czwartek, 27 sierpnia 2015

16. Zabierz mnie...

***
Wsłuchajcie się podczas tego rozdziału w pierwszą piosenkę z playlisty- Gosi Andrzejewicz. Ten utwór pasuje do scen na cmentarzu, napisałam je pod wpływem tej piosenki. W moim wyobrażeniu były bardziej rozbudowane, ale jak to często bywa, wyobrażenie inne, a efekt inny :)
***

Budzi go dźwięk telefonu. Wie, że nie włączał budzika, zresztą pomimo tego, iż jeszcze nie jest w stanie jasno myśleć, ponieważ został wyrwany ze snu, jest pewien, że to nie melodia budzika. Właściwie z zamkniętymi oczyma sięga do szafki, na której leży jego telefon. Kiedy ma go przed sobą zmusza się do otworzenia oczu. Patrzy i zamiera na moment. Bo to faktycznie powiadomienie. Na ekranie pisze "Urodziny Ann." 
***
Pije kawę na tarasie. Jest zamyślona, nie słyszy nawet kroków swojego ojca, którego obecność zauważa w momencie, w którym mężczyzna zajmuje miejsce na krześle obok. 
-Jesteś bardzo zamyślona.- zauważa.
-Taki dzień, tato... - mówi upijając łyk i patrząc na swojego ojca.- Nie wiem czemu, ale...
-Znów rozmyślasz, że ten dzień nie nadszedł by, gdyby nie zdarzył się cud...
-Tak. Te myśli to coś normalnego. Są dni, kiedy wstaję i po prostu żyję, ale są też takie, w które myślę kim była osoba, dzięki której tu teraz jestem i rozmawiam z Tobą. Zastanawiam się co robią jej najbliżsi, kiedy ja po prostu siedzę tuz moim ojcem i jestem szczęśliwa? Czy oni też, po stracie mają choć namiastkę szczęścia, które mam ja?- zastanawia się na głos.- Czy cierpią, bo upłynęło zbyt mało czasu, czy nawet, gdy upłynie go więcej, to czy będą w stanie zaznać odrobinę radości? 
-Nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytania, kochanie.- odzywa się ojciec dziewczyny.- Myślę, iż tylko bliscy tej osoby, mogliby zdradzić co czują. Wiem jednak, jestem pewien, iż minęło zbyt mało czasu, by pogodzić się ze stratą. Czasem w ogóle nie da się tego zrobić.- spogląda na nią.- Ale nie możesz czuć się winna z powodu tego, że ty żyjesz, cieszysz się każdą chwilą, a oni cierpią. Jestem pewien, iż fakt, że serce bliskiej im osoby bije w kimś, łagodzi ból. 
-Oby tak było, oby tak było, tato...- wzdycha, a kilka sekund później czuje ciepłą dłoń swojego ojca na swojej. I naprawdę jest wdzięczna Bogu za ten dzień  i każdy kolejny.
***
Ten dzień należy do czołówki tych ciężkich. Smutek uderza w niego w momencie przeczytania powiadomienia w telefonie, a potem wcale nie jest lepiej. Kiedy wstaje, okazuje się, iż w domu nie ma jego córki, ani jego mamy. w kuchni znajduje kartkę z informacją, iż babcia zabrała wnuczkę na spacer, ponieważ pragnęła, by odpoczął. Najpierw się złości, ponieważ każdy dzień rozpoczyna od przytulenia swojej córeczki, tego dnia nie może. Tak więc czuje złość, jednak zaraz reflektuje się, gdyż wie doskonale, iż jego mama nie zrobiła tego, by go zranić czy wkurzyć, a z troski o niego, ponieważ kilka ostatnich nocy nie mógł spać. Tak więc złość mija, a zastępuje ją poczucie winy, bo przecież jak mógł złościć się na mamę?
Ma zamiar zjeść śniadanie, jednak zaraz po przygotowaniu go okazuje się, iż niespecjalnie czuje głód, odczuwa wręcz uścisk w żołądku, który raczej nie jest objawem głodu. Nie je. Idzie do łazienki z zamiarem wzięcia prysznica i zmycia z siebie tego przygniatającego uczucia. To się jednak nie udaje, ponieważ słyszy dźwięk dzwoniącego telefonu. Nie cieszy się widząc na wyświetlaczu napis " Teściowie."  Od razu domyśla się z jakiego powodu dzwonią. Odbiera.
-Słucham.
-Cześć Mario.- wita się z nim mama Ann.
-Dzień dobry.-odpowiada.
-Co u Was? Jak ma się nasza wnuczka?- pyta.
-Julie ma się świetnie, rośnie.- pada odpowiedź.
-Dawno nas nie było, ale...- słyszy jak rodzicielka jego żony bierze głęboki oddech.- Wiesz... Wybieraliśmy się, jednak... To naprawdę trudne.
-Wiem. Rozumiem.- przyznaje. 
-Dzwonię ponieważ dzisiejsza data...- kobieta zawiesza głos na chwilę i Mario słyszy jej oddech.- Dzisiaj...
-Są urodziny, Ann... - kończy za nią Mario.
- Tak.- przytakuje kobieta.- Mamy zamiar przyjechać na cmentarz i chcielibyśmy się z Wami zobaczyć.
-Zapraszam.- mówi po prostu.- Zawsze jesteście mile widziani.
-Dziękuję. - mówi mama Ann.-Do zobaczenia.
-Do widzenia.
Kiedy połączenie zostaje przerwane Mario wie, iż to będzie długi i bardzo ciężki dzień. 
***
Alice siedząc na kanapie słyszy rozmowę swojej córki, która rozmawia przez telefon. Kiedy kończy zjawia się w salonie, po czym siada na sofie, zaraz obok swojej mamy, wcześniej stawiając na stoliku dwa kubki z gorącą herbatą.
-Proszę, mamo.
-Dzięki.- Alice uśmiecha się z wdzięcznością, po czym bierze kubek do ręki i upija mały łyk gorącego napoju.- Wspaniała jak zawsze.- komplementuje swoją córkę.
-Wiem jaką lubisz.- odzywa się Emily.
-Z kim rozmawiałaś?- pyta.
-Z Christianem.- odpowiada.- Pamiętasz? To narzeczony Aleksandry.- mówi, a zaraz potem się poprawia.- Był narzeczonym Aleksandry.- w jej głosie słychać smutną nutę. Jest jej przykro, ponieważ Aleksandra nie miała tyle szczęścia co ona, nie doczekała swojej szansy. Emily ,właściwie odkąd poznała tę dziewczynę, od razu ją polubiła. Pomimo złego stanu zdrowia, blondynka była wyjątkowo pogodną osobą. Nawet wtedy, gdy stan pogarszał się w zastraszającym tempie, ona nadal wierzyła i czekała na dobre wieści. Swoim optymizmem potrafiła zarazić pielęgniarki, swoją rodzinę i osobę, w której była zakochana- Christiana. Emily pamięta właściwie każdą rozmowę odbytą z Aleksandrą, każdy jej uśmiech. Pamięta również to, jak dziewczyna czekała na swojego narzeczonego, oraz to, jak jej oczy błyszczały, kiedy się zjawiał.  Ich uczucie było silne, Emily jest pewna, że silniejsze niż śmierć.
-Zawiesiłaś się, Emily.- mówi Alice.
-Przepraszam.- dziewczyna upija łyk herbaty.- Umówiłam się z Christianem wieczorem na herbatę. Odwiedzę też Aleksandrę na cmentarzu, bo dziś jej urodziny. Chris pewnie przyniesie jej ulubione herbaciane róże, a ja pomyślałam, że to będą białe lilie, bo je też kochała.- spogląda na swoją mamę.- Wiesz, życie nie jest sprawiedliwe.- mówi.- Oni się tak kochali, byli tak bardzo sobie oddani. Mogli być tak bardzo szczęśliwi, a los odebrał im to wszystko. - wypowiada te słowa z żalem.- Nie potrafię tego pojąć dlaczego życie bywa tak bardzo okrutne? Ich miłość była prawdziwa.- spogląda na Alice, ale zaraz potem widzi, że jej mama wskazuje w stronę telewizora, który jest włączony, ale dość mocno wyciszony, jednak na tyle, by usłyszały jakie słowa padają z ust dziennikarki. 
" Była mądrą i piękną kobietą, znakomitą modelką i najukochańszą żoną znanego piłkarza. Byłaby zapewne wspaniałą mamą dla małej Julie. Dziś, zapewne w gronie rodziny, z córeczką, mężem i przyjaciółmi, świętowałaby kolejne swoje urodziny. Niestety jest to niemożliwe. Odeszła kilka dni po wypadku, który zdarzył się, gdy wracali z mężem od przyjaciół. 
Dzisiejszy dzień jest zapewne jednym z tych najtrudniejszych dla jej bliskich."
Obydwie kobiety milczą oglądając i wsłuchując się w słowa dziennikarki. A kiedy na ekranie pojawia się zdjęcia Mario i Ann, uśmiechniętych, szczęśliwych, Alice mówi:
-Ich miłość również była prawdziwa. Oni również mogli być szczęśliwi.
***
Tego dnia nie zjawia się na treningu, ale Marco doskonale wie czemu go nie ma. Wszyscy właściwie wiedzą, że dzisiaj są jej urodziny. I nikt się nie dziwi. Blondyn dzwonił do przyjaciela, ale nie udało mu się porozmawiać z nim, ponieważ w tym czasie rozmawiał z kimś innym. Jednak nie ma zamiaru na tym poprzestać.
***
Niby jest normalnie, szatyn bawi się z córeczką, przytula ją, karmi, układa do snu, wydawać by się mogło, dzień jak co dzień. Jednak ten dzień nie jest takim zwykłym dniem. I to się czuje. Widzą i czują to rodzice szatyna, czuje jego córeczka, która tego dnia wyjątkowo marudzi, jeśli jej ojciec choć na chwilę oddali się od niej. Normalnie uwielbia spędzać z nim czas, natomiast jeśli ten wychodzi, ona zostaje z dziadkami i przyjmuje to zwykle normalnie. Tego dnia jest inaczej. Mała protestuje w momentach, a których Mario oddala się od niej. Więc on po prostu tego nie robi za często. Jest z nią, daje jej całą swoją uwagę. Gdy zjawiają się rodzice jego żony, jedzie z nimi i Julie na cmentarz. Potem wracają do domu, dziadkowie bawią się z wnuczką, potem zabierają ją na spacer, a on idzie z nimi, ponieważ jego córeczka domaga się jego obecności przez cały dzień. Rozmawia z rodzicami swojej żony, słucha, kiedy jej mama wspomina swoją córkę, obydwoje z ojcem wspominają. Stara się włączyć w rozmowę, ale momentami tak ściska go w gardle, że nie może mówić. Oni zdają się rozumieć jego milczenie. Momentami również milczą. Nie ważne co powiedzą, jak wiele wspomnień przywołają, jak bardzo chcą, by wróciła, nie są w stanie cofnąć czasu, nie są w stanie sprawić, by była.
***
-Mario nie było dzisiaj w ośrodku.- mówi blondyn wchodząc do salonu, gdzie bawią się jego dzieci, a Natalie z nimi. Całuje żonę krótko w usta po czym również siada na dywanie. Natalie widzi zmartwienie w jego oczach.
-Wiedzieliśmy, że tak będzie.- mówi.- Dziś są urodziny Ann. 
- Mama zajmie się dziećmi, prosiłem ją.
-To dobrze.
-Przyjechali rodzice Ann...
***
Spogląda na swoją śpiącą córeczkę. Mała oddycha spokojnie. Jest ubrana w piżamkę, którą kupiła jej mama. Niedługo przed wypadkiem Ann kupiła mnóstwo ubranek dla dziecka. Dziwił się wtedy, bo to działo się nagle, gdyż pierwsze twierdziła, że nie chce zapeszać, nie chce kupować za wcześnie. Potem nagle zaczęła przynosić coraz to nowsze pakunki, jak jechali na zakupy, uwielbiała spędzać czas w sklepach dziecięcych. Zresztą on również uwielbiał. Teraz, kiedy o tym pomyśli, jedyna myśl, która mu się nasuwa jest taka, iż jego żona robiła to podświadomie. Nie wiedziała przecież, iż nie będzie mogła uczestniczyć w życiu swojej córeczki. Postępowała tak, jak gdyby wiedziała, że nie będzie mogła robić tego po pojawieniu się dziecka na świecie, choć przecież nie wiedziała.
Patrzy na małą Julie i widzi Ann. Dotyka dłonią malutkiej dłoni dziewczynki śpiącej w łóżeczku. 
-Kocham Cię maleńka.- mówi.- I jak na ciebie patrzę, widzę Twoją mamę. Dziś są jej urodziny i jestem pewien, że ona tu z nami dzisiaj jest, Julie.
***
Rozmawiają długo siedząc w przytulnej kawiarni, popijając herbatę. Wspominają Aleksandrę, bo ten temat jakby sam się nasuwa. Mówią głównie o niej, ale też mówią o swoim życiu, co robią. Christian cieszy się szczerze, iż Emily się udało, że dostała swoją szansę. dziewczynie wydaje się, że bardzo dobrze się trzyma, jednak w pewnym momencie, kiedy rozmawiają o jego zmarłej narzeczonej, chłopak przerywa wpół zdania. Emily zauważa, iż walczy on ze łzami. Nie mówi nic, nie jest w stanie go pocieszyć, po prostu trzyma go za rękę. Cisza, która nastaje nie jest niekomfortowa. Trwa to chwilę, zanim Christian ponownie zaczyna mówić. Jednak potem mówi swobodnie. W pewnym momencie obydwoje dochodzą do wniosku, że powinni się zbierać. Jadą na cmentarz, do Aleksandry. I kiedy idą alejką, Emily rozpoznaje Mario, który stoi przy jednym z grobów. Ona wie, kto tam spoczywa. 
***
Co czuje stojąc nad grobem ukochanej kobiety? To samo co zawsze- ogromny ból i tęsknotę. Te miesiące, kiedy jej nie ma, nie przyzwyczaiły go do bólu. Tęsknota nie zmalała, powiedziałby, że każdego dnia tęskni bardziej. Boli każda chwila bez niej, choć stara się żyć, bo przecież ma dla kogo. I choć niejednokrotnie nachodziły i nadal nachodzą go myśli, o tym, że najchętniej dołączyłby do swojej ukochanej, to przecież nie może zwieść najbliższych, nie może zawieść osób, którym zależy na nim, które w niego wierzą, które starają się z całych sił, by życie bez Ann było dla niego do zniesienia, które wypełniają jego czas, sprawiają, iż jego myśli choć na chwilę odbiegają od wypadku, od śmierci jego żony. Nie może zawieść również najważniejszej kobiety w jego życiu- Julie. I nie może zawieść Ann, która chciałaby, by był najlepszym tatą na świecie.
-Kocham cię, Ann...- szepce.- Kocham tak, że to aż boli, bo nie mogę ci tego powiedzieć, pokazać.- wyznaje.- Tak bardzo cię potrzebuję.
***  

Marco zatrzymuje samochód na parkingu, który znajduje się niedaleko cmentarza. Obydwoje z Natalie wysiadają z samochodu. Malarka bierze bukiet kwiatów, który kupili dla Ann. Gdy znajdują się już w alejce cmentarnej obydwoje z daleka widzą przyjaciela. I kiedy chwilę później obydwoje stają obok niego przy mogile jego żony, nie dziwią ich łzy na jego policzkach, a jego nie dziwi ich obecność. Bo przecież zawsze są. Teraz też.
***
Wracają na parking. Idą cmentarną alejką, rozmawiają cicho. Spędzili przy grobie Aleksandry sporo czasu. Emily idąc zerka w stronę grobu Ann. Zauważa iż Mario nadal tam jest, ale już nie sam. Rozpoznaje drugiego z mężczyzn i jego żonę. Stoją przy grobie modelki całą trójką. Ale nie tylko stoją. Marco obejmuje ramieniem swojego przyjaciela, trzymając dłoń na ramieniu Mario, a Natalie trzyma go w pasie. I w tym momencie dziewczyna wie, iż przyjaźń dwóch piłkarzy, o której mówiono w mediach to nie wymysł. 
***
Stoją przy mogile Ann i milczą. Tego dnia powinni składać jej życzenia, bawić się, oglądać ją szczęśliwą. A teraz nie mogą tego wszystkiego zrobić, bo odeszła. Nie liczą ile czasu spędzają na cmentarzu. Mogą to być minuty, godzina, półtorej, dwie. 
-Czasem, kiedy czuję, że mnie wszystko przerasta, kiedy już nie mogę...- mówi cicho Mario.- Przychodzę tutaj i mówię jej...- Ann zabierz mnie stąd, proszę.- wyznaje.- Ale zaraz potem przed oczyma staje mi obraz Julie i to pragnienie się rozmywa... Nie wiem jak żyć bez niej, nadal nie wiem, jednak chcę żyć, bo kocham moją córkę najbardziej na świecie. I chcę starać się dla niej.- stwierdza.
-Jestem pewien, że ona swoją miłością odpłaci ci za te starania.- mówi blondyn.
***
Jak się podoba rozdział?
Komentujcie.
Aaa... Czy wiecie co się dzieje z Pszczółką Emmą? Zawsze zaznaczała swoją obecność, a ostatnio milczy. Ktoś coś wie? 



10 komentarzy:

  1. Mam łzy w oczach... Mimo iż na mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy zorientowałam się, że dodałaś nowy rozdział, to po przeczytaniu pierwszej jego części on nagle zniknął. Te kilka zdań wystarczyło mi, aby ocenić, że ten rozdział wcale nie będzie ociekał optymizmem. Wręcz przeciwnie: smutek, żal, ból, rozpacz i strach... Strach przed kolejnym krokiem bez niej. Takie dni zawsze są straszne dla psychiki. Myśli się wtedy co by było gdyby... Ale to nie pomaga, tylko jeszcze bardziej dołuje. Sama miałam okazję przeżyć to cztery dni temu, gdy mój kuzyn, który półtorej roku temu także zginął w wypadku samochodowym, obchodziłby swoje 23 urodziny. Wtedy chyba najlepiej po prostu wypłakać się komuś bliskiemu w ramię i nie myśleć zbyt wiele, chociaż strasznie trudno powstrzymać wspomnienia, które po prostu są... Doskonale rozumiem Mario i wiem, że jest mu ciężko... I jeszcze pewnie wiele razy będzie czuł się beznadziejnie, ale ma dla kogo żyć. Ann pozostawiła mu na ziemi najlepsze co mogła mu ofiarować... Życie w postaci małej Julie...
    Dołączam się do Twojego pytania, kochana. Także nie mam pojęcia co dzieje się z Pszczółką Emmą. Miejmy nadzieję, że do nas wróci <3
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejny ;***
    Weny, kochana <3

    P.S.
    Mogą być błędy, ale musisz wybaczyć. Tymi zaszkolonymi oczami mało widzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miały być zaszklone oczy, ale zaszkolone w sumie też mogą być... W końcu wakacje powoli, powoli dobiegają końca (o zgrozo!!!). W każdym bądź razie zrobiłam to zupełnie przypadkiem. Moja podświadomość lubi wymyślać nowe określenia, gdy jestem w takim stanie... Zaszkolone oczy... Hmmm, ciekawe... Mam beke z samej siebie... Normalka...
      No więc, do nn;***

      Usuń
  2. Piękny rozdział i wzruszyłam się przy scenach na cmentarzu...
    Nie mogę sobie nawet wyobrazić, co czuje Mario i jak musi się czuć, gdy pierwsze po śmierci urodziny Ann musi spędzić właśnie sam... bez niej.
    Ale dobrze, że ma w tej chwili właśnie Marco i Natalie.
    A co do Emily... ciekawy zbieg okoliczności... Jej również jest trudno z myślą, co przeżyła i że prawie otarła się o śmierć.
    Liczę, ze ona i Mario poznają się lepiej, choć pewnie będzie musiało minąć trochę czasu.
    Czekam na następny :*
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam :) Piszę tutaj pierwszy raz, ale czytam każdy rozdział :) Uwielbiam każde Twoje opowiadanie i to jak piszesz <3
    Masz na prawdę ogromny talent.
    Co do rozdziału, On jest taki Cudowny i wzruszający. Nie idzie sobie wyobrazić co czuję Mario :( Dobrze, ze ma rodzinę i przyjaciół : *
    Jest szansa na jakiś kontakt z Tobą ? :)

    Pozdrawiam ; *

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny rozdział jak zawsze, czekam z niecierpliwością na kolejny. Coś się stało z blogiem Za rogiem czeka przeznaczenie, bo wyskakuje mi że blog tylko dla zaproszonych użytkowników mogłabyś coś z tym zrobić. Z góry dziękuję i czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział :-)
    Ale mam pytanie z innej beczki, czemu blog o maxie i samantha jest zablokowany? :-(

    OdpowiedzUsuń
  6. aż uśmiech pojawił się na mojej twarzy, że ktoś jeszcze pamięta o Pszczółce Emmie :D mam taki problem, że zapomniałam hasła do konta, zawsze był zalogowana, raz przez przypadek się wylogowałam i bum :p muszę jeszcze popróbować, ale czasu brak :/ ostatnio poprosiłam koleżankę o link do Twojego bloga, bo nie miałam go w zakładkach, jejku ten rozdział jest cudowny *.* te wszystkie relacje między bohaterami, po prostu brak mi słów :o trzymam kciuki za Mario, na pewno się nie podda, czekam na nexta i pozdrawiam serdecznie ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nie wiesz jak się cieszę, że się odezwałaś :) :) :) Widzisz ja przywiązuje się do osób, naprawdę to robię. Kiedy znikają nagle, to dla mnie jest to dziwne, od razu mam złe myśli, że coś złego się stało. Cóż... taka jestem, nie zmienię tego. Jest tak zarówno w realnej rzeczywistości jak i tej wirtualnej. Cieszę się, że nic z tych złych rzeczy Tobie się nie przytrafiło.
      Brakowało mi Twojej obecności Pszczółko Emmo! Dobrze, że już jesteś :)
      Mam nadzieję, że przypomnisz sobie bądź odnajdziesz hasło do konta :) Powodzenia !

      Usuń