poniedziałek, 29 czerwca 2015

10. Spojrzenia...

-Dzień dobry, pora wstać.- mówi blondyn dość głośno wchodząc do sypialni swojego przyjaciela w niedzielny poranek. Mario wyrwany ze snu podnosi głowę, po czym przeciera oczy. Jest zaskoczony wizytą Marco. Nie umawiali się, nie wie co się dzieje. - Masz 10 minut.- z ust skrzydłowego BvB padają kolejne niezrozumiałe przez niego słowa.
-10 minut na co?- pyta, jego głos jest ochrypły i niższy niż normalnie.
-Idziemy biegać.- oznajmia Marco, a na twarzy szatyna maluje się zaskoczenie.- No co?
Mario spogląda na zegarek stojący na szafce przy łóżku i widzi, iż jest 6:30 rano. 
-To się nie dzieje...- wzdycha.- Stary, jest 6:30, jest niedziela, masz wolne, powinieneś teraz leżeć w łóżku obok swojej żony...
-Robiłem to całą noc, poza tym moja żona już nie leży w łóżku, a zajmuje się naszymi rozbrykanymi dziećmi. Właśnie w tej chwili zapewne biegają po całej pracowni Natalie, gdzie na podłodze są położone olbrzymie kartony, moczą swoje stopy i dłonie w farbach i robią ślady stóp, odbijają dłonie i świetnie się bawią... Ja jestem tutaj i mam zamiar iść pobiegać z najlepszym przyjacielem...
-Powinieneś być z nimi.
-Spędzę z nimi cały dzień, dla ciebie mam dwie godziny, które zaprzepaścimy jeśli nie ruszysz się z łóżka.- patrzy na przyjaciela.- Masz 7 minut. Jeśli za 7 minut nie zejdziesz na dół gotowy do biegania, to wyciągnę cię stąd siłą w tym, co aktualnie masz na sobie. Czekam na dole.- mówi blondyn po czym wychodzi. 
5 Minut później szatyn schodzi na dół gdzie zastaje swoją mamę, tatę oraz Marco siedzących w salonie. Mała Julie siedzi w swoim krzesełku i gryzie gryzaczka.
-Dzień dobry. 
-Widzę, że jednak nie masz ochoty biegać w bokserkach, Mario.- kwituje skrzydłowy BvB.
-Nie mam, wiem, że jesteś zdolny do tego, by spełnić swoje groźby.- mówi Mario po czym podchodzi do krzesełka swojej córki, nachyla się i całuje ją w policzek i czółko.- Cześć księżniczko.- zwraca się do niej czule, a mała wyciąga do niego rączki. Nie może nie wziąć jej w raniona, nie ważne, że Marco czeka. Ona jest najważniejsza. Kilka sekund później przytula swoją córeczkę do siebie.- Mój maleńki okruszku, tata kocha cię najbardziej na świecie wiesz?- patrzy na nią, a ona się uśmiecha dotykając dłonią jego policzka.- Zostaniesz z babcią i dziadkiem, bo twój szalony wujek wymyślił sobie, że zamęczy mnie w niedzielny poranek wiesz?- mówi do niej. Dziewczynka łapie go za włosy.- O nie, nie... Tatuś nie lubi jak ciągniesz mnie za włosy.- zabiara jej maleńką rączkę, po czym znów ją całuje w pulchne policzki i oddaje mamie.- Powinienem się nią zająć, a nie po raz kolejny wyręczać się wami...- ma wyrzuty sumienia.
-Zajmujemy się nią z przyjemnością kochanie. Marco ma rację, powinieneś więcej biegać, ćwiczyć, powoli odbudowywać formę...
-Widzę, że ich już też przekonałeś...
-Nie musiałem.- stwierdza Marco.
Wychodzą. I to nie tak, że Mario całkiem stracił formę, ale biegnąc z przyjacielem dochodzi do niego jak dużo będzie musiał pracować, by choć w jakimś stopniu mu dorównać. Niestety tygodnie żałoby, bezczynności, rozpaczy, bez wysiłku fizycznego, do którego wcześniej był przyzwyczajony, spowodowały, iż z jego wydolnością fizyczną jest źle. Czuje to biegnąc, czuje gdy w końcu się zatrzymują, czuje gdy się rozciągają, a potem po drodze do domu. I choć nie mówi tego, to Marco zauważa, jak bardzo Mario jest zmęczony. On też nie porusza tego tematu. Nie ma zamiar mówić, a działać. I to własnie zrobi... Doprowadzi znów Mario do BvB.
***
-Mamo nie możesz zrezygnować z pracy.- protestuje szatyn.- Ja wiem, że Julie jest najważniejsza, ale ty jesteś dla mnie równie ważna. Wiem jak lubisz swoją pracę i nie pozwolę ci zrezygnować, choć twoje pobudki są szlachetne, chcesz zając się wnuczką. Nie mogę ci jednak na to pozwolić.- mówi stanowczo.
-Mario ona potrzebuje opieki, jest malutka, a ty musisz więcej trenować, by dojść do formy, aby władze klubu zechciały cię znów w swoich szeregach. Nie możesz zaprzepaścić szansy.
-Wiem, ale na razie to wszystko da się pogodzić. Przecież nie pracujesz całymi dniami, a ja nie muszę trenować z pierwszą drużyną, mogę jeździć na treningi rezerw, w zależności, które będą mi pasowały. 
-Kochanie na razie może tak by było, ale później będzie ciężko się tak zgrać, byśmy się wymieniali...
-Będziemy zastanawiać się później... Nie pozwolę ci zrezygnować z pracy. Po prostu nie zgadzam się.- protestuje. Dyskutują jeszcze długo, a na tę rozmowę trafiają Natalie i Marco. Tym razem są bez dzieci, gdyż ich pociechy spędzają czas ze swoimi dziadkami.
-Cześć.- witają się.
-Cześć, cieszymy się, że jesteście.- Mówi Liliana.- Usiądźcie, a ja zrobię herbatę.- proponuje, a oni chętnie przystają na tę propozycję. Zanim rodzicielka Mario wraca, małżeństwo zna już powód tej zaciętej dyskusji, na którą trafili. Gdy mama szatyna zajmuje miejsce na kanapie temat wraca. Po chwili Natalie się odzywa:
-Myślę, że rozwiązaniem byłoby zatrudnienie opiekunki dla Julie.- proponuje, ale nie widzi entuzjazmu ani na twarzy Mario, ani tym bardziej na twarzy jego mamy.- Zanim powiecie, że nie, pozwólcie, że coś jeszcze powiem. Ewa zna fajną dziewczynę, to studentka, bardzo miła, ciepła osoba, uwielbiająca dzieci i mająca z nimi dobry kontakt, studiująca zresztą na kierunku pedagogicznym, która przychodziła do nich kiedy potrzebowali. Ona sobie dorabiała, a oni nie musieli wszędzie zabierać Sary, bo wtedy była tylko Sara. - mówi Natalie.- Nie chodzi o to, że Julie musiałaby zostawać z nią na długo, jeśli nie będzie takiej potrzeby, ale kiedy byłaby potrzeba to byłoby dobre rozwiązanie...
***
Spogląda na zegarek i już wie, że się spóźni, a nienawidzi tego robić. Niestety stracił poczucie czasu gdy biegał więc choć za 20 minut powinien być w gabinecie Alicji, on dopiero jest w drodze do domu. Biegnie dość szybko, jest cały spocony, więc musi jeszcze iść szybko pod prysznic, a potem ubrać się jeszcze i dojechać na miejsce, co o tej porze nie będzie łatwe w krótkim czasie. Postanawia zadzwonić do niej i przesunąć sesję, o ile jest taka możliwość. Wybiera jej numer. W momencie gdy słyszy jej głos mówi:
-Dzień dobry, z tej strony Mario.
-Cześć Mario.- odpowiada kobieta, po czym dodaje.-Mario co się stało, masz dziwny głos?- pyta.
-Bo biegnę.- pada odpowiedź.- Przepraszam, spóźnię się, może moglibyśmy przełożyć, szkoda byś na mnie czekała... 
-O której mógłbyś być?- pada pytanie.
-Cóż... Myślę, że za pół godziny najwcześniej. Przepraszam, za zamieszanie, to po prostu roztargnienie...
-Przesunę jedną sesję, mam pacjentkę, która mieszka niedaleko, myślę, że przyjdzie na  twoją godzinę, a ty mógłbyś spokojnie przyjść na jej.
-Dzięki. 
-Nie ma za co. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
***
Dziewczyna spogląda na swoją mamę, która rozłącza się, po czym bierze notes, szuka zapewne jakiegoś numeru, wybiera go, po czym chwilkę rozmawia ze swoją pacjentką. W końcu rozłącza się, po czym odkłada telefon na stolik.
-Przepraszam, ale musiałam zamienić sesje, bo Mario nie zdąży.- wytłumaczyła.
-Przychodzi do ciebie?- pyta blondynka.
-Tak.- potwierdza.- Mówiłam ci, że kiedyś byliśmy na kawie i rozmawialiśmy. Zaproponowałam mu przyjście, a on się zgodził.  Chciałabym mu pomóc...
-Pomożesz... Jak wszystkim, którzy do ciebie przychodzą. Masz powołanie...
-Miło słyszeć tak miłe słowa z ust własnej córki.- uśmiecha się Alice.
-To szczera prawda.- blondynka wstaje.- Uciekam. Jak będę wracać, to zajrzę tutaj. 
-Zajrzyj.
***
Kiedy ktoś powiedział, że szkoda planować, bo z planów przeważnie niewiele wychodzi, miał świętą rację. Gdy Mario w końcu jest w domu okazuje się, iż jego mama musi w pilnej sprawie zjawić się w pracy, jego taty nie ma, więc nie ma z kim zostawić Julie, by pojechać na spotkanie z Alice. Nie wie co ma zrobić, wstyd mu dzwonić i odwoływać sesję, gdyż kilkanaście minut temu kobieta poszła mu na rękę i przestawiła sesje tak, by mógł zdążyć bez problemu. 
-Mario przepraszam, ale tak nagle zadzwonili.- tłumaczy się jego mama spoglądając jak on ściąga buty.
-Nic się nie stało mamo, poradzę sobie.- zapewnia ją.- Zostań z nią jeszcze dosłownie 5 minut, bym zdążył wejść pod prysznic i szybko się umyć.- prosi.
-Oczywiście kochanie.
Jakieś 6 minut później piłkarz zjawia się w sypialni, z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. W środku jest jego mama z jego córką.
-Już jestem, możesz jechać. Dziękuję mamo.
-Poradzisz sobie?
-Tak, zabiorę ją po prostu ze sobą.- mówi.
-Nie masz wyjścia, nie chcę byś odwoływał.- mówi mu mama.- Nom, chyba, że Natalie i Marco...
-Nie chcę zawracać im głowy, Marco miał być dłużej w klubie, bo miał mieć fizjoterapię, a Natalie z tego co wiem, to miała mieć wizytę u ortopedy z Cassie.  Zabiorę Jull ze sobą.
-W porządku. Pa kochanie.
-Pa.
***
Żegna się z przyjaciółmi po czym kieruje się do wyjścia z kawiarni. Spędziła bardzo miłą godzinę. Śmiała się momentami tak, iż bolała ją buzia. Przez czas, w którym nie mogła się z nimi spotykać z powodu choroby, tęskniła za takimi chwilami. Choć oni często bywali u niej, to nie było jednak to samo. Ograniczało ją łóżko, kabelki biegnące od jej ciała do monitorów, brakowało swobody. Wtedy momentami traciła nadzieję, iż kiedyś jeszcze będzie mogła tak po prostu wyjść gdzieś z nimi, napić się spokojnie kawy w kawiarni, czy zjeść ciasto i po prostu porozmawiać gdzieś poza szpitalnym pokojem. Teraz może i korzysta z tych możliwości. Wtedy myślała, że braknie jej czasu, teraz ma czas. Nie wie ile go ma, jednak stara się wykorzystać każdą minutę. Spacerkiem kieruje się w stronę dobrze znanej jej kamienicy. 10 minut później wchodzi do środka. W recepcji jest Sonia:
-Już po spotkaniu?- pyta uśmiechając się do blond włosej dziewczyny.
-Tak, musieli iść na pociąg. - tłumaczy.- Mama jest u siebie?
-Tak, ma sesję z Daniele. Powinny zaraz skończyć.
-Ile minut do następnej?
-Pół godziny.
-To poczekam.
Rozmawia z Sonią kiedy Alice wychodzi z gabinetu w towarzystwie drobnej szatynki. Obydwie mają na twarzach uśmiechy, żegnają się i dziewczyna wychodzi.
-Wejdziesz na moment?- pyta Alice swoją córkę.
-Tak, z tego co mówiła Sonia, następny pacjent zaczyna za pół godziny.
-Za 25 minut, chodź napijemy się herbaty.
-Chętnie.
***
Droga zajmuje mu około 10 minut. Parkuje pod budynkiem. Potem wysiada z samochodu, okrąża go, by otworzyć drzwi od pasażera. Jego córka zawzięcie ślini gryzaczek, ściskając go mocno w małych rączkach. Ma zamiar wypiąć cały fotelik, jednak Julie ma inne plany. Kiedy jej wzrok zatrzymuje się na nim puszcza gryzaczek, wyciąga w jego stronę rączki, po czym zaczyna marudzić. Tak właśnie jego córka demonstruje mu, iż chce znaleźć się w jego ramionach, a tym samym ma dość siedzenia w foteliku. Nie potrafi jej odmawiać, choć może niejednokrotnie powinien. Bierze ją więc na ręce, na ramię wiesza torbę, w której są najpotrzebniejsze rzeczy typu: pieluszki, chusteczki nawilżające, puder, mleko dla niemowląt, butelka. Gdy tylko zamyka samochód kieruje się do budynku. W środku jest 15 minut przed czasem:
-Dzień dobry.- wita go dziewczyna siedząca za ladą rejestracji.
-Dzień dobry.- odpowiada.
-Proszę usiąść, Pani doktor pana poprosi.
-Dziękuję.
***
Piją herbatę i rozmawiają. Rozmawiają o różnych rzeczach, zawsze mówiły o wszystkim. Ich uwadze nie umyka pisk dochodzący zza drzwi. 
-To dziecko prawda?- pyta młodsza z pań.
-Zdecydowanie.- odpowiada starsza.- Czyżby Mario przyszedł z Julie?- zastanawia się głośno. Po tych słowach wstaje i wychodzi z gabinetu. Okazuje się, że ma rację. Na korytarzu, na jednej z kanap siedzi Mario, na kolanach trzyma swoją córeczkę, którą w tym momencie obraca na brzuszek, bawi się z nią, a ona uśmiecha się i jest tak zachwycona, że momentami wydaje piszczy z zadowolenia, nie mogąc jeszcze w żaden inny sposób, okazać jak bardzo jej się to podoba.
-Cześć Mario.- odzywa się, a oczy szatyna natychmiast odnajdują ją. 
-Dzień dobry Alice.- mówi piłkarz, po czym bierze swoją córeczkę na ręce i wstaje. Podje dłoń lekarce.- Przyjechałem z córeczką, nie miałem nikogo, z kim mogłaby zostać. Mojej mamie wypadło coś w pracy. - tłumaczy.
-W porządku. Sonia mogłaby się nią chwilkę zająć, ale musi za chwilę wyjść na pół godziny więc tym razem nic z tego.- mówi terapeutka.- Zapraszam do gabinetu.
Kilkanaście sekund później lekarka z Mario i Julie wchodzi do gabinetu. Jej córka siedzi tam gdzie siedziała jak wyszła, w fotelu, w którym podczas sesji zwykła ona siedzieć. Mario zauważa, że oprócz nich w środku jest jeszcze blond włosa  dziewczyna, a ona zauważa jego więc wstaje z fotela:
-Dzień dobry.- mówi piłkarz.
-Dzień dobry.- odpowiada dziewczyna patrząc najpierw na niego, a następnie na śliczną, małą dziewczynkę, którą ten trzyma w swoich ramionach.
-No tak... Gapa ze mnie. Mario poznaj proszę Emily, moją córkę.- mówi Alicja.- Emily przedstawiam Ci Mario. Chłopak wyciąga dłoń w jej stronę, a ona podaje mu swoją.
-Bardzo mi miło Cię poznać.- mówi szatyn.
-Mnie ciebie również.- odpowiada blondynka.
-A ta śliczna mała kobietka to jest córeczka Mario- Julie.- kontynuuje lekarka, a Emily przenosi wzrok na dziewczynkę, po czym na jej twarzy maluje się wielki uśmiech. 
-Cześć Julie.- mówi cicho dotykając rączki dziewczynki. Mała Julie przez chwilkę patrzy na nią uważnie, po czym odpowiada na uśmiech Emily własnym uśmiechem, a następnie zaciska swoją piąstkę na palcu dziewczyny. To może trwa ułamki sekund, może kilka, albo kilkanaście sekund... ale spojrzenia dziewczyny i piłkarza łączą się w tym momencie, w którym Julie trzyma palec Emilie swoją dłonią.
***
Witam.
Bardzo, ale to bardzo przepraszam za nieobecność. 
Na przeprosiny wrzucam kolejny rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodobał i nie zapomnicie skomentować. 
Pozdrawiam.
***
10 komentarzy- następny rozdział.


piątek, 26 czerwca 2015

Wiem, że czekacie na kolejny rozdział, ale niestety będzie mały poślizg. Nie wiem ile, jednak postaram się jak najszybciej opublikować nowy post. Cierpliwości i przepraszam. Mam nadzieję, że wybaczycie.

wtorek, 16 czerwca 2015

9.Małe kroki...


-Chcę by fundacja ruszyła.- mówi kilka tygodni  po pamiętnej wizycie na cmentarzu siedząc na tarasie domu rodzinnego. Nie wrócił do Monachium, nie był w stanie wrócić do gry, po czasie, który mu proponowano. Potem termin przesunięto, jednak on nie był jeszcze w stanie wrócić, a oni nie chcieli dłużej czekać. Jest bezrobotny. Oczy jego przyjaciół, którzy są z nim w tej chwili, a więc Natalie, Marco, Agnes i Ricky'ego zwracają się na niego. Czekali na tę chwilę długo, ale cierpliwie. Czekali, aż chłopak będzie gotowy na ten krok, który będzie niewątpliwie trudny, bo miał to robić z Ann, a jej nie ma. Są jednak oni, zawsze są, nie ważne co się dzieje, nie ważne jak jest źle, po prostu są. I teraz również. On wie, że nie jest z tym sam, że może liczyć na ich pomoc. Zawsze mógł i będzie. I bardzo na nią liczy, gdyż sam nie chce tego robić, nie chce działać w tej fundacji w pojedynkę, chce mieć ich obok siebie.
-Nic nie powiecie?- pyta zaskoczony ciszą, która nastała po tym co powiedział.- Myślałem, że ucieszycie się z tej nowiny...
-Cieszymy się.- mówi Natalie uśmiechając się.- Właściwie czekaliśmy na tę chwilę.- dodaje.
-Oczywiście możesz na nas liczyć.- deklaruje Ricky.
-Wiem, że mogę, nie ukrywam, iż liczę na pomoc z Waszej strony. - mówi szatyn.- Nie wyobrażam sobie tego bez Was. Nigdy nie byłbym w tym miejscu, gdzie jestem bez Was, tkwiłbym na dnie rozpaczy, cofając się, a nie idąc do przodu. Więc teraz chcę zrobić olbrzymi krok, ale z Wami. - patrzy na nich. - Ja wiem, że macie mnie powyżej uszu, ale mam nadzieję, że wytrzymacie jeszcze ze mną, co?- pyta.
-Jesteś głuptasem Mario.- kwituje Agnes.- Nawet gdybyś chciał się od nas uwolnić to nic z tego.- deklaruje. - Jestem szczęśliwa, że będę częścią fundacji, wszyscy jesteśmy. 
-Zawsze możesz na nas liczyć.- dodaje blondyn.
-Dzięki.- mały uśmiech pojawia się na twarzy szatyna, ale zaraz znika, gdyż słyszy płacz Julie w elektronicznej niani.- Przepraszam Was na moment.- mówi.- Moja mała księżniczka wzywa.- wstaje i znika w domu.
*** 
Kolejne dni to burza mózgów. Spotykają się, myślą nad tym jak to wszystko ma wyglądać dokładnie, zasięgają porady prawników, obmyślają plan strategii. To intensywna praca jednak przeplatana śmiechem dzieci, anegdotami, ale również wspomnieniami. Wszyscy widzą wyraźnie, że najgorsze Mario ma za sobą, choć pewnie jeszcze nie raz zdarzą się słabsze momenty. 
***


Zastanawia się ile osób przyjdzie. Prawda jest taka, że  tego dnia ma zły humor, nie czuje się najlepiej i ogólnie poszedłby do domu, zamknął się z córeczką w pokoju i w ogóle nie wychodził do wieczora. Nie może. Sam chce porozmawiać  z osobami chętnymi do pracy w fundacji. Na początek potrzebuje psychologa i kilku wolontariuszy również. Kiedy skręca na parking jego córka właśnie próbuje zjeść jego komórkę:
-Kotku nie dasz spokoju tej komórce.- zabiera jej, ale ona wybucha płaczem. Piłkarz parkuje, po czym wysiada z auta. Kilka sekund później otwiera drzwi od strony pasażera, odpina pasy po czym bierze na ręce swoją małą kobietkę. Dziecko niemal natychmiast przestaje płakać.
-A widzisz... I tu cię mam.- zwraca się do niej.- Masz słabość do tatusia.- śmieje się po czym kieruje się do budynku . Przed nim stoją dziennikarze. Chcą porozmawiać, pstrykają fotki.
-Proszę nie pstrykać fleszem.- zwraca się do fotografa.- Mam na rękach kilkumiesięczne dziecko.- dodaje, po czym mija ich  wchodząc do budynku. Tu już nie mogą wejść. Windą wjeżdża na górę. Na korytarzu siedzi kilka osób. Domyśla się, że przyszły  na spotkanie w sprawie fundacji:
-Dzień dobry.- mówi po czym wchodzi do środka. Tam czeka na niego Natalie i Agnes, które zaoferowały swoją pomoc.
-No jesteś. Myślałyśmy, że Jull coś wymyśliła.- całują go w policzki witając się, po czym to samo robią z małą dziewczynką, którą piłkarz ma w ramionach.
-Julie była bardzo grzeczna. Dała się ubrać bez problemu, po drodze tylko ośliniła mi telefon. – uśmiecha się patrząc na swoją małą córeczkę.- Musiałem ją zabrać. Mama musiała jechać do ortopedy. Zwichnęła kostkę.- tłumaczy.- Julie będziesz grzeczna?- patrzy na nią, a mała uśmiecha się do niego.- Nie będzie. Widzę ten błysk w oku.- uśmiecha się, a kobiety stojące obok niego widzą z jaką czułością spogląda na swoją małą latorośl.
Spotkania wypadają średnio. Niektóre osoby w ogóle nie przekonują ani piłkarza, ani jego przyjaciółek. Około godziny 16:15, kiedy szatyn ma zamiar zabrać małą już do domu, do drzwi ktoś puka. Po chwili staje w nich kobieta.
-Dzień dobry.- mówi.- Przepraszam za spóźnienie, ale miałam spotkanie z pacjentem. Nie do końca planowane.- tłumaczy.
-Pani chciałaby działać w fundacji?- pyta Natalie, która akurat siedzi przy biurku. Agnes bowiem wyszła.
-Tak. Nazywam się Alice Cooper- jestem z zawodu psychologiem.- podaje dłoń Natalie.
-Natalie Reus, bardzo mi miło panią poznać.- uśmiecha się.Do kobiet podchodzi Mario z córką na rękach.
-Mario Gotze.- przedstawia się po czym podaje jej dłoń.
-Alice Cooper, a to zapewne Julie?- patrzy na dziewczynkę uśmiechając się.
-Tak, to moja córeczka.- na twarzy piłkarza maluje się wielki uśmiech.- Proszę usiąść. Mam nadzieję, że ta mała złośnica pozwoli nam jeszcze chwilę porozmawiać.- żartuje.
-Przecież widać po niej, że jest grzeczną dziewczynką.- mówi Alice zajmując miejsce na krześle.
-Tak, ale potrafi pokazać pazurki. Jest zaborcza.- tłumaczy piłkarz.
-Chce mieć tatę na wyłączność.- potwierdza Natalie.
-Małe dzieci tak już mają. Proszę się cieszyć tymi chwilami, bo ani się pan obejrzy, a nie będzie już chciała, by odwożono ją do szkoły. Pokazywanie z rodzicem będzie obciachem. Przez każdy etap trzeba przejść i potrzeba dużo cierpliwości.- mówi.
Rozmawiają. Alice od pierwszego momentu przypada obydwojgu do gustu. Rozmowa z nią jest rzeczowa, poza tym od razu można wyczuć, że jest doświadczonym lekarzem. Przy tym wzbudza sympatię i zaufanie osób prowadzącym z nią konwersację. Na końcu pada jeszcze jedno pytanie. Wypowiada je piłkarz:
-Dlaczego chce pani współpracować z moją fundacją?- pyta po prostu.
-Dlaczego? Mam tylko jeden powód.- mówi kobieta spoglądając na niego.- Chcę spłacić dług. Choć nie wiem czy zdołam, chyba braknie mi życia. Dług wobec Boga… - przerywa. Widzi zaskoczenie malujące się na twarzach kobiety i mężczyzny, ale słuchają skupieni, dlatego kontynuuje.- Widzi pan… w moim życiu wydarzył się cud. Nie chcę wgłębiać się w szczegóły, na to może kiedyś przyjdzie czas, ale chcę w jakiś sposób dać coś z siebie innym ludziom, chcę pomóc. Wierzę mocno, że tu będę potrzebna.- kończy.
Dwoje ludzi siedzących naprzeciwko niej milczy zapewne zastanawiając się nad tym, co przed chwilą powiedziała. Dopiero po chwili piłkarz odzywa się:
-Usłyszałem dzisiaj naprawdę dużo.- zaczyna.-  Może byli tu wartościowi ludzie, ale słowa niektórych z nich zupełnie  do mnie nie trafiały. Nie wiem właściwie czym się kierowali przychodząc tutaj.- mówi.- Ale pani…- patrzy na nią.- Słuchając pani słów, przypomniała mi się rozmowa z moją żoną. Jednego dnia wróciła do domu bardzo poruszona pewnym spotkaniem. Wtedy po raz pierwszy rozmawialiśmy na temat przeszczepów, po raz pierwszy powiedziała mi, że przyszedł jej do głowy pewien pomysł, że chciałaby, jak urodzi, założyć fundację. Wypowiedziała wtedy zdania podobne do tych, które padły z pani ust, że skoro mamy możliwości, powinniśmy to wykorzystać, dać coś z siebie innym, bo nie wszyscy mogą być szczęśliwi tak jak my. Że mamy dług u Boga, bo daje nam tak wiele i musimy starać się go spłacić. Stwierdziła, że dobro powraca… zawsze tak mówiła.- mówi.- W moim życiu też zdarzył się cud. Była nim ona, jest Julie… Prawda jest taka, że teoretycznie powinna zginąć w tym wypadku, a jednak żyje...- kobieta słucha dokładnie co mówi piłkarz, obserwuje go, widzi z jaką miłością wspomina swoją żonę, mówi o swojej córce. Widzi też ból czający się w jego oczach, mknący po jego twarzy kiedy mówi o swojej zmarłej żonie. Nie zna go wcale, ma z nim styczność od kilkunastu minut, a już wie, że jest dobrym człowiekiem. I czuje, że jest we właściwym miejscu. 
-Bardzo się cieszę, że będziemy mogli współpracować.- mówi Mario.
-Ja również. 
***
Teoretycznie jest na spotkaniu, ale prawda jest taka, że jedynie fizycznie. Jego myśli bowiem są w zupełnie innym miejscu. Nie może się skupić na omawianej strategii działania fundacji. Zna ją na pamięć, sam ją współtworzył, powinien włączyć się do rozmowy, ale on milczy. Chyba wszyscy to zauważają, nikt jednak nic nie mówi. Kiedy spotkanie się kończy, on rozmawia jeszcze z Natalie. Po chwili ona wychodzi. W pomieszczeniu zostaje jeszcze Alice, która powoli się zbiera. W momencie, gdy widzi jak piłkarz siada na krzesło i znów się zawiesza podchodzi do niego:
-Może masz ochotę na kawę?- pyta.- I rozmowę…- dodaje delikatnie. Spogląda na nią. Bez zastanowienia kiwa potakująco głową. Siedzibę fundacji opuszczają 5 minut później. Idą do pobliskiej kawiarni, zamawiają ciasto i kawę, po czym Mario dzwoni do przyjaciół:
-Marco jak Julie? – pyta.
-Dobrze. Jest cała i zdrowa, jest grzeczna. Właśnie wypluła na mnie trochę zupy brokułowej…- słyszy jak przyjaciel się śmieje.- Złośnica jedna.
-A może zostać chwilę dłużej?- pyta.
-Jasne. - zgadza się bez wahania.-Coś się stało?- pyta.
-Jest w porządku, po prostu... Wyszedłem na kawę z Alice. Nat już pojechała do domu więc proszę zajmujcie się jeszcze chwilę moim skarbem dobrze?
-Nie śpiesz się.- słyszy w odpowiedzi.
-Dziękuję.
Odkłada telefon na bok. Zauważa, że Alice przygląda mu się.
-Masz wspaniałych przyjaciół.- zauważa.
-Najlepszych. - przyznaje.- Gdyby nie oni nie poradziłbym sobie z tym co się wydarzyło.- mówi szczerze.- Moja córka właśnie wypluła zupę brokułową na Marco, a kiedy zapytałem czy może jeszcze chwilę się nią zająć odpowiedział, bym się nie śpieszył. W sumie to ma na głowie trójkę dzieci- swoich dwoje i moją córkę. I nie musiałby się nią zajmować. Wrócił padnięty z treningu i zaproponował, że zajmie się Jull, gdy my będziemy na spotkaniu. Niańczą nie tylko moją córkę, ale również mnie już  kilka miesięcy.-  wyznaje patrząc na nią.
-Taka właśnie jest przyjaźń Mario. Ta prawdziwa. W trudnych sytuacjach zostają tylko osoby, które cię kochają, dla których jesteś ważny. - mówi.-Opowiedz mi o Waszej przyjaźni. Znacie się z Marco jeszcze z czasów Twojej gry w BvB prawda?- pyta.
-Wcześniej. Mieliśmy jednego agenta. Kiedy Marco wrócił do Borussi zaprzyjaźniliśmy się jeszcze bardziej. Staliśmy się sobie bardzo bliscy, jak bracia. Każdy potrzebuje kogoś, komu może się wygadać, powiedzieć dosłownie wszystko, doradzić. Rodzice to rodzice, a przyjaciel to przyjaciel. Ja miałem Marco. Oczywiście byli i są też inni znajomi, ale prawda jest taka, że niektórzy o pewnych sprawach nie mają pojęcia do dziś. O wielu rzeczach zwyczajnie bym im nie powiedział.- tłumaczy.- Kiedy zdecydowałem się odejść z klubu i powiedziałem mu o tym, wyglądał tak, jakby dostał w twarz.- wspomina.- W życiu nie zapomnę jego miny, a potem łez. Nie chciał ze mną rozmawiać. Kazał mi się nie odzywać. Wyjść. To był szok. Rozumiem to jak mógł się poczuć. Nie wyszedłem. Siedziałem z nim, ale się nie odzywałem. Nie powiedział ani jednego słowa. Dopiero następnego dnia rano się do mnie odezwał. Oczywiście powiedział co czuje, ale dodał też, że skoro marzę o grze pod wodzą Guardioli to on może jedynie życzyć mi szczęścia, to moja decyzja. Ja się bałem, że to coś zmieni w naszych relacjach. Powiedziałem mu o tym. Wiesz co mi odpowiedział?- patrzy na nią.
-Co?
-Że zmieni się odległość, nie będzie mógł być zawsze, kiedy będę potrzebował i odwrotnie, ale poza tym z jego strony nic się nie zmieni. Powiedział też, że ma do mnie żal, że nie powiedziałem na początku rozmów, ale też mnie rozumie, bo nie wie jak by funkcjonował z tą świadomością na boisku. Po raz kolejny dotarło do mnie, iż przyjaźń jest ponad wszystko. Nic się nie zmieniło jak wyjechałem.- przyznaje.
-Potem to Ty mogłeś odpłacić się Marco- po odwołanym ślubie.- zauważa psycholog.
-Tak, choć  trudnych sytuacji było wiele zarówno u niego, jak i u nas.. Straciliśmy z Ann dziecko.- wyznaje.- Był pierwszą osobą, do której zadzwoniłem. Z kliniki.  Przyjechał. Ann go uwielbiała. Polubiła też Natalie.- wspomina o swojej żonie.
-Opowiesz mi o Ann?- pyta delikatnie.
Mario nie od razu zaczyna mówić. To trudny temat.
-Jeśli nie chcesz to w porządku.- zapewnia go  nie chcąc zmuszać go do niczego.
-Alice ja chyba tego potrzebuję. - przyznaje szatyn.- Marco już dawna namawiał mnie na rozmowę z psychologiem, ale odmawiałem. Nie byłem gotowy. To im mówiłem wszystko. I pomogło. Jednak są czasem dni ,kiedy czuję się totalnie przytłoczony. Chyba potrzebuję pomocy fachowca. Nie ukrywam, że wzbudziłaś moje zaufanie.- patrzy na nią.-  Właściwie od samego początku.
-Bardzo się cieszę.- uśmiecha się kobieta.- Możemy się umówić w gabinecie jeśli zechcesz. Tam będziesz miał maksimum prywatności.- dodaje.
-Myślę, że to dobry pomysł.- zgadza się szatyn.- Dziękuję.
-Jeszcze nic nie zrobiłam.- zauważa Alice.
-Zrobiłaś już całkiem sporo...
***
Wchodzi do domu przyjaciół. W salonie słychać śmiechy dzieci Marco, a także głos Natalie, która coś opowiada. Kiedy zjawia się w pokoju, Oli i Cassie od razu podbiegają do niego:
-Wujek.- krzyczą.
-Cześć szkraby.- uśmiecha się do nich i kuca.- Co tam mamusia wam tak opowiada? Jakąś straszną historię?- pyta.
-Nie. Bajkę.- mówią zgodnie.
-A gdzie Julie?- patrzy na Nat.
-Marco ją nosił. Była śpiąca. Zajrzyj do naszej sypialni.- stwierdza malarka.
-Oki.- idzie schodami na górę. Cicho wchodzi do sypialni Reusów. Widok jaki tam zastaje nie zaskakuje go. Na łóżku śpi jego córeczka,  a obok niej Marco. Na ustach Mario pojawia się uśmiech. Wyciąga telefon, po czym robi im zdjęcie. Po 5 minutach schodzi na dół. Podchodzi do Nat, siada obok, po czym pokazuje jej zdjęcie:
-Słodki widok.- stwierdza Nat.
-Nom…- przyznaje szatyn.- Skoro Marco śpi to może pomogę ci z dzieciakami co?- proponuje.- On chyba był padnięty po treningu więc… poza tym chciałbym się odwdzięczyć…- dodaje.
-Oki. Zrobisz tosty, a ja pójdę je wykąpać. Potem zjemy kolację i zostaniesz u nas na noc. Szkoda, by Jull się obudziła.- słyszy z ust przyjaciółki.
-Ciągle Wam siedzę na głowie.- zauważa.- Mam wyrzuty sumienia.- stwierdza.
-Mario nie mów głupot.- karci go malarka.- Idź do kuchni, zrób te swoje pyszne tosty, które nasze dzieci uwielbiają, a potem pogadamy o siedzeniu nam na głowie oki?- dziewczyna uśmiecha się do niego.
-Zgoda.
20 minut później brunetka zjawia się w kuchni ze swoimi pociechami. Na stole stoją kubki z herbatą, na talerzach leżą jeszcze ciepłe tosty, a następne Mario przygotowuje.
-Wujek zrobił tosty- mniam.- woła Oliver.
Na twarzy Gotze pojawia się uśmiech.
-Smacznego.- mówi.
Jedzą kolację. W kuchni zjawia się Marco. Uśmiecha się na widok osób siedzących przy stole i pałaszujących kolację. Siada obok żony. Mario ma towarzystwo ponieważ ich dzieci siedzą po obydwu jego stronach.
-Załapałem się na pyszną kolację.- mówi- Zasnąłem z Jull.- patrzy na przyjaciela.
-Wiem. Zrobiłem Wam nawet fotkę.- patrzy na niego.- Mogę zostać na noc?- pyta przyjaciela.
-Co za pytanie... To chyba logiczne, że nie będziesz teraz ubierał Jull.- stwierdza blondyn odgryzając kawałek tosta.
-Poczytasz nam bajkę?- zwraca się do niego Oli.
-Jasne, że tak Oli. Z wielką przyjemnością.- odpowiada szatyn.
***
Natalie stoi na tarasie i wpatruje się w gwieździste niebo. Czuje jak czyjeś dłonie obejmują ją w pasie. Czuje czyjś oddech na swojej szyi. Potem delikatny pocałunek na ramieniu:
-Kocham Cię najmocniej na świecie…
-Ja ciebie też Marco.- odpowiada.
Piłkarz staje obok niej. Żona spogląda na niego. On zbliża się do niej, obejmuje ją po czym całuje. Natalie oddaje pocałunki. Uwielbia jego usta, dotyk, zapach, kocha w nim wszystko. Choć niewątpliwie ostatnio mają mniej czasu dla siebie, ich uczucie nadal jest takie samo, nie traci na sile. Nadal uwielbiają skradać sobie pocałunki, chodzić za ręce, obejmować, okazywać sobie czułość choćby chwilowym dotknięciem dłoni.
-Przepraszam.- mówi Mario, który wszedł na taras.- Już mnie nie ma.- dodaje, po czym odwraca się i kieruje swoje kroki w stronę salonu. Marco jednak zatrzymuje go.
-Hej. Wracaj!- mówi Marco.
-Przeszkodziłem Wam. Nie wiedziałem… Sorry.- tłumaczy się.
-Mario wracaj do cholery.- powtarza blondyn.
Wraca. Staje obok nich. Opiera się dłońmi o barierkę i patrzy w ciemność. Natalie rozkłada materace na krzesełka.
-Co się dzieje? Przecież nic się nie stało.
-Macie mało czasu dla siebie, a ja wam jeszcze przeszkadzam…
-Bzdury mówisz. Co cię dziś ugryzło? Przejmujesz się błahostkami. Przecież tylko pocałowałem moją żonę, często tak robię… mamy czas dla siebie i w niczym nam nie przeszkodziłeś. Masz gorszy dzień tak?- pyta przyjaciel.
-Tak.- przyznaje.- Gadałem z Alice. Umówiłem się z nią w jej gabinecie.- przyznaje.
-Ale co się dzieje?- patrzy na niego przyjaciel.- Przecież lepiej się czułeś?- zauważa. - A wizyt u psychologów bałeś się jak ognia, odrzucałeś każdą moją prośbę, byś poszedł...
-Tak, ale znów jest gorzej. Nie mogę spać.- przyznaje.- A Alice wzbudza moje zaufanie.- przyznaje.- Spróbuję, bo miałeś rację... Potrzebuję momentami pomocy, a psychologowie mają swoje sposoby, może jeden z nich mi pomoże...- mów.- Moja córka mnie potrzebuje, nie sfrustrowanego i wiecznie zmęczonego ojca...- przyznaje.
-Cieszę się, że się zdecydowałeś.- mówi jedynie Marco.- to dobry krok.
Siadają przy stoliku. Natalie przynosi trzy małe butelki piwa. Siedzą i rozmawiają. Mario dużo mówi,  a oni obydwoje słuchają. On tego potrzebuje, a oni chcą mu pomóc. Około 24 idą się położyć. Mario bierze swoją córkę do sypialni dla gości. Jeszcze nie śpi kiedy blondyn zjawia się w pokoju. Siada na jego łóżku:
-Mario miałem z Tobą pogadać jak uznam, że to dobry czas. Może środek nocy nie jest zbyt dobrym czasem, ale muszę to zrobić. Myślę, że wiem co  jeszcze mogłoby ci pomóc.- mówi.
-Co?- Mario patrzy na niego z zainteresowaniem.
-Wróć do piłki.- mówi.
-Przecież zerwałem umowę z klubem. Nie mogę wrócić. Spaliłem za sobą mosty. Poza tym po takiej przerwie nikt mnie nie zechce.- stwierdza.- Nie byłem w stanie wrócić kiedy dano mi ostatnią szansę.
-Wiem. Ja nie mówię o Monachium. Ja mówię o Dortmundzie. Wróć do BvB.- patrzy na niego, a on jest zaskoczony. Bardzo zaskoczony i przez moment myśli, że Marco chce rzucić go na pożarcie lwom. Jak to zdrajca, jak go nazwali kibice, miałby wrócić do Dortmudnu? Marco chyba oszalał.
***
Jestem z następnym i mam nadzieję, że podoba Wam się, tym bardziej, że jest tu więcej Waszych ulubieńców, a więc Natalie i Marco.
Nie muszę chyba dodawać, że liczę na komentarze?
***

piątek, 12 czerwca 2015

8.Promień światła w ciemności...

Od zarania dziejów wiadomo, że złe rzeczy dzieją się szybko w naszym życiu,  łamiąc je, gmatwając, a powrót do normalności zajmuje potem wiele czasu. Tak jest w przypadku Mario. On cierpi. Cierpi godzinami, dniami, tygodniami. Tęskni godzinami, dniami tygodniami. Czuje się bezsilny godzinami, dniami tygodniami...a na grobie Ann codziennie są świeże kwiaty i nigdy nie gasną znicze. 
***
Cieszy ją dosłownie wszystko- to, że świeci słońce, którego promienie może czuć spędzając miłe chwile w ogrodzie w  gronie najbliższych oraz przyjaciół, cieszą spacery, na które wychodzi trzy razy częściej, niż robiła to przed chorobą, cieszą kolorowe kwiaty nasadzone wzdłuż parkowych alejek, uśmiecha się na widok roześmianych buzi dzieci bawiących się na placu zabaw... Dostrzega jaki świat jest piękny. To nie tak, że wcześniej o tym nie wiedziała. Zawsze potrafiła dostrzec piękno otoczenia, docenić to co ma. Jednak po walce jaką stoczyła, by móc nadal się tym cieszyć, potrafi dostrzec jeszcze więcej dobrych rzeczy wokół. I to jest wyjątkowe. I jeśli kiedykolwiek wcześniej mówiła, że wie co to znaczy być szczęśliwą, to teraz powiedziałaby, iż wcześniej nie miała pojęcia. Teraz już wie co oznacza być szczęśliwą. Dla niej szczęściem jest po prostu żyć.
***
Stara się, naprawdę to robi. Jest również rozdarty. Czuje bezsilność. Jakiś wewnętrzny głos ciągle podpowiada mu, że nie powinien wstawać z łóżka, że nie musi tego robić, bo przecież ma prawo do tego, ma prawo do rozpaczy, wszakże stracił coś najcenniejszego- jego Ann, jego miłość, a wraz z nią jego życie. Ten sam głos mówi mu, iż nie powinien zbliżać się do córeczki, gdyż jedyne co może zrobić to wyrządzić jej krzywdę, ponieważ nie ma właściwie pojęcia jak zajmować się taką kruszynką. Wreszcie ten sam głos podpowiada mu, iż jest ciężarem dla swojego otoczenia- dla rodziców, przyjaciół. Zdaje sobie sprawę, iż nie powinien słuchać tego głosu, jednak w niektórych momentach, tych w których czuje się najgorzej, nie potrafi się mu przeciwstawić. 
Prawda jest taka, iż Mario ma lepsze i gorsze dni. W te lepsze nie słyszy tych złych podpowiedzi, albo po prostu stara się ich nie słuchać,w  te gorsze faktycznie nie wstaje z łóżka poddając się rozpaczy. Jego życie można porównać do huśtawki- raz jest się wysoko, raz nisko. Tylko, że on za często jest za nisko...
A podczas rozmów jego rodziców oraz przyjaciół za często pada słowo " depresja."
***
Słucha słów przyjaciela. Marco po raz setny, albo i tysięczny stara się go namówić aby skorzystał z fachowej pomocy, on jednak uparcie odmawia. Nie chce rozmawiać z obcą osobą na temat tego co czuje, nie ma zamiaru tego robić. W tej kwestii jest nieugięty. 
-Czy ty w ogóle słuchasz co do ciebie mówię?- pyta blondyn w pewnym momencie.
-Nie muszę, bo od dawna próbujesz mnie namówić, ciągle to robisz, a ja nie chcę!- upiera się.- Musi do was dotrzeć, że nie będę rozmawiać o tak osobistych sprawach z nikim obcym. 
-Mario to ma ci pomóc...- próbuje go przekonać Marco.- Współpracowałeś z psychologami  w klubie, wiesz jak taka rozmowa czasem pomaga...
-Teraz nie chodzi o piłkę.- wysuwa argument.- To nie błahostka, nie kwestia czystej głowy na boisku.
-Wiem, nie o tym mówię, chodzi mi bardziej o fakt, że takie sesje pomagają. 
-Nie będę z nikim rozmawiać. Nie chcę, proszę daj mi spokój.- mówi  spoglądając na przyjaciela.- Odpuść Marco, proszę. Jeśli celem twojej wizyty jest tylko to, żeby przekonać mnie bym umówił się na seans terapeutyczny, to naprawdę możesz już jechać do domu, bo ja się nie zgadzam.- mówi.
-Jeśli naprawdę myślisz, że tylko dlatego tu jestem to najlepszym wyjściem będzie jak faktycznie pójdę.- po wypowiedzeniu tych słów wstaje po czym wychodzi z pokoju. Blondyn słyszy jak Mario woła za nim, słyszy jego kroki, ale nie słucha, gdy mówi, by zaczekał. To nie tak, że się obraził, przecież nie jest dzieckiem, jednak postanawia, że po prostu wróci do domu, bo rozmowa z szatynem tego dnia nie ma sensu. Mario ma ten gorszy dzień, dzień kiedy nie trafiają do niego żadne argumenty. Jest na podjeździe, gdy jego przyjaciel wybiega za nim. Ma zamiar otworzyć drzwi, jednak Mario mu to  uniemożliwia opierając się o nie. 
-Przepraszam, nie to miałem na myśli.- mówi oddychając szybko, co jest zastanawiające wszakże nie przebiegł dużej odległości.
-Nie to, w takim razie co?- mierzy go wzrokiem Marco.
-Ja naprawdę rozumiem dlaczego to robisz, doceniam to. Zachowywałbym się tak samo...- wyznaje.- Przepraszam.
***
Budzi go dzwonek telefonu. Przeciera oczy, po czym wyciąga dłoń i bierze telefon do ręki. Zanim jeszcze udaje mu się zobaczyć kto dzwoni przeciąga po dotykowym ekranie palcem i odbiera:
-Słucham.- mówi ziewając.
-Marco ja bardzo Cię przepraszam...- mówi kobieta, w której głosie blondyn rozpoznaje mamę Mario.-Przepraszam, że dzwonię w środku nocy, ale Jurgena nie ma, jestem sama z Julie i nie mogę...- przerywa, bo słyszy płacz wnuczki.- Chwileczkę, smoczek jej wypadł.- mówi i nastaje cisza, w ciągu której Marco świeci małą lampkę znajdującą się przy łóżku i patrzy na zegarek, który wskazuje godzinę 2:09.
-Kto to?- słyszy pytanie Natalie, która również się obudziła.
-Liliana.-odpowiada.
W słuchawce słyszy jak kobieta szepce do Julie- tak się domyśla. W końcu znów się odzywa:
-Julie zapłakała, musiałam podać jej smoczek. - tłumaczy.
-Co się stało Lil?- pyta skrzydłowy.- Coś z Mario?
-No właśnie chodzi o niego. - przyznaje mama jego przyjaciela.- On wyszedł z domu jakieś pół godziny temu, może mniej. Nic bym nie wiedziała, ale chwilę wcześniej dałam Julie jeść i akurat zasnęła, a ja wychodziłam z jej pokoju i spotkałam go na schodach. Był ubrany w dresy więc się zdziwiłam i zapytałam, a on powiedział, że musi wyjść, żebym się nie martwiła. 
-Wyjść ? Gdzie wyjść?- Marco jest zaskoczony.
-Nie wiem... Byłam zaskoczona, pytałam, mówił coś, że śniła mu się Ann, nie zrozumiałam wiele, bo mówił to idąc. Prosiłam, by nie wychodził, na dworze pada, od tego wypadku się boję, bo wtedy też padało jak jechali. Nie posłuchał mnie, po prostu wziął kluczyki i wyszedł.
-Pojechał samochodem?- to jeszcze bardziej zdziwiło Marco, bo od wypadku Mario nie wsiadł za kierownicę.
-No właśnie... On od wypadku w ogóle nie prowadził, dlatego jeszcze bardziej się przeraziłam, jak brał te kluczyki, ale nie zdążyłam zaprotestować... Dzwonię do niego, jednak okazuje się, że jego telefon został w sypialni... - tłumaczy.- Ja wiem, że panikuję, wiem, że nie powinnam dzwonić do ciebie w nocy i zawracać ci głowy, ale nie ma ojca Mario, nie ma jego braci, nie mam się do kogo zwrócić.
-Lil to w porządku, iż dzwonisz. 
-Panikuję, może nie powinnam, w końcu mój syn to dorosły mężczyzna, ale wiesz przecież w jakim jest stanie. Nie mogę się nie martwić...
-Rozumiem. 
-Mógłbyś...- nie kończy ponieważ Marco wie o co chce go poprosić mama przyjaciela więc odpowiada zanim ta kończy myśl.
-Oczywiście, że tak. Mam nawet pomysł gdzie mógł pojechać...
***
Jest środek nocy, pada deszcz, a on siedzi na ławeczce. Nie przeszkadza mu, iż jego ubranie przesiąknięte jest wodą, właściwie nie ma już chyba miejsca gdzie byłoby suche. Nie przeszkadza mu też ciemność panująca wokół. Właściwie nie jest tak zupełnie ciemno, bo lampy rozmieszczone od siebie w dość dużych odległościach rzucają jednak trochę światła. Musiał przyjechać. Pewnie gdyby ktoś go zobaczył wziąłby go za wariata, bo jaka osoba o zdrowych zmysłach siedzi o 2:30 w nocy na ławce na cmentarzu? Nie ma jednak nikogo wokół, kto mógłby oceniać jego postępowanie. Zresztą nawet gdyby był, to jego nie obchodzą co pomyślą o nim ludzie. Potrzebował przyjechać, obiecał więc jest.
***
Wjeżdżając na parking zauważa znajomy samochód. Parkuje zaraz obok niego, po czym nakłada kaptur i wysiada. Choć na dworze pada odrobinę mniej niż jeszcze 15 minut wcześniej, to nadal pada. Zamyka samochód po czym kieruje się do wyjścia z parkingu, by następnie alejką dojść w docelowe miejsce. Nie lubi odwiedzać w nocy cmentarzy. Nie to, że się boi, ogólnie nie lubi cmentarzy, choć to nie znaczy, że nie jest tu częstym bywalcem, jednak zdecydowanie woli przebywać tu w dzień. Bardzo często przyjeżdża do córki. Zauważa przyjaciela. Nie ma pojęcia, czy Mario słyszy, że idzie, czy też może padający deszcz zagłusza jego kroki. Nie chce go przestraszyć, ma zamiar odezwać się będąc już niedaleko, ale chłopak odwraca się. Domyśla się, że słyszał odgłos kroków. Podchodzi po czym siada obok niego na ławce. Zauważa, że jego przyjaciel jest cały mokry. Ma ochotę zbesztać go, za to, że nie ubrał kurtki, że wyszedł w środku nocy martwiąc mamę, że siedzi w deszczu marznąc na cmentarzu, ale w końcu tego nie robi, bo to Mario pierwszy się odzywa:
-Śniła mi się, wiesz?- mówi.- Wołała mnie, mówiła, żebym przyszedł.- tłumaczy.- Nie zasnąłbym, musiałem przyjechać.-wyjaśnia.-Jak się obudziłem czułem taki niepokój. Tutaj tego nie czuję Marco. Usiadłem i poczułem spokój. - mówi.- Pewnie myślisz sobie, że już totalnie ześwirowałem, bo kto normalny jedzie w nocy, w deszcz na cmentarz i potem moknie siedząc na ławce. Może i zwariowałem, ale tęsknota za nią mnie zabija. Po prostu już nie mogę. Ja naprawdę chcę poczuć się lepiej, może momentami tak jest, ale zaraz potem przychodzi taki moment, że ten ból uderza od nowa, uderza ze zdwojoną siłą. Nie umiem go zwalczyć.
-Nie będziesz tego potrafił jeszcze bardzo długo, nie licz na to. Wiem to, bo po śmierci mojej córeczki czułem to samo. I nadal czuję. Potrzeba czasu, dużo czasu. Musisz nauczyć się z tym żyć po prostu. Nauczysz się, będzie bolało mniej, ale potrzebujesz czasu Mario.
-Krzywdzę moją córeczkę, bo powinienem się nią zajmować, a zrzuciłem to na mamę.- wyrzuca sobie.- Ann byłaby na mnie wściekła gdyby to widziała. Pewnie zresztą widzi i jest wściekła.
-Ann wiedziała jak bardzo ją kochasz, Ann by zrozumiała.- zapewnia go.
-Chciałaby, bym się pozbierał, ale ja nie umiem.
-Zrobisz to.
-Wierzysz we mnie bardziej niż ja sam w siebie wierzę.- zauważa szatyn.
-Ktoś musi wierzyć prawda? Ty zachowywałeś się podobnie jak zmarła moja córeczka. Wspierałeś mnie.- przypomina mu.
-Od tego są przyjaciele.
-Przyjaciele są też od tego, żeby siedzieć z tobą na cmentarzu nad ranem.- mówi Marco.- I nie mam cię za wariata, nie martw się. Ludzie robią znacznie dziwniejsze rzeczy niż siedzenie na cmentarzu w deszczu prawie o 3 w nocy.- spogląda na niego, a po twarzy Mario przemyka mały uśmiech, ale szybko jak się pojawia, tak szybko znika. Rozmawiają jeszcze chwilę. Deszcz przestaje padać, a Mario opowiada co mu się śniło. Później na parkingu sam prosi Marco, by odwiózł go do domu, bo nie chce jechać samochodem. Właściwie dziwi się sobie, że gdy wyszedł z domu to wsiadł za kierownicę. Przyjaciel odwozi go do domu, a potem wraca do siebie. Jest prawie 4:00 rano. Natalie nie śpi gdy kładzie się do łóżka.
-Wszystko z nim w porządku?- pyta.
-Tak, kochanie. - odpowiada, po czy rozkłada ramiona.- Chodź tu.- prosi ją, a ona po prostu się  w nie wtula.- Z Mario będzie okej.- mówi jej.- Jestem tego pewien.
Natalie patrzy na niego, przez chwilę nic nie mówi, dopiero po chwili się odzywa:
-Jesteś wspaniałym przyjacielem Marco.- mówi mu.- Nie każdy tak by się przejmował, nie każdy jechałby w taką pogodę w środku nocy na cmentarz...
- Z ludzi, którzy nas otaczają większość, by tak własnie postąpiła.- mówi.
- Więc wniosek jest jeden, mamy wyjątkowe osoby wokół siebie.- stwierdza malarka.
-To prawda. -przyznaje piłkarz.- Mam też wyjątkową i unikatową osobę przy moim boku.- mówi składając mały pocałunek na jej czole, a następny na ustach.
-Kocham Cię Marco.- wyznaje Natalie.
- Kocham Cię Nat.
***
Jakiś czas później.
Stoi przed jej grobem trzymając w ramionach  córeczkę- owoc ich miłości. Do tej pory zabrał ją ze sobą tylko  raz. Poprzedniego wieczoru postanowił jednak to zmienić. Ma zamiar zmienić wiele rzeczy w swoim życiu. Chce walczyć o każdy dzień, nie poddawać się uczuciu beznadziei, które towarzyszy mu każdego dnia. Ma zamiar mówić Julie o mamie i pokazywać zdjęcia, których ma całą kolekcję. Pragnie, by malutka ją poznała, wiedziała jaką wspaniałą kobietą była, jak bardzo jej pragnęła. Chce też spełnić marzenie swojej zmarłej żony związane z fundacją. Julie niecierpliwi się. Piłkarz patrzy na nią:
-Spokojnie kochanie. Już idziemy.- mówi po czym całuje ją w małe czółko, a następnie kieruje się w stronę alejki. Idąc wąską alejka cmentarza cały czas mówi do swojej córeczki. W pewnym momencie słyszy za sobą głos:
-Przepraszam.
Odwraca się i widzi blondynkę z długimi włosami uśmiechającą się do niego. Najpierw nie wie z jakiego powodu go zaczepiła, nie zna jej jednak zaraz potem zauważa, że dziewczyna trzyma  w dłoni bucik jego córeczki
-To chyba należy do pana córeczki.- mówi wyciągając w jego stronę dłoń z bucikiem.
-Tak,  nie zauważyłem, że jej spadł.- na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech. Bierze z rąk dziewczyny zgubę, a mała Julie chce od razu wziąć go do ręki.-O nie kochanie. Nie dam ci bucika, ponieważ zaraz znów go wyrzucisz.- uśmiecha się do niej- Dziękuję bardzo.- zwraca się do dziewczyny.

-Nie ma za co. Do widzenia.- mówi dziewczyna.
-Do widzenia.- odpowiada po czym każde z nich odchodzi w swoją stronę. I kiedy Mario jest już kilkanaście metrów dalej, zauważa, że Julie nie ma drugiego bucika więc odwraca się i widzi go parę kroków dalej. Wraca się około dwóch metrów, ponosi go z kostki brukowej. Prostując się zauważa, iż ta sama dziewczyna, która podała mu but jego córeczki stoi właśnie przy grobie jego żony. 
***
Mam nadzieję, że się podoba :)
Komentujcie.



poniedziałek, 8 czerwca 2015

7.Maleńka iskierka nadziei...



Liliana nosi Julie. Mała płacze już od dobrych 15 minut. Nie jest głodna, ma sucho więc mama Mario podejrzewa, iż maleństwo ma kolkę. Próbuje ją uspokoić, ale niestety nie przynosi to rezultatów. Słysząc dzwonek do drzwi idzie otworzyć. Do domu wchodzi przyjaciel jej syna. Zamyka za sobą drzwi i kieruje się za mamą Mario do salonu:
-Co się dzieje?- pyta patrząc na zapłakane maleństwo.
-Płacze już 15 minut. Jest najedzona, ma sucho, myślę, że to kolka.- tłumaczy mu.- Noszenie trochę pomaga, bo już tak się nie pręży, ale nadal płacze.
-A Mario?- pyta.
-Spał. Odsypiał noc, bo nie spał. Nie mógł. Spacerował po domu pół nocy, a potem siedział na tarasie do rana.- odpowiada mama szatyna.
Piłkarz spogląda na małą:
-Może kąpiel pomoże?- proponuje.
-Przyszło mi i to do głowy, ale zadzwonił dzwonek. Możesz na moment ją wziąć? Przygotuję wodę.- pyta
-Oczywiście.- zgadza się od razu wyciągając dłonie, by zabrać małą. 
5 minut później mała Julie leży już w wanience z ciepłą wodą. Ma położoną na brzuszku pieluszkę. Nie płacze już. Macha rączkami, co wywołuje uśmiechy u dwójki osób będących w łazience.
-Pomogło.- cieszy się babcia dziewczynki.- Uff.- wzdycha z ulgą. 
-Lubi się kąpać.- zauważa Marco.- Słodka jest. Uwielbiam na nią patrzeć…
Słyszą kroki. Po chwili do łazienki wchodzi ojciec dziewczynki. Ma kilkudniowy zarost na twarzy, jest ubrany jedynie w spodnie od piżamy. Wita się z blondynem:
-Co się stało? Jull płakała?- pyta.
-Tak. To chyba kolka.- słyszy z ust swojej rodzicielki. Mario przykuca obok wanny. Wkłada dłonie do wody i dotyka maleńkiego ciałka córeczki. Mała mimowolnie dotyka jego dłoni. Rusza rączkami uderzając w wodę:
-Uwielbiasz się kąpać co?- pyta piłkarz.- Mamusia też uwielbiała. Mała modeleczko.- mówi z czułością piłkarz, a  jego mama przygotowuje ręcznik.
-Chyba już wystarczy. Trzeba ją położyć spać.- mówi po czym wyciąga dziewczynkę z wody. Mała reaguje płaczem, ale zawsze tak robi kiedy kąpiel się kończy. Liliana otula ją ręcznikiem, wyciera i zakłada czystą pieluszkę. Dziewczynka pręży się i płacze. Mario podchodzi do niej:
-Chodź do tatusia.- mówi biorąc ją na ręce. Przytula jej nagie ciałko do swojej nagiej klatki piersiowej. Potem kładzie na niej lekki kocyk i wychodzi. Nosi ją przytuloną do siebie, głaszcze jej małą główkę. Malutka już nie szlocha. Tuli się ufnie do torsu swojego ojca. Marco i Liliana obserwują tę scenę siedząc na sofie w salonie. Po 15 minutach słyszą:
-Śpi.- oznajmia piłkarz Bayernu.
-Trzeba jej ubrać pajacyk. Rozłożę tutaj, może się uda jej przy tym nie obudzić.- mówi babcia Julie.
Dwie minuty później ojciec dziewczynki zapina ostatni kapsel. Mała śpi słodko. Bierze ją na ręce po czym wkłada ją do wózeczka. Sam zajmuje miejsce obok swojego przyjaciela. Mama piłkarza wychodzi, więc zostają sami:
-Jednak ramiona taty potrafią sprawiać cuda.- kwituje Marco.- Ona cię bardzo potrzebuje.- zerka na przyjaciela.
-Wiem.- przyznaje.- Zdaję sobie sprawę, że za mało się nią zajmuję, ale czasem nie jestem w stanie. Nie mam siły rano podnieść się z łóżka. To straszne uczucie.- zwierza się swojemu przyjacielowi.-  Źle się z tym czuję...
-Może masz depresję.- sugeruje.- Pomyśl nad rozmową z psychologiem.- proponuje mu.- To nic złego, przecież o tym wiesz. - zauważa.
-Nie jestem gotowy na zwierzenia obcej osobie.- kwituje szatyn.- To jest tak bardzo osobiste...  
-Rozumiem, więc porozmawiaj z kimś kogo znasz.- pada następna podpowiedź ze strony blondyna, który naprawdę stara się zrobić wszystko, by wyciągnąć Mario z tego stanu, w którym znajduje się od wypadku i straty żony.
-Z tobą rozmawiam.- mówi pomocnik bawarskiej drużyny.
-Ale nie mówisz mi wszystkiego.- zauważa blondyn.- Widzę to.
Chłopak milknie. Odwraca wzrok, wpatruje się gdzieś w okno. Skrzydłowy nie zamierza nalegać, by mu powiedział, naciskać. Jest cierpliwy, zawsze był. Wie, że prędzej czy później jakiś przełom w tej sytuacji nastąpi. Ma nadzieję, iż stanie się to niebawem.
-Pojadę do domu. – wstaje.- Trzymaj się. Jutro wpadnę.- mówi.
-Zostań jeszcze.- słyszy za plecami słowa Mario.- Chodź na górę.
Piłkarz bez słowa kieruje się za Mario w stronę schodów. Idą do jego sypialni, najpierw przyjaciel odkłada córeczkę do łóżeczka. Przykrywa ją kocykiem. Marco jest świadkiem jak na twarzy Mario patrzącego na córeczkę pojawia się uśmiech. Jest krótki, ale jednak jest. To jakiś postęp. Choć do niej się uśmiecha. Chłopak włącza czujnik bezdechu znajdujący się w łóżeczku. To częste zalecenie u wcześniaków. Stoją obydwaj nad łóżeczkiem małej i patrzą:
-Ann byłaby szczęśliwa gdyby mogła ją przytulić i zobaczyć. Tak bardzo jej pragnęła.- słyszy z ust szatyna.
-Na pewno. Mario… ona bardzo cię potrzebuje. Nie ma mamy, a ty sprawiasz, że ma mało również taty. Wiem, że jest ci ciężko. Straciłeś najważniejszą osobę w twoim życiu, ale zyskałeś kolejną. Przecież to jest cząstka ciebie i Ann. Oboje daliście jej życie. Jest owocem Waszej miłości. Dziecko to najpiękniejszy prezent jaki mogą sobie dać dwie osoby. Ona jest waszym małym cudem. Cudem jest też to, iż nie ucierpiała w tym wypadku. Mogłeś stracić dwie osoby. Ann na pewno by chciała byś spróbował żyć dla waszej córeczki.- mówi Marco.
-Próbuję. To dla niej wstaję z łóżka. Jem dla niej, choć na sam widok mnie mdli. To dla niej żyję, choć wcale mi się nie chce. To dla tego małego okruszka to robię. Bardzo ją kocham. Czasem nie mam siły wyjść z pokoju, cały dzień wyję, ale nie potrafię inaczej. Marco… mnie tak jej brakuje, że to aż boli. Naprawdę. Wyobrażasz sobie stratę Natalie? Straciłeś ją na kilka miesięcy, ale wiedziałeś, że gdzieś tam jest, żyje, ma się dobrze. Ja już nigdy jej nie zobaczę, nie przytulę, nie usłyszę z jej ust żadnych słów, nie zobaczę jak rzuca piorunami z zazdrości. Nie powie mi, że kocha mnie najbardziej na świecie i jej miejsce jest w moich ramionach. Ona była wyjątkowa. Unikatowa. Była dla mnie, była moja, tylko moja.- wyznaje Mario, w jego słowach słychać ból, żal, tęsknotę, rozpacz, drży mu głos. Marco spogląda na przyjaciela, a potem kładzie obejmuje go ramieniem.
-Ona ci powie, że cię kocha najbardziej na świecie, będzie wtulać się w twoje ramiona, kiedy będzie jej źle, będzie płakać mocząc łzami twoją koszulę i rozśmieszać cię, gdy zobaczy, że jesteś smutny. I już zawsze będziesz miał Ann przy sobie. Ona jest w niej. Będzie rosła i podejrzewam, iż odziedziczy wiele cech twojej żony, może nawet wizualnie.- mówi blondyn patrząc na małą dziewczynkę śpiącą w łóżeczku, a potem spogląda na przyjaciela.-   Zrozum, że Ann odeszła fizycznie, ale ona ciągle przy tobie jest i zostanie już na zawsze w osobie twojej córeczki.- tłumaczy spokojnie.- Ann zostawiła ci Julie. Już nigdy nie będziesz sam. - Zauważa, że broda Mario drży.- Pozwól tej małej dziewczynce posklejać twoje złamane serce, pozwól jej nim zawładnąć.
-Cholera…- to słowo wychodzi z ust szatyna, więc gdy Marco patrzy na niego i widzi, że  Mario płacze. 
***
Z dnia na dzień teoretycznie powinno być lepiej, być może jest, ale ona jest zmęczona. Stara się tego po sobie nie okazywać. Wie dobrze, że rekonwalescencja po takiej operacji trwa kilka miesięcy. Jej i tak sprawnie idzie. Czasem po prostu widząc normalnych, zdrowych zupełnie ludzi, mogących cieszyć się codziennością, zazdrości im. Potem karci się sama za te myśli. Przecież to ona dostała drugą szansę, drugie życie i ona musi je przeżyć jak najlepiej potrafi. Ma już pewien plan, ale najpierw potrzebuje dojść do normalności. Codziennie czyta gazety. Praktycznie we wszystkich rozpisują się o piłkarzu, który stracił żonę w wypadku. Tego tematu nie da się ominąć. Ona nie chce. Wie bowiem, że para miała założyć fundację, a ten temat bardzo ją interesuje. Niestety nie pojawiają się informacje odnośnie fundacji, co jej nie dziwi ponieważ wie, iż piłkarz jest załamany po stracie żony i nie w głowie mu teraz inne rzeczy. Do jej pokoju wchodzi przyjaciółka :
-Cześć.- podchodzi po czym całuje ją w policzek.- Jak się czujesz?- pyta.
-W miarę.- pada odpowiedź.
-Wiesz co? Mam news. Podobno wszystkie dokumenty odnośnie fundacji Ann Gotze zostały już dawno zatwierdzone. Wszystko czeka na jego ruch.- stwierdza dziewczyna.
-Który nie nastąpi szybko. Czytałaś gazety?- pyta.
-Tak. - odpowiada.-Nie dają mu spokoju. Ciągle coś piszą, wyciągają, snują domysły. Mogliby dać mu spokój.- wzdycha.
-Będą drążyć. Tacy są dziennikarze. Nie zważają na czyjś ból, rozpacz, a jedynie szukają sensacji. Jednak on sobie poradzi. I w końcu ta fundacja zacznie działać. Znajomy mówił, że on tak kochał swoją żonę, iż na pewno spełni jej wielkie marzenie.- mówi.
-Sama popatrz jak można kogoś bardzo kochać.- Emily zawiesza się na chwilę.- Jakoś wcześniej nie interesowałam się prywatnym życiem piłkarzy, piłką i owszem, ale poza boiskiem jakoś ich temat mnie nie interesował. Najpierw Marco i ta historia z jego obecną żoną, a teraz Ann i Mario. Ciągle o tym piszą, trudno nie czytać…
-To podobno była wielka miłość. Odkąd ją poznał nie interesowały go inne kobiety. Podobno dziennikarze nie wróżyli temu związkowi długiego stażu, posądzali ją o to, iż jest z nim dla pieniędzy, ale w rzeczywistości tak nie było.
-Wielka miłość, która miała tragiczne zakończenie.- stwierdza Emi.
-Z jednej strony tak, ale mogła mieć gorsze. Została mu córeczka. Podobno jest śliczna.
-Dziecko to mały cud…
***
2 tygodnie później.
Marco podjeżdża pod dom przyjaciela. W momencie gdy wysiada w ogrodzie widzi mamę Mario. Idzie do niej:
-Dzień dobry.- całuje ją w policzek.
-Cześć Marco. Przyjechałeś do Mario?- pyta.
-Tak. Postanowiłem zajrzeć.- mówi.
-Nie ma ich. Zabrał Julie i pojechał do Ann.- słyszy z ust kobiety.- Chyba jest lepiej wiesz?- dodaje.
-Zauważyłem i bardzo mnie to cieszy.- uśmiecha się.

-Wczoraj wieczorem, kiedy wróciliśmy do domu, poszłam na górę. Sypialnia była otwarta. Usłyszałam jego głos. Mówił do niej, opowiadał jej o Ann. Nie powinnam stać pod drzwiami i słuchać, ale wmurowało mnie w podłogę jak usłyszałam w jaki sposób mój syn opowiada o swojej żonie. Słyszałam jak łamie mu się głos, jak płacze i mówi dalej, a ja płakałam za drzwiami. Wiedzieliśmy, że ją kocha, ale wczoraj poczułam jak bardzo.- opowiada ze łzami w oczach.- Chodź porozmawiamy na tarasie...
***
-Ależ on powinien iść do psychoterapeuty.- upiera się Agnes.- To na pewno depresja.
-Być może, ale jest lepiej, naprawdę zrobił duży krok naprzód.- zauważa Natalie.
-Tylko ile to potrwa?- pyta blondynka.- Z depresją nie ma żartów. Ona atakuje w najmniej odpowiednich momentach, może teraz Wam się wydawać, że Mario jest na dobrej drodze, by powoli wybrnąć z tego stanu, ale to może być chwilowe...
-To delikatna sprawa...- zauważa Marco.- Nikt nie zmusi go do pójścia i obnażenia swoich uczuć, swoich lęków przed obcą osobą.- mówi.- Ja rozumiem dlaczego tego nie chce. To zbyt osobiste. Nie mówię, że nie powinien, bo na pewno takie spotkania by pomogły, jednak musi być na nie gotowy, a teraz nie jest, wierzcie mi.- stwierdza.
-Marco ma rację.- mówi Ricky.- Nie da się zrobić czegoś na siłę. Jeśli on nie chce, nie jest gotowy, to nie można go zmusić. 
***
Obserwuje swoją córeczkę śpiącą w łóżeczku. Stoi tak dłuższą chwilę, ale w końcu sprawdza elektroniczną nianię po czym wychodzi z pokoju, by pójść do swojej sypialni. Chwilę później z laptopem na kolanach przegląda swoją skrzynkę mailową, a kiedy kończy odkłada komputer na szafkę. Na panelach, obok łóżka leży torba z laptopa, kiedy wstaje potyka się o pasek. Pochyla się, by ją podnieść i wtedy zauważa leżącego obok niej, jednego z wielu pendrive Ann. Jest w kształcie serca, na srebrnym łańcuszku. Pamięta, że lubiła go, ponieważ mogła go nosić na szyi jako naszyjnik, jako, że dostała go z jakiejś firmy produkującej biżuterię. Serce pokryte było drobnymi cyrkoniami, wystarczyło ściągnąć górę i okazywało się, iż w środku był przenośny dysk. Bierze w dłoń gadżet i niewiele myśląc wkłada do gniazda USB. Po chwili pojawiają się pliki, które na dysku umieściła jego żona. Jest tam sporo ich wspólnych zdjęć z czasu ciąży. Gdy je ogląda znów boli go bardziej, znów ściska go w gardle, a w oczach czuje piekące łzy. Nie odchodzi jednak od komputera. W końcu natrafia na jakiś plik wideo, a właściwie na folder z plikami wideo. Otwiera pierwszy z nich i to znów w niego uderza, bo nagrała to Ann. Jego żona uśmiecha się do kamery. Słucha co mówi i po chwili rozumie, że modelka nagrała te króciutkie filmiki dla ich córeczki, po prostu chciała by maleńka kiedyś dowiedziała się, że była wyczekiwana. Na kilku z nich jest również on. Przypomina sobie jak Ann nie raz chodziła z telefonem i mówiła mu, żeby powiedział coś do ich córki. On wtedy przeważnie machał i mówił coś w rodzaju " Kocham Cię okruszku."
Teraz dotarło do niego, że jego żona chciała utrwalić takie momenty. To boli widzieć ją roześmianą, to boli słyszeć jej głos, to naprawdę niewyobrażalnie boli. Boli ponieważ jedynie z filmików może usłyszeć jej głos. Nie wie nawet w którym momencie zaczął  płakać... 
***
Pójdę zajrzeć do Jull.- mówi Liliana do męża.
-Mario jest na górze, miał ją przecież położyć spać.- stwierdza Jurgen.
- Powinna już dawno wstać.- zauważa kobieta.
-Widocznie nie wstała skoro taka cisza.
-Zajrzę.- upiera się.
Wychodzi na górę i najpierw zagląda do pokoju dziewczynki, ale gdy tam jej nie zastaje kieruje się do pokoju syna. Znajduje ich obydwoje śpiących na łóżku szatyna. Cicho wchodzi do środka. Od razu zauważa opuchniętą twarz, a w szczególności oczy Mario, zresztą wie czym to jest spowodowane, bo na komputerze, ściszony leci filmik.
-Pomóż mu Ann.- wzdycha cicho Liliana.- Pomóż im...
***
Witajcie.
Nie wiem co mam myśleć, bo pod poprzednim postem jest 5 komentarzy, za które dziękuję z całego serca autorom. Z drugiej  strony widzę, że opowiadanie "Za rogiem czeka przeznaczenie" bardziej przypadło Wam do gustu. Nie wiem czy jest to spowodowane tym, że jest ono o Marco, a to na tym blogu już o Mario, a Marco to jedynie bohater poboczny? Sama już nie wiem co myśleć. W każdym razie dodaję następny, na razie mam zamiar dokończyć pisanie tego bloga, ale to może się zmienić w momencie, w którym uznam, że jednak ta historia nie interesuje Was. 
Pozdrawiam i liczę na komentarze.