***
Nie mają czasu na rozmowę, kiedy Emily zjawia się w domu Mario na moment przed tym, jak piłkarz ma wyjechać na trening. Mieliby czas, gdyby dziewczyna się nie spóźniła.
-Przepraszam, musiałam pojechać jeszcze na moment do laboratorium odebrać wyniki badań. Zapomniałam Ci powiedzieć. - mówi dziewczyna.
-W porządku. Wszystko jest ok?-pyta piłkarz ubierając buty.
-Myślę, że tak. -pada odpowiedz.-Jak Julie?
-Śpi wiec będziesz miała trochę spokoju. Kiedy nie śpi jest naprawdę marudna. Jednak temperatura spadła po syropie to może będzie pogodniejsza gdy się obudzi.-mówi piłkarz ziewając.
-Spałeś choć trochę w nocy?
-Może 3 godziny. Nie ważne. Ona jest najważniejsza.-pada odpowiedz.-Wrócę zaraz po treningu. Jakby coś się działo to dzwon. Będę miał tel w pobliżu.- zapewnia szatyn.
-Przecież nie wolno.- zauważa blondynka.
-W taki ej sytuacji na pewno mi nie odmówią.
-Poradzę sobie, nie martw się.-zapewnia Emily.
-Wiem, że tak, po prostu będę spokojniejszy wiedząc, że w razie czegoś to usłyszę jak dzwoni.-mówi, po czym wychodzi z domu.
***
Kiedy się budzi pierwszym, co jego umysł rejestruje jest fakt, że jest w pokoju sam. I czuje pierwsze ukłucie bólu. Nasłuchuje przez chwile, ale w mieszkaniu jest cicho. Za cicho jak na godzinę, która jest na zegarku. Domyśla się więc, że jest sam, że Mark wyszedł. Nie ma go, a on nie ma pojęcia dokąd poszedł. I wtedy czuje kolejne ukłucie bólu. Czuje jakby kolejna mała szpila wbiła mu się pod skórę. Pamięta wprawdzie, że jego partner poprzedniego wieczoru, kiedy próbował go uspokoić, mówił mu, iż nie jest z tym sam, że ma przecież jego, ale w tym momencie on spodziewał się, że będzie, a jego nie ma, więc nachodzą go wątpliwości. I być może powinien wstać, stawić temu czoło, ale on nie czuje się na siłach, wiec otula się szczelniej kołdrą i po prostu leży.
Tak znajduje go godzinę później Mark, który wraca do domu po rehabilitacji. Dziwi się, że w mieszkaniu panuje cisza, a potem jest jeszcze bardziej zaskoczony, gdy widzi, że Sebastian nie tknął nawet jednej kanapki, która mu zrobił przed wyjściem, ani też nie pił kawy, która uwielbia. Generalnie ani kuchnia, ani też salon nie noszą śladów tego, że jego partner w ogóle w nich przebywał, toteż chłopak postanawia zajrzeć w miejsce, w którym spodziewa się zastać swoją drugą połowę. Otwiera cicho drzwi spodziewając się nawet, że może Sebastian w ogóle się jeszcze nie obudził, ale praktycznie od razu zauważa, że tamten nie śpi. I bynajmniej jego twarz nie wygląda na wypoczętą. Pokonuje dystans od drzwi do łóżka w kilku krokach, po czym zajmuje miejsce na skraju materaca.
-Nie zjadłeś śniadania. -mówi najpierw, a Sebastian podnosi na niego wzrok zaskoczony i Mark jest pewien, że tamten był tak pogrążony we własnych myślach, iż nawet nie słyszał momentu, kiedy wszedł.
-Słucham? -pada pytanie.
-Nie zjadłeś śniadania. -powtarza starszy.-Zrobiłem śniadanie zanim wyszedłem, byłem nawet po chleb, który tak lubisz, kupiłem tez,twoje ulubione bułki, wiec masz w kuchni naprawdę same pyszności na talerzu, a ty nawet nie spróbowałeś. Wstałeś w ogóle z łóżka? -pyta. Jedyna odpowiedzią Sebastiana jest zaprzeczenie ruchem głowy. -Dlaczego? O tej porze powinieneś być już po śniadaniu, Seba.
-Nie mam apetytu, nie chce się stąd ruszać...- odpowiada.-Nie było cię, kiedy się obudziłem i...
-Bylem na rehabilitacji przecież.
-Na rehabilitacji... -powtarza młodszy.
-Tak, przecież ci mówiłem, że dzisiaj mam wcześniej, ponieważ mój rehabilitant ma jutro jakąś rodzinną imprezę i już dziś po południu leci.-tłumaczy. -Pomyślałeś...
-Nie pamiętałem. Przepraszam. Myślałem, że...
-Że wczoraj przeraziłeś mnie na śmierć i ze zwiałem tak?-mówi, a Sebastian nie potwierdza, iż tak właśnie pomyślał, jednak spuszcza wzrok, a to jest równoznaczne z odpowiedzią "tak." -Nie mam zamiaru uciekać, mówiłem już wczoraj. Nawet, gdybyś chciał to nie pójdę sobie. Jestem tu i będę zawsze, słyszysz?- mówi starszy, ale młodszy nawet nie podnosi wzroku dlatego Mark dotyka palcami policzka Sebastiana.- Słyszysz co powiedziałem?- ponawia pytanie.- Spójrz na mnie, proszę.- prosi.-Spójrz, Seba.- powtarza, więc tym razem tamten patrzy.- Nie zostawię cię.- pada zapewnienie.- Jestem i będę z tobą niezależnie od tego jaki będzie wynik badania.- zapewnia patrząc w oczy swojego partnera.- Ja wiem, że może nie wierzysz w to co mówię, może myślisz sobie, że łatwo mi teraz obiecywać, a potem jakby wynik był pozytywny, to jednak zmienię zdanie, jednak cię odrzucę, będę się bać... Nie zrobię tego. Nie zrobię, bo ja naprawdę chcę być z tobą, bo mi na tobie zależy i obiecuję ci, że przejdziemy przez to wszystko razem. Nie jesteś z tym sam, masz mnie. Jestem tutaj i będę. Zaufaj mi, proszę.- mówi.
***
Dzwoni jej telefon, słyszy go przez drzwi łazienki, w której w tym momencie przebywa. Nie może jednak odebrać ponieważ zaledwie kilka sekund temu wyszła z wanny. Ma zamiar oddzwonic jak tylko wytrze się i ubierze szlafrok. Dzwonek rozbrzmiewa po raz kolejny. Dziewczyna wychodzi z łazienki w szlafroki po czym odbiera telefon widząc, że dzwoni Mario:
-Słucham. -mówi.
-Emily, ja przepraszam, ze nie daje ci chwili wytchnienia...
-Co się stało?-pyta dziewczyna zdając sobie sprawę, że słyszy płacz Julie.
-Ona płacze odkąd wyszłas. Nie płacze historycznie, ale ciągle kiwili. Myślałem, że to chwilowe, ale choć staje na głowie próbując ja zająć, ona nie przestaje. Nie pozwoliła wziąć się mojej mamie na ręce... Kiedy ty ja trzymałas nie płakała wiec przyszło mi na myśl...
-Przyjadę za chwile.-mówi dziewczyna.
-Przepraszam, ale nie mogę już patrzeć na jej zaplakana buzię...
-Wiem, rozumiem. Przyjadę za chwile.
-Dziękuję.
***
-Myślałem, że spisz.-mówi Mark wchodząc do salonu i widząc, że Sebastian leży na sofie i juz nie spi.
-Nie, obudziłem się.-mówi. -Zasnąłem podczas filmu.
-W porządku. -zajmuje miejsce obok.-Powinieneś się położyć.
-A ty co będziesz robił?
-Musze odpisać na kilka maili. Miałem to zrobić w dzień, ale zapomniałem.
-Bo musiałeś nianczyc swojego partnera...
-Bo są ważniejsze sprawy niż kilka maili.
-Ale...
-Nie mów tego co chcesz powiedzieć...-ostrzega Mark po czym obejmuje Sebastiana i przyciąga do siebie w ciasnym uścisku.
-Boje się...
-Wiem, ja też, ale stawimy temu czoło razem, tak? I nie będę odpisywał teraz na żadne wiadomości, co powiesz na to żebyśmy obejrzeli jakiś film?
-Tym razem nie zasnę, obiecuję. -mówi młodszy. -Wyspałem się już.-lekko się uśmiecha. I być może ramiona, które go w tym momencie oplatają sprawiają, że ciągle wierzy w to, że ten strach, który odczuwa za kilka dni będzie już tylko wspomnieniem. Pragnie wierzyć w to mocno.
***
W domu nareszcie nie słychać płaczu małej Julie. Jest cicho z czego się ogromnie cieszy, bo o ile hałas mu nie przeszkadza, o tyle płacz małej już tak, ponieważ łamie mu to serce. Nie lubi, gdy jego córeczka jest smutna, nie lubi, kiedy płacze. Teraz już nie słychać jej łkania i tym razem to nie on jest sprawca tego, że się wyciszyła, a dziewczyna,która w tym momencie przebywa z dziewczynką w jej pokoju. On wyszedł, gdy zadzwoniła jego mama. Teraz wraca. I kiedy ma już wejść do pokoju zastaje scenę, która zawsze sprawia, że się odrobinę wzrusza. Emily tuli małą do siebie, gładząc uspokajająco jej małe plecki dłonią, kołysząc się w bujanym fotelu. Mówi do niej dość cicho, wypowiada półszeptem kojące słowa, a Julie słucha. Nie jest już zdenerwowana, rozdrażniona, jest natomiast spokojna i wyciszona. I być może, kiedy chłopak patrzy na tę scenę, oczyma wyobraźni, momentami, widzi w miejscu Emily- Ann. To nigdy się nie zdarzy, to nigdy już nie będzie Ann, wie o tym doskonale, ale w niektórych chwilach wyobraża sobie, że to jego żona tuli ich córeczkę do siebie. A potem iluzja znika. To boli, ciągle boli. Ten ból się nie zmniejsza, nie mija. Ten ból, jest pewien, pozostanie z nim już do końca życia. Przyzwyczaja się do niego. Powoli, bardzo powoli. Jednak ta pustka, ta luka w jego sercu, którą pozostawiła Ann odchodząc, już nigdy nie zostanie w pełni zapełniona. Jego ukochana, jego żona bowiem miała i już zawsze będzie mieć specjalne miejsce w jego sercu.
-Mario...- z zamyślenia wyrywa go dźwięk jego imienia więc spogląda na Emily, bo to ona do niego mówi.- Możesz odsunąć kołderkę w łóżeczku?- zwraca się do niego.- Chcę ją położyć, bo zasnęła...
-Jasne...- mówi piłkarz po czym spełnia prośbę dziewczyny. Chwilę później dziewczynka śpi okryta kołderką, a Emily i Mario patrzą na nią. Przez dłuższą chwilę milczą, po prostu wpatrują się w śpiącą dziewczynkę. Ciszę w końcu przerywają ciche słowa piłkarza.
-Zostań na noc, proszę.- mówi najpierw, a dopiero po tych słowach spogląda na blondynkę. Emily również spogląda na niego.- Ona dzisiaj chce tylko twojej obecności, boję się, że jak się obudzi i znowu zacznie płakać...- wzdycha.- Ja przepraszam, naprawdę przepraszam Emily, jesteś jej nianią, opiekujesz się nią, a poza pracą masz swoje życie i swoje sprawy, a ja nieustannie cię o coś proszę...
-Mario...
-Ona po prostu nie chciała się uspokoić, a ja zrobiłem wszystko, co przyszło mi do głowy... Zresztą nie chciała też do mojej mamy iść...
-Mario...- przerywa mu dziewczyna po czym chłopak czuje na swojej dłoni jej ciepłą dłoń. Dotyk jest miły. Jej gest jest miły.- Ja rozumiem. Naprawdę.- zapewnia go.- Nic się złego nie stało, że zadzwoniłeś. Zostanę.- mówi.
-Dziękuję.- patrzy na nią.- Dziękuję ci bardzo.
-Nie masz za co. Cieszę się, że moja obecność podziałała i Julie zasnęła. Swoją drogą jak będziemy tak gadać to ją obudzimy.- uśmiecha się dziewczyna.
-Napijesz się herbaty?- proponuje piłkarz.- Chyba, że jesteś zmęczona to przygotuję ci już teraz łóżko w pokoju gościnnym i się położysz?- pyta.
-Chętnie napiję się z tobą herbaty.- pada odpowiedź.
***
Zastaje go w kuchni kilkanaście minut później. Na blacie stoją dwa kubki z parującą cieczą, a on wyciąga ostatnie naczynia ze zmywarki. Zauważa jej obecność więc się uśmiecha.
-Lubisz białą herbatę prawda?- pyta.
-Tak, bardzo.- pada odpowiedź.
Chwilkę później są już salonie. Mario stawia na stoliku talerzyk z ciastem, które przywiozła jego mama.
-Jak będziemy jeść ciasta po nocach to raczej nie wyjdzie nam to na dobre.- śmieje się Emily.
-Dziś zrobimy wyjątek.- odpowiada szatyn.
-Może być.- zgadza się Emily, po czym wkłada sobie kawałek ciasta do ust. Wypieki mamy Mario zawsze smakują wybornie, tak jest i tym razem.- Wiesz, dziwię ci się, że nie byłeś grubaskiem mając takie ciasta w domu.- żartuje dziewczyna.
-No właśnie jadłem ile mogłem, ale nigdy nie miałem przez to problemów z wagą. Może po prostu spaliłem nadmiar kalorii na treningach. Bo przecież trenuję od dziecka, potem też trochę boksowałem, zresztą wróciłem do tego, do mojego dobrego przyjaciela, który mnie trenował, znów trenuje...
-Skąd boks?
-Tak jakoś przez przypadek. Ktoś mi podpowiedział i chwyciło. Potrzebowałem w niektórych momentach się wyładować i to był strzał w dziesiątkę.
-Pomogło?
-Tak, nadal pomaga. Choć żeby pozbyć się niektórych negatywnych emocji, myśli, musiałbym walić w worek bez przerwy i nie wiem czy by zadziałało...
-Rozumiem...
-Dzisiaj jak dwoiłem się i troiłem, żeby uspokoić córeczkę to w pewnym momencie marzyłem o tym, żeby walnąć w ten worek głową, albo żeby ktoś solidnie mi przyłożył. Żebym wpadł na pomysł, który sprawi, że mała się rozchmurzy. Niestety. Byłem bezsilny.- wyznaje.- Boję się, kiedy jestem bezsilny.
-Każdy się boi.- mówi Emily.
-Wiem... Pewnie wyolbrzymiam, mam do tego tendencję ostatnio.- przyznaje piłkarz.- Poza tym często nie radzę sobie ze sobą, więc to nie dziwne, że nie poradziłem sobie z płaczącym dzieckiem.- wzdycha.
-Co ty mówisz?
-Prawdę, Emily, prawdę...
-Nie, to nie jest prawda.- zaprzecza dziewczyna.
-Prawda jest taka, Emily, że choćbym nie wiem co zrobił, to nie zastąpię mojej córeczce mamy.- patrzy na nią.-Ona potrzebowała dziś kobiecej ręki, kobiecych ramion, szeptu. Może nie jesteś jej mamą, ale moja córeczka dziś wybrała ciebie.
***
Witajcie :)
Jak Wam się podoba rozdział?
czekam na komentarze, jak będą to pewnie postaram się szybko coś dodać :)
***
Dzwoni jej telefon, słyszy go przez drzwi łazienki, w której w tym momencie przebywa. Nie może jednak odebrać ponieważ zaledwie kilka sekund temu wyszła z wanny. Ma zamiar oddzwonic jak tylko wytrze się i ubierze szlafrok. Dzwonek rozbrzmiewa po raz kolejny. Dziewczyna wychodzi z łazienki w szlafroki po czym odbiera telefon widząc, że dzwoni Mario:
-Słucham. -mówi.
-Emily, ja przepraszam, ze nie daje ci chwili wytchnienia...
-Co się stało?-pyta dziewczyna zdając sobie sprawę, że słyszy płacz Julie.
-Ona płacze odkąd wyszłas. Nie płacze historycznie, ale ciągle kiwili. Myślałem, że to chwilowe, ale choć staje na głowie próbując ja zająć, ona nie przestaje. Nie pozwoliła wziąć się mojej mamie na ręce... Kiedy ty ja trzymałas nie płakała wiec przyszło mi na myśl...
-Przyjadę za chwile.-mówi dziewczyna.
-Przepraszam, ale nie mogę już patrzeć na jej zaplakana buzię...
-Wiem, rozumiem. Przyjadę za chwile.
-Dziękuję.
***
-Myślałem, że spisz.-mówi Mark wchodząc do salonu i widząc, że Sebastian leży na sofie i juz nie spi.
-Nie, obudziłem się.-mówi. -Zasnąłem podczas filmu.
-W porządku. -zajmuje miejsce obok.-Powinieneś się położyć.
-A ty co będziesz robił?
-Musze odpisać na kilka maili. Miałem to zrobić w dzień, ale zapomniałem.
-Bo musiałeś nianczyc swojego partnera...
-Bo są ważniejsze sprawy niż kilka maili.
-Ale...
-Nie mów tego co chcesz powiedzieć...-ostrzega Mark po czym obejmuje Sebastiana i przyciąga do siebie w ciasnym uścisku.
-Boje się...
-Wiem, ja też, ale stawimy temu czoło razem, tak? I nie będę odpisywał teraz na żadne wiadomości, co powiesz na to żebyśmy obejrzeli jakiś film?
-Tym razem nie zasnę, obiecuję. -mówi młodszy. -Wyspałem się już.-lekko się uśmiecha. I być może ramiona, które go w tym momencie oplatają sprawiają, że ciągle wierzy w to, że ten strach, który odczuwa za kilka dni będzie już tylko wspomnieniem. Pragnie wierzyć w to mocno.
***
W domu nareszcie nie słychać płaczu małej Julie. Jest cicho z czego się ogromnie cieszy, bo o ile hałas mu nie przeszkadza, o tyle płacz małej już tak, ponieważ łamie mu to serce. Nie lubi, gdy jego córeczka jest smutna, nie lubi, kiedy płacze. Teraz już nie słychać jej łkania i tym razem to nie on jest sprawca tego, że się wyciszyła, a dziewczyna,która w tym momencie przebywa z dziewczynką w jej pokoju. On wyszedł, gdy zadzwoniła jego mama. Teraz wraca. I kiedy ma już wejść do pokoju zastaje scenę, która zawsze sprawia, że się odrobinę wzrusza. Emily tuli małą do siebie, gładząc uspokajająco jej małe plecki dłonią, kołysząc się w bujanym fotelu. Mówi do niej dość cicho, wypowiada półszeptem kojące słowa, a Julie słucha. Nie jest już zdenerwowana, rozdrażniona, jest natomiast spokojna i wyciszona. I być może, kiedy chłopak patrzy na tę scenę, oczyma wyobraźni, momentami, widzi w miejscu Emily- Ann. To nigdy się nie zdarzy, to nigdy już nie będzie Ann, wie o tym doskonale, ale w niektórych chwilach wyobraża sobie, że to jego żona tuli ich córeczkę do siebie. A potem iluzja znika. To boli, ciągle boli. Ten ból się nie zmniejsza, nie mija. Ten ból, jest pewien, pozostanie z nim już do końca życia. Przyzwyczaja się do niego. Powoli, bardzo powoli. Jednak ta pustka, ta luka w jego sercu, którą pozostawiła Ann odchodząc, już nigdy nie zostanie w pełni zapełniona. Jego ukochana, jego żona bowiem miała i już zawsze będzie mieć specjalne miejsce w jego sercu.
-Mario...- z zamyślenia wyrywa go dźwięk jego imienia więc spogląda na Emily, bo to ona do niego mówi.- Możesz odsunąć kołderkę w łóżeczku?- zwraca się do niego.- Chcę ją położyć, bo zasnęła...
-Jasne...- mówi piłkarz po czym spełnia prośbę dziewczyny. Chwilę później dziewczynka śpi okryta kołderką, a Emily i Mario patrzą na nią. Przez dłuższą chwilę milczą, po prostu wpatrują się w śpiącą dziewczynkę. Ciszę w końcu przerywają ciche słowa piłkarza.
-Zostań na noc, proszę.- mówi najpierw, a dopiero po tych słowach spogląda na blondynkę. Emily również spogląda na niego.- Ona dzisiaj chce tylko twojej obecności, boję się, że jak się obudzi i znowu zacznie płakać...- wzdycha.- Ja przepraszam, naprawdę przepraszam Emily, jesteś jej nianią, opiekujesz się nią, a poza pracą masz swoje życie i swoje sprawy, a ja nieustannie cię o coś proszę...
-Mario...
-Ona po prostu nie chciała się uspokoić, a ja zrobiłem wszystko, co przyszło mi do głowy... Zresztą nie chciała też do mojej mamy iść...
-Mario...- przerywa mu dziewczyna po czym chłopak czuje na swojej dłoni jej ciepłą dłoń. Dotyk jest miły. Jej gest jest miły.- Ja rozumiem. Naprawdę.- zapewnia go.- Nic się złego nie stało, że zadzwoniłeś. Zostanę.- mówi.
-Dziękuję.- patrzy na nią.- Dziękuję ci bardzo.
-Nie masz za co. Cieszę się, że moja obecność podziałała i Julie zasnęła. Swoją drogą jak będziemy tak gadać to ją obudzimy.- uśmiecha się dziewczyna.
-Napijesz się herbaty?- proponuje piłkarz.- Chyba, że jesteś zmęczona to przygotuję ci już teraz łóżko w pokoju gościnnym i się położysz?- pyta.
-Chętnie napiję się z tobą herbaty.- pada odpowiedź.
***
Zastaje go w kuchni kilkanaście minut później. Na blacie stoją dwa kubki z parującą cieczą, a on wyciąga ostatnie naczynia ze zmywarki. Zauważa jej obecność więc się uśmiecha.
-Lubisz białą herbatę prawda?- pyta.
-Tak, bardzo.- pada odpowiedź.
Chwilkę później są już salonie. Mario stawia na stoliku talerzyk z ciastem, które przywiozła jego mama.
-Jak będziemy jeść ciasta po nocach to raczej nie wyjdzie nam to na dobre.- śmieje się Emily.
-Dziś zrobimy wyjątek.- odpowiada szatyn.
-Może być.- zgadza się Emily, po czym wkłada sobie kawałek ciasta do ust. Wypieki mamy Mario zawsze smakują wybornie, tak jest i tym razem.- Wiesz, dziwię ci się, że nie byłeś grubaskiem mając takie ciasta w domu.- żartuje dziewczyna.
-No właśnie jadłem ile mogłem, ale nigdy nie miałem przez to problemów z wagą. Może po prostu spaliłem nadmiar kalorii na treningach. Bo przecież trenuję od dziecka, potem też trochę boksowałem, zresztą wróciłem do tego, do mojego dobrego przyjaciela, który mnie trenował, znów trenuje...
-Skąd boks?
-Tak jakoś przez przypadek. Ktoś mi podpowiedział i chwyciło. Potrzebowałem w niektórych momentach się wyładować i to był strzał w dziesiątkę.
-Pomogło?
-Tak, nadal pomaga. Choć żeby pozbyć się niektórych negatywnych emocji, myśli, musiałbym walić w worek bez przerwy i nie wiem czy by zadziałało...
-Rozumiem...
-Dzisiaj jak dwoiłem się i troiłem, żeby uspokoić córeczkę to w pewnym momencie marzyłem o tym, żeby walnąć w ten worek głową, albo żeby ktoś solidnie mi przyłożył. Żebym wpadł na pomysł, który sprawi, że mała się rozchmurzy. Niestety. Byłem bezsilny.- wyznaje.- Boję się, kiedy jestem bezsilny.
-Każdy się boi.- mówi Emily.
-Wiem... Pewnie wyolbrzymiam, mam do tego tendencję ostatnio.- przyznaje piłkarz.- Poza tym często nie radzę sobie ze sobą, więc to nie dziwne, że nie poradziłem sobie z płaczącym dzieckiem.- wzdycha.
-Co ty mówisz?
-Prawdę, Emily, prawdę...
-Nie, to nie jest prawda.- zaprzecza dziewczyna.
-Prawda jest taka, Emily, że choćbym nie wiem co zrobił, to nie zastąpię mojej córeczce mamy.- patrzy na nią.-Ona potrzebowała dziś kobiecej ręki, kobiecych ramion, szeptu. Może nie jesteś jej mamą, ale moja córeczka dziś wybrała ciebie.
***
Witajcie :)
Jak Wam się podoba rozdział?
czekam na komentarze, jak będą to pewnie postaram się szybko coś dodać :)