sobota, 30 lipca 2016

41.Urlop.

Emily jest bardzo cicha w drodze do domu Marco. Za cicha. Mario prowadzi, nie pyta dlaczego taka jest, zerka po prostu na nią od czasu do czasu.  W końcu,  kiedy zatrzymuje się na skrzyżowaniu, bo jest czerwone światło, przykrywa jej dłoń swoją.  Emily spogląda na niego i zauważa, że on badawczo jej się przygląda. Zna to spojrzenie, poznała go już na tyle, by wiedzieć,  że zauważył jej nastrój. Ogólnie to już nie raz przekonała się,  jak bardzo spostrzegawczy jest Mario. I bardzo opiekuńczy. Nie może powiedzieć,  iż jej to przeszkadza, ponieważ to bardzo miłe.
-Wszystko w porządku. -odpowiada na jego nieme pytanie.
-Nie sądzę, jesteś za cicha, ale nie będę cię męczyć. Po prostu jestem wiesz? Gdybyś potrzebowała jednak pogadać. -zapewnia ją choć ona o tym wie. Ich relacje trochę się zmieniły, jakby się zacieśniły, po rozmowie, w której wyznała, że była chora na serce i o operacji. Co nie jest czymś zaskakującym. Już wcześniej ich relacja była czymś więcej niż znajomością,  niż zależnością pracodawca-pracownik. Była serdeczna. Teraz jest bardziej skierowana w stronę przyjaźni.  Początku,  ale jednak przyjaźni. I to jest dobre, piękne.  Obydwoje tak myślą,  ona i on. 
-Wiem i dziękuję, ale naprawdę nic mi nie jest. Po prostu to spotkanie było dla mnie czymś nowym. Mówienie o tym co mnie spotkało, a raczej może tego, czego dane mi było doświadczyć jest dla mnie zupełnie czymś nowym, oczywiście rozmowa na ten temat w tak dużym gronie. Wiesz, ja cały czas jestem świadoma co otrzymałam, ale w takich momentach ta świadomość uderza ze zdwojoną siłą. -tłumaczy mu, a on rusza z miejsca, by kontynuować jazdę.  Oczywiście jego dłoń znajduje się teraz na drążku zmiany biegów. 
-Wiem o czym mówisz. -przyznaje Mario.-Wiesz ile razy mówiłem o tym wszystkim?-zerka na nią.-Z Marco, Nat, rodzicami, przyjaciółmi,z Twoja mamą... Ale w takich momentach jestem tam znów.  Obrazy wracają,świadomość tego, co się działo.  Uderza to w ciebie. Przytłacza często...-wyznaje.
-Właśnie o tym mówię...
***
Kolacja jest przepyszna, jedzą ją w przemiłym towarzystwie. Poruszają wiele tematów,  najbardziej interesuje ich spotkanie. Wiec Mario i Emily opowiadają. Mogą, mają czas, bo dzieci śpią.  Nie muszą ich doglądać. Nie muszą się spieszyć. I kiedy całość spotkania zostaje opowiedziana ze szczegółami, dziewczyny znikają w kuchni z naczyniami, a panowie choć z protestem zostają na swoich miejscach na tarasie. Rozmawiają. Panie również.  Temat zaczyna się niewinnie, Emily pyta Natalie o samopoczucie wiec ona opowiada o mdłościach, które miewa rano, o tym jak bardzo ich nie lubi, ale w jej przypadku są one nieodłączną częścią każdej ciąży więc po prostu twierdzi, że przywykła. Potem dzieli się z Emily tym jak bardzo się cieszy z faktu, iż po raz kolejny zostanie mamą. Mówi jej, że była zaskoczona nowiną, że nawet w jej głowie pojawiła  się  myśl,  iż nie jest gotowa na kolejne maleństwo,  wszakże mają już  z Marco dwie pociechy wymagające cały czas uwagi, a tu okazuje się,  iż będą musieli zająć się kolejnym maleństwem.  Jednak zdradza, że te obawy odeszły i jest naprawdę szczęśliwa.  Emily zresztą to widzi. Widzi tę radość w Natalie kiedy wypowiada te słowa.  I cieszy się z nią i tez kiedyś chciałaby być w jej sytuacji. I to w nią uderza.
-Cieszę się. -mówi do Nat.-Każde dziecko to dar, radość.-mówi. 
-To prawda. Są małymi cząstkami nas samych. Są owocami uczuć łączących kochających się ludzi. Są dopełnieniem miłości...
-To prawda. -zgadza się Emily patrząc na Natalie.-Wiesz zazdroszczę Ci...-wyznaje, a Natalie patrzy na nią.-Chciałabym kiedyś być tak szczęśliwa jak ty teraz.
-Będziesz. -mówi jej malarka.-Spotkasz mężczyznę,  którego pokochasz, a potem owocem waszej miłości będzie dziecko...
-To mało realne Natalie...
-To nie jest niemożliwe Emily. Przecież dobrze o tym wiesz.
-Boje się,  że dla mnie będzie.-mówi i ma zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale nic nie dodaje ponieważ w kuchni pojawiaja się panowie. I Mario nie umyka badawcze spojrzenie Nat skierowane w stronę Emily, ani smutek na twarzy przyjaciółki.  Ale nie pyta. Czeka.
***
Propozycja zostania na noc pada niespodziewanie, ale obydwoje po prostu się zgadzają.  Spędzają czas na tarasie z Nat i Marco wymieniając poglądy,  snując plany odnośnie fundacji i nie chce im się jechać do domu.Dlatego zostają.  Natalie przygotowuje im pościel w dwóch sąsiadujących ze sobą pokojach gościnnych,  jest już bardzo późno kiedy idą spać. Mario przenosi jeszcze Julie do swojego pokoju po czym kładzie się do łóżka.  Jeszcze dłuższą chwilę przygląda się swojej śpiącej latorośli. Uśmiecha się,  bo malutka coraz bardziej przypomina Ann. 
***
Budzi się w środku nocy, a potem nie może zasnąć wiec po prostu leży. W końcu okazuje się,  że chce jej się pić, nie ma nic w pokoju wiec postanawia zejść do kuchni i napić się wody. Wiec tak robi. Ma na sobie zbyt długa koszulkę Marco, która sięga jej do polowy ud. Wchodząc do kuchni nie spodziewa się tam zastać Mario, ale on faktycznie tam jest. Siedzi przy zaświeconej jedynie małej lampce,  a przed nim stoi szklanka z wodą.
-Myślałam,  że tylko ja nie mogę spać. -mówi dziewczyna, a on się uśmiecha. 
-Nie tylko ty.-przyznaje.
Emily nalewa sobie wody do wysokiej szklanki, która wyciąga z jednej z szafek Mario. Wie doskonale gdzie Nat trzyma poszczególne rzeczy, czuje się u nich jak w domu. I moment później Emily siada na krześle obok. Nic nie mówi,  za to on się odzywa.
-Miałem koszmar.-wyjawia.-Śniło mi się,  że byłem z Julie w parku. Biegała i bawiła się z dziećmi  a potem nagle zniknęła. Szukałem i nie mogłem jej znaleźć. Wołałem i biegałem po parku, pytałem ludzi, ale nikt nic nie wiedział.  Obudziłem się z sercem bijącym tak szybko, że trudno mi było złapać oddech i chyba płakałem przez sen bo miałem łzy na policzkach.-mówi.-Spójrz. -podnosi w górę dłoń.-Jeszcze drżą mi dłonie. -Emily faktycznie zauważa,  że drżą. Dlatego dotyka jednej z jego dłoni po czym po prostu nachyla się ì przytula go. Chciał tego, potrzebował i czekał na to. Wiec jej na to pozwala. I chwilkę później czuje jej dłoń kreślacą abstrakcyjne wzory na jego plecach. 
***
Zauważają Emily od razu, kiedy schodzi na dół z małą Julie w ramionach. Dziewczynka wtula się ufnie w jej ciało, jest jeszcze nie do końca rozbudzona. 
-Dzień dobry.-mówi Emily wchodząc do kuchni.
-Dzień dobry.-odpowiadają równocześnie Nat i Marco.-Dzień dobry mały elfie.-wita się z małą skrzydłowy. Julie dotyka jego dłoni, którą ten gładzi policzek małej.-Może pójdziesz do wujka?-wyciąga do niej dłonie,  a ona kilka sekund później przytula się do niego.-Kocham Cię królewno.-wyznaje jej a ona wtula się mocniej w jego szyję,  na co on się uśmiecha. Emily obserwuje tę scenę. Widzi jaka więź łączy Marco z córeczką przyjaciela. I to jest piękne.
-Mario zejdzie?-pyta Natalie myśląc, że skoro Emi pojawiła się z Julie to ich przyjaciel pewnie jest pod prysznicem.
-Mario śpi.- pada odpowiedź.-Zabrałam Julie kiedy zaglądnęłam do pokoju idąc na dół. Miała już otwarte oczy, ale nie zdążyła jeszcze obudzić taty wiec wykorzystałam moment. Mario nie spał dobrze w nocy. Spotkałam go w kuchni jak zeszłam się napić.  Potem trochę z nim posiedziałam,  ale w końcu uparł się i kazał iść mi spać,  a on został. Nie poszedł się nawet położyć. 
-Miał pewnie jakiś sen. -mówi Marco.
-Tak, dokładnie tak było. Wiec skoro już śpi,  to nie chciałam go budzić.  
-Wiec my zjemy, a on zje później. -decyduje Natalie.
-Zjem z Wami.-odzywa się pomocnik.-Już nie śpię. -pojawia się w kuchni, a Julie piszczy na jego widok i wyciąga do niego ręce.  Wiec ten bierze ja w ramiona i składa buziaki na jej policzkach. A ona chichocze. A potem Mario podchodzi do Natalie, która krata się po kuchni i całuje ja w policzek po czym dotyka jej brzuszka.
-Jak się macie?-pyta uśmiechając się. 
-Mamy się dobrze.-odpowiada malarka, a potem cmoka w policzek Jull.-Cześć księżniczko. 
Emily po raz pierwszy ma okazję zaobserwować taki poranek. Wcześniej widziała relacje Mario z Reusami w innych sytuacjach. Zauważyła te głęboką przyjaźń, ale w tej sytuacji widzi ich po raz pierwszy. I jest już pewna, że Mario przetrwał to wszystko nie tylko dzięki rodzinie, ale i im. Bo był otoczony właśnie takimi ludźmi. Obydwoje   z Jull byli. Bo był otoczony miłością tą rodzinną i przyjacielską. Bo miał i ma wsparcie. Bo go rozumieją. I to działa w obydwie strony.
-Martwisz się czymś? -pyta Mario kiedy są juz na tarasie, ale sami bo Marco poszedł do dzieci razem z Nat. Julie siedzi na wysokim krzesełku wpychając sobie do ust biszkopty. 
-Nie, obserwuje was po prostu.-odpowiada.
-Nas?
-Wasza relacje. Twoja, Nat i Marco... Oni Cię kochają. 
-Wiem. To działa w obydwie strony.-zapewnia.-Jestem pewien, że gdyby nie oni nie byłbym teraz w miejscu w którym jestem. Ciągle pomagają mi się podnieść. Byli i zawsze są w najlepszych i najgorszych momentach. Jak skała. I wiem, że zawsze będą.-milknie.-Emily mam wiele szczęścia w życiu.  Pomijając wypadek jestem szczęściarzem. Wielkim. Po wypadku nie byłem w stanie spojrzeć na to z tej perspektywy. Teraz już jestem, widzę jak wiele mam. I ciesze się z tego. I jestem wdzięczny, bo wytrzymali ze mną wtedy gdy było najgorzej. I pomogli mi się pozbierać.  W takich momentach życie weryfikuje prawdziwych przyjaciół. Nie wiem czym sobie zasłużyłem, ale moi mnie nie zostawili.-te słowa slyszą i Nat i Marco, którzy zjawiają się w tym momencie na tarasie.
***
Kilka dni później. 
Właściwie to nie chciała dać się namówić na ten wyjazd. Opanowała. Ale on był nieugięty i uparty. Namawiał ją ciągle, nie przestawał nawet wtedy, gdy się denerwowała na niego i rzucała argumentami,  które dla niej były ważne,  dla niego nieistotne aż tak bardzo. Bo przecież chciał by im towarzyszyła i to nie dlatego, żeby opiekować się jego córka,  bo Julie została z dziadkami, chodziło mu o samą jej obecność.  Bo przywykł do jej towarzystwa, bo stała się mu bardzo bliska, bo nie miała planów urlopowych, wiec mogła im towarzyszyć,  poza tym chciał spełnić jej marzenia sprzed operacji. Pamięta dokładnie jak mówiła mu o podróżach. I w jedna z nich chciał ją zabrać.  I Namawiał ją tak długo,  aż uległa. Dzięki temu teraz może relaksować się podczas rejsu jachtem, który został wynajęty na czas ich urlopu. Nie są sami, bo z Marco i Nat, Agnes i Ricky'm, którzy w tym momencie urządzają sobie kąpiel. A ona obserwuje ich poczynania. Nie ma na razie ochoty pływać.  
***
Szuka Emily po całym wynajętym domu, ma zamiar zapytać czy ma ochotę wyjść do klubu. Nie może jej znaleźć. Na dworze zachodzi słońce i dopiero Marco pokazuje mu gdzie jest dziewczyna. Widzą ja z tarasu  siedząca na plaży. 
-Myślę,  że chyba nie pojdziemy z Wami do klubu.-mówi piłkarz po czym wychodzi z domu i idzie na plażę. Chwilkę później siada na piasku zaraz obok przyjaciółki. 
-Szukałem Cię w całym domu.-mówi cicho patrząc na zachód słońca. 
-Dlaczego?
-Chciałem zapytać czy wychodzimy z nimi do klubu, ale już chyba wiem gdzie wolisz być tego wieczoru.-mówi piłkarz i nie myli się. -Możemy tu zostać. -dodaje.
-Czego Ty chcesz?-Emily spogląda na niego.
-Chce spędzić ten wieczór na plaży.-odpowiada szatyn.-I wiem, że myślisz podobnie.-mówi. 
-Nie mylisz się. -uśmiecha się Emily.
***
Nie mają żadnego planu na spędzenie tego wieczoru poza tym, że mają zamiar spędzić go na plaży.  I kiedy mają wychodzić,  a Emily jest w sukience, Mario prosi ją,  aby ubrała strój.  Robi to, oczywiście na wierzch ubierając sukienkę.  Woda jest naprawdę przyjemnie ciepła,  kiedy idą po plaży,  a kiedy jest przypływ woda obmywa im stopy. 
-W szpitalu marzyłam o takim wieczorze.-mówi Emily.-Właściwie to marzyłam o tym by mieć tyle siły,  by wyjść na spacer. A morze miało być wspaniałym dodatkiem.-uśmiecha się. -Teraz tamten czas wydaje się tak odległy, trudno o tym myśleć.  To wydaje się nierealne. 
-To już za Tobą, Emily.-mówi obejmując ja ramieniem.-Przed tobą wiele wspaniałych lat.
-Pod warunkiem, że organizm nie odrzuci...
-Nawet tak nie mów,  nie myśl tak.-nie pozwala jej dokończyć. Nie chce tego słyszeć ani o tym myśleć.  Emily nie ciągnie tego tematu. Idą milcząc. Dopiero po kilku minutach Emily zatrzymuje się.
-Ann chyba miała tu zrobione zdjęcie. Pamiętam z jej instagrama.-wskazuje na skałeb,  przy której się zatrzymali.
-Masz rację. -przyznaje piłkarz.-Bywaliśmy tu. Wtedy wynajmowalismy inny dom, ale też spacerowalismy po plaży.  I kiedyś właśnie zrobiłem jej tu fotkę. 
-Nie byłoby ci łatwiej gdybyś nie bywał w miejscach w których bywaliscie razem? -pyta dziewczyna.
-Nie chce tak robić,  bo chce pamiętać.  Poza tym musiałbym się wyprowadzić z Dortmundu, unikać miejsc do których podrozowalismy razem. Emily my naprawdę zwiedziliśmy mnóstwo miejsc. Chodzilismy w wiele miejsc. Wszystko mi ją przypomina. Nie mogę od tego uciec.-tłumaczy. 
-Masz rację. -przyznaje.-Poza tym dlaczego miałbyś to robić.  Nadal ja kochasz.
-Zawsze będę.
-Nawet kiedy pojawi się ktoś nowy?-pyta.
-Nie wiem co wtedy zrobię.  Nie wiem czy będę w stanie jeszcze aż tak się zaangażować, by być z inną kobietą. Nie chciałbym być juz zawsze sam, ale w tym momencie nie wyobrażam sobie również,  bym miał dzielić to co dzieliłem z moją żoną z kimś innym. Może przyjdzie taki moment, ale to nie jest już.-mówi poważnie. 
-Rozumiem. 
-Wiem, że wszyscy myślą,  iż powinienem iść do przodu. Zostawić za sobą to co się zdarzyło.  Próbuje to robić.  Naprawdę próbuje.-mówi piłkarz. Siadają na piasku.-Pewnie za dużo mówię o tym wszystkim.-mówi chłopak. -Wiem, że dla wszystkich to już chyba męczące słuchać o mojej żonie,  o tym co czuje...
-Mario... To nieprawda. 
-Prawda.  Widzę niektóre spojrzenia. 
-Czyje?  Na pewno nie najbliższych ci osób.  
-Z jednej strony myślę,  że choć nie jestem jeszcze na tym etapie, aby pozwolić komuś nowemu by się do mnie zbliżył,  nowej kobiecie, to nie chciałbym być juz zawsze sam. A z drugiej, uwierz mi Emily, nie potrafię nawet sobie tego wyobrazić,  że miałbym dzielić życie z kimś innym niż Ann. Ze miałbym zasypiać obok innej kobiety, budzić się,  pocałować kogoś innego. Nie mógłbym kochać się z inną kobietą. Nie mogę nawet o tym myśleć. -spojrzał na nią. 
-To zrozumiałe, Mario. To są sfery naszego życia zarezerwowane dla najbliższej osoby. Najbliższej. Jedynej. Ty spotkałeś taka osobę. Potem straciłeś.  Bo możesz mieć bliskich, najbliższych przyjaciół, mogą wiedzieć o tobie naprawdę dużo,  ale to i tak ta jedna osoba wie najwięcej,    bliskość dzielisz z ta jedna osoba, to ona zna cie najlepiej, najbliżej.-mówi. Była nią Ann...
-Tak właśnie jest.-przyznaje.
-Powiedz mi jak ona skradła twoje serducho?-pyta Emily.
-Nie musiała.  Poznałem ja i wiedziałem,  że jest wyjątkowa. 
-A ona pewnie poczuła to samo...
- Wiesz Ann zawsze mi mówiła,  że przy mnie poczuła się naprawdę bezpiecznie. Byliśmy naprawdę młodzi kiedy ja poznałem i pokochałem,  ale zarówno ona jak i ja mieliśmy przed sobą inne sympatie, jakieś tam miłosne historie jak to młodzi ludzie. Ale wiele razy mi mówiła,  że kiedy mnie poznała i przebywała ze mną czuła taki spokój.  Nie wiesz tego, ale u niej w domu w pewnym momencie między rodzicami popsuło się,  byli w separacji, choć są naprawdę porządnymi  i kochającymi się ludźmi.  I ona to bardzo przeżywała. Nie znałem jej wtedy, kiedy to sie zaczęło, ale to odebrało jej taka stabilność jaka znajdowała w domu. A ona tego potrzebowała.  I szukała tego poczucia bezpieczeństwa, stabilnosci w facetach. I choć poczuła to przy mnie to i tak musiałem ja zdobyć. Wcale nie zachwyciła ją perspektywa życia z piłkarzem.  Ale nie o tym chce mówić. Bo ona czuła się przy mnie bezpiecznie, a ja przy niej. Nieważne co się działo, jak w bardzo beznadziejnej sytuacji byłem, jak źle się czułem,  kiedy się pojawiała to pojawiała się też myśl,  że sobie poradzimy z tym. Poradzimy nie poradzę.  Kiedy działo się coś złego na boisku, kontuzja, w środku sezonu, kiedy byłem w świetnej dyspozycji i nagle działo się... Nie ważne jak bolało fizycznie i psychicznie. Czekałem na nią, bo nie ważne kto powiedział mi ze będzie dobrze to nie przynosiło ulgi. Ale kiedy te słowa wyszły z jej ust wiedziałem ze tak będzie.  Wpoila mi, że ze wszystkim sobie poradzimy. Razem. Mawiała, kiedy leżałem ze złamana noga, czy zerwanym wiezadlem, że to co się dzieje to przejściowa sytuacja, bo przecież uporam się z tym, odbuduje formę,  wrócę jeszcze silniejszy. Była jak skała. Opoka. I kiedy ja straciłem w wypadku straciłem cześć siebie. I naprawdę nie wiem jak to się stało, że moim bliskim udało się mnie pozbierać w całość.-mówi a ona słucha. -Prawda jest taka, że się rozsypałem. Dosłownie.  Przez wiele dni tylko wyłem. Wyłem Emily, bo to nie był płacz. Nie wiem jak oni to wytrzymali. Była mała Julie i totalnie roztrzaskany dwudziestokilkulatek. I uwierz mi, że mieli ze mną więcej rzeczy do zrobienia niż z moja córeczka. Ale nie planowałem nad tym.  Nad niczym nie panowalem. Zmuszali mnie do jedzenia, a ja za chwile wymiotowalem. Zmuszali do picia. Stan w jakim mnie oglądali...-wzdycha.-Marco pewnie przebywał więcej u nas niż w domu czasami. W niektóre dni. To przy nim miałem najwięcej ataków paniki. To on musiał reagować. Czasem zdzieral mnie z łóżka i na sile ciągnął do łazienki a potem wpychał  pod prysznic. Nie chciałabyś mnie takiego widzieć. Jak miałem lepszy dzień to kiedy spojrzałem w lustro przerazalem sam siebie. Ale wtedy czułem tylko potworny ból. Nie fizyczny, ale w środku. I oglądałem zdjęcia, filmiki na instagramie. I płakałem. Bylem na dnie i nie miałem pojęcia czy się stamtąd wydostane.
- I Spójrz,  jesteśmy tutaj. Masz się lepiej.-uśmiecha się do niego.
-Jestem. Dzięki rodzinie, mojej coreczce i przyjaciołom. Dzięki Tobie rowniez. 
- Przeciez kiedy sie poznalismy miales sie dobrze.
-Tak, ale pojawiłas się w naszym życiu w odpowiednim momencie. Gdybym nie zaczął grać znowu mogłoby być różnie.  Ale nie oddałbym Jull w ręce kogoś niegodnego zaufania. Tobie potrafiłem zaufać. -patrzy na nią. -Jesteś wyjątkowa Emily. I szczęściarzem będzie ten, kto będzie dzielić z tobą swoje życie.-obejmuje ją ramieniem po czym przyciąga do siebie. Emily opiera głowę o jego ramie i się uśmiecha. 
- Pod warunkiem, że spotkam kogoś. 
-O to się akurat nie martwię.
***
Alice czyta artykuł w jednej z kolorowych gazet. Artykuł o swojej córce i Mario. Treść zupełnie mija się z prawdą.  Wie o tym. Jej córka i Mario bowiem nie mają romansu. Jednak zdaje sobie też sprawę z tego, że jest on piłkarzem jednego z czołowych klubów w Niemczech. Jest przystojnym, młodym i do tego wolnym mężczyzna. I to nic nowego, że dziennikarze o nim piszą. A przy okazji piszą tez o jej córce, bo jest blisko niego.
Bierze telefon i pisze do Emily smsa.
***
Jedzą śniadanie siedząc na tarasie domku, który wynajmują. Mario i Emily śmieją się z opowieści klubowych przyjaciół kiedy komórka Emi wibruje. Dziewczyna zerka na nią po czym odczytuje smsa od mamy. A potem wpisuje słowa kluczowe w wyszukiwarkę.  I widzi artykuł. 
 Podsuwa komórkę piłkarzowi a on zerka najpierw na artykuł a potem na nią. 
-W porządku? -upewnia się piłkarz. 
-Tak. To nie tak, że nie wiedziałam, iż w pewnym momencie przeczytam o sobie w gazecie podobną historię.- mówi.
-Muszą coś pisać, z tego żyją. A takie rewelacje się sprzedają.- dodaje Ricky, który zna przecież najlepiej zawód dziennikarza, choć on sam nie pisze dla kolorowych plotkarskich magazynów.
-Dokładnie. Ludzie uwielbiają czytać takie plotki. 
-Wierzą w nie przede wszystkim. Więc jak za jakiś czas spotkasz fajnego faceta, pójdziesz z nim na randkę, to na drugi dzień wszystkie plotkarskie magazyny i portale internetowe będą opisywać nasze rozstanie.-mówi Mario.- Swoją drogą to może być ciekawe.- uśmiecha się patrząc na Emily. Widzi, że ona ani nie jest zła, ani tym bardziej zdenerwowana, więc i on jest spokojny. To nie tak, że nie przyzwyczaił się do czytania nowości na swój temat. Wiele razy, przed ślubem z Ann, kiedy byli razem, pisano o nich w gazetach. Raz to była prawda, innym razem totalne bzdury. W większości to drugie. Przywykł do tego. Po ślubie również o nich pisano. Więc nie dziwi go to, że kiedy widuje się go w towarzystwie Emily, pojawiają się spekulacje jakoby łączyło ich coś więcej.
***
Tego wieczoru wszyscy idą do klubu. Idą całą szóstką. Klub jest pełen ludzi, ale nie jest jakoś przesadnie tłoczno. Poza tym nikt się nimi nie interesuje, co jest dużym atutem tego miejsca. Nie przyszli bowiem pozować do zdjęć, a się bawić. I to właśnie mają zamiar robić.
*** 
-Taksówka już jest.- mówi Mario wskazując na stojący nieopodal samochód. Więc idą. Zaraz po zajęciu miejsc podają adres, pod który kierowca ma ich zawieźć. I właściwie kiedy są może jakiś kilometr przed docelowym miejscem samochód jadący przed nimi gwałtownie skręca w bok i uderza w barierkę. 
-Cholera!- przeklina kierowca, po czym zatrzymuje samochód na poboczu. Wszystko dzieje się automatycznie. Kierowca dzwoni pod numer alarmowy.  W tym czasie okazuje się, że pasażerką samochodu jest dziewczyna w zaawansowanej ciąży, która jest bardzo wystraszona, ale nic jej się nie stało. Natomiast mężczyzna, kierowca samochodu jest nieprzytomny. Później okazuje się również, że nie oddycha więc Mario, zaraz po tym jak wyciąga go z Marco z samochodu zaczyna go reanimować. I robi to aż do przyjazdu karetki. Potem przejmują ofiarę wypadku ratownicy z karetki. 
Kiedy wracają do wynajętego domu zegarek wskazuje 4:12. I choć wszyscy są zmęczeni to jakoś nikomu nie chce się spać. Jednak po dłuższej chwili rozchodzą się do swoich pokoi. 
***
Wydarzenia z nocy nie pozwalają jej zasnąć toteż postanawia wyjść na taras. W domu panuje cisza, zegarek wskazuje godzinę 5:45 więc jest pewna, że jednak wszystkim udało się zasnąć. Cicho, aby nie obudzić Mario, którego pokój jest zaraz obok jej pokoju, idzie  w kierunku drzwi prowadzących na taras. I kiedy już tam jest okazuje się, że to nie tylko ona nie może zasnąć i nie tylko ona postanowiła popatrzeć na morze. Na jednym z leżaków leży Mario. 
-Mogę?- pyta wskazując na leżak obok.
-Proszę.- pada odpowiedź. Układa się na nim. Mario jest milczący, widzi, że nie jest chętny do rozmowy więc nie zaczyna z nim rozmawiać. Natomiast kładzie swoją dłon na jego dłoni. I on akceptuje ten gest splatając ich palce. A potem spogląda na nią i mówi:
- Muszę sprawdzić co z tym chłopakiem.
-Wiem.
***
Łapcie kolejny :)
Mam nadzieję, że Wam się podoba.





niedziela, 24 lipca 2016

40.Fundacja...

Studenci zebrani w auli uniwersytetu oczekują na rozpoczęcie. To ma być wyjątkowe spotkanie. To nie wykład, w każdym razie nie taki normalny, typowy. Niektórzy ze zgromadzonych rozglądają się. Najbardziej płeć piękna. W końcu niebawem ma pojawić się jeden z najlepszych piłkarzy w Niemczech. Bo choć jeszcze jakiś czas wcześniej jego kariera była w martwym punkcie, a forma jego samego pozostawiała wiele do życzenia, to obecnie nie można już powiedzieć tego samego. Bo on wrócił, wrócił nie tylko do piłki, do dawnego klubu, do formy. Wrócił i zajął należne mu miejsce zarówno w BvB, na boisku, wrócił również do serc kibiców. Znów jest na ustach dziennikarzy, znów pojawia się w rankingach najlepszych, znów jest " na fali." 
Jest przystojny i do tego wolny- takie myśli kłębią się w głowach niektórych ze studentek. 
-Myślisz, że po wykładzie będzie można podejść i zrobić sobie z nim zdjęcie?- pyta jedna blond-włosa studentka trzeciego roku swojej koleżanki siedzącej obok niej.- Wiesz... Normalnie podobno nie ma problemu, kiedy spotkasz go na ulicy, ale dziś jest tak dużo ludzi więc wiesz... może nic z tego.- dodaje.
-Myślę, że dzisiaj dostać się do niego to raczej nierealne.-odpowiada przyjaciółka uśmiechając się.- Masz naprawdę mega świra na jego punkcie.- śmieje się.
-Nie przesadzaj.-odpowiada tamta.- Kto tutaj nie chciałby z nim fotki lub chociaż zamienić z nim kilka zdań. Nie chciałabyś?- pyta.
-Hmm... Właściwie to mogłabym, ale to nie jest jakoś moim priorytetem dzisiaj. Przyszłam, bo po prostu jego inicjatywa, ta fundacja jest czymś wyjątkowym. Temat mnie głównie interesuje. To co robi jest potrzebne.- tłumaczy.
-Mnie też, ale nie mogę zauważyć, że jest też mega przystojnym kolesiem, do tego wolnym.- uśmiecha się koleżanka.-Jego żona była szczęściarą i jego przyszła partnerka też nią będzie...
-Chciałabyś prawda?
-A ty nie?
-Nie, mam już faceta, którego kocham.- odpowiada.
-A ja nie mam.- mówi koleżanka.- I choć mało prawdopodobne by udało mi się z nim pogadać w tym tłumie, ale pomarzyć można przecież...- mruga do koleżanki i obydwie się śmieją. Nie mówią nic więcej ponieważ  zaczyna przemawiać prorektor więc wszyscy milkną.
-Witam państwa.- wita się.- Za chwilę rozpocznie się spotkanie poświęcone „ transplantologii”. I od razu uprzedzam, że będzie to nietypowe spotkanie. Dla tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą mówię, iż nie będzie wykładem lekarzy wykonujących zabiegi, natomiast za chwilę pojawią się osoby pracujące w Fundacji Ann Gotze, która to działa, by dotrzeć do jak największej liczby osób i szerzyć ideę podpisywania deklaracji zostania dawcą organów. Te działania jak sami rozumiecie są bardzo potrzebne w dzisiejszym czasie. Dlatego cieszymy się, że możemy gościć przedstawicieli fundacji. Dziękujemy za przyjęcie zaproszenia. Zapraszam przedstawicieli fundacji, oraz jej założyciela – Mario Gotze.- mówi po czym odsuwa się od mikrofonu. I właśnie wtedy na auli pojawia się piłkarz. Ubrany w ciemne spodnie, markowe buty sportowe oraz granatową koszulę podkreślającą jego szczupłą sylwetkę. Nie pojawia się sam. Obok niego staje szczupła blondynka. I teraz wzrok panów na auli skupia się właśnie na niej. Bez wątpienia można powiedzieć, że dziewczyna jest piękna. Piłkarz dostaje mikrofon, dziewczyna siada na krześle, a on zaczyna mówić:
-Witam serdecznie.- najpierw się wita rozglądając się po auli, na której jest naprawdę tłum.- Na początku powiem Wam, że bardzo, ale to bardzo cieszę się, że przybyliście tak licznie. Dziękuję.- mówi, a potem kontynuuje.- Mam na imię Mario.- przedstawia się, choć to właściwie formalność, bo przecież wszyscy go znają.- Bardzo mi miło, że władze uczelni zaprosiły nas na to spotkanie. Dziękuję bardzo serdecznie w tym miejscu.- mówi patrząc w stronę prorektora, który kiwa głową w odpowiedzi.-Nie będę mówił dużo, chyba, że zechcecie. Zacznę może od początku. Ideę fundacji znacie, to jest jasne. Założyłem ją z moją żoną- jeszcze obydwoje wypełnialiśmy dokumenty. Wiadomo- biurokracja- trochę trwają procedury. Zawiozłem dokumenty do urzędu i mieliśmy czekać.- zaczyna opowiadać.- Plan był taki, że na dobre, po uzyskaniu wpisów fundacja miała zacząć aktywnie działać po narodzinach naszego dziecka.- robi krótką przerwę, ponieważ ten temat nadal sprawia mu trudność, ból, choć stara się tego nie okazywać.- Niestety jak wiecie, a może nie wiecie – mieliśmy wypadek samochodowy, w którym moja żona ucierpiała na tyle poważnie, że zmarła kilka dni później.- znów robi kilkusekundową przerwę.- Jednak wiem jak bardzo marzyła o tym, by szerzyć ideę bycia dawcą, ona sama podpisała deklarację, ja zresztą też, dlatego postanowiłem , że spełnię to marzenie.Od wypadku minęło sporo czasu,trochę to trwało, ale jestem już na dobrej drodze.Musiałem się po prostu pozbierać. To właściwie pierwsze tak duże spotkanie. I po raz pierwszy powiem o pewnym fakcie, o którym,do tej pory wie jedynie kilka osób.- mówi patrząc na studentów. Słuchają naprawdę z zainteresowaniem.-Moja żona uratowała komuś życie.- wyjawia i znów przez moment milczy. Te słowa wzbudzają większe zainteresowanie ponieważ nikt nie znał tego faktu, nikt, oprócz najbliższych osób, bo tylko bliskim sobie osobom powiedział.Jej organy zostały przeszczepione, a jej serce bije teraz w ciele kogoś innego.-wyjawia, a na sali rozlegają się oklaski .  Co czuje w tym momencie? Jest szczęśliwy. Bo jego Ann nie odeszła całkiem, jej serce bije dla kogoś innego. Nie wie dla kogo, dopiero po 2 latach można poznać dane biorcy i dawcy. Nie jest to dla niego ważne. Najważniejsze jest to, że spełnił życzenie żony. Kiedy brawa cichną on kontynuuje:
-Pewnie zastanawiacie się dlaczego zataiłem ten fakt? Szczerze… nie byłem w stanie o tym mówić. Nie chciałem odpowiadać na pytania dziennikarzy. Nie mogłem, nie chciałem i nie umiałem. Wierzcie mi, że ta decyzja była najtrudniejszą decyzją w moim życiu. Deklaracji nie było pod ręką, a ja jako jej mąż musiałem zdecydować czy się zgadzam. Nie łatwo powiedzieć „ Tak” w takim momencie. Nic w takiej chwili nie jest łątwe, wierzcie mi. Obyście nie musieli się o tym przekonać.- mówi.-Faktem jest jednak, że serce mojej żony bije dla kogoś innego. Nie znam tożsamości, nie wiem czy będę zabiegał, by ją po 2 latach poznać- trzeba odczekać 2 lata, ale powiem wam, że jestem szczęśliwy. Gdybym się nie zgodził i tak musiałbym zdecydować w którymś momencie o odłączeniu od aparatury. Nie miała szans się wybudzić, a tak miała szansę uratować komuś życie. Tak jak chciała- zrobiła to.- przerywa, bo właściwie powiedział już wszystko co najważniejsze.- I jestem tutaj, by was przekonać, byście pomyśleli o tym czy nie chcielibyście dać komuś szansy, cząstki siebie w przypadku, gdyby wasze życie z jakiegoś powodu zgasło. Przecież zdarzają się różne sytuacje, wypadki. Nie zawsze można pobrać organy, ale są sytuacje kiedy można, kiedy pomimo, że czyjeś życie się kończy, życie kogoś innego może trwać. Można dać komuś czas, którego sam nie ma. Można. Wiem to. Zastanówcie się nad tym. Nie musicie dziś podpisać deklaracji. Nie musicie wcale. To wasza decyzja. Ale zastanówcie się. Bo warto.- mówi.-Można zadawać pytania,a za moment jeszcze Emily powie wam jeszcze coś.-kończy.
Po chwili słyszy głos dziewczyny:
-Kto przyszedł i zadał to pytanie czy pan się zgadza?-pojawia się pierwsze pytanie  z czego się cieszy.
-Szef kliniki.-odpowiada, po czym rozwija temat.-Ja nie od razu dowiedziałem się, że moja żona ma tak poważne obrażenia, że leży pod respiratorem. Długo byłem nieprzytomny. Późno się dowiedziałem. Czekano, aż będę w stanie usłyszeć najpierw takie informacje, a dopiero później takie pytanie. Nie wyglądało to natomiast tak , że wszedł lekarz, powiedział mi, że moja żona jest prawie martwa i czy zgodzę się na pobranie od niej organów. Nie. Szef kliniki zachował się naprawdę profesjonalnie. Rozmawiał ze mną spokojnie, tłumaczył. Powiedział jeszcze zdanie, które zapadło mi w pamięć najbardziej. Stwierdził, że gdyby mógł w jakiś sposób uratować moją żonę, sprawić, by się obudziła to on na pewno by to zrobił. Był szczery. Naprawdę. Lekarz z powołania. Dla niego Ann nie była jakąś tam pacjentką, którąś z kolei, numerkiem… Nie powiedział mi „przecież ona już jest martwa, jest roślinką”. Nic takiego nie usłyszałem. Zostawił mnie z tym. Nie nalegał, nie naciskał. Dał czas. A ja już jak wychodził wiedziałem co zrobię. Musiałem to tylko przepłakać.-wyznaje szczerze.
-Miał pan czas się pożegnać?-pada kolejne pytanie.
-Tak. Miałem sporo czasu. Mało tego. Moja córeczka ma zdjęcie z rodzicami. Ma zdjęcie z mamą. Nie odmówiono mi, kiedy zapytałem czy jest możliwość przywiezienia Julie do Ann- przerywa. Ten obraz nagle staje mu przed oczyma. Pamięta wszystko sekunda po sekundzie, minuta po minucie. Jest pewien, że ten obraz nigdy już nie zblaknie w jego pamięci. Po chwili kontynuuje- Chciałem, by choć przez chwilę była blisko. Była.- kończy.
-A po operacji?-dopytuje ta sama dziewczyna.- Po pobraniu organów?- precyzuje.
-Miała na ciele ranę- normalnie, można powiedzieć ładnie zszytą.-odpowiada.- Potraktowano ją z szacunkiem. Mogłem ją zobaczyć. Nikt nie przeszkadzał, nie wyganiał, nie pospieszał. Obchodzono się z nami jak z jajkiem. Tak tam traktują ludzi. Tak to wygląda. Jest możliwość rozmowy z psychologiem. Nie skorzystałem z niej. Wtedy nie chciałem, nie mogłem, nie byłem w stanie,  zresztą miałem przy sobie bliskich- moich rodziców oraz Natalie i Marco.- kończy swoją wypowiedź. Pada jeszcze kilka innych pytań, na które on chętnie odpowiada, ale głównie o funkcjonowanie fundacji, o to kto w niej pracuje. O wolontariacie. Kiedy nastaje cisza, po dłuższej chwili chłopak mówi:
-Skoro w tym momencie nie macie pytań, obiecuję, że jeszcze na końcu będzie można je zadawać jeśli jakieś się pojawią, to Emily coś wam opowie. Opowie o cudzie jaki zdarzył się w jej życiu.- mówi po czym zwraca się w jej stronę, a ona wstaje z krzesła, pochodzi po czym odbiera od niego mikrofon. Piłkarz zajmuje miejsce na krzesełku.
-Nie wiem czy jestem w stanie mówić…- to są pierwsze słowa, które wypływają z ust dziewczyny, po czym ona bierze głęboki oddech.- Mam na imię Emily. Skąd wzięlam się w fundacji i dlaczego dowiecie się za moment. Kim jestem? Studentką, tak jak wy, choć na urlopie dziekańskim, który musiałam wziąć przymusowo. Ale o tym dlaczego, też za moment.- mówi po czym się uśmiecha.- Na początek powiem, że podziwiam go.- patrzy na Mario po wypowiedzeniu tych słów, a on patrzy na nią.-Naprawdę podziwiam. Mówię to wam, bo on słychszał to ode mnie już wiele razy i doskonale o tym wie.- Już na niego nie patrzy, a on słucha skupiony i obserwuje reakcje ludzi na sali.- Nie wiem czy bym się z takiego czegoś podniosła i potrafiła o tym mówić.- przyznaje dziewczyna boleśnie szczerze.- To piękne, ale jakże trudne i bolesne.- dodaje i robi kilku-sekundową przerwę.- Powiem wam, że  dzięki takim ludziom jak Ann i Mario i innym ja żyję.- wyznaje.- Bo mogło mnie tu dziś w ogóle nie być.- mówi patrząc na studentów, którzy słuchają skupieni na jej słowach. Na sali panuje wielka cisza.- Gdzieś wśród rodzin i samych dawców jest ktoś, kto podpisał deklarację albo zgodę i dziś, dzięki tej decyzji, w mojej klatce piersiowej może bić nowe serce. - mówi to po raz pierwszy tylu osobom na raz.- Ktoś, kto sam umierając podarował mi życie.- dodaje.-Pomyślcie. Ktoś płakał, przeżywał stratę, by moi rodzice mogli się śmiać i mieć nadzieję, ktoś żegnał, bym ja mogła witać życie… nowe życie. Czyjś czas się skończył, by mój mógł dalej biec. Ktoś podarował mi wiele lat. Lat, które wykorzystam najlepiej jak będę potrafiła. Lat, których nie zmarnuję na głupoty. Lat, w czasie trwania których mam zamiar być szczęśliwa. Lat, które wykorzystam również na to, by  namawiać ludzi, aby zechcieli komuś podarować nowe życie , w momencie jak ich z jakiegoś powodu będzie dobiegać końca. Bo to ważne.- mówi po czym na moment przerywa, by pozbierać myśli. A potem znów kontynuuje.-Słuchacie mnie i pewnie zastanawiacie się czy długo chorowałam. Wyobraźcie sobie, że miałam grypę. Problemy z sercem były jej powikłaniem. Na początki nic nie wróżyło, aż takich kłopotów. A potem to przerodziło się w bardzo poważne problemy. Mówię w wielkim skrócie.- tłumaczy.-W końcu byłam przykuta do łóżka. I dostałam wyrok- albo przeszczep, albo śmierć. Moje serce słabło w szybkim tempie. I nie było dawcy. Wiecie o czym w pewnym momencie marzyłam?- zadaje to pytanie obserwując twarze ludzi.- Kiedy widziałam słońce za oknem chciałam na nie po prostu wyjść. Przypominałam sobie miejsca, w których byłam i chciałam tam wrócić. Ale bałam się, że nie zdążę. Tak bardzo się bałam.- przyznaje i choć stara się jak może nie okazywać emocji, to Mario wyłapuje delikatne drżenie jej głosu, przecież zna ją lepiej niż wszystkie osoby zebrane na sali. Obserwuje ją gotowy w każdej chwili zareagować gdyby jednak emocje wzięły górę nad opanowaniem Emily.- Starałam się nie płakać przy rodzicach, ale wylałam wiele łez. Oni zapewne też za drzwiami mojego pokoju. Naprawdę były sporadyczne przypadki, kiedy któreś z nich uroniło łzę przy mnie. Nie chcieli mnie martwić dodatkowo, ale ja wiedziałam. Łzy to normalna reakcja w takich sytuacjach, w trudnych sytuacjach. Łzy pomagają, oczyszczają.- tłumaczy.- I kiedy już naprawdę nie miałam wiele czasu, ale ciągle jakoś podświadomie mieliśmy iskrę nadziei, przyszedł profesor i powiedział słowa, na które tak czekałam. Że stał się cud. Wiecie co sobie najpierw pomyślałam? Podziękowałam Bogu, za tę osobę, której serce będę nosić w sobie, które dla mnie będzie biło. I pomyślałam o jej rodzinie. I wyobraźcie sobie, że nie potrafiłam się tak naprawdę szczerze ucieszyć.Bo oni cierpieli.- tłumaczy.- Jak widać, wygrałam życie. Mogę tu być, mówić o tym i zachęcać byście się nie bali. Nie wiadomo co nas w życiu spotka. Możecie uratować życie. Możecie to zrobić. I warto – oddawać krew, szpik, ale warto też podpisać deklarację, że w razie wypadku chcesz być dawcą. To szlachetne. Nic nie stracisz, a zyskasz.- mówi po czym znów na moment nastaje cisza.- Ann podarowała Mario kilka wspólnych, cudownych lat, wiele miłości, dała mu córeczkę, to, że żyje również jest cudem, a komuś podarowała nowe życie. Przez to, że chciała, że się nie bała. Jestem pewna, że Julie, kiedy dorośnie będzie dumna, że miała taką mamę. Pewnie też kiedyś w przyszłości weźmie przykład z rodziców. Bo naprawdę ma wspaniałych rodziców. Mamę bohaterkę i tatę bohatera.- spogląda na Mario, który ma zaszklone oczy.-Wiem, miałam tak nie mówić, prosiłeś mnie.- uśmiecha się do niego, a on bierze drugi mikrofon i dodaje.- Prosiłem, bo nie chcę tu płakać publicznie, a wiesz jak takie coś mnie wzrusza. Poza tym nie jestem bohaterem.- dodaje.
-Jesteś.- odpowiada dziewczyna.- Ann, ty i każdy, kto decyduje się ofiarować komuś cząstkę siebie.- mówi mu.- W tym miejscu chciałam jeszcze podziękować Mario za to, że dał mi możliwość podzielenia się z wami moją historią. Mogę być częścią czegoś wielkiego i chcę spłacić swój dług. Wobec Boga, wobec Ann i innych dawców i rodziny. Dzięki nim żyję. I uwierzcie mi, że będę to życie celebrować.
***
Wychodzą z hali. Spotkanie przeciągnęło się. Musieli odpowiedzieć na mnóstwo pytań, ale się cieszą, bo wszystko udało się. Kierują się do samochodu piłkarza. Chłopak akurat włącza się do ruchu gdy słyszy dźwięk dzwoniącej komórki. Odbiera na głośnomówiącym:
-Co tam Marco?
-O której będziecie?- pyta przyjaciel.
-Za godzinę. Z Julie wszystko w porządku?- denerwuje się.
-Pewnie. Po prostu robimy pyszną kolację i mamy nadzieję na Wasze towarzystwo.- mówi.
-Emily?- zerka na nią.- Zgadzasz się prawda?
-Nie wiem…
-Emily się zgadza. Będziemy za około godzinę.- decyduje, a Emily po prostu się zgadza.
***
Wrzucam kolejny i myślę, że już nie będzie aż tak długich przerw w pisaniu. Pewnie wrócę też na drugiego bloga. Ale nie mówię, że jutro. Ściskam Was mocno i liczę na więcej komentarzy.



wtorek, 19 lipca 2016

39. Zazdrośnica...

Wiadomość jest szokująca. Właściwie nie może uwierzyć w to, co słyszy. Przecież spodziewał się najgorszego. Właściwie był pewien, że ta wizyta jest jedynie formalnością. Był pewien, iż ona jedynie potwierdzi wcześniejszą diagnozę.
-Czy mam rozumieć, że pan nie cieszy się z tego, co powiedziałem.-pyta lekarz. Te słowa docierają do niego w zwolnionym tempie, to Mark jest tym, który odzywa się pierwszy.
-Oczywiście, że się cieszy. Po prostu my... on...
-Byliście pewni, że się potwierdzi. Otóż często jest odwrotnie. Z czego się cieszę oczywiście.-uśmiecha się lekarz.
-My też,  proszę wierzyć na słowo.-Mark uśmiecha się po czym ściska dłoń mężczyźnie.  Seba tez to robi mówiąc jedynie.-Dziękuję.  Wychodzą.  Sebastian nic nie mówi,  po prostu idzie w stronę drzwi wyjściowych.  Chce jak najszybciej opuścić to miejsce. Nie chce nigdy więcej tu wracać.  Nigdy.
-Seba...-woła za nim jego partner, bo nie może nadążyć.  Jednak ten nie zwalnia. Zatrzymuje się dopiero przy samochodzie. Tam dogania go Mark. 
-Hej.-mówi patrząc na swoją drugą połowę.  -Seba...-dotyka jego ramienia. A ten w końcu patrzy na niego. 
-Boje się cieszyć.-mówi młodszy.- Powiedz, że się nie przesłyszałem. -prosi.-On powiedział, że...
-Wynik jest negatywny.-kończy zdanie starszy.-Wszystko będzie dobrze. Już po wszystkim Sebastian.-uśmiecha się a potem przytula partnera.-Wszystko w porządku.  Już dobrze.-szepcze gładzac dłonią plecy kochanka. 
***
Natalie nie jest zadowolona kolejna sesja. To już trzecia, zawsze kończyło się na jednej góra dwóch.  To nie tak,ze nie kibicuje Marco i Marcelowi. Marco firmuje swoim nazwiskiem linie ubrań. Na początku to miało być raz i w ramach zabawy. Szybko jednak okazało się, że ubrania się sprzedają wiec pomysł przerodził się w coś długodystansowego. I wszystko było w porządku do pewnego momentu.
-Mam dziwne wrażenie,  że jesteś na mnie zła.-mówi chłopak do swojej żony. Natalie nie reaguje, po prostu nadal czyta książkę. 
-Nat mowie do ciebie.-próbuje Marco.
-Słucham. -malarka spogląda na niego.
-Jesteś na mnie zła?-tym razem nie stwierdza, a pyta.
-Ależ z jakiego powodu miałabym być zła?-pyta brunetka z odrobiną sarkazmu w głosie. 
-Nie lubię gdy jesteś taka. Nie podoba mi się ton w jakim do mnie teraz mówisz. -mówi piłkarz. 
-Mnie też wiele rzeczy się nie podoba, ale muszę się na nie godzić. -odpowiada Natalie.
-Jakie na przykład?
-Nie ważne.-kwituje malarka po czym wstaje i na zamiar opuścić salon. Marco jednak zatrzymuje ja łapiąc ja za rękę.
-Chcę abyś wyjaśniła mi o co ci chodzi Nat.-mówi jej.
-O co mi chodzi?-patrzy na niego z wyrzutem.-Chodzi mi o ta panią fotograf z którą współpracujecie,  a która bezczelnie ślini sie do ciebie. Podrywa cie i nawet się z tym nie kryje. A tobie to w ogóle nie przeszkadza, mam wręcz wrażenie,  że Ci się to podoba.-mówi dziewczyna. Marco patrzy przez chwile bez słowa w jej oczy. Dopiero potem się odzywa.
-Jeszcze zarzuć mi, że to działa w obydwie strony, że też z nią flirtuje.
-Nie wiem, ty mi powiedz?-patrzy mu w oczy.
Marco nic nie mówi.  Po prostu wychodzi z domu i jedzie na sesje. Nie rezygnuje. 
***
Natalie spędza popołudnie z Agnes. Zwierza się przyjaciółce ze swoich obaw. Mówi jej o zazdrości,  która odczuwa w stosunku do tej dziewczyny, która współpracuje z marka, stworzona przez Marco i Marcela. Agnes słucha i nic nie mówi.  Pozwala wyglądac się przyjaciółce. 
I dopiero kiedy ta milknie ona wyraża swoją opinię. 
-Kieruje tobą nieuzasadniona zazdrość.  Marco nie dał ci ani jednego powodu. Jeśli jej nawet podoba się twój mąż to nie ważne.  Bo on ciebie kocha,  jest nie z nią tylko z tobą, sypia z tobą,  z tobą ma dzieci. On już dawno wybrał i nie sądzę,  by coś się zmieniło.  Wiesz o tym doskonale Nat.-tłumaczy przyjaciółce agentka.
-Wiem, ale tak mnie to wkurza.-przyznaje.
-A jego wkurza twoja zazdrość.  Ty też byłabyś wkurzona gdyby on robił ci takie wymówki. 
-Pewnie tak. Wyszedł zły. 
-Wiec zadzwon do niego.
-Poczekam aż wróci.  
***
Sesja jest przyjemna pełna żartów i śmiechu.  Kaja praktycznie cały czas mówi robiąc zdjęcia,  a on nie może się powstrzymać przed śmiechem w głos.  Marcel również się śmieje,  a także Robin. Kiedy kończą dziewczyna zerkam jeszcze na fotki, pokazuje im kilka naprawdę świetnych ujęć, a potem zaprasza na kolacje do knajpy, która znajduje się niedaleko. Oczywiście zgadzają się i idą.  Marco uprzedza żonę, że wróci później. Nie dostaje żadnej wiadomości od niej, ale nie dzwoni. Nie chce być uparty, ale tym razem czuje się urażony słowami Natalie. 
Kolacja mija w podobnej atmosferze co całą sesja. Marco przypadło w udziale siedzieć obok pani fotograf. 
***
-Jestem głodna Ricky.-mówi Natalie.-Mam taką ochotę na nalesniki z jagodami...-marudzi kiedy idą ze sklepu z farbami.
-Myślę, że nie mogę pozwolić na to byś głosowała i jeszcze przy okazji głodziła fasolke.-mówi o dziecku, a ona na te słowa się uśmiecha.  Jest szczęśliwa na myśl o małżeństwie,  które za kilka miesięcy się urodzi. -Uwielbiam jak uśmiechasz się w ten sposób. -mówi jej przyjaciel.
-W jaki sposób?-pyta Natalie.
-W taki wyjątkowy.  Z taką czułością...
-Bo ciesze się, że za kilka miesięcy w naszym życiu zjawi się kolejne dziecko.-mówi mu.
-Wiem kochanie.-Ricky obejmuje ją wolnym ramieniem.-Ja cieszę się z wami. 
-Ale powiem ci, ze ja bym też bardzo się ucieszyła gdybyście wy ogłosili radosną nowinę.
-Kiedyś napełno.-przyznaję Ricky.-Coraz częściej o tym myślę.-dodaje.-Dziękuję.
-Za co?
-Ty jesteś sprawczynią większości dobrych rzeczy, które wydarzyły się w ciągu ostatnich lat. 
-Bzdury mówisz.
-Nie mówię. To prawda. Gdy Cię poznałem zranionym facetem, który nie zakładał nawet, że wszystko tak fantastycznie się poukłada.  I popatrz. Mam fantastyczną dziewczynę, która jest twoją najlepszą przyjaciółką, wyjątkowych przyjaciół,  odzyskałem rodziców, uwierz, że gdyby nie to, że mieszkasz w Dortmundzie to nigdy nie zdecydowałbym się wrócić. A o sytuacji z Markiem to już nie wspomnę...A znasz dobra wiadomość?  Agnes ci mówiła? -pyta.
-O czym?
-Seba jest zdrowy. Odebrali wyniki i jest z nim w porządku.-oznajmia z uśmiechem. 
-Świetna wiadomość. -cieszy się. 
-Prawda?
-No to odetchnęli z ulgą.
-Tak. Zasługują na spokój.  Seba jest fajnym kolesiem, zresztą Mark także.-mówi. 
-Mark musi być fajnym facetem, w końcu kiedyś go kochałes.-Nat zerkam na przyjaciela.-Nie zakochałbyś się w byle kim.-uśmiecha się malarka, wiec na jego twarzy pojawia się także uśmiech. Teraz, kiedy patrzy na ten czas spędzony z Markiem może myśleć o nim już bez pretensji. Może wspominać go miło, bo przecież ten związek to były same dobre chwile, miłe momenty głównie. Potem zdrada sprawiła, że myślał o tym z bólem.  Jednak teraz już tak nie myśli.  Bo on poszedł do przodu, Mark również. On jest szczęśliwy w związku z Agnes, wiąże z nią przyszłość, Mark jest pewien, że myśli w ten sam sposób o Sebastianie. Bo ich uczucie widać,  choć obydwaj się z nim nie obnosza. To po prostu można zobaczyć w ich spojrzeniach, gestach, choć dla kogoś kto nic o nich nie wie, kiedy są w towarzystwie ktoś mógłby pomyśleć,  że są przyjaciółmi. Bo obydwaj nie manifestują ostentacyjnie swoich uczuć.  Nie czują takiej potrzeby. Nie muszą.  Ta sfera jest i zawsze pozostanie ich sfera prywatną, niedostępna dla obcych. To co naprawdę ich łączy mogą dostrzec nieliczni. 
-Zawiesiłeś się. -mówi Natalie, a on spogląda na nią.
-Przepraszam.-mówi. - Wlozymy te farby do samochodu, a potem pójdziemy na te nalesniki co?-proponuje i jest pewien, że zna odpowiedź na swoje pytanie. Natalie oczywiście się uśmiecha. 
-To jest dobry pomysł, bo umieramy z głodu.-dotyka swojego jeszcze płaskiego brzuszka.
***
-Przepraszam, ale muszę lecieć.  Dostałem telefon, to ważne. -mówi Marcel.
-Zostań jeszcze moment.-namawia Kaja.
-Nie mogę,  sorry.
-Odwiozę cie. -mówi Robin, bo Marcel przecież przyjechał z nim.
-Dzięki.  Naprawdę przepraszam, ale to nagła sytuacja.
-Ale wszystko w porządku? -dopytuje blondyn 
-Tak, chodzi o pracę.  Nic złego,  ale muszę tam być. Także Kaja dzięki. Do następnego. -podaje jej dłoń. -Kasa najpóźniej za trzy dni pojawi się na twoim koncie.
-Dziękuję i polecam się na przyszłość.
-Uwierz będę miał to na uwadze. Dzięki i do zobaczenia.-żegnają się. A potem Marco zostaje sam z Kaja przy stoliku.
***
-Masz ochotę zjeść w środku czy wolisz na zewnątrz? -pyta dziennikarz kiedy zbliżają się do lokalu.
-Myślę, że wolę na świeżym powietrzu.-odpowiada.
-Super, myślę podobnie.-przyznaje chłopak.  Chwilę później prowadzeni przez mężczyznę, pracownika lokalu zostaje im przydzielony wolny stolik. Potem zamawiają. W oczekiwaniu na zamówienie Natalie mówi przyjacielowi, że musi porozmawiać z mezem ponieważ zdecydowanie potraktowała go zbyt ostro. Ricky śmieje się z niej, że jest zazdrośnicą, a ona przyznaje mu rację. Kelner przynosi zamówienia wiec jedzą. 
-Widzę, że apetyt dopisuje.-śmieje się Ricky.
-Są przepyszne.-chwali malarka.
-To prawda.-potwierdza dziennikarz, który solidarnie zamówił to samo co przyjaciółka.
***
Marco płaci za posiłek chociaż Kaja protestuje. Jednak on nie daje jej się przekonać.  Wstają i powoli zmierzają do wyjścia z lokalu. Po drodze piłkarz zostaje poproszony o kilka fotek na co się zgadza. Dziewczyna obserwuje wszystko z uśmiechem.  Potem wychodzą.  Na zewnątrz również zatrzymuje go kilka osób.  Oczywiście po raz kolejny zgadza się na zdjęcia oraz rozdaje kilka autografów. Kiedy nikt już nie chce fotki Kaja żegna się.
-Niestety muszę uciekać. -mówi spoglądając na zegarek.-Za 40 min mam sesje. A muszę jeszcze dojechać.-uśmiecha się.
-W takim razie dziękuję i za sesje i za mile towarzystwo.-Marco podaje jej dłoń,  ale ona przytula go po prostu po czym całuje w policzek. I być może przytula go znacznie dłużej niż powinna. I być może na oczach jego żony. 
***
Właściwie nie wie jak, ale kieliszek z sokiem ląduje na drewnianej podłodze i tłucze się, a krople soku rozpryskują się nie tylko na podłodze,  ale plamìą tez jej długą sukienkę.  Osoby siedzące przy sąsiednich stolikach patrzą na nich, Ricky oczywiście wstaje po czym każe jej się przesunąć, aby nie poraniła sobie stóp na których ma tylko sandały szkłem. Ale ona patrzy tylko w jedno miejsce. Marco również na nią patrzy, ponieważ zwrócił jego uwagę trzask tłoczonego szkła. I oczy Kai, która już zdążyła odkleić się od męża malarki również utkwione są w Nat. Ricky razem z kelnerem każą jej przesiąść się na inne krzesło wiec to robi.
-Bardzo przepraszam, nie wiem jak to się stało.-mamrocze przeprosiny Natalie.
-Nic się nie stało. Nie jest pani pierwsza ani ostatnia. Takie wypadki się zdarzają.-mówi przemiły kelner sprzątając.-Nic się pani nie stało?-dopytuje.
-Dziękuję.  Wszystko w porządku. -patrzy na niego a zaraz potem na zbliżającego się Marco.
-Przyniosę pani sok.-proponuje kelner.
-Dziękuję. 
Odchodzi, a zaraz za nim pojawia się jej mąż.  Ricky jest zaskoczony, nie widział go wcześniej. Marco przykuca przed żona.
-Nic Ci nie jest?-w jego oczach Natalie widzi troskę,  ale delikatny ślad szminki na jego policzku kłuje ją w oczy do tego stopnia, że czuje niechciane łzy. Postanawia jednak, że nie będzie płakać publicznie.  Wiec mruga i odwraca wzrok od Marco.
-Natalie...-mówi Marco.
-Przepraszam, muszę iść do toalety.-wstaje po czym odchodzi. Marco siada na wolnym krześle.
-No to teraz będę się musiał tłumaczyć.-wzdycha po czym mowi Ricky'emu co prawdopodobnie, a raczej na pewno widziała jego żona. A potem, kiedy wydaje mu się,  że Nat nie ma zbyt długo idzie za nią. Nie patrząc na to, że wchodzi do toalety dla pań po prostu otwiera drzwi i wchodzi. Nat jest tam, stoi przed lustrem i poprawia makijaż.  On wie dlaczego, przecież od razu zauważa jej zaczerwienione oczy. Nie jest szczęśliwy widząc ja w takim stanie. Przecież nie chce by płakała. Staje z boku, po czym odwraca ja do siebie przodem.
-Ona mnie przytuliła i pocałowała w policzek. Nie spodziewałem się tego. Nic mnie z nią nigdy nie łączyło,  ani nie czułem się w jakiś sposób oczarowany nią. Jest fajną, zabawną dziewczyną, ale nic poza tym. Nie musisz czuć się zagrożona w żaden sposób. A już na pewno nie powinnaś z jej powodu płakać.-dotyka palcami jej policzka i gładzi go delikatnie.-Kocham Cię. Bardzo. I nikt nigdy tego nie zmieni. Nikt nigdy ci mojej miłości nie zabierze. I może to nie jest odpowiednie miejsce na tłumaczenie ani wyznania, ale mam to gdzieś.  Nie chce bys po prostu martwila się tym ani jednej sekundy dłużej.-przytula ja a ona mu na to pozwala. Jej oczy szczypią więc pozwala łzom płynąć. --Jestem twój kochanie.-szepcze jej do ucha Marco.-Przepraszam.
***
Rozmawia przez telefon z mamą, która informuje go, że dzieci zasnęły oglądając bajkę wiec po prostu odwiozą je jutro. Zgadza się. Potem żegna się i rozłącza. Natalie wychodzi z łazienki. Ma rozpuszczone włosy, ma na sobie inną sukienkę, tym razem krótszą która idealnie podkreśla jej szczupłą figurę, oraz szczupłe nogi. Wyciąga dłoń w jej stronę więc ona podchodzi do niego po czym siada mu na kolanach.
-Dzieci zasnęły podczas oglądania bajki. Rodzice odwiozą je jutro. Kazałem je ucałować od nas.-mówi. 
-Dobrze.-zgadza się dziewczyna.-Ja też jestem zmęczona.-mówi. 
-Więc się położymy.-proponuje skrzydłowy.
-Dobrze. Pójdę się przebrać. 
-Dobrze. 
Chwilę później Nat leży w ramionach męża. Marco składa delikatne pocałunki to na jej ustach, to policzku to czole. A jedna z jego dłoni gładzi brzuszek Natalie.
-Kocham was.-wyznaje Marco.-I to się nigdy nie zmieni.-zapewnia ja.
-Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez ciebie.
-Nie próbuj sobie go wyobrażać, bo to niepotrzebne. Ja zawsze będę tutaj. Z tobą,  z wami.-zapewnia po raz kolejny.-Kocham ciebie i dzieci całym sobą. 
***
Hmm... pewnie zastanawiacie sie co się dzieje, że rozdziały są częściej?  Mam trochę czasu to pisze.  Niestety za pomocą tabletu, czego nie lubię,  ale niestety komputer zepsuty. Co myślicie o tym co się dzieje w opowiadaniu?

wtorek, 12 lipca 2016

38.Blizna...

Mario jest zmęczony,  bardzo zmęczony,  ale szczęśliwy jednocześnie.  Zadowoleni są tez jego koledzy z zespołu, trener, a także władze klubu i oczywiście kibice. Nie spodziewał się,  że tego wieczoru strzeli hattricka. To był wyjątkowy mecz. Mecz, podczas którego zgromadzeni na SIP mogli w nim zobaczyć dawnego błyskotliwego Mario. Mario pełnego pomysłów na grę,  Mario będącego dosłownie wszędzie,  dwojacego się aby wykreować akcje. To owocuje. Trzy bramki zdobyte przez niego są sowita zapłata. Wiwaty tłumów również.  I nawet ból uda nie jest w stanie mu tego zabrać.  Nic nie jest w stanie. 
-Poczekam na ciebie.-mówi Marco.
-Idź, ja musze zobaczyć się jeszcze z lekarzem i fizjoterapeuta. Nie czekaj, Nat czeka na Ciebie.
-Poczekamy razem z Emily.-upiera się. 
-Dobrze.-zgadza się odkładając ręcznik którym przed chwila wycierał sobie włosy. 
-Będzie mega siniec.-blondyn wskazuje na udo przyjaciela gdzie ten został brutalnie kopniety.
-Boli, ale to nic poważnego. Ważniejsze jest to, że strzeliłem trzy gole. To była bajka, Marco. Bajka.
-To była zasłużona nagroda za twoją prace. To był i jest Mario, na którego czekali kibice i my czekaliśmy. Zasłużyłes na każdą sekundę triumfu w tym meczu.-mówi mu przyjaciel.-Popatrz co udało Ci się osiągnąć.  Poradziłes sobie, podniosłes się,  walczyles o siebie i Spójrz,  udało się. -patrzy na niego.
-To prawda. Jestem znów tam gdzie powinienem być.  
-Ann byłaby dumna, jest dumna. Zawsze w ciebie wierzyla, zawsze wspierała. 
-Chciałbym by mogła to zobaczyć,  ale przecież to niemożliwe. 
-Niedlugo jej małą kopia będzie przytulać cie po meczu. Już całkiem niedługo. -Marco klepie przyjaciela po plecach.-A dziś dostaniesz uścisk od mojej żony i Emily, do których idę.  Czekamy na ciebie.
***
-Był niesamowity.-mówi Emily.-Zasłużył na to co się dziś wydarzyło. 
-Zasłużył na jeszcze więcej.  To wszystko przed nim. Całe życie przed nim. Jeszcze wiele łez szczęścia wciśnie z oczu kibiców.-uśmiecha się Natalie.
-Jestem pewna, że tak.-mówi blondynka po czym zauważa idącego Marco. Emily wita się z nim i przytula go gratulujac dwóch asyst. A potem Marco przytula się do żony. 
-Byliście wspaniali. Najlepsi.-mówi mu Nat.
-Dzięki. -odpowiada piłkarz po czyz delikatnie całuje usta żony. -Mario zaraz przyjdzie. Ma go zobaczyć lekarz i fizjoterapeuta.
-Coś się stało? -pyta natychmiast Emily.
-Boli go udo. Niby ma być w porządku,  to chyba obicie, ale chcieli go jeszcze raz zobaczyć. Będzie mega siniak.
***
-Burczy ci w brzuchu.-mówi Emily uśmiechając się.
-Jestem głodny. Chętnie zaprosiłbym cie teraz na kolacje, ale tak naprawdę to nie chce pozować do zdjęć ani rozdawać autografów,  a nie chce być tez niemiły i odmawiać. -tłumaczy. 
-To może przygotuje coś lekkiego i zjemy w domu?-proponuje dziewczyna.
-A może zamówimy coś do domu? Gotujesz świetnie,  ale nie chce bys teraz musiała się zajmować gotowaniem. Zaprosiłem cie na mecz. Cały czas zajmujesz się moim dzieckiem, coś robisz wiec chce bys chociaż raz mogła po prostu być gościem. -mówi jej.- Dobrze? 
-Dobrze.
***
Sebastian rozgląda się dookoła. W restauracji jest mnóstwo osób.  Nie miał ochoty wychodzić,  ale nie chciał tez sprawić przykrości Markowi, który zaplanował ten wieczór. 
-Zdecydowałeś juz na co masz ochotę? -pyta Mark.
-Ty wybierz proszę. -odpowiada.
Wiec wybiera i zamawia dla obydwu. Kiedy kelner odchodzi mężczyzna spogląda badawczo na partnera. Seba znów jest cichy. Jednak nie mówi o rozstaniu. Nie odsuwa się również.  Właściwie to poszło to w druga stronę.  Jest blisko kiedy tylko może,  bo w niektórych momentach jest też sam, kiedy Marka nie ma.
-Jeśli nie chcesz tu być to możemy wyjść. -mówi starszy.-Nie chce bys sie do czegokolwiek zmuszał. Twoje dobre samopoczucie jest dla mnie ważne.  Jest dla mnie ważne to czego chcesz.-powtarza.
-Zawsze było. -mówi młodszy. -To właśnie w tobie uwielbiam.  Wiele rzeczy, ale to jest jedna z ulubionych. Przy tobie czułem się wolny i ważny. 
-Czułes? Czas przeszły...
-Czuje nadal... 
-Teraz lepiej.-uśmiecha się Mark.
-Nawet wtedy gdy się klocili smycze,  nie czułem się nigdy stlamszony. 
-Bo ja nie chciałbym tak się czuć i nie chce by ktoś mi bliski czuł się tak przeze mnie. Ten związek tak nie działał i nie będzie działać. 
-Ciesze się,  że tak mówisz. 
-Mówie to od dawna.
-Widzisz mam nie do końca dobre doświadczenia wiec myślę,  że po prostu muszę dojrzeć do tego by uwierzyć, iż tak już będzie.  
-Wiem, dom...
-Tak. W moim domu generalnie czułem się gorszy. Często.  Najczęściej.  Zresztą potem było gorzej, kiedy doszedłem do tego, że nigdy nie spełnię oczekiwań.-przyznaje spoglądając na Marka smutno. Widzi, że ten coś chce powiedzieć wiec przerywa mu.-To w porządku.  Nie zdołuję się jeszcze bardziej.
-Zdołujesz. To niepotrzebne. 
-Potrzebne, tylko z tobą chce o tym rozmawiać. 
-W porządku.  Słucham. 
-Bardzo długo nie pozwalałem sobie na to, aby dać sobie szansę. By być szczęśliwym. Zresztą wiesz jak było, mówiłem Ci. Zresztą nie mam pojęcia co byłoby gdybyś został z Ricky'm. Wtedy nigdy byśmy się nie poznali. Już nie mowie o byciu razem. Byłbym inną osobą. Dużo nauczyłem się będąc z tobą.O sobie. O tym jak może być, jak chciałbym by było. I o szczerości i lojalności.- mówi, ale przerywa bo idzie kelner. Podaje potrawy, a potem się oddala.
-Wygląda pysznie.-mówi Seba.
-Zjemy i pójdziemy na spacer, co?-proponuje Mark.
-Dobrze.
-I porozmawiamy. Brakuje mi naszych rozmów.  
-Mnie też.  Przepraszam.
-To nie twoja wina...
***
Spędzają miło czas. Jedzenie, które zamówili jest przepyszne. Wino, które Mario otworzył również jest wyśmienite. Julie śpi. Kiedy wrócili juz spała. Mama piłkarza po tym jak się pojawili pojechała do domu. Nie chciała im przeszkadzać, choć nie powiedziała tego na głos. Nie szli do jadalni. Rozlozyli jedzenie na niziutkim stoliku w salonie a oni usadowili się na dywanie i po prostu zaczęli jeść. 
-Nie wiedziałem, że jestem aż tak głodny. -mówi Mario dokładając sobie jeszcze sałatki. 
-Nie dziwie się w końcu przez ponad 90 minut biegałes bez przerwy po boisku. Musisz nadrobić. 
-Jak zacznę się najadac na noc to będę miał boczki.-śmieje się. 
-Dobre sobie. Przy takiej ilości ruchu i treningów to nawet gdybyś chciał je mieć to nic z tego.-mówi blondynka.-Ja to co innego.
-Daj spokój,  masz świetna figurę. -protestuje piłkarz. 
-Kiedyś miałam,  teraz daleko mi do tego. Zero kondycji. 
-Nad kondycja można pracować.  To nic trudnego. Jest tyle form aktywności.-mówi. 
-Nie wszystko jest dla wszystkich Mario.
-Dlaczego tak mówisz?  -patrzy na nią. - Coś jest nie tak? Coś z twoim zdrowiem?
-Ja...
-Powiesz mi, proszę?-patrzy na nią. 
-Powiem, ale...- nie kończy ponieważ dzwoni jej telefon. To jej tato. Po zapewnieniach, że jest w porządku w końcu się rozlicza i ma zamiar odłożyć telefon, ale potrąca kieliszek który ląduje na jej bluzce. Mario podaje jej serwetke a potem wstaje, wyciąga dłoń i zabiera ją do łazienki. 
-Ściągnij bluzeczke, dam Ci coś swojego a ja trzeba zaprać.-mówi po czym wychodzi by przynieść jej swoją koszulkę. Robi to, o co ją poprosił. Ściąga bluzeczke. W samym biustonoszu stoi przed lustrem. Jej uwagę przykuwa blizna. Nie jest ładna, ale właściwie to nie uważa, by ją szpeciła. Przyzwyczaiła się do niej. Dotyka palcami blizny. 
***
Jest zaskoczony to lekko powiedziane. Może powinien zapytać,  ale drzwi były uchylone wiec odruchowo po prostu wszedł. 
-Przepraszam...-szepcze. To zwraca na niego uwagę Emily. Dziewczyna odruchowo odwraca się a potem zdaje sobie sprawę,  że przecież jest tylko w biustonoszu. Zdaje sobie sprawę,  że on zobaczył. Bierze od niego koszule, która przyniosl. Jest miękka w dotyku, miła. Ubiera ja na siebie, a potem zaczyna zapisać guziki. Mario podchodzi, staje przed nią po czym zatrzymuje ja kładąc swoje obydwie dłonie na jej. Spomiędzy połów koszuli widać czerwona bliznę. 
-Emi...-mówi patrząc na nią. Potem czuje delikatny dotyk jego ciepłych palców.  Mario bardzo delikatnie dotyka tego miejsca. -Porozmawiasz ze mną? -pyta.-Opowiesz mi o tym?
Potwierdzeniem jest kiwniecie głową.  Potem Mario przytula ja. 
***
-Dziękuję za pyszna kolacje.-mówi Sebastian kiedy spacerują juz alejka. Mówi to już po raz kolejny.
-Lubię z tobą wychodzić. -mówi jego partner.
-Ja też,  choć może ostatnio to wyglądało zgoła inaczej.
-Wszystko wróci do normy.
-Nie wiem czy wróci...
-To zależy od nas. Od ciebie... Czy chcesz.
-Chce. Bardzo chce. Ale to wszystko tak mnie dołuje. Boje się.  
-To naturalne ale musimy z tym żyć.  Poradzić sobie. Stawić temu czoła.  Jeśli będziemy musieli żyć z wirusem, damy sobie rade. Obydwaj. Nie chce bys przechodził przez wszystko sam. Możemy mieć wszystko co chcemy pomimo choroby. Możemy dobrze żyć Seba. Tak jak do tej pory. Możemy zmienić mieszkanie tak jak planowaliśmy, możesz starać się o te prace, której tak pragniesz. I chciales psa.
-Tak, ale potem stwierdziliśmy, że nie ma nas w domu ciągle...
-Będę pracował mniej.-mówi Mark.-Nie miałem Ci teraz mówić,  to miała być niespodzianka.  Miałem poszukać mieszkania, w dobrej lokalizacji, takiego jakie sobie wymarzylismy. Wybrać kilka ofert i wtedy cie zabrać żebyś wybrał ze mną.  
-I co?
-Nie dałem rady, bo ważniejsze było to co się z tobą dzieje.  Wiec poszukamy razem. Może jak wrócimy. -proponuje.
-Jutro.-mówi Seba.-Po powrocie chce po prostu być z Tobą.  Nie chce nic robić,  wszystko może poczekać.  Chce po prostu przytulic się do ciebie i zasnąć. 
-TO miła perspektywa.-uśmiecha się Mark.
***
Siedzą na dywanie oparci plecami o sofę.  Na stoliku stoją dwa kieliszki wypełnione winem. W łazience nie pytał, a ona nie powiedziała. 
-Ta blizna, która zobaczyłes jest po operacji.-mówi.-Miałam przeszczep Mario. Przeszczep serca.-mówi dokładniej patrząc mu w oczy. Jest zaskoczony. Nie wiedział.  Nie przypuszczał. 
-Ale już jest wszystko w porządku,  prawda?-dopytuje.
-Tak. Jest dobrze, ale zanim dojdę do tego co było przed tym jak zachorowałam musi minąć sporo czasu...-mówi. Mario słucha, chłonie każde słowo,  które pada a ust Emily. Słucha jak to się stało,  że trafiła do szpitala, co przeżywali jak pojawiła się diagnoza. Słucha o jej pobytach szpitalu, a potem o tym jak stal się on jej drugim domem. Słucha o jej marzeniach wyjścia na spacer czy pobytu nad morzem. Słyszy o tym jak marzyła,  by znów być na tyle silna by wyjść na spacer z przyjaciółmi czy po prostu wrócić na uczelnie. I o bólu, jaki obserwowała w oczach rodziców.  Mówi o tym jak każdego wieczoru żegnała się z bliskimi, choć nigdy nie mowila o pożegnaniu. I o jej radości kiedy następnego ranka otwierała oczy zdając sobie sprawę, że ofiarowano jej kolejny dzień.  A potem wspomina dzień, kiedy lekarz oznajmił im, że dostała szanse, że jest serce. 
-Dostałam w prezencie nowe życie,  Mario.-mówi wybierając policzek, bo oczywiście nadal nie może mówić o tym bez wzruszeń.  Ale nie tylko jej policzek jest wilgotny. Mężczyzna, który siedzi naprzeciwko niej i trzyma jej dłoń tez jest wzruszony. Bo choć to smutna historia pełna bólu,  to jednak z happy endem. 
-Dostałaś.-przyznaję. -Bardzo się ciesze z tego powodu,  Emi.
-Musze Ci jeszcze o czymś powiedzieć. -mówi mu.-W szpitalu poznałam Twoja żonę.-stwierdza, a on zamiera.-To był przypadek, że się spotkałyśmy, ale cieszę się,  że tak się stało.  Ślicznie wyglądała w ciąży. Promieniała. Rozmawiałyśmy chwile o mnie, bo usłyszała,  że jestem na liście i oczekuje na przeszczep. Wtedy jeszcze nie mieszkałam w szpitalu. To było miłe spotkanie. Zarządzenie losu.
-Dzięki któremu tak bardzo pragnęła założyć fundacje.-stwierdza piłkarz. -Ty musiałaś być osoba, o której mi mówiła.  Opowiadała mi o tym. Nie musiała mnie długo namawiac, ale odlozylismy to w czasie, bo chciałem,  żeby czas ciąży przeżyła spokojnie a nie na bieganiu i załatwianiu formalności.-mówi szatyn.
-Nie znałam jej właściwie,  ale wiem, że byłeś mężem wyjątkowo cieplej osoby. I wrażliwej.  
-Byłem. I tak jak w tobie bije serce kogoś innego, tak jej serce tez dla kogoś bije. Bo doszło do przeszczepu Emily. Pobrano organy. Nie wiem kim sa te osoby, ale cieszę,  się że mogła komuś uratować życie w momencie gdy jej gasło. I jakkolwiek mocno boli jej nieobecność to jestem szczęśliwy,  że jej wola została wypełniona. Wtedy rozmowa o tym pomimo wszystko, pomimo deklaracji, że tak będzie to był okropny ból.  Ale nie mogłem postąpić inaczej. 
-Julie kiedy zrozumie będzie z Was bardzo dumna. 
-Być może.  Nie chciałbym jednak przechodzić przez to drugi raz. Przepraszam.-bierze głęboki oddech.
-Wiem, wiem Mario. 
Chłopak przytula ja do siebie i nie puszcza. Nie spodziewał się,  że tak zakończą ten wieczór.  Ale cieszy się,  że wie. A potem kiedy wypuszcza ja w końcu z ramion przygląda jej się chwilę po czym mowi:
-Nie wyobrażam sobie fundacji bez ciebie Emily.
-A ja marze o staniu się jej częścią. 
***