że to nie jest jeszcze wystarczające.- Ja wiem, że mnie bardzo kochasz. Czuję to każdego dnia. Prawda jest jednak taka, że tak wiele przeszedłeś. A ja... Nie wiadomo co ze mną będzie. Mam przeszczepione serce. Teoretycznie wszystko powinno być dobrze, ale teoria to jedno, a realia to zgoła coś innego. Jeśli coś mi się stanie w pewnym momencie, zachoruję to będziesz cierpiał.- mówi mu.- Jesteś przygotowany na to, że nie zawsze może być tak dobrze jak jest teraz?- pyta, a on na nią patrzy. Milczy przez chwilę.
-Myślę, że będę bardziej cierpiał jak mnie odrzucisz i nie będziesz mnie chciała.- jest szczery.
-Są jeszcze inne sprawy.-mówi.
-Jakie?
-Nie będę mogła dać ci dziecka.- to jest kolejny argument.
-Mamy Julie. Ja rozumiem Emi, że ciąża w twoim przypadku, choć nie jest do końca niemożliwa, to jednak ryzyko.- patrzy na nią.- za duże ryzyko. Jestem tego świadomy.- mówi spokojnie.
-I tak bez niczego podejmujesz decyzję, że nie chcesz mieć więcej dzieci? Rezygnujesz z tego?- pyta.- Jesteś wspaniałym tatą. A jeśli zapragniesz mieć jednak większą rodzinę? Może Julie zechce mieć rodzeństwo...
-Nie będzie miała.- mówi spokojnie.- Z tobą nie mogę mieć dziecka, a z nikim innym nie zechcę. Tak po prostu musi być.- twierdzi z przekonaniem.
-Może się zakochasz...
-Ja już się zakochałem. Kocham ciebie. - zaznacza.- Ciebie, Emily. I bardzo cię proszę nie decyduj za mnie. Nie pozwolę ci. I nie pozwolę ci odejść. Nie pozwolę, aby twój strach zniszczył to co mamy.- mówi stanowczo, a potem ją całuje. Namiętnie. Z pasją. Aż do utraty tchu. Ona oddaje każdy pocałunek. A potem czuje jego dłonie wędrujące po jej ciele. Na plecach, ramionach, udach... Jego ciepłe usta muskają jej szyję, potem ramię. Dotyk piłkarza odbiera jej zdolność trzeźwej oceny sytuacji. Być może powinna jeszcze z nim porozmawiać. Ale nie może. W tej chwili pragnie go. W tym momencie chce mu się oddać. Pierwszy raz. Pragnie tego. pragnie jego. Chce być z nim blisko, najbliżej. To ten moment.
To dzieje się powoli. Krok po kroku. Łakną siebie. Ona się boi, jest niedoświadczona. On pokazuje jej jak może być wyjątkowo. Ubrania znikają. Krok po kroku. Całuje ją. Szepce zapewnienia miłości. Musi to mówić. Chce, aby wiedziała, by słyszała. Ona odpowiada tym samym. W końcu kiedy mężczyzna przerywa na moment pocałunki patrzy mu w oczy.
-Kocham cię. Zaufaj mi.- mówi jej, a potem łączy ich ciała. Emily przestaje myśleć. Oddaje się magii tej chwili. Pożądanie rozlewa się po całym jej ciele. Te odczucia narastają, aby w końcu wybuchnąć z taką siłą, że obydwojgu wydaje się, iż na jedną chwilę ulatują w powietrze.
***
Tuli ją do siebie.
- W porządku, kochanie?- pyta odsuwając jej z twarzy kosmyk włosów. Dostrzega jej błogi uśmiech.
-Bardziej niż w porządku.- pada odpowiedź więc się uśmiecha.- Teraz już jesteś mój...- mówi Emily.
-Byłem od zawsze...- mówi jej, a ona się uśmiecha.
***
Marco zauważa. Jak mógłby nie zauważyć. Mario jest rozkojarzony. To widać od razu. Nie może nie zapytać.
-Powiesz mi wreszcie?- pyta przyjaciela.
-Co mam ci powiedzieć?- pyta Mario.
-Dlaczego bujasz w obłokach.- pada odpowiedź.- I czuję, że Emily ma z tym dużo wspólnego.- dodaje. Kiedy widzi uśmiech przyjaciela wie, że trafił w samo sedno.- Zamieniam się w słuch.- mówi starszy.
-Jestem zakochany.- mówi młodszy.
-To żadne odkrycie.- kwituje blondyn.
-Kochałem się z Emily.- przyznaje Mario. Podnosi wzrok i patrzy na przyjaciela, który milczy.
-Wszystko w porządku?- pyta po chwili Marco. Mario domyśla się dlaczego o to pyta.
-Tak.- uśmiecha się.- Bałem się trochę.- przyznaje.
- Że nie pamiętasz jak to się robi?- żartuje starszy, a Mario się śmieje.
-Też.- uśmiecha się.- Ale na poważnie...- przerywa i się zastanawia.- Nie byłem z nikim tak blisko od Ann.- przyznaje, ale Marco przecież doskonale o tym wie. Są najlepszymi przyjaciółmi.- Właściwie byłem tylko z Ann. Wcześniej. Z nikim poza nią. I to dla mnie też było czymś nowym.
-Wiem.
-Powiedziała mi w końcu wczoraj co ją dręczy. Czułem, że ostatnio nie jest sobą, ale nie powiedziała mi co to jest. Powiedziała mi.- przyznaje, a potem opowiada Marco.
-Trudna sprawa.- przyznaje starszy.
-Wiem, ale mamy Julie. Emily bardzo kocham. Nie myślę o kolejnym dziecku, a pragnę po prostu być z nią.
-Ona cie kocha i dlatego chce, abyś był szczęśliwy. Chce byś był spełniony.
-Jestem.
-Wiem, ale ona to musi zrozumieć. Potrzebuje czasu. Poza tym na pewno to trudne, wiedza, że nie będzie mogła urodzić dziecka. Postaw się w jej sytuacji. Jesteś z kimś, kochasz tą osobę, a nagle okazuje się, że chcesz mieć dziecko, ale nie możesz, bo np. jesteś niepłodny.
-Wiem...
-Jull była wyczekiwana przez Ann i ciebie. Pomyśl gdybyś nie mógł jej np. spłodzić...
-Nie wyobrażam sobie.- twierdzi.- Wiem, że cierpi z tego powodu.
-Przecież niektóre kobiety po przeszczepieniach rodzą dzieci...
-Za duże ryzyko. Nie chcę przez 9 miesięcy się bać. Nie zniósłbym tego. Nie dałbym rady psychicznie.
-A gdybyś widział jak ona bardzo tego pragnie?- pyta Marco, a Mario milknie. Zastanawia się. Nie wie co by zrobił gdyby pewnego dnia Emily powiedziała mu, że chce podjąć ryzyko. Pewnie próbowałby odwieźć ją od tego pomysłu wytaczając wszystkie możliwe argumenty. Jednak gdyby się uparła, to nie wie, czy by nie uległ.
-Masz rację. Gdyby tego bardzo pragnęła to nie wiem czy nie zgodziłbym się, a potem modliłbym się każdego dnia aby nic złego im się nie stało.
-I na pewno zostalibyście szczęśliwymi rodzicami. Straciłeś w swoim życiu już żonę. Nie wierzę, aby Bóg pozwolił na to, abyś musiał to znów przechodzić.- twierdzi blondyn.
-Obym nie musiał, bo drugi raz nie zdołałbym się z tego podnieść.- patrzy na przyjaciela. Może już mówić o tym bez łez, ale w jego sercu Ann będzie zawsze zajmować wyjątkowe miejsce.
Czy można kochać dwie kobiety?
Jakiś czas temu odpowiedziałby, że nie. Teraz wie, iż jest to możliwe. On kocha dwie kobiety. Właściwie trzy, bo jest jeszcze Julie.
***
Bonusik :)
niedziela, 28 stycznia 2018
69. Nokaut
W sekretariacie pyta o Jackoba. Sekretarka nie za bardzo chce powiedzieć, czy szef ma czas na nieplanowane spotkanie. Jak Sebastian po raz kolejny prosi, a ona tłumaczy, że szef zabronił sobie przeszkadzać on po prostu rozgląda się i kiedy dostrzega właściwe drzwi idzie w tamtą stronę. Puka po czym naciska klamkę i wchodzi do środka. W środku jest Jackob i Mark. I nie podoba mu się odległość jaka jest między obydwoma panami.
-Dzień dobry.- mówi.- Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem za bardzo.- mówi niegrzecznie spoglądając to na męża, to na jego szefa. Wbiega sekretarka.
-Przepraszam... Tłumaczyłam temu panu, że nie można tu wchodzić, ale on nie słuchał...
-W porządku. Zostaw nas, proszę.- mówi Jackob spoglądając na Sebastiana. Drzwi zostają zamknięte. Mark podchodzi do męża, ale ten robi krok w tył.
-Sebastian...
-Przyszedłem porozmawiać z twoim szefem.- mówi stanowczo spoglądając na Jackoba. Tamten ma jakiś dziwny uśmiech na twarzy, co irytuje dodatkowo Sebę.
-Nie przyszedłeś, ale wtargnąłeś do mojego biura.- poprawia go tamten.- Mógłbym wezwać ochronę, która bez najmniejszego problemu by cię stąd wyrzuciła.
-Spróbuj.- odpowiada.- Jeśli chcesz, aby twoi pracownicy dowiedzieli się jak się zachowujesz to śmiało. Zaryzykuję wyrzucenie stąd...
-Nie jestem porywczym człowiekiem więc tego nie zrobię. Nie będę się zachowywał tak jak ty w tym momencie...
-Jak się zachowuję według ciebie?- pyta. Mark chce dotknąć jego ramienia, ale odsuwa się.
-Jesteś narwany. Wpadasz do biura szefa twojego męża, robisz jakąś awanturę...
-Nie robię awantury.- broni się.- Nie krzyczę, nikogo nie obrażam, jestem spokojny...
-Nie jesteś. Widać furię w twoich oczach...
-Ty jeszcze nie wiesz jak może wyglądać furia w moich oczach.- ostrzega.- A jestem tutaj bo wczoraj chyba nie do końca dotarło do ciebie co mówiłem.- tłumaczy.
-Wymyśliłeś sobie coś...
-Nie wymyśliłem. Nie jestem głupi, choć za takiego mnie masz. Wbrew temu co myślisz jestem bardzo inteligentny i praktycznie od pierwszej chwili kiedy cię poznałem wiedziałem, że coś z tobą nie tak. Nie miałem jednak wtedy pojęcia, że bawisz się w rozbijanie czyichś związków, bo skrzętnie do tego dążysz odkąd mój mąż ci się spodobał...
-Mówisz jakieś bzdury...
-Bzdury? To widać na pierwszy rzut oka.Gdybyś tylko dostał od niego zielone światło od razu wskoczyłbyś mu do łóżka...- mówi dokładnie to co myśli.
-Za dużo sobie pozwalasz...
-Sebastian proszę...- odzywa się Mark.
-Bronię tego co jest moje.- mówi stanowczo.- Mark jest mój.- zaznacza.- Nie wiem ile razy musisz to usłyszeć, żeby do ciebie w końcu dotarło, że twoje starania są na nic. Mówił ci to, ale do ciebie nie dociera. Nadal wydzwaniasz, wyciągasz go z łóżka... Już naprawdę nie panujesz do tego stopnia nad swoją firmą, żeby dzwonić o takich porach? Może potrzebujesz menedżera skoro nie możesz sobie poradzić?
-Jesteś bezczelny...
-Tak, a ty nie jesteś robiąc podchody do mojego faceta?
-Mówię ci po raz kolejny, nie robię żadnych podchodów.- broni się.
-Więc przestań wydzwaniać, wzywać Marka wieczorami do firmy. Zajmij się swoim życiem, a może ci uwierzę.
-A może najlepszym rozwiązaniem, żebyś przestał wymyślać byłoby to, aby Mark przestał tu pracować?- powiedział.
-Jackob...- zaczął Mark, ale szef go nie słuchał.
-Może z tego będziesz zadowolony jak on będzie siedzieć z tobą w domu?- nie dawał za wygraną szef starszego. Sebastian przez chwilę na niego patrzył. Nic nie mówił.- Co? Teraz brakuje ci słów?- zapytał Jackob.
-Jackob...- zwrócił się do niego Mark.
-Rozmawiam w tym momencie z twoim mężem, Mark.- zaznaczył jego szef.- On myślał, że takie zachowanie pozostanie bez konsekwencji. Teraz jakoś nie ma za wiele do powiedzenia.- mówi.
-Wiedziałem, że posuniesz się do tego.- odezwał się Sebastian.- Myślisz, że jak zagrozisz tym, że zwolnisz Marka to ja nagle zacznę się płaszczyć i przestanę zauważać co próbowałeś zrobić?- pyta.- Myślisz, że sobie nie poradzimy jeśli zemścisz się i go zwolnisz?- patrzy na niego.- Poradzimy sobie zapewniam cię.- mówi poważnie.
-Tak? Pójdziesz do pracy?- pyta Jackob.
-Jackob posuwasz się za daleko.- ostrzega Mark.
-Ja się posuwam za daleko? A on może sobie tak wchodzić z buciorami do mojej firmy i wygadywać co mu ślina na język przyniesie bez konsekwencji?- złości się.
-A ty myślałeś, że będę spokojnie patrzył na to co wyprawiasz? Nie będę. I możesz grozić mi nie wiadomo czym. Nie boję się. Poradzę sobie i Mark też sobie poradzi bez twojej łaski. Mamy za sobą znacznie gorsze momenty , które przetrwaliśmy. Możesz się odgrażać. - patrzy mu w oczy.- Nie pozwolę ci jednak na to abyś robił podchody do mojego męża. Zapomnij o tym.
-A może boisz się, że dostrzegłby przy mnie twoje wady co?- powiedział bezczelnie Jackob. Sebastian po prostu nie zapanował nad sobą i uderzył go. Jackob aż się zatoczył.
-Mam jedną wadę, która ci się nie spodoba.- twierdzi.- Nie lubię się dzielić. Więc jeśli masz zamiar pracować z moim mężem to trzymaj ręce przy sobie i uprzedzam, że po godzinach pracy twoje telefony nie są mile widziane.
-Zgłoszę to na policję.- grozi Jackob.
-Proszę bardzo.- mówi Sebastian. Patrzy na swojego partnera.-Do zobaczenia w domu.- po tych słowach wychodzi. Mark spogląda na Jackoba, który trzyma dłoń przy rozciętej wardze. Zaraz potem bierze chusteczkę i podaje mu. Nic nie mówi.
-Nic nie powiesz?- pyta Jackob.
-A co mam powiedzieć?- pyta Mark.
-Twój mąż wtargnął tutaj, zrobił awanturę i dał w pysk twojemu szefowi, a ty nic nie powiesz?
-Ostrzegałem cię Jackob.- powiedział.
-Nie zostawię tego tak...- wskazuje na swoją twarz.
-Zrób co chcesz. Nie mam wpływu na to co zrobisz. Dostałeś w twarz ponieważ nie słuchałeś tego, co od dawna chcę ci powiedzieć. Mam męża. Jest jedyną osobą, którą jestem zainteresowany zarówno emocjonalnie jak fizycznie. A mój mąż jest osobą, która nie dzieli się mną z innymi. Zresztą ja nim również się nie zamierzam dzielić. Próbowałem tysiące razy uzmysłowić ci to, aby uniknąć właśnie takiej sytuacji. Niestety mi się nie udało...
***
Miał jechać do domu, ale po opuszczeniu budynku, w którym pracował jego mąż, ale był tak wściekły, że postanowił jednak się przejść. Musiał po prostu ochłonąć. Szedł mijając ludzi. Nie przyglądał się im. Po prostu szedł przed siebie. W głowie ciągle miał słowa Jackoba " A może przy mnie dostrzegłby twoje wady." Nie mógł się od nich uwolnić. Jednak także obawiał się, że obydwaj zostaną bez pracy. Prawda była taka, że Jackob mógł zwolnić Marka. Miał do tego prawo. Ma je nadal. Musiał się napić więc zaczął się rozglądać. W drzwiach restauracji wpadł na kogoś.
-Cześć Sebastian.- odezwał się ktoś. To był Mario.
-Cześć, przepraszam... Roztargniony jestem.- powiedział.
-Coś się stało?- padło pytanie. Pytanie, na które chciał odpowiedzieć. Więc weszli do restauracji. Usiedli i Sebastian powiedział Mario o tym co się wydarzyło, a potem opowiedział o postępowaniu Jackoba.
-Pewnie się wściekł, zwolni Marka, będziemy obydwaj siedzieć w domu i w końcu kiedyś dojdzie do tego, że on mi to wyrzuci w twarz.- martwi się.
-Nie zrobi tego.- zaprotestował Mario,
-Muszę znaleźć jakieś zajęcie, bo nie damy rady.- wzdycha. Mario przygląda mu się uważnie. Myśli przez chwilę.
-A może chciałbyś pracować w fundacji?- pyta po chwili. Wzrok Sebastiana zatrzymuje się na piłkarzu. Jest zaskoczony.- No co? Ja pracuję, dziewczyny się angażują, ale prawda jest taka, że obydwie mają lub będą mieć niedługo więcej na głowie. Emily opiekuje się dodatkowo Julie. Potrzebuję kogoś, kto będzie koordynował działania fundacji. Myślę, że świetnie sobie poradzisz.- namawia go.Potem mówi więcej o fundacji, kreśli profile jej działania i mówi o szczegółach.
***
Słyszy jak drzwi się otwierają więc wie, że w końcu wrócił. Idzie do przedpokoju i zastaje męża ściągającego sportowe buty. Sebastian odkłada buty, a potem się prostuje i napotyka wzrok Marka. Jest pewien, że tamten jest wściekły. Jednak Mark podchodzi do niego i po prostu przytula go. I nie puszcza przez dłuższą chwilę. Sebastian właściwie nie chce, aby tamten go puścił.
-Czekałem na ciebie.- mówi Mark.- Martwiłem się, że nie wróciłeś do domu.- dodaje. Sebastian odsuwa się i patrzy na męża.
-Nie jesteś na mnie zły?- pyta.- Naprawdę mi przykro za dzisiaj...- przeprasza.
-Naprawdę ci przykro?- pyta starszy.
-Nie.- przyznaje Sebastian.
-No właśnie, tak myślałem, że nie jest ci przykro.- uśmiecha się Mark.
-On zasłużył na większy łomot za to, że podrywa mojego męża.- mówi poważnie Seba.- I że w ogóle przyszło mu na myśl, że między wami mogłoby coś być.- patrzy na niego.
-Ma bujną wyobraźnię.- kwituje starszy.- Nigdy nie zrobiłem nic, co mogłoby mu takie coś zasugerować...
-Wiem, ufam ci.- zapewnia Sebastian.- Bardzo się wściekł?- pyta.
-Jackob?
-Tak, on.
-No nie był zachwycony. Odgrażał się, że nie zostawi tego tak, ale powiedziałem mu co myślę i już więcej nic nie mówił.
-Zwolnił cię?
-Nie. Przynajmniej nic takiego nie powiedział. Jeśli nawet to zrobi, to trudno. Wolę nie mieć pracy niż aby między nami były ciągle nieporozumienia, albo ciche dni. Może nie umrzemy z głodu. Znajdę inną pracę.Jakoś sobie poradzimy.- zapewnia.
-A właśnie... A propos pracy to ja mam poważną propozycję.- mówi Sebastian.- I szczerze mówiąc podoba mi się koncepcja i cel...
-Czego?
-Mario zaproponował i etat w fundacji.- mówi. Mark jest zaskoczony. Jednak zaraz potem się uśmiecha.
-No to gratuluję.- mówi.
-Wpadłem na niego przypadkiem. Gadaliśmy trochę i on słuchał, a potem stwierdził, że ma propozycję. No i zaproponował. Mówił, że już od jakiegoś czasu się zastanawiał, ale zawsze coś miał do zrobienia i w końcu nie pytał. no i dziś... zrządzenie losu.- uśmiechnął się Sebastian. Mark przytulił go ponownie.- Poradzimy sobie.- mówi młodszy.
-Jasne, że sobie poradzimy.- odzywa się starszy.- Razem ze wszystkim jesteśmy w stanie sobie poradzić.- zapewnia. Przytulają się dłuższą chwilę. Chłoną ten moment. Kiedy się od siebie odsuwają Mark patrzy przez dłuższą chwilę na męża. Lustruje jego twarz.
-No co?- pyta młodszy.- Mam coś na buzi?- marszczy brwi.
-Powiem ci, że jak dałeś mu w gębę...- zaczyna mówić starszy.- Myślałem, że to błąd, bo wiedziałem, że się wścieknie. Ale z drugiej strony...- dotyka policzka ukochanego.- Podobało mi się to, że przyszedłeś i po prostu pokazałeś mu jego miejsce w szeregu.- uśmiecha się.- A jak tak stanowczo i władczo powiedziałeś mu, że nie lubisz się dzielić to po prostu...- nie kończy ponieważ czuje usta młodszego na swoich. Więc po prostu poddaje się tym ustom. A kiedy odrywają się od siebie, aby wziąć oddech Sebastian patrzy w oczy Marka.
-Jesteś mój.- mówi.- Mój.- powtarza.-I nikomu nie pozwolę zniszczyć tego, co mamy.
-Nie pozwoliłbym mu.
-Wiem, ale musiałem to zrobić. Ty też byś tak zrobił.- mówi Seba.
-Tak, masz rację.- przyznał.
-Mam propozycję.- mówi młodszy.- Może gdzieś wyjdziemy, albo też możemy spędzić resztę dnia w domu. To zależy na co masz ochotę?
-W domu.- pada odpowiedź.- Nie chcę dzisiaj wychodzić. Chcę spędzić spokojny wieczór z moim mężem. I mam zamiar wyłączyć telefon. Nie chcę aby ktoś przeszkadzał.
-To bardzo dobra myśl.- uśmiecha się młodszy. Chwilę później obydwaj przebrani w jakieś wygodne, miękkie ubrania leżą na sofie w salonie, objadają się niezdrowymi przekąskami i oglądają filmy. Potrzebują właśnie tego. Po prostu pobyć razem. Przytulić się na kanapie, pooglądać filmy, od czasu do czasu wymienić pocałunkiem. Momentami porozmawiać. Popatrzeć sobie w oczy. Wymienić uśmiechem, dotykiem. Więc po prostu to robią.
***
Kolejny niebawem :)
-Dzień dobry.- mówi.- Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem za bardzo.- mówi niegrzecznie spoglądając to na męża, to na jego szefa. Wbiega sekretarka.
-Przepraszam... Tłumaczyłam temu panu, że nie można tu wchodzić, ale on nie słuchał...
-W porządku. Zostaw nas, proszę.- mówi Jackob spoglądając na Sebastiana. Drzwi zostają zamknięte. Mark podchodzi do męża, ale ten robi krok w tył.
-Sebastian...
-Przyszedłem porozmawiać z twoim szefem.- mówi stanowczo spoglądając na Jackoba. Tamten ma jakiś dziwny uśmiech na twarzy, co irytuje dodatkowo Sebę.
-Nie przyszedłeś, ale wtargnąłeś do mojego biura.- poprawia go tamten.- Mógłbym wezwać ochronę, która bez najmniejszego problemu by cię stąd wyrzuciła.
-Spróbuj.- odpowiada.- Jeśli chcesz, aby twoi pracownicy dowiedzieli się jak się zachowujesz to śmiało. Zaryzykuję wyrzucenie stąd...
-Nie jestem porywczym człowiekiem więc tego nie zrobię. Nie będę się zachowywał tak jak ty w tym momencie...
-Jak się zachowuję według ciebie?- pyta. Mark chce dotknąć jego ramienia, ale odsuwa się.
-Jesteś narwany. Wpadasz do biura szefa twojego męża, robisz jakąś awanturę...
-Nie robię awantury.- broni się.- Nie krzyczę, nikogo nie obrażam, jestem spokojny...
-Nie jesteś. Widać furię w twoich oczach...
-Ty jeszcze nie wiesz jak może wyglądać furia w moich oczach.- ostrzega.- A jestem tutaj bo wczoraj chyba nie do końca dotarło do ciebie co mówiłem.- tłumaczy.
-Wymyśliłeś sobie coś...
-Nie wymyśliłem. Nie jestem głupi, choć za takiego mnie masz. Wbrew temu co myślisz jestem bardzo inteligentny i praktycznie od pierwszej chwili kiedy cię poznałem wiedziałem, że coś z tobą nie tak. Nie miałem jednak wtedy pojęcia, że bawisz się w rozbijanie czyichś związków, bo skrzętnie do tego dążysz odkąd mój mąż ci się spodobał...
-Mówisz jakieś bzdury...
-Bzdury? To widać na pierwszy rzut oka.Gdybyś tylko dostał od niego zielone światło od razu wskoczyłbyś mu do łóżka...- mówi dokładnie to co myśli.
-Za dużo sobie pozwalasz...
-Sebastian proszę...- odzywa się Mark.
-Bronię tego co jest moje.- mówi stanowczo.- Mark jest mój.- zaznacza.- Nie wiem ile razy musisz to usłyszeć, żeby do ciebie w końcu dotarło, że twoje starania są na nic. Mówił ci to, ale do ciebie nie dociera. Nadal wydzwaniasz, wyciągasz go z łóżka... Już naprawdę nie panujesz do tego stopnia nad swoją firmą, żeby dzwonić o takich porach? Może potrzebujesz menedżera skoro nie możesz sobie poradzić?
-Jesteś bezczelny...
-Tak, a ty nie jesteś robiąc podchody do mojego faceta?
-Mówię ci po raz kolejny, nie robię żadnych podchodów.- broni się.
-Więc przestań wydzwaniać, wzywać Marka wieczorami do firmy. Zajmij się swoim życiem, a może ci uwierzę.
-A może najlepszym rozwiązaniem, żebyś przestał wymyślać byłoby to, aby Mark przestał tu pracować?- powiedział.
-Jackob...- zaczął Mark, ale szef go nie słuchał.
-Może z tego będziesz zadowolony jak on będzie siedzieć z tobą w domu?- nie dawał za wygraną szef starszego. Sebastian przez chwilę na niego patrzył. Nic nie mówił.- Co? Teraz brakuje ci słów?- zapytał Jackob.
-Jackob...- zwrócił się do niego Mark.
-Rozmawiam w tym momencie z twoim mężem, Mark.- zaznaczył jego szef.- On myślał, że takie zachowanie pozostanie bez konsekwencji. Teraz jakoś nie ma za wiele do powiedzenia.- mówi.
-Wiedziałem, że posuniesz się do tego.- odezwał się Sebastian.- Myślisz, że jak zagrozisz tym, że zwolnisz Marka to ja nagle zacznę się płaszczyć i przestanę zauważać co próbowałeś zrobić?- pyta.- Myślisz, że sobie nie poradzimy jeśli zemścisz się i go zwolnisz?- patrzy na niego.- Poradzimy sobie zapewniam cię.- mówi poważnie.
-Tak? Pójdziesz do pracy?- pyta Jackob.
-Jackob posuwasz się za daleko.- ostrzega Mark.
-Ja się posuwam za daleko? A on może sobie tak wchodzić z buciorami do mojej firmy i wygadywać co mu ślina na język przyniesie bez konsekwencji?- złości się.
-A ty myślałeś, że będę spokojnie patrzył na to co wyprawiasz? Nie będę. I możesz grozić mi nie wiadomo czym. Nie boję się. Poradzę sobie i Mark też sobie poradzi bez twojej łaski. Mamy za sobą znacznie gorsze momenty , które przetrwaliśmy. Możesz się odgrażać. - patrzy mu w oczy.- Nie pozwolę ci jednak na to abyś robił podchody do mojego męża. Zapomnij o tym.
-A może boisz się, że dostrzegłby przy mnie twoje wady co?- powiedział bezczelnie Jackob. Sebastian po prostu nie zapanował nad sobą i uderzył go. Jackob aż się zatoczył.
-Mam jedną wadę, która ci się nie spodoba.- twierdzi.- Nie lubię się dzielić. Więc jeśli masz zamiar pracować z moim mężem to trzymaj ręce przy sobie i uprzedzam, że po godzinach pracy twoje telefony nie są mile widziane.
-Zgłoszę to na policję.- grozi Jackob.
-Proszę bardzo.- mówi Sebastian. Patrzy na swojego partnera.-Do zobaczenia w domu.- po tych słowach wychodzi. Mark spogląda na Jackoba, który trzyma dłoń przy rozciętej wardze. Zaraz potem bierze chusteczkę i podaje mu. Nic nie mówi.
-Nic nie powiesz?- pyta Jackob.
-A co mam powiedzieć?- pyta Mark.
-Twój mąż wtargnął tutaj, zrobił awanturę i dał w pysk twojemu szefowi, a ty nic nie powiesz?
-Ostrzegałem cię Jackob.- powiedział.
-Nie zostawię tego tak...- wskazuje na swoją twarz.
-Zrób co chcesz. Nie mam wpływu na to co zrobisz. Dostałeś w twarz ponieważ nie słuchałeś tego, co od dawna chcę ci powiedzieć. Mam męża. Jest jedyną osobą, którą jestem zainteresowany zarówno emocjonalnie jak fizycznie. A mój mąż jest osobą, która nie dzieli się mną z innymi. Zresztą ja nim również się nie zamierzam dzielić. Próbowałem tysiące razy uzmysłowić ci to, aby uniknąć właśnie takiej sytuacji. Niestety mi się nie udało...
***
Miał jechać do domu, ale po opuszczeniu budynku, w którym pracował jego mąż, ale był tak wściekły, że postanowił jednak się przejść. Musiał po prostu ochłonąć. Szedł mijając ludzi. Nie przyglądał się im. Po prostu szedł przed siebie. W głowie ciągle miał słowa Jackoba " A może przy mnie dostrzegłby twoje wady." Nie mógł się od nich uwolnić. Jednak także obawiał się, że obydwaj zostaną bez pracy. Prawda była taka, że Jackob mógł zwolnić Marka. Miał do tego prawo. Ma je nadal. Musiał się napić więc zaczął się rozglądać. W drzwiach restauracji wpadł na kogoś.
-Cześć Sebastian.- odezwał się ktoś. To był Mario.
-Cześć, przepraszam... Roztargniony jestem.- powiedział.
-Coś się stało?- padło pytanie. Pytanie, na które chciał odpowiedzieć. Więc weszli do restauracji. Usiedli i Sebastian powiedział Mario o tym co się wydarzyło, a potem opowiedział o postępowaniu Jackoba.
-Pewnie się wściekł, zwolni Marka, będziemy obydwaj siedzieć w domu i w końcu kiedyś dojdzie do tego, że on mi to wyrzuci w twarz.- martwi się.
-Nie zrobi tego.- zaprotestował Mario,
-Muszę znaleźć jakieś zajęcie, bo nie damy rady.- wzdycha. Mario przygląda mu się uważnie. Myśli przez chwilę.
-A może chciałbyś pracować w fundacji?- pyta po chwili. Wzrok Sebastiana zatrzymuje się na piłkarzu. Jest zaskoczony.- No co? Ja pracuję, dziewczyny się angażują, ale prawda jest taka, że obydwie mają lub będą mieć niedługo więcej na głowie. Emily opiekuje się dodatkowo Julie. Potrzebuję kogoś, kto będzie koordynował działania fundacji. Myślę, że świetnie sobie poradzisz.- namawia go.Potem mówi więcej o fundacji, kreśli profile jej działania i mówi o szczegółach.
***
Słyszy jak drzwi się otwierają więc wie, że w końcu wrócił. Idzie do przedpokoju i zastaje męża ściągającego sportowe buty. Sebastian odkłada buty, a potem się prostuje i napotyka wzrok Marka. Jest pewien, że tamten jest wściekły. Jednak Mark podchodzi do niego i po prostu przytula go. I nie puszcza przez dłuższą chwilę. Sebastian właściwie nie chce, aby tamten go puścił.
-Czekałem na ciebie.- mówi Mark.- Martwiłem się, że nie wróciłeś do domu.- dodaje. Sebastian odsuwa się i patrzy na męża.
-Nie jesteś na mnie zły?- pyta.- Naprawdę mi przykro za dzisiaj...- przeprasza.
-Naprawdę ci przykro?- pyta starszy.
-Nie.- przyznaje Sebastian.
-No właśnie, tak myślałem, że nie jest ci przykro.- uśmiecha się Mark.
-On zasłużył na większy łomot za to, że podrywa mojego męża.- mówi poważnie Seba.- I że w ogóle przyszło mu na myśl, że między wami mogłoby coś być.- patrzy na niego.
-Ma bujną wyobraźnię.- kwituje starszy.- Nigdy nie zrobiłem nic, co mogłoby mu takie coś zasugerować...
-Wiem, ufam ci.- zapewnia Sebastian.- Bardzo się wściekł?- pyta.
-Jackob?
-Tak, on.
-No nie był zachwycony. Odgrażał się, że nie zostawi tego tak, ale powiedziałem mu co myślę i już więcej nic nie mówił.
-Zwolnił cię?
-Nie. Przynajmniej nic takiego nie powiedział. Jeśli nawet to zrobi, to trudno. Wolę nie mieć pracy niż aby między nami były ciągle nieporozumienia, albo ciche dni. Może nie umrzemy z głodu. Znajdę inną pracę.Jakoś sobie poradzimy.- zapewnia.
-A właśnie... A propos pracy to ja mam poważną propozycję.- mówi Sebastian.- I szczerze mówiąc podoba mi się koncepcja i cel...
-Czego?
-Mario zaproponował i etat w fundacji.- mówi. Mark jest zaskoczony. Jednak zaraz potem się uśmiecha.
-No to gratuluję.- mówi.
-Wpadłem na niego przypadkiem. Gadaliśmy trochę i on słuchał, a potem stwierdził, że ma propozycję. No i zaproponował. Mówił, że już od jakiegoś czasu się zastanawiał, ale zawsze coś miał do zrobienia i w końcu nie pytał. no i dziś... zrządzenie losu.- uśmiechnął się Sebastian. Mark przytulił go ponownie.- Poradzimy sobie.- mówi młodszy.
-Jasne, że sobie poradzimy.- odzywa się starszy.- Razem ze wszystkim jesteśmy w stanie sobie poradzić.- zapewnia. Przytulają się dłuższą chwilę. Chłoną ten moment. Kiedy się od siebie odsuwają Mark patrzy przez dłuższą chwilę na męża. Lustruje jego twarz.
-No co?- pyta młodszy.- Mam coś na buzi?- marszczy brwi.
-Powiem ci, że jak dałeś mu w gębę...- zaczyna mówić starszy.- Myślałem, że to błąd, bo wiedziałem, że się wścieknie. Ale z drugiej strony...- dotyka policzka ukochanego.- Podobało mi się to, że przyszedłeś i po prostu pokazałeś mu jego miejsce w szeregu.- uśmiecha się.- A jak tak stanowczo i władczo powiedziałeś mu, że nie lubisz się dzielić to po prostu...- nie kończy ponieważ czuje usta młodszego na swoich. Więc po prostu poddaje się tym ustom. A kiedy odrywają się od siebie, aby wziąć oddech Sebastian patrzy w oczy Marka.
-Jesteś mój.- mówi.- Mój.- powtarza.-I nikomu nie pozwolę zniszczyć tego, co mamy.
-Nie pozwoliłbym mu.
-Wiem, ale musiałem to zrobić. Ty też byś tak zrobił.- mówi Seba.
-Tak, masz rację.- przyznał.
-Mam propozycję.- mówi młodszy.- Może gdzieś wyjdziemy, albo też możemy spędzić resztę dnia w domu. To zależy na co masz ochotę?
-W domu.- pada odpowiedź.- Nie chcę dzisiaj wychodzić. Chcę spędzić spokojny wieczór z moim mężem. I mam zamiar wyłączyć telefon. Nie chcę aby ktoś przeszkadzał.
-To bardzo dobra myśl.- uśmiecha się młodszy. Chwilę później obydwaj przebrani w jakieś wygodne, miękkie ubrania leżą na sofie w salonie, objadają się niezdrowymi przekąskami i oglądają filmy. Potrzebują właśnie tego. Po prostu pobyć razem. Przytulić się na kanapie, pooglądać filmy, od czasu do czasu wymienić pocałunkiem. Momentami porozmawiać. Popatrzeć sobie w oczy. Wymienić uśmiechem, dotykiem. Więc po prostu to robią.
***
Kolejny niebawem :)
czwartek, 7 grudnia 2017
68. Gorycz...
Agnes wchodzi do kuchni. Ricky słyszy jej kroki, więc odwraca się i uśmiecha. Ona odwzajemnia uśmiech, podchodzi i przytula się do swojego mężczyzny. Tulą się przez chwilę, a potem Ricky całuje ją.
-Cześć.- mówi.
-Cześć.- odpowiada dziewczyna.
-Jak się czujecie?- pada pytanie, a na twarzy agentki pojawia się jeszcze większy uśmiech niż jeszcze wcześniej.
-Dobrze.- pada odpowiedź.- Hmm...
-Jesteś głodna,wiem...- odzywa się Ricky.
-Jestem.- zgadza się blondynka.
-Dlatego zrobiłem śniadanie. Masz wspaniałego faceta.- chwali sam siebie.
-To prawda, mam wspaniałego faceta.- chwali go Agnes zajmując miejsce przy stole. Obserwuje przez chwilę mężczyznę swojego życia. Ricky podaje jje kubek z herbatą, swój stawia także na stole i zajmuje miejsce.
- Sebastian śpi w pokoju gościnnym.- oznajmia mężczyzna. Agnes spogląda na niego zdziwiona. Nie miała bowiem pojęcia, że mają gościa.- Spałaś już kiedy zadzwonił.
-Co się stało?- pyta gryząc kęs tosta.- Musiało się coś wydarzyć skoro pojawił się u nas tak późno.
-Nie wiem, nie znam szczegółów. Nie pytałem. On powiedział jedynie,że nie mógł zostać w domu, a jako, że nie wziął portfela to nie mógł pójść do hotelu.- tłumaczy swojej drugiej połówce.- Był smutny. On nie mówił, a ja dałem mu spokój z pytaniami. Będzie chciał to powie.
-Coś musiało się wydarzyć. Sebastian nie uciekł od Marka bez powodu.
-Wiem.- wzdycha chłopak.- Boję się, że znów poszło o szefa Marka. Mówiłem ci, że Seba go nie lubi. Myślę, że ta cała sytuacja mogła być nim spowodowana... Dowiemy się pewnie niebawem...- ma jeszcze coś dodać, ale w kuchni zjawia się gość.
-Dzień dobry.- wita się. Obydwoje spoglądają na niego. Ma na sobie ubrania, w których zjawił się poprzedniej nocy. Jego włosy są trochę w nieładzie, a oczy zaspane.
-Cześć.- odpowiadają jednocześnie uśmiechając się.- Zapraszamy na śniadanko.- odzywa się Agnes.
-Dziękuję, ale nie chcę wam przeszkadzać. Pójdę już...- mówi.- Dziękuję...
-Seba nigdzie nie pójdziesz. Usiądź z nami, proszę...- mówi Ricky.
Sebastian zajmuje miejsce na wolnym krześle. Agnes nalewa mu gorącej herbaty. Przez chwilę jedzą nic nie mówiąc. Tak jest dopóki Ricky nie zauważa zasinienia na nadgarstku gościa.
-Co to jest?- zadaje pytanie wskazując na sińca. Sebastian spogląda również w to miejsce, a potem na nich.
-Nic takiego...
-To był Mark?- pyta przyjaciel.- Seba...
-Nic mi nie zrobił. - zaprzecza tamten.- Może trochę za mocno mnie złapał jak próbował mnie powstrzymać od wyjścia, ale niespecjalnie. Był pijany i nie do końca chyba wiedział, że za mocno mnie trzyma...- broni go.
-Seba...
Opowiada im. O wyjściu Marka, o jego powrocie. O kłótni.
-Nic mi nie zrobił.- broni go- Musiałem wyjść, bo nie chciałem się więcej kłócić, nie chciałem dyskusji, nie mogłem zostać. Ale nie wyszedłem, bo mnie uderzył czy coś... Nie myślcie nawet tak, bo wiem, że to może tak wyglądać, że się kłóciliśmy i szarpaliśmy. Nie. Tak nie było.
-Spokojnie...
-Dzięki, że nie powiedziałeś mi wczoraj spadaj...
-No coś ty...
-Musiałem wyjść, bo dyskusje z nim wczoraj nie miały sensu, a on coraz mocniej się nakręcał. Tłumaczył i coraz bardziej brnął.- tłumaczy im.- Ja rozumiem, że to nie jest łatwe. Rozumiem, że musi, ale nie ufam temu facetowi. On mnie drażni. Irytuje. On na bank robi podchody.- patrzy na Ricky'ego.
-Może robi, ale Mark jest zainteresowany Tobą, swoim mężem.
-Ricky ja mu ufam, ale wiesz, że czasem bywa różnie prawda?
-No tak...- wzdycha i przyznaje mu rację. Wie dobrze, że najlepsze związki się rozpadają. Coś już o tym wie. Z autopsji.
-Jestem zazdrosny. I jestem wściekły. Nie wiem co mam zrobić...
-Porozmawiaj z tym facetem.- proponuje Agnes.
-Myślę, że to nie jest dobry pomysł...- protestuje Ricky.
-Czemu? Jak to facet na poziomie...- mówi Agnes.
-Facet na poziomie sam by się domyślił, że źle robi.- odpowiada druga połowa Agentki.
Do drzwi dzwoni dzwonek. Nikt tego nie mówi, ale wszyscy wiedzą kim jest osoba, która stoi za drzwiami. Ricky idzie otworzyć, a Sebastian i Agnes zostają przy stole. I kiedy dziewczyna widzi minę Sebastiana, chcąc dodać mu otuchy kładzie dłoń na jego ramieniu i gładzi je. Widzi wzdrygnięcie Seby.
-Aż tak cię boli?- pyta bo przypomina sobie, że mówił, iż Mark mocno go przytrzymał.
-Nic mi nie jest.- odzywa się.
-No raczej nie mówisz prawdy.- dziewczyna odkręca się w jego stronę po czym rozpina mu trzy guziki koszuli i odsuwa materiał tak, aby obejrzeć ramię. Jest mocno zasinione.- No nie wygląda jakby nie bolało...- mówi, a w tym momencie zauważa, że Mark z Ricky'm stoją w drzwiach. Sebastian odwraca się i spotyka wzrok męża. Mark patrzy na odsłoniętą skórę ramienia swojej drugiej połowy.
-To ja?- pada pytanie na które Sebastian nie odpowiada. Podchodzi więc bliżej, ale młodszy zasłania ramię. Mark nie ma pojęcia co powiedzieć.- To ja?- ponownie pyta, a Sebastian podnosi wzrok i patrzy mu w oczy.
-Nie pamiętasz?- jest zaskoczony ponieważ Mark nie należy do osób, które po pijaku nie pamiętają co robią.
-Pamiętam. Pamiętam jak wróciłem. Pamiętam twój wzrok jak zobaczyłeś mojego szefa i to, że nie chciałeś spać w naszej sypialni.- wymienia.- I naszą kłótnię, ale tego nie pamiętam...- wskazuje.- Nie mógłbym...- mówi niby, ale jego głos jest niepewny ponieważ widział dowód. - Ja nigdy nie byłem agresywny...- broni się. Sebastian słucha. Nie mają pojęcia nawet kiedy zostają sami. Ricky i Agnes wychodzą zostawiając ich samych.
-Za mocno złapałeś mnie kiedy nie chciałeś, abym wyszedł.- mówi w końcu młodszy.
-Przepraszam.- mówi od razu starszy.- Przepraszam, ja nie miałem pojęcia, nie chciałem... Przecież wiesz, że nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy...- broni się.
-Umyślnie nie...
-Sebastian...
-Nie chcę rozmawiać...
-To dlatego wyszedłeś?- wskazuje na ramię.- Wystraszyłem cię, tak?- dopytuje.
-Byłem zły i nie chciałem dyskusji, a ty się nakręcałeś, a potem nie pozwoliłeś mi wyjść z pokoju. Co miałem robić? Kłócić się z tobą całą noc?- wyrzuca starszemu partner.
-Przepraszam... Pokaż to.- podchodzi bliżej, ale Sebastian odruchowo się odsuwa. Mark jednak tym razem nie łapie go, aby go zatrzymać, ale cierpliwie robi znów krok w jego stronę.- Mogę zobaczyć?- pyta łagodnie. Młodszy tym razem się nie odsuwa. Mark odciąga materiał koszuli i widzi zasiniałe dość mocno miejsce. Jest blisko. Na tyle blisko, że Sebastian czuje w miejscu siniaka muśnięcie warg męża.- Przepraszam Cię bardzo.- mówi.- Przepraszam, przepraszam.- szepce przytulając go. Sebastian najpierw chce się odsunąć, ale Mark trzyma go przy swoim ciele. I będąc w jego ramionach zdaje sobie sprawę, że wcale tak naprawdę nie chce z nich uciec. Że tęsknił za nimi. Zdaje sobie sprawę, że nie mogą tak dalej żyć. Nie mogą się mijać, nie mogą kłócić. To nie tak ma być. Nie tak ma wyglądać ich wspólne życie. Nie może być pełne zazdrości, nieporozumień, kłótni, cichych dni, niewypowiedzianych słów...- Powinieneś mi dać w pysk jak złapałem cię w ten sposób. Powinieneś...- mówi Mark odsuwając się od partnera.
-Powinienem też pokazać twojemu szefowi gdzie jego miejsce.- mówi młodszy.
-Seba... On mnie nie interesuje.- mówi stanowczo.
-Ale ty interesujesz jego.- broni swoich racji.- Gdyby mógł od razu wszedłby ci do łóżka.- dodaje pewnie.
-Nie interesuje mnie to.- powtarza starszy.- Nie dostanie zaproszenia do mojego łóżka.- zapewnia.-Zresztą nie mam swojego łóżka. Sypiam w naszym łóżku i tak zostanie. Z tobą.- mówi z przekonaniem.
-Ostatnio sypiam sam.- kwituje Sebastian. Mark nic nie mówi przez moment, bo zdaje sobie sprawę, że tak jest.
-Przepraszam...- mówi znów.
-Mam dość przeprosin. Nie chcę już przeprosin.
-A czego chcesz?- pyta.
-Ciebie.- pada odpowiedź.
***
- Myślisz, że sobie wszystko wyjaśnią?- pyta Agnes spoglądając na Ricky'ego.
-Myślę, że tak.- mówi jej mężczyzna.- Mark dostrzeże obawy Seby, a jak nie dostrzeże, to ja mu pomogę je dostrzec.- uśmiecha się.
-Lubisz Sebastiana.- zauważa Agnes.
-Bardzo.- przyznaje.- Traktuję go trochę jak brata.- tłumaczy uśmiechając się.- Mamy wiele wspólnych cech...
-To prawda, nawet gust macie podobny...- mruga do swojego mężczyzny, a on się uśmiecha. Cieszy się, że Agnes przestała się obawiać, a także z tego,że potrafi żartować z faktu, że jego i Sebę łączą ich historie z Markiem.
***
-Wszystko w porządku?- patrzy na Sebastiana głównie i to od niego oczekuje odpowiedzi. Tamten potakuje kiwnięciem głowy. Potem patrzy na Marka.
-No już nie mierz mnie tak wzrokiem.- odzywa się Mark.- Gdyby wzrok mógł zabijać już byłbym martwy.- dodaje uśmiechając się lekko. Sebastian również lekko się uśmiecha, patrząc najpierw na Ricky'ego, a potem na męża i znów na przyjaciela.
-Byłbyś, nie będę zaprzeczał.- odpowiada Ricky.- Cóż... lubię twojego męża...- nie dane jest mu dokończyć, bo dostrzega wzrok Marka.- Nie w ten sposób.- dodaje Ricky, a potem uśmiecha się do Sebastiana.- Jest zazdrosny więc nie masz się o co martwić. Jackob nie ma szans. Ten wzrok powiedział wszystko.- mówi.- Ale Ty...- wskazuje na Marka.- Chcę zamienić z tobą słowo.- mówi. Obydwaj wychodzą z pokoju. Sebastian zostaje z Agnes.
-Wiesz o co chodzi?- pyta Sebastian partnerki Ricky'ego.
-Hmm... Nie wiem, ale mogę się domyślać co usłyszy Mark.- pada odpowiedź.
***
-Słucham.- odzywa się Mark. Ricky stoi naprzeciwko niego, twarzą w twarz.
-Wczoraj byłem zaskoczony jego telefonem, a potem widokiem, kiedy się zjawił. Nie pytałem o co chodzi, ale od razu dostrzegłem jego smutek. Nie pytałem, a on nie mówił. Jednak jak zobaczyłem jego ramię...- przestaje mówić na moment.
-Pomyślałeś, że doszło do rękoczynów...
-Mark wiem jaki jesteś, nie należysz do osób, które posługują się pięściami, ale...
-Ale?
-Jeśli kiedykolwiek zrobisz mu krzywdę...-ostrzega.- Jeśli on odda ci niewystarczająco, to ja poprawię...
-A ty co stałeś się takim obrońcą Sebastiana co?- pyta.
-Lubię twojego faceta.- pada odpowiedź.
-Nie za bardzo go lubisz?
-Mark nie zaczynaj ze mną tej rozmowy.- mówi.- Nie tak go lubię.- tłumaczy.- Jest fajnym facetem i fajnym kumplem. Jest naprawdę dobrym człowiekiem i nie chcę, abyś go krzywdził, bo on na to nie zasługuje.- patrzy mu w oczy.- Wierzę, że z Jackobem nie łączy was nic oprócz pracy.
-Nie łączy...
-Ale jeśli robi podchody, a ty mu pozwalasz... Jeśli w jakikolwiek sposób to robi na tobie wrażenie...- zastanawia się głośno Ricky.
-Ricky za kogo ty mnie masz?
-...to się zdecyduj... Bo on nie zasługuje na to, aby cierpieć...
-Nigdy więcej nie popełnię takiego błędu, jaki popełniłem kilka lat temu. Nigdy.- powtarza.- Wiem, ze chcesz go uchronić przed sytuacją w jakiej ty się znalazłeś.- przypomina.- Jackob mnie nie interesuje. Mówiłem mu to już. Tobie też to mówię. Nie będziesz musiał dać mi w pysk.- jest bardzo poważny.- Swoją drogą zachowujesz się jak starszy brat Seby.
-Trochę traktuję go jak brata. Chyba w jakiś sposób nas połączyłeś...
-Dobrze, że tylko w taki.- uśmiecha się.
-Kocham Agnes, a on kocha ciebie.- mówi Ricky.
-Wiem. Gdybym podejrzewał, że może chodzić o coś więcej nie pozwoliłbym ci się do niego zbliżyć.- przyznaje.- Potrafię bronić tego co moje.
-Wiem, że potrafisz.- uśmiecha się Ricky.
***
Piją razem kawę. Rozmawiają. Agnes i Ricky obserwują ich podczas rozmowy. Dostrzegają czułość z jaką Mark patrzy na swoją drugą połowę. Widzą to, jak Sebastian lgnie do męża. To co widzą potwierdza to co obydwoje myślą.
***
Jest zdenerwowany ponieważ Mark odebrał telefon od Jackoba. Odebrał choć jest późno, choć leżeli już w łóżku. Odebrał choć według niego nie musiał. A potem przeprosił i wyszedł z pokoju. Sebastian został. Postanowił poczekać, a potem zadać pytania, które nasuwały mu się na myśl. Jednak kiedy Marka nie było już 10 minut nie wytrzymał. Wstał, ubrał szlafrok i opuścił sypialnię.
-Jackob, to naprawdę nie jest rozmowa na teraz. Jest późno...- mówi Mark. Dostrzega wchodzącego męża.
-Daj mi telefon.- odzywa się Sebastian i zanim Mark reaguje on zabiera mu telefon, przykłada sobie do ucha.- Jackob, cześć. Sebastian z tej strony, mąż Marka.
-Cześć Sebastian.- odpowiada mężczyzna.
-Posłuchaj...- przerywa ponieważ mąż chce zabrać mu telefon. Nie pozwala mu.- Ja wiem, że próbujesz może się wdrożyć i uznałeś, że twoi pracownicy są dostępni 24h na dobę, ale jest późno, twoi pracownicy mają rodziny i prywatne życie. I telefony tej porze nie są na miejscu.
-Ja...
-Posłuchaj... Mój partner pracuje 8 godzin dziennie, potem zostaje na nadgodziny, a kiedy wraca i chce w końcu poświęcić mi czas dzwonisz. - mówi wprost.- On nie jest w pracy. Jest w domu, w łóżku, ze mną więc łaskawie rozłącz się, bo mnie nie wypada ponieważ ty dzwonisz i daj nam spokojnie spędzić ze sobą wolny czas i zadawaj te wszystkie pytania mojemu mężowi jutro w pracy, bo tam jest na to czas i miejsce. Dobranoc.- żegna się i rozłącza. A potem spogląda na swojego męża, który jest zdezorientowany i chyba trochę zły. Jednak Sebastian nie czuje się winny. Nie tym razem.
-Wyrzuci mnie.- mówi starszy.- Potrzebuję pracy.
-Wiem, ale mam go dość. Mam dość.- powtarza.-Nie mam już zamiaru tego znosić.- mówi stanowczo.- Nie pozwolę mu mi ciebie odebrać.Nie pozwolę.- powtarza. Mark przygląda mu się.- Nie pozwolę mu zniszczyć tego, co mamy. Nie po tym co przeszliśmy. Nie pozwolę Mark.- znów powtarza. Mark dostrzega coś dziwnego. Podchodzi i przytula Sebastiana. Przyciąga mocno do siebie i trzyma.
-Spokojnie.- mówi.
-Jak mogę być spokojny jak on jest wszędzie? Jest z tobą w pracy, na spotkaniach, na imprezach branżowych, później pojawia się w naszym domu, a jak teoretycznie go nie ma to dzwoni i z nim gadasz, kiedy powinieneś być ze mną!- podnosi głos i odsuwa się od męża.- Mam tego dość. Mam dość. Dość!
-Już w porządku.- próbuje uspokoić go. Sebastian jednak nie reaguje. Chce wyjść, ale Mark chce go zatrzymać.
-Seba...- dotyka jego ramienia.
-Zostaw.- słyszy.
-Przepraszam. Zapomniałem, że cie boli. Zostań.- prosi. Sebastian zatrzymuje się. Nie odwraca się jednak do Marka. Nie patrzy na niego. Bierze głęboki oddech.
-Jestem zazdrosny.- mówi.- Jestem niepewny, kiedy idziesz do pracy i spotykasz się z nim.- wyznaje.- Martwię się i boję, że w którymś momencie on zrobi coś, czym przekona cię, że jest lepszy.- kontynuuje, a Mark choć chce powiedzieć, że to totalne bzdury, to jednak postanawia posłuchać do końca.- Podobasz mu się. Widziałem jak na ciebie patrzył, kiedy odprowadził cię wtedy w nocy.
-Spójrz na mnie...- prosi Mark.
-Ufam ci, ale z drugiej strony w twoim życiu już kiedyś zdarzyła się taka sytuacja, że kochałeś kogoś do szaleństwa, a jednak uległeś komuś innemu.- nadal na niego nie patrzy.- Nie chcę tego przeżyć. Nie chcę, bo nie zniósłbym tego.- wyznaje.
-Czyli jednak do końca mi nie ufasz...
-Jemu nie ufam...
-Sebastian spójrz na mnie.- prosi ponownie.- Popatrz na mnie.- ponawia prośbę.
-Przepraszam...
-Nie przepraszaj. Cieszę się, że mówisz co czujesz.- mówi, a potem staje tak, że Sebastian nie może już uciec wzrokiem.- Jesteś moim wszystkim.- wyznaje Mark.- Wszystkim Sebastian.
-Więc chcę to czuć.- mówi młodszy.
-Nie czujesz?
-A kiedy ostatnio miałeś czas aby mi to okazać?- pada pytanie, a Mark nie ma pojęcia co odpowiedzieć. Więc nie mówi już jak bardzo Sebastian jest dla niego ważny. Po prostu mu to okazuje.
***
Sebastian jest w łóżku, kiedy on przygotowuje się do pracy. Śpi. Mark ubiera się obserwując kątem oka śpiącego męża. Uśmiecha się lekko, ponieważ Seba jest przystojnym mężczyzną. Uśmiecha się ponieważ ten przystojny facet jest jego. Uśmiecha się ponieważ czuje, że już wszystko jest lepiej. Kiedy chwilę później wraca z łazienki jego partner już nie śpi, ale ciągle leży w łóżku. Na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech na widok ukochanego.
-Dzień dobry.- mówi.
-Dzień dobry.- odpowiada młodszy ziewając.- Musisz już iść?
-Muszę. Ale ty prześpij się jeszcze.- odpowiada Mark.
-Pośpię.- zgadza się. Mark spogląda na zegarek i stwierdza, że powinien już wyjść. Podchodzi do łóżka, siada na nim,a potem żegna się z mężem.
-Do zobaczenia później.- mówi.
-Obiecaj, że nie wrócisz w nocy.- prosi młodszy.
-Nie wrócę w nocy. Porozmawiam z Jackobem. - obiecuje.
-Dobrze.
-Śpij.- zachęca. Zanim wstaje poprawia jeszcze kosmyki włosów ukochanego i przesuwa je tak, aby nie wchodziły Sebastianowi do oczu. Potem wychodzi. Nie spodziewa się tego, że jego druga połowa wstaje zaraz po tym jak on opuszcza dom. Sebastian ma coś do zrobienia. I ma zamiar zrealizować plan.
***
Wiem, że dużo Seby i Marka... ale tak musiało być :)
Nowości niebawem ;)
-Cześć.- mówi.
-Cześć.- odpowiada dziewczyna.
-Jak się czujecie?- pada pytanie, a na twarzy agentki pojawia się jeszcze większy uśmiech niż jeszcze wcześniej.
-Dobrze.- pada odpowiedź.- Hmm...
-Jesteś głodna,wiem...- odzywa się Ricky.
-Jestem.- zgadza się blondynka.
-Dlatego zrobiłem śniadanie. Masz wspaniałego faceta.- chwali sam siebie.
-To prawda, mam wspaniałego faceta.- chwali go Agnes zajmując miejsce przy stole. Obserwuje przez chwilę mężczyznę swojego życia. Ricky podaje jje kubek z herbatą, swój stawia także na stole i zajmuje miejsce.
- Sebastian śpi w pokoju gościnnym.- oznajmia mężczyzna. Agnes spogląda na niego zdziwiona. Nie miała bowiem pojęcia, że mają gościa.- Spałaś już kiedy zadzwonił.
-Co się stało?- pyta gryząc kęs tosta.- Musiało się coś wydarzyć skoro pojawił się u nas tak późno.
-Nie wiem, nie znam szczegółów. Nie pytałem. On powiedział jedynie,że nie mógł zostać w domu, a jako, że nie wziął portfela to nie mógł pójść do hotelu.- tłumaczy swojej drugiej połówce.- Był smutny. On nie mówił, a ja dałem mu spokój z pytaniami. Będzie chciał to powie.
-Coś musiało się wydarzyć. Sebastian nie uciekł od Marka bez powodu.
-Wiem.- wzdycha chłopak.- Boję się, że znów poszło o szefa Marka. Mówiłem ci, że Seba go nie lubi. Myślę, że ta cała sytuacja mogła być nim spowodowana... Dowiemy się pewnie niebawem...- ma jeszcze coś dodać, ale w kuchni zjawia się gość.
-Dzień dobry.- wita się. Obydwoje spoglądają na niego. Ma na sobie ubrania, w których zjawił się poprzedniej nocy. Jego włosy są trochę w nieładzie, a oczy zaspane.
-Cześć.- odpowiadają jednocześnie uśmiechając się.- Zapraszamy na śniadanko.- odzywa się Agnes.
-Dziękuję, ale nie chcę wam przeszkadzać. Pójdę już...- mówi.- Dziękuję...
-Seba nigdzie nie pójdziesz. Usiądź z nami, proszę...- mówi Ricky.
Sebastian zajmuje miejsce na wolnym krześle. Agnes nalewa mu gorącej herbaty. Przez chwilę jedzą nic nie mówiąc. Tak jest dopóki Ricky nie zauważa zasinienia na nadgarstku gościa.
-Co to jest?- zadaje pytanie wskazując na sińca. Sebastian spogląda również w to miejsce, a potem na nich.
-Nic takiego...
-To był Mark?- pyta przyjaciel.- Seba...
-Nic mi nie zrobił. - zaprzecza tamten.- Może trochę za mocno mnie złapał jak próbował mnie powstrzymać od wyjścia, ale niespecjalnie. Był pijany i nie do końca chyba wiedział, że za mocno mnie trzyma...- broni go.
-Seba...
Opowiada im. O wyjściu Marka, o jego powrocie. O kłótni.
-Nic mi nie zrobił.- broni go- Musiałem wyjść, bo nie chciałem się więcej kłócić, nie chciałem dyskusji, nie mogłem zostać. Ale nie wyszedłem, bo mnie uderzył czy coś... Nie myślcie nawet tak, bo wiem, że to może tak wyglądać, że się kłóciliśmy i szarpaliśmy. Nie. Tak nie było.
-Spokojnie...
-Dzięki, że nie powiedziałeś mi wczoraj spadaj...
-No coś ty...
-Musiałem wyjść, bo dyskusje z nim wczoraj nie miały sensu, a on coraz mocniej się nakręcał. Tłumaczył i coraz bardziej brnął.- tłumaczy im.- Ja rozumiem, że to nie jest łatwe. Rozumiem, że musi, ale nie ufam temu facetowi. On mnie drażni. Irytuje. On na bank robi podchody.- patrzy na Ricky'ego.
-Może robi, ale Mark jest zainteresowany Tobą, swoim mężem.
-Ricky ja mu ufam, ale wiesz, że czasem bywa różnie prawda?
-No tak...- wzdycha i przyznaje mu rację. Wie dobrze, że najlepsze związki się rozpadają. Coś już o tym wie. Z autopsji.
-Jestem zazdrosny. I jestem wściekły. Nie wiem co mam zrobić...
-Porozmawiaj z tym facetem.- proponuje Agnes.
-Myślę, że to nie jest dobry pomysł...- protestuje Ricky.
-Czemu? Jak to facet na poziomie...- mówi Agnes.
-Facet na poziomie sam by się domyślił, że źle robi.- odpowiada druga połowa Agentki.
Do drzwi dzwoni dzwonek. Nikt tego nie mówi, ale wszyscy wiedzą kim jest osoba, która stoi za drzwiami. Ricky idzie otworzyć, a Sebastian i Agnes zostają przy stole. I kiedy dziewczyna widzi minę Sebastiana, chcąc dodać mu otuchy kładzie dłoń na jego ramieniu i gładzi je. Widzi wzdrygnięcie Seby.
-Aż tak cię boli?- pyta bo przypomina sobie, że mówił, iż Mark mocno go przytrzymał.
-Nic mi nie jest.- odzywa się.
-No raczej nie mówisz prawdy.- dziewczyna odkręca się w jego stronę po czym rozpina mu trzy guziki koszuli i odsuwa materiał tak, aby obejrzeć ramię. Jest mocno zasinione.- No nie wygląda jakby nie bolało...- mówi, a w tym momencie zauważa, że Mark z Ricky'm stoją w drzwiach. Sebastian odwraca się i spotyka wzrok męża. Mark patrzy na odsłoniętą skórę ramienia swojej drugiej połowy.
-To ja?- pada pytanie na które Sebastian nie odpowiada. Podchodzi więc bliżej, ale młodszy zasłania ramię. Mark nie ma pojęcia co powiedzieć.- To ja?- ponownie pyta, a Sebastian podnosi wzrok i patrzy mu w oczy.
-Nie pamiętasz?- jest zaskoczony ponieważ Mark nie należy do osób, które po pijaku nie pamiętają co robią.
-Pamiętam. Pamiętam jak wróciłem. Pamiętam twój wzrok jak zobaczyłeś mojego szefa i to, że nie chciałeś spać w naszej sypialni.- wymienia.- I naszą kłótnię, ale tego nie pamiętam...- wskazuje.- Nie mógłbym...- mówi niby, ale jego głos jest niepewny ponieważ widział dowód. - Ja nigdy nie byłem agresywny...- broni się. Sebastian słucha. Nie mają pojęcia nawet kiedy zostają sami. Ricky i Agnes wychodzą zostawiając ich samych.
-Za mocno złapałeś mnie kiedy nie chciałeś, abym wyszedł.- mówi w końcu młodszy.
-Przepraszam.- mówi od razu starszy.- Przepraszam, ja nie miałem pojęcia, nie chciałem... Przecież wiesz, że nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy...- broni się.
-Umyślnie nie...
-Sebastian...
-Nie chcę rozmawiać...
-To dlatego wyszedłeś?- wskazuje na ramię.- Wystraszyłem cię, tak?- dopytuje.
-Byłem zły i nie chciałem dyskusji, a ty się nakręcałeś, a potem nie pozwoliłeś mi wyjść z pokoju. Co miałem robić? Kłócić się z tobą całą noc?- wyrzuca starszemu partner.
-Przepraszam... Pokaż to.- podchodzi bliżej, ale Sebastian odruchowo się odsuwa. Mark jednak tym razem nie łapie go, aby go zatrzymać, ale cierpliwie robi znów krok w jego stronę.- Mogę zobaczyć?- pyta łagodnie. Młodszy tym razem się nie odsuwa. Mark odciąga materiał koszuli i widzi zasiniałe dość mocno miejsce. Jest blisko. Na tyle blisko, że Sebastian czuje w miejscu siniaka muśnięcie warg męża.- Przepraszam Cię bardzo.- mówi.- Przepraszam, przepraszam.- szepce przytulając go. Sebastian najpierw chce się odsunąć, ale Mark trzyma go przy swoim ciele. I będąc w jego ramionach zdaje sobie sprawę, że wcale tak naprawdę nie chce z nich uciec. Że tęsknił za nimi. Zdaje sobie sprawę, że nie mogą tak dalej żyć. Nie mogą się mijać, nie mogą kłócić. To nie tak ma być. Nie tak ma wyglądać ich wspólne życie. Nie może być pełne zazdrości, nieporozumień, kłótni, cichych dni, niewypowiedzianych słów...- Powinieneś mi dać w pysk jak złapałem cię w ten sposób. Powinieneś...- mówi Mark odsuwając się od partnera.
-Powinienem też pokazać twojemu szefowi gdzie jego miejsce.- mówi młodszy.
-Seba... On mnie nie interesuje.- mówi stanowczo.
-Ale ty interesujesz jego.- broni swoich racji.- Gdyby mógł od razu wszedłby ci do łóżka.- dodaje pewnie.
-Nie interesuje mnie to.- powtarza starszy.- Nie dostanie zaproszenia do mojego łóżka.- zapewnia.-Zresztą nie mam swojego łóżka. Sypiam w naszym łóżku i tak zostanie. Z tobą.- mówi z przekonaniem.
-Ostatnio sypiam sam.- kwituje Sebastian. Mark nic nie mówi przez moment, bo zdaje sobie sprawę, że tak jest.
-Przepraszam...- mówi znów.
-Mam dość przeprosin. Nie chcę już przeprosin.
-A czego chcesz?- pyta.
-Ciebie.- pada odpowiedź.
***
- Myślisz, że sobie wszystko wyjaśnią?- pyta Agnes spoglądając na Ricky'ego.
-Myślę, że tak.- mówi jej mężczyzna.- Mark dostrzeże obawy Seby, a jak nie dostrzeże, to ja mu pomogę je dostrzec.- uśmiecha się.
-Lubisz Sebastiana.- zauważa Agnes.
-Bardzo.- przyznaje.- Traktuję go trochę jak brata.- tłumaczy uśmiechając się.- Mamy wiele wspólnych cech...
-To prawda, nawet gust macie podobny...- mruga do swojego mężczyzny, a on się uśmiecha. Cieszy się, że Agnes przestała się obawiać, a także z tego,że potrafi żartować z faktu, że jego i Sebę łączą ich historie z Markiem.
***
-Wszystko w porządku?- patrzy na Sebastiana głównie i to od niego oczekuje odpowiedzi. Tamten potakuje kiwnięciem głowy. Potem patrzy na Marka.
-No już nie mierz mnie tak wzrokiem.- odzywa się Mark.- Gdyby wzrok mógł zabijać już byłbym martwy.- dodaje uśmiechając się lekko. Sebastian również lekko się uśmiecha, patrząc najpierw na Ricky'ego, a potem na męża i znów na przyjaciela.
-Byłbyś, nie będę zaprzeczał.- odpowiada Ricky.- Cóż... lubię twojego męża...- nie dane jest mu dokończyć, bo dostrzega wzrok Marka.- Nie w ten sposób.- dodaje Ricky, a potem uśmiecha się do Sebastiana.- Jest zazdrosny więc nie masz się o co martwić. Jackob nie ma szans. Ten wzrok powiedział wszystko.- mówi.- Ale Ty...- wskazuje na Marka.- Chcę zamienić z tobą słowo.- mówi. Obydwaj wychodzą z pokoju. Sebastian zostaje z Agnes.
-Wiesz o co chodzi?- pyta Sebastian partnerki Ricky'ego.
-Hmm... Nie wiem, ale mogę się domyślać co usłyszy Mark.- pada odpowiedź.
***
-Słucham.- odzywa się Mark. Ricky stoi naprzeciwko niego, twarzą w twarz.
-Wczoraj byłem zaskoczony jego telefonem, a potem widokiem, kiedy się zjawił. Nie pytałem o co chodzi, ale od razu dostrzegłem jego smutek. Nie pytałem, a on nie mówił. Jednak jak zobaczyłem jego ramię...- przestaje mówić na moment.
-Pomyślałeś, że doszło do rękoczynów...
-Mark wiem jaki jesteś, nie należysz do osób, które posługują się pięściami, ale...
-Ale?
-Jeśli kiedykolwiek zrobisz mu krzywdę...-ostrzega.- Jeśli on odda ci niewystarczająco, to ja poprawię...
-A ty co stałeś się takim obrońcą Sebastiana co?- pyta.
-Lubię twojego faceta.- pada odpowiedź.
-Nie za bardzo go lubisz?
-Mark nie zaczynaj ze mną tej rozmowy.- mówi.- Nie tak go lubię.- tłumaczy.- Jest fajnym facetem i fajnym kumplem. Jest naprawdę dobrym człowiekiem i nie chcę, abyś go krzywdził, bo on na to nie zasługuje.- patrzy mu w oczy.- Wierzę, że z Jackobem nie łączy was nic oprócz pracy.
-Nie łączy...
-Ale jeśli robi podchody, a ty mu pozwalasz... Jeśli w jakikolwiek sposób to robi na tobie wrażenie...- zastanawia się głośno Ricky.
-Ricky za kogo ty mnie masz?
-...to się zdecyduj... Bo on nie zasługuje na to, aby cierpieć...
-Nigdy więcej nie popełnię takiego błędu, jaki popełniłem kilka lat temu. Nigdy.- powtarza.- Wiem, ze chcesz go uchronić przed sytuacją w jakiej ty się znalazłeś.- przypomina.- Jackob mnie nie interesuje. Mówiłem mu to już. Tobie też to mówię. Nie będziesz musiał dać mi w pysk.- jest bardzo poważny.- Swoją drogą zachowujesz się jak starszy brat Seby.
-Trochę traktuję go jak brata. Chyba w jakiś sposób nas połączyłeś...
-Dobrze, że tylko w taki.- uśmiecha się.
-Kocham Agnes, a on kocha ciebie.- mówi Ricky.
-Wiem. Gdybym podejrzewał, że może chodzić o coś więcej nie pozwoliłbym ci się do niego zbliżyć.- przyznaje.- Potrafię bronić tego co moje.
-Wiem, że potrafisz.- uśmiecha się Ricky.
***
Piją razem kawę. Rozmawiają. Agnes i Ricky obserwują ich podczas rozmowy. Dostrzegają czułość z jaką Mark patrzy na swoją drugą połowę. Widzą to, jak Sebastian lgnie do męża. To co widzą potwierdza to co obydwoje myślą.
***
Jest zdenerwowany ponieważ Mark odebrał telefon od Jackoba. Odebrał choć jest późno, choć leżeli już w łóżku. Odebrał choć według niego nie musiał. A potem przeprosił i wyszedł z pokoju. Sebastian został. Postanowił poczekać, a potem zadać pytania, które nasuwały mu się na myśl. Jednak kiedy Marka nie było już 10 minut nie wytrzymał. Wstał, ubrał szlafrok i opuścił sypialnię.
-Jackob, to naprawdę nie jest rozmowa na teraz. Jest późno...- mówi Mark. Dostrzega wchodzącego męża.
-Daj mi telefon.- odzywa się Sebastian i zanim Mark reaguje on zabiera mu telefon, przykłada sobie do ucha.- Jackob, cześć. Sebastian z tej strony, mąż Marka.
-Cześć Sebastian.- odpowiada mężczyzna.
-Posłuchaj...- przerywa ponieważ mąż chce zabrać mu telefon. Nie pozwala mu.- Ja wiem, że próbujesz może się wdrożyć i uznałeś, że twoi pracownicy są dostępni 24h na dobę, ale jest późno, twoi pracownicy mają rodziny i prywatne życie. I telefony tej porze nie są na miejscu.
-Ja...
-Posłuchaj... Mój partner pracuje 8 godzin dziennie, potem zostaje na nadgodziny, a kiedy wraca i chce w końcu poświęcić mi czas dzwonisz. - mówi wprost.- On nie jest w pracy. Jest w domu, w łóżku, ze mną więc łaskawie rozłącz się, bo mnie nie wypada ponieważ ty dzwonisz i daj nam spokojnie spędzić ze sobą wolny czas i zadawaj te wszystkie pytania mojemu mężowi jutro w pracy, bo tam jest na to czas i miejsce. Dobranoc.- żegna się i rozłącza. A potem spogląda na swojego męża, który jest zdezorientowany i chyba trochę zły. Jednak Sebastian nie czuje się winny. Nie tym razem.
-Wyrzuci mnie.- mówi starszy.- Potrzebuję pracy.
-Wiem, ale mam go dość. Mam dość.- powtarza.-Nie mam już zamiaru tego znosić.- mówi stanowczo.- Nie pozwolę mu mi ciebie odebrać.Nie pozwolę.- powtarza. Mark przygląda mu się.- Nie pozwolę mu zniszczyć tego, co mamy. Nie po tym co przeszliśmy. Nie pozwolę Mark.- znów powtarza. Mark dostrzega coś dziwnego. Podchodzi i przytula Sebastiana. Przyciąga mocno do siebie i trzyma.
-Spokojnie.- mówi.
-Jak mogę być spokojny jak on jest wszędzie? Jest z tobą w pracy, na spotkaniach, na imprezach branżowych, później pojawia się w naszym domu, a jak teoretycznie go nie ma to dzwoni i z nim gadasz, kiedy powinieneś być ze mną!- podnosi głos i odsuwa się od męża.- Mam tego dość. Mam dość. Dość!
-Już w porządku.- próbuje uspokoić go. Sebastian jednak nie reaguje. Chce wyjść, ale Mark chce go zatrzymać.
-Seba...- dotyka jego ramienia.
-Zostaw.- słyszy.
-Przepraszam. Zapomniałem, że cie boli. Zostań.- prosi. Sebastian zatrzymuje się. Nie odwraca się jednak do Marka. Nie patrzy na niego. Bierze głęboki oddech.
-Jestem zazdrosny.- mówi.- Jestem niepewny, kiedy idziesz do pracy i spotykasz się z nim.- wyznaje.- Martwię się i boję, że w którymś momencie on zrobi coś, czym przekona cię, że jest lepszy.- kontynuuje, a Mark choć chce powiedzieć, że to totalne bzdury, to jednak postanawia posłuchać do końca.- Podobasz mu się. Widziałem jak na ciebie patrzył, kiedy odprowadził cię wtedy w nocy.
-Spójrz na mnie...- prosi Mark.
-Ufam ci, ale z drugiej strony w twoim życiu już kiedyś zdarzyła się taka sytuacja, że kochałeś kogoś do szaleństwa, a jednak uległeś komuś innemu.- nadal na niego nie patrzy.- Nie chcę tego przeżyć. Nie chcę, bo nie zniósłbym tego.- wyznaje.
-Czyli jednak do końca mi nie ufasz...
-Jemu nie ufam...
-Sebastian spójrz na mnie.- prosi ponownie.- Popatrz na mnie.- ponawia prośbę.
-Przepraszam...
-Nie przepraszaj. Cieszę się, że mówisz co czujesz.- mówi, a potem staje tak, że Sebastian nie może już uciec wzrokiem.- Jesteś moim wszystkim.- wyznaje Mark.- Wszystkim Sebastian.
-Więc chcę to czuć.- mówi młodszy.
-Nie czujesz?
-A kiedy ostatnio miałeś czas aby mi to okazać?- pada pytanie, a Mark nie ma pojęcia co odpowiedzieć. Więc nie mówi już jak bardzo Sebastian jest dla niego ważny. Po prostu mu to okazuje.
***
Sebastian jest w łóżku, kiedy on przygotowuje się do pracy. Śpi. Mark ubiera się obserwując kątem oka śpiącego męża. Uśmiecha się lekko, ponieważ Seba jest przystojnym mężczyzną. Uśmiecha się ponieważ ten przystojny facet jest jego. Uśmiecha się ponieważ czuje, że już wszystko jest lepiej. Kiedy chwilę później wraca z łazienki jego partner już nie śpi, ale ciągle leży w łóżku. Na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech na widok ukochanego.
-Dzień dobry.- mówi.
-Dzień dobry.- odpowiada młodszy ziewając.- Musisz już iść?
-Muszę. Ale ty prześpij się jeszcze.- odpowiada Mark.
-Pośpię.- zgadza się. Mark spogląda na zegarek i stwierdza, że powinien już wyjść. Podchodzi do łóżka, siada na nim,a potem żegna się z mężem.
-Do zobaczenia później.- mówi.
-Obiecaj, że nie wrócisz w nocy.- prosi młodszy.
-Nie wrócę w nocy. Porozmawiam z Jackobem. - obiecuje.
-Dobrze.
-Śpij.- zachęca. Zanim wstaje poprawia jeszcze kosmyki włosów ukochanego i przesuwa je tak, aby nie wchodziły Sebastianowi do oczu. Potem wychodzi. Nie spodziewa się tego, że jego druga połowa wstaje zaraz po tym jak on opuszcza dom. Sebastian ma coś do zrobienia. I ma zamiar zrealizować plan.
***
Wiem, że dużo Seby i Marka... ale tak musiało być :)
Nowości niebawem ;)
niedziela, 12 listopada 2017
67.Szklanka pełna bursztynowego płynu...
Nie ma pojęcia jak przeszli do takiej sytuacji. Nie mogą się z Sebą od kilku dni dogadać, spokojnie porozmawiać. Dzieje się tak od owego porannego telefonu jego szefa. Mark spędza w pracy więcej czasu ponieważ sytuacja tego wymaga. po przejęciu firmy przez nowego szefa trzeba pewne sprawy uporządkować. Wielu z pracowników poświęca swój prywatny czas. Nie rozumie więc zachowania swojego męża. Wie, że jest zazdrosny. Próbuje mu tłumaczyć, ale prawdą jest, że ma na to niewiele czasu ponieważ często pracuje cały dzień, a kiedy wraca Sebastiana albo nie ma, albo śpi. Rano wychodzi pobiegać, a kiedy wraca przeważnie się mijają w drzwiach.
Tego dnia ma wolne, ale w pewnym momencie jednak odbiera telefon od Jackoba, który prosi go, aby przywiózł mu pewne dokumenty na spotkanie, które poprzedniego dnia wziął. Ubiera się po czym wchodzi do kuchni gdzie przebywa jego mąż.
-Pięknie pachnie.- mówi.- Czy to mój ulubiony gulasz?- pyta uśmiechając się. Sebastian spogląda na niego i dostrzega, że jest ubrany do wyjścia. I Mark zauważa, że w tym momencie zmienia się jego mina i znika błysk z oczu, który jeszcze chwilę wcześniej w nich był.
-Dokąd idziesz?- pada pytanie, a on wie, że jeśli powie, że musi pojechać na spotkanie z Jackobem, nawet krótkie, Seba się wścieknie. Ma już powiedzieć, ze na zakupy, ale nie robi tego. Kiedyś obiecali sobie szczerość. Kiedyś już kogoś stracił. Nie chce powtarzać błędu.
-Jackob... mam dokumenty, które są mu potrzebne...- mówi patrząc na męża i widząc jak robi się smutny.- Sebastian... ja pojadę, zostawię je i wracam do ciebie. Naprawdę zaraz wrócę. Max pół godziny mnie nie będzie.- mówi mu.
-Nie wierzę, on... na pewno znajdzie ci jakieś zajęcie i znów będziesz tam kilka godzin, a dziś masz wolny dzień.- mówi w końcu młodszy. - Praktycznie się mijamy. Nie wiem... Ja nie wiem jak to będzie, ale mam dość... Mark, mam dość.- powtarza.
-Muszę pracować.- mówi starszy.- To nie tak, że zostaję tam sam. Wiele osób zostaje po godzinach, musimy pomóc mu ogarnąć wszystko. Dopiero niedawno się pojawił,trochę potrwa zanim się wdroży. Musi poznać dokładnie wszystko, a my mamy obowiązek przygotować wszystko, co zechce. To nasz szef...
-Wiem, ale nie podoba mi się to, że tak szybko zaczął traktować cię jakbyście znali się od lat.
-Jesteś dla mnie najważniejszy...- wyznaje Mark.- Wiesz o tym.
-On mi się nie podoba. Mark, ja...
-Jesteś zazdrosny.- mówi starszy.- Nic na to nie poradzę. Sam musisz nad tym zapanować, Seba. Nie umiem cię przekonać, że on to on, ja to ja- osobno. - przekonuje.- Naprawdę muszę pojechać. Wrócę jak tylko oddam mu dokumenty. Najszybciej jak się da.- obiecuje.- Poczekasz na mnie?- pyta, a Sebastian niepewnie się uśmiecha, co jest zachętą dla Marka. Dlatego podchodzi do swojego męża, po czym obejmuje Sebę i przytula do siebie, a potem muska jego usta, po czym wychodzi z mieszkania. A Sebastian zostaje i bije się z myślami. I ciągle zerka na zegarek. Czeka.
***
-Jackob, proszę cię. Nie jestem przygotowany, a poza tym mam dzisiaj wolne. Obiecałem mojemu mężowi, że zaraz wrócę...
-Przepraszam, ale naprawdę jesteś mi potrzebny na tym spotkaniu. To najwyżej godzina czasu. Będę ci bardzo wdzięczny, ty odpowiesz na każde ich pytanie, znasz temat lepiej niż ja.- spogląda na niego. Mark wie, że Sebastian na niego czeka, wie, że jeśli go zawiedzie tamten będzie wściekły. Spogląda na telefon. - Zadzwoń do niego, a jak nie to ja za dzwonię i z nim porozmawiam.- proponuje Jackob.
-Ja to zrobię.- odpowiada natychmiast nie chcąc narazić Sebastiana na kolejną rozmowę ze swoim szefem. Nie chce zaognić sytuacji. Więc odchodzi na bok, wybiera numer do męża i czeka.
-Czekam na ciebie.- mówi Sebastian zaraz po odebraniu połączenia.- Gdzie jesteś?- pyta. Mark słyszy przez telefon, że tamten się uśmiecha.
-Skarbie...- zaczyna.- Poproszono mnie o to, abym uczestniczył w spotkaniu. Znam najlepiej temat, a ci panowie mają sporo pytań. Jackob się przygotował, ale zależy mu, aby oni się zdecydowali i poprosił...
-Wiedziałem...- wzdycha po drugiej stronie Seba.
-Przepraszam, to potrwa najwyżej godzinę. Wynagrodzę ci to.-obiecuje.- Zrozum... jestem między młotem a kowadłem. Jesteś dla mnie najważniejszy, ale zależy mi na pracy ponieważ wiesz, że...
-Wiem. W porządku.
-Seba...
-Idź na spotkanie. Na pewno czekają.
-Wrócę najszybciej jak będę mógł.- powtarza.- Przepraszam... Nie słyszy już nic. Sebastian po prostu się rozłącza. Siedzi przy stole i patrzy na nakrycia, które przygotował. Słyszy jak piekarnik dzwoni i idzie go wyłączyć. A potem nakłada sobie posiłek na talerz i zaczyna jeść. Jednak rezygnuje, bo stracił apetyt. Sprząta swoje nakrycie, a nakrycie Marka zostawia nietknięte. Przebiera się, bierze klucze, a potem wychodzi.
***
Kiedy wraca do domu zastaje puste mieszkanie. A pozostawione nakrycie na stole utwierdza go w przekonaniu, że Sebastian czekał i liczył, że razem zjedzą posiłek. W kuchni dostrzega pozostawione na talerzu jedzenie, wie, że Sebastian nie zjadł posiłku. Spogląda na swój telefon i wybiera po raz kolejny numer do męża licząc, że włączył telefon. Niestety po raz kolejny włącza się poczta głosowa. Nie ma pojęcia gdzie ma go szukać, jest pewien, że nie jest w miejscu, w którym lubią bywać razem. Jest pewien, że skoro wyłączył telefon to nie chce być znaleziony. Chce dać mu chwilę, której najwyraźniej potrzebuje, ale z drugiej strony się martwi ponieważ po tym jak Sebastian został pobity unikał samotnych wyjść tym bardziej wieczornych. A jeśli już wychodził to zawsze miał włączony telefon. Mark zawsze wiedział gdzie jest. Tym razem jest inaczej. Nie ma pojęcia dokąd udał się jego mąż, a telefon milczy. Postanawia po prostu poczekać, ale z drugiej nie umie usiąść spokojnie i po prostu czekać. Kiedy mija godzina od jego przyjazdu do domu jego już nosi. Nie może usiedzieć w miejscu, zastanawia się do kogo ma zadzwonić, z kim Sebastian mógł chcieć się spotkać. I jest pewien, że w tej sytuacji z nikim. Wie dobrze, że mają niewielu znajomych takich z którymi jego mąż chciałby rozmawiać na temat ich problemów. Jest Ricky, któremu Seba ufa i z którym w pewnym sensie się zaprzyjaźnił, ale z drugiej strony wie także, że Ricky miał być tego dnia poza miastem. Przynajmniej mu się tak wydaje. Jednak dzwoni do niego po dwóch godzinach bezczynnego siedzenia w domu. Ricky odbiera po kilku sygnałach.
-Cześć Mark.-wita się z nim zatrzymując się na skrzyżowaniu.
-Cześć Ricky.- odpowiada.- Przeszkadzam ci?- pyta.- Jeśli nie masz czasu rozmawiać to mi powiedz...-dodaje.
-Spoko, mam czas. Jadę samochodem, ale mam słuchawkę w uchu więc spoko. Co tam?- pyta, bo wie, że Mark nie dzwoni bez powodu. Zresztą słyszy w jego głosie niepokój. Po tylu latach nadal bezbłędnie potrafi odczytywać jego emocje po tonie głosu.
-Wracasz dopiero do domu tak?- pada następne pytanie.
-Tak. Miałem wrócić wcześniej, ale niestety się przeciągnęło. Agnes nie była zadowolona, ale trudno. Praca to praca.- kwituje.- Dlaczego pytasz?
-Myślałem, że przyjechałeś wcześniej i może...- przerywa.- To bez sensu...- wzdycha.
-Co jest bez sensu?- pyta Ricky.- Nie rozumiem, Mark. Powiedz mi o co chodzi i czym się martwisz, bo się martwisz. Chodzi o Sebę?
-Tak, myślałem, ze może poszedł do ciebie, albo zadzwonił. Ale skoro ciebie nie ma to ta opcja odpada.- mówi cicho.
-Co się stało? Konkretnie.
-Nie ważne...
-Ważne, skoro szukasz Sebastiana i się martwisz. I zadzwoniłeś do mnie. Jeśli już zadzwoniłeś to możemy pogadać prawda?- mówi Ricky. Mark mówi mu w skrócie co się stało. A Ricky domyśla się, że Sebastian może wyczuwać coś, czego jeszcze nie czuje Mark. Może dostrzegać coś, czego Mark jeszcze nie widzi, lub nie chce widzieć.- Myślę, że poszedł po prostu na drina. Wróci.- mówi Ricky.
-Wiem, że wróci, ale i tak się martwię. Po tym pobiciu...
-Nic mu się nie stanie, ale ja na twoim miejscu zająłbym się sprawą szefa. Sebastian ma rację Mark...- zwraca mu uwagę.
-Mówiłem ci jak to wygląda, to praca...
-Dla niego wygląda zgoła inaczej. I powiem ci jeszcze jedno... ma rację. Sebastian nie jest obsesyjnie zazdrosny obstawiam. I skoro teraz się przejmuje to znaczy, że coś może być na rzeczy. Zresztą ty na jego miejscu również byś tak do tego podszedł...
-Jak się komuś ufa...- zaczyna Mark, ale Ricky mu przerywa śmiechem.
-Tylko mi nie mów, że jak się komuś ufa to podchody żadnego faceta nie powinny robić na nas wrażenia, tak? To przypomnij sobie siebie parę lat temu, Mark.- przypomina mu, a Mark od razu wie o czym tamten mówi.-Wiesz o czym mówię prawda?
-Wiem...- przyznaje starszy.
-No i właśnie. - kwituje dziennikarz.
-Oki. Masz rację.- przyznaje starszy, ma zamiar jeszcze coś dodać, ale słyszy jak drzwi do mieszkania się otwierają.- Poczekaj moment, chyba przyszedł.- mówi do telefonu po czym idzie do przedpokoju. Dostrzega w nim Sebę, który próbuje ściągnąć buty, trochę nieudolnie, ale w końcu mu się udaje. Kiedy kończy prostuje się i widzi Marka z telefonem przy uchu.
-Gdzie byłeś?- pyta. Sebastian nie odpowiada na pytanie. Mówi za to coś innego.
-Znowu z nim rozmawiasz?- pyta.- Czego tym razem chce? Znowu musisz przywieźć mu papiery, czy ponownie jechać poświęcając swój wolny dzień? No tak, to twój szef... Musisz... Bo tylko ty pracujesz...- dodaje, po czym chce obok niego przejść, ale zatacza się trochę.
-Myślałem, że jesteś wstawiony, ale ty jesteś pijany.- mówi Mark.
-Może i jestem...- przyznaje Sebastian.- Nie przeszkadzajcie sobie w rozmowie...- wskazuje na telefon.
-Rozmawiam z Rickym, wiesz?- odpowiada starszy po czym pokazuje mu wyświetlacz. Przykłada telefon do ucha.- Ricky, przepraszam, ale muszę się nim zająć. Dzięki. Na razie.- żegna się.
-W porządku. Zajmij się nim i jakoś załatw tą sprawę z szefem, bo twój facet jest ważniejszy niż jakiś koleś, który robi podchody, a jako, że nie jesteś zainteresowany to nawet na to nie zwracasz uwagi. - kwituje.- Powiedz swojemu facetowi, że mówię mu cześć. I przypomnij, że mieliśmy iść na piwo.
-Przekażę... Na razie.
-Trzymajcie się.- żegnają się po czym Mark się rozłącza. Idzie do sypialni, bo tam udał się jego mąż. Kiedy się tam pojawia Sebastian siłuje się z guzikami od koszuli. Ma rozpięty pasek jeansów i próbuje odpiąć sobie guziki. Podchodzi i ma zamiar mu pomóc, ale on go odtrąca. Jest zaskoczony reakcją partnera, próbuje ponownie, ale znowu go odtrąca.
-Jego też dotykałeś?- mówi niewyraźnie młodszy.
- O czym mówisz?
- Już cię uwiódł czy jeszcze nie uległeś jego urokowi, hmm?- spogląda na męża. Mark dostrzega, że oczy Seby niebezpiecznie błyszczą, są smutne, bardzo smutne. Nie chce by tak było.
-Sebastian mówiłem ci tysiąc razy, że to jest mój szef. Nikt mnie nie uwodził.- tłumaczy cierpliwie.- Pomogę ci.- proponuje.
-Nie, zostaw.- robi krok do tyłu, potyka się o dywanik i o mało się nie przewraca, ale Mark w porę go łapie i tym samym udaje mu się utrzymać równowagę. W sumie nie wypił dużo, ale był głodny więc jest bardziej pijany niż normalnie po wypiciu takiej ilości alkoholu.
-Sebastian jesteś jedyną osobą w moim życiu z którą chcę być w każdy możliwy sposób. Nikt inny mnie nie interesuje. Mówię ci to ciągle i jeśli będzie potrzeba powiem jeszcze tysiąc razy. Nie interesuje mnie Jackob. Nie wiem czy robi do mnie podchody czy nie, bo nie zwracam na to uwagi. Nie musisz czuć się zagrożony. Nie musisz być zazdrosny. Nie musisz się martwić. - zapewnia go, a Sebastian patrzy na niego milcząc, a potem udaje mu się jedynie wyszeptać dwa słowa.
-Zaraz zwymiotuję.
-Chodź.- mówi jedynie Mark, po czym pomaga mu dostać się do łazienki. Sebastian klęka przy muszli klozetowej i wymiotuje. Mark gładzi go po łopatce, a potem kiedy Seba przestaje i wstaje Mark spogląda na niego. Nic już nie mówi, po prostu na niego patrzy. Przez chwilę milczą, a potem Mark włącza wodę pod prysznicem, ustawia tak, aby płynęła odpowiednio ciepła woda, po czym spogląda na swojego męża i podchodzi do niego. Bez słowa rozpina mu guziki koszuli, a ten mu na to pozwala.
-Z resztą sobie poradzisz czy mam ci pomóc?- pyta.
-Kręci mi się w głowie...- odpowiada młodszy.- Chcę iść spać.- marudzi.
-Musisz na moment wejść pod prysznic. Poczujesz się lepiej. Potem się położysz...- mówi.
- Pomożesz mi?- pyta, bo coraz bardziej kręci mu się w głowie. Mark uśmiecha się tylko. Chwilę później Sebastian jest już w łóżku. Zasypia zaraz po tym jak przykłada głowę do poduszki. Mark wiesza ręczniki Seby na suszarce, a potem sam idzie pod prysznic. Kiedy zjawia się w sypialni i kładzie do łóżka spogląda na swoją drugą połowę śpiącą spokojnie po prawej stronie. Uśmiecha się dotykając jeszcze nie do końca wyschniętych włosów swojego męża. Patrzy na niego i zastanawia się ile jeszcze razy będzie musiał tłumaczyć mu, że nie interesują go zamiary jego szefa o ile tamten jakiekolwiek ma wobec niego.Wie jednak, że będzie tłumaczył do skutku.
***
Ma potworny ból głowy kiedy się budzi. na nocnym stoliku dostrzega tabletkę i szklankę wody. Oczywiście czym prędzej wkłada ją do ust popijając obficie.Potem odkłada szklankę na stolik. Patrzy na zegarek stojący przy łóżku. Jest godzina 9:06. Domyśla się, że Mark już dawno jest w pracy. Zamyka oczy i próbuje sobie coś przypomnieć z poprzedniego wieczoru, lub raczej nocy. Przypomina sobie zręczne palce odpinające mu koszulę. Palce jego partnera. Pamięta jego ciepłą dłoń na jego plecach. Pamięta ich rozmowę po jego powrocie do domu. Pamięta jak był zazdrosny myśląc, że znów rozmawia z szefem. A potem pamięta czułe spojrzenie męża próbującego wytłumaczyć mu, że nikt nie jest w stanie zając jego miejsca. I znów troskę z jaką się nim obchodził. I cierpliwość z jaką próbował mu tłumaczyć całą sytuację. Postanawia porozmawiać z Markiem po jego powrocie z pracy.Postanawia spróbować wyzbyć się zazdrości, przecież ufa swojemu partnerowi.
***
-Nie mogę iść.- mówi ponieważ jest pewien, że to nie wyjdzie na dobre jego związkowi. Znów jednak zostaje postawiony pod ścianą ponieważ od tego zależy wyjście jego koleżanki z pracy, a jej bardzo zależy. Więc jedzie do domu, na tyle ile może tłumaczy Sebie sytuację, a ten jest bardzo milczący. Praktycznie się nie odzywa, przytakuje tylko, oddaje też pocałunek więc Mark wie, że nie jest zły, albo umiejętnie walczy ze złością. Nie ma czasu na rozmowę, żegna się po czym wychodzi z domu ponieważ musi jeszcze pojechać po koleżankę. Założenie ma takie, iż pojedzie na chwilę, a potem wróci. Nie zakłada, że zostanie do końca.
***
Trzyma się słów, które wypowiedział Mark. Patrzy na zegarek i na początku nie wydaje mu się, że jest późno. 2- 3 godziny- brzmią mi słowa Marka w uszach. Czeka. Nie kładzie się spać. Chce porozmawiać z mężem, obiecał to sobie, ale nie mógł tego zrobić ponieważ jego partner musiał wyjść. Chce jednak odbyć tę rozmowę tej nocy. Wyjaśnić wszystko. Spróbować uporządkować.
Mijają dwie godziny, a Mark nie pojawia się w domu. Mijają trzy- nadal go nie ma. Potem mu się dłuży. Jest zmęczony, ale czeka. Jest 1 w nocy kiedy słyszy przekręcanie klucza w zamku. Podnosi się z kanapy i idzie do przedpokoju. Ma na sobie jedynie koszulkę i bokserki. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy w drzwiach nie staje sam Mark. Kiedy widzi, że to Jackob przyprowadził jego męża, który jest pewien wypił za dużo na początku myśli o tym, że nie jest ubrany odpowiednio, że tamten na niego patrzy.
-Sebastian...- mówi Mark patrząc na niego.- Przepraszam, ale... Naprawdę nie wypiłem dużo, po prostu skusiłem się na koniec na drinka...
-Pomieszał po prostu. Jechaliśmy jedną taksówką, jak wysiadając się zatoczył bałem się, czy dojdzie do domu. Stąd moja obecność.- tłumaczy Jackob.- Przepraszam za najście i dobranoc.
-Dzięki stary.- mówi Mark.
-Nie ma za co. Dobranoc.
-Dobranoc.- odpowiada Sebastian. Zamyka drzwi za szefem swojego męża. Kiedy wraca Mark jest w tym samym miejscu. Patrzą na siebie. Sebastian ma zamiar iść do sypialni, wydaje mu się, że Mark nie jest jakoś strasznie pijany. Zna go dobrze. Mark jednak łapie go za nadgarstek.
-Seba...- wzdycha.
-Idź spać.- mówi mu.- Ja idę spać.- dodaje.
-Ale sypialnia jest tam...- wskazuje.
-Będę spać na kanapie.- odpowiada młodszy.
-Nie ma mowy.- protestuje Mark. Znów łapie go za nadgarstek i trzyma mocno, choć Sebastian chce go wyrwać. Nie udaje mu się jednak.
-Puść mnie.- mówi patrząc na męża.
-Dlaczego tak mnie traktujesz?- pada pytanie.- Ja jakoś ostatnio nie uciekałem od ciebie na kanapę, zająłem się tobą... A ty chcesz mnie zostawić...- mówi.
Rozmowa przeradza się w kłótnię. Coraz głośniejszą. Właściwie nigdy im się to nie zdarzyło. Nawet po pijanemu. To pierwszy raz. Sebastian chce w końcu odejść, ale Mark łapie go za ramię. Mocniej niż powinien. Seba czuje na ramieniu ból ponieważ palce Marka trzymają go mocno.
-To mnie boli.- mówi podniesionym głosem.
-A mnie boli to, że ciągle muszę się tłumaczyć, że ciągle mi nie ufasz!- odpowiada mu Mark.- Mam już tego dość.
Potem jest potok słów. I palce mocno trzymające ramię, zbyt mocno, próbujące zatrzymać. A potem trzaśnięcie drzwiami.
***
Słyszy dzwonek telefonu. Nie ma komórki w pokoju. Najdelikatniej jak może podnosi się z łóżka, tak aby nie obudzić Agnes. Zanim udaje mu się znaleźć telefon on przestaje dzwonić. Jednak patrzy na wyświetlacz i wybiera numer.
-Hej, co się dzieje?- pyta.
-Jestem przy drzwiach wejściowych.- mówi tylko, a Ricky nic już nie mówi, a jedynie otwiera mu. Bez słowa wpuszcza do środka. Kiedy zamyka drzwi, patrzy na gościa. Nie ma pojęcia czy tamten chce rozmawiać. Czeka co powie.- Nie miałem dokąd pójść. Hotel odpada, bo nie wziąłem z domu portfela, a naprawdę jesteście moimi jedynymi przyjaciółmi...- mówi nie do końca patrząc na Ricky'ego. Jest mu wstyd. Właściwie nie powinno, ale jednak jest.
-Powiedz mi...Wszystko w porządku?- pyta lustrując go wzrokiem. Nie ma pojęcia co się wydarzyło, że się zjawił. Patrzy na niego szukając jakiejś oznaki dyskomfortu.
-Tak, ja...- nie wie co ma powiedzieć. Coś powinien, ale nie chce opowiadać, nie chce rozmawiać, nie w tym momencie. Jest zmęczony i śpiący.-Ja po prostu nie mogłem zostać w domu...- podnosi wzrok i patrzy Ricky'emu w oczy.- Nie dzisiaj...-Czy...- ma zamiar zapytać, ale czuje dłoń Ricky'ego na swoim ramieniu. Wzdryga się lekko, co nie umyka uwadze chłopaka.
-Chodź, dam Ci pościel...- odpowiada.
-Wystarczy jakiś koc... - protestuje.- Nie przejmuj się mną...
-Seba, proszę cię.- mówi.- Chodź ze mną.- namawia go. Chwilę później, kiedy łóżko jest posłane Ricky ma wyjść z pokoju, w którym ma spać Sebastian. Zatrzymują go jednak jego słowa.
-Dziękuję i przepraszam za najście.- mówi, a Ricky spogląda na niego.
-Dobrze, że przyszedłeś.- odpowiada. Nie rozmawiają o tym co się stało. To nie jest odpowiedni czas na rozmowę.
***
Mały bonusik :)
Musiałam to napisać, po prostu musiałam.
Tego dnia ma wolne, ale w pewnym momencie jednak odbiera telefon od Jackoba, który prosi go, aby przywiózł mu pewne dokumenty na spotkanie, które poprzedniego dnia wziął. Ubiera się po czym wchodzi do kuchni gdzie przebywa jego mąż.
-Pięknie pachnie.- mówi.- Czy to mój ulubiony gulasz?- pyta uśmiechając się. Sebastian spogląda na niego i dostrzega, że jest ubrany do wyjścia. I Mark zauważa, że w tym momencie zmienia się jego mina i znika błysk z oczu, który jeszcze chwilę wcześniej w nich był.
-Dokąd idziesz?- pada pytanie, a on wie, że jeśli powie, że musi pojechać na spotkanie z Jackobem, nawet krótkie, Seba się wścieknie. Ma już powiedzieć, ze na zakupy, ale nie robi tego. Kiedyś obiecali sobie szczerość. Kiedyś już kogoś stracił. Nie chce powtarzać błędu.
-Jackob... mam dokumenty, które są mu potrzebne...- mówi patrząc na męża i widząc jak robi się smutny.- Sebastian... ja pojadę, zostawię je i wracam do ciebie. Naprawdę zaraz wrócę. Max pół godziny mnie nie będzie.- mówi mu.
-Nie wierzę, on... na pewno znajdzie ci jakieś zajęcie i znów będziesz tam kilka godzin, a dziś masz wolny dzień.- mówi w końcu młodszy. - Praktycznie się mijamy. Nie wiem... Ja nie wiem jak to będzie, ale mam dość... Mark, mam dość.- powtarza.
-Muszę pracować.- mówi starszy.- To nie tak, że zostaję tam sam. Wiele osób zostaje po godzinach, musimy pomóc mu ogarnąć wszystko. Dopiero niedawno się pojawił,trochę potrwa zanim się wdroży. Musi poznać dokładnie wszystko, a my mamy obowiązek przygotować wszystko, co zechce. To nasz szef...
-Wiem, ale nie podoba mi się to, że tak szybko zaczął traktować cię jakbyście znali się od lat.
-Jesteś dla mnie najważniejszy...- wyznaje Mark.- Wiesz o tym.
-On mi się nie podoba. Mark, ja...
-Jesteś zazdrosny.- mówi starszy.- Nic na to nie poradzę. Sam musisz nad tym zapanować, Seba. Nie umiem cię przekonać, że on to on, ja to ja- osobno. - przekonuje.- Naprawdę muszę pojechać. Wrócę jak tylko oddam mu dokumenty. Najszybciej jak się da.- obiecuje.- Poczekasz na mnie?- pyta, a Sebastian niepewnie się uśmiecha, co jest zachętą dla Marka. Dlatego podchodzi do swojego męża, po czym obejmuje Sebę i przytula do siebie, a potem muska jego usta, po czym wychodzi z mieszkania. A Sebastian zostaje i bije się z myślami. I ciągle zerka na zegarek. Czeka.
***
-Jackob, proszę cię. Nie jestem przygotowany, a poza tym mam dzisiaj wolne. Obiecałem mojemu mężowi, że zaraz wrócę...
-Przepraszam, ale naprawdę jesteś mi potrzebny na tym spotkaniu. To najwyżej godzina czasu. Będę ci bardzo wdzięczny, ty odpowiesz na każde ich pytanie, znasz temat lepiej niż ja.- spogląda na niego. Mark wie, że Sebastian na niego czeka, wie, że jeśli go zawiedzie tamten będzie wściekły. Spogląda na telefon. - Zadzwoń do niego, a jak nie to ja za dzwonię i z nim porozmawiam.- proponuje Jackob.
-Ja to zrobię.- odpowiada natychmiast nie chcąc narazić Sebastiana na kolejną rozmowę ze swoim szefem. Nie chce zaognić sytuacji. Więc odchodzi na bok, wybiera numer do męża i czeka.
-Czekam na ciebie.- mówi Sebastian zaraz po odebraniu połączenia.- Gdzie jesteś?- pyta. Mark słyszy przez telefon, że tamten się uśmiecha.
-Skarbie...- zaczyna.- Poproszono mnie o to, abym uczestniczył w spotkaniu. Znam najlepiej temat, a ci panowie mają sporo pytań. Jackob się przygotował, ale zależy mu, aby oni się zdecydowali i poprosił...
-Wiedziałem...- wzdycha po drugiej stronie Seba.
-Przepraszam, to potrwa najwyżej godzinę. Wynagrodzę ci to.-obiecuje.- Zrozum... jestem między młotem a kowadłem. Jesteś dla mnie najważniejszy, ale zależy mi na pracy ponieważ wiesz, że...
-Wiem. W porządku.
-Seba...
-Idź na spotkanie. Na pewno czekają.
-Wrócę najszybciej jak będę mógł.- powtarza.- Przepraszam... Nie słyszy już nic. Sebastian po prostu się rozłącza. Siedzi przy stole i patrzy na nakrycia, które przygotował. Słyszy jak piekarnik dzwoni i idzie go wyłączyć. A potem nakłada sobie posiłek na talerz i zaczyna jeść. Jednak rezygnuje, bo stracił apetyt. Sprząta swoje nakrycie, a nakrycie Marka zostawia nietknięte. Przebiera się, bierze klucze, a potem wychodzi.
***
Kiedy wraca do domu zastaje puste mieszkanie. A pozostawione nakrycie na stole utwierdza go w przekonaniu, że Sebastian czekał i liczył, że razem zjedzą posiłek. W kuchni dostrzega pozostawione na talerzu jedzenie, wie, że Sebastian nie zjadł posiłku. Spogląda na swój telefon i wybiera po raz kolejny numer do męża licząc, że włączył telefon. Niestety po raz kolejny włącza się poczta głosowa. Nie ma pojęcia gdzie ma go szukać, jest pewien, że nie jest w miejscu, w którym lubią bywać razem. Jest pewien, że skoro wyłączył telefon to nie chce być znaleziony. Chce dać mu chwilę, której najwyraźniej potrzebuje, ale z drugiej strony się martwi ponieważ po tym jak Sebastian został pobity unikał samotnych wyjść tym bardziej wieczornych. A jeśli już wychodził to zawsze miał włączony telefon. Mark zawsze wiedział gdzie jest. Tym razem jest inaczej. Nie ma pojęcia dokąd udał się jego mąż, a telefon milczy. Postanawia po prostu poczekać, ale z drugiej nie umie usiąść spokojnie i po prostu czekać. Kiedy mija godzina od jego przyjazdu do domu jego już nosi. Nie może usiedzieć w miejscu, zastanawia się do kogo ma zadzwonić, z kim Sebastian mógł chcieć się spotkać. I jest pewien, że w tej sytuacji z nikim. Wie dobrze, że mają niewielu znajomych takich z którymi jego mąż chciałby rozmawiać na temat ich problemów. Jest Ricky, któremu Seba ufa i z którym w pewnym sensie się zaprzyjaźnił, ale z drugiej strony wie także, że Ricky miał być tego dnia poza miastem. Przynajmniej mu się tak wydaje. Jednak dzwoni do niego po dwóch godzinach bezczynnego siedzenia w domu. Ricky odbiera po kilku sygnałach.
-Cześć Mark.-wita się z nim zatrzymując się na skrzyżowaniu.
-Cześć Ricky.- odpowiada.- Przeszkadzam ci?- pyta.- Jeśli nie masz czasu rozmawiać to mi powiedz...-dodaje.
-Spoko, mam czas. Jadę samochodem, ale mam słuchawkę w uchu więc spoko. Co tam?- pyta, bo wie, że Mark nie dzwoni bez powodu. Zresztą słyszy w jego głosie niepokój. Po tylu latach nadal bezbłędnie potrafi odczytywać jego emocje po tonie głosu.
-Wracasz dopiero do domu tak?- pada następne pytanie.
-Tak. Miałem wrócić wcześniej, ale niestety się przeciągnęło. Agnes nie była zadowolona, ale trudno. Praca to praca.- kwituje.- Dlaczego pytasz?
-Myślałem, że przyjechałeś wcześniej i może...- przerywa.- To bez sensu...- wzdycha.
-Co jest bez sensu?- pyta Ricky.- Nie rozumiem, Mark. Powiedz mi o co chodzi i czym się martwisz, bo się martwisz. Chodzi o Sebę?
-Tak, myślałem, ze może poszedł do ciebie, albo zadzwonił. Ale skoro ciebie nie ma to ta opcja odpada.- mówi cicho.
-Co się stało? Konkretnie.
-Nie ważne...
-Ważne, skoro szukasz Sebastiana i się martwisz. I zadzwoniłeś do mnie. Jeśli już zadzwoniłeś to możemy pogadać prawda?- mówi Ricky. Mark mówi mu w skrócie co się stało. A Ricky domyśla się, że Sebastian może wyczuwać coś, czego jeszcze nie czuje Mark. Może dostrzegać coś, czego Mark jeszcze nie widzi, lub nie chce widzieć.- Myślę, że poszedł po prostu na drina. Wróci.- mówi Ricky.
-Wiem, że wróci, ale i tak się martwię. Po tym pobiciu...
-Nic mu się nie stanie, ale ja na twoim miejscu zająłbym się sprawą szefa. Sebastian ma rację Mark...- zwraca mu uwagę.
-Mówiłem ci jak to wygląda, to praca...
-Dla niego wygląda zgoła inaczej. I powiem ci jeszcze jedno... ma rację. Sebastian nie jest obsesyjnie zazdrosny obstawiam. I skoro teraz się przejmuje to znaczy, że coś może być na rzeczy. Zresztą ty na jego miejscu również byś tak do tego podszedł...
-Jak się komuś ufa...- zaczyna Mark, ale Ricky mu przerywa śmiechem.
-Tylko mi nie mów, że jak się komuś ufa to podchody żadnego faceta nie powinny robić na nas wrażenia, tak? To przypomnij sobie siebie parę lat temu, Mark.- przypomina mu, a Mark od razu wie o czym tamten mówi.-Wiesz o czym mówię prawda?
-Wiem...- przyznaje starszy.
-No i właśnie. - kwituje dziennikarz.
-Oki. Masz rację.- przyznaje starszy, ma zamiar jeszcze coś dodać, ale słyszy jak drzwi do mieszkania się otwierają.- Poczekaj moment, chyba przyszedł.- mówi do telefonu po czym idzie do przedpokoju. Dostrzega w nim Sebę, który próbuje ściągnąć buty, trochę nieudolnie, ale w końcu mu się udaje. Kiedy kończy prostuje się i widzi Marka z telefonem przy uchu.
-Gdzie byłeś?- pyta. Sebastian nie odpowiada na pytanie. Mówi za to coś innego.
-Znowu z nim rozmawiasz?- pyta.- Czego tym razem chce? Znowu musisz przywieźć mu papiery, czy ponownie jechać poświęcając swój wolny dzień? No tak, to twój szef... Musisz... Bo tylko ty pracujesz...- dodaje, po czym chce obok niego przejść, ale zatacza się trochę.
-Myślałem, że jesteś wstawiony, ale ty jesteś pijany.- mówi Mark.
-Może i jestem...- przyznaje Sebastian.- Nie przeszkadzajcie sobie w rozmowie...- wskazuje na telefon.
-Rozmawiam z Rickym, wiesz?- odpowiada starszy po czym pokazuje mu wyświetlacz. Przykłada telefon do ucha.- Ricky, przepraszam, ale muszę się nim zająć. Dzięki. Na razie.- żegna się.
-W porządku. Zajmij się nim i jakoś załatw tą sprawę z szefem, bo twój facet jest ważniejszy niż jakiś koleś, który robi podchody, a jako, że nie jesteś zainteresowany to nawet na to nie zwracasz uwagi. - kwituje.- Powiedz swojemu facetowi, że mówię mu cześć. I przypomnij, że mieliśmy iść na piwo.
-Przekażę... Na razie.
-Trzymajcie się.- żegnają się po czym Mark się rozłącza. Idzie do sypialni, bo tam udał się jego mąż. Kiedy się tam pojawia Sebastian siłuje się z guzikami od koszuli. Ma rozpięty pasek jeansów i próbuje odpiąć sobie guziki. Podchodzi i ma zamiar mu pomóc, ale on go odtrąca. Jest zaskoczony reakcją partnera, próbuje ponownie, ale znowu go odtrąca.
-Jego też dotykałeś?- mówi niewyraźnie młodszy.
- O czym mówisz?
- Już cię uwiódł czy jeszcze nie uległeś jego urokowi, hmm?- spogląda na męża. Mark dostrzega, że oczy Seby niebezpiecznie błyszczą, są smutne, bardzo smutne. Nie chce by tak było.
-Sebastian mówiłem ci tysiąc razy, że to jest mój szef. Nikt mnie nie uwodził.- tłumaczy cierpliwie.- Pomogę ci.- proponuje.
-Nie, zostaw.- robi krok do tyłu, potyka się o dywanik i o mało się nie przewraca, ale Mark w porę go łapie i tym samym udaje mu się utrzymać równowagę. W sumie nie wypił dużo, ale był głodny więc jest bardziej pijany niż normalnie po wypiciu takiej ilości alkoholu.
-Sebastian jesteś jedyną osobą w moim życiu z którą chcę być w każdy możliwy sposób. Nikt inny mnie nie interesuje. Mówię ci to ciągle i jeśli będzie potrzeba powiem jeszcze tysiąc razy. Nie interesuje mnie Jackob. Nie wiem czy robi do mnie podchody czy nie, bo nie zwracam na to uwagi. Nie musisz czuć się zagrożony. Nie musisz być zazdrosny. Nie musisz się martwić. - zapewnia go, a Sebastian patrzy na niego milcząc, a potem udaje mu się jedynie wyszeptać dwa słowa.
-Zaraz zwymiotuję.
-Chodź.- mówi jedynie Mark, po czym pomaga mu dostać się do łazienki. Sebastian klęka przy muszli klozetowej i wymiotuje. Mark gładzi go po łopatce, a potem kiedy Seba przestaje i wstaje Mark spogląda na niego. Nic już nie mówi, po prostu na niego patrzy. Przez chwilę milczą, a potem Mark włącza wodę pod prysznicem, ustawia tak, aby płynęła odpowiednio ciepła woda, po czym spogląda na swojego męża i podchodzi do niego. Bez słowa rozpina mu guziki koszuli, a ten mu na to pozwala.
-Z resztą sobie poradzisz czy mam ci pomóc?- pyta.
-Kręci mi się w głowie...- odpowiada młodszy.- Chcę iść spać.- marudzi.
-Musisz na moment wejść pod prysznic. Poczujesz się lepiej. Potem się położysz...- mówi.
- Pomożesz mi?- pyta, bo coraz bardziej kręci mu się w głowie. Mark uśmiecha się tylko. Chwilę później Sebastian jest już w łóżku. Zasypia zaraz po tym jak przykłada głowę do poduszki. Mark wiesza ręczniki Seby na suszarce, a potem sam idzie pod prysznic. Kiedy zjawia się w sypialni i kładzie do łóżka spogląda na swoją drugą połowę śpiącą spokojnie po prawej stronie. Uśmiecha się dotykając jeszcze nie do końca wyschniętych włosów swojego męża. Patrzy na niego i zastanawia się ile jeszcze razy będzie musiał tłumaczyć mu, że nie interesują go zamiary jego szefa o ile tamten jakiekolwiek ma wobec niego.Wie jednak, że będzie tłumaczył do skutku.
***
Ma potworny ból głowy kiedy się budzi. na nocnym stoliku dostrzega tabletkę i szklankę wody. Oczywiście czym prędzej wkłada ją do ust popijając obficie.Potem odkłada szklankę na stolik. Patrzy na zegarek stojący przy łóżku. Jest godzina 9:06. Domyśla się, że Mark już dawno jest w pracy. Zamyka oczy i próbuje sobie coś przypomnieć z poprzedniego wieczoru, lub raczej nocy. Przypomina sobie zręczne palce odpinające mu koszulę. Palce jego partnera. Pamięta jego ciepłą dłoń na jego plecach. Pamięta ich rozmowę po jego powrocie do domu. Pamięta jak był zazdrosny myśląc, że znów rozmawia z szefem. A potem pamięta czułe spojrzenie męża próbującego wytłumaczyć mu, że nikt nie jest w stanie zając jego miejsca. I znów troskę z jaką się nim obchodził. I cierpliwość z jaką próbował mu tłumaczyć całą sytuację. Postanawia porozmawiać z Markiem po jego powrocie z pracy.Postanawia spróbować wyzbyć się zazdrości, przecież ufa swojemu partnerowi.
***
-Nie mogę iść.- mówi ponieważ jest pewien, że to nie wyjdzie na dobre jego związkowi. Znów jednak zostaje postawiony pod ścianą ponieważ od tego zależy wyjście jego koleżanki z pracy, a jej bardzo zależy. Więc jedzie do domu, na tyle ile może tłumaczy Sebie sytuację, a ten jest bardzo milczący. Praktycznie się nie odzywa, przytakuje tylko, oddaje też pocałunek więc Mark wie, że nie jest zły, albo umiejętnie walczy ze złością. Nie ma czasu na rozmowę, żegna się po czym wychodzi z domu ponieważ musi jeszcze pojechać po koleżankę. Założenie ma takie, iż pojedzie na chwilę, a potem wróci. Nie zakłada, że zostanie do końca.
***
Trzyma się słów, które wypowiedział Mark. Patrzy na zegarek i na początku nie wydaje mu się, że jest późno. 2- 3 godziny- brzmią mi słowa Marka w uszach. Czeka. Nie kładzie się spać. Chce porozmawiać z mężem, obiecał to sobie, ale nie mógł tego zrobić ponieważ jego partner musiał wyjść. Chce jednak odbyć tę rozmowę tej nocy. Wyjaśnić wszystko. Spróbować uporządkować.
Mijają dwie godziny, a Mark nie pojawia się w domu. Mijają trzy- nadal go nie ma. Potem mu się dłuży. Jest zmęczony, ale czeka. Jest 1 w nocy kiedy słyszy przekręcanie klucza w zamku. Podnosi się z kanapy i idzie do przedpokoju. Ma na sobie jedynie koszulkę i bokserki. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy w drzwiach nie staje sam Mark. Kiedy widzi, że to Jackob przyprowadził jego męża, który jest pewien wypił za dużo na początku myśli o tym, że nie jest ubrany odpowiednio, że tamten na niego patrzy.
-Sebastian...- mówi Mark patrząc na niego.- Przepraszam, ale... Naprawdę nie wypiłem dużo, po prostu skusiłem się na koniec na drinka...
-Pomieszał po prostu. Jechaliśmy jedną taksówką, jak wysiadając się zatoczył bałem się, czy dojdzie do domu. Stąd moja obecność.- tłumaczy Jackob.- Przepraszam za najście i dobranoc.
-Dzięki stary.- mówi Mark.
-Nie ma za co. Dobranoc.
-Dobranoc.- odpowiada Sebastian. Zamyka drzwi za szefem swojego męża. Kiedy wraca Mark jest w tym samym miejscu. Patrzą na siebie. Sebastian ma zamiar iść do sypialni, wydaje mu się, że Mark nie jest jakoś strasznie pijany. Zna go dobrze. Mark jednak łapie go za nadgarstek.
-Seba...- wzdycha.
-Idź spać.- mówi mu.- Ja idę spać.- dodaje.
-Ale sypialnia jest tam...- wskazuje.
-Będę spać na kanapie.- odpowiada młodszy.
-Nie ma mowy.- protestuje Mark. Znów łapie go za nadgarstek i trzyma mocno, choć Sebastian chce go wyrwać. Nie udaje mu się jednak.
-Puść mnie.- mówi patrząc na męża.
-Dlaczego tak mnie traktujesz?- pada pytanie.- Ja jakoś ostatnio nie uciekałem od ciebie na kanapę, zająłem się tobą... A ty chcesz mnie zostawić...- mówi.
Rozmowa przeradza się w kłótnię. Coraz głośniejszą. Właściwie nigdy im się to nie zdarzyło. Nawet po pijanemu. To pierwszy raz. Sebastian chce w końcu odejść, ale Mark łapie go za ramię. Mocniej niż powinien. Seba czuje na ramieniu ból ponieważ palce Marka trzymają go mocno.
-To mnie boli.- mówi podniesionym głosem.
-A mnie boli to, że ciągle muszę się tłumaczyć, że ciągle mi nie ufasz!- odpowiada mu Mark.- Mam już tego dość.
Potem jest potok słów. I palce mocno trzymające ramię, zbyt mocno, próbujące zatrzymać. A potem trzaśnięcie drzwiami.
***
Słyszy dzwonek telefonu. Nie ma komórki w pokoju. Najdelikatniej jak może podnosi się z łóżka, tak aby nie obudzić Agnes. Zanim udaje mu się znaleźć telefon on przestaje dzwonić. Jednak patrzy na wyświetlacz i wybiera numer.
-Hej, co się dzieje?- pyta.
-Jestem przy drzwiach wejściowych.- mówi tylko, a Ricky nic już nie mówi, a jedynie otwiera mu. Bez słowa wpuszcza do środka. Kiedy zamyka drzwi, patrzy na gościa. Nie ma pojęcia czy tamten chce rozmawiać. Czeka co powie.- Nie miałem dokąd pójść. Hotel odpada, bo nie wziąłem z domu portfela, a naprawdę jesteście moimi jedynymi przyjaciółmi...- mówi nie do końca patrząc na Ricky'ego. Jest mu wstyd. Właściwie nie powinno, ale jednak jest.
-Powiedz mi...Wszystko w porządku?- pyta lustrując go wzrokiem. Nie ma pojęcia co się wydarzyło, że się zjawił. Patrzy na niego szukając jakiejś oznaki dyskomfortu.
-Tak, ja...- nie wie co ma powiedzieć. Coś powinien, ale nie chce opowiadać, nie chce rozmawiać, nie w tym momencie. Jest zmęczony i śpiący.-Ja po prostu nie mogłem zostać w domu...- podnosi wzrok i patrzy Ricky'emu w oczy.- Nie dzisiaj...-Czy...- ma zamiar zapytać, ale czuje dłoń Ricky'ego na swoim ramieniu. Wzdryga się lekko, co nie umyka uwadze chłopaka.
-Chodź, dam Ci pościel...- odpowiada.
-Wystarczy jakiś koc... - protestuje.- Nie przejmuj się mną...
-Seba, proszę cię.- mówi.- Chodź ze mną.- namawia go. Chwilę później, kiedy łóżko jest posłane Ricky ma wyjść z pokoju, w którym ma spać Sebastian. Zatrzymują go jednak jego słowa.
-Dziękuję i przepraszam za najście.- mówi, a Ricky spogląda na niego.
-Dobrze, że przyszedłeś.- odpowiada. Nie rozmawiają o tym co się stało. To nie jest odpowiedni czas na rozmowę.
***
Mały bonusik :)
Musiałam to napisać, po prostu musiałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)