Jest odrobinę spóźniona, kiedy wysiada z taksówki pod domem rodziców Mario. Płaci pośpiesznie taksówkarzowi, po czym prawie biegnie w stronę drzwi wejściowych. W przedpokoju wpada na piłkarza.
-Przepraszam, śpieszyłam się, bo mam spóźnienie, ale samochód mi się zepsuł...- mówi pośpiesznie.- Zdążysz prawda?
-Tak, ale właściwie to nic się nie stało, bo moja mama nie jedzie ze mną więc...
-Czyli nie jestem potrzebna, tak?- pyta spoglądając na niego.
-Przeciwnie, chciałem cię poprosić, abyś ze pojechała ze mną obejrzeć ten dom.- mówi piłkarz.-Proszę.
-Dobrze.-zgadza się dziewczyna po czym obydwoje opuszczają dom. Chwilę później jadąc w umówione miejsce Emily zastanawia się dlaczego Mario jest tak milczący.
-Pokłóciłeś się z mamą?- pyta dziewczyna w końcu.
-Tak.- pada odpowiedź.
-I to ty nie chciałeś, by pojechała z tobą na to spotkanie, czy ona nie chciała?- zadaje następne pytanie.
-Powiedziała, że to ma być mój dom więc najważniejsze, aby mnie się podobał.- tłumaczy.- Nie ważne. Nie chce pojechać to trudno. Nie podoba jej się to, że mam zamiar się wyprowadzić i robi wszystko, bym tego nie zrobił. Niby chce abym nie rozpamiętywał, chce, abym zrobił krok do przodu, ale jak chcę to zrobić to wtedy przestaje jej się to podobać.- mówi, a ona słucha.
-Może po prostu nie spodziewała się, że kolejnym krokiem będzie wyprowadzka. Może, a raczej na pewno się martwi.
-Wiem, staram się zrozumieć, ale z drugiej strony może ja potrzebuję stanąć na nogi po swojemu. Może nie potrzebuję już takiej dawki opiekuńczości. Ona jest nadopiekuńcza, co jest zrozumiałe, mogłem przecież zginąć... Może było źle, na pewno, gdyby nie moja rodzina do dziś nie byłoby lepiej, gdyby nie moi przyjaciele... Opiekowali się nie tylko moją córką, ale i mną. Jednak dziś już mogę sam się nami zająć. Chcę spróbować sam sobie radzić, choć przecież nie zamierzam odciąć Julie od dziadków. To nie tak przecież, że wyprowadzę się na koniec świata, a ona momentami się tak zachowuje...
-Przejdzie jej, tacy już są rodzice.
-Ona mi po prostu nie ufa. Nie wierzy w to, że jestem w stanie sam zająć się na dłuższą metę moją córeczką, że będę dodatkowo musiał podwozić Julie...
-Poradzisz sobie.- mówi z przekonaniem Emily.
-Poradzimy sobie.- poprawia ją.- Bo mam nadzieję, że nadal będziesz opiekować się moją córeczką, że w naszej umowie nic się nie zmieniło?- zerka na nią.
-Tak, będę jeśli tylko tego potrzebujesz.- zapewnia dziewczyna.
***
Marco ubiera się kiedy jego żona wchodzi do ich sypialni rozmawiając przez telefon. Po chwili, kiedy kończy rozmawiać, przygląda się mężowi zdezorientowana.
-Gdzieś się wybierasz?- pyta.
-Tak, mamy tę sesję dla Pumy.- odpowiada piłkarz zapinając guziki koszuli.
-Jaką sesję?- dopytuje Natalie.
-Tę, o której mówiłem trzy dni temu, kochanie.- odpowiada.
-Nie przypominam sobie.- mówi malarka.- Mam spotkanie w galerii, myślałam, że zostaniesz z dziećmi. Nie mogę nie pójść, bo to dotyczy wystawy, a przecież wiesz jakie to dla mnie ważne.- tłumaczy coraz bardziej zdenerwowana.
-Hej, spokojnie.- mówi blondyn.- Po prostu zawiozę dzieci do moich rodziców.- proponuje.
-Marco...
-Co, zły pomysł?- patrzy na nią.- Puma jest sponsorem klubu, a my, piłkarze mamy zobowiązania wobec klubu, nie mogę się nie pojawić dobrze o tym wiesz.- stwierdza.
-W takim razie mam zrezygnować, bo ty masz zobowiązania tak?- mówi z wyrzutem brunetka.
-Natalie.- zwraca się do niej zaniepokojony.-Nat...- podchodzi do niej mając zamiar ją objąć, ale ona odsuwa się.
-Odwołam to, w porządku.- mówi zrezygnowana.- Przecież ja mogę prawda?-wychodzi z sypialni, ale on nie ma zamiaru zostawić tak tego. Idzie za nią na dół, a kiedy ona wybiera numer, on zabiera jej telefon.
-Nic takiego nie powiedziałem.- piłkarz stoi przed nią łapiąc ją w pasie.- Nie powiedziałem, byś odwołała, bo moje jest ważniejsze. Nic takiego nie powiedziałem.- powtarza.-Nie wiem dlaczego jesteś tak zdenerwowana...
-Jestem zdenerwowana, bo przygotowuję się do wystawy od długiego czasu. To spotkanie Agnes umówiła już dawno i zmieniała datę dwa razy. Nie chcę robić tego po raz trzeci, ale jestem zmuszona, bo masz sesję, która miała się odbyć zdaje się w następnym tygodniu. Mam prawo być zdenerwowana Marco! - mówi.
-Zadzwonię do Mario i poproszę, aby zajął się Cass i Olim. I nie będzie problemu.- stwierdza.
-Mario miał dziś oglądać domy.- przypomina mu żona.- A swoją drogą on nie ma sesji?
-Nie, dzisiaj tylko ja, Auba, Miki, Mats i Łukasz.- tłumaczy.- Zadzwonię do Ricky'ego.
***
Pracownik biura nieruchomości wprowadza ich do domu, który mają obejrzeć. Emily już od progu się podoba, choć do tej pory mogła ocenić wnętrze jedynie z progu, jednak wie, że obejrzy z ochotą. Obydwoje z Mario powoli zaglądają do każdego z pomieszczeń, do każdego kąta. W wystroju króluje minimalizm. Nie ma tu żadnych zbędnych mebli, żadnych zbędnych zdobień. Stonowane kolory nadają wnętrzom spokoju. I choć Mario niewiele mówi, głównie patrzy, to dziewczyna może dostrzec w jego twarzy, że mu się podoba.
-Co myślisz?- pyta piłkarz.- Jak się tu czujesz?
-Najważniejsze jest to jak ty się tu czujesz?- odpowiada pytaniem na pytanie.
-To dziwne, ale dobrze.-pada odpowiedź.
-Dlaczego mówisz, że to dziwne?- dopytuje córka Alice.
-Bo generalnie ciężko idzie mi wybór nowego lokum. Nie lubię nowych miejsc, bo trzeba się przyzwyczajać, klimatyzować, a mnie to opornie idzie. Zawsze tak było.- tłumaczy.- Co ty myślisz?
-Myślę, że będzie ci tu dobrze, Mario. - odpowiada.-Gdybym to ja decydowała, to bym go kupiła. Jest przestronny, nie jest kolosem, ale ma wystarczająco przestrzeni dla Ciebie i Julie. Poza tym położenie i sąsiedztwo naprawdę fajne. Niedaleko jest bardzo dobre prywatne przedszkole, więc w przyszłości nie będziesz musiał szukać nie wiadomo gdzie.
-To też pozytyw, ale nie wybiegajmy aż tak daleko w przyszłość, bo nie wiadomo co przyniesie jutro...- kwituje spoglądając na nią.- Nie wiem gdzie będę za te kilka lat. Może tutaj, może w innym miejscu. Może wcale mnie już nie będzie...
-Nie mów tak...
-Takie jest życie, Emily.- Jadąc do przyjaciela i zabierając moją żonę nie przypuszczałem, że wrócę sam...
***
Sesja nie jest nudna, pani fotograf, która robi im zdjęcia również jest przesympatyczna więc ta praca nie należy do tych niemiłych, ale on myśli o Natalie. To nie tak, że jego żona po raz pierwszy chodzi poddenerwowana, bo tak zawsze jest przed wystawą. Przywykł do tego. Jednak nie lubi jej takiej i zastanawia się co miałby zrobić, aby poprawić jej humor. Obserwuje jak Auba pozuje do zdjęć indywidualnych. Po chwili słyszy swoje imię więc tym razem to on ustawia się, by można było mu zrobić fotki. Robi to, co mówi dziewczyna z aparatem. Pani fotograf oprócz mówienia mu, jak ma stanąć żartuje więc Marco śmieje się po prostu z jej żartów. Po dłuższej chwili orientuje się, że dziewczyna próbuje z nim flirtować.
***
-Dziękuję, że zgodziłaś się ze mną pojechać.- mówi jej w drodze powrotnej.
-Nie ma za co.- odpowiada.
-Zapraszam cię na pyszne ciasto i kawę.- proponuje jej.
-Chętnie.- zgadza się.
Chwilę później piłkarz parkuje przy jednej z jego ulubionych cukierni. Emily zdaje się na gust piłkarza jeśli chodzi o ciasto, ponieważ w lokalu jest tych pyszności tak dużo, że ciężko samej jej się zdecydować. Mario wybiera bardzo dobrze, bo trafia dokładnie w to co lubi. Piją kawę delektując się smakiem pysznego ciasta brzoskwiniowego i rozmawiają. I być może tego popołudnia Emily widzi uśmiech Mario częściej niż w ciągu całego poprzedniego tygodnia. I być może jej słowa ten uśmiech wywołują.
***
Ricky wychodzi chwilę po tym jak wypija kawę z Nat. Ma jechać jeszcze do rodziców. Natalie przebiera się po czym zabiera Cassie i Oliego do pracowni. Tam na ułożonych na podłodze kartonach jej pociechy mogą malować specjalnymi wodnymi farbami dla dzieci. Uwielbiają to ponieważ mogą moczyć w farbach dłonie czy stopy i po prostu biegać zostawiając ślady. Ona też w tym czasie bierze udział w zabawie. Nie maluje wtedy, po prostu bawi się ze swoimi dziećmi. Uwielbia to. Uwielbia spędzać z nimi czas, uwielbia je obserwować, patrzeć na ich uśmiechnięte buzie i słuchać kiedy się śmieją.
Po kilkunastu minutach spogląda na wyświetlacz komórki. Wydaje jej się, że Marco powinien już wrócić. Kiedy mija kolejne kilkanaście minut w końcu do niego dzwoni. Rozmawia z nim chwilkę, a on zapewnia ją, że już kończą i że za chwilę wybiera się do domu. I być może wcale nie podoba jej się głos, który słyszy w tle rozmowy, kobiecy głos i słowa jakie ta kobieta kieruje do Marco, ale w tym momencie nic na ten temat nie mówi. Jednak postanawia, iż kiedy jej mąż wróci na pewno o to zapyta.
***
-Czyli jesteśmy wolni?- pyta Auba.
-Mam wspaniałe zdjęcia więc teoretycznie skończyliśmy.- informuje Sophia- fotograf.
-Teoretycznie?- dopytuje Miki.
-Teoretycznie, bo może dacie zaprosić się na coś słodkiego do cukierni na dół, tak w ramach podziękowania za wspaniałą sesję. Co wy na to?- patrzy na nich.
-Powiem Wam, że ja potrzebuję odrobiny cukru.- mówi Miki, a dziewczyna się uśmiecha.
-Czemu nie?- stwierdza Auba.
-Ja również się skuszę na jakieś szybkie ciasto.- zgadza się Łukasz.
-Idziemy w takim razie.- mówi Mats.
-Przepraszam Was, ale ja nie mogę niestety.- mówi blondyn, który zabiera bluzę z fotela.- Dziękuję Sophia. Praca z Tobą to przyjemność. Za zaproszenie również dziękuję, chłopcy ci potowarzyszą, ja muszę już jechać.- podaje jej rękę, a ona podaje mu swoją.
-Ja również dziękuję. Może jednak dasz się skusić?- namawia go nie puszczając jego dłoni od razu.- Po pracy należy się chwila przyjemności...- mówi uśmiechając się szeroko.
-Nie tym razem. Dzięki Sophio.- mówi po czym wychodzi ze studia. Chwilę później, kiedy zjawia się w domu znajduje Natalie z dziećmi w salonie. Bawią się klockami. Marco odkłada bluzę na sofę, a potem siada na dywanie obok swoich pociech, które praktycznie od razu do niego lgną. Tuli obydwoje przez chwilę, potem zarówno Oliemu jak i Cassie daje buziaka, po czym dzieci znów wracają do zabawy. Marco natomiast spogląda na Nat, która przygląda mu się badawczo. Piłkarz nachyla się, by ją pocałować, a ona oddaje pocałunek.
-Przepraszam, miałem nadzieję, że to tak długo nie potrwa.- mówi jej.- Ale już jestem z Wami. Teraz jestem tylko wasz.- stwierdza.
-Tak się zastanawiam...- mówi jego żona.
-Nad czym się zastanawiasz?- dopytuje blondyn.
-Kim była ta kobieta, która mówiła do ciebie kochanie?- zadaje pytanie lustrując go wzrokiem.
-Jaka kobieta i kiedy?- patrzy na swoją żonę zdezorientowany, bo nie wie o co chodzi.
-Rozmawiałam z tobą, mówiłeś, że już kończycie, że niebawem wrócisz i nagle usłyszałam kobiecy głos, który cię wołał i ona powiedziała do ciebie kochanie. Kim ona była?- pyta.
-Aaa... To musiała być Sophia.- odpowiada piłkarz.- Fotograf. Robiła nam foty.- precyzuje.
-Um... i do wszystkich mówiła kochanie?- drąży temat malarka.- Czy tylko ciebie sobie wybrała?- patrzy na niego badawczo.
-Szczerze to nie zwracałem uwagi.- tłumaczy blondyn.- Byłem skupiony na tym co mam robić, wykonywałem jej polecenia i naprawdę nie interesowałem się tym jak do nas mówi.- stwierdza.- I nie, nie podrywała mnie, uprzedzam twoje pytanie. Nie musisz być zazdrosna.- mówi po czym przysuwa się i obejmuje żonę ramieniem.- A nawet gdyby próbowała ze mną flirtować, to mnie to nie interesuje, bo mam ciebie.- całuje ją w czoło i przytula mocno.- Nie masz powodu do zazdrości, ale z drugiej strony miło wiedzieć, że jesteś zazdrosna, bo masz wtedy takie ogniki w oczach i pokazujesz pazurki.- uśmiecha się piłkarz.- Kręci mnie to bardzo.
***
Kilka dni później.
Liliana obserwuje jak Emily bawi się z Julie. Bez wątpienia mała dziewczynka uwielbia swoją opiekunkę i odwrotnie. To widać na pierwszy rzut oka. To z jaką troską dziewczyna opiekuje się Julie, to jak poświęca jej całą swoją uwagę, jak wymyśla coraz to nowsze zabawy, przeważnie służące temu, by mała lepiej się rozwijała, to z jaką cierpliwością podchodzi do niej kiedy jest marudna, to jak tłumaczy jest naprawdę wyjątkowe. Nie każda niania bowiem traktuje swoje obowiązki w ten sposób, przecież bywają i opiekunki, które albo się nie angażują, albo wręcz krzywdzą podopiecznych. Liliana nie dopuszcza do siebie myśli, że ktoś mógłby w jakiś sposób skrzywdzić Julie, choć jest pewna, że ich problem ze złą nianią nie dotyczy. Kobieta w pewnym momencie zjawia się w salonie i siada na sofie. Julie od razu rozprasza się na jej widok, przestaje się bawić po czym patrzy na nią i uśmiecha się.
-Ba-ba-ba-ba.- wypowiada kilka razy.
-Tak skarbie, babcia.- mówi jej Emily.
-Baba.- powtarza dziewczynka.
-Bravo Julie, bravo- biją jej brawo obydwie, a mała cieszy się. Potem znów zajmuje się kolorowymi zabawkami leżącymi na dywanie. Liliana wykorzystuje ten moment, w którym jej wnuczka nie potrzebuje całej ich uwagi.
-Emily powiedz mi jak podobał ci się ten dom, który mój syn chce kupić?- zadaje pytanie dziewczynie.
-Jest naprawdę warty uwagi. Nie jest olbrzymi, ale naprawdę wystarczający dla rodziny. Przestronny, zadbany więc nie trzeba remontować, jedynie odświeżyć jeśli Mario uzna, że jest taka potrzeba. Jest naprawdę ładny. Nie dziwię się,że się zdecydował.- mówi dziewczyna.- Nie była tam pani?- dopytuje.
-Nie.- pada odpowiedź.- Posprzeczaliśmy się tego dnia, miałam z nim jechać, ale wolałam zostać w domu. To on tam będzie mieszkał więc to jego odczucia są najważniejsze. Nie moje.- tłumaczy.- Poza tym wolałabym, by jeszcze pomieszkał z nami...
-Dlaczego? Skoro uznał, że jest gotowy mieszkać bez państwa, to tylko się cieszyć, że po tym co się wydarzyło ma na to siłę, ochotę...
-Wiem, ale ja się naprawdę boję.
-Rozumiem, jednak proszę mu zaufać. On sobie poradzi. Przecież Pani to wie.- Emily uśmiecha się.
-Wiem, on zawsze sobie radził.
***
Wchodzi do pokoju gdzie na dywanie bawi się Emily z jego córeczką. Sam też siada obok nich.
-Tata.-piszczy mała dziewczynka po czym raczkuje do swojego ojca, by za moment próbować wdrapać się na jego nogi. Oczywiście Mario praktycznie od razu jej pomaga dzięki czemu kilka sekund później tuli ją do siebie.
-Jak się ma mój mały aniołek?- pyta.- Jesteś moją małą myszką.- uśmiecha się do niej.- Kto jest moją małą księżniczką?- pyta, a mała wskazuje paluszkiem na siebie. Chwilkę później odraczkowuje w kierunku łóżeczka, a Mario spogląda na Emily.
-Była grzeczna?-pyta.
-Bardzo.- potwierdza niania.- Skoro jesteś to ja już pójdę.- stwierdza Emily po czym podnosi się z dywanu.-Julie daj buziaka. Emily jedzie do domku.- najpierw mówi, a dopiero później odwraca się w stronę dziewczynki i zamiera.
-Mario.- mówi, a on spogląda najpierw na nią, ale potem w tę samą stronę co dziewczyna po czym uśmiecha się serdecznie, bo jego córeczka właśnie stawia swoje pierwsze kroki.
***
Witam :)
Jak się macie? Spodziewaliście się nowego rozdziału?
Cóż... ciężko mi szło jego pisanie momentami, ale jest. Uznałam, że u Reusów jest nudno więc sprawiłam, że Natalie stała się odrobinę podejrzliwa i zazdrosna. Nie wiem czy to jedyny epizod zazdrości, pomyślę nad tym :)
Czekam oczywiście na Wasze komentarze. Komentujcie i pokażcie mi, że czytacie.
Pozdrawiam :)
-Czyli jesteśmy wolni?- pyta Auba.
-Mam wspaniałe zdjęcia więc teoretycznie skończyliśmy.- informuje Sophia- fotograf.
-Teoretycznie?- dopytuje Miki.
-Teoretycznie, bo może dacie zaprosić się na coś słodkiego do cukierni na dół, tak w ramach podziękowania za wspaniałą sesję. Co wy na to?- patrzy na nich.
-Powiem Wam, że ja potrzebuję odrobiny cukru.- mówi Miki, a dziewczyna się uśmiecha.
-Czemu nie?- stwierdza Auba.
-Ja również się skuszę na jakieś szybkie ciasto.- zgadza się Łukasz.
-Idziemy w takim razie.- mówi Mats.
-Przepraszam Was, ale ja nie mogę niestety.- mówi blondyn, który zabiera bluzę z fotela.- Dziękuję Sophia. Praca z Tobą to przyjemność. Za zaproszenie również dziękuję, chłopcy ci potowarzyszą, ja muszę już jechać.- podaje jej rękę, a ona podaje mu swoją.
-Ja również dziękuję. Może jednak dasz się skusić?- namawia go nie puszczając jego dłoni od razu.- Po pracy należy się chwila przyjemności...- mówi uśmiechając się szeroko.
-Nie tym razem. Dzięki Sophio.- mówi po czym wychodzi ze studia. Chwilę później, kiedy zjawia się w domu znajduje Natalie z dziećmi w salonie. Bawią się klockami. Marco odkłada bluzę na sofę, a potem siada na dywanie obok swoich pociech, które praktycznie od razu do niego lgną. Tuli obydwoje przez chwilę, potem zarówno Oliemu jak i Cassie daje buziaka, po czym dzieci znów wracają do zabawy. Marco natomiast spogląda na Nat, która przygląda mu się badawczo. Piłkarz nachyla się, by ją pocałować, a ona oddaje pocałunek.
-Przepraszam, miałem nadzieję, że to tak długo nie potrwa.- mówi jej.- Ale już jestem z Wami. Teraz jestem tylko wasz.- stwierdza.
-Tak się zastanawiam...- mówi jego żona.
-Nad czym się zastanawiasz?- dopytuje blondyn.
-Kim była ta kobieta, która mówiła do ciebie kochanie?- zadaje pytanie lustrując go wzrokiem.
-Jaka kobieta i kiedy?- patrzy na swoją żonę zdezorientowany, bo nie wie o co chodzi.
-Rozmawiałam z tobą, mówiłeś, że już kończycie, że niebawem wrócisz i nagle usłyszałam kobiecy głos, który cię wołał i ona powiedziała do ciebie kochanie. Kim ona była?- pyta.
-Aaa... To musiała być Sophia.- odpowiada piłkarz.- Fotograf. Robiła nam foty.- precyzuje.
-Um... i do wszystkich mówiła kochanie?- drąży temat malarka.- Czy tylko ciebie sobie wybrała?- patrzy na niego badawczo.
-Szczerze to nie zwracałem uwagi.- tłumaczy blondyn.- Byłem skupiony na tym co mam robić, wykonywałem jej polecenia i naprawdę nie interesowałem się tym jak do nas mówi.- stwierdza.- I nie, nie podrywała mnie, uprzedzam twoje pytanie. Nie musisz być zazdrosna.- mówi po czym przysuwa się i obejmuje żonę ramieniem.- A nawet gdyby próbowała ze mną flirtować, to mnie to nie interesuje, bo mam ciebie.- całuje ją w czoło i przytula mocno.- Nie masz powodu do zazdrości, ale z drugiej strony miło wiedzieć, że jesteś zazdrosna, bo masz wtedy takie ogniki w oczach i pokazujesz pazurki.- uśmiecha się piłkarz.- Kręci mnie to bardzo.
***
Kilka dni później.
Liliana obserwuje jak Emily bawi się z Julie. Bez wątpienia mała dziewczynka uwielbia swoją opiekunkę i odwrotnie. To widać na pierwszy rzut oka. To z jaką troską dziewczyna opiekuje się Julie, to jak poświęca jej całą swoją uwagę, jak wymyśla coraz to nowsze zabawy, przeważnie służące temu, by mała lepiej się rozwijała, to z jaką cierpliwością podchodzi do niej kiedy jest marudna, to jak tłumaczy jest naprawdę wyjątkowe. Nie każda niania bowiem traktuje swoje obowiązki w ten sposób, przecież bywają i opiekunki, które albo się nie angażują, albo wręcz krzywdzą podopiecznych. Liliana nie dopuszcza do siebie myśli, że ktoś mógłby w jakiś sposób skrzywdzić Julie, choć jest pewna, że ich problem ze złą nianią nie dotyczy. Kobieta w pewnym momencie zjawia się w salonie i siada na sofie. Julie od razu rozprasza się na jej widok, przestaje się bawić po czym patrzy na nią i uśmiecha się.
-Ba-ba-ba-ba.- wypowiada kilka razy.
-Tak skarbie, babcia.- mówi jej Emily.
-Baba.- powtarza dziewczynka.
-Bravo Julie, bravo- biją jej brawo obydwie, a mała cieszy się. Potem znów zajmuje się kolorowymi zabawkami leżącymi na dywanie. Liliana wykorzystuje ten moment, w którym jej wnuczka nie potrzebuje całej ich uwagi.
-Emily powiedz mi jak podobał ci się ten dom, który mój syn chce kupić?- zadaje pytanie dziewczynie.
-Jest naprawdę warty uwagi. Nie jest olbrzymi, ale naprawdę wystarczający dla rodziny. Przestronny, zadbany więc nie trzeba remontować, jedynie odświeżyć jeśli Mario uzna, że jest taka potrzeba. Jest naprawdę ładny. Nie dziwię się,że się zdecydował.- mówi dziewczyna.- Nie była tam pani?- dopytuje.
-Nie.- pada odpowiedź.- Posprzeczaliśmy się tego dnia, miałam z nim jechać, ale wolałam zostać w domu. To on tam będzie mieszkał więc to jego odczucia są najważniejsze. Nie moje.- tłumaczy.- Poza tym wolałabym, by jeszcze pomieszkał z nami...
-Dlaczego? Skoro uznał, że jest gotowy mieszkać bez państwa, to tylko się cieszyć, że po tym co się wydarzyło ma na to siłę, ochotę...
-Wiem, ale ja się naprawdę boję.
-Rozumiem, jednak proszę mu zaufać. On sobie poradzi. Przecież Pani to wie.- Emily uśmiecha się.
-Wiem, on zawsze sobie radził.
***
Wchodzi do pokoju gdzie na dywanie bawi się Emily z jego córeczką. Sam też siada obok nich.
-Tata.-piszczy mała dziewczynka po czym raczkuje do swojego ojca, by za moment próbować wdrapać się na jego nogi. Oczywiście Mario praktycznie od razu jej pomaga dzięki czemu kilka sekund później tuli ją do siebie.
-Jak się ma mój mały aniołek?- pyta.- Jesteś moją małą myszką.- uśmiecha się do niej.- Kto jest moją małą księżniczką?- pyta, a mała wskazuje paluszkiem na siebie. Chwilkę później odraczkowuje w kierunku łóżeczka, a Mario spogląda na Emily.
-Była grzeczna?-pyta.
-Bardzo.- potwierdza niania.- Skoro jesteś to ja już pójdę.- stwierdza Emily po czym podnosi się z dywanu.-Julie daj buziaka. Emily jedzie do domku.- najpierw mówi, a dopiero później odwraca się w stronę dziewczynki i zamiera.
-Mario.- mówi, a on spogląda najpierw na nią, ale potem w tę samą stronę co dziewczyna po czym uśmiecha się serdecznie, bo jego córeczka właśnie stawia swoje pierwsze kroki.
***
Witam :)
Jak się macie? Spodziewaliście się nowego rozdziału?
Cóż... ciężko mi szło jego pisanie momentami, ale jest. Uznałam, że u Reusów jest nudno więc sprawiłam, że Natalie stała się odrobinę podejrzliwa i zazdrosna. Nie wiem czy to jedyny epizod zazdrości, pomyślę nad tym :)
Czekam oczywiście na Wasze komentarze. Komentujcie i pokażcie mi, że czytacie.
Pozdrawiam :)