wtorek, 12 lipca 2016

38.Blizna...

Mario jest zmęczony,  bardzo zmęczony,  ale szczęśliwy jednocześnie.  Zadowoleni są tez jego koledzy z zespołu, trener, a także władze klubu i oczywiście kibice. Nie spodziewał się,  że tego wieczoru strzeli hattricka. To był wyjątkowy mecz. Mecz, podczas którego zgromadzeni na SIP mogli w nim zobaczyć dawnego błyskotliwego Mario. Mario pełnego pomysłów na grę,  Mario będącego dosłownie wszędzie,  dwojacego się aby wykreować akcje. To owocuje. Trzy bramki zdobyte przez niego są sowita zapłata. Wiwaty tłumów również.  I nawet ból uda nie jest w stanie mu tego zabrać.  Nic nie jest w stanie. 
-Poczekam na ciebie.-mówi Marco.
-Idź, ja musze zobaczyć się jeszcze z lekarzem i fizjoterapeuta. Nie czekaj, Nat czeka na Ciebie.
-Poczekamy razem z Emily.-upiera się. 
-Dobrze.-zgadza się odkładając ręcznik którym przed chwila wycierał sobie włosy. 
-Będzie mega siniec.-blondyn wskazuje na udo przyjaciela gdzie ten został brutalnie kopniety.
-Boli, ale to nic poważnego. Ważniejsze jest to, że strzeliłem trzy gole. To była bajka, Marco. Bajka.
-To była zasłużona nagroda za twoją prace. To był i jest Mario, na którego czekali kibice i my czekaliśmy. Zasłużyłes na każdą sekundę triumfu w tym meczu.-mówi mu przyjaciel.-Popatrz co udało Ci się osiągnąć.  Poradziłes sobie, podniosłes się,  walczyles o siebie i Spójrz,  udało się. -patrzy na niego.
-To prawda. Jestem znów tam gdzie powinienem być.  
-Ann byłaby dumna, jest dumna. Zawsze w ciebie wierzyla, zawsze wspierała. 
-Chciałbym by mogła to zobaczyć,  ale przecież to niemożliwe. 
-Niedlugo jej małą kopia będzie przytulać cie po meczu. Już całkiem niedługo. -Marco klepie przyjaciela po plecach.-A dziś dostaniesz uścisk od mojej żony i Emily, do których idę.  Czekamy na ciebie.
***
-Był niesamowity.-mówi Emily.-Zasłużył na to co się dziś wydarzyło. 
-Zasłużył na jeszcze więcej.  To wszystko przed nim. Całe życie przed nim. Jeszcze wiele łez szczęścia wciśnie z oczu kibiców.-uśmiecha się Natalie.
-Jestem pewna, że tak.-mówi blondynka po czym zauważa idącego Marco. Emily wita się z nim i przytula go gratulujac dwóch asyst. A potem Marco przytula się do żony. 
-Byliście wspaniali. Najlepsi.-mówi mu Nat.
-Dzięki. -odpowiada piłkarz po czyz delikatnie całuje usta żony. -Mario zaraz przyjdzie. Ma go zobaczyć lekarz i fizjoterapeuta.
-Coś się stało? -pyta natychmiast Emily.
-Boli go udo. Niby ma być w porządku,  to chyba obicie, ale chcieli go jeszcze raz zobaczyć. Będzie mega siniak.
***
-Burczy ci w brzuchu.-mówi Emily uśmiechając się.
-Jestem głodny. Chętnie zaprosiłbym cie teraz na kolacje, ale tak naprawdę to nie chce pozować do zdjęć ani rozdawać autografów,  a nie chce być tez niemiły i odmawiać. -tłumaczy. 
-To może przygotuje coś lekkiego i zjemy w domu?-proponuje dziewczyna.
-A może zamówimy coś do domu? Gotujesz świetnie,  ale nie chce bys teraz musiała się zajmować gotowaniem. Zaprosiłem cie na mecz. Cały czas zajmujesz się moim dzieckiem, coś robisz wiec chce bys chociaż raz mogła po prostu być gościem. -mówi jej.- Dobrze? 
-Dobrze.
***
Sebastian rozgląda się dookoła. W restauracji jest mnóstwo osób.  Nie miał ochoty wychodzić,  ale nie chciał tez sprawić przykrości Markowi, który zaplanował ten wieczór. 
-Zdecydowałeś juz na co masz ochotę? -pyta Mark.
-Ty wybierz proszę. -odpowiada.
Wiec wybiera i zamawia dla obydwu. Kiedy kelner odchodzi mężczyzna spogląda badawczo na partnera. Seba znów jest cichy. Jednak nie mówi o rozstaniu. Nie odsuwa się również.  Właściwie to poszło to w druga stronę.  Jest blisko kiedy tylko może,  bo w niektórych momentach jest też sam, kiedy Marka nie ma.
-Jeśli nie chcesz tu być to możemy wyjść. -mówi starszy.-Nie chce bys sie do czegokolwiek zmuszał. Twoje dobre samopoczucie jest dla mnie ważne.  Jest dla mnie ważne to czego chcesz.-powtarza.
-Zawsze było. -mówi młodszy. -To właśnie w tobie uwielbiam.  Wiele rzeczy, ale to jest jedna z ulubionych. Przy tobie czułem się wolny i ważny. 
-Czułes? Czas przeszły...
-Czuje nadal... 
-Teraz lepiej.-uśmiecha się Mark.
-Nawet wtedy gdy się klocili smycze,  nie czułem się nigdy stlamszony. 
-Bo ja nie chciałbym tak się czuć i nie chce by ktoś mi bliski czuł się tak przeze mnie. Ten związek tak nie działał i nie będzie działać. 
-Ciesze się,  że tak mówisz. 
-Mówie to od dawna.
-Widzisz mam nie do końca dobre doświadczenia wiec myślę,  że po prostu muszę dojrzeć do tego by uwierzyć, iż tak już będzie.  
-Wiem, dom...
-Tak. W moim domu generalnie czułem się gorszy. Często.  Najczęściej.  Zresztą potem było gorzej, kiedy doszedłem do tego, że nigdy nie spełnię oczekiwań.-przyznaje spoglądając na Marka smutno. Widzi, że ten coś chce powiedzieć wiec przerywa mu.-To w porządku.  Nie zdołuję się jeszcze bardziej.
-Zdołujesz. To niepotrzebne. 
-Potrzebne, tylko z tobą chce o tym rozmawiać. 
-W porządku.  Słucham. 
-Bardzo długo nie pozwalałem sobie na to, aby dać sobie szansę. By być szczęśliwym. Zresztą wiesz jak było, mówiłem Ci. Zresztą nie mam pojęcia co byłoby gdybyś został z Ricky'm. Wtedy nigdy byśmy się nie poznali. Już nie mowie o byciu razem. Byłbym inną osobą. Dużo nauczyłem się będąc z tobą.O sobie. O tym jak może być, jak chciałbym by było. I o szczerości i lojalności.- mówi, ale przerywa bo idzie kelner. Podaje potrawy, a potem się oddala.
-Wygląda pysznie.-mówi Seba.
-Zjemy i pójdziemy na spacer, co?-proponuje Mark.
-Dobrze.
-I porozmawiamy. Brakuje mi naszych rozmów.  
-Mnie też.  Przepraszam.
-To nie twoja wina...
***
Spędzają miło czas. Jedzenie, które zamówili jest przepyszne. Wino, które Mario otworzył również jest wyśmienite. Julie śpi. Kiedy wrócili juz spała. Mama piłkarza po tym jak się pojawili pojechała do domu. Nie chciała im przeszkadzać, choć nie powiedziała tego na głos. Nie szli do jadalni. Rozlozyli jedzenie na niziutkim stoliku w salonie a oni usadowili się na dywanie i po prostu zaczęli jeść. 
-Nie wiedziałem, że jestem aż tak głodny. -mówi Mario dokładając sobie jeszcze sałatki. 
-Nie dziwie się w końcu przez ponad 90 minut biegałes bez przerwy po boisku. Musisz nadrobić. 
-Jak zacznę się najadac na noc to będę miał boczki.-śmieje się. 
-Dobre sobie. Przy takiej ilości ruchu i treningów to nawet gdybyś chciał je mieć to nic z tego.-mówi blondynka.-Ja to co innego.
-Daj spokój,  masz świetna figurę. -protestuje piłkarz. 
-Kiedyś miałam,  teraz daleko mi do tego. Zero kondycji. 
-Nad kondycja można pracować.  To nic trudnego. Jest tyle form aktywności.-mówi. 
-Nie wszystko jest dla wszystkich Mario.
-Dlaczego tak mówisz?  -patrzy na nią. - Coś jest nie tak? Coś z twoim zdrowiem?
-Ja...
-Powiesz mi, proszę?-patrzy na nią. 
-Powiem, ale...- nie kończy ponieważ dzwoni jej telefon. To jej tato. Po zapewnieniach, że jest w porządku w końcu się rozlicza i ma zamiar odłożyć telefon, ale potrąca kieliszek który ląduje na jej bluzce. Mario podaje jej serwetke a potem wstaje, wyciąga dłoń i zabiera ją do łazienki. 
-Ściągnij bluzeczke, dam Ci coś swojego a ja trzeba zaprać.-mówi po czym wychodzi by przynieść jej swoją koszulkę. Robi to, o co ją poprosił. Ściąga bluzeczke. W samym biustonoszu stoi przed lustrem. Jej uwagę przykuwa blizna. Nie jest ładna, ale właściwie to nie uważa, by ją szpeciła. Przyzwyczaiła się do niej. Dotyka palcami blizny. 
***
Jest zaskoczony to lekko powiedziane. Może powinien zapytać,  ale drzwi były uchylone wiec odruchowo po prostu wszedł. 
-Przepraszam...-szepcze. To zwraca na niego uwagę Emily. Dziewczyna odruchowo odwraca się a potem zdaje sobie sprawę,  że przecież jest tylko w biustonoszu. Zdaje sobie sprawę,  że on zobaczył. Bierze od niego koszule, która przyniosl. Jest miękka w dotyku, miła. Ubiera ja na siebie, a potem zaczyna zapisać guziki. Mario podchodzi, staje przed nią po czym zatrzymuje ja kładąc swoje obydwie dłonie na jej. Spomiędzy połów koszuli widać czerwona bliznę. 
-Emi...-mówi patrząc na nią. Potem czuje delikatny dotyk jego ciepłych palców.  Mario bardzo delikatnie dotyka tego miejsca. -Porozmawiasz ze mną? -pyta.-Opowiesz mi o tym?
Potwierdzeniem jest kiwniecie głową.  Potem Mario przytula ja. 
***
-Dziękuję za pyszna kolacje.-mówi Sebastian kiedy spacerują juz alejka. Mówi to już po raz kolejny.
-Lubię z tobą wychodzić. -mówi jego partner.
-Ja też,  choć może ostatnio to wyglądało zgoła inaczej.
-Wszystko wróci do normy.
-Nie wiem czy wróci...
-To zależy od nas. Od ciebie... Czy chcesz.
-Chce. Bardzo chce. Ale to wszystko tak mnie dołuje. Boje się.  
-To naturalne ale musimy z tym żyć.  Poradzić sobie. Stawić temu czoła.  Jeśli będziemy musieli żyć z wirusem, damy sobie rade. Obydwaj. Nie chce bys przechodził przez wszystko sam. Możemy mieć wszystko co chcemy pomimo choroby. Możemy dobrze żyć Seba. Tak jak do tej pory. Możemy zmienić mieszkanie tak jak planowaliśmy, możesz starać się o te prace, której tak pragniesz. I chciales psa.
-Tak, ale potem stwierdziliśmy, że nie ma nas w domu ciągle...
-Będę pracował mniej.-mówi Mark.-Nie miałem Ci teraz mówić,  to miała być niespodzianka.  Miałem poszukać mieszkania, w dobrej lokalizacji, takiego jakie sobie wymarzylismy. Wybrać kilka ofert i wtedy cie zabrać żebyś wybrał ze mną.  
-I co?
-Nie dałem rady, bo ważniejsze było to co się z tobą dzieje.  Wiec poszukamy razem. Może jak wrócimy. -proponuje.
-Jutro.-mówi Seba.-Po powrocie chce po prostu być z Tobą.  Nie chce nic robić,  wszystko może poczekać.  Chce po prostu przytulic się do ciebie i zasnąć. 
-TO miła perspektywa.-uśmiecha się Mark.
***
Siedzą na dywanie oparci plecami o sofę.  Na stoliku stoją dwa kieliszki wypełnione winem. W łazience nie pytał, a ona nie powiedziała. 
-Ta blizna, która zobaczyłes jest po operacji.-mówi.-Miałam przeszczep Mario. Przeszczep serca.-mówi dokładniej patrząc mu w oczy. Jest zaskoczony. Nie wiedział.  Nie przypuszczał. 
-Ale już jest wszystko w porządku,  prawda?-dopytuje.
-Tak. Jest dobrze, ale zanim dojdę do tego co było przed tym jak zachorowałam musi minąć sporo czasu...-mówi. Mario słucha, chłonie każde słowo,  które pada a ust Emily. Słucha jak to się stało,  że trafiła do szpitala, co przeżywali jak pojawiła się diagnoza. Słucha o jej pobytach szpitalu, a potem o tym jak stal się on jej drugim domem. Słucha o jej marzeniach wyjścia na spacer czy pobytu nad morzem. Słyszy o tym jak marzyła,  by znów być na tyle silna by wyjść na spacer z przyjaciółmi czy po prostu wrócić na uczelnie. I o bólu, jaki obserwowała w oczach rodziców.  Mówi o tym jak każdego wieczoru żegnała się z bliskimi, choć nigdy nie mowila o pożegnaniu. I o jej radości kiedy następnego ranka otwierała oczy zdając sobie sprawę, że ofiarowano jej kolejny dzień.  A potem wspomina dzień, kiedy lekarz oznajmił im, że dostała szanse, że jest serce. 
-Dostałam w prezencie nowe życie,  Mario.-mówi wybierając policzek, bo oczywiście nadal nie może mówić o tym bez wzruszeń.  Ale nie tylko jej policzek jest wilgotny. Mężczyzna, który siedzi naprzeciwko niej i trzyma jej dłoń tez jest wzruszony. Bo choć to smutna historia pełna bólu,  to jednak z happy endem. 
-Dostałaś.-przyznaję. -Bardzo się ciesze z tego powodu,  Emi.
-Musze Ci jeszcze o czymś powiedzieć. -mówi mu.-W szpitalu poznałam Twoja żonę.-stwierdza, a on zamiera.-To był przypadek, że się spotkałyśmy, ale cieszę się,  że tak się stało.  Ślicznie wyglądała w ciąży. Promieniała. Rozmawiałyśmy chwile o mnie, bo usłyszała,  że jestem na liście i oczekuje na przeszczep. Wtedy jeszcze nie mieszkałam w szpitalu. To było miłe spotkanie. Zarządzenie losu.
-Dzięki któremu tak bardzo pragnęła założyć fundacje.-stwierdza piłkarz. -Ty musiałaś być osoba, o której mi mówiła.  Opowiadała mi o tym. Nie musiała mnie długo namawiac, ale odlozylismy to w czasie, bo chciałem,  żeby czas ciąży przeżyła spokojnie a nie na bieganiu i załatwianiu formalności.-mówi szatyn.
-Nie znałam jej właściwie,  ale wiem, że byłeś mężem wyjątkowo cieplej osoby. I wrażliwej.  
-Byłem. I tak jak w tobie bije serce kogoś innego, tak jej serce tez dla kogoś bije. Bo doszło do przeszczepu Emily. Pobrano organy. Nie wiem kim sa te osoby, ale cieszę,  się że mogła komuś uratować życie w momencie gdy jej gasło. I jakkolwiek mocno boli jej nieobecność to jestem szczęśliwy,  że jej wola została wypełniona. Wtedy rozmowa o tym pomimo wszystko, pomimo deklaracji, że tak będzie to był okropny ból.  Ale nie mogłem postąpić inaczej. 
-Julie kiedy zrozumie będzie z Was bardzo dumna. 
-Być może.  Nie chciałbym jednak przechodzić przez to drugi raz. Przepraszam.-bierze głęboki oddech.
-Wiem, wiem Mario. 
Chłopak przytula ja do siebie i nie puszcza. Nie spodziewał się,  że tak zakończą ten wieczór.  Ale cieszy się,  że wie. A potem kiedy wypuszcza ja w końcu z ramion przygląda jej się chwilę po czym mowi:
-Nie wyobrażam sobie fundacji bez ciebie Emily.
-A ja marze o staniu się jej częścią. 
***





piątek, 8 lipca 2016

37. Paparazzi

Ten dzień zaczyna od śniadania z rodzicami w ich domu. Po posiłku ma zamiar jechać pozalatwiac sprawy fundacji, a Julie zostawić z dziadkami ponieważ Emily poprosiła o dzień wolnego. Zrobiła to nagle, poprzedniego wieczoru. Pytał czy wszystko w porządku,  zapewniła go, że tak. Jednak coś podpowiada mu, iż nie do końca tak jest. Jednak nie dzwoni i nie wypytuje. Postanawia poczekać.  Spogląda na swoją córeczkę,  która ma na buzi rozciapany jogurt. Wyciera jej buzię husteczką.
-Teraz zdecydowanie lepiej.-uśmiecha się do Julie, a ona odwzajemnia uśmiech po czym znów wpycha sobie do ust łyżeczkę z jogurtem i znów ma jogurt na brodzie. To wywołuje uśmiech u jej ojca i dziadków. -Jogurtowa buzia.-mówi Mario do córki, a ona próbuje powtórzyć.
-Oooo... ooooguj...-piszczy Julie.
-Tak skarbie, jogurt.-chwali ja tata. Mała dziewczynka uśmiecha się. 
Mario je kolejna grzankę.
-O proszę...-odzywa się tato piłkarza.-Ktoś zrobił Ci kilka fotek.-mówi kładąc gazete przed piłkarzem. -Plotkuja o tobie... o was w gazecie.-wskazuje na artykuł.  Mario bierze w dłoń gazete. Faktycznie, na stronie jest zdjęcie ze spaceru poprzedniego dnia. Wtedy, gdy był z Julie i Emily. Fotografia, ta największa,   jest zrobiona w momencie, w którym Emily podaje Julie, Mario. Emily jest uśmiechnięta,  Mario również się uśmiecha. Tytuł sugeruje, że  Emi jest dla piłkarza nie tylko niania jego corki, ale rowniez przyjaciółka.  W artykule można przeczytać,  że obydwoje świetnie czują się w swoim towarzystwie, a także to, że po dziewczynie widać, iż uwielbia córeczkę piłkarza.  Co jest prawdą,  Mario doskonale o tym wie. Szatyn czyta artykuł,  na końcu jest jeszcze napisane, ze być może Emily mogłaby stać się dla Mario kimś więcej niż tylko przyjaciółka. Ostatnie zdania przypominają historie wypadku i straty Ann. Mario odkłada gazete.
-W wymyślaniu scenariuszy to oni są dobrzy.-mówi. -Mogliby zająć się sobą. -dodaje cicho. Jego mama spogląda na niego.
-To ich praca, kochanie.-stwierdza.
-Wiem, ale nie lubię czytać takich artykułów, w których są sugestie, że powinienem się zakochać w tej czy innej osobie, bo to byłoby dobre dla mnie i Julie miałaby mamę, bla bla bla...-mówi zirytowany.-Julie ma jedną mamę,  jej mamą była i jest Ann. A ja nie nadaje się do związku, nie jestem gotowy i nie mam pojęcia czy będę kiedykolwiek.-mówi zirytowany.- Lubię Emily, jest fantastyczną dziewczyną, piękną i wartościową, ale nie jestem w stanie spojrzeć na nią w inny sposób jak tylko na przyjaciółkę. -tłumaczy choć właściwie nie musi,przecież rodzice rozumieją, wiedzą co czuje, znają go.
***
Czeka w pokoju, w którym wykonywano badania. Nadal leży na łóżku. Lekarz poprosił ja, aby nie wstawała, choć nie czuje się źle. Zastanawia się co robią Mario i Julie. Miała być bowiem tego ranka z Jull, piłkarz miał do pozałatwiania kilka spraw. Niestety musiała odmówić.  Musiała.  Pytał,  wyczuł, że coś się dzieje, ale zapewniła,  iż wszystko jest w porządku.  Teoretycznie jest, ale musi jeszcze poczekać na potwierdzenie. Jest pewna, że gdy tylko pojawi się w domu Mario, on zapyta ją ponownie czy wszystko jest ok. I tak właściwie to mogłaby powiedzieć mu co się stało. 
***
Pomysł z zabraniem Seby na pokazy samochodów sportowych okazuje się dobry. Obserwując go wydaje się,  że nic go nie gryzie, że jest taki jak przed informacja, ze w jego organizmie jest wirus. Mark cieszy się tymi chwilami, uśmiechem kochanka, entuzjazmem i błyskiem w oku, który żnów widzi u chłopaka.  To trwa jednak tylko chwilę.  Bo kiedy opuszczają teren pokazów,  są w grupie osób, które zostały do samego końca,  chłopak znów jest Seba z problemem. Nie można powiedzieć,  że nie stara się trzymać,  nie potrafi jednak udawać,  że temat wrócił.  Wrócił do jego głowy.  Do jego myśli. 
-To teraz idziemy coś zjeść i napić się dobrego wina,  tak?-proponuje Ricky.
-Myślę,  że tak.-odpowiada Mark spoglądając na swojego partnera.
-Nie wiem czy jestem dobrym towarzystwem.-mruczy Sebastian.
-Najlepszym -zapewnia go Ricky. Sebastian patrzy na niego dłużej.  Ricky uśmiecha się. 
***
Ostatecznie skończyli wieczór w klubie-kręgielni.  Najpierw zjedli kolacje, potem postanowili pograć w kręgle.  Właściwie to Mark poszedł grać z Agnes. Sebastian zrezygnował wiec Ricky solidarnie został z nim.
-Nie wiem skąd on bierze ta siłę.-mówi w końcu Sebastian spoglądając na swojego partnera.-Boi się,  wiem to. Ale jednocześnie kiedy zapewnia mnie, że wynik nie zmieni jego uczuć to mówi to tak przekonywujaco, że mu wierze.-mówi. 
-On mówi szczerze.-dodaje Ricky.
-Wiem. Tez go kocham. Dlatego nie chce skazywac go na życie ze mną.  Na strach. Ograniczenia.
-Jakie ograniczenia?-patrzy na chłopaka. -Zabezpieczenia? Przecież i tak z nich korzystacie.
-Tu nie chodzi tylko o seks. Zarazić się można w inny sposób. 
-Wystarczy uwaga Seba. Poradźcie sobie ze wszystkim jeśli Wam na sobie zależy.  A zależy. 
Chłopak Marka przez chwile milczy. 
-Chciałem po prostu żyć normalnie. W końcu poznałem i pokochałem kogoś naprawdę wyjątkowego.  Na początku się bałem.  Wiesz różnie bywa. Potem Mark miał ten wypadek, odtracal mnie. I kiedy wszystko wróciło do normy. Kiedy byłem szczęśliwy.  Znów coś mnie odbiło.  I nie mam pojęcia co robić.  Bo z jednej strony ciesze się,  że on nie chce uciec a z drugiej chciałbym by to zrobil, bo pragnę dla niego normalnego życia.  
-Gdyby on odszedł to ty nie musiałbyś tego robić? 
-Tak, bo chce a nie potrafię. -pada odpowiedz.
-Wiec tego nie rób.  Zranisz go.-mówi Ricky.- Mark zawsze był silny. Podziwiałem go jak radził sobie z trudnościami.  Nie panikował. Ale jego też można zranić Seba. Można.  
-Nie chce tego robić.  Chce, by było jak dawniej. 
-Może będzie.  Jeśli nie to, to doświadczenie może was związać jeszcze mocniej lub możesz pozwolic, by zniszczyło to co zbudowaliście. Wybór jest prosty.-patrzy na niego.
-Gdyby Agnes powiedziała Ci ze jest chora. Zostałbys?
-Gdyby Mark powiedział Ci, że jest zarażony odszedłbyś od niego?
-Nie mógłbym...
-Nie zostawiłbym  Agnes...
-Bo go kocham...
-Bo ja kocham, a ludzi których prawdziwie się kocha nie zostawia się w najtrudniejszych sytuacjach.
***
Odkąd wrócili z klubu Sebastian nie powiedział nic. Po przyjściu do mieszkania praktycznie od razu poszedł pod prysznic. Mark zastanawia się czy tak zakończą ten dzień.  W ciszy. 
Słyszy dźwięk otwieranych drzwi od łazienki.  Potem ciche kroki Bożych stop bo przecież Seba nigdy nie nosi kapci. 
-Idziesz pod prysznic?-pada pytanie.
-Tak, jasne.-odpowiada starszy wstając i kierując się do łazienki.  Tam bierze szybki prysznic. Kiedy opuszcza łazienkę zastaje Sebe na kanapie okrytego kocem. 
-Idziesz do łóżka?-pyta.
-Tak, czekałem na ciebie. Nie chciałem iść sam.-pada odpowiedz. Wiec idą obydwaj. Chwilę później są juz w łóżku  i o dziwo Sebastian nie odwrócił się do partnera plecami. Spogląda na Marka.
-Nie zostawiaj mnie.-mówi,  a Mark jest zaskoczony.-Potrzebuje Cię,  Mark. Potrzebuje bardziej niż jestem to teraz w stanie przyznać. -wyznaje.-Proszę nie zostawiaj mnie teraz.-ponawia prośbę. Czuje ramiona partnera obejmujące go. I słyszy szept.
-Nigdzie się nie wybieram.
***
Co sądzicie?

sobota, 4 czerwca 2016

36.Złe dni...

-Porozmawiajmy, proszę Seba...-prosi go, ale ten po prostu idzie do łazienki, a zaraz po tym słychać zgrzyt przekrecanego zamka. Mark postanawia dać chwilkę Sebastianowi.  Sam idzie do kuchni, po czym nalewa sobie wody do szklanki, by zaraz potem ja wypić.  Nie wie co ma robić.  Nie ma pojęcia jak się zachowac, by sprawić,  że jego partner dostrzeże,  że nie został sam.  To trudna sytuacja, najtrudniejsza w jakiej kiedykolwiek się znalazł.  
***
-Pójdziemy na spacer?-proponuje Emily spoglądając na Mario, który jest nieobecny. Mario spogląda na nią,  a na jego twarzy pojawia się mały uśmiech.  Chwilę później obydwoje wychodzą z domu. Mario pcha wózek, a Emily idzie obok. I być może dla kogoś obserwującego ich z boku wyglądają jak para. Wyglądają.  
***
Sebastian jest w łazience juz dobre kilkanaście minut. Choć próbowal i nadal próbuje prosić go, by z nim porozmawiał,  ten ignoruje te prośby.  Mark słyszy lejaca się pod prysznicem wodę.  Nie dziwi go to, ponieważ Sebastian często właśnie w ten sposób reaguje, ucieka, zamyka się gdzieś,  w sypialni, albo w łazience.  Tam próbuje się zrelaksować,  zmyć z siebie zmartwienie.  Tym razem jest pewien, że to nie działa.  Nie wie czy mu się wydaje, raczej nie, ale momentami słyszy dziwne odgłosy dochodzące z łazienki.  Jakby dławienie... to go niepokoi wiec po prostu przekreca na sile zamek od zewnątrz.  Można to zrobić,  założyli takie zabezpieczenie w razie gdyby coś się działo.  Nigdy z tego nie korzystał,  ale nigdy też tak bardzo nie bał się tego co zrobi Sebastian.
Kiedy zjawia się w łazience, jego partner jest pod prysznicem. Właściwie siedzi w rogu brodzika, skulony,  z kolanami docisnietymi do klatki piersiowej.  Woda spływa obficie po jego ciele. Mark zastanawia się czy jest ciepła.  Nic nie mówi,  po prostu otwiera kabinę,  a potem zakręca wodę.  Sebastian ma przekrwione oczy. Bez wątpienia te odgłosy to był strumiony płacz.  Mark jest tego pewien. Mężczyzna bierze suchy ręcznik po czym trzymając go w dłoniach mowi:
-Chodz do mnie. -Sebastian spogląda na niego. Mark lustruje wzrokiem twarz kochanka. Jest tam tyle bolu, maluje sie na niej strach, niepokoj.-Chodź, prosze.-powtarza, ale mlodszy nie wykonuje najmniejszego ruchu. 
-Ja nie chce tak zyc.-mówi.-Nie chce, Mark.-powtarza zachrypnietym glosem.
-Nie mow tak...-protestuje starszy.
-Nie chce takiego zycia dla siebie, ale przede wszysykim nie chce go dla ciebie. Nie chce bys sie bal, nie chcę sie bac o ciebie...Ja nie chce tak żyć!-powtarza z uporem.
-Chodź do mnie.-upiera się Mark.- Prysznic nie jest dobrym miejscem na takie rozmowy.-przekonuje.
Zabiera go z łazienki. Ostatecznie zostawia go w sypialni, a sam idzie zrobić herbatę.  Wraca z panującymi kubkami, Seba jest w łóżku,  otulony puchatym  kocem. Mark stawia kubki na szafce stojącej obok łóżka. Siada na skraju materaca, w odległości od swojego partnera, bo choć ma ochotę go przytulic w tym momencie, to jednak tego nie robi ponieważ młodszy w tej chwili tego nie chce. Zna go dobrze, widzi to. Zdradza to jego postawa. Seba nie łaknie bliskości, on właściwie przyjął postawę obronną.  
-Napisz się,  to ci dobrze zrobi.-zachęca kochanka Mark.
-Słyszałeś co mówiłem w łazience? --pada pytanie.
-Tak, słyszałem doskonale.-przyznaje.-Nie wiem tylko co chcesz usłyszeć w odpowiedzi na Twoje słowa. -patrzy na Sebastiana badawczo.-Ja juz wiele razy mówiłem Ci,  że niezależnie od tego co będzie na tym skrawku papieru, czy jesteś seropozytywny, czy też nie, to bez względu na to będę z Tobą.  Nic się nie zmieniło, Sebastian. Moje uczucia się nie zmieniły.-zapewnia patrząc mu w oczy. I choć Sebastian chce coś powiedzieć,  pewnie to nie spodoba się Markowi jak uslyszy, to jednak to wyznanie, w takiej chwili, w tych okolicznościach sprawia, że milczy. Nie chce psuć tego momentu. Nie może.  Bo właśnie teraz, kiedy to, że jest zarażony jest bardzo prawdopodobne, ostatecznie potwierdzi wynik jeszcze jeden test, który robi się dodatkowo dla upewnienia się o prawidłowym wyniku pierwszego, właśnie teraz Mark po raz kolejny powtarza deklaracje, że zostaje. Mówił to wiele razy, przekonywał,  ale w tej chwili jego słowa nabierają innego sensu. Bo Mark mógłby się przestraszyć,  uciec, a jednak tego nie robi. Mark właśnie w tej chwili deklaruje i zapewnia o swoim uczuciu. Mark pokazuje, że ich związek nie jest kaprysem, a czymś naprawdę trwałym. W dobrym i złym czasie. I to go porusza. I to sprawia, że znów ma chwile słabości,  bo znów czuje, ze jego gardło się ściska, a oczy zaczynają go szczypac. Łzy grożą wpłynięciem. A jego partner zauważa to. Zawsze zauważa.  Wiec po prostu przesuwa się i zgarnia go w ramiona. A Sebastian czuje, że jest we właściwym miejscu. I nadal się boi, bo strach nie zniknął. I pewnie nie zniknie. I pewnie wątpliwości nie zniknął. Jednak w tym momencie nie chce o nich myśleć.  Nie może. 
-Wiem co chcesz zrobić...-słyszy ciche słowa Marka.- Nie pozwolę Ci odejść. -mówi. -Wiem, że Twoje intencje są szlachetne, ale pozwól mi zadecydować czy chce być z Tobą, kiedy widmo wirusa wisi nad Tobą.  Nie podejmuj za mnie decyzji. Ja juz ja podjąłem w momencie w którym powiedziałeś mi, że możesz być nosicielem. Nawet przez moment nie pomyślałem,  że mógłbym odejść.  Nie chce. I tego nie zrobię.  I Ty też ode mnie nie uciekaj. A jeśli to zrobisz, to wiedz, że nie pozwolę ci tak łatwo odejść . I zrobię wszystko,  że zwątpisz w sens swoich działań.  Bo nie jestem jakimś tam facetem dla ciebie, ani Ty nie jesteś jakimś tam facetem dla mnie. Kocham Cię.  Tego nie zmieni wynik badania, nic tego nie zmieni. Nigdy.-zapewnia. Sebastian nic nie mówi,  nie jest w stanie. Po prostu zostaje tam gdzie jest-otoczony ramionami swojego partnera.Nie potrzeba więcej słów. 
***
Spędzają miło czas najpierw spacerując,  a potem na placu zabaw. Po Julie naprawdę nie widać tego,  że dzień wcześniej uczestniczyła w wypadku. Jest pogodna jak zwykle. Bawi się na placu zabaw w piasku, śmieje się,  piszczy z zachwytu jak Mario wysadza ja na malutka zjeżdżalnie po czym asekurujac pozwala jej zjeżdżać.  Obydwoje z Emily obserwują małą i się śmieją na różne sytuacje. I być może wiele osób rozpoznaje Mario, bo przecież jest znanym piłkarzem i być może wiele par oczu obserwuje jego i nianie jego dziecka, ale oni zupełnie się tym nie przejmują.   Oni po prostu starają się dobrze spędzić czas. I tak jest.
***
Pisze do Marka, a potem, kiedy dostaje krótka odpowiedz "Nie jest dobrze" wie, że wynik musiał być pozytywny. Wie jak to działa.  Wie, że zapewne trzeba to potwierdzić, ale domyśla się również jaki to był dla Seby i Marka szok. Bo podejrzenia to jedno, a pozytywny wynik to co innego. Agnes pojawia się w sypialni nagle. Od razu jednak widzi po jego minie, że coś jest nie tak. 
-Ricky... co się stało? 
-Nic...-odpowiada.-To znaczy... Ja napisałem do Marka. I on mi odpisał. -mówi po czym pokazuje treść odpowiedzi. Agnes po przeczytaniu spogląda na niego. Już wie co to oznacza. I jest jej przykro.
***
To nie jest łatwe.  W najmniejszym stopniu nie jest. Sebastian mało mówi,  właściwie milczy przez większość czasu, praktycznie całe popołudnie spędza w łóżku,  albo na sofie przed tv, choć Mark jest pewien, że nie ma pojęcia co w danym momencie leci w telewizji. Jego wzrok bowiem nie jest skupiony na odbiorniku, chłopak patrzy gdzieś zupełnie w bok. Kiedy starszy próbuje zaproponować mu, by wyszli z domu, na spacer, do sklepu czy gdziekolwiek indziej, słyszy tylko ciche "nie mam ochoty" i temat się kończy.  Wieczorem probuje wyjść z nim do ich ulubionej knajpki na kolacje, odpowiedź jest taka sama. Wiec Mark wychodzi na zakupy, a potem wraca i robi kolacje. Sebastian tym razem nie protestuje, nie chce zrobić przykrości Markowi.  Jednak starszy zauważa, że niewiele je. Stara się, ale ma tak scisniety żołądek,  że naprawdę nie jest w stanie zbyt wiele w siebie wcisnąć. Widzi zmartwienie spojrzenie swojej drugiej połowy,  choć tamten nic nie mówi. 
-Przepraszam.-mówi młodszy. -Ja wiem, że zrobiłeś to co lubię najbardziej i jest bardzo smaczne, ale ja...-patrzy bezradnie.-Ja naprawdę nie dam rady zjeść więcej.-odsuwa trochę talerz.-Przepraszam, Mark.-Ma zamiar wstać i znów zaszyć się w sypialni, ale jego facet łapie go za rękę.
-Zostań. -mówi. -Zostań,  proszę. -powtarza wiec on siada na swoim krześle bez słowa.  Ma ochotę wyjąć,  uciec, schować się.  Nie wie dlaczego chce tak się zachowac. Nie ma pojęcia czemu podświadomie chce odgrodzić sie od bliskiej osoby. Przecież to nie tak, że przebywając z Markiem na coś go naraża,  nie. Jednak jakiś wewnętrzny głos pcha go do tego, by był z dala. Mark nie zabiera dłoni,  wiec czuje jego ciepło. Kiedy kończy swój posiłek po prostu odsuwa talerz, ale nadal nie zabiera dłoni.  Patrzy na niego, ale on nie może długo patrzeć w oczy swojego kochanka dlatego spuszcza wzrok. 
-Spójrz na mnie.-prosi go Mark wiec patrzy.- Pójdziemy na spacer? Myślę, że to jest dobry pomysł.  
-Chce zostać w domu.-słyszy w odpowiedzi.
-Dobrze, zostaniemy wiec w domu. Obejrzymy film czy jesteś zmęczony? -pada kolejne pytanie.
-Jestem zmęczony,  ale na pewno nie zasnę wiec film jest w porządku. Ale najpierw pójdę pod prysznic.-decyduje młodszy,  a starszy przytakuje kiwnieciem głowy.  Seba wstaje, ale zanim wychodzi słyszy. -Nie zamykaj drzwi, proszę. Wychodzi. Nie zamyka się w łazience tym razem.
***
Sebastian nadal bierze prysznic kiedy Mark odbiera telefon. 
-Cześć Ricky.-wita się. 
-Cześć. -słyszy po drugiej stronie.-Kiedy będziecie wiedzieć na pewno?
-Mają zadzwonić z laboratorium, bo tym razem byliśmy w innym. Mam tam znajoma i obiecala, że zadzwoni jak będzie koperta z wynikiem. Czekamy.
-A Seba?- pyta.-To znaczy domyślam się,  że czuje się okropnie, ale...
-Jest zrezygnowany, za cichy, zdystansowany i przestraszony. W takiej sytuacji to normalne.
-No tak... 
-Wymyślił sobie, że odejdzie.-dodaje Mark.-Nie powiedział tego wprost, ale zaczął coś mówić. Jestem pewien, że miał to w planie, pewnie nadal ma.
-On robi to...
-Wiem dlaczego chce to zrobić.  Rozumiem i to jest szlachetne, ale nie pozwolę mu na to. Ja nie chce...
-...go stracić...-kończy za niego dziennikarz.-Wiem, Mark. Wiem.-wzdycha.-Nie wiem co mam powiedzieć,  żeby pomóc...
-Nie musisz nic mówić,  dziękuję za telefon. Dobrze wiedzieć,  że nie jesteśmy z tym sami.
-Nie jesteście.  Możecie na nas liczyć. 
-Dzięki.-słyszy,  że w łazience coś upadło.-sorry na moment, Ricky.-przeprasza i odsuwa tel od ucha.-Seba w porządku? -woła.
-Tak, straciłem piankę.  W porządku. -wiła tamten wiec Mark znów przykłada komórkę do ucha.-Coś spadło,  nie wiedziałem co się stało?  Seba jest w łazience. Spędził pół dnia w łóżku. Próbowałem go namówić na wyjście,  ale bez skutku. Zadreczy się siedząc w domu i myśląc...
-Jutro są te pokazy, które tak chciał zobaczyć.  Może wpadniemy po Was to może uda się go namówić? 
-To nie jest zły pomysł wiesz?
-To się jutro zdzwonimy. Odbiorę wejściówki i zadzwonię. Oki?
-Tak, dzięki, zapomniałem o tych pokazach.
***
-Jedziesz ze mną? - pyta zabierając kluczyki.
-Kotku musze odpisać na te maile. Przeproś Natalie, ale naprawdę ich nie zauważyłam wcześniej, a to ważne.-tłumaczy. 
-To może zostane?
-Będzie im przykro jak zdane z nas nie przyjdzie...
***
-A gdzie twoja druga połowa? -pyta malarka.
-Została pracować.Bardzo was przeprasza, ale przez nieuwagę musi teraz nadrabiać.  Wiec jestem sam.Może być? -pyta dziennikarz.
-Dobrze, że jesteś. -uśmiecha się Natalie. Niedlugo przyjezdza Mario. W trakcie kolacji żartują,  śmieją się.  A po kolacji siedząc w salonie Reusow w pewnym momencie Natalie pyta.
-Martwisz się czymś Ricky, prawda?
-Ja też zauważyłem. -dodaje Mario.
-Cóż... ja również. -odzywa się Marco. Dziennikarz spogląda na przyjaciół.  Najpierw nic nie mówi,  zbiera myśli,  dopiero po chwili się odzywa.
-Mark i Seba... Oni...-wzdycha.
-O nie...-Nat zatyka usta dłonią,  bo przypomina sobie, że miały być wyniki badań. 
-Tak, właśnie tak.-dziennikarz patrzy na nią, bo wie, że ona rozumie.
-Robił test potwierdzający? 
-Tak, czekają na wyniki.-tłumaczy Ricky.-Ale chyba nietrudno sobie wyobrazić co się z nimi dzieje, szczególnie z Sebastianem.
-Czy dobrze się domyślam? -dopytuje Mario.-Potwierdziło się? 
-Pierwszy test, teraz czekają na drugi. Z Sebastianem nie jest dobrze. Mark nie zdradzał szczegółów,  ale wiem... Dawniej znałem każdy ton jego głosu,  potrafiłem czytać co się dzieje. Minęło wiele miesięcy,  ale to się akurat nie zmieniło...
-To jest straszne...
-Może nie powinno mnie to obchodzić,  może powinienem trzymać się z daleka, ale nie umiem udawać,  że im nie współczuję.  Nie umiem udawać,  że o tym nie wiem, że mnie to nie obchodzi... Nie chce.- patrzy na przyjaciół. Przyglądają mu się.-Dobra, znałem kogoś, kto zaraził się wirusem, a potem zachorował.  Zmarł krótko przed tym jak Cię poznałem Natalie...
-Przecież z wirusem można żyć wiele lat... Brać leki.
-Nie każdy organizm sobie poradzi. On był pechowcem... Wyjątkiem od zasady... I jak sobie pomyślę,  że Sebastian... ze on...
-Jeszcze może okazać się,  że wynik drugiego testu jest negatywny. Mogła zajść pomyłka. 
-Oby. Ja wiem, że on nie musi być jak Matt.- patrzy na Natalie.- Ja byłem pewien, że ten wynik będzie negatywny. Byłem pewien. A kiedy dostałem odpowiedź na smsa zamarlem. I od razu stanął mi przed oczyma obraz Matta, ale bardzo chorego juz Matta. Odwiedzałem go. Widziałem jak gasł. I pamiętam,  że byłem zły,  jak dowiedziałem się,  że zdecydował,  o odstawieniu leków. Jednak nie powiedziałem mu na ten temat nic, ale on die domyślił. I mi to wytłumaczył.  
-Nigdy o tym nie mówiłeś. 
-Nie było okazji. Tego tematu. 
-Jak on się zaraził? 
-Od żony.  Tak się kończą czasem zdrady małżeńskie.  Ona żyje do dzis i dobrze się ma, jemu się niestety nie udało. -mówi. -Ale najlepsze jest to, że on jej wybaczył. Wybaczyl wszystko. A ona, kiedy chorował nie odstąpiła go na krok.  Była przy nim gdy odszedł.  Do końca.  
***
Łapcie kolejny. 
Przepraszam za literówki,  pisałam na tablecie i być może nie wyłapałam błędów.  
Komentujcie.







wtorek, 31 maja 2016

35.Rozwiązania...

Nie może spać.  Ciągle myśli o tym, czego dowie się w laboratorium. Właściwie,  to najchętniej w ogóle by tam nie szedł, nie ma pojęcia czy znajdzie odwagę,  by pójść. Juz mu jej brakuje. Spogląda na Marka, który śpi spokojnie. Wierzy mu, wierzy, że kiedy mówi,  iż nie zostawi go nawet,gdyby się okazało,  że się zaraził,  to tak będzie.  Widzi, że jest dla niego kimś ważnym,  jednak zastanawia się czy on sam chce skazywac swojego partnera na życie z osobą chora, na życie ze strachem... 
***
-Lepiej się czujesz?-pyta Marco. Chwilę wcześniej pojawili się z Natalie w szpitalu, nie mogli znaleźć Mario i Emily, ponieważ nie było ich tam, gdzie mieli być, toteż blondyn zadzwonił do dziewczyny, a ona po nich przyszła. Okazało się, że Mario przebywa w jednym z pomieszczeń szpitalnych.
-Tak.-odpowiada Mario.-Jednak wystraszyłem Emily.- mówi. 
-Nie miałeś na to wpływu.- mówi dziewczyna.
-Co się stało?- pyta Natalie nie wiedząc o czym ta dwójka mówi.
-Miałem atak paniki.- z ust szatyna pada odpowiedź.-Ale już jest lepiej.- dodaje.
-Podali ci coś?- docieka Marco.
-Tak, dostałem zastrzyk. Już jest w porządku. Po prostu... nie udźwignąłem tego... Wszystko wróciło...-tłumaczy szatyn.
-Spokojnie.
-Muszę iść do Julie.- wstaje z łóżka na którym siedział do tej pory. Jednak okazuje się, że wstawanie nie jest dobrym pomysłem, bo ma lekkie zawroty głowy.
-Co się dzieje?-Emily 
-Kręci mi się w głowie.- odpowiada.
-Nigdzie nie idziesz.- mówi stanowczo Marco.- Najwyżej twoja mama zostanie z Jull. 
-Lekarz też mu to sugerował, ale się uparł.- zauważa Emily.
-To moja córeczka, chcę być z nią, przy niej...
-W takim stanie nie możesz. Musisz odpocząć.- tłumaczy cierpliwie Marco.
Chwilę później zjawiają się rodzice piłkarza. I pomimo jego protestów, to babcia zostaje z wnuczką, a jego zabiera ojciec. Marco i Nat odwożą Emily do domu.
***
Jest bardzo wcześnie. Nie ma jeszcze 5 rano, a on nie śpi od dobrych kilkunastu minut. Nie chcąc przeszkadzać partnerowi, zaraz po przebudzeniu opuścił sypialnię. Właśnie siedzi na balkonie ich mieszkania, właściwie znajduje się w pozycji półleżącej, ponieważ rozłożył odrobinę krzesło, otulony ciasno kocem, ponieważ nie jest jeszcze zbyt ciepło. Nawet kawa tego ranka wyjątkowo mu nie smakuje, choć jest to jego ulubiona kawa, zawsze się nią delektuje, tym razem natomiast nie potrafi zachwycać się jej smakiem. Jest tak być może dlatego, że ciągle rozmyśla o tym co ma się wydarzyć. Boi się.
***
Budzi się w pustym łóżku. Jest zaskoczony, ponieważ on raczej ma lekki sen i zawsze jakoś czuł, kiedy Sebastian wstawał, tym razem nie poczuł. Pościel na drugiej połowie łóżka jest zimna, więc domyśla się, że jego partner wymknął się już jakiś czas temu. Spogląda na zegarek, który wskazuje, że jest godzina 8:00. Wstaje z łóżka po czym opuszcza pokój, by poszukać jego drugiej połowy. Okazuje się, że nie ma go ani w kuchni, ani w gościnnym pokoju, ani również w łazience. W końcu spogląda na drzwi balkonowe i wtedy zauważa, że są uchylone. Mógł się tego domyślić, Seba zawsze siada na balkonie kiedy chce coś przemyśleć. Podchodzi cicho do przeszkolonych drzwi. Tak jak się domyśla, Seba śpi na rozłożonym leżaku.
***
Otwiera powoli oczy. Z ulgą stwierdza,  że jest w swojej sypialni. Miał dziwny sen. Straszny. Śniło mu się,  że miał wypadek. Właściwie to sen był bardzo realistyczny, ale zamiast Ann na fotelu pasażera siedziała Emily. I nie była w ciąży. I słyszał tez płacz dziecka... I...
-O Boże...-wzdycha ponieważ dociera do niego, że nie śnił, tak było naprawdę.  Szybko podnosi się z łóżka.  I po prostu idzie na dol, ponieważ słyszy ciche rozmowy. 
Emily pierwsza go zauważa kiedy słucha tego, co mówi Marco. Mario dopiero, kiedy widzi dziewczyne, zdaje sobie sprawe, że może jednak nie pomyślał schodząc na dol w samych bokserkach.
-Cześć. - odzywa się Emily patrząc na niego badawczo. Marco również spogląda w jego stronę. 
-Cześć.-wita się blondyn.-Może...-zaczyna, ale szatyn nie pozwala mu dokończyć. 
-Przepraszam, pójdę się ubrać. -mówi po czym wychodzi. 
-Chyba się mnie nie spodziewał.-komentuje dziewczyna, a zaraz po tych słowach zabiera ze stolika puste filiżanki po kawie, która przed momentem skończyli pić z Marco. Dziewczyna znika w kuchni, a blondyn idzie za przyjacielem do jego sypialni. Puka, a słysząc zaproszenie wchodzi. Szatyn ma na sobie spodenki i ubiera koszulkę. 
-Jak się czujesz?
-W porządku. -pada odpowiedz.-Musze jechać...
-Nie musisz. Rozmawiałem z Twoja mama, Julie wycisza zaraz po obchodzie. Twój tata pojechał do szpitala, przywiezie je do domu.
-Sam bym pojechał, trzeba było mnie obudzić.-mówi z pretensja w głosie młodszy. -Nie jestem małym chłopcem,  sam pojechałbym po córkę. 
-Wczoraj miałeś zawroty głowy. -przypomina mu Marco.
-Wczoraj.-mówi szatyn.-Mamy nowy dzień. Traktujecie mnie jak dziecko...
-Troszczymy się,  a ty w tym momencie zachowujesz się jak dziecko. Rozkapryszone. O co chodzi?
-O nic.
-Widzę. 
-O której jest ten obchod?
-Myślę, że będą w domu najpóźniej za godzinę. 
-Chciałbym ją już przytulic.-mówi cicho młody ojciec.
***
W samochodzie panuje cisza. Żaden z nich nic nie mówi.  Mark nie chce pytać,  nie zaczyna tez rozmowy, ponieważ widzi, że Sebastian nie ma na nią ochoty, a młodszy milczy ponieważ po raz tysięczny nie chce powiedzieć,  że bardzo się boi. To nic nie da, przecież to, iż będzie cały czas to mówił, nie sprawi, że nagle strach zniknie. Nie zniknie. Spogląda ukradkiem na swojego partnera. Mark jest spokojny, albo tylko ten spokój udaje. Nie wie. Nie chce pytać.  Może to lepiej, że obydwaj nie panikuja. 
Mark widzi, że Sebastian kątem oka go obserwuje.  Dostrzega również to, jak bardzo tamten się denerwuje, boi. Zauważa drżące dlonie, które ten skrzętnie chce ukryć wciskając je pomiędzy uda. Dostrzega to wszystko. I być może mógłby w tej chwili powiedzieć partnerowi tysiąc słów pocieszenia, on jednak nie mówi nic. Ale kiedy Sebastian czuje dłoń Marka na swoim udzie rozumie co ten chce przez ten gest powiedzieć.  Bez słów.  Mark po raz kolejny pokazuje mu, ze jest obok.
***
Tuli ja do siebie odkąd wróciła do domu. Julie jest cicha i naprawde nieco wycofana. To nie jest do niej podobne, ale Mario juz wie, że lekarz ostrzegał, iż może tak może być.  Rodzice pojechali do domu, Marco również,  jedynie Emily została. Zaproponowała sama, a on nie powiedział nie. I to nie tak, że nie poradziłby sobie przecież z własnym dzieckiem, ale chciałbym by dziewczyna została.  Po prostu tak czuł. Wiec świetnie się złożyło, iż z jej ust padła taka propozycja. Zaraz po tym, kiedy zostali sami z Julie Emily zaproponowała,  że coś ugotuje, a on postanowił po prostu być z Julie. Dlatego,  kiedy jakiś czas później, Emily w końcu opuści kuchnie i zobaczy, że obydwoje zniknęli,  a dom jest dziwnie cichy, jedynym miejscem, o którym pomyśli to będzie sypialnia. I faktycznie tam ich znajdzie-śpiących w najlepsze na duzym łóżku Mario. I to będzie jeden z tych wyjątkowych momentów,  tych wyjątkowych obrazków.  Uwieczni go na zdjęciu w swoim telefonie.
***
-Wejść z Tobą? -pyta widząc zdenerwowanie swojej drugiej połowy.  Sebastian spogląda na niego. Jest blady, ale kiwa głową zaprzeczając. Próbuje się trzymać.  Przekonuje sam siebie, że przecież sobie poradzi. Musi tylko wejść i odebrać wynik. To nie jest skomplikowane. Powoli zmierza w kierunku pokoju. -"Po prostu wezmę ten wynik. Wezmę go."-przekonuje sam siebie w myślach.  W końcu drżącą dłonią naciska klamkę.  Drzwi się otwierają, a on bierze głęboki oddech i wchodzi. Mark zostaje na zewnątrz. Teraz może wziąć głęboki oddech i on. Musi się trzymać,  nie może okazywać strachu, bo przecież musi być wsparciem. Prawda jest jednak taka, że on bardzo się martwi i boi. Przecież za moment Seba może wyjść i powiedzieć"Jestem chory Mark." I wszystko się zmieni. Zmieni się choć nie wiadomo jak bardzo chcieliby, aby się nie zmieniło.  Zmieni, ponieważ życie z chorobą nie będzie łatwe zarówno dla Seby jak i dla niego. Jednak ma nadzieję,  że nie znajdą się w tej sytuacji. 
Seba wychodzi. Ma taką samą minę jak przed wejściem,  w dłoni trzyma biala kopertę. Staje przed partnerem, a wzrok Marka ładuje na dłoni Sebastiana ściskającej kurczowo biala kopertę, lekko drżące dloni.
-Proszę otwórz,  Mark.-prosi go młodszy. -Wyjdzmy na zewnątrz,  usiądzmy na jednej z ławeczek w tym parku obok i proszę zajrzyj do tej przeklęte koperty, dobrze?-patrzy na Marka.
-Dobrze.-mówi tamten tylko, a zaraz po tych słowach Sebastian czuje jak Mark splata ich palce kiedy chwyta go za dłoń.  Wychodzą.  Robią dokładnie tak, jak chce młodszy.  Wybierają jedna z ławek,  a potem Mark otwiera kopertę,  czyta a zaraz potem po prostu przytula mocno do siebie Sebastiana...
***
Obiecałam w weekend, lekkie spóźnienie,  ale jest. 
Komentujcie.
Myślicie,  że Sebastian jest chory?






niedziela, 1 maja 2016

34.Śmiech i łzy...

Natalie jest zmęczona,  co widać gołym okiem. Marco widzi również to, że jest rozdrażniona. Nie pyta, po prostu pozwala jej na chwile oddechu zabierając dzieci na zewnątrz.  Przed tym jak wychodzi na dwór po prostu podchodzi do żony,  obejmuje ja i całuje w czoło.
-Kocham Cię. -mówi, po czym wychodzi. Natalie uśmiecha się lekko, bo Marco czyta z niej jak z otwartej księgi.  Wie dokładnie kiedy potrzebuje rozmowy, a kiedy pragnie mieć chwile dla siebie, moment samotności.  Teraz właśnie chcę być sama. Jest zmęczona i rozbita. Domyśla się,  że to z powodu ciąży tak się czuje. Jest pewna, że przez najbliższy czas będzie ciągle senna, to normalne i niestety trzeba ten okres przeczekać.  Dlatego choć miała plan iść do pracowni, to jednak nie kieruje się tam, a do łóżka. I tam właśnie półtorej godziny później znajduje ja jej mąż.  Uśmiecha się stojąc w drzwiach, a potem wycofuje, by nie obudzić Natalie. Kiedy dzieci jedzą jogurty on dzwoni do rodzicow:
-Cześć synku.- odzywa się jego mama.
-Cześć mamo. Mam do Was prośbę. -mówi. 
-Czy przywieziesz nam nasze wnuki?-pyta jego rodzicielka.
-Mógłbym?  -Natalie zasnęła,  choć miała malować. Nie budziłem jej, a muszę jechać do ośrodka treningowego...
-Zajmiemy się z wielką chęcią Olim i Cassie.  Przywieziesz je czy tata ma przyjechać? 
-Przywiozę.  Dziękuję mamo.-mówi blondyn.
-Nie masz za co. To przyjemność mieć te dwa małe szkraby przy sobie.-zapewnia go mama.
-Tak, ale ostatnio ciągle podrzucam je do Was. Mam wyrzuty sumienia...
-Marco, przestań proszę. Z chęcią się nimi zajmujemy. Przecież wiesz o tym kochanie. Przywieź je po prostu. A Natalie niech sobie odpocznie. Początki ciąży bywają bardzo trudne...
-No, tak. -przytakuje.-Przywiozę dzieciaki za pół godziny. Do zobaczenia mamo. I dziękuję.
***
Pierwsze, co czuje zaraz po przebudzeniu, to ból głowy. Nie jest to byle jaki ból,  ma wrażenie, ze zaraz rozsadzi mu czaszkę.  Wydaje mu się,  iż ktoś wbija mu kilka ostrych sztyletów  w głowę. Do tego jego głowa jest strasznie ciężka. Próbuje przekręcić się na bok, ale tym ruchem pogarsza jedynie sprawę, ponieważ nowa fala bólu uderza, a do tego ta czynność zdecydowanie nie podziałała dobrze na jego żołądek, ponieważ zaraz po tym ma odruch wymiotny co powoduje, że po prostu czem prędzej podrywa się z łóżka, po czym nie zważając na biegnie do łazienki, gdzie opróżnia swój żołądek. Kiedy przestaje wymiotować być może czuje niewielką ulgę, za to jednak przełyk pali go żywym ogniem. Czuje się okropnie. Wraca do niego poprzedni wieczór i świadomość tego jak wiele alkoholu wlał w siebie. Nie wie ile był w klubie, ale pamięta ile razy wskazywał barmanowi na swój kieliszek. Pamięta, że tamten w końcu zaczął oponować, niestety nie mógł  nie spełnić życzenia klienta, a on był nieustępliwy. Więc napełniał kieliszek. Przypomina sobie również Agnes i Ricky'ego. Spotkał ich, rozmawiali, ale nie do końca pamięta o czym. Wie, iż obydwoje próbowali wyperswadować mu picie kolejnych shotów, pamięta, że odmówili, kiedy poprosił, aby napili się z nim. Nie pamięta natomiast skąd wziął się w klubie Mark. Wszystko po tym jest jedną wielką czarną plamą.
-Sebastian.- rozpoznaje głos Marka. Nie odpowiada, choć chce, ale gardło tak bardzo go boli, że nie jest w stanie wypowiedzieć jednego słowa. Wie jednak, że jego partner znajdzie go. I tak się dzieje.-Tu jesteś.- mówi Mark zjawiając się w łazience. Podchodzi do swojej drugiej połowy, po czym kuca obok siedzącego na płytkach chłopaka.-Już w porządku?- pyta przyglądając mu się z troską, a ten kręci przecząco głową.-Oki. Wracamy do sypialni? Położysz się jeszcze chwilę, a ja przyniosę coś na ból głowy co?- proponuje, ale znów widzi, że jego partner nie zgadza się zostając tam, gdzie jest.-Nie możesz siedzieć na zimnych płytkach w samych bokserkach.- mówi.- Nadal chce ci się wymiotować?- pada pytanie, a ten przytakuje.- Boli cię gardło?- znów przytakuje.- Dobrze, zostań tu,a ja pójdę po koc i wodę. 
-Pigułki...- chrypi cicho Sebastian.- ...na ból głowy...- dodaje i zaraz potem kaszle.
***
Marco po powrocie z treningu zastaje Natalie w pracowni. Dziewczyna jest tak skupiona na płótnie, które właśnie pokrywa farbą, że nawet nie zauważa, iż nie jest już w pomieszczeniu sama. Blondyn nie chce jej wystraszyć toteż nie podchodzi na paluszkach, jego żona odwraca się słysząc kroki. Na jej twarzy pojawia się uśmiech, który piłkarz odwzajemnia. Podchodzi do niej po czym zabiera jej z dłoni pędzel i odkłada na stolik. Następnie obejmuje żonę.
-Pobrudzisz się farbą.-ostrzega brunetka.
-Nie ważne.- odpowiada blondyn.- Chcę cię przytulić i to jest najważniejsze...
-To jedna z twoich ulubionych koszulek.- mówi, ale to nie powstrzymuje mężczyzny przed przygarnięcie jej jeszcze bliżej. Poddaje się temu. Uwielbia jego ramiona, ciepło jego ciała. Tak właściwie gdyby tylko mogła to nie opuszczałaby ich nawet na chwilę.
***
Słyszy dzwonek swojego telefonu więc kiedy upewnia się, że jego partner zasnął, ponownie idzie do kuchni odebrać. Nie jest zaskoczony widząc, iż to Ricky dzwoni. Rozmawiają dość długo. Dziennikarz pyta o samopoczucie Sebastiana, więc odpowiada na jego pytania. Potem rozmawiają o wynikach badania, które mają być następnego dnia rano. Kiedy rozmowa dobiega końca, a Mark idzie do sypialni, okazuje się, że Seba nie śpi. 
-Już nie śpisz? Obudziłem cię?- pyta.
-Nie obudziłeś, ale słyszałem strzępki twojej rozmowy. To był  Ricky, prawda?
-Tak. Zadzwonił zapytać jak się czujesz?-odpowiada mężczyzna kładąc się na kołdrze obok swojego partnera.- Martwi się.
-Czuję się strasznie i bynajmniej nie chodzi o kaca, Mark.- chłopak odwraca wzrok.- Jutro mam odebrać wynik i właściwie to nie mam pojęcia czy będę mieć odwagę tam iść, wziąć kopertę, a potem ją otworzyć.- wyznaje.- Boję się, strasznie się boję. To żadna nowość, ciągle powtarzam ci, że się boję, ale teraz coraz bardziej, choć myślałem, że to niemożliwe... Po prostu im bliżej do wyniku, tym gorzej... Jutro wszystko się wyjaśni. Jutro może skończyć się moje życie...
-Co ty mówisz?
-Prawdę. Szanuję i podziwiam osoby, które są nosicielami i potrafią to udźwignąć, potrafią nie tylko z tym żyć, ale jeszcze żyć normalnie. Ja myślę, że nie będę potrafił.
***
-Natalie spóźnię się odrobinę, dobrze?-pyta ubierając koszulkę.-Odwiozę Emily i przyjadę.- mówi Mario.
-Nie odwieziesz jej, ale namówisz, by przyszła z tobą.- mówi malarka.
-Nie wiem czy dam radę, próbowałem...
-Poradzisz sobie, wierzę w ciebie. Do zobaczenia.
Chwilę później wsiadają do samochodu zaraz po tym, jak Mario wpiął foteli z Julie. Mario po raz kolejny namawia dziewczynę, by pojechała do Reusów. Przecież ona również jest zaproszona. Namawia ją tyle, że dziewczyna  w końcu się  zgadza. Okazuje się, że decyzja była jak najbardziej trafna ponieważ sama kolacja była przepyszna, a towarzystwo wspaniałe. Poza tym młode małżeństwo ogłosiło, ze spodziewa się kolejnego dziecka, na co przyjaciele zareagowali entuzjastycznie. Były gratulacje i toasty. Było wyjątkowo. 
***
-Emily świetnie pasuje do Mario.- mówi Natalie wklepując krem w skórę twarzy.
-Bawisz się w swatkę?- patrzy na nią mąż.- Ostrzegam, że możesz mieć kłopoty, gdy Mario zauważy. On nie jest gotowy...
-Wiem, nie zamierzam nic robić. Po prostu stwierdziłam fakt, że do siebie pasują.
***
Wracają od Reusów, Julie śpi w foteliku. Śmieją się i żartują. Spędzili naprawdę wspaniały wieczór. Mario ma zamiar odwieźć Emily, a potem pojechać do siebie. Dlatego nie jedzie trasą, którą zwykł jeździć. Emily właśnie opowiada coś, co rozśmiesza go tak, że śmieje się dość długą chwilę. Dziewczyna również się  śmieje, jednocześnie przyglądając się mu, bo nie może napatrzeć się na uśmiech Mario. Ten uśmiech, kiedy cała jego twarz się rozjaśnia, kiedy jego oczy błyszczą. Mario śmieje się już dość często, właściwie uśmiecha się, ale taki uśmiech, jaki Emily widzi właśnie w tym momencie, można zobaczyć znacznie rzadziej. Teraz on właśnie gości na twarzy chłopaka, a ona cieszy się, że to jej udało się go wywołać. Nie wie jeszcze, że ten wieczór, choć rozpoczęty wspaniale, wygoni uśmiech z twarzy Mario...
***
-Pójdziesz ze mną jutro?- pyta Sebastian.
-Przez myśl mi nawet nie przeszło, że mógłbym pozwolić ci iść samemu.- z ust Marka pada odpowiedź. 
***
Obydwoje nie mają pojęcia jak to się stało. Prawie puste skrzyżowanie, rozmowa, a potem nagle szarpnięcie, huk, uderzenie w barierkę  z impetem,  szok. I płacz... Donośny płacz małej Julie...
***
Spogląda w bok, na Emily. Dziewczyna patrzy na niego, jest cała, rusza się, dłonią pociera kark. Poduszki rozłożyły się, więc ani ona ani on  nie uderzyli nigdzie głowami. 
-Jesteś cała?- pyta próbując odpiąć pas, a który nie chce się odpiąć. Szarpie go w nerwach.
-Chyba tak.
-Cholera!-wyrzuca z siebie. Julie płacze, dopiero teraz dochodzi do ich uszu płacz dziewczynki, z szoku nie słyszeli go w pierwszym momencie. 
-Jull... Boże...- mówi piłkarz próbując się odwrócić, ale uniemożliwia mu to boląca szyja. W końcu to Emily pierwszej udaje uwolnić się z pasa więc to ona próbuje wyjść z samochodu, niestety okazuje się, że to z tej strony uderzył samochód, który na nich najechał. Od strony Emily, która wyjątkowo jechała z przodu na fotelu kierowcy, ponieważ pas na drugim miejscu na tylnym siedzeniu zaciął się i dlatego Emily nie usiadła obok fotelika dziewczynki.
-Drzwi się zablokowały, są wgięte...
-O Boże...- Mario szarpie pas, dociera do niego, że samochód uderzył w stronę gdzie przypięta była jego córeczka. Jakoś udaje mu się wyplątać z pasa, między siedzeniami przepycha się do tyłu. Szyba w drzwiach jest wybita, Mario widzi krew na rączce Julie, to zapewne odłamek szkła skaleczył jej rączkę. Na jej buźce również widzi plamkę. Dziewczynka łka głośno, właściwie płacz przeradza się we wrzask. Mario instynktownie sprawdza czy mała nie poniosła poważnych obrażeń. Potem słyszy syreny pogotowia, ale on już w tym czasie ma już Julie w ramionach, tuli ją ostrożnie do siebie, próbując uspokoić, choć sam staje się bałaganem, bo to w niego uderza. I paraliżuje go strach. A potem po prostu jego umysł nie nadąża za tym co się dzieje, bo pojawiają się karetki, lekarz zadaje mu pytania, na które nie potrafi odpowiedzieć... 
***
Julie nic nie jest. Oprócz kilku małych ran nie doznała innego urazu. Te słowa docierają do niego. Potem słyszy, że dziewczynka śpi. Siada na jedno z krzesełek. Czuje ulgę, ale jednocześnie jego ręce zaczynają drżeć i nie może tego kontrolować. To, co się stało w niego uderza. Wypadek. Podobny do poprzedniego. Tylko tym razem żyją. Nic im nie jest, jednak historia mogła zatoczyć koło. I to właśnie zaczyna do niego docierać. Mogła zginąć jego ukochana córeczka, albo Emily...
-Boże...- mówi tylko po czym zasłania dłońmi usta. Drży cały. Nawet gdyby chciał, to nie mógłby stanąć na własnych nogach. Nie w tym momencie. Po jego policzkach znów płynął łzy, ściska go w klatce piersiowej. Emily to zauważa. W jednej chwili stoi rozmawiając z lekarzem, a w kolejnej siedzi na krzesełku obok Mario, po czym mocno go tuli, a on płacze, po prostu płacze wtulając się w nią. 
***
Podoba się?

wtorek, 26 kwietnia 2016

33. Spotkanie...

Spotykają go przypadkiem w jednym z klubów. Przyszli trochę potańczyć, rozerwać się ze znajomymi. Właściwie to Agnes zauważa go pierwsza, kiedy obydwoje z Ricky'm idą podchodzą do baru, by zamówić drinki. Chłopak siedzący w rogu, przy barze, znajoma twarz, od razu rzuca jej się w oczy. Chwyta swojego partnera za ramię, więc ten spogląda na nią:
-Słucham.- mówi Ricky.
-To Sebastian prawda?- wskazuje miejsce, gdzie jest chłopak. Dziennikarz spogląda w tamtą stronę i faktycznie okazuje się, iż blondynka ma rację.
-Tak, to on.- potwierdza.
-I wygląda na mocno wstawionego.- dodaje agentka. W tym momencie Seba pokazuje barmanowi pusty kieliszek, po czym zapewne prosi go o ponowne napełnienie. Obydwoje widzą, jak barman najpierw odmawia, ale w końcu ulega i nalewa shota. Alkohol znika z kieliszka w mgnieniu oka i już kilka sekund później Sebastian znów wskazuje na kieliszek, chcąc, aby znów był pełen.
-On nie jest wstawiony, on jest pijany kochanie.- odzywa się Ricky.
-Ciekawe gdzie jest Mark?- zastanawia się blondynka.
-Jestem pewien, że nie tutaj. On nie pozwoliłby Sebie upijać się w takim tempie. Albo coś się między nimi wydarzyło i Sebastian właśnie się przez to znieczula, albo chodzi o coś innego, ale nieważne co to jest, on to właśnie zapija... I z tego, co widać zamierza wlać w siebie jeszcze więcej...
-Może zamiast się domyślać to z nim pogadamy?- proponuje blondynka. Spogląda na nią, ponieważ ona ciągle go zadziwia. Właściwie to gdyby był z kimś innym, to zapewne jego dziewczyna nie proponowałaby tego, a raczej zaproponowałaby opuszczenie lokalu, lub po prostu trzymanie się z daleka od Sebastiana. Bo przecież kontakt z chłopakiem zawsze może skończyć się spotkaniem z byłym partnerem. Agnes jednak nie postępuje w ten sposób. Owszem, zna jego przeszłość, ale skupia się bardziej na przyszłości, przyszłości, którą budują razem, ona i on. I Ricky po raz kolejny utwierdza się w przekonaniu, że jego kobieta po prostu mu ufa. Wierzy, że jak on mówi jej, że uczucia, które żywił kiedyś do byłego partnera zniknęły to faktycznie tak jest. Wierzy, iż kiedy mówi jej, że ją kocha, to tak właśnie myśli, tak właśnie jest. Cieszy się z tego. Przytakuje skinieniem głowy. Podchodzą do chłopaka, a on natychmiast ich rozpoznaje. Uśmiecha się na ich widok, podaje im dłoń, potem proponuje, aby razem się napili. Namawia ich kiedy odmawiają. A kiedy pytają go, gdzie jest Mark, on dopowiada, że w domu, że nie ma go tutaj. Zarówno Ricky, jak i Agnes są pewni, iż powinni zadzwonić do partnera Sebastiana ponieważ on pozostaje głuchy na ich sugestie, aby przestał wlewać w siebie kolejne kieliszki alkoholu. Nie reaguje również na propozycję, że odwiozą go do domu. Więc Ricky po prostu to robi. Słyszy głos Marka po kilku sygnałach.
-Słucham.
-Cześć. 
-Cześć Ricky, co tam?
-Przepraszam, że dzwonię tak późno, pewnie cię obudziłem, przepraszam...- tłumaczy się dziennikarz.
-Nic się nie stało, nie spałem. Jestem za bardzo zdenerwowany, aby spać...
-Co się stało?
-Seba... On...Nie, po prostu powinien dawno być w domu, a go nie ma. Nie odbiera telefonów. Nie mam pojęcia gdzie jest...- wzdycha.
-Ja wiem, dlatego dzwonię.- mówi Ricky.- Jest w klubie, siedzi przy barze i wlewa w siebie jeden shot za drugim. To nie wygląda dobrze.- tłumaczy Ricky.- Nie zamierza przestać, próbowaliśmy go zatrzymać, ale nic z tego...
-Wyślesz mi adres?- pyta Mark.
-Klubu?
-Tak, przyjadę po niego i zabiorę go stamtąd.- mówi starszy.- Wy go nie zabierzecie, jest uparty. Ja muszę to zrobić.- mówi.-
-Zaraz wyślę ci sms-a.
-Dziękuję, że zadzwoniłeś.
-Nie ma za co. Będziemy mieć na niego oko dopóki się nie pojawisz.
-Będę wdzięczny... 
-Do zobaczenia.
-Będę jak najszybciej się da.
-Oki.
-Dziękuję
*** 
Właściwie nie powinien być zaskoczony. Wiedział, że prędzej czy później jego partner nie wytrzyma i postanowi się znieczulic. Ten czas nadszedł. Czem prędzej przebiera się, po czym opuszcza mieszkanie w celu udania się do klubu po  Sebe. Mógłby być zły, ale on czuje jedynie troskę. Nie kieruje nim złość, a uczucie i troska. Domyśla się, że to,  co przechodzi jego druga połowa, to naprawdę trudne. On sam się boi, wiec wie, że Sebastian boi się po stokroć więcej. Wie, że w takich sytuacjach trudno zachować zimną krew i po prostu czekać na wynik, na to co przyniesie los, kolejne dni. Zdaje sobie doskonale sprawę,  iż takie chwile skutkują zwątpieniem i przeważnie chęcią zapomnienia choć na moment. Często, kierując się tym człowiek szuka zapomnienia w szklance z wysokoprocentowym trunkiem. Niejednej szklance. I pomaga, jednak na kilka chwil. Nie czujemy, kiedy spora ilość alkoholu krąży w naszych żyłach.  Jednak w miarę mijających godzin, ból i strach wracają. Często ze zdwojoną siłą. Wiec taka ucieczka jest ułudą. Sam tego doświadczał nie jeden raz więc wie to z autopsji. Jadąc do docelowego miejsca wie, iż będzie trudno wyciągnąć partnera z klubu. Pijany Sebastian to uparty Sebastian.
***
Słyszą te słowa nie spodziewając się w ogóle.  Bo kto spodziewa się takich wieści,  takich przypuszczeń? Mogliby wziąć to za pijackie mamrotanie, jednak słowa Seby,  choć pijanego w nich uderzają.  Kończy się to tym, że w końcu lądują w mieszkaniu pary. Mark bowiem, choć starał się z całych sił, nie zdołał przekonać swojego partnera do wyjścia z klubu, zrobiła to dopiero Agnes. To jej chłopak posłuchał. To z nią u boku opuścił klub. I tym oto sposobem znajdują się właśnie w mieszkaniu pary. Czekają na Marka.
Mężczyzna zjawia się w salonie kilkanaście minut później.  Wtedy jego partner juz spi. Zjawia się z kubkami gorącego napoju w dłoniach.  Widzi pytania malujące się w oczach gości.  Ma zamiar na nie odpowiedzieć wiec stawia przed każdym po jednym kubku, po czym zajmuje miejsce. Przez moment jest cisza, ale zostaje ona przerwana przez Marka. Pytanie nie pada, jednak on doskonale wie na jakie pytanie musi odpowiedzieć,  powinien odpowiedzieć.  Powinien nie po to, aby zaspokoić ich ciekawość, ale po to, aby przestali się martwic. Tyle, ze odpowiedz tego nie sprawi.
-To co słyszeliście to nie tylko paplanina pijanego faceta.- mówi po czym patrzy na nich.-Sebastian faktycznie mógł się zarazić i to w jaki sposób mogło do tego dojść jest przypadkiem. Bo on po prostu pewnego dnia pomógł temu człowiekowi nie mając pojęcia,  że może przez to wylądować w tym miejscu, w którym znajduje się teraz. Właściwie znajdujemy. To mogło przytrafić się każdemu.  Przytrafiło się jemu, nam. To ciężkie chwile, próbujemy to przetrwać,  ale Seba dziś po prostu nie poradził sobie i wynik widzieliście sami. Dziękuję Agnes za cierpliwość...- patrzy na nią.-Dzięki, że zainteresowaliscie się jego stanem. Mogliście przejść obojętnie. 
Mark widzi, że obydwoje z Agnes przetwarzają informacje, która im przekazał.  I być może widzi strach w ich oczach, a także troskę.  Być może zauważa tam również trochę współczucia.  I choć może powinni wyjść to jednak oni zostają chwile dłużej.  I Mark słyszy wiele ciepłych słów zarówno od swojego byłego partnera jak i jego kobiety. I być może czuje ciepło w sercu wiedząc,  że ma w nich przyjaciół, mają w nich wsparcie. Często świadomość, że nie jest się samemu naprawdę dużo daje.
***
Budzi go odgłos dochodzący z łazienki. Zasnal na kanapie. Po wyjściu  Agnes i Ricky'ego poszedł zajrzeć do swojej drugiej połowy,  a potem wrócił i oglądał jeszcze tv, ponieważ nie mógł zasnąć.  Widać telewizja w końcu utuliła go do snu. Znów słyszy ten odgłos.  To jakby dławienie. Wie, co się dzieje. Domyśla się.  Wstaje z kanapy po czym idzie do łazienki.  Drzwi nie są zamknięte na klucz, a jedynie przymkniete. Nie pukajac wchodzi forum środka.  Znajduje tam swojego partnera pochylonego nad toaleta, wyrzucajacego z żołądka zapewne resztki poprzedniej nocy. To nie pierwszy raz kiedy widzi Sebe w takiej sytuacji. Były poprzednie, bo przecież każdy ma problemy i czasem sięga po alkohol. Dlatego odruchowo przynosi mu butelkę wody mineralnej, która daje chłopakowi kiedy przestaje zwracać zawartość żołądka. Seba przyjmuje wszystko z wdzięcznością, choć Mark zauważa również na jego twarzy grymas wstydu. 
-Hej.- dotyka policzka chłopaka kiedy ten odwraca wzrok.-Seba...
-Przepraszam...-mówi młodszy. -Jestem żałosny i słaby... Nie poradziłem sobie z tym wczoraj, spiłem się a teraz musisz mnie tak oglądać. -marudzi.
-Rozumiem...-mówi od razu Mark.-Słyszysz?  Rozumiem. Jest w porządku. -zapewnia go.
-Nie jest. Czuje się okropnie i jestem żałosny. Proszę zostaw mnie.-prosi po czym czuje kolejna fale mdłości.-Zostaw mnie.Nie chce abyś na to patrzył.  -mówi jeszcze zanim znów zginą się przed toaleta. Mark nie wychodzi. Zostaje uspokajająco pobierając plecy partnera. Potem podaje mu kolejny kawałek papierowego ręcznika.  I wie, że choć Sebastian prosił go, by wyszedł,  to jednak to, iż został sprawiło,  że w oczach Seby znów zapaliła się iskra. Doskonale wie, że jego partner nie chce być sam, że to, co myśli,  a co mowi to dwie różne sprawy. Wiec jest. Jest kiedy po raz kolejny Sebie jest niedobrze, jest później kiedy to mija. Jest gdy walczy z potwornym bólem głowy, kiedy tabletki przynoszą jedynie małą ulgę wiec postanawia masować mu skronie. Jest kiedy to doprowadza do tego, że Sebastian zasypia ale nawet wtedy zostaje na kanapie z nim. Być może jedynie odrobinę zmienia pozycję,  tak,  iż leży obok niego otulając ich kocem. Być może również po chwili odpływa w krainę snów,  ponieważ nie spał zbyt dobrze poprzedniej nocy. 
***
Przepraszam za poślizg.  Tłumaczyłam go już w komentarzu. Nowością jest to, że padł mi komp wiec to już jest totalna złośliwość losu. Rozdział Nie sprawdzony,  bo przez tel ciężko wyłapać błędy.  Liczę na komentarze. Pozdrawiam