piątek, 8 lipca 2016

37. Paparazzi

Ten dzień zaczyna od śniadania z rodzicami w ich domu. Po posiłku ma zamiar jechać pozalatwiac sprawy fundacji, a Julie zostawić z dziadkami ponieważ Emily poprosiła o dzień wolnego. Zrobiła to nagle, poprzedniego wieczoru. Pytał czy wszystko w porządku,  zapewniła go, że tak. Jednak coś podpowiada mu, iż nie do końca tak jest. Jednak nie dzwoni i nie wypytuje. Postanawia poczekać.  Spogląda na swoją córeczkę,  która ma na buzi rozciapany jogurt. Wyciera jej buzię husteczką.
-Teraz zdecydowanie lepiej.-uśmiecha się do Julie, a ona odwzajemnia uśmiech po czym znów wpycha sobie do ust łyżeczkę z jogurtem i znów ma jogurt na brodzie. To wywołuje uśmiech u jej ojca i dziadków. -Jogurtowa buzia.-mówi Mario do córki, a ona próbuje powtórzyć.
-Oooo... ooooguj...-piszczy Julie.
-Tak skarbie, jogurt.-chwali ja tata. Mała dziewczynka uśmiecha się. 
Mario je kolejna grzankę.
-O proszę...-odzywa się tato piłkarza.-Ktoś zrobił Ci kilka fotek.-mówi kładąc gazete przed piłkarzem. -Plotkuja o tobie... o was w gazecie.-wskazuje na artykuł.  Mario bierze w dłoń gazete. Faktycznie, na stronie jest zdjęcie ze spaceru poprzedniego dnia. Wtedy, gdy był z Julie i Emily. Fotografia, ta największa,   jest zrobiona w momencie, w którym Emily podaje Julie, Mario. Emily jest uśmiechnięta,  Mario również się uśmiecha. Tytuł sugeruje, że  Emi jest dla piłkarza nie tylko niania jego corki, ale rowniez przyjaciółka.  W artykule można przeczytać,  że obydwoje świetnie czują się w swoim towarzystwie, a także to, że po dziewczynie widać, iż uwielbia córeczkę piłkarza.  Co jest prawdą,  Mario doskonale o tym wie. Szatyn czyta artykuł,  na końcu jest jeszcze napisane, ze być może Emily mogłaby stać się dla Mario kimś więcej niż tylko przyjaciółka. Ostatnie zdania przypominają historie wypadku i straty Ann. Mario odkłada gazete.
-W wymyślaniu scenariuszy to oni są dobrzy.-mówi. -Mogliby zająć się sobą. -dodaje cicho. Jego mama spogląda na niego.
-To ich praca, kochanie.-stwierdza.
-Wiem, ale nie lubię czytać takich artykułów, w których są sugestie, że powinienem się zakochać w tej czy innej osobie, bo to byłoby dobre dla mnie i Julie miałaby mamę, bla bla bla...-mówi zirytowany.-Julie ma jedną mamę,  jej mamą była i jest Ann. A ja nie nadaje się do związku, nie jestem gotowy i nie mam pojęcia czy będę kiedykolwiek.-mówi zirytowany.- Lubię Emily, jest fantastyczną dziewczyną, piękną i wartościową, ale nie jestem w stanie spojrzeć na nią w inny sposób jak tylko na przyjaciółkę. -tłumaczy choć właściwie nie musi,przecież rodzice rozumieją, wiedzą co czuje, znają go.
***
Czeka w pokoju, w którym wykonywano badania. Nadal leży na łóżku. Lekarz poprosił ja, aby nie wstawała, choć nie czuje się źle. Zastanawia się co robią Mario i Julie. Miała być bowiem tego ranka z Jull, piłkarz miał do pozałatwiania kilka spraw. Niestety musiała odmówić.  Musiała.  Pytał,  wyczuł, że coś się dzieje, ale zapewniła,  iż wszystko jest w porządku.  Teoretycznie jest, ale musi jeszcze poczekać na potwierdzenie. Jest pewna, że gdy tylko pojawi się w domu Mario, on zapyta ją ponownie czy wszystko jest ok. I tak właściwie to mogłaby powiedzieć mu co się stało. 
***
Pomysł z zabraniem Seby na pokazy samochodów sportowych okazuje się dobry. Obserwując go wydaje się,  że nic go nie gryzie, że jest taki jak przed informacja, ze w jego organizmie jest wirus. Mark cieszy się tymi chwilami, uśmiechem kochanka, entuzjazmem i błyskiem w oku, który żnów widzi u chłopaka.  To trwa jednak tylko chwilę.  Bo kiedy opuszczają teren pokazów,  są w grupie osób, które zostały do samego końca,  chłopak znów jest Seba z problemem. Nie można powiedzieć,  że nie stara się trzymać,  nie potrafi jednak udawać,  że temat wrócił.  Wrócił do jego głowy.  Do jego myśli. 
-To teraz idziemy coś zjeść i napić się dobrego wina,  tak?-proponuje Ricky.
-Myślę,  że tak.-odpowiada Mark spoglądając na swojego partnera.
-Nie wiem czy jestem dobrym towarzystwem.-mruczy Sebastian.
-Najlepszym -zapewnia go Ricky. Sebastian patrzy na niego dłużej.  Ricky uśmiecha się. 
***
Ostatecznie skończyli wieczór w klubie-kręgielni.  Najpierw zjedli kolacje, potem postanowili pograć w kręgle.  Właściwie to Mark poszedł grać z Agnes. Sebastian zrezygnował wiec Ricky solidarnie został z nim.
-Nie wiem skąd on bierze ta siłę.-mówi w końcu Sebastian spoglądając na swojego partnera.-Boi się,  wiem to. Ale jednocześnie kiedy zapewnia mnie, że wynik nie zmieni jego uczuć to mówi to tak przekonywujaco, że mu wierze.-mówi. 
-On mówi szczerze.-dodaje Ricky.
-Wiem. Tez go kocham. Dlatego nie chce skazywac go na życie ze mną.  Na strach. Ograniczenia.
-Jakie ograniczenia?-patrzy na chłopaka. -Zabezpieczenia? Przecież i tak z nich korzystacie.
-Tu nie chodzi tylko o seks. Zarazić się można w inny sposób. 
-Wystarczy uwaga Seba. Poradźcie sobie ze wszystkim jeśli Wam na sobie zależy.  A zależy. 
Chłopak Marka przez chwile milczy. 
-Chciałem po prostu żyć normalnie. W końcu poznałem i pokochałem kogoś naprawdę wyjątkowego.  Na początku się bałem.  Wiesz różnie bywa. Potem Mark miał ten wypadek, odtracal mnie. I kiedy wszystko wróciło do normy. Kiedy byłem szczęśliwy.  Znów coś mnie odbiło.  I nie mam pojęcia co robić.  Bo z jednej strony ciesze się,  że on nie chce uciec a z drugiej chciałbym by to zrobil, bo pragnę dla niego normalnego życia.  
-Gdyby on odszedł to ty nie musiałbyś tego robić? 
-Tak, bo chce a nie potrafię. -pada odpowiedz.
-Wiec tego nie rób.  Zranisz go.-mówi Ricky.- Mark zawsze był silny. Podziwiałem go jak radził sobie z trudnościami.  Nie panikował. Ale jego też można zranić Seba. Można.  
-Nie chce tego robić.  Chce, by było jak dawniej. 
-Może będzie.  Jeśli nie to, to doświadczenie może was związać jeszcze mocniej lub możesz pozwolic, by zniszczyło to co zbudowaliście. Wybór jest prosty.-patrzy na niego.
-Gdyby Agnes powiedziała Ci ze jest chora. Zostałbys?
-Gdyby Mark powiedział Ci, że jest zarażony odszedłbyś od niego?
-Nie mógłbym...
-Nie zostawiłbym  Agnes...
-Bo go kocham...
-Bo ja kocham, a ludzi których prawdziwie się kocha nie zostawia się w najtrudniejszych sytuacjach.
***
Odkąd wrócili z klubu Sebastian nie powiedział nic. Po przyjściu do mieszkania praktycznie od razu poszedł pod prysznic. Mark zastanawia się czy tak zakończą ten dzień.  W ciszy. 
Słyszy dźwięk otwieranych drzwi od łazienki.  Potem ciche kroki Bożych stop bo przecież Seba nigdy nie nosi kapci. 
-Idziesz pod prysznic?-pada pytanie.
-Tak, jasne.-odpowiada starszy wstając i kierując się do łazienki.  Tam bierze szybki prysznic. Kiedy opuszcza łazienkę zastaje Sebe na kanapie okrytego kocem. 
-Idziesz do łóżka?-pyta.
-Tak, czekałem na ciebie. Nie chciałem iść sam.-pada odpowiedz. Wiec idą obydwaj. Chwilę później są juz w łóżku  i o dziwo Sebastian nie odwrócił się do partnera plecami. Spogląda na Marka.
-Nie zostawiaj mnie.-mówi,  a Mark jest zaskoczony.-Potrzebuje Cię,  Mark. Potrzebuje bardziej niż jestem to teraz w stanie przyznać. -wyznaje.-Proszę nie zostawiaj mnie teraz.-ponawia prośbę. Czuje ramiona partnera obejmujące go. I słyszy szept.
-Nigdzie się nie wybieram.
***
Co sądzicie?

sobota, 4 czerwca 2016

36.Złe dni...

-Porozmawiajmy, proszę Seba...-prosi go, ale ten po prostu idzie do łazienki, a zaraz po tym słychać zgrzyt przekrecanego zamka. Mark postanawia dać chwilkę Sebastianowi.  Sam idzie do kuchni, po czym nalewa sobie wody do szklanki, by zaraz potem ja wypić.  Nie wie co ma robić.  Nie ma pojęcia jak się zachowac, by sprawić,  że jego partner dostrzeże,  że nie został sam.  To trudna sytuacja, najtrudniejsza w jakiej kiedykolwiek się znalazł.  
***
-Pójdziemy na spacer?-proponuje Emily spoglądając na Mario, który jest nieobecny. Mario spogląda na nią,  a na jego twarzy pojawia się mały uśmiech.  Chwilę później obydwoje wychodzą z domu. Mario pcha wózek, a Emily idzie obok. I być może dla kogoś obserwującego ich z boku wyglądają jak para. Wyglądają.  
***
Sebastian jest w łazience juz dobre kilkanaście minut. Choć próbowal i nadal próbuje prosić go, by z nim porozmawiał,  ten ignoruje te prośby.  Mark słyszy lejaca się pod prysznicem wodę.  Nie dziwi go to, ponieważ Sebastian często właśnie w ten sposób reaguje, ucieka, zamyka się gdzieś,  w sypialni, albo w łazience.  Tam próbuje się zrelaksować,  zmyć z siebie zmartwienie.  Tym razem jest pewien, że to nie działa.  Nie wie czy mu się wydaje, raczej nie, ale momentami słyszy dziwne odgłosy dochodzące z łazienki.  Jakby dławienie... to go niepokoi wiec po prostu przekreca na sile zamek od zewnątrz.  Można to zrobić,  założyli takie zabezpieczenie w razie gdyby coś się działo.  Nigdy z tego nie korzystał,  ale nigdy też tak bardzo nie bał się tego co zrobi Sebastian.
Kiedy zjawia się w łazience, jego partner jest pod prysznicem. Właściwie siedzi w rogu brodzika, skulony,  z kolanami docisnietymi do klatki piersiowej.  Woda spływa obficie po jego ciele. Mark zastanawia się czy jest ciepła.  Nic nie mówi,  po prostu otwiera kabinę,  a potem zakręca wodę.  Sebastian ma przekrwione oczy. Bez wątpienia te odgłosy to był strumiony płacz.  Mark jest tego pewien. Mężczyzna bierze suchy ręcznik po czym trzymając go w dłoniach mowi:
-Chodz do mnie. -Sebastian spogląda na niego. Mark lustruje wzrokiem twarz kochanka. Jest tam tyle bolu, maluje sie na niej strach, niepokoj.-Chodź, prosze.-powtarza, ale mlodszy nie wykonuje najmniejszego ruchu. 
-Ja nie chce tak zyc.-mówi.-Nie chce, Mark.-powtarza zachrypnietym glosem.
-Nie mow tak...-protestuje starszy.
-Nie chce takiego zycia dla siebie, ale przede wszysykim nie chce go dla ciebie. Nie chce bys sie bal, nie chcę sie bac o ciebie...Ja nie chce tak żyć!-powtarza z uporem.
-Chodź do mnie.-upiera się Mark.- Prysznic nie jest dobrym miejscem na takie rozmowy.-przekonuje.
Zabiera go z łazienki. Ostatecznie zostawia go w sypialni, a sam idzie zrobić herbatę.  Wraca z panującymi kubkami, Seba jest w łóżku,  otulony puchatym  kocem. Mark stawia kubki na szafce stojącej obok łóżka. Siada na skraju materaca, w odległości od swojego partnera, bo choć ma ochotę go przytulic w tym momencie, to jednak tego nie robi ponieważ młodszy w tej chwili tego nie chce. Zna go dobrze, widzi to. Zdradza to jego postawa. Seba nie łaknie bliskości, on właściwie przyjął postawę obronną.  
-Napisz się,  to ci dobrze zrobi.-zachęca kochanka Mark.
-Słyszałeś co mówiłem w łazience? --pada pytanie.
-Tak, słyszałem doskonale.-przyznaje.-Nie wiem tylko co chcesz usłyszeć w odpowiedzi na Twoje słowa. -patrzy na Sebastiana badawczo.-Ja juz wiele razy mówiłem Ci,  że niezależnie od tego co będzie na tym skrawku papieru, czy jesteś seropozytywny, czy też nie, to bez względu na to będę z Tobą.  Nic się nie zmieniło, Sebastian. Moje uczucia się nie zmieniły.-zapewnia patrząc mu w oczy. I choć Sebastian chce coś powiedzieć,  pewnie to nie spodoba się Markowi jak uslyszy, to jednak to wyznanie, w takiej chwili, w tych okolicznościach sprawia, że milczy. Nie chce psuć tego momentu. Nie może.  Bo właśnie teraz, kiedy to, że jest zarażony jest bardzo prawdopodobne, ostatecznie potwierdzi wynik jeszcze jeden test, który robi się dodatkowo dla upewnienia się o prawidłowym wyniku pierwszego, właśnie teraz Mark po raz kolejny powtarza deklaracje, że zostaje. Mówił to wiele razy, przekonywał,  ale w tej chwili jego słowa nabierają innego sensu. Bo Mark mógłby się przestraszyć,  uciec, a jednak tego nie robi. Mark właśnie w tej chwili deklaruje i zapewnia o swoim uczuciu. Mark pokazuje, że ich związek nie jest kaprysem, a czymś naprawdę trwałym. W dobrym i złym czasie. I to go porusza. I to sprawia, że znów ma chwile słabości,  bo znów czuje, ze jego gardło się ściska, a oczy zaczynają go szczypac. Łzy grożą wpłynięciem. A jego partner zauważa to. Zawsze zauważa.  Wiec po prostu przesuwa się i zgarnia go w ramiona. A Sebastian czuje, że jest we właściwym miejscu. I nadal się boi, bo strach nie zniknął. I pewnie nie zniknie. I pewnie wątpliwości nie zniknął. Jednak w tym momencie nie chce o nich myśleć.  Nie może. 
-Wiem co chcesz zrobić...-słyszy ciche słowa Marka.- Nie pozwolę Ci odejść. -mówi. -Wiem, że Twoje intencje są szlachetne, ale pozwól mi zadecydować czy chce być z Tobą, kiedy widmo wirusa wisi nad Tobą.  Nie podejmuj za mnie decyzji. Ja juz ja podjąłem w momencie w którym powiedziałeś mi, że możesz być nosicielem. Nawet przez moment nie pomyślałem,  że mógłbym odejść.  Nie chce. I tego nie zrobię.  I Ty też ode mnie nie uciekaj. A jeśli to zrobisz, to wiedz, że nie pozwolę ci tak łatwo odejść . I zrobię wszystko,  że zwątpisz w sens swoich działań.  Bo nie jestem jakimś tam facetem dla ciebie, ani Ty nie jesteś jakimś tam facetem dla mnie. Kocham Cię.  Tego nie zmieni wynik badania, nic tego nie zmieni. Nigdy.-zapewnia. Sebastian nic nie mówi,  nie jest w stanie. Po prostu zostaje tam gdzie jest-otoczony ramionami swojego partnera.Nie potrzeba więcej słów. 
***
Spędzają miło czas najpierw spacerując,  a potem na placu zabaw. Po Julie naprawdę nie widać tego,  że dzień wcześniej uczestniczyła w wypadku. Jest pogodna jak zwykle. Bawi się na placu zabaw w piasku, śmieje się,  piszczy z zachwytu jak Mario wysadza ja na malutka zjeżdżalnie po czym asekurujac pozwala jej zjeżdżać.  Obydwoje z Emily obserwują małą i się śmieją na różne sytuacje. I być może wiele osób rozpoznaje Mario, bo przecież jest znanym piłkarzem i być może wiele par oczu obserwuje jego i nianie jego dziecka, ale oni zupełnie się tym nie przejmują.   Oni po prostu starają się dobrze spędzić czas. I tak jest.
***
Pisze do Marka, a potem, kiedy dostaje krótka odpowiedz "Nie jest dobrze" wie, że wynik musiał być pozytywny. Wie jak to działa.  Wie, że zapewne trzeba to potwierdzić, ale domyśla się również jaki to był dla Seby i Marka szok. Bo podejrzenia to jedno, a pozytywny wynik to co innego. Agnes pojawia się w sypialni nagle. Od razu jednak widzi po jego minie, że coś jest nie tak. 
-Ricky... co się stało? 
-Nic...-odpowiada.-To znaczy... Ja napisałem do Marka. I on mi odpisał. -mówi po czym pokazuje treść odpowiedzi. Agnes po przeczytaniu spogląda na niego. Już wie co to oznacza. I jest jej przykro.
***
To nie jest łatwe.  W najmniejszym stopniu nie jest. Sebastian mało mówi,  właściwie milczy przez większość czasu, praktycznie całe popołudnie spędza w łóżku,  albo na sofie przed tv, choć Mark jest pewien, że nie ma pojęcia co w danym momencie leci w telewizji. Jego wzrok bowiem nie jest skupiony na odbiorniku, chłopak patrzy gdzieś zupełnie w bok. Kiedy starszy próbuje zaproponować mu, by wyszli z domu, na spacer, do sklepu czy gdziekolwiek indziej, słyszy tylko ciche "nie mam ochoty" i temat się kończy.  Wieczorem probuje wyjść z nim do ich ulubionej knajpki na kolacje, odpowiedź jest taka sama. Wiec Mark wychodzi na zakupy, a potem wraca i robi kolacje. Sebastian tym razem nie protestuje, nie chce zrobić przykrości Markowi.  Jednak starszy zauważa, że niewiele je. Stara się, ale ma tak scisniety żołądek,  że naprawdę nie jest w stanie zbyt wiele w siebie wcisnąć. Widzi zmartwienie spojrzenie swojej drugiej połowy,  choć tamten nic nie mówi. 
-Przepraszam.-mówi młodszy. -Ja wiem, że zrobiłeś to co lubię najbardziej i jest bardzo smaczne, ale ja...-patrzy bezradnie.-Ja naprawdę nie dam rady zjeść więcej.-odsuwa trochę talerz.-Przepraszam, Mark.-Ma zamiar wstać i znów zaszyć się w sypialni, ale jego facet łapie go za rękę.
-Zostań. -mówi. -Zostań,  proszę. -powtarza wiec on siada na swoim krześle bez słowa.  Ma ochotę wyjąć,  uciec, schować się.  Nie wie dlaczego chce tak się zachowac. Nie ma pojęcia czemu podświadomie chce odgrodzić sie od bliskiej osoby. Przecież to nie tak, że przebywając z Markiem na coś go naraża,  nie. Jednak jakiś wewnętrzny głos pcha go do tego, by był z dala. Mark nie zabiera dłoni,  wiec czuje jego ciepło. Kiedy kończy swój posiłek po prostu odsuwa talerz, ale nadal nie zabiera dłoni.  Patrzy na niego, ale on nie może długo patrzeć w oczy swojego kochanka dlatego spuszcza wzrok. 
-Spójrz na mnie.-prosi go Mark wiec patrzy.- Pójdziemy na spacer? Myślę, że to jest dobry pomysł.  
-Chce zostać w domu.-słyszy w odpowiedzi.
-Dobrze, zostaniemy wiec w domu. Obejrzymy film czy jesteś zmęczony? -pada kolejne pytanie.
-Jestem zmęczony,  ale na pewno nie zasnę wiec film jest w porządku. Ale najpierw pójdę pod prysznic.-decyduje młodszy,  a starszy przytakuje kiwnieciem głowy.  Seba wstaje, ale zanim wychodzi słyszy. -Nie zamykaj drzwi, proszę. Wychodzi. Nie zamyka się w łazience tym razem.
***
Sebastian nadal bierze prysznic kiedy Mark odbiera telefon. 
-Cześć Ricky.-wita się. 
-Cześć. -słyszy po drugiej stronie.-Kiedy będziecie wiedzieć na pewno?
-Mają zadzwonić z laboratorium, bo tym razem byliśmy w innym. Mam tam znajoma i obiecala, że zadzwoni jak będzie koperta z wynikiem. Czekamy.
-A Seba?- pyta.-To znaczy domyślam się,  że czuje się okropnie, ale...
-Jest zrezygnowany, za cichy, zdystansowany i przestraszony. W takiej sytuacji to normalne.
-No tak... 
-Wymyślił sobie, że odejdzie.-dodaje Mark.-Nie powiedział tego wprost, ale zaczął coś mówić. Jestem pewien, że miał to w planie, pewnie nadal ma.
-On robi to...
-Wiem dlaczego chce to zrobić.  Rozumiem i to jest szlachetne, ale nie pozwolę mu na to. Ja nie chce...
-...go stracić...-kończy za niego dziennikarz.-Wiem, Mark. Wiem.-wzdycha.-Nie wiem co mam powiedzieć,  żeby pomóc...
-Nie musisz nic mówić,  dziękuję za telefon. Dobrze wiedzieć,  że nie jesteśmy z tym sami.
-Nie jesteście.  Możecie na nas liczyć. 
-Dzięki.-słyszy,  że w łazience coś upadło.-sorry na moment, Ricky.-przeprasza i odsuwa tel od ucha.-Seba w porządku? -woła.
-Tak, straciłem piankę.  W porządku. -wiła tamten wiec Mark znów przykłada komórkę do ucha.-Coś spadło,  nie wiedziałem co się stało?  Seba jest w łazience. Spędził pół dnia w łóżku. Próbowałem go namówić na wyjście,  ale bez skutku. Zadreczy się siedząc w domu i myśląc...
-Jutro są te pokazy, które tak chciał zobaczyć.  Może wpadniemy po Was to może uda się go namówić? 
-To nie jest zły pomysł wiesz?
-To się jutro zdzwonimy. Odbiorę wejściówki i zadzwonię. Oki?
-Tak, dzięki, zapomniałem o tych pokazach.
***
-Jedziesz ze mną? - pyta zabierając kluczyki.
-Kotku musze odpisać na te maile. Przeproś Natalie, ale naprawdę ich nie zauważyłam wcześniej, a to ważne.-tłumaczy. 
-To może zostane?
-Będzie im przykro jak zdane z nas nie przyjdzie...
***
-A gdzie twoja druga połowa? -pyta malarka.
-Została pracować.Bardzo was przeprasza, ale przez nieuwagę musi teraz nadrabiać.  Wiec jestem sam.Może być? -pyta dziennikarz.
-Dobrze, że jesteś. -uśmiecha się Natalie. Niedlugo przyjezdza Mario. W trakcie kolacji żartują,  śmieją się.  A po kolacji siedząc w salonie Reusow w pewnym momencie Natalie pyta.
-Martwisz się czymś Ricky, prawda?
-Ja też zauważyłem. -dodaje Mario.
-Cóż... ja również. -odzywa się Marco. Dziennikarz spogląda na przyjaciół.  Najpierw nic nie mówi,  zbiera myśli,  dopiero po chwili się odzywa.
-Mark i Seba... Oni...-wzdycha.
-O nie...-Nat zatyka usta dłonią,  bo przypomina sobie, że miały być wyniki badań. 
-Tak, właśnie tak.-dziennikarz patrzy na nią, bo wie, że ona rozumie.
-Robił test potwierdzający? 
-Tak, czekają na wyniki.-tłumaczy Ricky.-Ale chyba nietrudno sobie wyobrazić co się z nimi dzieje, szczególnie z Sebastianem.
-Czy dobrze się domyślam? -dopytuje Mario.-Potwierdziło się? 
-Pierwszy test, teraz czekają na drugi. Z Sebastianem nie jest dobrze. Mark nie zdradzał szczegółów,  ale wiem... Dawniej znałem każdy ton jego głosu,  potrafiłem czytać co się dzieje. Minęło wiele miesięcy,  ale to się akurat nie zmieniło...
-To jest straszne...
-Może nie powinno mnie to obchodzić,  może powinienem trzymać się z daleka, ale nie umiem udawać,  że im nie współczuję.  Nie umiem udawać,  że o tym nie wiem, że mnie to nie obchodzi... Nie chce.- patrzy na przyjaciół. Przyglądają mu się.-Dobra, znałem kogoś, kto zaraził się wirusem, a potem zachorował.  Zmarł krótko przed tym jak Cię poznałem Natalie...
-Przecież z wirusem można żyć wiele lat... Brać leki.
-Nie każdy organizm sobie poradzi. On był pechowcem... Wyjątkiem od zasady... I jak sobie pomyślę,  że Sebastian... ze on...
-Jeszcze może okazać się,  że wynik drugiego testu jest negatywny. Mogła zajść pomyłka. 
-Oby. Ja wiem, że on nie musi być jak Matt.- patrzy na Natalie.- Ja byłem pewien, że ten wynik będzie negatywny. Byłem pewien. A kiedy dostałem odpowiedź na smsa zamarlem. I od razu stanął mi przed oczyma obraz Matta, ale bardzo chorego juz Matta. Odwiedzałem go. Widziałem jak gasł. I pamiętam,  że byłem zły,  jak dowiedziałem się,  że zdecydował,  o odstawieniu leków. Jednak nie powiedziałem mu na ten temat nic, ale on die domyślił. I mi to wytłumaczył.  
-Nigdy o tym nie mówiłeś. 
-Nie było okazji. Tego tematu. 
-Jak on się zaraził? 
-Od żony.  Tak się kończą czasem zdrady małżeńskie.  Ona żyje do dzis i dobrze się ma, jemu się niestety nie udało. -mówi. -Ale najlepsze jest to, że on jej wybaczył. Wybaczyl wszystko. A ona, kiedy chorował nie odstąpiła go na krok.  Była przy nim gdy odszedł.  Do końca.  
***
Łapcie kolejny. 
Przepraszam za literówki,  pisałam na tablecie i być może nie wyłapałam błędów.  
Komentujcie.







wtorek, 31 maja 2016

35.Rozwiązania...

Nie może spać.  Ciągle myśli o tym, czego dowie się w laboratorium. Właściwie,  to najchętniej w ogóle by tam nie szedł, nie ma pojęcia czy znajdzie odwagę,  by pójść. Juz mu jej brakuje. Spogląda na Marka, który śpi spokojnie. Wierzy mu, wierzy, że kiedy mówi,  iż nie zostawi go nawet,gdyby się okazało,  że się zaraził,  to tak będzie.  Widzi, że jest dla niego kimś ważnym,  jednak zastanawia się czy on sam chce skazywac swojego partnera na życie z osobą chora, na życie ze strachem... 
***
-Lepiej się czujesz?-pyta Marco. Chwilę wcześniej pojawili się z Natalie w szpitalu, nie mogli znaleźć Mario i Emily, ponieważ nie było ich tam, gdzie mieli być, toteż blondyn zadzwonił do dziewczyny, a ona po nich przyszła. Okazało się, że Mario przebywa w jednym z pomieszczeń szpitalnych.
-Tak.-odpowiada Mario.-Jednak wystraszyłem Emily.- mówi. 
-Nie miałeś na to wpływu.- mówi dziewczyna.
-Co się stało?- pyta Natalie nie wiedząc o czym ta dwójka mówi.
-Miałem atak paniki.- z ust szatyna pada odpowiedź.-Ale już jest lepiej.- dodaje.
-Podali ci coś?- docieka Marco.
-Tak, dostałem zastrzyk. Już jest w porządku. Po prostu... nie udźwignąłem tego... Wszystko wróciło...-tłumaczy szatyn.
-Spokojnie.
-Muszę iść do Julie.- wstaje z łóżka na którym siedział do tej pory. Jednak okazuje się, że wstawanie nie jest dobrym pomysłem, bo ma lekkie zawroty głowy.
-Co się dzieje?-Emily 
-Kręci mi się w głowie.- odpowiada.
-Nigdzie nie idziesz.- mówi stanowczo Marco.- Najwyżej twoja mama zostanie z Jull. 
-Lekarz też mu to sugerował, ale się uparł.- zauważa Emily.
-To moja córeczka, chcę być z nią, przy niej...
-W takim stanie nie możesz. Musisz odpocząć.- tłumaczy cierpliwie Marco.
Chwilę później zjawiają się rodzice piłkarza. I pomimo jego protestów, to babcia zostaje z wnuczką, a jego zabiera ojciec. Marco i Nat odwożą Emily do domu.
***
Jest bardzo wcześnie. Nie ma jeszcze 5 rano, a on nie śpi od dobrych kilkunastu minut. Nie chcąc przeszkadzać partnerowi, zaraz po przebudzeniu opuścił sypialnię. Właśnie siedzi na balkonie ich mieszkania, właściwie znajduje się w pozycji półleżącej, ponieważ rozłożył odrobinę krzesło, otulony ciasno kocem, ponieważ nie jest jeszcze zbyt ciepło. Nawet kawa tego ranka wyjątkowo mu nie smakuje, choć jest to jego ulubiona kawa, zawsze się nią delektuje, tym razem natomiast nie potrafi zachwycać się jej smakiem. Jest tak być może dlatego, że ciągle rozmyśla o tym co ma się wydarzyć. Boi się.
***
Budzi się w pustym łóżku. Jest zaskoczony, ponieważ on raczej ma lekki sen i zawsze jakoś czuł, kiedy Sebastian wstawał, tym razem nie poczuł. Pościel na drugiej połowie łóżka jest zimna, więc domyśla się, że jego partner wymknął się już jakiś czas temu. Spogląda na zegarek, który wskazuje, że jest godzina 8:00. Wstaje z łóżka po czym opuszcza pokój, by poszukać jego drugiej połowy. Okazuje się, że nie ma go ani w kuchni, ani w gościnnym pokoju, ani również w łazience. W końcu spogląda na drzwi balkonowe i wtedy zauważa, że są uchylone. Mógł się tego domyślić, Seba zawsze siada na balkonie kiedy chce coś przemyśleć. Podchodzi cicho do przeszkolonych drzwi. Tak jak się domyśla, Seba śpi na rozłożonym leżaku.
***
Otwiera powoli oczy. Z ulgą stwierdza,  że jest w swojej sypialni. Miał dziwny sen. Straszny. Śniło mu się,  że miał wypadek. Właściwie to sen był bardzo realistyczny, ale zamiast Ann na fotelu pasażera siedziała Emily. I nie była w ciąży. I słyszał tez płacz dziecka... I...
-O Boże...-wzdycha ponieważ dociera do niego, że nie śnił, tak było naprawdę.  Szybko podnosi się z łóżka.  I po prostu idzie na dol, ponieważ słyszy ciche rozmowy. 
Emily pierwsza go zauważa kiedy słucha tego, co mówi Marco. Mario dopiero, kiedy widzi dziewczyne, zdaje sobie sprawe, że może jednak nie pomyślał schodząc na dol w samych bokserkach.
-Cześć. - odzywa się Emily patrząc na niego badawczo. Marco również spogląda w jego stronę. 
-Cześć.-wita się blondyn.-Może...-zaczyna, ale szatyn nie pozwala mu dokończyć. 
-Przepraszam, pójdę się ubrać. -mówi po czym wychodzi. 
-Chyba się mnie nie spodziewał.-komentuje dziewczyna, a zaraz po tych słowach zabiera ze stolika puste filiżanki po kawie, która przed momentem skończyli pić z Marco. Dziewczyna znika w kuchni, a blondyn idzie za przyjacielem do jego sypialni. Puka, a słysząc zaproszenie wchodzi. Szatyn ma na sobie spodenki i ubiera koszulkę. 
-Jak się czujesz?
-W porządku. -pada odpowiedz.-Musze jechać...
-Nie musisz. Rozmawiałem z Twoja mama, Julie wycisza zaraz po obchodzie. Twój tata pojechał do szpitala, przywiezie je do domu.
-Sam bym pojechał, trzeba było mnie obudzić.-mówi z pretensja w głosie młodszy. -Nie jestem małym chłopcem,  sam pojechałbym po córkę. 
-Wczoraj miałeś zawroty głowy. -przypomina mu Marco.
-Wczoraj.-mówi szatyn.-Mamy nowy dzień. Traktujecie mnie jak dziecko...
-Troszczymy się,  a ty w tym momencie zachowujesz się jak dziecko. Rozkapryszone. O co chodzi?
-O nic.
-Widzę. 
-O której jest ten obchod?
-Myślę, że będą w domu najpóźniej za godzinę. 
-Chciałbym ją już przytulic.-mówi cicho młody ojciec.
***
W samochodzie panuje cisza. Żaden z nich nic nie mówi.  Mark nie chce pytać,  nie zaczyna tez rozmowy, ponieważ widzi, że Sebastian nie ma na nią ochoty, a młodszy milczy ponieważ po raz tysięczny nie chce powiedzieć,  że bardzo się boi. To nic nie da, przecież to, iż będzie cały czas to mówił, nie sprawi, że nagle strach zniknie. Nie zniknie. Spogląda ukradkiem na swojego partnera. Mark jest spokojny, albo tylko ten spokój udaje. Nie wie. Nie chce pytać.  Może to lepiej, że obydwaj nie panikuja. 
Mark widzi, że Sebastian kątem oka go obserwuje.  Dostrzega również to, jak bardzo tamten się denerwuje, boi. Zauważa drżące dlonie, które ten skrzętnie chce ukryć wciskając je pomiędzy uda. Dostrzega to wszystko. I być może mógłby w tej chwili powiedzieć partnerowi tysiąc słów pocieszenia, on jednak nie mówi nic. Ale kiedy Sebastian czuje dłoń Marka na swoim udzie rozumie co ten chce przez ten gest powiedzieć.  Bez słów.  Mark po raz kolejny pokazuje mu, ze jest obok.
***
Tuli ja do siebie odkąd wróciła do domu. Julie jest cicha i naprawde nieco wycofana. To nie jest do niej podobne, ale Mario juz wie, że lekarz ostrzegał, iż może tak może być.  Rodzice pojechali do domu, Marco również,  jedynie Emily została. Zaproponowała sama, a on nie powiedział nie. I to nie tak, że nie poradziłby sobie przecież z własnym dzieckiem, ale chciałbym by dziewczyna została.  Po prostu tak czuł. Wiec świetnie się złożyło, iż z jej ust padła taka propozycja. Zaraz po tym, kiedy zostali sami z Julie Emily zaproponowała,  że coś ugotuje, a on postanowił po prostu być z Julie. Dlatego,  kiedy jakiś czas później, Emily w końcu opuści kuchnie i zobaczy, że obydwoje zniknęli,  a dom jest dziwnie cichy, jedynym miejscem, o którym pomyśli to będzie sypialnia. I faktycznie tam ich znajdzie-śpiących w najlepsze na duzym łóżku Mario. I to będzie jeden z tych wyjątkowych momentów,  tych wyjątkowych obrazków.  Uwieczni go na zdjęciu w swoim telefonie.
***
-Wejść z Tobą? -pyta widząc zdenerwowanie swojej drugiej połowy.  Sebastian spogląda na niego. Jest blady, ale kiwa głową zaprzeczając. Próbuje się trzymać.  Przekonuje sam siebie, że przecież sobie poradzi. Musi tylko wejść i odebrać wynik. To nie jest skomplikowane. Powoli zmierza w kierunku pokoju. -"Po prostu wezmę ten wynik. Wezmę go."-przekonuje sam siebie w myślach.  W końcu drżącą dłonią naciska klamkę.  Drzwi się otwierają, a on bierze głęboki oddech i wchodzi. Mark zostaje na zewnątrz. Teraz może wziąć głęboki oddech i on. Musi się trzymać,  nie może okazywać strachu, bo przecież musi być wsparciem. Prawda jest jednak taka, że on bardzo się martwi i boi. Przecież za moment Seba może wyjść i powiedzieć"Jestem chory Mark." I wszystko się zmieni. Zmieni się choć nie wiadomo jak bardzo chcieliby, aby się nie zmieniło.  Zmieni, ponieważ życie z chorobą nie będzie łatwe zarówno dla Seby jak i dla niego. Jednak ma nadzieję,  że nie znajdą się w tej sytuacji. 
Seba wychodzi. Ma taką samą minę jak przed wejściem,  w dłoni trzyma biala kopertę. Staje przed partnerem, a wzrok Marka ładuje na dłoni Sebastiana ściskającej kurczowo biala kopertę, lekko drżące dloni.
-Proszę otwórz,  Mark.-prosi go młodszy. -Wyjdzmy na zewnątrz,  usiądzmy na jednej z ławeczek w tym parku obok i proszę zajrzyj do tej przeklęte koperty, dobrze?-patrzy na Marka.
-Dobrze.-mówi tamten tylko, a zaraz po tych słowach Sebastian czuje jak Mark splata ich palce kiedy chwyta go za dłoń.  Wychodzą.  Robią dokładnie tak, jak chce młodszy.  Wybierają jedna z ławek,  a potem Mark otwiera kopertę,  czyta a zaraz potem po prostu przytula mocno do siebie Sebastiana...
***
Obiecałam w weekend, lekkie spóźnienie,  ale jest. 
Komentujcie.
Myślicie,  że Sebastian jest chory?






niedziela, 1 maja 2016

34.Śmiech i łzy...

Natalie jest zmęczona,  co widać gołym okiem. Marco widzi również to, że jest rozdrażniona. Nie pyta, po prostu pozwala jej na chwile oddechu zabierając dzieci na zewnątrz.  Przed tym jak wychodzi na dwór po prostu podchodzi do żony,  obejmuje ja i całuje w czoło.
-Kocham Cię. -mówi, po czym wychodzi. Natalie uśmiecha się lekko, bo Marco czyta z niej jak z otwartej księgi.  Wie dokładnie kiedy potrzebuje rozmowy, a kiedy pragnie mieć chwile dla siebie, moment samotności.  Teraz właśnie chcę być sama. Jest zmęczona i rozbita. Domyśla się,  że to z powodu ciąży tak się czuje. Jest pewna, że przez najbliższy czas będzie ciągle senna, to normalne i niestety trzeba ten okres przeczekać.  Dlatego choć miała plan iść do pracowni, to jednak nie kieruje się tam, a do łóżka. I tam właśnie półtorej godziny później znajduje ja jej mąż.  Uśmiecha się stojąc w drzwiach, a potem wycofuje, by nie obudzić Natalie. Kiedy dzieci jedzą jogurty on dzwoni do rodzicow:
-Cześć synku.- odzywa się jego mama.
-Cześć mamo. Mam do Was prośbę. -mówi. 
-Czy przywieziesz nam nasze wnuki?-pyta jego rodzicielka.
-Mógłbym?  -Natalie zasnęła,  choć miała malować. Nie budziłem jej, a muszę jechać do ośrodka treningowego...
-Zajmiemy się z wielką chęcią Olim i Cassie.  Przywieziesz je czy tata ma przyjechać? 
-Przywiozę.  Dziękuję mamo.-mówi blondyn.
-Nie masz za co. To przyjemność mieć te dwa małe szkraby przy sobie.-zapewnia go mama.
-Tak, ale ostatnio ciągle podrzucam je do Was. Mam wyrzuty sumienia...
-Marco, przestań proszę. Z chęcią się nimi zajmujemy. Przecież wiesz o tym kochanie. Przywieź je po prostu. A Natalie niech sobie odpocznie. Początki ciąży bywają bardzo trudne...
-No, tak. -przytakuje.-Przywiozę dzieciaki za pół godziny. Do zobaczenia mamo. I dziękuję.
***
Pierwsze, co czuje zaraz po przebudzeniu, to ból głowy. Nie jest to byle jaki ból,  ma wrażenie, ze zaraz rozsadzi mu czaszkę.  Wydaje mu się,  iż ktoś wbija mu kilka ostrych sztyletów  w głowę. Do tego jego głowa jest strasznie ciężka. Próbuje przekręcić się na bok, ale tym ruchem pogarsza jedynie sprawę, ponieważ nowa fala bólu uderza, a do tego ta czynność zdecydowanie nie podziałała dobrze na jego żołądek, ponieważ zaraz po tym ma odruch wymiotny co powoduje, że po prostu czem prędzej podrywa się z łóżka, po czym nie zważając na biegnie do łazienki, gdzie opróżnia swój żołądek. Kiedy przestaje wymiotować być może czuje niewielką ulgę, za to jednak przełyk pali go żywym ogniem. Czuje się okropnie. Wraca do niego poprzedni wieczór i świadomość tego jak wiele alkoholu wlał w siebie. Nie wie ile był w klubie, ale pamięta ile razy wskazywał barmanowi na swój kieliszek. Pamięta, że tamten w końcu zaczął oponować, niestety nie mógł  nie spełnić życzenia klienta, a on był nieustępliwy. Więc napełniał kieliszek. Przypomina sobie również Agnes i Ricky'ego. Spotkał ich, rozmawiali, ale nie do końca pamięta o czym. Wie, iż obydwoje próbowali wyperswadować mu picie kolejnych shotów, pamięta, że odmówili, kiedy poprosił, aby napili się z nim. Nie pamięta natomiast skąd wziął się w klubie Mark. Wszystko po tym jest jedną wielką czarną plamą.
-Sebastian.- rozpoznaje głos Marka. Nie odpowiada, choć chce, ale gardło tak bardzo go boli, że nie jest w stanie wypowiedzieć jednego słowa. Wie jednak, że jego partner znajdzie go. I tak się dzieje.-Tu jesteś.- mówi Mark zjawiając się w łazience. Podchodzi do swojej drugiej połowy, po czym kuca obok siedzącego na płytkach chłopaka.-Już w porządku?- pyta przyglądając mu się z troską, a ten kręci przecząco głową.-Oki. Wracamy do sypialni? Położysz się jeszcze chwilę, a ja przyniosę coś na ból głowy co?- proponuje, ale znów widzi, że jego partner nie zgadza się zostając tam, gdzie jest.-Nie możesz siedzieć na zimnych płytkach w samych bokserkach.- mówi.- Nadal chce ci się wymiotować?- pada pytanie, a ten przytakuje.- Boli cię gardło?- znów przytakuje.- Dobrze, zostań tu,a ja pójdę po koc i wodę. 
-Pigułki...- chrypi cicho Sebastian.- ...na ból głowy...- dodaje i zaraz potem kaszle.
***
Marco po powrocie z treningu zastaje Natalie w pracowni. Dziewczyna jest tak skupiona na płótnie, które właśnie pokrywa farbą, że nawet nie zauważa, iż nie jest już w pomieszczeniu sama. Blondyn nie chce jej wystraszyć toteż nie podchodzi na paluszkach, jego żona odwraca się słysząc kroki. Na jej twarzy pojawia się uśmiech, który piłkarz odwzajemnia. Podchodzi do niej po czym zabiera jej z dłoni pędzel i odkłada na stolik. Następnie obejmuje żonę.
-Pobrudzisz się farbą.-ostrzega brunetka.
-Nie ważne.- odpowiada blondyn.- Chcę cię przytulić i to jest najważniejsze...
-To jedna z twoich ulubionych koszulek.- mówi, ale to nie powstrzymuje mężczyzny przed przygarnięcie jej jeszcze bliżej. Poddaje się temu. Uwielbia jego ramiona, ciepło jego ciała. Tak właściwie gdyby tylko mogła to nie opuszczałaby ich nawet na chwilę.
***
Słyszy dzwonek swojego telefonu więc kiedy upewnia się, że jego partner zasnął, ponownie idzie do kuchni odebrać. Nie jest zaskoczony widząc, iż to Ricky dzwoni. Rozmawiają dość długo. Dziennikarz pyta o samopoczucie Sebastiana, więc odpowiada na jego pytania. Potem rozmawiają o wynikach badania, które mają być następnego dnia rano. Kiedy rozmowa dobiega końca, a Mark idzie do sypialni, okazuje się, że Seba nie śpi. 
-Już nie śpisz? Obudziłem cię?- pyta.
-Nie obudziłeś, ale słyszałem strzępki twojej rozmowy. To był  Ricky, prawda?
-Tak. Zadzwonił zapytać jak się czujesz?-odpowiada mężczyzna kładąc się na kołdrze obok swojego partnera.- Martwi się.
-Czuję się strasznie i bynajmniej nie chodzi o kaca, Mark.- chłopak odwraca wzrok.- Jutro mam odebrać wynik i właściwie to nie mam pojęcia czy będę mieć odwagę tam iść, wziąć kopertę, a potem ją otworzyć.- wyznaje.- Boję się, strasznie się boję. To żadna nowość, ciągle powtarzam ci, że się boję, ale teraz coraz bardziej, choć myślałem, że to niemożliwe... Po prostu im bliżej do wyniku, tym gorzej... Jutro wszystko się wyjaśni. Jutro może skończyć się moje życie...
-Co ty mówisz?
-Prawdę. Szanuję i podziwiam osoby, które są nosicielami i potrafią to udźwignąć, potrafią nie tylko z tym żyć, ale jeszcze żyć normalnie. Ja myślę, że nie będę potrafił.
***
-Natalie spóźnię się odrobinę, dobrze?-pyta ubierając koszulkę.-Odwiozę Emily i przyjadę.- mówi Mario.
-Nie odwieziesz jej, ale namówisz, by przyszła z tobą.- mówi malarka.
-Nie wiem czy dam radę, próbowałem...
-Poradzisz sobie, wierzę w ciebie. Do zobaczenia.
Chwilę później wsiadają do samochodu zaraz po tym, jak Mario wpiął foteli z Julie. Mario po raz kolejny namawia dziewczynę, by pojechała do Reusów. Przecież ona również jest zaproszona. Namawia ją tyle, że dziewczyna  w końcu się  zgadza. Okazuje się, że decyzja była jak najbardziej trafna ponieważ sama kolacja była przepyszna, a towarzystwo wspaniałe. Poza tym młode małżeństwo ogłosiło, ze spodziewa się kolejnego dziecka, na co przyjaciele zareagowali entuzjastycznie. Były gratulacje i toasty. Było wyjątkowo. 
***
-Emily świetnie pasuje do Mario.- mówi Natalie wklepując krem w skórę twarzy.
-Bawisz się w swatkę?- patrzy na nią mąż.- Ostrzegam, że możesz mieć kłopoty, gdy Mario zauważy. On nie jest gotowy...
-Wiem, nie zamierzam nic robić. Po prostu stwierdziłam fakt, że do siebie pasują.
***
Wracają od Reusów, Julie śpi w foteliku. Śmieją się i żartują. Spędzili naprawdę wspaniały wieczór. Mario ma zamiar odwieźć Emily, a potem pojechać do siebie. Dlatego nie jedzie trasą, którą zwykł jeździć. Emily właśnie opowiada coś, co rozśmiesza go tak, że śmieje się dość długą chwilę. Dziewczyna również się  śmieje, jednocześnie przyglądając się mu, bo nie może napatrzeć się na uśmiech Mario. Ten uśmiech, kiedy cała jego twarz się rozjaśnia, kiedy jego oczy błyszczą. Mario śmieje się już dość często, właściwie uśmiecha się, ale taki uśmiech, jaki Emily widzi właśnie w tym momencie, można zobaczyć znacznie rzadziej. Teraz on właśnie gości na twarzy chłopaka, a ona cieszy się, że to jej udało się go wywołać. Nie wie jeszcze, że ten wieczór, choć rozpoczęty wspaniale, wygoni uśmiech z twarzy Mario...
***
-Pójdziesz ze mną jutro?- pyta Sebastian.
-Przez myśl mi nawet nie przeszło, że mógłbym pozwolić ci iść samemu.- z ust Marka pada odpowiedź. 
***
Obydwoje nie mają pojęcia jak to się stało. Prawie puste skrzyżowanie, rozmowa, a potem nagle szarpnięcie, huk, uderzenie w barierkę  z impetem,  szok. I płacz... Donośny płacz małej Julie...
***
Spogląda w bok, na Emily. Dziewczyna patrzy na niego, jest cała, rusza się, dłonią pociera kark. Poduszki rozłożyły się, więc ani ona ani on  nie uderzyli nigdzie głowami. 
-Jesteś cała?- pyta próbując odpiąć pas, a który nie chce się odpiąć. Szarpie go w nerwach.
-Chyba tak.
-Cholera!-wyrzuca z siebie. Julie płacze, dopiero teraz dochodzi do ich uszu płacz dziewczynki, z szoku nie słyszeli go w pierwszym momencie. 
-Jull... Boże...- mówi piłkarz próbując się odwrócić, ale uniemożliwia mu to boląca szyja. W końcu to Emily pierwszej udaje uwolnić się z pasa więc to ona próbuje wyjść z samochodu, niestety okazuje się, że to z tej strony uderzył samochód, który na nich najechał. Od strony Emily, która wyjątkowo jechała z przodu na fotelu kierowcy, ponieważ pas na drugim miejscu na tylnym siedzeniu zaciął się i dlatego Emily nie usiadła obok fotelika dziewczynki.
-Drzwi się zablokowały, są wgięte...
-O Boże...- Mario szarpie pas, dociera do niego, że samochód uderzył w stronę gdzie przypięta była jego córeczka. Jakoś udaje mu się wyplątać z pasa, między siedzeniami przepycha się do tyłu. Szyba w drzwiach jest wybita, Mario widzi krew na rączce Julie, to zapewne odłamek szkła skaleczył jej rączkę. Na jej buźce również widzi plamkę. Dziewczynka łka głośno, właściwie płacz przeradza się we wrzask. Mario instynktownie sprawdza czy mała nie poniosła poważnych obrażeń. Potem słyszy syreny pogotowia, ale on już w tym czasie ma już Julie w ramionach, tuli ją ostrożnie do siebie, próbując uspokoić, choć sam staje się bałaganem, bo to w niego uderza. I paraliżuje go strach. A potem po prostu jego umysł nie nadąża za tym co się dzieje, bo pojawiają się karetki, lekarz zadaje mu pytania, na które nie potrafi odpowiedzieć... 
***
Julie nic nie jest. Oprócz kilku małych ran nie doznała innego urazu. Te słowa docierają do niego. Potem słyszy, że dziewczynka śpi. Siada na jedno z krzesełek. Czuje ulgę, ale jednocześnie jego ręce zaczynają drżeć i nie może tego kontrolować. To, co się stało w niego uderza. Wypadek. Podobny do poprzedniego. Tylko tym razem żyją. Nic im nie jest, jednak historia mogła zatoczyć koło. I to właśnie zaczyna do niego docierać. Mogła zginąć jego ukochana córeczka, albo Emily...
-Boże...- mówi tylko po czym zasłania dłońmi usta. Drży cały. Nawet gdyby chciał, to nie mógłby stanąć na własnych nogach. Nie w tym momencie. Po jego policzkach znów płynął łzy, ściska go w klatce piersiowej. Emily to zauważa. W jednej chwili stoi rozmawiając z lekarzem, a w kolejnej siedzi na krzesełku obok Mario, po czym mocno go tuli, a on płacze, po prostu płacze wtulając się w nią. 
***
Podoba się?

wtorek, 26 kwietnia 2016

33. Spotkanie...

Spotykają go przypadkiem w jednym z klubów. Przyszli trochę potańczyć, rozerwać się ze znajomymi. Właściwie to Agnes zauważa go pierwsza, kiedy obydwoje z Ricky'm idą podchodzą do baru, by zamówić drinki. Chłopak siedzący w rogu, przy barze, znajoma twarz, od razu rzuca jej się w oczy. Chwyta swojego partnera za ramię, więc ten spogląda na nią:
-Słucham.- mówi Ricky.
-To Sebastian prawda?- wskazuje miejsce, gdzie jest chłopak. Dziennikarz spogląda w tamtą stronę i faktycznie okazuje się, iż blondynka ma rację.
-Tak, to on.- potwierdza.
-I wygląda na mocno wstawionego.- dodaje agentka. W tym momencie Seba pokazuje barmanowi pusty kieliszek, po czym zapewne prosi go o ponowne napełnienie. Obydwoje widzą, jak barman najpierw odmawia, ale w końcu ulega i nalewa shota. Alkohol znika z kieliszka w mgnieniu oka i już kilka sekund później Sebastian znów wskazuje na kieliszek, chcąc, aby znów był pełen.
-On nie jest wstawiony, on jest pijany kochanie.- odzywa się Ricky.
-Ciekawe gdzie jest Mark?- zastanawia się blondynka.
-Jestem pewien, że nie tutaj. On nie pozwoliłby Sebie upijać się w takim tempie. Albo coś się między nimi wydarzyło i Sebastian właśnie się przez to znieczula, albo chodzi o coś innego, ale nieważne co to jest, on to właśnie zapija... I z tego, co widać zamierza wlać w siebie jeszcze więcej...
-Może zamiast się domyślać to z nim pogadamy?- proponuje blondynka. Spogląda na nią, ponieważ ona ciągle go zadziwia. Właściwie to gdyby był z kimś innym, to zapewne jego dziewczyna nie proponowałaby tego, a raczej zaproponowałaby opuszczenie lokalu, lub po prostu trzymanie się z daleka od Sebastiana. Bo przecież kontakt z chłopakiem zawsze może skończyć się spotkaniem z byłym partnerem. Agnes jednak nie postępuje w ten sposób. Owszem, zna jego przeszłość, ale skupia się bardziej na przyszłości, przyszłości, którą budują razem, ona i on. I Ricky po raz kolejny utwierdza się w przekonaniu, że jego kobieta po prostu mu ufa. Wierzy, że jak on mówi jej, że uczucia, które żywił kiedyś do byłego partnera zniknęły to faktycznie tak jest. Wierzy, iż kiedy mówi jej, że ją kocha, to tak właśnie myśli, tak właśnie jest. Cieszy się z tego. Przytakuje skinieniem głowy. Podchodzą do chłopaka, a on natychmiast ich rozpoznaje. Uśmiecha się na ich widok, podaje im dłoń, potem proponuje, aby razem się napili. Namawia ich kiedy odmawiają. A kiedy pytają go, gdzie jest Mark, on dopowiada, że w domu, że nie ma go tutaj. Zarówno Ricky, jak i Agnes są pewni, iż powinni zadzwonić do partnera Sebastiana ponieważ on pozostaje głuchy na ich sugestie, aby przestał wlewać w siebie kolejne kieliszki alkoholu. Nie reaguje również na propozycję, że odwiozą go do domu. Więc Ricky po prostu to robi. Słyszy głos Marka po kilku sygnałach.
-Słucham.
-Cześć. 
-Cześć Ricky, co tam?
-Przepraszam, że dzwonię tak późno, pewnie cię obudziłem, przepraszam...- tłumaczy się dziennikarz.
-Nic się nie stało, nie spałem. Jestem za bardzo zdenerwowany, aby spać...
-Co się stało?
-Seba... On...Nie, po prostu powinien dawno być w domu, a go nie ma. Nie odbiera telefonów. Nie mam pojęcia gdzie jest...- wzdycha.
-Ja wiem, dlatego dzwonię.- mówi Ricky.- Jest w klubie, siedzi przy barze i wlewa w siebie jeden shot za drugim. To nie wygląda dobrze.- tłumaczy Ricky.- Nie zamierza przestać, próbowaliśmy go zatrzymać, ale nic z tego...
-Wyślesz mi adres?- pyta Mark.
-Klubu?
-Tak, przyjadę po niego i zabiorę go stamtąd.- mówi starszy.- Wy go nie zabierzecie, jest uparty. Ja muszę to zrobić.- mówi.-
-Zaraz wyślę ci sms-a.
-Dziękuję, że zadzwoniłeś.
-Nie ma za co. Będziemy mieć na niego oko dopóki się nie pojawisz.
-Będę wdzięczny... 
-Do zobaczenia.
-Będę jak najszybciej się da.
-Oki.
-Dziękuję
*** 
Właściwie nie powinien być zaskoczony. Wiedział, że prędzej czy później jego partner nie wytrzyma i postanowi się znieczulic. Ten czas nadszedł. Czem prędzej przebiera się, po czym opuszcza mieszkanie w celu udania się do klubu po  Sebe. Mógłby być zły, ale on czuje jedynie troskę. Nie kieruje nim złość, a uczucie i troska. Domyśla się, że to,  co przechodzi jego druga połowa, to naprawdę trudne. On sam się boi, wiec wie, że Sebastian boi się po stokroć więcej. Wie, że w takich sytuacjach trudno zachować zimną krew i po prostu czekać na wynik, na to co przyniesie los, kolejne dni. Zdaje sobie doskonale sprawę,  iż takie chwile skutkują zwątpieniem i przeważnie chęcią zapomnienia choć na moment. Często, kierując się tym człowiek szuka zapomnienia w szklance z wysokoprocentowym trunkiem. Niejednej szklance. I pomaga, jednak na kilka chwil. Nie czujemy, kiedy spora ilość alkoholu krąży w naszych żyłach.  Jednak w miarę mijających godzin, ból i strach wracają. Często ze zdwojoną siłą. Wiec taka ucieczka jest ułudą. Sam tego doświadczał nie jeden raz więc wie to z autopsji. Jadąc do docelowego miejsca wie, iż będzie trudno wyciągnąć partnera z klubu. Pijany Sebastian to uparty Sebastian.
***
Słyszą te słowa nie spodziewając się w ogóle.  Bo kto spodziewa się takich wieści,  takich przypuszczeń? Mogliby wziąć to za pijackie mamrotanie, jednak słowa Seby,  choć pijanego w nich uderzają.  Kończy się to tym, że w końcu lądują w mieszkaniu pary. Mark bowiem, choć starał się z całych sił, nie zdołał przekonać swojego partnera do wyjścia z klubu, zrobiła to dopiero Agnes. To jej chłopak posłuchał. To z nią u boku opuścił klub. I tym oto sposobem znajdują się właśnie w mieszkaniu pary. Czekają na Marka.
Mężczyzna zjawia się w salonie kilkanaście minut później.  Wtedy jego partner juz spi. Zjawia się z kubkami gorącego napoju w dłoniach.  Widzi pytania malujące się w oczach gości.  Ma zamiar na nie odpowiedzieć wiec stawia przed każdym po jednym kubku, po czym zajmuje miejsce. Przez moment jest cisza, ale zostaje ona przerwana przez Marka. Pytanie nie pada, jednak on doskonale wie na jakie pytanie musi odpowiedzieć,  powinien odpowiedzieć.  Powinien nie po to, aby zaspokoić ich ciekawość, ale po to, aby przestali się martwic. Tyle, ze odpowiedz tego nie sprawi.
-To co słyszeliście to nie tylko paplanina pijanego faceta.- mówi po czym patrzy na nich.-Sebastian faktycznie mógł się zarazić i to w jaki sposób mogło do tego dojść jest przypadkiem. Bo on po prostu pewnego dnia pomógł temu człowiekowi nie mając pojęcia,  że może przez to wylądować w tym miejscu, w którym znajduje się teraz. Właściwie znajdujemy. To mogło przytrafić się każdemu.  Przytrafiło się jemu, nam. To ciężkie chwile, próbujemy to przetrwać,  ale Seba dziś po prostu nie poradził sobie i wynik widzieliście sami. Dziękuję Agnes za cierpliwość...- patrzy na nią.-Dzięki, że zainteresowaliscie się jego stanem. Mogliście przejść obojętnie. 
Mark widzi, że obydwoje z Agnes przetwarzają informacje, która im przekazał.  I być może widzi strach w ich oczach, a także troskę.  Być może zauważa tam również trochę współczucia.  I choć może powinni wyjść to jednak oni zostają chwile dłużej.  I Mark słyszy wiele ciepłych słów zarówno od swojego byłego partnera jak i jego kobiety. I być może czuje ciepło w sercu wiedząc,  że ma w nich przyjaciół, mają w nich wsparcie. Często świadomość, że nie jest się samemu naprawdę dużo daje.
***
Budzi go odgłos dochodzący z łazienki. Zasnal na kanapie. Po wyjściu  Agnes i Ricky'ego poszedł zajrzeć do swojej drugiej połowy,  a potem wrócił i oglądał jeszcze tv, ponieważ nie mógł zasnąć.  Widać telewizja w końcu utuliła go do snu. Znów słyszy ten odgłos.  To jakby dławienie. Wie, co się dzieje. Domyśla się.  Wstaje z kanapy po czym idzie do łazienki.  Drzwi nie są zamknięte na klucz, a jedynie przymkniete. Nie pukajac wchodzi forum środka.  Znajduje tam swojego partnera pochylonego nad toaleta, wyrzucajacego z żołądka zapewne resztki poprzedniej nocy. To nie pierwszy raz kiedy widzi Sebe w takiej sytuacji. Były poprzednie, bo przecież każdy ma problemy i czasem sięga po alkohol. Dlatego odruchowo przynosi mu butelkę wody mineralnej, która daje chłopakowi kiedy przestaje zwracać zawartość żołądka. Seba przyjmuje wszystko z wdzięcznością, choć Mark zauważa również na jego twarzy grymas wstydu. 
-Hej.- dotyka policzka chłopaka kiedy ten odwraca wzrok.-Seba...
-Przepraszam...-mówi młodszy. -Jestem żałosny i słaby... Nie poradziłem sobie z tym wczoraj, spiłem się a teraz musisz mnie tak oglądać. -marudzi.
-Rozumiem...-mówi od razu Mark.-Słyszysz?  Rozumiem. Jest w porządku. -zapewnia go.
-Nie jest. Czuje się okropnie i jestem żałosny. Proszę zostaw mnie.-prosi po czym czuje kolejna fale mdłości.-Zostaw mnie.Nie chce abyś na to patrzył.  -mówi jeszcze zanim znów zginą się przed toaleta. Mark nie wychodzi. Zostaje uspokajająco pobierając plecy partnera. Potem podaje mu kolejny kawałek papierowego ręcznika.  I wie, że choć Sebastian prosił go, by wyszedł,  to jednak to, iż został sprawiło,  że w oczach Seby znów zapaliła się iskra. Doskonale wie, że jego partner nie chce być sam, że to, co myśli,  a co mowi to dwie różne sprawy. Wiec jest. Jest kiedy po raz kolejny Sebie jest niedobrze, jest później kiedy to mija. Jest gdy walczy z potwornym bólem głowy, kiedy tabletki przynoszą jedynie małą ulgę wiec postanawia masować mu skronie. Jest kiedy to doprowadza do tego, że Sebastian zasypia ale nawet wtedy zostaje na kanapie z nim. Być może jedynie odrobinę zmienia pozycję,  tak,  iż leży obok niego otulając ich kocem. Być może również po chwili odpływa w krainę snów,  ponieważ nie spał zbyt dobrze poprzedniej nocy. 
***
Przepraszam za poślizg.  Tłumaczyłam go już w komentarzu. Nowością jest to, że padł mi komp wiec to już jest totalna złośliwość losu. Rozdział Nie sprawdzony,  bo przez tel ciężko wyłapać błędy.  Liczę na komentarze. Pozdrawiam

piątek, 8 kwietnia 2016

32.Bliskość...

Już wszystko wie, już rozumie. I to nie tak, że  cieszy się, bo nie można cieszyć się z  takiej wiadomości, z takiego podejrzenia. Przecież najważniejsza osoba w jego życiu może być chora. Nie chce tego,  nie chce. Jednak prawdą jest, iż poczuł ulgę, kiedy usłyszał, że Sebastian nigdy go nie oszukał, że nie zdradził go. Patrzy na śpiącego mężczyznę i zastanawia się co ma robić? Wie, jedno... Niezależnie od tego, co będzie, on nie zostawi Sebastiana.
***
Nie mają czasu na rozmowę, kiedy Emily zjawia się w domu Mario na moment przed tym, jak piłkarz ma wyjechać na trening. Mieliby czas, gdyby dziewczyna się nie spóźniła. 
-Przepraszam, musiałam pojechać jeszcze na moment do laboratorium odebrać wyniki badań. Zapomniałam Ci powiedzieć. - mówi dziewczyna.
-W porządku. Wszystko jest ok?-pyta piłkarz ubierając buty.
-Myślę, że tak. -pada odpowiedz.-Jak Julie?
-Śpi wiec będziesz miała trochę spokoju. Kiedy nie śpi jest naprawdę marudna. Jednak temperatura spadła po syropie to może będzie pogodniejsza gdy się obudzi.-mówi piłkarz ziewając.
-Spałeś choć trochę w nocy?
-Może  3 godziny. Nie ważne. Ona jest najważniejsza.-pada odpowiedz.-Wrócę zaraz po treningu. Jakby coś się działo to dzwon. Będę miał tel w pobliżu.- zapewnia szatyn.
-Przecież nie wolno.- zauważa blondynka.
-W taki ej sytuacji na pewno mi nie odmówią.
-Poradzę sobie, nie martw się.-zapewnia Emily.
-Wiem, że tak, po prostu będę spokojniejszy wiedząc,  że w razie czegoś to usłyszę jak dzwoni.-mówi,  po czym wychodzi z domu. 
***
Kiedy się budzi pierwszym, co jego umysł rejestruje jest fakt, że jest w pokoju sam. I czuje pierwsze ukłucie bólu.  Nasłuchuje przez chwile, ale w mieszkaniu jest cicho. Za cicho jak na godzinę,  która jest na zegarku. Domyśla się więc,  że jest sam, że Mark wyszedł.  Nie ma go, a on nie ma pojęcia dokąd poszedł. I wtedy czuje kolejne ukłucie bólu.  Czuje jakby kolejna mała szpila wbiła mu się pod skórę.  Pamięta wprawdzie, że jego partner poprzedniego wieczoru, kiedy próbował go uspokoić,  mówił mu, iż nie jest z tym sam, że ma przecież jego, ale w tym momencie on spodziewał się,  że będzie,  a jego nie ma, więc nachodzą go wątpliwości.  I być może powinien wstać,  stawić temu czoło, ale on nie czuje się na siłach, wiec otula się szczelniej kołdrą i po prostu leży.
Tak znajduje go godzinę później Mark, który wraca do domu po rehabilitacji. Dziwi się,  że w mieszkaniu panuje cisza, a potem jest jeszcze bardziej zaskoczony, gdy widzi, że Sebastian nie tknął nawet jednej kanapki, która mu zrobił przed wyjściem, ani też nie pił kawy, która uwielbia. Generalnie ani kuchnia, ani też salon nie noszą śladów tego, że jego partner w ogóle w nich przebywał,  toteż chłopak postanawia zajrzeć w miejsce, w którym spodziewa się zastać swoją drugą połowę.  Otwiera cicho drzwi spodziewając się nawet, że może Sebastian w ogóle się jeszcze nie obudził,  ale praktycznie od razu zauważa, że tamten nie śpi. I bynajmniej jego twarz nie wygląda na wypoczętą. Pokonuje dystans od drzwi do łóżka w kilku krokach, po czym zajmuje miejsce na skraju materaca. 
-Nie zjadłeś śniadania. -mówi najpierw, a Sebastian podnosi na niego wzrok zaskoczony i Mark jest pewien, że tamten był tak pogrążony we własnych myślach, iż nawet nie słyszał momentu, kiedy wszedł.
-Słucham? -pada pytanie.
-Nie zjadłeś śniadania. -powtarza starszy.-Zrobiłem śniadanie zanim wyszedłem,  byłem nawet po chleb, który tak lubisz, kupiłem tez,twoje ulubione bułki,  wiec masz w kuchni naprawdę same pyszności na talerzu, a ty nawet nie spróbowałeś. Wstałeś w ogóle z łóżka? -pyta. Jedyna odpowiedzią Sebastiana jest zaprzeczenie ruchem głowy. -Dlaczego?  O tej porze powinieneś być już po śniadaniu, Seba.
-Nie mam apetytu, nie chce się stąd ruszać...- odpowiada.-Nie było cię, kiedy się obudziłem i...
-Bylem na rehabilitacji przecież.  
-Na rehabilitacji... -powtarza młodszy. 
-Tak, przecież ci mówiłem,  że dzisiaj mam wcześniej,  ponieważ mój rehabilitant ma jutro jakąś rodzinną imprezę i już dziś po południu leci.-tłumaczy. -Pomyślałeś...
-Nie pamiętałem. Przepraszam. Myślałem,  że...
-Że wczoraj przeraziłeś mnie na śmierć i ze zwiałem tak?-mówi, a Sebastian nie potwierdza, iż tak właśnie pomyślał, jednak spuszcza wzrok, a to jest równoznaczne z odpowiedzią "tak." -Nie mam zamiaru uciekać, mówiłem już wczoraj. Nawet, gdybyś chciał to nie pójdę sobie. Jestem tu i będę zawsze, słyszysz?- mówi starszy, ale młodszy nawet nie podnosi wzroku dlatego Mark dotyka palcami policzka Sebastiana.- Słyszysz co powiedziałem?- ponawia pytanie.- Spójrz na mnie, proszę.- prosi.-Spójrz, Seba.- powtarza, więc tym razem tamten patrzy.- Nie zostawię cię.- pada zapewnienie.- Jestem i będę z tobą niezależnie od tego jaki będzie wynik badania.- zapewnia patrząc w oczy swojego partnera.- Ja wiem, że może nie wierzysz w to co mówię, może myślisz sobie, że łatwo mi teraz obiecywać, a potem jakby wynik był pozytywny, to jednak zmienię zdanie, jednak cię odrzucę, będę się bać... Nie zrobię tego. Nie zrobię, bo ja naprawdę chcę być z tobą, bo mi na tobie zależy i obiecuję ci, że przejdziemy przez to wszystko razem. Nie jesteś z tym sam, masz mnie. Jestem tutaj i będę. Zaufaj mi, proszę.- mówi.
***
Dzwoni jej telefon, słyszy go przez drzwi łazienki,  w której w tym momencie przebywa. Nie może jednak odebrać ponieważ zaledwie kilka sekund temu wyszła z wanny. Ma zamiar oddzwonic jak tylko wytrze się i ubierze szlafrok. Dzwonek rozbrzmiewa po raz kolejny. Dziewczyna wychodzi z łazienki w szlafroki po czym odbiera telefon widząc,  że dzwoni Mario:
-Słucham. -mówi. 
-Emily, ja przepraszam, ze nie daje ci chwili wytchnienia...
-Co się stało?-pyta dziewczyna zdając sobie sprawę, że słyszy płacz Julie.
-Ona płacze odkąd wyszłas. Nie płacze historycznie,  ale ciągle kiwili. Myślałem, że to chwilowe, ale choć staje na głowie próbując ja zająć, ona nie przestaje. Nie pozwoliła wziąć się mojej mamie na ręce... Kiedy ty ja trzymałas nie płakała wiec przyszło mi na myśl...
-Przyjadę za chwile.-mówi dziewczyna.
-Przepraszam, ale nie mogę już patrzeć na jej zaplakana buzię...
-Wiem, rozumiem. Przyjadę za chwile.
-Dziękuję. 
***
-Myślałem, że spisz.-mówi Mark wchodząc do salonu i widząc,  że Sebastian leży na sofie i juz nie spi.
-Nie, obudziłem się.-mówi. -Zasnąłem podczas filmu.
-W porządku. -zajmuje miejsce obok.-Powinieneś się położyć.
-A ty co będziesz robił? 
-Musze odpisać na kilka maili. Miałem to zrobić w dzień,  ale zapomniałem. 
-Bo musiałeś nianczyc swojego partnera...
-Bo są ważniejsze sprawy niż kilka maili. 
-Ale...
-Nie mów tego co chcesz powiedzieć...-ostrzega Mark po czym obejmuje Sebastiana i przyciąga do siebie w ciasnym uścisku.
-Boje się...
-Wiem, ja też, ale stawimy temu czoło razem, tak? I nie będę odpisywał teraz na żadne wiadomości,  co powiesz na to żebyśmy obejrzeli jakiś film?
-Tym razem nie zasnę, obiecuję. -mówi młodszy. -Wyspałem się już.-lekko się uśmiecha.  I być może ramiona, które go w tym momencie oplatają sprawiają,  że ciągle wierzy w to,  że ten strach, który odczuwa za kilka dni będzie już tylko wspomnieniem. Pragnie wierzyć w to mocno.
***
W domu nareszcie nie słychać płaczu małej Julie. Jest cicho z czego się ogromnie cieszy, bo o ile hałas mu nie przeszkadza, o tyle płacz małej już tak, ponieważ łamie mu to serce. Nie lubi, gdy jego córeczka jest smutna, nie lubi, kiedy płacze. Teraz już nie słychać jej łkania i tym razem to nie on jest sprawca tego, że się wyciszyła, a dziewczyna,która w tym momencie przebywa z dziewczynką w jej pokoju. On wyszedł, gdy zadzwoniła jego mama. Teraz wraca. I kiedy ma już wejść do pokoju zastaje scenę,  która zawsze sprawia, że się odrobinę wzrusza. Emily tuli małą do siebie, gładząc uspokajająco jej małe plecki dłonią,  kołysząc się w bujanym fotelu. Mówi do niej dość cicho, wypowiada półszeptem kojące słowa, a Julie słucha. Nie jest już zdenerwowana, rozdrażniona, jest natomiast spokojna i wyciszona. I być może, kiedy chłopak patrzy na tę scenę, oczyma wyobraźni, momentami, widzi w miejscu Emily- Ann. To nigdy się nie zdarzy, to nigdy już nie będzie Ann, wie o tym doskonale, ale w niektórych chwilach wyobraża sobie, że to jego żona tuli ich córeczkę do siebie. A potem iluzja znika. To boli, ciągle boli. Ten ból się nie zmniejsza, nie mija. Ten ból, jest pewien, pozostanie z nim już do końca życia. Przyzwyczaja się do niego. Powoli, bardzo powoli. Jednak ta pustka, ta luka w jego sercu, którą pozostawiła Ann odchodząc, już nigdy nie zostanie w pełni zapełniona. Jego ukochana, jego żona bowiem miała i już zawsze będzie mieć specjalne miejsce w jego sercu. 
-Mario...- z zamyślenia wyrywa go dźwięk jego imienia więc spogląda na Emily, bo to ona do niego mówi.- Możesz odsunąć kołderkę w łóżeczku?- zwraca się do niego.- Chcę ją położyć, bo zasnęła...
-Jasne...- mówi piłkarz po czym spełnia prośbę dziewczyny. Chwilę później dziewczynka śpi okryta kołderką, a Emily i Mario patrzą na nią. Przez dłuższą chwilę milczą, po prostu wpatrują się w śpiącą dziewczynkę. Ciszę w końcu przerywają ciche słowa piłkarza.
-Zostań na noc, proszę.- mówi najpierw, a dopiero po tych słowach spogląda na blondynkę. Emily również spogląda na niego.- Ona dzisiaj chce tylko twojej obecności, boję się, że jak się obudzi i znowu zacznie płakać...- wzdycha.- Ja przepraszam, naprawdę przepraszam Emily, jesteś jej nianią, opiekujesz się nią, a poza pracą masz swoje życie i swoje sprawy, a ja nieustannie cię o coś proszę...
-Mario...
-Ona po prostu nie chciała się uspokoić, a ja zrobiłem wszystko, co przyszło mi do głowy... Zresztą nie chciała też do mojej mamy iść...
-Mario...- przerywa mu dziewczyna po czym chłopak czuje na swojej dłoni jej ciepłą dłoń. Dotyk jest miły. Jej gest jest miły.- Ja rozumiem. Naprawdę.- zapewnia go.- Nic się złego nie stało, że zadzwoniłeś. Zostanę.- mówi. 
-Dziękuję.- patrzy na nią.- Dziękuję ci bardzo.
-Nie masz za co. Cieszę się, że moja obecność podziałała i Julie zasnęła. Swoją drogą jak będziemy tak gadać to ją obudzimy.- uśmiecha się dziewczyna.
-Napijesz się herbaty?- proponuje piłkarz.- Chyba, że jesteś zmęczona to przygotuję ci już teraz łóżko w pokoju gościnnym i się położysz?- pyta.
-Chętnie napiję się z tobą herbaty.- pada odpowiedź.
***
Zastaje go w kuchni kilkanaście minut później. Na blacie stoją dwa kubki z parującą cieczą, a on wyciąga ostatnie naczynia ze zmywarki. Zauważa jej obecność więc się uśmiecha.
-Lubisz białą herbatę prawda?- pyta.
-Tak, bardzo.- pada odpowiedź.
Chwilkę później są już salonie. Mario stawia na stoliku talerzyk z ciastem, które przywiozła jego mama.
-Jak będziemy jeść ciasta po nocach to raczej nie wyjdzie nam to na dobre.- śmieje się Emily.
-Dziś zrobimy wyjątek.- odpowiada szatyn.
-Może być.- zgadza się Emily, po czym wkłada sobie kawałek ciasta do ust. Wypieki mamy Mario zawsze smakują wybornie, tak jest i tym razem.- Wiesz, dziwię ci się, że nie byłeś grubaskiem mając takie ciasta w domu.- żartuje dziewczyna.
-No właśnie jadłem ile mogłem, ale nigdy nie miałem przez to problemów z wagą. Może po prostu spaliłem nadmiar kalorii na treningach. Bo przecież trenuję od dziecka, potem też trochę boksowałem, zresztą wróciłem do tego, do mojego dobrego przyjaciela, który mnie trenował, znów trenuje...
-Skąd boks? 
-Tak jakoś przez przypadek. Ktoś mi podpowiedział i chwyciło. Potrzebowałem w niektórych momentach się wyładować i to był strzał w dziesiątkę.
-Pomogło?
-Tak, nadal pomaga. Choć żeby pozbyć się niektórych negatywnych emocji, myśli, musiałbym walić w worek bez przerwy i nie wiem czy by zadziałało...
-Rozumiem...
-Dzisiaj jak dwoiłem się i troiłem, żeby uspokoić córeczkę to w pewnym momencie marzyłem o tym, żeby walnąć w ten worek  głową, albo żeby ktoś solidnie mi przyłożył. Żebym wpadł na pomysł, który sprawi, że mała się rozchmurzy. Niestety. Byłem bezsilny.- wyznaje.- Boję się, kiedy jestem bezsilny. 
-Każdy się boi.- mówi Emily.
-Wiem... Pewnie wyolbrzymiam, mam do tego tendencję ostatnio.- przyznaje piłkarz.- Poza tym często nie radzę sobie ze sobą, więc to nie dziwne, że nie poradziłem sobie z płaczącym dzieckiem.- wzdycha.
-Co ty mówisz?
-Prawdę, Emily, prawdę...
-Nie, to nie jest prawda.- zaprzecza dziewczyna.
-Prawda jest taka,  Emily, że choćbym nie wiem co zrobił, to nie zastąpię mojej córeczce mamy.- patrzy na nią.-Ona potrzebowała dziś kobiecej ręki, kobiecych ramion, szeptu. Może nie jesteś jej mamą, ale moja córeczka dziś wybrała ciebie. 
***
Witajcie :)
Jak Wam się podoba rozdział?
czekam na komentarze, jak będą to pewnie postaram się szybko coś dodać :)