wtorek, 16 czerwca 2015

9.Małe kroki...


-Chcę by fundacja ruszyła.- mówi kilka tygodni  po pamiętnej wizycie na cmentarzu siedząc na tarasie domu rodzinnego. Nie wrócił do Monachium, nie był w stanie wrócić do gry, po czasie, który mu proponowano. Potem termin przesunięto, jednak on nie był jeszcze w stanie wrócić, a oni nie chcieli dłużej czekać. Jest bezrobotny. Oczy jego przyjaciół, którzy są z nim w tej chwili, a więc Natalie, Marco, Agnes i Ricky'ego zwracają się na niego. Czekali na tę chwilę długo, ale cierpliwie. Czekali, aż chłopak będzie gotowy na ten krok, który będzie niewątpliwie trudny, bo miał to robić z Ann, a jej nie ma. Są jednak oni, zawsze są, nie ważne co się dzieje, nie ważne jak jest źle, po prostu są. I teraz również. On wie, że nie jest z tym sam, że może liczyć na ich pomoc. Zawsze mógł i będzie. I bardzo na nią liczy, gdyż sam nie chce tego robić, nie chce działać w tej fundacji w pojedynkę, chce mieć ich obok siebie.
-Nic nie powiecie?- pyta zaskoczony ciszą, która nastała po tym co powiedział.- Myślałem, że ucieszycie się z tej nowiny...
-Cieszymy się.- mówi Natalie uśmiechając się.- Właściwie czekaliśmy na tę chwilę.- dodaje.
-Oczywiście możesz na nas liczyć.- deklaruje Ricky.
-Wiem, że mogę, nie ukrywam, iż liczę na pomoc z Waszej strony. - mówi szatyn.- Nie wyobrażam sobie tego bez Was. Nigdy nie byłbym w tym miejscu, gdzie jestem bez Was, tkwiłbym na dnie rozpaczy, cofając się, a nie idąc do przodu. Więc teraz chcę zrobić olbrzymi krok, ale z Wami. - patrzy na nich. - Ja wiem, że macie mnie powyżej uszu, ale mam nadzieję, że wytrzymacie jeszcze ze mną, co?- pyta.
-Jesteś głuptasem Mario.- kwituje Agnes.- Nawet gdybyś chciał się od nas uwolnić to nic z tego.- deklaruje. - Jestem szczęśliwa, że będę częścią fundacji, wszyscy jesteśmy. 
-Zawsze możesz na nas liczyć.- dodaje blondyn.
-Dzięki.- mały uśmiech pojawia się na twarzy szatyna, ale zaraz znika, gdyż słyszy płacz Julie w elektronicznej niani.- Przepraszam Was na moment.- mówi.- Moja mała księżniczka wzywa.- wstaje i znika w domu.
*** 
Kolejne dni to burza mózgów. Spotykają się, myślą nad tym jak to wszystko ma wyglądać dokładnie, zasięgają porady prawników, obmyślają plan strategii. To intensywna praca jednak przeplatana śmiechem dzieci, anegdotami, ale również wspomnieniami. Wszyscy widzą wyraźnie, że najgorsze Mario ma za sobą, choć pewnie jeszcze nie raz zdarzą się słabsze momenty. 
***


Zastanawia się ile osób przyjdzie. Prawda jest taka, że  tego dnia ma zły humor, nie czuje się najlepiej i ogólnie poszedłby do domu, zamknął się z córeczką w pokoju i w ogóle nie wychodził do wieczora. Nie może. Sam chce porozmawiać  z osobami chętnymi do pracy w fundacji. Na początek potrzebuje psychologa i kilku wolontariuszy również. Kiedy skręca na parking jego córka właśnie próbuje zjeść jego komórkę:
-Kotku nie dasz spokoju tej komórce.- zabiera jej, ale ona wybucha płaczem. Piłkarz parkuje, po czym wysiada z auta. Kilka sekund później otwiera drzwi od strony pasażera, odpina pasy po czym bierze na ręce swoją małą kobietkę. Dziecko niemal natychmiast przestaje płakać.
-A widzisz... I tu cię mam.- zwraca się do niej.- Masz słabość do tatusia.- śmieje się po czym kieruje się do budynku . Przed nim stoją dziennikarze. Chcą porozmawiać, pstrykają fotki.
-Proszę nie pstrykać fleszem.- zwraca się do fotografa.- Mam na rękach kilkumiesięczne dziecko.- dodaje, po czym mija ich  wchodząc do budynku. Tu już nie mogą wejść. Windą wjeżdża na górę. Na korytarzu siedzi kilka osób. Domyśla się, że przyszły  na spotkanie w sprawie fundacji:
-Dzień dobry.- mówi po czym wchodzi do środka. Tam czeka na niego Natalie i Agnes, które zaoferowały swoją pomoc.
-No jesteś. Myślałyśmy, że Jull coś wymyśliła.- całują go w policzki witając się, po czym to samo robią z małą dziewczynką, którą piłkarz ma w ramionach.
-Julie była bardzo grzeczna. Dała się ubrać bez problemu, po drodze tylko ośliniła mi telefon. – uśmiecha się patrząc na swoją małą córeczkę.- Musiałem ją zabrać. Mama musiała jechać do ortopedy. Zwichnęła kostkę.- tłumaczy.- Julie będziesz grzeczna?- patrzy na nią, a mała uśmiecha się do niego.- Nie będzie. Widzę ten błysk w oku.- uśmiecha się, a kobiety stojące obok niego widzą z jaką czułością spogląda na swoją małą latorośl.
Spotkania wypadają średnio. Niektóre osoby w ogóle nie przekonują ani piłkarza, ani jego przyjaciółek. Około godziny 16:15, kiedy szatyn ma zamiar zabrać małą już do domu, do drzwi ktoś puka. Po chwili staje w nich kobieta.
-Dzień dobry.- mówi.- Przepraszam za spóźnienie, ale miałam spotkanie z pacjentem. Nie do końca planowane.- tłumaczy.
-Pani chciałaby działać w fundacji?- pyta Natalie, która akurat siedzi przy biurku. Agnes bowiem wyszła.
-Tak. Nazywam się Alice Cooper- jestem z zawodu psychologiem.- podaje dłoń Natalie.
-Natalie Reus, bardzo mi miło panią poznać.- uśmiecha się.Do kobiet podchodzi Mario z córką na rękach.
-Mario Gotze.- przedstawia się po czym podaje jej dłoń.
-Alice Cooper, a to zapewne Julie?- patrzy na dziewczynkę uśmiechając się.
-Tak, to moja córeczka.- na twarzy piłkarza maluje się wielki uśmiech.- Proszę usiąść. Mam nadzieję, że ta mała złośnica pozwoli nam jeszcze chwilę porozmawiać.- żartuje.
-Przecież widać po niej, że jest grzeczną dziewczynką.- mówi Alice zajmując miejsce na krześle.
-Tak, ale potrafi pokazać pazurki. Jest zaborcza.- tłumaczy piłkarz.
-Chce mieć tatę na wyłączność.- potwierdza Natalie.
-Małe dzieci tak już mają. Proszę się cieszyć tymi chwilami, bo ani się pan obejrzy, a nie będzie już chciała, by odwożono ją do szkoły. Pokazywanie z rodzicem będzie obciachem. Przez każdy etap trzeba przejść i potrzeba dużo cierpliwości.- mówi.
Rozmawiają. Alice od pierwszego momentu przypada obydwojgu do gustu. Rozmowa z nią jest rzeczowa, poza tym od razu można wyczuć, że jest doświadczonym lekarzem. Przy tym wzbudza sympatię i zaufanie osób prowadzącym z nią konwersację. Na końcu pada jeszcze jedno pytanie. Wypowiada je piłkarz:
-Dlaczego chce pani współpracować z moją fundacją?- pyta po prostu.
-Dlaczego? Mam tylko jeden powód.- mówi kobieta spoglądając na niego.- Chcę spłacić dług. Choć nie wiem czy zdołam, chyba braknie mi życia. Dług wobec Boga… - przerywa. Widzi zaskoczenie malujące się na twarzach kobiety i mężczyzny, ale słuchają skupieni, dlatego kontynuuje.- Widzi pan… w moim życiu wydarzył się cud. Nie chcę wgłębiać się w szczegóły, na to może kiedyś przyjdzie czas, ale chcę w jakiś sposób dać coś z siebie innym ludziom, chcę pomóc. Wierzę mocno, że tu będę potrzebna.- kończy.
Dwoje ludzi siedzących naprzeciwko niej milczy zapewne zastanawiając się nad tym, co przed chwilą powiedziała. Dopiero po chwili piłkarz odzywa się:
-Usłyszałem dzisiaj naprawdę dużo.- zaczyna.-  Może byli tu wartościowi ludzie, ale słowa niektórych z nich zupełnie  do mnie nie trafiały. Nie wiem właściwie czym się kierowali przychodząc tutaj.- mówi.- Ale pani…- patrzy na nią.- Słuchając pani słów, przypomniała mi się rozmowa z moją żoną. Jednego dnia wróciła do domu bardzo poruszona pewnym spotkaniem. Wtedy po raz pierwszy rozmawialiśmy na temat przeszczepów, po raz pierwszy powiedziała mi, że przyszedł jej do głowy pewien pomysł, że chciałaby, jak urodzi, założyć fundację. Wypowiedziała wtedy zdania podobne do tych, które padły z pani ust, że skoro mamy możliwości, powinniśmy to wykorzystać, dać coś z siebie innym, bo nie wszyscy mogą być szczęśliwi tak jak my. Że mamy dług u Boga, bo daje nam tak wiele i musimy starać się go spłacić. Stwierdziła, że dobro powraca… zawsze tak mówiła.- mówi.- W moim życiu też zdarzył się cud. Była nim ona, jest Julie… Prawda jest taka, że teoretycznie powinna zginąć w tym wypadku, a jednak żyje...- kobieta słucha dokładnie co mówi piłkarz, obserwuje go, widzi z jaką miłością wspomina swoją żonę, mówi o swojej córce. Widzi też ból czający się w jego oczach, mknący po jego twarzy kiedy mówi o swojej zmarłej żonie. Nie zna go wcale, ma z nim styczność od kilkunastu minut, a już wie, że jest dobrym człowiekiem. I czuje, że jest we właściwym miejscu. 
-Bardzo się cieszę, że będziemy mogli współpracować.- mówi Mario.
-Ja również. 
***
Teoretycznie jest na spotkaniu, ale prawda jest taka, że jedynie fizycznie. Jego myśli bowiem są w zupełnie innym miejscu. Nie może się skupić na omawianej strategii działania fundacji. Zna ją na pamięć, sam ją współtworzył, powinien włączyć się do rozmowy, ale on milczy. Chyba wszyscy to zauważają, nikt jednak nic nie mówi. Kiedy spotkanie się kończy, on rozmawia jeszcze z Natalie. Po chwili ona wychodzi. W pomieszczeniu zostaje jeszcze Alice, która powoli się zbiera. W momencie, gdy widzi jak piłkarz siada na krzesło i znów się zawiesza podchodzi do niego:
-Może masz ochotę na kawę?- pyta.- I rozmowę…- dodaje delikatnie. Spogląda na nią. Bez zastanowienia kiwa potakująco głową. Siedzibę fundacji opuszczają 5 minut później. Idą do pobliskiej kawiarni, zamawiają ciasto i kawę, po czym Mario dzwoni do przyjaciół:
-Marco jak Julie? – pyta.
-Dobrze. Jest cała i zdrowa, jest grzeczna. Właśnie wypluła na mnie trochę zupy brokułowej…- słyszy jak przyjaciel się śmieje.- Złośnica jedna.
-A może zostać chwilę dłużej?- pyta.
-Jasne. - zgadza się bez wahania.-Coś się stało?- pyta.
-Jest w porządku, po prostu... Wyszedłem na kawę z Alice. Nat już pojechała do domu więc proszę zajmujcie się jeszcze chwilę moim skarbem dobrze?
-Nie śpiesz się.- słyszy w odpowiedzi.
-Dziękuję.
Odkłada telefon na bok. Zauważa, że Alice przygląda mu się.
-Masz wspaniałych przyjaciół.- zauważa.
-Najlepszych. - przyznaje.- Gdyby nie oni nie poradziłbym sobie z tym co się wydarzyło.- mówi szczerze.- Moja córka właśnie wypluła zupę brokułową na Marco, a kiedy zapytałem czy może jeszcze chwilę się nią zająć odpowiedział, bym się nie śpieszył. W sumie to ma na głowie trójkę dzieci- swoich dwoje i moją córkę. I nie musiałby się nią zajmować. Wrócił padnięty z treningu i zaproponował, że zajmie się Jull, gdy my będziemy na spotkaniu. Niańczą nie tylko moją córkę, ale również mnie już  kilka miesięcy.-  wyznaje patrząc na nią.
-Taka właśnie jest przyjaźń Mario. Ta prawdziwa. W trudnych sytuacjach zostają tylko osoby, które cię kochają, dla których jesteś ważny. - mówi.-Opowiedz mi o Waszej przyjaźni. Znacie się z Marco jeszcze z czasów Twojej gry w BvB prawda?- pyta.
-Wcześniej. Mieliśmy jednego agenta. Kiedy Marco wrócił do Borussi zaprzyjaźniliśmy się jeszcze bardziej. Staliśmy się sobie bardzo bliscy, jak bracia. Każdy potrzebuje kogoś, komu może się wygadać, powiedzieć dosłownie wszystko, doradzić. Rodzice to rodzice, a przyjaciel to przyjaciel. Ja miałem Marco. Oczywiście byli i są też inni znajomi, ale prawda jest taka, że niektórzy o pewnych sprawach nie mają pojęcia do dziś. O wielu rzeczach zwyczajnie bym im nie powiedział.- tłumaczy.- Kiedy zdecydowałem się odejść z klubu i powiedziałem mu o tym, wyglądał tak, jakby dostał w twarz.- wspomina.- W życiu nie zapomnę jego miny, a potem łez. Nie chciał ze mną rozmawiać. Kazał mi się nie odzywać. Wyjść. To był szok. Rozumiem to jak mógł się poczuć. Nie wyszedłem. Siedziałem z nim, ale się nie odzywałem. Nie powiedział ani jednego słowa. Dopiero następnego dnia rano się do mnie odezwał. Oczywiście powiedział co czuje, ale dodał też, że skoro marzę o grze pod wodzą Guardioli to on może jedynie życzyć mi szczęścia, to moja decyzja. Ja się bałem, że to coś zmieni w naszych relacjach. Powiedziałem mu o tym. Wiesz co mi odpowiedział?- patrzy na nią.
-Co?
-Że zmieni się odległość, nie będzie mógł być zawsze, kiedy będę potrzebował i odwrotnie, ale poza tym z jego strony nic się nie zmieni. Powiedział też, że ma do mnie żal, że nie powiedziałem na początku rozmów, ale też mnie rozumie, bo nie wie jak by funkcjonował z tą świadomością na boisku. Po raz kolejny dotarło do mnie, iż przyjaźń jest ponad wszystko. Nic się nie zmieniło jak wyjechałem.- przyznaje.
-Potem to Ty mogłeś odpłacić się Marco- po odwołanym ślubie.- zauważa psycholog.
-Tak, choć  trudnych sytuacji było wiele zarówno u niego, jak i u nas.. Straciliśmy z Ann dziecko.- wyznaje.- Był pierwszą osobą, do której zadzwoniłem. Z kliniki.  Przyjechał. Ann go uwielbiała. Polubiła też Natalie.- wspomina o swojej żonie.
-Opowiesz mi o Ann?- pyta delikatnie.
Mario nie od razu zaczyna mówić. To trudny temat.
-Jeśli nie chcesz to w porządku.- zapewnia go  nie chcąc zmuszać go do niczego.
-Alice ja chyba tego potrzebuję. - przyznaje szatyn.- Marco już dawna namawiał mnie na rozmowę z psychologiem, ale odmawiałem. Nie byłem gotowy. To im mówiłem wszystko. I pomogło. Jednak są czasem dni ,kiedy czuję się totalnie przytłoczony. Chyba potrzebuję pomocy fachowca. Nie ukrywam, że wzbudziłaś moje zaufanie.- patrzy na nią.-  Właściwie od samego początku.
-Bardzo się cieszę.- uśmiecha się kobieta.- Możemy się umówić w gabinecie jeśli zechcesz. Tam będziesz miał maksimum prywatności.- dodaje.
-Myślę, że to dobry pomysł.- zgadza się szatyn.- Dziękuję.
-Jeszcze nic nie zrobiłam.- zauważa Alice.
-Zrobiłaś już całkiem sporo...
***
Wchodzi do domu przyjaciół. W salonie słychać śmiechy dzieci Marco, a także głos Natalie, która coś opowiada. Kiedy zjawia się w pokoju, Oli i Cassie od razu podbiegają do niego:
-Wujek.- krzyczą.
-Cześć szkraby.- uśmiecha się do nich i kuca.- Co tam mamusia wam tak opowiada? Jakąś straszną historię?- pyta.
-Nie. Bajkę.- mówią zgodnie.
-A gdzie Julie?- patrzy na Nat.
-Marco ją nosił. Była śpiąca. Zajrzyj do naszej sypialni.- stwierdza malarka.
-Oki.- idzie schodami na górę. Cicho wchodzi do sypialni Reusów. Widok jaki tam zastaje nie zaskakuje go. Na łóżku śpi jego córeczka,  a obok niej Marco. Na ustach Mario pojawia się uśmiech. Wyciąga telefon, po czym robi im zdjęcie. Po 5 minutach schodzi na dół. Podchodzi do Nat, siada obok, po czym pokazuje jej zdjęcie:
-Słodki widok.- stwierdza Nat.
-Nom…- przyznaje szatyn.- Skoro Marco śpi to może pomogę ci z dzieciakami co?- proponuje.- On chyba był padnięty po treningu więc… poza tym chciałbym się odwdzięczyć…- dodaje.
-Oki. Zrobisz tosty, a ja pójdę je wykąpać. Potem zjemy kolację i zostaniesz u nas na noc. Szkoda, by Jull się obudziła.- słyszy z ust przyjaciółki.
-Ciągle Wam siedzę na głowie.- zauważa.- Mam wyrzuty sumienia.- stwierdza.
-Mario nie mów głupot.- karci go malarka.- Idź do kuchni, zrób te swoje pyszne tosty, które nasze dzieci uwielbiają, a potem pogadamy o siedzeniu nam na głowie oki?- dziewczyna uśmiecha się do niego.
-Zgoda.
20 minut później brunetka zjawia się w kuchni ze swoimi pociechami. Na stole stoją kubki z herbatą, na talerzach leżą jeszcze ciepłe tosty, a następne Mario przygotowuje.
-Wujek zrobił tosty- mniam.- woła Oliver.
Na twarzy Gotze pojawia się uśmiech.
-Smacznego.- mówi.
Jedzą kolację. W kuchni zjawia się Marco. Uśmiecha się na widok osób siedzących przy stole i pałaszujących kolację. Siada obok żony. Mario ma towarzystwo ponieważ ich dzieci siedzą po obydwu jego stronach.
-Załapałem się na pyszną kolację.- mówi- Zasnąłem z Jull.- patrzy na przyjaciela.
-Wiem. Zrobiłem Wam nawet fotkę.- patrzy na niego.- Mogę zostać na noc?- pyta przyjaciela.
-Co za pytanie... To chyba logiczne, że nie będziesz teraz ubierał Jull.- stwierdza blondyn odgryzając kawałek tosta.
-Poczytasz nam bajkę?- zwraca się do niego Oli.
-Jasne, że tak Oli. Z wielką przyjemnością.- odpowiada szatyn.
***
Natalie stoi na tarasie i wpatruje się w gwieździste niebo. Czuje jak czyjeś dłonie obejmują ją w pasie. Czuje czyjś oddech na swojej szyi. Potem delikatny pocałunek na ramieniu:
-Kocham Cię najmocniej na świecie…
-Ja ciebie też Marco.- odpowiada.
Piłkarz staje obok niej. Żona spogląda na niego. On zbliża się do niej, obejmuje ją po czym całuje. Natalie oddaje pocałunki. Uwielbia jego usta, dotyk, zapach, kocha w nim wszystko. Choć niewątpliwie ostatnio mają mniej czasu dla siebie, ich uczucie nadal jest takie samo, nie traci na sile. Nadal uwielbiają skradać sobie pocałunki, chodzić za ręce, obejmować, okazywać sobie czułość choćby chwilowym dotknięciem dłoni.
-Przepraszam.- mówi Mario, który wszedł na taras.- Już mnie nie ma.- dodaje, po czym odwraca się i kieruje swoje kroki w stronę salonu. Marco jednak zatrzymuje go.
-Hej. Wracaj!- mówi Marco.
-Przeszkodziłem Wam. Nie wiedziałem… Sorry.- tłumaczy się.
-Mario wracaj do cholery.- powtarza blondyn.
Wraca. Staje obok nich. Opiera się dłońmi o barierkę i patrzy w ciemność. Natalie rozkłada materace na krzesełka.
-Co się dzieje? Przecież nic się nie stało.
-Macie mało czasu dla siebie, a ja wam jeszcze przeszkadzam…
-Bzdury mówisz. Co cię dziś ugryzło? Przejmujesz się błahostkami. Przecież tylko pocałowałem moją żonę, często tak robię… mamy czas dla siebie i w niczym nam nie przeszkodziłeś. Masz gorszy dzień tak?- pyta przyjaciel.
-Tak.- przyznaje.- Gadałem z Alice. Umówiłem się z nią w jej gabinecie.- przyznaje.
-Ale co się dzieje?- patrzy na niego przyjaciel.- Przecież lepiej się czułeś?- zauważa. - A wizyt u psychologów bałeś się jak ognia, odrzucałeś każdą moją prośbę, byś poszedł...
-Tak, ale znów jest gorzej. Nie mogę spać.- przyznaje.- A Alice wzbudza moje zaufanie.- przyznaje.- Spróbuję, bo miałeś rację... Potrzebuję momentami pomocy, a psychologowie mają swoje sposoby, może jeden z nich mi pomoże...- mów.- Moja córka mnie potrzebuje, nie sfrustrowanego i wiecznie zmęczonego ojca...- przyznaje.
-Cieszę się, że się zdecydowałeś.- mówi jedynie Marco.- to dobry krok.
Siadają przy stoliku. Natalie przynosi trzy małe butelki piwa. Siedzą i rozmawiają. Mario dużo mówi,  a oni obydwoje słuchają. On tego potrzebuje, a oni chcą mu pomóc. Około 24 idą się położyć. Mario bierze swoją córkę do sypialni dla gości. Jeszcze nie śpi kiedy blondyn zjawia się w pokoju. Siada na jego łóżku:
-Mario miałem z Tobą pogadać jak uznam, że to dobry czas. Może środek nocy nie jest zbyt dobrym czasem, ale muszę to zrobić. Myślę, że wiem co  jeszcze mogłoby ci pomóc.- mówi.
-Co?- Mario patrzy na niego z zainteresowaniem.
-Wróć do piłki.- mówi.
-Przecież zerwałem umowę z klubem. Nie mogę wrócić. Spaliłem za sobą mosty. Poza tym po takiej przerwie nikt mnie nie zechce.- stwierdza.- Nie byłem w stanie wrócić kiedy dano mi ostatnią szansę.
-Wiem. Ja nie mówię o Monachium. Ja mówię o Dortmundzie. Wróć do BvB.- patrzy na niego, a on jest zaskoczony. Bardzo zaskoczony i przez moment myśli, że Marco chce rzucić go na pożarcie lwom. Jak to zdrajca, jak go nazwali kibice, miałby wrócić do Dortmudnu? Marco chyba oszalał.
***
Jestem z następnym i mam nadzieję, że podoba Wam się, tym bardziej, że jest tu więcej Waszych ulubieńców, a więc Natalie i Marco.
Nie muszę chyba dodawać, że liczę na komentarze?
***

10 komentarzy:

  1. Nie mam już co pisać.. piszesz genialnego bloga! :) Zastanawia mnie ta Alice.. :) Czekam na następny! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. jejku *.*! przepraszam, że tak późno, ale przerwano mi podczas czytania :o genialne! cieszę się, że Mario wraca do siebie, że umówił się z psychologiem :) to takie piękne, że walczy dla Julie i, że zajmuje się sprawą tej fundacji dla Ann, polubiłam już Alice :D to na 100% ta dziewczyna od przeszczepu, wiedziałam, że pojawi się w życiu Goetze ;) jestem ciekawa decyzji Mario, czy wróci do BVB, mnie propozycja Marco również zaskoczyła :o pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskoczę Cię jeśli napiszę, iż Alice to nie ta dziewczyna, która miała przeszczep? Pozdrawiam ;-)

      Usuń
  3. Cudowny <3
    Fajnie, że Mario robi postępy i dobrze, że zdecydował się na rozmowę z psychologiem
    Mam nadzieję, że wróci do gry w BvB

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi się wydaje, że ta Alice to mama tej dziewczyny od przeszczepu
    Super by było jakby Mario wrócił do bvb. Przecież nie musi id razu grać mecze, wystarczy jak wróci do treningów. Jestem pewna, że w jakimś stopni pomoże mu to odbudować się
    Fajnie, że pomysł z fundacją rusza i to miłe ze strony dziewczyn, że pomagają Mario przy niej.
    Słodkie są sceny jak np. ta, w której Marco zajmuje się Julie
    Pisz więcej takich scen np. Mario zajmujący się Julie, Olim i Cassie albo na odwrót – Marco zajmujący się ta trójką. Jest to strasznie urocze. *_*
    Masz rację przyjemnie było przeczytać, co u Marco i Natalie oraz że z Mario jest trochę lepiej
    Pozdrawiam i życzę duuuuuuużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział :) Cieszę się że już nie jest tak smutno :) Oby więcej takich rozdziałów :) Pozdrawiam Oliwia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z delikatnym poślizgiem, ale jestem. No i co mogę napisać? Nic dodać, nic ująć, fantastyczny rozdział.:) Mario wychodzi na prostą i to bardzo cieszy. Hmm propozycja Marco odnośnie powrotu do BVB ciekawa i teraz wszystko zależy od Mario. I oczywiście bardzo przyjemnie się czytało o tym co słychać u Marco i Nat bo sa wspaniali a ich miłość piękna i nierozerwalna.
    PS Naprawdę Alice to nie ta dziewczyna? no to zaskoczyłas mnie.:) Czekam więc na ciąg dalszy
    Pozdrawiam serdecznie Daria :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo się cieszę że Mario otwiera tą fundacje razem z przyjaciółmi:) To już wielki krok do przodu... Alicja wydaję się być bardzo fajna i zaufana i mam nadzieję ,że dobrze mi się wydaje :) Pozdrawiam i czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wybacz, że nie komentowałam Twoich poprzednich rozdziałów, ale nie miałam kompletnie czasu :(
    Jednak cały czas byłam z Tobą i z tym opowiadaniem :)
    Ta historia jest wspaniała i nie raz popłakałam się, a raczej nie robię tego często :)
    Ukazujesz jak wspaniała jest przyjaźń i dodatkowo jak ciężko jest, gdy straci się kogoś bliskiego. Mario stracił osobę, którą kochał nad życie. Wiele razy czytając rozdziały, zastanawiałam się nad tym, jak ja bym się zachowała. To opowiadanie, które stworzyłaś, jest dla mnie też szczególnie bliskie, bo sama znałam osobę, która umarła podobnie do Ann.
    Dorze, że z mario jest już coraz lepiej. Jest lepiej, bo ma dla kogo walczyć i żyć. Działanie w fundacji da mu dodatkowego kopa, który przełoży się pomyślnie na jego życie.
    A powrót do BVB. Jak najbardziej na tak. Dortmund zawsze był jego miastem i będzie. To tu powinien być, a nie gdzieś na Bawarii. Uważam, że kibice przyjmą go z powrotem :))
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ja się cieszę,że takie postępy Mario robi;3Małe,ale są;) Ciekawa postać ta nowa kobieta.Mam już taką jedną opcję kim ona może być,ale zobaczymy czy mam rację.Rozdział cudeńko.Mario jest wspaniałym tatą i z czasem na pewno będzie coraz lepszym.Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń