piątek, 18 listopada 2016

50. " Przepraszam" po latach...

Otwiera oczy powoli i pierwszym co widzi jest twarz Mario. On nie śpi, leży na boku zwrócony twarzą do niej i patrzy na nią. A ona nie ma pojęcia co ma zrobić. Przypomina sobie noc, kiedy on gorączkował i to, że miała iść do pokoju gościnnego, ale po tym jak podała mu pigułki na spadek temperatury, a ona po godzinie spadła jedynie o kilka kresek, bała się wyjść i postanowiła jeszcze zostać. Była zmęczona, było jej zimno więc owinęła się kocem i miała zostać jeszcze, aby znów zmierzyć temperaturę. Ale musiała zasnąć. I to doprowadziło ją do tego właśnie momentu, w którym leży w łóżku Mario, otulona jego kocem i wpatruje się w jego oczy.
***
Słyszy dźwięk tłuczonego szkła, to właściwie go budzi. Zrywa się z łóżka. Nie ma pojęcia skąd dochodził odgłos, ale instynktownie podąża do łazienki. Wchodzi tam i się nie myli. Odgłos pochodził stamtąd. Sebastian próbuje podnieść się z płytek, a obok niego leży rozbita buteleczka perfum. Czem prędzej zjawia się obok partnera, próbuje pomóc mu się podnieść jednocześnie patrząc, aby ten nie pokaleczył sobie stóp.
-Ostrożnie.- zwraca się do partnera. Jedyną odpowiedzią jest jęk Sebastiana. Mark spogląda na jego twarz i zauważa, że ten nie czuje się dobrze.- Nie rozumiem dlaczego nie obudziłeś mnie skoro nie czułeś się na tyle dobrze, aby pójść sam.- ma żal do Sebastiana.
-Czułem się dobrze.- broni się młodszy.
-Właśnie widać.- kwituje chcąc wyprowadzić kochanka z łazienki i zaprowadzić do sypialni. Jest zły, bo Seba powinien obudzić go skoro czuł się źle.- Mogłeś jeszcze bardziej się wyobijać, a tego chyba byś nie chciał prawda? Już wystarczy sińców i ran.- patrzy mu w oczy.
-Daj spokój...
-Nie dam ci spokoju, bo się staram, nie jesteś sam i masz kogo poprosić o pomoc, a ty jesteś nieodpowiedzialny i jak czujesz się źle to spacerujesz sam i są efekty.- prawi mu wymówki.
-Czułem się dobrze!- Seba podnosi głos, co mu się rzadko zdarza.- Dociera do ciebie co mówię?- patrzy z wyrzutem.- Po prostu zakręciło mi się w głowie.- tłumaczy, a Mark milczy, bo widzi jak bardzo Sebastian jest zdenerwowany, a on się mu w sumie nie dziwi, bo właściwie to rozumie go. Sam po wypadku zachowywał się podobnie, marzył o tym, by być samodzielnym i miał dość tego, że ciągle musi prosić o pomoc.
***
-Dzień dobry.- Mario odzywa się pierwszy, zanim ona jeszcze jest w stanie wypowiedzieć jakiekolwiek słowo.
-Dzień dobry.- odpowiada po czym podnosi się do pozycji siedzącej.- Przepraszam, musiałam zasnąć...- tłumaczy zanim jeszcze nawet pyta go o samopoczucie.- Miałam położyć się w gościnnym, ale po tym jak wziąłeś pigułkę na spadek temperatury ona spadła jedynie kilka kresek i chciałam sprawdzić za kilkanaście minut, okryłam się kocem i ja...- jej wywód przerywa jego dłoń na jej dłoni. Dziewczyna spogląda na niego, a on również podnosi się i siada. Jest nadal otulony kołdrą, ale jego oczy nie są już tak bardzo szklące jak w nocy więc ona już wie, że Mario nie ma już tak wysokiej gorączki, choć ma bardzo ciepłą dłoń.
-Emi... W porządku.- zapewnia ją.
-Ja poważnie musiałam zasnąć.- tłumaczy po raz kolejny.- Nie chcę byś pomyślał sobie...
-Hej, ja nic sobie nie myślę.- zapewnia.
-Twoja sypialnia, twoje łóżko to jakby twoja przestrzeń osobista...
-Emi...- gładzi palcami jej dłoń.- Po prostu zasnęłaś w moim łóżku. Spałaś obok mnie. I już... Tyle. Nie dokładam sobie do tego żadnej historii.- tłumaczy jej.- A do mojej przestrzeni osobistej już dawno wpuściłem cię sam.- mówi jej.- I nie myślę teraz o sypialni, ani o łóżku, bo to nie ta relacja...- patrzy jej w oczy i ma nadzieję, że ona rozumie. Jest tego pewien.- Jesteś mi bliska i ci bardzo ufam. I dziękuję, że wczoraj nie pojechałaś do domu i dziękuję również, że się mną opiekowałaś. Naprawdę czułem się fatalnie, ale ja tak zawsze choruję. Naprawdę rzadko mnie coś łapie, ale jak już złapie to automatycznie mnie rozkłada na łopatki. Dziękuję.- powtarza.
-Nie masz za co mi dziękować.
-Mam. Mam.
-Ty postąpiłbyś tak samo.- mówi mu, a potem podnosi się i ma zamiar iść zrobić mu herbaty.- Zjesz coś?- pyta go.
-Nie mam ochoty. Napiję się tylko i myślę, że poleżę jeszcze trochę zanim moja córeczka wstanie.
-Nie będziesz się nią zajmował. Nie wiem czy zarażasz, ale lepiej dmuchać na zimne. Zajmę się nią z mamą Ann...- mówi mu.- Swoją drogą to mam nadzieję,że ona jeszcze śpi, bo jak zobaczy mnie wychodzącą rano z twojej sypialni, to będzie miała nie za dobre zdanie o mnie.- uśmiecha się.
***
Spotyka ją na korytarzu, kiedy wychodzi z sypialni Mario. Ich wzrok krzyżuje się, a mama Ann nie wypowiada ani jednego słowa, ale Emily wie co sobie pomyślała. Ma to wypisane na twarzy. Chce powiedzieć jej dzień dobry, mówi, ale tamta znika za drzwiami pokoju, w którym nocuje. Nie odpowiada, bo albo nie słyszy, albo nie robi tego specjalnie. Dziewczyna więc idzie do kuchni, tam przygotowuje śniadanie dla wszystkich, również dla teściowej Mario. Kobieta zjawia się na chwilę przed tym jak ona ma zamiar iść do piłkarza.
-Dzień dobry.- wita się z nią Emily.
-Dzień dobry.- pada odpowiedź.
-Przygotowałam śniadanie. Proszę.- wskazuje na stół.
-Dziękuję, ale nie jestem głodna. Napiję się jedynie kawy.- odpowiada tamta.
-Dobrze. Nie będę pani zmuszać.- komentuje Emily otwierając lodówkę. Przez chwilę jest cisza. Jednak dziewczyna spodziewa się, że to cisza przed burzą.
-Jak się czuje mój zięć?- pyta kobieta po chwili, a Emily spogląda na nią.
-Przez całą noc miał wysoką temperaturę, ale teraz jest dużo niższa więc Mario czuje się lepiej. Zresztą może pani się sama przekonać. Jest u siebie.
-Myślę, że jestem ostatnią osobą, którą chce widzieć w tej chwili. Zresztą i po co?- patrzy na dziewczynę.- Ma dobrą opiekunkę.- mówi. Emily zatrzymuje się na moment. Patrzy na teściową Mario.
-Proszę sobie darować podobne komentarze.- mówi dziewczyna.
-Stwierdzam fakt.- broni się starsza z kobiet.
-W takim razie pójdę zaopiekować się pani zięciem.- stwierdza Emily po czym wychodzi z pomieszczenia i zostawia teściową Mario z zaskoczoną miną.
***
Nie jest zadowolony z tego, iż musiał przyjechać z Markiem do kliniki. Właściwie tamten się uparł. Próbował oponować, ale na nic to się zdało. Musiał przyjechać. Więc właśnie zbliżają się do gabinetu lekarza, z którym są umówieni. Mark próbuje z nim rozmawiać, ale Sebastian milczy. Wchodzą do gabinetu.
***
Mario jest w sypialni, w łóżku, bo znów ma wysoką gorączkę, choć już nie aż tak wysoką jak jeszcze w nocy. Słyszy piski córeczki, która bawi się w swoim pokoju z Emily. Nie ma pojęcia gdzie jest teściowa, ponieważ wyszła mniej więcej godzinę wcześniej. To znaczy domyśla się, iż pojechała na cmentarz, jednak nie ma pewności, że dobrze myśli. Chce mu się spać więc po prostu ma zamiar się zdrzemnąć. I chwilę później już śpi.
***
Opuszczają gabinet i Sebastian wcale nie ma lepszego humoru jak wtedy, kiedy do niego wchodzili. Lekarz właściwie nic nowego mu nie powiedział, dał te same zalecenia. Uspokoił ich tylko, że nic złego się nie dzieje, a ciało Seby potrzebuje jeszcze sporo czasu, aby doszło do siebie. Oczywiście zrobiono dodatkowe badania, których wyniki mają być następnego dnia, ale zostali uspokojeni, iż wyniki nic złego prawdopodobnie nie pokażą. Sebastian idzie przed siebie, tak szybko, na ile pozwala mu jego stan. Zupełnie nie zwraca uwagi na partnera.
-Seba...- odzywa się Mark więc na niego spogląda.
-Jesteś zadowolony?- pada pytanie.- Lekarz uspokoił cię na tyle, żeby więcej nie ciągać mnie po klinikach?- patrzy na niego przez chwilę, a potem rusza dalej. Mark nic nie mówi. Widzi, że to w tym momencie nie ma najmniejszego sensu. Po prostu idzie za Sebastianem.
***
Ktoś wpada na niego  zaraz po wyjściu z kliniki. To jest bolesne, nawet bardzo więc chłopak wydaje z siebie jęk bólu i automatycznie łapie się za klatkę piersiową. Mark już ma coś powiedzieć osobie, która jest tak nieuważna i zraniła młodszego mężczyznę, ale słowa grzęzną mu w gardle ponieważ okazuje się, że tym kimś jest ojciec Ricky'ego, którego nie widział wiele lat. Ich ostatnie spotkanie było niezbyt przyjemne lekko mówiąc. Mężczyzna również go zauważa.
-Najmocniej pana przepraszam, że na pana wpadłem.- przeprasza Sebastiana.- Powinienem być bardziej uważny.- mówi.
-Powinien pan.- odpowiada Sebastian patrząc na niego.- Ale takie sytuacje się zdarzają. Nic mi nie jest.- mówi choć nadal drzyma dłoń na żebrach.
-Na pewno?- dopytuje mężczyzna.- Chyba jednak mocno pana zabolało.
-Sebastian ma uszkodzone żebra, dlatego go zabolało.- odpowiada Mark spoglądając na mężczyznę, na ojca Ricky'ego.
-Witaj Mark.- mężczyzna odzywa się do niego.
-Dzień dobry.- odpowiada. Dopiero teraz Sebastian orientuje się, że panowie się znają. Nie ma jednak pojęcia skąd i kim jest starszy z nich. Nie zna go. Patrzy na swojego partnera więc ten go przedstawia. Ojciec Ricky'ego podaje dłoń Sebastianowi, a Mark jest zaskoczony tym, że tamten nie ma swojej firmowej miny, którą tak dobrze zna sprzed lat. Tyle, że wtedy u jego boku był syn mężczyzny.
-Jest pan ojcem Ricky'ego?- pyta Seba.
-Tak, jestem jego ojcem...
***
Budzi go Emily ponieważ musi wziąć leki. Połyka posłusznie tabletki podane przez dziewczynę. Ona również namawia go na to, aby coś zjadł więc choć nie ma apetytu, zgadza się, pomimo tego, że w ogóle nie ma apetytu. Nie chce jej jednak zrobić przykrości więc je trochę rosołu ugotowanego przez dziewczynę.
-Dziękuję.- odkłada talerz.- Pyszny jest.
-Na zdrowie.- mówi mu dziewczyna.
-Moja teściowa wróciła?- dopytuje,  a ona zaprzecza ruchem głowy.- Pewnie pojechała na cmentarz, do Ann...
-Pewnie tak.- patrzy na niego. Nie mówi mu o tym co powiedziała kobieta. Nie chce go denerwować, to nie ma sensu. Jednak on jakby ma szósty zmysł.
-Na pewno coś mówiła, bo przecież cudem byłoby, gdyby nie dowiedziała się, że rano wyszłaś z mojego pokoju.- patrzy na nią badawczo.
-Nie powiedziała nic, co by mnie  w jakiś sposób dotknęło.-pada odpowiedź.- Nie myśl o tym.
-Nie sprawiła ci przykrości?- lustruje ją wzrokiem.
-Nie.
***
Wraca do domu Mario z postanowieniem, że następnego dnia wyjedzie. Przedtem ma jednak zamiar porozmawiać z zięciem. Poważnie porozmawiać. I nie chce czekać do następnego dnia, toteż kiedy tylko pojawia się w domu, praktycznie zaraz po odłożeniu torebki idzie  w stronę jego sypialni. Puka, choć drzwi są lekko uchylone, a w środku słychać rozmowę Mario i Emily.
-Proszę.- słychać zaproszenie więc wchodzi. Emily prawie natychmiast po jej pojawieniu się znika. Zostawia ją samą z zięciem, który siedzi na łóżku otulony kocem.
-Jak się czujesz?- pyta najpierw.
-Lepiej, choć nadal mam temperaturę.- odpowiada chłopak.-Usiądź proszę.- mówi, więc ona siada na skraju łóżka. Przez chwilę milczy.
-Byłam u Ann.- mówi w końcu kobieta patrząc na niego.
-Wiem, domyśliłem się, że pojechałaś na cmentarz.
-Jutro wyjeżdżam. Wracam do domu.- oznajmia.- Ale zanim wyjadę, chcę z tobą porozmawiać na temat Julie.-dodaje ciszej.
-Ja...
-Musisz pozwolić nam mieć większy kontakt z wnuczką.- stwierdza patrząc mu w oczy.- Od jej narodzin mieliśmy z nią sporadyczny kontakt. Tak nie może być nadal...
- To nie moja wina...-broni się automatycznie chłopak.-Przecież nie zabraniam wam przyjeżdżać.
-Nie możemy ci też ciągle siedzieć na głowie. Myślę, że nie byłbyś zachwycony gdybyśmy ciągle przyjeżdżali.
-Czy ja kiedykolwiek coś takiego powiedziałem?- pyta piłkarz.- Nie wiem dlaczego masz tak złe zdanie na mój temat? Przecież nigdy tak o mnie ni myślałaś. Jak żyła Ann...
-Byliście razem. Przyjeżdżaliście czasem. Byłeś z moją córką, to była inna sytuacja. Teraz jej nie ma...
-Więc stałem się dla ciebie obcą osobą tak?- pyta z żalem.- Zmieniłem się, stałem się innym mężczyzną niż wtedy, kiedy byłem najpierw chłopakiem, a potem mężem twojej córki? - pyta.
-Nie jesteś obcą osobą...
-Tak mnie traktujesz.- mówi jej.- To dlatego,że nie zgadzam się na wszystko czego chcesz?-pyta.- To dlatego, że Julie ma nianię, to dlatego, że nie odsyłam jej do domu, kiedy ty jesteś, tak?- pyta nadal.- To cię boli?- patrzy na nią.
-Tak, boli mnie, bo wolisz zostawiać ją z obcą osobą...-pada odpowiedź.
-Emily nie jest dla Julie obcą osobą. Tłumaczyłem ci już, jest do niej przywiązana.
-Ale jak ja jestem, to ona nie potrzebuje dwóch osób do opieki. To tak jakbyś mi nie ufał i dlatego bał się powierzyć mi opiekę nad wnuczką. Tak to wygląda.
-Bo może sprawiłaś, że ci nie ufam co? - pyta.- Przecież zawsze jak się pojawiasz to się sprzeczamy. Zawsze masz mi coś do zarzucenia. Nie pojawiasz się długi czas, a kiedy przyjeżdżasz, to nagle wyskakujesz z propozycją, bym podrzucał ci Julie na weekendy. A może wypadałoby przygotować małą na to? Przecież ona ma za mało kontaktu z tobą, żebym nagle zawiózł ją do was i zostawił na cały weekend.- tłumaczy.- Będzie za mną tęsknić...
-Musi się przyzwyczaić.- upiera się mama Ann.
-Ona nic nie musi.- mówi stanowczo chłopak.- A na pewno nie musi tego robić na siłę. Ja tak nie postępuję.
-Możesz przyjechać z nią.- proponuje kobieta.
-Mogę, ale ja mam wiele obowiązków. To nie tak, że pracuję od- do, mam wolne weekendy. Jestem piłkarzem, gram mecze w weekendy. Dobrze o tym wiesz, że to nie jest takie proste. Wam łatwiej przyjechać do nas.
-Nie obraź się Mario, ale nie czuję się tutaj dobrze.- mówi mu w oczy.
-Dlaczego?- pyta.- Wcześniej nie miałaś problemu z odwiedzinami.
-Czuję, że ci przeszkadzam...
-Nie przeszkadzasz. Nie wmawiaj sobie tego. Przeszkadzają mi kłótnie i nieporozumienia z tobą.- mówi jej wprost. Kobieta patrzy na niego z wyrzutem.- To szczera prawda.- patrzy jej w oczy.- Od śmierci Ann ciągle mnie atakujesz. Może nie krzyczysz, ale ciągle, przy każdej okazji, wbijasz mi małe szpile. Ciągle przypominasz mi o pewnych rzeczach, o których ja pamiętam, ale one są dla mnie ciężkie i bolesne.- tłumaczy.- Nie podoba ci się jak wychowuję moją córkę, nie podoba ci się, że moja córeczka ma Emily, która wspaniale się nią zajmuje, która jest opiekuńcza i delikatna, która naprawdę kocha ją, bo to widać na każdym kroku. Dla ciebie to obca osoba, a dla nas jest kimś bliskim.
-No właśnie. Jest bliższa Julie, niż własna babcia...
-To nie moja wina. Może nie wpadałem z Julie z wizytą do was, ale po prostu przez długi czas nie byłem w stanie, a teraz znów układam sobie życie. Staram się jak umiem dla mojej córeczki.
-Gdybyś poprosił o pomoc przy Julie to byśmy pomogli...
-Kiedy?- pyta patrząc na nią.- Pomoglibyście wtedy, kiedy wyłem całymi dniami, kiedy nie jadłem, kiedy nie byłem w stanie podnieść się z łóżka, kiedy miałem ataki paniki i nie byłem w stanie w ogóle się nią zająć?- pyta.- Wtedy też nie byliście w stanie mi pomóc. Wtedy też przeżywaliście wypadek, a potem przepraszałaś mnie, że jesteś za rzadko, ale po prostu nie jesteś w stanie częściej, bo to wszystko, co się stało, jest jeszcze za świeże. Pamiętasz?- przypomina jej.
-Pamiętam.
-Straciłaś córkę. Ja żonę, a Julie mamę. Każde z nas próbuje sobie jakoś z tym radzić. Ty na swój sposób, ja na swój. Wiele miesięcy byłem na dnie. Dosłownie. Kochałem Ann, kocham i zawsze już będę kochać. Nic się nie zmieniło w tej kwestii i nigdy nie zmieni. Ale jej nie ma, a ja próbuję wychować moją córeczkę najlepiej jak umiem. Chcę, by miała spokojne dzieciństwo, staram się być z nią jak najwięcej mogę, ale niekiedy mnie nie ma i choć moja mama proponowała, że zajmie się Julie, to jednak nie mogłem pozwolić na to, aby zrezygnowała z pracy. Wtedy pojawiła się Emily. Nie jest z agencji, choć tam szukałem. Nie wziąłem nikogo z ulicy. Emily jest córką Alice, osoby, która pracuje w fundacji,jest psychologiem i psychoterapeutą. I poznałem ją przez jej mamę, kiedy chodziłem do niej na terapię. I to była najlepsza osoba na jaką mogłem trafić. Nie pozwalasz sobie jej poznać, ale gdybyś dała jej szansę, to zobaczyłabyś o czym mówię.
-Być może nie dałam jej szansy... Być może to jeszcze za wcześnie, bym mogła patrzeć normalnie na kobietę kręcącą się obok mojego zięcia, bo jeszcze jakiś czas temu patrzyłam na zapatrzoną w ciebie Ann.- mówi mu z żalem w głosie.
-Emily nie jest we mnie zakochana. Ja nie próbuję zastąpić Ann.- mówi chłopak.- Jest moją przyjaciółką, opiekuje się moją córką. Nie mam z nią romansu jak ci się wydaje...
-To być może kwestia czasu...- patrzy na niego, a kiedy widzi, że ten próbuje coś odpowiedzieć nie dopuszcza go do słowa.- Nie denerwuj się. Jesteś młodym mężczyzną, masz prawo ułożyć sobie jeszcze życie...
-Ja...
-A dla mnie ta myśl nie musi być wcale łatwa, bo przecież mieliście tworzyć rodzinę z moją córką... Los jednak zadecydował inaczej.- wzdycha.- Przepraszam. Bywam okropna i masz rację, przelewam na ciebie żal, który kumulowałam w sobie po śmierci córki. Nie panuję nad tym niestety... Jutro wyjeżdżam więc odpoczniecie ode mnie.
-Ja naprawdę chcę, by Julie więcej z wami przebywała, ale zróbmy to malutkimi kroczkami.- proponuje piłkarz.
-Dobrze. Ja chcę dla niej dobrze.
-Wiem. Rozumiem.
Emily puka do drzwi, więc mama Ann wychodzi. I kiedy dziewczyna jest już w pokoju i spogląda na Mario, on ma dziwną minę. On tylko wzdycha, ale nic nie mówi.
***
Sebastian ma wiele pytań, ale podczas powrotu do mieszkania nie zadaje ani jednego. Mark również jest bardzo milczący. To spotkanie go po prostu zaskoczyło. I zachowanie ojca Ricky'ego.
***
Przytula Agnes do siebie już w drzwiach, kiedy zjawia się w domu niespodziewanie. Dziewczyna jest zaskoczona, ponieważ miał wrócić dopiero wieczorem. Nie pyta, ponieważ usta jej mężczyzny jej to uniemożliwiają. Ricky całuje ją długo, tak jakby nie widzieli się jakiś czas, a przecież widzieli się 5 godzin wcześniej. Kiedy chłopak odrywa się w końcu od niej na jego twarzy pojawia się uśmiech.
-Mam dokończyć artykuł w domu.- mówi jej.
-To dlatego zjawiłeś się wcześniej?
-Lubisz takie niespodzianki?- pyta chłopak.
-Uwielbiam.- przyznaje dziewczyna przytulając się do niego. Tulą się dłuższą chwilę, ale potem słyszą dzwonek do drzwi.
-Spodziewasz się gości?- spogląda na nią jej mężczyzna.- Przyszedłem nie w porę?- mruga.
-Głuptas z ciebie...- śmieje się Agnes.
-To na pewno jakiś facet.- mówi Ricky zmierzając do drzwi.
-Nie potrzebuję dodatkowych wrażeń mając takiego faceta jak ty.- odpowiada mu. Ricky otwiera i widzi, że przyszedł jego ojciec.
-Cześć tato, co za niespodzianka.- mówi chłopak.-Wejdź proszę.- zaprasza go.
-Byłem w klinice, a to niedaleko więc pomyślałem, że może napijemy się tej kawy, na którą ostatnio nie możemy się umówić.- uśmiecha się.- Byłem w redakcji, ale powiedzieli, że wyszedłeś, bo równie dobrze możesz dokończyć artykuł w domu. Przeszkodziłem wam tak?- patrzy pytająco na Agnes, która pojawia się w przedpokoju.
-Skądże, zapraszam. Zaraz przygotuję kawę.- mówi.- Niestety ja będę musiała wyjść na godzinę, przykro mi.- przeprasza. Chwilę później stawia na stoliku w salonie filiżanki z kawą i ciasteczka, a sama wychodzi.
-Masz naprawdę świetną dziewczynę.- chwali Agnes ojciec chłopaka.
-Wiem.- przyznaje dziennikarz.- Co powiedział lekarz?- pyta.
-Wszystko w porządku.- uśmiecha się starszy z mężczyzn.
-Cieszę się.- przyznaje Ricky.- Bałem się, że coś może okazać się nie tak.- wyznaje.- Bałem się, że powie, że potrzebujesz operacji, znów wylądujesz w szpitalu, a ja po ostatnim po prostu mam awersję...
-Nic mi nie jest synu.- uspakaja go ojciec patrząc mu w oczy. Ricky spuszcza wzrok.-Naprawdę wszystko w porządku.- zapewnia.
-To dobrze.
-A wiesz... Wpadłem na kogoś pod drzwiami.- mówi, a Ricky patrzy na niego z zainteresowaniem.
-Na kogo?
-Na Marka, właściwie to wpadłem na Sebastiana, Mark szedł za nim.- mówi.- Co mu się stało?
-Komu?
-Sebastianowi? Nie wyglądał najlepiej.
-Cóż... Został pobity.- mówi.- I sprawcą był facet, z którym pracował. Z dwoma kumplami.
-Poważnie?- jest zaskoczony.Upija łyk kawy.- Dlaczego go pobił.
-To długa historia i chyba nie chcesz jej słyszeć...
-Być może chcę.- mówi poważnie.
-Nie lubisz Marka.- przypomina mu syn.
-Nie dałem sobie szansy go poznać.- odpowiada.- Skrzywdziłem nie tylko ciebie, jego również. Nigdy nie powiedziałem mu przepraszam. Dziś to nie był odpowiedni moment. Mam jednak nadzieję, że jeszcze będzie okazja, aby powiedzieć choćby " przepraszam", bo zadośćuczynić pewnie nie będę miał jak...
-A może właśnie jest sposób, abyś powiedział przepraszam i użył nie tylko słów.- uśmiecha się Ricky, a jego ojciec nie ma pojęcia o czym jego syn mówi. Jednak ma nadzieję, że się dowie. I tak się dzieje.
***
Rozmawiają, kiedy dzwoni dzwonek, więc Mark wstaje z sofy i idzie otworzyć. Jest zaskoczony widząc w drzwiach Ricky'ego, ale to widok drugiego mężczyzny sprawia, że stoi i milczy przez kilkanaście sekund.
-Wpuścisz nas?- pyta Ricky, a on automatycznie odsuwa się od drzwi i robi przejście. Wchodzą.
-Dzień dobry jeszcze raz.- mówi ojciec jego byłego partnera. Podaje mu rękę, więc on podaje mu swoją.
-Dzień dobry.- odpowiada.
-Aaa...cholera.- słyszą jęk dochodzący z salonu więc Mark automatycznie szybko tam idzie. Kiedy zjawiają się tam też goście, widzą jak Mark szybko ściąga koszulkę z Sebastiana, ponieważ ten oblał się kawą. I sińce, jakie ma na klatce piersiowej i brzuchu chłopak sprawiają, że ojciec Ricky'ego nie może wypowiedzieć słowa. Kiedy Mark idzie po koszulkę, Sebastian spogląda na ojca Ricky'ego i widzi jego spojrzenie. Wie, że patrzy na jego posiniaczone ciało.
***
-Nigdy nie miałem okazji cię przeprosić.- to pierwsze zdanie jakie wypowiada ojciec Ricky'ego zwracając się do Marka, kiedy siedzą już na sofach. Mark patrzy na niego zaskoczony.- Mój syn mi wybaczył, choć do tej pory mu się dziwię, że potrafił.- zerka na syna.- Nie skrzywdziłem jednak tylko jego, ciebie również.- mówi spoglądając na byłego partnera syna.- Nasze ostatnie spotkanie było naprawdę niemiłe...
-To zbyt lekkie określenie...- dodaje Mark.
-Wiem...- najstarszy z mężczyzn odwraca wzrok.- Powiedziałem wiele słów, które nie były prawdą.- mówi.
-Żadne z nich nie było prawdą.- poprawia go Mark.- Ani jedno skierowane w moją stronę.- patrzy na niego.
-Masz rację.- podnosi wzrok i spogląda mu w twarz.- To były bzdury. Byłem niesprawiedliwy i mściwy. Nie wiem, co mną kierowało. Jest mi wstyd.- przyznaje.- Dlatego chcę cię przeprosić. Po to tu właściwie przyszedłem.- mówi.- Przepraszam Mark. Szczerze przepraszam, za każde ze słów, którymi cię obraziłem albo niesłusznie oceniłem. Nie znałem cię, więc nie miałem prawa wydawać osądów. Byłem zaślepiony gniewem, nie chciałem zrozumieć... Powinienem... Przepraszam.- powtarza.- Ja wiem, że to nie cofnie czasu, ale naprawdę przepraszam.- mówi ponownie. - Nie mogłem zrozumieć wyboru mojego syna. Nie chciałem zrozumieć, to było dla mnie zaskoczenie, ale już teraz wiem, że on również był zdezorientowany, a ja zamiast starać się zrozumieć, być, bo mnie potrzebował, to go odrzuciłem i zmusiłem do tego, aby był sam... No niezupełnie sam, ale wiesz, bez rodziny, mam na myśli...
-Czekałem na moment w którym zrozumiesz, co zrobiłeś...- odpowiada Mark.- Miałem nadzieję, że kiedyś odbiorę telefon i to będziesz ty. Widziałem to oczekiwanie w jego spojrzeniu każdego dnia, przez wiele miesięcy. Tą nadzieję, kiedy dzwonił telefon. A potem widziałem jak ona gasła, z dnia na dziej było jej tam mniej, a potem zniknęła.- mówi.- Podziwiałem go każdego dnia, że się nie ugiął, że nie został, nie przepraszał. Ty go po prostu odrzuciłeś, a on odszedł. Ze mną. Bo mnie kochał... Nawet nie wiesz ile taki krok kosztuje siły...
-Domyślam się.- odpowiada starszy z mężczyzn, a potem spogląda na Ricky'ego. Nie widzi w jego oczach bólu, który spodziewał się tam zobaczyć podczas tej rozmowy. Sebastian po prostu słucha.- Przepraszam jeszcze raz.- dodaje.
-Przyjmuję przeprosiny. Nie mam do ciebie żalu. Już nie.- odpowiada Mark.- Miałem żal wiele lat, ale potem zrozumiałem, że każdy popełnia błędy. Ja również popełniłem błąd i dlatego związek z twoim synem się skończył. Jesteśmy teraz szczęśliwi w nowych związkach. Ja mam Sebastiana, a Ricky- Agnes. I wiem, że on ją bardzo kocha, wiem to, bo znam to spojrzenie, kiedy na nią patrzy. I jestem szczęśliwy wiedząc to, bo zasługuje na wszystko, co najlepsze, tak jak Sebastian...
-I ty...- dodaje Ricky.
-I ja.- zgadza się.- Dziękuję, że przyszedłeś. Naprawdę byłem zaskoczony, ale pozytywnie. Nie spodziewałem się.
-Ja też się cieszę, że wpadliśmy na siebie pod szpitalem. To był bodziec...- tłumaczy mężczyzna.- Ricky opowiedział mi o pobiciu...- spogląda na partnera Marka, który siedzi w rogu sofy, oparty o poduszki i okryty kocem.- Przepraszam jeszcze raz Sebastian, że byłem nieuważny i na ciebie wpadłem. Wiem, że to musiało boleć z racji żeber.
-Nic się nie stało. To nie tak, że zabolały bardziej niż podczas normalnych czynności, kiedy próbuję np.wstać z sofy, aby iść do łazienki.- mówi chłopak.
-Wiem, że może nie powinienem się wtrącać, nie mam prawa, ale pytałem o sprawę w sądzie i mój syn odrobinę naświetlił mi temat. I wiem, że adwokat, który prowadzi waszą sprawę, nie przyłożył się wystarczająco. I jeśli mógłbym pomóc, to jestem do dyspozycji.- proponuje.- Może nie tyle ja, ponieważ nie jestem adwokatem, ale moi prawnicy są do waszej dyspozycji. Ręczę za to, że oni dopełnią wszystkich formalności i naprawdę rzetelnie poprowadzą tę sprawę. - patrzy na zaskoczenie malujące się na twarzach obydwu panów. Nie dziwi się, w końcu zjawił się nagle, w dodatku po takiej historii z przeszłości i nagle nie tylko przeprasza, ale proponuje pomoc prawną. Sam byłby zaskoczony w podobnej sytuacji.
-Myślę, że powinniście o tym pomyśleć. Oczywiście decyzja należy do was.- dodaje Ricky.- To nie może być tak, że ten koleś się wywinie, bo ma znajomości...
***
Mario jest w sypialni, a Julie bawi się z babcią, kiedy Emily przyjeżdża spowrotem. Była bowiem w domu. W tym czasie mała Julie przebywała pod opieką babci. Kiedy wchodzi, dziewczynka nie ma zbyt zadowolonej miny, a jej babcia próbuje jej coś cierpliwie wytłumaczyć. Dziewczynka widzi Emily więc do niej podbiega, a ta przykuca, aby ją przytulić.
-Próbuję ją namówić, aby pozbierała ze mną zabawki, ale bezskutecznie.- mówi kobieta.
-Jest pewnie zmęczona, bo ona lubi porządek.- odpowiada niania.- Jesteś zmęczona Julie?- pyta ją, a mała zaprzecza ruchem głowy.- Tata.- mówi pokazując w stronę sypialni Mario.
-Tatuś jest chory słoneczko, odpoczywa. Nie możesz się z nim pobawić, bo tatuś jest zmęczony i potrzebuje odpocząć. Ma gorączkę.- tłumaczy jej, a mała łapie się rączką za czoło.- Tak, ma gorące czoło.- uśmiecha się ponieważ dziewczynka jest bardzo bystra. Jest pewna, że zaraz pokaże, że trzeba mu przyłożyć okład na czoło i Julie właśnie to robi.- Tak, okład Julie. Masz rację.- chwali ją.- Posprzątasz z babcią zabawki, a ja zajrzę do tatusia czy potrzebuje okład, dobrze?- pyta dziewczynki, a mała się zgadza.
-Cium?- składa usta tak, jak daje zawsze buziaka Mario.
-dasz mu buziaka na dobranoc, dobrze? Później.- uśmiecha się Emily po czym idzie w stronę sypialni piłkarza. Całą sytuację obserwuje jego teściowa i dociera do niej, że niania ma naprawdę dobry kontakt z jej wnuczką i mała jej słucha. Tymczasem Emily cicho wchodzi do sypialni Mario, ponieważ myśli, że ten śpi. On jednak nie śpi, nawet nie leży w łóżku, a siedzi w fotelu, otulony kocem. Spogląda na nią.
-Wróciłaś?- zauważa.
-Tak, przed momentem.- mówi dziewczyna po czym podchodzi i dotyka czoła piłkarza.- Julie zaleca okład, ale chyba nie będzie teraz potrzebny, bo nie masz temperatury. Spałeś?- pyta.
-Trochę.- odpowiada.- Co robi Julie?
-Sprząta zabawki z babcią. Chciała dać ci buziaka, ale odwiodłam ją od tego pomysłu. Dostaniesz buziaka na dobranoc, nie martw się.
-Chciałbym się do niej przytulić.- marudzi Mario.
-Przytulisz na dobranoc.- pociesza go po czym siada w drugim fotelu.- Jesteś smutny...- zauważa.
-Jestem chory...
-Jesteś smutny...- upiera się.
-Jestem.-przyznaje.- Moja teściowa poprosiła mnie o kilka zdjęć Ann. Mają, ale chciała mieć inne. Więc włączyłem kompa i chciałem jej zgrać, ale musiałem przejrzeć, niektóre z nich mogą być bardzo prywatne, dlatego nie mogłem zrzucić hurtem...- tłumaczy.- Tak bardzo tęsknię.- wyznaje.
-Wiem.- mówi mu Emily.-Wiem, Mario.- powtarza, a on po prostu chwyta ją za dłoń. Potrzebuje bliskości, a ona jest mu bliska. Emily nachyla się i go przytula, a on chętnie obejmuje ją ramionami.
***
Trochę chaotycznie, mam wrażenie. Jak Wam się podoba?

6 komentarzy:

  1. Czy chaotycznie? może odrobinkę. Ale to wynik tego, że w tym rozdziale bardzo dużo się dzieje, na wielu "płaszczyznach". Z tond te przeskoki, ale nie uważam żeby to była jakaś wada. Jak się podoba? Jak zwykle BARDZO, BARDZO, BARDZO. Emily i Mario jak zwykle cud, miód. Naprawdę tak dalej Super Mario! <3 Julie rozczula. Bardzo ciężka, ważna i potrzebna rozmowa Mario z mamą Ann. Bardzo budująca scena z ojcem Rickyego. Daje nadzieję, że ludzi czasem dostrzegają swoje błędy i potrafią je naprawiać. Miły rozdział na zakończenie dnia. Nie mogę się doczekać jutrzejszego meczu. Chociaż wiadomość o kontuzji Marco łamie serce. Niby podobno to tylko lekki uraz... Ale tak tęsknie za tym chłopakiem na boisku, szczerze go uwielbiam. Czekam na jego powrót bardziej niż na gwiazdkowy prezent. A tu ciągle coś... to niesprawiedliwe. :/ Tyle kontuzji przed jutrzejszym meczem się posypało, że tragedia. Mimo wszystko mam nadzieje że damy radę i skopiemy bawarczykom tyłki! Trzeba pokazać kto rządzi na Signal Iduna Park :D! <3 #HejaBVB

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietny rozdział i czekam na nastepny ;) A co z historią o Sarze i Marco bo miałaś tam powrócić i nici z tego wyszły?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągle mam zamiar wrócić, ale to trudne kiedy rano wychodzę z domu, a wracam wieczorem...
      Wielokrotnie już zaznaczałam, iż mam ograniczony czas. Historię o Rickym i Sam, mam w większości napisaną, o Mario też miałam mnóstwo stron, natomiast o Marco i Sarze, to co miałam napisane już dodałam. teraz, aby coś sensownego dodać, dopisać muszę mieć więcej czasu, aby na spokojnie siąść. Nie da się czegoś zrobić w 15 minut, bo czasem po prostu brakuje pomysłów. Przepraszam, ale tak wygląda obecnie moja rzeczywistość, jak zaczynałam miałam mnóstwo wolnego czasu, ale to było dawno. Postaram się wrócić do historii Sary i Marco. Nie powiem kiedy, bo może to być jutro ( mam wolniejszy dzień), a może to być za tydzień, dwa. Zależy od czasu i weny.
      Pozdrawiam.

      Usuń