Emily jest bardzo cicha w drodze do domu Marco. Za cicha. Mario prowadzi, nie pyta dlaczego taka jest, zerka po prostu na nią od czasu do czasu. W końcu, kiedy zatrzymuje się na skrzyżowaniu, bo jest czerwone światło, przykrywa jej dłoń swoją. Emily spogląda na niego i zauważa, że on badawczo jej się przygląda. Zna to spojrzenie, poznała go już na tyle, by wiedzieć, że zauważył jej nastrój. Ogólnie to już nie raz przekonała się, jak bardzo spostrzegawczy jest Mario. I bardzo opiekuńczy. Nie może powiedzieć, iż jej to przeszkadza, ponieważ to bardzo miłe.
-Wszystko w porządku. -odpowiada na jego nieme pytanie.
-Nie sądzę, jesteś za cicha, ale nie będę cię męczyć. Po prostu jestem wiesz? Gdybyś potrzebowała jednak pogadać. -zapewnia ją choć ona o tym wie. Ich relacje trochę się zmieniły, jakby się zacieśniły, po rozmowie, w której wyznała, że była chora na serce i o operacji. Co nie jest czymś zaskakującym. Już wcześniej ich relacja była czymś więcej niż znajomością, niż zależnością pracodawca-pracownik. Była serdeczna. Teraz jest bardziej skierowana w stronę przyjaźni. Początku, ale jednak przyjaźni. I to jest dobre, piękne. Obydwoje tak myślą, ona i on.
-Wiem i dziękuję, ale naprawdę nic mi nie jest. Po prostu to spotkanie było dla mnie czymś nowym. Mówienie o tym co mnie spotkało, a raczej może tego, czego dane mi było doświadczyć jest dla mnie zupełnie czymś nowym, oczywiście rozmowa na ten temat w tak dużym gronie. Wiesz, ja cały czas jestem świadoma co otrzymałam, ale w takich momentach ta świadomość uderza ze zdwojoną siłą. -tłumaczy mu, a on rusza z miejsca, by kontynuować jazdę. Oczywiście jego dłoń znajduje się teraz na drążku zmiany biegów.
-Wiem o czym mówisz. -przyznaje Mario.-Wiesz ile razy mówiłem o tym wszystkim?-zerka na nią.-Z Marco, Nat, rodzicami, przyjaciółmi,z Twoja mamą... Ale w takich momentach jestem tam znów. Obrazy wracają,świadomość tego, co się działo. Uderza to w ciebie. Przytłacza często...-wyznaje.
-Właśnie o tym mówię...
***
Kolacja jest przepyszna, jedzą ją w przemiłym towarzystwie. Poruszają wiele tematów, najbardziej interesuje ich spotkanie. Wiec Mario i Emily opowiadają. Mogą, mają czas, bo dzieci śpią. Nie muszą ich doglądać. Nie muszą się spieszyć. I kiedy całość spotkania zostaje opowiedziana ze szczegółami, dziewczyny znikają w kuchni z naczyniami, a panowie choć z protestem zostają na swoich miejscach na tarasie. Rozmawiają. Panie również. Temat zaczyna się niewinnie, Emily pyta Natalie o samopoczucie wiec ona opowiada o mdłościach, które miewa rano, o tym jak bardzo ich nie lubi, ale w jej przypadku są one nieodłączną częścią każdej ciąży więc po prostu twierdzi, że przywykła. Potem dzieli się z Emily tym jak bardzo się cieszy z faktu, iż po raz kolejny zostanie mamą. Mówi jej, że była zaskoczona nowiną, że nawet w jej głowie pojawiła się myśl, iż nie jest gotowa na kolejne maleństwo, wszakże mają już z Marco dwie pociechy wymagające cały czas uwagi, a tu okazuje się, iż będą musieli zająć się kolejnym maleństwem. Jednak zdradza, że te obawy odeszły i jest naprawdę szczęśliwa. Emily zresztą to widzi. Widzi tę radość w Natalie kiedy wypowiada te słowa. I cieszy się z nią i tez kiedyś chciałaby być w jej sytuacji. I to w nią uderza.
-Cieszę się. -mówi do Nat.-Każde dziecko to dar, radość.-mówi.
-To prawda. Są małymi cząstkami nas samych. Są owocami uczuć łączących kochających się ludzi. Są dopełnieniem miłości...
-To prawda. -zgadza się Emily patrząc na Natalie.-Wiesz zazdroszczę Ci...-wyznaje, a Natalie patrzy na nią.-Chciałabym kiedyś być tak szczęśliwa jak ty teraz.
-Będziesz. -mówi jej malarka.-Spotkasz mężczyznę, którego pokochasz, a potem owocem waszej miłości będzie dziecko...
-To mało realne Natalie...
-To nie jest niemożliwe Emily. Przecież dobrze o tym wiesz.
-Boje się, że dla mnie będzie.-mówi i ma zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale nic nie dodaje ponieważ w kuchni pojawiaja się panowie. I Mario nie umyka badawcze spojrzenie Nat skierowane w stronę Emily, ani smutek na twarzy przyjaciółki. Ale nie pyta. Czeka.
***
Propozycja zostania na noc pada niespodziewanie, ale obydwoje po prostu się zgadzają. Spędzają czas na tarasie z Nat i Marco wymieniając poglądy, snując plany odnośnie fundacji i nie chce im się jechać do domu.Dlatego zostają. Natalie przygotowuje im pościel w dwóch sąsiadujących ze sobą pokojach gościnnych, jest już bardzo późno kiedy idą spać. Mario przenosi jeszcze Julie do swojego pokoju po czym kładzie się do łóżka. Jeszcze dłuższą chwilę przygląda się swojej śpiącej latorośli. Uśmiecha się, bo malutka coraz bardziej przypomina Ann.
***
Budzi się w środku nocy, a potem nie może zasnąć wiec po prostu leży. W końcu okazuje się, że chce jej się pić, nie ma nic w pokoju wiec postanawia zejść do kuchni i napić się wody. Wiec tak robi. Ma na sobie zbyt długa koszulkę Marco, która sięga jej do polowy ud. Wchodząc do kuchni nie spodziewa się tam zastać Mario, ale on faktycznie tam jest. Siedzi przy zaświeconej jedynie małej lampce, a przed nim stoi szklanka z wodą.
-Myślałam, że tylko ja nie mogę spać. -mówi dziewczyna, a on się uśmiecha.
-Nie tylko ty.-przyznaje.
Emily nalewa sobie wody do wysokiej szklanki, która wyciąga z jednej z szafek Mario. Wie doskonale gdzie Nat trzyma poszczególne rzeczy, czuje się u nich jak w domu. I moment później Emily siada na krześle obok. Nic nie mówi, za to on się odzywa.
-Miałem koszmar.-wyjawia.-Śniło mi się, że byłem z Julie w parku. Biegała i bawiła się z dziećmi a potem nagle zniknęła. Szukałem i nie mogłem jej znaleźć. Wołałem i biegałem po parku, pytałem ludzi, ale nikt nic nie wiedział. Obudziłem się z sercem bijącym tak szybko, że trudno mi było złapać oddech i chyba płakałem przez sen bo miałem łzy na policzkach.-mówi.-Spójrz. -podnosi w górę dłoń.-Jeszcze drżą mi dłonie. -Emily faktycznie zauważa, że drżą. Dlatego dotyka jednej z jego dłoni po czym po prostu nachyla się ì przytula go. Chciał tego, potrzebował i czekał na to. Wiec jej na to pozwala. I chwilkę później czuje jej dłoń kreślacą abstrakcyjne wzory na jego plecach.
***
Zauważają Emily od razu, kiedy schodzi na dół z małą Julie w ramionach. Dziewczynka wtula się ufnie w jej ciało, jest jeszcze nie do końca rozbudzona.
-Dzień dobry.-mówi Emily wchodząc do kuchni.
-Dzień dobry.-odpowiadają równocześnie Nat i Marco.-Dzień dobry mały elfie.-wita się z małą skrzydłowy. Julie dotyka jego dłoni, którą ten gładzi policzek małej.-Może pójdziesz do wujka?-wyciąga do niej dłonie, a ona kilka sekund później przytula się do niego.-Kocham Cię królewno.-wyznaje jej a ona wtula się mocniej w jego szyję, na co on się uśmiecha. Emily obserwuje tę scenę. Widzi jaka więź łączy Marco z córeczką przyjaciela. I to jest piękne.
-Mario zejdzie?-pyta Natalie myśląc, że skoro Emi pojawiła się z Julie to ich przyjaciel pewnie jest pod prysznicem.
-Mario śpi.- pada odpowiedź.-Zabrałam Julie kiedy zaglądnęłam do pokoju idąc na dół. Miała już otwarte oczy, ale nie zdążyła jeszcze obudzić taty wiec wykorzystałam moment. Mario nie spał dobrze w nocy. Spotkałam go w kuchni jak zeszłam się napić. Potem trochę z nim posiedziałam, ale w końcu uparł się i kazał iść mi spać, a on został. Nie poszedł się nawet położyć.
-Miał pewnie jakiś sen. -mówi Marco.
-Tak, dokładnie tak było. Wiec skoro już śpi, to nie chciałam go budzić.
-Wiec my zjemy, a on zje później. -decyduje Natalie.
-Zjem z Wami.-odzywa się pomocnik.-Już nie śpię. -pojawia się w kuchni, a Julie piszczy na jego widok i wyciąga do niego ręce. Wiec ten bierze ja w ramiona i składa buziaki na jej policzkach. A ona chichocze. A potem Mario podchodzi do Natalie, która krata się po kuchni i całuje ja w policzek po czym dotyka jej brzuszka.
-Jak się macie?-pyta uśmiechając się.
-Mamy się dobrze.-odpowiada malarka, a potem cmoka w policzek Jull.-Cześć księżniczko.
Emily po raz pierwszy ma okazję zaobserwować taki poranek. Wcześniej widziała relacje Mario z Reusami w innych sytuacjach. Zauważyła te głęboką przyjaźń, ale w tej sytuacji widzi ich po raz pierwszy. I jest już pewna, że Mario przetrwał to wszystko nie tylko dzięki rodzinie, ale i im. Bo był otoczony właśnie takimi ludźmi. Obydwoje z Jull byli. Bo był otoczony miłością tą rodzinną i przyjacielską. Bo miał i ma wsparcie. Bo go rozumieją. I to działa w obydwie strony.
-Martwisz się czymś? -pyta Mario kiedy są juz na tarasie, ale sami bo Marco poszedł do dzieci razem z Nat. Julie siedzi na wysokim krzesełku wpychając sobie do ust biszkopty.
-Nie, obserwuje was po prostu.-odpowiada.
-Nas?
-Wasza relacje. Twoja, Nat i Marco... Oni Cię kochają.
-Wiem. To działa w obydwie strony.-zapewnia.-Jestem pewien, że gdyby nie oni nie byłbym teraz w miejscu w którym jestem. Ciągle pomagają mi się podnieść. Byli i zawsze są w najlepszych i najgorszych momentach. Jak skała. I wiem, że zawsze będą.-milknie.-Emily mam wiele szczęścia w życiu. Pomijając wypadek jestem szczęściarzem. Wielkim. Po wypadku nie byłem w stanie spojrzeć na to z tej perspektywy. Teraz już jestem, widzę jak wiele mam. I ciesze się z tego. I jestem wdzięczny, bo wytrzymali ze mną wtedy gdy było najgorzej. I pomogli mi się pozbierać. W takich momentach życie weryfikuje prawdziwych przyjaciół. Nie wiem czym sobie zasłużyłem, ale moi mnie nie zostawili.-te słowa slyszą i Nat i Marco, którzy zjawiają się w tym momencie na tarasie.
***
Kilka dni później.
Właściwie to nie chciała dać się namówić na ten wyjazd. Opanowała. Ale on był nieugięty i uparty. Namawiał ją ciągle, nie przestawał nawet wtedy, gdy się denerwowała na niego i rzucała argumentami, które dla niej były ważne, dla niego nieistotne aż tak bardzo. Bo przecież chciał by im towarzyszyła i to nie dlatego, żeby opiekować się jego córka, bo Julie została z dziadkami, chodziło mu o samą jej obecność. Bo przywykł do jej towarzystwa, bo stała się mu bardzo bliska, bo nie miała planów urlopowych, wiec mogła im towarzyszyć, poza tym chciał spełnić jej marzenia sprzed operacji. Pamięta dokładnie jak mówiła mu o podróżach. I w jedna z nich chciał ją zabrać. I Namawiał ją tak długo, aż uległa. Dzięki temu teraz może relaksować się podczas rejsu jachtem, który został wynajęty na czas ich urlopu. Nie są sami, bo z Marco i Nat, Agnes i Ricky'm, którzy w tym momencie urządzają sobie kąpiel. A ona obserwuje ich poczynania. Nie ma na razie ochoty pływać.
***
Szuka Emily po całym wynajętym domu, ma zamiar zapytać czy ma ochotę wyjść do klubu. Nie może jej znaleźć. Na dworze zachodzi słońce i dopiero Marco pokazuje mu gdzie jest dziewczyna. Widzą ja z tarasu siedząca na plaży.
-Myślę, że chyba nie pojdziemy z Wami do klubu.-mówi piłkarz po czym wychodzi z domu i idzie na plażę. Chwilkę później siada na piasku zaraz obok przyjaciółki.
-Szukałem Cię w całym domu.-mówi cicho patrząc na zachód słońca.
-Dlaczego?
-Chciałem zapytać czy wychodzimy z nimi do klubu, ale już chyba wiem gdzie wolisz być tego wieczoru.-mówi piłkarz i nie myli się. -Możemy tu zostać. -dodaje.
-Czego Ty chcesz?-Emily spogląda na niego.
-Chce spędzić ten wieczór na plaży.-odpowiada szatyn.-I wiem, że myślisz podobnie.-mówi.
-Nie mylisz się. -uśmiecha się Emily.
***
Nie mają żadnego planu na spędzenie tego wieczoru poza tym, że mają zamiar spędzić go na plaży. I kiedy mają wychodzić, a Emily jest w sukience, Mario prosi ją, aby ubrała strój. Robi to, oczywiście na wierzch ubierając sukienkę. Woda jest naprawdę przyjemnie ciepła, kiedy idą po plaży, a kiedy jest przypływ woda obmywa im stopy.
-W szpitalu marzyłam o takim wieczorze.-mówi Emily.-Właściwie to marzyłam o tym by mieć tyle siły, by wyjść na spacer. A morze miało być wspaniałym dodatkiem.-uśmiecha się. -Teraz tamten czas wydaje się tak odległy, trudno o tym myśleć. To wydaje się nierealne.
-To już za Tobą, Emily.-mówi obejmując ja ramieniem.-Przed tobą wiele wspaniałych lat.
-Pod warunkiem, że organizm nie odrzuci...
-Nawet tak nie mów, nie myśl tak.-nie pozwala jej dokończyć. Nie chce tego słyszeć ani o tym myśleć. Emily nie ciągnie tego tematu. Idą milcząc. Dopiero po kilku minutach Emily zatrzymuje się.
-Ann chyba miała tu zrobione zdjęcie. Pamiętam z jej instagrama.-wskazuje na skałeb, przy której się zatrzymali.
-Masz rację. -przyznaje piłkarz.-Bywaliśmy tu. Wtedy wynajmowalismy inny dom, ale też spacerowalismy po plaży. I kiedyś właśnie zrobiłem jej tu fotkę.
-Nie byłoby ci łatwiej gdybyś nie bywał w miejscach w których bywaliscie razem? -pyta dziewczyna.
-Nie chce tak robić, bo chce pamiętać. Poza tym musiałbym się wyprowadzić z Dortmundu, unikać miejsc do których podrozowalismy razem. Emily my naprawdę zwiedziliśmy mnóstwo miejsc. Chodzilismy w wiele miejsc. Wszystko mi ją przypomina. Nie mogę od tego uciec.-tłumaczy.
-Masz rację. -przyznaje.-Poza tym dlaczego miałbyś to robić. Nadal ja kochasz.
-Zawsze będę.
-Nawet kiedy pojawi się ktoś nowy?-pyta.
-Nie wiem co wtedy zrobię. Nie wiem czy będę w stanie jeszcze aż tak się zaangażować, by być z inną kobietą. Nie chciałbym być juz zawsze sam, ale w tym momencie nie wyobrażam sobie również, bym miał dzielić to co dzieliłem z moją żoną z kimś innym. Może przyjdzie taki moment, ale to nie jest już.-mówi poważnie.
-Rozumiem.
-Wiem, że wszyscy myślą, iż powinienem iść do przodu. Zostawić za sobą to co się zdarzyło. Próbuje to robić. Naprawdę próbuje.-mówi piłkarz. Siadają na piasku.-Pewnie za dużo mówię o tym wszystkim.-mówi chłopak. -Wiem, że dla wszystkich to już chyba męczące słuchać o mojej żonie, o tym co czuje...
-Mario... To nieprawda.
-Prawda. Widzę niektóre spojrzenia.
-Czyje? Na pewno nie najbliższych ci osób.
-Z jednej strony myślę, że choć nie jestem jeszcze na tym etapie, aby pozwolić komuś nowemu by się do mnie zbliżył, nowej kobiecie, to nie chciałbym być juz zawsze sam. A z drugiej, uwierz mi Emily, nie potrafię nawet sobie tego wyobrazić, że miałbym dzielić życie z kimś innym niż Ann. Ze miałbym zasypiać obok innej kobiety, budzić się, pocałować kogoś innego. Nie mógłbym kochać się z inną kobietą. Nie mogę nawet o tym myśleć. -spojrzał na nią.
-To zrozumiałe, Mario. To są sfery naszego życia zarezerwowane dla najbliższej osoby. Najbliższej. Jedynej. Ty spotkałeś taka osobę. Potem straciłeś. Bo możesz mieć bliskich, najbliższych przyjaciół, mogą wiedzieć o tobie naprawdę dużo, ale to i tak ta jedna osoba wie najwięcej, bliskość dzielisz z ta jedna osoba, to ona zna cie najlepiej, najbliżej.-mówi. Była nią Ann...
-Tak właśnie jest.-przyznaje.
-Powiedz mi jak ona skradła twoje serducho?-pyta Emily.
-Nie musiała. Poznałem ja i wiedziałem, że jest wyjątkowa.
-A ona pewnie poczuła to samo...
- Wiesz Ann zawsze mi mówiła, że przy mnie poczuła się naprawdę bezpiecznie. Byliśmy naprawdę młodzi kiedy ja poznałem i pokochałem, ale zarówno ona jak i ja mieliśmy przed sobą inne sympatie, jakieś tam miłosne historie jak to młodzi ludzie. Ale wiele razy mi mówiła, że kiedy mnie poznała i przebywała ze mną czuła taki spokój. Nie wiesz tego, ale u niej w domu w pewnym momencie między rodzicami popsuło się, byli w separacji, choć są naprawdę porządnymi i kochającymi się ludźmi. I ona to bardzo przeżywała. Nie znałem jej wtedy, kiedy to sie zaczęło, ale to odebrało jej taka stabilność jaka znajdowała w domu. A ona tego potrzebowała. I szukała tego poczucia bezpieczeństwa, stabilnosci w facetach. I choć poczuła to przy mnie to i tak musiałem ja zdobyć. Wcale nie zachwyciła ją perspektywa życia z piłkarzem. Ale nie o tym chce mówić. Bo ona czuła się przy mnie bezpiecznie, a ja przy niej. Nieważne co się działo, jak w bardzo beznadziejnej sytuacji byłem, jak źle się czułem, kiedy się pojawiała to pojawiała się też myśl, że sobie poradzimy z tym. Poradzimy nie poradzę. Kiedy działo się coś złego na boisku, kontuzja, w środku sezonu, kiedy byłem w świetnej dyspozycji i nagle działo się... Nie ważne jak bolało fizycznie i psychicznie. Czekałem na nią, bo nie ważne kto powiedział mi ze będzie dobrze to nie przynosiło ulgi. Ale kiedy te słowa wyszły z jej ust wiedziałem ze tak będzie. Wpoila mi, że ze wszystkim sobie poradzimy. Razem. Mawiała, kiedy leżałem ze złamana noga, czy zerwanym wiezadlem, że to co się dzieje to przejściowa sytuacja, bo przecież uporam się z tym, odbuduje formę, wrócę jeszcze silniejszy. Była jak skała. Opoka. I kiedy ja straciłem w wypadku straciłem cześć siebie. I naprawdę nie wiem jak to się stało, że moim bliskim udało się mnie pozbierać w całość.-mówi a ona słucha. -Prawda jest taka, że się rozsypałem. Dosłownie. Przez wiele dni tylko wyłem. Wyłem Emily, bo to nie był płacz. Nie wiem jak oni to wytrzymali. Była mała Julie i totalnie roztrzaskany dwudziestokilkulatek. I uwierz mi, że mieli ze mną więcej rzeczy do zrobienia niż z moja córeczka. Ale nie planowałem nad tym. Nad niczym nie panowalem. Zmuszali mnie do jedzenia, a ja za chwile wymiotowalem. Zmuszali do picia. Stan w jakim mnie oglądali...-wzdycha.-Marco pewnie przebywał więcej u nas niż w domu czasami. W niektóre dni. To przy nim miałem najwięcej ataków paniki. To on musiał reagować. Czasem zdzieral mnie z łóżka i na sile ciągnął do łazienki a potem wpychał pod prysznic. Nie chciałabyś mnie takiego widzieć. Jak miałem lepszy dzień to kiedy spojrzałem w lustro przerazalem sam siebie. Ale wtedy czułem tylko potworny ból. Nie fizyczny, ale w środku. I oglądałem zdjęcia, filmiki na instagramie. I płakałem. Bylem na dnie i nie miałem pojęcia czy się stamtąd wydostane.
- I Spójrz, jesteśmy tutaj. Masz się lepiej.-uśmiecha się do niego.
-Jestem. Dzięki rodzinie, mojej coreczce i przyjaciołom. Dzięki Tobie rowniez.
- Przeciez kiedy sie poznalismy miales sie dobrze.
-Tak, ale pojawiłas się w naszym życiu w odpowiednim momencie. Gdybym nie zaczął grać znowu mogłoby być różnie. Ale nie oddałbym Jull w ręce kogoś niegodnego zaufania. Tobie potrafiłem zaufać. -patrzy na nią. -Jesteś wyjątkowa Emily. I szczęściarzem będzie ten, kto będzie dzielić z tobą swoje życie.-obejmuje ją ramieniem po czym przyciąga do siebie. Emily opiera głowę o jego ramie i się uśmiecha.
- Pod warunkiem, że spotkam kogoś.
-O to się akurat nie martwię.
***
Alice czyta artykuł w jednej z kolorowych gazet. Artykuł o swojej córce i Mario. Treść zupełnie mija się z prawdą. Wie o tym. Jej córka i Mario bowiem nie mają romansu. Jednak zdaje sobie też sprawę z tego, że jest on piłkarzem jednego z czołowych klubów w Niemczech. Jest przystojnym, młodym i do tego wolnym mężczyzna. I to nic nowego, że dziennikarze o nim piszą. A przy okazji piszą tez o jej córce, bo jest blisko niego.
Bierze telefon i pisze do Emily smsa.
***
Jedzą śniadanie siedząc na tarasie domku, który wynajmują. Mario i Emily śmieją się z opowieści klubowych przyjaciół kiedy komórka Emi wibruje. Dziewczyna zerka na nią po czym odczytuje smsa od mamy. A potem wpisuje słowa kluczowe w wyszukiwarkę. I widzi artykuł.
Podsuwa komórkę piłkarzowi a on zerka najpierw na artykuł a potem na nią.
-W porządku? -upewnia się piłkarz.
-Tak. To nie tak, że nie wiedziałam, iż w pewnym momencie przeczytam o sobie w gazecie podobną historię.- mówi.
-Muszą coś pisać, z tego żyją. A takie rewelacje się sprzedają.- dodaje Ricky, który zna przecież najlepiej zawód dziennikarza, choć on sam nie pisze dla kolorowych plotkarskich magazynów.
-Dokładnie. Ludzie uwielbiają czytać takie plotki.
-Wierzą w nie przede wszystkim. Więc jak za jakiś czas spotkasz fajnego faceta, pójdziesz z nim na randkę, to na drugi dzień wszystkie plotkarskie magazyny i portale internetowe będą opisywać nasze rozstanie.-mówi Mario.- Swoją drogą to może być ciekawe.- uśmiecha się patrząc na Emily. Widzi, że ona ani nie jest zła, ani tym bardziej zdenerwowana, więc i on jest spokojny. To nie tak, że nie przyzwyczaił się do czytania nowości na swój temat. Wiele razy, przed ślubem z Ann, kiedy byli razem, pisano o nich w gazetach. Raz to była prawda, innym razem totalne bzdury. W większości to drugie. Przywykł do tego. Po ślubie również o nich pisano. Więc nie dziwi go to, że kiedy widuje się go w towarzystwie Emily, pojawiają się spekulacje jakoby łączyło ich coś więcej.
***
Tego wieczoru wszyscy idą do klubu. Idą całą szóstką. Klub jest pełen ludzi, ale nie jest jakoś przesadnie tłoczno. Poza tym nikt się nimi nie interesuje, co jest dużym atutem tego miejsca. Nie przyszli bowiem pozować do zdjęć, a się bawić. I to właśnie mają zamiar robić.
***
-Taksówka już jest.- mówi Mario wskazując na stojący nieopodal samochód. Więc idą. Zaraz po zajęciu miejsc podają adres, pod który kierowca ma ich zawieźć. I właściwie kiedy są może jakiś kilometr przed docelowym miejscem samochód jadący przed nimi gwałtownie skręca w bok i uderza w barierkę.
-Cholera!- przeklina kierowca, po czym zatrzymuje samochód na poboczu. Wszystko dzieje się automatycznie. Kierowca dzwoni pod numer alarmowy. W tym czasie okazuje się, że pasażerką samochodu jest dziewczyna w zaawansowanej ciąży, która jest bardzo wystraszona, ale nic jej się nie stało. Natomiast mężczyzna, kierowca samochodu jest nieprzytomny. Później okazuje się również, że nie oddycha więc Mario, zaraz po tym jak wyciąga go z Marco z samochodu zaczyna go reanimować. I robi to aż do przyjazdu karetki. Potem przejmują ofiarę wypadku ratownicy z karetki.
Kiedy wracają do wynajętego domu zegarek wskazuje 4:12. I choć wszyscy są zmęczeni to jakoś nikomu nie chce się spać. Jednak po dłuższej chwili rozchodzą się do swoich pokoi.
***
Wydarzenia z nocy nie pozwalają jej zasnąć toteż postanawia wyjść na taras. W domu panuje cisza, zegarek wskazuje godzinę 5:45 więc jest pewna, że jednak wszystkim udało się zasnąć. Cicho, aby nie obudzić Mario, którego pokój jest zaraz obok jej pokoju, idzie w kierunku drzwi prowadzących na taras. I kiedy już tam jest okazuje się, że to nie tylko ona nie może zasnąć i nie tylko ona postanowiła popatrzeć na morze. Na jednym z leżaków leży Mario.
-Mogę?- pyta wskazując na leżak obok.
-Proszę.- pada odpowiedź. Układa się na nim. Mario jest milczący, widzi, że nie jest chętny do rozmowy więc nie zaczyna z nim rozmawiać. Natomiast kładzie swoją dłon na jego dłoni. I on akceptuje ten gest splatając ich palce. A potem spogląda na nią i mówi:
- Muszę sprawdzić co z tym chłopakiem.
-Wiem.
***
Łapcie kolejny :)
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
-Wszystko w porządku. -odpowiada na jego nieme pytanie.
-Nie sądzę, jesteś za cicha, ale nie będę cię męczyć. Po prostu jestem wiesz? Gdybyś potrzebowała jednak pogadać. -zapewnia ją choć ona o tym wie. Ich relacje trochę się zmieniły, jakby się zacieśniły, po rozmowie, w której wyznała, że była chora na serce i o operacji. Co nie jest czymś zaskakującym. Już wcześniej ich relacja była czymś więcej niż znajomością, niż zależnością pracodawca-pracownik. Była serdeczna. Teraz jest bardziej skierowana w stronę przyjaźni. Początku, ale jednak przyjaźni. I to jest dobre, piękne. Obydwoje tak myślą, ona i on.
-Wiem i dziękuję, ale naprawdę nic mi nie jest. Po prostu to spotkanie było dla mnie czymś nowym. Mówienie o tym co mnie spotkało, a raczej może tego, czego dane mi było doświadczyć jest dla mnie zupełnie czymś nowym, oczywiście rozmowa na ten temat w tak dużym gronie. Wiesz, ja cały czas jestem świadoma co otrzymałam, ale w takich momentach ta świadomość uderza ze zdwojoną siłą. -tłumaczy mu, a on rusza z miejsca, by kontynuować jazdę. Oczywiście jego dłoń znajduje się teraz na drążku zmiany biegów.
-Wiem o czym mówisz. -przyznaje Mario.-Wiesz ile razy mówiłem o tym wszystkim?-zerka na nią.-Z Marco, Nat, rodzicami, przyjaciółmi,z Twoja mamą... Ale w takich momentach jestem tam znów. Obrazy wracają,świadomość tego, co się działo. Uderza to w ciebie. Przytłacza często...-wyznaje.
-Właśnie o tym mówię...
***
Kolacja jest przepyszna, jedzą ją w przemiłym towarzystwie. Poruszają wiele tematów, najbardziej interesuje ich spotkanie. Wiec Mario i Emily opowiadają. Mogą, mają czas, bo dzieci śpią. Nie muszą ich doglądać. Nie muszą się spieszyć. I kiedy całość spotkania zostaje opowiedziana ze szczegółami, dziewczyny znikają w kuchni z naczyniami, a panowie choć z protestem zostają na swoich miejscach na tarasie. Rozmawiają. Panie również. Temat zaczyna się niewinnie, Emily pyta Natalie o samopoczucie wiec ona opowiada o mdłościach, które miewa rano, o tym jak bardzo ich nie lubi, ale w jej przypadku są one nieodłączną częścią każdej ciąży więc po prostu twierdzi, że przywykła. Potem dzieli się z Emily tym jak bardzo się cieszy z faktu, iż po raz kolejny zostanie mamą. Mówi jej, że była zaskoczona nowiną, że nawet w jej głowie pojawiła się myśl, iż nie jest gotowa na kolejne maleństwo, wszakże mają już z Marco dwie pociechy wymagające cały czas uwagi, a tu okazuje się, iż będą musieli zająć się kolejnym maleństwem. Jednak zdradza, że te obawy odeszły i jest naprawdę szczęśliwa. Emily zresztą to widzi. Widzi tę radość w Natalie kiedy wypowiada te słowa. I cieszy się z nią i tez kiedyś chciałaby być w jej sytuacji. I to w nią uderza.
-Cieszę się. -mówi do Nat.-Każde dziecko to dar, radość.-mówi.
-To prawda. Są małymi cząstkami nas samych. Są owocami uczuć łączących kochających się ludzi. Są dopełnieniem miłości...
-To prawda. -zgadza się Emily patrząc na Natalie.-Wiesz zazdroszczę Ci...-wyznaje, a Natalie patrzy na nią.-Chciałabym kiedyś być tak szczęśliwa jak ty teraz.
-Będziesz. -mówi jej malarka.-Spotkasz mężczyznę, którego pokochasz, a potem owocem waszej miłości będzie dziecko...
-To mało realne Natalie...
-To nie jest niemożliwe Emily. Przecież dobrze o tym wiesz.
-Boje się, że dla mnie będzie.-mówi i ma zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale nic nie dodaje ponieważ w kuchni pojawiaja się panowie. I Mario nie umyka badawcze spojrzenie Nat skierowane w stronę Emily, ani smutek na twarzy przyjaciółki. Ale nie pyta. Czeka.
***
Propozycja zostania na noc pada niespodziewanie, ale obydwoje po prostu się zgadzają. Spędzają czas na tarasie z Nat i Marco wymieniając poglądy, snując plany odnośnie fundacji i nie chce im się jechać do domu.Dlatego zostają. Natalie przygotowuje im pościel w dwóch sąsiadujących ze sobą pokojach gościnnych, jest już bardzo późno kiedy idą spać. Mario przenosi jeszcze Julie do swojego pokoju po czym kładzie się do łóżka. Jeszcze dłuższą chwilę przygląda się swojej śpiącej latorośli. Uśmiecha się, bo malutka coraz bardziej przypomina Ann.
***
Budzi się w środku nocy, a potem nie może zasnąć wiec po prostu leży. W końcu okazuje się, że chce jej się pić, nie ma nic w pokoju wiec postanawia zejść do kuchni i napić się wody. Wiec tak robi. Ma na sobie zbyt długa koszulkę Marco, która sięga jej do polowy ud. Wchodząc do kuchni nie spodziewa się tam zastać Mario, ale on faktycznie tam jest. Siedzi przy zaświeconej jedynie małej lampce, a przed nim stoi szklanka z wodą.
-Myślałam, że tylko ja nie mogę spać. -mówi dziewczyna, a on się uśmiecha.
-Nie tylko ty.-przyznaje.
Emily nalewa sobie wody do wysokiej szklanki, która wyciąga z jednej z szafek Mario. Wie doskonale gdzie Nat trzyma poszczególne rzeczy, czuje się u nich jak w domu. I moment później Emily siada na krześle obok. Nic nie mówi, za to on się odzywa.
-Miałem koszmar.-wyjawia.-Śniło mi się, że byłem z Julie w parku. Biegała i bawiła się z dziećmi a potem nagle zniknęła. Szukałem i nie mogłem jej znaleźć. Wołałem i biegałem po parku, pytałem ludzi, ale nikt nic nie wiedział. Obudziłem się z sercem bijącym tak szybko, że trudno mi było złapać oddech i chyba płakałem przez sen bo miałem łzy na policzkach.-mówi.-Spójrz. -podnosi w górę dłoń.-Jeszcze drżą mi dłonie. -Emily faktycznie zauważa, że drżą. Dlatego dotyka jednej z jego dłoni po czym po prostu nachyla się ì przytula go. Chciał tego, potrzebował i czekał na to. Wiec jej na to pozwala. I chwilkę później czuje jej dłoń kreślacą abstrakcyjne wzory na jego plecach.
***
Zauważają Emily od razu, kiedy schodzi na dół z małą Julie w ramionach. Dziewczynka wtula się ufnie w jej ciało, jest jeszcze nie do końca rozbudzona.
-Dzień dobry.-mówi Emily wchodząc do kuchni.
-Dzień dobry.-odpowiadają równocześnie Nat i Marco.-Dzień dobry mały elfie.-wita się z małą skrzydłowy. Julie dotyka jego dłoni, którą ten gładzi policzek małej.-Może pójdziesz do wujka?-wyciąga do niej dłonie, a ona kilka sekund później przytula się do niego.-Kocham Cię królewno.-wyznaje jej a ona wtula się mocniej w jego szyję, na co on się uśmiecha. Emily obserwuje tę scenę. Widzi jaka więź łączy Marco z córeczką przyjaciela. I to jest piękne.
-Mario zejdzie?-pyta Natalie myśląc, że skoro Emi pojawiła się z Julie to ich przyjaciel pewnie jest pod prysznicem.
-Mario śpi.- pada odpowiedź.-Zabrałam Julie kiedy zaglądnęłam do pokoju idąc na dół. Miała już otwarte oczy, ale nie zdążyła jeszcze obudzić taty wiec wykorzystałam moment. Mario nie spał dobrze w nocy. Spotkałam go w kuchni jak zeszłam się napić. Potem trochę z nim posiedziałam, ale w końcu uparł się i kazał iść mi spać, a on został. Nie poszedł się nawet położyć.
-Miał pewnie jakiś sen. -mówi Marco.
-Tak, dokładnie tak było. Wiec skoro już śpi, to nie chciałam go budzić.
-Wiec my zjemy, a on zje później. -decyduje Natalie.
-Zjem z Wami.-odzywa się pomocnik.-Już nie śpię. -pojawia się w kuchni, a Julie piszczy na jego widok i wyciąga do niego ręce. Wiec ten bierze ja w ramiona i składa buziaki na jej policzkach. A ona chichocze. A potem Mario podchodzi do Natalie, która krata się po kuchni i całuje ja w policzek po czym dotyka jej brzuszka.
-Jak się macie?-pyta uśmiechając się.
-Mamy się dobrze.-odpowiada malarka, a potem cmoka w policzek Jull.-Cześć księżniczko.
Emily po raz pierwszy ma okazję zaobserwować taki poranek. Wcześniej widziała relacje Mario z Reusami w innych sytuacjach. Zauważyła te głęboką przyjaźń, ale w tej sytuacji widzi ich po raz pierwszy. I jest już pewna, że Mario przetrwał to wszystko nie tylko dzięki rodzinie, ale i im. Bo był otoczony właśnie takimi ludźmi. Obydwoje z Jull byli. Bo był otoczony miłością tą rodzinną i przyjacielską. Bo miał i ma wsparcie. Bo go rozumieją. I to działa w obydwie strony.
-Martwisz się czymś? -pyta Mario kiedy są juz na tarasie, ale sami bo Marco poszedł do dzieci razem z Nat. Julie siedzi na wysokim krzesełku wpychając sobie do ust biszkopty.
-Nie, obserwuje was po prostu.-odpowiada.
-Nas?
-Wasza relacje. Twoja, Nat i Marco... Oni Cię kochają.
-Wiem. To działa w obydwie strony.-zapewnia.-Jestem pewien, że gdyby nie oni nie byłbym teraz w miejscu w którym jestem. Ciągle pomagają mi się podnieść. Byli i zawsze są w najlepszych i najgorszych momentach. Jak skała. I wiem, że zawsze będą.-milknie.-Emily mam wiele szczęścia w życiu. Pomijając wypadek jestem szczęściarzem. Wielkim. Po wypadku nie byłem w stanie spojrzeć na to z tej perspektywy. Teraz już jestem, widzę jak wiele mam. I ciesze się z tego. I jestem wdzięczny, bo wytrzymali ze mną wtedy gdy było najgorzej. I pomogli mi się pozbierać. W takich momentach życie weryfikuje prawdziwych przyjaciół. Nie wiem czym sobie zasłużyłem, ale moi mnie nie zostawili.-te słowa slyszą i Nat i Marco, którzy zjawiają się w tym momencie na tarasie.
***
Kilka dni później.
Właściwie to nie chciała dać się namówić na ten wyjazd. Opanowała. Ale on był nieugięty i uparty. Namawiał ją ciągle, nie przestawał nawet wtedy, gdy się denerwowała na niego i rzucała argumentami, które dla niej były ważne, dla niego nieistotne aż tak bardzo. Bo przecież chciał by im towarzyszyła i to nie dlatego, żeby opiekować się jego córka, bo Julie została z dziadkami, chodziło mu o samą jej obecność. Bo przywykł do jej towarzystwa, bo stała się mu bardzo bliska, bo nie miała planów urlopowych, wiec mogła im towarzyszyć, poza tym chciał spełnić jej marzenia sprzed operacji. Pamięta dokładnie jak mówiła mu o podróżach. I w jedna z nich chciał ją zabrać. I Namawiał ją tak długo, aż uległa. Dzięki temu teraz może relaksować się podczas rejsu jachtem, który został wynajęty na czas ich urlopu. Nie są sami, bo z Marco i Nat, Agnes i Ricky'm, którzy w tym momencie urządzają sobie kąpiel. A ona obserwuje ich poczynania. Nie ma na razie ochoty pływać.
***
Szuka Emily po całym wynajętym domu, ma zamiar zapytać czy ma ochotę wyjść do klubu. Nie może jej znaleźć. Na dworze zachodzi słońce i dopiero Marco pokazuje mu gdzie jest dziewczyna. Widzą ja z tarasu siedząca na plaży.
-Myślę, że chyba nie pojdziemy z Wami do klubu.-mówi piłkarz po czym wychodzi z domu i idzie na plażę. Chwilkę później siada na piasku zaraz obok przyjaciółki.
-Szukałem Cię w całym domu.-mówi cicho patrząc na zachód słońca.
-Dlaczego?
-Chciałem zapytać czy wychodzimy z nimi do klubu, ale już chyba wiem gdzie wolisz być tego wieczoru.-mówi piłkarz i nie myli się. -Możemy tu zostać. -dodaje.
-Czego Ty chcesz?-Emily spogląda na niego.
-Chce spędzić ten wieczór na plaży.-odpowiada szatyn.-I wiem, że myślisz podobnie.-mówi.
-Nie mylisz się. -uśmiecha się Emily.
***
Nie mają żadnego planu na spędzenie tego wieczoru poza tym, że mają zamiar spędzić go na plaży. I kiedy mają wychodzić, a Emily jest w sukience, Mario prosi ją, aby ubrała strój. Robi to, oczywiście na wierzch ubierając sukienkę. Woda jest naprawdę przyjemnie ciepła, kiedy idą po plaży, a kiedy jest przypływ woda obmywa im stopy.
-W szpitalu marzyłam o takim wieczorze.-mówi Emily.-Właściwie to marzyłam o tym by mieć tyle siły, by wyjść na spacer. A morze miało być wspaniałym dodatkiem.-uśmiecha się. -Teraz tamten czas wydaje się tak odległy, trudno o tym myśleć. To wydaje się nierealne.
-To już za Tobą, Emily.-mówi obejmując ja ramieniem.-Przed tobą wiele wspaniałych lat.
-Pod warunkiem, że organizm nie odrzuci...
-Nawet tak nie mów, nie myśl tak.-nie pozwala jej dokończyć. Nie chce tego słyszeć ani o tym myśleć. Emily nie ciągnie tego tematu. Idą milcząc. Dopiero po kilku minutach Emily zatrzymuje się.
-Ann chyba miała tu zrobione zdjęcie. Pamiętam z jej instagrama.-wskazuje na skałeb, przy której się zatrzymali.
-Masz rację. -przyznaje piłkarz.-Bywaliśmy tu. Wtedy wynajmowalismy inny dom, ale też spacerowalismy po plaży. I kiedyś właśnie zrobiłem jej tu fotkę.
-Nie byłoby ci łatwiej gdybyś nie bywał w miejscach w których bywaliscie razem? -pyta dziewczyna.
-Nie chce tak robić, bo chce pamiętać. Poza tym musiałbym się wyprowadzić z Dortmundu, unikać miejsc do których podrozowalismy razem. Emily my naprawdę zwiedziliśmy mnóstwo miejsc. Chodzilismy w wiele miejsc. Wszystko mi ją przypomina. Nie mogę od tego uciec.-tłumaczy.
-Masz rację. -przyznaje.-Poza tym dlaczego miałbyś to robić. Nadal ja kochasz.
-Zawsze będę.
-Nawet kiedy pojawi się ktoś nowy?-pyta.
-Nie wiem co wtedy zrobię. Nie wiem czy będę w stanie jeszcze aż tak się zaangażować, by być z inną kobietą. Nie chciałbym być juz zawsze sam, ale w tym momencie nie wyobrażam sobie również, bym miał dzielić to co dzieliłem z moją żoną z kimś innym. Może przyjdzie taki moment, ale to nie jest już.-mówi poważnie.
-Rozumiem.
-Wiem, że wszyscy myślą, iż powinienem iść do przodu. Zostawić za sobą to co się zdarzyło. Próbuje to robić. Naprawdę próbuje.-mówi piłkarz. Siadają na piasku.-Pewnie za dużo mówię o tym wszystkim.-mówi chłopak. -Wiem, że dla wszystkich to już chyba męczące słuchać o mojej żonie, o tym co czuje...
-Mario... To nieprawda.
-Prawda. Widzę niektóre spojrzenia.
-Czyje? Na pewno nie najbliższych ci osób.
-Z jednej strony myślę, że choć nie jestem jeszcze na tym etapie, aby pozwolić komuś nowemu by się do mnie zbliżył, nowej kobiecie, to nie chciałbym być juz zawsze sam. A z drugiej, uwierz mi Emily, nie potrafię nawet sobie tego wyobrazić, że miałbym dzielić życie z kimś innym niż Ann. Ze miałbym zasypiać obok innej kobiety, budzić się, pocałować kogoś innego. Nie mógłbym kochać się z inną kobietą. Nie mogę nawet o tym myśleć. -spojrzał na nią.
-To zrozumiałe, Mario. To są sfery naszego życia zarezerwowane dla najbliższej osoby. Najbliższej. Jedynej. Ty spotkałeś taka osobę. Potem straciłeś. Bo możesz mieć bliskich, najbliższych przyjaciół, mogą wiedzieć o tobie naprawdę dużo, ale to i tak ta jedna osoba wie najwięcej, bliskość dzielisz z ta jedna osoba, to ona zna cie najlepiej, najbliżej.-mówi. Była nią Ann...
-Tak właśnie jest.-przyznaje.
-Powiedz mi jak ona skradła twoje serducho?-pyta Emily.
-Nie musiała. Poznałem ja i wiedziałem, że jest wyjątkowa.
-A ona pewnie poczuła to samo...
- Wiesz Ann zawsze mi mówiła, że przy mnie poczuła się naprawdę bezpiecznie. Byliśmy naprawdę młodzi kiedy ja poznałem i pokochałem, ale zarówno ona jak i ja mieliśmy przed sobą inne sympatie, jakieś tam miłosne historie jak to młodzi ludzie. Ale wiele razy mi mówiła, że kiedy mnie poznała i przebywała ze mną czuła taki spokój. Nie wiesz tego, ale u niej w domu w pewnym momencie między rodzicami popsuło się, byli w separacji, choć są naprawdę porządnymi i kochającymi się ludźmi. I ona to bardzo przeżywała. Nie znałem jej wtedy, kiedy to sie zaczęło, ale to odebrało jej taka stabilność jaka znajdowała w domu. A ona tego potrzebowała. I szukała tego poczucia bezpieczeństwa, stabilnosci w facetach. I choć poczuła to przy mnie to i tak musiałem ja zdobyć. Wcale nie zachwyciła ją perspektywa życia z piłkarzem. Ale nie o tym chce mówić. Bo ona czuła się przy mnie bezpiecznie, a ja przy niej. Nieważne co się działo, jak w bardzo beznadziejnej sytuacji byłem, jak źle się czułem, kiedy się pojawiała to pojawiała się też myśl, że sobie poradzimy z tym. Poradzimy nie poradzę. Kiedy działo się coś złego na boisku, kontuzja, w środku sezonu, kiedy byłem w świetnej dyspozycji i nagle działo się... Nie ważne jak bolało fizycznie i psychicznie. Czekałem na nią, bo nie ważne kto powiedział mi ze będzie dobrze to nie przynosiło ulgi. Ale kiedy te słowa wyszły z jej ust wiedziałem ze tak będzie. Wpoila mi, że ze wszystkim sobie poradzimy. Razem. Mawiała, kiedy leżałem ze złamana noga, czy zerwanym wiezadlem, że to co się dzieje to przejściowa sytuacja, bo przecież uporam się z tym, odbuduje formę, wrócę jeszcze silniejszy. Była jak skała. Opoka. I kiedy ja straciłem w wypadku straciłem cześć siebie. I naprawdę nie wiem jak to się stało, że moim bliskim udało się mnie pozbierać w całość.-mówi a ona słucha. -Prawda jest taka, że się rozsypałem. Dosłownie. Przez wiele dni tylko wyłem. Wyłem Emily, bo to nie był płacz. Nie wiem jak oni to wytrzymali. Była mała Julie i totalnie roztrzaskany dwudziestokilkulatek. I uwierz mi, że mieli ze mną więcej rzeczy do zrobienia niż z moja córeczka. Ale nie planowałem nad tym. Nad niczym nie panowalem. Zmuszali mnie do jedzenia, a ja za chwile wymiotowalem. Zmuszali do picia. Stan w jakim mnie oglądali...-wzdycha.-Marco pewnie przebywał więcej u nas niż w domu czasami. W niektóre dni. To przy nim miałem najwięcej ataków paniki. To on musiał reagować. Czasem zdzieral mnie z łóżka i na sile ciągnął do łazienki a potem wpychał pod prysznic. Nie chciałabyś mnie takiego widzieć. Jak miałem lepszy dzień to kiedy spojrzałem w lustro przerazalem sam siebie. Ale wtedy czułem tylko potworny ból. Nie fizyczny, ale w środku. I oglądałem zdjęcia, filmiki na instagramie. I płakałem. Bylem na dnie i nie miałem pojęcia czy się stamtąd wydostane.
- I Spójrz, jesteśmy tutaj. Masz się lepiej.-uśmiecha się do niego.
-Jestem. Dzięki rodzinie, mojej coreczce i przyjaciołom. Dzięki Tobie rowniez.
- Przeciez kiedy sie poznalismy miales sie dobrze.
-Tak, ale pojawiłas się w naszym życiu w odpowiednim momencie. Gdybym nie zaczął grać znowu mogłoby być różnie. Ale nie oddałbym Jull w ręce kogoś niegodnego zaufania. Tobie potrafiłem zaufać. -patrzy na nią. -Jesteś wyjątkowa Emily. I szczęściarzem będzie ten, kto będzie dzielić z tobą swoje życie.-obejmuje ją ramieniem po czym przyciąga do siebie. Emily opiera głowę o jego ramie i się uśmiecha.
- Pod warunkiem, że spotkam kogoś.
-O to się akurat nie martwię.
***
Alice czyta artykuł w jednej z kolorowych gazet. Artykuł o swojej córce i Mario. Treść zupełnie mija się z prawdą. Wie o tym. Jej córka i Mario bowiem nie mają romansu. Jednak zdaje sobie też sprawę z tego, że jest on piłkarzem jednego z czołowych klubów w Niemczech. Jest przystojnym, młodym i do tego wolnym mężczyzna. I to nic nowego, że dziennikarze o nim piszą. A przy okazji piszą tez o jej córce, bo jest blisko niego.
Bierze telefon i pisze do Emily smsa.
***
Jedzą śniadanie siedząc na tarasie domku, który wynajmują. Mario i Emily śmieją się z opowieści klubowych przyjaciół kiedy komórka Emi wibruje. Dziewczyna zerka na nią po czym odczytuje smsa od mamy. A potem wpisuje słowa kluczowe w wyszukiwarkę. I widzi artykuł.
Podsuwa komórkę piłkarzowi a on zerka najpierw na artykuł a potem na nią.
-W porządku? -upewnia się piłkarz.
-Tak. To nie tak, że nie wiedziałam, iż w pewnym momencie przeczytam o sobie w gazecie podobną historię.- mówi.
-Muszą coś pisać, z tego żyją. A takie rewelacje się sprzedają.- dodaje Ricky, który zna przecież najlepiej zawód dziennikarza, choć on sam nie pisze dla kolorowych plotkarskich magazynów.
-Dokładnie. Ludzie uwielbiają czytać takie plotki.
-Wierzą w nie przede wszystkim. Więc jak za jakiś czas spotkasz fajnego faceta, pójdziesz z nim na randkę, to na drugi dzień wszystkie plotkarskie magazyny i portale internetowe będą opisywać nasze rozstanie.-mówi Mario.- Swoją drogą to może być ciekawe.- uśmiecha się patrząc na Emily. Widzi, że ona ani nie jest zła, ani tym bardziej zdenerwowana, więc i on jest spokojny. To nie tak, że nie przyzwyczaił się do czytania nowości na swój temat. Wiele razy, przed ślubem z Ann, kiedy byli razem, pisano o nich w gazetach. Raz to była prawda, innym razem totalne bzdury. W większości to drugie. Przywykł do tego. Po ślubie również o nich pisano. Więc nie dziwi go to, że kiedy widuje się go w towarzystwie Emily, pojawiają się spekulacje jakoby łączyło ich coś więcej.
***
Tego wieczoru wszyscy idą do klubu. Idą całą szóstką. Klub jest pełen ludzi, ale nie jest jakoś przesadnie tłoczno. Poza tym nikt się nimi nie interesuje, co jest dużym atutem tego miejsca. Nie przyszli bowiem pozować do zdjęć, a się bawić. I to właśnie mają zamiar robić.
***
-Taksówka już jest.- mówi Mario wskazując na stojący nieopodal samochód. Więc idą. Zaraz po zajęciu miejsc podają adres, pod który kierowca ma ich zawieźć. I właściwie kiedy są może jakiś kilometr przed docelowym miejscem samochód jadący przed nimi gwałtownie skręca w bok i uderza w barierkę.
-Cholera!- przeklina kierowca, po czym zatrzymuje samochód na poboczu. Wszystko dzieje się automatycznie. Kierowca dzwoni pod numer alarmowy. W tym czasie okazuje się, że pasażerką samochodu jest dziewczyna w zaawansowanej ciąży, która jest bardzo wystraszona, ale nic jej się nie stało. Natomiast mężczyzna, kierowca samochodu jest nieprzytomny. Później okazuje się również, że nie oddycha więc Mario, zaraz po tym jak wyciąga go z Marco z samochodu zaczyna go reanimować. I robi to aż do przyjazdu karetki. Potem przejmują ofiarę wypadku ratownicy z karetki.
Kiedy wracają do wynajętego domu zegarek wskazuje 4:12. I choć wszyscy są zmęczeni to jakoś nikomu nie chce się spać. Jednak po dłuższej chwili rozchodzą się do swoich pokoi.
***
Wydarzenia z nocy nie pozwalają jej zasnąć toteż postanawia wyjść na taras. W domu panuje cisza, zegarek wskazuje godzinę 5:45 więc jest pewna, że jednak wszystkim udało się zasnąć. Cicho, aby nie obudzić Mario, którego pokój jest zaraz obok jej pokoju, idzie w kierunku drzwi prowadzących na taras. I kiedy już tam jest okazuje się, że to nie tylko ona nie może zasnąć i nie tylko ona postanowiła popatrzeć na morze. Na jednym z leżaków leży Mario.
-Mogę?- pyta wskazując na leżak obok.
-Proszę.- pada odpowiedź. Układa się na nim. Mario jest milczący, widzi, że nie jest chętny do rozmowy więc nie zaczyna z nim rozmawiać. Natomiast kładzie swoją dłon na jego dłoni. I on akceptuje ten gest splatając ich palce. A potem spogląda na nią i mówi:
- Muszę sprawdzić co z tym chłopakiem.
-Wiem.
***
Łapcie kolejny :)
Mam nadzieję, że Wam się podoba.