Obserwuje Emily, która w tym momencie właśnie zapina pasy w wózku spacerowym, by Julie nie wysunęła się z niego podczas spaceru. Szybko przywykł do obecności dziewczyny w domu. Niektórzy może powiedzieliby, że zbyt szybko.
-Na pewno nie chcesz iść z nami?- słowa dziewczyny wyrywają go z zamyślenia.
-Nie to, że nie chcę, a nie mogę. Obiecałem Marco, że pojadę z nim obejrzeć samochód.- odpowiada.
-Myślałam, że Natalie z nim pojedzie...
-Nie pojedzie, bo nie podoba jej się pomysł kupienia przez niego porsche. Mieli tysiąc rozmów na ten temat, jednak nie namówił Natalie, by z nim wybrała.
-Czyli nie sprzeciwiła się zakupowi, ale nie pomoże mu wybrać?
-Dokładnie. Nat i Marco są świetnym małżeństwem, naprawdę dobrze się dogadują i zgadzają w wielu kwestiach, ale ona nie podziela jego miłości do szybkich sportowych samochodów. I nie da się przekonać. Jednak nie należy do osób, które narzucają swoje zdanie. Dlatego pewnie Marco kupi ten samochód.
***
-Kochanie wychodzę.- mówi blondyn wchodząc do salonu. Jego żona w tym momencie bawi się z ich córeczką, a Oliver bawi się klockami.
-Jedziesz po Mario?
-Tak. Obiecał ze mną pojechać.- odzywa się piłkarz.- no chyba, że zmieniłaś zdanie i też się wybierzesz.- mówi z nadzieją.
-Znasz moje zdanie na ten temat, Marco.- odpowiada malarka.
-Znam, ale miałem nadzieję...- nachyla się i muska jej usta.-Jak wrócę to zajmę się dziećmi, a ty zajmiesz się sobą.
-Będę malować.
-Co tylko zechcesz skarbie.- mówi po czym składa małego całusa na czole córeczki i drugiego na policzku synka. Chwilę później Natalie słyszy jak jej mąż odjeżdża spod domu.
***
Idzie powoli alejką parkową pchając przed sobą wózek. Julie śpi, zasnęła 10 minut wcześniej. Mogłaby wrócić do domu i ją położyć, ale nie ma zamiaru odbierać jej możliwości snu na świeżym powietrzu. Kiedy zbliża się do placu zabaw zauważa, że na jednej z ławek, niedaleko niej, dzieli je właściwie siatka ogrodzeniowa, siedzi Natalie.
***
-Cześć.- słyszy więc odwraca głowę w lewo skąd dochodzi głos.
-Cześć Emily.- odpowiada uśmiechając się.
-Mogę?- pyta blondynka wskazując na ławkę.
-Pewnie, siadaj.- zachęca ją malarka zaglądając do wózka z Jull.- Śpiąca królewna.- żartuje.
-Zasnęła po 15 minutach spaceru. Uwielbia spać na świeżym powietrzu.
-Ollie i Cass też uwielbiali. Spacer zawsze kończył się dla nich na śpiąco. Teraz te czasy minęły...- patrzy na swoje pociechy bawiące się na piaskownicy z innymi dziećmi.
-Teraz wolą szaleć na placu zabaw.
-Zdecydowanie. Uwielbiają tu przychodzić, to ich ulubiony plac zabaw, choć bliżej naszego domu jest inny, większy. Jednak to tutaj częściej bywają. Tak właściwie, to dziś miałam z nimi zostać w domu, nie chciało mi się nigdzie wychodzić, tym bardziej, że w ogrodzie też mogliby się bawić, ale oczywiście moje plany i ich plany to dwie różne sprawy. Chwilę po wyjściu Marco Oli zaczął pytać o plac zabaw, a Cass mu wtórowała. No i nie miałam szans przekonać ich do pozostania w domu. Wyszaleją się teraz, to potem, kiedy będą mieć tatusia to wtedy nie będą mieć siły na szaleństwa, więc Marco nie będzie się musiał zbyt dużo wysilać.- tłumaczy.
-Czyli ty teraz się nimi zajmujesz, a później Marco?
-Tak, mam zamiar potem malować, a z dziećmi to niemożliwe.
-No tak.
-A Mario oczywiście wybył z moim mężem.- uśmiecha się malarka.- Obydwaj uwielbiają sportowe samochody więc oczywiście pojechali do salonu, bo Marco oszalał na punkcie jednego modelu.
-No tak, Mario mówił. Też mu się oczy świeciły jak mówił o tym porsche.
-No tak, oni ostatnio o niczym innym obydwaj nie rozmawiali. Ciągle o tym.
Obydwie widzą córkę Nat idącą w ich stronę. Jej oczka niebezpiecznie się szklą, co widać na pierwszy rzut oka. Mała dziewczynka podchodzi do mamy po czym, kiedy tylko widzi jak jej mama rozkłada ręce, ona natychmiast wpada w jej ramiona.
-Co się stało kochanie?
-Domek?- pyta dziecko.
-Chcesz wrócić do domku? Ale coś się stało?
-Tatuś...
-Myszko, ale tatusia nie ma w domku, ponieważ pojechał z wujkiem obejrzeć nowy samochód?
-Wujkiem Mario?- pyta dziewczynka.
-Tak skarbie, z wujkiem Mario. Tatuś będzie później, będzie się z Wami bawił, tak? Popatrz, Oli cię szuka. Idź do niego.
Mała dziewczynka schodzi z kolan swojej mamy, po czym kieruje się w stronę piaskownicy, na której stoi jej brat.
-Córeczka tatusia?- pyta Emily.
-Zdecydowanie.- pada odpowiedź.- Jest bezsprzecznie zakochana w swoim ojcu. Kiedy go nie ma, ona potrafi bez przerwy o niego pytać. Oli też nie lubi jak Marco jest nieobecny, kiedy wyjeżdża, jednak to Cass ciągle pyta, tysiące razy. Czasem nie mam już siły odpowiadać tysięczny raz.
-Wiesz, myślę, iż Julie będzie robić tak samo.- zauważa Emily.- Już teraz miewa humorki, kiedy Mario nie ma w domu...
-Z tego co wiem, to wcześniej miewała większe humorki, teraz, odkąd jesteś ty okazuje to mniej...
-Bo jestem dla niej nowością. Staram się, kiedy jej taty nie ma, robić wszystko, by była zajęta. Udaje się. Jednak naprawdę, kiedy on się pojawia, to jej twarz się rozjaśnia.
-Tak jest, masz rację. Ona go uwielbia, zresztą odpłaca mu tym uwielbieniem i miłością, za jego miłość.- Natalie spogląda do wózka, gdzie Julie mruczy coś przez sen.- Wiesz, ona może straciła mamę, która kochałaby ją równie mocno jak jej tata, jednak tak sobie myślę, że choć byłoby lepiej, gdyby Ann żyła, mogła ją wychowywać, to jednak stało się tak a nie inaczej... I tak myślę, że pomimo wszystko, Julie nigdy nie odczuje braku rodzicielskiej miłości. Tego jej nigdy nie braknie, bo Mario da jej ją za dwoje rodziców.
-Właściwie znam go od niedawna, ale wiem, że masz rację. Mario jest naprawdę wspaniałym tatą, choć momentami mam wrażenie, że on sam w siebie wątpi.- mówi Emily.
-On momentami faktycznie jest niepewny, ale to normalne. Widzisz, myślę, że te miesiące od śmierci Ann dały mu dużo, przebolał jej odejście w jakimś stopniu, ale to ciągle za mało, on potrzebuje więcej czasu... Julie była ich oczkiem w głowie już kiedy jej oczekiwali, planowali jak będą ją wspólnie wychowywać, a potem los pokrzyżował te plany. Mario ma prawo być zagubiony i niepewny. I jeszcze nie raz zwątpi w to, czy jest dobrym ojcem dla Jull, czy jest w stanie zapewnić jej tyle uwagi ile powinien, czy zdoła w jakiś sposób zalepić lukę, by nie odczuwała tego tak bardzo, że nie ma mamy.
-Nie mówi o tym, ale to można odczuć, zobaczyć...
-Jak się jest dobrym obserwatorem, Emily...- uśmiecha się Natalie.
-Cóż, ja chyba nim jestem.- stwierdza.- Może mam trochę z mamy...
***
Jest potwornie zmęczony, ale uparcie trwa przy szpitalnym łóżku, nie opuszcza pokoju. Właściwie to cały czas trzyma jego dłoń. Nie puszcza jej, choć nie ma pewności, iż on czuje jego obecność, jego dotyk. Chwilami wydaje mu się, że odpływa. Łamie go sen, ponieważ nie spał już ponad dwie doby. Jednak w tym momencie nie to jest najważniejsze, a on... Od kilkunastu godzin, zważywszy na stan chorego, zastanawia się nad jedną rzeczą. W końcu wybiera jeden numer z kontaktów i wciska zieloną słuchawkę.
***
Spędza wieczór tuląc do siebie kobietę, którą kocha. Oglądają jakąś komedię, śmiejąc się momentami do łez. Tak właściwie, to uwielbia takie wieczory. Uwielbia kiedy jest spokój...
-Czy nie słyszysz swojego telefonu, Ricky?- odzywa się Agnes.
-Słyszę, ale tak mi tu dobrze, że próbuję zignorować to, że dzwoni. Może ten ktoś da sobie spokój.- twierdzi.
-A może to coś ważnego, kochanie.
-No dobra...- wstaje i odbiera. I kiedy chwilę później siada na sofie w salonie Agnes zauważa, iż coś się musiało stać, odczytuje to z jego twarzy.
-Co się stało, Ricky?- pyta blondynka siadając.- Bo coś się stało, prawda?
-Tak. Dzwonił partner Marka... Szukał kontaktu do rodziny Marka...- mówi.- Mark jest w klinice w stanie krytycznym... Nie wiadomo co będzie.- dodaje spoglądając na nią.- Lekarz mówił, że trzeba być gotowym na najgorsze, dlatego jego partner chce skontaktować się z jego rodziną...
-Ale co się stało?
-W mieszkaniu sąsiada zaczęło się palić. Próbował pomóc... wyciągnął dwójkę dzieci... Jest bardzo poparzony, bo ogień odciął mu drogę powrotu, kiedy wrócił, bo dzieciom wydawało się, że ich najstarszy brat został. Chłopak wyskoczył przez okno, złamał sobie nogę, a Mark... On... Może umrzeć, Agnes...
-Boże...- dotyka jego dłoni.- Tak mi przykro...
-Muszę polecieć... Muszę, Agnes...
***
Łapcie kolejny :)
Dziękuję, dziękuję, dziękuję pięknie osobom, które skomentowały poprzedni rozdział :)
Poproszę o jeszcze :)
-Na pewno nie chcesz iść z nami?- słowa dziewczyny wyrywają go z zamyślenia.
-Nie to, że nie chcę, a nie mogę. Obiecałem Marco, że pojadę z nim obejrzeć samochód.- odpowiada.
-Myślałam, że Natalie z nim pojedzie...
-Nie pojedzie, bo nie podoba jej się pomysł kupienia przez niego porsche. Mieli tysiąc rozmów na ten temat, jednak nie namówił Natalie, by z nim wybrała.
-Czyli nie sprzeciwiła się zakupowi, ale nie pomoże mu wybrać?
-Dokładnie. Nat i Marco są świetnym małżeństwem, naprawdę dobrze się dogadują i zgadzają w wielu kwestiach, ale ona nie podziela jego miłości do szybkich sportowych samochodów. I nie da się przekonać. Jednak nie należy do osób, które narzucają swoje zdanie. Dlatego pewnie Marco kupi ten samochód.
***
-Kochanie wychodzę.- mówi blondyn wchodząc do salonu. Jego żona w tym momencie bawi się z ich córeczką, a Oliver bawi się klockami.
-Jedziesz po Mario?
-Tak. Obiecał ze mną pojechać.- odzywa się piłkarz.- no chyba, że zmieniłaś zdanie i też się wybierzesz.- mówi z nadzieją.
-Znasz moje zdanie na ten temat, Marco.- odpowiada malarka.
-Znam, ale miałem nadzieję...- nachyla się i muska jej usta.-Jak wrócę to zajmę się dziećmi, a ty zajmiesz się sobą.
-Będę malować.
-Co tylko zechcesz skarbie.- mówi po czym składa małego całusa na czole córeczki i drugiego na policzku synka. Chwilę później Natalie słyszy jak jej mąż odjeżdża spod domu.
***
Idzie powoli alejką parkową pchając przed sobą wózek. Julie śpi, zasnęła 10 minut wcześniej. Mogłaby wrócić do domu i ją położyć, ale nie ma zamiaru odbierać jej możliwości snu na świeżym powietrzu. Kiedy zbliża się do placu zabaw zauważa, że na jednej z ławek, niedaleko niej, dzieli je właściwie siatka ogrodzeniowa, siedzi Natalie.
***
-Cześć.- słyszy więc odwraca głowę w lewo skąd dochodzi głos.
-Cześć Emily.- odpowiada uśmiechając się.
-Mogę?- pyta blondynka wskazując na ławkę.
-Pewnie, siadaj.- zachęca ją malarka zaglądając do wózka z Jull.- Śpiąca królewna.- żartuje.
-Zasnęła po 15 minutach spaceru. Uwielbia spać na świeżym powietrzu.
-Ollie i Cass też uwielbiali. Spacer zawsze kończył się dla nich na śpiąco. Teraz te czasy minęły...- patrzy na swoje pociechy bawiące się na piaskownicy z innymi dziećmi.
-Teraz wolą szaleć na placu zabaw.
-Zdecydowanie. Uwielbiają tu przychodzić, to ich ulubiony plac zabaw, choć bliżej naszego domu jest inny, większy. Jednak to tutaj częściej bywają. Tak właściwie, to dziś miałam z nimi zostać w domu, nie chciało mi się nigdzie wychodzić, tym bardziej, że w ogrodzie też mogliby się bawić, ale oczywiście moje plany i ich plany to dwie różne sprawy. Chwilę po wyjściu Marco Oli zaczął pytać o plac zabaw, a Cass mu wtórowała. No i nie miałam szans przekonać ich do pozostania w domu. Wyszaleją się teraz, to potem, kiedy będą mieć tatusia to wtedy nie będą mieć siły na szaleństwa, więc Marco nie będzie się musiał zbyt dużo wysilać.- tłumaczy.
-Czyli ty teraz się nimi zajmujesz, a później Marco?
-Tak, mam zamiar potem malować, a z dziećmi to niemożliwe.
-No tak.
-A Mario oczywiście wybył z moim mężem.- uśmiecha się malarka.- Obydwaj uwielbiają sportowe samochody więc oczywiście pojechali do salonu, bo Marco oszalał na punkcie jednego modelu.
-No tak, Mario mówił. Też mu się oczy świeciły jak mówił o tym porsche.
-No tak, oni ostatnio o niczym innym obydwaj nie rozmawiali. Ciągle o tym.
Obydwie widzą córkę Nat idącą w ich stronę. Jej oczka niebezpiecznie się szklą, co widać na pierwszy rzut oka. Mała dziewczynka podchodzi do mamy po czym, kiedy tylko widzi jak jej mama rozkłada ręce, ona natychmiast wpada w jej ramiona.
-Co się stało kochanie?
-Domek?- pyta dziecko.
-Chcesz wrócić do domku? Ale coś się stało?
-Tatuś...
-Myszko, ale tatusia nie ma w domku, ponieważ pojechał z wujkiem obejrzeć nowy samochód?
-Wujkiem Mario?- pyta dziewczynka.
-Tak skarbie, z wujkiem Mario. Tatuś będzie później, będzie się z Wami bawił, tak? Popatrz, Oli cię szuka. Idź do niego.
Mała dziewczynka schodzi z kolan swojej mamy, po czym kieruje się w stronę piaskownicy, na której stoi jej brat.
-Córeczka tatusia?- pyta Emily.
-Zdecydowanie.- pada odpowiedź.- Jest bezsprzecznie zakochana w swoim ojcu. Kiedy go nie ma, ona potrafi bez przerwy o niego pytać. Oli też nie lubi jak Marco jest nieobecny, kiedy wyjeżdża, jednak to Cass ciągle pyta, tysiące razy. Czasem nie mam już siły odpowiadać tysięczny raz.
-Wiesz, myślę, iż Julie będzie robić tak samo.- zauważa Emily.- Już teraz miewa humorki, kiedy Mario nie ma w domu...
-Z tego co wiem, to wcześniej miewała większe humorki, teraz, odkąd jesteś ty okazuje to mniej...
-Bo jestem dla niej nowością. Staram się, kiedy jej taty nie ma, robić wszystko, by była zajęta. Udaje się. Jednak naprawdę, kiedy on się pojawia, to jej twarz się rozjaśnia.
-Tak jest, masz rację. Ona go uwielbia, zresztą odpłaca mu tym uwielbieniem i miłością, za jego miłość.- Natalie spogląda do wózka, gdzie Julie mruczy coś przez sen.- Wiesz, ona może straciła mamę, która kochałaby ją równie mocno jak jej tata, jednak tak sobie myślę, że choć byłoby lepiej, gdyby Ann żyła, mogła ją wychowywać, to jednak stało się tak a nie inaczej... I tak myślę, że pomimo wszystko, Julie nigdy nie odczuje braku rodzicielskiej miłości. Tego jej nigdy nie braknie, bo Mario da jej ją za dwoje rodziców.
-Właściwie znam go od niedawna, ale wiem, że masz rację. Mario jest naprawdę wspaniałym tatą, choć momentami mam wrażenie, że on sam w siebie wątpi.- mówi Emily.
-On momentami faktycznie jest niepewny, ale to normalne. Widzisz, myślę, że te miesiące od śmierci Ann dały mu dużo, przebolał jej odejście w jakimś stopniu, ale to ciągle za mało, on potrzebuje więcej czasu... Julie była ich oczkiem w głowie już kiedy jej oczekiwali, planowali jak będą ją wspólnie wychowywać, a potem los pokrzyżował te plany. Mario ma prawo być zagubiony i niepewny. I jeszcze nie raz zwątpi w to, czy jest dobrym ojcem dla Jull, czy jest w stanie zapewnić jej tyle uwagi ile powinien, czy zdoła w jakiś sposób zalepić lukę, by nie odczuwała tego tak bardzo, że nie ma mamy.
-Nie mówi o tym, ale to można odczuć, zobaczyć...
-Jak się jest dobrym obserwatorem, Emily...- uśmiecha się Natalie.
-Cóż, ja chyba nim jestem.- stwierdza.- Może mam trochę z mamy...
***
Jest potwornie zmęczony, ale uparcie trwa przy szpitalnym łóżku, nie opuszcza pokoju. Właściwie to cały czas trzyma jego dłoń. Nie puszcza jej, choć nie ma pewności, iż on czuje jego obecność, jego dotyk. Chwilami wydaje mu się, że odpływa. Łamie go sen, ponieważ nie spał już ponad dwie doby. Jednak w tym momencie nie to jest najważniejsze, a on... Od kilkunastu godzin, zważywszy na stan chorego, zastanawia się nad jedną rzeczą. W końcu wybiera jeden numer z kontaktów i wciska zieloną słuchawkę.
***
Spędza wieczór tuląc do siebie kobietę, którą kocha. Oglądają jakąś komedię, śmiejąc się momentami do łez. Tak właściwie, to uwielbia takie wieczory. Uwielbia kiedy jest spokój...
-Czy nie słyszysz swojego telefonu, Ricky?- odzywa się Agnes.
-Słyszę, ale tak mi tu dobrze, że próbuję zignorować to, że dzwoni. Może ten ktoś da sobie spokój.- twierdzi.
-A może to coś ważnego, kochanie.
-No dobra...- wstaje i odbiera. I kiedy chwilę później siada na sofie w salonie Agnes zauważa, iż coś się musiało stać, odczytuje to z jego twarzy.
-Co się stało, Ricky?- pyta blondynka siadając.- Bo coś się stało, prawda?
-Tak. Dzwonił partner Marka... Szukał kontaktu do rodziny Marka...- mówi.- Mark jest w klinice w stanie krytycznym... Nie wiadomo co będzie.- dodaje spoglądając na nią.- Lekarz mówił, że trzeba być gotowym na najgorsze, dlatego jego partner chce skontaktować się z jego rodziną...
-Ale co się stało?
-W mieszkaniu sąsiada zaczęło się palić. Próbował pomóc... wyciągnął dwójkę dzieci... Jest bardzo poparzony, bo ogień odciął mu drogę powrotu, kiedy wrócił, bo dzieciom wydawało się, że ich najstarszy brat został. Chłopak wyskoczył przez okno, złamał sobie nogę, a Mark... On... Może umrzeć, Agnes...
-Boże...- dotyka jego dłoni.- Tak mi przykro...
-Muszę polecieć... Muszę, Agnes...
***
Łapcie kolejny :)
Dziękuję, dziękuję, dziękuję pięknie osobom, które skomentowały poprzedni rozdział :)
Poproszę o jeszcze :)