Obserwuje Sebastiana już kilka dni. Nie pyta co się dzieje, ale to nie znaczy, że nie widzi, iż coś jest nie tak. Postanowił dać mu czas i możliwość, aby sam zadecydował czy i kiedy powiedzieć mu co się wydarzyło czy też co się dzieje. Sebastian bowiem od kilku dni nie jest sobą. Niby wszystko wróciło do normy, przynajmniej w takim stopniu w jakim mogło. Jego partner wrócił do pracy, on natomiast nie mógł, ponieważ cały czas dochodzi do siebie po tym co się stało, po wypadku. Dogadali się w końcu z Sebą, tzn. on się zmienił, uwierzył, że Sebastian jest, ponieważ chce być, nie dlatego, iż jest mu go żal i nie dlatego, że się lituje. Uwierzył, że jest, ponieważ mu zależy. Zresztą to działa w obydwie strony, bo on czuje to samo. I wszystko zmierzało ku dobremu do pewnego wieczoru, kilka dni wcześniej, kiedy jego partner wrócił do domu i nie był taki jak zwykle. Nie pytał za dużo, nie opowiadał o swoim dniu, był jakiś zgaszony, wycofany i smutny. I tak mu zostało, a może nawet pogłębiło się znacznie. Mark nie ma pojęcia co się stało, czy też co się dzieje, ale jest zdeterminowany, aby się dowiedzieć, jednak nie chce naciskać, chce by Seba powiedział mu sam, kiedy poczuje potrzebę podzielenia się tym, co go gnębi. Więc czeka.
***
Zauważa, że Natalie w momencie podnoszenia się z krzesła nagle zamyka oczy i z powrotem na nie siada.
-Kochanie co się stało?- pyta zrywając się ze swojego krzesła i przykucając przed nią.- Co się dzieje?- ponawia pytanie patrząc badawczo na to jak bardzo jej twarz jest blada.
-Zakręciło mi się w głowie.- odpowiada malarka uśmiechając się nikle.- Już jest dobrze, musiałam zbyt raptownie się podnieść.- tłumaczy.
-Nie ważne czy raptownie czy nie. Jesteś za młoda, by mieć takie dolegliwości. Coś jest nie tak.- mówi piłkarz.- Może powinnaś powtórzyć badania, może znów masz anemię.- podpowiada jej.- Zadzwonię do lekarza i jutro pojedziemy...- mówi.
-Nic mi nie jest, naprawdę. Nie potrzeba powtarzać badań, bo ja naprawdę mam się dobrze. Po prostu zbyt gwałtownie zerwałam się z tego krzesła... Stąd zawroty głowy.- tłumaczy cierpliwie.
-Wiesz, że mnie nie przekonałaś prawda? Wiesz, że nie pozwolę się zbyć i nie ustąpię?- patrzy na nią z determinacją.- Mogę ulec w innych kwestiach, ale jeśli chodzi o zdrowie mojej rodziny, to nie pozwolę się zbyć. Zrobimy te badania, upewnimy się czy wszystko w porządku, a potem, jeśli okaże się, że wszystko jest w porządku, to wtedy pozwolę ci winę za te zawroty głowy zrzucić na zbyt raptowne poderwanie się z krzesła. Tymczasem mam zamiar zadzwonić do lekarza i umówić cię na jutro na wizytę.- Marco patrzy jej w oczy.- I nie marudź.- dodaje.- Nie odwiedziesz mnie od tego.- zaznacza.
-No dobrze...
***
-Spotkałem Sebastiana w sklepie.- mówi Ricky pisząc artykuł. Agnes spogląda na niego.
-Wszystko u nich w porządku?- pyta blondynka.
-No właśnie nie mam pojęcia, bo Seba był jakiś dziwny, nie był sobą.- odpowiada dziennikarz.- Był jakiś nieswój, był wycofany, odpowiadał po prostu na pytania, poza tym nic, co jest do niego niepodobne.- mówi.
-Może był zmęczony, albo mają jakieś problemy.- tłumaczy Agnes.
-Niby nie, ponieważ zapewniał, iż z Markiem w końcu się dogadali. Jednak coś jest nie tak, czuję to.- mówi patrząc na swoją drugą połowę.- Mam takie przeczucie, że to nic dobrego. Obym się mylił...
***
Kiedy przyjeżdża wieczorem do Mario, okazuje się, że drzwi do domu otwiera mu Emily.
-Cześć.- wita się z nią.
-Cześć.- odpowiada dziewczyna po czym wpuszcza go do środka. Kiedy ona znika w salonie, gdzie zapewne znajduje się też Julie, on zamyka drzwi po czym idzie za nią. Mała Julie uśmiecha się na jego widok, więc bierze ją na ręce od razu praktycznie.
-Cześć okruszku.- zwraca się do małej dziewczynki z taką samą czułością z jaką mówi do własnej córki. Julie nie jest jego córeczką, ale jest córeczką jego najlepszego przyjaciela, brata, bo przecież traktuje Mario jak brata więc jego córeczkę traktuje niejako jak swoją. Dziewczynka dotyka dłonią jego twarzy, a on się uśmiecha.-Gdzie zgubiłaś tatusia?- pyta dziewczynki.
-Ta-ta.- odpowiada Julie.
-Tak Jull... Tata.- uśmiecha się do niej, po czym spogląda w stronę niani dziewczynki, która obecnie zbiera zabawki porozrzucane przez Jull po podłodze.- Gdzie jest Mario?- pyta Emily.
-Biega.- odpowiada dziewczyna spoglądając na niego.
-Biega?
-Tak.- powtarza dziewczyna.- Poprosił mnie, żebym jeszcze nie wychodziła godzinę. Julie miała być z babcią, ale babcia musiała zostać w pracy 2 godziny dłużej więc ja byłam jedyną opcją.- tłumaczy.
-On chyba przesadza. Biegał rano, potem był na treningu gdzie też truchtał, a potem trenował, przyjechał i poszedł biegać?
-Tak powiedział...
***
3 dni później...
Kiedy się budzi zegarek wskazuje 8:30 rano. Jest w pokoju sam. Najpierw powoli podnosi się do pozycji siedzącej, a potem wstaje z łóżka. Kiedy wychodzi z łazienki chwilę później słyszy dźwięk tłuczonego szkła tak więc od razu idzie do kuchni, ponieważ jest pewien, iż dźwięk dobiegał z tego pomieszczenia. Tam też znajduje Sebastiana na płytkach, klęczącego na kolanach i zbierającego odłamki ulubionej filiżanki Marka. Chłopak orientując się, iż nie jest już sam podnosi wzrok i w tym właśnie momencie z jego ust wydobywa się cichy jęk, bo jeden z kawałków skaleczył mu dłoń. Dość duży odłamek.
-Przepraszam, że stłukłem twoją ulubioną filiżankę.- podnosi się z połogi z odłamkami w dłoni.
-W porządku, to tylko filiżanka.- mówi Mark. Robi kilka kroków do przodu, ma zamiar złapać jego dłonie, ale Sebastian odsuwa się od niego, właściwie to nie odsuwa, a odskakuje jak oparzony. Jest zaskoczony.
-Opatrzę je...- mówi Mark wskazując na dłoń partnera.
-Nie trzeba...- zapewnia Seba jednak Mark uważa inaczej, robi krok do przodu i ma zamiar złapać dłoń młodszego mężczyzny, ale ten widząc to zabiera ją.
-Zostaw, nie dotykaj.- mówi pośpiesznie Sebastian.
-Ale...- Mark ponawia próbę.- Potrzebujesz opatrunku, zobacz jak kapie krew...- wskazuje.
-Poradzę sobie sam.- zapewnia.- Nie jestem małym chłopcem.
-W porządku. W takim razie ty idź i opatrz sobie dłoń, a ja posprzątam...- mówi łapiąc papierowy ręcznik, by zaraz po zebraniu pozostałych odłamków wytrzeć krople krwi, które są na płytkach. Sebastian mu jednak na to nie pozwala.
-Nie rób tego, nie rób...- mówi pospiesznie.- Zostaw!- powtarza zabierając mu rolkę z ręcznikiem z dłoni.- Zostaw!- powtarza.- Nie możesz...
Mark jest zaskoczony, nie ma pojęcia o co chodzi. Ma zamiar zapytać, ale żadne pytanie nie pada ponieważ kiedy patrzy na bladą twarz swojego partnera i strach ukryty w jego oczach pewna myśl pojawia się w jego podświadomości. Przychodzi nagle, nie wiadomo skąd i choć wydaje mu się nieprawdopodobna, to jednak nie daje mu spokoju. On musi wiedzieć. Musi. I kiedy w końcu otwiera usta, by zapytać Sebastiana co się dzieje, dlaczego w ten sposób reaguje, a może ma również zamiar wypowiedzieć to o czym pomyślał, on uprzedza jego słowa.
-Mogłem zarazić się wirusem HIV...- te słowa padają, a Mark zamiera...
***
Choć nie od początku tak myślała, w tym momencie sądzi, iż Mario się przetrenowuje. Chłopak zaczyna dzień od biegania, potem trenuje w klubie, po południu godzinę biega i jest pewna, iż ćwiczy również po tym jak jego córeczka idzie spać. Nie byłoby w tym nic złego, ale zauważa, iż chłopak jest coraz bardziej zmęczony, mniej się uśmiecha, zajmuje się córeczką, bawi się z nią, ale z mniejszym zaangażowaniem, zupełnie jakby uciekła z niego energia. W końcu postanawia zapytać go o to.
-Nic mi nie jest.- zapewnia ją.- Ćwiczę więcej ponieważ chcę wejść do pierwszego zespołu. Muszę się przyłożyć bardziej.- mówi jej.
-Nie kosztem swojego zdrowia i samopoczucia.- tłumaczy mu.
-Czuję się świetnie.- zapewnia.
-Wątpię, bo na pierwszy rzut oka widać, że jesteś zmęczony.- mówi mu Emily.- Jestem tu codziennie, ale można to zobaczyć jeśli się chce. Mario ty masz córeczkę, którą musisz się zająć, więc musisz mieć na to siłę...
-Mam, przecież nic mi nie jest...
-Jeszcze nie...
***
-Natalie ja nie mam zamiaru się z Tobą kłócić.- patrzy na nią.- Weź torebkę, bo jedziemy do lekarza. Mieliśmy to zrobić dwa dni temu, ale przełożyli na dziś więc pojedziemy dzisiaj.
-Ale mnie naprawdę nic nie jest.- zapewnia go.- Te zawroty głowy to był pojedynczy przypadek, od tamtej pory się nie powtórzyły więc nie ma powodu byśmy chodzili po lekarzach...- dziewczyna próbuje odwieść męża od zamiaru zawiezienia jej do kliniki, choć wie, że to będzie trudne.
-Natalie proszę cię.- prosi ją blondyn.
-Daj spokój, Marco.- oponuje.- Nic mi nie jest i nie mam zamiaru nigdzie jechać. Nie bądź uparty.- patrzy na niego.
-Uparta to jesteś ty!- odpowiada jej.- Powinnaś dbać o siebie, ponieważ całkiem niedawno, również twierdziłaś, że nic ci nie jest, a skończyło się anemią. Nie dziw się, że się martwię. Jesteś moją żoną do cholery, mamą moich dzieci, naszych dzieci. O kogo mam się troszczyć?-
Patrzy na nią wypowiadając te słowa, może nieco głośniejszym tonem niż zwykł używać, bardziej stanowczym...
-Nie krzycz na mnie...- mówi mu żona, której oczy nagle zaczęły niebezpiecznie się szklić.
-Nie krzyczę przecież...
-Krzyczysz...
***
Słowa wypowiedziane przez Sebę sprawiają, że Mark zamiera. Nastaje cisza i nie jest ona bynajmniej komfortowa. Powietrze nadal staje się gęste, za gęste. Mark nic nie mówi ponieważ jest tak bardzo zaskoczony tym wyznaniem, a Sebastian po prostu nie ma pojęcia czego się spodziewać. W końcu to starszy się odzywa:
-Nic nie rozumiem, wytłumacz mi...- zwraca się do swojego partnera, a kiedy ten ma zamiar coś powiedzieć, to jednak mu przerywa.- Czy ty...?- patrzy na młodszego.- Ty... z kimś...?
-Ja...
- Ty... - patrzy na mężczyznę stojącego przed nim.-Z kim?- pyta.
-Nie...- odpowiada Sebastian.- Nie...- powtarza.
-Sebastian...- chce zadać tak wiele pytań, ale zauważa w tym momencie jak bardzo Sebastianowi drżą dłonie oraz to, iż coraz więcej kropel spływa po dłoni chłopaka i osadza się na podłodze.
***
Czekam na komentarze :)
Nie wiem, jakim cudem nie zauważyłam, że dodałaś ten rozdział :o często wieczorami sprawdzam czy czasem coś się nie pojawiło... Nie wiem co napisać bo sporo się dzieje, a widziałam, że jest już kolejny i jestem mega ciekawa co tam znajdę :D oczywiście rozdział jak najbardziej udany :) Pszczółka Emma
OdpowiedzUsuńCieszę się bardzo ☺
Usuń