"Gdy szczęście puka do naszych drzwi
zatapiamy się w nim, zachwycamy
i często zapominamy, iż jest ono tak ulotne...
Bo przecież często byle podmuch wiatru
jest w stanie zdmuchnąć jego promień,
czasem gasi go deszcz... bezpowrotnie..."
-Pamiętasz, że po właściwie już dzisiejszym treningu, masz się
zjawić w szkole rodzenia?- pyta go Ann.- Przełożono zajęcia. Wspominałam ci.-
spogląda na niego.
-Tak kochanie.- odpowiada piłkarz ziewając.
-Hej, tobie chce się
spać.- zauważa jego druga połowa.- Może przesiądę się za kierownicę co?- proponuje.
-Nie. Nic mi nie jest.
Za 10 minut będziemy w domku. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.- stwierdza
pomocnik Bayernu.
-Mój ty domatorze.-
wzdycha dziewczyna i na jej twarzy pojawia się uśmiech.-Jak urodzi się nasza
mała córeczka to jeszcze będziesz chciał gdzieś wyjść, a nie będziesz mógł.-
mówi żona piłkarza.
-Być może.- zgadza się
z nią mąż, po czym dodaje.- Nie mogę doczekać się narodzin naszej małej
królewny.- znów kładzie dłoń na brzuchu żony.
Zaczyna padać. Nie jest
to bynajmniej ot taki sobie deszczyk. Z minuty na minutę przeradza się w ulewę.
Wycieraczki nie nadążają zbierać wody z szyby. Piłkarz jedzie jeszcze wolniej.
-Dobrze, że się nie
przesiadłam za kierownicę. Nie lubię jeździć w takim deszczu.- stwierdza
dziewczyna.
Piłkarz zwalnia
ponieważ widzi czerwone światło na skrzyżowaniu. Przed nim jest jeden samochód.
Ann nachyla się i całuje go szybko w
usta:
-Tak bardzo cię kocham.
Ciebie i Julie.- wyznaje.
-Ja was też. Moje dwie
kobietki.- dotyka brzuszka żony uśmiechając się. Światło zmienia się na zielone
dlatego piłkarz rusza. Nie dojeżdża jednak daleko. Wjeżdża na skrzyżowanie, gdy
z boku oślepia go światło. Widzi zbliżający się samochód, który jedzie prosto
na nich. Próbuje uciec, ale jest za późno:
-Ann uważaj.- krzyczy.
Słyszą wielki huk.
Samochodem szarpie. Chłopak uderza głową w boczną szybę. Nastaje ciemność…
***
Natalie budzi się. Jest
zaskoczona, ponieważ zegarek wskazuje dopiero 5:05 rano, a Marco nie ma już w
łóżku. To do niego niepodobne. Powoli wstaje, ubiera szlafrok, po czym idzie
zajrzeć do dzieci. Otwiera cicho drzwi i stwierdza, że śpią sobie spokojnie.
Teraz jest jeszcze bardziej zaskoczona nieobecnością męża w sypialni. Jako, że
on lubi spać, niepotrzebnie nie wstaje tak wcześnie rano czuje, że coś się
stało. Spotyka go siedzącego na schodach. Jest ubrany jedynie w bokserki, obok
niego leży telefon, a on chowa twarz w dłoniach. Natalie siada obok .
Mężczyzna prostuje się, odwraca się do niej, a ona widząc jego zaczerwienione
oczy jest pewna, iż wydarzyło się coś złego:
-Dlaczego siedzisz na
schodach o 5 rano?- pyta.
-Miałem telefon.
Dzwonił Jurgen.- mówi.
-Trener?
-Nie, ojciec naszego
przyjaciela. Mario i Ann mieli wypadek nad ranem. Wiesz… wracali od Jerome.-
tłumaczy.
-Wypadek? Co się stało?-
dopytuje.
-Na skrzyżowaniu
najechał na nich samochód, uderzył z boku.- Marco wypowiada te słowa cicho.
-Ale nic im nie jest?
Powiedz, że nic im nie jest.-prosi go. Patrzy na męża i widzi jak w jego oczach
pojawiają się łzy.- Marco…- wyczekuje wieści na temat przyjaciół.
-Mario jest mocno wybijany.-
słyszy z ust blondyna.
-Ale nic mu nie
zagraża?- wypytuje.
-Chyba nie. Tak
powiedzieli jego ojcu. Ale Ann…- przerywa, by wziąć oddech.- Julie urodziła się przez cesarskie cięcie. Waży
1800 gram. Nic jej się nie stało…- mówi.
-Dzięki Bogu. A Ann?
-No właśnie… Ann… ona
…- słowa, które chce wypowiedzieć nie mogą przejść mu przez usta.
-Marco do cholery
mów!!!- prawie krzyczy malarka.
-Ma poważny uraz głowy. Podejrzewają... Ma zebrać się konsylium lekarzy. Prawdopodobnie potwierdzą, że nastąpiła
śmierć mózgu.- chłopak mówi prawie szeptem.
Patrzy na Natalie i widzi jak po jej policzkach zaczynają jedna
po drugiej spływać łzy. Przytula żonę. Jest mężczyzną, powinien być silny, ale
w tym momencie nie potrafi. Też płacze. Ann
jest mu bliska, jest jak siostra. Jeszcze jest, ale wszystko wskazuje na to, iż
niedługo będą musieli ją pożegnać. Nie mieści mu się to w głowie:
-Polecę z rodzicami
Mario do Monachium. Lot jest o 8:00- mówi do żony.
-Ja też polecę. Może rodzice
zajmą się dziećmi?- patrzy na niego.
-Zadzwonię do mamy.-
proponuje.
-Jedź do nich. Taka
informacja może być szokiem.- jeszcze mocniej się w niego wtula.
***
Otwiera oczy i widzi
ten sam widok, który ogląda każdego ranka. Białe ściany, kilkanaście różnych
kabelków biegnących od aparatury do jej klatki piersiowej na której ma diody i
mamę uśmiechającą się do niej. Zastanawia się czy ona w ogóle sypia? Jest z nią, kiedy zasypia, jest wtedy, gdy otwiera oczy. Potem zmienia ją tata, by później
pojawili się przyjaciele. Tak lecą kolejne dni, dni w których słabnie coraz
bardziej. Nie ma siły wstać, czuje się cały czas zmęczona. Mogłaby godzinami
spać. Codziennie wieczorem, zasypiając modli się o kolejny dzień. Zdaje sobie
sprawę, że jutra może nie być. Jest bardzo chora, ale robi wszystko, by jej
bliscy nie odczuli jak bardzo się boi. Jest jeszcze nadzieja, nikła, ale jest.
Lepsze to niż nic. Liczy, że Bóg da jej jeszcze pożyć. Jednak, by ona mogła
żyć, ktoś inny musi umrzeć. To straszne. Przeraża ją to. Przecież właściwie
czeka na czyjąś śmierć. Paradoks.
-Dzień dobry kochanie.
Dobrze spałaś?- pyta ją mama.
-Tak mamo. -odpowiada.
-Potrzebujesz czegoś?- z ust rodzicielki pada kolejne pytanie.
-Nie.- zaprzecza.-Idź do pracy.
Wszystko mam.- zapewnia.- Jestem zmęczona więc pewnie się prześpię.- stwierdza spokojnie
dziewczyna.
-Zaraz pójdę. Posiedzę
jeszcze chwilkę z tobą.
Obydwie milczą. Zdają
sobie bowiem sprawę, że jest coraz gorzej. Dziewczyna wsłuchuje się w dźwięk
pikającego aparatu, jej mama odpływa myślami gdzieś daleko. Po chwili słyszy
słowa córki:
-Miałam piękny sen.- zwraca się do matki.- Siedziałam na plaży. Pamiętasz ten domek, w którym zawsze spędzaliśmy urlop?
Ten niedaleko plaży? To było chyba tam. Siedziałam na piasku. Wiał wiatr, morze
było wzburzone. To był piękny widok. Zawsze uwielbiałam patrzeć na fale. W
pewnym momencie na niebie pojawiła się przepiękna tęcza. Była taka wyraźna,
barwy były bardzo mocne. A nie padał w ogóle deszcz. Niebo pojaśniało i na nim
była ta piękna tęcza. Wiesz… chciałabym tam pojechać. Nie byłam tam szmat
czasu, kilka lat. Prowadziłam zwariowane życie studentki, wyjeżdżałam z
przyjaciółmi w różne zakątki świata, a
teraz marzę o tym by znów usiąść na tej plaży…- mówi rozmarzonym głosem dziewczyna.
-Usiądziesz.- zapewnia
ją matka.
-Mamo, ja wiem, że mogę
nie zdążyć…
***
Witam :)
Jak podoba się Wam pierwszy rozdział? Zaskoczeni? Ja ba Waszym miejscu byłabym ogromnie zaskoczona i domyślam się, że Wy też jesteście. Jeśli tak to mogę się jedynie cieszyć, bo o to mi chodziło. Co wydarzy się dalej, jak myślicie? Piszcie w komentarzach :)
***
10 komentarzy i powitamy rozdział nr 2 :)
Witam :)
Jak podoba się Wam pierwszy rozdział? Zaskoczeni? Ja ba Waszym miejscu byłabym ogromnie zaskoczona i domyślam się, że Wy też jesteście. Jeśli tak to mogę się jedynie cieszyć, bo o to mi chodziło. Co wydarzy się dalej, jak myślicie? Piszcie w komentarzach :)
***
10 komentarzy i powitamy rozdział nr 2 :)