Ten dzień zaczyna od śniadania z rodzicami w ich domu. Po posiłku ma zamiar jechać pozalatwiac sprawy fundacji, a Julie zostawić z dziadkami ponieważ Emily poprosiła o dzień wolnego. Zrobiła to nagle, poprzedniego wieczoru. Pytał czy wszystko w porządku, zapewniła go, że tak. Jednak coś podpowiada mu, iż nie do końca tak jest. Jednak nie dzwoni i nie wypytuje. Postanawia poczekać. Spogląda na swoją córeczkę, która ma na buzi rozciapany jogurt. Wyciera jej buzię husteczką.
-Teraz zdecydowanie lepiej.-uśmiecha się do Julie, a ona odwzajemnia uśmiech po czym znów wpycha sobie do ust łyżeczkę z jogurtem i znów ma jogurt na brodzie. To wywołuje uśmiech u jej ojca i dziadków. -Jogurtowa buzia.-mówi Mario do córki, a ona próbuje powtórzyć.
-Oooo... ooooguj...-piszczy Julie.
-Tak skarbie, jogurt.-chwali ja tata. Mała dziewczynka uśmiecha się.
Mario je kolejna grzankę.
-O proszę...-odzywa się tato piłkarza.-Ktoś zrobił Ci kilka fotek.-mówi kładąc gazete przed piłkarzem. -Plotkuja o tobie... o was w gazecie.-wskazuje na artykuł. Mario bierze w dłoń gazete. Faktycznie, na stronie jest zdjęcie ze spaceru poprzedniego dnia. Wtedy, gdy był z Julie i Emily. Fotografia, ta największa, jest zrobiona w momencie, w którym Emily podaje Julie, Mario. Emily jest uśmiechnięta, Mario również się uśmiecha. Tytuł sugeruje, że Emi jest dla piłkarza nie tylko niania jego corki, ale rowniez przyjaciółka. W artykule można przeczytać, że obydwoje świetnie czują się w swoim towarzystwie, a także to, że po dziewczynie widać, iż uwielbia córeczkę piłkarza. Co jest prawdą, Mario doskonale o tym wie. Szatyn czyta artykuł, na końcu jest jeszcze napisane, ze być może Emily mogłaby stać się dla Mario kimś więcej niż tylko przyjaciółka. Ostatnie zdania przypominają historie wypadku i straty Ann. Mario odkłada gazete.
-W wymyślaniu scenariuszy to oni są dobrzy.-mówi. -Mogliby zająć się sobą. -dodaje cicho. Jego mama spogląda na niego.
-To ich praca, kochanie.-stwierdza.
-Wiem, ale nie lubię czytać takich artykułów, w których są sugestie, że powinienem się zakochać w tej czy innej osobie, bo to byłoby dobre dla mnie i Julie miałaby mamę, bla bla bla...-mówi zirytowany.-Julie ma jedną mamę, jej mamą była i jest Ann. A ja nie nadaje się do związku, nie jestem gotowy i nie mam pojęcia czy będę kiedykolwiek.-mówi zirytowany.- Lubię Emily, jest fantastyczną dziewczyną, piękną i wartościową, ale nie jestem w stanie spojrzeć na nią w inny sposób jak tylko na przyjaciółkę. -tłumaczy choć właściwie nie musi,przecież rodzice rozumieją, wiedzą co czuje, znają go.
***
Czeka w pokoju, w którym wykonywano badania. Nadal leży na łóżku. Lekarz poprosił ja, aby nie wstawała, choć nie czuje się źle. Zastanawia się co robią Mario i Julie. Miała być bowiem tego ranka z Jull, piłkarz miał do pozałatwiania kilka spraw. Niestety musiała odmówić. Musiała. Pytał, wyczuł, że coś się dzieje, ale zapewniła, iż wszystko jest w porządku. Teoretycznie jest, ale musi jeszcze poczekać na potwierdzenie. Jest pewna, że gdy tylko pojawi się w domu Mario, on zapyta ją ponownie czy wszystko jest ok. I tak właściwie to mogłaby powiedzieć mu co się stało.
***
Pomysł z zabraniem Seby na pokazy samochodów sportowych okazuje się dobry. Obserwując go wydaje się, że nic go nie gryzie, że jest taki jak przed informacja, ze w jego organizmie jest wirus. Mark cieszy się tymi chwilami, uśmiechem kochanka, entuzjazmem i błyskiem w oku, który żnów widzi u chłopaka. To trwa jednak tylko chwilę. Bo kiedy opuszczają teren pokazów, są w grupie osób, które zostały do samego końca, chłopak znów jest Seba z problemem. Nie można powiedzieć, że nie stara się trzymać, nie potrafi jednak udawać, że temat wrócił. Wrócił do jego głowy. Do jego myśli.
-To teraz idziemy coś zjeść i napić się dobrego wina, tak?-proponuje Ricky.
-Myślę, że tak.-odpowiada Mark spoglądając na swojego partnera.
-Nie wiem czy jestem dobrym towarzystwem.-mruczy Sebastian.
-Najlepszym -zapewnia go Ricky. Sebastian patrzy na niego dłużej. Ricky uśmiecha się.
***
Ostatecznie skończyli wieczór w klubie-kręgielni. Najpierw zjedli kolacje, potem postanowili pograć w kręgle. Właściwie to Mark poszedł grać z Agnes. Sebastian zrezygnował wiec Ricky solidarnie został z nim.
-Nie wiem skąd on bierze ta siłę.-mówi w końcu Sebastian spoglądając na swojego partnera.-Boi się, wiem to. Ale jednocześnie kiedy zapewnia mnie, że wynik nie zmieni jego uczuć to mówi to tak przekonywujaco, że mu wierze.-mówi.
-On mówi szczerze.-dodaje Ricky.
-Wiem. Tez go kocham. Dlatego nie chce skazywac go na życie ze mną. Na strach. Ograniczenia.
-Jakie ograniczenia?-patrzy na chłopaka. -Zabezpieczenia? Przecież i tak z nich korzystacie.
-Tu nie chodzi tylko o seks. Zarazić się można w inny sposób.
-Wystarczy uwaga Seba. Poradźcie sobie ze wszystkim jeśli Wam na sobie zależy. A zależy.
Chłopak Marka przez chwile milczy.
-Chciałem po prostu żyć normalnie. W końcu poznałem i pokochałem kogoś naprawdę wyjątkowego. Na początku się bałem. Wiesz różnie bywa. Potem Mark miał ten wypadek, odtracal mnie. I kiedy wszystko wróciło do normy. Kiedy byłem szczęśliwy. Znów coś mnie odbiło. I nie mam pojęcia co robić. Bo z jednej strony ciesze się, że on nie chce uciec a z drugiej chciałbym by to zrobil, bo pragnę dla niego normalnego życia.
-Gdyby on odszedł to ty nie musiałbyś tego robić?
-Tak, bo chce a nie potrafię. -pada odpowiedz.
-Wiec tego nie rób. Zranisz go.-mówi Ricky.- Mark zawsze był silny. Podziwiałem go jak radził sobie z trudnościami. Nie panikował. Ale jego też można zranić Seba. Można.
-Nie chce tego robić. Chce, by było jak dawniej.
-Może będzie. Jeśli nie to, to doświadczenie może was związać jeszcze mocniej lub możesz pozwolic, by zniszczyło to co zbudowaliście. Wybór jest prosty.-patrzy na niego.
-Gdyby Agnes powiedziała Ci ze jest chora. Zostałbys?
-Gdyby Mark powiedział Ci, że jest zarażony odszedłbyś od niego?
-Nie mógłbym...
-Nie zostawiłbym Agnes...
-Bo go kocham...
-Bo ja kocham, a ludzi których prawdziwie się kocha nie zostawia się w najtrudniejszych sytuacjach.
***
Odkąd wrócili z klubu Sebastian nie powiedział nic. Po przyjściu do mieszkania praktycznie od razu poszedł pod prysznic. Mark zastanawia się czy tak zakończą ten dzień. W ciszy.
Słyszy dźwięk otwieranych drzwi od łazienki. Potem ciche kroki Bożych stop bo przecież Seba nigdy nie nosi kapci.
-Idziesz pod prysznic?-pada pytanie.
-Tak, jasne.-odpowiada starszy wstając i kierując się do łazienki. Tam bierze szybki prysznic. Kiedy opuszcza łazienkę zastaje Sebe na kanapie okrytego kocem.
-Idziesz do łóżka?-pyta.
-Tak, czekałem na ciebie. Nie chciałem iść sam.-pada odpowiedz. Wiec idą obydwaj. Chwilę później są juz w łóżku i o dziwo Sebastian nie odwrócił się do partnera plecami. Spogląda na Marka.
-Nie zostawiaj mnie.-mówi, a Mark jest zaskoczony.-Potrzebuje Cię, Mark. Potrzebuje bardziej niż jestem to teraz w stanie przyznać. -wyznaje.-Proszę nie zostawiaj mnie teraz.-ponawia prośbę. Czuje ramiona partnera obejmujące go. I słyszy szept.
-Nigdzie się nie wybieram.
***
Co sądzicie?
Jak zawsze warto było czekać ;) xo Pszczółka Emma
OdpowiedzUsuń