Marco próbuje rozmawiać z przyjacielem, próbuje, ale nie za bardzo mu się to udaje. Mario jest cichy, za cichy i to go niepokoi. Najpierw nie ma pojęcia co się stało, tego dowiaduje się od żony, bo Mario nie od razu mówi mu, że śniła mu się jego Ann, a właściwie wypadek. Dopiero po tym jak przyjaciel pyta go wprost zaczyna mówić. Jego słowa przerywają łzy, które obficie spływają po policzkach młodszego, a który nawet nie stara się powstrzymać przed płaczem, bo przecież nie musi, przecież łez nie należy się wstydzić, przecież dla Marco to nie nowość, przecież blondyn widział go w takim stanie wiele razy i pewnie jeszcze wiele razy zobaczy. Co robi Marco? Czy go pociesza? Co mówi? czy mówi?
Marco milczy. Marco nie mówi nic. Marco zna go dobrze i wie, że jemu w tym momencie nie są potrzebne słowa, bo przecież słowa nie uleczą jego połamanego serca, nie zlepią go w całość, nie sprawią, że będzie mniej boleć. Nie przywrócą jej życia...
Słowa otuchy słyszał już bowiem wiele razy. Wie, że przyjaciel chce dobrze, wie, że pragnie, by się podniósł, wie, że zdania, które wypowiadał setki razy, były i zawsze będą szczere, jego wiara, iż Mario da sobie z tym wszystkim radę, jest i zawsze będzie szczera i mocna, jednak w tym momencie nie potrzebuje tego wszystkiego, w tej chwili potrzebuje po prostu wylać z siebie ból i to właśnie robi, po raz kolejny załamując się przy swoim najlepszym przyjacielu, przy swoim bracie, a on po prostu przy nim jest.
***
Nie widzi Mario właściwie przez cały czas, w którym przebywa w jego domu, choć wie, iż chłopak w nim przebywa. Wie, że jest w swojej sypialni jednak drzwi do jego sypialni nie są uchylone, jak to najczęściej bywało wcześniej. Tego dnia są zamknięte. Nie pyta nikogo o to i nikt nic nie mówi. Dziewczyna jednak zauważa zatroskanie rodziców piłkarza oraz zmartwienie wymalowane na ich twarzach. I nie wie tego na pewno, ale podejrzewa, że sen, który śnił Mario tej nocy, kiedy była w jego domu ma coś wspólnego z tym co się dzieje.
***
Obserwuje Marka od rana właściwie i zauważa, po raz kolejny jak mężczyzna zerka w stronę telefonu komórkowego, który leży na szafeczce przy łóżku. Wie dlaczego tam zerka, domyśla się, iż oczekuje on na telefon od swojego kochanka. Telefon jednak milczy uparcie.
-Martwisz się.- mówi głośno, a Mark patrzy na niego.- Czekasz na jego telefon i przeklinasz w myślach, że nie wydaje z siebie sygnału przychodzącego połączenia.- zauważa.
-Daj spokój, proszę...
-Przyznaj, powiedz to głośno...- namawia go.
-Co mam przyznać?- dopytuje były partner dziennikarza.
-Kiedy tu jest najczęściej próbujesz odsunąć go od siebie, no może z wyjątkiem momentu, w którym powiedział, że jego ojciec nie żyje. Wmawiasz mu, że powinien dać sobie spokój z tobą... Ale tak naprawdę martwisz się o niego i ci na nim zależy. Bardzo zależy, Mark.- mówi patrząc na niego.- Patrzę na ciebie i to widzę. Widzę to. I mam nadzieję, że on również to widzi, kiedy patrzy na ciebie, nawet w tych momentach, w których twoje słowa tak mocno w niego uderzają.
-Umarł jego ojciec...
-To nie to... Wiem, że umarł jego ojciec, martwisz się o niego również z powodu jego straty, ale to nie to...- twierdzi dziennikarz.- Kochasz go.- mówi.- Ty go kochasz, przyznaj to. I martwisz się.
-Tak, martwię, bo obiecał się odezwać, a milczy. Nie wiesz co przeżył... Ojciec...
-Wiem.- przerywa Markowi, Ricky.- Wiem Mark, powiedział mi.- oznajmia.
-Powiedział ci?- pyta mężczyzna.
-Tak, rozmawialiśmy o tym. Myślę, że podzielił się ze mną tym, co się wydarzyło, bo wiedział od ciebie, że moi rodzice też nie zachowali się zbyt dobrze, choć w porównaniu z jego, moi wypadli całkiem nieźle... Jednak, tak jak ja, jakoś to przeżył i poradził sobie, jak widzę całkiem nieźle...
-To prawda.- przyznaje Mark.- Jesteście do siebie podobni, wiesz?- mówi, ale kiedy zauważa dziwne spojrzenie, którym obdarza go Ricky natychmiast tłumaczy.-Nie, nie jestem z nim, bo ma podobną osobowość do twojej, bo widzę w nim ciebie. Nie.- zaprzecza.- Nie ma dwóch takich samych osób. Ty jesteś wyjątkowy...
-Mark...- przerywa mu dziennikarz.
-On tez jest... Ty jesteś.- powtarza.- Zawsze byłeś i będziesz, ale ciebie straciłem...
-Nie chcę w ten sposób rozmawiać...
-Pozwól mi dokończyć, Ricky. Pozwolisz?- pyta.
-Proszę.
-Od pierwszego momentu cię kochałem. Od początku. I byłem z tobą szczęśliwy, ale z niezrozumiałych powodów, z głupoty to zniszczyłem. I musiałem się z tym pogodzić. Pogodziłem, choć to trwało chwilę. My.- wskazuje na Ricky'ego i na siebie.- My to przeszłość.- patrzy na dziennikarza.- Tak, kocham go. Masz rację, kocham.- oznajmia.- Naprawdę. I martwię się, bo ta sytuacja jest trudna, tak jak trudna była twoja. Wiem, pamiętam, co działo się po tym, jak wyjechaliśmy, wiem, że choć starałeś się nie pokazywać tego, jak bardzo to wszystko w ciebie uderzyło, starałeś się chować to gdzieś głęboko, to jednak to ciągle tam tkwiło. I byłem pewien, że prędzej czy później coś się stanie, coś, co sprawi, że nie będziesz już w stanie trzymać tego w sobie, tych wszystkich emocji, tego bólu. Z nim jest podobnie. Boję się, że to stanie się teraz, tam. I martwię się, bo mnie tam nie będzie...
Ricky milczy. Patrzy na Marka i widzi, że mężczyzna w tym momencie jest całkowicie szczery, widzi, że porzucił on maskę " zimnego, niedostępnego drania", którą zakładał, bojąc się w ciągu ostatnich dni pokazać swoje prawdziwe emocje i obawy, strach, który odczuwa po tym, co się wydarzyło. W tym momencie maska całkowicie zniknęła.
-On sobie poradzi.- mówi Ricky stanowczo.- Poradzi sobie, bo jest silniejszy niż nam się wydaje.
Mark wierzy słowom dziennikarza. Wierzy, bo przecież Ricky wie o czym mówi- sam był w podobnej sytuacji, choć z tą różnicą, że nie musiał pożegnać jednego, ze swoich rodziców.
-To jesteś ty.- dodaje Ricky.- Teraz przypominasz faceta, jesteś tym facetem, którego znałem, w którym lata temu się zakochałem. I jestem pewien, że Sebastian właśnie takiego również cię pokochał. Nie zakładaj ponownie tej maski niedostępności, obojętności, kiedy wróci. Nie ma cię tam, ale jesteś tu i on za dwa dni też tu będzie...- podpowiada mu, a Mark lekko się uśmiecha.- Ale myślę jeszcze, że nie tylko ty czekasz na to, aż telefon zadzwoni...- sugeruje. I być może, kiedy Ricky wychodzi do bufetu i zostawia mu w zasięgu ręki telefon, być może otwiera nową wiadomość tekstową, wpisuje numer Sebastiana i dwa słowa w treści tej wiadomości. I być może wciska " wyślij." I być może chłopak, który w tym momencie znajduje się setki kilometrów od niego czytając te słowa czuje ulgę i być może uśmiecha się przez łzy...
***
-Jak się czuje Mario?- pyta Natalie, kiedy przez zupełny przypadek wpadają na siebie w cukierni. Emily właściwie niewiele może jej powiedzieć, jest pewna, że Nat wie wiele więcej od niej samej, ale rozumie dlaczego pyta, przecież Emily niedawno wróciła z domu Mario.
-Nie mam pojęcia, nie widziałam się z nim.- odpowiada.- Wiem, że był w domu, ale pewnie w swojej sypialni.- tłumaczy.
-Nie zszedł na dół?
-Nie.- zaprzecza.- Jego rodzice byli bardzo milczący i zmartwieni, ale nic nie mówili, a ja nie pytałam. Nie chcę być wścibska, właściwie mogliby powiedzieć, że to nie moja sprawa...
-Nigdy by tak nie powiedzieli...
-Mogliby.- mówi Emily.- Ale powiem ci szczerze, że...- przerywa na moment.- Jak on się ma?- pyta.- Mario, o niego pytam, bo wiem, że Marco zapewne...
-Rozmawiał z nim, tak.- potwierdza Natalie.- Ma jeden z tych gorszych momentów.
-Ten sen...- Emily patrzy na nią.- On wołał ją przez sen. Swoją żonę.- tłumaczy.- Śnił mu się...
-Wypadek.- kończy Natalie.- Zresztą nie pierwszy raz, ale już było lepiej i znowu. Cieszyliśmy się, zawsze się cieszymy, jak nie ma tych snów, ale niestety one wracają.- tłumaczy brunetka.- On przeżył tragedię. To jest świeże, choć minęło kilka miesięcy. Będzie świeże jeszcze długo. Ona naprawdę była całym jego światem.
***
Dwa dni później...
Rozmawiają na temat dalszego leczenia z lekarzem. Są pewne propozycje ze strony mężczyzny w białym fartuchu, który tłumaczy wszystko i informuje o wszystkim. Mark nie chce podejmować decyzji sam, chce poczekać, chce pomyśleć, toteż po chwili lekarz opuszcza pokój.
-Myślę, że to byłoby dobre rozwiązanie, ale decyzja należy do ciebie.- mówi dziennikarz.
-Porozmawiam z Sebą...- mówi Mark.- Chcę z nim porozmawiać. Wolałbym...
-Zadecydować wspólnie, to zrozumiałe.- zgadza się dziennikarz.- Najpierw musisz mu powiedzieć, co mówił lekarz...
-Powiem, naprawdę to zrobię.- zgadza się.
-O czym mi powiesz?- pada pytanie więc zarówno Mark jak i Ricky odwracają głowy w stronę drzwi, gdzie stoi partner Marka.
-Wróciłeś... Miałeś jutro...
-Nie mogłem...- mówi Seba.- Nie chciałem tam zostać, chciałem być tutaj, z tobą.- wyznaje podchodząc do łóżka chorego. I kiedy Kilkanaście sekund później Ricky cicho otwiera drzwi, by opuścić pokój, by dać im chwilę spokoju, chwilę na rozmowę słyszy słowa, które padają z ust Sebastiana.
-Nie odpisałem na smsa, bo chciałem powiedzieć osobiście. Ja ciebie też, Mark. Ja ciebie też kocham.
Na twarzy Ricky'ego, w tym momencie pojawia się uśmiech i wie on już, że wszystko będzie dobrze.
***
Emily spogląda na małą dziewczynkę śpiącą spokojnie w łóżeczku. Julie przed momentem zasnęła podczas zabawy, więc niania położyła ją do łóżeczka uważając, by jej nie obudzić. Wykorzystując czas, kiedy dziewczynka ucina sobie drzemkę, Emily ma zamiar posprzątać zabawki porozrzucane po podłodze. Nie robi tego jednak od razu, ponieważ uwielbia poświęcić chwilę, by popatrzeć na śpiącą dziewczynkę. Nie wie w którym momencie w pokoju pojawia się ojciec małej. Zauważa jego obecność, kiedy chłopak staje obok. Emily spogląda na niego i od razu zauważa sińce pod oczami oraz bledszą niż zwykle twarz piłkarza.
-Cześć.- mówi do niej mężczyzna.
-Cześć.- dopowiada.- Jak się czujesz?- pyta.
-Pytasz o moje plecy?- pada pytanie.
-Pytam o plecy i nie tylko o nie.- odpowiada.
-Moje plecy mają się lepiej, a ja...Cóż... Rozmawiałem przed chwilą z twoją mamą...
-Złapałeś ją? Ma takie urwanie głowy, bo ma tak zapchany dzień, pacjent za pacjentem... Nawet nie miała czasu odebrać telefonu, dobijałam się do niej ponad godzinę zanim odebrała...
-Ode mnie odebrała od razu. Myślę, że moja mama z nią rozmawiała i pewnie powiedziała jej, że świruję...
-Co ty mówisz?
-Przepraszam, nie słuchaj mnie...- mówi piłkarz.
-Co się stało? Jesteś zły?
- Na ciebie nie, ale moja mama... Jestem na nią zły. Zasłużyła sobie, naprawdę.
-Co zrobiła?
-Panikuje.
-Troszczy się, martwi.
-Wiem, ale momentami ta troska, nadopiekuńczość daje odwrotny skutek. Ja naprawdę w tym momencie nie chcę słuchać jak to powinienem odpoczywać, nie przejmować się, bo przecież mam ich, bo oni mi pomogą, bo sam nie jestem w stanie zaopiekować się Jull...
-Jesteś, ale teraz, gdy cię bolało...
-Jej nie chodziło o mój stan fizyczny, bardziej o to, że nie jestem zdolny psychicznie zając się moją córką. Też tak uważasz?- spogląda na nią.- Przepraszam, pytam bez sensu. Przecież obserwujesz i widzisz... Moja mama pewnie ma rację...
-Hej.- przerywa mu.-Twoja mama się troszczy, ale ja nie uważam, że nie jesteś w stanie zając się Jull. Świetnie sobie radziłeś, radzisz i będziesz. Teraz po prostu fizycznie nie możesz, bo przecież nie możesz jej podnosić. Ale jak ci twoi fizjoterapeuci wezmą sprawy w swoje ręce i ból minie, a zastrzyki zrobią swoje, to Julie w końcu będzie tam gdzie najbardziej uwielbia być- w ramionach taty.- mówi szczerze.- Umówiłeś się z moją mamą?
-Tak, za półtorej godziny mam się z nią spotkać.
-Pojedziemy z tobą, co ty na to?
***
Witajcie :)
Wiem, że trochę mnie nie ma tutaj, ale nie ma mnie również w domu więc nie mam możliwości pisać częściej. Wybaczcie.
Jest późno, powinnam w tym momencie spać, ale postanowiłam jednak posiedzieć, skoro w końcu mogę chwilę poświecić i wrzucić kolejny rozdział, który mam nadzieję, przypadnie Wam do gustu. Oczywiście czekam na opinie w komentarzach. Pozdrawiam:)
JAK ZAWSZE WSPANIAŁY, CZEKAM NA KOLEJNY.
OdpowiedzUsuńNo nareszcie doczekałam sie kolejnego rozdziału. Jak zawsze fenomenalny. Czekam z niecierpliwością na kolejny. Mam nadzieję,że nie będziesz nam kazała tak długo na siebie czekać. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńCieszę się,że Ci się podoba. Co do kolejnego...cóż mam zamiar dziś coś napisać, ale czy uda się cały rozdział to dopiero się okaże. Zaglądajcie, może znów zaskocze, kto wie?
UsuńStrasznie mi żal Mario :/ Moim zdaniem już dużo osiągnął, dał sobie radę po wypadku i teraz też mu się uda :) Ma dla kogo walczyć, na pewno z czasem wszystko się ułoży xo Pszczółka Emma
OdpowiedzUsuń