czwartek, 25 sierpnia 2016

Nie potrafię reklamować tego co robię. Niestety. Jednak spróbuję teraz to zrobić.
Pewnie niektórzy z Was wiedzą, iż nie piszę tylko o piłce. I są miejsca w których możecie się o tym przekonać.
Historia Samanty i Maxymiliana zasługuje choć na małą chwilę Waszej uwagi. Kiedyś już ją publikowałam, ale schowałam tamtego bloga, by zacząć po raz kolejny, niejako od nowa. I tak oto wracam po długiej nieobecności, by przedstawić Wam ją jeszcze raz. Będą modyfikacje, więcej scen, być może będzie trochę podobnie, a może i inaczej. Przekonajcie się sami ;)
Jeśli lubisz moje historie, mój styl i nie cenisz mnie tylko za opowiadania z piłkarzami w rolach głównych, to serdecznie Cię zapraszam: http://the-secrets-of-the-heart.blogspot.com/

piątek, 19 sierpnia 2016

44.Inna kobieta.

Piłkarze przygotowują się do nowego sezonu. Najpierw Mario leci na obóz i nie ma go dwa tygodnie prawie, wtedy pojawia się u Julie pomimo tego, że małą zajmują się rodzice piłkarza.  Jednak wiedzą doskonale, że dziewczynka uwielbia swoją nianie wiec nie pozbawiają jej towarzystwa dziewczyny. A potem piłkarze wracają z obozu ale również dużo trenują wiec Mario dużo nie ma w domu. Rozgrywają mecze sparingowe na których jest w większości.  Nie sama, a z Natalie, Ricky'm i Agnes. Zawsze kibicują.
To nie dzieje się nagle, bo kiedy ona się pojawia, Emily jest pewna, że to trwa dłużej.  Piękna,  zgrabna blondynka, zapatrzona w Mario. To widać na pierwszy rzut oka, nie trzeba nawet dobrze patrzeć. Sandra. Poznają ja po jednym z meczów. Jest stażystka dietetykiem. Współpracuje z klubowa panią dietetyk. I już wiadomo skąd zna piłkarza.  Jest miła,  sprawia wrażenie bardzo otwartej i sympatycznej osoby. To wrażenie zmienia się przynajmniej w mniemaniu Emily, kiedy Mario przedstawia ja dziewczynie.
-A to jest Emily.Emily-Sandra.-przedstawia je sobie. Dziewczyna wyciąga dłoń,  wiec Emily podaje jej swoją. 
-Niania tak?-pyta dziewczyna spoglądając na Mario.
-Moja przyjaciółka. -prostuje Mario spoglądając przepraszająco na Emily. 
-Masz rację,  jestem niania córki Mario.-mówi dziewczyna.
-Mario mówił, że Julie cie bardzo lubi.-zwraca się do niej nowa znajoma piłkarza. -Jest słodka prawda?
-Tak, Julie jest niesamowita dziewczynka.
-Nie mogę się doczekać aż ja poznam.-odwraca się w stronę piłkarza.  A on patrzy na przyjaciół. I jest niezręcznie,  bo Sandra do tej pory nigdy tak się nie zachowywała.  
-Miło było Cię poznać Sandra,  ale muszę już iść. -mówi Emily. Spogląda jeszcze na Mario po czym uśmiecha się i mówi- Gratuluję pięknego gola.-mówi po czym po prostu całuje go w policzek tak jak Natalie, Agnes i Ricky'ego.
-Nie wracasz z nami?-dopytuje przyjaciel.
-Nie, dziękuję. Do zobaczenia.-żegna się. 
-Nie pójdziesz z nami na kolacje?-dopytuje szatyn.
-Nie. Mam inne plany.-odpowiada.
***
Kolacja przebiega w dość milej atmosferze. Jest też Marco, który widzi, że Natalie obserwuje Sandrę. Zresztą tak jak Agnes.  I jest pewien, że kiedy wrócą do domu to odbędą rozmowę na jej temat.
***
Dziwi ja, kiedy znajduje swoją córkę na tarasie. Była bowiem pewna, że tak jak zwykle po meczu wróci później.  Wszakże przeważnie świętowali wygrana kolacją. Jednak tego wieczoru tak nie jest. Pyta, ale Emily nic jej nie mówi.  Wydaje się, że wszystko jest w porządku,  ale Alice wie, iż coś się wydarzyło.  Jej córka jest inna, za cicha. Ale nie pyta.  
***
Dzieje się tak jak założył.  Po powrocie do domu Natalie wypytuje o Sandra wiec odpowiada na jej pytania. Od kiedy jest w klubie, na ile ma umowę,  jaką jest. Mówi jej swoje odczucia. Myśli, że jest w porządku.  Bo do tej pory była. Poznał ja od tej dobrej strony, choć zauważył zmianę jej zachowania tego wieczoru. Wszyscy zauważyli. 
-Ona się Mario podoba, tak?-dopytuje.
-On ja polubił,  nie mówił czy mu się podoba czy nie. Ja nie pytałem.  On nie jest gotowy się wiązać wiec nie przejmuje się tym, że ona patrzy na niego tak, jakby miała ochotę go zjeść.-tłumaczy. 
-No właśnie... Do tego zachowuje się momentami jakby on był z nią,  jest zaborcza...
-Mario wie co robić.  Nie jest małym chłopcem. 
-Wiem, ale nie podobało mi się jak postąpiła z Emily. Ona jest niania Julie, ale Sandra to tak powiedziała... dziwnie to zabrzmiało...
-Wiem, Mario tez wie i myślę,  że już jej na to nie pozwoli...
-Boje się,  że ona go oczaruje.
-Proszę Cię kochanie. Zaufaj mu.
***
Odwozi ja do domu. Sandra ciągle mówi a on jej słucha.  Polubił ja, choć dzisiejszego wieczoru zauważył zmianę w jej zachowaniu. Jednak nie pyta o to, postanawia zobaczyć jak będzie dalej. Więc kiedy są pod domem piłkarz wyłącza silnik. Wysiada i odprowadza ja pod bramę. 
-Wejdziesz?-pyta.
-Wracam do córeczki.-odpowiada.
-Dziękuję za miły wieczór. -uśmiecha się Sandra.
-Ja również.-odpowiada. -I Sandro...-zwraca się do dziewczyny, a ona spogląda na niego z zaciekawieniem.-Emily nie jest tylko niania mojej córki.  Jest moja przyjaciółka.  Jest częścią mojego życia i nią będzie. To co powiedziałaś... to w jaki sposób zaznaczyłaś, że jest nianią... Nie podobało mi się to... I bardzo cie proszę,  abyś już tak nie robiła. -mówi. 
-Przecież...
-Nie mów tak więcej. -ponawia prośbę. 
-Dobrze, przepraszam.-mówi dziewczyna.
-Dobranoc.-żegna się z nią. 
-Dobranoc.-odpowiada. I kiedy on już ma odejść to ona go woła. 
-Mario...
-Tak?-patrzy na nią,  a ona wtedy go całuje.  I nie jest to całuski,  a prawdziwy pocałunek. I on w pierwszym momencie go oddaje. A potem odsuwa się i odchodzi.  
***
Już prawie zasypia kiedy słyszy dźwięk przychodzącej wiadomości. To sms. Od Mario. Otwiera.
"Przepraszam. Jesteś kimś znacznie więcej dla mnie i Jull niż tylko jej nianią."
Odpisuje.
"Chciałabym być kimś więcej."-nie wysyła tej wiadomości.  Nie odpowiada na smsa.
***
Czeka na Emily, która tego ranka się wyjątkowo spóźnia, choć zawsze jest punktualna. Nie może się też do niej dodzwonić.  I kiedy spóźnia się już pół godziny zaczyna się martwić.  Wiec dzwoni do Alice, ale ona nic nie wie, gdyż wcześnie rano wyszła do kliniki w której ma konsultacje. Rozłącza się kiedy słyszy odgłos silnika samochodowego. Wychodzi do drzwi i otwiera. To Emily, ale nie jest jak zawsze uśmiechnięta a raczej zła. 
-Cześć, martwiłem się.-mówi do niej.
-Już jestem więc możesz jechać. -odpowiada dziewczyna automatycznie. 
-Emi...
-Spóźnisz się na trening.-mówi odkładając torebkę i podchodząc do bawiącej się klockami Julie.-Cześć dziewczynko.-całuje jej czoło.
-Emi...-piszczy mała pokazując jej klocki.-Jull bawi.-mówi. 
-Widzę. Ślicznie. -chwali ją. Mario obserwuje je.
-No dobra to nie będę przeszkadzać. Będę za jakieś trzy godziny.-uprzedza.
-Dobrze. Zrobiłeś zakupy?-pyta jeszcze.
-Kupiłem wszystko co napisałaś na kartce.-odpowiada.
-Dobrze. Jull upieczemy ciasteczka.-uśmiecha się do dziewczynki. I małą się cieszy. Mario wychodzi jednak nie wsiada do auta kiedy widzi rysę na samochodzie Emily. Dodatkowo obok światła jest wgniecenie. Wraca do domu. Emily jest w kuchni, Julie siedzi na swoim krzesełku i zajada krakersa.
-Co się stało Emily?-pyta po prostu.
-Nie rozumiem?
-Twój samochód ma wgniecenie i rysę.-tłumaczy. 
-Nic, po prostu gość wycofywał i nie popatrzył. -odpowiada.-Dlatego się spóźniłam bo oczywiście nie mogłam się z nim dogadać. 
Mario podchodzi bliżej.  Lustruje ja wzrokiem.
-Nic Ci nie jest?-pyta obserwując ja uważnie. 
-Nic mi się nie stało tylko boli mnie szyja bo szarpnęło.  -pada odpowiedź. On po prostu ją przytula. Mocno.
-Na pewno nic co się nie stało? -dopytuje jeszcze raz.
-Na pewno.-uspokaja. -Jedz już bo będziesz spóźniony. 
-Jadę.  Jeśli coś by się działo...
-To na pewno zadzwonię do kogoś, kto odbierze, ale nie do ciebie ponieważ na treningu nie masz przy sobie telefonu.-mówi. Mario uśmiecha się i całuje ja w czoło. 
-Będę zaraz po treningu.-zapewnia ją. 
-W porządku,  nie musisz się spieszyć. Zajmę się Julie.
-Będę zaraz po treningu.-powtarza.
-Dobrze.
***
Trening kończy się,  więc idzie do szatni a potem bierze prysznic.  Kiedy jest już ubrany wychodzi razem z Marco. Po drodze spotykają Sandrę. Widać,  że dziewczyna ma ochotę na pogawędkę i jest rozczarowana, gdy Mario mówi jej, że musi wracać do córeczki. Jednak nic nie mówi. Mario milczy całą drogę na parking. W końcu przy samochodzie przyjaciela mówi nagle.
-Sandra mnie wczoraj pocałowała. -wyrzuca z siebie. A Marco zatrzymuje się,  bo miał zamiar właśnie wrzucić torbę do samochodu. Patrzy na przyjaciela .
-I jak było? -pyta w końcu. 
-Zaskoczyła mnie...
-Ale chyba było miło prawda? -dopytuje blondyn. Nie ma odpowiedzi.-Oddałeś pocałunek? 
-Najpierw tak.-pada odpowiedź. -A potem się odsunąłem. To nie były usta Ann...-mówi patrząc na Marco.-Nie jestem gotowy.-stwierdza.
-Może nie, albo to nie były usta właściwej osoby.-kwituje starszy.-Coś ci powiem... Sandra jest w ciebie zapatrzona. Bardzo. Mam nadzieje, ze to widzisz. Bo wszyscy widzą...
-Nie jesteśmy para i nie będziemy. 
-Tego nie wiesz. Natomiast lepiej byś nie robił jej żmudnych nadziei jeśli tego nie czujesz. Bo ona jest tobą zauroczona.  Pytanie czy byłaby zauroczona życiem z Tobą i Julie, która wymaga opieki.
-Marco...
-Nie jesteś małym dzieckiem, wiem. -dopowiada za młodszego. 
-Jadę do domu do mojej córeczki.
-Jest z Emily?
-Tak. Do zobaczenia.
***
Mario wraca w momencie w którym ona wychodzi z pokoju Julie. Dziewczynka bowiem zasnęła podczas bajki, która jej czytała.  Więc niewiele się zastanawiając przykryła ją i wyszła. 
-Gdzie Jull?-pyta.
-Chciała bym jej przeczytała bajkę i zasnęła w trakcie.-odpowiada.-Upiekłyśmy ciasteczka.-uśmiecha się. 
-To się skuszę,  choć klubowa dietetyczka nie byłaby zachwycona. 
-No tak...-wzdycha Emily po czym idzie do kuchni. A on idzie za nią.  I chwilkę później je już trzecie ciastko. Ona również. 
-Sandra tez doradza Wam w sprawie żywienia? -pyta z ciekawości. 
-Raczej się uczy choć czasem coś fajnego wymyśli.  Myślę,  że dobrze wybrała zawód.  Będzie kiedyś dobra w tej dziedzinie.-chwali ją piłkarz. 
Emily nie mówi nic przygotowując herbatę. Mario obserwuje ja.
-Nie polubiłaś jej.-stwierdza.
-Skąd wiesz?
-Wiem. Nie znamy się od wczoraj.-mówi szatyn.
-Powiem ci prawdę. 
-Nic innego mnie nie interesuje.-patrzy na nią a ona się odwraca.
-W pierwszym momencie wydała mi się sympatyczna, ale kiedy zaznaczyła, że jestem tylko niania to nie zachowała się trochę nieładnie.  W sumie zaznaczyła,  że jesteś jej. Bez słów a jednak. To nie tak, że chce jej ciebie odebrać...
-Nie jestem jej.-patrzy na nią. -Nie jestem. Nie spotykamy się.  Spędziłem z nią trochę czasu, ale to nie randki. Wiesz, że nie jestem na to gotowy.
-Myślę,  że mógłbyś spróbować. -mówi mu.-Umówić się z kimś. 
-Pocałowała mnie.-wyrzuca z siebie, a ona nic już nie mówi. Patrzy na niego i czeka co powie dalej. A Mario patrzy na swoje dłonie. Nie patrzy na Emily.-Zaskoczyła mnie. Nie poczułem nic. Nic Emi.-spogląda na nią. - I nie chce by kolejny raz zrobiła to samo. 
-Mario...
-Ja wiem, że ona jest pewnie mną zauroczona. Marco tez to mówił. 
-Jest... Myślę,  że z biegiem czasu będzie liczyć na coś więcej. 
-Nie jestem gotowy.-mówi uparcie.
-Będziesz.  Daj sobie czas.-tłumaczy mu.-I następnym razem to ty pocałuj osobę,  która będziesz zauroczony.-żartuje, a on się uśmiecha.  
-Zawsze potrafisz mnie rozśmieszyć.-twierdzi piłkarz. 
-Nie znam cie od dziś. -używa tych samych słów co on. A potem po prostu podchodzi do niego blisko i go obejmuje.-Wszystko przyjdzie w swoim czasie. Ta osoba również się pojawi...
-A może już jest?-mówi Mario nie wiedząc,  jakie wrażenie te słowa robią na niej. I może tak chce los?
***
Spontan. Łapcie:)

niedziela, 14 sierpnia 2016

43. Przyjaźń?

To nie tak, że o tym nie myśli.  Myśli intensywnie. Może zbyt intensywnie. I być może dlatego nie dzwoni do Emily przez kilka dni od ich powrotu z wakacji, co jest dziwne.
***
-Emily jesteś ostatnio dziwnie wycofana.-mówi jej mama, właściwie mówi to, co obserwuje od kilku dni.
-Wszystko jest w porządku. -pada odpowiedź.  Nie satysfakcjonuje ona jednak Alice. 
-Nie idziesz do Julie?-pyta.
-Mario nie dzwonil, ani nie pisał wiec myślę, że nie potrzebuje pomocy przy opiece nad małą.-odpowiada Emily i Alice potwierdza swoje przypuszczenia. Jej córka tęskni za Julie, ale terapeutce wydaje się,  że tęskni nie tylko za dziewczynka, ale jej tęsknota jest skierowana również na jej ojca. I to nie tak, że nie spodziewała się,  że tak może się zdarzyć.  Ale też nie wie czy to dobrze. Podejrzewa, że nie. I to ją martwi.
***
Natalie maluje, ale tym razem nie jest zamknięta w swojej pracowni, jest w plenerze. Uwielbia malować na łonie natury, nieczęsto może sobie na to pozwolić, ten raz jest inny. I wyjątkowy.  Są nad jeziorem, ale nie w miejscu, gdzie jest tłum turystów, a z innej strony, gdzie znajdują się prywatne posesję.  Oni właśnie na jednej z nich, należącej do przyjaciół rodziny Marco, się znajdują. Nikt im nie przeszkadza. Nikt nie prosi o fotkę. Marco leży na boku, na kocu. Słońce nie grzeje jakoś mega mocno, ale jest ciepło i przyjemnie. Mężczyzna ma na oczach okulary dlatego Nat nie wie, czy patrzy na nią czy może juz zasnal. Pracuje. Maluje krajobraz.
-Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką znam.-mówi niespodziewanie Marco, a ona spogląda na niego i się uśmiecha.  Jej mąż często mówi jej takie słowa.  Adoruje ją i to nie słabnie. I to jest miłe, bardzo miłe. Słyszała różne historie typu:po ślubie powoli wkrada się rutyna, znikają zwyczaje przenoszenia kwiatów bez okazji itp. Jest szczęśliwa,  bo tak się nie dzieje. Oczywiście oni dbają, by tak się nie stało.  Pielęgnują uczucia. Podsycają je. 
-Mówię poważnie. -Marco znów się odzywa.-Jesteś moim ideałem-dodaje.
-Ideały nie istnieją Marco.-protestuje. I nagle odkłada sztalugę i zajmuje miejsce na kocu obok niego. On natychmiast opłata ja rękami i przyciąga do siebie.
-Tak bardzo Was kocham. Ciebie i nasze dzieci.-wyznaje piłkarz. -Mogę godzinami na was patrzeć. Mógłbym ciągle spędzać z Wami czas i to mi się nigdy nie znudzi, nie będę uciekać.  Bo kocham was najmocniej na świecie. Jesteś dla mnie wszystkim. I nasze dzieci również. 
***
Spotykają się przypadkiem w alejce parkowej. On jest na spacerze z Julie,  ona idzie w stronę parkingu na którym zostawiła samochód.  Chłopak juz z daleka ja rozpoznaje i się uśmiecha.  Ona odwzajemnia uśmiech. 
-Dzień dobry.-mówi pierwszy.
-Dzień dobry.-odpowiada.-Spacerujecie?-pyta kucając przed córeczką piłkarza.  Julie od razu uśmiecha się do niej, podchodzi bez wahania.  Lubi Alice i zna ją dobrze. Alice bierze ja na ręce,  po prostu nie może się oprzeć.  Mała jest po prostu wspaniała.  Kobieta ja uwielbia i traktuje jakby była jej wnuczką. Mario obserwuje tę scenę.  Uśmiecha się.  Jest naprawdę zadowolony, że Alice i Julie tak bardzo się lubią.  Bo  jego córeczka wybiera sobie ludzi, nie wszystkim ufa. 
-Emily się za Tobą stęskniła.-mówi w pewnym momencie terapeutka zwracając się do dziewczynki.
-Emi..-woła małą. -Cem... Emi...-spogląda na swojego ojca. A on na Alice.
-Kochanie, ja wiem, że chcesz zobaczyć Emily, ale ona tez potrzebuje trochę wolnego. Tatuś jest z tobą,  nie musi iść do pracy wiec nie ma potrzeby...
-Emi...-woła mała. Marszczy brwi zabawnie w tym momencie i Mario mógłby przysiąc, że to mimika Ann. Ona też tak robiła. I z jednej strony go to śmieszy, a z drugiej wie, iż coreczka nie odpuści.  
-Patrzę na ciebie w tym momencie i widzę twoja mamę. -zwraca się do niej.
-Ana...-piszczy dziewczynka.
-Tak. Mama Ann.-uśmiecha się biorąc ja od Alice, kiedy mała wyciąga ręce. -Tak samo Marszczenia brwi.-mówi do Alice.-I jest tak samo zdeterminowana.-dodaje.
-Emi...-powtarza dziewczynka.-Cem...-dodaje.
Mario spogląda na mamę Emily. Właściwie to miał zamiar wrócić do domu, ale w tej sytuacji juz nie wie.
-Co robi Emily?-pyta w końcu. 
-Jak wychodziłam z domu to czytała na tarasie.-pada odpowiedź. 
-Nie chce jej przeszkadzać,  ale Julie raczej nie odpuści.  Stęskniła się. -mówi. 
-Z tego co wiem to Emily tez się stęskniła wiec myślę,  że ucieszy się z odwiedzin.-mówi.-Jesteście zawsze mile widziani.
-Dobrze więc...Julie pojedziemy zobaczyć Emily.-mówi do małej, a ona się cieszy.
***
Książka jest naprawdę dobra. Już dawno zabierała się za to, aby wreszcie ja dokończyć, ale zawsze brakowało jej czasu. Kiedy praktycznie codziennie opiekowała się Julie nie miała czasu. Teraz ma go w nadmiarze. 
I jej myśli znów krążą wokół małej dziewczynki, która bardzo mocno pokochała oraz jej ojca. Przywykła do tego, że właściwie codziennie pojawia się w ich domu, teraz widzi, że za bardzo się przywiazała, przyzwyczaiła. Nie powinna. Przecież nie jest częścią ich życia.  To znaczy w pewnym sensie jest, ale nie w sposób w jaki być może chciałaby być.  Sama już nie wie. To nowa myśl. Bardzo świeża. Zdała sobie sprawę z pewnych rzeczy na wakacjach z Mario. Tego wieczoru kiedy siedziała w jego koszulce na plaży. Wtedy to do niej dotarło. Z nienacka ta myśl pojawiła się w jej głowie.  I została. I pojawiła się też kolejna. Ciągle jest. To myśl,  że jej pragnienie nigdy się nie spełni.  I to jest przygnębiające. 
***
W domu jest cicho wiec Alice wie gdzie znajdzie córkę.  I ma rację.  Emily jest na tarasie. W pozycji polsiedzacej czyta książkę.  A właściwie to książka spoczywa na jej kolanach a ona buja w obłokach. 
-Emily... masz gości. -mówi czym zyskuje uwagę swojej córki.  
-Gości? -jest zaskoczona. 
-Tak, właśnie zaparkowali na podjeździe. 
-Kto?-pyta.
-Sama zobaczysz.-mówi jej mama nie zdradzając kim są owi przybysze. Emily idzie do salonu chcąc wyglądnąć przez okno, ale nie dochodzi nawet w jego pobliże kiedy słyszy śmiech małej Julie i głos Mario. I pojawiaja się obydwoje razem z jej mama. I na jej twarzy pojawia się szczery, wielki uśmiech. Przykuca a Julie biegnie w jej stronę,  a kiedy już jest przy niej po prostu wiesza się jej na szyi. I to jest wyjątkowa chwila. Tęskniła za tym.
-Moja maleńka.-szepce, ale Mario słyszy te słowa.  I kiedy Emily podnosi wzrok spotyka wzrok Mario. I już wie, że za nim również teskniła . I już wie, że przepadła. Wie, że to nie będzie łatwe.
***
Obraz schnie, a oni leżą na kocu i wpatrują się w niebo. Rozmawiają prawie cały czas. Snują plany na przyszłość. I ten czas jest wspaniały. Bez pośpiechu delektują się swoją obecnością.  Wiedzą, że ich dzieci są bezpieczne, nie muszą się spieszyć, martwić.  Marco nie musi iść na trening, albo jechać na mecz, a ona nie musi za nim tęsknić.  Bo zawsze tęskni, nawet wtedy kiedy on wyjeżdża na trzy dni na mecz wyjazdowy. Ta miłość zawsze była silna, ale Natalie ma wrażenie,  że z dnia na dzień ich uczucie jeszcze bardziej się umacnia. Jeśli to w ogóle możliwe. 
Marco przekreca się na bok i kładzie dłoń na brzuchu żony. 
-Całkiem niedawno marzyłem o dziecku z tobą. Po cichu. Wtedy, kiedy byłaś niepewna, ale ja już wiedziałem,  że jesteś ta kobieta, która sobie wymarzyłem. Wtedy, kiedy się bałaś.  -mówi mężczyzna a ona się uśmiecha. -I popatrz... będziemy mieli już trzecie maleństwo.-głaszcze czule brzuszek swojej żony.- Nie mogę się doczekać.-wyznaje, a ona przekreca się na bok, tak, że leżą twarzami zwrócenie do siebie. Patrzy mu w oczy.
-Nie wiem czy miałabym to wszystko gdybym nie spotkała ciebie.-mówi mężowi. -I nie myślę o rzeczach materialnych, a o dzieciach. Wątpię, bym zdecydowała się na to z kimś innym.-wyznaje.
-Spotkałabyś innego faceta i na pewno...
-Nie Marco. Przede wszystkim nie szukałabym... Nie sądzę, że ktoś inny nawet gdyby się pojawił, to miałby do mnie tyle cierpliwości co ty. I wątpię, że potrafiłby mnie do siebie przekonać w sposób w jaki ty to zrobiłeś. Myślę, że gdyby nie los, który sprawił,  że spotkaliśmy się tej nocy, to pewnie do dzisiaj malowałabym w mojej samotni, organizowała wystawy, ale nie wpusciłabym do swojego świata żadnego mężczyzny. Do dziś zastanawiam się skąd wziales siłę i determinację by próbować do mnie dotrzeć.  
-Ja wiem skąd. -mówi piłkarz. -Z uczuć które we mnie obudziłaś.
- Ja się swoich bałam.
-Mnie też się bałaś...
-Wszystkiego się bałam. Ale przy tobie ten strach stopniowo znikał. -patrzy mu w oczy.-Pomogłes mi się uwolnić od wszystkich złych doświadczeń.  Sprawie,  że poszłam do przodu. Pomogłeś mi wyrzucić ze swojego życia mojego byłego męża. Tak się ciesze, ze cie mam.-wyznaje.
-Mam nadzieje, ze juz nigdy nie spotkamy tego człowieka.-mówi piłkarz myśląc o Robbie.
-Tez mam taką nadzieję. -przytula się do męża. -A nawet jeśli to ja już się nie boję.  Mam Ciebie.  Przy tobie jestem bezpieczna.-mówi ufnie wtulając  się w ciało Marco.
***
Odwiedziny kończą się tak, że zostają na kolacji. A po niej Julie również nie chce jechać do domu choć jest zmęczona i marudna. Wiec Emily proponuje, że pojedzie z nimi i położy małą spać,  a potem wróci do domu. Mario nie chce zawracać jej głowy,  ale w końcu Emily przekonuje go, że z chęcią to zrobi i ze to nie problem. Wiec jadą do domu Mario. I razem kąpią małą, razem bawią się z nią gumowymi kaczuszkami, które dziewczynka uwielbia, a potem razem układają ja do snu. Kiedy dziewczynka śpi Emily ma zamiar jechać do domu, ale Mario proponuje herbatę wiec się zgadza. Piją ją na tarasie. 
-Moja córka cie kocha Emily.-mówi w pewnym momencie piłkarz, a ona spogląda na niego.
-Jest do mnie jedynie przywiązana. -twierdzi dziewczyna.
-Nie, ona cie kocha i wiem co mówię.-stwierdza piłkarz patrząc na nią. 
-Ja też ją kocham Mario.-wyznaje szczerze.- Teskniłam za nią. -mówi.-Przywiazałam się do niej bardzo, może nawet bardziej niż powinnam.-jest szczera.
-Dlaczego tak na to patrzysz?-pada pytanie.
-Ponieważ teraz jestem potrzebna. Jej, bo potrzebuje opieki, Tobie bo potrzebujesz opiekunki.  Ale kiedyś nie będę wam juz potrzebna. I wtedy to może być bolesne.-mówi po prostu. 
-To nie tak...-protestuje Mario.
-Tak będzie...
-Emily,  nie wyobrażam sobie, byś mogła zniknąć z naszego życia. -mówi piłkarz. -Nie jesteś tylko niania mojej córeczki.  Jesteś moją przyjaciółka.  Myślę,  że mogę śmiało cie nią nazwać ponieważ tak cię traktuje. Jesteś bliska nie tylko Julie, ale także mi. I będziesz. Nie możemy cie stracić.  Za dużo dla nas znaczy szczęśliwego. -patrzy w oczy dziewczynie. A potem tak po prostu, zwyczajnie przysuwa się do niej i ja przytula.I być może piłkarz nachyla się i całuje ja w policzek. I być może ten całus jest bardzo, bardzo miły.  I być może nie ostatni...
***
Podoba się? 

środa, 10 sierpnia 2016

42."On nigdy nie będzie twoj."

Budzi się, przeciąga,  po czym zdaje sobie sprawę,  że jest sam w sypialni. Otwiera oczy po czym przekonuje się, że nie ma Sebastiana. To dziwne ponieważ na zegarze jest dość wczesna pora, a Sebastian jest śpiochem wiec tak bez powodu na pewno nie wstałby o tak wczesnej porze. Siada na łóżku po czym naciąga na siebie koszulkę i opuszcza pokój.  Znajduje swojego partnera w salonie, jest ciasno otulony kocem, jego twarz jest blada, a na czole lśnia kropelki potu. W dłoni chłopak trzyma kubek z herbata.
-Hej.-mówi Mark czym zyskuje uwagę swojej drugiej połowy. -Co się dzieje? -pyta siadając obok, przy okazji dotykając czoła kochanka, ale ono o dziwo jest chłodne. 
-W porządku,  po prostu nienajlepiej się czuje.-pada odpowiedź, a na twarzy Marka pojawia się grymas zmartwienia.
-Co ci jest?-dopytuje.
-Chyba jakiś wirus żołądkowy. Przejdzie. -Sebastian próbuje się uśmiechnąć, ale wychodzi jakiś grymas. 
-Jak bardzo cie meczy?-pada następne pytanie.
-Bardzo, spędziłem 3 godziny w łazience.-mówi po czym kaszle. Ma zmieniony głos wiec Mark domyśla się,  że wymiotował wiec ma podrażnione gardło. 
-Wziąłeś leki?
-Tak, ale zaraz je zwymiotowalem. 
-Zrobię ci orsalit.-proponuje Mark po czym wstaje i idzie do kuchni. Wraca z wodą w której rozpuścil orsalit.-Spróbuj pić to małymi łykami co chwile. Musisz się nawodnić.-podaje młodszemu kubek i siada obok. Sebastian upija mały łyk, po czym odstawia kubek na stolik. Jest mu zimno choć na dworze jest cieplutko. Szczelniej opatula się kocem, a Mark uśmiecha się czule. Obejmuje go ramieniem po czym przyciąga do siebie. Seba protestuje.
-Zaraże Cię. -marudzi. 
-To nieważne.-przytula go, a Seba juz się nie odsuwa. Jest mu dobrze kiedy jest blisko swojego partnera.-ZabI orędzie cie do sypialni hmm?-pyta.
-Nie, zostan tak jak jesteś.  Tak jest dobrze.-szepce młodszy z zamkniętymi oczyma. Chce mu się spać.  Myśli, że mógłby się przespać przez chwile. Odpływa. A Mark widząc to uśmiecha się z czułością. Palcami przeczesuje włosy kochanka.
-Mój skarbie...-szepce.
***
Emily towarzyszy mu, razem udają się do szpitala, do którego zabrano mężczyznę. W recepcji Mario próbuje się czegoś dowiedzieć, ale niespecjalnie chcą udzielić mu jakichkolwiek informacji. To wtedy Emily zauważa ratownika, który był w karetce. Zatrzymuje go przed drzwiami i pyta. Dowiadują się,  gdzie leży dziewczyna z wypadku. Udają się tam. I chwilę później,  kiedy zaglądają do pokoju ona zauważa ich:
-Cześć. -mówi Emily.-Czy możemy wejść? -pyta. Dziewczyna ich rozpoznaje. 
-Tak, oczywiście.  Proszę. -odpowiada wiec wchodzą.-Myślałam o Was.-mówi. 
-My też o Was myśleliśmy i jesteśmy. -uśmiecha się Mario. Emily siada na krzesełku,  a Mario stoi za nią. 
-Czy wszystko w porządku? -pyta.
-Tak, że mną i dzieckiem tak. Na szczęście. -uśmiecha się Katie, bo tak ma na imię.-Bałam się bo po przyjeździe do szpitala bolał mnie brzuch, ale wiem, że naszej coreczce kicha nie jest. Ma się dobrze.
-To dziewczynka?-pyta piłkarz uśmiechając się. 
-Tak, dziewczynka. Ann...-wyjawia imię jakie dostanie córeczką. 
-Ann?-Mario jest zaskoczony.
-Tak. Wybraliśmy imiona jeszcze jak staraliśmy się o dziecko. Chłopiec miał mieć na imię David, a dziewczynka Ann.-tłumaczy. Mario patrzy na to jak okrężnym ruchem dłoni gładzi swój duży brzuch.
-A jak się ma twoj partner?-pyta Emily widząc,  że Mario się zamyślił.
-Ethan bardzo ucierpiał, ale lekarz mówił,  że wróci do zdrowia. W karetce wrócił.-dziewczyna spogląda na Mario.-Dziękuję. -mówi patrząc na niego.
-Nie musisz dziękować...
-Muszę... Chcę...-jej oczy niebezpiecznie błyszczą. -Mogłeś przestać go reanimowac, kiedy nie było efektów. A ty robiłeś to aż do przyjazdu karetki, która jechała dłużej niż powinna, bo pierwsza wysłana miała wypadek. Lekarz powiedział, że gdybyś przestał on nie miałby szans.-mówi patrząc mu w oczy.-Uratowałeś mu życie. 
-Katie...
-Dzięki temu, że byłeś tak zdeterminowany Ann będzie miała tatę a ja nie zostanę z nią sama. Dziękuję.-mówi, a zaraz po tych słowach po jej policzku spływa pierwsza łza. A za nią kolejne. Mario nie zastanawia się długo.  Po prostu przechodzi z drugiej strony łóżka, siada na skraju po czym przytula dziewczynę. A Emily patrzy na te scenę i po raz kolejny przekonuje się o tym, że los stawia na jej drodze wyjątkowe osoby, że nic nie dzieje się przypadkowo. 
***
Budzi się nagle. Właściwie budzi go ból. Straszny ból. Zrywa się z łóżka. Budzi tym Marka. Zanim jednak ten zdąży zapytać co się dzieje, Sebastian znika w łazience. Mark wstaje po czym idzie do kuchni włączyć wodę.  Ma zamiar zrobić Sebie herbatę.  Jakieś 10 minut później, kiedy jego partner nie wraca puka do drzwi łazienki.  Słyszy szum wody wiec jest pewien, że jego facet bierze prysznic.  Wchodzi do łazienki. Jest tak jak myślał. Wychodzi, ale po chwili wraca z ubraniem dla Sebastiana. Kiedy chłopak wychodzi nie wygląda za dobrze. Jest blady.
-Lepiej?-pyta.
-Już mnie tak nie boli, ale nie zdążyłem dobiec, moja ulubiona koszulka ucierpiała i płytki,  ale już posprzatałem.
-Ubierz się,  zrobiłem Ci herbatę.-mówi Mark.-Jeśli będzie Cię nadal tak męczyć to pojedziemy do lekarza.
-Nie lubię lekarzy.-marudzi młodszy ubierając się. 
-Wiem, ale nie będziesz miał nic do powiedzenia. Nie będę patrzył bezczynnie jak cierpisz.
-Przejdzie mi.
-Oby. Jeśli nie będzie poprawy zabiorę cie do lekarza.-powtarza, a Seba nie kłóci się.  Wie, że Mark tak zrobi. I zrobi to z troski o niego.
***
Nie wychodzą tym razem do klubu. Znów zostają we dwoje ponieważ ich towarzysze postanowili spędzić wieczór na imprezie na plaży niedaleko. Oni woleli zostać.  I znów idą na spacer plaża. Księżyc świeci bardzo jasno, jego światło odbija się od tafli wody. Powiewa wiatr, który rozwiewa rozpuszczone włosy Emily.Mario obserwuje ja. A ona delektuje się tym wszystkim. Delektuje pięknym morzem, wieczorem i dobrym towarzystwem. Założyła długa zwiewna sukienkę, wiec teraz musi trzymać brzeg rękoma,  kiedy tylko chce zmoczyc stopy w morzu. A to chce robić cały czas.W końcu dół sukienki i tak jest mokry, ale właściwie hej to nie przeszkadza. Cały czas się uśmiecha. Mario również, przy Emily nie da się nie uśmiechać.  
-Ta sukienka nie była dobrym pomysłem. -mówi dziewczyna kiedy dół jest już naprawdę mokry. Siada na piasku, na ręczniki,  który ze sobą zabrali. -Ale nie chce wracać. Nawet tylko po to, aby się przebrać. Nie chce tracić czasu. Wkrótce wracamy do domu...
-Wiec ja zdejmij.-proponuje piłkarz. -Dam ci swoją koszulkę. -dodaje.
-Naprawdę? 
-Tak.-ściąga bokserkę. Emily zdejmuje sukienkę. Pod nią ma strój kąpielowy. Kilka sekund później jest ubrana w koszulkę Mario. Jest oczywiście sporo na nią za duża, ale nie przeszkadza jej to. Jako, że dekolt jest dość spory Mario dostrzega kawałek blizny, po operacji. Ona jakby się domyśla wiec zasłania to miejsce podciagajac koszulkę.  
-Nie rób tego.-jego dłoń dotyka jej dłoni.  Zabiera jej dłoń.  A potem opuszkami palców dotyka różowej blizny. Właściwie jej części. -Jesteś piękna Emily.-mówi patrząc jej w oczy. -Nie chowaj jej. Nie musisz. Nie chowaj przede mną. Jesteś piękna, a ona jest częścią ciebie. Tak jak to serce, które bije w twojej klatce piersiowej. Ona nie jest czymś czego powinnaś się wstydzić.-mówi jej. Ten moment jest wyjątkowy.  Emily koduje to wszystko, stara się zapamiętać każdy szczegół.  Stara się zapamiętać magię tego momentu. Spojrzenie Mario. Ton jego głosu. I ciepło płynące z jego słów.  Ona już od dawna wie, że spotkała kogoś naprawdę wyjątkowego.  Kogoś pełnego ciepła, troski, kogoś przy kim kobieta może czuć się bezpiecznie, wiernego. Kogoś,  kto niestety nie jest dla niej...
Widziona instynktem, a także magia tego miejsca i tego momentu linie do niego. Po prostu pochyla się i przytula do niego, a jego ramiona natychmiast ja oplatają. I Emily domyśla się co czuła Ann będąc w jego objęciach.  Domyśla się czego szukała.  Bo ona czuje to samo i szuka tego samego. I w tym momencie już wie, że być może znalazła to czego pragnęła. Być może czuje to jeszcze mocniej kiedy czuje jak piłkarz składa delikatny pocałunek na jej czole.  Opiekuńczy pocałunek. Niestety głos w jej głowie krzyczy: to nigdy nie będzie twoje! I czar pryska...
***
Podoba się? 



sobota, 30 lipca 2016

41.Urlop.

Emily jest bardzo cicha w drodze do domu Marco. Za cicha. Mario prowadzi, nie pyta dlaczego taka jest, zerka po prostu na nią od czasu do czasu.  W końcu,  kiedy zatrzymuje się na skrzyżowaniu, bo jest czerwone światło, przykrywa jej dłoń swoją.  Emily spogląda na niego i zauważa, że on badawczo jej się przygląda. Zna to spojrzenie, poznała go już na tyle, by wiedzieć,  że zauważył jej nastrój. Ogólnie to już nie raz przekonała się,  jak bardzo spostrzegawczy jest Mario. I bardzo opiekuńczy. Nie może powiedzieć,  iż jej to przeszkadza, ponieważ to bardzo miłe.
-Wszystko w porządku. -odpowiada na jego nieme pytanie.
-Nie sądzę, jesteś za cicha, ale nie będę cię męczyć. Po prostu jestem wiesz? Gdybyś potrzebowała jednak pogadać. -zapewnia ją choć ona o tym wie. Ich relacje trochę się zmieniły, jakby się zacieśniły, po rozmowie, w której wyznała, że była chora na serce i o operacji. Co nie jest czymś zaskakującym. Już wcześniej ich relacja była czymś więcej niż znajomością,  niż zależnością pracodawca-pracownik. Była serdeczna. Teraz jest bardziej skierowana w stronę przyjaźni.  Początku,  ale jednak przyjaźni. I to jest dobre, piękne.  Obydwoje tak myślą,  ona i on. 
-Wiem i dziękuję, ale naprawdę nic mi nie jest. Po prostu to spotkanie było dla mnie czymś nowym. Mówienie o tym co mnie spotkało, a raczej może tego, czego dane mi było doświadczyć jest dla mnie zupełnie czymś nowym, oczywiście rozmowa na ten temat w tak dużym gronie. Wiesz, ja cały czas jestem świadoma co otrzymałam, ale w takich momentach ta świadomość uderza ze zdwojoną siłą. -tłumaczy mu, a on rusza z miejsca, by kontynuować jazdę.  Oczywiście jego dłoń znajduje się teraz na drążku zmiany biegów. 
-Wiem o czym mówisz. -przyznaje Mario.-Wiesz ile razy mówiłem o tym wszystkim?-zerka na nią.-Z Marco, Nat, rodzicami, przyjaciółmi,z Twoja mamą... Ale w takich momentach jestem tam znów.  Obrazy wracają,świadomość tego, co się działo.  Uderza to w ciebie. Przytłacza często...-wyznaje.
-Właśnie o tym mówię...
***
Kolacja jest przepyszna, jedzą ją w przemiłym towarzystwie. Poruszają wiele tematów,  najbardziej interesuje ich spotkanie. Wiec Mario i Emily opowiadają. Mogą, mają czas, bo dzieci śpią.  Nie muszą ich doglądać. Nie muszą się spieszyć. I kiedy całość spotkania zostaje opowiedziana ze szczegółami, dziewczyny znikają w kuchni z naczyniami, a panowie choć z protestem zostają na swoich miejscach na tarasie. Rozmawiają. Panie również.  Temat zaczyna się niewinnie, Emily pyta Natalie o samopoczucie wiec ona opowiada o mdłościach, które miewa rano, o tym jak bardzo ich nie lubi, ale w jej przypadku są one nieodłączną częścią każdej ciąży więc po prostu twierdzi, że przywykła. Potem dzieli się z Emily tym jak bardzo się cieszy z faktu, iż po raz kolejny zostanie mamą. Mówi jej, że była zaskoczona nowiną, że nawet w jej głowie pojawiła  się  myśl,  iż nie jest gotowa na kolejne maleństwo,  wszakże mają już  z Marco dwie pociechy wymagające cały czas uwagi, a tu okazuje się,  iż będą musieli zająć się kolejnym maleństwem.  Jednak zdradza, że te obawy odeszły i jest naprawdę szczęśliwa.  Emily zresztą to widzi. Widzi tę radość w Natalie kiedy wypowiada te słowa.  I cieszy się z nią i tez kiedyś chciałaby być w jej sytuacji. I to w nią uderza.
-Cieszę się. -mówi do Nat.-Każde dziecko to dar, radość.-mówi. 
-To prawda. Są małymi cząstkami nas samych. Są owocami uczuć łączących kochających się ludzi. Są dopełnieniem miłości...
-To prawda. -zgadza się Emily patrząc na Natalie.-Wiesz zazdroszczę Ci...-wyznaje, a Natalie patrzy na nią.-Chciałabym kiedyś być tak szczęśliwa jak ty teraz.
-Będziesz. -mówi jej malarka.-Spotkasz mężczyznę,  którego pokochasz, a potem owocem waszej miłości będzie dziecko...
-To mało realne Natalie...
-To nie jest niemożliwe Emily. Przecież dobrze o tym wiesz.
-Boje się,  że dla mnie będzie.-mówi i ma zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale nic nie dodaje ponieważ w kuchni pojawiaja się panowie. I Mario nie umyka badawcze spojrzenie Nat skierowane w stronę Emily, ani smutek na twarzy przyjaciółki.  Ale nie pyta. Czeka.
***
Propozycja zostania na noc pada niespodziewanie, ale obydwoje po prostu się zgadzają.  Spędzają czas na tarasie z Nat i Marco wymieniając poglądy,  snując plany odnośnie fundacji i nie chce im się jechać do domu.Dlatego zostają.  Natalie przygotowuje im pościel w dwóch sąsiadujących ze sobą pokojach gościnnych,  jest już bardzo późno kiedy idą spać. Mario przenosi jeszcze Julie do swojego pokoju po czym kładzie się do łóżka.  Jeszcze dłuższą chwilę przygląda się swojej śpiącej latorośli. Uśmiecha się,  bo malutka coraz bardziej przypomina Ann. 
***
Budzi się w środku nocy, a potem nie może zasnąć wiec po prostu leży. W końcu okazuje się,  że chce jej się pić, nie ma nic w pokoju wiec postanawia zejść do kuchni i napić się wody. Wiec tak robi. Ma na sobie zbyt długa koszulkę Marco, która sięga jej do polowy ud. Wchodząc do kuchni nie spodziewa się tam zastać Mario, ale on faktycznie tam jest. Siedzi przy zaświeconej jedynie małej lampce,  a przed nim stoi szklanka z wodą.
-Myślałam,  że tylko ja nie mogę spać. -mówi dziewczyna, a on się uśmiecha. 
-Nie tylko ty.-przyznaje.
Emily nalewa sobie wody do wysokiej szklanki, która wyciąga z jednej z szafek Mario. Wie doskonale gdzie Nat trzyma poszczególne rzeczy, czuje się u nich jak w domu. I moment później Emily siada na krześle obok. Nic nie mówi,  za to on się odzywa.
-Miałem koszmar.-wyjawia.-Śniło mi się,  że byłem z Julie w parku. Biegała i bawiła się z dziećmi  a potem nagle zniknęła. Szukałem i nie mogłem jej znaleźć. Wołałem i biegałem po parku, pytałem ludzi, ale nikt nic nie wiedział.  Obudziłem się z sercem bijącym tak szybko, że trudno mi było złapać oddech i chyba płakałem przez sen bo miałem łzy na policzkach.-mówi.-Spójrz. -podnosi w górę dłoń.-Jeszcze drżą mi dłonie. -Emily faktycznie zauważa,  że drżą. Dlatego dotyka jednej z jego dłoni po czym po prostu nachyla się ì przytula go. Chciał tego, potrzebował i czekał na to. Wiec jej na to pozwala. I chwilkę później czuje jej dłoń kreślacą abstrakcyjne wzory na jego plecach. 
***
Zauważają Emily od razu, kiedy schodzi na dół z małą Julie w ramionach. Dziewczynka wtula się ufnie w jej ciało, jest jeszcze nie do końca rozbudzona. 
-Dzień dobry.-mówi Emily wchodząc do kuchni.
-Dzień dobry.-odpowiadają równocześnie Nat i Marco.-Dzień dobry mały elfie.-wita się z małą skrzydłowy. Julie dotyka jego dłoni, którą ten gładzi policzek małej.-Może pójdziesz do wujka?-wyciąga do niej dłonie,  a ona kilka sekund później przytula się do niego.-Kocham Cię królewno.-wyznaje jej a ona wtula się mocniej w jego szyję,  na co on się uśmiecha. Emily obserwuje tę scenę. Widzi jaka więź łączy Marco z córeczką przyjaciela. I to jest piękne.
-Mario zejdzie?-pyta Natalie myśląc, że skoro Emi pojawiła się z Julie to ich przyjaciel pewnie jest pod prysznicem.
-Mario śpi.- pada odpowiedź.-Zabrałam Julie kiedy zaglądnęłam do pokoju idąc na dół. Miała już otwarte oczy, ale nie zdążyła jeszcze obudzić taty wiec wykorzystałam moment. Mario nie spał dobrze w nocy. Spotkałam go w kuchni jak zeszłam się napić.  Potem trochę z nim posiedziałam,  ale w końcu uparł się i kazał iść mi spać,  a on został. Nie poszedł się nawet położyć. 
-Miał pewnie jakiś sen. -mówi Marco.
-Tak, dokładnie tak było. Wiec skoro już śpi,  to nie chciałam go budzić.  
-Wiec my zjemy, a on zje później. -decyduje Natalie.
-Zjem z Wami.-odzywa się pomocnik.-Już nie śpię. -pojawia się w kuchni, a Julie piszczy na jego widok i wyciąga do niego ręce.  Wiec ten bierze ja w ramiona i składa buziaki na jej policzkach. A ona chichocze. A potem Mario podchodzi do Natalie, która krata się po kuchni i całuje ja w policzek po czym dotyka jej brzuszka.
-Jak się macie?-pyta uśmiechając się. 
-Mamy się dobrze.-odpowiada malarka, a potem cmoka w policzek Jull.-Cześć księżniczko. 
Emily po raz pierwszy ma okazję zaobserwować taki poranek. Wcześniej widziała relacje Mario z Reusami w innych sytuacjach. Zauważyła te głęboką przyjaźń, ale w tej sytuacji widzi ich po raz pierwszy. I jest już pewna, że Mario przetrwał to wszystko nie tylko dzięki rodzinie, ale i im. Bo był otoczony właśnie takimi ludźmi. Obydwoje   z Jull byli. Bo był otoczony miłością tą rodzinną i przyjacielską. Bo miał i ma wsparcie. Bo go rozumieją. I to działa w obydwie strony.
-Martwisz się czymś? -pyta Mario kiedy są juz na tarasie, ale sami bo Marco poszedł do dzieci razem z Nat. Julie siedzi na wysokim krzesełku wpychając sobie do ust biszkopty. 
-Nie, obserwuje was po prostu.-odpowiada.
-Nas?
-Wasza relacje. Twoja, Nat i Marco... Oni Cię kochają. 
-Wiem. To działa w obydwie strony.-zapewnia.-Jestem pewien, że gdyby nie oni nie byłbym teraz w miejscu w którym jestem. Ciągle pomagają mi się podnieść. Byli i zawsze są w najlepszych i najgorszych momentach. Jak skała. I wiem, że zawsze będą.-milknie.-Emily mam wiele szczęścia w życiu.  Pomijając wypadek jestem szczęściarzem. Wielkim. Po wypadku nie byłem w stanie spojrzeć na to z tej perspektywy. Teraz już jestem, widzę jak wiele mam. I ciesze się z tego. I jestem wdzięczny, bo wytrzymali ze mną wtedy gdy było najgorzej. I pomogli mi się pozbierać.  W takich momentach życie weryfikuje prawdziwych przyjaciół. Nie wiem czym sobie zasłużyłem, ale moi mnie nie zostawili.-te słowa slyszą i Nat i Marco, którzy zjawiają się w tym momencie na tarasie.
***
Kilka dni później. 
Właściwie to nie chciała dać się namówić na ten wyjazd. Opanowała. Ale on był nieugięty i uparty. Namawiał ją ciągle, nie przestawał nawet wtedy, gdy się denerwowała na niego i rzucała argumentami,  które dla niej były ważne,  dla niego nieistotne aż tak bardzo. Bo przecież chciał by im towarzyszyła i to nie dlatego, żeby opiekować się jego córka,  bo Julie została z dziadkami, chodziło mu o samą jej obecność.  Bo przywykł do jej towarzystwa, bo stała się mu bardzo bliska, bo nie miała planów urlopowych, wiec mogła im towarzyszyć,  poza tym chciał spełnić jej marzenia sprzed operacji. Pamięta dokładnie jak mówiła mu o podróżach. I w jedna z nich chciał ją zabrać.  I Namawiał ją tak długo,  aż uległa. Dzięki temu teraz może relaksować się podczas rejsu jachtem, który został wynajęty na czas ich urlopu. Nie są sami, bo z Marco i Nat, Agnes i Ricky'm, którzy w tym momencie urządzają sobie kąpiel. A ona obserwuje ich poczynania. Nie ma na razie ochoty pływać.  
***
Szuka Emily po całym wynajętym domu, ma zamiar zapytać czy ma ochotę wyjść do klubu. Nie może jej znaleźć. Na dworze zachodzi słońce i dopiero Marco pokazuje mu gdzie jest dziewczyna. Widzą ja z tarasu  siedząca na plaży. 
-Myślę,  że chyba nie pojdziemy z Wami do klubu.-mówi piłkarz po czym wychodzi z domu i idzie na plażę. Chwilkę później siada na piasku zaraz obok przyjaciółki. 
-Szukałem Cię w całym domu.-mówi cicho patrząc na zachód słońca. 
-Dlaczego?
-Chciałem zapytać czy wychodzimy z nimi do klubu, ale już chyba wiem gdzie wolisz być tego wieczoru.-mówi piłkarz i nie myli się. -Możemy tu zostać. -dodaje.
-Czego Ty chcesz?-Emily spogląda na niego.
-Chce spędzić ten wieczór na plaży.-odpowiada szatyn.-I wiem, że myślisz podobnie.-mówi. 
-Nie mylisz się. -uśmiecha się Emily.
***
Nie mają żadnego planu na spędzenie tego wieczoru poza tym, że mają zamiar spędzić go na plaży.  I kiedy mają wychodzić,  a Emily jest w sukience, Mario prosi ją,  aby ubrała strój.  Robi to, oczywiście na wierzch ubierając sukienkę.  Woda jest naprawdę przyjemnie ciepła,  kiedy idą po plaży,  a kiedy jest przypływ woda obmywa im stopy. 
-W szpitalu marzyłam o takim wieczorze.-mówi Emily.-Właściwie to marzyłam o tym by mieć tyle siły,  by wyjść na spacer. A morze miało być wspaniałym dodatkiem.-uśmiecha się. -Teraz tamten czas wydaje się tak odległy, trudno o tym myśleć.  To wydaje się nierealne. 
-To już za Tobą, Emily.-mówi obejmując ja ramieniem.-Przed tobą wiele wspaniałych lat.
-Pod warunkiem, że organizm nie odrzuci...
-Nawet tak nie mów,  nie myśl tak.-nie pozwala jej dokończyć. Nie chce tego słyszeć ani o tym myśleć.  Emily nie ciągnie tego tematu. Idą milcząc. Dopiero po kilku minutach Emily zatrzymuje się.
-Ann chyba miała tu zrobione zdjęcie. Pamiętam z jej instagrama.-wskazuje na skałeb,  przy której się zatrzymali.
-Masz rację. -przyznaje piłkarz.-Bywaliśmy tu. Wtedy wynajmowalismy inny dom, ale też spacerowalismy po plaży.  I kiedyś właśnie zrobiłem jej tu fotkę. 
-Nie byłoby ci łatwiej gdybyś nie bywał w miejscach w których bywaliscie razem? -pyta dziewczyna.
-Nie chce tak robić,  bo chce pamiętać.  Poza tym musiałbym się wyprowadzić z Dortmundu, unikać miejsc do których podrozowalismy razem. Emily my naprawdę zwiedziliśmy mnóstwo miejsc. Chodzilismy w wiele miejsc. Wszystko mi ją przypomina. Nie mogę od tego uciec.-tłumaczy. 
-Masz rację. -przyznaje.-Poza tym dlaczego miałbyś to robić.  Nadal ja kochasz.
-Zawsze będę.
-Nawet kiedy pojawi się ktoś nowy?-pyta.
-Nie wiem co wtedy zrobię.  Nie wiem czy będę w stanie jeszcze aż tak się zaangażować, by być z inną kobietą. Nie chciałbym być juz zawsze sam, ale w tym momencie nie wyobrażam sobie również,  bym miał dzielić to co dzieliłem z moją żoną z kimś innym. Może przyjdzie taki moment, ale to nie jest już.-mówi poważnie. 
-Rozumiem. 
-Wiem, że wszyscy myślą,  iż powinienem iść do przodu. Zostawić za sobą to co się zdarzyło.  Próbuje to robić.  Naprawdę próbuje.-mówi piłkarz. Siadają na piasku.-Pewnie za dużo mówię o tym wszystkim.-mówi chłopak. -Wiem, że dla wszystkich to już chyba męczące słuchać o mojej żonie,  o tym co czuje...
-Mario... To nieprawda. 
-Prawda.  Widzę niektóre spojrzenia. 
-Czyje?  Na pewno nie najbliższych ci osób.  
-Z jednej strony myślę,  że choć nie jestem jeszcze na tym etapie, aby pozwolić komuś nowemu by się do mnie zbliżył,  nowej kobiecie, to nie chciałbym być juz zawsze sam. A z drugiej, uwierz mi Emily, nie potrafię nawet sobie tego wyobrazić,  że miałbym dzielić życie z kimś innym niż Ann. Ze miałbym zasypiać obok innej kobiety, budzić się,  pocałować kogoś innego. Nie mógłbym kochać się z inną kobietą. Nie mogę nawet o tym myśleć. -spojrzał na nią. 
-To zrozumiałe, Mario. To są sfery naszego życia zarezerwowane dla najbliższej osoby. Najbliższej. Jedynej. Ty spotkałeś taka osobę. Potem straciłeś.  Bo możesz mieć bliskich, najbliższych przyjaciół, mogą wiedzieć o tobie naprawdę dużo,  ale to i tak ta jedna osoba wie najwięcej,    bliskość dzielisz z ta jedna osoba, to ona zna cie najlepiej, najbliżej.-mówi. Była nią Ann...
-Tak właśnie jest.-przyznaje.
-Powiedz mi jak ona skradła twoje serducho?-pyta Emily.
-Nie musiała.  Poznałem ja i wiedziałem,  że jest wyjątkowa. 
-A ona pewnie poczuła to samo...
- Wiesz Ann zawsze mi mówiła,  że przy mnie poczuła się naprawdę bezpiecznie. Byliśmy naprawdę młodzi kiedy ja poznałem i pokochałem,  ale zarówno ona jak i ja mieliśmy przed sobą inne sympatie, jakieś tam miłosne historie jak to młodzi ludzie. Ale wiele razy mi mówiła,  że kiedy mnie poznała i przebywała ze mną czuła taki spokój.  Nie wiesz tego, ale u niej w domu w pewnym momencie między rodzicami popsuło się,  byli w separacji, choć są naprawdę porządnymi  i kochającymi się ludźmi.  I ona to bardzo przeżywała. Nie znałem jej wtedy, kiedy to sie zaczęło, ale to odebrało jej taka stabilność jaka znajdowała w domu. A ona tego potrzebowała.  I szukała tego poczucia bezpieczeństwa, stabilnosci w facetach. I choć poczuła to przy mnie to i tak musiałem ja zdobyć. Wcale nie zachwyciła ją perspektywa życia z piłkarzem.  Ale nie o tym chce mówić. Bo ona czuła się przy mnie bezpiecznie, a ja przy niej. Nieważne co się działo, jak w bardzo beznadziejnej sytuacji byłem, jak źle się czułem,  kiedy się pojawiała to pojawiała się też myśl,  że sobie poradzimy z tym. Poradzimy nie poradzę.  Kiedy działo się coś złego na boisku, kontuzja, w środku sezonu, kiedy byłem w świetnej dyspozycji i nagle działo się... Nie ważne jak bolało fizycznie i psychicznie. Czekałem na nią, bo nie ważne kto powiedział mi ze będzie dobrze to nie przynosiło ulgi. Ale kiedy te słowa wyszły z jej ust wiedziałem ze tak będzie.  Wpoila mi, że ze wszystkim sobie poradzimy. Razem. Mawiała, kiedy leżałem ze złamana noga, czy zerwanym wiezadlem, że to co się dzieje to przejściowa sytuacja, bo przecież uporam się z tym, odbuduje formę,  wrócę jeszcze silniejszy. Była jak skała. Opoka. I kiedy ja straciłem w wypadku straciłem cześć siebie. I naprawdę nie wiem jak to się stało, że moim bliskim udało się mnie pozbierać w całość.-mówi a ona słucha. -Prawda jest taka, że się rozsypałem. Dosłownie.  Przez wiele dni tylko wyłem. Wyłem Emily, bo to nie był płacz. Nie wiem jak oni to wytrzymali. Była mała Julie i totalnie roztrzaskany dwudziestokilkulatek. I uwierz mi, że mieli ze mną więcej rzeczy do zrobienia niż z moja córeczka. Ale nie planowałem nad tym.  Nad niczym nie panowalem. Zmuszali mnie do jedzenia, a ja za chwile wymiotowalem. Zmuszali do picia. Stan w jakim mnie oglądali...-wzdycha.-Marco pewnie przebywał więcej u nas niż w domu czasami. W niektóre dni. To przy nim miałem najwięcej ataków paniki. To on musiał reagować. Czasem zdzieral mnie z łóżka i na sile ciągnął do łazienki a potem wpychał  pod prysznic. Nie chciałabyś mnie takiego widzieć. Jak miałem lepszy dzień to kiedy spojrzałem w lustro przerazalem sam siebie. Ale wtedy czułem tylko potworny ból. Nie fizyczny, ale w środku. I oglądałem zdjęcia, filmiki na instagramie. I płakałem. Bylem na dnie i nie miałem pojęcia czy się stamtąd wydostane.
- I Spójrz,  jesteśmy tutaj. Masz się lepiej.-uśmiecha się do niego.
-Jestem. Dzięki rodzinie, mojej coreczce i przyjaciołom. Dzięki Tobie rowniez. 
- Przeciez kiedy sie poznalismy miales sie dobrze.
-Tak, ale pojawiłas się w naszym życiu w odpowiednim momencie. Gdybym nie zaczął grać znowu mogłoby być różnie.  Ale nie oddałbym Jull w ręce kogoś niegodnego zaufania. Tobie potrafiłem zaufać. -patrzy na nią. -Jesteś wyjątkowa Emily. I szczęściarzem będzie ten, kto będzie dzielić z tobą swoje życie.-obejmuje ją ramieniem po czym przyciąga do siebie. Emily opiera głowę o jego ramie i się uśmiecha. 
- Pod warunkiem, że spotkam kogoś. 
-O to się akurat nie martwię.
***
Alice czyta artykuł w jednej z kolorowych gazet. Artykuł o swojej córce i Mario. Treść zupełnie mija się z prawdą.  Wie o tym. Jej córka i Mario bowiem nie mają romansu. Jednak zdaje sobie też sprawę z tego, że jest on piłkarzem jednego z czołowych klubów w Niemczech. Jest przystojnym, młodym i do tego wolnym mężczyzna. I to nic nowego, że dziennikarze o nim piszą. A przy okazji piszą tez o jej córce, bo jest blisko niego.
Bierze telefon i pisze do Emily smsa.
***
Jedzą śniadanie siedząc na tarasie domku, który wynajmują. Mario i Emily śmieją się z opowieści klubowych przyjaciół kiedy komórka Emi wibruje. Dziewczyna zerka na nią po czym odczytuje smsa od mamy. A potem wpisuje słowa kluczowe w wyszukiwarkę.  I widzi artykuł. 
 Podsuwa komórkę piłkarzowi a on zerka najpierw na artykuł a potem na nią. 
-W porządku? -upewnia się piłkarz. 
-Tak. To nie tak, że nie wiedziałam, iż w pewnym momencie przeczytam o sobie w gazecie podobną historię.- mówi.
-Muszą coś pisać, z tego żyją. A takie rewelacje się sprzedają.- dodaje Ricky, który zna przecież najlepiej zawód dziennikarza, choć on sam nie pisze dla kolorowych plotkarskich magazynów.
-Dokładnie. Ludzie uwielbiają czytać takie plotki. 
-Wierzą w nie przede wszystkim. Więc jak za jakiś czas spotkasz fajnego faceta, pójdziesz z nim na randkę, to na drugi dzień wszystkie plotkarskie magazyny i portale internetowe będą opisywać nasze rozstanie.-mówi Mario.- Swoją drogą to może być ciekawe.- uśmiecha się patrząc na Emily. Widzi, że ona ani nie jest zła, ani tym bardziej zdenerwowana, więc i on jest spokojny. To nie tak, że nie przyzwyczaił się do czytania nowości na swój temat. Wiele razy, przed ślubem z Ann, kiedy byli razem, pisano o nich w gazetach. Raz to była prawda, innym razem totalne bzdury. W większości to drugie. Przywykł do tego. Po ślubie również o nich pisano. Więc nie dziwi go to, że kiedy widuje się go w towarzystwie Emily, pojawiają się spekulacje jakoby łączyło ich coś więcej.
***
Tego wieczoru wszyscy idą do klubu. Idą całą szóstką. Klub jest pełen ludzi, ale nie jest jakoś przesadnie tłoczno. Poza tym nikt się nimi nie interesuje, co jest dużym atutem tego miejsca. Nie przyszli bowiem pozować do zdjęć, a się bawić. I to właśnie mają zamiar robić.
*** 
-Taksówka już jest.- mówi Mario wskazując na stojący nieopodal samochód. Więc idą. Zaraz po zajęciu miejsc podają adres, pod który kierowca ma ich zawieźć. I właściwie kiedy są może jakiś kilometr przed docelowym miejscem samochód jadący przed nimi gwałtownie skręca w bok i uderza w barierkę. 
-Cholera!- przeklina kierowca, po czym zatrzymuje samochód na poboczu. Wszystko dzieje się automatycznie. Kierowca dzwoni pod numer alarmowy.  W tym czasie okazuje się, że pasażerką samochodu jest dziewczyna w zaawansowanej ciąży, która jest bardzo wystraszona, ale nic jej się nie stało. Natomiast mężczyzna, kierowca samochodu jest nieprzytomny. Później okazuje się również, że nie oddycha więc Mario, zaraz po tym jak wyciąga go z Marco z samochodu zaczyna go reanimować. I robi to aż do przyjazdu karetki. Potem przejmują ofiarę wypadku ratownicy z karetki. 
Kiedy wracają do wynajętego domu zegarek wskazuje 4:12. I choć wszyscy są zmęczeni to jakoś nikomu nie chce się spać. Jednak po dłuższej chwili rozchodzą się do swoich pokoi. 
***
Wydarzenia z nocy nie pozwalają jej zasnąć toteż postanawia wyjść na taras. W domu panuje cisza, zegarek wskazuje godzinę 5:45 więc jest pewna, że jednak wszystkim udało się zasnąć. Cicho, aby nie obudzić Mario, którego pokój jest zaraz obok jej pokoju, idzie  w kierunku drzwi prowadzących na taras. I kiedy już tam jest okazuje się, że to nie tylko ona nie może zasnąć i nie tylko ona postanowiła popatrzeć na morze. Na jednym z leżaków leży Mario. 
-Mogę?- pyta wskazując na leżak obok.
-Proszę.- pada odpowiedź. Układa się na nim. Mario jest milczący, widzi, że nie jest chętny do rozmowy więc nie zaczyna z nim rozmawiać. Natomiast kładzie swoją dłon na jego dłoni. I on akceptuje ten gest splatając ich palce. A potem spogląda na nią i mówi:
- Muszę sprawdzić co z tym chłopakiem.
-Wiem.
***
Łapcie kolejny :)
Mam nadzieję, że Wam się podoba.





niedziela, 24 lipca 2016

40.Fundacja...

Studenci zebrani w auli uniwersytetu oczekują na rozpoczęcie. To ma być wyjątkowe spotkanie. To nie wykład, w każdym razie nie taki normalny, typowy. Niektórzy ze zgromadzonych rozglądają się. Najbardziej płeć piękna. W końcu niebawem ma pojawić się jeden z najlepszych piłkarzy w Niemczech. Bo choć jeszcze jakiś czas wcześniej jego kariera była w martwym punkcie, a forma jego samego pozostawiała wiele do życzenia, to obecnie nie można już powiedzieć tego samego. Bo on wrócił, wrócił nie tylko do piłki, do dawnego klubu, do formy. Wrócił i zajął należne mu miejsce zarówno w BvB, na boisku, wrócił również do serc kibiców. Znów jest na ustach dziennikarzy, znów pojawia się w rankingach najlepszych, znów jest " na fali." 
Jest przystojny i do tego wolny- takie myśli kłębią się w głowach niektórych ze studentek. 
-Myślisz, że po wykładzie będzie można podejść i zrobić sobie z nim zdjęcie?- pyta jedna blond-włosa studentka trzeciego roku swojej koleżanki siedzącej obok niej.- Wiesz... Normalnie podobno nie ma problemu, kiedy spotkasz go na ulicy, ale dziś jest tak dużo ludzi więc wiesz... może nic z tego.- dodaje.
-Myślę, że dzisiaj dostać się do niego to raczej nierealne.-odpowiada przyjaciółka uśmiechając się.- Masz naprawdę mega świra na jego punkcie.- śmieje się.
-Nie przesadzaj.-odpowiada tamta.- Kto tutaj nie chciałby z nim fotki lub chociaż zamienić z nim kilka zdań. Nie chciałabyś?- pyta.
-Hmm... Właściwie to mogłabym, ale to nie jest jakoś moim priorytetem dzisiaj. Przyszłam, bo po prostu jego inicjatywa, ta fundacja jest czymś wyjątkowym. Temat mnie głównie interesuje. To co robi jest potrzebne.- tłumaczy.
-Mnie też, ale nie mogę zauważyć, że jest też mega przystojnym kolesiem, do tego wolnym.- uśmiecha się koleżanka.-Jego żona była szczęściarą i jego przyszła partnerka też nią będzie...
-Chciałabyś prawda?
-A ty nie?
-Nie, mam już faceta, którego kocham.- odpowiada.
-A ja nie mam.- mówi koleżanka.- I choć mało prawdopodobne by udało mi się z nim pogadać w tym tłumie, ale pomarzyć można przecież...- mruga do koleżanki i obydwie się śmieją. Nie mówią nic więcej ponieważ  zaczyna przemawiać prorektor więc wszyscy milkną.
-Witam państwa.- wita się.- Za chwilę rozpocznie się spotkanie poświęcone „ transplantologii”. I od razu uprzedzam, że będzie to nietypowe spotkanie. Dla tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą mówię, iż nie będzie wykładem lekarzy wykonujących zabiegi, natomiast za chwilę pojawią się osoby pracujące w Fundacji Ann Gotze, która to działa, by dotrzeć do jak największej liczby osób i szerzyć ideę podpisywania deklaracji zostania dawcą organów. Te działania jak sami rozumiecie są bardzo potrzebne w dzisiejszym czasie. Dlatego cieszymy się, że możemy gościć przedstawicieli fundacji. Dziękujemy za przyjęcie zaproszenia. Zapraszam przedstawicieli fundacji, oraz jej założyciela – Mario Gotze.- mówi po czym odsuwa się od mikrofonu. I właśnie wtedy na auli pojawia się piłkarz. Ubrany w ciemne spodnie, markowe buty sportowe oraz granatową koszulę podkreślającą jego szczupłą sylwetkę. Nie pojawia się sam. Obok niego staje szczupła blondynka. I teraz wzrok panów na auli skupia się właśnie na niej. Bez wątpienia można powiedzieć, że dziewczyna jest piękna. Piłkarz dostaje mikrofon, dziewczyna siada na krześle, a on zaczyna mówić:
-Witam serdecznie.- najpierw się wita rozglądając się po auli, na której jest naprawdę tłum.- Na początku powiem Wam, że bardzo, ale to bardzo cieszę się, że przybyliście tak licznie. Dziękuję.- mówi, a potem kontynuuje.- Mam na imię Mario.- przedstawia się, choć to właściwie formalność, bo przecież wszyscy go znają.- Bardzo mi miło, że władze uczelni zaprosiły nas na to spotkanie. Dziękuję bardzo serdecznie w tym miejscu.- mówi patrząc w stronę prorektora, który kiwa głową w odpowiedzi.-Nie będę mówił dużo, chyba, że zechcecie. Zacznę może od początku. Ideę fundacji znacie, to jest jasne. Założyłem ją z moją żoną- jeszcze obydwoje wypełnialiśmy dokumenty. Wiadomo- biurokracja- trochę trwają procedury. Zawiozłem dokumenty do urzędu i mieliśmy czekać.- zaczyna opowiadać.- Plan był taki, że na dobre, po uzyskaniu wpisów fundacja miała zacząć aktywnie działać po narodzinach naszego dziecka.- robi krótką przerwę, ponieważ ten temat nadal sprawia mu trudność, ból, choć stara się tego nie okazywać.- Niestety jak wiecie, a może nie wiecie – mieliśmy wypadek samochodowy, w którym moja żona ucierpiała na tyle poważnie, że zmarła kilka dni później.- znów robi kilkusekundową przerwę.- Jednak wiem jak bardzo marzyła o tym, by szerzyć ideę bycia dawcą, ona sama podpisała deklarację, ja zresztą też, dlatego postanowiłem , że spełnię to marzenie.Od wypadku minęło sporo czasu,trochę to trwało, ale jestem już na dobrej drodze.Musiałem się po prostu pozbierać. To właściwie pierwsze tak duże spotkanie. I po raz pierwszy powiem o pewnym fakcie, o którym,do tej pory wie jedynie kilka osób.- mówi patrząc na studentów. Słuchają naprawdę z zainteresowaniem.-Moja żona uratowała komuś życie.- wyjawia i znów przez moment milczy. Te słowa wzbudzają większe zainteresowanie ponieważ nikt nie znał tego faktu, nikt, oprócz najbliższych osób, bo tylko bliskim sobie osobom powiedział.Jej organy zostały przeszczepione, a jej serce bije teraz w ciele kogoś innego.-wyjawia, a na sali rozlegają się oklaski .  Co czuje w tym momencie? Jest szczęśliwy. Bo jego Ann nie odeszła całkiem, jej serce bije dla kogoś innego. Nie wie dla kogo, dopiero po 2 latach można poznać dane biorcy i dawcy. Nie jest to dla niego ważne. Najważniejsze jest to, że spełnił życzenie żony. Kiedy brawa cichną on kontynuuje:
-Pewnie zastanawiacie się dlaczego zataiłem ten fakt? Szczerze… nie byłem w stanie o tym mówić. Nie chciałem odpowiadać na pytania dziennikarzy. Nie mogłem, nie chciałem i nie umiałem. Wierzcie mi, że ta decyzja była najtrudniejszą decyzją w moim życiu. Deklaracji nie było pod ręką, a ja jako jej mąż musiałem zdecydować czy się zgadzam. Nie łatwo powiedzieć „ Tak” w takim momencie. Nic w takiej chwili nie jest łątwe, wierzcie mi. Obyście nie musieli się o tym przekonać.- mówi.-Faktem jest jednak, że serce mojej żony bije dla kogoś innego. Nie znam tożsamości, nie wiem czy będę zabiegał, by ją po 2 latach poznać- trzeba odczekać 2 lata, ale powiem wam, że jestem szczęśliwy. Gdybym się nie zgodził i tak musiałbym zdecydować w którymś momencie o odłączeniu od aparatury. Nie miała szans się wybudzić, a tak miała szansę uratować komuś życie. Tak jak chciała- zrobiła to.- przerywa, bo właściwie powiedział już wszystko co najważniejsze.- I jestem tutaj, by was przekonać, byście pomyśleli o tym czy nie chcielibyście dać komuś szansy, cząstki siebie w przypadku, gdyby wasze życie z jakiegoś powodu zgasło. Przecież zdarzają się różne sytuacje, wypadki. Nie zawsze można pobrać organy, ale są sytuacje kiedy można, kiedy pomimo, że czyjeś życie się kończy, życie kogoś innego może trwać. Można dać komuś czas, którego sam nie ma. Można. Wiem to. Zastanówcie się nad tym. Nie musicie dziś podpisać deklaracji. Nie musicie wcale. To wasza decyzja. Ale zastanówcie się. Bo warto.- mówi.-Można zadawać pytania,a za moment jeszcze Emily powie wam jeszcze coś.-kończy.
Po chwili słyszy głos dziewczyny:
-Kto przyszedł i zadał to pytanie czy pan się zgadza?-pojawia się pierwsze pytanie  z czego się cieszy.
-Szef kliniki.-odpowiada, po czym rozwija temat.-Ja nie od razu dowiedziałem się, że moja żona ma tak poważne obrażenia, że leży pod respiratorem. Długo byłem nieprzytomny. Późno się dowiedziałem. Czekano, aż będę w stanie usłyszeć najpierw takie informacje, a dopiero później takie pytanie. Nie wyglądało to natomiast tak , że wszedł lekarz, powiedział mi, że moja żona jest prawie martwa i czy zgodzę się na pobranie od niej organów. Nie. Szef kliniki zachował się naprawdę profesjonalnie. Rozmawiał ze mną spokojnie, tłumaczył. Powiedział jeszcze zdanie, które zapadło mi w pamięć najbardziej. Stwierdził, że gdyby mógł w jakiś sposób uratować moją żonę, sprawić, by się obudziła to on na pewno by to zrobił. Był szczery. Naprawdę. Lekarz z powołania. Dla niego Ann nie była jakąś tam pacjentką, którąś z kolei, numerkiem… Nie powiedział mi „przecież ona już jest martwa, jest roślinką”. Nic takiego nie usłyszałem. Zostawił mnie z tym. Nie nalegał, nie naciskał. Dał czas. A ja już jak wychodził wiedziałem co zrobię. Musiałem to tylko przepłakać.-wyznaje szczerze.
-Miał pan czas się pożegnać?-pada kolejne pytanie.
-Tak. Miałem sporo czasu. Mało tego. Moja córeczka ma zdjęcie z rodzicami. Ma zdjęcie z mamą. Nie odmówiono mi, kiedy zapytałem czy jest możliwość przywiezienia Julie do Ann- przerywa. Ten obraz nagle staje mu przed oczyma. Pamięta wszystko sekunda po sekundzie, minuta po minucie. Jest pewien, że ten obraz nigdy już nie zblaknie w jego pamięci. Po chwili kontynuuje- Chciałem, by choć przez chwilę była blisko. Była.- kończy.
-A po operacji?-dopytuje ta sama dziewczyna.- Po pobraniu organów?- precyzuje.
-Miała na ciele ranę- normalnie, można powiedzieć ładnie zszytą.-odpowiada.- Potraktowano ją z szacunkiem. Mogłem ją zobaczyć. Nikt nie przeszkadzał, nie wyganiał, nie pospieszał. Obchodzono się z nami jak z jajkiem. Tak tam traktują ludzi. Tak to wygląda. Jest możliwość rozmowy z psychologiem. Nie skorzystałem z niej. Wtedy nie chciałem, nie mogłem, nie byłem w stanie,  zresztą miałem przy sobie bliskich- moich rodziców oraz Natalie i Marco.- kończy swoją wypowiedź. Pada jeszcze kilka innych pytań, na które on chętnie odpowiada, ale głównie o funkcjonowanie fundacji, o to kto w niej pracuje. O wolontariacie. Kiedy nastaje cisza, po dłuższej chwili chłopak mówi:
-Skoro w tym momencie nie macie pytań, obiecuję, że jeszcze na końcu będzie można je zadawać jeśli jakieś się pojawią, to Emily coś wam opowie. Opowie o cudzie jaki zdarzył się w jej życiu.- mówi po czym zwraca się w jej stronę, a ona wstaje z krzesła, pochodzi po czym odbiera od niego mikrofon. Piłkarz zajmuje miejsce na krzesełku.
-Nie wiem czy jestem w stanie mówić…- to są pierwsze słowa, które wypływają z ust dziewczyny, po czym ona bierze głęboki oddech.- Mam na imię Emily. Skąd wzięlam się w fundacji i dlaczego dowiecie się za moment. Kim jestem? Studentką, tak jak wy, choć na urlopie dziekańskim, który musiałam wziąć przymusowo. Ale o tym dlaczego, też za moment.- mówi po czym się uśmiecha.- Na początek powiem, że podziwiam go.- patrzy na Mario po wypowiedzeniu tych słów, a on patrzy na nią.-Naprawdę podziwiam. Mówię to wam, bo on słychszał to ode mnie już wiele razy i doskonale o tym wie.- Już na niego nie patrzy, a on słucha skupiony i obserwuje reakcje ludzi na sali.- Nie wiem czy bym się z takiego czegoś podniosła i potrafiła o tym mówić.- przyznaje dziewczyna boleśnie szczerze.- To piękne, ale jakże trudne i bolesne.- dodaje i robi kilku-sekundową przerwę.- Powiem wam, że  dzięki takim ludziom jak Ann i Mario i innym ja żyję.- wyznaje.- Bo mogło mnie tu dziś w ogóle nie być.- mówi patrząc na studentów, którzy słuchają skupieni na jej słowach. Na sali panuje wielka cisza.- Gdzieś wśród rodzin i samych dawców jest ktoś, kto podpisał deklarację albo zgodę i dziś, dzięki tej decyzji, w mojej klatce piersiowej może bić nowe serce. - mówi to po raz pierwszy tylu osobom na raz.- Ktoś, kto sam umierając podarował mi życie.- dodaje.-Pomyślcie. Ktoś płakał, przeżywał stratę, by moi rodzice mogli się śmiać i mieć nadzieję, ktoś żegnał, bym ja mogła witać życie… nowe życie. Czyjś czas się skończył, by mój mógł dalej biec. Ktoś podarował mi wiele lat. Lat, które wykorzystam najlepiej jak będę potrafiła. Lat, których nie zmarnuję na głupoty. Lat, w czasie trwania których mam zamiar być szczęśliwa. Lat, które wykorzystam również na to, by  namawiać ludzi, aby zechcieli komuś podarować nowe życie , w momencie jak ich z jakiegoś powodu będzie dobiegać końca. Bo to ważne.- mówi po czym na moment przerywa, by pozbierać myśli. A potem znów kontynuuje.-Słuchacie mnie i pewnie zastanawiacie się czy długo chorowałam. Wyobraźcie sobie, że miałam grypę. Problemy z sercem były jej powikłaniem. Na początki nic nie wróżyło, aż takich kłopotów. A potem to przerodziło się w bardzo poważne problemy. Mówię w wielkim skrócie.- tłumaczy.-W końcu byłam przykuta do łóżka. I dostałam wyrok- albo przeszczep, albo śmierć. Moje serce słabło w szybkim tempie. I nie było dawcy. Wiecie o czym w pewnym momencie marzyłam?- zadaje to pytanie obserwując twarze ludzi.- Kiedy widziałam słońce za oknem chciałam na nie po prostu wyjść. Przypominałam sobie miejsca, w których byłam i chciałam tam wrócić. Ale bałam się, że nie zdążę. Tak bardzo się bałam.- przyznaje i choć stara się jak może nie okazywać emocji, to Mario wyłapuje delikatne drżenie jej głosu, przecież zna ją lepiej niż wszystkie osoby zebrane na sali. Obserwuje ją gotowy w każdej chwili zareagować gdyby jednak emocje wzięły górę nad opanowaniem Emily.- Starałam się nie płakać przy rodzicach, ale wylałam wiele łez. Oni zapewne też za drzwiami mojego pokoju. Naprawdę były sporadyczne przypadki, kiedy któreś z nich uroniło łzę przy mnie. Nie chcieli mnie martwić dodatkowo, ale ja wiedziałam. Łzy to normalna reakcja w takich sytuacjach, w trudnych sytuacjach. Łzy pomagają, oczyszczają.- tłumaczy.- I kiedy już naprawdę nie miałam wiele czasu, ale ciągle jakoś podświadomie mieliśmy iskrę nadziei, przyszedł profesor i powiedział słowa, na które tak czekałam. Że stał się cud. Wiecie co sobie najpierw pomyślałam? Podziękowałam Bogu, za tę osobę, której serce będę nosić w sobie, które dla mnie będzie biło. I pomyślałam o jej rodzinie. I wyobraźcie sobie, że nie potrafiłam się tak naprawdę szczerze ucieszyć.Bo oni cierpieli.- tłumaczy.- Jak widać, wygrałam życie. Mogę tu być, mówić o tym i zachęcać byście się nie bali. Nie wiadomo co nas w życiu spotka. Możecie uratować życie. Możecie to zrobić. I warto – oddawać krew, szpik, ale warto też podpisać deklarację, że w razie wypadku chcesz być dawcą. To szlachetne. Nic nie stracisz, a zyskasz.- mówi po czym znów na moment nastaje cisza.- Ann podarowała Mario kilka wspólnych, cudownych lat, wiele miłości, dała mu córeczkę, to, że żyje również jest cudem, a komuś podarowała nowe życie. Przez to, że chciała, że się nie bała. Jestem pewna, że Julie, kiedy dorośnie będzie dumna, że miała taką mamę. Pewnie też kiedyś w przyszłości weźmie przykład z rodziców. Bo naprawdę ma wspaniałych rodziców. Mamę bohaterkę i tatę bohatera.- spogląda na Mario, który ma zaszklone oczy.-Wiem, miałam tak nie mówić, prosiłeś mnie.- uśmiecha się do niego, a on bierze drugi mikrofon i dodaje.- Prosiłem, bo nie chcę tu płakać publicznie, a wiesz jak takie coś mnie wzrusza. Poza tym nie jestem bohaterem.- dodaje.
-Jesteś.- odpowiada dziewczyna.- Ann, ty i każdy, kto decyduje się ofiarować komuś cząstkę siebie.- mówi mu.- W tym miejscu chciałam jeszcze podziękować Mario za to, że dał mi możliwość podzielenia się z wami moją historią. Mogę być częścią czegoś wielkiego i chcę spłacić swój dług. Wobec Boga, wobec Ann i innych dawców i rodziny. Dzięki nim żyję. I uwierzcie mi, że będę to życie celebrować.
***
Wychodzą z hali. Spotkanie przeciągnęło się. Musieli odpowiedzieć na mnóstwo pytań, ale się cieszą, bo wszystko udało się. Kierują się do samochodu piłkarza. Chłopak akurat włącza się do ruchu gdy słyszy dźwięk dzwoniącej komórki. Odbiera na głośnomówiącym:
-Co tam Marco?
-O której będziecie?- pyta przyjaciel.
-Za godzinę. Z Julie wszystko w porządku?- denerwuje się.
-Pewnie. Po prostu robimy pyszną kolację i mamy nadzieję na Wasze towarzystwo.- mówi.
-Emily?- zerka na nią.- Zgadzasz się prawda?
-Nie wiem…
-Emily się zgadza. Będziemy za około godzinę.- decyduje, a Emily po prostu się zgadza.
***
Wrzucam kolejny i myślę, że już nie będzie aż tak długich przerw w pisaniu. Pewnie wrócę też na drugiego bloga. Ale nie mówię, że jutro. Ściskam Was mocno i liczę na więcej komentarzy.