wtorek, 13 października 2015

20.Determinacja...

-Kochanie jadę.- mówi Marco biorąc kluczyki.
-W porządku.- słyszy z ust żony, która właśnie w tym momencie wlewa soczek do kubka niekapka.
-W porządku i już?- dziwi się mężczyzna.- Żadnego kocham cię? Ani jednego buziaka?- jest zaskoczony.
-Kotku nasza córeczka chce pić, więc muszę jej natychmiast dać, bo wiesz, iż za moment będzie się go tak głośno dopominać, że będzie słychać na zewnątrz.
-Wiem, więc poczekam na buzi.- mówi blondyn. Minutę później Natalie jest już wolna, więc mąż podchodzi do niej, obejmuje ją i całuje zachłannie. Kiedy odsuwają się od siebie w końcu Marco uśmiecha się szeroko.- Teraz mogę jechać na trening...- mówi.- Zaraz, zaraz... jeszcze nie mogę.- poprawia się.
-Kocham cię, wariacie.- mówi mu jego żona.
-Właśnie, teraz już mogę jechać.- odzywa się piłkarz.- Ja też cię kocham Natalie.- wyznaje przytulając ją.- Kochałem, kocham i będę kochał. Zawsze.
-Wiem.
***
Załatwia formalności dotyczące transportu jego ojca do Dortmundu. Już dawno się o to starali z mamą, jednak lekarze wstrzymywali ten moment, ponieważ twierdzili, iż mężczyzna nie jest jeszcze w stanie, który umożliwiałby transport, bez obaw, że coś złego może się wydarzyć. W końcu jednak ten dzień nadszedł, ojciec Ricky'ego może wrócić do Dortmundu, a oni do domu. Prawdę mówiąc, po wielu dniach spędzonych poza domem, w hotelu i szpitalu, mają dość, więc z ulgą zareagowali na słowa lekarzy, którzy dali im zielone światło. Wykorzystali to. Jeszcze tego samego dnia cała czwórka wróci do Dortmundu.
***
Trening przebiega tak jak zwykle, bez nowości właściwie. Wszyscy dają z siebie maksimum, za co jak zwykle dostają pochwały od trenerów. Nie obywa się bez wygłupów i żartów, które zawsze sobie robią. Dzięki nim właśnie atmosfera nie jest sztywna. W pewnym momencie słyszą gwizdek trenera. Wiedzą co on znaczy, uprzedził ich, iż pod koniec rozegrają wewnętrzny mecz. Drużyny są zasadniczo wybrane, właściwie podzielił ich trener. W  drużynie, w której gra Marco, brakuje jednego piłkarza, jednak nikt nic nie mówi. Swen zszedł, bo bolało go kolano i stąd ta sytuacja. 
-To co gramy?- pyta Miki, ponieważ wszyscy są gotowi, jednak gwizdek trenera ciągle milczy.
-Jeszcze dwie minuty.- informuje ich Jurgen. Nie mówi nic więcej, więc po prostu czekają. 
Sytuacja wyjaśnia się chwilkę później, gdy na murawie pojawia się Mario, który co prawda trenuje w ośrodku treningowym, jednak przeważnie z zespołem rezerw.
-Coś długo cię nie było.- mówi do szatyna coach.
-Przepraszam, urwałem sznurówkę w korku.- tłumaczy z uśmiechem, więc Jurgen również uśmiecha się na te słowa.
-Aż tak przejąłeś się tym, że będziesz grał z pierwszą drużyną?- pyta.
-Cóż... Trochę tak.- przyznaje.- To teraz  dla mnie jak skok na główkę.- porównuje.
-Mylisz się.- poprawia go szkoleniowiec czarno- żółtych.- Skok na główkę przeważnie źle się kończy, a w twoim przypadku będzie inaczej. To będzie krok naprzód.- mówi z przekonaniem trener.- A teraz chcę zobaczyć czy nie zapomniałeś jak się gra. Dołącz do drużyny czerwonej.
I jeśli Jurgen zobaczył na twarzy Marco i pozostałych zawodników wielkie uśmiechy po tych słowach, to przemilczał ten fakt. Jak widać nie tylko on tęsknił za duetem Gozeus.
***
Wracają do domu. Oni jadą samochodem, tata Ricky'ego został przetransportowany drogą lotniczą. Jego mama również mogła z nim polecieć, oni już nie. Poza tym mieli samochód, więc postanowili wrócić tak jak przyjechali. Prowadzi Agnes, chciała prowadzić, ponieważ poprzedniej nocy Ricky niewiele spał, nie mógł, był jakiś niespokojny. Oponował kiedy zabrała kluczyki i powiedziała, iż nie ma mowy, by to on zasiadł za kierownicą. Twierdził, że nie jest zmęczony, ale ona wiedziała swoje. Potem wsiadł na siedzenie pasażera, już bez protestów.
-Mało się odzywasz.- zauważa blondynka zmieniając pas ruchu.- Co się dzieje, kochanie?
-Nie wiem... Nie wyspałem się i to pewnie dlatego. 
-Jesteś zmęczony więc spróbuj się zdrzemnąć.
-Nie będę spał, kiedy ty jedziesz.
-Przecież ja nie zasnę, ja w przeciwieństwie do ciebie jestem wyspana i naprawdę mogę prowadzić.
-Nie chcę spać.
-Ok, jak uważasz.
***
Choć to nie jest prawdziwy mecz, on dwoi się i troi. Chce jak najwięcej wyciągnąć z tej chwili. Przypomina sobie niektóre zagrania, które wykorzystywali razem z Marco w czasach, gdy razem grali i je wykorzystuje. Marco również je pamięta, choć nie grał z Mario sporo czasu. Pewne nawyki jednak, wypracowane zachowania się pamięta. I triki, które niejednokrotnie wykorzystywali z szatynem, kiedy grali razem, mogą z całą pewnością się do nich zaliczać. Nie skutkuje to bramkami, ale całkiem ładnymi akcjami. Roman Mitch jednak nie daje się zbyt łatwo zaskoczyć. Nie strzelenie bramki jest dla niego najważniejsze w tym momencie. Najważniejsza jest gra, to, iż jest z pierwszą drużyną, że z nimi trenuje, może z nimi zagrać, a wreszcie to, iż może stanąć u boku przyjaciela, osoby, z którą kiedyś na boisku tworzył duet nie do zatrzymania, duet który zachwycał błyskotliwymi zagraniami i akcjami nie tylko w Niemczech, ale na całym świecie. Znów może z nim grać, ramię w ramię. Znów może stanąć u boku kolegów, przyjaciół i jest jak za dawnych czasów. To chwilowe, wie, jednak czuje się w tym momencie na swoim miejscu. Pasuje tu, jak brakujący element układanki. I znów żałuje, iż kiedykolwiek zdecydował się odejść z klubu, który zajmował i nadal zajmuje szczególne miejsce w jego sercu. I po raz kolejny czuje, że chce nadal być częścią tego klubu, nie chce być kibicem na meczach, on chce być częścią Borussi. Nie wie jak tego dokona, ale jest zdeterminowany, by spróbować zawalczyć o swoje miejsce tutaj, o siebie.
I być może mężczyzna w okularach i czapce kaszkietówce na głowie, spacerujący i obserwujący zza linii bocznej boiska, w towarzystwie drugiego trenera dostrzega tę determinację zanim Mario jeszcze ją czuje... I to bez wątpienia go cieszy...
***
Agnes nadal prowadzi, a Ricky w dalszym ciągu nie śpi. W samochodzie znów panuje cisza, jednak to im nie przeszkadza. Przez dłuższą chwilę rozmawiali, a potem słuchali radia, które teraz zostało ściszone, ale nadal muzyka gra gdzieś w tle. Blondynka zauważa samochód, który jedzie tym samym pasem co oni, ale w pewnym momencie zbiera się do wyprzedzania. Oczywiście zwiększa prędkość.
-Jakiś pirat drogowy.- mówi agentka.- Przecież my jedziemy dość szybko, to ten koleś musi mieć dużo więcej na liczniku, popatrz jak szybko nas wyprzedził.- zauważa.
-Niech jedzie jak mu się śpieszy.- kwituje dziennikarz.- Dwie minuty później, kiedy wyjeżdżają zza zakrętu widzą to samo auto wbite w barierki.
-O Boże, Ricky...- mówi Agnes i automatycznie zwalnia, a potem zatrzymuje się w odległości za rozbitym samochodem.  Obydwoje wysiadają czym prędzej.
-Dzwoń od razu po pogotowie.- instruuje ją jej chłopak. Robi to. Kiedy ona rozmawia, on podchodzi do auta.  Słyszy płacz dziecka. Pierwszym co zauważa jest zakrwawiony mężczyzna, który jest nieprzytomny za kierownicą. Drugą jest kobieta, również nieprzytomna, na siedzeniu z tyłu. Po drugiej stronie wpięty jest fotelik dziecięcy i to stamtąd dochodzi płacz. Sprawdza puls na tętnicy szyjnej u mężczyzny, jest wyczuwalny, potem sięga przez rozbitą szybę do kobiety. Również czuje puls. Próbuje otworzyć drzwi, by wyciągnąć fotelik najpierw, by zabrać dziecko, jednak w tym momencie wyczuwa zapach paliwa. I już wie, iż musi się pośpieszyć, bo wyciek paliwa nigdy nie oznacza niczego dobrego, przecież wystarczy iskra, by doszło do tragedii. Szarpie drzwi, które nie chcą się otworzyć. W końcu jednak je otwiera i wypina dziecko. Nie zabiera fotelika, ponieważ pas, którym jest przypięty, zaciął się. Bierze maleństwo na ręce, bardzo ostrożnie, pamiętając, że może być poturbowane, choć z drugiej strony nic na to nie wskazuje, nie ma bowiem ani jednego zadrapania. Spod maski wydobywa się dym, a on podaje dziecko Agnes i wraca do rozbitego auta. Z pomocą innego kierowcy, który również zatrzymał się, ostrożnie wydobywają z niego kobietę. Potem wracają po mężczyznę. Dym wydobywający się spod maski jest coraz gęstszy. Spieszą się. Udaje im się również wydostać mężczyznę. Okazuje się, iż ma on dość mocno rozciętą rękę, domyślają się, ze stało się to za pomocą szkła z rozbite szyby, tamują krwawienie jak tylko mogą. Kiedy dociera straż, pogotowie i policja, we wnętrzu rozbitego samochodu nie ma już poszkodowanych. Karetki zabierają poszkodowanych, zabierają też dziecko. I kiedy zostają sami, Agnes wtula się w ramiona swojego ukochanego, bo emocje z niej wychodzą.
-Chcę już być w domu.- szepce.
-Ja też, ja też, kochanie.
***
Mecz wewnątrz- drużynowy kończy się remisem. Właściwie powinni wygrać, jednak nie wykorzystał trzech stuprocentowych okazji, więc jest na siebie wściekły. Jest mu też wstyd, gdyż dawniej takie piłki pakował prosto do bramki i zamieniał na gole. Tego dnia tak nie jest. I czuje się zrezygnowany. Ubiera się w spodnie dresowe, koszulkę i bluzę. Jest już gotowy, gdy w szatni zjawia się Marco, który akurat wyszedł spod prysznica.
-Zaczekasz na mnie, prawda?- pyta blondyn.
-Jasne.
Chłopcy zostają sami jakieś pięć minut później. W pewnym momencie jednak drzwi się otwierają, po czym do środka wchodzi Jurgen.
-Tak myślałem, że jeszcze was tu złapię.- odzywa się.- Jak za starych, dobrych czasów. Zawsze wychodziliście ostatni. - uśmiecha się.- Widać niektóre nawyki zostają z nami na stałe,- kwituje.
-Tak właśnie jest.- odzywa się Marco, a Mario milczy. Jurgen wie, iż szatyn o czymś intensywnie myśli. W końcu pada pytanie.
-Trenerze...- zwraca się najmłodszy z mężczyzn do szkoleniowca.
-Słucham...
-Co pan...
-Ej, żaden pan. Nie panuj mi tu. Od twojego odejścia nic się nie zmieniło, możesz mi mówić po imieniu.- tłumaczy.
-Co myślisz? Jak moja gra wyglądała patrząc obiektywnie z boku.
-Nie wiem czy potrafię patrzeć obiektywnie.- zauważa Jurgen.
-Powiedz mi, proszę.
-Cóż... Nie powiem, że jest dobrze, bo nie jest. Jednak powiem, że masz wielki potencjał, zawsze to mówiłem. I on ciągle tam jest, tylko musisz uzbroić się w cierpliwość. 
-Jestem cierpliwy.
-Za mało. To wszystko widać jak na dłoni. Ja wiem, ze chcesz grac, wrócić do formy. Na wszystko przyjdzie czas. 
-Myślisz, że stary Mario wróci?- dopytuje najmłodszy.
-Nie, stary Mario bez wątpienia nie wróci. tamtego Mario już nie ma, jesteś inny, dużo się zmieniło w twoim życiu. Nigdy nie będziesz już tym Mario sprzed wielu miesięcy. Wtedy byłeś młodym, zakochanym szczeniakiem, z głową pełną marzeń... Teraz jesteś dojrzalszy, myślisz inaczej. Jednak niezależnie jak dużo straciłeś ostatnio, twój talent nadal tam jest, jest w tobie. Nie straciłeś go. To widać. I ja wierzę, że niebawem znów go pokażesz. Mamy zamiar ci w tym pomóc, będziesz trenować z pierwszym zespołem.- mówi i wydaje mu się, iż w oczach Mario zauważa radość.
-Dziękuję.- odzywa się szatyn.- Tyle dla mnie robicie... Nie wiem kiedy będę w stanie się odwdzięczyć.- mówi.
-Nie musisz. Nikt niczego nie oczekuje. 
***
Niespodzianka!!!
Nie podziewaliście się, wiem. 
Miało być więcej Marco i Nat, cóż nie wyszło. W następnym się postaram, obiecuję.
Komentujcie. 

4 komentarze:

  1. Awwwww super rozdział (jak każdy na tym blogu) czekam na kolejny, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie że z Mario jest co raz lepiej :)
    Będziesz kontynuować drugiego bloga? Dawno cię tam nie było a bardzo podoba mi się tamta historia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę, ale szczerze mówiąc brak mi czasu ostatnio i już wiem, że w najbliższym czasie się to nie zmieni. Tamta historia wymaga ode mnie więcej czasu, tym bardziej, że straciłam sporą część tekstu, niestety. Takie akcje, kiedy coś tracę, strasznie mnie wkurzają i zniechęcają. Potem ciężko mi się zebrać, tym bardziej wtedy, gdy mam tak okrojony wolny czas, że praktycznie momentami go nie ma w ogóle, a jak jest to bardzo, ale to bardzo późno w nocy. Mam sporo obowiązków i późną nocą jestem najzwyczajniej w świecie zmęczona i niezdolna do wymyślenia czegoś fajnego. Obiecuję, że się postaram. Ponad to nic nie mogę obiecać. Pozdrawiam.

      Usuń