czwartek, 7 maja 2015

1. I że Cię nie opuszczę aż do śmierci...



     "Gdy szczęście puka do naszych drzwi 
 zatapiamy się w nim,  zachwycamy 
                 i często zapominamy, iż jest ono tak ulotne...
        Bo przecież często byle podmuch wiatru 
      jest w stanie zdmuchnąć jego promień, 
      czasem gasi go deszcz... bezpowrotnie..."


Zegarek w samochodzie wskazuje godzinę 2:17 w nocy. Mężczyzna i kobieta jadą terenowym samochodem ulicami Monachium. Wracają do domu z parapetówki od znajomych. Zasiedzieli się, ale atmosfera była tak wspaniała, tak dobrze się bawili, że stracili poczucie czasu. Do domu nie mają daleko. Jakieś 20 minut spokojnej jazdy. Prowadzi młody piłkarz, a jego żona siedzi na miejscu pasażera. Mario przelotnie kładzie dłoń na jej sporych rozmiarów brzuszku. To koniec 7 miesiąca. Obydwoje nie mogą się już doczekać małej Julie- owocu ich wielkiej miłości. Płeć dziecka miała być niespodzianką, jednak na jednej z wizyt kontrolnych, nie wytrzymali i poprosili lekarza, by wyjawił im tę tajemnicę. Powiedział, że urodzi się mała królewna, a potem mógł zaobserwować łzy w oczach przyszłych rodziców.
-Pamiętasz, że po  właściwie już dzisiejszym treningu, masz się zjawić w szkole rodzenia?- pyta go Ann.- Przełożono zajęcia. Wspominałam ci.- spogląda na niego.
-Tak kochanie.- odpowiada piłkarz ziewając.
-Hej, tobie chce się spać.- zauważa jego druga połowa.- Może przesiądę się za kierownicę co?- proponuje.
-Nie. Nic mi nie jest. Za 10 minut będziemy w domku. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.- stwierdza pomocnik Bayernu.
-Mój ty domatorze.- wzdycha dziewczyna i na jej twarzy pojawia się uśmiech.-Jak urodzi się nasza mała córeczka to jeszcze będziesz chciał gdzieś wyjść, a nie będziesz mógł.- mówi żona piłkarza.
-Być może.- zgadza się z nią mąż, po czym dodaje.- Nie mogę doczekać się narodzin naszej małej królewny.- znów kładzie dłoń na brzuchu żony.
Zaczyna padać. Nie jest to bynajmniej ot taki sobie deszczyk. Z minuty na minutę przeradza się w ulewę. Wycieraczki nie nadążają zbierać wody z szyby. Piłkarz jedzie jeszcze wolniej.
-Dobrze, że się nie przesiadłam za kierownicę. Nie lubię jeździć w takim deszczu.- stwierdza dziewczyna.
Piłkarz zwalnia ponieważ widzi czerwone światło na skrzyżowaniu. Przed nim jest jeden samochód. Ann nachyla się i całuje go  szybko w usta:
-Tak bardzo cię kocham. Ciebie i Julie.- wyznaje.
-Ja was też. Moje dwie kobietki.- dotyka brzuszka żony uśmiechając się. Światło zmienia się na zielone dlatego piłkarz rusza. Nie dojeżdża jednak daleko. Wjeżdża na skrzyżowanie, gdy z boku oślepia go światło. Widzi zbliżający się samochód, który jedzie prosto na nich. Próbuje uciec, ale jest za późno:
-Ann uważaj.- krzyczy.
Słyszą wielki huk. Samochodem szarpie. Chłopak uderza głową w boczną szybę. Nastaje ciemność…
***
Natalie budzi się. Jest zaskoczona, ponieważ zegarek wskazuje dopiero 5:05 rano, a Marco nie ma już w łóżku. To do niego niepodobne. Powoli wstaje, ubiera szlafrok, po czym idzie zajrzeć do dzieci. Otwiera cicho drzwi i stwierdza, że śpią sobie spokojnie. Teraz jest jeszcze bardziej zaskoczona nieobecnością męża w sypialni. Jako, że on lubi spać, niepotrzebnie nie wstaje tak wcześnie rano czuje, że coś się stało. Spotyka go siedzącego na schodach. Jest ubrany jedynie w bokserki, obok niego leży telefon, a on chowa twarz w dłoniach. Natalie siada obok . Mężczyzna prostuje się, odwraca się do niej, a ona widząc jego zaczerwienione oczy jest pewna, iż wydarzyło się coś złego:
-Dlaczego siedzisz na schodach o 5 rano?- pyta.
-Miałem telefon. Dzwonił Jurgen.- mówi.
-Trener?
-Nie, ojciec naszego przyjaciela. Mario i Ann mieli wypadek nad ranem. Wiesz… wracali od Jerome.- tłumaczy.
-Wypadek? Co się stało?- dopytuje.
-Na skrzyżowaniu najechał na nich samochód, uderzył z boku.- Marco wypowiada te słowa cicho.
-Ale nic im nie jest? Powiedz, że nic im nie jest.-prosi go. Patrzy na męża i widzi jak w jego oczach pojawiają się łzy.- Marco…- wyczekuje wieści na temat przyjaciół.
-Mario jest mocno wybijany.- słyszy z ust blondyna.
-Ale nic mu nie zagraża?- wypytuje.
-Chyba nie. Tak powiedzieli jego ojcu. Ale Ann…- przerywa, by wziąć oddech.- Julie urodziła się przez cesarskie cięcie. Waży 1800 gram. Nic jej się nie stało…- mówi.
-Dzięki Bogu. A Ann?
-No właśnie… Ann… ona …- słowa, które chce wypowiedzieć nie mogą przejść mu przez usta.
-Marco do cholery mów!!!- prawie krzyczy malarka.
-Ma poważny uraz głowy. Podejrzewają... Ma zebrać się konsylium lekarzy. Prawdopodobnie potwierdzą, że nastąpiła śmierć mózgu.- chłopak mówi prawie szeptem.
Patrzy na Natalie  i widzi jak po jej policzkach zaczynają jedna po drugiej spływać łzy. Przytula żonę. Jest mężczyzną, powinien być silny, ale w tym momencie nie potrafi.  Też płacze. Ann jest mu bliska, jest jak siostra. Jeszcze jest, ale wszystko wskazuje na to, iż niedługo będą musieli ją pożegnać. Nie mieści mu się to w głowie:
-Polecę z rodzicami Mario do Monachium. Lot jest o 8:00- mówi do żony.
-Ja też polecę. Może rodzice zajmą się dziećmi?- patrzy na niego.
-Zadzwonię do mamy.- proponuje.

-Jedź do nich. Taka informacja może być szokiem.- jeszcze mocniej się w niego wtula. 
***

Otwiera oczy i widzi ten sam widok, który ogląda każdego ranka. Białe ściany, kilkanaście różnych kabelków biegnących od aparatury do jej klatki piersiowej na której ma diody i mamę uśmiechającą się do niej. Zastanawia się czy ona w ogóle sypia? Jest z nią, kiedy zasypia, jest wtedy, gdy otwiera oczy. Potem zmienia ją tata, by później pojawili się przyjaciele. Tak lecą kolejne dni, dni w których słabnie coraz bardziej. Nie ma siły wstać, czuje się cały czas zmęczona. Mogłaby godzinami spać. Codziennie wieczorem, zasypiając modli się o kolejny dzień. Zdaje sobie sprawę, że jutra może nie być. Jest bardzo chora, ale robi wszystko, by jej bliscy nie odczuli jak bardzo się boi. Jest jeszcze nadzieja, nikła, ale jest. Lepsze to niż nic. Liczy, że Bóg da jej jeszcze pożyć. Jednak, by ona mogła żyć, ktoś inny musi umrzeć. To straszne. Przeraża ją to. Przecież właściwie czeka na czyjąś śmierć. Paradoks.
-Dzień dobry kochanie. Dobrze spałaś?- pyta ją mama.
-Tak mamo. -odpowiada.
-Potrzebujesz czegoś?- z ust rodzicielki pada kolejne pytanie.
-Nie.- zaprzecza.-Idź do pracy. Wszystko mam.- zapewnia.- Jestem zmęczona więc pewnie się prześpię.- stwierdza spokojnie dziewczyna.
-Zaraz pójdę. Posiedzę jeszcze chwilkę z tobą.
Obydwie milczą. Zdają sobie bowiem sprawę, że jest coraz gorzej. Dziewczyna wsłuchuje się w dźwięk pikającego aparatu, jej mama odpływa myślami gdzieś daleko. Po chwili słyszy słowa córki:
-Miałam piękny sen.- zwraca się do matki.- Siedziałam na plaży. Pamiętasz ten domek, w którym zawsze spędzaliśmy urlop? Ten niedaleko plaży? To było chyba tam. Siedziałam na piasku. Wiał wiatr, morze było wzburzone. To był piękny widok. Zawsze uwielbiałam patrzeć na fale. W pewnym momencie na niebie pojawiła się przepiękna tęcza. Była taka wyraźna, barwy były bardzo mocne. A nie padał w ogóle deszcz. Niebo pojaśniało i na nim była ta piękna tęcza. Wiesz… chciałabym tam pojechać. Nie byłam tam szmat czasu, kilka lat. Prowadziłam zwariowane życie studentki, wyjeżdżałam z przyjaciółmi  w różne zakątki świata, a teraz marzę o tym by znów usiąść na tej plaży…- mówi rozmarzonym głosem dziewczyna.
-Usiądziesz.- zapewnia ją matka.
-Mamo, ja wiem, że mogę nie zdążyć…
***
Witam :)
Jak podoba się Wam pierwszy rozdział? Zaskoczeni? Ja ba Waszym miejscu byłabym ogromnie zaskoczona i domyślam się, że Wy też jesteście. Jeśli tak to mogę się jedynie cieszyć, bo o to mi chodziło. Co wydarzy się dalej, jak myślicie? Piszcie w komentarzach :)
***
10 komentarzy i powitamy rozdział nr 2 :)

niedziela, 3 maja 2015


Prolog
Przystojny szatyn leży na sofie w swoim salonie, oglądając jakieś nudne programy telewizyjne. Właściwie nie ma na to ochoty, ale robi to dla zabicia czasu, gdyż nie chce mu się jeszcze spać. W pewnym momencie spogląda na zegarek, który wskazuje godzinę 21:57. Jest sam w domu. Cały wieczór spędził sam, miał zadzwonić do kolegów z propozycją spotkania, jednak w końcu zrezygnował wiedząc, iż zapewne mają już swoje własne plany. Jest pewien, iż postąpił właściwie, ponieważ wie, że nie byłby dobrym kompanem tego wieczoru. Miał zdecydowanie zły dzień, nic mu nie szło, nie ma więc humoru.
Stara się oglądać jakiś film dla odmiany, ale zupełnie nie może się na nim skupić. Jego myśli nieprzerwanie od kilku tygodni krążą wokół jego byłej dziewczyny. Kiedy się rozstawali było mu bardzo ciężko, jednak uznał, iż skoro ona nie kocha go tak jak dawniej, to nie powinien jej zatrzymywać. Nie chciał robić sobie złudnych nadziei, a potem cierpieć. Teraz zastanawia się czy dobrze zrobił? Tęskni za nią każdego dnia, z dnia na dzień coraz bardziej. Wiele razy chciał do niej zadzwonić, wybierał numer, ale w końcu nie mógł się przemóc by dotknąć zielonej słuchawki. Wie dobrze, iż skoro powiedziała, że jej uczucie do niego osłabło, nie może w żaden sposób zmusić jej do miłości. To po prostu niemożliwe. Wstaje i kieruje się do kuchni po colę, gdy w mieszkaniu rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Jest co najmniej zaskoczony. Zastanawiając się, kto też może składać mu wizytę o tej porze, maszeruje do drzwi. Otwiera i prawie natychmiast na jego twarzy maluje się zaskoczenie. Takiego gościa się nie spodziewał.
-Ann...- mówi, bo nie jest w stanie powiedzieć więcej. Nie wierzy w to, iż przed momentem o niej myślał, a teraz ona stoi w jego drzwiach.
-Przepraszam, że nachodzę cię o tej porze.- zaczyna mówić dziewczyna, która jest wyraźnie zakłopotana.
-Szczerze mówiąc stałam pod twoim domem 30 minut i zastanawiałam się czy zadzwonić do drzwi.- mówi.- Jest późno, może powinnam przyjść innym razem...- zastanawia się głośno.
-Daj spokój. Zapraszam.- mówi piłkarz więc dziewczyna korzysta z zaproszenia wchodząc do środka. Mario zamyka drzwi. Potem staje przed nią. Patrzy jej w oczy, a następnie delikatnie przytula. Jego dotyk jest tak delikatny, jakby bał się, że ciało modelki zbudowane jest z najdelikatniejszego szkła. Ona również go obejmuje. Wtula się w jego ramiona. Znów to czuje. Po jej ciele przechodzi dreszcz. Tylko on go zawsze wywoływał. Nadal to robi. Piłkarz prowadzi ją bez słowa do salonu. Chwilę później wraca z dwoma kubkami parującej cieczy. Kładzie na stoliku:
-Twoja ulubiona herbata.- mówi jej.
-Dziękuję.
Szatyn zajmuje miejsce obok niej. Zastanawia się też, co skłoniło dziewczynę do przyjścia do niego o tak późnej porze? Wie, że zapewne się tego dowie. Ona spokojnie słodzi herbatę, miesza, a potem upija łyk:
-Dobrze mi zrobi. Na zewnątrz wieje...- mówi dziewczyna.
-Zmarzłaś?- patrzy na nią czujnie.- Przyniosę koc.- proponuje.
-Mógłbyś? Trochę mi zimno...- uśmiecha się z wdzięcznością.
Kilkanaście sekund później Mario wraca z puchatym kocem, a następnie ją okrywa. Kiedy już ponownie obydwoje siedzą na sofie dziewczyna mówi:
-Pewnie zastanawiasz się dlaczego przyszłam?- spogląda na niego.- Najpierw 4 miesiące temu mówiłam, że nie chcę już z tobą być, a teraz przychodzę w nocy...- przerywa biorąc głęboki oddech. Piłkarz milczy, postanawia jej nie przerywać, ale ona milczy więc w końcu to on się odzywa.
-Wiesz... myślałem o tobie.-przyznaje.-Chciałem zadzwonić... Miałem paskudny dzień...- wyznaje.
-Co się stało?- pada pytanie, a jego była dziewczyna lustruje go wzrokiem.
-Nie mogę się pozbierać.- stwierdza krótko szatyn.
-Pozbierać?- dopytuje dziewczyna, bo nie od razu domyśla się co on może mieć na myśli.
-Nie ważne...- wzdycha piłkarz upijając łyk ciepłego napoju.
-Dla mnie ważne...- słyszy zapewnienie.- Mario dla mnie zawsze było ważne co się z tobą dzieje.- twierdzi modelka.- Nadal jest...
-Byliśmy razem, więc to naturalne, że się martwiłaś. Teraz już nie musisz, nie jesteś ze mną, a ja nie chcę cię zadręczać...
-Ty nadal jesteś najważniejszy.- mówi.- Nie tylko ty, ale...
-Ktoś jeszcze?- pada pytanie, chłopak patrzy na nią, bo nie rozumie o czym mówi.
-Tak.- słyszy z jej ust potwierdzenie i jest zdezorientowany.- Od 3 miesięcy biję się z myślami. Przepraszam, że dopiero dzisiaj przyjechałam. Powinnam wcześniej, ale nie mogłam się zebrać, zmobilizować...- tłumaczy się.
-Nie rozumiem.- Mario patrzy na nią zdezorientowany.
-Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę?- zadaje pytanie spoglądając na niego, a on nic nie mówi.- Powiedziałam ci, że jestem zdezorientowana, że się pogubiłam, że wydaje mi się, iż uczucie, którym cię darzę zbladło, zgasło... Wtedy tak myślałam, ale to była pomyłka.- przyznaje.- Już na następny dzień tęskniłam, a po kilku dniach rozłąki chciałam wrócić. Jednak potem pomyślałam, że nie mogę tak robić- odchodzić i wracać. Wiedziałam, że cię zraniłam. Nie mogłam wrócić niepewna, pogubiona, musiałam to wszystko poukładać więc postanowiłam poczekać. Jednak kiedy się dowiedziałam, że...- przerywa, gdyż nie jest pewna, czy to dobry moment, choć w sumie zdaje sobie sprawę, iż żaden nie będzie dobry. Nie w tej sytuacji. Kto będzie chciał i tak źle sobie o niej pomyśli. Jej jest już wszystko jedno, byle on w podobny sposób jej nie ocenił. Mario przygląda jej się intensywnie próbując wyczytać coś z jej twarzy, ale nie udaje mu się:
-Ann co chcesz mi powiedzieć?- pyta wprost.
-Nie chcę byś pomyślał, iż wróciłam bo...- znów urywa, aby wziąć głęboki oddech.- Ja naprawdę, kiedy odeszłam doszło do mnie, że cię kocham. Moje uczucie wcale nie osłabło, wydawało mi się, może za dużo o tym myślałam. W nasz związek wkradła się rutyna, poza tym nie mogłam znieść tego, że ciągle się sprzeczamy, albo omijamy bojąc się pokłócić...
-Takie chwile to normalność w związkach, poza tym nie zawsze jest ekscytująco, ciekawie, barwnie i z fajerwerkami...- kwituje piłkarz.
-Wiem Mario. To nie była twoja wina, raczej moja...- przyznaje.- Boję się, że...
-Ann, po prostu powiedz mu co się dzieje?- prosi ją.- Czy kiedykolwiek zareagowałem na jakąś wiadomość gwałtownie? Boisz się mojej reakcji?- docieka szatyn.
-Nie.-zaprzecza.- tego się akurat nie boję...- znów milknie. Patrzy na niego. Patrzy w te oczy, które zawsze tak bardzo kochała, nadal kocha, w których zawsze widziała miłość, zrozumienie. Wydaje jej się, że te uczucia nadal tam są. Wreszcie decyduje się wyrzucić to z siebie.
-Będziesz tatą.- szepce, gdyż nie ma siły, ani odwagi powiedzieć tego na głos. Boi się.
Chłopak patrzy na nią. Teraz dopiero jest zaskoczony.
Nie wie co ma powiedzieć, jak zareagować? Nie jest pewien, czy aby się nie przesłyszał. Mijają sekundy, po których powoli dociera do niego sens wypowiedzianego przez modelkę zdania. Jest w szoku, zdecydowanie. Przez kilka miesięcy bowiem żałował, iż jej nie zatrzymał, nie namówił, by dała sobie czas na przemyślenia, aby dała jemu szansę, im szansę. Zastanawiał się co robić? Tak bardzo za nią tęsknił, a teraz ona przychodzi do niego sama mówiąc, że spodziewa się jego dziecka.
Milczenie chłopaka budzi w niej jeszcze większy strach i wątpliwości. Boi się co powie. Nie była pewna czy ucieszy się słysząc tę wiadomość, ale z tego co widzi jest bardzo zaskoczony i do tego milczy... Po policzku dziewczyny, jedna po drugiej, zaczynają spływać łzy. Szybko je ociera, odkrywa się i odkłada koc:
-Przepraszam...- tylko to jedno słowo opuszcza jej usta. Chce wyjść, a to jakby wyrywa Mario z szoku. Wstaje i łapie jej dłoń, po czym przyciąga ją delikatnie do siebie, jedną dłonią obejmuje w pasie, a drugą odsuwa lekko włosy opadające na jej twarz.
-Dokąd idziesz?- pyta patrząc jej w oczy.- Chcesz teraz wyjść?- pada kolejne pytanie.- Po tym co powiedziałaś chcesz znów zniknąć?- zadaje pytanie za pytaniem.- Nie pozwolę na to Ann...- mówi.
-Nic nie powiedziałeś.- zauważa ścierając kolejną łzę ze swojego policzka.- Wiem, że może myślisz sobie, iż pojawiłam się po kilku miesiącach w ciąży i może chcę ci wmówić, że dziecko jest twoje...
-Co ty mówisz?- pyta zaskoczony jej słowami.
-To twoje dziecko.- zapewnia go patrząc mu w oczy.- Nie okłamuję cię, ja nie...- nie kończy, gdyż czuje jego palce gładzące jej policzek. 
-Ja nawet tak nie powiedziałem, nie pomyślałem tak.- broni się piłkarz.- Dlaczego wkładasz mi w usta słowa, których nie mam zamiaru wypowiedzieć?- pyta.
-Już usłyszałam, iż odeszłam, poszalałam, a teraz będę chciała  dostatnio żyć więc wrócę do ciebie...- tłumaczy dziewczyna.- to może tak wyglądać, zdaję sobie z tego sprawę... To naprawdę... 
Piłkarz nie wie jak ma sprawić, żeby przestała wygadywać to wszystko. Nie wie jak zamknąć jej usta, co zrobić, by przestała tak mówić, a tym bardziej myśleć. Przychodzi mu do głowy jeden pomysł. Po prostu zamyka jej usta pocałunkiem, który najpierw jest delikatny, ale po chwili przeradza się w bardziej zachłanny. Dziewczyna jest nieco zdezorientowana, jednak po chwili poddaje się i oddaje pocałunki. Czuje jego dłonie obejmujące ją w pasie. potem chłopak przytula ja:
-Wierzę Ann. Znam cię i ufam ci.- mówi.- Wiem, że nigdy nie okłamałabyś mnie w tak ważnej sprawie. Znam cię jak nikt inny.- stwierdza.- Cieszę się, że przyszłaś i cieszę się, iż zostanę tatą.- zapewnia ją, a ona czuje ulgę.- Opowiedz mi co wydarzyło się przez ten czas, kiedy się nie widywaliśmy.- prosi.
-Opowiem ci wszystko.- słyszy zapewnienie.
- I powiedz mi co powiedział lekarz? Kiedy u niego byłaś? Kiedy dowiedziałaś się, że nosisz pod sercem nasze maleństwo?- pada pytanie za pytaniem.
Gdy dziewczyna zajmuje miejsce na sofie, on okrywa ją kocem, po czym zajmuje miejsce obok niej i słucha. Po dłuższej chwili, gdy modelka daje mu zdjęcia USG, na jego ustach pojawia się wielki uśmiech. Wie już, że wszystko się ułoży. Teraz znów będzie mógł być blisko niej, być może stworzą rodzinę, będą wychowywać dziecko. Słucha uważnie co mówi Ann przytulając ją do siebie, skradając jej pocałunki i opiekuńczo gładząc jej lekko wypukły brzuszek. 
***
Około godziny 23:30 Marco słyszy sygnał przychodzącej wiadomości. Siedzą z Natalie w salonie tuląc się i oglądając jakiś film. Bierze do ręki telefon, przeciąga palcem po dotykowym ekranie, gdzie widzi komunikat, że ma dwie wiadomości. Obydwie od Mario:
-Od kogo?- pyta jego żona.
-Mario coś przysłał...- odpowiada czekając aż mms się otworzy.
-Co też wymyślił tym razem?- pyta malarka.
-Sama zobacz.- pokazuje jej pierwszą fotkę. Jest to fotografia zdjęcia USG. Nie widać wyraźnie, ale obydwoje domyślają się o co chodzi. Na drugim widać śpiącą Ann. 
Podpis: Tak wygląda szczęście... Właściwie podwójne... Boję się pójść spać, gdyż wydaje mi się, że jak jutro się obudzę, to wszystko okaże się snem. Nie chcę by to był sen...- pisze Mario.
Blondyn spogląda na żonę, ona na niego. W końcu, nie przejmując się tym, która jest  godzina. blondyn wybiera numer do przyjaciela i dzwoni. Gdy po drugiej stronie słyszy głos szatyna mówi:
-Gratulujemy z całego serducha. 
-Nie mogę w to uwierzyć. W jednym momencie leżałem w salonie, myślałem o niej, tęskniłem, a za chwilę okazało się, iż ona stoi w drzwiach. Potem dowiaduję się, że nosi pod sercem moje dziecko... Moje Marco... Rozumiesz?- pyta.- Tak bardzo mnie zaskoczyła, ale cieszę się wiesz? Bardzo się cieszę...
-My cieszymy się z wami.- zapewnia go blondyn.- Co prawda na odległość, ale przy najbliższej okazji możecie być pewni, że zrobimy to w realu. To wspaniała wiadomość.
-To prawda. Zryczałem się jak wariat.- przyznaje Mario.- Nie mogę uwierzyć...- powtarza pomocnik bawarskiej drużyny.-Tak patrzyłem na was i marzyłem o tym, aby za jakiś czas założyć rodzinę...
-Więc teraz już wiesz, że marzenia lubią się spełniać...
-Wiem...
***
Gdy szczęście puka do naszych drzwi zatapiamy się w nim. zachwycamy i często zapominamy, iż jest ono tak ulotne... Bo przecież często byle podmuch wiatru jest w stanie zdmuchnąć jego promień, czasem gasi go deszcz... bezpowrotnie...
***
Witam Was serdecznie.
Tak jak obiecałam, ten blog będzie w pewnym stopniu kontynuacją poprzedniego, z tą różnicą, jak już zapewne wiecie, głównymi bohaterami będą Mario i...- no właśnie kto? Czy to będzie Ann?
Odpowiedź na te i inne pytania przyniosą rozdziały, na które już teraz serdecznie zapraszam. Kto z Was polubił historię Natalie i Marco ma okazję dowiedzieć się, jak potoczyły się ich losy dalej, bo choć tutaj ich rola sprowadza się do bohaterów pobocznych, to mogę obiecać, że w życiu głównych bohaterów mają i będą mieć stałe miejsce. 
Jedno mogę powiedzieć o tej historii... Będzie dużo smutnych zwrotów akcji, będą łzy, ból , cierpienie, tęsknota, bezsilność, ale będzie również przyjaźń w mega ilościach. Będą rozterki, trudne decyzje, strach, ale również miłość, radość, łzy szczęścia... Ta historia wydaje mi się jedną z tych pięknych. I nie piszę tego bynajmniej dlatego, by sobie pochlebiać- nie należę do osób, które piszą dla siebie hymny pochwalne, należę raczej do tych, które ciągle się za coś ganią, starają się poprawiać. Mam wielką nadzieję, iż to, co tutaj zamieszczę, spełni Wasze oczekiwania, liczę, że Was nie zawiodę. 
Proszę komentujcie, to wiele dla mnie znaczy :)