Mario leżąc na kanapie w salonie słyszy rozmowę Emily, którą dziewczyna najprawdopodobniej prowadzi z jego mamą. Nie jest pewien, wnioskuje to z tego co słyszy.
-Ależ nie ma potrzeby, aby Państwo wracali wcześniej, przecież ja tu jestem.- tłumaczy spokojnie.- Julie ma się świetnie, ucina sobie właśnie drzemkę, Mario odpoczywa w salonie.- mówi.- Nic złego się nie dzieje.- milczy przez moment.- Tak, dostał zastrzyk rano. Proszę się nie martwić.- zapewnia.-Tak, do zobaczenia.-dziewczyna odkłada telefon,by następnie zabrać kubek z parującą herbatą. Kiedy wchodzi do salonu zauważa, że Mario już nie ucina sobie drzemki.
-Myślałam, że nadal śpisz.- mówi stawiając kubek na stoliku przed kanapą, na której odpoczywa chłopak.
-Obudziłem się chwilę temu.- odpowiada.-Rozmawiałaś z moją mamą?- pyta.
-Tak.
-Bardzo cię męczyła?
-Nie bardzo, ale się martwi i musiałam odwieść ją od pomysłu natychmiastowego powrotu.
-Nie zdziwię się jak pomimo to i tak wrócą.- mówi chłopak po czym powoli próbuje się podnieść do pozycji siedzącej.
-Pomogę ci.- oferuje Emily i pomaga mu usiąść.
-Dziękuję.- słyszy z ust piłkarza.- Za to, że wczoraj się pojawiłaś, za to, że zajęłaś się moją córką i za to, że nadal zajmujesz się nie tylko nią, ale i masz na głowie i mnie dodatkowo.- mówi.
-Nie masz za co dziękować, zawsze chętnie pomogę, choć wolałabym widzieć cię w dobrej formie. Wczoraj naprawdę mnie wystraszyłeś.- wyznaje.
-Ja też się wystraszyłem.-przyznaje szatyn.- Miałem różne kontuzje, czasem naprawdę poważne, bolało mnie, ale nigdy nie miałem żadnego zapalenia znikąd właściwie. Wiem jak boli naciągnięty mięsień, ale jak się wczoraj obudziłem to od razu wiedziałem, że to nie od tego tak mnie boli. No i mam...- wzdycha.
-Najważniejsze, że jest lepiej, wiesz co się stało, dostałeś zastrzyk i teraz już naprawdę będzie dobrze.
-Tylko muszę znów czekać...
-Nie masz wyboru.
-Jak zawsze...- mruczy i upija łyk herbaty.
***
Kiedy pojawia się w klinice, w pokoju Marka, ten śpi. W pomieszczeniu jest jeszcze Sebastian, który widząc go proponuje mu pójście na kawę do bufetu, na którą to propozycję chętnie przystaje.
-Muszę polecieć do domu.- mówi partner Marka.- Chcę być na pogrzebie mojego ojca, zarezerwowałem już bilet.- patrzy na Ricky'ego.- Nie chcę jednak zostawiać go samego. Wiem, że planowałeś powrót do domu, ale jeśli mogę cię prosić, byś został dwa dni dłużej, do mojego powrotu, to bardzo proszę zostań.- prosi go.
-Wczoraj rozmawiałem z Agnes, moją dziewczyną... Musiałem, bo miałem już wracać do domu.
-Nie zgodziła się? Zrozumiałe, ja też czułbym się niepewnie...
-Zostanę oczywiście.
-Jeśli masz mieć problemy ze swoją dziewczyną...
-Nic podobnego, ona nie ma nic przeciwko. Próbuję ci właśnie powiedzieć, że miałem zamiar zostać tutaj kiedy ty będziesz w domu, jeśli jest taka potrzeba. Nie chciałbym byś pomyślał, że się narzucam, jestem nadopiekuńczy czy coś podobnego.
-Dziękuję. Nie chcę by został sam. On nie może być teraz sam.
-Nie będzie. Wyjadę po tym jak wrócisz.- zapewnia Ricky. Przez chwilę piją kawę w milczeniu. Sebastian wyraźnie nad czymś się zastanawia, ale nie mówi nic, więc Ricky nie pyta. Dopiero po chwili w końcu partner Marka się odzywa.
-Mark mówił mi, bez szczegółów oczywiście, że twoja rodzina, kiedy dowiedziała się, że jesteście razem odrzuciła cię... Mnie też...- wyznaje i podnosi wzrok .- Choć to, że mnie odrzucili to lekko powiedziane. Mój ojciec... on...- przerywa na moment, by po kilku sekundach znów mówić.- Bałem się powiedzieć, ale z drugiej strony miałem dość tego, że ciągle mnie swatali z córkami znajomych. Gdybym wiedział co się stanie, gdybym wiedział jak to przyjmą, nigdy bym tego nie powiedział.-wyznaje.-Wybuchła wielka awantura, próbowałem tłumaczyć, ale nikt nie chciał słuchać, on krzyczał, wyzywał mnie, a moja matka nie mówiła nic, po prostu płakała. Kiedy próbowałem się bronić dostałem w twarz, ale na tym jednym razie się nie skończyło. Mój ojciec był dobrze zbudowanym mężczyzną, nie miałem szans. Pamiętam jak pociągnął mnie za włosy, kiedy chciałem uciec z pokoju, szarpnął mnie i pamiętam ból głowy, gdy upadłem na parkiet. Potem obudziłem się w szpitalu z pękniętą czaszką i niedowładem prawej ręki. Byłem w prywatnej klinice, gdzie mogłem dojść do siebie, gdzie była rehabilitacja, ale gdzie byłem sam. Nigdy nie usłyszałem przepraszam. - wyznaje, a Ricky domyśla się, jak źle w tym momencie musi czuć się chłopak.- Najpierw, kiedy usłyszałem o jego śmierci, to pomyślałem sobie, że nie pojadę, bo przecież nie muszę czuć się zobowiązany. Ale to mój ojciec. To mój ojciec.- patrzy na Ricky'ego.- Postępuję irracjonalnie pewnie...
-Nie postępujesz, wiem co czujesz. Mój ojciec nie umarł i mnie nie pobił, ale po wielu latach, jak już wróciłem do Dortmundu, nie będąc już z Markiem, ale to akurat najmniej ważne, miał poważny wypadek. Mógł wtedy umrzeć, a ja, choć byłem zły, miałem do niego ogromny żal, to jednak nie mogłem nie pojawić się w szpitalu, pomimo wszystko. Bo to mój ojciec. I jestem pewien, że dobrze robisz jadąc na pogrzeb pomimo tego, co się stało. Nie rób tego dla innych, po prostu zrób to dla siebie.
***
-Dzięki. -mówi Marco odbierając od Emily kubek z herbatą.
-Pójdę zobaczyć do małej.- mówi dziewczyna.
-Śpi, byłem przed momentem. Możesz spokojnie sobie usiąść.
-Nie chcę wam przeszkadzać.- stwierdza.
-Nie będziesz. Chodź.-namawia ją.
Obydwoje wchodzą do salonu, gdzie w pozycji półsiedzącej jest Mario popijając swoją herbatę i rozmawiając przez telefon ze swoją mamą. Po cichu, aby nie przeszkadzać w rozmowie siadają na kanapie.
-Mamo wszystko jest w porządku. Z Julie też, Emi świetnie się nią zajmuje, jak zawsze zresztą.- Tłumaczy zirytowanym tonem.- Tak, mną też się zajmuje, mamo, choć nie ma takiego obowiązku.- dodaje.- Tak, dostałem kolejny zastrzyk. - słucha przez chwilę.- Dobrze kończę, bo jest Marco i Emily. Do zobaczenia jutro po południu tak? Do zobaczenia.- rozłącza rozmowę po czym odkłada komórkę unosząc się lekko,a wtedy jedna z poduszek, którą ma pod plecami wysuwa się co natychmiast zauważa Emily, więc podnosi się, podchodzi bliżej niego, po czym wsuwa ją na miejsce.
-Wysunęła się.- tłumaczy.
-Dziękuję.- mówi Mario.
-Nie jest ci zimno w stopy?- pyta widząc, że piłkarz nie ma ubranych skarpet.
-Jest w porządku, dziękuję.- odpowiada mężczyzna.- Momentami zachowujesz się jak moja mama.- uśmiecha się szatyn.
-Gdybyś usłyszał wszystko, co ja usłyszałam przez telefon, też byłbyś nadopiekuńczy. Chociaż ja i bez tego jestem...- przyznaje dziewczyna.
-Co akurat nie jest wadą.- dodaje Marco.- Lepiej być troskliwym niż obojętnym.- kwituje.
-Wychodzę z tego samego założenia.- zgadza się Emily.
-Cóż... a ja nie będę narzekać, bo jestem wam wdzięczny, że jesteście.- mówi poważnie.-Oszalałbym sam.- dodaje.
-Hej... Będzie w porządku.- mówi blondyn.
-Powiedz to moim plecom.
***
Natalie całuje śpiącego Oliego, a zaraz potem Cassie. Uśmiecha się, kiedy patrzy na swoje pociechy pogrążone we śnie. Jest taka szczęśliwa, że je ma. Nie wyobraża sobie życia bez tych małych istot. Tak bardzo je kocha.
Słyszy odgłos zamykanych drzwi na dole, więc jest pewna, że jej mąż wrócił i własnie wszedł do domu. Zostawia włączoną lampkę, po czym wychodzi z pokoju dzieci. Marco znajduje w kuchni, kiedy pije wodę z wysokiej szklanki. Podchodzi do niego, po czym obejmuje go w pasie wtulając się w jego klatkę piersiową. Piłkarz odkłada szklankę na blat, a zaraz potem obejmuje ją i jeszcze mocniej przytula do siebie.
-Stęskniłaś się?- pyta.
-Zawsze jestem stęskniona.- słyszy odpowiedź.- Pocałuj mnie.- prosi. Dostaje to czego chce już kilka sekund później. Jej mężczyzna bowiem pochyla się odrobinę, po czym czuje jego usta na swoich. I choć są ze sobą już długo, choć wymienili przez ten czas między sobą tysiące pocałunków, to ona nigdy nie ma dość ust swojego męża.
Mija dłuższa chwila, kiedy w końcu odsuwają usta od siebie. Marco uśmiecha się patrząc na jej zaczerwienione usta.
-Kocham cię.- mówi jej, choć tego dnia wypowiedział te słowa już kilka razy.
-Kocham cię bardziej.- słyszy z jej ust.- I cieszę się, że jesteś już w domu. Pomyślałam o kąpieli...- mówi patrząc na niego.
-Wspólnej...- podpowiada jej.
-Wspólnej.- przytakuje Natalie uśmiechając się.
-Pójdę napuścić wodę, ale najpierw zajrzę do naszych dzieci i dam im buziaka na dobranoc.
-Dobrze.
Chwilę później, kiedy Natalie zjawia się w łazience jej mąż jest już w wannie.
-Czekałem na ciebie.- mówi jej więc nie zastanawiając się długo dołącza do niego. Woda jest ciepła i przyjemna, ale jeszcze przyjemniej czuje się opierając się placami o klatkę piersiową swojego męża, głowę opierając na jego ramieniu, czując delikatne pocałunki, które mężczyzna składa na jej szyi.
-Mieliśmy wziąć kąpiel.- przypomina Natalie uśmiechając się.
-Przecież się kąpiemy.- odpowiada blondyn.- Zawsze cię całuję więc dlaczego w wannie miałoby być inaczej?
-W wannie też zawsze mnie całujesz.- zauważa malarka.
-I nie tylko...- dodaje Marco składając kolejny pocałunek na jej szyi, a potem odwracając jej twarz bardziej w jego stronę i sięgając ustami do jej ust.- Rozumiem jednak, że dzisiaj mam być grzeczny?- patrzy na nią mrugając.
-Wiesz to zależy...- zaczyna Nat.- Jeśli chcesz za 9 miesięcy powitać kolejnego małego członka naszej rodziny, co jest bardzo, bardzo prawdopodobne, jeśli będziesz kontynuować, to nie musisz przestawać.- jego żona przesuwa się lekko, zmienia pozycję tak, że teraz może tulić się do niego siedząc już bokiem. Marco całuje ją w czoło.
-Będę grzeczny.- obiecuje, a Natalie uśmiecha się wtulając się w jego ciało. Niedawno rozmawiali bowiem o trzecim dziecku, ponieważ obydwoje chcieliby, by w ich życiu pojawił się kolejny owoc ich miłości, jednak postanowili, że to jeszcze nie ten czas, że powinni jeszcze poczekać. -Choć naprawdę trudno mi to przychodzi mieć cię tak blisko i skończyć na pocałunkach i przytulaniu.- dodaje i jest pewien, że jego żona choć nie widzi w tym momencie jej ust, to jednak się uśmiecha.
Spędzają w wannie jeszcze kilkanaście minut, by po kąpieli i dokładnym wysuszeniu położyć się do łóżka.
-Co u Mario, bo nie zapytałam w końcu, choć taki miałam zamiar?-pyta brunetka.
-Dostał kolejny zastrzyk, czuje się lepiej. Jego mama dzwoni ciągle, by się upewnić, czy wszystko w porządku, chyba naprawdę się bardzo wystraszyła.
-To pewnie Mario się denerwuje?
-Stara się tego po sobie nie pokazywać. Dodatkowo Liliana dzwoni do Emily, ale ona to już chodząca oaza spokoju. Jest mega cierpliwa, Mario mi opowiadał jak rozmawia z jego mamą, jak spokojnie odpowiada na każde pytanie, podczas gdy jego roznosi, choć wszystkiego nie słyszy.
-To musi być ciekawie.
-Wiesz coś ci powiem... Może nie powinienem, ale coś mi przyszło na myśl w momencie, w którym Emily poprawiała Mario poduszkę, jak mu się wysunęła... To znaczy już wielokrotnie to przychodziło mi na myśl, ale dziś znów...
-No to powiedz co to takiego?- pyta zaciekawiona Natalie.
-Wiem, że to pewnie nierealne, bo znam mojego przyjaciela, wiem jak bardzo kochał i kocha Ann... I wiem, że mało prawdopodobne, by się szybko przełamał i dał komuś szansę, ale wiesz... myślę, że to powinien być ktoś taki jak Emily. - mówi Marco.
Natalie zastanawia się nad słowami, które wypowiedział jej mąż. I przyznaje mu rację.
-Masz rację Marco. - mówi.
-Tylko czy to się kiedykolwiek zdarzy?
-On nadal potrzebuje czasu.
-Wiem o tym doskonale.
***
Uśmiecha się słuchając jak jego żona nuci piosenkę, która własnie w tym momencie leci w jednej z ich ulubionych stacji.Ann również się uśmiecha podśpiewując i głaszcząc troskliwie jej duży ciążowy brzuszek. On przez moment również go dotyka, wtedy, kiedy jego żona mówi, iż jego córka kopie. Ruchy ich dziecka, które dokładnie czuje, kiedy trzyma dłoń na wypukłym brzuszku żony, wywołują na jego twarzy jeszcze większy uśmiech.
-Będzie piłkarką?- żartuje Ann.
-Ma to w genach po tatusiu.- dodaje Mario.
Ann uśmiecha się, a on bierze dłoń i układa ją spowrotem na kierownicy. Czuje jak jego żona kładzie swoją dłoń na jego udzie.
-Nadal nie mogę w to uwierzyć, że ten nasz mały cud będzie z nami już za 6 tygodni.- mówi jego żona.
-Nie mogę się doczekać kochanie.- twierdzi piłkarz.- Myślę, ze ta mała kobietka odwróci nasz świat do góry nogami, ale pozytywnie oczywiście.
-Jestem tego pewna.- przyznaje mu rację.-Choć nie potrafię sobie ciebie wyobrazić po tym jak ta twoja mała księżniczka postanowi nas obudzić kilka razy w nocy. Myślę, że szybko zrezygnujesz z pomysłu, by łóżeczko było w sypialni. Przecież będziesz chodził na treningi zmęczony.
-Nie będziesz spać w osobnym pokoju z dzieckiem. Nie ma mowy. Nie chcę i nie potrafię spać bez ciebie. - mówi, a Ann się uśmiecha.-I nie chcę się tego uczyć.- dodaje.
-Jestem taka szczęśliwa.- mówi blondynka.
-Ja też kochanie. - odpowiada jej, potem jadą w ciszy. Ann sprawdza instagram na tel, a on prowadzi. Nie rejestruje momentu w którym nagle jakieś światło go oślepia. Szarpie samochodem, słyszy potworny huk, potem czuje ból uderzając głową w boczną szybę. Poduszka oczywiście się otwiera, ale nie boczna. Kilka sekund trwa zanim może myśleć. Spogląda w bok i widzi twarz Ann całą we krwi.
-Ann, nie!!!- krzyczy.- Nie!!!- krzyczy ponownie.- Ann!!! Ann!!! Nie!!! Nie!!!
***
Budzi ją krzyk. Najpierw, wyrwana ze snu nie wie co się dzieje, a potem zdaje sobie sprawę, że głos należy do Mario. Idąc do sypialni piłkarza zerka do dziecięcego pokoju upewnić się, czy Julie przypadkiem się nie obudziła, ale dziewczynka śpi więc przymyka drzwi. Kiedy wchodzi do pokoju piłkarza, który już nie krzyczy, bo się obudził, podchodzi i siada na skraju jego łóżka. Mario próbuje uspokoić oddech oraz szybkie bicie serca, bo w tym momencie bije tak szybko jakby miało zaraz wyskoczyć mu z klatki piersiowej. Chłopak łapie łapczywie powietrze.
-Spokojnie.- mówi Emily.- Musisz się podnieść do pozycji siedzącej, będzie ci łatwiej oddychać.- mówi mu po czym pomaga mu usiąść. Podkłada mu pod plecy poduszki.- Spokojnie Mario.- mówi dziewczyna.- Już dobrze.- gładzi palcami jego dłoń,a on skupia się na oddychaniu. Emily siedzi z nim dopóki uścisk w jego klatce piersiowej nie mija, a potem wychodzi na moment, by zrobić mu melisę. Nie pyta o nic, po prostu jest. Mario jest jej wdzięczny, bo nie jest w stanie odpowiadać na pytania. Chłopak wie, że już nie zaśnie dlatego ma zamiar położyć się w salonie i po prostu oglądać tv.
- Spróbujesz zasnąć?
-Nie zasnę już. Położę się na kanapie i pooglądam tv.
-Dobrze.
Emily zostawia go chwilę później leżącego na kanapie po czym idzie na górę do pokoju gościnnego. Nie śpi już tej nocy ani ona ani Mario, który wcale nie ogląda tv na dole, a zdjęcia Ann w swoim telefonie, ale oprócz niego nikt o tym nie wie.
***
Dzieci szaleją na placu zabaw, a ona siedzi na jednej z ławek obserwując je. Nie zauważa momentu w którym Emilie zjawia się obok niej.
-Cześć.- mówi czym przyciąga uwagę Natalie.- Co za miłe spotkanie.
-Cześć.- dopowiada.- Przepraszam, zamyśliłam się.
-Nie szkodzi. Mogę?- pyta Emily wskazując na ławkę.
-Jasne. A gdzie masz Julie?- pyta malarka.
-Wrócili rodzice Mario więc została z nimi, a ja mam wolne.- tłumaczy.
-A jednak?
-Tak, mieli wrócić po południu, ale jak widać nie wytrzymali.
-Liliana zawsze była opiekuńcza, ale nie nadopiekuńcza. Taka stała się po tym co się wydarzyło, po wypadku i śmierci żony Mario.
-Domyślam się.
-Wracasz do domu?
-Tak, za chwilę. Zaparkowałam samochód na parkingu przy placu zabaw, bo nie miałam za bardzo gdzie w innym miejscu i miałam iść na małe zakupy, ale zauważyłam cię, więc przyszłam. Olie i Cass szaleją.- zauważa.
-Mają tyle energii, że nie nadążam za nimi momentami.- uśmiecha się Natalie.
-Myślę, że Jull też nie zatrzyma jak będzie już potrafiła dobrze chodzić. Jest grzeczna, ale mega ruchliwa i ciekawa.
- Z tego co mówiła mama Mario, on również taki był, bo Ann podobno była spokojnym dzieckiem.- mówi Natalie.-Boże, nadal nie mogę w to uwierzyć, że jej nie ma... To takie nierealne...- wzdycha malarka.
-Wołał ją w nocy przez sen.- mówi Emily, a Natalie patrzy na nią.
-Kogo?
-Ann.- odpowiada.- Wołał ją przez sen.- dodaje.
***
Łapcie kolejny.
Jak nie dodaję, to nie dodaję, jeśli natomiast już zacznę, od razu dwa :)
Jak się Wam podoba?
-Wysunęła się.- tłumaczy.
-Dziękuję.- mówi Mario.
-Nie jest ci zimno w stopy?- pyta widząc, że piłkarz nie ma ubranych skarpet.
-Jest w porządku, dziękuję.- odpowiada mężczyzna.- Momentami zachowujesz się jak moja mama.- uśmiecha się szatyn.
-Gdybyś usłyszał wszystko, co ja usłyszałam przez telefon, też byłbyś nadopiekuńczy. Chociaż ja i bez tego jestem...- przyznaje dziewczyna.
-Co akurat nie jest wadą.- dodaje Marco.- Lepiej być troskliwym niż obojętnym.- kwituje.
-Wychodzę z tego samego założenia.- zgadza się Emily.
-Cóż... a ja nie będę narzekać, bo jestem wam wdzięczny, że jesteście.- mówi poważnie.-Oszalałbym sam.- dodaje.
-Hej... Będzie w porządku.- mówi blondyn.
-Powiedz to moim plecom.
***
Natalie całuje śpiącego Oliego, a zaraz potem Cassie. Uśmiecha się, kiedy patrzy na swoje pociechy pogrążone we śnie. Jest taka szczęśliwa, że je ma. Nie wyobraża sobie życia bez tych małych istot. Tak bardzo je kocha.
Słyszy odgłos zamykanych drzwi na dole, więc jest pewna, że jej mąż wrócił i własnie wszedł do domu. Zostawia włączoną lampkę, po czym wychodzi z pokoju dzieci. Marco znajduje w kuchni, kiedy pije wodę z wysokiej szklanki. Podchodzi do niego, po czym obejmuje go w pasie wtulając się w jego klatkę piersiową. Piłkarz odkłada szklankę na blat, a zaraz potem obejmuje ją i jeszcze mocniej przytula do siebie.
-Stęskniłaś się?- pyta.
-Zawsze jestem stęskniona.- słyszy odpowiedź.- Pocałuj mnie.- prosi. Dostaje to czego chce już kilka sekund później. Jej mężczyzna bowiem pochyla się odrobinę, po czym czuje jego usta na swoich. I choć są ze sobą już długo, choć wymienili przez ten czas między sobą tysiące pocałunków, to ona nigdy nie ma dość ust swojego męża.
Mija dłuższa chwila, kiedy w końcu odsuwają usta od siebie. Marco uśmiecha się patrząc na jej zaczerwienione usta.
-Kocham cię.- mówi jej, choć tego dnia wypowiedział te słowa już kilka razy.
-Kocham cię bardziej.- słyszy z jej ust.- I cieszę się, że jesteś już w domu. Pomyślałam o kąpieli...- mówi patrząc na niego.
-Wspólnej...- podpowiada jej.
-Wspólnej.- przytakuje Natalie uśmiechając się.
-Pójdę napuścić wodę, ale najpierw zajrzę do naszych dzieci i dam im buziaka na dobranoc.
-Dobrze.
Chwilę później, kiedy Natalie zjawia się w łazience jej mąż jest już w wannie.
-Czekałem na ciebie.- mówi jej więc nie zastanawiając się długo dołącza do niego. Woda jest ciepła i przyjemna, ale jeszcze przyjemniej czuje się opierając się placami o klatkę piersiową swojego męża, głowę opierając na jego ramieniu, czując delikatne pocałunki, które mężczyzna składa na jej szyi.
-Mieliśmy wziąć kąpiel.- przypomina Natalie uśmiechając się.
-Przecież się kąpiemy.- odpowiada blondyn.- Zawsze cię całuję więc dlaczego w wannie miałoby być inaczej?
-W wannie też zawsze mnie całujesz.- zauważa malarka.
-I nie tylko...- dodaje Marco składając kolejny pocałunek na jej szyi, a potem odwracając jej twarz bardziej w jego stronę i sięgając ustami do jej ust.- Rozumiem jednak, że dzisiaj mam być grzeczny?- patrzy na nią mrugając.
-Wiesz to zależy...- zaczyna Nat.- Jeśli chcesz za 9 miesięcy powitać kolejnego małego członka naszej rodziny, co jest bardzo, bardzo prawdopodobne, jeśli będziesz kontynuować, to nie musisz przestawać.- jego żona przesuwa się lekko, zmienia pozycję tak, że teraz może tulić się do niego siedząc już bokiem. Marco całuje ją w czoło.
-Będę grzeczny.- obiecuje, a Natalie uśmiecha się wtulając się w jego ciało. Niedawno rozmawiali bowiem o trzecim dziecku, ponieważ obydwoje chcieliby, by w ich życiu pojawił się kolejny owoc ich miłości, jednak postanowili, że to jeszcze nie ten czas, że powinni jeszcze poczekać. -Choć naprawdę trudno mi to przychodzi mieć cię tak blisko i skończyć na pocałunkach i przytulaniu.- dodaje i jest pewien, że jego żona choć nie widzi w tym momencie jej ust, to jednak się uśmiecha.
Spędzają w wannie jeszcze kilkanaście minut, by po kąpieli i dokładnym wysuszeniu położyć się do łóżka.
-Co u Mario, bo nie zapytałam w końcu, choć taki miałam zamiar?-pyta brunetka.
-Dostał kolejny zastrzyk, czuje się lepiej. Jego mama dzwoni ciągle, by się upewnić, czy wszystko w porządku, chyba naprawdę się bardzo wystraszyła.
-To pewnie Mario się denerwuje?
-Stara się tego po sobie nie pokazywać. Dodatkowo Liliana dzwoni do Emily, ale ona to już chodząca oaza spokoju. Jest mega cierpliwa, Mario mi opowiadał jak rozmawia z jego mamą, jak spokojnie odpowiada na każde pytanie, podczas gdy jego roznosi, choć wszystkiego nie słyszy.
-To musi być ciekawie.
-Wiesz coś ci powiem... Może nie powinienem, ale coś mi przyszło na myśl w momencie, w którym Emily poprawiała Mario poduszkę, jak mu się wysunęła... To znaczy już wielokrotnie to przychodziło mi na myśl, ale dziś znów...
-No to powiedz co to takiego?- pyta zaciekawiona Natalie.
-Wiem, że to pewnie nierealne, bo znam mojego przyjaciela, wiem jak bardzo kochał i kocha Ann... I wiem, że mało prawdopodobne, by się szybko przełamał i dał komuś szansę, ale wiesz... myślę, że to powinien być ktoś taki jak Emily. - mówi Marco.
Natalie zastanawia się nad słowami, które wypowiedział jej mąż. I przyznaje mu rację.
-Masz rację Marco. - mówi.
-Tylko czy to się kiedykolwiek zdarzy?
-On nadal potrzebuje czasu.
-Wiem o tym doskonale.
***
Uśmiecha się słuchając jak jego żona nuci piosenkę, która własnie w tym momencie leci w jednej z ich ulubionych stacji.Ann również się uśmiecha podśpiewując i głaszcząc troskliwie jej duży ciążowy brzuszek. On przez moment również go dotyka, wtedy, kiedy jego żona mówi, iż jego córka kopie. Ruchy ich dziecka, które dokładnie czuje, kiedy trzyma dłoń na wypukłym brzuszku żony, wywołują na jego twarzy jeszcze większy uśmiech.
-Będzie piłkarką?- żartuje Ann.
-Ma to w genach po tatusiu.- dodaje Mario.
Ann uśmiecha się, a on bierze dłoń i układa ją spowrotem na kierownicy. Czuje jak jego żona kładzie swoją dłoń na jego udzie.
-Nadal nie mogę w to uwierzyć, że ten nasz mały cud będzie z nami już za 6 tygodni.- mówi jego żona.
-Nie mogę się doczekać kochanie.- twierdzi piłkarz.- Myślę, ze ta mała kobietka odwróci nasz świat do góry nogami, ale pozytywnie oczywiście.
-Jestem tego pewna.- przyznaje mu rację.-Choć nie potrafię sobie ciebie wyobrazić po tym jak ta twoja mała księżniczka postanowi nas obudzić kilka razy w nocy. Myślę, że szybko zrezygnujesz z pomysłu, by łóżeczko było w sypialni. Przecież będziesz chodził na treningi zmęczony.
-Nie będziesz spać w osobnym pokoju z dzieckiem. Nie ma mowy. Nie chcę i nie potrafię spać bez ciebie. - mówi, a Ann się uśmiecha.-I nie chcę się tego uczyć.- dodaje.
-Jestem taka szczęśliwa.- mówi blondynka.
-Ja też kochanie. - odpowiada jej, potem jadą w ciszy. Ann sprawdza instagram na tel, a on prowadzi. Nie rejestruje momentu w którym nagle jakieś światło go oślepia. Szarpie samochodem, słyszy potworny huk, potem czuje ból uderzając głową w boczną szybę. Poduszka oczywiście się otwiera, ale nie boczna. Kilka sekund trwa zanim może myśleć. Spogląda w bok i widzi twarz Ann całą we krwi.
-Ann, nie!!!- krzyczy.- Nie!!!- krzyczy ponownie.- Ann!!! Ann!!! Nie!!! Nie!!!
***
Budzi ją krzyk. Najpierw, wyrwana ze snu nie wie co się dzieje, a potem zdaje sobie sprawę, że głos należy do Mario. Idąc do sypialni piłkarza zerka do dziecięcego pokoju upewnić się, czy Julie przypadkiem się nie obudziła, ale dziewczynka śpi więc przymyka drzwi. Kiedy wchodzi do pokoju piłkarza, który już nie krzyczy, bo się obudził, podchodzi i siada na skraju jego łóżka. Mario próbuje uspokoić oddech oraz szybkie bicie serca, bo w tym momencie bije tak szybko jakby miało zaraz wyskoczyć mu z klatki piersiowej. Chłopak łapie łapczywie powietrze.
-Spokojnie.- mówi Emily.- Musisz się podnieść do pozycji siedzącej, będzie ci łatwiej oddychać.- mówi mu po czym pomaga mu usiąść. Podkłada mu pod plecy poduszki.- Spokojnie Mario.- mówi dziewczyna.- Już dobrze.- gładzi palcami jego dłoń,a on skupia się na oddychaniu. Emily siedzi z nim dopóki uścisk w jego klatce piersiowej nie mija, a potem wychodzi na moment, by zrobić mu melisę. Nie pyta o nic, po prostu jest. Mario jest jej wdzięczny, bo nie jest w stanie odpowiadać na pytania. Chłopak wie, że już nie zaśnie dlatego ma zamiar położyć się w salonie i po prostu oglądać tv.
- Spróbujesz zasnąć?
-Nie zasnę już. Położę się na kanapie i pooglądam tv.
-Dobrze.
Emily zostawia go chwilę później leżącego na kanapie po czym idzie na górę do pokoju gościnnego. Nie śpi już tej nocy ani ona ani Mario, który wcale nie ogląda tv na dole, a zdjęcia Ann w swoim telefonie, ale oprócz niego nikt o tym nie wie.
***
Dzieci szaleją na placu zabaw, a ona siedzi na jednej z ławek obserwując je. Nie zauważa momentu w którym Emilie zjawia się obok niej.
-Cześć.- mówi czym przyciąga uwagę Natalie.- Co za miłe spotkanie.
-Cześć.- dopowiada.- Przepraszam, zamyśliłam się.
-Nie szkodzi. Mogę?- pyta Emily wskazując na ławkę.
-Jasne. A gdzie masz Julie?- pyta malarka.
-Wrócili rodzice Mario więc została z nimi, a ja mam wolne.- tłumaczy.
-A jednak?
-Tak, mieli wrócić po południu, ale jak widać nie wytrzymali.
-Liliana zawsze była opiekuńcza, ale nie nadopiekuńcza. Taka stała się po tym co się wydarzyło, po wypadku i śmierci żony Mario.
-Domyślam się.
-Wracasz do domu?
-Tak, za chwilę. Zaparkowałam samochód na parkingu przy placu zabaw, bo nie miałam za bardzo gdzie w innym miejscu i miałam iść na małe zakupy, ale zauważyłam cię, więc przyszłam. Olie i Cass szaleją.- zauważa.
-Mają tyle energii, że nie nadążam za nimi momentami.- uśmiecha się Natalie.
-Myślę, że Jull też nie zatrzyma jak będzie już potrafiła dobrze chodzić. Jest grzeczna, ale mega ruchliwa i ciekawa.
- Z tego co mówiła mama Mario, on również taki był, bo Ann podobno była spokojnym dzieckiem.- mówi Natalie.-Boże, nadal nie mogę w to uwierzyć, że jej nie ma... To takie nierealne...- wzdycha malarka.
-Wołał ją w nocy przez sen.- mówi Emily, a Natalie patrzy na nią.
-Kogo?
-Ann.- odpowiada.- Wołał ją przez sen.- dodaje.
***
Łapcie kolejny.
Jak nie dodaję, to nie dodaję, jeśli natomiast już zacznę, od razu dwa :)
Jak się Wam podoba?