To nie tak, że o tym nie myśli. Myśli intensywnie. Może zbyt intensywnie. I być może dlatego nie dzwoni do Emily przez kilka dni od ich powrotu z wakacji, co jest dziwne.
***
-Emily jesteś ostatnio dziwnie wycofana.-mówi jej mama, właściwie mówi to, co obserwuje od kilku dni.
-Wszystko jest w porządku. -pada odpowiedź. Nie satysfakcjonuje ona jednak Alice.
-Nie idziesz do Julie?-pyta.
-Mario nie dzwonil, ani nie pisał wiec myślę, że nie potrzebuje pomocy przy opiece nad małą.-odpowiada Emily i Alice potwierdza swoje przypuszczenia. Jej córka tęskni za Julie, ale terapeutce wydaje się, że tęskni nie tylko za dziewczynka, ale jej tęsknota jest skierowana również na jej ojca. I to nie tak, że nie spodziewała się, że tak może się zdarzyć. Ale też nie wie czy to dobrze. Podejrzewa, że nie. I to ją martwi.
***
Natalie maluje, ale tym razem nie jest zamknięta w swojej pracowni, jest w plenerze. Uwielbia malować na łonie natury, nieczęsto może sobie na to pozwolić, ten raz jest inny. I wyjątkowy. Są nad jeziorem, ale nie w miejscu, gdzie jest tłum turystów, a z innej strony, gdzie znajdują się prywatne posesję. Oni właśnie na jednej z nich, należącej do przyjaciół rodziny Marco, się znajdują. Nikt im nie przeszkadza. Nikt nie prosi o fotkę. Marco leży na boku, na kocu. Słońce nie grzeje jakoś mega mocno, ale jest ciepło i przyjemnie. Mężczyzna ma na oczach okulary dlatego Nat nie wie, czy patrzy na nią czy może juz zasnal. Pracuje. Maluje krajobraz.
-Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką znam.-mówi niespodziewanie Marco, a ona spogląda na niego i się uśmiecha. Jej mąż często mówi jej takie słowa. Adoruje ją i to nie słabnie. I to jest miłe, bardzo miłe. Słyszała różne historie typu:po ślubie powoli wkrada się rutyna, znikają zwyczaje przenoszenia kwiatów bez okazji itp. Jest szczęśliwa, bo tak się nie dzieje. Oczywiście oni dbają, by tak się nie stało. Pielęgnują uczucia. Podsycają je.
-Mówię poważnie. -Marco znów się odzywa.-Jesteś moim ideałem-dodaje.
-Ideały nie istnieją Marco.-protestuje. I nagle odkłada sztalugę i zajmuje miejsce na kocu obok niego. On natychmiast opłata ja rękami i przyciąga do siebie.
-Tak bardzo Was kocham. Ciebie i nasze dzieci.-wyznaje piłkarz. -Mogę godzinami na was patrzeć. Mógłbym ciągle spędzać z Wami czas i to mi się nigdy nie znudzi, nie będę uciekać. Bo kocham was najmocniej na świecie. Jesteś dla mnie wszystkim. I nasze dzieci również.
***
Spotykają się przypadkiem w alejce parkowej. On jest na spacerze z Julie, ona idzie w stronę parkingu na którym zostawiła samochód. Chłopak juz z daleka ja rozpoznaje i się uśmiecha. Ona odwzajemnia uśmiech.
-Dzień dobry.-mówi pierwszy.
-Dzień dobry.-odpowiada.-Spacerujecie?-pyta kucając przed córeczką piłkarza. Julie od razu uśmiecha się do niej, podchodzi bez wahania. Lubi Alice i zna ją dobrze. Alice bierze ja na ręce, po prostu nie może się oprzeć. Mała jest po prostu wspaniała. Kobieta ja uwielbia i traktuje jakby była jej wnuczką. Mario obserwuje tę scenę. Uśmiecha się. Jest naprawdę zadowolony, że Alice i Julie tak bardzo się lubią. Bo jego córeczka wybiera sobie ludzi, nie wszystkim ufa.
-Emily się za Tobą stęskniła.-mówi w pewnym momencie terapeutka zwracając się do dziewczynki.
-Emi..-woła małą. -Cem... Emi...-spogląda na swojego ojca. A on na Alice.
-Kochanie, ja wiem, że chcesz zobaczyć Emily, ale ona tez potrzebuje trochę wolnego. Tatuś jest z tobą, nie musi iść do pracy wiec nie ma potrzeby...
-Emi...-woła mała. Marszczy brwi zabawnie w tym momencie i Mario mógłby przysiąc, że to mimika Ann. Ona też tak robiła. I z jednej strony go to śmieszy, a z drugiej wie, iż coreczka nie odpuści.
-Patrzę na ciebie w tym momencie i widzę twoja mamę. -zwraca się do niej.
-Ana...-piszczy dziewczynka.
-Tak. Mama Ann.-uśmiecha się biorąc ja od Alice, kiedy mała wyciąga ręce. -Tak samo Marszczenia brwi.-mówi do Alice.-I jest tak samo zdeterminowana.-dodaje.
-Emi...-powtarza dziewczynka.-Cem...-dodaje.
Mario spogląda na mamę Emily. Właściwie to miał zamiar wrócić do domu, ale w tej sytuacji juz nie wie.
-Co robi Emily?-pyta w końcu.
-Jak wychodziłam z domu to czytała na tarasie.-pada odpowiedź.
-Nie chce jej przeszkadzać, ale Julie raczej nie odpuści. Stęskniła się. -mówi.
-Z tego co wiem to Emily tez się stęskniła wiec myślę, że ucieszy się z odwiedzin.-mówi.-Jesteście zawsze mile widziani.
-Dobrze więc...Julie pojedziemy zobaczyć Emily.-mówi do małej, a ona się cieszy.
***
Książka jest naprawdę dobra. Już dawno zabierała się za to, aby wreszcie ja dokończyć, ale zawsze brakowało jej czasu. Kiedy praktycznie codziennie opiekowała się Julie nie miała czasu. Teraz ma go w nadmiarze.
I jej myśli znów krążą wokół małej dziewczynki, która bardzo mocno pokochała oraz jej ojca. Przywykła do tego, że właściwie codziennie pojawia się w ich domu, teraz widzi, że za bardzo się przywiazała, przyzwyczaiła. Nie powinna. Przecież nie jest częścią ich życia. To znaczy w pewnym sensie jest, ale nie w sposób w jaki być może chciałaby być. Sama już nie wie. To nowa myśl. Bardzo świeża. Zdała sobie sprawę z pewnych rzeczy na wakacjach z Mario. Tego wieczoru kiedy siedziała w jego koszulce na plaży. Wtedy to do niej dotarło. Z nienacka ta myśl pojawiła się w jej głowie. I została. I pojawiła się też kolejna. Ciągle jest. To myśl, że jej pragnienie nigdy się nie spełni. I to jest przygnębiające.
***
W domu jest cicho wiec Alice wie gdzie znajdzie córkę. I ma rację. Emily jest na tarasie. W pozycji polsiedzacej czyta książkę. A właściwie to książka spoczywa na jej kolanach a ona buja w obłokach.
-Emily... masz gości. -mówi czym zyskuje uwagę swojej córki.
-Gości? -jest zaskoczona.
-Tak, właśnie zaparkowali na podjeździe.
-Kto?-pyta.
-Sama zobaczysz.-mówi jej mama nie zdradzając kim są owi przybysze. Emily idzie do salonu chcąc wyglądnąć przez okno, ale nie dochodzi nawet w jego pobliże kiedy słyszy śmiech małej Julie i głos Mario. I pojawiaja się obydwoje razem z jej mama. I na jej twarzy pojawia się szczery, wielki uśmiech. Przykuca a Julie biegnie w jej stronę, a kiedy już jest przy niej po prostu wiesza się jej na szyi. I to jest wyjątkowa chwila. Tęskniła za tym.
-Moja maleńka.-szepce, ale Mario słyszy te słowa. I kiedy Emily podnosi wzrok spotyka wzrok Mario. I już wie, że za nim również teskniła . I już wie, że przepadła. Wie, że to nie będzie łatwe.
***
Obraz schnie, a oni leżą na kocu i wpatrują się w niebo. Rozmawiają prawie cały czas. Snują plany na przyszłość. I ten czas jest wspaniały. Bez pośpiechu delektują się swoją obecnością. Wiedzą, że ich dzieci są bezpieczne, nie muszą się spieszyć, martwić. Marco nie musi iść na trening, albo jechać na mecz, a ona nie musi za nim tęsknić. Bo zawsze tęskni, nawet wtedy kiedy on wyjeżdża na trzy dni na mecz wyjazdowy. Ta miłość zawsze była silna, ale Natalie ma wrażenie, że z dnia na dzień ich uczucie jeszcze bardziej się umacnia. Jeśli to w ogóle możliwe.
Marco przekreca się na bok i kładzie dłoń na brzuchu żony.
-Całkiem niedawno marzyłem o dziecku z tobą. Po cichu. Wtedy, kiedy byłaś niepewna, ale ja już wiedziałem, że jesteś ta kobieta, która sobie wymarzyłem. Wtedy, kiedy się bałaś. -mówi mężczyzna a ona się uśmiecha. -I popatrz... będziemy mieli już trzecie maleństwo.-głaszcze czule brzuszek swojej żony.- Nie mogę się doczekać.-wyznaje, a ona przekreca się na bok, tak, że leżą twarzami zwrócenie do siebie. Patrzy mu w oczy.
-Nie wiem czy miałabym to wszystko gdybym nie spotkała ciebie.-mówi mężowi. -I nie myślę o rzeczach materialnych, a o dzieciach. Wątpię, bym zdecydowała się na to z kimś innym.-wyznaje.
-Spotkałabyś innego faceta i na pewno...
-Nie Marco. Przede wszystkim nie szukałabym... Nie sądzę, że ktoś inny nawet gdyby się pojawił, to miałby do mnie tyle cierpliwości co ty. I wątpię, że potrafiłby mnie do siebie przekonać w sposób w jaki ty to zrobiłeś. Myślę, że gdyby nie los, który sprawił, że spotkaliśmy się tej nocy, to pewnie do dzisiaj malowałabym w mojej samotni, organizowała wystawy, ale nie wpusciłabym do swojego świata żadnego mężczyzny. Do dziś zastanawiam się skąd wziales siłę i determinację by próbować do mnie dotrzeć.
-Ja wiem skąd. -mówi piłkarz. -Z uczuć które we mnie obudziłaś.
- Ja się swoich bałam.
-Mnie też się bałaś...
-Wszystkiego się bałam. Ale przy tobie ten strach stopniowo znikał. -patrzy mu w oczy.-Pomogłes mi się uwolnić od wszystkich złych doświadczeń. Sprawie, że poszłam do przodu. Pomogłeś mi wyrzucić ze swojego życia mojego byłego męża. Tak się ciesze, ze cie mam.-wyznaje.
-Mam nadzieje, ze juz nigdy nie spotkamy tego człowieka.-mówi piłkarz myśląc o Robbie.
-Tez mam taką nadzieję. -przytula się do męża. -A nawet jeśli to ja już się nie boję. Mam Ciebie. Przy tobie jestem bezpieczna.-mówi ufnie wtulając się w ciało Marco.
***
Odwiedziny kończą się tak, że zostają na kolacji. A po niej Julie również nie chce jechać do domu choć jest zmęczona i marudna. Wiec Emily proponuje, że pojedzie z nimi i położy małą spać, a potem wróci do domu. Mario nie chce zawracać jej głowy, ale w końcu Emily przekonuje go, że z chęcią to zrobi i ze to nie problem. Wiec jadą do domu Mario. I razem kąpią małą, razem bawią się z nią gumowymi kaczuszkami, które dziewczynka uwielbia, a potem razem układają ja do snu. Kiedy dziewczynka śpi Emily ma zamiar jechać do domu, ale Mario proponuje herbatę wiec się zgadza. Piją ją na tarasie.
-Moja córka cie kocha Emily.-mówi w pewnym momencie piłkarz, a ona spogląda na niego.
-Jest do mnie jedynie przywiązana. -twierdzi dziewczyna.
-Nie, ona cie kocha i wiem co mówię.-stwierdza piłkarz patrząc na nią.
-Ja też ją kocham Mario.-wyznaje szczerze.- Teskniłam za nią. -mówi.-Przywiazałam się do niej bardzo, może nawet bardziej niż powinnam.-jest szczera.
-Dlaczego tak na to patrzysz?-pada pytanie.
-Ponieważ teraz jestem potrzebna. Jej, bo potrzebuje opieki, Tobie bo potrzebujesz opiekunki. Ale kiedyś nie będę wam juz potrzebna. I wtedy to może być bolesne.-mówi po prostu.
-To nie tak...-protestuje Mario.
-Tak będzie...
-Emily, nie wyobrażam sobie, byś mogła zniknąć z naszego życia. -mówi piłkarz. -Nie jesteś tylko niania mojej córeczki. Jesteś moją przyjaciółka. Myślę, że mogę śmiało cie nią nazwać ponieważ tak cię traktuje. Jesteś bliska nie tylko Julie, ale także mi. I będziesz. Nie możemy cie stracić. Za dużo dla nas znaczy szczęśliwego. -patrzy w oczy dziewczynie. A potem tak po prostu, zwyczajnie przysuwa się do niej i ja przytula.I być może piłkarz nachyla się i całuje ja w policzek. I być może ten całus jest bardzo, bardzo miły. I być może nie ostatni...
***
Podoba się?
Natalie maluje, ale tym razem nie jest zamknięta w swojej pracowni, jest w plenerze. Uwielbia malować na łonie natury, nieczęsto może sobie na to pozwolić, ten raz jest inny. I wyjątkowy. Są nad jeziorem, ale nie w miejscu, gdzie jest tłum turystów, a z innej strony, gdzie znajdują się prywatne posesję. Oni właśnie na jednej z nich, należącej do przyjaciół rodziny Marco, się znajdują. Nikt im nie przeszkadza. Nikt nie prosi o fotkę. Marco leży na boku, na kocu. Słońce nie grzeje jakoś mega mocno, ale jest ciepło i przyjemnie. Mężczyzna ma na oczach okulary dlatego Nat nie wie, czy patrzy na nią czy może juz zasnal. Pracuje. Maluje krajobraz.
-Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką znam.-mówi niespodziewanie Marco, a ona spogląda na niego i się uśmiecha. Jej mąż często mówi jej takie słowa. Adoruje ją i to nie słabnie. I to jest miłe, bardzo miłe. Słyszała różne historie typu:po ślubie powoli wkrada się rutyna, znikają zwyczaje przenoszenia kwiatów bez okazji itp. Jest szczęśliwa, bo tak się nie dzieje. Oczywiście oni dbają, by tak się nie stało. Pielęgnują uczucia. Podsycają je.
-Mówię poważnie. -Marco znów się odzywa.-Jesteś moim ideałem-dodaje.
-Ideały nie istnieją Marco.-protestuje. I nagle odkłada sztalugę i zajmuje miejsce na kocu obok niego. On natychmiast opłata ja rękami i przyciąga do siebie.
-Tak bardzo Was kocham. Ciebie i nasze dzieci.-wyznaje piłkarz. -Mogę godzinami na was patrzeć. Mógłbym ciągle spędzać z Wami czas i to mi się nigdy nie znudzi, nie będę uciekać. Bo kocham was najmocniej na świecie. Jesteś dla mnie wszystkim. I nasze dzieci również.
***
Spotykają się przypadkiem w alejce parkowej. On jest na spacerze z Julie, ona idzie w stronę parkingu na którym zostawiła samochód. Chłopak juz z daleka ja rozpoznaje i się uśmiecha. Ona odwzajemnia uśmiech.
-Dzień dobry.-mówi pierwszy.
-Dzień dobry.-odpowiada.-Spacerujecie?-pyta kucając przed córeczką piłkarza. Julie od razu uśmiecha się do niej, podchodzi bez wahania. Lubi Alice i zna ją dobrze. Alice bierze ja na ręce, po prostu nie może się oprzeć. Mała jest po prostu wspaniała. Kobieta ja uwielbia i traktuje jakby była jej wnuczką. Mario obserwuje tę scenę. Uśmiecha się. Jest naprawdę zadowolony, że Alice i Julie tak bardzo się lubią. Bo jego córeczka wybiera sobie ludzi, nie wszystkim ufa.
-Emily się za Tobą stęskniła.-mówi w pewnym momencie terapeutka zwracając się do dziewczynki.
-Emi..-woła małą. -Cem... Emi...-spogląda na swojego ojca. A on na Alice.
-Kochanie, ja wiem, że chcesz zobaczyć Emily, ale ona tez potrzebuje trochę wolnego. Tatuś jest z tobą, nie musi iść do pracy wiec nie ma potrzeby...
-Emi...-woła mała. Marszczy brwi zabawnie w tym momencie i Mario mógłby przysiąc, że to mimika Ann. Ona też tak robiła. I z jednej strony go to śmieszy, a z drugiej wie, iż coreczka nie odpuści.
-Patrzę na ciebie w tym momencie i widzę twoja mamę. -zwraca się do niej.
-Ana...-piszczy dziewczynka.
-Tak. Mama Ann.-uśmiecha się biorąc ja od Alice, kiedy mała wyciąga ręce. -Tak samo Marszczenia brwi.-mówi do Alice.-I jest tak samo zdeterminowana.-dodaje.
-Emi...-powtarza dziewczynka.-Cem...-dodaje.
Mario spogląda na mamę Emily. Właściwie to miał zamiar wrócić do domu, ale w tej sytuacji juz nie wie.
-Co robi Emily?-pyta w końcu.
-Jak wychodziłam z domu to czytała na tarasie.-pada odpowiedź.
-Nie chce jej przeszkadzać, ale Julie raczej nie odpuści. Stęskniła się. -mówi.
-Z tego co wiem to Emily tez się stęskniła wiec myślę, że ucieszy się z odwiedzin.-mówi.-Jesteście zawsze mile widziani.
-Dobrze więc...Julie pojedziemy zobaczyć Emily.-mówi do małej, a ona się cieszy.
***
Książka jest naprawdę dobra. Już dawno zabierała się za to, aby wreszcie ja dokończyć, ale zawsze brakowało jej czasu. Kiedy praktycznie codziennie opiekowała się Julie nie miała czasu. Teraz ma go w nadmiarze.
I jej myśli znów krążą wokół małej dziewczynki, która bardzo mocno pokochała oraz jej ojca. Przywykła do tego, że właściwie codziennie pojawia się w ich domu, teraz widzi, że za bardzo się przywiazała, przyzwyczaiła. Nie powinna. Przecież nie jest częścią ich życia. To znaczy w pewnym sensie jest, ale nie w sposób w jaki być może chciałaby być. Sama już nie wie. To nowa myśl. Bardzo świeża. Zdała sobie sprawę z pewnych rzeczy na wakacjach z Mario. Tego wieczoru kiedy siedziała w jego koszulce na plaży. Wtedy to do niej dotarło. Z nienacka ta myśl pojawiła się w jej głowie. I została. I pojawiła się też kolejna. Ciągle jest. To myśl, że jej pragnienie nigdy się nie spełni. I to jest przygnębiające.
***
W domu jest cicho wiec Alice wie gdzie znajdzie córkę. I ma rację. Emily jest na tarasie. W pozycji polsiedzacej czyta książkę. A właściwie to książka spoczywa na jej kolanach a ona buja w obłokach.
-Emily... masz gości. -mówi czym zyskuje uwagę swojej córki.
-Gości? -jest zaskoczona.
-Tak, właśnie zaparkowali na podjeździe.
-Kto?-pyta.
-Sama zobaczysz.-mówi jej mama nie zdradzając kim są owi przybysze. Emily idzie do salonu chcąc wyglądnąć przez okno, ale nie dochodzi nawet w jego pobliże kiedy słyszy śmiech małej Julie i głos Mario. I pojawiaja się obydwoje razem z jej mama. I na jej twarzy pojawia się szczery, wielki uśmiech. Przykuca a Julie biegnie w jej stronę, a kiedy już jest przy niej po prostu wiesza się jej na szyi. I to jest wyjątkowa chwila. Tęskniła za tym.
-Moja maleńka.-szepce, ale Mario słyszy te słowa. I kiedy Emily podnosi wzrok spotyka wzrok Mario. I już wie, że za nim również teskniła . I już wie, że przepadła. Wie, że to nie będzie łatwe.
***
Obraz schnie, a oni leżą na kocu i wpatrują się w niebo. Rozmawiają prawie cały czas. Snują plany na przyszłość. I ten czas jest wspaniały. Bez pośpiechu delektują się swoją obecnością. Wiedzą, że ich dzieci są bezpieczne, nie muszą się spieszyć, martwić. Marco nie musi iść na trening, albo jechać na mecz, a ona nie musi za nim tęsknić. Bo zawsze tęskni, nawet wtedy kiedy on wyjeżdża na trzy dni na mecz wyjazdowy. Ta miłość zawsze była silna, ale Natalie ma wrażenie, że z dnia na dzień ich uczucie jeszcze bardziej się umacnia. Jeśli to w ogóle możliwe.
Marco przekreca się na bok i kładzie dłoń na brzuchu żony.
-Całkiem niedawno marzyłem o dziecku z tobą. Po cichu. Wtedy, kiedy byłaś niepewna, ale ja już wiedziałem, że jesteś ta kobieta, która sobie wymarzyłem. Wtedy, kiedy się bałaś. -mówi mężczyzna a ona się uśmiecha. -I popatrz... będziemy mieli już trzecie maleństwo.-głaszcze czule brzuszek swojej żony.- Nie mogę się doczekać.-wyznaje, a ona przekreca się na bok, tak, że leżą twarzami zwrócenie do siebie. Patrzy mu w oczy.
-Nie wiem czy miałabym to wszystko gdybym nie spotkała ciebie.-mówi mężowi. -I nie myślę o rzeczach materialnych, a o dzieciach. Wątpię, bym zdecydowała się na to z kimś innym.-wyznaje.
-Spotkałabyś innego faceta i na pewno...
-Nie Marco. Przede wszystkim nie szukałabym... Nie sądzę, że ktoś inny nawet gdyby się pojawił, to miałby do mnie tyle cierpliwości co ty. I wątpię, że potrafiłby mnie do siebie przekonać w sposób w jaki ty to zrobiłeś. Myślę, że gdyby nie los, który sprawił, że spotkaliśmy się tej nocy, to pewnie do dzisiaj malowałabym w mojej samotni, organizowała wystawy, ale nie wpusciłabym do swojego świata żadnego mężczyzny. Do dziś zastanawiam się skąd wziales siłę i determinację by próbować do mnie dotrzeć.
-Ja wiem skąd. -mówi piłkarz. -Z uczuć które we mnie obudziłaś.
- Ja się swoich bałam.
-Mnie też się bałaś...
-Wszystkiego się bałam. Ale przy tobie ten strach stopniowo znikał. -patrzy mu w oczy.-Pomogłes mi się uwolnić od wszystkich złych doświadczeń. Sprawie, że poszłam do przodu. Pomogłeś mi wyrzucić ze swojego życia mojego byłego męża. Tak się ciesze, ze cie mam.-wyznaje.
-Mam nadzieje, ze juz nigdy nie spotkamy tego człowieka.-mówi piłkarz myśląc o Robbie.
-Tez mam taką nadzieję. -przytula się do męża. -A nawet jeśli to ja już się nie boję. Mam Ciebie. Przy tobie jestem bezpieczna.-mówi ufnie wtulając się w ciało Marco.
***
Odwiedziny kończą się tak, że zostają na kolacji. A po niej Julie również nie chce jechać do domu choć jest zmęczona i marudna. Wiec Emily proponuje, że pojedzie z nimi i położy małą spać, a potem wróci do domu. Mario nie chce zawracać jej głowy, ale w końcu Emily przekonuje go, że z chęcią to zrobi i ze to nie problem. Wiec jadą do domu Mario. I razem kąpią małą, razem bawią się z nią gumowymi kaczuszkami, które dziewczynka uwielbia, a potem razem układają ja do snu. Kiedy dziewczynka śpi Emily ma zamiar jechać do domu, ale Mario proponuje herbatę wiec się zgadza. Piją ją na tarasie.
-Moja córka cie kocha Emily.-mówi w pewnym momencie piłkarz, a ona spogląda na niego.
-Jest do mnie jedynie przywiązana. -twierdzi dziewczyna.
-Nie, ona cie kocha i wiem co mówię.-stwierdza piłkarz patrząc na nią.
-Ja też ją kocham Mario.-wyznaje szczerze.- Teskniłam za nią. -mówi.-Przywiazałam się do niej bardzo, może nawet bardziej niż powinnam.-jest szczera.
-Dlaczego tak na to patrzysz?-pada pytanie.
-Ponieważ teraz jestem potrzebna. Jej, bo potrzebuje opieki, Tobie bo potrzebujesz opiekunki. Ale kiedyś nie będę wam juz potrzebna. I wtedy to może być bolesne.-mówi po prostu.
-To nie tak...-protestuje Mario.
-Tak będzie...
-Emily, nie wyobrażam sobie, byś mogła zniknąć z naszego życia. -mówi piłkarz. -Nie jesteś tylko niania mojej córeczki. Jesteś moją przyjaciółka. Myślę, że mogę śmiało cie nią nazwać ponieważ tak cię traktuje. Jesteś bliska nie tylko Julie, ale także mi. I będziesz. Nie możemy cie stracić. Za dużo dla nas znaczy szczęśliwego. -patrzy w oczy dziewczynie. A potem tak po prostu, zwyczajnie przysuwa się do niej i ja przytula.I być może piłkarz nachyla się i całuje ja w policzek. I być może ten całus jest bardzo, bardzo miły. I być może nie ostatni...
***
Podoba się?