-Kocham Cię. -mówi, po czym wychodzi. Natalie uśmiecha się lekko, bo Marco czyta z niej jak z otwartej księgi. Wie dokładnie kiedy potrzebuje rozmowy, a kiedy pragnie mieć chwile dla siebie, moment samotności. Teraz właśnie chcę być sama. Jest zmęczona i rozbita. Domyśla się, że to z powodu ciąży tak się czuje. Jest pewna, że przez najbliższy czas będzie ciągle senna, to normalne i niestety trzeba ten okres przeczekać. Dlatego choć miała plan iść do pracowni, to jednak nie kieruje się tam, a do łóżka. I tam właśnie półtorej godziny później znajduje ja jej mąż. Uśmiecha się stojąc w drzwiach, a potem wycofuje, by nie obudzić Natalie. Kiedy dzieci jedzą jogurty on dzwoni do rodzicow:
-Cześć synku.- odzywa się jego mama.
-Cześć mamo. Mam do Was prośbę. -mówi.
-Czy przywieziesz nam nasze wnuki?-pyta jego rodzicielka.
-Mógłbym? -Natalie zasnęła, choć miała malować. Nie budziłem jej, a muszę jechać do ośrodka treningowego...
-Zajmiemy się z wielką chęcią Olim i Cassie. Przywieziesz je czy tata ma przyjechać?
-Przywiozę. Dziękuję mamo.-mówi blondyn.
-Nie masz za co. To przyjemność mieć te dwa małe szkraby przy sobie.-zapewnia go mama.
-Tak, ale ostatnio ciągle podrzucam je do Was. Mam wyrzuty sumienia...
-Marco, przestań proszę. Z chęcią się nimi zajmujemy. Przecież wiesz o tym kochanie. Przywieź je po prostu. A Natalie niech sobie odpocznie. Początki ciąży bywają bardzo trudne...
-No, tak. -przytakuje.-Przywiozę dzieciaki za pół godziny. Do zobaczenia mamo. I dziękuję.
***
Pierwsze, co czuje zaraz po przebudzeniu, to ból głowy. Nie jest to byle jaki ból, ma wrażenie, ze zaraz rozsadzi mu czaszkę. Wydaje mu się, iż ktoś wbija mu kilka ostrych sztyletów w głowę. Do tego jego głowa jest strasznie ciężka. Próbuje przekręcić się na bok, ale tym ruchem pogarsza jedynie sprawę, ponieważ nowa fala bólu uderza, a do tego ta czynność zdecydowanie nie podziałała dobrze na jego żołądek, ponieważ zaraz po tym ma odruch wymiotny co powoduje, że po prostu czem prędzej podrywa się z łóżka, po czym nie zważając na biegnie do łazienki, gdzie opróżnia swój żołądek. Kiedy przestaje wymiotować być może czuje niewielką ulgę, za to jednak przełyk pali go żywym ogniem. Czuje się okropnie. Wraca do niego poprzedni wieczór i świadomość tego jak wiele alkoholu wlał w siebie. Nie wie ile był w klubie, ale pamięta ile razy wskazywał barmanowi na swój kieliszek. Pamięta, że tamten w końcu zaczął oponować, niestety nie mógł nie spełnić życzenia klienta, a on był nieustępliwy. Więc napełniał kieliszek. Przypomina sobie również Agnes i Ricky'ego. Spotkał ich, rozmawiali, ale nie do końca pamięta o czym. Wie, iż obydwoje próbowali wyperswadować mu picie kolejnych shotów, pamięta, że odmówili, kiedy poprosił, aby napili się z nim. Nie pamięta natomiast skąd wziął się w klubie Mark. Wszystko po tym jest jedną wielką czarną plamą.
-Sebastian.- rozpoznaje głos Marka. Nie odpowiada, choć chce, ale gardło tak bardzo go boli, że nie jest w stanie wypowiedzieć jednego słowa. Wie jednak, że jego partner znajdzie go. I tak się dzieje.-Tu jesteś.- mówi Mark zjawiając się w łazience. Podchodzi do swojej drugiej połowy, po czym kuca obok siedzącego na płytkach chłopaka.-Już w porządku?- pyta przyglądając mu się z troską, a ten kręci przecząco głową.-Oki. Wracamy do sypialni? Położysz się jeszcze chwilę, a ja przyniosę coś na ból głowy co?- proponuje, ale znów widzi, że jego partner nie zgadza się zostając tam, gdzie jest.-Nie możesz siedzieć na zimnych płytkach w samych bokserkach.- mówi.- Nadal chce ci się wymiotować?- pada pytanie, a ten przytakuje.- Boli cię gardło?- znów przytakuje.- Dobrze, zostań tu,a ja pójdę po koc i wodę.
-Pigułki...- chrypi cicho Sebastian.- ...na ból głowy...- dodaje i zaraz potem kaszle.
***
Marco po powrocie z treningu zastaje Natalie w pracowni. Dziewczyna jest tak skupiona na płótnie, które właśnie pokrywa farbą, że nawet nie zauważa, iż nie jest już w pomieszczeniu sama. Blondyn nie chce jej wystraszyć toteż nie podchodzi na paluszkach, jego żona odwraca się słysząc kroki. Na jej twarzy pojawia się uśmiech, który piłkarz odwzajemnia. Podchodzi do niej po czym zabiera jej z dłoni pędzel i odkłada na stolik. Następnie obejmuje żonę.
-Pobrudzisz się farbą.-ostrzega brunetka.
-Nie ważne.- odpowiada blondyn.- Chcę cię przytulić i to jest najważniejsze...
-To jedna z twoich ulubionych koszulek.- mówi, ale to nie powstrzymuje mężczyzny przed przygarnięcie jej jeszcze bliżej. Poddaje się temu. Uwielbia jego ramiona, ciepło jego ciała. Tak właściwie gdyby tylko mogła to nie opuszczałaby ich nawet na chwilę.
***
Słyszy dzwonek swojego telefonu więc kiedy upewnia się, że jego partner zasnął, ponownie idzie do kuchni odebrać. Nie jest zaskoczony widząc, iż to Ricky dzwoni. Rozmawiają dość długo. Dziennikarz pyta o samopoczucie Sebastiana, więc odpowiada na jego pytania. Potem rozmawiają o wynikach badania, które mają być następnego dnia rano. Kiedy rozmowa dobiega końca, a Mark idzie do sypialni, okazuje się, że Seba nie śpi.
-Już nie śpisz? Obudziłem cię?- pyta.
-Nie obudziłeś, ale słyszałem strzępki twojej rozmowy. To był Ricky, prawda?
-Tak. Zadzwonił zapytać jak się czujesz?-odpowiada mężczyzna kładąc się na kołdrze obok swojego partnera.- Martwi się.
-Czuję się strasznie i bynajmniej nie chodzi o kaca, Mark.- chłopak odwraca wzrok.- Jutro mam odebrać wynik i właściwie to nie mam pojęcia czy będę mieć odwagę tam iść, wziąć kopertę, a potem ją otworzyć.- wyznaje.- Boję się, strasznie się boję. To żadna nowość, ciągle powtarzam ci, że się boję, ale teraz coraz bardziej, choć myślałem, że to niemożliwe... Po prostu im bliżej do wyniku, tym gorzej... Jutro wszystko się wyjaśni. Jutro może skończyć się moje życie...
-Co ty mówisz?
-Prawdę. Szanuję i podziwiam osoby, które są nosicielami i potrafią to udźwignąć, potrafią nie tylko z tym żyć, ale jeszcze żyć normalnie. Ja myślę, że nie będę potrafił.
***
-Natalie spóźnię się odrobinę, dobrze?-pyta ubierając koszulkę.-Odwiozę Emily i przyjadę.- mówi Mario.
-Nie odwieziesz jej, ale namówisz, by przyszła z tobą.- mówi malarka.
-Nie wiem czy dam radę, próbowałem...
-Poradzisz sobie, wierzę w ciebie. Do zobaczenia.
Chwilę później wsiadają do samochodu zaraz po tym, jak Mario wpiął foteli z Julie. Mario po raz kolejny namawia dziewczynę, by pojechała do Reusów. Przecież ona również jest zaproszona. Namawia ją tyle, że dziewczyna w końcu się zgadza. Okazuje się, że decyzja była jak najbardziej trafna ponieważ sama kolacja była przepyszna, a towarzystwo wspaniałe. Poza tym młode małżeństwo ogłosiło, ze spodziewa się kolejnego dziecka, na co przyjaciele zareagowali entuzjastycznie. Były gratulacje i toasty. Było wyjątkowo.
***
-Emily świetnie pasuje do Mario.- mówi Natalie wklepując krem w skórę twarzy.
-Bawisz się w swatkę?- patrzy na nią mąż.- Ostrzegam, że możesz mieć kłopoty, gdy Mario zauważy. On nie jest gotowy...
-Wiem, nie zamierzam nic robić. Po prostu stwierdziłam fakt, że do siebie pasują.
***
Wracają od Reusów, Julie śpi w foteliku. Śmieją się i żartują. Spędzili naprawdę wspaniały wieczór. Mario ma zamiar odwieźć Emily, a potem pojechać do siebie. Dlatego nie jedzie trasą, którą zwykł jeździć. Emily właśnie opowiada coś, co rozśmiesza go tak, że śmieje się dość długą chwilę. Dziewczyna również się śmieje, jednocześnie przyglądając się mu, bo nie może napatrzeć się na uśmiech Mario. Ten uśmiech, kiedy cała jego twarz się rozjaśnia, kiedy jego oczy błyszczą. Mario śmieje się już dość często, właściwie uśmiecha się, ale taki uśmiech, jaki Emily widzi właśnie w tym momencie, można zobaczyć znacznie rzadziej. Teraz on właśnie gości na twarzy chłopaka, a ona cieszy się, że to jej udało się go wywołać. Nie wie jeszcze, że ten wieczór, choć rozpoczęty wspaniale, wygoni uśmiech z twarzy Mario...
***
-Pójdziesz ze mną jutro?- pyta Sebastian.
-Przez myśl mi nawet nie przeszło, że mógłbym pozwolić ci iść samemu.- z ust Marka pada odpowiedź.
***
Obydwoje nie mają pojęcia jak to się stało. Prawie puste skrzyżowanie, rozmowa, a potem nagle szarpnięcie, huk, uderzenie w barierkę z impetem, szok. I płacz... Donośny płacz małej Julie...
***
Spogląda w bok, na Emily. Dziewczyna patrzy na niego, jest cała, rusza się, dłonią pociera kark. Poduszki rozłożyły się, więc ani ona ani on nie uderzyli nigdzie głowami.
-Jesteś cała?- pyta próbując odpiąć pas, a który nie chce się odpiąć. Szarpie go w nerwach.
-Chyba tak.
-Cholera!-wyrzuca z siebie. Julie płacze, dopiero teraz dochodzi do ich uszu płacz dziewczynki, z szoku nie słyszeli go w pierwszym momencie.
-Jull... Boże...- mówi piłkarz próbując się odwrócić, ale uniemożliwia mu to boląca szyja. W końcu to Emily pierwszej udaje uwolnić się z pasa więc to ona próbuje wyjść z samochodu, niestety okazuje się, że to z tej strony uderzył samochód, który na nich najechał. Od strony Emily, która wyjątkowo jechała z przodu na fotelu kierowcy, ponieważ pas na drugim miejscu na tylnym siedzeniu zaciął się i dlatego Emily nie usiadła obok fotelika dziewczynki.
-Drzwi się zablokowały, są wgięte...
-O Boże...- Mario szarpie pas, dociera do niego, że samochód uderzył w stronę gdzie przypięta była jego córeczka. Jakoś udaje mu się wyplątać z pasa, między siedzeniami przepycha się do tyłu. Szyba w drzwiach jest wybita, Mario widzi krew na rączce Julie, to zapewne odłamek szkła skaleczył jej rączkę. Na jej buźce również widzi plamkę. Dziewczynka łka głośno, właściwie płacz przeradza się we wrzask. Mario instynktownie sprawdza czy mała nie poniosła poważnych obrażeń. Potem słyszy syreny pogotowia, ale on już w tym czasie ma już Julie w ramionach, tuli ją ostrożnie do siebie, próbując uspokoić, choć sam staje się bałaganem, bo to w niego uderza. I paraliżuje go strach. A potem po prostu jego umysł nie nadąża za tym co się dzieje, bo pojawiają się karetki, lekarz zadaje mu pytania, na które nie potrafi odpowiedzieć...
***
Julie nic nie jest. Oprócz kilku małych ran nie doznała innego urazu. Te słowa docierają do niego. Potem słyszy, że dziewczynka śpi. Siada na jedno z krzesełek. Czuje ulgę, ale jednocześnie jego ręce zaczynają drżeć i nie może tego kontrolować. To, co się stało w niego uderza. Wypadek. Podobny do poprzedniego. Tylko tym razem żyją. Nic im nie jest, jednak historia mogła zatoczyć koło. I to właśnie zaczyna do niego docierać. Mogła zginąć jego ukochana córeczka, albo Emily...
-Boże...- mówi tylko po czym zasłania dłońmi usta. Drży cały. Nawet gdyby chciał, to nie mógłby stanąć na własnych nogach. Nie w tym momencie. Po jego policzkach znów płynął łzy, ściska go w klatce piersiowej. Emily to zauważa. W jednej chwili stoi rozmawiając z lekarzem, a w kolejnej siedzi na krzesełku obok Mario, po czym mocno go tuli, a on płacze, po prostu płacze wtulając się w nią.
***
Podoba się?
-Tak, ale ostatnio ciągle podrzucam je do Was. Mam wyrzuty sumienia...
-Marco, przestań proszę. Z chęcią się nimi zajmujemy. Przecież wiesz o tym kochanie. Przywieź je po prostu. A Natalie niech sobie odpocznie. Początki ciąży bywają bardzo trudne...
-No, tak. -przytakuje.-Przywiozę dzieciaki za pół godziny. Do zobaczenia mamo. I dziękuję.
***
Pierwsze, co czuje zaraz po przebudzeniu, to ból głowy. Nie jest to byle jaki ból, ma wrażenie, ze zaraz rozsadzi mu czaszkę. Wydaje mu się, iż ktoś wbija mu kilka ostrych sztyletów w głowę. Do tego jego głowa jest strasznie ciężka. Próbuje przekręcić się na bok, ale tym ruchem pogarsza jedynie sprawę, ponieważ nowa fala bólu uderza, a do tego ta czynność zdecydowanie nie podziałała dobrze na jego żołądek, ponieważ zaraz po tym ma odruch wymiotny co powoduje, że po prostu czem prędzej podrywa się z łóżka, po czym nie zważając na biegnie do łazienki, gdzie opróżnia swój żołądek. Kiedy przestaje wymiotować być może czuje niewielką ulgę, za to jednak przełyk pali go żywym ogniem. Czuje się okropnie. Wraca do niego poprzedni wieczór i świadomość tego jak wiele alkoholu wlał w siebie. Nie wie ile był w klubie, ale pamięta ile razy wskazywał barmanowi na swój kieliszek. Pamięta, że tamten w końcu zaczął oponować, niestety nie mógł nie spełnić życzenia klienta, a on był nieustępliwy. Więc napełniał kieliszek. Przypomina sobie również Agnes i Ricky'ego. Spotkał ich, rozmawiali, ale nie do końca pamięta o czym. Wie, iż obydwoje próbowali wyperswadować mu picie kolejnych shotów, pamięta, że odmówili, kiedy poprosił, aby napili się z nim. Nie pamięta natomiast skąd wziął się w klubie Mark. Wszystko po tym jest jedną wielką czarną plamą.
-Sebastian.- rozpoznaje głos Marka. Nie odpowiada, choć chce, ale gardło tak bardzo go boli, że nie jest w stanie wypowiedzieć jednego słowa. Wie jednak, że jego partner znajdzie go. I tak się dzieje.-Tu jesteś.- mówi Mark zjawiając się w łazience. Podchodzi do swojej drugiej połowy, po czym kuca obok siedzącego na płytkach chłopaka.-Już w porządku?- pyta przyglądając mu się z troską, a ten kręci przecząco głową.-Oki. Wracamy do sypialni? Położysz się jeszcze chwilę, a ja przyniosę coś na ból głowy co?- proponuje, ale znów widzi, że jego partner nie zgadza się zostając tam, gdzie jest.-Nie możesz siedzieć na zimnych płytkach w samych bokserkach.- mówi.- Nadal chce ci się wymiotować?- pada pytanie, a ten przytakuje.- Boli cię gardło?- znów przytakuje.- Dobrze, zostań tu,a ja pójdę po koc i wodę.
-Pigułki...- chrypi cicho Sebastian.- ...na ból głowy...- dodaje i zaraz potem kaszle.
***
Marco po powrocie z treningu zastaje Natalie w pracowni. Dziewczyna jest tak skupiona na płótnie, które właśnie pokrywa farbą, że nawet nie zauważa, iż nie jest już w pomieszczeniu sama. Blondyn nie chce jej wystraszyć toteż nie podchodzi na paluszkach, jego żona odwraca się słysząc kroki. Na jej twarzy pojawia się uśmiech, który piłkarz odwzajemnia. Podchodzi do niej po czym zabiera jej z dłoni pędzel i odkłada na stolik. Następnie obejmuje żonę.
-Pobrudzisz się farbą.-ostrzega brunetka.
-Nie ważne.- odpowiada blondyn.- Chcę cię przytulić i to jest najważniejsze...
-To jedna z twoich ulubionych koszulek.- mówi, ale to nie powstrzymuje mężczyzny przed przygarnięcie jej jeszcze bliżej. Poddaje się temu. Uwielbia jego ramiona, ciepło jego ciała. Tak właściwie gdyby tylko mogła to nie opuszczałaby ich nawet na chwilę.
***
Słyszy dzwonek swojego telefonu więc kiedy upewnia się, że jego partner zasnął, ponownie idzie do kuchni odebrać. Nie jest zaskoczony widząc, iż to Ricky dzwoni. Rozmawiają dość długo. Dziennikarz pyta o samopoczucie Sebastiana, więc odpowiada na jego pytania. Potem rozmawiają o wynikach badania, które mają być następnego dnia rano. Kiedy rozmowa dobiega końca, a Mark idzie do sypialni, okazuje się, że Seba nie śpi.
-Już nie śpisz? Obudziłem cię?- pyta.
-Nie obudziłeś, ale słyszałem strzępki twojej rozmowy. To był Ricky, prawda?
-Tak. Zadzwonił zapytać jak się czujesz?-odpowiada mężczyzna kładąc się na kołdrze obok swojego partnera.- Martwi się.
-Czuję się strasznie i bynajmniej nie chodzi o kaca, Mark.- chłopak odwraca wzrok.- Jutro mam odebrać wynik i właściwie to nie mam pojęcia czy będę mieć odwagę tam iść, wziąć kopertę, a potem ją otworzyć.- wyznaje.- Boję się, strasznie się boję. To żadna nowość, ciągle powtarzam ci, że się boję, ale teraz coraz bardziej, choć myślałem, że to niemożliwe... Po prostu im bliżej do wyniku, tym gorzej... Jutro wszystko się wyjaśni. Jutro może skończyć się moje życie...
-Co ty mówisz?
-Prawdę. Szanuję i podziwiam osoby, które są nosicielami i potrafią to udźwignąć, potrafią nie tylko z tym żyć, ale jeszcze żyć normalnie. Ja myślę, że nie będę potrafił.
***
-Natalie spóźnię się odrobinę, dobrze?-pyta ubierając koszulkę.-Odwiozę Emily i przyjadę.- mówi Mario.
-Nie odwieziesz jej, ale namówisz, by przyszła z tobą.- mówi malarka.
-Nie wiem czy dam radę, próbowałem...
-Poradzisz sobie, wierzę w ciebie. Do zobaczenia.
Chwilę później wsiadają do samochodu zaraz po tym, jak Mario wpiął foteli z Julie. Mario po raz kolejny namawia dziewczynę, by pojechała do Reusów. Przecież ona również jest zaproszona. Namawia ją tyle, że dziewczyna w końcu się zgadza. Okazuje się, że decyzja była jak najbardziej trafna ponieważ sama kolacja była przepyszna, a towarzystwo wspaniałe. Poza tym młode małżeństwo ogłosiło, ze spodziewa się kolejnego dziecka, na co przyjaciele zareagowali entuzjastycznie. Były gratulacje i toasty. Było wyjątkowo.
***
-Emily świetnie pasuje do Mario.- mówi Natalie wklepując krem w skórę twarzy.
-Bawisz się w swatkę?- patrzy na nią mąż.- Ostrzegam, że możesz mieć kłopoty, gdy Mario zauważy. On nie jest gotowy...
-Wiem, nie zamierzam nic robić. Po prostu stwierdziłam fakt, że do siebie pasują.
***
Wracają od Reusów, Julie śpi w foteliku. Śmieją się i żartują. Spędzili naprawdę wspaniały wieczór. Mario ma zamiar odwieźć Emily, a potem pojechać do siebie. Dlatego nie jedzie trasą, którą zwykł jeździć. Emily właśnie opowiada coś, co rozśmiesza go tak, że śmieje się dość długą chwilę. Dziewczyna również się śmieje, jednocześnie przyglądając się mu, bo nie może napatrzeć się na uśmiech Mario. Ten uśmiech, kiedy cała jego twarz się rozjaśnia, kiedy jego oczy błyszczą. Mario śmieje się już dość często, właściwie uśmiecha się, ale taki uśmiech, jaki Emily widzi właśnie w tym momencie, można zobaczyć znacznie rzadziej. Teraz on właśnie gości na twarzy chłopaka, a ona cieszy się, że to jej udało się go wywołać. Nie wie jeszcze, że ten wieczór, choć rozpoczęty wspaniale, wygoni uśmiech z twarzy Mario...
***
-Pójdziesz ze mną jutro?- pyta Sebastian.
-Przez myśl mi nawet nie przeszło, że mógłbym pozwolić ci iść samemu.- z ust Marka pada odpowiedź.
***
Obydwoje nie mają pojęcia jak to się stało. Prawie puste skrzyżowanie, rozmowa, a potem nagle szarpnięcie, huk, uderzenie w barierkę z impetem, szok. I płacz... Donośny płacz małej Julie...
***
Spogląda w bok, na Emily. Dziewczyna patrzy na niego, jest cała, rusza się, dłonią pociera kark. Poduszki rozłożyły się, więc ani ona ani on nie uderzyli nigdzie głowami.
-Jesteś cała?- pyta próbując odpiąć pas, a który nie chce się odpiąć. Szarpie go w nerwach.
-Chyba tak.
-Cholera!-wyrzuca z siebie. Julie płacze, dopiero teraz dochodzi do ich uszu płacz dziewczynki, z szoku nie słyszeli go w pierwszym momencie.
-Jull... Boże...- mówi piłkarz próbując się odwrócić, ale uniemożliwia mu to boląca szyja. W końcu to Emily pierwszej udaje uwolnić się z pasa więc to ona próbuje wyjść z samochodu, niestety okazuje się, że to z tej strony uderzył samochód, który na nich najechał. Od strony Emily, która wyjątkowo jechała z przodu na fotelu kierowcy, ponieważ pas na drugim miejscu na tylnym siedzeniu zaciął się i dlatego Emily nie usiadła obok fotelika dziewczynki.
-Drzwi się zablokowały, są wgięte...
-O Boże...- Mario szarpie pas, dociera do niego, że samochód uderzył w stronę gdzie przypięta była jego córeczka. Jakoś udaje mu się wyplątać z pasa, między siedzeniami przepycha się do tyłu. Szyba w drzwiach jest wybita, Mario widzi krew na rączce Julie, to zapewne odłamek szkła skaleczył jej rączkę. Na jej buźce również widzi plamkę. Dziewczynka łka głośno, właściwie płacz przeradza się we wrzask. Mario instynktownie sprawdza czy mała nie poniosła poważnych obrażeń. Potem słyszy syreny pogotowia, ale on już w tym czasie ma już Julie w ramionach, tuli ją ostrożnie do siebie, próbując uspokoić, choć sam staje się bałaganem, bo to w niego uderza. I paraliżuje go strach. A potem po prostu jego umysł nie nadąża za tym co się dzieje, bo pojawiają się karetki, lekarz zadaje mu pytania, na które nie potrafi odpowiedzieć...
***
Julie nic nie jest. Oprócz kilku małych ran nie doznała innego urazu. Te słowa docierają do niego. Potem słyszy, że dziewczynka śpi. Siada na jedno z krzesełek. Czuje ulgę, ale jednocześnie jego ręce zaczynają drżeć i nie może tego kontrolować. To, co się stało w niego uderza. Wypadek. Podobny do poprzedniego. Tylko tym razem żyją. Nic im nie jest, jednak historia mogła zatoczyć koło. I to właśnie zaczyna do niego docierać. Mogła zginąć jego ukochana córeczka, albo Emily...
-Boże...- mówi tylko po czym zasłania dłońmi usta. Drży cały. Nawet gdyby chciał, to nie mógłby stanąć na własnych nogach. Nie w tym momencie. Po jego policzkach znów płynął łzy, ściska go w klatce piersiowej. Emily to zauważa. W jednej chwili stoi rozmawiając z lekarzem, a w kolejnej siedzi na krzesełku obok Mario, po czym mocno go tuli, a on płacze, po prostu płacze wtulając się w nią.
***
Podoba się?