środa, 8 listopada 2017

66.Niepewność...

Powrót do domu jest tym o czym marzył. Więc kiedy wchodzi do domu rodziców, a mała na jego widok wstaje z maty, na której się bawi i biegnie do niego czym prędzej on kuca i rozkłada ramiona. Emily uśmiecha się na ten widok, a Mario przytula swoją córeczkę mocno do swojego ciała. Chowa ją w swoich ramionach, a twarz w jej włosach.
-Tak bardzo cię kocham.- mówi cicho, ale nie tylko Julie słyszy, jego rodzice również. Chwilę później Emily i Mario siedzą na sofie i rozmawiają z rodzicami piłkarza przekazując im dokładnie to, co ustalili lekarze w związku ze zdrowiem piłkarza. Mała Julie siedzi na kolanach Mario, jest do niego przytulona. Odkąd wrócił nie zostawiła go nawet na chwilę. Mario tuli ją do siebie, rozmawia, ale cały czas co chwilę zerka na córeczkę. Wie, że tęskniła. Wie, że mała jest do niego tak przywiązana, iż pomimo tego, że była grzeczna podczas jego nieobecności to jednak mocno tęskniła. Widać to właśnie w tym momencie. Kiedy rozmowa się przeciąga, w pewnym momencie Emily wskazuje na małą. Mario patrzy na córeczkę i okazuje się, że mała zasnęła. Uśmiecha się czule na ten widok.
-Pójdę ją położyć.- mówi, po czym najdelikatniej jak umie wstaje. Mała zasnęła już na tyle mocno, że nie reaguje. Mario wychodzi z salonu.
-Bardzo za nim tęskniła. Momentami popłakiwała, ale nie chcieliśmy tego mówić, bo po pierwsze panowaliśmy nad sytuacją, a po drugie jemu nie były potrzebne dodatkowe zmartwienia.- mówi babcia dziewczynki.
-Domyślałam się, że może popłakiwać, ale też nie chciałam dopytywać przy Mario, bo on i tak przeżywał zarówno badania, jak i rozłąkę z Julie. Dobrze, że już jesteśmy.- uśmiecha się dziewczyna piłkarza.
-Też się cieszymy, choć to na pewno nie będzie łatwe. Mario, jak wiesz, jest cierpliwą osobą, ale miewa trudne momenty. Teraz na pewno też tak będzie. - mówi matka piłkarza.
-A mówią, że życie piłkarza jest łatwe...- wzdycha ojciec Mario.
-Łatwe jest wtedy, kiedy się o kimś czyta w kolorowej gazecie.- odpowiada Emily.- Szczerze mówiąc nie znałam drugiej strony tego zawodu, bo i skąd? Nie raz czytałam o piłkarzach, o żonach... Pięknie to wszystko wyglądało z perspektywy czytelnika kolorowych pism...
-To prestiż, ale i wiele wyrzeczeń...
Emily widzi, że idzie Mario. Piłkarz zajmuje miejsce obok niej. Blisko. Jego dłoń ląduje na jej udzie, a wzrok łączy się ze wzrokiem dziewczyny. Uśmiecha się.
-Położyłem ją, ale miałem też ochotę do niej dołączyć...- wyznaje.
-Trzeba było tak zrobić.- odpowiada dziewczyna.
-Nie mogłem zostawić gościa.- mówi o niej. Jest pewna.
-Emily nie jest gościem... Jest członkiem rodziny...- poprawia go mama, a on spogląda na nią. Uśmiecha się i to jest jego jedyna reakcja na te słowa. Cieszy się po prostu, że kobieta, która kocha tak bardzo wpasowała się w jego życie. Tak bardzo wpasowała się w jego rodzinę.
***
-Idziemy na spacer?- pyta Marco.
-Na spacer?- dopytuje Natalie.
-Tak, kochanie. Mam ochotę pójść z moją żoną tak po prostu na spacer. Na taki zwyczajny. Jak zwyczajni ludzie, którymi zresztą jesteśmy.- mówi jej patrząc na nią i się uśmiechając.
-Może i jesteśmy normalnymi ludźmi, przynajmniej staramy się nimi być, ale dodatkowo jesteś piłkarzem więc znając życie to jak się tylko pojawimy gdzieś to otoczą cię kibice i skończy się tak jak zawsze na autografach i zdjęciach.- odpowiada żona.
-Zrobię sobie kilka zdjęć grupowych, a potem ładnie przeproszę i powiem, że chciałbym pospacerować z żoną.
-Trzymam cię za słowo.- mówi mu. Jest tak jak przewidziała Natalie. Jak tylko zostają rozpoznani, Marco natychmiast znajduje się w centrum zainteresowania. Ale również jest tak jak mówił. Zgadza się na zdjęcia, ale tylko na kilka grupowych. Nie na indywidualne tłumacząc, że obiecał żonie spacer i zamierza dotrzymać słowa. Fani słuchają. Po chwili mężczyzna bierze za rękę Natalie i idą dalej alejką.
- Nie lubię jak te wszystkie kobiety są tak blisko ciebie. Jak cię tak ciasno otaczają.- mówi Natalie. Marco w odpowiedzi przyciąga ją do siebie i obejmuje ciaśniej jednym ramieniem. Potem całuje w czoło.
-Ty jesteś kobietą, którą chce mieć obok siebie najbliżej. Którą mam przy sobie. Z którą jestem najbliżej. Inne kobiety to tylko kibice, fanki, jak zwał tak zwał. Nie musisz być zazdrosna.  - mówi jej.- Jesteś kobietą mojego życia.
***
Jest rozczarowany ponieważ mieli wyjść wieczorem, ale okazało się, iż Mark musi wrócić do pracy, ponieważ trzeba coś poprawić. Obserwuje go jak się przebiera. Choć chciałby wyrazić to, jak jest zły, milczy. Nie chce nic mówić. W końcu praca jego męża jest ważna. Ważniejsza niż jego złość i rozczarowanie. Tym bardziej, że on nie zarabia. Kiedy drzwi za Markiem się zamykają, on idzie do barku i wyciąga z niego butelkę z bursztynowym trunkiem. Nalewa sobie odrobinę do szklaneczki i wypija jednym ruchem. Potem nalewa jeszcze trochę, chowa butelkę, a potem zajmuje miejsce na kanapie i ma zamiar pooglądać telewizję. Zasypia w połowie filmu. Jest wcześnie. Marka nie ma w domu. Jak się budzi jest godzina 22.15. Nadal jest sam. Sprawdza telefon. Odczytuje wiadomość od męża, że jeszcze musi chwilę posiedzieć. Bierze prysznic po czym kładzie się do łóżka. Nie wie o której zasypia, ale jest nadal sam.
***
Znów go maluje. To dzieje się spontanicznie. Po prostu rano, bardzo wcześnie rano, kiedy dzieci jeszcze śpią, a ona budzi się odczuwając potrzebę pójścia do toalety, idzie do niej, a kiedy wraca i kładzie się obok męża w łóżku widzi, że zsunęła się z jego ciała kołdra. Patrzy na niego. Na śpiącego spokojnie Marco. Na Marco, którego tak bardzo kocha. Obserwuje jak jego klatka piersiowa  równomiernie unosi się i opada.Jest szczęśliwa. Uwielbia takie poranki. Poranki, kiedy może na niego patrzeć. Obserwować jak śpi. jaki jest spokojny. Postanawia go namalować. zapamiętuje każdy szczegół obrazu przed nią. Malowała go niezliczoną ilość razy. W różnych pozach. Czasem tylko pozował, rzadko, często malowała z pamięci. Teraz też namaluje z pamięci. Przecież zna każdy szczegół jego ciała, jego twarzy, jego całego. 
-Przyglądasz mi się.- słyszy jego głos i patrzy na niego.Dostrzega, że jej mąż ma otwarte oczy i się w nią wpatruje.
-Uwielbiam na ciebie patrzeć. Korzystam jak mogę. Kiedy jesteś w domu.- dotyka jego nagiej klatki piersiowej i przeciąga palcami po jego skórze, a on czuje dreszcze. Zawsze je czuje.- Jesteś doskonały.- komplementuje go.
-Oj... Nie jestem.- zaprzecza.
-Jesteś...
-Nie istnieje nikt doskonały, Nat...
-Nie o to mi chodzi.- prostuje.- Dla mnie jesteś doskonały.- poprawia się.- Każdego dnia jestem wdzięczna Bogu, że postawił cię na mojej drodze.- mówi mu, a on uśmiecha się z czułością.
-A może raczej postawił ciebie na mojej.- mówi patrząc jej w oczy.- Byłaś mi potrzebna. Jesteś...
-Ty mnie również... Nie wiem w jakim miejscu byłabym teraz, gdybym cię nie spotkała. Wątpię, że w dobrym...- wyznaje szczerze.- Nie wiem jak tego dokonałeś, że ci zaufałam. Szczerze mówiąc do tej pory nie mam pojęcia. 
-Myślę, że po prostu mieliśmy być razem. Tak miało być kochanie.- dotyka jej policzka dłonią i gładzi go z czułością.- Myślę też, że taka kobieta jak ty nie mogłaby być sama...
-Byłabym.- zapewnia go.
-Myślę, że nie. - zaprzecza jej słowom.
-Marco... ja do tej pory boję się mężczyzn.- patrzy mu w oczy kiedy to mówi.- Wiem, ze tego nie widać, zresztą przebywam głównie wśród osób mi znajomych, zaufanych, ale... Robb... 
-Nie myśl o nim...
-On sprawił, że już nigdy nie będę ufna. Że już zawsze będę odczuwać strach...
-Robb to przeszłość. Trzyma się od nas z daleka. I mam nadzieję, że tak już będzie zawsze, bo szczerze mówiąc nie wiem co bym zrobił gdyby kiedykolwiek próbował się do nas zbliżyć.- mówi szczerze.
-On już się do nas nie zbliży... To tchórz. Jest mądry jak ma do czynienia z kimś słabszym od siebie. Ty to nie ja...- wzdycha.- Wystraszył się ciebie. Raz a dobrze.
-Nie byłaś słaba.- zaprzecza jej słowom bo się z nimi nie zgadza.- Przypominam ci, że to ty od niego odeszłaś. Znalazłaś sposób, wyprowadziłaś się, zaczęłaś nowy rozdział swojego życia. To nie ja zrobiłem kochanie. - przypomina jej, a ona się nad tym zastanawia. Faktycznie. Marco pomógł jej później. 
-Może i tak było... - przyznaje.
-Nie może, tak było kochanie. Po tym wszystkim co przeszłaś znalazłaś siłę na to, by zmienić swoje życie. I sposób, aby od niego odejść. Jesteś silna. Bardzo. I podziwiam cię. Zawsze będę. - mówi pewnie.- Spełniłaś moje marzenia o domu i rodzinie. Ciągle spełniasz. Dałaś mi dom, z którego niechętnie wychodzę i z chęcią wracam. Jesteście moim domem- ty i nasze dzieci. Nie ważne co się dzieje, nie ważne jakie burze są w naszym życiu, ja zawsze wiem, że mam coś co jest stałe i niezmienne- Was. - wyznaje.- Tak bardzo Was kocham. - dodaje.- A ty jesteś kobietą moich marzeń. - uśmiecha się. Natalie całuje go, bo po takim wyznaniu nie pozostaje jej nic innego. Musi go pocałować. Nie może tego nie zrobić.
-Nie wiem czym sobie na ciebie zasłużyłam...- mruczy.
-Tak bardzo cię kocham Natalie...- mówi po raz drugi. I całuje ją. A potem są kolejne pocałunki, kolejne i kolejne... I może nie tylko one...
***
Kiedy wstaje jego mąż śpi. Wstaje tak, aby nie obudzić Marka. Po cichu wychodzi z sypialni. Po drodze wciąga na siebie t-shirt. W kuchni wstawia wodę na herbatę, po czym wrzuca dwie kromki chleba tostowego do tostera. Zamyśla się. Toster wydaje charakterystyczny dźwięk, więc wie, że tosty gotowe. Smaruje je obficie dżemem, miał nie jeść słodkiego, ale zrobi wyjątek. Zjada obydwa po czym robi sobie herbatę. Przegląda pocztę popijając gorący napój. Wie, że Mark zapewne wrócił bardzo późno, nie chce budzić go, chce, aby się wyspał. Dlatego postanawia wyjść pobiegać rano. Może powinien zrobić to od razu po wstaniu z łózka, ale właściwie stwierdza, że każda chwila jest dobra. Ubiera się po czym wychodzi. 
***
Kiedy wraca w mieszkaniu nadal jest cicho, wiec wie, iż Mark jeszcze nie wstał. W kuchni pije wodę, ponieważ ta w butelce już dawno mu się skończyła. Postanawia wziąć prysznic, ale kiedy telefon Marka wibruje na blacie kuchennym. Bierze go w dłoń i widzi, że ktoś dzwoni. To jego szef.
-Proszę.- odzywa się.
-Cześć Mark. Przepraszam, ale mam wyrzuty sumienia i dzwonię, aby zapytać czy twój mąż się nie wściekł? Domyślam się, że nie był zadowolony. Naprawdę nie chciałem, abyś miał kłopoty przeze mnie.- mówi, a żołądek Sebastiana się kurczy. Nie ma pojęcia o czym tamten mówi, ale czuje niepokój.-Mark, jesteś tam? Wszystko w porządku?- dopytuje dziwiąc się, że nikt się nie odzywa.
-Dzień dobry. Mój mąż śpi.- odpowiada Sebastian siląc się na spokojny ton chociaż nie ma pojęcia co ma myśleć.
-Przepraszam, nie wiedziałem, że to nie Mark odebrał.
-Powiedziałbym Panu, ale od razu zaczął Pan zadawać pytania, nie miałem jak. Odebrałem jego telefon ponieważ zobaczyłem, że to pan, pomyślałem, że to coś ważnego.- tłumaczy.
-Przepraszam...-  pada z drugiej strony.- Wczoraj...- zaczyna, a żołądek Sebastiana kurczy się.- Zabrałem mu mnóstwo czasu... ja...
-Dlaczego podejrzewał Pan, że będę zły?- to pytanie wypływa z ust Sebastiana zanim jeszcze podejmuje decyzję czy ma je zadać. Mimowolnie. Jest cisza po drugiej stronie, za długa jak na gust Seby. W końcu szef Marka odzywa się.
-Wiem, ze to zabrzmiało dziwnie. Ale chodziło mi o to, czy nie był Pan zły, że tyle musiał być w pracy.- tłumaczy, a Sebastian choć ufa mężowi, to temu mężczyźnie już nie. Nie ma pojęcia, ale nie czuje do niego sympatii. Wolał poprzedniego szefa swojego męża. Sebastian ma już coś odpowiedzieć, ale zauważa, że Mark pojawia się w kuchni. Dostrzega, iż Seba ma jego telefon przy uchu. 
-Z kim rozmawiasz?- pyta, a Sebastian po prostu podaje mu telefon i opuszcza kuchnię. Mark jest zdezorientowany. Zauważa, że jego szef dzwoni. Przykłada telefon do ucha.
***
Mario spędza cały ranek z córeczką w domu rodziców. Tak spał u rodziców. Nie chciał już zabierać małej do domu więc odwiózł Emily i wrócił do rodziców. Jedzą śniadanie z rodzicami Mario. Rozmawiają, Mario wygłupia się z Julie. Dziewczynka jest zachwycona. Widać dokładnie, że tęskniła za tatą, ale już nie jest tak, że cały czas jest do niego przylepiona jak koala. Mario tęsknił przez te parę dni za taką codziennością. 
***
Mark nie przeszkadza Sebastianowi jak ten bierze prysznic. Za ten czas przygotowuje śniadanie. Kiedy słyszy, że woda została zakręcona zalewa herbatę po czym kieruje swoje kroki w stronę łazienki. Naciska klamkę, drzwi się otwierają. Sebastian wyciera się stojąc niedaleko prysznica. Obserwuje go. Sebastian milczy. On nie ma pojęcia co jego mąż sobie myśli.
-Seba...- odzywa się do niego, ale Sebastian na niego nie patrzy. Przez telefon szef go przepraszał, powiedział dokładnie jakie słowa padły, kiedy Seba odebrał więc Mark domyśla się, iż mogło to zabrzmieć dwuznacznie.- Wiem, że to o co pytał Jackob mogło dziwnie zabrzmieć. Wczoraj przepraszał mnie, że musiałem tak długo zostać w pracy, było mu głupio i strasznie się przejmował, że się na mnie wściekniesz. Mówiłem, ze jesteś wyrozumiały, ale on swoje. I dzisiaj zadzwonił się dowiedzieć. - tłumaczy.- Wiem, że mogłeś to odebrać inaczej, wiem, ze odebrałeś, widzę to po tobie, ale naprawdę chodziło tylko o to. Nie pomyśl sobie, ze mogło coś się wydarzyć, bo to pewnie tak zabrzmiało, zresztą sam bym to w ten sposób odebrał...- dodaje. Sebastian nadal milczy. Już się nie wyciera, a ubiera.- Sebastian, powiedz coś proszę.- zwraca się do niego Mark.- Wiem, że byłeś zdezorientowany,  powiedz mi to, pogadaj ze mną. Nie wiem co sobie myślisz, jak nic nie mówisz. mam nadzieję, że mi ufasz...- dodaje. Sebastian spogląda na niego. 
-Tobie ufam.- odpowiada.- Powiedz mi... - zaczyna, ale zastanawia się chwilę. Mark zbliża się do niego.- On ma kobietę?- dopytuje.
-Kto?
-Jackob.- pada odpowiedź.
-Nie, nie ma.- odpowiada szczerze jego mąż.
-Jest gejem?- pada kolejne pytanie. Sebastian spogląda na swojego męża. 
-Nie. Jackob jest bi.- odpowiada szczerze. Taka jest prawda. 
-Hmm... wydawało mi się, że jest za bardzo zainteresowany twoją osobą i życiem. - mówi młodszy.
-O czym ty mówisz? 
-Ja wiem o czym mówię. - odpowiada i wychodzi z łazienki. Sebastian od początku nie polubił jego nowego szefa. Wie o tym bardzo dobrze. I wie, że teraz będzie tylko jeszcze gorzej. 
***
Wróciłam. Ta dam !!!
Mam nadzieję, że już moja wena będzie stabilna ;)
Do następnego :)

6 komentarzy:

  1. Super, że wróciłaś:D
    Dopiero dziś komentuje bo znalazłam chwilę.
    Co do rozdziału...nono dzieje się w życiu Marka i Sebastiana. Znowu.. Ty nie dasz im spokoju. No ok, może chociaż u innych będzie sielankowo:D Ah malutka stęskniła się za swoim tatą. Brakowało mi tu stęsknienia się za Emily ze strony małej. Może się czepiam.
    Generalnie super rozdział :)
    Do następnego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie mogę dać spokoju tym dwóm panom😉 Niech walczą 😀 Zobaczymy co z tego wyniknie? Sama jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę. Dziękuję 😘

      Usuń
  2. Cieszę się z twojego powrotu :) no i rozdzial fantastyczny :) mam nadzieje że teraz rozdzialy beda pojawialy sie częściej skoro wena wrocila :) oczywiście czekam również az pojawi sie cos na pozostałych blogach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebawem postaram się coś wrzucić na inne blogi. Dziękuję za cierpliwość 😘

      Usuń
  3. Mała jest przeeeesłodka. Cieszę się ze rodzice Mario tak miło przyjęli Emily. I w końcu coś więcej o Nat i Marco, choć trochę mnie wystraszyłaś wzmianką o Robbie. Mam nadzieję, że się ponownie nie pojawi. I zazdrosny Seba....oby nic się między nim a Markiem nie zepsuło.

    Oczywiście cieszę się na Twój powrót- życzę weny i jej stabilności ;)

    OdpowiedzUsuń