poniedziałek, 29 czerwca 2015

10. Spojrzenia...

-Dzień dobry, pora wstać.- mówi blondyn dość głośno wchodząc do sypialni swojego przyjaciela w niedzielny poranek. Mario wyrwany ze snu podnosi głowę, po czym przeciera oczy. Jest zaskoczony wizytą Marco. Nie umawiali się, nie wie co się dzieje. - Masz 10 minut.- z ust skrzydłowego BvB padają kolejne niezrozumiałe przez niego słowa.
-10 minut na co?- pyta, jego głos jest ochrypły i niższy niż normalnie.
-Idziemy biegać.- oznajmia Marco, a na twarzy szatyna maluje się zaskoczenie.- No co?
Mario spogląda na zegarek stojący na szafce przy łóżku i widzi, iż jest 6:30 rano. 
-To się nie dzieje...- wzdycha.- Stary, jest 6:30, jest niedziela, masz wolne, powinieneś teraz leżeć w łóżku obok swojej żony...
-Robiłem to całą noc, poza tym moja żona już nie leży w łóżku, a zajmuje się naszymi rozbrykanymi dziećmi. Właśnie w tej chwili zapewne biegają po całej pracowni Natalie, gdzie na podłodze są położone olbrzymie kartony, moczą swoje stopy i dłonie w farbach i robią ślady stóp, odbijają dłonie i świetnie się bawią... Ja jestem tutaj i mam zamiar iść pobiegać z najlepszym przyjacielem...
-Powinieneś być z nimi.
-Spędzę z nimi cały dzień, dla ciebie mam dwie godziny, które zaprzepaścimy jeśli nie ruszysz się z łóżka.- patrzy na przyjaciela.- Masz 7 minut. Jeśli za 7 minut nie zejdziesz na dół gotowy do biegania, to wyciągnę cię stąd siłą w tym, co aktualnie masz na sobie. Czekam na dole.- mówi blondyn po czym wychodzi. 
5 Minut później szatyn schodzi na dół gdzie zastaje swoją mamę, tatę oraz Marco siedzących w salonie. Mała Julie siedzi w swoim krzesełku i gryzie gryzaczka.
-Dzień dobry. 
-Widzę, że jednak nie masz ochoty biegać w bokserkach, Mario.- kwituje skrzydłowy BvB.
-Nie mam, wiem, że jesteś zdolny do tego, by spełnić swoje groźby.- mówi Mario po czym podchodzi do krzesełka swojej córki, nachyla się i całuje ją w policzek i czółko.- Cześć księżniczko.- zwraca się do niej czule, a mała wyciąga do niego rączki. Nie może nie wziąć jej w raniona, nie ważne, że Marco czeka. Ona jest najważniejsza. Kilka sekund później przytula swoją córeczkę do siebie.- Mój maleńki okruszku, tata kocha cię najbardziej na świecie wiesz?- patrzy na nią, a ona się uśmiecha dotykając dłonią jego policzka.- Zostaniesz z babcią i dziadkiem, bo twój szalony wujek wymyślił sobie, że zamęczy mnie w niedzielny poranek wiesz?- mówi do niej. Dziewczynka łapie go za włosy.- O nie, nie... Tatuś nie lubi jak ciągniesz mnie za włosy.- zabiara jej maleńką rączkę, po czym znów ją całuje w pulchne policzki i oddaje mamie.- Powinienem się nią zająć, a nie po raz kolejny wyręczać się wami...- ma wyrzuty sumienia.
-Zajmujemy się nią z przyjemnością kochanie. Marco ma rację, powinieneś więcej biegać, ćwiczyć, powoli odbudowywać formę...
-Widzę, że ich już też przekonałeś...
-Nie musiałem.- stwierdza Marco.
Wychodzą. I to nie tak, że Mario całkiem stracił formę, ale biegnąc z przyjacielem dochodzi do niego jak dużo będzie musiał pracować, by choć w jakimś stopniu mu dorównać. Niestety tygodnie żałoby, bezczynności, rozpaczy, bez wysiłku fizycznego, do którego wcześniej był przyzwyczajony, spowodowały, iż z jego wydolnością fizyczną jest źle. Czuje to biegnąc, czuje gdy w końcu się zatrzymują, czuje gdy się rozciągają, a potem po drodze do domu. I choć nie mówi tego, to Marco zauważa, jak bardzo Mario jest zmęczony. On też nie porusza tego tematu. Nie ma zamiar mówić, a działać. I to własnie zrobi... Doprowadzi znów Mario do BvB.
***
-Mamo nie możesz zrezygnować z pracy.- protestuje szatyn.- Ja wiem, że Julie jest najważniejsza, ale ty jesteś dla mnie równie ważna. Wiem jak lubisz swoją pracę i nie pozwolę ci zrezygnować, choć twoje pobudki są szlachetne, chcesz zając się wnuczką. Nie mogę ci jednak na to pozwolić.- mówi stanowczo.
-Mario ona potrzebuje opieki, jest malutka, a ty musisz więcej trenować, by dojść do formy, aby władze klubu zechciały cię znów w swoich szeregach. Nie możesz zaprzepaścić szansy.
-Wiem, ale na razie to wszystko da się pogodzić. Przecież nie pracujesz całymi dniami, a ja nie muszę trenować z pierwszą drużyną, mogę jeździć na treningi rezerw, w zależności, które będą mi pasowały. 
-Kochanie na razie może tak by było, ale później będzie ciężko się tak zgrać, byśmy się wymieniali...
-Będziemy zastanawiać się później... Nie pozwolę ci zrezygnować z pracy. Po prostu nie zgadzam się.- protestuje. Dyskutują jeszcze długo, a na tę rozmowę trafiają Natalie i Marco. Tym razem są bez dzieci, gdyż ich pociechy spędzają czas ze swoimi dziadkami.
-Cześć.- witają się.
-Cześć, cieszymy się, że jesteście.- Mówi Liliana.- Usiądźcie, a ja zrobię herbatę.- proponuje, a oni chętnie przystają na tę propozycję. Zanim rodzicielka Mario wraca, małżeństwo zna już powód tej zaciętej dyskusji, na którą trafili. Gdy mama szatyna zajmuje miejsce na kanapie temat wraca. Po chwili Natalie się odzywa:
-Myślę, że rozwiązaniem byłoby zatrudnienie opiekunki dla Julie.- proponuje, ale nie widzi entuzjazmu ani na twarzy Mario, ani tym bardziej na twarzy jego mamy.- Zanim powiecie, że nie, pozwólcie, że coś jeszcze powiem. Ewa zna fajną dziewczynę, to studentka, bardzo miła, ciepła osoba, uwielbiająca dzieci i mająca z nimi dobry kontakt, studiująca zresztą na kierunku pedagogicznym, która przychodziła do nich kiedy potrzebowali. Ona sobie dorabiała, a oni nie musieli wszędzie zabierać Sary, bo wtedy była tylko Sara. - mówi Natalie.- Nie chodzi o to, że Julie musiałaby zostawać z nią na długo, jeśli nie będzie takiej potrzeby, ale kiedy byłaby potrzeba to byłoby dobre rozwiązanie...
***
Spogląda na zegarek i już wie, że się spóźni, a nienawidzi tego robić. Niestety stracił poczucie czasu gdy biegał więc choć za 20 minut powinien być w gabinecie Alicji, on dopiero jest w drodze do domu. Biegnie dość szybko, jest cały spocony, więc musi jeszcze iść szybko pod prysznic, a potem ubrać się jeszcze i dojechać na miejsce, co o tej porze nie będzie łatwe w krótkim czasie. Postanawia zadzwonić do niej i przesunąć sesję, o ile jest taka możliwość. Wybiera jej numer. W momencie gdy słyszy jej głos mówi:
-Dzień dobry, z tej strony Mario.
-Cześć Mario.- odpowiada kobieta, po czym dodaje.-Mario co się stało, masz dziwny głos?- pyta.
-Bo biegnę.- pada odpowiedź.- Przepraszam, spóźnię się, może moglibyśmy przełożyć, szkoda byś na mnie czekała... 
-O której mógłbyś być?- pada pytanie.
-Cóż... Myślę, że za pół godziny najwcześniej. Przepraszam, za zamieszanie, to po prostu roztargnienie...
-Przesunę jedną sesję, mam pacjentkę, która mieszka niedaleko, myślę, że przyjdzie na  twoją godzinę, a ty mógłbyś spokojnie przyjść na jej.
-Dzięki. 
-Nie ma za co. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
***
Dziewczyna spogląda na swoją mamę, która rozłącza się, po czym bierze notes, szuka zapewne jakiegoś numeru, wybiera go, po czym chwilkę rozmawia ze swoją pacjentką. W końcu rozłącza się, po czym odkłada telefon na stolik.
-Przepraszam, ale musiałam zamienić sesje, bo Mario nie zdąży.- wytłumaczyła.
-Przychodzi do ciebie?- pyta blondynka.
-Tak.- potwierdza.- Mówiłam ci, że kiedyś byliśmy na kawie i rozmawialiśmy. Zaproponowałam mu przyjście, a on się zgodził.  Chciałabym mu pomóc...
-Pomożesz... Jak wszystkim, którzy do ciebie przychodzą. Masz powołanie...
-Miło słyszeć tak miłe słowa z ust własnej córki.- uśmiecha się Alice.
-To szczera prawda.- blondynka wstaje.- Uciekam. Jak będę wracać, to zajrzę tutaj. 
-Zajrzyj.
***
Kiedy ktoś powiedział, że szkoda planować, bo z planów przeważnie niewiele wychodzi, miał świętą rację. Gdy Mario w końcu jest w domu okazuje się, iż jego mama musi w pilnej sprawie zjawić się w pracy, jego taty nie ma, więc nie ma z kim zostawić Julie, by pojechać na spotkanie z Alice. Nie wie co ma zrobić, wstyd mu dzwonić i odwoływać sesję, gdyż kilkanaście minut temu kobieta poszła mu na rękę i przestawiła sesje tak, by mógł zdążyć bez problemu. 
-Mario przepraszam, ale tak nagle zadzwonili.- tłumaczy się jego mama spoglądając jak on ściąga buty.
-Nic się nie stało mamo, poradzę sobie.- zapewnia ją.- Zostań z nią jeszcze dosłownie 5 minut, bym zdążył wejść pod prysznic i szybko się umyć.- prosi.
-Oczywiście kochanie.
Jakieś 6 minut później piłkarz zjawia się w sypialni, z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. W środku jest jego mama z jego córką.
-Już jestem, możesz jechać. Dziękuję mamo.
-Poradzisz sobie?
-Tak, zabiorę ją po prostu ze sobą.- mówi.
-Nie masz wyjścia, nie chcę byś odwoływał.- mówi mu mama.- Nom, chyba, że Natalie i Marco...
-Nie chcę zawracać im głowy, Marco miał być dłużej w klubie, bo miał mieć fizjoterapię, a Natalie z tego co wiem, to miała mieć wizytę u ortopedy z Cassie.  Zabiorę Jull ze sobą.
-W porządku. Pa kochanie.
-Pa.
***
Żegna się z przyjaciółmi po czym kieruje się do wyjścia z kawiarni. Spędziła bardzo miłą godzinę. Śmiała się momentami tak, iż bolała ją buzia. Przez czas, w którym nie mogła się z nimi spotykać z powodu choroby, tęskniła za takimi chwilami. Choć oni często bywali u niej, to nie było jednak to samo. Ograniczało ją łóżko, kabelki biegnące od jej ciała do monitorów, brakowało swobody. Wtedy momentami traciła nadzieję, iż kiedyś jeszcze będzie mogła tak po prostu wyjść gdzieś z nimi, napić się spokojnie kawy w kawiarni, czy zjeść ciasto i po prostu porozmawiać gdzieś poza szpitalnym pokojem. Teraz może i korzysta z tych możliwości. Wtedy myślała, że braknie jej czasu, teraz ma czas. Nie wie ile go ma, jednak stara się wykorzystać każdą minutę. Spacerkiem kieruje się w stronę dobrze znanej jej kamienicy. 10 minut później wchodzi do środka. W recepcji jest Sonia:
-Już po spotkaniu?- pyta uśmiechając się do blond włosej dziewczyny.
-Tak, musieli iść na pociąg. - tłumaczy.- Mama jest u siebie?
-Tak, ma sesję z Daniele. Powinny zaraz skończyć.
-Ile minut do następnej?
-Pół godziny.
-To poczekam.
Rozmawia z Sonią kiedy Alice wychodzi z gabinetu w towarzystwie drobnej szatynki. Obydwie mają na twarzach uśmiechy, żegnają się i dziewczyna wychodzi.
-Wejdziesz na moment?- pyta Alice swoją córkę.
-Tak, z tego co mówiła Sonia, następny pacjent zaczyna za pół godziny.
-Za 25 minut, chodź napijemy się herbaty.
-Chętnie.
***
Droga zajmuje mu około 10 minut. Parkuje pod budynkiem. Potem wysiada z samochodu, okrąża go, by otworzyć drzwi od pasażera. Jego córka zawzięcie ślini gryzaczek, ściskając go mocno w małych rączkach. Ma zamiar wypiąć cały fotelik, jednak Julie ma inne plany. Kiedy jej wzrok zatrzymuje się na nim puszcza gryzaczek, wyciąga w jego stronę rączki, po czym zaczyna marudzić. Tak właśnie jego córka demonstruje mu, iż chce znaleźć się w jego ramionach, a tym samym ma dość siedzenia w foteliku. Nie potrafi jej odmawiać, choć może niejednokrotnie powinien. Bierze ją więc na ręce, na ramię wiesza torbę, w której są najpotrzebniejsze rzeczy typu: pieluszki, chusteczki nawilżające, puder, mleko dla niemowląt, butelka. Gdy tylko zamyka samochód kieruje się do budynku. W środku jest 15 minut przed czasem:
-Dzień dobry.- wita go dziewczyna siedząca za ladą rejestracji.
-Dzień dobry.- odpowiada.
-Proszę usiąść, Pani doktor pana poprosi.
-Dziękuję.
***
Piją herbatę i rozmawiają. Rozmawiają o różnych rzeczach, zawsze mówiły o wszystkim. Ich uwadze nie umyka pisk dochodzący zza drzwi. 
-To dziecko prawda?- pyta młodsza z pań.
-Zdecydowanie.- odpowiada starsza.- Czyżby Mario przyszedł z Julie?- zastanawia się głośno. Po tych słowach wstaje i wychodzi z gabinetu. Okazuje się, że ma rację. Na korytarzu, na jednej z kanap siedzi Mario, na kolanach trzyma swoją córeczkę, którą w tym momencie obraca na brzuszek, bawi się z nią, a ona uśmiecha się i jest tak zachwycona, że momentami wydaje piszczy z zadowolenia, nie mogąc jeszcze w żaden inny sposób, okazać jak bardzo jej się to podoba.
-Cześć Mario.- odzywa się, a oczy szatyna natychmiast odnajdują ją. 
-Dzień dobry Alice.- mówi piłkarz, po czym bierze swoją córeczkę na ręce i wstaje. Podje dłoń lekarce.- Przyjechałem z córeczką, nie miałem nikogo, z kim mogłaby zostać. Mojej mamie wypadło coś w pracy. - tłumaczy.
-W porządku. Sonia mogłaby się nią chwilkę zająć, ale musi za chwilę wyjść na pół godziny więc tym razem nic z tego.- mówi terapeutka.- Zapraszam do gabinetu.
Kilkanaście sekund później lekarka z Mario i Julie wchodzi do gabinetu. Jej córka siedzi tam gdzie siedziała jak wyszła, w fotelu, w którym podczas sesji zwykła ona siedzieć. Mario zauważa, że oprócz nich w środku jest jeszcze blond włosa  dziewczyna, a ona zauważa jego więc wstaje z fotela:
-Dzień dobry.- mówi piłkarz.
-Dzień dobry.- odpowiada dziewczyna patrząc najpierw na niego, a następnie na śliczną, małą dziewczynkę, którą ten trzyma w swoich ramionach.
-No tak... Gapa ze mnie. Mario poznaj proszę Emily, moją córkę.- mówi Alicja.- Emily przedstawiam Ci Mario. Chłopak wyciąga dłoń w jej stronę, a ona podaje mu swoją.
-Bardzo mi miło Cię poznać.- mówi szatyn.
-Mnie ciebie również.- odpowiada blondynka.
-A ta śliczna mała kobietka to jest córeczka Mario- Julie.- kontynuuje lekarka, a Emily przenosi wzrok na dziewczynkę, po czym na jej twarzy maluje się wielki uśmiech. 
-Cześć Julie.- mówi cicho dotykając rączki dziewczynki. Mała Julie przez chwilkę patrzy na nią uważnie, po czym odpowiada na uśmiech Emily własnym uśmiechem, a następnie zaciska swoją piąstkę na palcu dziewczyny. To może trwa ułamki sekund, może kilka, albo kilkanaście sekund... ale spojrzenia dziewczyny i piłkarza łączą się w tym momencie, w którym Julie trzyma palec Emilie swoją dłonią.
***
Witam.
Bardzo, ale to bardzo przepraszam za nieobecność. 
Na przeprosiny wrzucam kolejny rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodobał i nie zapomnicie skomentować. 
Pozdrawiam.
***
10 komentarzy- następny rozdział.


11 komentarzy:

  1. Rozdział jak zawsze fenomenalny czekam z wielką niecierpliwością na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow.*_*Tak coś czułam,ze to ta osoba ;)Mario robi duże postępy.;3Mam nadzieję,ze ta nowa znajomość będzie długo trwała.Pozdrawiam i życzę weny.;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Marco serio 6.30 i to w niedzielę???
    Swoją drogą to bardzo cieszę się, że Mario postanowił wrócić do piłki.
    Czyli jednak miałam rację. Alicja to mama tej dziewczyny od przeszczepu
    Wgl wow pierwsze ich spotkanie
    Bardzo się cieszę, że u Mario powoli zaczyna się układać
    Pozdrawiam się i życzę ci duuuuużo weny

    OdpowiedzUsuń
  4. dodaję komentarz dopiero dziś, bo mój telefon miał wczoraj swoje humorki ;) bardzo podoba mi się pomysł Marco tj. powrót Mario do BVB. Nie będzie łatwo, ale myślę, że warto walczyć :) Julie jest cudowna i będę to często powtarzać :D Mam nadzieję, że Alice pomoże Goetze. Podejrzewam, że Emily mogłaby być tą dziewczyną polecaną przez Ewę :D ciekawe, ciekawe... czekam na nn i lecę czytać rozdział na Twoim drugim blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wstawiaj szybko następny ;)
    Rozdział jak zawsze świetnie napisany, już nie mogę doczekać się co będzie dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogromnie cieszy mnie to, ze Mario wraca do normalności. Życie po stracie tak bliskiej osoby, jak była dla niego Ann, wiąże się z zerwaniem z przyzwyczajeniami. Wierzę, że Mario da radę i będzie walczył w szczególności dla swojej córeczki :)
    Jestem tez ciekawa, jak to będzie z wyglądać relacja piłkarza i Emily, bo wydaję mi się, że na tym jednym spotkaniu się nie skończy.
    Życzę dużo weny i udanych, ciepłych wakacji ♥
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny rozdział nie moge sie doczekac nastepnego, kasia

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział. Fajnie że u Mario coraz lepiej i zrozumiał że ma dla kogo walczyć. Ola

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny rozdział. Podoba mi się pomysł marco i mam nadzieje że pomoże Mario wrócić do BVB. Iza

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam Twojego bloga od początku ,przyznam jest pod ogromnym wrażeniem .Historia Mario jest moją ulubioną.Masz dar obrazowego pokazywania uczuć,co bardzo cenię.Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
  11. super rozdział. kiedy dodasz następny. mam nadzieje ze mario wróci do bvb. co jakis rozdział mogła byś dac cos wiecej o marco i nat. Paula

    OdpowiedzUsuń