piątek, 8 lipca 2016

37. Paparazzi

Ten dzień zaczyna od śniadania z rodzicami w ich domu. Po posiłku ma zamiar jechać pozalatwiac sprawy fundacji, a Julie zostawić z dziadkami ponieważ Emily poprosiła o dzień wolnego. Zrobiła to nagle, poprzedniego wieczoru. Pytał czy wszystko w porządku,  zapewniła go, że tak. Jednak coś podpowiada mu, iż nie do końca tak jest. Jednak nie dzwoni i nie wypytuje. Postanawia poczekać.  Spogląda na swoją córeczkę,  która ma na buzi rozciapany jogurt. Wyciera jej buzię husteczką.
-Teraz zdecydowanie lepiej.-uśmiecha się do Julie, a ona odwzajemnia uśmiech po czym znów wpycha sobie do ust łyżeczkę z jogurtem i znów ma jogurt na brodzie. To wywołuje uśmiech u jej ojca i dziadków. -Jogurtowa buzia.-mówi Mario do córki, a ona próbuje powtórzyć.
-Oooo... ooooguj...-piszczy Julie.
-Tak skarbie, jogurt.-chwali ja tata. Mała dziewczynka uśmiecha się. 
Mario je kolejna grzankę.
-O proszę...-odzywa się tato piłkarza.-Ktoś zrobił Ci kilka fotek.-mówi kładąc gazete przed piłkarzem. -Plotkuja o tobie... o was w gazecie.-wskazuje na artykuł.  Mario bierze w dłoń gazete. Faktycznie, na stronie jest zdjęcie ze spaceru poprzedniego dnia. Wtedy, gdy był z Julie i Emily. Fotografia, ta największa,   jest zrobiona w momencie, w którym Emily podaje Julie, Mario. Emily jest uśmiechnięta,  Mario również się uśmiecha. Tytuł sugeruje, że  Emi jest dla piłkarza nie tylko niania jego corki, ale rowniez przyjaciółka.  W artykule można przeczytać,  że obydwoje świetnie czują się w swoim towarzystwie, a także to, że po dziewczynie widać, iż uwielbia córeczkę piłkarza.  Co jest prawdą,  Mario doskonale o tym wie. Szatyn czyta artykuł,  na końcu jest jeszcze napisane, ze być może Emily mogłaby stać się dla Mario kimś więcej niż tylko przyjaciółka. Ostatnie zdania przypominają historie wypadku i straty Ann. Mario odkłada gazete.
-W wymyślaniu scenariuszy to oni są dobrzy.-mówi. -Mogliby zająć się sobą. -dodaje cicho. Jego mama spogląda na niego.
-To ich praca, kochanie.-stwierdza.
-Wiem, ale nie lubię czytać takich artykułów, w których są sugestie, że powinienem się zakochać w tej czy innej osobie, bo to byłoby dobre dla mnie i Julie miałaby mamę, bla bla bla...-mówi zirytowany.-Julie ma jedną mamę,  jej mamą była i jest Ann. A ja nie nadaje się do związku, nie jestem gotowy i nie mam pojęcia czy będę kiedykolwiek.-mówi zirytowany.- Lubię Emily, jest fantastyczną dziewczyną, piękną i wartościową, ale nie jestem w stanie spojrzeć na nią w inny sposób jak tylko na przyjaciółkę. -tłumaczy choć właściwie nie musi,przecież rodzice rozumieją, wiedzą co czuje, znają go.
***
Czeka w pokoju, w którym wykonywano badania. Nadal leży na łóżku. Lekarz poprosił ja, aby nie wstawała, choć nie czuje się źle. Zastanawia się co robią Mario i Julie. Miała być bowiem tego ranka z Jull, piłkarz miał do pozałatwiania kilka spraw. Niestety musiała odmówić.  Musiała.  Pytał,  wyczuł, że coś się dzieje, ale zapewniła,  iż wszystko jest w porządku.  Teoretycznie jest, ale musi jeszcze poczekać na potwierdzenie. Jest pewna, że gdy tylko pojawi się w domu Mario, on zapyta ją ponownie czy wszystko jest ok. I tak właściwie to mogłaby powiedzieć mu co się stało. 
***
Pomysł z zabraniem Seby na pokazy samochodów sportowych okazuje się dobry. Obserwując go wydaje się,  że nic go nie gryzie, że jest taki jak przed informacja, ze w jego organizmie jest wirus. Mark cieszy się tymi chwilami, uśmiechem kochanka, entuzjazmem i błyskiem w oku, który żnów widzi u chłopaka.  To trwa jednak tylko chwilę.  Bo kiedy opuszczają teren pokazów,  są w grupie osób, które zostały do samego końca,  chłopak znów jest Seba z problemem. Nie można powiedzieć,  że nie stara się trzymać,  nie potrafi jednak udawać,  że temat wrócił.  Wrócił do jego głowy.  Do jego myśli. 
-To teraz idziemy coś zjeść i napić się dobrego wina,  tak?-proponuje Ricky.
-Myślę,  że tak.-odpowiada Mark spoglądając na swojego partnera.
-Nie wiem czy jestem dobrym towarzystwem.-mruczy Sebastian.
-Najlepszym -zapewnia go Ricky. Sebastian patrzy na niego dłużej.  Ricky uśmiecha się. 
***
Ostatecznie skończyli wieczór w klubie-kręgielni.  Najpierw zjedli kolacje, potem postanowili pograć w kręgle.  Właściwie to Mark poszedł grać z Agnes. Sebastian zrezygnował wiec Ricky solidarnie został z nim.
-Nie wiem skąd on bierze ta siłę.-mówi w końcu Sebastian spoglądając na swojego partnera.-Boi się,  wiem to. Ale jednocześnie kiedy zapewnia mnie, że wynik nie zmieni jego uczuć to mówi to tak przekonywujaco, że mu wierze.-mówi. 
-On mówi szczerze.-dodaje Ricky.
-Wiem. Tez go kocham. Dlatego nie chce skazywac go na życie ze mną.  Na strach. Ograniczenia.
-Jakie ograniczenia?-patrzy na chłopaka. -Zabezpieczenia? Przecież i tak z nich korzystacie.
-Tu nie chodzi tylko o seks. Zarazić się można w inny sposób. 
-Wystarczy uwaga Seba. Poradźcie sobie ze wszystkim jeśli Wam na sobie zależy.  A zależy. 
Chłopak Marka przez chwile milczy. 
-Chciałem po prostu żyć normalnie. W końcu poznałem i pokochałem kogoś naprawdę wyjątkowego.  Na początku się bałem.  Wiesz różnie bywa. Potem Mark miał ten wypadek, odtracal mnie. I kiedy wszystko wróciło do normy. Kiedy byłem szczęśliwy.  Znów coś mnie odbiło.  I nie mam pojęcia co robić.  Bo z jednej strony ciesze się,  że on nie chce uciec a z drugiej chciałbym by to zrobil, bo pragnę dla niego normalnego życia.  
-Gdyby on odszedł to ty nie musiałbyś tego robić? 
-Tak, bo chce a nie potrafię. -pada odpowiedz.
-Wiec tego nie rób.  Zranisz go.-mówi Ricky.- Mark zawsze był silny. Podziwiałem go jak radził sobie z trudnościami.  Nie panikował. Ale jego też można zranić Seba. Można.  
-Nie chce tego robić.  Chce, by było jak dawniej. 
-Może będzie.  Jeśli nie to, to doświadczenie może was związać jeszcze mocniej lub możesz pozwolic, by zniszczyło to co zbudowaliście. Wybór jest prosty.-patrzy na niego.
-Gdyby Agnes powiedziała Ci ze jest chora. Zostałbys?
-Gdyby Mark powiedział Ci, że jest zarażony odszedłbyś od niego?
-Nie mógłbym...
-Nie zostawiłbym  Agnes...
-Bo go kocham...
-Bo ja kocham, a ludzi których prawdziwie się kocha nie zostawia się w najtrudniejszych sytuacjach.
***
Odkąd wrócili z klubu Sebastian nie powiedział nic. Po przyjściu do mieszkania praktycznie od razu poszedł pod prysznic. Mark zastanawia się czy tak zakończą ten dzień.  W ciszy. 
Słyszy dźwięk otwieranych drzwi od łazienki.  Potem ciche kroki Bożych stop bo przecież Seba nigdy nie nosi kapci. 
-Idziesz pod prysznic?-pada pytanie.
-Tak, jasne.-odpowiada starszy wstając i kierując się do łazienki.  Tam bierze szybki prysznic. Kiedy opuszcza łazienkę zastaje Sebe na kanapie okrytego kocem. 
-Idziesz do łóżka?-pyta.
-Tak, czekałem na ciebie. Nie chciałem iść sam.-pada odpowiedz. Wiec idą obydwaj. Chwilę później są juz w łóżku  i o dziwo Sebastian nie odwrócił się do partnera plecami. Spogląda na Marka.
-Nie zostawiaj mnie.-mówi,  a Mark jest zaskoczony.-Potrzebuje Cię,  Mark. Potrzebuje bardziej niż jestem to teraz w stanie przyznać. -wyznaje.-Proszę nie zostawiaj mnie teraz.-ponawia prośbę. Czuje ramiona partnera obejmujące go. I słyszy szept.
-Nigdzie się nie wybieram.
***
Co sądzicie?

1 komentarz:

  1. Jak zawsze warto było czekać ;) xo Pszczółka Emma

    OdpowiedzUsuń