piątek, 11 września 2015

17. Przebaczenie...

Jest sam w pokoju, co nie jest dziwne ponieważ poprzedniego wieczoru odesłał swoją żonę, syna i jego dziewczynę do hotelu, by odpoczęli. Oponowali, najwięcej Ricky, jednak mężczyzna był uparty więc w końcu postawił na swoim. Jest świadomy ile czasu spędzili przy jego łóżku praktycznie nie sypiając, więc kiedy już się obudził chce, by w końcu trochę odetchnęli. Cieszy go ich zatroskanie, cieszą słowa, które cały czas brzmią w jego uszach, kiedy wypowiadali " kocham." Nie wiedzieli na pewno, że słyszy, a on słyszał. Słyszał każde słowo, zdanie. Nie mógł odpowiedzieć, pokazać, iż rozumie, ale rozumiał i rejestrował każdą ich głośno wypowiedzianą myśl. Jednak kiedy przypomni sobie to co mówił jego syn wzruszenie ściska mu gardło. I żałuje, tak bardzo żałuje tego czasu, który stracili.
***
Obserwuje śpiącą Agnes. Nie śpi od dobrych kilkunastu minut. Patrzy na nią, po prostu wpatruje się w jej pogrążoną we śnie twarz. Nie może oderwać wzroku. 
Jest piękna, bez wątpienia, jednak jest również wyjątkowa. I jest jego. I chce, by już zawsze była jego.
Nie chce jej budzić, jednak nie może również powstrzymać się przed dotknięciem jej ciepłego policzka, a potem odgarnięciem z jej twarzy włosów. I kiedy to robi jego druga połówka powoli otwiera oczy. W momencie, w którym jej wzrok skupia się na jego twarzy, usta agentki rozciągają się w delikatnym uśmiechu.
-Dzień dobry.- mówi.
-Kocham cię.- to pierwsze słowa, które wypływają z ust dziennikarza.- Chcę już zawsze budzić się przy tobie, kochanie.- dodaje.- Jesteś moim wszystkim. Wszystkim.- powtarza.
-Hej...- blondynka gładzi dłonią jego szorstki policzek, a on bierze jej dłoń w swoją, po czym składa pocałunek w na jej wewnętrznej stronie.- Jesteś smutny?
-Nie jestem. - pada odpowiedź.- Jestem za to zakochany.- mówi.- Nie zakochany...- zaprzecza, a ona spogląda na niego zdezorientowana.- Ja kocham.- poprawia się, a na jej twarzy znów pojawia się uśmiech.- Kochasz mnie?- pyta.
-Co to za pytanie? Wiesz, że bardzo Cię kocham Ricky.- mówi Agnes.- Jesteś dla mnie najważniejszy.- zapewnia.- Wątpisz?
-Nie.- zaprzecza.- Przepraszam, mam paranoję.- tłumaczy.- Tak wiele się działo, bałem się, ja... - patrzy jej w oczy.- Wiem, że mnie kochasz, wiem to... Ja po prostu...
-Rozumiem.
-Ja czasem muszę to usłyszeć wiele razy, by to dotarło.- zdradza jej.
-Kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię...- mówi dziewczyna.- Mogę to mówić cały czas.
-A możesz mi to mówić przez całe życie?- pyta wpatrując się jej w oczy. 
-Tak, mogę kochanie.
Ricky przytula ją do siebie mocno. Agnes wie, że jej chłopak ma dziwny nastrój, ale wie również, iż te dni niepewności, strachu z niego własnie wychodzą, więc takie zachowanie jest dla niej jak najbardziej zrozumiałem. Do tego wie również, iż chłopak jest i pewnie już będzie, wyjątkowo niepewny, kiedy ktoś będzie zapewniał go o swoich uczuciach, wszakże do tej pory większość osób, które deklarowały, iż go kochają... jedna miłością ojcowską, druga partnerską, odrzucały go, bądź zdradzały. Jednak ona rozumie i ma zamiar pokazywać mu swoje uczucie w każdym dniu, w każdej godzinie, minucie, sekundzie... Bo kocha tego człowieka. Po prostu go kocha.
***
Czuje ciepło dłoni swojej żony, która aktualnie siedzi w  fotelu obok jego łóżka.
-Nawet nie masz pojęcia jaką czuję ulgę.- zwraca się kobieta do męża.- Odchodziłam od zmysłów.- wyznaje.- Odchodziliśmy...- poprawia się.
-Wiem, słyszałem każde słowo, każde zdanie.- przyznaje szczerze mężczyzna.
-Słyszałeś?- dopytuje.
-Tak. Nie mogłem w żaden sposób zasygnalizować tego wam, ponieważ moje ciało nie reagowało nawet jak chciałem podnieść dłoń, otworzyć oczy, czy usta. Jednak słyszałem kochanie.- patrzy na nią, a ona po prostu podnosi dłoń współmałżonka i przytula ją sobie do policzka.
-Cieszę się, że wróciłeś.- wyznaje.- Bałam się, iż odejdziesz, zostawisz mnie, nas...- mówi.
-A ja się bałem, że zostanę już w takim stanie, będę słyszeć to co mówicie, ale nie będę mógł zareagować. Nie chciałem tylko słuchać, czułem wasz strach w słowach, czułem ból...
- Udało się.- uśmiecha się kobieta.
-Udało.- powtarza mężczyzna.
Nastaje chwilowa cisza. W końcu zostaje przerwana przez ojca dziennikarza.
-Gdzie nasz syn?- pyta.
-W pokoju hotelowym.- pada odpowiedź.- Spali prawdopodobnie kiedy wychodziłam, w każdym razie tak myślę. Wyszłam cicho, by ich nie obudzić. Niech odpoczną.
Mężczyzna patrzy na swoją małżonkę, zastanawia się przez chwilę.
- Powiedział mi, że mnie kocha.- mówi w końcu.- Po tym wszystkim, po tym jak go odrzuciłem, on nadal mnie kocha...- przyznaje.
-Jesteś jego ojcem.
-Ojcem, który odrzucił go w momencie, kiedy potrzebował zrozumienia, akceptacji i powinien dostać ją od najbliższych mu osób. Ojcem, który się go wyrzekł. Który wykrzyczał mu w twarz tyle okropnych rzeczy. Ojcem, który przez lata nie próbował zrobić nic, by to naprawić...- wymienia, a w jego głosie słychać żal, autentyczny, szczery żal.- Mój syn pomimo krzywdy jaką mu wyrządziłem nadal mnie kocha.- powtarza. Jego żona nie mówi nic. Nadal trzyma dłoń męża, ale mówić nie jest w stanie. Jest natomiast wzruszona słysząc te słowa.
***
Kilka godzin później.
Stoi przed pokojem, w którym znajduje się jego tato, patrząc jak jego mama i Agnes oddalają się od niego idąc do bufetu. On nie idzie z nimi, zostaje ponieważ jego tata powiedział, iż chce z nim porozmawiać. Z jednej strony cieszy się z tego, a z drugiej jednak trochę się obawia. 
***
Czeka na niego, czeka na swojego syna. Wie, iż za moment zjawi się w jego pokoju. Wie, iż za chwilę zapewne padnie wiele słów, rozdrapane zostanie wiele ran, pewnie będą emocje, jednak zdaje sobie sprawę, iż jest to potrzebne, by mogli ruszyć dalej, jako ojciec i syn, tak jak powinno być stale. Niestety nie było, ale on chce naprawić ten błąd. Wie, że czasu nie cofnie, nie da się, może przeprosić... Ma zamiar to zrobić.
Jego rozmyślanie przerywa dźwięk otwieranych drzwi, w których staje jego syn. I od razu zauważa, iż chłopak jest niepewny. Może nie widział go parę lat, może nie utrzymywali kontaktu, jednak nadal jest jego ojcem, wychowywał go wiele lat, zna dokładnie mimikę jego twarzy, zna niektóre gesty. Wprawdzie Ricky nie jest już dzieckiem, ani nawet nastolatkiem, jest mężczyzną, na pewno dojrzał, dorósł, wiele się w nim zmieniło, jednak pewne cechy pozostały.
Chłopak bez słowa podchodzi bliżej, a potem zajmuje miejsce w fotelu stojącym przy łóżku. Nic nie mówi, obydwaj milczą przez dłuższą chwilę. W końcu ciszę przerywa starszy.
-Denerwujesz się.- zauważa patrząc na swojego syna, który w tej chwili nie patrzy na niego, ma opuszczony wzrok. Na te słowa jednak podnosi głowę spoglądając na ojca.
-Trochę.
-Dlaczego?
-Nie wiem...- przyznaje.
-Wiesz, Ricky.- mówi jego ojciec.- Nigdy nie umiałeś kłamać, obcych może tak, ale bliskich...
-Masz rację. Czuję się dziwnie.- przyznaje.
-Przy mnie?
-Ja... Ty... To znaczy...
-To normalne, nie tłumacz. Masz prawo czuć się dziwnie.- mówi mu.- Masz prawo do tych uczuć.
-Być może, ale ja nie chcę się tak czuć, już nie.- patrzy na swojego ojca.- Kiedy spałeś... Bałem się... Nigdy tak się nie bałem... 
-Wiem.
-Wiesz?
-Mówiłeś mi o tym, Ricky.- stwierdza ojciec dziennikarza.
-Mówiłem...- powtarza chłopak, a po chwili jego oczy rozjaśniają się, bo dochodzi do niego, iż jego tata słyszał jego słowa. Patrzy na niego, czeka. Nie spodziewa się tych słów, choć chciałby, by padły. Nie spodziewa się.
-Kocham cię.- mówi mężczyzna leżący w łóżku.- Kocham.- powtarza.- Nigdy nie przestałem, nawet przez chwilę.- wyznaje.
Ricky patrzy na niego siedząc jakby zamarł na moment. Nic nie mówi, po prostu patrzy na swojego ojca. 
-Pewnie ciężko ci w to uwierzyć, ale tak jest.- powtarza.- Przepraszam, tak bardzo przepraszam.- mówi.- Przepraszam, wiesz za co, prawda?- patrzy na niego i widzi jak ten kiwa potakująco głową.- Byłem głupi. Przepraszam, nie powinienem powiedzieć tego co powiedziałem, nie powinienem krzyczeć, nie powinienem w ogóle się tak zachować, nie na to zasługiwałeś. Nie potrafię tego wytłumaczyć niczym innym niż głupotą. To głupota, Ricky, bo który ojciec odrzuca swoje dziecko przez to, że zakochał się w niewłaściwym, według niego, człowieku? Odrzuca, wyrzeka się, zamiast wspierać. Postąpiłem karygodnie, żałośnie. Nie mam słów. Nie wytłumaczę tego, bo nie ma logiki w moim postępowaniu. popełniłem błąd, a potem w tym tkwiłem tak długo.- roztrząsa, a młodszy z mężczyzn milczy i słucha.- Słyszałem co mówiłeś.- zdradza.- Każde słowo. I chciałem odpowiedzieć, jednak nie mogłem. Teraz mogę. Obudziłem się, czasu nie cofnę, jednak mogę teraz się starać podwójnie, potrójnie.- oferuje.- Jesteś dorosłym mężczyzną, nie już nastolatkiem. Nie potrzebujesz mnie jak wcześniej...
-Tato...
-Pozwól mi skończyć, proszę.
-Dobrze.
-Powiedziałeś, że jesteś gotowy zostawić przeszłość za sobą. Jesteś?
-Tak, myślę, że jestem.
-Powiedziałeś, że mnie potrzebujesz.
-Potrzebuję.
-Powiedziałeś, że chcesz, bym był ponownie częścią twojego życia.
-Chcę.
- Jesteś w stanie mi wybaczyć?
-Już to zrobiłem, tato.- oznajmia chłopak. - Potrzebuję cię, potrzebuję was, rodziny... 
-Przepraszam.
-Wybaczam...
***
Miałam zakończyć ten post w nieco  innym miejscu, ale plan się zmienił. Podoba się? Czekacie na kolejny? 
Komentujcie, ja zawsze czekam na komentarze.











2 komentarze:

  1. W sumie dobrze, że ojciec Rickiego wszystko słyszał i wszystko sobie wyjaśnili :) xo

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem dopiero, ale nie martw się :) Wszędzie mam takie zaległości i dopiero powoli nadrabiam :)
    Bardzo się cieszę, że wszystko sie ułożyło. Ta rozmowa Rickyego i ojca była wspaniała i tak wiele w nich emocji. Świetnie oddałaś atmosferę. Dobrze, że tak to się skończyło.
    Życzę dużo weny i mam nadzieję, że nie jesteś zła za to, ze mnie nie było tak długi czas u ciebie :)
    Ściskam i zapraszam jeszcze do siebie :)
    http://love-is-a-polaroid.blogspot.com/2015/09/rozdzia-2.html

    OdpowiedzUsuń