Co się dzieje z Pszczółką Emmą???
Nie komentuje więc nie wiem czy jej nie ma, czy kryje się pod jednym z anonimowych komentarzy, ale się nie podpisuje. Emmo jesteś???
sobota, 1 października 2016
wtorek, 27 września 2016
46. Bursztynowy płyn...
Obserwuje dzieci kiedy bawią się razem klockami w salonie. Miała malować, miała zabrać je do pracowni, ale nie ma siły. Właściwie to kolejny dzień spędza bezczynnie. Nigdy nie lubiła bezczynności, ale teraz, po ostatnich wydarzeniach odeszła jej ochota na wszystko. Właściwie nie zaniedbuje domu, nie zaniedbuje dzieci, ale nie jest już taka aktywna jak jeszcze kilkanaście dni temu. Bo od ich straty minęło już kilkanaście dni. A ona nadal nie może się podnieść...
***
Potrzebuje z kimś porozmawiać, z przyjacielem, więc po zakupach, na które się wybrał, jedzie do Mario. Pisze smsa do żony, żeby wiedziała gdzie jest i jedzie do najlepszego przyjaciela. Mario nie jest zaskoczony witając go kilka minut później w progu własnego domu. Bez słowa wpuszcza go do środka. Jest Emily więc mogą spokojnie posiedzieć i porozmawiać. Dziewczyna wyczuwa, że potrzebują chwili spokoju więc zabiera córeczkę piłkarza na dwór, na spacer. Wychodzą, a w drzwiach Emily i Mario patrzą na siebie przez chwilę.
-Dziękuję.- mówi jedynie piłkarz, a ona rozumie, że dziękuje jej za to, że daje mu chwilę by mógł na spokojnie porozmawiać z przyjacielem. Marco tego potrzebuje, a Mario jest właściwą osobą nie tylko dlatego, że przyjaźni się z blondynem, a także dlatego, że on też był w takiej sytuacji. Lata temu, ale był.
Szatyn wraca do salonu gdzie zostawił przyjaciela. I jest zaskoczony, bo Marco ma przed sobą szklaneczkę z bursztynowym trunkiem. Na stoliku stoi butelka jakiegoś trunku. To chyba whisky.
-Marco...- odzywa się młodszy.
-Muszę się napić.- patrzy na przyjaciela.- Wiesz, że nie piję, ale teraz muszę po prostu to zrobić. Wiedziałem, że nie masz w domu alkoholu więc kupiłem sobie butelkę. Napijesz się ze mną?- pyta patrząc na młodszego.
-Nie. Mam małą córeczkę. Emily nie będzie tu nocować.- mówi szatyn.- Ty masz Natalie, ona zajmie się dziećmi. Ja muszę sam się zająć moją córeczką. Poza tym uważam, że to nie rozwiąże problemów, Marco.- wskazuje na butelkę.
-Wiem, ale muszę się napić.- upija łyk. A kolejne łyki później zaczyna mówić. On mówi, a Mario po prostu słucha nie przerywając mu. A potem to on mówi. I być może Marco pije więcej niż zamierzał. Być może jest mocno wstawiony, kiedy Mario proponuje mu, by został u niego na noc, a on się nie zgadza. I być może Marco w drodze do domu pije jeszcze więcej. I być może Natalie jest bardzo zaskoczona, gdy Mario odwozi przyjaciela do domu w takim stanie. Ale nie komentuje tego.
-Zajmę się nim...- mówi dziewczyna.- Dziękuję, że go przywiozłeś...
-Nie. Ty po prostu się połóż, a ja się nim zajmę. Położę go spać w gościnnym.- mówi jej.
-Połóż go w sypialni. Ja idę się wykąpać.- mówi dziewczyna.
-Za moment będzie grzecznie spał. Ale jutro będzie tragicznie...- mówi jej. I to jest prawda. Marco nigdy nie pije, a już na pewno nie w takich ilościach. Więc Mario jest pewien, że następnego dnia jego przyjaciel pożałuje tego, że wypił tyle alkoholu.
-Wiem, ale trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów.- odpowiada malarka, po czym znika za drzwiami łazienki. A kiedy wraca, Marco już śpi w ich łóżku, a Mario siedzi na skraju. Natalie siada obok niego.
-Nie bądź dla niego jutro zbyt surowa... On po prostu...
-Cierpi... wiem.- kończy za niego malarka.- Ja też.- patrzy mu w oczy.
-Wiem.- mówi przyjaciel.- Rozumiem.- dodaje po czym po prostu obejmuje ją i przyciąga do siebie, a ona chowa się w jego ramionach.- Przetrwacie to. - mówi jej, a ona mu wierzy.
-Wiem, ale chciałabym, aby to się nie stało.- szepce nadal przytulając się do przyjaciela.
-Wiem. Ja też.- mówi jej.
-Dziękuję.- odsuwa się i patrzy mu w oczy.- Dziękuję.- powtarza, a on wie o co jej chodzi.
-Zawsze będę obok Natalie.- zapewnia ją.- Kocham was.- mówi jej. Patrzy na nią i wie, że zaraz zacznie płakać. Nie myli się. Kilkanaście sekund później po jej policzkach płyną łzy jak grochy. I być może Emily trochę dłużej zajmuje się Julie. Ale rozumie.
***
To, że pęka mu głowa jest niedomówieniem. Po obudzeniu się postanawia, że nie będzie w ogóle się ruszał, bo kiedy tylko wykona jak najmniejszy ruch to czuje dodatkowe uderzenie bólu. Nie jest to jednak jedyna dolegliwość podczas ruchu. Jego żołądek zdecydowanie się buntuje. I chwilę później przekonuje się jaka jest skala tego buntu, kiedy wymiotuje w łazience. Pomiędzy kolejnymi torsjami karci siebie w myślach za to, że kupił ten alkohol. Bo to była głupota. Nie opuszcza łazienki przez dobre kilkanaście minut, bo kiedy tylko ma zamiar wyjść nadal musi nachylać się nad toaletą i czekać, aż jego żołądek wyrzuci to, czego chce się pozbyć. Na końcu nie ma już czym wymiotować. Jednak nadal go naciąga. I to wtedy czuje ciepłą dłoń swojej żony kreślącą abstrakcyjne wzory na jego plecach. I choć jej dotyk działa kojąco w jakiś sposób, to jest mu wstyd, że poprzedniego wieczoru doprowadził się do takiego stanu. I, że ona teraz musi oglądać go w takiej sytuacji.
Natalie nic nie mówi. Kiedy Marco w końcu przestaje wymiotować podaje mu szklankę wody, aby wypłukał usta, a potem szczoteczkę i pastę. Bez słowa myje zęby, a potem, kiedy odkłada wszystko, choć jest mu wstyd w końcu patrzy w oczy swojej żony. Nie widzi w nich jednak złości, a troskę.
-Lepiej?- pyta.
- Trochę.- odpowiada.- Czuję się okropnie, ale jestem sobie winien...- przyznaje.- Przepraszam. Tak mi wstyd...- mówi jej.
-Marco...
-Byłem tak zdołowany, cały czas jestem. Jestem od...- przerywa i spuszcza wzrok, a potem znów patrzy jej w oczy.- Przepraszam. Powinienem być w domu, przy tobie, przy dzieciach, a ja...- przerywa, bo nawet nie wie jak ma to powiedzieć, jakich ma użyć słów, by oddać to, jak źle się czuje.- Tak mi przykro i tak mnie to boli. I wczoraj sobie nie poradziłem i musiałem z kimś pogadać. Z Mario. A potem byłem egoistą i zachowałem się nieodpowiedzialnie, bo powinienem być z tobą, w domu. Przecież ty cierpisz na pewno bardziej...
- Nieprawda...
-Nat...
-Obydwoje je straciliśmy. Twój ból jest tak samo ważny jak mój.- mówi mu.
-Kocham cię. I tak bardzo mi przykro.
-Ja też cię kocham.- mówi mu, a potem Marco przytula ją do siebie. Tuli ją i choć chciałby zrobić więcej to nie może. Nie może zabrać bólu po stracie dziecka ani od niej, ani od siebie. Trwają w uścisku tak długo dopóki nie słyszą głosu Oliego, który zjawia się w ich sypialni. Zaraz za nim zjawia się ich córeczka. I nie mają już czasu na ból i żal, bo te dwie małe istoty oczekują od nich uwagi i 100% skupienia.
***
Jest wściekły, gdy wychodzi z pracy. Jest wściekły jadąc do domu. Nie mija mu, kiedy w końcu do niego dociera. Jest sam, może to i dobrze, że Marka nie ma w domu. Właściwie to jest pewien, że partner zapytałby go co się stało, ale on niekoniecznie ma ochotę o tym mówić. Nie wie co zrobić, ale nie może siedzieć bezczynnie toteż zaczyna porządkować książki, które miał uporządkować już dawno temu, ale nigdy mu się nie chciało. Po książkach przychodzi czas na płyty. A kiedy i to kończy zaczyna robić porządki w garderobie. I tam zastaje go Mark. Już wie, że coś jest nie tak, bo idąc zauważył już porządek na półkach z książkami, dostrzegł posegregowane i ułożone równo płyty.
-Cześć.- mówi cicho, a Sebastian odpowiada mu zerkając ledwo w jego stronę.- Co robisz?- pyta, choć to pytanie to banał.
-W końcu zrobię porządek.- pada odpowiedź.
-Coś się stało?- dopytuje.
-Czy coś musi się stać, bym porządkował swoje rzeczy?
-Ubrania nie, ale te książki, płyty...- mówi.- Nie twierdzę, że jesteśmy bałaganiarzami, ale robisz taki porządek na półkach tylko i wyłącznie, kiedy coś się dzieje, kiedy jesteś mega zdenerwowany.- zauważa.- Więc co się stało tym razem?- pyta ponownie.
-Nic Mark.
-Masz zamiar kłamać?
-Nie...- spogląda na partnera.- Zostaw to, dobrze?
-Zostawiłbym, ale jakoś nie mogę. Rzadko kto i co jest cię w stanie tak wkurzyć. Bo jesteś wkurzony. A ja chcę wiedzieć jeśli ktoś zrobił ci jakąś krzywdę.
-Nikt mi nic nie zrobił, jestem cały...
-Fizycznie nie...
-Mark!- przerywa mu. Mężczyzna bez słowa idzie do kuchni, a Sebastian zostaje sam. Nie chce rozmawiać. Nie ma ochoty.
***
Dzwoni telefon więc odbiera.
-Żyjesz?- pyta Mario, bo to on właśnie dzwoni.
-Tak, ale czuję się okropnie.- odpowiada.- Dzięki za wczoraj. I przepraszam, że się upiłem i musiałeś mnie niańczyć.
-W porządku. To nie tak, że ty nigdy nie niańczyłeś mnie. Między tobą i Nat w porządku?- dopytuje.
-Tak. Musimy to przetrwać nie?
-Przetrwacie. - zapewnia go.
-Emily była na mnie zła wczoraj?
-Dlaczego?
-Musiała zostać dłużej.
-Emily uwielbia Jull, Jull uwielbia Emily. Nie była zła, a Jull była zachwycona, że ułożyła ją do snu.- dopowiada Mario.
-Zła czy nie zła, ale ją przeproszę...
***
Nie naciska już, ale nie ma też pojęcia co dzieje się z Sebastianem. Zastanawia się nad tym odkąd wrócił do domu. Postanowił sobie jednak, że poczeka aż tamten sam mu o tym powie. Tego dnia już to się nie dzieje. Tego dnia, wieczoru oraz nocy mało rozmawiają. I Mark przed zaśnięciem zastanawia się kiedy Sebastian wziął już za stałą zasadę nie mówienie mu od razu co go gryzie. To zaczyna go męczyć.
***
Nie wytrzymuje następnego wieczoru. Pyta, ale Seba nie ma ochoty na rozmowę, ma natomiast inne plany. Wychodzi z kumplami z pracy do pubu. Pyta go wprawdzie czy ma ochotę z nimi wyjść, ale on odmawia. I później tego żałuje, gdy siedzi sam w mieszkaniu. A później jeszcze bardziej żałuje, kiedy zegar wskazuje godzinę 3:30 w nocy a Sebastiana nie ma. I jest pewien, że pub już dawno jest zamknięty.
***
Jest 5 rano, gdy słyszy dźwięk przekręcanych kluczy w zamku. Pomimo tego, że bardzo się martwił, nie spał całą noc czekając na swojego partnera, teraz nie wstaje z sofy, na której leży okryty kocem, bo nie położył się w sypialni, nie mógł. Słyszy kiedy Sebastian ściąga buty w przedpokoju. Potem słyszy jego kroki i sposób w jaki je stawia mówi mu, że tamten nie jest trzeźwy. Może nie jest pijany jak bela, ale nie jest też za bardzo trzeźwy. Jako, że w salonie jest ciemno, Seba nie zauważa go i idzie do sypialni. Jednak po chwili, Mark słyszy jak z niej wychodzi. Zapala lampkę, po czym podchodzi do sofy. Zauważa, że jego partner nie śpi.
-Dlaczego nie położyłeś się w łóżku?- pyta siadając na stoliku.
-Może dlatego, że i tak bym nie zasnął, bo zastanawiałem się, który pub jest otwarty do 5 rano.- odpowiada nie siląc się na spokój. Jest zły i nie ma zamiaru tego ukrywać. I Sebastian od razu to wie.
-Przenieśliśmy się do kolegi.- odpowiada.
-Było fajnie?- pada pytanie.
-Tak.
-To trzeba było zostać na noc.- mówi wstając z sofy.
-O czym ty mówisz?- on również wstaje.
-O niczym. Jestem zmęczony. Nie spałem. Jutro idę do pracy...
- Mark...
-Daj spokój. Nie chcę z tobą teraz rozmawiać. Dobrze, że nic ci nie jest. Przynajmniej fizycznie jesteś cały...
-Mark...- idzie za nim do sypialni. Tam obserwuje jak kładzie się do łóżka. Sam też ma na to ochotę, ale wie, że musi wziąć prysznic. Jest bowiem przesiąknięty zapachem dymu papierosowego, co nie jest atrakcyjne. I do tego jest dość mocno podpity. - Dlaczego powiedziałeś, że powinienem zostać tam na noc? Co ty sugerujesz?- dopytuje.
-Mam powody, aby coś sugerować?- spogląda na Sebę.
-Nie.- zaprzecza.
-Pachniesz damskimi perfumami.- zauważa starszy.
-Tańczyliśmy.
- Z mężczyznami też tańczyłeś?- pada następne pytanie.- Nie ważne.- odwraca się tyłem. I nie reaguje już na żadne słowa i pytania kochanka, aż tamten w końcu idzie pod prysznic. A kiedy wraca i zajmuje miejsce na swojej stronie łóżka, on udaje, że śpi.
***
Nie wie jak to się stało, że zamiast jeść wspólne śniadanie zaczęli się kłócić. Ale do tego doszło. Więc wysłuchuje kolejnych przykrych słów padających z ust Seby, ale to nie tak, że pozostaje dłużny. W końcu ma zamiar wyjść do pracy, ale Seba nagle milknie. I dopiero teraz zauważa jego przygnębienie. Nie lubi się kłócić, ale to Sebastian podwójnie przeżywa to jak się sprzeczają. Wie dlaczego więc bierze do ręki komórkę i dzwoni do pracy tłumacząc, że źle się czuje i potrzebuje dzień wolnego, który dostaje bez problemu. I kiedy odwraca się w stronę sofy, na której jeszcze moment temu siedział jego partner, nie zastaje go tam. Nie ma go w pokoju. Więc idzie do sypialni. Jest tam, siedzi na skraju łóżka. Więc dosiada się do niego.
-Przepraszam.- jest pierwszym słowem, które wychodzi z ust kochanka.- Za to, że wczoraj wyszedłem, że nie zwróciłem uwagi na telefon, że nie spałeś całą noc. Za to, że po wyjściu z pubu nie wróciłem do domu, a ty musiałeś się martwić. Nie zrobiłem nic, co by mogło zepsuć nasze relacje. Nie mógłbym. Nawet będąc pijanym.- zapewnia.- I za to, że nie powiedziałem ci dlaczego ostatnio jestem zdenerwowany.
-Więc teraz mi powiedz.- prosi go.
- Powiem.- mówi, a potem opowiada o sytuacji w pracy. Mark słucha. I kiedy Sebastian kończy jest czas, by jego partner wyraził swoją opinię.
-To nie jego sprawa z kim jesteś związany, z kim mieszkasz i z kim sypiasz.- wyrzuca z siebie.- Jeśli mu się to nie podoba to jego sprawa. Wykonujesz dobrze swoje zadania, wywiązujesz się z nich dobrze więc na tym kończy się wasza relacja. Swoje opinie powinien zachować dla siebie.
***
Ta sytuacja kończy się następnego dnia kiedy Sebastian przychodzi do domu z siniakiem na knykciach i rozciętą wargą i mówi, że najprawdopodobniej wyleją go z pracy. Ale dał tamtemu w pysk. Mark uśmiecha się tylko słysząc te słowa.
***
Komentujcie proszę :)
***
Potrzebuje z kimś porozmawiać, z przyjacielem, więc po zakupach, na które się wybrał, jedzie do Mario. Pisze smsa do żony, żeby wiedziała gdzie jest i jedzie do najlepszego przyjaciela. Mario nie jest zaskoczony witając go kilka minut później w progu własnego domu. Bez słowa wpuszcza go do środka. Jest Emily więc mogą spokojnie posiedzieć i porozmawiać. Dziewczyna wyczuwa, że potrzebują chwili spokoju więc zabiera córeczkę piłkarza na dwór, na spacer. Wychodzą, a w drzwiach Emily i Mario patrzą na siebie przez chwilę.
-Dziękuję.- mówi jedynie piłkarz, a ona rozumie, że dziękuje jej za to, że daje mu chwilę by mógł na spokojnie porozmawiać z przyjacielem. Marco tego potrzebuje, a Mario jest właściwą osobą nie tylko dlatego, że przyjaźni się z blondynem, a także dlatego, że on też był w takiej sytuacji. Lata temu, ale był.
Szatyn wraca do salonu gdzie zostawił przyjaciela. I jest zaskoczony, bo Marco ma przed sobą szklaneczkę z bursztynowym trunkiem. Na stoliku stoi butelka jakiegoś trunku. To chyba whisky.
-Marco...- odzywa się młodszy.
-Muszę się napić.- patrzy na przyjaciela.- Wiesz, że nie piję, ale teraz muszę po prostu to zrobić. Wiedziałem, że nie masz w domu alkoholu więc kupiłem sobie butelkę. Napijesz się ze mną?- pyta patrząc na młodszego.
-Nie. Mam małą córeczkę. Emily nie będzie tu nocować.- mówi szatyn.- Ty masz Natalie, ona zajmie się dziećmi. Ja muszę sam się zająć moją córeczką. Poza tym uważam, że to nie rozwiąże problemów, Marco.- wskazuje na butelkę.
-Wiem, ale muszę się napić.- upija łyk. A kolejne łyki później zaczyna mówić. On mówi, a Mario po prostu słucha nie przerywając mu. A potem to on mówi. I być może Marco pije więcej niż zamierzał. Być może jest mocno wstawiony, kiedy Mario proponuje mu, by został u niego na noc, a on się nie zgadza. I być może Marco w drodze do domu pije jeszcze więcej. I być może Natalie jest bardzo zaskoczona, gdy Mario odwozi przyjaciela do domu w takim stanie. Ale nie komentuje tego.
-Zajmę się nim...- mówi dziewczyna.- Dziękuję, że go przywiozłeś...
-Nie. Ty po prostu się połóż, a ja się nim zajmę. Położę go spać w gościnnym.- mówi jej.
-Połóż go w sypialni. Ja idę się wykąpać.- mówi dziewczyna.
-Za moment będzie grzecznie spał. Ale jutro będzie tragicznie...- mówi jej. I to jest prawda. Marco nigdy nie pije, a już na pewno nie w takich ilościach. Więc Mario jest pewien, że następnego dnia jego przyjaciel pożałuje tego, że wypił tyle alkoholu.
-Wiem, ale trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów.- odpowiada malarka, po czym znika za drzwiami łazienki. A kiedy wraca, Marco już śpi w ich łóżku, a Mario siedzi na skraju. Natalie siada obok niego.
-Nie bądź dla niego jutro zbyt surowa... On po prostu...
-Cierpi... wiem.- kończy za niego malarka.- Ja też.- patrzy mu w oczy.
-Wiem.- mówi przyjaciel.- Rozumiem.- dodaje po czym po prostu obejmuje ją i przyciąga do siebie, a ona chowa się w jego ramionach.- Przetrwacie to. - mówi jej, a ona mu wierzy.
-Wiem, ale chciałabym, aby to się nie stało.- szepce nadal przytulając się do przyjaciela.
-Wiem. Ja też.- mówi jej.
-Dziękuję.- odsuwa się i patrzy mu w oczy.- Dziękuję.- powtarza, a on wie o co jej chodzi.
-Zawsze będę obok Natalie.- zapewnia ją.- Kocham was.- mówi jej. Patrzy na nią i wie, że zaraz zacznie płakać. Nie myli się. Kilkanaście sekund później po jej policzkach płyną łzy jak grochy. I być może Emily trochę dłużej zajmuje się Julie. Ale rozumie.
***
To, że pęka mu głowa jest niedomówieniem. Po obudzeniu się postanawia, że nie będzie w ogóle się ruszał, bo kiedy tylko wykona jak najmniejszy ruch to czuje dodatkowe uderzenie bólu. Nie jest to jednak jedyna dolegliwość podczas ruchu. Jego żołądek zdecydowanie się buntuje. I chwilę później przekonuje się jaka jest skala tego buntu, kiedy wymiotuje w łazience. Pomiędzy kolejnymi torsjami karci siebie w myślach za to, że kupił ten alkohol. Bo to była głupota. Nie opuszcza łazienki przez dobre kilkanaście minut, bo kiedy tylko ma zamiar wyjść nadal musi nachylać się nad toaletą i czekać, aż jego żołądek wyrzuci to, czego chce się pozbyć. Na końcu nie ma już czym wymiotować. Jednak nadal go naciąga. I to wtedy czuje ciepłą dłoń swojej żony kreślącą abstrakcyjne wzory na jego plecach. I choć jej dotyk działa kojąco w jakiś sposób, to jest mu wstyd, że poprzedniego wieczoru doprowadził się do takiego stanu. I, że ona teraz musi oglądać go w takiej sytuacji.
Natalie nic nie mówi. Kiedy Marco w końcu przestaje wymiotować podaje mu szklankę wody, aby wypłukał usta, a potem szczoteczkę i pastę. Bez słowa myje zęby, a potem, kiedy odkłada wszystko, choć jest mu wstyd w końcu patrzy w oczy swojej żony. Nie widzi w nich jednak złości, a troskę.
-Lepiej?- pyta.
- Trochę.- odpowiada.- Czuję się okropnie, ale jestem sobie winien...- przyznaje.- Przepraszam. Tak mi wstyd...- mówi jej.
-Marco...
-Byłem tak zdołowany, cały czas jestem. Jestem od...- przerywa i spuszcza wzrok, a potem znów patrzy jej w oczy.- Przepraszam. Powinienem być w domu, przy tobie, przy dzieciach, a ja...- przerywa, bo nawet nie wie jak ma to powiedzieć, jakich ma użyć słów, by oddać to, jak źle się czuje.- Tak mi przykro i tak mnie to boli. I wczoraj sobie nie poradziłem i musiałem z kimś pogadać. Z Mario. A potem byłem egoistą i zachowałem się nieodpowiedzialnie, bo powinienem być z tobą, w domu. Przecież ty cierpisz na pewno bardziej...
- Nieprawda...
-Nat...
-Obydwoje je straciliśmy. Twój ból jest tak samo ważny jak mój.- mówi mu.
-Kocham cię. I tak bardzo mi przykro.
-Ja też cię kocham.- mówi mu, a potem Marco przytula ją do siebie. Tuli ją i choć chciałby zrobić więcej to nie może. Nie może zabrać bólu po stracie dziecka ani od niej, ani od siebie. Trwają w uścisku tak długo dopóki nie słyszą głosu Oliego, który zjawia się w ich sypialni. Zaraz za nim zjawia się ich córeczka. I nie mają już czasu na ból i żal, bo te dwie małe istoty oczekują od nich uwagi i 100% skupienia.
***
Jest wściekły, gdy wychodzi z pracy. Jest wściekły jadąc do domu. Nie mija mu, kiedy w końcu do niego dociera. Jest sam, może to i dobrze, że Marka nie ma w domu. Właściwie to jest pewien, że partner zapytałby go co się stało, ale on niekoniecznie ma ochotę o tym mówić. Nie wie co zrobić, ale nie może siedzieć bezczynnie toteż zaczyna porządkować książki, które miał uporządkować już dawno temu, ale nigdy mu się nie chciało. Po książkach przychodzi czas na płyty. A kiedy i to kończy zaczyna robić porządki w garderobie. I tam zastaje go Mark. Już wie, że coś jest nie tak, bo idąc zauważył już porządek na półkach z książkami, dostrzegł posegregowane i ułożone równo płyty.
-Cześć.- mówi cicho, a Sebastian odpowiada mu zerkając ledwo w jego stronę.- Co robisz?- pyta, choć to pytanie to banał.
-W końcu zrobię porządek.- pada odpowiedź.
-Coś się stało?- dopytuje.
-Czy coś musi się stać, bym porządkował swoje rzeczy?
-Ubrania nie, ale te książki, płyty...- mówi.- Nie twierdzę, że jesteśmy bałaganiarzami, ale robisz taki porządek na półkach tylko i wyłącznie, kiedy coś się dzieje, kiedy jesteś mega zdenerwowany.- zauważa.- Więc co się stało tym razem?- pyta ponownie.
-Nic Mark.
-Masz zamiar kłamać?
-Nie...- spogląda na partnera.- Zostaw to, dobrze?
-Zostawiłbym, ale jakoś nie mogę. Rzadko kto i co jest cię w stanie tak wkurzyć. Bo jesteś wkurzony. A ja chcę wiedzieć jeśli ktoś zrobił ci jakąś krzywdę.
-Nikt mi nic nie zrobił, jestem cały...
-Fizycznie nie...
-Mark!- przerywa mu. Mężczyzna bez słowa idzie do kuchni, a Sebastian zostaje sam. Nie chce rozmawiać. Nie ma ochoty.
***
Dzwoni telefon więc odbiera.
-Żyjesz?- pyta Mario, bo to on właśnie dzwoni.
-Tak, ale czuję się okropnie.- odpowiada.- Dzięki za wczoraj. I przepraszam, że się upiłem i musiałeś mnie niańczyć.
-W porządku. To nie tak, że ty nigdy nie niańczyłeś mnie. Między tobą i Nat w porządku?- dopytuje.
-Tak. Musimy to przetrwać nie?
-Przetrwacie. - zapewnia go.
-Emily była na mnie zła wczoraj?
-Dlaczego?
-Musiała zostać dłużej.
-Emily uwielbia Jull, Jull uwielbia Emily. Nie była zła, a Jull była zachwycona, że ułożyła ją do snu.- dopowiada Mario.
-Zła czy nie zła, ale ją przeproszę...
***
Nie naciska już, ale nie ma też pojęcia co dzieje się z Sebastianem. Zastanawia się nad tym odkąd wrócił do domu. Postanowił sobie jednak, że poczeka aż tamten sam mu o tym powie. Tego dnia już to się nie dzieje. Tego dnia, wieczoru oraz nocy mało rozmawiają. I Mark przed zaśnięciem zastanawia się kiedy Sebastian wziął już za stałą zasadę nie mówienie mu od razu co go gryzie. To zaczyna go męczyć.
***
Nie wytrzymuje następnego wieczoru. Pyta, ale Seba nie ma ochoty na rozmowę, ma natomiast inne plany. Wychodzi z kumplami z pracy do pubu. Pyta go wprawdzie czy ma ochotę z nimi wyjść, ale on odmawia. I później tego żałuje, gdy siedzi sam w mieszkaniu. A później jeszcze bardziej żałuje, kiedy zegar wskazuje godzinę 3:30 w nocy a Sebastiana nie ma. I jest pewien, że pub już dawno jest zamknięty.
***
Jest 5 rano, gdy słyszy dźwięk przekręcanych kluczy w zamku. Pomimo tego, że bardzo się martwił, nie spał całą noc czekając na swojego partnera, teraz nie wstaje z sofy, na której leży okryty kocem, bo nie położył się w sypialni, nie mógł. Słyszy kiedy Sebastian ściąga buty w przedpokoju. Potem słyszy jego kroki i sposób w jaki je stawia mówi mu, że tamten nie jest trzeźwy. Może nie jest pijany jak bela, ale nie jest też za bardzo trzeźwy. Jako, że w salonie jest ciemno, Seba nie zauważa go i idzie do sypialni. Jednak po chwili, Mark słyszy jak z niej wychodzi. Zapala lampkę, po czym podchodzi do sofy. Zauważa, że jego partner nie śpi.
-Dlaczego nie położyłeś się w łóżku?- pyta siadając na stoliku.
-Może dlatego, że i tak bym nie zasnął, bo zastanawiałem się, który pub jest otwarty do 5 rano.- odpowiada nie siląc się na spokój. Jest zły i nie ma zamiaru tego ukrywać. I Sebastian od razu to wie.
-Przenieśliśmy się do kolegi.- odpowiada.
-Było fajnie?- pada pytanie.
-Tak.
-To trzeba było zostać na noc.- mówi wstając z sofy.
-O czym ty mówisz?- on również wstaje.
-O niczym. Jestem zmęczony. Nie spałem. Jutro idę do pracy...
- Mark...
-Daj spokój. Nie chcę z tobą teraz rozmawiać. Dobrze, że nic ci nie jest. Przynajmniej fizycznie jesteś cały...
-Mark...- idzie za nim do sypialni. Tam obserwuje jak kładzie się do łóżka. Sam też ma na to ochotę, ale wie, że musi wziąć prysznic. Jest bowiem przesiąknięty zapachem dymu papierosowego, co nie jest atrakcyjne. I do tego jest dość mocno podpity. - Dlaczego powiedziałeś, że powinienem zostać tam na noc? Co ty sugerujesz?- dopytuje.
-Mam powody, aby coś sugerować?- spogląda na Sebę.
-Nie.- zaprzecza.
-Pachniesz damskimi perfumami.- zauważa starszy.
-Tańczyliśmy.
- Z mężczyznami też tańczyłeś?- pada następne pytanie.- Nie ważne.- odwraca się tyłem. I nie reaguje już na żadne słowa i pytania kochanka, aż tamten w końcu idzie pod prysznic. A kiedy wraca i zajmuje miejsce na swojej stronie łóżka, on udaje, że śpi.
***
Nie wie jak to się stało, że zamiast jeść wspólne śniadanie zaczęli się kłócić. Ale do tego doszło. Więc wysłuchuje kolejnych przykrych słów padających z ust Seby, ale to nie tak, że pozostaje dłużny. W końcu ma zamiar wyjść do pracy, ale Seba nagle milknie. I dopiero teraz zauważa jego przygnębienie. Nie lubi się kłócić, ale to Sebastian podwójnie przeżywa to jak się sprzeczają. Wie dlaczego więc bierze do ręki komórkę i dzwoni do pracy tłumacząc, że źle się czuje i potrzebuje dzień wolnego, który dostaje bez problemu. I kiedy odwraca się w stronę sofy, na której jeszcze moment temu siedział jego partner, nie zastaje go tam. Nie ma go w pokoju. Więc idzie do sypialni. Jest tam, siedzi na skraju łóżka. Więc dosiada się do niego.
-Przepraszam.- jest pierwszym słowem, które wychodzi z ust kochanka.- Za to, że wczoraj wyszedłem, że nie zwróciłem uwagi na telefon, że nie spałeś całą noc. Za to, że po wyjściu z pubu nie wróciłem do domu, a ty musiałeś się martwić. Nie zrobiłem nic, co by mogło zepsuć nasze relacje. Nie mógłbym. Nawet będąc pijanym.- zapewnia.- I za to, że nie powiedziałem ci dlaczego ostatnio jestem zdenerwowany.
-Więc teraz mi powiedz.- prosi go.
- Powiem.- mówi, a potem opowiada o sytuacji w pracy. Mark słucha. I kiedy Sebastian kończy jest czas, by jego partner wyraził swoją opinię.
-To nie jego sprawa z kim jesteś związany, z kim mieszkasz i z kim sypiasz.- wyrzuca z siebie.- Jeśli mu się to nie podoba to jego sprawa. Wykonujesz dobrze swoje zadania, wywiązujesz się z nich dobrze więc na tym kończy się wasza relacja. Swoje opinie powinien zachować dla siebie.
***
Ta sytuacja kończy się następnego dnia kiedy Sebastian przychodzi do domu z siniakiem na knykciach i rozciętą wargą i mówi, że najprawdopodobniej wyleją go z pracy. Ale dał tamtemu w pysk. Mark uśmiecha się tylko słysząc te słowa.
***
Komentujcie proszę :)
czwartek, 1 września 2016
45. Strata
To nie tak, że nagle przestał lubić jej towarzystwo. Nie, to nie jest prawda. Nadal uważa ją za przesympatyczną dziewczynę, z którą ma wiele wspólnych tematów. Jednak dostrzega, że ona staje się coraz bardziej śmiała w stosunku do niego. To już nie do końca mu się podoba. Bo o ile mogą zostać przyjaciółmi, o tyle nic więcej nie wchodzi w grę. I stara się nie dawać jej do zrozumienia, iż nie jest zainteresowany bliższą relacją. Jednak ona tego nie dostrzega. Niestety. I nie udaje się uniknąć rozmowy, której zdecydowanie nie chciał przeprowadzać. Jednak musi. I robi to. Przekazuje jej to delikatnie, nie chcąc jej urazić i chyba trochę chce usłyszeć, że jego przypuszczenia są błędne, jednak do jego uszu nie docierają takie słowa, a inne. Są to słowa zachęty, aby nie przekreślał tego co mogłoby się wydarzyć, by dał sobie szansę, jej szansę. Nie chce tego. Nie w kwestii relacji bliższej niż przyjaźń. Znów tłumaczy i to wydaje się trafić do niej. Jednak jest smutna. Bardzo smutna. Jemu też nie jest miło, ale czuje się lżej, bo wyjaśniona została ważna sprawa.
***
To dzieje się wtedy, kiedy piłkarze dortmundzkiego klubu przebywają poza miastem, ponieważ wyjechali rozegrać mecz wyjazdowy. To staje się nagle, kiedy bawi się z dziećmi w salonie. I praktycznie od pierwszej chwili czuje, że nie będzie dobrze. Wie, że nie będzie dobrze kiedy dzwoni do Ricky'ego i prosi, aby przyjechali do dzieci, ani wtedy, kiedy wzywa pogotowie. Chłopak zjawia się 5 minut później, ponieważ kiedy otrzymał telefon, był w drodze do nich. I wie to również, w drodze do kliniki. Czuje się źle, boi się. I choć stara się sobie wmówić na siłę, że jej złe przeczucia są jedynie wynikiem strachu i na pewno się myli, to jednak okazuje się, że tym razem dzieje się tak jak przeczuwała. I w klinice ból fizyczny nie jest jedynym bólem, który odczuwa.
***
Na parkingu dostrzega samochód Ricky'ego. Widzi też jego samego kiedy wysiada z autokaru. I już wie, że niepokój, który odczuwał przez ostatni czas nie wziął się znikąd. I kiedy chwilę później przyjaciel przekazuje mu wiadomość, chce jak najszybciej dostać się do niej. Chce z nią być, przy niej. Pragnie ją tulić i wytrzeć każdą jej łzę, których jest pewien, wyleje morze. On sam nie może zapanować nad smutkiem nie wstydząc się łez, które pojawiają się w drodze do kliniki. A Ricky'ego one nie dziwią.
***
Nie rozmawia z lekarzem po dotarciu na miejsce, choć wie, że tamten chciał z nim rozmawiać. To może poczekać. Teraz najważniejsza jest ona. Jego żona. Jego ukochana. Jego druga połowa. I to do niej zmierza przemierzając korytarze kliniki. I kiedy już dociera do pokoju, w którym się znajduje, choć chce powiedzieć tyle słów, chce wyrazić ból jaki teraz odczuwa, to jednak po prostu przylega do niej swoim ciałem, oplata jej ciało ramionami i żadne słowa nie wypływają z jego ust. Ani jedno. Jej ciało drży, a on wie, że jego żona płacze, choć kobieta nie wydaje z siebie jednego dźwięku. I jego ciało również drży, bo on też płacze. W końcu stracili dziecko.
***
Już od progu wie, że coś się wydarzyło. Mario nie ma na ustach swojego charakterystycznego uśmiechu, który zawsze pojawia się, kiedy wygrają mecz. A mecz jest przecież wygrany. Jednak jego twarz wyraża jedynie smutek. Nie chce pytać więc nie pyta. Jednak kiedy chłopak siada na sofie w salonie jego postaw wyraża głęboki smutek. Więc Emily, choć nie pyta, nie chce się narzucać, to jednak on czuje potrzebę by komuś powiedzieć. Komuś godnemu zaufania. Kimś takim jest ona.
-Stracili to dziecko...- mówi cicho szatyn, a Emily na te słowa jeszcze bardziej lustruje go wzrokiem.- Natalie i Marco...- mówi jeszcze ciszej.- Stracili dziecko, Natalie poroniła.- mówi jej, a ona jest zszokowana.
***
Nie ma pojęcia jak długi czas ją tuli do siebie. To nie ma znaczenia. Mógłby ciągle, bez przerwy. Z innych jednak powodów. Marzy, aby ten jeden raz się w ogóle nie wydarzył. Niestety.
***
-Ale o czym ty mówisz?- Agnes jest zszokowana.
-Niestety to prawda. - tłumaczy po raz kolejny.
-Muszę tam pojechać.- Agnes chce od razu wziąć torebkę, ale on jej na to nie pozwala.
-Jest z nią Marco. Teraz potrzebują przede wszystkim siebie. Muszą przeboleć to razem. Oni wiedzą, że jesteśmy zawsze, nie ważne czy w złych czy dobrych chwilach. Pozwólmy im na chwilę samotności. A potem się pojawimy. Dobrze?- mówi po czym dostrzega w oczach Agnes łzy. Spodziewał się ich. Więc ją tuli.
***
-Przepraszam.- łka.- Straciłam je.- dodaje.
-Natalie.- zwraca się do niej. Jest mu ciężko, ale słysząc, jak jego żona się obwinia nie pozwala mu po prostu siedzieć bezczynnie. Dziewczyna podnosi wzrok.
-Nie przepraszaj mnie. Nie masz za co. Nie miałaś na to wpływu. Nie miałaś.
-Marco...
-Wiem kochanie. Jestem.- znów przytula ją do siebie. Jest i nigdzie się nie wybiera.
***
Krótki, wiem... Ale taki miał być.
***
To dzieje się wtedy, kiedy piłkarze dortmundzkiego klubu przebywają poza miastem, ponieważ wyjechali rozegrać mecz wyjazdowy. To staje się nagle, kiedy bawi się z dziećmi w salonie. I praktycznie od pierwszej chwili czuje, że nie będzie dobrze. Wie, że nie będzie dobrze kiedy dzwoni do Ricky'ego i prosi, aby przyjechali do dzieci, ani wtedy, kiedy wzywa pogotowie. Chłopak zjawia się 5 minut później, ponieważ kiedy otrzymał telefon, był w drodze do nich. I wie to również, w drodze do kliniki. Czuje się źle, boi się. I choć stara się sobie wmówić na siłę, że jej złe przeczucia są jedynie wynikiem strachu i na pewno się myli, to jednak okazuje się, że tym razem dzieje się tak jak przeczuwała. I w klinice ból fizyczny nie jest jedynym bólem, który odczuwa.
***
Na parkingu dostrzega samochód Ricky'ego. Widzi też jego samego kiedy wysiada z autokaru. I już wie, że niepokój, który odczuwał przez ostatni czas nie wziął się znikąd. I kiedy chwilę później przyjaciel przekazuje mu wiadomość, chce jak najszybciej dostać się do niej. Chce z nią być, przy niej. Pragnie ją tulić i wytrzeć każdą jej łzę, których jest pewien, wyleje morze. On sam nie może zapanować nad smutkiem nie wstydząc się łez, które pojawiają się w drodze do kliniki. A Ricky'ego one nie dziwią.
***
Nie rozmawia z lekarzem po dotarciu na miejsce, choć wie, że tamten chciał z nim rozmawiać. To może poczekać. Teraz najważniejsza jest ona. Jego żona. Jego ukochana. Jego druga połowa. I to do niej zmierza przemierzając korytarze kliniki. I kiedy już dociera do pokoju, w którym się znajduje, choć chce powiedzieć tyle słów, chce wyrazić ból jaki teraz odczuwa, to jednak po prostu przylega do niej swoim ciałem, oplata jej ciało ramionami i żadne słowa nie wypływają z jego ust. Ani jedno. Jej ciało drży, a on wie, że jego żona płacze, choć kobieta nie wydaje z siebie jednego dźwięku. I jego ciało również drży, bo on też płacze. W końcu stracili dziecko.
***
Już od progu wie, że coś się wydarzyło. Mario nie ma na ustach swojego charakterystycznego uśmiechu, który zawsze pojawia się, kiedy wygrają mecz. A mecz jest przecież wygrany. Jednak jego twarz wyraża jedynie smutek. Nie chce pytać więc nie pyta. Jednak kiedy chłopak siada na sofie w salonie jego postaw wyraża głęboki smutek. Więc Emily, choć nie pyta, nie chce się narzucać, to jednak on czuje potrzebę by komuś powiedzieć. Komuś godnemu zaufania. Kimś takim jest ona.
-Stracili to dziecko...- mówi cicho szatyn, a Emily na te słowa jeszcze bardziej lustruje go wzrokiem.- Natalie i Marco...- mówi jeszcze ciszej.- Stracili dziecko, Natalie poroniła.- mówi jej, a ona jest zszokowana.
***
Nie ma pojęcia jak długi czas ją tuli do siebie. To nie ma znaczenia. Mógłby ciągle, bez przerwy. Z innych jednak powodów. Marzy, aby ten jeden raz się w ogóle nie wydarzył. Niestety.
***
-Ale o czym ty mówisz?- Agnes jest zszokowana.
-Niestety to prawda. - tłumaczy po raz kolejny.
-Muszę tam pojechać.- Agnes chce od razu wziąć torebkę, ale on jej na to nie pozwala.
-Jest z nią Marco. Teraz potrzebują przede wszystkim siebie. Muszą przeboleć to razem. Oni wiedzą, że jesteśmy zawsze, nie ważne czy w złych czy dobrych chwilach. Pozwólmy im na chwilę samotności. A potem się pojawimy. Dobrze?- mówi po czym dostrzega w oczach Agnes łzy. Spodziewał się ich. Więc ją tuli.
***
-Przepraszam.- łka.- Straciłam je.- dodaje.
-Natalie.- zwraca się do niej. Jest mu ciężko, ale słysząc, jak jego żona się obwinia nie pozwala mu po prostu siedzieć bezczynnie. Dziewczyna podnosi wzrok.
-Nie przepraszaj mnie. Nie masz za co. Nie miałaś na to wpływu. Nie miałaś.
-Marco...
-Wiem kochanie. Jestem.- znów przytula ją do siebie. Jest i nigdzie się nie wybiera.
***
Krótki, wiem... Ale taki miał być.
czwartek, 25 sierpnia 2016
Nie potrafię reklamować tego co robię. Niestety. Jednak spróbuję teraz to zrobić.
Pewnie niektórzy z Was wiedzą, iż nie piszę tylko o piłce. I są miejsca w których możecie się o tym przekonać.
Historia Samanty i Maxymiliana zasługuje choć na małą chwilę Waszej uwagi. Kiedyś już ją publikowałam, ale schowałam tamtego bloga, by zacząć po raz kolejny, niejako od nowa. I tak oto wracam po długiej nieobecności, by przedstawić Wam ją jeszcze raz. Będą modyfikacje, więcej scen, być może będzie trochę podobnie, a może i inaczej. Przekonajcie się sami ;)
Jeśli lubisz moje historie, mój styl i nie cenisz mnie tylko za opowiadania z piłkarzami w rolach głównych, to serdecznie Cię zapraszam: http://the-secrets-of-the-heart.blogspot.com/
Pewnie niektórzy z Was wiedzą, iż nie piszę tylko o piłce. I są miejsca w których możecie się o tym przekonać.
Historia Samanty i Maxymiliana zasługuje choć na małą chwilę Waszej uwagi. Kiedyś już ją publikowałam, ale schowałam tamtego bloga, by zacząć po raz kolejny, niejako od nowa. I tak oto wracam po długiej nieobecności, by przedstawić Wam ją jeszcze raz. Będą modyfikacje, więcej scen, być może będzie trochę podobnie, a może i inaczej. Przekonajcie się sami ;)
Jeśli lubisz moje historie, mój styl i nie cenisz mnie tylko za opowiadania z piłkarzami w rolach głównych, to serdecznie Cię zapraszam: http://the-secrets-of-the-heart.blogspot.com/
piątek, 19 sierpnia 2016
44.Inna kobieta.
Piłkarze przygotowują się do nowego sezonu. Najpierw Mario leci na obóz i nie ma go dwa tygodnie prawie, wtedy pojawia się u Julie pomimo tego, że małą zajmują się rodzice piłkarza. Jednak wiedzą doskonale, że dziewczynka uwielbia swoją nianie wiec nie pozbawiają jej towarzystwa dziewczyny. A potem piłkarze wracają z obozu ale również dużo trenują wiec Mario dużo nie ma w domu. Rozgrywają mecze sparingowe na których jest w większości. Nie sama, a z Natalie, Ricky'm i Agnes. Zawsze kibicują.
To nie dzieje się nagle, bo kiedy ona się pojawia, Emily jest pewna, że to trwa dłużej. Piękna, zgrabna blondynka, zapatrzona w Mario. To widać na pierwszy rzut oka, nie trzeba nawet dobrze patrzeć. Sandra. Poznają ja po jednym z meczów. Jest stażystka dietetykiem. Współpracuje z klubowa panią dietetyk. I już wiadomo skąd zna piłkarza. Jest miła, sprawia wrażenie bardzo otwartej i sympatycznej osoby. To wrażenie zmienia się przynajmniej w mniemaniu Emily, kiedy Mario przedstawia ja dziewczynie.
To nie dzieje się nagle, bo kiedy ona się pojawia, Emily jest pewna, że to trwa dłużej. Piękna, zgrabna blondynka, zapatrzona w Mario. To widać na pierwszy rzut oka, nie trzeba nawet dobrze patrzeć. Sandra. Poznają ja po jednym z meczów. Jest stażystka dietetykiem. Współpracuje z klubowa panią dietetyk. I już wiadomo skąd zna piłkarza. Jest miła, sprawia wrażenie bardzo otwartej i sympatycznej osoby. To wrażenie zmienia się przynajmniej w mniemaniu Emily, kiedy Mario przedstawia ja dziewczynie.
-A to jest Emily.Emily-Sandra.-przedstawia je sobie. Dziewczyna wyciąga dłoń, wiec Emily podaje jej swoją.
-Niania tak?-pyta dziewczyna spoglądając na Mario.
-Moja przyjaciółka. -prostuje Mario spoglądając przepraszająco na Emily.
-Masz rację, jestem niania córki Mario.-mówi dziewczyna.
-Mario mówił, że Julie cie bardzo lubi.-zwraca się do niej nowa znajoma piłkarza. -Jest słodka prawda?
-Tak, Julie jest niesamowita dziewczynka.
-Nie mogę się doczekać aż ja poznam.-odwraca się w stronę piłkarza. A on patrzy na przyjaciół. I jest niezręcznie, bo Sandra do tej pory nigdy tak się nie zachowywała.
-Miło było Cię poznać Sandra, ale muszę już iść. -mówi Emily. Spogląda jeszcze na Mario po czym uśmiecha się i mówi- Gratuluję pięknego gola.-mówi po czym po prostu całuje go w policzek tak jak Natalie, Agnes i Ricky'ego.
-Nie wracasz z nami?-dopytuje przyjaciel.
-Nie, dziękuję. Do zobaczenia.-żegna się.
-Nie pójdziesz z nami na kolacje?-dopytuje szatyn.
-Nie. Mam inne plany.-odpowiada.
***
Kolacja przebiega w dość milej atmosferze. Jest też Marco, który widzi, że Natalie obserwuje Sandrę. Zresztą tak jak Agnes. I jest pewien, że kiedy wrócą do domu to odbędą rozmowę na jej temat.
***
Dziwi ja, kiedy znajduje swoją córkę na tarasie. Była bowiem pewna, że tak jak zwykle po meczu wróci później. Wszakże przeważnie świętowali wygrana kolacją. Jednak tego wieczoru tak nie jest. Pyta, ale Emily nic jej nie mówi. Wydaje się, że wszystko jest w porządku, ale Alice wie, iż coś się wydarzyło. Jej córka jest inna, za cicha. Ale nie pyta.
***
Dzieje się tak jak założył. Po powrocie do domu Natalie wypytuje o Sandra wiec odpowiada na jej pytania. Od kiedy jest w klubie, na ile ma umowę, jaką jest. Mówi jej swoje odczucia. Myśli, że jest w porządku. Bo do tej pory była. Poznał ja od tej dobrej strony, choć zauważył zmianę jej zachowania tego wieczoru. Wszyscy zauważyli.
-Ona się Mario podoba, tak?-dopytuje.
-On ja polubił, nie mówił czy mu się podoba czy nie. Ja nie pytałem. On nie jest gotowy się wiązać wiec nie przejmuje się tym, że ona patrzy na niego tak, jakby miała ochotę go zjeść.-tłumaczy.
-No właśnie... Do tego zachowuje się momentami jakby on był z nią, jest zaborcza...
-Mario wie co robić. Nie jest małym chłopcem.
-Wiem, ale nie podobało mi się jak postąpiła z Emily. Ona jest niania Julie, ale Sandra to tak powiedziała... dziwnie to zabrzmiało...
-Wiem, Mario tez wie i myślę, że już jej na to nie pozwoli...
-Boje się, że ona go oczaruje.
-Proszę Cię kochanie. Zaufaj mu.
***
Odwozi ja do domu. Sandra ciągle mówi a on jej słucha. Polubił ja, choć dzisiejszego wieczoru zauważył zmianę w jej zachowaniu. Jednak nie pyta o to, postanawia zobaczyć jak będzie dalej. Więc kiedy są pod domem piłkarz wyłącza silnik. Wysiada i odprowadza ja pod bramę.
-Wejdziesz?-pyta.
-Wracam do córeczki.-odpowiada.
-Dziękuję za miły wieczór. -uśmiecha się Sandra.
-Ja również.-odpowiada. -I Sandro...-zwraca się do dziewczyny, a ona spogląda na niego z zaciekawieniem.-Emily nie jest tylko niania mojej córki. Jest moja przyjaciółka. Jest częścią mojego życia i nią będzie. To co powiedziałaś... to w jaki sposób zaznaczyłaś, że jest nianią... Nie podobało mi się to... I bardzo cie proszę, abyś już tak nie robiła. -mówi.
-Przecież...
-Nie mów tak więcej. -ponawia prośbę.
-Dobrze, przepraszam.-mówi dziewczyna.
-Dobranoc.-żegna się z nią.
-Dobranoc.-odpowiada. I kiedy on już ma odejść to ona go woła.
-Mario...
-Tak?-patrzy na nią, a ona wtedy go całuje. I nie jest to całuski, a prawdziwy pocałunek. I on w pierwszym momencie go oddaje. A potem odsuwa się i odchodzi.
***
Już prawie zasypia kiedy słyszy dźwięk przychodzącej wiadomości. To sms. Od Mario. Otwiera.
"Przepraszam. Jesteś kimś znacznie więcej dla mnie i Jull niż tylko jej nianią."
Odpisuje.
"Chciałabym być kimś więcej."-nie wysyła tej wiadomości. Nie odpowiada na smsa.
***
Czeka na Emily, która tego ranka się wyjątkowo spóźnia, choć zawsze jest punktualna. Nie może się też do niej dodzwonić. I kiedy spóźnia się już pół godziny zaczyna się martwić. Wiec dzwoni do Alice, ale ona nic nie wie, gdyż wcześnie rano wyszła do kliniki w której ma konsultacje. Rozłącza się kiedy słyszy odgłos silnika samochodowego. Wychodzi do drzwi i otwiera. To Emily, ale nie jest jak zawsze uśmiechnięta a raczej zła.
-Cześć, martwiłem się.-mówi do niej.
-Już jestem więc możesz jechać. -odpowiada dziewczyna automatycznie.
-Emi...
-Spóźnisz się na trening.-mówi odkładając torebkę i podchodząc do bawiącej się klockami Julie.-Cześć dziewczynko.-całuje jej czoło.
-Emi...-piszczy mała pokazując jej klocki.-Jull bawi.-mówi.
-Widzę. Ślicznie. -chwali ją. Mario obserwuje je.
-No dobra to nie będę przeszkadzać. Będę za jakieś trzy godziny.-uprzedza.
-Dobrze. Zrobiłeś zakupy?-pyta jeszcze.
-Kupiłem wszystko co napisałaś na kartce.-odpowiada.
-Dobrze. Jull upieczemy ciasteczka.-uśmiecha się do dziewczynki. I małą się cieszy. Mario wychodzi jednak nie wsiada do auta kiedy widzi rysę na samochodzie Emily. Dodatkowo obok światła jest wgniecenie. Wraca do domu. Emily jest w kuchni, Julie siedzi na swoim krzesełku i zajada krakersa.
-Co się stało Emily?-pyta po prostu.
-Nie rozumiem?
-Twój samochód ma wgniecenie i rysę.-tłumaczy.
-Nic, po prostu gość wycofywał i nie popatrzył. -odpowiada.-Dlatego się spóźniłam bo oczywiście nie mogłam się z nim dogadać.
Mario podchodzi bliżej. Lustruje ja wzrokiem.
-Nic Ci nie jest?-pyta obserwując ja uważnie.
-Nic mi się nie stało tylko boli mnie szyja bo szarpnęło. -pada odpowiedź. On po prostu ją przytula. Mocno.
-Na pewno nic co się nie stało? -dopytuje jeszcze raz.
-Na pewno.-uspokaja. -Jedz już bo będziesz spóźniony.
-Jadę. Jeśli coś by się działo...
-To na pewno zadzwonię do kogoś, kto odbierze, ale nie do ciebie ponieważ na treningu nie masz przy sobie telefonu.-mówi. Mario uśmiecha się i całuje ja w czoło.
-Będę zaraz po treningu.-zapewnia ją.
-W porządku, nie musisz się spieszyć. Zajmę się Julie.
-Będę zaraz po treningu.-powtarza.
-Dobrze.
***
Trening kończy się, więc idzie do szatni a potem bierze prysznic. Kiedy jest już ubrany wychodzi razem z Marco. Po drodze spotykają Sandrę. Widać, że dziewczyna ma ochotę na pogawędkę i jest rozczarowana, gdy Mario mówi jej, że musi wracać do córeczki. Jednak nic nie mówi. Mario milczy całą drogę na parking. W końcu przy samochodzie przyjaciela mówi nagle.
-Sandra mnie wczoraj pocałowała. -wyrzuca z siebie. A Marco zatrzymuje się, bo miał zamiar właśnie wrzucić torbę do samochodu. Patrzy na przyjaciela .
-I jak było? -pyta w końcu.
-Zaskoczyła mnie...
-Ale chyba było miło prawda? -dopytuje blondyn. Nie ma odpowiedzi.-Oddałeś pocałunek?
-Najpierw tak.-pada odpowiedź. -A potem się odsunąłem. To nie były usta Ann...-mówi patrząc na Marco.-Nie jestem gotowy.-stwierdza.
-Może nie, albo to nie były usta właściwej osoby.-kwituje starszy.-Coś ci powiem... Sandra jest w ciebie zapatrzona. Bardzo. Mam nadzieje, ze to widzisz. Bo wszyscy widzą...
-Nie jesteśmy para i nie będziemy.
-Tego nie wiesz. Natomiast lepiej byś nie robił jej żmudnych nadziei jeśli tego nie czujesz. Bo ona jest tobą zauroczona. Pytanie czy byłaby zauroczona życiem z Tobą i Julie, która wymaga opieki.
-Marco...
-Nie jesteś małym dzieckiem, wiem. -dopowiada za młodszego.
-Jadę do domu do mojej córeczki.
-Jest z Emily?
-Tak. Do zobaczenia.
***
Mario wraca w momencie w którym ona wychodzi z pokoju Julie. Dziewczynka bowiem zasnęła podczas bajki, która jej czytała. Więc niewiele się zastanawiając przykryła ją i wyszła.
-Gdzie Jull?-pyta.
-Chciała bym jej przeczytała bajkę i zasnęła w trakcie.-odpowiada.-Upiekłyśmy ciasteczka.-uśmiecha się.
-To się skuszę, choć klubowa dietetyczka nie byłaby zachwycona.
-No tak...-wzdycha Emily po czym idzie do kuchni. A on idzie za nią. I chwilkę później je już trzecie ciastko. Ona również.
-Sandra tez doradza Wam w sprawie żywienia? -pyta z ciekawości.
-Raczej się uczy choć czasem coś fajnego wymyśli. Myślę, że dobrze wybrała zawód. Będzie kiedyś dobra w tej dziedzinie.-chwali ją piłkarz.
Emily nie mówi nic przygotowując herbatę. Mario obserwuje ja.
-Nie polubiłaś jej.-stwierdza.
-Skąd wiesz?
-Wiem. Nie znamy się od wczoraj.-mówi szatyn.
-Powiem ci prawdę.
-Nic innego mnie nie interesuje.-patrzy na nią a ona się odwraca.
-W pierwszym momencie wydała mi się sympatyczna, ale kiedy zaznaczyła, że jestem tylko niania to nie zachowała się trochę nieładnie. W sumie zaznaczyła, że jesteś jej. Bez słów a jednak. To nie tak, że chce jej ciebie odebrać...
-Nie jestem jej.-patrzy na nią. -Nie jestem. Nie spotykamy się. Spędziłem z nią trochę czasu, ale to nie randki. Wiesz, że nie jestem na to gotowy.
-Myślę, że mógłbyś spróbować. -mówi mu.-Umówić się z kimś.
-Pocałowała mnie.-wyrzuca z siebie, a ona nic już nie mówi. Patrzy na niego i czeka co powie dalej. A Mario patrzy na swoje dłonie. Nie patrzy na Emily.-Zaskoczyła mnie. Nie poczułem nic. Nic Emi.-spogląda na nią. - I nie chce by kolejny raz zrobiła to samo.
-Mario...
-Ja wiem, że ona jest pewnie mną zauroczona. Marco tez to mówił.
-Jest... Myślę, że z biegiem czasu będzie liczyć na coś więcej.
-Nie jestem gotowy.-mówi uparcie.
-Będziesz. Daj sobie czas.-tłumaczy mu.-I następnym razem to ty pocałuj osobę, która będziesz zauroczony.-żartuje, a on się uśmiecha.
-Zawsze potrafisz mnie rozśmieszyć.-twierdzi piłkarz.
-Nie znam cie od dziś. -używa tych samych słów co on. A potem po prostu podchodzi do niego blisko i go obejmuje.-Wszystko przyjdzie w swoim czasie. Ta osoba również się pojawi...
-A może już jest?-mówi Mario nie wiedząc, jakie wrażenie te słowa robią na niej. I może tak chce los?
***
Spontan. Łapcie:)
-Sandra mnie wczoraj pocałowała. -wyrzuca z siebie. A Marco zatrzymuje się, bo miał zamiar właśnie wrzucić torbę do samochodu. Patrzy na przyjaciela .
-I jak było? -pyta w końcu.
-Zaskoczyła mnie...
-Ale chyba było miło prawda? -dopytuje blondyn. Nie ma odpowiedzi.-Oddałeś pocałunek?
-Najpierw tak.-pada odpowiedź. -A potem się odsunąłem. To nie były usta Ann...-mówi patrząc na Marco.-Nie jestem gotowy.-stwierdza.
-Może nie, albo to nie były usta właściwej osoby.-kwituje starszy.-Coś ci powiem... Sandra jest w ciebie zapatrzona. Bardzo. Mam nadzieje, ze to widzisz. Bo wszyscy widzą...
-Nie jesteśmy para i nie będziemy.
-Tego nie wiesz. Natomiast lepiej byś nie robił jej żmudnych nadziei jeśli tego nie czujesz. Bo ona jest tobą zauroczona. Pytanie czy byłaby zauroczona życiem z Tobą i Julie, która wymaga opieki.
-Marco...
-Nie jesteś małym dzieckiem, wiem. -dopowiada za młodszego.
-Jadę do domu do mojej córeczki.
-Jest z Emily?
-Tak. Do zobaczenia.
***
Mario wraca w momencie w którym ona wychodzi z pokoju Julie. Dziewczynka bowiem zasnęła podczas bajki, która jej czytała. Więc niewiele się zastanawiając przykryła ją i wyszła.
-Gdzie Jull?-pyta.
-Chciała bym jej przeczytała bajkę i zasnęła w trakcie.-odpowiada.-Upiekłyśmy ciasteczka.-uśmiecha się.
-To się skuszę, choć klubowa dietetyczka nie byłaby zachwycona.
-No tak...-wzdycha Emily po czym idzie do kuchni. A on idzie za nią. I chwilkę później je już trzecie ciastko. Ona również.
-Sandra tez doradza Wam w sprawie żywienia? -pyta z ciekawości.
-Raczej się uczy choć czasem coś fajnego wymyśli. Myślę, że dobrze wybrała zawód. Będzie kiedyś dobra w tej dziedzinie.-chwali ją piłkarz.
Emily nie mówi nic przygotowując herbatę. Mario obserwuje ja.
-Nie polubiłaś jej.-stwierdza.
-Skąd wiesz?
-Wiem. Nie znamy się od wczoraj.-mówi szatyn.
-Powiem ci prawdę.
-Nic innego mnie nie interesuje.-patrzy na nią a ona się odwraca.
-W pierwszym momencie wydała mi się sympatyczna, ale kiedy zaznaczyła, że jestem tylko niania to nie zachowała się trochę nieładnie. W sumie zaznaczyła, że jesteś jej. Bez słów a jednak. To nie tak, że chce jej ciebie odebrać...
-Nie jestem jej.-patrzy na nią. -Nie jestem. Nie spotykamy się. Spędziłem z nią trochę czasu, ale to nie randki. Wiesz, że nie jestem na to gotowy.
-Myślę, że mógłbyś spróbować. -mówi mu.-Umówić się z kimś.
-Pocałowała mnie.-wyrzuca z siebie, a ona nic już nie mówi. Patrzy na niego i czeka co powie dalej. A Mario patrzy na swoje dłonie. Nie patrzy na Emily.-Zaskoczyła mnie. Nie poczułem nic. Nic Emi.-spogląda na nią. - I nie chce by kolejny raz zrobiła to samo.
-Mario...
-Ja wiem, że ona jest pewnie mną zauroczona. Marco tez to mówił.
-Jest... Myślę, że z biegiem czasu będzie liczyć na coś więcej.
-Nie jestem gotowy.-mówi uparcie.
-Będziesz. Daj sobie czas.-tłumaczy mu.-I następnym razem to ty pocałuj osobę, która będziesz zauroczony.-żartuje, a on się uśmiecha.
-Zawsze potrafisz mnie rozśmieszyć.-twierdzi piłkarz.
-Nie znam cie od dziś. -używa tych samych słów co on. A potem po prostu podchodzi do niego blisko i go obejmuje.-Wszystko przyjdzie w swoim czasie. Ta osoba również się pojawi...
-A może już jest?-mówi Mario nie wiedząc, jakie wrażenie te słowa robią na niej. I może tak chce los?
***
Spontan. Łapcie:)
niedziela, 14 sierpnia 2016
43. Przyjaźń?
To nie tak, że o tym nie myśli. Myśli intensywnie. Może zbyt intensywnie. I być może dlatego nie dzwoni do Emily przez kilka dni od ich powrotu z wakacji, co jest dziwne.
***
-Emily jesteś ostatnio dziwnie wycofana.-mówi jej mama, właściwie mówi to, co obserwuje od kilku dni.
-Wszystko jest w porządku. -pada odpowiedź. Nie satysfakcjonuje ona jednak Alice.
-Nie idziesz do Julie?-pyta.
-Mario nie dzwonil, ani nie pisał wiec myślę, że nie potrzebuje pomocy przy opiece nad małą.-odpowiada Emily i Alice potwierdza swoje przypuszczenia. Jej córka tęskni za Julie, ale terapeutce wydaje się, że tęskni nie tylko za dziewczynka, ale jej tęsknota jest skierowana również na jej ojca. I to nie tak, że nie spodziewała się, że tak może się zdarzyć. Ale też nie wie czy to dobrze. Podejrzewa, że nie. I to ją martwi.
***
Natalie maluje, ale tym razem nie jest zamknięta w swojej pracowni, jest w plenerze. Uwielbia malować na łonie natury, nieczęsto może sobie na to pozwolić, ten raz jest inny. I wyjątkowy. Są nad jeziorem, ale nie w miejscu, gdzie jest tłum turystów, a z innej strony, gdzie znajdują się prywatne posesję. Oni właśnie na jednej z nich, należącej do przyjaciół rodziny Marco, się znajdują. Nikt im nie przeszkadza. Nikt nie prosi o fotkę. Marco leży na boku, na kocu. Słońce nie grzeje jakoś mega mocno, ale jest ciepło i przyjemnie. Mężczyzna ma na oczach okulary dlatego Nat nie wie, czy patrzy na nią czy może juz zasnal. Pracuje. Maluje krajobraz.
-Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką znam.-mówi niespodziewanie Marco, a ona spogląda na niego i się uśmiecha. Jej mąż często mówi jej takie słowa. Adoruje ją i to nie słabnie. I to jest miłe, bardzo miłe. Słyszała różne historie typu:po ślubie powoli wkrada się rutyna, znikają zwyczaje przenoszenia kwiatów bez okazji itp. Jest szczęśliwa, bo tak się nie dzieje. Oczywiście oni dbają, by tak się nie stało. Pielęgnują uczucia. Podsycają je.
-Mówię poważnie. -Marco znów się odzywa.-Jesteś moim ideałem-dodaje.
-Ideały nie istnieją Marco.-protestuje. I nagle odkłada sztalugę i zajmuje miejsce na kocu obok niego. On natychmiast opłata ja rękami i przyciąga do siebie.
-Tak bardzo Was kocham. Ciebie i nasze dzieci.-wyznaje piłkarz. -Mogę godzinami na was patrzeć. Mógłbym ciągle spędzać z Wami czas i to mi się nigdy nie znudzi, nie będę uciekać. Bo kocham was najmocniej na świecie. Jesteś dla mnie wszystkim. I nasze dzieci również.
***
Spotykają się przypadkiem w alejce parkowej. On jest na spacerze z Julie, ona idzie w stronę parkingu na którym zostawiła samochód. Chłopak juz z daleka ja rozpoznaje i się uśmiecha. Ona odwzajemnia uśmiech.
-Dzień dobry.-mówi pierwszy.
-Dzień dobry.-odpowiada.-Spacerujecie?-pyta kucając przed córeczką piłkarza. Julie od razu uśmiecha się do niej, podchodzi bez wahania. Lubi Alice i zna ją dobrze. Alice bierze ja na ręce, po prostu nie może się oprzeć. Mała jest po prostu wspaniała. Kobieta ja uwielbia i traktuje jakby była jej wnuczką. Mario obserwuje tę scenę. Uśmiecha się. Jest naprawdę zadowolony, że Alice i Julie tak bardzo się lubią. Bo jego córeczka wybiera sobie ludzi, nie wszystkim ufa.
-Emily się za Tobą stęskniła.-mówi w pewnym momencie terapeutka zwracając się do dziewczynki.
-Emi..-woła małą. -Cem... Emi...-spogląda na swojego ojca. A on na Alice.
-Kochanie, ja wiem, że chcesz zobaczyć Emily, ale ona tez potrzebuje trochę wolnego. Tatuś jest z tobą, nie musi iść do pracy wiec nie ma potrzeby...
-Emi...-woła mała. Marszczy brwi zabawnie w tym momencie i Mario mógłby przysiąc, że to mimika Ann. Ona też tak robiła. I z jednej strony go to śmieszy, a z drugiej wie, iż coreczka nie odpuści.
-Patrzę na ciebie w tym momencie i widzę twoja mamę. -zwraca się do niej.
-Ana...-piszczy dziewczynka.
-Tak. Mama Ann.-uśmiecha się biorąc ja od Alice, kiedy mała wyciąga ręce. -Tak samo Marszczenia brwi.-mówi do Alice.-I jest tak samo zdeterminowana.-dodaje.
-Emi...-powtarza dziewczynka.-Cem...-dodaje.
Mario spogląda na mamę Emily. Właściwie to miał zamiar wrócić do domu, ale w tej sytuacji juz nie wie.
-Co robi Emily?-pyta w końcu.
-Jak wychodziłam z domu to czytała na tarasie.-pada odpowiedź.
-Nie chce jej przeszkadzać, ale Julie raczej nie odpuści. Stęskniła się. -mówi.
-Z tego co wiem to Emily tez się stęskniła wiec myślę, że ucieszy się z odwiedzin.-mówi.-Jesteście zawsze mile widziani.
-Dobrze więc...Julie pojedziemy zobaczyć Emily.-mówi do małej, a ona się cieszy.
***
Książka jest naprawdę dobra. Już dawno zabierała się za to, aby wreszcie ja dokończyć, ale zawsze brakowało jej czasu. Kiedy praktycznie codziennie opiekowała się Julie nie miała czasu. Teraz ma go w nadmiarze.
I jej myśli znów krążą wokół małej dziewczynki, która bardzo mocno pokochała oraz jej ojca. Przywykła do tego, że właściwie codziennie pojawia się w ich domu, teraz widzi, że za bardzo się przywiazała, przyzwyczaiła. Nie powinna. Przecież nie jest częścią ich życia. To znaczy w pewnym sensie jest, ale nie w sposób w jaki być może chciałaby być. Sama już nie wie. To nowa myśl. Bardzo świeża. Zdała sobie sprawę z pewnych rzeczy na wakacjach z Mario. Tego wieczoru kiedy siedziała w jego koszulce na plaży. Wtedy to do niej dotarło. Z nienacka ta myśl pojawiła się w jej głowie. I została. I pojawiła się też kolejna. Ciągle jest. To myśl, że jej pragnienie nigdy się nie spełni. I to jest przygnębiające.
***
W domu jest cicho wiec Alice wie gdzie znajdzie córkę. I ma rację. Emily jest na tarasie. W pozycji polsiedzacej czyta książkę. A właściwie to książka spoczywa na jej kolanach a ona buja w obłokach.
-Emily... masz gości. -mówi czym zyskuje uwagę swojej córki.
-Gości? -jest zaskoczona.
-Tak, właśnie zaparkowali na podjeździe.
-Kto?-pyta.
-Sama zobaczysz.-mówi jej mama nie zdradzając kim są owi przybysze. Emily idzie do salonu chcąc wyglądnąć przez okno, ale nie dochodzi nawet w jego pobliże kiedy słyszy śmiech małej Julie i głos Mario. I pojawiaja się obydwoje razem z jej mama. I na jej twarzy pojawia się szczery, wielki uśmiech. Przykuca a Julie biegnie w jej stronę, a kiedy już jest przy niej po prostu wiesza się jej na szyi. I to jest wyjątkowa chwila. Tęskniła za tym.
-Moja maleńka.-szepce, ale Mario słyszy te słowa. I kiedy Emily podnosi wzrok spotyka wzrok Mario. I już wie, że za nim również teskniła . I już wie, że przepadła. Wie, że to nie będzie łatwe.
***
Obraz schnie, a oni leżą na kocu i wpatrują się w niebo. Rozmawiają prawie cały czas. Snują plany na przyszłość. I ten czas jest wspaniały. Bez pośpiechu delektują się swoją obecnością. Wiedzą, że ich dzieci są bezpieczne, nie muszą się spieszyć, martwić. Marco nie musi iść na trening, albo jechać na mecz, a ona nie musi za nim tęsknić. Bo zawsze tęskni, nawet wtedy kiedy on wyjeżdża na trzy dni na mecz wyjazdowy. Ta miłość zawsze była silna, ale Natalie ma wrażenie, że z dnia na dzień ich uczucie jeszcze bardziej się umacnia. Jeśli to w ogóle możliwe.
Marco przekreca się na bok i kładzie dłoń na brzuchu żony.
-Całkiem niedawno marzyłem o dziecku z tobą. Po cichu. Wtedy, kiedy byłaś niepewna, ale ja już wiedziałem, że jesteś ta kobieta, która sobie wymarzyłem. Wtedy, kiedy się bałaś. -mówi mężczyzna a ona się uśmiecha. -I popatrz... będziemy mieli już trzecie maleństwo.-głaszcze czule brzuszek swojej żony.- Nie mogę się doczekać.-wyznaje, a ona przekreca się na bok, tak, że leżą twarzami zwrócenie do siebie. Patrzy mu w oczy.
-Nie wiem czy miałabym to wszystko gdybym nie spotkała ciebie.-mówi mężowi. -I nie myślę o rzeczach materialnych, a o dzieciach. Wątpię, bym zdecydowała się na to z kimś innym.-wyznaje.
-Spotkałabyś innego faceta i na pewno...
-Nie Marco. Przede wszystkim nie szukałabym... Nie sądzę, że ktoś inny nawet gdyby się pojawił, to miałby do mnie tyle cierpliwości co ty. I wątpię, że potrafiłby mnie do siebie przekonać w sposób w jaki ty to zrobiłeś. Myślę, że gdyby nie los, który sprawił, że spotkaliśmy się tej nocy, to pewnie do dzisiaj malowałabym w mojej samotni, organizowała wystawy, ale nie wpusciłabym do swojego świata żadnego mężczyzny. Do dziś zastanawiam się skąd wziales siłę i determinację by próbować do mnie dotrzeć.
-Ja wiem skąd. -mówi piłkarz. -Z uczuć które we mnie obudziłaś.
- Ja się swoich bałam.
-Mnie też się bałaś...
-Wszystkiego się bałam. Ale przy tobie ten strach stopniowo znikał. -patrzy mu w oczy.-Pomogłes mi się uwolnić od wszystkich złych doświadczeń. Sprawie, że poszłam do przodu. Pomogłeś mi wyrzucić ze swojego życia mojego byłego męża. Tak się ciesze, ze cie mam.-wyznaje.
-Mam nadzieje, ze juz nigdy nie spotkamy tego człowieka.-mówi piłkarz myśląc o Robbie.
-Tez mam taką nadzieję. -przytula się do męża. -A nawet jeśli to ja już się nie boję. Mam Ciebie. Przy tobie jestem bezpieczna.-mówi ufnie wtulając się w ciało Marco.
***
Odwiedziny kończą się tak, że zostają na kolacji. A po niej Julie również nie chce jechać do domu choć jest zmęczona i marudna. Wiec Emily proponuje, że pojedzie z nimi i położy małą spać, a potem wróci do domu. Mario nie chce zawracać jej głowy, ale w końcu Emily przekonuje go, że z chęcią to zrobi i ze to nie problem. Wiec jadą do domu Mario. I razem kąpią małą, razem bawią się z nią gumowymi kaczuszkami, które dziewczynka uwielbia, a potem razem układają ja do snu. Kiedy dziewczynka śpi Emily ma zamiar jechać do domu, ale Mario proponuje herbatę wiec się zgadza. Piją ją na tarasie.
-Moja córka cie kocha Emily.-mówi w pewnym momencie piłkarz, a ona spogląda na niego.
-Jest do mnie jedynie przywiązana. -twierdzi dziewczyna.
-Nie, ona cie kocha i wiem co mówię.-stwierdza piłkarz patrząc na nią.
-Ja też ją kocham Mario.-wyznaje szczerze.- Teskniłam za nią. -mówi.-Przywiazałam się do niej bardzo, może nawet bardziej niż powinnam.-jest szczera.
-Dlaczego tak na to patrzysz?-pada pytanie.
-Ponieważ teraz jestem potrzebna. Jej, bo potrzebuje opieki, Tobie bo potrzebujesz opiekunki. Ale kiedyś nie będę wam juz potrzebna. I wtedy to może być bolesne.-mówi po prostu.
-To nie tak...-protestuje Mario.
-Tak będzie...
-Emily, nie wyobrażam sobie, byś mogła zniknąć z naszego życia. -mówi piłkarz. -Nie jesteś tylko niania mojej córeczki. Jesteś moją przyjaciółka. Myślę, że mogę śmiało cie nią nazwać ponieważ tak cię traktuje. Jesteś bliska nie tylko Julie, ale także mi. I będziesz. Nie możemy cie stracić. Za dużo dla nas znaczy szczęśliwego. -patrzy w oczy dziewczynie. A potem tak po prostu, zwyczajnie przysuwa się do niej i ja przytula.I być może piłkarz nachyla się i całuje ja w policzek. I być może ten całus jest bardzo, bardzo miły. I być może nie ostatni...
***
Podoba się?
Natalie maluje, ale tym razem nie jest zamknięta w swojej pracowni, jest w plenerze. Uwielbia malować na łonie natury, nieczęsto może sobie na to pozwolić, ten raz jest inny. I wyjątkowy. Są nad jeziorem, ale nie w miejscu, gdzie jest tłum turystów, a z innej strony, gdzie znajdują się prywatne posesję. Oni właśnie na jednej z nich, należącej do przyjaciół rodziny Marco, się znajdują. Nikt im nie przeszkadza. Nikt nie prosi o fotkę. Marco leży na boku, na kocu. Słońce nie grzeje jakoś mega mocno, ale jest ciepło i przyjemnie. Mężczyzna ma na oczach okulary dlatego Nat nie wie, czy patrzy na nią czy może juz zasnal. Pracuje. Maluje krajobraz.
-Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką znam.-mówi niespodziewanie Marco, a ona spogląda na niego i się uśmiecha. Jej mąż często mówi jej takie słowa. Adoruje ją i to nie słabnie. I to jest miłe, bardzo miłe. Słyszała różne historie typu:po ślubie powoli wkrada się rutyna, znikają zwyczaje przenoszenia kwiatów bez okazji itp. Jest szczęśliwa, bo tak się nie dzieje. Oczywiście oni dbają, by tak się nie stało. Pielęgnują uczucia. Podsycają je.
-Mówię poważnie. -Marco znów się odzywa.-Jesteś moim ideałem-dodaje.
-Ideały nie istnieją Marco.-protestuje. I nagle odkłada sztalugę i zajmuje miejsce na kocu obok niego. On natychmiast opłata ja rękami i przyciąga do siebie.
-Tak bardzo Was kocham. Ciebie i nasze dzieci.-wyznaje piłkarz. -Mogę godzinami na was patrzeć. Mógłbym ciągle spędzać z Wami czas i to mi się nigdy nie znudzi, nie będę uciekać. Bo kocham was najmocniej na świecie. Jesteś dla mnie wszystkim. I nasze dzieci również.
***
Spotykają się przypadkiem w alejce parkowej. On jest na spacerze z Julie, ona idzie w stronę parkingu na którym zostawiła samochód. Chłopak juz z daleka ja rozpoznaje i się uśmiecha. Ona odwzajemnia uśmiech.
-Dzień dobry.-mówi pierwszy.
-Dzień dobry.-odpowiada.-Spacerujecie?-pyta kucając przed córeczką piłkarza. Julie od razu uśmiecha się do niej, podchodzi bez wahania. Lubi Alice i zna ją dobrze. Alice bierze ja na ręce, po prostu nie może się oprzeć. Mała jest po prostu wspaniała. Kobieta ja uwielbia i traktuje jakby była jej wnuczką. Mario obserwuje tę scenę. Uśmiecha się. Jest naprawdę zadowolony, że Alice i Julie tak bardzo się lubią. Bo jego córeczka wybiera sobie ludzi, nie wszystkim ufa.
-Emily się za Tobą stęskniła.-mówi w pewnym momencie terapeutka zwracając się do dziewczynki.
-Emi..-woła małą. -Cem... Emi...-spogląda na swojego ojca. A on na Alice.
-Kochanie, ja wiem, że chcesz zobaczyć Emily, ale ona tez potrzebuje trochę wolnego. Tatuś jest z tobą, nie musi iść do pracy wiec nie ma potrzeby...
-Emi...-woła mała. Marszczy brwi zabawnie w tym momencie i Mario mógłby przysiąc, że to mimika Ann. Ona też tak robiła. I z jednej strony go to śmieszy, a z drugiej wie, iż coreczka nie odpuści.
-Patrzę na ciebie w tym momencie i widzę twoja mamę. -zwraca się do niej.
-Ana...-piszczy dziewczynka.
-Tak. Mama Ann.-uśmiecha się biorąc ja od Alice, kiedy mała wyciąga ręce. -Tak samo Marszczenia brwi.-mówi do Alice.-I jest tak samo zdeterminowana.-dodaje.
-Emi...-powtarza dziewczynka.-Cem...-dodaje.
Mario spogląda na mamę Emily. Właściwie to miał zamiar wrócić do domu, ale w tej sytuacji juz nie wie.
-Co robi Emily?-pyta w końcu.
-Jak wychodziłam z domu to czytała na tarasie.-pada odpowiedź.
-Nie chce jej przeszkadzać, ale Julie raczej nie odpuści. Stęskniła się. -mówi.
-Z tego co wiem to Emily tez się stęskniła wiec myślę, że ucieszy się z odwiedzin.-mówi.-Jesteście zawsze mile widziani.
-Dobrze więc...Julie pojedziemy zobaczyć Emily.-mówi do małej, a ona się cieszy.
***
Książka jest naprawdę dobra. Już dawno zabierała się za to, aby wreszcie ja dokończyć, ale zawsze brakowało jej czasu. Kiedy praktycznie codziennie opiekowała się Julie nie miała czasu. Teraz ma go w nadmiarze.
I jej myśli znów krążą wokół małej dziewczynki, która bardzo mocno pokochała oraz jej ojca. Przywykła do tego, że właściwie codziennie pojawia się w ich domu, teraz widzi, że za bardzo się przywiazała, przyzwyczaiła. Nie powinna. Przecież nie jest częścią ich życia. To znaczy w pewnym sensie jest, ale nie w sposób w jaki być może chciałaby być. Sama już nie wie. To nowa myśl. Bardzo świeża. Zdała sobie sprawę z pewnych rzeczy na wakacjach z Mario. Tego wieczoru kiedy siedziała w jego koszulce na plaży. Wtedy to do niej dotarło. Z nienacka ta myśl pojawiła się w jej głowie. I została. I pojawiła się też kolejna. Ciągle jest. To myśl, że jej pragnienie nigdy się nie spełni. I to jest przygnębiające.
***
W domu jest cicho wiec Alice wie gdzie znajdzie córkę. I ma rację. Emily jest na tarasie. W pozycji polsiedzacej czyta książkę. A właściwie to książka spoczywa na jej kolanach a ona buja w obłokach.
-Emily... masz gości. -mówi czym zyskuje uwagę swojej córki.
-Gości? -jest zaskoczona.
-Tak, właśnie zaparkowali na podjeździe.
-Kto?-pyta.
-Sama zobaczysz.-mówi jej mama nie zdradzając kim są owi przybysze. Emily idzie do salonu chcąc wyglądnąć przez okno, ale nie dochodzi nawet w jego pobliże kiedy słyszy śmiech małej Julie i głos Mario. I pojawiaja się obydwoje razem z jej mama. I na jej twarzy pojawia się szczery, wielki uśmiech. Przykuca a Julie biegnie w jej stronę, a kiedy już jest przy niej po prostu wiesza się jej na szyi. I to jest wyjątkowa chwila. Tęskniła za tym.
-Moja maleńka.-szepce, ale Mario słyszy te słowa. I kiedy Emily podnosi wzrok spotyka wzrok Mario. I już wie, że za nim również teskniła . I już wie, że przepadła. Wie, że to nie będzie łatwe.
***
Obraz schnie, a oni leżą na kocu i wpatrują się w niebo. Rozmawiają prawie cały czas. Snują plany na przyszłość. I ten czas jest wspaniały. Bez pośpiechu delektują się swoją obecnością. Wiedzą, że ich dzieci są bezpieczne, nie muszą się spieszyć, martwić. Marco nie musi iść na trening, albo jechać na mecz, a ona nie musi za nim tęsknić. Bo zawsze tęskni, nawet wtedy kiedy on wyjeżdża na trzy dni na mecz wyjazdowy. Ta miłość zawsze była silna, ale Natalie ma wrażenie, że z dnia na dzień ich uczucie jeszcze bardziej się umacnia. Jeśli to w ogóle możliwe.
Marco przekreca się na bok i kładzie dłoń na brzuchu żony.
-Całkiem niedawno marzyłem o dziecku z tobą. Po cichu. Wtedy, kiedy byłaś niepewna, ale ja już wiedziałem, że jesteś ta kobieta, która sobie wymarzyłem. Wtedy, kiedy się bałaś. -mówi mężczyzna a ona się uśmiecha. -I popatrz... będziemy mieli już trzecie maleństwo.-głaszcze czule brzuszek swojej żony.- Nie mogę się doczekać.-wyznaje, a ona przekreca się na bok, tak, że leżą twarzami zwrócenie do siebie. Patrzy mu w oczy.
-Nie wiem czy miałabym to wszystko gdybym nie spotkała ciebie.-mówi mężowi. -I nie myślę o rzeczach materialnych, a o dzieciach. Wątpię, bym zdecydowała się na to z kimś innym.-wyznaje.
-Spotkałabyś innego faceta i na pewno...
-Nie Marco. Przede wszystkim nie szukałabym... Nie sądzę, że ktoś inny nawet gdyby się pojawił, to miałby do mnie tyle cierpliwości co ty. I wątpię, że potrafiłby mnie do siebie przekonać w sposób w jaki ty to zrobiłeś. Myślę, że gdyby nie los, który sprawił, że spotkaliśmy się tej nocy, to pewnie do dzisiaj malowałabym w mojej samotni, organizowała wystawy, ale nie wpusciłabym do swojego świata żadnego mężczyzny. Do dziś zastanawiam się skąd wziales siłę i determinację by próbować do mnie dotrzeć.
-Ja wiem skąd. -mówi piłkarz. -Z uczuć które we mnie obudziłaś.
- Ja się swoich bałam.
-Mnie też się bałaś...
-Wszystkiego się bałam. Ale przy tobie ten strach stopniowo znikał. -patrzy mu w oczy.-Pomogłes mi się uwolnić od wszystkich złych doświadczeń. Sprawie, że poszłam do przodu. Pomogłeś mi wyrzucić ze swojego życia mojego byłego męża. Tak się ciesze, ze cie mam.-wyznaje.
-Mam nadzieje, ze juz nigdy nie spotkamy tego człowieka.-mówi piłkarz myśląc o Robbie.
-Tez mam taką nadzieję. -przytula się do męża. -A nawet jeśli to ja już się nie boję. Mam Ciebie. Przy tobie jestem bezpieczna.-mówi ufnie wtulając się w ciało Marco.
***
Odwiedziny kończą się tak, że zostają na kolacji. A po niej Julie również nie chce jechać do domu choć jest zmęczona i marudna. Wiec Emily proponuje, że pojedzie z nimi i położy małą spać, a potem wróci do domu. Mario nie chce zawracać jej głowy, ale w końcu Emily przekonuje go, że z chęcią to zrobi i ze to nie problem. Wiec jadą do domu Mario. I razem kąpią małą, razem bawią się z nią gumowymi kaczuszkami, które dziewczynka uwielbia, a potem razem układają ja do snu. Kiedy dziewczynka śpi Emily ma zamiar jechać do domu, ale Mario proponuje herbatę wiec się zgadza. Piją ją na tarasie.
-Moja córka cie kocha Emily.-mówi w pewnym momencie piłkarz, a ona spogląda na niego.
-Jest do mnie jedynie przywiązana. -twierdzi dziewczyna.
-Nie, ona cie kocha i wiem co mówię.-stwierdza piłkarz patrząc na nią.
-Ja też ją kocham Mario.-wyznaje szczerze.- Teskniłam za nią. -mówi.-Przywiazałam się do niej bardzo, może nawet bardziej niż powinnam.-jest szczera.
-Dlaczego tak na to patrzysz?-pada pytanie.
-Ponieważ teraz jestem potrzebna. Jej, bo potrzebuje opieki, Tobie bo potrzebujesz opiekunki. Ale kiedyś nie będę wam juz potrzebna. I wtedy to może być bolesne.-mówi po prostu.
-To nie tak...-protestuje Mario.
-Tak będzie...
-Emily, nie wyobrażam sobie, byś mogła zniknąć z naszego życia. -mówi piłkarz. -Nie jesteś tylko niania mojej córeczki. Jesteś moją przyjaciółka. Myślę, że mogę śmiało cie nią nazwać ponieważ tak cię traktuje. Jesteś bliska nie tylko Julie, ale także mi. I będziesz. Nie możemy cie stracić. Za dużo dla nas znaczy szczęśliwego. -patrzy w oczy dziewczynie. A potem tak po prostu, zwyczajnie przysuwa się do niej i ja przytula.I być może piłkarz nachyla się i całuje ja w policzek. I być może ten całus jest bardzo, bardzo miły. I być może nie ostatni...
***
Podoba się?
środa, 10 sierpnia 2016
42."On nigdy nie będzie twoj."
Budzi się, przeciąga, po czym zdaje sobie sprawę, że jest sam w sypialni. Otwiera oczy po czym przekonuje się, że nie ma Sebastiana. To dziwne ponieważ na zegarze jest dość wczesna pora, a Sebastian jest śpiochem wiec tak bez powodu na pewno nie wstałby o tak wczesnej porze. Siada na łóżku po czym naciąga na siebie koszulkę i opuszcza pokój. Znajduje swojego partnera w salonie, jest ciasno otulony kocem, jego twarz jest blada, a na czole lśnia kropelki potu. W dłoni chłopak trzyma kubek z herbata.
-Hej.-mówi Mark czym zyskuje uwagę swojej drugiej połowy. -Co się dzieje? -pyta siadając obok, przy okazji dotykając czoła kochanka, ale ono o dziwo jest chłodne.
-W porządku, po prostu nienajlepiej się czuje.-pada odpowiedź, a na twarzy Marka pojawia się grymas zmartwienia.
-Co ci jest?-dopytuje.
-Chyba jakiś wirus żołądkowy. Przejdzie. -Sebastian próbuje się uśmiechnąć, ale wychodzi jakiś grymas.
-Jak bardzo cie meczy?-pada następne pytanie.
-Bardzo, spędziłem 3 godziny w łazience.-mówi po czym kaszle. Ma zmieniony głos wiec Mark domyśla się, że wymiotował wiec ma podrażnione gardło.
-Wziąłeś leki?
-Tak, ale zaraz je zwymiotowalem.
-Zrobię ci orsalit.-proponuje Mark po czym wstaje i idzie do kuchni. Wraca z wodą w której rozpuścil orsalit.-Spróbuj pić to małymi łykami co chwile. Musisz się nawodnić.-podaje młodszemu kubek i siada obok. Sebastian upija mały łyk, po czym odstawia kubek na stolik. Jest mu zimno choć na dworze jest cieplutko. Szczelniej opatula się kocem, a Mark uśmiecha się czule. Obejmuje go ramieniem po czym przyciąga do siebie. Seba protestuje.
-Zaraże Cię. -marudzi.
-To nieważne.-przytula go, a Seba juz się nie odsuwa. Jest mu dobrze kiedy jest blisko swojego partnera.-ZabI orędzie cie do sypialni hmm?-pyta.
-Nie, zostan tak jak jesteś. Tak jest dobrze.-szepce młodszy z zamkniętymi oczyma. Chce mu się spać. Myśli, że mógłby się przespać przez chwile. Odpływa. A Mark widząc to uśmiecha się z czułością. Palcami przeczesuje włosy kochanka.
-Mój skarbie...-szepce.
***
Emily towarzyszy mu, razem udają się do szpitala, do którego zabrano mężczyznę. W recepcji Mario próbuje się czegoś dowiedzieć, ale niespecjalnie chcą udzielić mu jakichkolwiek informacji. To wtedy Emily zauważa ratownika, który był w karetce. Zatrzymuje go przed drzwiami i pyta. Dowiadują się, gdzie leży dziewczyna z wypadku. Udają się tam. I chwilę później, kiedy zaglądają do pokoju ona zauważa ich:
-Hej.-mówi Mark czym zyskuje uwagę swojej drugiej połowy. -Co się dzieje? -pyta siadając obok, przy okazji dotykając czoła kochanka, ale ono o dziwo jest chłodne.
-W porządku, po prostu nienajlepiej się czuje.-pada odpowiedź, a na twarzy Marka pojawia się grymas zmartwienia.
-Co ci jest?-dopytuje.
-Chyba jakiś wirus żołądkowy. Przejdzie. -Sebastian próbuje się uśmiechnąć, ale wychodzi jakiś grymas.
-Jak bardzo cie meczy?-pada następne pytanie.
-Bardzo, spędziłem 3 godziny w łazience.-mówi po czym kaszle. Ma zmieniony głos wiec Mark domyśla się, że wymiotował wiec ma podrażnione gardło.
-Wziąłeś leki?
-Tak, ale zaraz je zwymiotowalem.
-Zrobię ci orsalit.-proponuje Mark po czym wstaje i idzie do kuchni. Wraca z wodą w której rozpuścil orsalit.-Spróbuj pić to małymi łykami co chwile. Musisz się nawodnić.-podaje młodszemu kubek i siada obok. Sebastian upija mały łyk, po czym odstawia kubek na stolik. Jest mu zimno choć na dworze jest cieplutko. Szczelniej opatula się kocem, a Mark uśmiecha się czule. Obejmuje go ramieniem po czym przyciąga do siebie. Seba protestuje.
-Zaraże Cię. -marudzi.
-To nieważne.-przytula go, a Seba juz się nie odsuwa. Jest mu dobrze kiedy jest blisko swojego partnera.-ZabI orędzie cie do sypialni hmm?-pyta.
-Nie, zostan tak jak jesteś. Tak jest dobrze.-szepce młodszy z zamkniętymi oczyma. Chce mu się spać. Myśli, że mógłby się przespać przez chwile. Odpływa. A Mark widząc to uśmiecha się z czułością. Palcami przeczesuje włosy kochanka.
-Mój skarbie...-szepce.
***
Emily towarzyszy mu, razem udają się do szpitala, do którego zabrano mężczyznę. W recepcji Mario próbuje się czegoś dowiedzieć, ale niespecjalnie chcą udzielić mu jakichkolwiek informacji. To wtedy Emily zauważa ratownika, który był w karetce. Zatrzymuje go przed drzwiami i pyta. Dowiadują się, gdzie leży dziewczyna z wypadku. Udają się tam. I chwilę później, kiedy zaglądają do pokoju ona zauważa ich:
-Cześć. -mówi Emily.-Czy możemy wejść? -pyta. Dziewczyna ich rozpoznaje.
-Tak, oczywiście. Proszę. -odpowiada wiec wchodzą.-Myślałam o Was.-mówi.
-My też o Was myśleliśmy i jesteśmy. -uśmiecha się Mario. Emily siada na krzesełku, a Mario stoi za nią.
-Czy wszystko w porządku? -pyta.
-Tak, że mną i dzieckiem tak. Na szczęście. -uśmiecha się Katie, bo tak ma na imię.-Bałam się bo po przyjeździe do szpitala bolał mnie brzuch, ale wiem, że naszej coreczce kicha nie jest. Ma się dobrze.
-To dziewczynka?-pyta piłkarz uśmiechając się.
-Tak, dziewczynka. Ann...-wyjawia imię jakie dostanie córeczką.
-Ann?-Mario jest zaskoczony.
-Tak. Wybraliśmy imiona jeszcze jak staraliśmy się o dziecko. Chłopiec miał mieć na imię David, a dziewczynka Ann.-tłumaczy. Mario patrzy na to jak okrężnym ruchem dłoni gładzi swój duży brzuch.
-A jak się ma twoj partner?-pyta Emily widząc, że Mario się zamyślił.
-Ethan bardzo ucierpiał, ale lekarz mówił, że wróci do zdrowia. W karetce wrócił.-dziewczyna spogląda na Mario.-Dziękuję. -mówi patrząc na niego.
-Nie musisz dziękować...
-Muszę... Chcę...-jej oczy niebezpiecznie błyszczą. -Mogłeś przestać go reanimowac, kiedy nie było efektów. A ty robiłeś to aż do przyjazdu karetki, która jechała dłużej niż powinna, bo pierwsza wysłana miała wypadek. Lekarz powiedział, że gdybyś przestał on nie miałby szans.-mówi patrząc mu w oczy.-Uratowałeś mu życie.
-Katie...
-Dzięki temu, że byłeś tak zdeterminowany Ann będzie miała tatę a ja nie zostanę z nią sama. Dziękuję.-mówi, a zaraz po tych słowach po jej policzku spływa pierwsza łza. A za nią kolejne. Mario nie zastanawia się długo. Po prostu przechodzi z drugiej strony łóżka, siada na skraju po czym przytula dziewczynę. A Emily patrzy na te scenę i po raz kolejny przekonuje się o tym, że los stawia na jej drodze wyjątkowe osoby, że nic nie dzieje się przypadkowo.
***
Budzi się nagle. Właściwie budzi go ból. Straszny ból. Zrywa się z łóżka. Budzi tym Marka. Zanim jednak ten zdąży zapytać co się dzieje, Sebastian znika w łazience. Mark wstaje po czym idzie do kuchni włączyć wodę. Ma zamiar zrobić Sebie herbatę. Jakieś 10 minut później, kiedy jego partner nie wraca puka do drzwi łazienki. Słyszy szum wody wiec jest pewien, że jego facet bierze prysznic. Wchodzi do łazienki. Jest tak jak myślał. Wychodzi, ale po chwili wraca z ubraniem dla Sebastiana. Kiedy chłopak wychodzi nie wygląda za dobrze. Jest blady.
-Lepiej?-pyta.
-Już mnie tak nie boli, ale nie zdążyłem dobiec, moja ulubiona koszulka ucierpiała i płytki, ale już posprzatałem.
-Ubierz się, zrobiłem Ci herbatę.-mówi Mark.-Jeśli będzie Cię nadal tak męczyć to pojedziemy do lekarza.
-Nie lubię lekarzy.-marudzi młodszy ubierając się.
-Wiem, ale nie będziesz miał nic do powiedzenia. Nie będę patrzył bezczynnie jak cierpisz.
-Przejdzie mi.
-Oby. Jeśli nie będzie poprawy zabiorę cie do lekarza.-powtarza, a Seba nie kłóci się. Wie, że Mark tak zrobi. I zrobi to z troski o niego.
***
Nie wychodzą tym razem do klubu. Znów zostają we dwoje ponieważ ich towarzysze postanowili spędzić wieczór na imprezie na plaży niedaleko. Oni woleli zostać. I znów idą na spacer plaża. Księżyc świeci bardzo jasno, jego światło odbija się od tafli wody. Powiewa wiatr, który rozwiewa rozpuszczone włosy Emily.Mario obserwuje ja. A ona delektuje się tym wszystkim. Delektuje pięknym morzem, wieczorem i dobrym towarzystwem. Założyła długa zwiewna sukienkę, wiec teraz musi trzymać brzeg rękoma, kiedy tylko chce zmoczyc stopy w morzu. A to chce robić cały czas.W końcu dół sukienki i tak jest mokry, ale właściwie hej to nie przeszkadza. Cały czas się uśmiecha. Mario również, przy Emily nie da się nie uśmiechać.
-Ta sukienka nie była dobrym pomysłem. -mówi dziewczyna kiedy dół jest już naprawdę mokry. Siada na piasku, na ręczniki, który ze sobą zabrali. -Ale nie chce wracać. Nawet tylko po to, aby się przebrać. Nie chce tracić czasu. Wkrótce wracamy do domu...
-Wiec ja zdejmij.-proponuje piłkarz. -Dam ci swoją koszulkę. -dodaje.
-Naprawdę?
-Tak.-ściąga bokserkę. Emily zdejmuje sukienkę. Pod nią ma strój kąpielowy. Kilka sekund później jest ubrana w koszulkę Mario. Jest oczywiście sporo na nią za duża, ale nie przeszkadza jej to. Jako, że dekolt jest dość spory Mario dostrzega kawałek blizny, po operacji. Ona jakby się domyśla wiec zasłania to miejsce podciagajac koszulkę.
-Nie rób tego.-jego dłoń dotyka jej dłoni. Zabiera jej dłoń. A potem opuszkami palców dotyka różowej blizny. Właściwie jej części. -Jesteś piękna Emily.-mówi patrząc jej w oczy. -Nie chowaj jej. Nie musisz. Nie chowaj przede mną. Jesteś piękna, a ona jest częścią ciebie. Tak jak to serce, które bije w twojej klatce piersiowej. Ona nie jest czymś czego powinnaś się wstydzić.-mówi jej. Ten moment jest wyjątkowy. Emily koduje to wszystko, stara się zapamiętać każdy szczegół. Stara się zapamiętać magię tego momentu. Spojrzenie Mario. Ton jego głosu. I ciepło płynące z jego słów. Ona już od dawna wie, że spotkała kogoś naprawdę wyjątkowego. Kogoś pełnego ciepła, troski, kogoś przy kim kobieta może czuć się bezpiecznie, wiernego. Kogoś, kto niestety nie jest dla niej...
Widziona instynktem, a także magia tego miejsca i tego momentu linie do niego. Po prostu pochyla się i przytula do niego, a jego ramiona natychmiast ja oplatają. I Emily domyśla się co czuła Ann będąc w jego objęciach. Domyśla się czego szukała. Bo ona czuje to samo i szuka tego samego. I w tym momencie już wie, że być może znalazła to czego pragnęła. Być może czuje to jeszcze mocniej kiedy czuje jak piłkarz składa delikatny pocałunek na jej czole. Opiekuńczy pocałunek. Niestety głos w jej głowie krzyczy: to nigdy nie będzie twoje! I czar pryska...
***
Podoba się?
-Ubierz się, zrobiłem Ci herbatę.-mówi Mark.-Jeśli będzie Cię nadal tak męczyć to pojedziemy do lekarza.
-Nie lubię lekarzy.-marudzi młodszy ubierając się.
-Wiem, ale nie będziesz miał nic do powiedzenia. Nie będę patrzył bezczynnie jak cierpisz.
-Przejdzie mi.
-Oby. Jeśli nie będzie poprawy zabiorę cie do lekarza.-powtarza, a Seba nie kłóci się. Wie, że Mark tak zrobi. I zrobi to z troski o niego.
***
Nie wychodzą tym razem do klubu. Znów zostają we dwoje ponieważ ich towarzysze postanowili spędzić wieczór na imprezie na plaży niedaleko. Oni woleli zostać. I znów idą na spacer plaża. Księżyc świeci bardzo jasno, jego światło odbija się od tafli wody. Powiewa wiatr, który rozwiewa rozpuszczone włosy Emily.Mario obserwuje ja. A ona delektuje się tym wszystkim. Delektuje pięknym morzem, wieczorem i dobrym towarzystwem. Założyła długa zwiewna sukienkę, wiec teraz musi trzymać brzeg rękoma, kiedy tylko chce zmoczyc stopy w morzu. A to chce robić cały czas.W końcu dół sukienki i tak jest mokry, ale właściwie hej to nie przeszkadza. Cały czas się uśmiecha. Mario również, przy Emily nie da się nie uśmiechać.
-Ta sukienka nie była dobrym pomysłem. -mówi dziewczyna kiedy dół jest już naprawdę mokry. Siada na piasku, na ręczniki, który ze sobą zabrali. -Ale nie chce wracać. Nawet tylko po to, aby się przebrać. Nie chce tracić czasu. Wkrótce wracamy do domu...
-Wiec ja zdejmij.-proponuje piłkarz. -Dam ci swoją koszulkę. -dodaje.
-Naprawdę?
-Tak.-ściąga bokserkę. Emily zdejmuje sukienkę. Pod nią ma strój kąpielowy. Kilka sekund później jest ubrana w koszulkę Mario. Jest oczywiście sporo na nią za duża, ale nie przeszkadza jej to. Jako, że dekolt jest dość spory Mario dostrzega kawałek blizny, po operacji. Ona jakby się domyśla wiec zasłania to miejsce podciagajac koszulkę.
-Nie rób tego.-jego dłoń dotyka jej dłoni. Zabiera jej dłoń. A potem opuszkami palców dotyka różowej blizny. Właściwie jej części. -Jesteś piękna Emily.-mówi patrząc jej w oczy. -Nie chowaj jej. Nie musisz. Nie chowaj przede mną. Jesteś piękna, a ona jest częścią ciebie. Tak jak to serce, które bije w twojej klatce piersiowej. Ona nie jest czymś czego powinnaś się wstydzić.-mówi jej. Ten moment jest wyjątkowy. Emily koduje to wszystko, stara się zapamiętać każdy szczegół. Stara się zapamiętać magię tego momentu. Spojrzenie Mario. Ton jego głosu. I ciepło płynące z jego słów. Ona już od dawna wie, że spotkała kogoś naprawdę wyjątkowego. Kogoś pełnego ciepła, troski, kogoś przy kim kobieta może czuć się bezpiecznie, wiernego. Kogoś, kto niestety nie jest dla niej...
Widziona instynktem, a także magia tego miejsca i tego momentu linie do niego. Po prostu pochyla się i przytula do niego, a jego ramiona natychmiast ja oplatają. I Emily domyśla się co czuła Ann będąc w jego objęciach. Domyśla się czego szukała. Bo ona czuje to samo i szuka tego samego. I w tym momencie już wie, że być może znalazła to czego pragnęła. Być może czuje to jeszcze mocniej kiedy czuje jak piłkarz składa delikatny pocałunek na jej czole. Opiekuńczy pocałunek. Niestety głos w jej głowie krzyczy: to nigdy nie będzie twoje! I czar pryska...
***
Podoba się?
Subskrybuj:
Posty (Atom)