wtorek, 16 lutego 2016

28.Małe i duże kroczki...

Jest odrobinę spóźniona, kiedy wysiada z taksówki pod domem rodziców Mario. Płaci pośpiesznie taksówkarzowi, po czym prawie biegnie w stronę drzwi wejściowych. W przedpokoju wpada na piłkarza.
-Przepraszam, śpieszyłam się, bo mam spóźnienie, ale samochód mi się zepsuł...- mówi pośpiesznie.- Zdążysz prawda?
-Tak, ale właściwie to nic się nie stało, bo moja mama nie jedzie ze mną więc...
-Czyli nie jestem potrzebna, tak?- pyta spoglądając na niego.
-Przeciwnie, chciałem cię poprosić, abyś ze pojechała ze mną obejrzeć ten dom.- mówi piłkarz.-Proszę.
-Dobrze.-zgadza się dziewczyna po czym obydwoje opuszczają dom. Chwilę później jadąc w umówione miejsce Emily zastanawia się dlaczego Mario jest tak milczący. 
-Pokłóciłeś się z mamą?- pyta dziewczyna w końcu.
-Tak.- pada odpowiedź.
-I to ty nie chciałeś, by pojechała z tobą na to spotkanie, czy ona nie chciała?- zadaje następne pytanie.
-Powiedziała, że to ma być mój dom więc najważniejsze, aby mnie się podobał.- tłumaczy.- Nie ważne. Nie chce pojechać to trudno. Nie podoba jej się to, że mam zamiar się wyprowadzić i robi wszystko, bym tego nie zrobił. Niby chce abym nie rozpamiętywał, chce, abym zrobił krok do przodu, ale jak chcę to zrobić to wtedy przestaje jej się to podobać.- mówi, a ona słucha.
-Może po prostu nie spodziewała się, że kolejnym krokiem będzie wyprowadzka. Może, a raczej na pewno się martwi.
-Wiem, staram się zrozumieć, ale z drugiej strony może ja potrzebuję stanąć na nogi po swojemu. Może nie potrzebuję już takiej dawki opiekuńczości. Ona jest nadopiekuńcza, co jest zrozumiałe, mogłem przecież zginąć... Może było źle, na pewno, gdyby nie moja rodzina do dziś nie byłoby lepiej, gdyby nie moi przyjaciele... Opiekowali się nie tylko moją córką, ale i mną. Jednak dziś już mogę sam się nami zająć. Chcę spróbować sam sobie radzić, choć przecież nie zamierzam odciąć Julie od dziadków. To nie tak przecież, że wyprowadzę się na koniec świata, a ona momentami się tak zachowuje...
-Przejdzie jej, tacy już są rodzice.
-Ona mi po prostu nie ufa. Nie wierzy w to, że jestem w stanie sam zająć się na dłuższą metę moją córeczką, że będę dodatkowo musiał podwozić Julie...
-Poradzisz sobie.- mówi z przekonaniem Emily.
-Poradzimy sobie.- poprawia ją.- Bo mam nadzieję, że nadal będziesz opiekować się moją córeczką, że w naszej umowie nic się nie zmieniło?- zerka na nią.
-Tak, będę jeśli tylko tego potrzebujesz.- zapewnia dziewczyna.
***
Marco ubiera się kiedy jego żona wchodzi do ich sypialni rozmawiając przez telefon. Po chwili, kiedy kończy rozmawiać, przygląda się mężowi zdezorientowana.
-Gdzieś się wybierasz?- pyta.
-Tak, mamy tę sesję dla Pumy.- odpowiada piłkarz zapinając guziki koszuli.
-Jaką sesję?- dopytuje Natalie.
-Tę, o której mówiłem trzy dni temu, kochanie.- odpowiada.
-Nie przypominam sobie.- mówi malarka.- Mam spotkanie w galerii, myślałam, że zostaniesz z dziećmi. Nie mogę nie pójść, bo to dotyczy wystawy, a przecież wiesz jakie to dla mnie ważne.- tłumaczy coraz bardziej zdenerwowana.
-Hej, spokojnie.- mówi blondyn.- Po prostu zawiozę dzieci do moich rodziców.- proponuje.
-Marco...
-Co, zły pomysł?- patrzy na nią.- Puma jest sponsorem klubu, a my, piłkarze mamy zobowiązania wobec klubu, nie mogę się nie pojawić dobrze o tym wiesz.- stwierdza.
-W takim razie mam zrezygnować, bo ty masz zobowiązania tak?- mówi z wyrzutem brunetka.
-Natalie.- zwraca się do niej zaniepokojony.-Nat...- podchodzi do niej mając zamiar ją objąć, ale ona odsuwa się.
-Odwołam to, w porządku.- mówi zrezygnowana.- Przecież ja mogę prawda?-wychodzi z sypialni, ale on nie ma zamiaru zostawić tak tego. Idzie za nią na dół, a kiedy ona wybiera numer, on zabiera jej telefon. 
-Nic takiego nie powiedziałem.- piłkarz stoi przed nią łapiąc ją w pasie.- Nie powiedziałem, byś odwołała, bo moje jest ważniejsze. Nic takiego nie powiedziałem.- powtarza.-Nie wiem dlaczego jesteś tak zdenerwowana...
-Jestem zdenerwowana, bo przygotowuję się do wystawy od długiego czasu. To spotkanie Agnes umówiła już dawno i zmieniała datę dwa razy. Nie chcę robić tego po raz trzeci, ale jestem zmuszona, bo masz sesję, która miała się odbyć zdaje się w następnym tygodniu. Mam prawo być zdenerwowana Marco! - mówi.
-Zadzwonię do Mario i poproszę, aby zajął się Cass i Olim. I nie będzie problemu.- stwierdza.
-Mario miał dziś oglądać domy.- przypomina mu żona.- A swoją drogą on nie ma sesji?
-Nie, dzisiaj tylko ja, Auba, Miki, Mats i Łukasz.- tłumaczy.- Zadzwonię do Ricky'ego. 
***
Pracownik biura nieruchomości wprowadza ich do domu, który mają obejrzeć. Emily już od progu się podoba, choć do tej pory mogła ocenić wnętrze jedynie z progu, jednak wie, że obejrzy z ochotą. Obydwoje z Mario powoli zaglądają do każdego z pomieszczeń, do każdego kąta. W wystroju króluje minimalizm. Nie ma tu żadnych zbędnych mebli, żadnych zbędnych zdobień. Stonowane kolory nadają wnętrzom spokoju. I choć Mario niewiele mówi, głównie patrzy, to dziewczyna może dostrzec w jego twarzy, że mu się podoba.
-Co myślisz?- pyta piłkarz.- Jak się tu czujesz?
-Najważniejsze jest to jak ty się tu czujesz?- odpowiada pytaniem na pytanie.
-To dziwne, ale dobrze.-pada odpowiedź.
-Dlaczego mówisz, że to dziwne?- dopytuje córka Alice.
-Bo generalnie ciężko idzie mi wybór nowego lokum. Nie lubię nowych miejsc, bo trzeba się przyzwyczajać, klimatyzować, a mnie to opornie idzie. Zawsze tak było.- tłumaczy.- Co ty myślisz?
-Myślę, że będzie ci tu dobrze, Mario. - odpowiada.-Gdybym to ja decydowała, to bym go kupiła. Jest przestronny, nie jest kolosem, ale ma wystarczająco przestrzeni dla Ciebie i Julie. Poza tym położenie i sąsiedztwo naprawdę fajne. Niedaleko jest bardzo dobre prywatne przedszkole, więc w przyszłości nie będziesz musiał szukać nie wiadomo gdzie.
-To też pozytyw, ale nie wybiegajmy aż tak daleko w przyszłość, bo nie wiadomo co przyniesie jutro...- kwituje spoglądając na nią.- Nie wiem gdzie będę za te kilka lat. Może tutaj, może w innym miejscu. Może wcale mnie już nie będzie...
-Nie mów tak...
-Takie jest życie, Emily.- Jadąc do przyjaciela i zabierając moją żonę nie przypuszczałem, że wrócę sam... 
***
Sesja nie jest nudna, pani fotograf, która robi im zdjęcia również jest przesympatyczna więc ta praca nie należy do tych niemiłych, ale on myśli o Natalie. To nie tak, że jego żona po raz pierwszy chodzi poddenerwowana, bo tak zawsze jest przed wystawą. Przywykł do tego. Jednak nie lubi jej takiej i zastanawia się co miałby zrobić, aby poprawić jej humor. Obserwuje jak Auba pozuje do zdjęć indywidualnych. Po chwili słyszy swoje imię więc tym razem to on ustawia się, by można było mu zrobić fotki. Robi to, co mówi dziewczyna z aparatem. Pani fotograf oprócz mówienia mu, jak ma stanąć żartuje więc Marco śmieje się po prostu z jej żartów. Po dłuższej chwili orientuje się, że dziewczyna próbuje z nim flirtować.
***
-Dziękuję, że zgodziłaś się ze mną pojechać.- mówi jej w drodze powrotnej.
-Nie ma za co.- odpowiada.
-Zapraszam cię na pyszne ciasto i kawę.- proponuje jej.
-Chętnie.- zgadza się. 
Chwilę później piłkarz parkuje przy jednej z jego ulubionych cukierni. Emily zdaje się na gust piłkarza jeśli chodzi o ciasto, ponieważ w lokalu jest tych pyszności tak dużo, że ciężko samej jej się zdecydować. Mario wybiera bardzo dobrze, bo trafia dokładnie w to co lubi. Piją kawę  delektując się smakiem pysznego ciasta brzoskwiniowego i rozmawiają. I być może tego popołudnia Emily widzi uśmiech Mario częściej niż w ciągu całego poprzedniego tygodnia. I być może jej słowa ten uśmiech wywołują.
***
Ricky wychodzi chwilę po tym jak wypija kawę z Nat. Ma jechać jeszcze do rodziców. Natalie przebiera się po czym zabiera Cassie i Oliego do pracowni. Tam na ułożonych na podłodze kartonach jej pociechy mogą malować specjalnymi wodnymi farbami dla dzieci. Uwielbiają to ponieważ mogą moczyć w farbach dłonie czy stopy i po prostu biegać zostawiając ślady. Ona też w tym czasie bierze udział w zabawie. Nie maluje wtedy, po prostu bawi się ze swoimi dziećmi. Uwielbia to. Uwielbia spędzać z nimi czas, uwielbia je obserwować, patrzeć na ich uśmiechnięte buzie i słuchać kiedy się śmieją. 
Po kilkunastu minutach spogląda na wyświetlacz komórki. Wydaje jej się, że Marco powinien już wrócić. Kiedy mija kolejne kilkanaście minut w końcu do niego dzwoni. Rozmawia z nim chwilkę, a on zapewnia ją, że już kończą i że za chwilę wybiera się do domu. I być może wcale nie podoba jej się głos, który słyszy w tle rozmowy, kobiecy głos i słowa jakie ta kobieta kieruje do Marco, ale w tym momencie nic na ten temat nie mówi. Jednak postanawia, iż kiedy jej mąż wróci na pewno o to zapyta.
***
-Czyli jesteśmy wolni?- pyta Auba.
-Mam wspaniałe zdjęcia więc teoretycznie skończyliśmy.- informuje Sophia- fotograf.
-Teoretycznie?- dopytuje Miki.
-Teoretycznie, bo może dacie zaprosić się na coś słodkiego do cukierni na dół, tak w ramach podziękowania za wspaniałą sesję. Co wy na to?- patrzy na nich.
-Powiem Wam, że ja potrzebuję odrobiny cukru.- mówi Miki, a dziewczyna się uśmiecha.
-Czemu nie?- stwierdza Auba.
-Ja również się skuszę na jakieś szybkie ciasto.- zgadza się Łukasz.
-Idziemy w takim razie.- mówi Mats.
-Przepraszam Was, ale ja nie mogę niestety.- mówi blondyn, który zabiera bluzę z fotela.- Dziękuję Sophia. Praca z Tobą to przyjemność. Za zaproszenie również dziękuję, chłopcy ci potowarzyszą, ja muszę już jechać.- podaje jej rękę, a ona podaje mu swoją.
-Ja również dziękuję. Może jednak dasz się skusić?- namawia go nie puszczając jego dłoni od razu.- Po pracy należy się chwila przyjemności...- mówi uśmiechając się szeroko.
-Nie tym razem. Dzięki Sophio.- mówi po czym wychodzi ze studia.  Chwilę później, kiedy zjawia się w domu znajduje Natalie z dziećmi w salonie. Bawią się klockami. Marco odkłada bluzę na sofę, a potem siada na dywanie obok swoich pociech, które praktycznie od razu do niego lgną. Tuli obydwoje przez chwilę, potem zarówno Oliemu jak i Cassie daje buziaka, po czym dzieci znów wracają do zabawy. Marco natomiast spogląda na Nat, która przygląda mu się badawczo. Piłkarz nachyla się, by ją pocałować, a ona oddaje pocałunek.
-Przepraszam, miałem nadzieję, że to tak długo nie potrwa.- mówi jej.- Ale już jestem z Wami. Teraz jestem tylko wasz.- stwierdza.
-Tak się zastanawiam...- mówi jego żona.
-Nad czym się zastanawiasz?- dopytuje blondyn.
-Kim była ta kobieta, która mówiła do ciebie kochanie?- zadaje pytanie lustrując go wzrokiem.
-Jaka kobieta i kiedy?- patrzy na swoją żonę zdezorientowany, bo nie wie o co chodzi.
-Rozmawiałam z tobą, mówiłeś, że już kończycie, że niebawem wrócisz i nagle usłyszałam kobiecy głos, który cię wołał i ona powiedziała do ciebie kochanie. Kim ona była?- pyta.
-Aaa... To musiała być Sophia.- odpowiada piłkarz.- Fotograf. Robiła nam foty.- precyzuje.
-Um... i do wszystkich mówiła kochanie?- drąży temat malarka.- Czy tylko ciebie sobie wybrała?- patrzy na niego badawczo.
-Szczerze to nie zwracałem uwagi.- tłumaczy blondyn.- Byłem skupiony na tym co mam robić, wykonywałem jej polecenia i naprawdę nie interesowałem się tym jak do nas mówi.- stwierdza.- I nie, nie podrywała mnie, uprzedzam twoje pytanie. Nie musisz być zazdrosna.- mówi po czym przysuwa się i obejmuje żonę ramieniem.- A nawet gdyby próbowała ze mną flirtować, to mnie to nie interesuje, bo mam ciebie.- całuje ją w czoło i przytula mocno.- Nie masz powodu do zazdrości, ale z drugiej strony miło wiedzieć, że jesteś zazdrosna, bo masz wtedy takie ogniki w oczach i pokazujesz pazurki.- uśmiecha się piłkarz.- Kręci mnie to bardzo.
***
Kilka dni później.
Liliana obserwuje jak Emily bawi się z Julie. Bez wątpienia mała dziewczynka uwielbia swoją opiekunkę i odwrotnie. To widać na pierwszy rzut oka. To z jaką troską dziewczyna opiekuje się Julie, to jak poświęca jej całą swoją uwagę, jak wymyśla coraz to nowsze zabawy, przeważnie służące temu, by mała lepiej się rozwijała, to z jaką cierpliwością podchodzi do niej kiedy jest marudna, to jak tłumaczy jest naprawdę wyjątkowe. Nie każda niania bowiem traktuje swoje obowiązki w ten sposób, przecież bywają i opiekunki, które albo się nie angażują, albo wręcz krzywdzą podopiecznych. Liliana nie dopuszcza do siebie myśli, że ktoś mógłby w jakiś sposób skrzywdzić Julie, choć jest pewna, że ich problem ze złą nianią nie dotyczy. Kobieta w pewnym momencie zjawia się w salonie i siada na sofie. Julie od razu rozprasza się na jej widok, przestaje się bawić po czym patrzy na nią i uśmiecha się.
-Ba-ba-ba-ba.- wypowiada kilka razy.
-Tak skarbie, babcia.- mówi jej Emily.
-Baba.- powtarza dziewczynka.
-Bravo Julie, bravo- biją jej brawo obydwie, a mała cieszy się. Potem znów zajmuje się kolorowymi zabawkami leżącymi na dywanie. Liliana wykorzystuje ten moment, w którym jej wnuczka nie potrzebuje całej ich uwagi.
-Emily powiedz mi jak podobał ci się ten dom, który mój syn chce kupić?- zadaje pytanie dziewczynie.
-Jest naprawdę warty uwagi. Nie jest olbrzymi, ale naprawdę wystarczający dla rodziny. Przestronny, zadbany więc nie trzeba remontować, jedynie odświeżyć jeśli Mario uzna, że jest taka potrzeba. Jest naprawdę ładny. Nie dziwię się,że się zdecydował.- mówi dziewczyna.- Nie była tam pani?- dopytuje.
-Nie.- pada odpowiedź.- Posprzeczaliśmy się tego dnia, miałam z nim jechać, ale wolałam zostać w domu. To on tam będzie mieszkał więc to jego odczucia są najważniejsze. Nie moje.- tłumaczy.- Poza tym wolałabym, by jeszcze pomieszkał z nami...
-Dlaczego? Skoro uznał, że jest gotowy mieszkać bez państwa, to tylko się cieszyć, że po tym co się wydarzyło ma na to siłę, ochotę...
-Wiem, ale ja się naprawdę boję.
-Rozumiem, jednak proszę mu zaufać. On sobie poradzi. Przecież Pani to wie.- Emily uśmiecha się.
-Wiem, on zawsze sobie radził.
***
Wchodzi do pokoju gdzie na dywanie bawi się Emily z jego córeczką. Sam też siada obok nich.
-Tata.-piszczy mała dziewczynka po czym raczkuje do swojego ojca, by za moment próbować wdrapać się na jego nogi. Oczywiście Mario praktycznie od razu jej pomaga dzięki czemu kilka sekund później tuli ją do siebie.
-Jak się ma mój mały aniołek?- pyta.- Jesteś moją małą myszką.- uśmiecha się do niej.- Kto jest moją małą księżniczką?- pyta, a mała wskazuje paluszkiem na siebie. Chwilkę później odraczkowuje w kierunku łóżeczka, a Mario spogląda na Emily.
-Była grzeczna?-pyta.
-Bardzo.- potwierdza niania.- Skoro jesteś to ja już pójdę.- stwierdza Emily po czym podnosi się z dywanu.-Julie daj buziaka. Emily jedzie do domku.- najpierw mówi, a dopiero później odwraca się w stronę dziewczynki i zamiera.
-Mario.- mówi, a on spogląda najpierw na nią, ale potem w tę samą stronę co dziewczyna po czym uśmiecha się serdecznie, bo jego córeczka właśnie stawia swoje pierwsze kroki.
***
Witam :)
Jak się macie? Spodziewaliście się nowego rozdziału?
Cóż... ciężko mi szło jego pisanie momentami, ale jest. Uznałam, że u Reusów jest nudno więc sprawiłam, że Natalie stała się odrobinę podejrzliwa i zazdrosna. Nie wiem czy to jedyny epizod zazdrości, pomyślę nad tym :)
Czekam oczywiście na Wasze komentarze. Komentujcie i pokażcie mi, że czytacie.
Pozdrawiam :)

piątek, 29 stycznia 2016

27.Wielka radość... Wielki smutek... I nowy Anioł Stróż?

Jakiś czas później...
-Nie sądzę, aby to był dobry pomysł, kochanie.- mówi Liliana spoglądając na syna i starając się zachować spokój, jednak szatyn wie, że jego mama jest mocno zdenerwowana.
-Dlaczego tak myślisz?- dopytuje syn.
-Nie rozumiem dlaczego w ogóle w tym momencie przyszło ci to na myśl... Źle się tu czujesz?
-Nie...
-Mario, kochanie... To wcześnie, powinieneś poczekać, dać sobie więcej czasu...
-Już zawsze będzie wcześnie, za wcześnie. Jeśli myślisz, że czas leczy rany, to wiesz, że to nie jest prawda.- syn spogląda na swoją rodzicielkę.- Minęły miesiące, ale to boli tak samo, mamo. Tak samo, albo i mocniej. Miną kolejne, a ja nadal będę kochał ją tak samo, tęsknił tak samo. To się nie zmieni.- zapewnia.
-Wiem kochanie...
-To nie tak, że jest mi źle, to nieprawda. Nie zrozumcie mnie źle. Poza tym na razie nigdzie nie uciekam, dopiero przymierzam się do tego, może zacznę przeglądać ogłoszenia... To potrwa. Jednak chciałem byście wiedzieli. - Nie uważam, że to jest dobry pomysł, ale to oczywiście twoja decyzja.- twierdzi matka piłkarza. Jego ojciec milczy nie wypowiadając się. Mario siada na kanapie w momencie, w którym jego mama wychodzi do kuchni zrobić herbatę. Piłkarz przeczesuje palcami włosy i wzdycha.
-A ty tato też uważasz to za zły pomysł?- szatyn spogląda na swojego ojca. Ten przez chwilę milczy, a potem zajmuje miejsce obok syna.
-Jesteś dorosłym i rozsądnym mężczyzną, synu. Jeśli czujesz, że powinieneś, że potrzebujesz, że to jest słuszne to po prostu to zrób. Jednak wiedz, że...
-Mogę wrócić...- kończy za tatę Mario.-Wiem, tato. Wiem.
***
Ten dzień nadchodzi...
***
Jest pochłonięty przygotowaniami. To właśnie tego dnia jego córeczka zdmuchnie swoją pierwszą urodzinową świeczkę na torcie. Jest szczęśliwy i podekscytowany w końcu zdarza się to po raz pierwszy w życiu Julie, w jego również. To nie tak, że nie bywał na żadnych pierwszych urodzinach, bywał. Jednak te będą inne. Na nich bowiem odegra rolę taty solenizantki, rolę w którą wciela się już 12 miesięcy, rolę, którą uważa za największy dar jaki dostał w życiu. Nie zamieniłby go na żaden inny. Bycie tatą to wymagająca rola, ale najpiękniejsza i jedyna w swoim rodzaju. 
Z zamyślenia wyrywa go popiskiwanie jego córeczki, która właśnie w tym momencie pojawiła się w pokoju na raczkach. Julie ma już rok. Urosła. I jest jeszcze piękniejsza niż była. I bez wątpienia odziedziczyła urodę po swojej mamie. Tego jest pewien. Nie tylko on zresztą to widzi, widzą wszyscy. Jakoś nie smuci go fakt, że mała nie jest podobna do niego. Cieszy się, bo Julie naprawdę przypomina Ann. I on w tym momencie ma przy sobie miniaturkę swojej żony, którą niezmiennie kocha, pomimo tego, że ona nie żyje, że jej ciało od 12 spoczywa na cmentarzu. Kocha. 
-Ta-ta.- woła Julie próbując zwrócić na siebie większą uwagę swojego rodzica. Udaje jej się to, jak zawsze zresztą. Tata zawsze poświęca jej uwagę, najwięcej uwagi.
-Moja mała księżniczka.- zwraca się do niej Mario, biorąc ją na ręce.
-Tam.- wskazuje palcem dziewczynka.
-Chcesz iść do ogrodu? Do babci?- dopytuje.
-Taa...- przytakuje entuzjastycznie dziewczynka. Więc Mario otwiera drzwi tarasowe i zabiera ją do ogrodu gdzie są jego rodzice. Tak, nadal z nimi mieszka, ale to nie tak, że nie kupił mieszkania. Kupił, jednak wymyślił sobie remont, który co prawda jest już na ukończeniu, ale chce poczekać, aż drobne prace kosmetyczne zostaną zakończone. To wtedy wykona kolejny krok. 
***
Świętuje nie tylko w gronie rodzinnym, choć osoby, które zaprosili właściwie traktuje jak swoją rodzinę. Jest jego rodzina, rodzice Ann,  ale także Natalie i Marco z dziećmi, Agnes i Ricky, oraz Emily. Jest też Ann. Jej duże zdjęcie, w ramce stoi na komodzie. Właściwie w domu pełno jest zdjęć mamy Julie. Mario pragnie, by mała znała mamę, by otaczały ją jej zdjęcia. Mówi jej o niej, pokazuje fotografie, filmiki, które nagrali razem. I choć mała Julie wydaje się, że jeszcze niewiele rozumie to do zdjęcia Ann zawsze się uśmiecha, wskazuje na nie często palcem i mówi " Ma." Nie umie wypowiedzieć więcej. Tata mówi bezbłędnie, z przerwą przeważnie ta-ta, ale mama nie wypowiedziała jeszcze ani razu. 
***
Śpiewają Julie " Sto lat", a ona śmieje się i klaszcze w dłonie. Potem nadchodzi czas na zdmuchnięcie świeczki. Z pomocą Mario płomień na pierwszej urodzinowej świeczce gaśnie, a wszyscy biją brawo. 
-Wszystkiego najlepszego moje słoneczko.- Mario całuje jej policzki, a mała chichocze.- Bądź szczęśliwa, zawsze.- dodaje.
***
Szuka swojej komórki, bo chce pstryknąć szybko zdjęcia jak Julie bawi się z dziećmi Marco, ale nigdzie nie może jej znaleźć. W końcu zauważa, że Julie ma ją koło siebie na dywanie. 
-Ty mała spryciaro, jak go zabrałaś?- zbliża się do niej chcąc zabrać jej telefon, ale kiedy sięga po niego Julie mówi " Mama" oraz wskazuje na wyświetlacz telefonu, na tapecie którego faktycznie jest Ann. Mario kuca. Nie zabiera dziewczynce telefonu, a głosy wszystkich jakby ucichły.- Tak, Jull. Twoja mama.
-Ma-ma.- powtarza dziewczynka.- Mama... ma... uma...- co oznacza, że mamy nie ma. I to stwierdzenie sprawia, że ból ukrywany głęboko zaczyna przemieszczać się w górę...
***
-Zasnęła?- pyta Liliana, kiedy Emily schodzi na dół. Tego wieczoru to Emily usypiała dziewczynkę, bo właściwie dziewczynka nie pozwoliła się zabrać od dziewczyny. 
-Tak, była zmęczona. Jednak to tyle emocji...
-To prawda.
-Pójdę już. Podziękuję Mario za zaproszenie. Dziękuję również Państwu.
-Cieszymy się, że byłaś z nami w tak ważnym dniu.
-Nie mogłabym przegapić urodzin Jull. Kocham ją.
-Wiem.
-Dziękuję jeszcze raz.
Liliana odprowadza ją do drzwi. Woła Mario, ale on nie odpowiada. Na zewnątrz widzi, że zniknął jego samochód.
-Nie ma go.
-W porządku.
***
Kiedy wyjeżdżała spod domu rodziców Mario, miała zamiar jechać do domu. Nie ma pojęcia dlaczego przyjechała pod cmentarz. Przez długą chwilę nie wychodzi z samochodu. Wie, że on jest u niej. I wie, że nie powinna przeszkadzać.
***
Ten dzień musiał nadejść. Pierwsze urodziny Julie. Szczęście. Radość. Duma. Miłość. Starał się, starał z całych sił. Zrobił wszystko, by ten dzień, ta data była wyjątkowa dla jego córki. Urodziny Julie były naprawdę wspaniałe. Świętowali, bo jest co świętować. To ważna data, bo tego dnia jego największy skarb, jego córeczka, jego słoneczko pojawiło się na świecie. Stał się tatą. Marzył o tym, a potem, gdy okazało się, że to marzenie ma szansę się urzeczywistnić, kiedy Ann zjawiła się u niego i przekazała mu radosną wieść, oczekiwał Julie z niecierpliwością. I pojawiła się. Małe szczęście. Mały cud. Tego dnia powinien być tylko i wyłącznie szczęśliwy. Powinien. 
Starał się. 
Zepchnął to uczucie na dno swojego serca. Powiedział sobie, że tego dnia przede wszystkim będzie świętował, cieszył się, że jego córeczka jest z nim już 12 miesięcy, że jest zdrowa, wspaniała, szczęśliwa. I świętował i cieszył się. To uderzyło w niego niespodziewanie, kiedy mała Jull wskazała na zdjęcie na telefonie i po raz pierwszy wypowiedziała słowo " mama." Nie spodziewał się, bo przecież tak wiele razy podpowiadał jej jak powinna to zrobić, jednak ona wolała mówić " tata". Więc, gdy usłyszał w końcu jak Julie je wypowiada, był zaskoczony. Od razu wyobraził sobie jaki Ann miałaby uśmiech w momencie, w którym Jull wypowiedziałaby to słowo. Oczyma wyobraźni widział jej wielki uśmiech i zaszklone oczy, które pewnie, a raczej na pewno by miała. Wyobraził sobie, jak jego żona wzięłaby swoją córeczkę w ramiona i ucałowała czule. Bez wątpienia byłaby szczęśliwa. A potem, kiedy usłyszał jak Julie wypowiada w swoim dziecięcym języku, słowa, które oznaczały, że mamy nie ma, znów poczuł ukłucie w sercu. Trzymał się do końca imprezy, starał się Jednak, kiedy Emily poszła położyć małą, on musiał wyjść z domu, musiał przyjechać. Gdy żyła, a on cierpiał zawsze była przy nim. Niezależnie jak wiele złego się działo, ona była. Jej ramiona dawały ukojenie, jej słowa powtarzane często jak mantra docierały w końcu do jego umysłu, pocieszały. Teraz, w tym momencie również pragnie schować się w jej ramionach-nie może. Pragnie usłyszeć słowa, które często wypowiadała " Razem poradzimy sobie ze wszystkim, przecież wiesz. Jestem przy tobie." Tak bardzo pragnie to teraz usłyszeć. I chociaż jest cicho, wsłuchuje się- nie słyszy. Nie raz, kiedy zdarzało mu się przyjść na jej grób, mówił. Tego wieczoru nie jest w stanie. Nie jest w stanie, bo ma ściśnięte gardło, z którego od czasu do czasu wydostaje się jedynie cichy szloch. Tak, płacze. Ciepłe łzy moczą jego policzki, by za chwilę mógł osuszyć je wiatr, który wieje. 
***
Idzie alejką. Wie, że on tu jest. Wiedziała dokładnie gdzie mógł pojechać. Widzi go już  z daleka. Bije się z myślami, czy powinna podejść. Prawdopodobnie nie, nie powinna przeszkadzać, ale rozum mówi jej, by zawróciła,
aby zostawiła go w spokoju, by pozwoliła mu wyrzucić z siebie ból, pobyć samemu nad mogiłą żony, żony, którą ciągle kocha, za którą tęskni, a serce pcha ją do przodu. Więc idzie. 
***
Słyszy ciche kroki. Ktoś idzie, ale nie ogląda się. 
***
Wie, że usłyszał, że ktoś idzie. Zauważa, że wytarł policzki rękawem bluzy. Szatyn nie podnosi się, nadal przykuca przed grobem. Może nadal powinna odejść, ale nie robi tego. Nie może, kiedy widzi jego przygarbione plecy i zauważa, że raz po raz jego ciało drży. Wie, że płacze. Kiedy staje obok niego kładzie swoją dłoń  na jego ramieniu i to właśnie wtedy Mario podnosi wzrok i spogląda na nią. Jego oczy są opuchnięte, jego usta, choć pewnie stara się z całych sił momentami drżą. Emily nie ma pojęcia co powinna powiedzieć, przecież nie ma takich słów, które by go w tym momencie podniosły na duchu, pocieszyły więc milczy. On również. Patrzą na siebie, ale po chwili dziewczyna czuje jak Mario splata palce jej dłoni, tej, którą trzyma na jego ramieniu, z palcami swojej, po czym chłopak podnosi się i staje. Kolejna łza, która wypływa z jego oka moczy policzek piłkarza, a on pośpiesznie ściera ją rękawem bluzy. 
-Nie musisz...- mówi Emily, a on ponownie na nią patrzy.
-Przepraszam...- mówi zmienionym głosem.
-Nie musisz przepraszać, nie musisz ukrywać łez.- mówi mu dziewczyna.- Przepraszam cię jeśli ci przeszkodziłam. Może chciałeś być sam, każdy czasem potrzebuje wypłakać się w samotności... Powinnam pójść, to ja przepraszam...-mówi.- Miałam jechać do domu, ale coś mnie tu przywiodło, wyjechałam spod twojego domu z zamiarem powrotu do domu, a potem nagle znalazłam się na parkingu i nawet nie wiem kiedy zmieniłam kierunek jazdy...- tłumaczy.- Przepraszam, nie powinnam ci przeszkadzać.- przeprasza po raz kolejni i robi krok do tyłu, żeby odejść, ale on nie puszcza jej dłoni. Emily podnosi wzrok i widzi kolejne świeże łzy wypływające obficie z jego oczu. Już nie powstrzymuje się, tak jak przed momentem. Emily patrzy na niego, pragnie go przytulić, ale nie wie czy powinna. I wtedy słyszy jego słowa.
-Przytul mnie, proszę.- jego głos jest jeszcze niższy niż zwykle, drżący.- Proszę, przytul mnie.- powtarza, a ona po prostu robi to. 
***
Obserwuje z daleka swojego przyjaciela z Emily. Oni nie mają pojęcia, że tu jest, dopiero przyjechał zaalarmowany tym, że Mario nie odbierał telefonów. Domyślił się, że jego przyjaciel jest na cmentarzu. Postanawia zawrócić, a idąc do samochodu wybiera numer do mamy Mario, by ją uspokoić.
-Jest?
-Tak, nie martw się. Jest cały i zdrowy.- odpowiada.
-Jedziecie do domu?
-Nie.
-To gdzie go zabierasz?
-Spokojnie. Zadzwoniłem, żeby powiedzieć, że tu jest, widzę go. 
-Aaa, dopiero idziesz...
-Tak. Połóż się i już się nie zamartwiaj,  Mario jest w dobrych rękach.- mówi z przekonaniem Marco.- Dobranoc.
-Dobranoc. I dziękuję za to, że zawsze czuwasz i jesteś obok, kiedy potrzebuje.- mówi kobieta, a on choć tego nie wypowiada myśli, że nad Mario czuwa już nie tylko on...
***
ciąg dalszy nastąpi...
***
Obiecałam, że nie będzie trzeba czekać tak długo jak ostatnio i udało mi się dotrzymać słowa :) 
Podobał Wam się rozdział???
Komentujcie ! 

wtorek, 26 stycznia 2016

26.Dwa proste słowa...

Marco próbuje rozmawiać z przyjacielem, próbuje, ale nie za bardzo mu się to udaje. Mario jest cichy, za cichy i to go niepokoi. Najpierw nie ma pojęcia co się stało, tego dowiaduje się od żony, bo Mario nie od razu mówi mu, że śniła mu się jego Ann, a właściwie wypadek. Dopiero po tym jak przyjaciel pyta go wprost zaczyna mówić. Jego słowa przerywają łzy, które obficie spływają po policzkach młodszego, a który nawet nie stara się powstrzymać  przed płaczem, bo przecież nie musi, przecież łez nie należy się wstydzić, przecież dla Marco to nie nowość, przecież blondyn widział go w takim stanie wiele razy i pewnie jeszcze wiele razy zobaczy. Co robi Marco? Czy go pociesza? Co mówi? czy mówi?
Marco milczy. Marco nie mówi nic. Marco zna go dobrze i wie, że jemu w tym momencie nie są potrzebne słowa, bo przecież słowa nie uleczą jego połamanego serca, nie zlepią go w całość, nie sprawią, że będzie mniej boleć. Nie przywrócą jej życia...
Słowa otuchy słyszał już bowiem wiele razy. Wie, że przyjaciel chce dobrze, wie, że pragnie, by się podniósł, wie, że zdania, które wypowiadał setki razy, były i zawsze będą szczere, jego wiara, iż Mario da sobie z tym wszystkim radę, jest i zawsze będzie szczera i mocna, jednak w tym momencie nie potrzebuje tego wszystkiego, w tej chwili potrzebuje po prostu wylać z siebie ból i to właśnie robi, po raz kolejny załamując się przy swoim najlepszym przyjacielu, przy swoim bracie, a on po prostu przy nim jest.
***
Nie widzi Mario właściwie przez cały czas, w którym przebywa w jego domu, choć wie, iż chłopak w nim przebywa. Wie, że jest w swojej sypialni jednak drzwi do jego sypialni nie są uchylone, jak to najczęściej bywało wcześniej. Tego dnia są zamknięte. Nie pyta nikogo o to i nikt nic nie mówi. Dziewczyna jednak zauważa zatroskanie rodziców piłkarza oraz zmartwienie wymalowane na ich twarzach. I nie wie tego na pewno, ale podejrzewa, że sen, który śnił Mario tej nocy, kiedy była w jego domu ma coś wspólnego z tym co się dzieje.
***
Obserwuje Marka od rana właściwie i zauważa, po raz kolejny jak mężczyzna zerka w stronę telefonu komórkowego, który leży na szafeczce przy łóżku. Wie dlaczego tam zerka, domyśla się, iż oczekuje on na telefon od swojego kochanka. Telefon jednak milczy uparcie. 
-Martwisz się.- mówi głośno, a Mark patrzy na niego.- Czekasz na jego telefon i przeklinasz w myślach, że nie wydaje z siebie sygnału przychodzącego połączenia.- zauważa.
-Daj spokój, proszę...
-Przyznaj, powiedz to głośno...- namawia go.
-Co mam przyznać?- dopytuje były partner dziennikarza.
-Kiedy tu jest najczęściej próbujesz odsunąć go od siebie, no może z wyjątkiem momentu, w którym powiedział, że jego ojciec nie żyje. Wmawiasz mu,  że powinien dać sobie spokój z tobą... Ale tak naprawdę martwisz się o niego i ci na nim zależy. Bardzo zależy, Mark.- mówi patrząc na niego.- Patrzę na ciebie i to widzę. Widzę to. I mam nadzieję, że on również to widzi, kiedy patrzy na ciebie, nawet w tych momentach, w których twoje słowa tak mocno w niego uderzają.
-Umarł jego ojciec...
-To nie to... Wiem, że umarł jego ojciec, martwisz się o niego również z powodu jego straty, ale to nie to...- twierdzi dziennikarz.- Kochasz go.- mówi.- Ty go kochasz, przyznaj to. I martwisz się.
-Tak, martwię, bo obiecał się odezwać, a milczy. Nie wiesz co przeżył... Ojciec...
-Wiem.- przerywa Markowi, Ricky.- Wiem Mark, powiedział mi.- oznajmia.
-Powiedział ci?- pyta mężczyzna.
-Tak, rozmawialiśmy o tym. Myślę, że podzielił się ze mną tym, co się wydarzyło, bo wiedział od ciebie, że moi rodzice też nie zachowali się zbyt dobrze, choć w porównaniu z jego, moi wypadli całkiem nieźle... Jednak, tak jak ja, jakoś to przeżył i poradził sobie, jak widzę całkiem nieźle... 
-To prawda.- przyznaje Mark.- Jesteście do siebie podobni, wiesz?- mówi, ale kiedy zauważa dziwne spojrzenie, którym obdarza go Ricky natychmiast tłumaczy.-Nie, nie jestem z nim, bo ma podobną osobowość do twojej, bo widzę w nim ciebie. Nie.- zaprzecza.- Nie ma dwóch takich samych osób. Ty jesteś wyjątkowy...
-Mark...- przerywa mu dziennikarz.
-On tez jest... Ty jesteś.- powtarza.- Zawsze byłeś i będziesz, ale ciebie straciłem...
-Nie chcę w ten sposób rozmawiać...
-Pozwól mi dokończyć, Ricky. Pozwolisz?- pyta.
-Proszę.
-Od pierwszego momentu cię kochałem. Od początku. I byłem z tobą szczęśliwy, ale z niezrozumiałych powodów, z głupoty to zniszczyłem. I musiałem się z tym pogodzić. Pogodziłem, choć to trwało chwilę. My.- wskazuje na Ricky'ego i na siebie.- My to przeszłość.- patrzy na dziennikarza.- Tak, kocham go. Masz rację, kocham.- oznajmia.- Naprawdę. I martwię się, bo ta sytuacja jest trudna, tak jak trudna była twoja. Wiem, pamiętam, co działo się po tym, jak wyjechaliśmy, wiem, że choć starałeś się nie pokazywać tego, jak bardzo to wszystko w ciebie uderzyło, starałeś się chować to gdzieś głęboko, to jednak to ciągle tam tkwiło. I byłem pewien, że prędzej czy później coś się stanie, coś, co sprawi, że nie będziesz już w stanie trzymać tego w sobie, tych wszystkich emocji, tego bólu. Z nim jest podobnie. Boję się, że to stanie się teraz, tam. I martwię się, bo mnie tam nie będzie...
Ricky milczy. Patrzy na Marka i widzi, że mężczyzna w tym momencie jest całkowicie szczery, widzi, że porzucił on maskę " zimnego, niedostępnego drania", którą zakładał, bojąc się w ciągu ostatnich dni pokazać swoje prawdziwe emocje i obawy, strach, który odczuwa po tym, co się wydarzyło. W tym momencie maska całkowicie zniknęła.
-On sobie poradzi.- mówi Ricky stanowczo.- Poradzi sobie, bo jest silniejszy niż nam się wydaje.
Mark wierzy słowom dziennikarza. Wierzy, bo przecież Ricky wie o czym mówi- sam był w podobnej sytuacji, choć z tą różnicą, że nie musiał pożegnać jednego, ze swoich rodziców.
-To jesteś ty.- dodaje Ricky.- Teraz przypominasz faceta, jesteś tym facetem, którego znałem, w którym lata temu się zakochałem.  I jestem pewien, że Sebastian właśnie takiego również cię pokochał. Nie zakładaj ponownie tej maski niedostępności, obojętności, kiedy wróci. Nie ma cię tam, ale jesteś tu i on za dwa dni też tu będzie...- podpowiada mu, a Mark lekko się uśmiecha.- Ale myślę jeszcze, że nie tylko ty czekasz na to, aż telefon zadzwoni...- sugeruje. I być może, kiedy Ricky wychodzi do bufetu i zostawia mu w zasięgu ręki telefon, być może otwiera nową wiadomość tekstową, wpisuje numer Sebastiana i dwa słowa w treści tej wiadomości. I być może wciska " wyślij." I być może chłopak, który w tym momencie znajduje się setki kilometrów od niego czytając te słowa czuje ulgę i być może uśmiecha się przez łzy...
***
-Jak się czuje Mario?- pyta Natalie, kiedy przez zupełny przypadek wpadają na siebie w cukierni. Emily właściwie niewiele może jej powiedzieć, jest pewna, że Nat wie wiele więcej od niej samej, ale rozumie dlaczego pyta, przecież Emily niedawno wróciła z domu Mario.
-Nie mam pojęcia, nie widziałam się z nim.- odpowiada.- Wiem, że był w domu, ale pewnie w swojej sypialni.- tłumaczy.
-Nie zszedł na dół?
-Nie.- zaprzecza.- Jego rodzice byli bardzo milczący i zmartwieni, ale nic nie mówili, a ja nie pytałam. Nie chcę być wścibska, właściwie mogliby powiedzieć, że to nie moja sprawa...
-Nigdy by tak nie powiedzieli...
-Mogliby.- mówi Emily.- Ale powiem ci szczerze, że...- przerywa na moment.- Jak on się ma?- pyta.- Mario, o niego pytam, bo wiem, że Marco zapewne...
-Rozmawiał z nim, tak.- potwierdza Natalie.- Ma jeden z tych gorszych momentów.
-Ten sen...- Emily patrzy na nią.- On wołał ją przez sen. Swoją żonę.- tłumaczy.- Śnił mu się...
-Wypadek.- kończy Natalie.- Zresztą nie pierwszy raz, ale już było lepiej i znowu. Cieszyliśmy się, zawsze się cieszymy, jak nie ma tych snów, ale niestety one wracają.- tłumaczy brunetka.- On przeżył tragedię. To jest świeże, choć minęło kilka miesięcy. Będzie świeże jeszcze długo. Ona naprawdę była całym jego światem. 
***
Dwa dni później...
Rozmawiają na temat dalszego leczenia z lekarzem. Są pewne propozycje ze strony mężczyzny w białym fartuchu, który tłumaczy wszystko i informuje o wszystkim. Mark nie chce podejmować decyzji sam, chce poczekać, chce pomyśleć, toteż po chwili lekarz opuszcza pokój. 
-Myślę, że to byłoby dobre rozwiązanie, ale decyzja należy do ciebie.- mówi dziennikarz.
-Porozmawiam z Sebą...- mówi Mark.- Chcę z nim porozmawiać. Wolałbym...
-Zadecydować wspólnie, to zrozumiałe.- zgadza się dziennikarz.- Najpierw musisz mu powiedzieć, co mówił lekarz...
-Powiem, naprawdę to zrobię.- zgadza się.
-O czym mi powiesz?- pada pytanie więc zarówno Mark jak i Ricky odwracają głowy w stronę drzwi, gdzie stoi partner Marka.
-Wróciłeś... Miałeś jutro...
-Nie mogłem...- mówi Seba.- Nie chciałem tam zostać, chciałem być tutaj, z tobą.- wyznaje podchodząc do łóżka chorego. I kiedy Kilkanaście sekund później Ricky cicho otwiera drzwi, by opuścić pokój, by dać im chwilę spokoju, chwilę na rozmowę słyszy słowa, które padają z ust Sebastiana.
-Nie odpisałem na smsa, bo chciałem powiedzieć osobiście. Ja ciebie też, Mark. Ja ciebie też kocham.
Na twarzy Ricky'ego, w tym momencie pojawia się uśmiech i wie on już, że wszystko będzie dobrze.
***
Emily spogląda na małą dziewczynkę śpiącą spokojnie w łóżeczku. Julie przed momentem zasnęła podczas zabawy, więc niania położyła ją do łóżeczka uważając, by jej nie obudzić. Wykorzystując czas, kiedy dziewczynka ucina sobie drzemkę, Emily ma zamiar posprzątać zabawki porozrzucane po podłodze. Nie robi tego jednak od razu, ponieważ uwielbia poświęcić chwilę, by popatrzeć na śpiącą dziewczynkę. Nie wie w którym momencie w pokoju pojawia się ojciec małej. Zauważa jego obecność, kiedy chłopak staje obok. Emily spogląda na niego i od razu zauważa sińce pod oczami oraz bledszą niż zwykle twarz piłkarza. 
-Cześć.- mówi do niej mężczyzna.
-Cześć.- dopowiada.- Jak się czujesz?- pyta.
-Pytasz o moje plecy?- pada pytanie.
-Pytam o plecy i nie tylko o nie.- odpowiada.
-Moje plecy mają się lepiej, a ja...Cóż... Rozmawiałem przed chwilą z twoją mamą...
-Złapałeś ją? Ma takie urwanie głowy, bo ma tak zapchany dzień, pacjent za pacjentem... Nawet nie miała czasu odebrać telefonu, dobijałam się do niej ponad godzinę zanim odebrała...
-Ode mnie odebrała od razu. Myślę, że moja mama z nią rozmawiała i pewnie powiedziała jej, że świruję...
-Co ty mówisz?
-Przepraszam, nie słuchaj mnie...- mówi piłkarz.
-Co się stało? Jesteś zły?
- Na ciebie nie, ale moja mama... Jestem na nią zły. Zasłużyła sobie, naprawdę.
-Co zrobiła?
-Panikuje. 
-Troszczy się, martwi.
-Wiem, ale momentami ta troska, nadopiekuńczość daje odwrotny skutek. Ja naprawdę w tym momencie nie chcę słuchać jak to powinienem odpoczywać, nie przejmować się, bo przecież mam ich, bo oni mi pomogą, bo sam nie jestem w stanie zaopiekować się Jull...
-Jesteś, ale teraz, gdy cię bolało...
-Jej nie chodziło o mój stan fizyczny, bardziej o to, że nie jestem zdolny psychicznie zając się moją córką. Też tak uważasz?- spogląda na nią.- Przepraszam, pytam bez sensu. Przecież obserwujesz i widzisz... Moja mama pewnie ma rację...
-Hej.- przerywa mu.-Twoja mama się troszczy, ale ja nie uważam, że nie jesteś w stanie zając się Jull. Świetnie sobie radziłeś, radzisz i będziesz. Teraz po prostu fizycznie nie możesz, bo przecież nie możesz jej podnosić. Ale jak ci twoi fizjoterapeuci wezmą sprawy w swoje ręce i ból minie, a zastrzyki zrobią swoje, to Julie w końcu będzie tam gdzie najbardziej uwielbia być- w ramionach taty.- mówi szczerze.- Umówiłeś się z moją mamą?
-Tak, za półtorej godziny mam się z nią spotkać.
-Pojedziemy z tobą, co ty na to?
***
Witajcie :)
Wiem, że trochę mnie nie ma tutaj, ale nie ma mnie również w domu więc nie mam możliwości pisać częściej. Wybaczcie. 
Jest późno, powinnam w tym momencie spać, ale postanowiłam jednak posiedzieć, skoro w końcu mogę chwilę poświecić i wrzucić kolejny rozdział, który mam nadzieję, przypadnie Wam do gustu. Oczywiście czekam na opinie w komentarzach. Pozdrawiam:)

czwartek, 31 grudnia 2015

Niech każdy dzień Nowego Roku przynosi  sukces i powodzenie, miłość niech nigdy nie opuszcza Waszych serc, a łzy spływające po Waszych policzkach niech będą wyłącznie łzami szczęścia.
Wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku!
                                                           
                                                                                      życzy
                                                                                marudny elf


poniedziałek, 28 grudnia 2015

25.Emily...

Mario leżąc na kanapie w salonie słyszy rozmowę Emily, którą dziewczyna najprawdopodobniej prowadzi z jego mamą. Nie jest pewien, wnioskuje to z tego co słyszy.
-Ależ nie ma potrzeby, aby Państwo wracali wcześniej, przecież ja tu jestem.- tłumaczy spokojnie.- Julie ma się świetnie, ucina sobie właśnie drzemkę, Mario odpoczywa w salonie.- mówi.- Nic złego się nie dzieje.- milczy przez moment.- Tak, dostał zastrzyk rano. Proszę się nie martwić.- zapewnia.-Tak, do zobaczenia.-dziewczyna odkłada telefon,by następnie zabrać kubek z parującą herbatą. Kiedy wchodzi do salonu zauważa, że Mario już nie ucina sobie drzemki. 
-Myślałam, że nadal śpisz.- mówi stawiając kubek na stoliku przed kanapą, na której odpoczywa chłopak.
-Obudziłem się chwilę temu.- odpowiada.-Rozmawiałaś z moją mamą?- pyta.
-Tak.
-Bardzo cię męczyła?
-Nie bardzo, ale się martwi i musiałam odwieść ją od pomysłu natychmiastowego powrotu.
-Nie zdziwię się jak pomimo to i tak wrócą.- mówi chłopak po czym powoli próbuje się podnieść do pozycji siedzącej.
-Pomogę ci.- oferuje Emily i pomaga mu usiąść.
-Dziękuję.- słyszy z ust piłkarza.- Za to, że wczoraj się pojawiłaś, za to, że zajęłaś się moją córką i za to, że nadal zajmujesz się nie tylko nią, ale i masz na głowie i mnie dodatkowo.- mówi.
-Nie masz za co dziękować, zawsze chętnie pomogę, choć wolałabym widzieć cię w dobrej formie. Wczoraj naprawdę mnie wystraszyłeś.- wyznaje.
-Ja też się wystraszyłem.-przyznaje szatyn.- Miałem różne kontuzje, czasem naprawdę poważne, bolało mnie, ale nigdy nie miałem żadnego zapalenia znikąd właściwie. Wiem jak boli naciągnięty mięsień, ale jak się wczoraj obudziłem to od razu wiedziałem, że to nie od tego tak mnie boli. No i mam...- wzdycha.
-Najważniejsze, że jest lepiej, wiesz co się stało, dostałeś zastrzyk i teraz już naprawdę będzie dobrze.
-Tylko muszę znów czekać...
-Nie masz wyboru.
-Jak zawsze...- mruczy i upija łyk herbaty.
***
Kiedy pojawia się w klinice, w pokoju Marka, ten śpi. W pomieszczeniu jest jeszcze Sebastian, który widząc go proponuje mu pójście na kawę do bufetu,  na którą to propozycję chętnie przystaje.
-Muszę polecieć do domu.- mówi partner Marka.- Chcę być na pogrzebie mojego ojca, zarezerwowałem już bilet.- patrzy na Ricky'ego.- Nie chcę jednak zostawiać go samego. Wiem, że planowałeś powrót do domu, ale jeśli mogę cię prosić, byś został dwa dni dłużej, do mojego powrotu, to bardzo proszę zostań.- prosi go.
-Wczoraj rozmawiałem z Agnes, moją dziewczyną... Musiałem, bo miałem już wracać do domu.
-Nie zgodziła się? Zrozumiałe, ja też czułbym się niepewnie...
-Zostanę oczywiście.
-Jeśli masz mieć problemy ze swoją dziewczyną...
-Nic podobnego, ona nie ma nic przeciwko. Próbuję ci właśnie powiedzieć, że miałem zamiar zostać tutaj kiedy ty będziesz w domu, jeśli jest taka potrzeba. Nie chciałbym byś pomyślał, że się narzucam, jestem nadopiekuńczy czy coś podobnego.
-Dziękuję. Nie chcę by został sam. On nie może być teraz sam. 
-Nie będzie. Wyjadę po tym jak wrócisz.- zapewnia Ricky. Przez chwilę piją kawę w milczeniu. Sebastian wyraźnie nad czymś się zastanawia, ale nie mówi nic, więc Ricky nie pyta. Dopiero po chwili w końcu partner Marka się odzywa.
-Mark mówił mi, bez szczegółów oczywiście, że twoja rodzina, kiedy dowiedziała się, że jesteście razem odrzuciła cię... Mnie też...- wyznaje i podnosi wzrok .- Choć to, że mnie odrzucili to lekko powiedziane. Mój ojciec... on...- przerywa na moment, by po kilku sekundach znów mówić.- Bałem się powiedzieć, ale z drugiej strony miałem dość tego, że ciągle mnie swatali z córkami znajomych. Gdybym wiedział co się stanie, gdybym wiedział jak to przyjmą, nigdy bym tego nie powiedział.-wyznaje.-Wybuchła wielka awantura, próbowałem tłumaczyć, ale nikt nie chciał słuchać, on krzyczał, wyzywał mnie, a moja matka nie mówiła nic, po prostu płakała. Kiedy próbowałem się bronić dostałem w twarz, ale na tym jednym razie się nie skończyło. Mój ojciec był dobrze zbudowanym mężczyzną, nie miałem szans. Pamiętam jak pociągnął mnie za włosy, kiedy chciałem uciec z pokoju, szarpnął mnie i pamiętam ból głowy, gdy upadłem na parkiet. Potem obudziłem się w szpitalu z pękniętą czaszką i niedowładem prawej ręki.  Byłem w prywatnej klinice, gdzie mogłem dojść do siebie, gdzie była rehabilitacja, ale gdzie byłem sam. Nigdy nie usłyszałem przepraszam. - wyznaje, a Ricky domyśla się, jak źle w tym momencie musi czuć się chłopak.- Najpierw, kiedy usłyszałem o jego śmierci, to pomyślałem sobie, że nie pojadę, bo przecież nie muszę czuć się zobowiązany. Ale to mój ojciec. To mój ojciec.- patrzy na Ricky'ego.- Postępuję irracjonalnie pewnie...
-Nie postępujesz, wiem co czujesz. Mój ojciec nie umarł i mnie nie pobił, ale po wielu latach, jak już wróciłem do Dortmundu, nie będąc już z Markiem, ale to akurat najmniej ważne, miał poważny wypadek. Mógł wtedy umrzeć, a ja, choć byłem zły, miałem do niego ogromny żal, to jednak nie mogłem nie pojawić się w szpitalu, pomimo wszystko. Bo to mój ojciec. I jestem pewien, że dobrze robisz jadąc na pogrzeb pomimo tego, co się stało. Nie rób tego dla innych, po prostu zrób to dla siebie. 
***
-Dzięki. -mówi Marco odbierając od Emily kubek z herbatą.
-Pójdę zobaczyć do małej.- mówi dziewczyna.
-Śpi, byłem przed momentem. Możesz spokojnie sobie usiąść.
-Nie chcę wam przeszkadzać.- stwierdza.
-Nie będziesz. Chodź.-namawia ją.
Obydwoje wchodzą do salonu, gdzie w pozycji półsiedzącej jest Mario popijając swoją herbatę i rozmawiając przez telefon ze swoją mamą. Po cichu, aby nie przeszkadzać w rozmowie siadają na kanapie.
-Mamo wszystko jest w porządku. Z Julie też, Emi świetnie się nią zajmuje, jak zawsze zresztą.- Tłumaczy zirytowanym tonem.- Tak, mną też się zajmuje, mamo, choć nie ma takiego obowiązku.- dodaje.- Tak, dostałem kolejny zastrzyk. - słucha przez chwilę.- Dobrze kończę, bo jest Marco i Emily. Do zobaczenia jutro po południu tak? Do zobaczenia.- rozłącza rozmowę po czym odkłada komórkę unosząc się lekko,a  wtedy jedna z poduszek, którą ma pod plecami wysuwa się co natychmiast zauważa Emily, więc podnosi się, podchodzi bliżej niego, po czym wsuwa ją na miejsce.
-Wysunęła się.- tłumaczy.
-Dziękuję.- mówi Mario.
-Nie jest ci zimno w stopy?- pyta widząc, że piłkarz nie ma ubranych skarpet.
-Jest w porządku, dziękuję.- odpowiada mężczyzna.- Momentami zachowujesz się jak moja mama.- uśmiecha się szatyn.
-Gdybyś usłyszał wszystko, co ja usłyszałam przez telefon, też byłbyś nadopiekuńczy. Chociaż ja i bez tego jestem...- przyznaje dziewczyna.
-Co akurat nie jest wadą.- dodaje Marco.- Lepiej być troskliwym niż obojętnym.- kwituje.
-Wychodzę z tego samego założenia.- zgadza się Emily.
-Cóż... a ja nie będę narzekać, bo jestem wam wdzięczny, że jesteście.- mówi poważnie.-Oszalałbym sam.- dodaje.
-Hej... Będzie w porządku.- mówi blondyn.
-Powiedz to moim plecom.
***
Natalie całuje śpiącego Oliego, a zaraz potem Cassie. Uśmiecha się, kiedy patrzy na swoje pociechy pogrążone we śnie. Jest taka szczęśliwa, że je ma. Nie wyobraża sobie życia bez tych małych istot. Tak bardzo je kocha. 
Słyszy odgłos zamykanych drzwi na dole, więc jest pewna, że jej mąż wrócił i własnie wszedł do domu. Zostawia włączoną lampkę, po czym wychodzi z pokoju dzieci. Marco znajduje w kuchni, kiedy pije wodę z wysokiej szklanki. Podchodzi do niego, po czym obejmuje go w pasie wtulając się w jego klatkę piersiową. Piłkarz odkłada szklankę na blat, a zaraz potem obejmuje ją i jeszcze mocniej przytula do siebie.
-Stęskniłaś się?- pyta.
-Zawsze jestem stęskniona.- słyszy odpowiedź.- Pocałuj mnie.- prosi. Dostaje to czego chce już kilka sekund później. Jej mężczyzna bowiem pochyla się odrobinę, po czym czuje jego usta na swoich. I choć są ze sobą już długo, choć wymienili przez ten czas między sobą tysiące pocałunków, to ona nigdy nie ma dość ust swojego męża. 
Mija dłuższa chwila, kiedy w końcu odsuwają usta od siebie. Marco uśmiecha się patrząc na jej zaczerwienione usta. 
-Kocham cię.- mówi jej, choć tego dnia wypowiedział te słowa już kilka razy.
-Kocham cię bardziej.- słyszy z jej ust.- I cieszę się, że jesteś już w domu. Pomyślałam o kąpieli...- mówi patrząc na niego.
-Wspólnej...- podpowiada jej.
-Wspólnej.- przytakuje Natalie uśmiechając się.
-Pójdę napuścić wodę, ale najpierw zajrzę do naszych dzieci i dam im buziaka na dobranoc.
-Dobrze.
Chwilę później, kiedy Natalie zjawia się w łazience jej mąż jest już w wannie. 
-Czekałem na ciebie.- mówi jej więc nie zastanawiając się długo dołącza do niego. Woda jest ciepła i przyjemna, ale jeszcze przyjemniej czuje się opierając się placami o klatkę piersiową swojego męża, głowę opierając na jego ramieniu, czując delikatne pocałunki, które mężczyzna składa na jej szyi.
-Mieliśmy wziąć kąpiel.-  przypomina Natalie uśmiechając się.
-Przecież się kąpiemy.- odpowiada blondyn.- Zawsze cię całuję więc dlaczego w wannie miałoby być inaczej?
-W wannie też zawsze mnie całujesz.- zauważa malarka.
-I nie tylko...- dodaje Marco składając kolejny pocałunek na jej szyi, a potem odwracając jej twarz bardziej w jego stronę i sięgając ustami do jej ust.- Rozumiem jednak, że dzisiaj mam być grzeczny?- patrzy na nią mrugając.
-Wiesz to zależy...- zaczyna Nat.- Jeśli chcesz za 9 miesięcy powitać kolejnego małego członka naszej rodziny, co jest bardzo, bardzo prawdopodobne, jeśli będziesz kontynuować, to nie musisz przestawać.- jego żona przesuwa się lekko, zmienia pozycję tak, że teraz może tulić się do niego siedząc już bokiem. Marco całuje ją w czoło. 
-Będę grzeczny.- obiecuje, a Natalie uśmiecha się wtulając się w jego ciało. Niedawno rozmawiali bowiem o trzecim dziecku, ponieważ obydwoje chcieliby, by w ich życiu pojawił się kolejny owoc ich miłości, jednak postanowili, że to jeszcze nie ten czas, że powinni jeszcze poczekać. -Choć naprawdę trudno mi to przychodzi mieć cię tak blisko i skończyć na pocałunkach i przytulaniu.- dodaje i jest pewien, że jego żona choć nie widzi w tym momencie jej ust, to jednak się uśmiecha. 
Spędzają w wannie jeszcze kilkanaście minut, by po kąpieli i dokładnym wysuszeniu położyć się do łóżka.
-Co u Mario, bo nie zapytałam w końcu, choć taki miałam zamiar?-pyta brunetka.
-Dostał kolejny zastrzyk, czuje się lepiej. Jego mama dzwoni ciągle, by się upewnić, czy wszystko w porządku, chyba naprawdę się bardzo wystraszyła.
-To pewnie Mario się denerwuje?
-Stara się tego po sobie nie pokazywać. Dodatkowo Liliana dzwoni do Emily, ale ona to już chodząca oaza spokoju. Jest mega cierpliwa, Mario mi opowiadał jak rozmawia z jego mamą, jak spokojnie odpowiada na każde pytanie, podczas gdy jego roznosi, choć wszystkiego nie słyszy.
-To musi być ciekawie.
-Wiesz coś ci powiem... Może nie powinienem, ale coś mi przyszło na myśl w momencie, w którym Emily poprawiała Mario poduszkę, jak mu się wysunęła... To znaczy już wielokrotnie to przychodziło mi na myśl, ale dziś znów...
-No to  powiedz co to takiego?- pyta zaciekawiona Natalie.
-Wiem, że to pewnie nierealne, bo znam mojego przyjaciela, wiem jak bardzo kochał i kocha Ann... I wiem, że mało prawdopodobne, by się szybko przełamał i dał komuś szansę, ale wiesz... myślę, że to powinien być ktoś taki jak Emily. - mówi Marco.
Natalie zastanawia się nad słowami, które wypowiedział jej mąż. I przyznaje mu rację.
-Masz rację Marco. - mówi.
-Tylko czy to się kiedykolwiek zdarzy? 
-On nadal potrzebuje czasu.
-Wiem o tym doskonale.
*** 
Uśmiecha się słuchając jak jego żona nuci  piosenkę, która własnie w tym momencie leci w jednej z ich ulubionych stacji.Ann również się uśmiecha podśpiewując i głaszcząc troskliwie jej duży ciążowy brzuszek. On przez moment również go dotyka, wtedy, kiedy jego żona mówi, iż jego córka kopie. Ruchy ich dziecka, które dokładnie czuje, kiedy trzyma dłoń na wypukłym brzuszku żony, wywołują na jego twarzy jeszcze większy uśmiech. 
-Będzie piłkarką?- żartuje Ann.
-Ma to w genach po tatusiu.- dodaje Mario.
Ann uśmiecha się, a on bierze dłoń i układa ją spowrotem na kierownicy. Czuje jak jego żona kładzie swoją dłoń na jego udzie.
-Nadal nie mogę w to uwierzyć, że ten nasz mały cud będzie z nami już za 6 tygodni.- mówi jego żona.
-Nie mogę się doczekać kochanie.- twierdzi piłkarz.- Myślę, ze ta mała kobietka odwróci nasz świat do góry nogami, ale pozytywnie oczywiście.
-Jestem tego pewna.- przyznaje mu rację.-Choć nie potrafię sobie ciebie wyobrazić po tym jak ta twoja mała księżniczka postanowi nas obudzić kilka razy w nocy. Myślę, że szybko zrezygnujesz z pomysłu, by łóżeczko było w sypialni. Przecież będziesz chodził na treningi zmęczony.
-Nie będziesz spać w osobnym pokoju z dzieckiem. Nie ma mowy. Nie chcę i nie potrafię spać bez ciebie. - mówi, a Ann się uśmiecha.-I nie chcę się tego uczyć.- dodaje. 
-Jestem taka szczęśliwa.- mówi blondynka.
-Ja też kochanie. - odpowiada jej, potem jadą w ciszy. Ann sprawdza instagram na tel, a on prowadzi. Nie rejestruje momentu w którym nagle jakieś światło go oślepia. Szarpie samochodem, słyszy potworny huk, potem czuje ból uderzając głową w boczną szybę. Poduszka oczywiście się otwiera, ale nie boczna. Kilka sekund trwa zanim może myśleć. Spogląda w bok i widzi twarz Ann całą we krwi. 
-Ann, nie!!!- krzyczy.- Nie!!!- krzyczy ponownie.- Ann!!! Ann!!! Nie!!! Nie!!!
***
Budzi ją krzyk. Najpierw, wyrwana ze snu nie wie co się dzieje, a potem zdaje sobie sprawę, że głos należy do Mario. Idąc do sypialni piłkarza zerka do dziecięcego pokoju upewnić się, czy Julie przypadkiem się nie obudziła, ale dziewczynka śpi więc przymyka drzwi. Kiedy wchodzi do pokoju piłkarza, który już nie krzyczy, bo się obudził, podchodzi i siada na skraju jego łóżka. Mario próbuje uspokoić oddech oraz szybkie bicie serca, bo w tym momencie bije tak szybko jakby miało zaraz wyskoczyć mu z klatki piersiowej. Chłopak łapie łapczywie powietrze.
-Spokojnie.- mówi Emily.- Musisz się podnieść do pozycji siedzącej, będzie ci łatwiej oddychać.- mówi mu po czym pomaga mu usiąść. Podkłada mu pod plecy poduszki.- Spokojnie Mario.- mówi dziewczyna.- Już dobrze.- gładzi palcami jego dłoń,a on skupia się na oddychaniu. Emily siedzi z nim dopóki uścisk w jego klatce piersiowej nie mija, a potem wychodzi na moment, by zrobić mu melisę. Nie pyta o nic, po prostu jest. Mario jest jej wdzięczny, bo nie jest w stanie odpowiadać na pytania. Chłopak wie, że już nie zaśnie dlatego ma zamiar położyć się w salonie i po prostu oglądać tv. 
- Spróbujesz zasnąć?
-Nie zasnę już. Położę się na kanapie i pooglądam tv.
-Dobrze.
Emily zostawia go chwilę później leżącego na kanapie po czym idzie na górę do pokoju gościnnego. Nie śpi już tej nocy ani ona ani Mario, który wcale nie ogląda tv na dole, a zdjęcia Ann w swoim telefonie, ale oprócz niego nikt o tym nie wie.
***
Dzieci szaleją na placu zabaw, a ona siedzi na jednej z ławek obserwując je. Nie zauważa momentu w którym Emilie zjawia się obok niej.
-Cześć.- mówi czym przyciąga uwagę Natalie.- Co za miłe spotkanie.
-Cześć.- dopowiada.- Przepraszam, zamyśliłam się.
-Nie szkodzi. Mogę?- pyta Emily wskazując na ławkę.
-Jasne. A gdzie masz Julie?- pyta malarka.
-Wrócili rodzice Mario więc została z nimi, a ja mam wolne.- tłumaczy.
-A jednak?
-Tak, mieli wrócić po południu, ale jak widać nie wytrzymali.
-Liliana zawsze była opiekuńcza, ale nie nadopiekuńcza. Taka stała się po tym co się wydarzyło, po wypadku i śmierci żony Mario.
-Domyślam się.
-Wracasz do domu?
-Tak, za chwilę. Zaparkowałam samochód na parkingu przy placu zabaw, bo nie miałam za bardzo gdzie w innym miejscu i miałam iść na małe zakupy, ale zauważyłam cię, więc przyszłam. Olie i Cass szaleją.- zauważa.
-Mają tyle energii, że nie nadążam za nimi momentami.- uśmiecha się Natalie.
-Myślę, że Jull też nie zatrzyma jak będzie już potrafiła dobrze chodzić. Jest grzeczna, ale mega ruchliwa i ciekawa.
- Z tego co mówiła mama Mario, on również taki był, bo Ann podobno była spokojnym dzieckiem.- mówi Natalie.-Boże, nadal nie mogę w to uwierzyć, że jej nie ma... To takie nierealne...- wzdycha malarka.
-Wołał ją w nocy przez sen.- mówi Emily, a Natalie patrzy na nią.
-Kogo?
-Ann.- odpowiada.- Wołał ją przez sen.- dodaje.
***
Łapcie kolejny.
Jak nie dodaję, to nie dodaję, jeśli natomiast już zacznę, od razu dwa :)
Jak się Wam podoba?

niedziela, 27 grudnia 2015

24. Nieszczęścia chodzą parami...

Nie ma pojęcia co ma powiedzieć, nie wie co robić. Właściwie czuje się bezradny. Stara się, bardzo się stara jednak to co robi nie wystarcza, jego słowa, czyny nie docierają do jego partnera. Ubolewa nad tym, z dnia na dzień coraz bardziej. I nie tylko on. Ricky również, bo został dłużej niż miał w planach. Nie mógł wyjechać, po prostu nie mógł. 
***
Idąc korytarzem z dwoma kubkami parującej kawy w dłoniach już z daleka dostrzega Sebastiana, który siedzi pod pokojem, w którym leży Mark, na jednym z krzesełek. Nie widzi dokładnie jego miny, ale domyśla się, że na twarzy chłopaka maluje się głównie smutek. Jest taki od kilku dni, właściwie to on jest coraz smutniejszy i choć chciałby mu pomóc, nie umie.  
Przykuwa uwagę Seby, kiedy siada obok niego na krzesełku i podaje mu kubek z kawą:
-Wziąłem taką jak lubisz.- mówi, po czym zauważa, że chłopak siedzący obok stara się uśmiechnąć do niego z wdzięcznością, ale wychodzi z tego jedynie grymas.-Co powiedział tym razem?- pyta, gdyż jest pewien, iż Mark powiedział swojemu partnerowi coś, co go dotknęło.
-Nic takiego...- odzywa się chłopak.-Dziękuję za kawę.
-Nie musisz mi dziękować.- odpowiada patrząc na niego i choć może nie powinien nic mówić, może powinien dać mu spokój, to jednak nie może.- Nie tłum tego w sobie.- Mówi po chwili.- Uwierz mi to nie jest dobry sposób. Wiem to z własnego doświadczenia. Jestem pewien, że powiedział coś, co cię mocno dotknęło. Widzę to po twojej twarzy...
-Praktycznie mnie nie znasz...
-Jestem dobrym obserwatorem...- mówi, a chłopak siedzący obok niego wzdycha, Ricky nie pyta już więcej, nie chce naciskać. Chwilę później z ust Sebastiana słyszy jednak co się stało. Słyszy słowa, które wypowiedział Mark, a które tak zabolały Sebę. I nie dziwi mu się, że cierpi. On też by cierpiał. 
-Posłuchaj mnie.- zwraca się do chłopaka.- On powie jeszcze więcej takich rzeczy, a ty, jeśli ci naprawdę na nim zależy, a widzę, że tak, będziesz musiał to znieść. Będzie cię ranił, a ty będziesz musiał być silny. Za Was obydwóch. I będziesz musiał nauczyć się nie brać tego tak bardzo do siebie, bo jestem pewien, że gdy on mówi, że nie chce cię przy sobie, to myśli zupełnie odwrotnie. Ja to wiem, ty też to wiesz. Odpycha cię, bo teraz sądzi, iż jesteś przy nim  bo tak trzeba, że się nad nim litujesz i pewnie obawia się, iż zapewne niedługo odejdziesz, znajdziesz sobie kogoś, kto będzie bez skazy.
-To nieprawda, tak się nie stanie.- zapewnia chłopak.
-Wiem, on pewnie też w normalnej sytuacji myślałby podobnie, jednak w tym momencie przemawia przez niego żal i strach. Potrzeba czasu i cierpliwości.- tłumaczy spokojnie.- Głowa do góry.
Sebastian spogląda na niego. Nic nie mówi, ale on domyśla się co ten chce powiedzieć. Chwilę później partner Marka wychodzi z oddziału, a on, zaraz po tym jak z pokoju wychodzą pielęgniarki, wchodzi do środka. Mark spogląda na niego przez dłuższą chwilę, ale potem odwraca wzrok.
-Nie dacie mi spokoju, prawda?- pyta.
-Nie rozumiem dlaczego mówisz te wszystkie rzeczy? - zajmuje miejsce na fotelu znajdującym się obok łóżka.
-O co ci chodzi?
-Wiesz, że robisz mu tym krzywdę?- bardziej stwierdza niż pyta Ricky.- Zdajesz sobie sprawę, że to wszystko go dotyka?
-Dasz mi spokój?
-Nie dam, Mark.- odpowiada.
-Dlaczego nadal tu tkwisz?- jego były partner zwraca się do niego.- Masz przecież dziewczynę, swoje życie, kochasz ją... Nie powinieneś być przy niej? 
-Agnes wie gdzie jestem.- odpowiada.
-Wracaj do niej, a mnie zostaw w spokoju. Nie trać czasu.- mówi mężczyzna.
-Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Nie ma słów, które mógłbyś wypowiedzieć, a które tak bardzo by mnie zraniły, bym stąd uciekł.
-Uwierz mi, że znalazłbym takie słowa.- mówi gorzko Mark.
Ricky spogląda na niego i zastanawia się przez moment nad tym co powiedzieć. Mógłby powiedzieć wiele, postanawia jednak niektóre kwestie przemilczeć.
-Wiem, że wszystko co teraz mówisz nie jest prawdą. Sebastian również to wie. I proszę cię, nie rób nic, by w to zwątpił.- patrzy na niego.- Bo w pewnym momencie możesz go stracić, a tego nie chcesz. Wiem, że nie chcesz...
***
-Nie wraca?- pyta Natalie stawiając kubek z kawą przed swoją przyjaciółką.
-Postanowił zostać jeszcze kilka dni.- informuje ją blondynka.
-Rozmawialiście?
-Tak, dość długo.
-Uspokoiłaś się?
-Tak.- odpowiada.- Bałam się po prostu. Nie wiem sama... Chyba myślałam sobie, że jego uczucia... że one...
-Zwątpiłaś, że kocha cię bardziej niż kochał jego, tak?- pyta Natalie wprost.
-Wiem, że mnie kocha, ale ja... w tej sytuacji... Boże, sama już nie wiem co sobie myślałam. Nie powinnam nawet o tym myśleć. Przecież to co ich łączyło to przeszłość, gdyby chciał do tego wrócić, to miał po temu okazję wcześniej. 
-No właśnie, więc nie masz się co martwić.- zapewnia ją malarka.
-Jednak chciałabym, aby wrócił. Tak bardzo za nim tęsknię...
***
Nie ma pojęcia co się dzieje, ale jego córka zdecydowanie nie ma tego dnia dobrego humoru, co mu bardzo dobitnie okazuje popłakując co chwilę. Próbuje wszystkiego. Podaje jej, jej ulubione zabawki, pokazuje książeczki, czyta je, w końcu zabiera na dwór, ale ona nadaj jest rozdrażniona. Nie ma temperatury, więc opcja z chorobą odpada. Julie jest marudna, ciągle pokazuje mu, by brał ją na ręce, a on nie może, ponieważ lekarz nie pozwolił. Niestety jego córka nie rozumie tego, przecież jest małą dziewczynką. Jest z nią sam, Emily tego dnia nie ma przychodzić, a jego rodziców nie ma.
-Kochanie błagam cię, ja naprawdę nie wiem co się z tobą dzisiaj dzieje.- mówi kiedy po raz kolejny Julie zaczyna łkać i po raz kolejny wyciąga do niego dłonie. Mario, choć nie powinien nachyla się, by wziąć dziewczynkę na ręce. Niestety w momencie,  w którym ją podnosi czuje ostry ból pleców. Z jego ust wydobywa się jęk, ale nie puszcza Julie. Powoli prostuje się, a jeszcze chwilkę później podchodzi do blatu w kuchni, bierze w dłoń telefon, po czym wybiera nr Emily. Dziewczyna odbiera po dwóch sygnałach.
-Słucham.
-Cześć.- mówi Mario starając się mówić spokojnie, choć czuje ból.- Przepraszam, ale mogłabyś przyjechać?- pyta mając nadzieję, że za kilka sekund padnie twierdząca odpowiedź.Julie wierci się w jego ramionach, a on odczuwa coraz większy ból.- Jull błagam...- wzdycha.
-Co się dzieje? W porządku?
- Podnoszenie jej nie było dobrym pomysłem...- wzdycha.
-Zaraz będę...- słyszy tylko po czym połączenie zostaje zerwane. Piętnaście minut później pojawia się Emily. Piłkarz otwiera jej drzwi, po czym bez słowa wpuszcza do domu. Kiedy ten zamyka drzwi ona zauważa jak ostrożnie chłopak się porusza.
-Dlaczego ją podnosiłeś, przecież nie możesz?- pyta dziewczyna.
-Po prostu nie miałem już pomysłu... Cały dzień popłakuje i marudzi.- odpowiada idąc z Emily w stronę salonu gdzie jego córeczka bawi się w kojcu niezadowolona. Emiky podchodzi do niej, a na ustach dziewczynki w momencie, w którym zauważa dziewczynę na chwilę pojawia się uśmiech. Od razu wyciąga do niej małe rączki, ale Emily nie bierze jej.
-Julie a gdzie jest twoja ulubiona śpiewająca kaczuszka?-pyta zwracając się do małej dziewczynki. Mała rozgląda się.- Nie ma jej? Poczekaj a ja jej poszukam dobrze? Zostań z tatusiem, a ja zajrzę do twojego pokoju. 
Emily znika, a Julie o dziwo siedzi spokojnie w kojcu patrząc ciągle w stronę gdzie poszła jej opiekunka. Mario stoi po prostu obok kojca. Chwilę później Emily zjawia się z kolorową kaczuszką, zabawką edukacyjną. Podaje ją małej, a ta piszczy z zachwytu. Mario obserwuje tę scenę. Dziewczynka kiedy dostaje ulubioną zabawkę zajmuje się nią i nawet nie zwraca uwagi na dwójkę dorosłych stojących obok.
-Co to za zabawka?- pyta Mario.
-Kupiłam jej przedwczoraj. Ona bardzo ją lubi i naprawdę się nią bawi. Kupiłam, bo ostatnio była marudna, myślę, że przez to opuchnięte dziąsło, o którym ci mówiłam. 
-Zapomniałem... Mówiłaś, że ten żel pomaga.
-Nie posmarowałeś jej?
-Zapomniałem, Boże... Jak mogłem zapomnieć?- wzdycha piłkarz.
-Nic się nie stało przecież. Zaraz to zrobię, a ty się połóż.
-Przepraszam, że zawracam ci głowę w wolny dzień. Ja naprawdę sam bym się nią zajął, ale tak mnie boli, że nie dam rady, a Marco i Nat mieli gdzieś jechać i...- tłumaczy się, bo ma wyrzuty sumienia, że zawraca Emily głowę. Jednak jej ciepła dłoń, którą dziewczyna nagle kładzie na jego dłoni przerywa potok słów wydobywających się z jego ust.
-To w porządku. Nic się nie stało.- patrzy mu w oczy.- Ja wiem, że w normalnych okolicznościach poradziłbyś sobie świetnie w opiece nad Julie, ale teraz naprawdę nie możesz więc ja się zajmę tym małym aniołkiem, a ty w tym momencie położysz się grzecznie do łóżka i pozwolisz swoim plecom odpocząć, tak?
-Tak.
-Świetnie, że się rozumiemy.- uśmiecha się dziewczyna.- Mam nadzieję, że odpoczynek pomoże i ból minie.
-Ja też mam taką nadzieję.
***
Kiedy zjawia się w szpitalu około godziny 17:30 w pokoju Marka nie zastaje jego partnera. Mark spogląda na niego jedynie przelotnie w momencie, w którym wchodzi do środka, po czym znów odwraca wzrok w stronę okna.Ricky przez chwilę układa na szafce butelki z wodą i sokami, które przyniósł. Kiedy kończy siada w fotelu przy łóżku pacjenta. Mark jak zwykle milczy, więc to on się odzywa.
-Gdzie jest Seba?- pyta.
-Skąd mam to wiedzieć?- pada odpowiedź. Ricky jest zaskoczony tonem głosu Marka w momencie wypowiadania tych słów. - Kiedy wyszedł? Co mu znowu powiedziałaś?- pyta dziennikarz.
-Daj mi spokój, nic mu nie powiedziałem, dobra?
-Nie wierzę. Więc gdzie on jest?- pyta patrząc na Marka.
-Nie mam pojęcia, dobra? Może w końcu dotarło do niego to co mu powiedziałem. Może dostrzegł w końcu jak wyglądam i jak będę wyglądać kiedy stąd wyjdę...
-Mark.
-Daj mi spokój.
-Zadzwonię do niego.
-Po co? Nie pojawił się, nie chciał więc po co będziesz do niego dzwonił? 
-Bo coś musiało się wydarzyć. Nie rozumiesz tego, że ten chłopak cię kocha? Nie rozumiesz tego naprawdę? I jeśli nie przyszedł to dlatego, że coś musiało się wydarzyć?
***
Budzi go ból. Zostaje właściwie przez niego wyrwany ze snu. Nie wie co się dzieje, ale bardzo go boli. Próbuje usiąść, jednak jest to bardzo bolesne więc zaciska zęby i to robi. Zerka na zegarek stojący na szafce przy łóżku i widzi, że zasnął zaledwie pół godziny wcześniej. Gdzieś z dołu dobiegają go głosy Emily i Julie, która popiskuje radośnie. Plecy nadal bolą, właściwie ból jest pulsujący. Nie mija, jedynie momentami zmniejsza się nieznacznie, aby za kilkanaście sekund uderzyć z podwójną mocą. Piłkarz domyśla się, że to nie minie. Postanawia pomimo wszystko wstać, niestety nie udaje mu się to, bo w momencie próby podniesienia się z łóżka nowa fala bólu uderza w niego z taką siłą, że przez moment brakuje mu powietrza. Słyszy głos Emily bliżej i jest pewien, że dziewczyna idzie na górę po schodach. Woła ją. Po kilkunastu sekundach w jego sypialni zjawia się dziewczyna z jego córeczką na rękach.
-Co się dzieje?- pyta.
-Bardzo mnie boli.- oznajmia cicho.- Zawieziesz mnie na SOR?- pyta piłkarz i obserwuje jak bardzo Emily jest zaskoczona jego pytaniem. 
***
Przegląda w pośpiechu jego ubrania chcąc znaleźć coś naprawdę wygodnego, najlepiej jakieś spodnie dresowe i bluzę. W końcu wybiera coś odpowiedniego. Kiedy ponownie wchodzi do sypialni Mario, zastaje go tak jak go zostawiła, siedzącego na łóżku. 
-Mam coś w czym będzie ci wygodnie.- układa ubrania obok niego.
-Pomożesz mi się ubrać?- pyta chłopak, bo wie, że sam sobie nie poradzi gdyż każdy ruch sprawia mu naprawdę wielki ból.
-Oczywiście.- zgadza się dziewczyna. Wciąga mu przez głowę koszulkę, a potem pomaga wsunąć ręce w rękawy obserwując każdy grymas na twarzy Mario. Z włożeniem spodni nie jest wcale lepiej, ale w końcu się udaje. Na końcu zakłada na stopy piłkarza skarpety, potem w końcu ubiera mu buty.
-Myślę, że w samej koszulce może ci być chłodno.- oznajmia po czym znika na moment, by za kilkanaście sekund wrócić z bluzą w dłoni, którą zarzuca mu na ramiona. Mario z pomocą Emily wstaje z łóżka. Plecy nadal go bolą, w pozycji stojącej jeszcze bardziej, ale wie, że musi wytrzymać, musi dotrzeć do kliniki. Z pomocą dziewczyny schodzi po schodach na dół, gdzie zostaje na chwilę, by Emily mogła wrócić po Julie, a następnie zanieść dziewczynkę do garażu po czym posadzić w foteliku i przypiąć, aby potem mogła wrócić po jej ojca. Tak też robi. Kiedy piłkarz z Emily idą do samochodu powoli, Mario czuje cały czas rękę Emily obejmującą go w pasie. Zajęcie miejsca na siedzeniu łączy się z kolejnym uderzeniem bólu, co Emily zauważa.
-Myślę, że lepiej by było dla twoich pleców gdybym po prostu wezwała karetkę.- mówi mu, ale wtedy on siedzi już na miejscu pasażera zagryzając wargę z bólu. Piłkarz czuje ciepłą dłoń Emily kiedy dziewczyna kładzie ją na jego dłoni.- Wytrzymaj jeszcze chwilę, za chwilkę będziemy w klinice.
Mario spogląda na nią i kiwa głową. Jakieś 10 minut później parkują przed szpitalem. Mario chce spróbować wysiąść, ale ona mu nie pozwala. Chwilę później zjawia się z wózkiem i pielęgniarzem. 
***
Siedzi na jednym z plastikowych krzesełek na poczekalni przed pokojem segregacji na SOR. Julie choć jest zmęczona to jednak o dziwo nie sprawia problemów, nie marudzi tylko siedzi na jej kolanach i bawi się breloczkiem od kluczy, który chwilę wcześniej jej dała. Są już w tym miejscu około godziny, właściwie nic nie wiedzą. Odkąd zabrano Mario nikt nie udzielił jej żadnych informacji. Pielęgniarka, której pytała twierdziła, że nic jeszcze nie wiadomo, prosiła by czekać. Więc czekają. Jako, że napisała do Marco wiadomość jest pewna, iż ten zjawi się w szpitalu kiedy tylko ją odczyta. Dziewczyna nie myli się. Chwilę później zjawia się blondyn.
-Co się stało?
-Odpoczywał, ja zajmowałam się Jull. Kiedy szłam z nią na górę usłyszałam jak mnie woła. Nie mógł sam wstać z łóżka, nie mógł sam się ubrać...
-Plecy tak?
-Tak, w części krzyżowej. Dziś podniósł Jull, choć lekarz zabronił. Marudziła, był z nią sam, więc kiedy po raz kolejny się rozpłakała niewiele się zastanawiając ją podniósł. Potem zadzwonił, żebym przyszła, już wtedy bardziej go bolało, jednak mógł funkcjonować. Teraz nie był już w stanie.
***
Kiedy wraca do instytutu nadal jest sam. W momencie w którym wchodzi do pokoju Marka zauważa, że ten jakby posmutniał zauważając, że jest sam. Powoli podchodzi do łóżka Marka po czym siada w fotelu. Mężczyzna leżący na łóżku nie pyta o nic. Nie pyta czy znalazł Sebastiana, nie pyta czy coś wie dlatego on sam zaczyna mówić.
-Nic mu nie jest.- oznajmia czym zyskuje uwagę Marka.- Jednak stało się coś, o czym pewnie powinieneś wiedzieć.- dodaje.
-Co?
-Jego ojciec dziś zmarł.- mówi Ricky.
-Ojciec Sebastiana?- Ricky kiwa potakująco głową. Mark patrzy na niego wyczekująco, jakby chciał wiedzieć coś więcej.-Kto mu powiedział?
-pyta w końcu.
-Ktoś z jego kolegów zadzwonił. Nikt z rodziny w każdym razie.
-Tego się domyśliłem.  Nawet w takim momencie nie potrafią się właściwie zachować.- komentuje Mark ze złością, ale kilka sekund później jego głos łagodnieje.- Co z nim?
-Mówi, że w porządku, ale nie jestem pewien... 
-Nie jest w porządku, to był jego ojciec pomimo wszystko.- komentuje cicho Mark.
-Nie mieli dobrych stosunków?- pyta Ricky.
-To podobna historia do twojej.- tłumaczy starszy z nich.-Jednak jego rodzice zachowali się dużo gorzej niż twoi. 
Przez chwilę milczą. Ricky obserwuje jak Mark autentycznie się martwi, choć nic nie mówi. Po dłuższej chwili jednak odzywa się w końcu.
-Mogę cię o coś prosić?
-Tak, możesz.
-Nie zostawiaj go samego, proszę.- patrzy na byłego partnera.- Pójdziesz do niego, proszę?
-Mógłbym, ale właściwie jestem dla niego obcą osobą, nie wiem czy sobie tego życzy.
-Jeśli nie, to powie ci o tym. 
-Dobrze.- zgadza się.- A czy ja mogę ciebie o coś prosić?- pyta Ricky.
-Tak.
-Przestań go odpychać.- mówi po prostu.- Jeśli się boisz, że cię zostawi, bo będziesz miał blizny, to się mylisz. Ty byś tak postąpił, gdyby to on miał  wypadek?
-Nie.
-Więc sam masz odpowiedź. On tu jest, bo chce tu być. Jest z tobą, ponieważ chce, nikt go nie zmusza. Więc przestań mówić te wszystkie rzeczy. Potrzebujesz go, a on w tym momencie na pewno będzie potrzebował ciebie... Nie dodawaj mu cierpienia...
***
Marco widzi jak klubowy lekarz zjawia się w szpitalu. Zamieniają zaledwie kilka zdań, a potem ten znika za drzwiami pokoju, w którym prawdopodobnie znajduje się jego przyjaciel. Blondyn spogląda na Emily, która w tym momencie nosi Julie na rękach, a mała przysypia powoli. Nic nie mówią, czekają dalej.
***
Rozmawiają kiedy drzwi do pokoju się otwierają. Ricky nie jest zaskoczony widząc w nich Sebastiana. Chłopak podchodzi powoli do łóżka swojego partnera, a Ricky wstaje ze swojego miejsca. Mark patrzy cały czas na swoją drugą połowę.
-Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej, ale teraz jestem i... - przerywa na moment.- Jeśli chcesz znów mówić mi te wszystkie okropne rzeczy, to zaraz sobie pójdę, bo naprawdę nie mam siły tego słuchać...- wyznaje.- Nie mam siły Mark...
- Hej...
-On umarł Mark. On nie żyje...- mówi chłopak stojąc przy łóżku partnera.
***
Witajcie :)
Miało być w Święta, ale miałam gości wiec trochę nie miałam czasu. Jednak dziś rozdział już jest. Następny będzie niebawem, myślę, że w ciągu kilku następnych dni.
Dzięki, że nadal czytacie :)