wtorek, 4 lipca 2017

63. When you hold my hand...

Rodzice nie ułatwiają mu decyzji, ale rozumie ich podejście. Mają wątpliwości, czy to dobry pomysł od razu zabierać Julie. Proponują, że z nią zostaną, więc on i Emily będą mogli wyjechać sami, a potem, jeśli okaże się, iż Mario potrzebuje specjalistycznego leczenia, to właśnie wtedy Julie dołączy do swojego ojca. Przez moment piłkarz nawet rozważa tą propozycję, ale później nie jest pewien czy to dobry pomysł. Nie jest pewien czy będzie potrafił znieść z nią rozłąkę. Ostatecznie postanawia porozmawiać o tym z Emily.  Więc kiedy dziadkowie idą z Julie na spacer on wsiada do samochodu i po prostu jedzie do niej.
***
-Mamo naprawdę chciałabym wiedzieć.- mówi swojej rodzicielce. To nie jest zaskoczeniem dla Alice, bo była przekonana, iż jej córka kiedyś będzie chciała posiąść tę wiedzę. Ona również  chciałaby. Być może chciałaby również kiedyś móc powiedzieć komuś zwykłe " dziękuję."
-Nie jestem zaskoczona, że chcesz. Wiele osób podobnie myśli.- mówi córce terapeutka.
-Być może uda mi się chociażby podziękować bukietem kwiatów... - patrzy na swoją mamę.- Mamo, jestem szczęśliwa...- wyznaje córka.- Naprawdę szczęśliwa, a to wszystko jest możliwe dlatego, że ktoś zadecydował, iż uratuje komuś życie... sam zadecydował, albo zadecydowali jego bliscy.- mówi i jest wzruszona. Zawsze już będzie wzruszona mówiąc o tym.- Chciałabym powiedzieć dziękuję... Po prostu. Jeśli będę mieć okazję to, to zrobię.
-Powinnaś. Masz za co dziękować córeczko.- mówi Alice i ma zamiar jeszcze coś dodać, ale słyszą dzwonek do drzwi więc Emily idzie otworzyć. Uśmiecha się widząc w progu Mario.
-Co za miła niespodzianka.- mówi dziewczyna, a on zamiast odpowiadać po prostu uśmiecha się, a zaraz potem całuje ją. Kiedy się od siebie odsuwają Mario patrzy jej w oczy.
-Porozmawiasz ze mną?- pyta bez żadnych wstępów.
-Coś się stało?- pyta dziewczyna, z której twarzy od razu znika uśmiech.
-Nic strasznego, po prostu moi rodzice namawiają mnie...
-Chodźmy na taras, dobrze? Porozmawiamy na spokojnie.- proponuje dziewczyna.
-Dobrze.- zgadza się i idzie za nią. Tam wita się z Alice, która siedzi w jednym z foteli. Jednak kiedy zjawia się Emily i Mario, chcąc dać im możliwość rozmowy bez świadków po prostu idzie do gabinetu.
-Powiedz mi teraz proszę o co chodzi?- patrzy na niego Emi.  Więc jej mówi.
***
Kiedy wraca do domu w środku jest bardzo cicho, co jest rzadkością ponieważ o tej porze Seba zwykle przyrządza coś dobrego do jedzenia. Tym razem jednak już od drzwi wie, że jego mąż tego nie robi. Kiedy ściąga buty i przechodzi obok salonu od razu zauważa Sebastiana leżącego na kanapie. Cicho wchodzi do środka myśląc, że jego druga połowa śpi. Okazuje się, że to nie prawda.
-Cześć kochanie.- mówi Mark zdobywając uwagę męża. Sebastian spogląda na niego.
-Cześć.- odpowiada próbując się uśmiechnąć, ale niespecjalnie dobrze mu to wychodzi. Mark wie, że coś jest nie tak. Siada na ławie przed Sebą.
-Co się dzieje?- pyta nie chcąc zgadywać.-I proszę nie mów, że wszystko jest w porządku, a leżysz w łóżku dlatego, iż chciałeś po prostu się położyć. Położyć się jak najbardziej możesz, natomiast wiem, że coś jest nie w porządku. Powiedz mi, proszę.
-Zadzwoniła moja matka.- mówi Sebastian.
-Twoja matka?- dopytuje ponieważ jest zdziwiony.
-Tak, moja matka.- potwierdza Sebastian.
-A możesz mi powiedzieć dlaczego zadzwoniła?- pada pytanie, a na twarzy Sebastiana pojawia się jeszcze większy smutek.- Przepraszam Sebastian za to pytanie. Bardzo chciałbym, aby zadzwoniła po prostu dowiedzieć się co słychać u jej syna, ale wiemy obydwaj dobrze, iż nie w tej sprawie się kontaktowała. Milczała tyle lat i nie podejrzewam jej o to, aby nagle zainteresowała się twoim losem. A jeśli nawet się zainteresowała to na pewno nie bez powodu. Więc wyjaw mi ten powód, proszę.- patrzy na swoją drugą połowę. Seba milczy nie patrząc mu w oczy. Czuje palce męża pod brodą i jest zmuszony podnieść wzrok. Napotyka zatroskane spojrzenie Marka. To wtedy starszy rozumie, że powiedział kilka zdań za dużo. Nic z tego, co wyszło z jego ust nie jest nieprawdą, obydwaj o tym wiedzą, ale słowa wypowiedziane na głos dotknęły Sebę. Mark to widzi.-Przepraszam, powinienem być delikatniejszy.- próbuje się zrehabilitować.- Nie powinienem tak o niej mówić. To twoja mama, pomimo wszystko...- jest mu przykro, ale Sebastian kręci głową. Bo wie, że jego partner powiedział same fakty. Prawdę.
-Nie pomyliłeś się. Masz rację.- przyznaje choć jest mu niezmiernie przykro. Jest mu przykro ponieważ chciałby, aby faktycznie zainteresowała się jego losem. Po tylu latach, by dotarło do niej, że on potrzebuje matczynej miłości. Pomimo tego, że jest dorosły.-Najpierw zapytała co u mnie.- mówi. - Byłem zaskoczony, trochę nie dowierzałem, ale potem przez kilka sekund miałem nadzieję, że jest naprawdę zainteresowana.- dodaje.- Ale to była złudna nadzieja. Byłem naiwny.- mówi z żalem.
-Co powiedziała?- dopytuje starszy.
- Poprosiła mnie o pomoc...- wyznaje patrząc na swojego partnera.
-Poprosiła?- Mark jest zaskoczony.
-Ona...
- Zażądała...- dopowiada starszy.- To bardziej pasuje do niej niż prośba.- dodaje.- Ona nie prosiła, ale zażądała prawda?- pyta Mark. Sebastian znów na niego nie patrzy. Ucieka wzrokiem.- O jaką pomoc?- dopytuje.- Seba...- patrzy na swojego męża.-Wiedziałem, że ten moment nastąpi. Wiedziałem, Seba.- mówi i wstaje. Jest zły. Nie może pojąć jak perfidni potrafią być ludzie. Najbliższe osoby. Teoretycznie najbliższe. Podchodzi do okna i wpatruje się w dal.- Co dokładnie ci powiedziała?- dopytuje.- O co cię prosiła?- pyta. Chce wiedzieć. Musi wiedzieć.
-To nie jest ważne.- mówi Sebastian. Jego głos jest cichy. Słychać w nim żal i rezygnację.
-Jest ważne.- zapewnia Mark.-O jakiej pomocy mówimy?- pada następne pytanie.
-To nie ważne.- powtarza młodszy.
-To jest ważne, Sebastian.- nalega odwracając się do męża. Patrzy na niego jednak nadal nie podchodzi.
-Daj spokój. - prosi młodszy.- Naprawdę nie chcę już o tym myśleć, nie chcę się nad tym zastanawiać, ani rozmawiać o tej sytuacji.- wstaje z sofy i ma zamiar opuścić salon. Jednak Mark pochodzi, łapie go za nadgarstek i mu to uniemożliwia.- Zostaw...- próbuje wyrwać rękę, bezskutecznie jednak.
-Seba...- wzdycha Mark.- Powiedz mi...
-Chciała pomocy finansowej.- mówi ze wstydem.-To chciałeś usłyszeć?- pyta.- Moja matka chciała, abym pożyczył jej pieniądze, bo ma problemy finansowe.- wyrzuca z siebie Sebastian.- Właściwie nie pożyczył, a dał.- poprawia się.- A kiedy jej odmówiłem nie była zadowolona.-- mówi.-Uważa, że moja pomoc jej się należy, bo jest moją matką. Mówiła, że w młodości to ona łożyła na moje utrzymanie, kształciła mnie, a teraz jak  ma kłopoty to ja powinienem się odwdzięczyć. To właśnie mi powiedziała. Już wszystko wiesz, a teraz pozwól mi pójść do łazienki.- mówi.- Jest mi niedobrze jak przypomnę sobie tę rozmowę. Nie spodziewałem się, że tak mnie potraktuje. Nie miałem pojęcia, że jest do tego zdolna. Już przywykłem, że jestem wyrodnym dzieckiem, że nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego, nie kontaktowali się. Jednak tego się nie spodziewałem. To był cios poniżej pasa, Mark. Cios poniżej pasa.- powtarza i patrzy na swoją drugą połowę. Widzi w oczach Marka współczucie. Nie chce współczucia. Nie chce by ktoś tak na niego patrzył, a szczególnie on. Nie dostrzega, że to nie współczucie, a troska. Troska w czystej postaci. Ma zamiar wyjść, ale Mark mu nie pozwala.  Potem czuje jak mężczyzna przyciąga go do siebie i obejmuje. Potrzebuje tego. Mark potrafi to wyczuć.
-Ona nie ma prawa nic od ciebie żądać.- mówi mu jego partner.- Nie ma najmniejszego prawda cię o nic prosić i powoływać się na więzy rodzinne, bo to ona je zerwała. - dodaje.- Nie jesteś jej nic winien Sebastian i ona dobrze o tym wie, ale jest na tyle bez serca, że łapie się każdej możliwości.- tłumaczy.- Jest mi przykro z tego powodu, bo nie zasłużyłeś sobie niczym na takie traktowanie. Nie zasłużyłeś sobie. - powtarza ponownie, aby te słowa w końcu dotarły do jego męża.-Ona nawet nie zdaje sobie sprawy jak wiele straciła odrzucając ciebie.- mówi. Przez chwilę jest cisza. Żaden nic nie mówi.
-Nie mogłem nic z siebie wydusić.- wyznaje po chwili młodszy.- Sparaliżowało mnie i się rozłączyłem. Potem jeszcze dzwoniła, ale nie byłem w stanie odebrać, bo wyrzucałem w łazience zawartość swojego żołądka...- opowiada.
-To normalne, zdenerwowałeś się.
-Rozbiła mnie jedna rozmowa z matką, Mark... Właściwie monolog mojej matki... Jestem tak słaby...- wzdycha żałośnie.
-Nie jesteś.- zapewnia starszy.- Wiele przeszedłeś, więcej niż niejedna osoba. Poradziłeś sobie ze wszystkim.- patrzy mu w oczy.- Poradziłeś sobie.- powtarza.- Jeśli ona nie chce dostrzec jak wspaniałego ma syna i jak wiele straciła przez te wszystkie lata, to jej strata. To jej wybór. Ty dokonujesz swoich wyborów. I powtarzam nie jesteś nic jej winien.- obserwuje reakcję partnera.- Natomiast jeśli czujesz, że chcesz jej pomóc, chcesz to zrobić, to możesz. Nie mam nic przeciwko temu.- mówi.
-Dopiero powiedziałeś, że nie powinienem, bo nie jestem nic jej winien...
-Tak myślę, to jest fakt. Nie jesteś Seba. Jeśli pomimo to chcesz jej pomóc, bo czujesz taką potrzebę, zrób to. Weź pieniądze z konta, daj jej i już. 
-Nie miałbyś nic przeciwko? Mamy wspólne konto. Te pieniądze w większości są...
-Nasze Seba...One są nasze.- mówi stanowczo.- I nie. Nie miałbym nic przeciwko.  Jestem na nią wściekły, bo zrobiła i robi ci krzywdę, ale to jest twoja matka Sebastian. Jeśli pomimo to czujesz, że musisz jej pomóc, chcesz to zrobić, czujesz się zobowiązany, nie będę cię powstrzymywał. Musisz sam podjąc decyzję.
Sebastian wpatruje się w Marka, a potem pozwala mu się przytulić. Po chwili Mark słyszy jego ciche słowa.
-Nie dam jej pieniędzy, Mark. - mówi.- Dałbym, gdyby nie powiedziała tak wiele przykrych rzeczy. Dałbym pomimo tego, że przez tyle lat nie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Jednak powiedziała dziś za dużo. - powtarza.- I dziękuję.- odsuwa się i patrzy w oczy partnerowi.- To wspaniale wiedzieć, że w takiej sytuacji jesteś w stanie być ponad to wszystko i dajesz mi wybór, że nie narzucasz mi swojej woli, swojego zdania.- wyznaje.
***
 Ostatecznie dochodzą do wniosku, że mała Julie zostanie z rodzicami szatyna, a Emily będzie mu towarzyszyć. I jeśli okaże się, że piłkarz będzie musiał leczyć się w Monachium, to wtedy właśnie zabiorą Julie.
***
Mario jest cichy podczas jazdy na lotnisko, jest taki również podczas lotu. Ona jednak nie pyta, nie chce wyciągać z niego na siłę jak się czuje. Wie, że na pewno nie za dobrze. Wie, iż czuje niepewność, że jest bezsilny, bo ma prawo tak właśnie odczuwać.Doskonale to rozumie. Jednak nie rozmawia z nim o tym. Wie, że jeśli on poczuje potrzebę rozmowy to sam  ją rozpocznie. Jednak on milczy. Milczą, ale Emily znajduje sposób, aby pokazać mu, iż nie jest w tym wszystkim sam. Splata ich palce i właściwie ich dłonie są złączone cały lot. I po wyjściu z samolotu również się nie rozłączają. 
***
Rozmawiają o następnym dniu. Mario ma mieć rozszerzoną diagnostykę. Są pewni, że spędzi cały dzień w klinice na różnych badaniach. Jest trochę zestresowany, ale obecność Emily działa kojąco. Jej ramiona i usta również. Kiedy z rozmowy przechodzą do pocałunków, które po chwili kończą się w sypialnianej części pokoju hotelowego sytuacja zaczyna powoli zmierzać w jednym kierunku. Jednak się zatrzymują.
-Przepraszam.- mówi Emily.
-Nie przepraszaj.- mówi jej piłkarz.- Uwielbiam cię. Całą. I nawet nie wiesz do jakiego stanu doprowadzają mnie twoje pocałunki...- uśmiecha się.- Jednak w tym momencie musimy przerwać, bo potem moje hamulce mogą mnie zawieźć...- tłumaczy, a ona się uśmiecha i przytula do niego. - Naprawdę cię pragnę. Emi.- mówi jej trzymając twarz w jej włosach.-Bardzo...
-Ja ciebie też...- odpowiada mu.- Ale...
-Powoli. Wiem.- kończy za nią ponieważ domyśla się co dziewczyna chce powiedzieć.
-Tak, powoli.- zgadza się odsuwając się od niego, ale nadal się obejmują jednak dziewczyna może swobodnie patrzeć mu w oczy. Wpatruje się w nie przez moment, myśli o czymś intensywnie, ale nic nie mówi, a on to widzi, jednak nie pyta i czeka cierpliwie kiedy sama mu powie. I w końcu to się dzieje. 
-Nigdy nie czułam do nikogo tego, co czuję do ciebie.- wyznaje patrząc mu w oczy.- Wydawało mi się kiedyś, że byłam zakochana, ale kiedy porównam to, co czuję teraz okazuje się, iż tamto mogło być tylko zwykłym zauroczeniem.- patrzy mu w oczy, a on się uśmiecha.- I też cię pragnę.- dodaje.- Bardzo, ale chciałabym aby wszystko działo się powoli bo...- przerywa ponieważ czuje jego palce gładzące jej policzek.
-Rozumiem, nie musisz tłumaczyć...- mówi cicho.
-Chcę.- zapewnia go.-  Chcę, bo powinieneś wiedzieć. Mario ja nigdy...- mówi.- Ja nigdy nie byłam z mężczyzną w ten sposób... tak blisko.- mówi cicho, a on słucha i patrzy na nią.- Po prostu nie spotkałam właściwej osoby, a potem była choroba, która odebrała mi tak dużo czasu... A teraz mam ciebie...- patrzy mu w oczy i on wie wszystko. Całuje ją uśmiechając się.
- Nie będziemy się śpieszyć.- obiecuje biorąc w swoją dłoń jej dłoń i całując wewnętrzną stronę.
***
Nie może patrzeć na jego smutek. Jest późno, ale pomimo to postanawia  działać. Sebastian jest zaskoczony kiedy Mark przynosi mu ubrania, które kładzie obok niego i prosi, aby je ubrał. Jest zaskoczony, już ma coś powiedzieć, ale zostaje poproszony ponownie o to by się ubrał. Robi to więc. Mark zabiera go do kina na późny seans, a po nim idą do pubu, który obydwaj tak lubią. Tam spotykają przypadkowo znajomych więc dosiadają się do nich. Mark widzi, że udało mu się odwieźć myśli Sebastiana od zdarzenia z matką, bo jego partner prowadzi ożywioną rozmowę, śmieje się. Więc jest zadowolony. A potem zamiast wracać do domu taksówką, wybierają spacer. W pewnym momencie Sebastian zatrzymuje się. Mark jest zaskoczony więc też się zatrzymuje.
-Coś się stało?- pyta.
-Tak, mam wspaniałego męża.- mówi młodszy.- Męża, który potrafi dostrzec czego potrzebuję. Bezbłędnie.- patrzy na niego.- Dziękuję za ten wieczór. Właściwie noc. I za wszystko.- uśmiecha się.- Wiem, że jestem w tym momencie mega ckliwy, ale...
-Nic więcej nie musisz mówić. Robię to wszystko, bo mi na tobie zależy i zrobię dużo więcej jeśli będzie trzeba.- zapewnia starszy.- A teraz chodźmy do domu, bo zaraz będzie padać.- dodaje. Więc idą. I być może Sebastian łapie swojego męża za dłoń i splata ich palce...
***
Patrzy na nią. Widzi jej mały uśmiech, który ma na ustach. Jej włosy rozrzucone są na poduszce, a oczy skupione na nim. Przesuwa dłoń i dotyka jej nagiej skóry. Palcami sunie po jej plecach, ona zamyka oczy, a jej uśmiech się powiększa.  I on się uśmiecha. Uśmiecha się nie dlatego, że czuje się zaspokojony ponieważ chwilę wcześniej się z nią kochał, choć wspomnienie tych chwil również wywołuje na jego twarzy uśmiech. Uśmiecha się ponieważ ją kocha, ponieważ ona jest jego, ponieważ od tak dawna jest z nią szczęśliwy. Uśmiecha się, bo może dzielić z nią wszystko. To powody do radości. Uśmiecha się również z jednego bardzo ważnego powodu. Tym powodem są jej słowa, które wypowiedziała jakiś czas wcześniej. Słowa, które go uszczęśliwiły. Słowa, które chciał usłyszeć. Słowa, na które mógł jedynie przytaknąć, zgodzić się z nią. 
-Chciałbyś chłopca czy dziewczynkę?- pada pytanie, a on kładzie głowę na poduszkę i wpatruje się w jej oczy. Bierze jej dłoń w swoją i splata ich palce.
-Będę szczęśliwy niezależnie od tego czy poczniemy dziewczynkę czy chłopca.- mówi cicho.- Nie mogę się doczekać.- dodaje.
-Ja też...
***
Nie wiem czy długość rozdziału Wam odpowiada czy też nie. Cóż... nie mógł być dłuższy. Po prostu nie chcę go na siłę przeciągać.Mam nadzieję, że się spodoba. 
Pozdrawiam.



10 komentarzy:

  1. Okej, no to się podzialo, aż nie wiem od czego zacząć. Chyba od tego co mnie oburzyło ... to oczywiście ta "matka" Sebastiana. Bo nie wiem czy takie osoby zasługują na takie miano. Straszna wiedźma. Mario i Emily to straszni! Nie wiem jak można być tak uroczym i slodkim. :D po prostu skandal. I nie będę udawała że nie cieszy mnie taki rozwój sytuacji... Bo cieszy jak cholera! :D ABSOLUTNIE ICH UWIELBIAM. Cieszy mnie to, że są ze sobą szczerzy. No i ten ostatni fragment... ty to potrafisz zamknąć człowieka w kozim rogu... Nat i Marco czy Ricky i Agnes? :D A może baby boom i oboje? :D pozdrawiam i czekam na nexty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... pisałam końcówkę dokładnie wiedząc o kim piszę, ale potem stwierdziłam, że zostawię to tak, aby czytelnicy mieli dylemat :) Udało się :) Przepraszam, ale takie znaki zapytania są potrzebne. Dzięki nim czytelnik chce się dowiedzieć, czuje niedosyt i wraca tutaj :)
      Niedługo wszystko się wyjaśni, przynajmniej w tej kwestii :)
      Tymczasem zmykam. Do następnego razu :)

      Usuń
  2. Ale sie dzialo, wproawdzilas tak duzo wątków w jednym rozdziale ale to dobrze. Czekam az Emily dowie się kto jest dawca chociaż pewnie nie tylko ja jestem przekonana ze to serce Ann. Mam nadzieje ze wyniki Mario nie beda bardzo zle. No i jeszcze Mark i Sebastian, ta matka to okropna kobieta, jak moze tak traktować swojego syna. A co do ostatniego fragmentu to trochę zaskoczylas a jednocześnie najważniejsze pozostawilas w tajemnicy chociaz ja obstawiam ze owa para to Ricky i Agnes bo przecież Emily i Mario jeszcze nie a Nat i Marco juz maja dzieciaczki. Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest kilka wątków ponieważ chcę, aby czytelnicy dowiadywali się co dzieje się u różnych bohaterów :)
      A co do dzieciaczków... zobaczycie :)

      Usuń
  3. Mark pięknie się zachował, pozwolił mu na danie tych pieniędzy matce Sebastiana. Mało kto by był do takiego czegoś.
    Matka zrobiła przykrość jego mężowi, a teraz chce też "dać" swoje pieniądze.
    Ahhh... Emily i Mario...rozpływam się... nie wiem co mam napisać. :D
    Co do dziecka obstawiam, że Natalie i Marco. Bo tam jest zdanie, "ponieważ od tak dawna". Po za tym dawno ich nie było. ;)Sądze, że to oni. Agnes i Rick bardziej ślub powinni planować niż dziecko. A czy w ogóle są narzeczeństwem? No właśnie...
    Mimo wszystko i tak jestem ciekawa kto to będzie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy cos pojawi się na blogach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuje nad nowymi rozdziałami. Postaram się wrzucić je najpóźniej do poniedziałku.

      Usuń
    2. ❤❤❤

      Usuń
  5. Niestety rozdziały pojawia się w środę. Dopiero wróciłam więc nie dam rady dokończyć. Przepraszam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten rozdział jezt słodko-gorzki.
    Z jednej strony po prostu uderzyła mnie sytuacja Seby. Został okropnie potraktowany przez rodzinę. Nie dość, że został przez nich praktycznie przekreślony, to teraz jeszcze uważają, że ma wobec nich jakieś zobowiązania. Na szczęście ma niesamowitego męża.

    Z drugiej strony to jak rozwija się sytuacja Emily z Mario powoduje uśmiech na twarzy. Do tego jest wyrozumiały jeżeli chodzi o sprawy łóżkowe, co teraz jest normalnie "nie do pomyślenia".

    Zakończenie też mi się podoba😍Baby😁

    OdpowiedzUsuń