piątek, 16 marca 2018

71.Family...

Jest w fundacji. Z Sebastianem. Pracują, a właściwie on powoli się wdraża. Musi wiele rzecz mu przekazać, wiele powiedzieć. Jest jednak rozkojarzona. Bardzo. Tak bardzo, że on zauważa. Widzi, ale nic nie mówi. Po prostu obserwuje ją i uśmiecha się, kiedy Emily chwilami się zawiesza. Ona w końcu to dostrzega.
-Śmiejesz się ze mnie.- mówi mu.
-To nie jest prawda.- zaprzecza. - Uśmiecham się ponieważ jesteś tak rozkojarzona, że myślę, iż powinniśmy dać sobie spokój na dzisiaj.- mówi jej. Emily uśmiecha się i odkłada dokumentację.
-Boże ciągle o nim myślę.- wyznaje wzdychając. Patrzy na Sebastiana i się uśmiecha. A on rozumie.
-O Mario.
-Tak. O Mario.- przyznaje.- Cięgle o nim myślę. Jestem taka zakochana.- przyznaje.
-To akurat wiem.- mówi jej.- Widać na pierwszy rzut oka.
-Cięgle o nim myślę... Myślę co teraz robi, czy się uśmiecha, czy jest smutny, zamyślony... Czy on też o mnie myśli...- mówi.-Powinnam pracować, przekazać ci wiele ważnych informacji, a jedyne o czym myślę patrząc na te papiery to on. Chyba zwariowałam do reszty.- przyznaje śmiejąc się.
-Uwierz mi na słowo, nie zwariowałaś.- mówi jej. - Mam propozycję.- patrzy na nią.- To może pójdziemy na kawę?- proponuje jej z uśmiechem. Zgadza się. Więc idą do kawiarni, która znajduje się niedaleko siedziby fundacji. Zamawiają kawę i rurki z kremem.  Sebastian patrzy na nią i się uśmiecha.
-Śmiejesz się ze mnie.- mówi mu ponownie.
-Nie. Nie śmieję się z ciebie.- zaprzecza chłopak.
-Śmiejesz.
-Nie. Nie mógłbym się śmiać ponieważ kiedyś też tak miałem. Nienawidziłem momentu, w którym któryś z nas musiał wyjść z domu i zostawić drugiego. Nie lubiłem się rozstawać z Markiem.- przyznaje się.
-Potem minęło?- pyta dziewczyna.
-Nie minęło. - przyznaje mężczyzna.- Na szczęście nie minęło.Po prostu musimy jakoś egzystować, a do tego potrzebna jest praca. Nadal  mógłbym spędzać z nim całe dnie. Mógłbym z nim ciągle rozmawiać, bo zawsze mamy temat do rozmowy, lub po prostu być obok. Może jeszcze kiedyś nadejdzie taki moment, kiedy się ze sobą będziemy nudzić, ale to nie nastąpi zbyt szybko.- uśmiecha się.- Mam nadzieję, że nie nastąpi w ogóle.
-Nie nastąpi wcale jeśli będziecie dbać o to co was łączy.
-No właśnie. Też wychodzę z takiego założenia.- uśmiecha się patrząc na Emily.- Nie mógłbym bez niego żyć.- mówi po prostu Sebastian.- Mówię poważnie.
-Wiem o czym mówisz. Czuję to samo do Mario, choć nie jesteśmy małżeństwem. Twój związek z Markiem jest już sformalizowany. Tak jakby przypieczętowaliście wasze uczucie.
-Nigdy wcześniej, przed Markiem nie przeszło mi przez myśl, że będę szczęśliwym mężem. W ogóle nie myślałem, że będę szczęśliwy. Przecież okazało się, że jestem inny...- słyszy od niego.- To było straszne. Naprawdę było.
-Domyślam się.
-A moja rodzina... Cóż... Ale wiesz teraz sobie myślę, że gdyby było inaczej to nie byłbym teraz z Markiem, nie miałbym męża, nie byłbym ciągle jak szczeniak zakochany i nie byłbym szczęśliwy. Bo jestem pewien, że on właśnie jest najwłaściwszą osobą. Ale nie o mnie mamy rozmawiać, a o tobie i Mario.
-Nie, dlaczego? Ja chętnie posłucham o waszej miłości. W sumie podziwiam was. Bo sporo przeszliście. Mieliście różne zakręty w waszym życiu i związku, ale to nie sprawiło, że kochacie się mniej.
-Zwątpiłem.- przyznaje chłopak.- Wtedy kiedy leżał w klinice poparzony. Przez moment zwątpiłem, bo chciał mnie od siebie odsunąć. I w pewnym momencie przeszło mi przez myśl, że już nie dam rady się starać, walczyć o to, aby do niego dotarło, że ja naprawdę kocham go na tyle dojrzale i mocno, że będę z nim niezależnie od wszystkiego.
-Bał się, że w pewnym momencie możesz być z nim z litości...
-Jak się kogoś kocha to kocha się go bez blizn i z bliznami, albo z całym bagażem doświadczeń jakie niesie. Zresztą sama wiesz jak to jest. Mario też wie. Bo przecież wasza miłość tez od początku nie była łatwa i oczywista.
-Nie była, nie jest i nie będzie. Ja mam za sobą wygraną walkę o życie. Na razie wygraną, ale zawsze istnieje jakiś maleńki odsetek strachu, że to może stać się ponownie. Zresztą życie wygrałam, ale już nie będzie dokładnie tak jakby było gdybym nie zachorowała. Nigdy nie będzie. Nawet rozmawialiśmy o tym z Mario. Niejeden raz. Chciałabym mieć kiedyś dziecko, swoje dziecko. Niestety to jest awykonalne.
-Nie ma szans?
-Niby szanse jakieś są, ale nie każda kobieta po przeszczepie dostaje zielone światło od lekarzy, aby mogła spróbować. Także ja próbuje się pogodzić z myślą, że niestety to moje wielkie marzenie się nie spełni. A Mario... cóż, sam wiesz co się stało. To co się wydarzyło miało na niego ogromny wpływ. On już nigdy nie będzie takim samym mężczyzną jak przed wypadkiem. Sam o tym mówi. Jest nadopiekuńczy i zdaję sobie sprawę, że będzie taki. Poza tym przeżył załamanie. Wiem, że może mieć stany depresyjne, bo to nie znika ot tak. Ale go kocham. i on mnie kocha. I akceptujemy to wszystko z czym przyjdzie nam się mierzyć.
-No właśnie. A mój mąż w tamtym czasie uważał, że będzie kaleką, a ja zasługuję na życie z kimś, kto nie będzie dla mnie ciężarem. Nie mogło to do niego dotrzeć, że ja nie będę potrafił być z kimś innym. I nie potrafiłbym. A po tym co stało się później, po tym jak zostałem napadnięty to już w ogóle wiem, że nie potrafiłbym zaufać nikomu innemu. Z nikim nie mógłbym być tak blisko. Więc na szczęście dzięki dużej pomocy Ricky'ego dotarło do niego, że źle postępuje. No i przez to, że w tym samym czasie zmarł mój ojciec i zwyczajnie w świecie wiedział, że ta wiadomość przywołała wszystkie najbardziej złe wspomnienia więc chyba po prostu nie chciał mi już dokładać. Zresztą jestem przekonany, że Ricky też mu nagadał...
- Na pewno. Pamiętam, że Natalie mówiła, że z nim rozmawiała i był wściekły na Marka za to w jaki sposób postępuje.
-Ricky jest naprawdę świetnym kolesiem.- przyznaje Sebastian.- I pomyśleć, że przyjaźnię się z byłym facetem mojego faceta.- przewraca oczyma.
-Nom, świat jest mały.- kwituje dziewczyna.
-Dobrze to ujęłaś.To nie jest dziwne?
- Że polubiłeś byłego faceta twojego faceta?
-Nom.- przytakuje.
-Ricky nie da się nie lubić. Więc ci się nie dziwię. Mógłbyś go nie lubić gdybyś uważał, że zagraża w jakikolwiek sposób waszemu związkowi. Albo gdybyś był zazdrosny o to, co ich kiedyś łączyło.
-Nie jestem. Akceptuję to. To było dawno.
-Dokładnie. Ja też mogłabym być zazdrosna o Ann. Mario nadal ją kocha i wiem, że to nigdy się nie zmieni. Ta miłość zostanie w nim na zawsze. Zawsze już będzie obecna w naszym życiu, jej zdjęcia będą w domu, będziemy o niej mówić, Mario będzie opowiadał Julie jaka była. Nadal będąc ze mną momentami się zawiesza. Wiem, że pewne sytuacje przypominają mu o niej. Miewa dni, kiedy jest nieobecny, zamyślony. Wiem, że wtedy wspomina, myśli o niej. Ale wiem również, że w tym samym czasie jest ze mną. Może czasem milczący, ale ze mną, przytulający się do mnie. Wiem, że mnie również kocha. Bardzo kocha bo na każdym kroku pokazuje mi swoją miłość i oddanie. I ja też akceptuję to, że ona była przede mną w jego życiu. Że to z nią przeżył wiele pięknych chwil przede mną. I to ona dała mu Julie, którą kocha nad życie. I dzięki Ann jestem. Dzięki niej mogłam pojawić się w życiu Mario i Julie.
-Piękna jest ta wasza historia. Oprócz oczywiście tej tragiczniejszej części. Ale całość, jak to się wszystko działo, po kolei...
-Jest, to prawda. Mam nadzieję, że będzie dalsza część.- uśmiecha się dziewczyna.- Nie umiem bez niego żyć.
-Nie będziesz musiała.- twierdzi chłopak. Słyszy swój telefon więc odbiera. Chwilę rozmawia z Markiem. Kiedy chowa telefon do kieszeni uśmiecha się.
-Widzę, że ty też jesteś szaleńczo zakochany.- kwituje.
-Myślę, że to się już nigdy nie zmieni.
***
-Tęskniłem.- mówi jej kiedy zjawia się w domu Mario. Najpierw w jej stronę biegnie Julie, którą przytula, a potem gdy mała odkleja się od niej, Mario przytula ją.
-Ja także tęskniłam.- odpowiada.
-Myślę, że mam obsesję na twoim punkcie.- wyznaje uśmiechając się.- Wiem, że to śmieszne co mówię, ale nie mogłem przestać o tobie myśleć. Zresztą nie mogę odkąd się w tobie zakochałem, ale...- przerywają mu jej palce na jego ustach.
-Najśmieszniejsze jest to, że nie mogłam się na niczym skupić. Właściwie zmarnowałam sporo czasu w fundacji. Nie poruszyłam z Sebastianem wielu kwestii, ponieważ nie mogłam się skupić. I on to dostrzegł.
-Co mówił?- pyta ciekawy.
-Nic. Śmiał się, ale twierdził, że nie ze mnie.- uśmiecha się.- W końcu poszliśmy do kawiarni napić się kawy, zjeść ciacho i pogadać. To fajny facet.- przyznaje.
-Bardzo fajny. I chyba rozumie co czujesz. 
-No właśnie to powiedział, że on też tak ma  więc chyba faktycznie nie naśmiewał się ze mnie. 
-Jest zakochany w Marku na zabój. Nie mógłby nie zrozumieć. To widać jak się na nich spojrzy. Na pierwszy rzut oka. Są razem sporo czasu, w sumie to są już na dalszym etapie, ponieważ sformalizowali związek, a jakoś nie widzę, aby siła tego, co ich łączy osłabła.
-Bo nie osłabła. Naprawdę miło ich obserwować. 
-Nie tylko ich. Nas też. - nachyla się i ją całuje.- My też jesteśmy zakochani.- mówi patrząc jej w oczy.- Kochamy... Nie mogę bez ciebie żyć.- wyznaje jej.
-Mam tak samo.Nie wiem co było przed tobą Mario. Nie pamiętam.- dotyka dłonią jego policzka i go gładzi. Ma coś powiedzieć, ale Julie przytula się do jego nogi. Spoglądają w dół obydwoje i uśmiechają się. Mała uwielbia zwracać na siebie uwagę. A kiedy małe rączki wędrują do góry w niemej prośbie, aby mężczyzna wziął córeczkę na ręce, on bez słowa to robi. Julie obejmuje swoimi rączkami ich obydwoje. Na tyle, na ile może. 
-Kocham...- mówi mała, a oni się uśmiechają. 
-Ja też was kocham moje kobietki.- wyznaje Mario.
-Kobietki... powtarza jego córeczka.
-Tak. Ty jesteś moją małą kobietką.
-Emily duża kobietka.- śmieje się Julie.
-Tak. 
-Twoje kobietki...- szczebiocze Julie.
-Moje kobietki.- zapewnia ją Mario.
-Julie taty.
-Tak kochanie. Jesteś moją córeczką. 
-Emily twoja...- mówi mała.Mario milknie na moment. A potem spogląda na Emily.- Tak kochanie. Tata kocha Emily. - przyznaje.
-Kocha?
-Tak, tatuś bardzo kocha Emily. 
-Ja też.- odpowiada Julie. Bo ona również kocha Emily całym swoim dziecięcym serduszkiem. 
***
Leży przytulona do jego nagiej klatki piersiowej. czuje jego palce w swoich włosach. Jej palce kreślą abstrakcyjne wzory na jego brzuchu. Milczą przez dłuższą chwilę. A potem słyszy jego słowa.
-Czasem wydaje mi się, że śnię.- wyznaje Mario.- Boję się wtedy, że obudzę się i znikniesz.- dodaje.
-Mario...- unosi głowę.
-Nie, daj mi proszę dokończyć.- mówi jej.- Ja chyba już zawsze podświadomie będę się bał.  Ale takie chwile są tylko momentami. Bo te myśli znikają kiedy się pojawiasz. Dawniej, aby takie i podobne myśli odpędzić potrzebowałem terapii i antydepresantów, teraz wystarczy mi to, że jesteś. - patrzy jej w oczy.- Jesteś moim wszystkim. Ty i moja córeczka. Moim wszystkim. 
-Kocham cię.
-Kocham cię całym sobą.- odpowiada. - I mam do ciebie prośbę. 
-Jaką?
-Zamieszkaj ze mną.- proponuje, a ona jest zaskoczona.- Z nami. Ze mną i moją córeczką.
-Mario...
-Obiecaj, że o tym pomyślisz. 
-To nie za wcześnie? 
-Jesteś kobietą, którą kocham. Moja córeczka cię kocha. Ty kochasz nas. Dla kogo jest za wcześnie?
- A mogę pomyśleć?- pyta.
-Ale nie zastanawiasz się nade mną, tylko nad mieszkaniem ze mną prawda/- pyta.- Proszę cię. Chcę byśmy stworzyli rodzinę. Już nią jesteśmy, ale chcę byśmy żyli razem. Byli razem. 
-Kochanie...
-Kocham cię tak bardzo. Tak bardzo.- całuje ją. Z miłością. Żarem, Tęsknotą. Całuje aż brakuje jej tchu. 
***
Podoba się?



11 komentarzy:

  1. Nie zrozum mnie źle.. Nie probuje być złośliwa bo sama nie potrafię pisać opowiadań na dluzsza mete. Co najwyzej one-shoty, ale że zawsze lubiłam to opowiadanie to tym razem musze Ci wskazac pare minusow. Pierwszy to taki ze ja wlasciwie to juz nie wiem o czym ono jest. Akcja i fabuła tak sie rozwlekła, i o ile z poczatku to rozumiałam bo chciałas przedstawic żałobe Mario jak najbardziej realistycznie (i te rozdzialy choc smutne byly super( tak ostatnio mam wrazenie, ze sama troche znudziłas sie fabuła i zrzucasz co chwile mniejsze badz wieksze kamienie na glowy bohaterow. A to jednym a to drugim i tego jak dla mnie (ale jest to tylko moja opinia, z ktora kazdy moze sie nie zgodzic) jest juz za duzo. Duzo lepiej sam rozwoj akcji wygladal w twoim pierwszym opowiadaniu z Marco w roli glownej czy chociazby z tym o Sam i Maxie (tak wgl. To kiedy tam nowy rozdzia?). Ten rozdział, tez prakytycznie nic nie wnosi, poza tym, ze dawno tu juz nic nie bylo wiec nawet to fajnie bylo poczytac. Kolejny minus, a moze nie minus tylko cos czego nie rozumiem jest sposob budowania przez Ciebie niektorych zdan np. "Jest w fundacji. Z Sebastianem." jest to praktycznie jedno zdanie, podzielone na dwie czesci brzmi sztucznie, ale moze ty miałas w tym jakis cel, ktorego nie zrozumialam. A tak w ogole to mimo, ze z mojego komentarza to nie wynika ale bardzo ciesze sie ze wrocilas. Mam nadzieje ze zobacze cie rez na reszcie twoich blogow jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz. Oczywiście przyjmuję krytykę. Nie jestem osobą, która obraża się jak ktoś zwróci jej uwagę. Także dziękuję. Oczywiście przemyślę to co dałaś mi do zrozumienia. I na tyle na ile będę mogła się poprawię. Co do tego tego jak to ujęłaś, że zrzucam mniejsze bądź większe kamienie na głowy bohaterów... Cóź... zrzucam ponieważ życie nie jest jedną wielką sielanką. Nie jest. Sama tego doświadczam ciągle. Widzisz... Hmm... miałam to opowiadanie ułożone w głowie od dawna. Może nie całość, ale znaczną jego część. Miałam je nawet napisane w większości. Pewne wątki, które się tu pojawiły nie były przewidziane w pierwotnej wersji historii. Te pomysły zrodziły się w mojej głowie pod wpływem wydarzeń, których albo w pewnym stopniu byłam świadkiem ( po części, nie dosłownie, bo to nie tak, że całość opisanych zdarzeń miała miejsce), albo pewne sytuacje pojawiły się w życiu kogoś kogo znam bliżej lub dalej. Widzisz. Jakiś czas temu żyłam ze świadomością, że pewne sytuacje oczywiście mają miejsce, ale dzieją się one gdzieś tam w Polsce, w świecie... W każdym razie nie obok. No cóż... Niektóre z nich mają miejsce bliżej niż nam się wydaje. A skąd mnogość tych kamieni? A stąd, że obserwuję jak takie i inne spadają na głowy ludziom obok. I to nie tak, że dzieje się jakaś tragedia i potem mają pół roku spokoju. Nie, tak nie jest. Czasem to cała lawina nieszczęść. I cóż... to chciałam pokazać pisząc tutaj o tym. To było moim zamiarem. Ja wiem, że wszyscy wolelibyśmy, żeby wiele rzeczy nie miało miejsca, wolelibyśmy także czytać o samych fajnych rzeczach. Wiem. Jeśli tymi " kamieniami" zepsułam opowiadanie, to cóż... wybaczcie. Ale to samo życie. W moim w przeciągu dwóch lat było tak dużo niespodziewanych zwrotów akcji, że przez całe wcześniejsze lata nie przeżyłam tak wiele jak przez ostatnie dwa. Ale podobno co nas nie zabije to nas wzmocni.
    Jeszcze raz wielkie dzięki, za komentarz. I liczę na jeszcze. Obiecuję poprawę przynajmniej w pewnych kwestiach. Bo watki... cóż... sama nie jestem w stanie przewidzieć co jeszcze przyjdzie mi na myśl :) Na inne blogi wrócę. Staram się jak mogę, ale mój dom i moje życie obecnie to jedna wielka lawina chorób i nieprzewidzianych sytuacji. Stąd moja nieobecność. Do pewnego momentu mojego życia naprawdę miałam wszystko poukładane. I było wspaniale. Od mniej więcej dwóch lat, kiedy już wydaje mi się, że rozwiązałam wszystkie problemy los dokłada kolejne. Ale ogarnę wszystko. I ogarnę blogi. Bo uwielbiam pisać :)
    Dziękuję, dziękuję, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem. Czytam. I czekam na więcej:D
    Przeczytałam Twój komentarz powyżej, odpowiadający innej osobie.
    Chciałam tylko Ci napisać, że trzymam kciuki aby Twoje życie było bardziej poukładane niż przez ostatnie dwa lata. Osobiście nie lubię jak nie mam w życiu chociaż większości spraw poukładanych(wiadomo, że nie można wszystkiego poukładać, i mieć plan na 3, 5 czy 10 lat w przód). Nie lubię uczucia niestabilności, niewiedzy i niepewności.
    Trzymaj się!
    Ps: Nawet najmniejsze kamienie mogą mieć wymiar ogromny dla danej osoby. Np. sprawa Seby i Marka, o tą pracę, niby nie ma tragedii, jaką miał Mario, ale to dla Seby i Marka był ogromny kamień. Nie uważam by opowiadanie było przesiąknięte samymi nieszczęściami. Rzecz w tym jak z nich wychodzimy i do jakich rozmiarów my sami te kamienie powiększamy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za życzenia. Oby się spełniły, bo los ciągle płata mi figle...
    Tak, tragedia Mario bez wątpienia była największą w tym opowiadaniu.
    Jeśli chodzi o innych bohaterów, to mieli oni również trudniejsze momenty. Nieporównywalne może do tragedii Mario, ale to oczywiście nie znaczy, że jak im nikt nie umarł to już cały czas wiedli spokojne i szczęśliwe życie... Chciałam pokazać ludzi z krwi i kości. Mam nadzieję, że chociaż po części mi się to udaje.
    Życie wokół nas nie jest barwne i kolorowe. Wokół nas dzieją się mniejsze lub większe tragedie. Jest większe lub mniejsze nieszczęście. Nie wszyscy pokazują, że cierpią. Ale każdy ma swoje problemy, bez wyjątku.Świetnie mają ci ludzie, których świat właśnie taki jest- o ile tacy istnieją.
    Ja już dawno wyrosłam z postrzegania świata przez różowe okulary. Nie twierdzę, że życie składa się tylko z tragedii. Tak nie jest. Myślę jednak, że nie jest ono sielankowe. Czasem jest tak, że przez wiele lat żyjemy spokojnie, nic nam nie brakuje, ale po jakimś czasie dzieje się coś, co ciągnie za sobą szereg innych zdarzeń, złych zdarzeń. Wtedy się wydaje, że już nic dobrego nas nie spotka, że bez sensu jest walczyć... Niestety, wiem coś o tym. Nie mogę i nie chcę pisać o szczegółach, ale jedno zdarzenie pociągało kolejne, a jak się wydawało, że ten problem jest rozwiązany, działo się coś innego, a potem znowu i znowu. Kiedyś nastąpi koniec tych zdarzeń. Czekam z niecierpliwością.
    Moi bohaterowie również przeżywają różne rozterki, są na różnych zakrętach, zadają sobie wiele pytań. Tak właśnie wygląda świat.

    OdpowiedzUsuń
  5. * świetnie mają ci ludzie ( o ile istnieją), których świat jest barwny i kolorowy...- małe sprostowanie, bo tam w pewnym miejscu na górze wkradł się błąd...

    OdpowiedzUsuń
  6. Opisujesz fantastyczną historie dwójki cudownych ludzi których zycie nie oszczędzalo i doskonale rozumiem dlaczego wplatasz tutaj te wszystkie życiowe trudności, w końcu nikt z nas raczej nie ma sielankowego życia. Jednak wydaje mi sie ze jest tu zbyt malo głównych bohaterów i brakuje mi ich. No i oczywiście gdyby rozdzialy pojawiały sie częściej to byloby super ;)
    Pozdrawiam :) /W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praca zajmuje mi mnóstwo czasu. I w tym momencie to główny powód mojej nieobecności.

      Usuń
  7. Hej. :) Pamiętaj, że jestem i sprawdzam czy pojawiło się coś nowego.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jesteś. ostatni miesiąc upłynął pod hasłem: komunie, komunie, komunie. Ten będzie spokojniejszy więc mam nadzieję coś dodać. dzięki, za cierpliwość. Buziaki

      Usuń
  8. Hej, hej! Pojawisz się jeszcze?

    OdpowiedzUsuń