Nie może spać. Ciągle myśli o tym, czego dowie się w laboratorium. Właściwie, to najchętniej w ogóle by tam nie szedł, nie ma pojęcia czy znajdzie odwagę, by pójść. Juz mu jej brakuje. Spogląda na Marka, który śpi spokojnie. Wierzy mu, wierzy, że kiedy mówi, iż nie zostawi go nawet,gdyby się okazało, że się zaraził, to tak będzie. Widzi, że jest dla niego kimś ważnym, jednak zastanawia się czy on sam chce skazywac swojego partnera na życie z osobą chora, na życie ze strachem...
***
-Lepiej się czujesz?-pyta Marco. Chwilę wcześniej pojawili się z Natalie w szpitalu, nie mogli znaleźć Mario i Emily, ponieważ nie było ich tam, gdzie mieli być, toteż blondyn zadzwonił do dziewczyny, a ona po nich przyszła. Okazało się, że Mario przebywa w jednym z pomieszczeń szpitalnych.
-Tak.-odpowiada Mario.-Jednak wystraszyłem Emily.- mówi.
-Nie miałeś na to wpływu.- mówi dziewczyna.
-Co się stało?- pyta Natalie nie wiedząc o czym ta dwójka mówi.
-Miałem atak paniki.- z ust szatyna pada odpowiedź.-Ale już jest lepiej.- dodaje.
-Podali ci coś?- docieka Marco.
-Tak, dostałem zastrzyk. Już jest w porządku. Po prostu... nie udźwignąłem tego... Wszystko wróciło...-tłumaczy szatyn.
-Spokojnie.
-Muszę iść do Julie.- wstaje z łóżka na którym siedział do tej pory. Jednak okazuje się, że wstawanie nie jest dobrym pomysłem, bo ma lekkie zawroty głowy.
-Co się dzieje?-Emily
-Kręci mi się w głowie.- odpowiada.
-Nigdzie nie idziesz.- mówi stanowczo Marco.- Najwyżej twoja mama zostanie z Jull.
-Lekarz też mu to sugerował, ale się uparł.- zauważa Emily.
-To moja córeczka, chcę być z nią, przy niej...
-W takim stanie nie możesz. Musisz odpocząć.- tłumaczy cierpliwie Marco.
Chwilę później zjawiają się rodzice piłkarza. I pomimo jego protestów, to babcia zostaje z wnuczką, a jego zabiera ojciec. Marco i Nat odwożą Emily do domu.
***
Jest bardzo wcześnie. Nie ma jeszcze 5 rano, a on nie śpi od dobrych kilkunastu minut. Nie chcąc przeszkadzać partnerowi, zaraz po przebudzeniu opuścił sypialnię. Właśnie siedzi na balkonie ich mieszkania, właściwie znajduje się w pozycji półleżącej, ponieważ rozłożył odrobinę krzesło, otulony ciasno kocem, ponieważ nie jest jeszcze zbyt ciepło. Nawet kawa tego ranka wyjątkowo mu nie smakuje, choć jest to jego ulubiona kawa, zawsze się nią delektuje, tym razem natomiast nie potrafi zachwycać się jej smakiem. Jest tak być może dlatego, że ciągle rozmyśla o tym co ma się wydarzyć. Boi się.
***
Budzi się w pustym łóżku. Jest zaskoczony, ponieważ on raczej ma lekki sen i zawsze jakoś czuł, kiedy Sebastian wstawał, tym razem nie poczuł. Pościel na drugiej połowie łóżka jest zimna, więc domyśla się, że jego partner wymknął się już jakiś czas temu. Spogląda na zegarek, który wskazuje, że jest godzina 8:00. Wstaje z łóżka po czym opuszcza pokój, by poszukać jego drugiej połowy. Okazuje się, że nie ma go ani w kuchni, ani w gościnnym pokoju, ani również w łazience. W końcu spogląda na drzwi balkonowe i wtedy zauważa, że są uchylone. Mógł się tego domyślić, Seba zawsze siada na balkonie kiedy chce coś przemyśleć. Podchodzi cicho do przeszkolonych drzwi. Tak jak się domyśla, Seba śpi na rozłożonym leżaku.
***
Otwiera powoli oczy. Z ulgą stwierdza, że jest w swojej sypialni. Miał dziwny sen. Straszny. Śniło mu się, że miał wypadek. Właściwie to sen był bardzo realistyczny, ale zamiast Ann na fotelu pasażera siedziała Emily. I nie była w ciąży. I słyszał tez płacz dziecka... I...
-O Boże...-wzdycha ponieważ dociera do niego, że nie śnił, tak było naprawdę. Szybko podnosi się z łóżka. I po prostu idzie na dol, ponieważ słyszy ciche rozmowy.
Emily pierwsza go zauważa kiedy słucha tego, co mówi Marco. Mario dopiero, kiedy widzi dziewczyne, zdaje sobie sprawe, że może jednak nie pomyślał schodząc na dol w samych bokserkach.
-Cześć. - odzywa się Emily patrząc na niego badawczo. Marco również spogląda w jego stronę.
-Cześć.-wita się blondyn.-Może...-zaczyna, ale szatyn nie pozwala mu dokończyć.
-Przepraszam, pójdę się ubrać. -mówi po czym wychodzi.
-Chyba się mnie nie spodziewał.-komentuje dziewczyna, a zaraz po tych słowach zabiera ze stolika puste filiżanki po kawie, która przed momentem skończyli pić z Marco. Dziewczyna znika w kuchni, a blondyn idzie za przyjacielem do jego sypialni. Puka, a słysząc zaproszenie wchodzi. Szatyn ma na sobie spodenki i ubiera koszulkę.
-Jak się czujesz?
-W porządku. -pada odpowiedz.-Musze jechać...
-Nie musisz. Rozmawiałem z Twoja mama, Julie wycisza zaraz po obchodzie. Twój tata pojechał do szpitala, przywiezie je do domu.
-Sam bym pojechał, trzeba było mnie obudzić.-mówi z pretensja w głosie młodszy. -Nie jestem małym chłopcem, sam pojechałbym po córkę.
-Wczoraj miałeś zawroty głowy. -przypomina mu Marco.
-Wczoraj.-mówi szatyn.-Mamy nowy dzień. Traktujecie mnie jak dziecko...
-Troszczymy się, a ty w tym momencie zachowujesz się jak dziecko. Rozkapryszone. O co chodzi?
-O nic.
-Widzę.
-O której jest ten obchod?
-Myślę, że będą w domu najpóźniej za godzinę.
-Chciałbym ją już przytulic.-mówi cicho młody ojciec.
***
W samochodzie panuje cisza. Żaden z nich nic nie mówi. Mark nie chce pytać, nie zaczyna tez rozmowy, ponieważ widzi, że Sebastian nie ma na nią ochoty, a młodszy milczy ponieważ po raz tysięczny nie chce powiedzieć, że bardzo się boi. To nic nie da, przecież to, iż będzie cały czas to mówił, nie sprawi, że nagle strach zniknie. Nie zniknie. Spogląda ukradkiem na swojego partnera. Mark jest spokojny, albo tylko ten spokój udaje. Nie wie. Nie chce pytać. Może to lepiej, że obydwaj nie panikuja.
Mark widzi, że Sebastian kątem oka go obserwuje. Dostrzega również to, jak bardzo tamten się denerwuje, boi. Zauważa drżące dlonie, które ten skrzętnie chce ukryć wciskając je pomiędzy uda. Dostrzega to wszystko. I być może mógłby w tej chwili powiedzieć partnerowi tysiąc słów pocieszenia, on jednak nie mówi nic. Ale kiedy Sebastian czuje dłoń Marka na swoim udzie rozumie co ten chce przez ten gest powiedzieć. Bez słów. Mark po raz kolejny pokazuje mu, ze jest obok.
***
Tuli ja do siebie odkąd wróciła do domu. Julie jest cicha i naprawde nieco wycofana. To nie jest do niej podobne, ale Mario juz wie, że lekarz ostrzegał, iż może tak może być. Rodzice pojechali do domu, Marco również, jedynie Emily została. Zaproponowała sama, a on nie powiedział nie. I to nie tak, że nie poradziłby sobie przecież z własnym dzieckiem, ale chciałbym by dziewczyna została. Po prostu tak czuł. Wiec świetnie się złożyło, iż z jej ust padła taka propozycja. Zaraz po tym, kiedy zostali sami z Julie Emily zaproponowała, że coś ugotuje, a on postanowił po prostu być z Julie. Dlatego, kiedy jakiś czas później, Emily w końcu opuści kuchnie i zobaczy, że obydwoje zniknęli, a dom jest dziwnie cichy, jedynym miejscem, o którym pomyśli to będzie sypialnia. I faktycznie tam ich znajdzie-śpiących w najlepsze na duzym łóżku Mario. I to będzie jeden z tych wyjątkowych momentów, tych wyjątkowych obrazków. Uwieczni go na zdjęciu w swoim telefonie.
***
-Wejść z Tobą? -pyta widząc zdenerwowanie swojej drugiej połowy. Sebastian spogląda na niego. Jest blady, ale kiwa głową zaprzeczając. Próbuje się trzymać. Przekonuje sam siebie, że przecież sobie poradzi. Musi tylko wejść i odebrać wynik. To nie jest skomplikowane. Powoli zmierza w kierunku pokoju. -"Po prostu wezmę ten wynik. Wezmę go."-przekonuje sam siebie w myślach. W końcu drżącą dłonią naciska klamkę. Drzwi się otwierają, a on bierze głęboki oddech i wchodzi. Mark zostaje na zewnątrz. Teraz może wziąć głęboki oddech i on. Musi się trzymać, nie może okazywać strachu, bo przecież musi być wsparciem. Prawda jest jednak taka, że on bardzo się martwi i boi. Przecież za moment Seba może wyjść i powiedzieć"Jestem chory Mark." I wszystko się zmieni. Zmieni się choć nie wiadomo jak bardzo chcieliby, aby się nie zmieniło. Zmieni, ponieważ życie z chorobą nie będzie łatwe zarówno dla Seby jak i dla niego. Jednak ma nadzieję, że nie znajdą się w tej sytuacji.
Seba wychodzi. Ma taką samą minę jak przed wejściem, w dłoni trzyma biala kopertę. Staje przed partnerem, a wzrok Marka ładuje na dłoni Sebastiana ściskającej kurczowo biala kopertę, lekko drżące dloni.
-Proszę otwórz, Mark.-prosi go młodszy. -Wyjdzmy na zewnątrz, usiądzmy na jednej z ławeczek w tym parku obok i proszę zajrzyj do tej przeklęte koperty, dobrze?-patrzy na Marka.
-Dobrze.-mówi tamten tylko, a zaraz po tych słowach Sebastian czuje jak Mark splata ich palce kiedy chwyta go za dłoń. Wychodzą. Robią dokładnie tak, jak chce młodszy. Wybierają jedna z ławek, a potem Mark otwiera kopertę, czyta a zaraz potem po prostu przytula mocno do siebie Sebastiana...
***
Obiecałam w weekend, lekkie spóźnienie, ale jest.
Komentujcie.
Myślicie, że Sebastian jest chory?
wtorek, 31 maja 2016
niedziela, 1 maja 2016
34.Śmiech i łzy...
Natalie jest zmęczona, co widać gołym okiem. Marco widzi również to, że jest rozdrażniona. Nie pyta, po prostu pozwala jej na chwile oddechu zabierając dzieci na zewnątrz. Przed tym jak wychodzi na dwór po prostu podchodzi do żony, obejmuje ja i całuje w czoło.
-Kocham Cię. -mówi, po czym wychodzi. Natalie uśmiecha się lekko, bo Marco czyta z niej jak z otwartej księgi. Wie dokładnie kiedy potrzebuje rozmowy, a kiedy pragnie mieć chwile dla siebie, moment samotności. Teraz właśnie chcę być sama. Jest zmęczona i rozbita. Domyśla się, że to z powodu ciąży tak się czuje. Jest pewna, że przez najbliższy czas będzie ciągle senna, to normalne i niestety trzeba ten okres przeczekać. Dlatego choć miała plan iść do pracowni, to jednak nie kieruje się tam, a do łóżka. I tam właśnie półtorej godziny później znajduje ja jej mąż. Uśmiecha się stojąc w drzwiach, a potem wycofuje, by nie obudzić Natalie. Kiedy dzieci jedzą jogurty on dzwoni do rodzicow:
-Cześć synku.- odzywa się jego mama.
-Cześć mamo. Mam do Was prośbę. -mówi.
-Czy przywieziesz nam nasze wnuki?-pyta jego rodzicielka.
-Mógłbym? -Natalie zasnęła, choć miała malować. Nie budziłem jej, a muszę jechać do ośrodka treningowego...
-Zajmiemy się z wielką chęcią Olim i Cassie. Przywieziesz je czy tata ma przyjechać?
-Przywiozę. Dziękuję mamo.-mówi blondyn.
-Nie masz za co. To przyjemność mieć te dwa małe szkraby przy sobie.-zapewnia go mama.
-Tak, ale ostatnio ciągle podrzucam je do Was. Mam wyrzuty sumienia...
-Marco, przestań proszę. Z chęcią się nimi zajmujemy. Przecież wiesz o tym kochanie. Przywieź je po prostu. A Natalie niech sobie odpocznie. Początki ciąży bywają bardzo trudne...
-No, tak. -przytakuje.-Przywiozę dzieciaki za pół godziny. Do zobaczenia mamo. I dziękuję.
***
Pierwsze, co czuje zaraz po przebudzeniu, to ból głowy. Nie jest to byle jaki ból, ma wrażenie, ze zaraz rozsadzi mu czaszkę. Wydaje mu się, iż ktoś wbija mu kilka ostrych sztyletów w głowę. Do tego jego głowa jest strasznie ciężka. Próbuje przekręcić się na bok, ale tym ruchem pogarsza jedynie sprawę, ponieważ nowa fala bólu uderza, a do tego ta czynność zdecydowanie nie podziałała dobrze na jego żołądek, ponieważ zaraz po tym ma odruch wymiotny co powoduje, że po prostu czem prędzej podrywa się z łóżka, po czym nie zważając na biegnie do łazienki, gdzie opróżnia swój żołądek. Kiedy przestaje wymiotować być może czuje niewielką ulgę, za to jednak przełyk pali go żywym ogniem. Czuje się okropnie. Wraca do niego poprzedni wieczór i świadomość tego jak wiele alkoholu wlał w siebie. Nie wie ile był w klubie, ale pamięta ile razy wskazywał barmanowi na swój kieliszek. Pamięta, że tamten w końcu zaczął oponować, niestety nie mógł nie spełnić życzenia klienta, a on był nieustępliwy. Więc napełniał kieliszek. Przypomina sobie również Agnes i Ricky'ego. Spotkał ich, rozmawiali, ale nie do końca pamięta o czym. Wie, iż obydwoje próbowali wyperswadować mu picie kolejnych shotów, pamięta, że odmówili, kiedy poprosił, aby napili się z nim. Nie pamięta natomiast skąd wziął się w klubie Mark. Wszystko po tym jest jedną wielką czarną plamą.
-Sebastian.- rozpoznaje głos Marka. Nie odpowiada, choć chce, ale gardło tak bardzo go boli, że nie jest w stanie wypowiedzieć jednego słowa. Wie jednak, że jego partner znajdzie go. I tak się dzieje.-Tu jesteś.- mówi Mark zjawiając się w łazience. Podchodzi do swojej drugiej połowy, po czym kuca obok siedzącego na płytkach chłopaka.-Już w porządku?- pyta przyglądając mu się z troską, a ten kręci przecząco głową.-Oki. Wracamy do sypialni? Położysz się jeszcze chwilę, a ja przyniosę coś na ból głowy co?- proponuje, ale znów widzi, że jego partner nie zgadza się zostając tam, gdzie jest.-Nie możesz siedzieć na zimnych płytkach w samych bokserkach.- mówi.- Nadal chce ci się wymiotować?- pada pytanie, a ten przytakuje.- Boli cię gardło?- znów przytakuje.- Dobrze, zostań tu,a ja pójdę po koc i wodę.
-Pigułki...- chrypi cicho Sebastian.- ...na ból głowy...- dodaje i zaraz potem kaszle.
***
Marco po powrocie z treningu zastaje Natalie w pracowni. Dziewczyna jest tak skupiona na płótnie, które właśnie pokrywa farbą, że nawet nie zauważa, iż nie jest już w pomieszczeniu sama. Blondyn nie chce jej wystraszyć toteż nie podchodzi na paluszkach, jego żona odwraca się słysząc kroki. Na jej twarzy pojawia się uśmiech, który piłkarz odwzajemnia. Podchodzi do niej po czym zabiera jej z dłoni pędzel i odkłada na stolik. Następnie obejmuje żonę.
-Pobrudzisz się farbą.-ostrzega brunetka.
-Nie ważne.- odpowiada blondyn.- Chcę cię przytulić i to jest najważniejsze...
-To jedna z twoich ulubionych koszulek.- mówi, ale to nie powstrzymuje mężczyzny przed przygarnięcie jej jeszcze bliżej. Poddaje się temu. Uwielbia jego ramiona, ciepło jego ciała. Tak właściwie gdyby tylko mogła to nie opuszczałaby ich nawet na chwilę.
***
Słyszy dzwonek swojego telefonu więc kiedy upewnia się, że jego partner zasnął, ponownie idzie do kuchni odebrać. Nie jest zaskoczony widząc, iż to Ricky dzwoni. Rozmawiają dość długo. Dziennikarz pyta o samopoczucie Sebastiana, więc odpowiada na jego pytania. Potem rozmawiają o wynikach badania, które mają być następnego dnia rano. Kiedy rozmowa dobiega końca, a Mark idzie do sypialni, okazuje się, że Seba nie śpi.
-Już nie śpisz? Obudziłem cię?- pyta.
-Nie obudziłeś, ale słyszałem strzępki twojej rozmowy. To był Ricky, prawda?
-Tak. Zadzwonił zapytać jak się czujesz?-odpowiada mężczyzna kładąc się na kołdrze obok swojego partnera.- Martwi się.
-Czuję się strasznie i bynajmniej nie chodzi o kaca, Mark.- chłopak odwraca wzrok.- Jutro mam odebrać wynik i właściwie to nie mam pojęcia czy będę mieć odwagę tam iść, wziąć kopertę, a potem ją otworzyć.- wyznaje.- Boję się, strasznie się boję. To żadna nowość, ciągle powtarzam ci, że się boję, ale teraz coraz bardziej, choć myślałem, że to niemożliwe... Po prostu im bliżej do wyniku, tym gorzej... Jutro wszystko się wyjaśni. Jutro może skończyć się moje życie...
-Co ty mówisz?
-Prawdę. Szanuję i podziwiam osoby, które są nosicielami i potrafią to udźwignąć, potrafią nie tylko z tym żyć, ale jeszcze żyć normalnie. Ja myślę, że nie będę potrafił.
***
-Natalie spóźnię się odrobinę, dobrze?-pyta ubierając koszulkę.-Odwiozę Emily i przyjadę.- mówi Mario.
-Nie odwieziesz jej, ale namówisz, by przyszła z tobą.- mówi malarka.
-Nie wiem czy dam radę, próbowałem...
-Poradzisz sobie, wierzę w ciebie. Do zobaczenia.
Chwilę później wsiadają do samochodu zaraz po tym, jak Mario wpiął foteli z Julie. Mario po raz kolejny namawia dziewczynę, by pojechała do Reusów. Przecież ona również jest zaproszona. Namawia ją tyle, że dziewczyna w końcu się zgadza. Okazuje się, że decyzja była jak najbardziej trafna ponieważ sama kolacja była przepyszna, a towarzystwo wspaniałe. Poza tym młode małżeństwo ogłosiło, ze spodziewa się kolejnego dziecka, na co przyjaciele zareagowali entuzjastycznie. Były gratulacje i toasty. Było wyjątkowo.
***
-Emily świetnie pasuje do Mario.- mówi Natalie wklepując krem w skórę twarzy.
-Bawisz się w swatkę?- patrzy na nią mąż.- Ostrzegam, że możesz mieć kłopoty, gdy Mario zauważy. On nie jest gotowy...
-Wiem, nie zamierzam nic robić. Po prostu stwierdziłam fakt, że do siebie pasują.
***
Wracają od Reusów, Julie śpi w foteliku. Śmieją się i żartują. Spędzili naprawdę wspaniały wieczór. Mario ma zamiar odwieźć Emily, a potem pojechać do siebie. Dlatego nie jedzie trasą, którą zwykł jeździć. Emily właśnie opowiada coś, co rozśmiesza go tak, że śmieje się dość długą chwilę. Dziewczyna również się śmieje, jednocześnie przyglądając się mu, bo nie może napatrzeć się na uśmiech Mario. Ten uśmiech, kiedy cała jego twarz się rozjaśnia, kiedy jego oczy błyszczą. Mario śmieje się już dość często, właściwie uśmiecha się, ale taki uśmiech, jaki Emily widzi właśnie w tym momencie, można zobaczyć znacznie rzadziej. Teraz on właśnie gości na twarzy chłopaka, a ona cieszy się, że to jej udało się go wywołać. Nie wie jeszcze, że ten wieczór, choć rozpoczęty wspaniale, wygoni uśmiech z twarzy Mario...
***
-Pójdziesz ze mną jutro?- pyta Sebastian.
-Przez myśl mi nawet nie przeszło, że mógłbym pozwolić ci iść samemu.- z ust Marka pada odpowiedź.
***
Obydwoje nie mają pojęcia jak to się stało. Prawie puste skrzyżowanie, rozmowa, a potem nagle szarpnięcie, huk, uderzenie w barierkę z impetem, szok. I płacz... Donośny płacz małej Julie...
***
Spogląda w bok, na Emily. Dziewczyna patrzy na niego, jest cała, rusza się, dłonią pociera kark. Poduszki rozłożyły się, więc ani ona ani on nie uderzyli nigdzie głowami.
-Jesteś cała?- pyta próbując odpiąć pas, a który nie chce się odpiąć. Szarpie go w nerwach.
-Chyba tak.
-Cholera!-wyrzuca z siebie. Julie płacze, dopiero teraz dochodzi do ich uszu płacz dziewczynki, z szoku nie słyszeli go w pierwszym momencie.
-Jull... Boże...- mówi piłkarz próbując się odwrócić, ale uniemożliwia mu to boląca szyja. W końcu to Emily pierwszej udaje uwolnić się z pasa więc to ona próbuje wyjść z samochodu, niestety okazuje się, że to z tej strony uderzył samochód, który na nich najechał. Od strony Emily, która wyjątkowo jechała z przodu na fotelu kierowcy, ponieważ pas na drugim miejscu na tylnym siedzeniu zaciął się i dlatego Emily nie usiadła obok fotelika dziewczynki.
-Drzwi się zablokowały, są wgięte...
-O Boże...- Mario szarpie pas, dociera do niego, że samochód uderzył w stronę gdzie przypięta była jego córeczka. Jakoś udaje mu się wyplątać z pasa, między siedzeniami przepycha się do tyłu. Szyba w drzwiach jest wybita, Mario widzi krew na rączce Julie, to zapewne odłamek szkła skaleczył jej rączkę. Na jej buźce również widzi plamkę. Dziewczynka łka głośno, właściwie płacz przeradza się we wrzask. Mario instynktownie sprawdza czy mała nie poniosła poważnych obrażeń. Potem słyszy syreny pogotowia, ale on już w tym czasie ma już Julie w ramionach, tuli ją ostrożnie do siebie, próbując uspokoić, choć sam staje się bałaganem, bo to w niego uderza. I paraliżuje go strach. A potem po prostu jego umysł nie nadąża za tym co się dzieje, bo pojawiają się karetki, lekarz zadaje mu pytania, na które nie potrafi odpowiedzieć...
***
Julie nic nie jest. Oprócz kilku małych ran nie doznała innego urazu. Te słowa docierają do niego. Potem słyszy, że dziewczynka śpi. Siada na jedno z krzesełek. Czuje ulgę, ale jednocześnie jego ręce zaczynają drżeć i nie może tego kontrolować. To, co się stało w niego uderza. Wypadek. Podobny do poprzedniego. Tylko tym razem żyją. Nic im nie jest, jednak historia mogła zatoczyć koło. I to właśnie zaczyna do niego docierać. Mogła zginąć jego ukochana córeczka, albo Emily...
-Boże...- mówi tylko po czym zasłania dłońmi usta. Drży cały. Nawet gdyby chciał, to nie mógłby stanąć na własnych nogach. Nie w tym momencie. Po jego policzkach znów płynął łzy, ściska go w klatce piersiowej. Emily to zauważa. W jednej chwili stoi rozmawiając z lekarzem, a w kolejnej siedzi na krzesełku obok Mario, po czym mocno go tuli, a on płacze, po prostu płacze wtulając się w nią.
***
Podoba się?
-Tak, ale ostatnio ciągle podrzucam je do Was. Mam wyrzuty sumienia...
-Marco, przestań proszę. Z chęcią się nimi zajmujemy. Przecież wiesz o tym kochanie. Przywieź je po prostu. A Natalie niech sobie odpocznie. Początki ciąży bywają bardzo trudne...
-No, tak. -przytakuje.-Przywiozę dzieciaki za pół godziny. Do zobaczenia mamo. I dziękuję.
***
Pierwsze, co czuje zaraz po przebudzeniu, to ból głowy. Nie jest to byle jaki ból, ma wrażenie, ze zaraz rozsadzi mu czaszkę. Wydaje mu się, iż ktoś wbija mu kilka ostrych sztyletów w głowę. Do tego jego głowa jest strasznie ciężka. Próbuje przekręcić się na bok, ale tym ruchem pogarsza jedynie sprawę, ponieważ nowa fala bólu uderza, a do tego ta czynność zdecydowanie nie podziałała dobrze na jego żołądek, ponieważ zaraz po tym ma odruch wymiotny co powoduje, że po prostu czem prędzej podrywa się z łóżka, po czym nie zważając na biegnie do łazienki, gdzie opróżnia swój żołądek. Kiedy przestaje wymiotować być może czuje niewielką ulgę, za to jednak przełyk pali go żywym ogniem. Czuje się okropnie. Wraca do niego poprzedni wieczór i świadomość tego jak wiele alkoholu wlał w siebie. Nie wie ile był w klubie, ale pamięta ile razy wskazywał barmanowi na swój kieliszek. Pamięta, że tamten w końcu zaczął oponować, niestety nie mógł nie spełnić życzenia klienta, a on był nieustępliwy. Więc napełniał kieliszek. Przypomina sobie również Agnes i Ricky'ego. Spotkał ich, rozmawiali, ale nie do końca pamięta o czym. Wie, iż obydwoje próbowali wyperswadować mu picie kolejnych shotów, pamięta, że odmówili, kiedy poprosił, aby napili się z nim. Nie pamięta natomiast skąd wziął się w klubie Mark. Wszystko po tym jest jedną wielką czarną plamą.
-Sebastian.- rozpoznaje głos Marka. Nie odpowiada, choć chce, ale gardło tak bardzo go boli, że nie jest w stanie wypowiedzieć jednego słowa. Wie jednak, że jego partner znajdzie go. I tak się dzieje.-Tu jesteś.- mówi Mark zjawiając się w łazience. Podchodzi do swojej drugiej połowy, po czym kuca obok siedzącego na płytkach chłopaka.-Już w porządku?- pyta przyglądając mu się z troską, a ten kręci przecząco głową.-Oki. Wracamy do sypialni? Położysz się jeszcze chwilę, a ja przyniosę coś na ból głowy co?- proponuje, ale znów widzi, że jego partner nie zgadza się zostając tam, gdzie jest.-Nie możesz siedzieć na zimnych płytkach w samych bokserkach.- mówi.- Nadal chce ci się wymiotować?- pada pytanie, a ten przytakuje.- Boli cię gardło?- znów przytakuje.- Dobrze, zostań tu,a ja pójdę po koc i wodę.
-Pigułki...- chrypi cicho Sebastian.- ...na ból głowy...- dodaje i zaraz potem kaszle.
***
Marco po powrocie z treningu zastaje Natalie w pracowni. Dziewczyna jest tak skupiona na płótnie, które właśnie pokrywa farbą, że nawet nie zauważa, iż nie jest już w pomieszczeniu sama. Blondyn nie chce jej wystraszyć toteż nie podchodzi na paluszkach, jego żona odwraca się słysząc kroki. Na jej twarzy pojawia się uśmiech, który piłkarz odwzajemnia. Podchodzi do niej po czym zabiera jej z dłoni pędzel i odkłada na stolik. Następnie obejmuje żonę.
-Pobrudzisz się farbą.-ostrzega brunetka.
-Nie ważne.- odpowiada blondyn.- Chcę cię przytulić i to jest najważniejsze...
-To jedna z twoich ulubionych koszulek.- mówi, ale to nie powstrzymuje mężczyzny przed przygarnięcie jej jeszcze bliżej. Poddaje się temu. Uwielbia jego ramiona, ciepło jego ciała. Tak właściwie gdyby tylko mogła to nie opuszczałaby ich nawet na chwilę.
***
Słyszy dzwonek swojego telefonu więc kiedy upewnia się, że jego partner zasnął, ponownie idzie do kuchni odebrać. Nie jest zaskoczony widząc, iż to Ricky dzwoni. Rozmawiają dość długo. Dziennikarz pyta o samopoczucie Sebastiana, więc odpowiada na jego pytania. Potem rozmawiają o wynikach badania, które mają być następnego dnia rano. Kiedy rozmowa dobiega końca, a Mark idzie do sypialni, okazuje się, że Seba nie śpi.
-Już nie śpisz? Obudziłem cię?- pyta.
-Nie obudziłeś, ale słyszałem strzępki twojej rozmowy. To był Ricky, prawda?
-Tak. Zadzwonił zapytać jak się czujesz?-odpowiada mężczyzna kładąc się na kołdrze obok swojego partnera.- Martwi się.
-Czuję się strasznie i bynajmniej nie chodzi o kaca, Mark.- chłopak odwraca wzrok.- Jutro mam odebrać wynik i właściwie to nie mam pojęcia czy będę mieć odwagę tam iść, wziąć kopertę, a potem ją otworzyć.- wyznaje.- Boję się, strasznie się boję. To żadna nowość, ciągle powtarzam ci, że się boję, ale teraz coraz bardziej, choć myślałem, że to niemożliwe... Po prostu im bliżej do wyniku, tym gorzej... Jutro wszystko się wyjaśni. Jutro może skończyć się moje życie...
-Co ty mówisz?
-Prawdę. Szanuję i podziwiam osoby, które są nosicielami i potrafią to udźwignąć, potrafią nie tylko z tym żyć, ale jeszcze żyć normalnie. Ja myślę, że nie będę potrafił.
***
-Natalie spóźnię się odrobinę, dobrze?-pyta ubierając koszulkę.-Odwiozę Emily i przyjadę.- mówi Mario.
-Nie odwieziesz jej, ale namówisz, by przyszła z tobą.- mówi malarka.
-Nie wiem czy dam radę, próbowałem...
-Poradzisz sobie, wierzę w ciebie. Do zobaczenia.
Chwilę później wsiadają do samochodu zaraz po tym, jak Mario wpiął foteli z Julie. Mario po raz kolejny namawia dziewczynę, by pojechała do Reusów. Przecież ona również jest zaproszona. Namawia ją tyle, że dziewczyna w końcu się zgadza. Okazuje się, że decyzja była jak najbardziej trafna ponieważ sama kolacja była przepyszna, a towarzystwo wspaniałe. Poza tym młode małżeństwo ogłosiło, ze spodziewa się kolejnego dziecka, na co przyjaciele zareagowali entuzjastycznie. Były gratulacje i toasty. Było wyjątkowo.
***
-Emily świetnie pasuje do Mario.- mówi Natalie wklepując krem w skórę twarzy.
-Bawisz się w swatkę?- patrzy na nią mąż.- Ostrzegam, że możesz mieć kłopoty, gdy Mario zauważy. On nie jest gotowy...
-Wiem, nie zamierzam nic robić. Po prostu stwierdziłam fakt, że do siebie pasują.
***
Wracają od Reusów, Julie śpi w foteliku. Śmieją się i żartują. Spędzili naprawdę wspaniały wieczór. Mario ma zamiar odwieźć Emily, a potem pojechać do siebie. Dlatego nie jedzie trasą, którą zwykł jeździć. Emily właśnie opowiada coś, co rozśmiesza go tak, że śmieje się dość długą chwilę. Dziewczyna również się śmieje, jednocześnie przyglądając się mu, bo nie może napatrzeć się na uśmiech Mario. Ten uśmiech, kiedy cała jego twarz się rozjaśnia, kiedy jego oczy błyszczą. Mario śmieje się już dość często, właściwie uśmiecha się, ale taki uśmiech, jaki Emily widzi właśnie w tym momencie, można zobaczyć znacznie rzadziej. Teraz on właśnie gości na twarzy chłopaka, a ona cieszy się, że to jej udało się go wywołać. Nie wie jeszcze, że ten wieczór, choć rozpoczęty wspaniale, wygoni uśmiech z twarzy Mario...
***
-Pójdziesz ze mną jutro?- pyta Sebastian.
-Przez myśl mi nawet nie przeszło, że mógłbym pozwolić ci iść samemu.- z ust Marka pada odpowiedź.
***
Obydwoje nie mają pojęcia jak to się stało. Prawie puste skrzyżowanie, rozmowa, a potem nagle szarpnięcie, huk, uderzenie w barierkę z impetem, szok. I płacz... Donośny płacz małej Julie...
***
Spogląda w bok, na Emily. Dziewczyna patrzy na niego, jest cała, rusza się, dłonią pociera kark. Poduszki rozłożyły się, więc ani ona ani on nie uderzyli nigdzie głowami.
-Jesteś cała?- pyta próbując odpiąć pas, a który nie chce się odpiąć. Szarpie go w nerwach.
-Chyba tak.
-Cholera!-wyrzuca z siebie. Julie płacze, dopiero teraz dochodzi do ich uszu płacz dziewczynki, z szoku nie słyszeli go w pierwszym momencie.
-Jull... Boże...- mówi piłkarz próbując się odwrócić, ale uniemożliwia mu to boląca szyja. W końcu to Emily pierwszej udaje uwolnić się z pasa więc to ona próbuje wyjść z samochodu, niestety okazuje się, że to z tej strony uderzył samochód, który na nich najechał. Od strony Emily, która wyjątkowo jechała z przodu na fotelu kierowcy, ponieważ pas na drugim miejscu na tylnym siedzeniu zaciął się i dlatego Emily nie usiadła obok fotelika dziewczynki.
-Drzwi się zablokowały, są wgięte...
-O Boże...- Mario szarpie pas, dociera do niego, że samochód uderzył w stronę gdzie przypięta była jego córeczka. Jakoś udaje mu się wyplątać z pasa, między siedzeniami przepycha się do tyłu. Szyba w drzwiach jest wybita, Mario widzi krew na rączce Julie, to zapewne odłamek szkła skaleczył jej rączkę. Na jej buźce również widzi plamkę. Dziewczynka łka głośno, właściwie płacz przeradza się we wrzask. Mario instynktownie sprawdza czy mała nie poniosła poważnych obrażeń. Potem słyszy syreny pogotowia, ale on już w tym czasie ma już Julie w ramionach, tuli ją ostrożnie do siebie, próbując uspokoić, choć sam staje się bałaganem, bo to w niego uderza. I paraliżuje go strach. A potem po prostu jego umysł nie nadąża za tym co się dzieje, bo pojawiają się karetki, lekarz zadaje mu pytania, na które nie potrafi odpowiedzieć...
***
Julie nic nie jest. Oprócz kilku małych ran nie doznała innego urazu. Te słowa docierają do niego. Potem słyszy, że dziewczynka śpi. Siada na jedno z krzesełek. Czuje ulgę, ale jednocześnie jego ręce zaczynają drżeć i nie może tego kontrolować. To, co się stało w niego uderza. Wypadek. Podobny do poprzedniego. Tylko tym razem żyją. Nic im nie jest, jednak historia mogła zatoczyć koło. I to właśnie zaczyna do niego docierać. Mogła zginąć jego ukochana córeczka, albo Emily...
-Boże...- mówi tylko po czym zasłania dłońmi usta. Drży cały. Nawet gdyby chciał, to nie mógłby stanąć na własnych nogach. Nie w tym momencie. Po jego policzkach znów płynął łzy, ściska go w klatce piersiowej. Emily to zauważa. W jednej chwili stoi rozmawiając z lekarzem, a w kolejnej siedzi na krzesełku obok Mario, po czym mocno go tuli, a on płacze, po prostu płacze wtulając się w nią.
***
Podoba się?
wtorek, 26 kwietnia 2016
33. Spotkanie...
Spotykają go przypadkiem w jednym z klubów. Przyszli trochę potańczyć, rozerwać się ze znajomymi. Właściwie to Agnes zauważa go pierwsza, kiedy obydwoje z Ricky'm idą podchodzą do baru, by zamówić drinki. Chłopak siedzący w rogu, przy barze, znajoma twarz, od razu rzuca jej się w oczy. Chwyta swojego partnera za ramię, więc ten spogląda na nią:
-Słucham.- mówi Ricky.
-To Sebastian prawda?- wskazuje miejsce, gdzie jest chłopak. Dziennikarz spogląda w tamtą stronę i faktycznie okazuje się, iż blondynka ma rację.
-Tak, to on.- potwierdza.
-I wygląda na mocno wstawionego.- dodaje agentka. W tym momencie Seba pokazuje barmanowi pusty kieliszek, po czym zapewne prosi go o ponowne napełnienie. Obydwoje widzą, jak barman najpierw odmawia, ale w końcu ulega i nalewa shota. Alkohol znika z kieliszka w mgnieniu oka i już kilka sekund później Sebastian znów wskazuje na kieliszek, chcąc, aby znów był pełen.
-On nie jest wstawiony, on jest pijany kochanie.- odzywa się Ricky.
-Ciekawe gdzie jest Mark?- zastanawia się blondynka.
-Jestem pewien, że nie tutaj. On nie pozwoliłby Sebie upijać się w takim tempie. Albo coś się między nimi wydarzyło i Sebastian właśnie się przez to znieczula, albo chodzi o coś innego, ale nieważne co to jest, on to właśnie zapija... I z tego, co widać zamierza wlać w siebie jeszcze więcej...
-Może zamiast się domyślać to z nim pogadamy?- proponuje blondynka. Spogląda na nią, ponieważ ona ciągle go zadziwia. Właściwie to gdyby był z kimś innym, to zapewne jego dziewczyna nie proponowałaby tego, a raczej zaproponowałaby opuszczenie lokalu, lub po prostu trzymanie się z daleka od Sebastiana. Bo przecież kontakt z chłopakiem zawsze może skończyć się spotkaniem z byłym partnerem. Agnes jednak nie postępuje w ten sposób. Owszem, zna jego przeszłość, ale skupia się bardziej na przyszłości, przyszłości, którą budują razem, ona i on. I Ricky po raz kolejny utwierdza się w przekonaniu, że jego kobieta po prostu mu ufa. Wierzy, że jak on mówi jej, że uczucia, które żywił kiedyś do byłego partnera zniknęły to faktycznie tak jest. Wierzy, iż kiedy mówi jej, że ją kocha, to tak właśnie myśli, tak właśnie jest. Cieszy się z tego. Przytakuje skinieniem głowy. Podchodzą do chłopaka, a on natychmiast ich rozpoznaje. Uśmiecha się na ich widok, podaje im dłoń, potem proponuje, aby razem się napili. Namawia ich kiedy odmawiają. A kiedy pytają go, gdzie jest Mark, on dopowiada, że w domu, że nie ma go tutaj. Zarówno Ricky, jak i Agnes są pewni, iż powinni zadzwonić do partnera Sebastiana ponieważ on pozostaje głuchy na ich sugestie, aby przestał wlewać w siebie kolejne kieliszki alkoholu. Nie reaguje również na propozycję, że odwiozą go do domu. Więc Ricky po prostu to robi. Słyszy głos Marka po kilku sygnałach.
-Słucham.
-Cześć.
-Cześć Ricky, co tam?
-Przepraszam, że dzwonię tak późno, pewnie cię obudziłem, przepraszam...- tłumaczy się dziennikarz.
-Nic się nie stało, nie spałem. Jestem za bardzo zdenerwowany, aby spać...
-Co się stało?
-Seba... On...Nie, po prostu powinien dawno być w domu, a go nie ma. Nie odbiera telefonów. Nie mam pojęcia gdzie jest...- wzdycha.
-Ja wiem, dlatego dzwonię.- mówi Ricky.- Jest w klubie, siedzi przy barze i wlewa w siebie jeden shot za drugim. To nie wygląda dobrze.- tłumaczy Ricky.- Nie zamierza przestać, próbowaliśmy go zatrzymać, ale nic z tego...
-Wyślesz mi adres?- pyta Mark.
-Klubu?
-Tak, przyjadę po niego i zabiorę go stamtąd.- mówi starszy.- Wy go nie zabierzecie, jest uparty. Ja muszę to zrobić.- mówi.-
-Zaraz wyślę ci sms-a.
-Dziękuję, że zadzwoniłeś.
-Nie ma za co. Będziemy mieć na niego oko dopóki się nie pojawisz.
-Będę wdzięczny...
-Do zobaczenia.
-Będę jak najszybciej się da.
-Oki.
-Dziękuję
***
Właściwie nie powinien być zaskoczony. Wiedział, że prędzej czy później jego partner nie wytrzyma i postanowi się znieczulic. Ten czas nadszedł. Czem prędzej przebiera się, po czym opuszcza mieszkanie w celu udania się do klubu po Sebe. Mógłby być zły, ale on czuje jedynie troskę. Nie kieruje nim złość, a uczucie i troska. Domyśla się, że to, co przechodzi jego druga połowa, to naprawdę trudne. On sam się boi, wiec wie, że Sebastian boi się po stokroć więcej. Wie, że w takich sytuacjach trudno zachować zimną krew i po prostu czekać na wynik, na to co przyniesie los, kolejne dni. Zdaje sobie doskonale sprawę, iż takie chwile skutkują zwątpieniem i przeważnie chęcią zapomnienia choć na moment. Często, kierując się tym człowiek szuka zapomnienia w szklance z wysokoprocentowym trunkiem. Niejednej szklance. I pomaga, jednak na kilka chwil. Nie czujemy, kiedy spora ilość alkoholu krąży w naszych żyłach. Jednak w miarę mijających godzin, ból i strach wracają. Często ze zdwojoną siłą. Wiec taka ucieczka jest ułudą. Sam tego doświadczał nie jeden raz więc wie to z autopsji. Jadąc do docelowego miejsca wie, iż będzie trudno wyciągnąć partnera z klubu. Pijany Sebastian to uparty Sebastian.
***
Słyszą te słowa nie spodziewając się w ogóle. Bo kto spodziewa się takich wieści, takich przypuszczeń? Mogliby wziąć to za pijackie mamrotanie, jednak słowa Seby, choć pijanego w nich uderzają. Kończy się to tym, że w końcu lądują w mieszkaniu pary. Mark bowiem, choć starał się z całych sił, nie zdołał przekonać swojego partnera do wyjścia z klubu, zrobiła to dopiero Agnes. To jej chłopak posłuchał. To z nią u boku opuścił klub. I tym oto sposobem znajdują się właśnie w mieszkaniu pary. Czekają na Marka.
Mężczyzna zjawia się w salonie kilkanaście minut później. Wtedy jego partner juz spi. Zjawia się z kubkami gorącego napoju w dłoniach. Widzi pytania malujące się w oczach gości. Ma zamiar na nie odpowiedzieć wiec stawia przed każdym po jednym kubku, po czym zajmuje miejsce. Przez moment jest cisza, ale zostaje ona przerwana przez Marka. Pytanie nie pada, jednak on doskonale wie na jakie pytanie musi odpowiedzieć, powinien odpowiedzieć. Powinien nie po to, aby zaspokoić ich ciekawość, ale po to, aby przestali się martwic. Tyle, ze odpowiedz tego nie sprawi.
-To co słyszeliście to nie tylko paplanina pijanego faceta.- mówi po czym patrzy na nich.-Sebastian faktycznie mógł się zarazić i to w jaki sposób mogło do tego dojść jest przypadkiem. Bo on po prostu pewnego dnia pomógł temu człowiekowi nie mając pojęcia, że może przez to wylądować w tym miejscu, w którym znajduje się teraz. Właściwie znajdujemy. To mogło przytrafić się każdemu. Przytrafiło się jemu, nam. To ciężkie chwile, próbujemy to przetrwać, ale Seba dziś po prostu nie poradził sobie i wynik widzieliście sami. Dziękuję Agnes za cierpliwość...- patrzy na nią.-Dzięki, że zainteresowaliscie się jego stanem. Mogliście przejść obojętnie.
Mark widzi, że obydwoje z Agnes przetwarzają informacje, która im przekazał. I być może widzi strach w ich oczach, a także troskę. Być może zauważa tam również trochę współczucia. I choć może powinni wyjść to jednak oni zostają chwile dłużej. I Mark słyszy wiele ciepłych słów zarówno od swojego byłego partnera jak i jego kobiety. I być może czuje ciepło w sercu wiedząc, że ma w nich przyjaciół, mają w nich wsparcie. Często świadomość, że nie jest się samemu naprawdę dużo daje.
***
Budzi go odgłos dochodzący z łazienki. Zasnal na kanapie. Po wyjściu Agnes i Ricky'ego poszedł zajrzeć do swojej drugiej połowy, a potem wrócił i oglądał jeszcze tv, ponieważ nie mógł zasnąć. Widać telewizja w końcu utuliła go do snu. Znów słyszy ten odgłos. To jakby dławienie. Wie, co się dzieje. Domyśla się. Wstaje z kanapy po czym idzie do łazienki. Drzwi nie są zamknięte na klucz, a jedynie przymkniete. Nie pukajac wchodzi forum środka. Znajduje tam swojego partnera pochylonego nad toaleta, wyrzucajacego z żołądka zapewne resztki poprzedniej nocy. To nie pierwszy raz kiedy widzi Sebe w takiej sytuacji. Były poprzednie, bo przecież każdy ma problemy i czasem sięga po alkohol. Dlatego odruchowo przynosi mu butelkę wody mineralnej, która daje chłopakowi kiedy przestaje zwracać zawartość żołądka. Seba przyjmuje wszystko z wdzięcznością, choć Mark zauważa również na jego twarzy grymas wstydu.
-Hej.- dotyka policzka chłopaka kiedy ten odwraca wzrok.-Seba...
-Przepraszam...-mówi młodszy. -Jestem żałosny i słaby... Nie poradziłem sobie z tym wczoraj, spiłem się a teraz musisz mnie tak oglądać. -marudzi.
-Rozumiem...-mówi od razu Mark.-Słyszysz? Rozumiem. Jest w porządku. -zapewnia go.
-Nie jest. Czuje się okropnie i jestem żałosny. Proszę zostaw mnie.-prosi po czym czuje kolejna fale mdłości.-Zostaw mnie.Nie chce abyś na to patrzył. -mówi jeszcze zanim znów zginą się przed toaleta. Mark nie wychodzi. Zostaje uspokajająco pobierając plecy partnera. Potem podaje mu kolejny kawałek papierowego ręcznika. I wie, że choć Sebastian prosił go, by wyszedł, to jednak to, iż został sprawiło, że w oczach Seby znów zapaliła się iskra. Doskonale wie, że jego partner nie chce być sam, że to, co myśli, a co mowi to dwie różne sprawy. Wiec jest. Jest kiedy po raz kolejny Sebie jest niedobrze, jest później kiedy to mija. Jest gdy walczy z potwornym bólem głowy, kiedy tabletki przynoszą jedynie małą ulgę wiec postanawia masować mu skronie. Jest kiedy to doprowadza do tego, że Sebastian zasypia ale nawet wtedy zostaje na kanapie z nim. Być może jedynie odrobinę zmienia pozycję, tak, iż leży obok niego otulając ich kocem. Być może również po chwili odpływa w krainę snów, ponieważ nie spał zbyt dobrze poprzedniej nocy.
***
Przepraszam za poślizg. Tłumaczyłam go już w komentarzu. Nowością jest to, że padł mi komp wiec to już jest totalna złośliwość losu. Rozdział Nie sprawdzony, bo przez tel ciężko wyłapać błędy. Liczę na komentarze. Pozdrawiam
-Słucham.- mówi Ricky.
-To Sebastian prawda?- wskazuje miejsce, gdzie jest chłopak. Dziennikarz spogląda w tamtą stronę i faktycznie okazuje się, iż blondynka ma rację.
-Tak, to on.- potwierdza.
-I wygląda na mocno wstawionego.- dodaje agentka. W tym momencie Seba pokazuje barmanowi pusty kieliszek, po czym zapewne prosi go o ponowne napełnienie. Obydwoje widzą, jak barman najpierw odmawia, ale w końcu ulega i nalewa shota. Alkohol znika z kieliszka w mgnieniu oka i już kilka sekund później Sebastian znów wskazuje na kieliszek, chcąc, aby znów był pełen.
-On nie jest wstawiony, on jest pijany kochanie.- odzywa się Ricky.
-Ciekawe gdzie jest Mark?- zastanawia się blondynka.
-Jestem pewien, że nie tutaj. On nie pozwoliłby Sebie upijać się w takim tempie. Albo coś się między nimi wydarzyło i Sebastian właśnie się przez to znieczula, albo chodzi o coś innego, ale nieważne co to jest, on to właśnie zapija... I z tego, co widać zamierza wlać w siebie jeszcze więcej...
-Może zamiast się domyślać to z nim pogadamy?- proponuje blondynka. Spogląda na nią, ponieważ ona ciągle go zadziwia. Właściwie to gdyby był z kimś innym, to zapewne jego dziewczyna nie proponowałaby tego, a raczej zaproponowałaby opuszczenie lokalu, lub po prostu trzymanie się z daleka od Sebastiana. Bo przecież kontakt z chłopakiem zawsze może skończyć się spotkaniem z byłym partnerem. Agnes jednak nie postępuje w ten sposób. Owszem, zna jego przeszłość, ale skupia się bardziej na przyszłości, przyszłości, którą budują razem, ona i on. I Ricky po raz kolejny utwierdza się w przekonaniu, że jego kobieta po prostu mu ufa. Wierzy, że jak on mówi jej, że uczucia, które żywił kiedyś do byłego partnera zniknęły to faktycznie tak jest. Wierzy, iż kiedy mówi jej, że ją kocha, to tak właśnie myśli, tak właśnie jest. Cieszy się z tego. Przytakuje skinieniem głowy. Podchodzą do chłopaka, a on natychmiast ich rozpoznaje. Uśmiecha się na ich widok, podaje im dłoń, potem proponuje, aby razem się napili. Namawia ich kiedy odmawiają. A kiedy pytają go, gdzie jest Mark, on dopowiada, że w domu, że nie ma go tutaj. Zarówno Ricky, jak i Agnes są pewni, iż powinni zadzwonić do partnera Sebastiana ponieważ on pozostaje głuchy na ich sugestie, aby przestał wlewać w siebie kolejne kieliszki alkoholu. Nie reaguje również na propozycję, że odwiozą go do domu. Więc Ricky po prostu to robi. Słyszy głos Marka po kilku sygnałach.
-Słucham.
-Cześć.
-Cześć Ricky, co tam?
-Przepraszam, że dzwonię tak późno, pewnie cię obudziłem, przepraszam...- tłumaczy się dziennikarz.
-Nic się nie stało, nie spałem. Jestem za bardzo zdenerwowany, aby spać...
-Co się stało?
-Seba... On...Nie, po prostu powinien dawno być w domu, a go nie ma. Nie odbiera telefonów. Nie mam pojęcia gdzie jest...- wzdycha.
-Ja wiem, dlatego dzwonię.- mówi Ricky.- Jest w klubie, siedzi przy barze i wlewa w siebie jeden shot za drugim. To nie wygląda dobrze.- tłumaczy Ricky.- Nie zamierza przestać, próbowaliśmy go zatrzymać, ale nic z tego...
-Wyślesz mi adres?- pyta Mark.
-Klubu?
-Tak, przyjadę po niego i zabiorę go stamtąd.- mówi starszy.- Wy go nie zabierzecie, jest uparty. Ja muszę to zrobić.- mówi.-
-Zaraz wyślę ci sms-a.
-Dziękuję, że zadzwoniłeś.
-Nie ma za co. Będziemy mieć na niego oko dopóki się nie pojawisz.
-Będę wdzięczny...
-Do zobaczenia.
-Będę jak najszybciej się da.
-Oki.
-Dziękuję
***
Właściwie nie powinien być zaskoczony. Wiedział, że prędzej czy później jego partner nie wytrzyma i postanowi się znieczulic. Ten czas nadszedł. Czem prędzej przebiera się, po czym opuszcza mieszkanie w celu udania się do klubu po Sebe. Mógłby być zły, ale on czuje jedynie troskę. Nie kieruje nim złość, a uczucie i troska. Domyśla się, że to, co przechodzi jego druga połowa, to naprawdę trudne. On sam się boi, wiec wie, że Sebastian boi się po stokroć więcej. Wie, że w takich sytuacjach trudno zachować zimną krew i po prostu czekać na wynik, na to co przyniesie los, kolejne dni. Zdaje sobie doskonale sprawę, iż takie chwile skutkują zwątpieniem i przeważnie chęcią zapomnienia choć na moment. Często, kierując się tym człowiek szuka zapomnienia w szklance z wysokoprocentowym trunkiem. Niejednej szklance. I pomaga, jednak na kilka chwil. Nie czujemy, kiedy spora ilość alkoholu krąży w naszych żyłach. Jednak w miarę mijających godzin, ból i strach wracają. Często ze zdwojoną siłą. Wiec taka ucieczka jest ułudą. Sam tego doświadczał nie jeden raz więc wie to z autopsji. Jadąc do docelowego miejsca wie, iż będzie trudno wyciągnąć partnera z klubu. Pijany Sebastian to uparty Sebastian.
***
Słyszą te słowa nie spodziewając się w ogóle. Bo kto spodziewa się takich wieści, takich przypuszczeń? Mogliby wziąć to za pijackie mamrotanie, jednak słowa Seby, choć pijanego w nich uderzają. Kończy się to tym, że w końcu lądują w mieszkaniu pary. Mark bowiem, choć starał się z całych sił, nie zdołał przekonać swojego partnera do wyjścia z klubu, zrobiła to dopiero Agnes. To jej chłopak posłuchał. To z nią u boku opuścił klub. I tym oto sposobem znajdują się właśnie w mieszkaniu pary. Czekają na Marka.
Mężczyzna zjawia się w salonie kilkanaście minut później. Wtedy jego partner juz spi. Zjawia się z kubkami gorącego napoju w dłoniach. Widzi pytania malujące się w oczach gości. Ma zamiar na nie odpowiedzieć wiec stawia przed każdym po jednym kubku, po czym zajmuje miejsce. Przez moment jest cisza, ale zostaje ona przerwana przez Marka. Pytanie nie pada, jednak on doskonale wie na jakie pytanie musi odpowiedzieć, powinien odpowiedzieć. Powinien nie po to, aby zaspokoić ich ciekawość, ale po to, aby przestali się martwic. Tyle, ze odpowiedz tego nie sprawi.
-To co słyszeliście to nie tylko paplanina pijanego faceta.- mówi po czym patrzy na nich.-Sebastian faktycznie mógł się zarazić i to w jaki sposób mogło do tego dojść jest przypadkiem. Bo on po prostu pewnego dnia pomógł temu człowiekowi nie mając pojęcia, że może przez to wylądować w tym miejscu, w którym znajduje się teraz. Właściwie znajdujemy. To mogło przytrafić się każdemu. Przytrafiło się jemu, nam. To ciężkie chwile, próbujemy to przetrwać, ale Seba dziś po prostu nie poradził sobie i wynik widzieliście sami. Dziękuję Agnes za cierpliwość...- patrzy na nią.-Dzięki, że zainteresowaliscie się jego stanem. Mogliście przejść obojętnie.
Mark widzi, że obydwoje z Agnes przetwarzają informacje, która im przekazał. I być może widzi strach w ich oczach, a także troskę. Być może zauważa tam również trochę współczucia. I choć może powinni wyjść to jednak oni zostają chwile dłużej. I Mark słyszy wiele ciepłych słów zarówno od swojego byłego partnera jak i jego kobiety. I być może czuje ciepło w sercu wiedząc, że ma w nich przyjaciół, mają w nich wsparcie. Często świadomość, że nie jest się samemu naprawdę dużo daje.
***
Budzi go odgłos dochodzący z łazienki. Zasnal na kanapie. Po wyjściu Agnes i Ricky'ego poszedł zajrzeć do swojej drugiej połowy, a potem wrócił i oglądał jeszcze tv, ponieważ nie mógł zasnąć. Widać telewizja w końcu utuliła go do snu. Znów słyszy ten odgłos. To jakby dławienie. Wie, co się dzieje. Domyśla się. Wstaje z kanapy po czym idzie do łazienki. Drzwi nie są zamknięte na klucz, a jedynie przymkniete. Nie pukajac wchodzi forum środka. Znajduje tam swojego partnera pochylonego nad toaleta, wyrzucajacego z żołądka zapewne resztki poprzedniej nocy. To nie pierwszy raz kiedy widzi Sebe w takiej sytuacji. Były poprzednie, bo przecież każdy ma problemy i czasem sięga po alkohol. Dlatego odruchowo przynosi mu butelkę wody mineralnej, która daje chłopakowi kiedy przestaje zwracać zawartość żołądka. Seba przyjmuje wszystko z wdzięcznością, choć Mark zauważa również na jego twarzy grymas wstydu.
-Hej.- dotyka policzka chłopaka kiedy ten odwraca wzrok.-Seba...
-Przepraszam...-mówi młodszy. -Jestem żałosny i słaby... Nie poradziłem sobie z tym wczoraj, spiłem się a teraz musisz mnie tak oglądać. -marudzi.
-Rozumiem...-mówi od razu Mark.-Słyszysz? Rozumiem. Jest w porządku. -zapewnia go.
-Nie jest. Czuje się okropnie i jestem żałosny. Proszę zostaw mnie.-prosi po czym czuje kolejna fale mdłości.-Zostaw mnie.Nie chce abyś na to patrzył. -mówi jeszcze zanim znów zginą się przed toaleta. Mark nie wychodzi. Zostaje uspokajająco pobierając plecy partnera. Potem podaje mu kolejny kawałek papierowego ręcznika. I wie, że choć Sebastian prosił go, by wyszedł, to jednak to, iż został sprawiło, że w oczach Seby znów zapaliła się iskra. Doskonale wie, że jego partner nie chce być sam, że to, co myśli, a co mowi to dwie różne sprawy. Wiec jest. Jest kiedy po raz kolejny Sebie jest niedobrze, jest później kiedy to mija. Jest gdy walczy z potwornym bólem głowy, kiedy tabletki przynoszą jedynie małą ulgę wiec postanawia masować mu skronie. Jest kiedy to doprowadza do tego, że Sebastian zasypia ale nawet wtedy zostaje na kanapie z nim. Być może jedynie odrobinę zmienia pozycję, tak, iż leży obok niego otulając ich kocem. Być może również po chwili odpływa w krainę snów, ponieważ nie spał zbyt dobrze poprzedniej nocy.
***
Przepraszam za poślizg. Tłumaczyłam go już w komentarzu. Nowością jest to, że padł mi komp wiec to już jest totalna złośliwość losu. Rozdział Nie sprawdzony, bo przez tel ciężko wyłapać błędy. Liczę na komentarze. Pozdrawiam
piątek, 8 kwietnia 2016
32.Bliskość...
Już wszystko wie, już rozumie. I to nie tak, że cieszy się, bo nie można cieszyć się z takiej wiadomości, z takiego podejrzenia. Przecież najważniejsza osoba w jego życiu może być chora. Nie chce tego, nie chce. Jednak prawdą jest, iż poczuł ulgę, kiedy usłyszał, że Sebastian nigdy go nie oszukał, że nie zdradził go. Patrzy na śpiącego mężczyznę i zastanawia się co ma robić? Wie, jedno... Niezależnie od tego, co będzie, on nie zostawi Sebastiana.
***
Nie mają czasu na rozmowę, kiedy Emily zjawia się w domu Mario na moment przed tym, jak piłkarz ma wyjechać na trening. Mieliby czas, gdyby dziewczyna się nie spóźniła.
-Przepraszam, musiałam pojechać jeszcze na moment do laboratorium odebrać wyniki badań. Zapomniałam Ci powiedzieć. - mówi dziewczyna.
-W porządku. Wszystko jest ok?-pyta piłkarz ubierając buty.
-Myślę, że tak. -pada odpowiedz.-Jak Julie?
-Śpi wiec będziesz miała trochę spokoju. Kiedy nie śpi jest naprawdę marudna. Jednak temperatura spadła po syropie to może będzie pogodniejsza gdy się obudzi.-mówi piłkarz ziewając.
-Spałeś choć trochę w nocy?
-Może 3 godziny. Nie ważne. Ona jest najważniejsza.-pada odpowiedz.-Wrócę zaraz po treningu. Jakby coś się działo to dzwon. Będę miał tel w pobliżu.- zapewnia szatyn.
-Przecież nie wolno.- zauważa blondynka.
-W taki ej sytuacji na pewno mi nie odmówią.
-Poradzę sobie, nie martw się.-zapewnia Emily.
-Wiem, że tak, po prostu będę spokojniejszy wiedząc, że w razie czegoś to usłyszę jak dzwoni.-mówi, po czym wychodzi z domu.
***
Kiedy się budzi pierwszym, co jego umysł rejestruje jest fakt, że jest w pokoju sam. I czuje pierwsze ukłucie bólu. Nasłuchuje przez chwile, ale w mieszkaniu jest cicho. Za cicho jak na godzinę, która jest na zegarku. Domyśla się więc, że jest sam, że Mark wyszedł. Nie ma go, a on nie ma pojęcia dokąd poszedł. I wtedy czuje kolejne ukłucie bólu. Czuje jakby kolejna mała szpila wbiła mu się pod skórę. Pamięta wprawdzie, że jego partner poprzedniego wieczoru, kiedy próbował go uspokoić, mówił mu, iż nie jest z tym sam, że ma przecież jego, ale w tym momencie on spodziewał się, że będzie, a jego nie ma, więc nachodzą go wątpliwości. I być może powinien wstać, stawić temu czoło, ale on nie czuje się na siłach, wiec otula się szczelniej kołdrą i po prostu leży.
Tak znajduje go godzinę później Mark, który wraca do domu po rehabilitacji. Dziwi się, że w mieszkaniu panuje cisza, a potem jest jeszcze bardziej zaskoczony, gdy widzi, że Sebastian nie tknął nawet jednej kanapki, która mu zrobił przed wyjściem, ani też nie pił kawy, która uwielbia. Generalnie ani kuchnia, ani też salon nie noszą śladów tego, że jego partner w ogóle w nich przebywał, toteż chłopak postanawia zajrzeć w miejsce, w którym spodziewa się zastać swoją drugą połowę. Otwiera cicho drzwi spodziewając się nawet, że może Sebastian w ogóle się jeszcze nie obudził, ale praktycznie od razu zauważa, że tamten nie śpi. I bynajmniej jego twarz nie wygląda na wypoczętą. Pokonuje dystans od drzwi do łóżka w kilku krokach, po czym zajmuje miejsce na skraju materaca.
-Nie zjadłeś śniadania. -mówi najpierw, a Sebastian podnosi na niego wzrok zaskoczony i Mark jest pewien, że tamten był tak pogrążony we własnych myślach, iż nawet nie słyszał momentu, kiedy wszedł.
-Słucham? -pada pytanie.
-Nie zjadłeś śniadania. -powtarza starszy.-Zrobiłem śniadanie zanim wyszedłem, byłem nawet po chleb, który tak lubisz, kupiłem tez,twoje ulubione bułki, wiec masz w kuchni naprawdę same pyszności na talerzu, a ty nawet nie spróbowałeś. Wstałeś w ogóle z łóżka? -pyta. Jedyna odpowiedzią Sebastiana jest zaprzeczenie ruchem głowy. -Dlaczego? O tej porze powinieneś być już po śniadaniu, Seba.
-Nie mam apetytu, nie chce się stąd ruszać...- odpowiada.-Nie było cię, kiedy się obudziłem i...
-Bylem na rehabilitacji przecież.
-Na rehabilitacji... -powtarza młodszy.
-Tak, przecież ci mówiłem, że dzisiaj mam wcześniej, ponieważ mój rehabilitant ma jutro jakąś rodzinną imprezę i już dziś po południu leci.-tłumaczy. -Pomyślałeś...
-Nie pamiętałem. Przepraszam. Myślałem, że...
-Że wczoraj przeraziłeś mnie na śmierć i ze zwiałem tak?-mówi, a Sebastian nie potwierdza, iż tak właśnie pomyślał, jednak spuszcza wzrok, a to jest równoznaczne z odpowiedzią "tak." -Nie mam zamiaru uciekać, mówiłem już wczoraj. Nawet, gdybyś chciał to nie pójdę sobie. Jestem tu i będę zawsze, słyszysz?- mówi starszy, ale młodszy nawet nie podnosi wzroku dlatego Mark dotyka palcami policzka Sebastiana.- Słyszysz co powiedziałem?- ponawia pytanie.- Spójrz na mnie, proszę.- prosi.-Spójrz, Seba.- powtarza, więc tym razem tamten patrzy.- Nie zostawię cię.- pada zapewnienie.- Jestem i będę z tobą niezależnie od tego jaki będzie wynik badania.- zapewnia patrząc w oczy swojego partnera.- Ja wiem, że może nie wierzysz w to co mówię, może myślisz sobie, że łatwo mi teraz obiecywać, a potem jakby wynik był pozytywny, to jednak zmienię zdanie, jednak cię odrzucę, będę się bać... Nie zrobię tego. Nie zrobię, bo ja naprawdę chcę być z tobą, bo mi na tobie zależy i obiecuję ci, że przejdziemy przez to wszystko razem. Nie jesteś z tym sam, masz mnie. Jestem tutaj i będę. Zaufaj mi, proszę.- mówi.
***
Dzwoni jej telefon, słyszy go przez drzwi łazienki, w której w tym momencie przebywa. Nie może jednak odebrać ponieważ zaledwie kilka sekund temu wyszła z wanny. Ma zamiar oddzwonic jak tylko wytrze się i ubierze szlafrok. Dzwonek rozbrzmiewa po raz kolejny. Dziewczyna wychodzi z łazienki w szlafroki po czym odbiera telefon widząc, że dzwoni Mario:
-Słucham. -mówi.
-Emily, ja przepraszam, ze nie daje ci chwili wytchnienia...
-Co się stało?-pyta dziewczyna zdając sobie sprawę, że słyszy płacz Julie.
-Ona płacze odkąd wyszłas. Nie płacze historycznie, ale ciągle kiwili. Myślałem, że to chwilowe, ale choć staje na głowie próbując ja zająć, ona nie przestaje. Nie pozwoliła wziąć się mojej mamie na ręce... Kiedy ty ja trzymałas nie płakała wiec przyszło mi na myśl...
-Przyjadę za chwile.-mówi dziewczyna.
-Przepraszam, ale nie mogę już patrzeć na jej zaplakana buzię...
-Wiem, rozumiem. Przyjadę za chwile.
-Dziękuję.
***
-Myślałem, że spisz.-mówi Mark wchodząc do salonu i widząc, że Sebastian leży na sofie i juz nie spi.
-Nie, obudziłem się.-mówi. -Zasnąłem podczas filmu.
-W porządku. -zajmuje miejsce obok.-Powinieneś się położyć.
-A ty co będziesz robił?
-Musze odpisać na kilka maili. Miałem to zrobić w dzień, ale zapomniałem.
-Bo musiałeś nianczyc swojego partnera...
-Bo są ważniejsze sprawy niż kilka maili.
-Ale...
-Nie mów tego co chcesz powiedzieć...-ostrzega Mark po czym obejmuje Sebastiana i przyciąga do siebie w ciasnym uścisku.
-Boje się...
-Wiem, ja też, ale stawimy temu czoło razem, tak? I nie będę odpisywał teraz na żadne wiadomości, co powiesz na to żebyśmy obejrzeli jakiś film?
-Tym razem nie zasnę, obiecuję. -mówi młodszy. -Wyspałem się już.-lekko się uśmiecha. I być może ramiona, które go w tym momencie oplatają sprawiają, że ciągle wierzy w to, że ten strach, który odczuwa za kilka dni będzie już tylko wspomnieniem. Pragnie wierzyć w to mocno.
***
W domu nareszcie nie słychać płaczu małej Julie. Jest cicho z czego się ogromnie cieszy, bo o ile hałas mu nie przeszkadza, o tyle płacz małej już tak, ponieważ łamie mu to serce. Nie lubi, gdy jego córeczka jest smutna, nie lubi, kiedy płacze. Teraz już nie słychać jej łkania i tym razem to nie on jest sprawca tego, że się wyciszyła, a dziewczyna,która w tym momencie przebywa z dziewczynką w jej pokoju. On wyszedł, gdy zadzwoniła jego mama. Teraz wraca. I kiedy ma już wejść do pokoju zastaje scenę, która zawsze sprawia, że się odrobinę wzrusza. Emily tuli małą do siebie, gładząc uspokajająco jej małe plecki dłonią, kołysząc się w bujanym fotelu. Mówi do niej dość cicho, wypowiada półszeptem kojące słowa, a Julie słucha. Nie jest już zdenerwowana, rozdrażniona, jest natomiast spokojna i wyciszona. I być może, kiedy chłopak patrzy na tę scenę, oczyma wyobraźni, momentami, widzi w miejscu Emily- Ann. To nigdy się nie zdarzy, to nigdy już nie będzie Ann, wie o tym doskonale, ale w niektórych chwilach wyobraża sobie, że to jego żona tuli ich córeczkę do siebie. A potem iluzja znika. To boli, ciągle boli. Ten ból się nie zmniejsza, nie mija. Ten ból, jest pewien, pozostanie z nim już do końca życia. Przyzwyczaja się do niego. Powoli, bardzo powoli. Jednak ta pustka, ta luka w jego sercu, którą pozostawiła Ann odchodząc, już nigdy nie zostanie w pełni zapełniona. Jego ukochana, jego żona bowiem miała i już zawsze będzie mieć specjalne miejsce w jego sercu.
-Mario...- z zamyślenia wyrywa go dźwięk jego imienia więc spogląda na Emily, bo to ona do niego mówi.- Możesz odsunąć kołderkę w łóżeczku?- zwraca się do niego.- Chcę ją położyć, bo zasnęła...
-Jasne...- mówi piłkarz po czym spełnia prośbę dziewczyny. Chwilę później dziewczynka śpi okryta kołderką, a Emily i Mario patrzą na nią. Przez dłuższą chwilę milczą, po prostu wpatrują się w śpiącą dziewczynkę. Ciszę w końcu przerywają ciche słowa piłkarza.
-Zostań na noc, proszę.- mówi najpierw, a dopiero po tych słowach spogląda na blondynkę. Emily również spogląda na niego.- Ona dzisiaj chce tylko twojej obecności, boję się, że jak się obudzi i znowu zacznie płakać...- wzdycha.- Ja przepraszam, naprawdę przepraszam Emily, jesteś jej nianią, opiekujesz się nią, a poza pracą masz swoje życie i swoje sprawy, a ja nieustannie cię o coś proszę...
-Mario...
-Ona po prostu nie chciała się uspokoić, a ja zrobiłem wszystko, co przyszło mi do głowy... Zresztą nie chciała też do mojej mamy iść...
-Mario...- przerywa mu dziewczyna po czym chłopak czuje na swojej dłoni jej ciepłą dłoń. Dotyk jest miły. Jej gest jest miły.- Ja rozumiem. Naprawdę.- zapewnia go.- Nic się złego nie stało, że zadzwoniłeś. Zostanę.- mówi.
-Dziękuję.- patrzy na nią.- Dziękuję ci bardzo.
-Nie masz za co. Cieszę się, że moja obecność podziałała i Julie zasnęła. Swoją drogą jak będziemy tak gadać to ją obudzimy.- uśmiecha się dziewczyna.
-Napijesz się herbaty?- proponuje piłkarz.- Chyba, że jesteś zmęczona to przygotuję ci już teraz łóżko w pokoju gościnnym i się położysz?- pyta.
-Chętnie napiję się z tobą herbaty.- pada odpowiedź.
***
Zastaje go w kuchni kilkanaście minut później. Na blacie stoją dwa kubki z parującą cieczą, a on wyciąga ostatnie naczynia ze zmywarki. Zauważa jej obecność więc się uśmiecha.
-Lubisz białą herbatę prawda?- pyta.
-Tak, bardzo.- pada odpowiedź.
Chwilkę później są już salonie. Mario stawia na stoliku talerzyk z ciastem, które przywiozła jego mama.
-Jak będziemy jeść ciasta po nocach to raczej nie wyjdzie nam to na dobre.- śmieje się Emily.
-Dziś zrobimy wyjątek.- odpowiada szatyn.
-Może być.- zgadza się Emily, po czym wkłada sobie kawałek ciasta do ust. Wypieki mamy Mario zawsze smakują wybornie, tak jest i tym razem.- Wiesz, dziwię ci się, że nie byłeś grubaskiem mając takie ciasta w domu.- żartuje dziewczyna.
-No właśnie jadłem ile mogłem, ale nigdy nie miałem przez to problemów z wagą. Może po prostu spaliłem nadmiar kalorii na treningach. Bo przecież trenuję od dziecka, potem też trochę boksowałem, zresztą wróciłem do tego, do mojego dobrego przyjaciela, który mnie trenował, znów trenuje...
-Skąd boks?
-Tak jakoś przez przypadek. Ktoś mi podpowiedział i chwyciło. Potrzebowałem w niektórych momentach się wyładować i to był strzał w dziesiątkę.
-Pomogło?
-Tak, nadal pomaga. Choć żeby pozbyć się niektórych negatywnych emocji, myśli, musiałbym walić w worek bez przerwy i nie wiem czy by zadziałało...
-Rozumiem...
-Dzisiaj jak dwoiłem się i troiłem, żeby uspokoić córeczkę to w pewnym momencie marzyłem o tym, żeby walnąć w ten worek głową, albo żeby ktoś solidnie mi przyłożył. Żebym wpadł na pomysł, który sprawi, że mała się rozchmurzy. Niestety. Byłem bezsilny.- wyznaje.- Boję się, kiedy jestem bezsilny.
-Każdy się boi.- mówi Emily.
-Wiem... Pewnie wyolbrzymiam, mam do tego tendencję ostatnio.- przyznaje piłkarz.- Poza tym często nie radzę sobie ze sobą, więc to nie dziwne, że nie poradziłem sobie z płaczącym dzieckiem.- wzdycha.
-Co ty mówisz?
-Prawdę, Emily, prawdę...
-Nie, to nie jest prawda.- zaprzecza dziewczyna.
-Prawda jest taka, Emily, że choćbym nie wiem co zrobił, to nie zastąpię mojej córeczce mamy.- patrzy na nią.-Ona potrzebowała dziś kobiecej ręki, kobiecych ramion, szeptu. Może nie jesteś jej mamą, ale moja córeczka dziś wybrała ciebie.
***
Witajcie :)
Jak Wam się podoba rozdział?
czekam na komentarze, jak będą to pewnie postaram się szybko coś dodać :)
***
Dzwoni jej telefon, słyszy go przez drzwi łazienki, w której w tym momencie przebywa. Nie może jednak odebrać ponieważ zaledwie kilka sekund temu wyszła z wanny. Ma zamiar oddzwonic jak tylko wytrze się i ubierze szlafrok. Dzwonek rozbrzmiewa po raz kolejny. Dziewczyna wychodzi z łazienki w szlafroki po czym odbiera telefon widząc, że dzwoni Mario:
-Słucham. -mówi.
-Emily, ja przepraszam, ze nie daje ci chwili wytchnienia...
-Co się stało?-pyta dziewczyna zdając sobie sprawę, że słyszy płacz Julie.
-Ona płacze odkąd wyszłas. Nie płacze historycznie, ale ciągle kiwili. Myślałem, że to chwilowe, ale choć staje na głowie próbując ja zająć, ona nie przestaje. Nie pozwoliła wziąć się mojej mamie na ręce... Kiedy ty ja trzymałas nie płakała wiec przyszło mi na myśl...
-Przyjadę za chwile.-mówi dziewczyna.
-Przepraszam, ale nie mogę już patrzeć na jej zaplakana buzię...
-Wiem, rozumiem. Przyjadę za chwile.
-Dziękuję.
***
-Myślałem, że spisz.-mówi Mark wchodząc do salonu i widząc, że Sebastian leży na sofie i juz nie spi.
-Nie, obudziłem się.-mówi. -Zasnąłem podczas filmu.
-W porządku. -zajmuje miejsce obok.-Powinieneś się położyć.
-A ty co będziesz robił?
-Musze odpisać na kilka maili. Miałem to zrobić w dzień, ale zapomniałem.
-Bo musiałeś nianczyc swojego partnera...
-Bo są ważniejsze sprawy niż kilka maili.
-Ale...
-Nie mów tego co chcesz powiedzieć...-ostrzega Mark po czym obejmuje Sebastiana i przyciąga do siebie w ciasnym uścisku.
-Boje się...
-Wiem, ja też, ale stawimy temu czoło razem, tak? I nie będę odpisywał teraz na żadne wiadomości, co powiesz na to żebyśmy obejrzeli jakiś film?
-Tym razem nie zasnę, obiecuję. -mówi młodszy. -Wyspałem się już.-lekko się uśmiecha. I być może ramiona, które go w tym momencie oplatają sprawiają, że ciągle wierzy w to, że ten strach, który odczuwa za kilka dni będzie już tylko wspomnieniem. Pragnie wierzyć w to mocno.
***
W domu nareszcie nie słychać płaczu małej Julie. Jest cicho z czego się ogromnie cieszy, bo o ile hałas mu nie przeszkadza, o tyle płacz małej już tak, ponieważ łamie mu to serce. Nie lubi, gdy jego córeczka jest smutna, nie lubi, kiedy płacze. Teraz już nie słychać jej łkania i tym razem to nie on jest sprawca tego, że się wyciszyła, a dziewczyna,która w tym momencie przebywa z dziewczynką w jej pokoju. On wyszedł, gdy zadzwoniła jego mama. Teraz wraca. I kiedy ma już wejść do pokoju zastaje scenę, która zawsze sprawia, że się odrobinę wzrusza. Emily tuli małą do siebie, gładząc uspokajająco jej małe plecki dłonią, kołysząc się w bujanym fotelu. Mówi do niej dość cicho, wypowiada półszeptem kojące słowa, a Julie słucha. Nie jest już zdenerwowana, rozdrażniona, jest natomiast spokojna i wyciszona. I być może, kiedy chłopak patrzy na tę scenę, oczyma wyobraźni, momentami, widzi w miejscu Emily- Ann. To nigdy się nie zdarzy, to nigdy już nie będzie Ann, wie o tym doskonale, ale w niektórych chwilach wyobraża sobie, że to jego żona tuli ich córeczkę do siebie. A potem iluzja znika. To boli, ciągle boli. Ten ból się nie zmniejsza, nie mija. Ten ból, jest pewien, pozostanie z nim już do końca życia. Przyzwyczaja się do niego. Powoli, bardzo powoli. Jednak ta pustka, ta luka w jego sercu, którą pozostawiła Ann odchodząc, już nigdy nie zostanie w pełni zapełniona. Jego ukochana, jego żona bowiem miała i już zawsze będzie mieć specjalne miejsce w jego sercu.
-Mario...- z zamyślenia wyrywa go dźwięk jego imienia więc spogląda na Emily, bo to ona do niego mówi.- Możesz odsunąć kołderkę w łóżeczku?- zwraca się do niego.- Chcę ją położyć, bo zasnęła...
-Jasne...- mówi piłkarz po czym spełnia prośbę dziewczyny. Chwilę później dziewczynka śpi okryta kołderką, a Emily i Mario patrzą na nią. Przez dłuższą chwilę milczą, po prostu wpatrują się w śpiącą dziewczynkę. Ciszę w końcu przerywają ciche słowa piłkarza.
-Zostań na noc, proszę.- mówi najpierw, a dopiero po tych słowach spogląda na blondynkę. Emily również spogląda na niego.- Ona dzisiaj chce tylko twojej obecności, boję się, że jak się obudzi i znowu zacznie płakać...- wzdycha.- Ja przepraszam, naprawdę przepraszam Emily, jesteś jej nianią, opiekujesz się nią, a poza pracą masz swoje życie i swoje sprawy, a ja nieustannie cię o coś proszę...
-Mario...
-Ona po prostu nie chciała się uspokoić, a ja zrobiłem wszystko, co przyszło mi do głowy... Zresztą nie chciała też do mojej mamy iść...
-Mario...- przerywa mu dziewczyna po czym chłopak czuje na swojej dłoni jej ciepłą dłoń. Dotyk jest miły. Jej gest jest miły.- Ja rozumiem. Naprawdę.- zapewnia go.- Nic się złego nie stało, że zadzwoniłeś. Zostanę.- mówi.
-Dziękuję.- patrzy na nią.- Dziękuję ci bardzo.
-Nie masz za co. Cieszę się, że moja obecność podziałała i Julie zasnęła. Swoją drogą jak będziemy tak gadać to ją obudzimy.- uśmiecha się dziewczyna.
-Napijesz się herbaty?- proponuje piłkarz.- Chyba, że jesteś zmęczona to przygotuję ci już teraz łóżko w pokoju gościnnym i się położysz?- pyta.
-Chętnie napiję się z tobą herbaty.- pada odpowiedź.
***
Zastaje go w kuchni kilkanaście minut później. Na blacie stoją dwa kubki z parującą cieczą, a on wyciąga ostatnie naczynia ze zmywarki. Zauważa jej obecność więc się uśmiecha.
-Lubisz białą herbatę prawda?- pyta.
-Tak, bardzo.- pada odpowiedź.
Chwilkę później są już salonie. Mario stawia na stoliku talerzyk z ciastem, które przywiozła jego mama.
-Jak będziemy jeść ciasta po nocach to raczej nie wyjdzie nam to na dobre.- śmieje się Emily.
-Dziś zrobimy wyjątek.- odpowiada szatyn.
-Może być.- zgadza się Emily, po czym wkłada sobie kawałek ciasta do ust. Wypieki mamy Mario zawsze smakują wybornie, tak jest i tym razem.- Wiesz, dziwię ci się, że nie byłeś grubaskiem mając takie ciasta w domu.- żartuje dziewczyna.
-No właśnie jadłem ile mogłem, ale nigdy nie miałem przez to problemów z wagą. Może po prostu spaliłem nadmiar kalorii na treningach. Bo przecież trenuję od dziecka, potem też trochę boksowałem, zresztą wróciłem do tego, do mojego dobrego przyjaciela, który mnie trenował, znów trenuje...
-Skąd boks?
-Tak jakoś przez przypadek. Ktoś mi podpowiedział i chwyciło. Potrzebowałem w niektórych momentach się wyładować i to był strzał w dziesiątkę.
-Pomogło?
-Tak, nadal pomaga. Choć żeby pozbyć się niektórych negatywnych emocji, myśli, musiałbym walić w worek bez przerwy i nie wiem czy by zadziałało...
-Rozumiem...
-Dzisiaj jak dwoiłem się i troiłem, żeby uspokoić córeczkę to w pewnym momencie marzyłem o tym, żeby walnąć w ten worek głową, albo żeby ktoś solidnie mi przyłożył. Żebym wpadł na pomysł, który sprawi, że mała się rozchmurzy. Niestety. Byłem bezsilny.- wyznaje.- Boję się, kiedy jestem bezsilny.
-Każdy się boi.- mówi Emily.
-Wiem... Pewnie wyolbrzymiam, mam do tego tendencję ostatnio.- przyznaje piłkarz.- Poza tym często nie radzę sobie ze sobą, więc to nie dziwne, że nie poradziłem sobie z płaczącym dzieckiem.- wzdycha.
-Co ty mówisz?
-Prawdę, Emily, prawdę...
-Nie, to nie jest prawda.- zaprzecza dziewczyna.
-Prawda jest taka, Emily, że choćbym nie wiem co zrobił, to nie zastąpię mojej córeczce mamy.- patrzy na nią.-Ona potrzebowała dziś kobiecej ręki, kobiecych ramion, szeptu. Może nie jesteś jej mamą, ale moja córeczka dziś wybrała ciebie.
***
Witajcie :)
Jak Wam się podoba rozdział?
czekam na komentarze, jak będą to pewnie postaram się szybko coś dodać :)
sobota, 12 marca 2016
31. Niepewność...
Wraca z klubu. Jest zmęczony, za bardzo zmęczony jak na zwykły trening. Już rozumie o czym mówił mu Marco, mówiła Emily. Mieli rację. Może ostatnio faktycznie przegiął z intensywnością ćwiczeń. Teraz już to do niego dotarło. Faktycznie trochę boksował, ale nie było to aż tak intensywne. Tak, wrócił do boksu, choć miał dość długą przerwę. Właściwie odkąd opuścił Dortmund zerwał z tym sportem. Nie znalazł w Monachium trenera, który by mu odpowiadał. Tu znów jest pod skrzydłami swojego dawnego trenera i przyjaciela. Ma nadzieję, że po powrocie do domu Julie będzie w dobrym humorze i pozwoli mu odrobinę odpocząć.
***
Nosi dziewczynkę na rękach już ponad pół godziny. Jej mięśnie to zdecydowanie odczuwają, wszak Julie nie jest już maleństwem, jakim była kilkanaście miesięcy temu. Owszem jest dość drobna, ale waży odpowiednio do swojego wieku. Mała jest marudna od ponad godziny, ma podwyższoną odrobinę temperaturę i katar. Czeka na Mario, spodziewając się go za kilka do kilkunastu minut. Nie alarmowała go wiedząc, że niedługo powinien wrócić do domu. Postanowiła poczekać. Czeka tuląc córeczkę piłkarza i kołysząc ją.
***
Wysiada z samochodu, po czym zabiera z niego torbę. Chwilkę później, kiedy wchodzi do środka już w drzwiach wie, że coś jest nie tak ponieważ jego córeczka cichutko popłakuje. Niby płacz nie jest niczym nienormalnym u małych dzieci, nie zawsze bowiem płaczą z bólu, częściej dlatego, że czegoś chcą a dorośli niekoniecznie spełniają ich zachciankę. Jednak Mario słyszy płacz Julie i już wie, że coś jest nie tak. Poznaje od razu. Zna swoją pociechę od urodzenia, zna każdy grymas jej twarzy, a także to w jaki sposób płacze jak czegoś chce, a nie dostanie. To nie jest ten płacz. Rzuca torbę w przedpokoju zaraz po tym jak zsuwa ze stóp buty po czym czem prędzej idzie w stronę skąd dobiega go odgłos kwilenia małej.
Emily od razu go zauważa:
-Dobrze, że jesteś.- mówi.
-Co się dzieje?- pyta spoglądając na małą przytuloną ciasno do Emily.
-Zaczęła marudzić, a potem zobaczyłam, że jest cieplejsza niż normalnie. Nie miała jakiejś wysokiej temperatury, ale 37i 6 kresek. Teraz ma już 38 i dwie. Zastanawiałam się właśnie czy już jej dać syrop...
-Coś poza gorączką?- dopytuje Mario głaszcząc dziewczynkę.
-Ma katar. Nic poza tym. Jednak ta gorączka rośnie.
-Zabiorę ją do pediatry.- decyduje ojciec dziewczynki.- Muszę tylko zadzwonić.- bierze telefon. Chwilę później wizyta jest umówiona, pozostaje jedynie ubrać małą, co nie jest proste, bo dziewczynka protestuje jak może.
W końcu, kiedy jest gotowa Mario wpina ją do fotelika.
-Podwiozę cię do domu, to po drodze.- proponuje Emily.
-Nie.- protestuje dziewczyna.- Jeśli mogę to chciałabym pojechać z wami. Martwię się i byłabym spokojniejsza czekając w przychodni, niż siedząc w domu i czekając twój telefon.- mówi.- Mogę pojechać z wami?
-Tak, oczywiście.-zgadza się piłkarz.
***
Natalie nie jest sobą. Wie to, ale postanawia po prostu poczekać chwilę aż emocje odrobinę opadną. Dlatego tez po powrocie do domu pierwsze co robi to nie opanuje, kiedy żona po prostu idzie na górę, do ich sypialni, a on zostaje na dole aby przygotować jej ulubiona herbatę. Czekając na to aż woda zacznie się gotować uśmiecha się po prostu. Uśmiecha się ponieważ jest szczęśliwy. Być może wiadomość o ciąży była zaskoczeniem, być może, ale nie jest nieszczęśliwy z powodu faktu, że zostanie tata po raz kolejny. I wie, że choć Natalie nie uśmiechnęła się po niej ani razu, to ona również nie jest nieszczęśliwa. Wie, że jest zaskoczona, ale wie również, że jego żona niebawem będzie się uśmiechać na myśl o maleńkiej istocie rozwijającej się w jej łonie. Bo Natalie kocha dzieci, bo Nat mówiła wiele razy, że chce, aby Oli i Cass mieli rodzeństwo, że pragnie by nowe maleństwo pojawiło się w ich życiu, w ich domu. Chwilę później Marco idzie po schodach niosąc w dłoniach dwa kubki aromatycznego napoju.
***
Miała poczekać na korytarzu, taki miała zamysł. Jednak skończyło się na tym, że jest razem z Julie i Mario w gabinecie lekarskim. Mario, kiedy pielęgniarka zawołała po prostu zaproponował by weszła, a ona zrobiła to bez wahania.
-To infekcja wirusowa dlatego Julie nie potrzebuje antybiotyku. Proszę podawać jej syrop na spadek temperatury i dodatkowo krople do noska, by zmniejszyć obrzęk i by katar spływał. Za dwa, trzy dni powinno być dużo lepiej. Gdyby jednak dodatkowo zaczęła kaszlec, czy temperatura by się utrzymywała lub nie spadała to proszę dzwonić. -mówi lekarz. Po chwili Mario z Julie w ramionach i Emily z recepta w dłoni opuszczają gabinet.
***
Natalie leży na ich łóżku kiedy wchodzi do pokoju. Piłkarz stawia kubki na szafce przy łóżku po czym siada na skraju łóżka.
-Kochanie...- mówi jedynie, bo zaczyna dzwonić jego komórka wiec odbiera widząc, że dzwoni jego mama.-Stało się coś mamo?-pyta.
-Ależ nie kochanie, po prostu pomyślałam, że może dzieci by zostały do wieczora, tak fajnie się bawią z Nico, bo David go przywiózł. -mówi mama piłkarza.
-Myślę, że to dobry pomysł, mamo.-mówi Marco.
-No to świetnie. A byliście u lekarza? Zrobili Natalie badania?-dopytuje.
-Tak, wszystko jest dobrze.
-Wiec skąd zawroty głowy? Nie powinni tego bagatelizować...
-Nie zrobili tego. Naprawdę wszystko jest w porządku. Nie martw się mamo. Przepraszam, ale muszę kończyć. Później porozmawiamy jak przyjadę po dzieci. Nie martw się jednak.-uspokaja ja.
-Nie będę skoro mój syn zapewnia, że wszystko jest dobrze. Ufam Ci.
-Do zobaczenia później.
-Do zobaczenia.
Kończą rozmowę. Marco odkłada telefon po czym spogląda na swoją żonę. Nat ma mokry policzek ponieważ znowu płacze. Piłkarz po prostu przesuwa się bliżej a potem kładzie się obok niej. Ona prawie od razu przytula się do niego, a on oplata ja ciasno rękami.
-Kocham Cię i tak bardzo się cieszę.- mówi Marco cicho, ale na tyle głośno, że Natalie słyszy.
-Przepraszam...-odpowiada dziewczyna.
-Za co mnie przepraszasz? -pyta blondyn kreslac uspokajająco palcami wzory na jej plecach.
-Za to co powiedziałam, jak Cię potraktowałam... Nie zasłużyłes sobie na to.
-Nie gniewem się. - zapewnia ja.
-A powinieneś.-mówi Nat.- Byłam zła z niewiadomego powodu, bo przecież ty zawsze się troszczysz. Znów zapatrzylam się w pracę. Ale ja naprawdę tak bardzo pragnę tej wystawy, tak bardzo chce, aby była udana i wyjątkowa, a ciągle coś się dzieje, ciągle na coś brakuje mi czasu... Przepraszam Marco. Znów nie potrafiłam docenić tego, że jestem dla ciebie najważniejsza, ja i moje zdrowie i bezpieczeństwo. Dbasz po prostu o mnie i o nas a ja...
-Już dobrze, jest w porządku. -zapewnia ja.- Nie płacz.
-Robb traktował mnie źle, a kiedy teraz mam Ciebie i się o mnie troszczysz to nie potrafię docenić tego co mam...
-Ciiiii.-całuje ja w czoło.-Robb to zamknięty rozdział w naszym życiu. Nie wracaj do tego. To niepotrzebne. A ja naprawdę się nie gniewam. Nie mógłbym, kocham cię tak bardzo... I kocham także to maleństwo...-dotyka dłonią płaskiego jeszcze brzuszka żony.
Nat reaguje na jego słowa łzami. Marco spogląda na nią.
-Nie cieszysz się? -pyta. Natalie przez chwile milczy ponieważ nie jest w stanie nic powiedzieć. Dopiero po chwili mówi.
-Jestem zaskoczona ponieważ nie planowaliśmy teraz... Ale to nie tak, że go nie chce. Bo chce. Ja... ja po prostu...
-Spokojnie.
-Jestem zaskoczona i od wizyty u lekarza ciągle chce mi się płakać... Nie potrafię nad tym zapanować, ale chcę tego dziecka. Chce.
-Wiem, wiem Nat.
-Ale chcę też zrobić te wystawę. Bo potem kiedy ciąża będzie zaawansowana moze być różnie, musze skończyć obrazy. Ja wiem, że teraz dziecko jest na pierwszym miejscu, wiem co powiesz, że powinnam myśleć o sobie, ale ja musze, ja musze... Będę uważać, ale nie mów mi proszę, bym przerwała przygotowania... Ja będę uważać, ale muszę...
***
Mario odwdzięczyć ja do domu, Jull śpi w foteliku kiedy Emily wysiada.
-Dziękuję i do zobaczenia.-mówi.
-To ja dziękuję, że pojechalas z nami.
-Jeśli byłabym potrzebna to wiesz, że po prostu możesz zadzwonić? -upewnia się dziewczyna.
-Wiem, dziękuję Emily.
-Dobra, uciekajcie. Ona śpi wiec im szybciej będziesz w domu tym dłużej odpoczniesz zanim się obudzi.
-Masz rację, do jutra.
-Do jutra.
***
Słucha tego co mowi jego żona, a potem kiedy kończy to on mówi.
-Nie poproszę Cię o to byś zrezygnowała z wystawy. Nie mógłbym ponieważ twoje potrzeby i pragnienia są dla mnie równie ważne jak potrzeby naszych dzieci i ważniejsze niż moje. Poproszę Cię tylko o to, żebyś teraz uważała także na ta mała fasolke, która nosisz, choć jestem pewien że nie muszę prosić, bo sama doskonale o tym wiesz. Musisz teraz uważać podwójnie. Musisz odpoczywać podwójnie. Musimy upewnić się ze wszystko będzie dobrze z naszym dzieckiem i nie widzę powodu byś nie mogła realizować swoich planów. Boje się jeśli coś się dzieje z tobą, boje podwójnie kiedy spodziewasz się dziecka a coś jest nie tak. Ale przecież nie zamknę cie w sypialni przez kilka miesięcy. Nie robiłem tego wcześniej, teraz tez nie zamierzam. Ufam Ci i wiem, że znasz granice i nie będziesz pracować ponad siły i po nocach kiedy mnie nie będzie.
-Ja też Cię Kocham i wybacz mi to co powiedziałam...
-Już w porządku...-Marco całuje ja, a potem znów tuli przez chwile.
-Dzieci zostają u rodziców?
-Tak. Możesz wykorzystać ten czas, na malowanie, jeśli chcesz oczywiście. -proponuje piłkarz.
-Chcę zostać tutaj... w twoich ramionach.-mówi dziewczyna.-Możemy po prostu tu zostać? Możesz mnie po prostu tuląc mówić mi, że mnie kochasz? -pyta.
-Mogę i będę to robił dziś i całe życie Nat.-mówi Marco.-Kocham Cię całym sobą. I nic tego nie zmieni...
***
-Przepraszam, że wydzwaniam, ale chciałam zapytać jak czuje się Julie?-pyta Emily dzwoniąc wieczorem do Mario.
-Zasnęła juz.-odpowiada chłopak. -Jak wróciłem do domu to spala jeszcze 40 minut, potem się obudziła. Nie miała temperatury, nie jadła, ale napiła się, potem była marudna, ale nie było źle. Trochę się próbowaliśmy bawić, trochę się tulilismy. Przed snem dałem jej syrop, bo znów miała temperaturę. Zanim zasnęła stała się chłodniejsza. Teraz śpi spokojnie, choć trochę się wierci przez sen przez ten zatkany nosek, ale póki co śpi wiec nie jest źle. -opowiada piłkarz. -A i wolała Em, Em...-dodaje.-Powiedziałem jej, że przyjdziesz jutro.
-Przyjdę. Ciesze się, że jest lepiej. Naprawdę ciężko patrzeć na nią kiedy jest chora. Po prostu nie mogę...
-To prawda.
-Martwilam się i musiałam zadzwonić...
-To w porządku.
-Ucaluj ja ode mnie na dobranoc.
-Zrobię to.
-Dobranoc
-Dobranoc.
***
Sypie tymi rozdziałami prawda?
***
Nosi dziewczynkę na rękach już ponad pół godziny. Jej mięśnie to zdecydowanie odczuwają, wszak Julie nie jest już maleństwem, jakim była kilkanaście miesięcy temu. Owszem jest dość drobna, ale waży odpowiednio do swojego wieku. Mała jest marudna od ponad godziny, ma podwyższoną odrobinę temperaturę i katar. Czeka na Mario, spodziewając się go za kilka do kilkunastu minut. Nie alarmowała go wiedząc, że niedługo powinien wrócić do domu. Postanowiła poczekać. Czeka tuląc córeczkę piłkarza i kołysząc ją.
***
Wysiada z samochodu, po czym zabiera z niego torbę. Chwilkę później, kiedy wchodzi do środka już w drzwiach wie, że coś jest nie tak ponieważ jego córeczka cichutko popłakuje. Niby płacz nie jest niczym nienormalnym u małych dzieci, nie zawsze bowiem płaczą z bólu, częściej dlatego, że czegoś chcą a dorośli niekoniecznie spełniają ich zachciankę. Jednak Mario słyszy płacz Julie i już wie, że coś jest nie tak. Poznaje od razu. Zna swoją pociechę od urodzenia, zna każdy grymas jej twarzy, a także to w jaki sposób płacze jak czegoś chce, a nie dostanie. To nie jest ten płacz. Rzuca torbę w przedpokoju zaraz po tym jak zsuwa ze stóp buty po czym czem prędzej idzie w stronę skąd dobiega go odgłos kwilenia małej.
Emily od razu go zauważa:
-Dobrze, że jesteś.- mówi.
-Co się dzieje?- pyta spoglądając na małą przytuloną ciasno do Emily.
-Zaczęła marudzić, a potem zobaczyłam, że jest cieplejsza niż normalnie. Nie miała jakiejś wysokiej temperatury, ale 37i 6 kresek. Teraz ma już 38 i dwie. Zastanawiałam się właśnie czy już jej dać syrop...
-Coś poza gorączką?- dopytuje Mario głaszcząc dziewczynkę.
-Ma katar. Nic poza tym. Jednak ta gorączka rośnie.
-Zabiorę ją do pediatry.- decyduje ojciec dziewczynki.- Muszę tylko zadzwonić.- bierze telefon. Chwilę później wizyta jest umówiona, pozostaje jedynie ubrać małą, co nie jest proste, bo dziewczynka protestuje jak może.
W końcu, kiedy jest gotowa Mario wpina ją do fotelika.
-Podwiozę cię do domu, to po drodze.- proponuje Emily.
-Nie.- protestuje dziewczyna.- Jeśli mogę to chciałabym pojechać z wami. Martwię się i byłabym spokojniejsza czekając w przychodni, niż siedząc w domu i czekając twój telefon.- mówi.- Mogę pojechać z wami?
-Tak, oczywiście.-zgadza się piłkarz.
***
Natalie nie jest sobą. Wie to, ale postanawia po prostu poczekać chwilę aż emocje odrobinę opadną. Dlatego tez po powrocie do domu pierwsze co robi to nie opanuje, kiedy żona po prostu idzie na górę, do ich sypialni, a on zostaje na dole aby przygotować jej ulubiona herbatę. Czekając na to aż woda zacznie się gotować uśmiecha się po prostu. Uśmiecha się ponieważ jest szczęśliwy. Być może wiadomość o ciąży była zaskoczeniem, być może, ale nie jest nieszczęśliwy z powodu faktu, że zostanie tata po raz kolejny. I wie, że choć Natalie nie uśmiechnęła się po niej ani razu, to ona również nie jest nieszczęśliwa. Wie, że jest zaskoczona, ale wie również, że jego żona niebawem będzie się uśmiechać na myśl o maleńkiej istocie rozwijającej się w jej łonie. Bo Natalie kocha dzieci, bo Nat mówiła wiele razy, że chce, aby Oli i Cass mieli rodzeństwo, że pragnie by nowe maleństwo pojawiło się w ich życiu, w ich domu. Chwilę później Marco idzie po schodach niosąc w dłoniach dwa kubki aromatycznego napoju.
***
Miała poczekać na korytarzu, taki miała zamysł. Jednak skończyło się na tym, że jest razem z Julie i Mario w gabinecie lekarskim. Mario, kiedy pielęgniarka zawołała po prostu zaproponował by weszła, a ona zrobiła to bez wahania.
-To infekcja wirusowa dlatego Julie nie potrzebuje antybiotyku. Proszę podawać jej syrop na spadek temperatury i dodatkowo krople do noska, by zmniejszyć obrzęk i by katar spływał. Za dwa, trzy dni powinno być dużo lepiej. Gdyby jednak dodatkowo zaczęła kaszlec, czy temperatura by się utrzymywała lub nie spadała to proszę dzwonić. -mówi lekarz. Po chwili Mario z Julie w ramionach i Emily z recepta w dłoni opuszczają gabinet.
***
Natalie leży na ich łóżku kiedy wchodzi do pokoju. Piłkarz stawia kubki na szafce przy łóżku po czym siada na skraju łóżka.
-Kochanie...- mówi jedynie, bo zaczyna dzwonić jego komórka wiec odbiera widząc, że dzwoni jego mama.-Stało się coś mamo?-pyta.
-Ależ nie kochanie, po prostu pomyślałam, że może dzieci by zostały do wieczora, tak fajnie się bawią z Nico, bo David go przywiózł. -mówi mama piłkarza.
-Myślę, że to dobry pomysł, mamo.-mówi Marco.
-No to świetnie. A byliście u lekarza? Zrobili Natalie badania?-dopytuje.
-Tak, wszystko jest dobrze.
-Wiec skąd zawroty głowy? Nie powinni tego bagatelizować...
-Nie zrobili tego. Naprawdę wszystko jest w porządku. Nie martw się mamo. Przepraszam, ale muszę kończyć. Później porozmawiamy jak przyjadę po dzieci. Nie martw się jednak.-uspokaja ja.
-Nie będę skoro mój syn zapewnia, że wszystko jest dobrze. Ufam Ci.
-Do zobaczenia później.
-Do zobaczenia.
Kończą rozmowę. Marco odkłada telefon po czym spogląda na swoją żonę. Nat ma mokry policzek ponieważ znowu płacze. Piłkarz po prostu przesuwa się bliżej a potem kładzie się obok niej. Ona prawie od razu przytula się do niego, a on oplata ja ciasno rękami.
-Kocham Cię i tak bardzo się cieszę.- mówi Marco cicho, ale na tyle głośno, że Natalie słyszy.
-Przepraszam...-odpowiada dziewczyna.
-Za co mnie przepraszasz? -pyta blondyn kreslac uspokajająco palcami wzory na jej plecach.
-Za to co powiedziałam, jak Cię potraktowałam... Nie zasłużyłes sobie na to.
-Nie gniewem się. - zapewnia ja.
-A powinieneś.-mówi Nat.- Byłam zła z niewiadomego powodu, bo przecież ty zawsze się troszczysz. Znów zapatrzylam się w pracę. Ale ja naprawdę tak bardzo pragnę tej wystawy, tak bardzo chce, aby była udana i wyjątkowa, a ciągle coś się dzieje, ciągle na coś brakuje mi czasu... Przepraszam Marco. Znów nie potrafiłam docenić tego, że jestem dla ciebie najważniejsza, ja i moje zdrowie i bezpieczeństwo. Dbasz po prostu o mnie i o nas a ja...
-Już dobrze, jest w porządku. -zapewnia ja.- Nie płacz.
-Robb traktował mnie źle, a kiedy teraz mam Ciebie i się o mnie troszczysz to nie potrafię docenić tego co mam...
-Ciiiii.-całuje ja w czoło.-Robb to zamknięty rozdział w naszym życiu. Nie wracaj do tego. To niepotrzebne. A ja naprawdę się nie gniewam. Nie mógłbym, kocham cię tak bardzo... I kocham także to maleństwo...-dotyka dłonią płaskiego jeszcze brzuszka żony.
Nat reaguje na jego słowa łzami. Marco spogląda na nią.
-Nie cieszysz się? -pyta. Natalie przez chwile milczy ponieważ nie jest w stanie nic powiedzieć. Dopiero po chwili mówi.
-Jestem zaskoczona ponieważ nie planowaliśmy teraz... Ale to nie tak, że go nie chce. Bo chce. Ja... ja po prostu...
-Spokojnie.
-Jestem zaskoczona i od wizyty u lekarza ciągle chce mi się płakać... Nie potrafię nad tym zapanować, ale chcę tego dziecka. Chce.
-Wiem, wiem Nat.
-Ale chcę też zrobić te wystawę. Bo potem kiedy ciąża będzie zaawansowana moze być różnie, musze skończyć obrazy. Ja wiem, że teraz dziecko jest na pierwszym miejscu, wiem co powiesz, że powinnam myśleć o sobie, ale ja musze, ja musze... Będę uważać, ale nie mów mi proszę, bym przerwała przygotowania... Ja będę uważać, ale muszę...
***
Mario odwdzięczyć ja do domu, Jull śpi w foteliku kiedy Emily wysiada.
-Dziękuję i do zobaczenia.-mówi.
-To ja dziękuję, że pojechalas z nami.
-Jeśli byłabym potrzebna to wiesz, że po prostu możesz zadzwonić? -upewnia się dziewczyna.
-Wiem, dziękuję Emily.
-Dobra, uciekajcie. Ona śpi wiec im szybciej będziesz w domu tym dłużej odpoczniesz zanim się obudzi.
-Masz rację, do jutra.
-Do jutra.
***
Słucha tego co mowi jego żona, a potem kiedy kończy to on mówi.
-Nie poproszę Cię o to byś zrezygnowała z wystawy. Nie mógłbym ponieważ twoje potrzeby i pragnienia są dla mnie równie ważne jak potrzeby naszych dzieci i ważniejsze niż moje. Poproszę Cię tylko o to, żebyś teraz uważała także na ta mała fasolke, która nosisz, choć jestem pewien że nie muszę prosić, bo sama doskonale o tym wiesz. Musisz teraz uważać podwójnie. Musisz odpoczywać podwójnie. Musimy upewnić się ze wszystko będzie dobrze z naszym dzieckiem i nie widzę powodu byś nie mogła realizować swoich planów. Boje się jeśli coś się dzieje z tobą, boje podwójnie kiedy spodziewasz się dziecka a coś jest nie tak. Ale przecież nie zamknę cie w sypialni przez kilka miesięcy. Nie robiłem tego wcześniej, teraz tez nie zamierzam. Ufam Ci i wiem, że znasz granice i nie będziesz pracować ponad siły i po nocach kiedy mnie nie będzie.
-Ja też Cię Kocham i wybacz mi to co powiedziałam...
-Już w porządku...-Marco całuje ja, a potem znów tuli przez chwile.
-Dzieci zostają u rodziców?
-Tak. Możesz wykorzystać ten czas, na malowanie, jeśli chcesz oczywiście. -proponuje piłkarz.
-Chcę zostać tutaj... w twoich ramionach.-mówi dziewczyna.-Możemy po prostu tu zostać? Możesz mnie po prostu tuląc mówić mi, że mnie kochasz? -pyta.
-Mogę i będę to robił dziś i całe życie Nat.-mówi Marco.-Kocham Cię całym sobą. I nic tego nie zmieni...
***
-Przepraszam, że wydzwaniam, ale chciałam zapytać jak czuje się Julie?-pyta Emily dzwoniąc wieczorem do Mario.
-Zasnęła juz.-odpowiada chłopak. -Jak wróciłem do domu to spala jeszcze 40 minut, potem się obudziła. Nie miała temperatury, nie jadła, ale napiła się, potem była marudna, ale nie było źle. Trochę się próbowaliśmy bawić, trochę się tulilismy. Przed snem dałem jej syrop, bo znów miała temperaturę. Zanim zasnęła stała się chłodniejsza. Teraz śpi spokojnie, choć trochę się wierci przez sen przez ten zatkany nosek, ale póki co śpi wiec nie jest źle. -opowiada piłkarz. -A i wolała Em, Em...-dodaje.-Powiedziałem jej, że przyjdziesz jutro.
-Przyjdę. Ciesze się, że jest lepiej. Naprawdę ciężko patrzeć na nią kiedy jest chora. Po prostu nie mogę...
-To prawda.
-Martwilam się i musiałam zadzwonić...
-To w porządku.
-Ucaluj ja ode mnie na dobranoc.
-Zrobię to.
-Dobranoc
-Dobranoc.
***
Sypie tymi rozdziałami prawda?
piątek, 11 marca 2016
30. Nowina...
Jest zła, ale nic nie mówi. Po prostu siedzi na jednym z krzesełek pod gabinetem lekarskim, milcząco czekając, aż pielęgniarka ją zawoła. Marco zajmuje miejsce obok, również nic nie mówi. Próbował z nią rozmawiać, ale bezskutecznie. W domu, przed wyjściem w końcu doszło do kłótni, co naprawdę jest w ich przypadku rzadkością i teraz piłkarz widząc, że każde jego słowo jeszcze bardziej drażni Natalie woli się nie odzywać.
***
Milcząco pomaga Sebie założyć opatrunek, a właściwie owija mu zranioną dłoń bandażem. Chłopak nie pozwolił mu się dotknąć, sam oczyścił ranę, a jemu pozwolił jedynie owinąć dłoń. Czuje ulgę, choć jeszcze przed chwilą czuł niepokój i strach przed tym co usłyszy. Bał się po prostu. Bał się. Już wie jak musiał czuć się Ricky... Teraz już rozumie, choć jego obawy nie potwierdziły się, niestety Ricky znalazł się lata temu w tej gorszej sytuacji. Bo on wtedy zdradził...
***
-Zapraszam do gabinetu.- mówi do niej pielęgniarka, więc chwyta za ucho od torebki i wstaje z krzesełka. Marco robi to samo, ale w momencie, gdy zauważa, jak jego żona mierzy go wzrokiem już wie, że Natalie nie chce, by jej towarzyszył.
-Nat...- próbuje, ale ona nie pozwala mu dokończyć ponieważ po prostu wchodzi do gabinetu zamykając za sobą drzwi. Marco nie siada ponownie na krzesełku, podchodzi do okna po czym kładzie obie dłonie na parapet opierając się na nim. Obserwuje ludzi na zewnątrz i zastanawia się co dzieje się z jego żoną. Dlaczego jest tak bardzo na niego zła? Czym aż tak mocno ją zdenerwował? Troską? Przecież on zawsze się o nią troszczy... Nie rozumie...
***
Kiedy zabezpiecza końcówkę bandaża, by się nie rozwiązała dłonie Sebastiana nadal drżą. Już mniej co prawda, ale nadal się trzęsą obydwie. Rozumie. Nie tylko on się bał i boi. Seba musi bać się bardziej... Przecież to on oczekuje na wynik badania krwi. Nie pozwala mu zabrać dłoni kiedy opatrunek jest gotowy, trzyma go za obydwie.
-Hej...- mówi starając się spojrzeć w oczy chłopakowi, ale ten na niego nie patrzy więc dotyka jego twarzy i ten w końcu kieruje wzrok na niego.- Sebastian jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram.- zapewnia go, ale wie, że będzie musiał powtórzyć to jeszcze wiele razy, rozumie jak trudno w takiej sytuacji uwierzyć w takie zapewnienia.-Jestem i będę, Seba.- powtarza.
-Ja...- mówi chłopak, ale przerywa. Milczy przez moment, a potem znów się odzywa.- Pójdę posprzątać bałagan, który narobiłem.- mówi w końcu, ale Mark jest pewien, że to nie to chciał na początku powiedzieć. Nie pozwala mu odejść, nadal nie puszcza jego dłoni, więc chłopak nie może wyjść. Stoi, nie wyrywa dłoni, ale nie patrzy na Marka. Dlatego ten staje obok po czym dotyka ramienia chłopaka.
-Spójrz na mnie, proszę.- prosi go, więc Seba to robi. Jego oczy niebezpiecznie błyszczą, szklą się, ale to zrozumiałe w sytuacji, w której się znalazł.- Chcę, abyś był zdrowy, słyszysz?- mówi mu starszy.- Chcę tego najbardziej na świecie. I jestem pewien, że jesteś. Wierzę w to bardzo mocno, nawet jeśli ty nie wierzysz, ja wierzę za nas dwóch...
-A co jeśli nie jestem?- odzywa się drżącym głosem młodszy.
-Ja nadal tu będę.- pada zapewnienie.- Z tobą.- patrzy mu w oczy. - Będę Sebastian.
-Teraz tak mówisz, ale potem...
-Jestem i będę. Nie odejdę, zostanę z tobą.
-Ja...
-Nie zostawia się osób, które się kocha...
***
Czeka już kilkanaście minut, ale to nie jest dla niego zaskakujące ponieważ wie, że robią jego zonie badania. Denerwuje się natomiast tym, czy organizm Natalie znowu nie jest osłabiony, czy ona znów nie ma anemii, choć prawdą jest, że nie powinna raczej jej mieć, bo bardzo dbali o to, by zdrowo i regularnie jadła, by odpoczywała, więc teoretycznie brunetka powinna być zdrowa. Nie ma pojęcia tylko skąd te zawroty głowy. U Nat to prawie zawsze jest objaw, że coś dzieje się z jej organizmem, że jest osłabiona. Im dłużej o tym myśli, tym bardziej niespokojny jest. Stara się być opanowany, ale w środku drży o to, co powie lekarz. Tym bardziej, ze nie może słyszeć co mówi w trakcie wizyty, o co pyta. Nie ma pojęcia co odpowiada jego żona, być może on nie wie o wszystkich momentach w których Natalie zrobiło się słabo... Może nie wiedzieć, bo choć Nat zawsze jest z nim szczera, to bywały momenty, kiedy nie powiedziała mu o tym, że źle się poczuła, by go nie martwić. Raz to nie skończyło się dobrze. Jego rozmyślania przerywa odgłos otwieranych drzwi. Odwraca się i widzi swoją żonę zajmującą ponownie krzesełko na którym wcześniej siedziała. Pokonuje dzielącą ich odległość, po czym zajmuje miejsce obok.
-Wszystko w porządku?- pyta cicho.
-Tak, czuję się świetnie, ale niestety muszę tu tkwić, bo wyniki będą za 15 minut.- odpowiada dziewczyna.- Miałam być w galerii za 10 minut.- mówi nie patrząc na niego.
-Nie powiedziałaś mi, poszlibyśmy na późniejszą godzinę.
-Później to muszę skończyć obraz Marco.- w końcu na niego patrzy.- Muszę to zrobić, bo nie zdążę na czas.
-Więc o to chodzi tak? To dlatego mi się tak oberwało?- pyta.
-Nie rozmawiajmy.- Natalie wstaje.- Nie chcę byśmy powiedzieli za dużo...
-Myślę, że już i tak padło dużo przykrych słów więc jak powiesz jeszcze kilka to to udźwignę...- odpowiada blondyn.
Natalie spogląda na niego.
-To ja powiedziałam te słowa? To tylko moja wina, że one padły.- Mówi półszeptem zdenerwowana dziewczyna.- Mówiłam tysiąc razy, że jest ze mną ok., ale ty oczywiście jak zwykle wyolbrzymiasz.
-Troszczę się o ciebie, tak jak ty o mnie. Chuchasz na mnie i dmuchasz jak coś mi jest...
-Wtedy gdy coś faktycznie się dzieje, ale nie prowadzę cię do lekarza za każdym razem jak zakręci ci się w głowie...
-Nie kręci mi się w głowie, tobie też nie, chyba, że coś jest nie tak. A teraz jesteś na mnie zła, bo cię tu przywiozłem, bo nie odpuściłem, a ty miałaś być w galerii. To jest dla ciebie ważniejsze niż własne zdrowie, własne bezpieczeństwo...
-Bo to moja pasja, mówiłam to sto razy. Poza tym nic mi nie jest więc skończmy tą naszą bezsensowną wymianę zdań, bo niepotrzebnie się obydwoje denerwujemy. Jestem tu, byłam u lekarza, poczekamy na te wyniki, przekonasz się, że jestem zdrowa, a potem pojadę do galerii.- mówi malarka, po czym staje przy tym samym oknie, przy którym on stał chwilę wcześniej. Kolejne minuty oczekiwania na wyniki badań spędzają milcząc.
***
Spotykają się przypadkiem na korytarzu w klinice. Mark wraca z rehabilitacji, a Agnes z Rickym właśnie wychodzą z gabinetu zabiegowego. To Mark pierwszy ich zauważa.
-Cześć.- mówi podchodząc. Od razu spogląda na opatrunek na dłoni Ricky'ego.- Co się stało?- pyta wskazując na białe bandaże.
-Cześć.- odpowiadają równocześnie z Agnes.- Cóż... mały wypadek.- odpowiada dziennikarz.
-Oparzył sobie dłoń.- precyzuje agentka.- Na szczęście oparzenia nie są głębokie.
-Ale pomimo to bardzo boli.- mówi jej partner.
-Coś ci jednak przypisali prawda?
-Coś tam mam na recepcie, ale nie wiem sam co to jest. Pójdziemy do apteki to się dowiemy. A ty co tu robisz?
-Byłem na górze na rehabilitacji. Wracam zaraz do domu.- odpowiada.- Martin poprawił mi humor, bo mówi, że jest dobrze, zresztą sam to czuję. Jednak trochę czasu wyleżałem się w szpitalu, mięśnie to odczuły. Ale wracają do siebie, na szczęście...
-To świetna wiadomość.- mówi Agnes.
-Tak, to prawda.- uśmiecha się do niej Mark.- Idziecie na parking czy do apteki?
-Najpierw do apteki.
-Ja też idę, muszę wykupić receptę Sebastianowi.- mówi po czym powoli idą w stronę kolejnego korytarza.
- Wszystko z nim w porządku? - pyta Ricky.
-Tak, to jakieś tam słabe proszki na bazie ziół, bo po tym co się wydarzyło, nie mógł spać. Jest lepiej, ale od czasu do czasu je bierze...
-Nie pytam tylko o receptę...- zaznacza dziennikarz.- Sorry, to pewnie nie moja sprawa, niepotrzebnie się mieszam... Sorry.
-Nie rozumiem? O co pytasz?
- Wpadłem na niego po prostu, nie dzisiaj, ale był dziwny... Rozkojarzony i taki jakiś smutny... Nie przypominał siebie. Nawet mówiłem o tym Agnes... Mam nadzieję, że nic złego znów się nie wydarzyło.- spogląda na Marka, a kiedy ten nie odpowiada od razu, poza tym jego mina się zmienia na bardziej skupioną, już wie, że coś się wydarzyło. Mark przed drzwiami apteki dopiero się odzywa.
-Pójdziemy na kawę?- pyta ich.- To nie jest dobre miejsce na to, by o tym mówić. A ja, choć starałem mu się wmówić, że jest dobrze i będzie to jednak... cóż... może nie być tak? - spogląda na obydwoje.- Sorry, nie chcę zabierać wam czasu, a ciebie pewnie boli...
-Daj spokój... Dostałem przeciwbólowe...- mówi Ricky.
-A tu niedaleko jest przytulna kawiarnia...- dodaje Agnes.
***
Nie może uwierzyć w to co przed momentem usłyszała więc wpatruje się w twarz lekarza z niedowierzaniem. On coś mówi, ale ona nie do końca słucha, po prostu siedzi... Zaraz potem to do niej dociera i łzy jedna po drugiej zaczynają spływać po jej policzkach. Lekarz zauważa to więc przestaje mówić. Natalie po prostu płacze...
***
Zaskakuje go pielęgniarka, która prosi go, by wszedł do gabinetu, do żony. Po prostu idzie. I jest zaskoczony widokiem płaczącej Natalie. Od razu czuje jeszcze większy niepokój, ponieważ nie ma pojęcia, co takiego powiedział lekarz, że ta informacja wywołała łzy u jego żony. W kilku krokach pokonuje dzielącą ich odległość, po czym przykuca przed kobietą, którą kocha najmocniej na świecie.
-Natalie...- odzywa się, a ona po prostu przytula się do niego i płacze. Marco spogląda na lekarza nic nie rozumiejąc.
***
-Pomógł mu, a teraz... Skąd mógł wiedzieć, że on jest chory...- mówi Mark nie patrząc na nich, wpatrując się w swoją filiżankę z kawą.- Mógł się zarazić, ale nie musiał, nie pamięta jak to było dokładnie, tamten krwawił... On też miał skaleczoną dłoń, ale nie wie, w którym momencie się skaleczył. To nie musiało być jak mu pomagał... Jest dużo niewiadomych... Minęło trochę czasu...
-Ale dzięki temu jest również nadzieja, Mark...- mówi mu Agnes.- I tej nadziei trzeba się mocno chwycić.- podpowiada mu.
-Próbuję, ale się również boję.- patrzy na nią.
-To normalne i naturalne. Dziwiłabym się gdybyś się nie bał. - odpowiada blondynka.- On jednak boi się bardziej.
-Nie wiem ile razy powiedziałem mu, że jestem i będę. Nie wiem ile razy będę musiał powtórzyć to, aby w końcu uwierzył...- wzdycha.
-Być może więcej razy niż on musiał tobie mówić to samo po wypadku...- mówi mu Ricky.- W końcu to do ciebie dotarło... On również zrozumie...
-Nie zostawię go.- mówi Mark.- Boi się, ale ja tego nie zrobię. I przetrwamy to.- dodaje z determinacją.
***
Spodziewa się naprawdę wielu rzeczy, nie ma pojecia co ma myśleć. Jego żona po prostu płacze w jego ramionach i jest pewien, że nie jest w stanie nic powiedzieć. Dlatego nie czekając, aż Natalie się uspokoi patrzy wyczekująco na lekarza.
-Co się stało?- pyta w końcu.- Czy coś jest nie tak z wynikami badań?- dopytuje.
-Wszystko jest w porządku.- zapewnia go lekarz.
-Więc skąd u Natalie zawroty głowy?- zadaje kolejne pytanie.- Ostatnim razem kiedy miała podobne objawy, potem okazało się, że to anemia...
-Proszę się nie denerwować, teraz z wynikami wszystko jest w porządku. Co do zawrotów głowy... Cóż... mogło się tak zdarzyć. W każdym razie pana żona jest zdrowa.
Ja jednak muszę panu pogratulować.- uśmiecha się lekarz.- Zrobiłem dodatkowe badanie krwi z którego wynika, że zostaniecie państwo rodzicami.- mówi mężczyzna w białym fartuchu.- Z wywiadu wynika, że to na pewno dopiero początki ciąży, więc USG można wykonać nieco później. Najlepiej skontaktujcie się państwo z lekarzem który prowadził poprzednie ciąże. Gratuluję.- powtarza jeszcze raz.
-Dziękuję.- uśmiecha się Marco, a Natalie nadal płacze w jego ramionach.
***
Niespodzianka :)
Postanowiłam póki mam czas wrzucić kolejny rozdział. Nie spodziewaliście się prawda???
***
Milcząco pomaga Sebie założyć opatrunek, a właściwie owija mu zranioną dłoń bandażem. Chłopak nie pozwolił mu się dotknąć, sam oczyścił ranę, a jemu pozwolił jedynie owinąć dłoń. Czuje ulgę, choć jeszcze przed chwilą czuł niepokój i strach przed tym co usłyszy. Bał się po prostu. Bał się. Już wie jak musiał czuć się Ricky... Teraz już rozumie, choć jego obawy nie potwierdziły się, niestety Ricky znalazł się lata temu w tej gorszej sytuacji. Bo on wtedy zdradził...
***
-Zapraszam do gabinetu.- mówi do niej pielęgniarka, więc chwyta za ucho od torebki i wstaje z krzesełka. Marco robi to samo, ale w momencie, gdy zauważa, jak jego żona mierzy go wzrokiem już wie, że Natalie nie chce, by jej towarzyszył.
-Nat...- próbuje, ale ona nie pozwala mu dokończyć ponieważ po prostu wchodzi do gabinetu zamykając za sobą drzwi. Marco nie siada ponownie na krzesełku, podchodzi do okna po czym kładzie obie dłonie na parapet opierając się na nim. Obserwuje ludzi na zewnątrz i zastanawia się co dzieje się z jego żoną. Dlaczego jest tak bardzo na niego zła? Czym aż tak mocno ją zdenerwował? Troską? Przecież on zawsze się o nią troszczy... Nie rozumie...
***
Kiedy zabezpiecza końcówkę bandaża, by się nie rozwiązała dłonie Sebastiana nadal drżą. Już mniej co prawda, ale nadal się trzęsą obydwie. Rozumie. Nie tylko on się bał i boi. Seba musi bać się bardziej... Przecież to on oczekuje na wynik badania krwi. Nie pozwala mu zabrać dłoni kiedy opatrunek jest gotowy, trzyma go za obydwie.
-Hej...- mówi starając się spojrzeć w oczy chłopakowi, ale ten na niego nie patrzy więc dotyka jego twarzy i ten w końcu kieruje wzrok na niego.- Sebastian jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram.- zapewnia go, ale wie, że będzie musiał powtórzyć to jeszcze wiele razy, rozumie jak trudno w takiej sytuacji uwierzyć w takie zapewnienia.-Jestem i będę, Seba.- powtarza.
-Ja...- mówi chłopak, ale przerywa. Milczy przez moment, a potem znów się odzywa.- Pójdę posprzątać bałagan, który narobiłem.- mówi w końcu, ale Mark jest pewien, że to nie to chciał na początku powiedzieć. Nie pozwala mu odejść, nadal nie puszcza jego dłoni, więc chłopak nie może wyjść. Stoi, nie wyrywa dłoni, ale nie patrzy na Marka. Dlatego ten staje obok po czym dotyka ramienia chłopaka.
-Spójrz na mnie, proszę.- prosi go, więc Seba to robi. Jego oczy niebezpiecznie błyszczą, szklą się, ale to zrozumiałe w sytuacji, w której się znalazł.- Chcę, abyś był zdrowy, słyszysz?- mówi mu starszy.- Chcę tego najbardziej na świecie. I jestem pewien, że jesteś. Wierzę w to bardzo mocno, nawet jeśli ty nie wierzysz, ja wierzę za nas dwóch...
-A co jeśli nie jestem?- odzywa się drżącym głosem młodszy.
-Ja nadal tu będę.- pada zapewnienie.- Z tobą.- patrzy mu w oczy. - Będę Sebastian.
-Teraz tak mówisz, ale potem...
-Jestem i będę. Nie odejdę, zostanę z tobą.
-Ja...
-Nie zostawia się osób, które się kocha...
***
Czeka już kilkanaście minut, ale to nie jest dla niego zaskakujące ponieważ wie, że robią jego zonie badania. Denerwuje się natomiast tym, czy organizm Natalie znowu nie jest osłabiony, czy ona znów nie ma anemii, choć prawdą jest, że nie powinna raczej jej mieć, bo bardzo dbali o to, by zdrowo i regularnie jadła, by odpoczywała, więc teoretycznie brunetka powinna być zdrowa. Nie ma pojęcia tylko skąd te zawroty głowy. U Nat to prawie zawsze jest objaw, że coś dzieje się z jej organizmem, że jest osłabiona. Im dłużej o tym myśli, tym bardziej niespokojny jest. Stara się być opanowany, ale w środku drży o to, co powie lekarz. Tym bardziej, ze nie może słyszeć co mówi w trakcie wizyty, o co pyta. Nie ma pojęcia co odpowiada jego żona, być może on nie wie o wszystkich momentach w których Natalie zrobiło się słabo... Może nie wiedzieć, bo choć Nat zawsze jest z nim szczera, to bywały momenty, kiedy nie powiedziała mu o tym, że źle się poczuła, by go nie martwić. Raz to nie skończyło się dobrze. Jego rozmyślania przerywa odgłos otwieranych drzwi. Odwraca się i widzi swoją żonę zajmującą ponownie krzesełko na którym wcześniej siedziała. Pokonuje dzielącą ich odległość, po czym zajmuje miejsce obok.
-Wszystko w porządku?- pyta cicho.
-Tak, czuję się świetnie, ale niestety muszę tu tkwić, bo wyniki będą za 15 minut.- odpowiada dziewczyna.- Miałam być w galerii za 10 minut.- mówi nie patrząc na niego.
-Nie powiedziałaś mi, poszlibyśmy na późniejszą godzinę.
-Później to muszę skończyć obraz Marco.- w końcu na niego patrzy.- Muszę to zrobić, bo nie zdążę na czas.
-Więc o to chodzi tak? To dlatego mi się tak oberwało?- pyta.
-Nie rozmawiajmy.- Natalie wstaje.- Nie chcę byśmy powiedzieli za dużo...
-Myślę, że już i tak padło dużo przykrych słów więc jak powiesz jeszcze kilka to to udźwignę...- odpowiada blondyn.
Natalie spogląda na niego.
-To ja powiedziałam te słowa? To tylko moja wina, że one padły.- Mówi półszeptem zdenerwowana dziewczyna.- Mówiłam tysiąc razy, że jest ze mną ok., ale ty oczywiście jak zwykle wyolbrzymiasz.
-Troszczę się o ciebie, tak jak ty o mnie. Chuchasz na mnie i dmuchasz jak coś mi jest...
-Wtedy gdy coś faktycznie się dzieje, ale nie prowadzę cię do lekarza za każdym razem jak zakręci ci się w głowie...
-Nie kręci mi się w głowie, tobie też nie, chyba, że coś jest nie tak. A teraz jesteś na mnie zła, bo cię tu przywiozłem, bo nie odpuściłem, a ty miałaś być w galerii. To jest dla ciebie ważniejsze niż własne zdrowie, własne bezpieczeństwo...
-Bo to moja pasja, mówiłam to sto razy. Poza tym nic mi nie jest więc skończmy tą naszą bezsensowną wymianę zdań, bo niepotrzebnie się obydwoje denerwujemy. Jestem tu, byłam u lekarza, poczekamy na te wyniki, przekonasz się, że jestem zdrowa, a potem pojadę do galerii.- mówi malarka, po czym staje przy tym samym oknie, przy którym on stał chwilę wcześniej. Kolejne minuty oczekiwania na wyniki badań spędzają milcząc.
***
Spotykają się przypadkiem na korytarzu w klinice. Mark wraca z rehabilitacji, a Agnes z Rickym właśnie wychodzą z gabinetu zabiegowego. To Mark pierwszy ich zauważa.
-Cześć.- mówi podchodząc. Od razu spogląda na opatrunek na dłoni Ricky'ego.- Co się stało?- pyta wskazując na białe bandaże.
-Cześć.- odpowiadają równocześnie z Agnes.- Cóż... mały wypadek.- odpowiada dziennikarz.
-Oparzył sobie dłoń.- precyzuje agentka.- Na szczęście oparzenia nie są głębokie.
-Ale pomimo to bardzo boli.- mówi jej partner.
-Coś ci jednak przypisali prawda?
-Coś tam mam na recepcie, ale nie wiem sam co to jest. Pójdziemy do apteki to się dowiemy. A ty co tu robisz?
-Byłem na górze na rehabilitacji. Wracam zaraz do domu.- odpowiada.- Martin poprawił mi humor, bo mówi, że jest dobrze, zresztą sam to czuję. Jednak trochę czasu wyleżałem się w szpitalu, mięśnie to odczuły. Ale wracają do siebie, na szczęście...
-To świetna wiadomość.- mówi Agnes.
-Tak, to prawda.- uśmiecha się do niej Mark.- Idziecie na parking czy do apteki?
-Najpierw do apteki.
-Ja też idę, muszę wykupić receptę Sebastianowi.- mówi po czym powoli idą w stronę kolejnego korytarza.
- Wszystko z nim w porządku? - pyta Ricky.
-Tak, to jakieś tam słabe proszki na bazie ziół, bo po tym co się wydarzyło, nie mógł spać. Jest lepiej, ale od czasu do czasu je bierze...
-Nie pytam tylko o receptę...- zaznacza dziennikarz.- Sorry, to pewnie nie moja sprawa, niepotrzebnie się mieszam... Sorry.
-Nie rozumiem? O co pytasz?
- Wpadłem na niego po prostu, nie dzisiaj, ale był dziwny... Rozkojarzony i taki jakiś smutny... Nie przypominał siebie. Nawet mówiłem o tym Agnes... Mam nadzieję, że nic złego znów się nie wydarzyło.- spogląda na Marka, a kiedy ten nie odpowiada od razu, poza tym jego mina się zmienia na bardziej skupioną, już wie, że coś się wydarzyło. Mark przed drzwiami apteki dopiero się odzywa.
-Pójdziemy na kawę?- pyta ich.- To nie jest dobre miejsce na to, by o tym mówić. A ja, choć starałem mu się wmówić, że jest dobrze i będzie to jednak... cóż... może nie być tak? - spogląda na obydwoje.- Sorry, nie chcę zabierać wam czasu, a ciebie pewnie boli...
-Daj spokój... Dostałem przeciwbólowe...- mówi Ricky.
-A tu niedaleko jest przytulna kawiarnia...- dodaje Agnes.
***
Nie może uwierzyć w to co przed momentem usłyszała więc wpatruje się w twarz lekarza z niedowierzaniem. On coś mówi, ale ona nie do końca słucha, po prostu siedzi... Zaraz potem to do niej dociera i łzy jedna po drugiej zaczynają spływać po jej policzkach. Lekarz zauważa to więc przestaje mówić. Natalie po prostu płacze...
***
Zaskakuje go pielęgniarka, która prosi go, by wszedł do gabinetu, do żony. Po prostu idzie. I jest zaskoczony widokiem płaczącej Natalie. Od razu czuje jeszcze większy niepokój, ponieważ nie ma pojęcia, co takiego powiedział lekarz, że ta informacja wywołała łzy u jego żony. W kilku krokach pokonuje dzielącą ich odległość, po czym przykuca przed kobietą, którą kocha najmocniej na świecie.
-Natalie...- odzywa się, a ona po prostu przytula się do niego i płacze. Marco spogląda na lekarza nic nie rozumiejąc.
***
-Pomógł mu, a teraz... Skąd mógł wiedzieć, że on jest chory...- mówi Mark nie patrząc na nich, wpatrując się w swoją filiżankę z kawą.- Mógł się zarazić, ale nie musiał, nie pamięta jak to było dokładnie, tamten krwawił... On też miał skaleczoną dłoń, ale nie wie, w którym momencie się skaleczył. To nie musiało być jak mu pomagał... Jest dużo niewiadomych... Minęło trochę czasu...
-Ale dzięki temu jest również nadzieja, Mark...- mówi mu Agnes.- I tej nadziei trzeba się mocno chwycić.- podpowiada mu.
-Próbuję, ale się również boję.- patrzy na nią.
-To normalne i naturalne. Dziwiłabym się gdybyś się nie bał. - odpowiada blondynka.- On jednak boi się bardziej.
-Nie wiem ile razy powiedziałem mu, że jestem i będę. Nie wiem ile razy będę musiał powtórzyć to, aby w końcu uwierzył...- wzdycha.
-Być może więcej razy niż on musiał tobie mówić to samo po wypadku...- mówi mu Ricky.- W końcu to do ciebie dotarło... On również zrozumie...
-Nie zostawię go.- mówi Mark.- Boi się, ale ja tego nie zrobię. I przetrwamy to.- dodaje z determinacją.
***
Spodziewa się naprawdę wielu rzeczy, nie ma pojecia co ma myśleć. Jego żona po prostu płacze w jego ramionach i jest pewien, że nie jest w stanie nic powiedzieć. Dlatego nie czekając, aż Natalie się uspokoi patrzy wyczekująco na lekarza.
-Co się stało?- pyta w końcu.- Czy coś jest nie tak z wynikami badań?- dopytuje.
-Wszystko jest w porządku.- zapewnia go lekarz.
-Więc skąd u Natalie zawroty głowy?- zadaje kolejne pytanie.- Ostatnim razem kiedy miała podobne objawy, potem okazało się, że to anemia...
-Proszę się nie denerwować, teraz z wynikami wszystko jest w porządku. Co do zawrotów głowy... Cóż... mogło się tak zdarzyć. W każdym razie pana żona jest zdrowa.
Ja jednak muszę panu pogratulować.- uśmiecha się lekarz.- Zrobiłem dodatkowe badanie krwi z którego wynika, że zostaniecie państwo rodzicami.- mówi mężczyzna w białym fartuchu.- Z wywiadu wynika, że to na pewno dopiero początki ciąży, więc USG można wykonać nieco później. Najlepiej skontaktujcie się państwo z lekarzem który prowadził poprzednie ciąże. Gratuluję.- powtarza jeszcze raz.
-Dziękuję.- uśmiecha się Marco, a Natalie nadal płacze w jego ramionach.
***
Niespodzianka :)
Postanowiłam póki mam czas wrzucić kolejny rozdział. Nie spodziewaliście się prawda???
Subskrybuj:
Posty (Atom)