czwartek, 30 lipca 2015

13. Linia życia...

Natalie spogląda na zegarek stojący na szafeczce po jej stronie łóżka. Niestety nie przespała się zbyt długo, jakieś pół godziny. Nie rozumie co się dzieje, przecież rzadko miewa problemy ze snem, tej nocy jednak budzi się co chwilę. Nie ma pojęcia czym jest to spowodowane. Nie chcąc budzić Marco, nie świeci lampki, kiedy wstaje, po prostu cicho wychodzi z sypialni, po czym idzie do kuchni, by zrobić sobie herbatę. Nad filiżanką herbaty, właśnie w kuchni zastaje ją jej mąż. Wchodzi do kuchni, ubrany jedynie w bieliznę, jak zwykle na bosaka. Na twarzy Natalie na jego widok pojawia się mały uśmiech, ponieważ uwielbia widok Marco zaraz po przebudzeniu. Chłopak podchodzi do niej, po czym staje za nią i obejmuje ją tak, że jej plecy przylegają do jego klatki piersiowej:
-Nie możesz spać?- pyta z twarzą wtuloną w jej włosy.
-Nie mogę.- przyznaje malarka.- Jak już zasnę, to za chwilę się budzę. - tłumaczy.- A ty dlaczego wstałeś?
- Chciałem się do ciebie przytulić, ale ciebie nie było w łóżku więc poszedłem sprawdzić co się dzieje.- stwierdza.
-Nic złego, po prostu nie mogę spać. Powinieneś iść się położyć, musisz być wypoczęty, masz trening rano.
-Wiem, ale nie lubię spać bez ciebie.- mówi piłkarz.
-Dopiję herbatę i przyjdę.
-Dotrzymam ci towarzystwa, ja napiję się wody.- mówi po czym podchodzi do lodówki, wyciąga wodę, wlewa go do wysokiej szklanki i zajmuje miejsce na krześle obok swojej żony. Natalie wyciąga dłoń, wplata palce w jego rozmierzwione włosy, po czym delikatnie je przeczesuje. Marco na ten gest zamyka oczy ponieważ jej dotyk jest przyjemny.- Twój dotyk jest taki przyjemny.- mruczy, a kiedy malarka ma zamiar zabrać dłoń, on bierze ją w swoją, po czym nachyla się i muska ustami wnętrze jej dłoni.- Kocham cię.- wyznaje.
-Ja ciebie też, kochanie.- odpowiada Nat. Spędzają w kuchni jeszcze około 10 minut. Gdy kubek Nat i szklanka Marco są puste, piłkarz znów łączy ich dłonie.
-Chodź do łóżka.- prosi Marco.- Poprzytulamy się i może uda nam się zasnąć.
-Tak, chodźmy.- zgadza się malarka. Chwilę później leżą w swoim łóżku, w swojej sypialni, w swoich ramionach. Nie rozmawiają, po prostu się tulą.
***
Po raz kolejny spogląda na zegarek. Okazuje się, że od ostatniego razu, kiedy na niego patrzył minęło całe dwie minuty. Jest potwornie zmęczony, ale jakoś tej nocy śpi z przerwami. Niby zasypia, jednak po jakimś czasie się budzi, znów stara się zasnąć, a kiedy udaje się znów budzi się kilkanaście minut później. W końcu postanawia zejść na dół po butelkę wody. Kiedy wraca na górę zagląda jeszcze do swojej córeczki, a kiedy upewnia się, iż mała śpi spokojnie, on również kładzie się ponownie z nadzieją, że znów uda mu się zasnąć, tylko tym razem prześpi do rana.
***
Wpatruje się w szybę, oraz zamieszanie jakie za nią panuje. Lekarz wydaje polecenia, pielęgniarka wstrzykuje coś do wenflonu, potem kontynuują reanimację jego ojca. Nie wie ile to trwa, może sekundy, może minuty... Nie wie. Wie natomiast, iż jego tata w tej chwili stoi na krawędzi. Wie, że nie jest w stanie nic zrobić, by został, choć pragnie z całych sił. Chce krzyczeć, by nie odchodził, ale z drugiej strony nie może, bo ma tak ściśnięte gardło, iż żaden dźwięk nie jest się w stanie przez nie wydostać. Jest odrętwiały, wydaje mu się, że drży. Jego mama głośno szlocha na jednym z foteli. Najpierw tuliła się do niego, ale potem nie miała sił stać więc wycofała się i zajęła jeden z foteli. On nie wykonał żadnego ruchu oprócz złapania Agnes za dłoń. Nadal trzymają się za dłonie, choć teraz Agnes jest trochę wtulona w jego bok, jej głowa oparta jest o jego ramię. Czuje, że jest przy nim, jest jej wdzięczny. Tylko nie potrafi podziękować, nie jest w stanie ruszyć ręką. Stoją tam i czekają właściwie na cud...
***
- Mamy go.- mówi mężczyzna w białym fartuchu.- Rytm wrócił do normy.
-Udało się.- mówi drugi.
***
-Ricky.- głos Agnes wyrywa go z otępienia.- Kochanie, wrócił.- patrzy na niego, a on zerka na nią, zdezorientowany.- Spójrz na monitor, jego serce znów bije.- mówi agentka uśmiechając się do niego. Spogląda na monitor i faktycznie widzi, iż linia już nie jest prosta, aparat przestał przeraźliwie piszczeć. Powoli dociera do niego, że nie stracił taty, że on nadal żyje, że walczy. Wtedy skumulowane emocje dają znać o sobie, pojawiając się na jego policzkach w postaci słonych łez. Powoli, jedna po drugiej spływają mocząc twarz chłopaka. Mężczyzna nie wyciera ich, nie chce tracić na to czasu. W tym momencie ma jedno pragnienie- chce znaleźć się jak najszybciej w ramionach ukochanej kobiety. To w jej ramionach chce płakać, wyrzucić z siebie strach, który jeszcze kilka chwil temu czuł, a który był tak wielki, że praktycznie go obezwładnił, odebrał resztkę nadziei na to, iż jego tata przetrwa ten kryzys. Więc kiedy Agnes jakby czytając mu w myślach przytula go po prostu, z ust chłopaka wydostaje się cichy szloch, a jego ciało drży. Nie słyszy co mówi lekarz, który wychodzi z pokoju, nie wie nawet, że wyszedł, nie jest w stanie usłyszeć w tym momencie. Choć nie należy do mężczyzn, którzy łatwo się załamują, ta sytuacja sprawiła to, że przez chwilę zapomniał, iż trzeba mieć wiarę. Ta sytuacja sprawiła, że poczuł się naprawdę bezsilny. I tę bezsilność właśnie wylewa z siebie razem ze łzami.
***
"Mieliśmy ciężką noc, przepełnioną strachem. W nocy serce taty Ricky'ego się zatrzymało. Lekarze długo go reanimowali, ale w końcu udało się. Wrócił, ale te minuty, kiedy nie było wiadomo czy przeżyje były czymś naprawdę strasznym. Jednak jest już lepiej, tata Ricka nadal śpi, ale jest stabilny. "- Natalie zamiera gdy czyta treść sms-a. Marco własnie wchodzi do kuchni z ich córeczką na rękach, a obok niego kroczy dumnie ich syn. Piłkarz od razu zauważa, że coś jest nie tak. 
-Co się stało skarbie?- pyta.
Natalie nie odpowiada, po prostu kładzie przed nim telefon, po czym zabiera mu z ramion Cassie.
-Przeczytaj sms-a.- mówi tylko. Chłopak robi to, po czym praktycznie natychmiast wybiera numer do Agnes. Czeka aż dziewczyna odbierze, jednak nie odbiera. Już ma się rozłączyć, kiedy w końcu słyszy głos Agnes.
-Słucham.
-Cześć Agnes.- wita się z nią piłkarz.
-Cześć, Marco.
-Trzymacie się?- pada pytanie.
-Staramy się z całych sił.- pada odpowiedź.- Nie jest dobrze, mama Ricky'ego jest załamana, w nocy tak się zdenerwowała, że lekarze, już po tym jak sytuacja się ustabilizowała, to dali jej środek na uspokojenie, potem zaprowadziłam ją do hotelu, bo była strasznie śpiąca po tym, ale uprzedzono nas, że tak może być i że musi odpocząć. Śpi jeszcze.
-A Ricky?-pyta blondyn.
-No właśnie... Namawiali go, by się położył, bo widzą co się z nim dzieje, ledwie kontaktuje, ale nie dał się przekonać. Z jednej strony to nie dziwne, ale z drugiej boję się o niego, naprawdę się boję.
-Może porozmawiam z nim, może mnie posłucha.- proponuje przyjaciel.
-Jest teraz u taty.- mówi blondynka.- W nocy nie pozwolono mu dłużej siedzieć, spędziliśmy noc na korytarzu głównie, ale teraz lekarz się zgodził więc ja jestem na korytarzu, a on przy łóżku ojca.
-Rozumiem. Myślę, że wieczorem uda nam się przyjechać.- pada deklaracja ze strony Marco.- Pójdę na trening, a potem wrócę, zostawimy dzieci u moich rodziców i...- Agnes nie pozwala mu dokończyć, ponieważ przerywają mu jej słowa.
-Wiem, że chcecie być z nami, ale dziś naprawdę nie ma sensu. Myślę, że Ricky dłużej bez snu nie wytrzyma więc mam nadzieję, że dziś uda mi się go namówić na chwilkę odpoczynku, może mama na niego wpłynie. Lekarz mówił, że z tatą Ricky'ego jest w porządku, nic złego się nie dzieje, uspakajał nas, więc spróbuję namówić go na odpoczynek. 
-My naprawdę możemy przyjechać.- stwierdza skrzydłowy dortmundzkiej drużyny.
-Dobrze, jak chcecie. To nie tak, że nie chcemy tu was, bo to nieprawda, ale wiem dobrze, że nie możesz wyjeżdżać sobie kiedy chcesz, bo masz zobowiązania klubowe, a tata przyjaciela to nikt bliski na tyle, by dali ci urlop.- mówi Agnes.
-Zadzwonię po treningu, dobrze? 
-Dobrze. Ucałuj Nat i dzieci.
-Dzięki. Trzymajcie się. 
Połączenie zostaje zakończone, a Marco odkłada telefon. I kiedy podchodzi do swojej żony, która stoi przy krzesełkach, w których siedzą ich dzieci, spogląda na nią i zauważa, że ona ma w oczach łzy. Nie mówi nic, bo rozumie dlaczego tak jest. 
 Natalie przeżywa to wszystko. Natalie martwi się o Ricky'ego, Natalie współczuje jego mamie i pragnie, by ojciec chłopaka żył. On również czuje tak samo.
Przytula swoją żonę. 
***
Wpatruje się w opuchniętą i poranioną twarz swojego ojca i choć przez wiele lat czuł do niego ogromny żal, teraz nic takiego nie czuje. Pamięta krzywdę jaką mu wyrządził, ale nie czuje tego co zawsze. To uczucie zastąpiło inne- pragnienie, by żył, pragnienie, by się obudził, aby był zdrowy. Być może ich relacje nadal będą trudne, w końcu niełatwo odbudować to, co straciło się lata temu, ale uświadamia sobie, iż jest gotów spróbować. Nie chce zrozumieć motywów postępowania jego taty wtedy, tego nigdy nie pojmie. Nie odrzuca się własnego dziecka z takiego powodu, z powodu orientacji, 
ale jest już chyba w stanie spróbować mu wybaczyć, naprawdę wybaczyć. Chce spróbować i chce mu o tym powiedzieć, więc korzysta z chwili, kiedy pielęgniarka wychodzi na chwilę:
-Tato...- odzywa się cicho.- Jestem tutaj. Nie wiem czy słyszysz, ale mam nadzieję, że wiesz, czujesz, iż jestem. 
Wiesz... w nocy, strasznie mnie wystraszyłeś.- wyznaje, po czym bierze głęboki oddech, ponieważ drży mu głos, chce mu się płakać, ale nie chce płakać, nie w tym momencie. Teraz chce mówić.- Myślałem, że odejdziesz, naprawdę tak myślałem.- Chłopak dotyka niepewnie dłoni ojca i już jej nie zabiera.- Bałem się, bardzo się bałem. - Czuje, że oczy zaczynają go piec więc mruga kilkakrotnie.- Musisz z tego wyjść, wiem, że możesz. Zawsze byłeś silny, nadal jesteś, więc proszę cię, jeśli słyszysz, to walcz... Słyszysz? Walcz! - Choć walczy ze łzami, to jedna samotna wypływa, a on szybko ją ściera.- Nie mogę cię stracić, jesteś moim ojcem, potrzebuję cię. - przerywa ponieważ ma ściśnięte gardło. Milczy przez chwilę, jednak nadal trzyma dłoń taty. Odzywa się dopiero jakimś czasie.- To co się stało...- zaczyna.- To jest przeszłość i ja naprawdę jestem w stanie zostawić to za sobą... Jeśli zechcesz, jeśli nadal mnie kochasz, to ja chciałbym znów mieć ojca, tak naprawdę. - wyznaje z trudem, ponieważ te słowa nie przychodzą mu łatwo.- Tylko musisz walczyć, byśmy mogli porozmawiać, wyjaśnić sobie wszystko. Kocham cię, tato niezależnie od tego,co złego się stało. I mam nadzieję, ze mnie słyszysz i chciałbyś powiedzieć mi to samo. - milknie, ponieważ nie jest już w stanie nic więcej dodać. Do pokoju wchodzi pielęgniarka i choć łzy próbują wydostać się z oczu mężczyzny, on nie pozwala im na to. Zostaje w pokoju do momentu, w którym lekarz zajmujący się jego tatą nie prosi go na rozmowę. Zgadza się więc obydwaj wychodzą na korytarz. 
-Proszę pana, by pan poszedł odpocząć.- mówi mężczyzna w białym fartuchu, a kiedy dziennikarz chce zaprotestować, on nie daje mu dojść do słowa dodając.- Nie mówię tego, by pana zdenerwować, po prostu wiem od jakiego czasu pan nie spał.- patrzy na niego.- Pana organizm potrzebuje odpoczynku, wie to pana dziewczyna, pana mama, ja to wiem i pan również. Musi pan odpocząć, albo nie pozwolę panu przebywać w pokoju z ojcem, ponieważ mogę to zrobić. 
-Nie może pan, przecież...
-Mogę i to zrobię jeśli nie pójdzie pan odpocząć. Proszę potraktować moje słowa poważnie.- mówi po czym przeprasza ich i znów wchodzi do pokoju, gdzie leży tata dziennikarza. Chwilę później zjawia się mama Ricky'ego, która wygląda zdecydowanie lepiej niż poprzedniej nocy. I kiedy Agnes mówi jej, że Ricky idzie odpocząć, a on chce zaprotestować kobieta nie daje mu tego zrobić.
- Zostanę z twoim ojcem, będę tu cały czas więc wy spokojnie możecie iść do hotelu. - oznajmia.- Będę dzwonić gdyby coś się działo.- zapewnia. Widzi jak zmęczony jest jej syn, dlatego kładzie dłoń na jego policzku.- Musisz odpocząć,  kochanie. Potrzebujesz odpocząć.- mówi, a on jedynie przytakuje kiwnięciem głową, po czym przytula ją, a potem razem z Agnes wychodzą z kliniki.
 I kiedy leżą w hotelowym łóżku, tuląc się do siebie, próbując zasnąć, Agnes słyszy:
-Chcę naprawić moje relacje z ojcem.-mówi Ricky, a na twarzy dziewczyny pojawia się mały uśmiech.- Nie wiem czy słyszał, ale jak byłem u niego to mu to powiedziałem.- wyznaje.- Nie chcę pochylać się nad tym co się stało. To nie tak, że nadal mnie to nie boli, bo boli, jednak chcę... jestem chyba gotowy wybaczyć, Agnes. Jest moim ojcem i kocham go. I mam nadzieję, że również ciągle mnie kocha.- mówi.
Agentka podnosi wzrok i wpatruje się w oczy swojego mężczyzny. Wie, że to nie jest łatwe, ta sytuacja nigdy nie była i nie będzie prosta, ale jest dumna z niego. Była pewna, że ten moment nadejdzie, nie wiedziała, iż stanie się to w takich okolicznościach, jednak wierzy głęboko, iż relacje ojca i syna jeszcze będą ciepłe, że wszystko, co złe zostawią za sobą. 
-Twój ojciec cię kocha, jestem tego pewna.- mówi.- I myślę, że jeszcze nie raz się o tym przekonasz.- dodaje.- Kocham cię, Ricky.- wyznaje.
-Kocham Cię Agnes. I dziękuję, że jesteś.- mówi chłopak, po czym łączy ich usta w pocałunku. 
***
&&&            NIESPODZIANKA            &&&
Nie spodziewaliście się nowego rozdziału, ale w ramach przeprosin za moje, nazwijmy to" chorobowe", wrzucam dziś nowy post.
Szaleję!!! 
Napisałam go przed momentem, spontanicznie zupełnie :)
Podoba się???
Komentujcie!!!
***
Wracamy do starej zasady, której zamierzam się trzymać.


10 komentarzy- następny post.


poniedziałek, 27 lipca 2015

12. Strach...

Znajdują OIOM dość szybko. Przed drzwiami jednak , kiedy chcą wejść, zatrzymuje ich pielęgniarka:
-Tam nie można wchodzić.- informuje.
-Jak to nie można?- denerwuje się dziennikarz.- Muszę tam wejść... Mój ojciec...- chce wyminąć siostrę, ale ona tak łatwo nie odpuszcza.
-Pan nie rozumie? To jest OIOM, tu nie może wejść każdy, kto chce...
- Mój ojciec leży tam w stanie krytycznym, a pani mi mówi, że nie mogę się tam dostać? - jest zdenerwowany, roztrzęsiony. Kiedy czuje dłoń Agnes na swoich plecach, spogląda na nią.
-Proszę zawołać lekarza, dobrze? Trafił tu mężczyzna z wypadku lotniczego. Wiemy, iż przebywa na tym oddziale, jesteśmy jego rodziną, to jest jego syn, więc bardzo byśmy prosili, by któryś z dyżurujących lekarzy tu się pofatygował, by przekazać nam informacje o stanie pacjenta. Wtedy też będziemy mogli porozmawiać o ewentualnej możliwości wejścia na oddział, co podejrzewam się zdarza w niektórych przypadkach. 
-Poproszę lekarza.
-Bylibyśmy bardzo wdzięczni.- odpowiada Agnes. Kiedy pielęgniarka znika za rozsuwanymi drzwiami, oni zostają na korytarzu. Agentka odwraca się twarzą do swojego mężczyzny, który również spogląda na nią. 
-Kochanie, spokojnie...
-Jak mam być spokojny, kiedy ona nie rozumie...- nie kończy zdania ponieważ  Agnes przytula go.
-Zaraz będziesz mógł tam wejść, za moment.- uspakaja go jego dziewczyna.- Jeszcze moment, Ricky.
***
Znajdują się na korytarzu, na OIOM- ie i czekają na pielęgniarkę, która ma ich zaprowadzić pod pokój, w którym leży jego ojciec. Ricky niecierpliwi się, dlatego nie siedzi w miejscu, choć przy ścianie stoją krzesełka, a spaceruje w jedną i drugą stronę ciągle. Agnes nie próbuje go zmusić, aby usiadł, bo to nie ma sensu. Jego zachowanie jest w pełni dla niej zrozumiałe, w końcu jego tata walczy o życie. Lekarz nie miał bardzo dobrych wieści, oprócz tych, iż mężczyzna nie doznał urazu mózgu, choć początkowo lekarze przypuszczali, iż uraz jest i to poważny. Dowiedzieli się, iż stan jest krytyczny, że ojciec chłopaka doznał wielu urazów, jest połamany i to właściwie cud, że przeżył wypadek. W końcu, chwilę później zostają zaprowadzeni pod jeden z pokoi. Drzwi są przeszklone, jest też duże okno, więc widzą łóżko, a na nim leżącego mężczyznę,  podłączonego do mnóstwa aparatury, która również znajduje się w środku. Jego twarz jest opuchnięta, posiniaczona. Głowę ma obandażowaną, nic więcej nie widzą, ponieważ przykryty jest kołdrą.  Przy łóżku, na krzesełku siedzi kobieta, mama Ricky'ego. Kiedy chłopak patrzy przez szybę, na czuje na swoich plecach dotyk dłoni Agnes:
-Poczekam tu na ciebie.- mówi cicho, ale Ricky rozumie. Chłopak nie mówi, po prostu podchodzi do drzwi, a kiedy się odsuwają wchodzi do środka. Agnes zostaje przy oknie. Widzi jak mama jej mężczyzny na jego widok wstaje z krzesełka, widzi jak Ricky ją przytula, a ona wtula się w ramiona swojego syna i Agnes jest pewna, że płacze. Wycofuje się do tyłu i zajmuje miejsce na jednym z krzesełek.  
***
Słyszą dźwięk przychodzącej wiadomości toteż Natalie od razu sięga po komórkę, by ją odczytać. Jej treść nie jest długa, to zaledwie kilka zdań:
"Jesteśmy w szpitalu, właściwie to właśnie siedzę na korytarzu na OIOM-ie. Ricky przed chwilą poszedł  do pokoju, w którym przebywa jego ojciec. Lekarz powiedział, że jest w stanie krytycznym, że cudem jest, iż przeżył wypadek. Mam nadzieję, że teraz zdarzy się kolejny i on z tego wyjdzie. Nie jest dobrze..."

Natalie odpisuje.

" Wierzę, że tata Ricky'ego z tego wyjdzie, że nie stracą go. Będzie dobrze, Agnes. Musimy wierzyć. Trzymajcie się i ucałuj Ricky'ego od nas. Nie ma nas fizycznie, ale duchowo jesteśmy tam z Wami. "
***
Nie wie po jakim czasie drzwi do pokoju, w którym jest Ricky z mamą się otwierają. Agnes spogląda w tamtą stronę i widzi jak jej chłopak wychodzi z pokoju. Kilka sekund później siedzi już obok niej, nic nie mówi. Gdy czuje dłoń swojej dziewczyny na plecach, która je delikatnie pociera, w geście pocieszenia, spogląda na nią:
-On... wygląda strasznie.- odzywa się chłopak.- Jest taki opuchnięty...siny...
-Kochanie, to normalne w końcu przeżył straszny wypadek.
-Wiem... Ja to wiem, ale ja nigdy... - spogląda na swoją dziewczynę.- Wiesz...on zawsze był taki silny. 
-Po kimś musisz mieć tę siłę, domyślam się, że po nim właśnie ją masz.
-Nie jestem taki jak on, nie jestem tak silny...
-Jesteś Ricky.
-Nie jestem... Strasznie się boję... Bo on teraz nie przypomina siebie. Jego życie jest takie kruche. Bardzo się boję, że...- przerywa, aby wziąć oddech.- On może umrzeć... Boję się, że umrze.
-Kochanie...
-Nie chcę by odszedł, wiesz? Ja nie chcę by umarł.
-Wiem, skarbie. Twój tata nie umrze.
-Ja wiem, że nasze relacje przez ostatnie kilka lat były złe, ba, właściwie wcale ich nie było, ale to mój ojciec i ja...
-Hej, kochanie...- dziewczyna dotyka dłonią jego policzka, widzi jak w jego oczach zaczynają błyszczeć łzy.
-Ja czuję do niego żal, ale nie chcę by odszedł. - chłopak patrzy jej w oczy.- Chciałbym to odbudować... Nasze relacje. Chciałbym znów mieć ojca, wiesz? Chciałbym, by znów mnie kochał.- wyrzuca z siebie, a Agnes w tym momencie chce powiedzieć, że jego ojciec na pewno nadal go kocha, ale drzwi do pokoju, w którym leży mężczyzna się odsuwają i pojawia się mama dziennikarza, dlatego agentka milknie.Ricky patrzy na swoją matkę. Szybko ściera łzę, która sekundy wcześniej spłynęła po jego policzku, ma zamiar się podnieść, ale zanim mu się to udaje, jego mama zajmuje miejsce obok. Przez chwilę milczą, a potem kobieta mówi:
-Jesteście zmęczeni, powinniście pojechać do hotelu. Tu niedaleko...- Nie kończy zdania ponieważ jej syn przerywa jej.
-Nie odeślesz mnie do hotelu, mamo.- Jego ton jest stanowczy.- Nie jestem małym dzieckiem. Mówiłem ci już, zostaję.
-Jesteś zmęczony, Agnes prowadziła więc też jest zmęczona...
-Kochanie.- zwraca się do blondynki Ricky.- Chciałbym zostać, ale Ty powinnaś odpocząć więc...
-Chcę zostać, nie jestem aż tak zmęczona.- odpowiada dziewczyna zanim ten zdąży dokończyć zdanie.- Jest w porządku. Jeśli będę zmęczona to powiem, dobrze?- patrzy mu w oczy.
-Dobrze.- zgadza się ze swoją dziewczyną. Prawda jest taka, iż jej potrzebuje, bardzo potrzebuje. Ta noc jest ciężka i nic nie wskazuje na to, by kolejne doby były lepsze.
***
Marco z Natalie zjawiają się w klinice następnego dnia przed południem i pozostają do późnych godzin wieczornych. Niestety nie mogą zostać dłużej, ale Ricky to rozumie, w końcu mają małe dzieci, a do tego jeszcze piłkarz ma mecz więc to zrozumiałe, iż muszą wracać. Jest im wdzięczny  za to, że przyjechali, a gdy nie mogą być obok, to dzwonią. Stan jego ojca nie poprawia się, ale również nie pogarsza. Wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, bo tak zadecydowali lekarze, śpi. Siedzą przy nim w dzień, nie opuszczają szpitala  również w nocy. Agnes wynajęła pokój w hotelu, który znajduje się blisko szpitala, by mieli gdzie odpocząć, przespać się chociaż chwilę, odświeżyć, jednak ani on, ani jego mama oprócz prysznica i przebrania się, nie spędzili w nim więcej czasu, niż potrzebne to, by wykonać wyżej wymienione czynności. Dwie doby od wypadku Agnes widzi, iż mama jej chłopaka jest wykończona, próbuje ją namówić, by położyła się choć na godzinę i w końcu jej się udaje. Ricky jest bardziej uparty, nie chce opuścić szpitala, właściwie przesiaduje przy łóżku ojca cały czas, z wyjątkiem momentów, w których jest wypraszany przez lekarzy, gdy badają jego ojca. Agnes martwi się o Ricky'ego.
***
-Jesteś w szpitalu czy w hotelu?- pyta Natalie przyjaciółkę.
-W hotelu.- odpowiada.- W szpitalu została mama Ricka, a ja skorzystałam z okazji, że Ricky powiedział, iż idzie wziąć prysznic i przyszłam z nim. Może uda mi się wmusić w niego kolację. On nic praktycznie nie je, Nat, a jak już coś je, to małe ilości. Ja rozumiem, że w takich sytuacjach to normalne, ale boję się o niego.
-Wiem, wiem.
-Nie spał już ponad dwie doby, niewiele zjadł przez ten czas. Nie słucha jak proszę, go, by zdrzemnął się choć godzinę w hotelu. Nie wiem ile da jeszcze radę. Ciągle pije kawę, w nocy w końcu bolał go brzuch, bo ileż organizm jest w stanie przyjąć kofeiny? Pokłóciliśmy się o to, bo wieczorem poprosił, bym przyniosła mu kawę, ale odmówiłam. W końcu sam poszedł, a godzinę później zwymiotował.
-Jest mu ciężko, boi się dlatego zachowuje się nieracjonalnie.
-Wiem, dlatego nie chcę go denerwować, ja się po prostu martwię i robię wszystko dla jego dobra. Musi jeść, by normalnie funkcjonować. 
-Wiem, ale on teraz nie myśli o nikim i niczym innym jak o swoim ojcu.
-Wiem. - przyznaje agentka.- Będę kończyć, bo zaraz wyjdzie spod prysznica. Muszę wmusić w niego choć trochę jedzenia.
-Trzymacie się. 
-Wy też.
-Przytul go ode mnie mocno. Od nas.
-Zrobię to. Dzięki. Ucałuj dzieciaki i Marco.
-Dzięki. Pisz.
-Będę. 
Odkłada komórkę do torebki, a chwilkę później z łazienki wychodzi Ricky już całkowicie ubrany, jego włosy są suche, dlatego Agnes domyśla się, iż musiał skorzystać z hotelowej suszarki, choć tego nie lubi, jednak agentka wie, jak bardzo jest zdeterminowany, by jak najszybciej znaleźć się spowrotem na OIOM-ie. Ona ma jednak inny plan i wie, że być może będzie na nią zły.
-Widziałaś moją komórkę?- pyta chłopak.
-Tak, jest tam.- wskazuje na łóżko hotelowe, na którym chłopak położył telefon przed pójściem pod prysznic. Dziennikarz zgarnia komórkę po czym ma zamiar założyć buty toteż kieruje się w stronę drzwi. 
-Drzwi są zamknięte, Ricky.- informuje go blondynka.- Jak zapewne widzisz na stole jest kolacja, którą bardzo proszę zjedz.- zwraca się do niego łagodnym tonem. Chłopak sprawdza drzwi i okazuje się, iż faktycznie są zamknięte.
-Agnes, przepraszam cię, ale nic nie przełknę, więc proszę, daj mi kartę, ponieważ chcę iść do mojego taty.- mówi.
-Nie spałeś ponad dwie doby, prawie nic nie jadłeś. Ciągle pijesz tylko kawę, z nadmiaru której wczoraj zwymiotowałeś i miałeś bóle brzucha.- wylicza.- Wybacz mi, ale cię nie posłucham, nie dam ci teraz karty i 
 otworzę drzwi,  kiedy zjesz choć małą porcję kolacji.- stwierdza spokojnie.
-Agnes, nie mam siły na dyskusje i kłótnie, zrozum...
-Rozumiem, ale ty też zrozum mnie.- zwraca się do niego.- Kocham cię i ostatnią rzeczą jakiej pragnę w tym momencie to kłótnia z tobą. Oszczędź sobie i mnie tej wątpliwej przyjemności, usiądź na chwilę i po prostu troszkę zjedz, proszę.- patrzy na niego.- Proszę, Ricky.- powtarza, a on podchodzi do stolika, siada po czym nakłada sobie na talerz porcję ryżu z warzywami. Piętnaście minut później obydwoje są już w szpitalu i choć stan taty Ricky'ego się nie poprawił, czego pragną najbardziej, to Agnes w głębi duszy cieszy się, ponieważ udało jej się wmusić w swojego chłopaka kolację. 
***
Wie, że niedawno mówiła swojemu chłopakowi, że picie w nocy kawy jest niezdrowe, ale w tym momencie sama stoi przy automacie i czeka, aż maszyna jedną z nich wyda. Jest zmęczona choć w ciągu dnia spała dwie godziny. Niestety okazuje się, iż organizm potrzebuje znacznie więcej toteż chcąc nie zasnąć na krzesełku dziewczyna musi dostarczyć do swojego organizmu porcję kofeiny. Nie śpieszy się idąc korytarzem i zmierzając do skrzydła, w którym mieści się OIOM. Ma zamiar po drodze wypić kawę, by Ricky nie widział, że ją pije, gdyż gotów, czego jest niemal pewna, odesłać ją do hotelu, by odpoczęła. Nie chce się z nim kłócić, chce być blisko. Małymi łyczkami popija gorący napój idąc powoli. Chwilę później, gdy kubeczek jest pusty, wyrzuca go do kosza, który mija po czym, kiedy drzwi na oddział się odsuwają, wchodzi. Praktycznie od razu zauważa zamieszanie pod pokojem, w którym leży ojciec jej mężczyzny. Do środka wchodzą lekarze. Przy drzwiach stoi Ricky z mamą, która wtula się w jego tors. Odległość dzieląca ją od nich pokonuje w kilkunastu krokach. Mama jej chłopaka płacze, on nie, za to jest pewna, że się powstrzymuje.
-Co się dzieje?- pyta.
Kobieta w odpowiedzi wypuszcza z siebie głośny szloch, natomiast Ricky odwraca głowę i może zauważyć tak wiele bólu w jego oczach.
-Tata...- mówi.- On...serce się zatrzymało.- wydusza z siebie cicho chłopak. 
Agnes patrzy przez szybę na osoby znajdujące się w pokoju. Nie widać ojca chłopaka, zasłaniają go osoby znajdujące się w środku. Jest duże zamieszanie, Natalie domyśla się, iż reanimują mężczyznę. Nie wie co będzie, ma pustkę w głowie. Do tej pory wierzyła, że on z tego wyjdzie, ciągle powtarzała to swojemu chłopakowi. Teraz jednak pierwszy raz wątpi. Wątpi, ponieważ na jednym z monitorów ciągle jest linia...a urządzenie piszczy. Chciałaby coś zrobić, ale nic nie może. I kiedy czuje zimne palce Ricky'ego, splatające się z jej palcami, ściska mocno jego dłoń, bo wie, iż jedyne co w tym momencie może, to być po prostu przy nim. Niezależnie co się stanie, on jej potrzebuje, więc po prostu stoją wypowiadając w myślach słowa modlitwy o ocalenie życia taty dziennikarza, trzymając się mocno za ręce.
***
Przepraszam, iż tak długo to trwało. Ja znowu niedomagam więc wybaczcie. 
Jest mi przykro, nie doczekałam się bowiem dziesięciu komentarzy, ale postanowiłam wyjątkowo dodać rozdział z dedykacją dla osób, które komentują, które potrafią poświęcić te dwie minuty, aby napisać dwa zdania.
Dziękuję.
***
Następny rozdział dodam, gdy pojawi się 10 komentarzy.

poniedziałek, 13 lipca 2015

11. Złe wiadomości...

Znajduje się w gabinecie Alice, rozmawiają, właściwie głównie on mówi, a ona słucha, od czasu do czasu zadając jakieś pytania. Rozmowa zaczyna się normalnie. To nie tak, że kobieta od razu zaczyna wypytywać go o wypadek, o stratę Ann, o miesiące po jej śmierci, o jego ból, o jego lęki. Właściwie na początku rozmawiają o jego  dzieciństwie, pasji jaką jest piłka, o rodzinie. Alice chce go poznać, by potem móc dobrze ocenić jego reakcje, jego wrażliwość i tego typu cechy. To nie tak, że na jednej sesji się skończy, oboje to wiedzą. Mario mówi dość swobodnie, opowiada chętnie, jednak Alice zauważa, iż jest spięty. Wie o co chodzi, jednak nie mówi nic. Czeka. W końcu kobieta mówi:
-Julie jest bezpieczna.- wypowiadając te słowa patrzy na niego. 
-Przepraszam.- mówi piłkarz.- To nie tak, że uważam, iż Twoja córka zrobi krzywdę mojej córeczce.- tłumaczy szybko.- Ja po prostu... Ona nie zostawała z nikim, kogo nie zna. Do tej pory zajmowały się nią tylko znajome osoby- moja rodzina, albo przyjaciele. - stwierdza.- Niby jest za drzwiami, ale myślę o niej...
-Domyślam się.- odzywa się psycholog.
-To trudne, pewnie dla mnie bardziej niż Julie, zostawić ją w rękach nieznajomej osoby. - patrzy na kobietę zmieszany, jakby uważał, że nie zostanie zrozumiany.- Bo ona lubi ludzi, jakoś nie ma problemu z zaakceptowaniem nowych osób, które pojawiają się obok. To ja się zawsze spinam.- wyznaje.
-To naturalna reakcja, nic dziwnego. Mogę cię zapewnić, iż moja córka ma podejście do dzieci, bardzo je lubi, a one to wyczuwają. Julie nic nie grozi.- zapewnia go.- Jeśli chcesz zobaczyć czy wszystko z nią w porządku, to po prostu to zrób.- zachęca go, ale on nie robi tego. Sesja trwa jeszcze dwadzieścia minut, a potem kończą. Gdy obydwoje wychodzą z gabinetu, Mario od razu przeszukuje wzrokiem całą poczekalnię. Dostrzega Emily siedzącą wygodnie w rogu sofy. Jego córeczka śpi w jej ramionach, a dziewczyna uśmiecha się widząc zdziwioną minę piłkarza i podobną swojej mamy. Obydwoje zbliżają się patrząc na nie. 
-Kiedy zasnęła?- pyta piłkarz.
-Jakieś 20 minut temu.- dopowiada blond- włosa dziewczyna.-Od tamtej pory śpi słodko.- na twarzy dziewczyny pojawia się jeszcze większy uśmiech niż miała do tej pory, spogląda na małą dziewczynkę, którą trzyma w ramionach.
-Dziękuję.- Mario patrzy na nią, a potem na swoją córeczkę.
-Nie ma za co.- odpowiada blondynka.- To przyjemność zająć się takim okruszkiem.
I kiedy chwilę później piłkarz delikatnie zabiera z ramion Emily swoją córeczkę, być może ich dłonie przez chwilę ocierają się o siebie i być może ich spojrzenia znów na chwilę się łączą...
***
Ricky siedząc na tarasie rodzinnego domu, przysłuchuje się rozmowie Agnes i jego mamy. Obie kobiety mają ze sobą dobry kontakt. Agnes na początku była odrobinę zdystansowana do jego rodziców, do ojca bardziej niż do jego mamy, ale potem to minęło, choć w jej relacjach z jego ojcem nadal wyczuć można dystans. Nie dziwi jej się, on sam również nie czuje się przy nim do końca swobodnie. To nie tak, iż rozpamiętuje jego słowa i to jak potraktował go, kiedy się zakochał w mężczyźnie, bo Ricky stara się już tego nie roztrząsać, jednak nadal ma zadrę w sercu i wie doskonale, że ona już tam zostanie. Odkąd wrócił do Dortmundu jest częstym gościem w domu rodzinnym, jednak nie zdecydował się wrócić i do miasta i do rodziców, choć mama proponowała mu, by przez jakiś czas z nimi zamieszkał, jednak odmówił. Mieszka z Agnes i tak jest mu dobrze.
-Ricky...- słyszy swoje imię więc spogląda na swoją dziewczynę.
-Tak?
- Słuchałeś mnie chociaż?- pyta blondynka.
- Przepraszam kochanie, odleciałem na moment.- tłumaczy.- Możesz powtórzyć?
-Twoja mama zaprosiła nas na imieninowy obiad w niedzielę i pytałam czy nie masz przypadkiem być na tym spotkaniu redakcyjnym?- pyta Agnes.
-Nie mam, powiedziałem już, że mnie nie będzie.- odpowiada.- Ciągle pracuję, ciągle coś mi dorzucają, potrzebuję chwili spokoju.- tłumaczy.- Tak więc przyjdziemy mamo.- patrzy na swoją rodzicielkę potwierdzając.
-Cieszę się.- uśmiecha się matka dziennikarza.
Rick'y czuje jak jego telefon, który ma w kieszeni wibruje. Wyciąga go, po czym odbiera. Chwilkę rozmawia, a potem się rozłącza.
-Marco zaprasza nas na kolację dzisiaj.- spogląda na swoją dziewczynę.- Zgodziłem się. Dobrze zrobiłem?- pyta.
-Bardzo dobrze.
***
Marco wchodzi do kuchni, po której krąży jego żona przygotowująca kolację, którą mają zjeść z przyjaciółmi. 
Natalie nawet nie zauważa iż nie jest już sama w kuchni, ponieważ zajęta jest krojeniem warzyw i doglądaniem sosu gotującego się na kuchni. Więc gdy blondyn obejmuje ją przytulając się do jej pleców dziewczyna piszczy:
-To tylko ja skarbie.- słyszy głos swojego męża.
-Po co się skradasz!- karci go odsuwając się od niego.- Wystraszyłeś mnie na śmierć!- dodaje.
-Wcale się nie skradałem.- broni się skrzydłowy.- Wszedłem normalnie, po prostu jesteś tak zajęta tym wszystkim, że nawet nie zauważyłaś.- tłumaczy.
-Jestem zajęta, bo niedługo zjawią się nasi przyjaciele, a ja mam jeszcze nic niegotowe.- mówi Natalie.
- Widzę, że wszystko masz gotowe, ale jak zwykle panikujesz.- odzywa się Marco.- Przerwij na moment, bo twój mąż potrzebuje pocałunku i tulenia.- patrzy na nią uśmiechając się.- Bardzo potrzebuje.- dodaje.
-Marco...- wzdycha dziewczyna.- Nie czas na czułości, bo ja naprawdę muszę skończyć, a potem ogarnąć kuchnię, bo przecież nie zostawię jej w takim stanie.- marudzi malarka.
-Zawsze jest czas na czułość, Natalie.- mówi jej mąż obejmując ją w pasie i przyciągając do swojego ciała.
-Wiem, ale...
-Nie gadaj tylko się przytul i mnie pocałuj.- mówi blondyn ciaśniej obejmując swoją żonę i całując ją zachłannie. I to nie tak, że nagle przygotowanie kolacji stało się dla Natalie nie ważne, jednak w momencie gdy wargi Marco dotknęły jej warg pomyślała, iż wszystko inne jest mniej ważne, on jest najważniejszy. I być może ona również potrzebowała przytulania, a także pocałunków.
***
Rodzice zjawili się o umówionej godzinie, by zabrać dzieci do siebie. Właściwie Natalie i Marco nie mieli w planach prosić ich o opiekę, jednak sami zaproponowali więc piłkarz i malarka po prostu się zgodzili. Kiedy wyszli z ich pociechami, Natalie skierowała się do kuchni, by zajrzeć do piekarnika, a Marco pozbierał zabawki z sofy po czym miał udać się do żony, jednak usłyszał dzwonek do drzwi więc poszedł otworzyć.
-Cześć.- wita się z Agnes i Ricky'm, którzy przyszli jako pierwsi i wpuszcza ich odbierając od dziennikarza butelkę wina.- Dzięki.
-Natalie jest w kuchni?- pyta Agnes.
-Tak, po raz setny sprawdza czy wszystko przygotowała na kolację.- odpowiada blond- włosy piłkarz.
Poszli w stronę kuchni. Natalie jest tam i zerka do piekarnika.
-Cześć.
-Cześć.- wita się z gośćmi.- Widzisz, goście się schodzą, a kolacja nie jest gotowa i to jest twoja wina... Ty i twoje pomysły...- wzdycha.
-Czyżbyś coś przeskrobał?- pyta  Ricky z zainteresowaniem.
-Cóż... Ja tak jakby skutecznie rozproszyłem moją żonę.- przyznaje się blondyn.- Po prostu potrzebowałem chwili uwagi...
- Czyżby ta chwila skończyła się w sypialni?- pyta dziennikarz mimochodem, a Agnes widząc minę przyjaciółki po prostu się uśmiecha...
-Cóż... w końcu tam nie dotarliśmy, ale powiedzmy, że dostałem więcej niż chwilę uwagi...- Marco uśmiecha się szeroko, a na twarzy Natalie wykwita dorodny rumieniec, który Agnes i Ricky nie umyka uwadze Agnes i Ricky'emu.
***
Jedzą kolację i rozmawiają. Jest Auba z partnerką, Miki z dziewczyną, Łukasz z Ewą, Agnes z Rickym oraz Mario, który jak zauważają chyba wszyscy, tego wieczoru uśmiecha się więcej niż zwykle, żartuje więcej niż zwykle. Niektórzy z nich wiedzą, iż miał tego dnia odwiedzić Alice, inni natomiast nie. Marco chce dowiedzieć się jak było na sesji, ale ma zamiar porozmawiać z szatynem później. Wieczór mija w przyjemnej i miłej atmosferze. Jest dość późno kiedy goście wychodzą. Mario jeszcze przed wyjściem pyta Ewę o nianię, niestety okazuje się, iż dziewczyna już ma dodatkową pracę, więc nie może opiekować się małą Julie. Kiedy Mario zostaje z Natalie, Agnes, Rickym i Marco pytanie o sesję w końcu pada. Siedzą w salonie popijając wino.
-Było normalnie.- mówi szatyn.- Cóż... rozmawialiśmy. Alice nie naskoczyła na mnie i nie kazała mówić od razu o wypadku, uczuciach, o tym co się ze mną działo więc było spoko...- przyznaje.
-Umówiliście się na następny termin?- pyta Natalie.
-Tak, za dwa dni.
-Świetnie.- uśmiecha się malarka.- A Julie była grzeczna podczas sesji, bo mówiłeś, że musiałeś ją zabrać?
-Nie była w gabinecie.- stwierdza szatyn.
-To gdzie była?
-Córka Alice się nią zajęła.- odpowiada.- Kiedy przyszedłem w gabinecie siedziała jej córka i właściwie to stało się spontanicznie, że zajęła się moją córką. 
-Alice ma córkę?- pyta Marco.
-Tak, dzisiaj ją poznałem.- przyznaje szatyn.
-Jest ładna?- z ust blondyna pada kolejne pytanie, na które Natalie reaguje szturchnięciem swojego męża w bok.- No co...- Marco patrzy na żonę.- Jestem ciekaw.- tłumaczy.
-Tak, jest ładna, nawet bardzo.- przyznaje Mario.- I lubi dzieci. Julie zasnęła w jej ramionach. Kiedy wyszedłem z gabinetu, moja córeczka smacznie spała. 
-Czyli córka Alice spodobała się twojej małej kobietce. stwierdza skrzydłowy.
-Cóż... na to wygląda.
***
Znajduje ją w salonie przy laptopie. Jak zwykle odpisuje na maile, a on jak zwykle ma zamiar położyć się na sofie, obok niej. Nie chce przeszkadzać, właściwie nigdy tego nie robi, po prostu leży i czeka, aż Agnes skończy, odłoży laptopa po czym skupi całą swoją uwagę na nim. Czeka na moment, w którym agentka wsunie palce w jego włosy i zacznie się nimi bawić, czeka na to, aż na jej twarzy pojawi się uśmiech, czeka na słowa, które do niego skieruje, albo po prostu pomilczą będąc blisko siebie. Tego wieczoru Ricky dostaje jej uwagę szybciej niż zwykle, ponieważ już po 15 minutach laptop zostaje zamknięty i odłożony. Dziennikarz wykorzystuje moment więc podsuwa się w jej stronę i kładzie swoją głowę na jej kolanach, a po paru sekundach czuje jak jej zręczne palce przeczesują jego włosy. Chłopak to uwielbia, relaksuje go to, rozluźnia, dlatego praktycznie od razu zamyka oczy delektując się jej dotykiem.
-Bardzo cię kocham, wiesz?- odzywa się blondynka.- Bardzo mocno.
Ricky otwiera oczy i patrzy na nią, wyciąga swoją dłoń, by złapać jej, przyciąga sobie do ust, po czym całuje od wewnętrznej strony.
-Ja ciebie również bardzo kocham.- wyznaje chłopak.- Wiesz...- zaczyna, ale przerywa, by zebrać myśli. Dziewczyna wpatruje się w niego czekając na dalsze słowa. Dziennikarz odzywa się po chwili.- Pewnie uznasz, że jestem szalony, choć to już wiesz...- uśmiecha się.- Ostatnio poczułem coś...- spogląda jej w oczy. Dziewczyna nie ma pojęcia o czym on może mówić, ale jest pewna, iż zaraz się dowie. 
-Nie wiem co chcesz mi powiedzieć, Ricky...
-Chcę Ci powiedzieć...- nie kończy ponieważ dzwoni komórka dziewczyny, więc Agnes przeprasza go na moment i odbiera. Ricky po chwili wie, iż stało się coś złego ponieważ twarz jego dziewczyny nagle staje się blada. Chłopak siada, dotyka jej dłoni i czuje jej drżenie. Wpatruje się w jej twarz, kiedy ona słucha osoby, która do niej mówi. Chwilkę później blondynka odkłada telefon:
-Kochanie co się stało?- pyta natychmiast jej druga połowa.- Zbladłaś strasznie.- zauważa.
Agnes przez moment wpatruje się w swojego chłopaka, właściwie powinna się odezwać, ale jakoś nie bardzo może. 
-Przerażasz mnie.- mówi mężczyzna.- Kto dzwonił?- pada pytanie.
-Twoja mama.- pada w końcu odpowiedź, a blondynka przysuwa się do niego po czym łączy ich dłonie. Ricky jest zdezorientowany ponieważ mina jego dziewczyny wskazuje, iż stało się coś złego, a po drugie zastanawia się dlaczego jego mama dzwoniła do Agnes, nie do niego.
-Po co moja mama dzwoniła do ciebie? I dlaczego masz taką minę jakby ktoś umarł?- pyta chłopak.
-Kochanie...
-Co się stało, Agnes?
-Twój tata wracał z Belina wyczarterowanym samolotem...- zaczyna mówić, ale przerywa...- Samolot nie doleciał do lotniska, spadł... Twój tata...- nie kończy ponieważ pytanie jej chłopaka uniemożliwia jej to...
-Nie żyje?- pyta chłopak.
-Żyje, ale nie jest dobrze, Ricky.- wydusza w końcu.- Twoja mama jest w drodze do Berlina, nie mogła się do ciebie dodzwonić więc zadzwoniła do mnie...
Ricky nie zastanawiając się długo bierze telefon Agnes, po czym wybiera numer do swojej mamy. Chwilkę później kobieta odbiera więc pyta dokładnie o całe zdarzenie. Nie dowiaduje się zbyt wiele ponieważ kobieta szlocha w słuchawkę więc trudno cokolwiek zrozumieć. Jednak słowa, że jego ojciec znajduje się w stanie krytycznym w jednej z klinik rozumie doskonale. I wie już, iż musi natychmiast się tam dostać.
***
Marco leży w sypialni i czeka na swoją żonę, która jest w łazience. Odbiera jej telefon, który dzwoni. Chwilkę później, kiedy Natalie w końcu pojawia się w sypialni, zauważa, iż jej telefon leży obok Marco:
-Ktoś dzwonił?- pyta malarka.- Wydawało mi się, że słyszałam dzwonek mojego telefonu.
-Agnes.- pada odpowiedź.- Są z Rickym w drodze do Berlina.- Marco patrzy na żoną, która w tym momencie podchodzi i siada obok niego.- Samolot, którym wracał ojciec Ricky'ego nie doleciał do lotniska. Spadł. Jego tata żyje, ale jego stan podobno jest krytyczny. 
-O Boże...- to jedyne słowa, które wypływają z ust brunetki. 
***
Całą drogę, momentami, Agnes zerka na Ricky'ego, który siedzi na miejscu pasażera. Nie pozwoliła mu prowadzić chociaż zapewniał ją, iż z nim wszystko w porządku. Ona jednak wie lepiej. Zna go dobrze, wie, iż chłopak nie chce pokazać jej jak bardzo się martwi, jak bardzo się boi. I to nie dlatego, że wstydzi się swoich uczuć, ale raczej nie chce jej martwić. Ona jednak i tak widzi to, co on stara się skrzętnie ukryć. Przez większość trasy jest w miarę spokojny, jednak kiedy znajdują się około 40 minut od celu chłopak dzwoni do matki, a ona nie odbiera. Próbuje kilka razy, ale kiedy ponownie nie słyszy głosu swojej mamy w słuchawce rzuca telefon na siedzenie z tyłu:
-Dlaczego ona, kur.. nie odbiera!- złości się.- Jak można nie odbierać telefonu w takim momencie!
-Kochanie, spokojnie.- próbuje uspokoić go Agnes kładąc dłoń na udzie chłopaka i uspokajająco je pocierając.- Może jest z twoim ojcem i nie może odebrać.- mówi.
-Na OIOM nie wpuszczają.- burczy chłopak.- Może on...- nie wypowiada do końca swojej myśli, milknie, ale dziewczyna wie o czym myślał. 
-Nie myśl w ten sposób, proszę.- mówi wolno siląc się na spokojny ton.- Nie można zakładać najgorszego.
-Jak mam nie zakładać najgorszego, jak moja matka, do tej pory odbierała, a teraz uparcie milczy? Ona nigdy nie była dobra w przekazywaniu złych wiadomości, więc myślę, że...
-Stop Ricky!- przerywa mu Agnes więc on patrzy na nią. Jego oczy błyszczą niebezpiecznie, co ona zauważa natychmiast.- Nie wolno ci tak myśleć, słyszysz?- zerka na niego przez ułamki sekund, a potem znów przenosi wzrok na drogę.- Przeżył wypadek, jego stan jest ciężki, ale przeżył. Tego się trzymajmy. Za pół godziny będziemy na miejscu i wszystkiego się dowiemy, tak?
Chłopak przytakuje kiwnięciem głowy. Pytanie jakie będą wieści?
***
Witajcie.
Przepraszam, za nieobecność, ale niestety mam mały problem ze zdrowiem. Postaram się, w miarę możliwości wrzucić kolejny post na drugi z blogów. Proszę o cierpliwość, niestety to niezależne do końca ode mnie. Pozdrawiam i liczę na Wasze komentarze.
***
10 komentarzy- następny rozdział !!!



poniedziałek, 29 czerwca 2015

10. Spojrzenia...

-Dzień dobry, pora wstać.- mówi blondyn dość głośno wchodząc do sypialni swojego przyjaciela w niedzielny poranek. Mario wyrwany ze snu podnosi głowę, po czym przeciera oczy. Jest zaskoczony wizytą Marco. Nie umawiali się, nie wie co się dzieje. - Masz 10 minut.- z ust skrzydłowego BvB padają kolejne niezrozumiałe przez niego słowa.
-10 minut na co?- pyta, jego głos jest ochrypły i niższy niż normalnie.
-Idziemy biegać.- oznajmia Marco, a na twarzy szatyna maluje się zaskoczenie.- No co?
Mario spogląda na zegarek stojący na szafce przy łóżku i widzi, iż jest 6:30 rano. 
-To się nie dzieje...- wzdycha.- Stary, jest 6:30, jest niedziela, masz wolne, powinieneś teraz leżeć w łóżku obok swojej żony...
-Robiłem to całą noc, poza tym moja żona już nie leży w łóżku, a zajmuje się naszymi rozbrykanymi dziećmi. Właśnie w tej chwili zapewne biegają po całej pracowni Natalie, gdzie na podłodze są położone olbrzymie kartony, moczą swoje stopy i dłonie w farbach i robią ślady stóp, odbijają dłonie i świetnie się bawią... Ja jestem tutaj i mam zamiar iść pobiegać z najlepszym przyjacielem...
-Powinieneś być z nimi.
-Spędzę z nimi cały dzień, dla ciebie mam dwie godziny, które zaprzepaścimy jeśli nie ruszysz się z łóżka.- patrzy na przyjaciela.- Masz 7 minut. Jeśli za 7 minut nie zejdziesz na dół gotowy do biegania, to wyciągnę cię stąd siłą w tym, co aktualnie masz na sobie. Czekam na dole.- mówi blondyn po czym wychodzi. 
5 Minut później szatyn schodzi na dół gdzie zastaje swoją mamę, tatę oraz Marco siedzących w salonie. Mała Julie siedzi w swoim krzesełku i gryzie gryzaczka.
-Dzień dobry. 
-Widzę, że jednak nie masz ochoty biegać w bokserkach, Mario.- kwituje skrzydłowy BvB.
-Nie mam, wiem, że jesteś zdolny do tego, by spełnić swoje groźby.- mówi Mario po czym podchodzi do krzesełka swojej córki, nachyla się i całuje ją w policzek i czółko.- Cześć księżniczko.- zwraca się do niej czule, a mała wyciąga do niego rączki. Nie może nie wziąć jej w raniona, nie ważne, że Marco czeka. Ona jest najważniejsza. Kilka sekund później przytula swoją córeczkę do siebie.- Mój maleńki okruszku, tata kocha cię najbardziej na świecie wiesz?- patrzy na nią, a ona się uśmiecha dotykając dłonią jego policzka.- Zostaniesz z babcią i dziadkiem, bo twój szalony wujek wymyślił sobie, że zamęczy mnie w niedzielny poranek wiesz?- mówi do niej. Dziewczynka łapie go za włosy.- O nie, nie... Tatuś nie lubi jak ciągniesz mnie za włosy.- zabiara jej maleńką rączkę, po czym znów ją całuje w pulchne policzki i oddaje mamie.- Powinienem się nią zająć, a nie po raz kolejny wyręczać się wami...- ma wyrzuty sumienia.
-Zajmujemy się nią z przyjemnością kochanie. Marco ma rację, powinieneś więcej biegać, ćwiczyć, powoli odbudowywać formę...
-Widzę, że ich już też przekonałeś...
-Nie musiałem.- stwierdza Marco.
Wychodzą. I to nie tak, że Mario całkiem stracił formę, ale biegnąc z przyjacielem dochodzi do niego jak dużo będzie musiał pracować, by choć w jakimś stopniu mu dorównać. Niestety tygodnie żałoby, bezczynności, rozpaczy, bez wysiłku fizycznego, do którego wcześniej był przyzwyczajony, spowodowały, iż z jego wydolnością fizyczną jest źle. Czuje to biegnąc, czuje gdy w końcu się zatrzymują, czuje gdy się rozciągają, a potem po drodze do domu. I choć nie mówi tego, to Marco zauważa, jak bardzo Mario jest zmęczony. On też nie porusza tego tematu. Nie ma zamiar mówić, a działać. I to własnie zrobi... Doprowadzi znów Mario do BvB.
***
-Mamo nie możesz zrezygnować z pracy.- protestuje szatyn.- Ja wiem, że Julie jest najważniejsza, ale ty jesteś dla mnie równie ważna. Wiem jak lubisz swoją pracę i nie pozwolę ci zrezygnować, choć twoje pobudki są szlachetne, chcesz zając się wnuczką. Nie mogę ci jednak na to pozwolić.- mówi stanowczo.
-Mario ona potrzebuje opieki, jest malutka, a ty musisz więcej trenować, by dojść do formy, aby władze klubu zechciały cię znów w swoich szeregach. Nie możesz zaprzepaścić szansy.
-Wiem, ale na razie to wszystko da się pogodzić. Przecież nie pracujesz całymi dniami, a ja nie muszę trenować z pierwszą drużyną, mogę jeździć na treningi rezerw, w zależności, które będą mi pasowały. 
-Kochanie na razie może tak by było, ale później będzie ciężko się tak zgrać, byśmy się wymieniali...
-Będziemy zastanawiać się później... Nie pozwolę ci zrezygnować z pracy. Po prostu nie zgadzam się.- protestuje. Dyskutują jeszcze długo, a na tę rozmowę trafiają Natalie i Marco. Tym razem są bez dzieci, gdyż ich pociechy spędzają czas ze swoimi dziadkami.
-Cześć.- witają się.
-Cześć, cieszymy się, że jesteście.- Mówi Liliana.- Usiądźcie, a ja zrobię herbatę.- proponuje, a oni chętnie przystają na tę propozycję. Zanim rodzicielka Mario wraca, małżeństwo zna już powód tej zaciętej dyskusji, na którą trafili. Gdy mama szatyna zajmuje miejsce na kanapie temat wraca. Po chwili Natalie się odzywa:
-Myślę, że rozwiązaniem byłoby zatrudnienie opiekunki dla Julie.- proponuje, ale nie widzi entuzjazmu ani na twarzy Mario, ani tym bardziej na twarzy jego mamy.- Zanim powiecie, że nie, pozwólcie, że coś jeszcze powiem. Ewa zna fajną dziewczynę, to studentka, bardzo miła, ciepła osoba, uwielbiająca dzieci i mająca z nimi dobry kontakt, studiująca zresztą na kierunku pedagogicznym, która przychodziła do nich kiedy potrzebowali. Ona sobie dorabiała, a oni nie musieli wszędzie zabierać Sary, bo wtedy była tylko Sara. - mówi Natalie.- Nie chodzi o to, że Julie musiałaby zostawać z nią na długo, jeśli nie będzie takiej potrzeby, ale kiedy byłaby potrzeba to byłoby dobre rozwiązanie...
***
Spogląda na zegarek i już wie, że się spóźni, a nienawidzi tego robić. Niestety stracił poczucie czasu gdy biegał więc choć za 20 minut powinien być w gabinecie Alicji, on dopiero jest w drodze do domu. Biegnie dość szybko, jest cały spocony, więc musi jeszcze iść szybko pod prysznic, a potem ubrać się jeszcze i dojechać na miejsce, co o tej porze nie będzie łatwe w krótkim czasie. Postanawia zadzwonić do niej i przesunąć sesję, o ile jest taka możliwość. Wybiera jej numer. W momencie gdy słyszy jej głos mówi:
-Dzień dobry, z tej strony Mario.
-Cześć Mario.- odpowiada kobieta, po czym dodaje.-Mario co się stało, masz dziwny głos?- pyta.
-Bo biegnę.- pada odpowiedź.- Przepraszam, spóźnię się, może moglibyśmy przełożyć, szkoda byś na mnie czekała... 
-O której mógłbyś być?- pada pytanie.
-Cóż... Myślę, że za pół godziny najwcześniej. Przepraszam, za zamieszanie, to po prostu roztargnienie...
-Przesunę jedną sesję, mam pacjentkę, która mieszka niedaleko, myślę, że przyjdzie na  twoją godzinę, a ty mógłbyś spokojnie przyjść na jej.
-Dzięki. 
-Nie ma za co. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
***
Dziewczyna spogląda na swoją mamę, która rozłącza się, po czym bierze notes, szuka zapewne jakiegoś numeru, wybiera go, po czym chwilkę rozmawia ze swoją pacjentką. W końcu rozłącza się, po czym odkłada telefon na stolik.
-Przepraszam, ale musiałam zamienić sesje, bo Mario nie zdąży.- wytłumaczyła.
-Przychodzi do ciebie?- pyta blondynka.
-Tak.- potwierdza.- Mówiłam ci, że kiedyś byliśmy na kawie i rozmawialiśmy. Zaproponowałam mu przyjście, a on się zgodził.  Chciałabym mu pomóc...
-Pomożesz... Jak wszystkim, którzy do ciebie przychodzą. Masz powołanie...
-Miło słyszeć tak miłe słowa z ust własnej córki.- uśmiecha się Alice.
-To szczera prawda.- blondynka wstaje.- Uciekam. Jak będę wracać, to zajrzę tutaj. 
-Zajrzyj.
***
Kiedy ktoś powiedział, że szkoda planować, bo z planów przeważnie niewiele wychodzi, miał świętą rację. Gdy Mario w końcu jest w domu okazuje się, iż jego mama musi w pilnej sprawie zjawić się w pracy, jego taty nie ma, więc nie ma z kim zostawić Julie, by pojechać na spotkanie z Alice. Nie wie co ma zrobić, wstyd mu dzwonić i odwoływać sesję, gdyż kilkanaście minut temu kobieta poszła mu na rękę i przestawiła sesje tak, by mógł zdążyć bez problemu. 
-Mario przepraszam, ale tak nagle zadzwonili.- tłumaczy się jego mama spoglądając jak on ściąga buty.
-Nic się nie stało mamo, poradzę sobie.- zapewnia ją.- Zostań z nią jeszcze dosłownie 5 minut, bym zdążył wejść pod prysznic i szybko się umyć.- prosi.
-Oczywiście kochanie.
Jakieś 6 minut później piłkarz zjawia się w sypialni, z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. W środku jest jego mama z jego córką.
-Już jestem, możesz jechać. Dziękuję mamo.
-Poradzisz sobie?
-Tak, zabiorę ją po prostu ze sobą.- mówi.
-Nie masz wyjścia, nie chcę byś odwoływał.- mówi mu mama.- Nom, chyba, że Natalie i Marco...
-Nie chcę zawracać im głowy, Marco miał być dłużej w klubie, bo miał mieć fizjoterapię, a Natalie z tego co wiem, to miała mieć wizytę u ortopedy z Cassie.  Zabiorę Jull ze sobą.
-W porządku. Pa kochanie.
-Pa.
***
Żegna się z przyjaciółmi po czym kieruje się do wyjścia z kawiarni. Spędziła bardzo miłą godzinę. Śmiała się momentami tak, iż bolała ją buzia. Przez czas, w którym nie mogła się z nimi spotykać z powodu choroby, tęskniła za takimi chwilami. Choć oni często bywali u niej, to nie było jednak to samo. Ograniczało ją łóżko, kabelki biegnące od jej ciała do monitorów, brakowało swobody. Wtedy momentami traciła nadzieję, iż kiedyś jeszcze będzie mogła tak po prostu wyjść gdzieś z nimi, napić się spokojnie kawy w kawiarni, czy zjeść ciasto i po prostu porozmawiać gdzieś poza szpitalnym pokojem. Teraz może i korzysta z tych możliwości. Wtedy myślała, że braknie jej czasu, teraz ma czas. Nie wie ile go ma, jednak stara się wykorzystać każdą minutę. Spacerkiem kieruje się w stronę dobrze znanej jej kamienicy. 10 minut później wchodzi do środka. W recepcji jest Sonia:
-Już po spotkaniu?- pyta uśmiechając się do blond włosej dziewczyny.
-Tak, musieli iść na pociąg. - tłumaczy.- Mama jest u siebie?
-Tak, ma sesję z Daniele. Powinny zaraz skończyć.
-Ile minut do następnej?
-Pół godziny.
-To poczekam.
Rozmawia z Sonią kiedy Alice wychodzi z gabinetu w towarzystwie drobnej szatynki. Obydwie mają na twarzach uśmiechy, żegnają się i dziewczyna wychodzi.
-Wejdziesz na moment?- pyta Alice swoją córkę.
-Tak, z tego co mówiła Sonia, następny pacjent zaczyna za pół godziny.
-Za 25 minut, chodź napijemy się herbaty.
-Chętnie.
***
Droga zajmuje mu około 10 minut. Parkuje pod budynkiem. Potem wysiada z samochodu, okrąża go, by otworzyć drzwi od pasażera. Jego córka zawzięcie ślini gryzaczek, ściskając go mocno w małych rączkach. Ma zamiar wypiąć cały fotelik, jednak Julie ma inne plany. Kiedy jej wzrok zatrzymuje się na nim puszcza gryzaczek, wyciąga w jego stronę rączki, po czym zaczyna marudzić. Tak właśnie jego córka demonstruje mu, iż chce znaleźć się w jego ramionach, a tym samym ma dość siedzenia w foteliku. Nie potrafi jej odmawiać, choć może niejednokrotnie powinien. Bierze ją więc na ręce, na ramię wiesza torbę, w której są najpotrzebniejsze rzeczy typu: pieluszki, chusteczki nawilżające, puder, mleko dla niemowląt, butelka. Gdy tylko zamyka samochód kieruje się do budynku. W środku jest 15 minut przed czasem:
-Dzień dobry.- wita go dziewczyna siedząca za ladą rejestracji.
-Dzień dobry.- odpowiada.
-Proszę usiąść, Pani doktor pana poprosi.
-Dziękuję.
***
Piją herbatę i rozmawiają. Rozmawiają o różnych rzeczach, zawsze mówiły o wszystkim. Ich uwadze nie umyka pisk dochodzący zza drzwi. 
-To dziecko prawda?- pyta młodsza z pań.
-Zdecydowanie.- odpowiada starsza.- Czyżby Mario przyszedł z Julie?- zastanawia się głośno. Po tych słowach wstaje i wychodzi z gabinetu. Okazuje się, że ma rację. Na korytarzu, na jednej z kanap siedzi Mario, na kolanach trzyma swoją córeczkę, którą w tym momencie obraca na brzuszek, bawi się z nią, a ona uśmiecha się i jest tak zachwycona, że momentami wydaje piszczy z zadowolenia, nie mogąc jeszcze w żaden inny sposób, okazać jak bardzo jej się to podoba.
-Cześć Mario.- odzywa się, a oczy szatyna natychmiast odnajdują ją. 
-Dzień dobry Alice.- mówi piłkarz, po czym bierze swoją córeczkę na ręce i wstaje. Podje dłoń lekarce.- Przyjechałem z córeczką, nie miałem nikogo, z kim mogłaby zostać. Mojej mamie wypadło coś w pracy. - tłumaczy.
-W porządku. Sonia mogłaby się nią chwilkę zająć, ale musi za chwilę wyjść na pół godziny więc tym razem nic z tego.- mówi terapeutka.- Zapraszam do gabinetu.
Kilkanaście sekund później lekarka z Mario i Julie wchodzi do gabinetu. Jej córka siedzi tam gdzie siedziała jak wyszła, w fotelu, w którym podczas sesji zwykła ona siedzieć. Mario zauważa, że oprócz nich w środku jest jeszcze blond włosa  dziewczyna, a ona zauważa jego więc wstaje z fotela:
-Dzień dobry.- mówi piłkarz.
-Dzień dobry.- odpowiada dziewczyna patrząc najpierw na niego, a następnie na śliczną, małą dziewczynkę, którą ten trzyma w swoich ramionach.
-No tak... Gapa ze mnie. Mario poznaj proszę Emily, moją córkę.- mówi Alicja.- Emily przedstawiam Ci Mario. Chłopak wyciąga dłoń w jej stronę, a ona podaje mu swoją.
-Bardzo mi miło Cię poznać.- mówi szatyn.
-Mnie ciebie również.- odpowiada blondynka.
-A ta śliczna mała kobietka to jest córeczka Mario- Julie.- kontynuuje lekarka, a Emily przenosi wzrok na dziewczynkę, po czym na jej twarzy maluje się wielki uśmiech. 
-Cześć Julie.- mówi cicho dotykając rączki dziewczynki. Mała Julie przez chwilkę patrzy na nią uważnie, po czym odpowiada na uśmiech Emily własnym uśmiechem, a następnie zaciska swoją piąstkę na palcu dziewczyny. To może trwa ułamki sekund, może kilka, albo kilkanaście sekund... ale spojrzenia dziewczyny i piłkarza łączą się w tym momencie, w którym Julie trzyma palec Emilie swoją dłonią.
***
Witam.
Bardzo, ale to bardzo przepraszam za nieobecność. 
Na przeprosiny wrzucam kolejny rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodobał i nie zapomnicie skomentować. 
Pozdrawiam.
***
10 komentarzy- następny rozdział.


piątek, 26 czerwca 2015

Wiem, że czekacie na kolejny rozdział, ale niestety będzie mały poślizg. Nie wiem ile, jednak postaram się jak najszybciej opublikować nowy post. Cierpliwości i przepraszam. Mam nadzieję, że wybaczycie.

wtorek, 16 czerwca 2015

9.Małe kroki...


-Chcę by fundacja ruszyła.- mówi kilka tygodni  po pamiętnej wizycie na cmentarzu siedząc na tarasie domu rodzinnego. Nie wrócił do Monachium, nie był w stanie wrócić do gry, po czasie, który mu proponowano. Potem termin przesunięto, jednak on nie był jeszcze w stanie wrócić, a oni nie chcieli dłużej czekać. Jest bezrobotny. Oczy jego przyjaciół, którzy są z nim w tej chwili, a więc Natalie, Marco, Agnes i Ricky'ego zwracają się na niego. Czekali na tę chwilę długo, ale cierpliwie. Czekali, aż chłopak będzie gotowy na ten krok, który będzie niewątpliwie trudny, bo miał to robić z Ann, a jej nie ma. Są jednak oni, zawsze są, nie ważne co się dzieje, nie ważne jak jest źle, po prostu są. I teraz również. On wie, że nie jest z tym sam, że może liczyć na ich pomoc. Zawsze mógł i będzie. I bardzo na nią liczy, gdyż sam nie chce tego robić, nie chce działać w tej fundacji w pojedynkę, chce mieć ich obok siebie.
-Nic nie powiecie?- pyta zaskoczony ciszą, która nastała po tym co powiedział.- Myślałem, że ucieszycie się z tej nowiny...
-Cieszymy się.- mówi Natalie uśmiechając się.- Właściwie czekaliśmy na tę chwilę.- dodaje.
-Oczywiście możesz na nas liczyć.- deklaruje Ricky.
-Wiem, że mogę, nie ukrywam, iż liczę na pomoc z Waszej strony. - mówi szatyn.- Nie wyobrażam sobie tego bez Was. Nigdy nie byłbym w tym miejscu, gdzie jestem bez Was, tkwiłbym na dnie rozpaczy, cofając się, a nie idąc do przodu. Więc teraz chcę zrobić olbrzymi krok, ale z Wami. - patrzy na nich. - Ja wiem, że macie mnie powyżej uszu, ale mam nadzieję, że wytrzymacie jeszcze ze mną, co?- pyta.
-Jesteś głuptasem Mario.- kwituje Agnes.- Nawet gdybyś chciał się od nas uwolnić to nic z tego.- deklaruje. - Jestem szczęśliwa, że będę częścią fundacji, wszyscy jesteśmy. 
-Zawsze możesz na nas liczyć.- dodaje blondyn.
-Dzięki.- mały uśmiech pojawia się na twarzy szatyna, ale zaraz znika, gdyż słyszy płacz Julie w elektronicznej niani.- Przepraszam Was na moment.- mówi.- Moja mała księżniczka wzywa.- wstaje i znika w domu.
*** 
Kolejne dni to burza mózgów. Spotykają się, myślą nad tym jak to wszystko ma wyglądać dokładnie, zasięgają porady prawników, obmyślają plan strategii. To intensywna praca jednak przeplatana śmiechem dzieci, anegdotami, ale również wspomnieniami. Wszyscy widzą wyraźnie, że najgorsze Mario ma za sobą, choć pewnie jeszcze nie raz zdarzą się słabsze momenty. 
***


Zastanawia się ile osób przyjdzie. Prawda jest taka, że  tego dnia ma zły humor, nie czuje się najlepiej i ogólnie poszedłby do domu, zamknął się z córeczką w pokoju i w ogóle nie wychodził do wieczora. Nie może. Sam chce porozmawiać  z osobami chętnymi do pracy w fundacji. Na początek potrzebuje psychologa i kilku wolontariuszy również. Kiedy skręca na parking jego córka właśnie próbuje zjeść jego komórkę:
-Kotku nie dasz spokoju tej komórce.- zabiera jej, ale ona wybucha płaczem. Piłkarz parkuje, po czym wysiada z auta. Kilka sekund później otwiera drzwi od strony pasażera, odpina pasy po czym bierze na ręce swoją małą kobietkę. Dziecko niemal natychmiast przestaje płakać.
-A widzisz... I tu cię mam.- zwraca się do niej.- Masz słabość do tatusia.- śmieje się po czym kieruje się do budynku . Przed nim stoją dziennikarze. Chcą porozmawiać, pstrykają fotki.
-Proszę nie pstrykać fleszem.- zwraca się do fotografa.- Mam na rękach kilkumiesięczne dziecko.- dodaje, po czym mija ich  wchodząc do budynku. Tu już nie mogą wejść. Windą wjeżdża na górę. Na korytarzu siedzi kilka osób. Domyśla się, że przyszły  na spotkanie w sprawie fundacji:
-Dzień dobry.- mówi po czym wchodzi do środka. Tam czeka na niego Natalie i Agnes, które zaoferowały swoją pomoc.
-No jesteś. Myślałyśmy, że Jull coś wymyśliła.- całują go w policzki witając się, po czym to samo robią z małą dziewczynką, którą piłkarz ma w ramionach.
-Julie była bardzo grzeczna. Dała się ubrać bez problemu, po drodze tylko ośliniła mi telefon. – uśmiecha się patrząc na swoją małą córeczkę.- Musiałem ją zabrać. Mama musiała jechać do ortopedy. Zwichnęła kostkę.- tłumaczy.- Julie będziesz grzeczna?- patrzy na nią, a mała uśmiecha się do niego.- Nie będzie. Widzę ten błysk w oku.- uśmiecha się, a kobiety stojące obok niego widzą z jaką czułością spogląda na swoją małą latorośl.
Spotkania wypadają średnio. Niektóre osoby w ogóle nie przekonują ani piłkarza, ani jego przyjaciółek. Około godziny 16:15, kiedy szatyn ma zamiar zabrać małą już do domu, do drzwi ktoś puka. Po chwili staje w nich kobieta.
-Dzień dobry.- mówi.- Przepraszam za spóźnienie, ale miałam spotkanie z pacjentem. Nie do końca planowane.- tłumaczy.
-Pani chciałaby działać w fundacji?- pyta Natalie, która akurat siedzi przy biurku. Agnes bowiem wyszła.
-Tak. Nazywam się Alice Cooper- jestem z zawodu psychologiem.- podaje dłoń Natalie.
-Natalie Reus, bardzo mi miło panią poznać.- uśmiecha się.Do kobiet podchodzi Mario z córką na rękach.
-Mario Gotze.- przedstawia się po czym podaje jej dłoń.
-Alice Cooper, a to zapewne Julie?- patrzy na dziewczynkę uśmiechając się.
-Tak, to moja córeczka.- na twarzy piłkarza maluje się wielki uśmiech.- Proszę usiąść. Mam nadzieję, że ta mała złośnica pozwoli nam jeszcze chwilę porozmawiać.- żartuje.
-Przecież widać po niej, że jest grzeczną dziewczynką.- mówi Alice zajmując miejsce na krześle.
-Tak, ale potrafi pokazać pazurki. Jest zaborcza.- tłumaczy piłkarz.
-Chce mieć tatę na wyłączność.- potwierdza Natalie.
-Małe dzieci tak już mają. Proszę się cieszyć tymi chwilami, bo ani się pan obejrzy, a nie będzie już chciała, by odwożono ją do szkoły. Pokazywanie z rodzicem będzie obciachem. Przez każdy etap trzeba przejść i potrzeba dużo cierpliwości.- mówi.
Rozmawiają. Alice od pierwszego momentu przypada obydwojgu do gustu. Rozmowa z nią jest rzeczowa, poza tym od razu można wyczuć, że jest doświadczonym lekarzem. Przy tym wzbudza sympatię i zaufanie osób prowadzącym z nią konwersację. Na końcu pada jeszcze jedno pytanie. Wypowiada je piłkarz:
-Dlaczego chce pani współpracować z moją fundacją?- pyta po prostu.
-Dlaczego? Mam tylko jeden powód.- mówi kobieta spoglądając na niego.- Chcę spłacić dług. Choć nie wiem czy zdołam, chyba braknie mi życia. Dług wobec Boga… - przerywa. Widzi zaskoczenie malujące się na twarzach kobiety i mężczyzny, ale słuchają skupieni, dlatego kontynuuje.- Widzi pan… w moim życiu wydarzył się cud. Nie chcę wgłębiać się w szczegóły, na to może kiedyś przyjdzie czas, ale chcę w jakiś sposób dać coś z siebie innym ludziom, chcę pomóc. Wierzę mocno, że tu będę potrzebna.- kończy.
Dwoje ludzi siedzących naprzeciwko niej milczy zapewne zastanawiając się nad tym, co przed chwilą powiedziała. Dopiero po chwili piłkarz odzywa się:
-Usłyszałem dzisiaj naprawdę dużo.- zaczyna.-  Może byli tu wartościowi ludzie, ale słowa niektórych z nich zupełnie  do mnie nie trafiały. Nie wiem właściwie czym się kierowali przychodząc tutaj.- mówi.- Ale pani…- patrzy na nią.- Słuchając pani słów, przypomniała mi się rozmowa z moją żoną. Jednego dnia wróciła do domu bardzo poruszona pewnym spotkaniem. Wtedy po raz pierwszy rozmawialiśmy na temat przeszczepów, po raz pierwszy powiedziała mi, że przyszedł jej do głowy pewien pomysł, że chciałaby, jak urodzi, założyć fundację. Wypowiedziała wtedy zdania podobne do tych, które padły z pani ust, że skoro mamy możliwości, powinniśmy to wykorzystać, dać coś z siebie innym, bo nie wszyscy mogą być szczęśliwi tak jak my. Że mamy dług u Boga, bo daje nam tak wiele i musimy starać się go spłacić. Stwierdziła, że dobro powraca… zawsze tak mówiła.- mówi.- W moim życiu też zdarzył się cud. Była nim ona, jest Julie… Prawda jest taka, że teoretycznie powinna zginąć w tym wypadku, a jednak żyje...- kobieta słucha dokładnie co mówi piłkarz, obserwuje go, widzi z jaką miłością wspomina swoją żonę, mówi o swojej córce. Widzi też ból czający się w jego oczach, mknący po jego twarzy kiedy mówi o swojej zmarłej żonie. Nie zna go wcale, ma z nim styczność od kilkunastu minut, a już wie, że jest dobrym człowiekiem. I czuje, że jest we właściwym miejscu. 
-Bardzo się cieszę, że będziemy mogli współpracować.- mówi Mario.
-Ja również. 
***
Teoretycznie jest na spotkaniu, ale prawda jest taka, że jedynie fizycznie. Jego myśli bowiem są w zupełnie innym miejscu. Nie może się skupić na omawianej strategii działania fundacji. Zna ją na pamięć, sam ją współtworzył, powinien włączyć się do rozmowy, ale on milczy. Chyba wszyscy to zauważają, nikt jednak nic nie mówi. Kiedy spotkanie się kończy, on rozmawia jeszcze z Natalie. Po chwili ona wychodzi. W pomieszczeniu zostaje jeszcze Alice, która powoli się zbiera. W momencie, gdy widzi jak piłkarz siada na krzesło i znów się zawiesza podchodzi do niego:
-Może masz ochotę na kawę?- pyta.- I rozmowę…- dodaje delikatnie. Spogląda na nią. Bez zastanowienia kiwa potakująco głową. Siedzibę fundacji opuszczają 5 minut później. Idą do pobliskiej kawiarni, zamawiają ciasto i kawę, po czym Mario dzwoni do przyjaciół:
-Marco jak Julie? – pyta.
-Dobrze. Jest cała i zdrowa, jest grzeczna. Właśnie wypluła na mnie trochę zupy brokułowej…- słyszy jak przyjaciel się śmieje.- Złośnica jedna.
-A może zostać chwilę dłużej?- pyta.
-Jasne. - zgadza się bez wahania.-Coś się stało?- pyta.
-Jest w porządku, po prostu... Wyszedłem na kawę z Alice. Nat już pojechała do domu więc proszę zajmujcie się jeszcze chwilę moim skarbem dobrze?
-Nie śpiesz się.- słyszy w odpowiedzi.
-Dziękuję.
Odkłada telefon na bok. Zauważa, że Alice przygląda mu się.
-Masz wspaniałych przyjaciół.- zauważa.
-Najlepszych. - przyznaje.- Gdyby nie oni nie poradziłbym sobie z tym co się wydarzyło.- mówi szczerze.- Moja córka właśnie wypluła zupę brokułową na Marco, a kiedy zapytałem czy może jeszcze chwilę się nią zająć odpowiedział, bym się nie śpieszył. W sumie to ma na głowie trójkę dzieci- swoich dwoje i moją córkę. I nie musiałby się nią zajmować. Wrócił padnięty z treningu i zaproponował, że zajmie się Jull, gdy my będziemy na spotkaniu. Niańczą nie tylko moją córkę, ale również mnie już  kilka miesięcy.-  wyznaje patrząc na nią.
-Taka właśnie jest przyjaźń Mario. Ta prawdziwa. W trudnych sytuacjach zostają tylko osoby, które cię kochają, dla których jesteś ważny. - mówi.-Opowiedz mi o Waszej przyjaźni. Znacie się z Marco jeszcze z czasów Twojej gry w BvB prawda?- pyta.
-Wcześniej. Mieliśmy jednego agenta. Kiedy Marco wrócił do Borussi zaprzyjaźniliśmy się jeszcze bardziej. Staliśmy się sobie bardzo bliscy, jak bracia. Każdy potrzebuje kogoś, komu może się wygadać, powiedzieć dosłownie wszystko, doradzić. Rodzice to rodzice, a przyjaciel to przyjaciel. Ja miałem Marco. Oczywiście byli i są też inni znajomi, ale prawda jest taka, że niektórzy o pewnych sprawach nie mają pojęcia do dziś. O wielu rzeczach zwyczajnie bym im nie powiedział.- tłumaczy.- Kiedy zdecydowałem się odejść z klubu i powiedziałem mu o tym, wyglądał tak, jakby dostał w twarz.- wspomina.- W życiu nie zapomnę jego miny, a potem łez. Nie chciał ze mną rozmawiać. Kazał mi się nie odzywać. Wyjść. To był szok. Rozumiem to jak mógł się poczuć. Nie wyszedłem. Siedziałem z nim, ale się nie odzywałem. Nie powiedział ani jednego słowa. Dopiero następnego dnia rano się do mnie odezwał. Oczywiście powiedział co czuje, ale dodał też, że skoro marzę o grze pod wodzą Guardioli to on może jedynie życzyć mi szczęścia, to moja decyzja. Ja się bałem, że to coś zmieni w naszych relacjach. Powiedziałem mu o tym. Wiesz co mi odpowiedział?- patrzy na nią.
-Co?
-Że zmieni się odległość, nie będzie mógł być zawsze, kiedy będę potrzebował i odwrotnie, ale poza tym z jego strony nic się nie zmieni. Powiedział też, że ma do mnie żal, że nie powiedziałem na początku rozmów, ale też mnie rozumie, bo nie wie jak by funkcjonował z tą świadomością na boisku. Po raz kolejny dotarło do mnie, iż przyjaźń jest ponad wszystko. Nic się nie zmieniło jak wyjechałem.- przyznaje.
-Potem to Ty mogłeś odpłacić się Marco- po odwołanym ślubie.- zauważa psycholog.
-Tak, choć  trudnych sytuacji było wiele zarówno u niego, jak i u nas.. Straciliśmy z Ann dziecko.- wyznaje.- Był pierwszą osobą, do której zadzwoniłem. Z kliniki.  Przyjechał. Ann go uwielbiała. Polubiła też Natalie.- wspomina o swojej żonie.
-Opowiesz mi o Ann?- pyta delikatnie.
Mario nie od razu zaczyna mówić. To trudny temat.
-Jeśli nie chcesz to w porządku.- zapewnia go  nie chcąc zmuszać go do niczego.
-Alice ja chyba tego potrzebuję. - przyznaje szatyn.- Marco już dawna namawiał mnie na rozmowę z psychologiem, ale odmawiałem. Nie byłem gotowy. To im mówiłem wszystko. I pomogło. Jednak są czasem dni ,kiedy czuję się totalnie przytłoczony. Chyba potrzebuję pomocy fachowca. Nie ukrywam, że wzbudziłaś moje zaufanie.- patrzy na nią.-  Właściwie od samego początku.
-Bardzo się cieszę.- uśmiecha się kobieta.- Możemy się umówić w gabinecie jeśli zechcesz. Tam będziesz miał maksimum prywatności.- dodaje.
-Myślę, że to dobry pomysł.- zgadza się szatyn.- Dziękuję.
-Jeszcze nic nie zrobiłam.- zauważa Alice.
-Zrobiłaś już całkiem sporo...
***
Wchodzi do domu przyjaciół. W salonie słychać śmiechy dzieci Marco, a także głos Natalie, która coś opowiada. Kiedy zjawia się w pokoju, Oli i Cassie od razu podbiegają do niego:
-Wujek.- krzyczą.
-Cześć szkraby.- uśmiecha się do nich i kuca.- Co tam mamusia wam tak opowiada? Jakąś straszną historię?- pyta.
-Nie. Bajkę.- mówią zgodnie.
-A gdzie Julie?- patrzy na Nat.
-Marco ją nosił. Była śpiąca. Zajrzyj do naszej sypialni.- stwierdza malarka.
-Oki.- idzie schodami na górę. Cicho wchodzi do sypialni Reusów. Widok jaki tam zastaje nie zaskakuje go. Na łóżku śpi jego córeczka,  a obok niej Marco. Na ustach Mario pojawia się uśmiech. Wyciąga telefon, po czym robi im zdjęcie. Po 5 minutach schodzi na dół. Podchodzi do Nat, siada obok, po czym pokazuje jej zdjęcie:
-Słodki widok.- stwierdza Nat.
-Nom…- przyznaje szatyn.- Skoro Marco śpi to może pomogę ci z dzieciakami co?- proponuje.- On chyba był padnięty po treningu więc… poza tym chciałbym się odwdzięczyć…- dodaje.
-Oki. Zrobisz tosty, a ja pójdę je wykąpać. Potem zjemy kolację i zostaniesz u nas na noc. Szkoda, by Jull się obudziła.- słyszy z ust przyjaciółki.
-Ciągle Wam siedzę na głowie.- zauważa.- Mam wyrzuty sumienia.- stwierdza.
-Mario nie mów głupot.- karci go malarka.- Idź do kuchni, zrób te swoje pyszne tosty, które nasze dzieci uwielbiają, a potem pogadamy o siedzeniu nam na głowie oki?- dziewczyna uśmiecha się do niego.
-Zgoda.
20 minut później brunetka zjawia się w kuchni ze swoimi pociechami. Na stole stoją kubki z herbatą, na talerzach leżą jeszcze ciepłe tosty, a następne Mario przygotowuje.
-Wujek zrobił tosty- mniam.- woła Oliver.
Na twarzy Gotze pojawia się uśmiech.
-Smacznego.- mówi.
Jedzą kolację. W kuchni zjawia się Marco. Uśmiecha się na widok osób siedzących przy stole i pałaszujących kolację. Siada obok żony. Mario ma towarzystwo ponieważ ich dzieci siedzą po obydwu jego stronach.
-Załapałem się na pyszną kolację.- mówi- Zasnąłem z Jull.- patrzy na przyjaciela.
-Wiem. Zrobiłem Wam nawet fotkę.- patrzy na niego.- Mogę zostać na noc?- pyta przyjaciela.
-Co za pytanie... To chyba logiczne, że nie będziesz teraz ubierał Jull.- stwierdza blondyn odgryzając kawałek tosta.
-Poczytasz nam bajkę?- zwraca się do niego Oli.
-Jasne, że tak Oli. Z wielką przyjemnością.- odpowiada szatyn.
***
Natalie stoi na tarasie i wpatruje się w gwieździste niebo. Czuje jak czyjeś dłonie obejmują ją w pasie. Czuje czyjś oddech na swojej szyi. Potem delikatny pocałunek na ramieniu:
-Kocham Cię najmocniej na świecie…
-Ja ciebie też Marco.- odpowiada.
Piłkarz staje obok niej. Żona spogląda na niego. On zbliża się do niej, obejmuje ją po czym całuje. Natalie oddaje pocałunki. Uwielbia jego usta, dotyk, zapach, kocha w nim wszystko. Choć niewątpliwie ostatnio mają mniej czasu dla siebie, ich uczucie nadal jest takie samo, nie traci na sile. Nadal uwielbiają skradać sobie pocałunki, chodzić za ręce, obejmować, okazywać sobie czułość choćby chwilowym dotknięciem dłoni.
-Przepraszam.- mówi Mario, który wszedł na taras.- Już mnie nie ma.- dodaje, po czym odwraca się i kieruje swoje kroki w stronę salonu. Marco jednak zatrzymuje go.
-Hej. Wracaj!- mówi Marco.
-Przeszkodziłem Wam. Nie wiedziałem… Sorry.- tłumaczy się.
-Mario wracaj do cholery.- powtarza blondyn.
Wraca. Staje obok nich. Opiera się dłońmi o barierkę i patrzy w ciemność. Natalie rozkłada materace na krzesełka.
-Co się dzieje? Przecież nic się nie stało.
-Macie mało czasu dla siebie, a ja wam jeszcze przeszkadzam…
-Bzdury mówisz. Co cię dziś ugryzło? Przejmujesz się błahostkami. Przecież tylko pocałowałem moją żonę, często tak robię… mamy czas dla siebie i w niczym nam nie przeszkodziłeś. Masz gorszy dzień tak?- pyta przyjaciel.
-Tak.- przyznaje.- Gadałem z Alice. Umówiłem się z nią w jej gabinecie.- przyznaje.
-Ale co się dzieje?- patrzy na niego przyjaciel.- Przecież lepiej się czułeś?- zauważa. - A wizyt u psychologów bałeś się jak ognia, odrzucałeś każdą moją prośbę, byś poszedł...
-Tak, ale znów jest gorzej. Nie mogę spać.- przyznaje.- A Alice wzbudza moje zaufanie.- przyznaje.- Spróbuję, bo miałeś rację... Potrzebuję momentami pomocy, a psychologowie mają swoje sposoby, może jeden z nich mi pomoże...- mów.- Moja córka mnie potrzebuje, nie sfrustrowanego i wiecznie zmęczonego ojca...- przyznaje.
-Cieszę się, że się zdecydowałeś.- mówi jedynie Marco.- to dobry krok.
Siadają przy stoliku. Natalie przynosi trzy małe butelki piwa. Siedzą i rozmawiają. Mario dużo mówi,  a oni obydwoje słuchają. On tego potrzebuje, a oni chcą mu pomóc. Około 24 idą się położyć. Mario bierze swoją córkę do sypialni dla gości. Jeszcze nie śpi kiedy blondyn zjawia się w pokoju. Siada na jego łóżku:
-Mario miałem z Tobą pogadać jak uznam, że to dobry czas. Może środek nocy nie jest zbyt dobrym czasem, ale muszę to zrobić. Myślę, że wiem co  jeszcze mogłoby ci pomóc.- mówi.
-Co?- Mario patrzy na niego z zainteresowaniem.
-Wróć do piłki.- mówi.
-Przecież zerwałem umowę z klubem. Nie mogę wrócić. Spaliłem za sobą mosty. Poza tym po takiej przerwie nikt mnie nie zechce.- stwierdza.- Nie byłem w stanie wrócić kiedy dano mi ostatnią szansę.
-Wiem. Ja nie mówię o Monachium. Ja mówię o Dortmundzie. Wróć do BvB.- patrzy na niego, a on jest zaskoczony. Bardzo zaskoczony i przez moment myśli, że Marco chce rzucić go na pożarcie lwom. Jak to zdrajca, jak go nazwali kibice, miałby wrócić do Dortmudnu? Marco chyba oszalał.
***
Jestem z następnym i mam nadzieję, że podoba Wam się, tym bardziej, że jest tu więcej Waszych ulubieńców, a więc Natalie i Marco.
Nie muszę chyba dodawać, że liczę na komentarze?
***