Straciłam rozdział, nie mogłam w żaden sposób go odzyskać, a moja wena cóż... poszła sobie.
Tak, zaglądam na blogi. Tak, próbuję pisać. Jednak prawda jest taka, że mam blokadę i nie mogę ani odtworzyć rozdziału, ani stworzyć nowego. Tak czasem bywa. Dlatego przepraszam i proszę o cierpliwość. Nigdy nie pisałam, nie piszę i nie będę pisać na siłę. Rozdziały pisane na siłę są dla mnie słabe. Przepraszam jeśli kogoś zawodzę, ale to rzeczywistość. Mam nadzieję, że wena wkrótce wróci. Bardzo bym chciała. Tymczasem do następnego razu. Ściskam wytrwałych. Zaglądajcie.
piątek, 20 października 2017
czwartek, 28 września 2017
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
65. Za dużo...
To, co słyszy od lekarza nie jest tym, co chciał usłyszeć. Może nie powiedziano mu, że jego sytuacja jest bardzo, bardzo zła, jednak też nie użyto słów, które by były bardzo optymistyczne. Usłyszał, że potrzeba sporo czasu i aby na razie nie nastawiał się na szybki powrót na boisko, ponieważ leczenie najprawdopodobniej potrwa kilka miesięcy. Nikt nie stwierdził, że nie ma szans na powrót na boisko, więc to go cieszy, natomiast miał cały czas nadzieję, iż jego rozstanie z piłką nie będzie bardzo długie, a tym czasem zapowiada się, iż może to trochę potrwać. Nie pokazuje tego przy lekarzach, ale prawda jest taka, iż chce jak najszybciej wrócić do Emily. Pragnie jak najszybciej znaleźć się obok niej, pragnie aby spojrzała na niego, aby po prostu nie pytając od razu go przytuliła. Jest pewien, iż jak w końcu dotrze do hotelu to tak właśnie będzie. Jednak to nie stanie się w tej chwili.Czekają go jeszcze badania.Bardziej szczegółowe. Musi to przetrwać. Musi. Chce wrócić na boisko i wróci.
***
Zastanawia się co dzieje się w klinice z Mario.Nie pisze, ani nie dzwoni więc się niepokoi, choć spodziewała się milczenia z jego strony. Przecież pojechał na badania. Jednak i tak się martwi. Martwi się, bo ma złe przeczucia. Martwi się, ponieważ boi się iż Mario jak wróci to będzie zmartwiony. Bo boi się tego jak on przyjmie fakt rozbratu z piłką na dłuższy czas. Boi się o niego. On już tak dużo przeszedł. Wiadomo jest bardzo silny, ale nawet najsilniejsi ludzie mają dość. Zamartwia się, ale właściwie z drugiej strony zdaje sobie sprawę, iż nic nie jest w stanie oprócz czekania zrobić. Więc po prostu czeka. A potem kiedy już nie może siedzieć w miejscu wysyła Mario smsa, że wychodzi z hotelu na chwilkę, oraz z wiadomością, iż gdyby jej jeszcze nie było kiedy on wróci, to aby się z nią skontaktował. Opuszcza hotel.
***
Taksówka podjeżdża pod hotel. Mario płaci kierowcy, a potem wchodzi do środka. Praktycznie od razu kieruje się do wind, a kiedy wjeżdża na piętro, gdzie znajduje się wynajęty pokój zmierza czem prędzej w stronę drzwi o właściwym numerze. Otwiera je kartą i w chodzi. Zaraz za drzwiami ściąga buty i już na bosaka wchodzi do dalszej części apartamentu. W pokoju jest cicho. Nie ma też nigdzie Emily. Wie, że wyszła. Sprawdza telefon, ale przypomina sobie, że się rozładował więc podłącza go do ładowarki uruchamia. Dopiero wtedy, kiedy ekran się rozświetla widzi wiadomość od swojej dziewczyny. Nie dzwoni, po prostu pisze do niej smsa.
" Przepraszam, że milczałem, ale bateria się rozładowała. Wróciłem już do hotelu. Chcę Cię przytulić. Czy możesz wrócić? Potrzebuję cię."- wysyła.
***
Telefon wydaje dźwięk przychodzącej wiadomości gdy jest już w taksówce, w drodze do hotelu. Wyciąga go z torebki po czym odblokowuje ekran. Czyta wiadomość od Mario.Pisze odpowiedź.
" Jestem w drodze." Potem zwraca się do kierowcy taksówki.
-Za ile minut będziemy na miejscu?- pyta.
-Za 5 minut.
-Dziękuję.- mówi do niego po czym wkłada komórkę do torebki. Spogląda w szybę i zastanawia się na ile diagnoza nie jest optymistyczna, bo przecież on napisał, że jej potrzebuje.
***
W pokoju jest cicho kiedy wchodzi. Dopiero potem słyszy głos Mario. Jest pewna, że rozmawia z rodzicami przez telefon. Upewnia się kiedy wchodzi do sypialni. Jest tam piłkarz. Siedzi na łóżku w szlafroku z telefonem przy uchu i tłumaczy coś skrzętnie komuś. Ich spojrzenia się łączą, a Emily posyła mu delikatny uśmiech. Mario wstaje z łóżka, podchodzi do niej po czym muska jej usta swoimi i przytula się do niej. Emily obejmuje go w pasie.
-Mamuś będę kończył. Ucałuj od nas Julie. - milczy przez moment.- Tak. Jutro będzie coś więcej wiadomo, mam nadzieję tylko, że nie powiedzą mi, iż to będzie trwać jeszcze dłużej, choć zdaję sobie sprawę, iż tak właśnie mogą powiedzieć. Nie chcę jednak o tym myśleć, bo mnie to przeraża.- mówi, a Emily słucha nadal tuląc się z nim.- Nie wiem mamo. Lekarz mówił, że to potrwa, ale jest raczej pewność, iż wszystko wróci do normy. Będę mógł wrócić na boisko, ale nie przez kilka miesięcy... Wiem, że to dobra wiadomość, ale nie ma pewności, a dopóki nie ma pewności to wszystko może się zdarzyć, a ja nawet nie dopuszczam do siebie możliwości, że teraz miałbym... byłbym zmuszony zrezygnować...- nie mówi do końca, bo te słowa nie chcą przejść mu przez usta.- Mamo, muszę kończyć. Porozmawiamy jutro. Kocham was. Ucałuj moją córkę. Pa.- żegna się po czym rozłącza. Ale pomimo tego, wcale się nie odsuwa. Obejmuje za to ramionami ciaśniej Emily. Dziewczyna zaczyna kreślić kojące kręgi na jego plecach. Jego mięśnie są spięte.
-Boję się.- mówi Mario.- Byłem w klinice, a potem po rozmowie z lekarzami poczułem jak paraliżuje mnie strach. Boję się, że okaże się, iż po tych miesiącach leczenia jednak nie będę mógł wrócić. Nie wiem skąd to się bierze, ale tak czuję.-tłumaczy.
-Tak nie będzie.- zaprzecza dziewczyna.
-Nie ma pewności.
-Lekarze wiedzą co robią.- mówi, a potem się odsuwa. Mario ma zaszklone oczy. Dziewczyna dotyka jego policzka.-Wszystko będzie dobrze. Jestem tego pewna. Ten czas leczenia może się ciągnąć, ale przetrwamy to, ty to przetrwasz. A potem wrócisz do treningów, do formy i znów będziesz zachwycał na boisku. Jeszcze nie raz będziesz święcił triumfy z zespołem. Jeszcze nie raz będziesz asystował przy bramce i wielokrotnie sam strzelisz do bramki przeciwnika.- mówi.- Nie możesz się poddawać. Nie myśl o tym, że coś pójdzie nie tak, bo tak nie będzie. Już niejednokrotnie wychodziłeś z trudniejszych sytuacji. Miałeś kontuzje.
-Tylko wtedy wiedziałem, że mam skręconą nogę, złamaną nogę czy naciągnięte więzadła... Teraz to zupełnie inna sprawa. Ta choroba... Nie wiadomo do końca jak będzie postępować leczenie...
-Kochanie...
-Wiem, że panikuję, przepraszam... Nie wiem co się dzieje, ale naprawdę myślę, że tym razem coś pójdzie nie tak, boję się, że będę musiał rzucić piłkę... A to całe moje życie, tylko to potrafię...- przerywa.
-Kochanie...- próbuje mu przerwać.
-Boże... powiedziałem właśnie, że potrafię tylko grać w piłkę... Co jest prawdą, ale zachowuję się jak staruszek... Całe życie zarzekałem się, że nie użyję takich słów, a one właśnie padły.- patrzy na nią.- Przepraszam cię.- mówi.
-W porządku. To jest w porządku, kochanie.- znów dotyka jego policzka.- To nic złego, że się boisz i martwisz. To w porządku.- zapewnia.- Ale nie musisz. Wszystko będzie dobrze. - mówi mu.- Wyjdziemy gdzieś?- pyta dziewczyna.- Nie wiem... na spacer, na kolację później, do klubu? Gdzie chcesz. - proponuje.- Wiem, ze nie masz wielkiej ochoty, ale nie będziemy siedzieć w hotelu i się zamartwiać. Bo oszalejemy. Jutro będzie wiadomo więcej. Wtedy będziemy się zastanawiać.
-Jutro będą pisać w gazetach gdzie jestem...- marudzi Mario.
-Niech piszą. Nie musisz nic na ten temat mówić. Zrobią nam zdjęcia, ok. Niech robią. Nie będziemy się ukrywać cały ten czas...
-Wiem.Masz rację. - zgadza się.- To może kolacja?- proponuje.
-Kolacja.- zgadza się.
***
Sebastian bierze kluczyki do samochodu.Mark spogląda na niego, kiedy ten zarzuca na siebie koszulę.
-Powinienem być spowrotem za max 2 godziny.- mówi młodszy.
-Oki. - odpowiada Mark. Sebastian wychodzi. Mija może 15 minut od wyjścia jego męża, kiedy do drzwi mieszkania dzwoni dzwonek. Mark idąc otworzyć zauważa, iż Seba nie zabrał kluczy do domu więc jest pewien, iż to on się wrócił. Nie zerka przez wizjer, otwiera i odruchowo mówi:
-Kiedy w końcu przestaniesz zapominać kluczy do domu?- pyta, ale wtedy jego wzrok zatrzymuje się na osobie, która faktycznie dzwoniła. I to nie jest jego mąż. - Co pani tu robi?- pyta od razu ponieważ nie spodziewał się tej osoby w ich progu. Spodziewał się telefonów, ale nie przyszło mu do głowy, że może być aż tak bezczelna, aby przychodzić do ich domu.
-Dzień dobry byłoby miłe na początek.- odpowiada kobieta.
-Z reguły jestem miły, ale tym razem zrobię wyjątek. Pani nie była miła dla Sebastiana.- mówi.- Pytam więc co Pani tu robi?- ponawia pytanie.
-Chciałam zobaczyć się z moim synem.- odpowiada.
-Nie ma Sebastiana jak się pani domyśliła. - mówi.
-Tak, domyśliłam się. Wziąłeś mnie za niego.- zauważa.
-Dokładnie. Byłem pewien, że to on zapomniał kluczy.
-Kiedy wróci?- pyta kobieta.
-Nie powiem pani.- odpowiada.- Myślę, że po tym co ostatnio mu pani powiedziała, Seba nie chce z panią rozmawiać. Jestem tego pewien, że nie chce.- dodaje.
-Nie interesuje mnie pana zdanie.Chcę spotkać się z moim synem. Zrobię to prędzej czy później. Pan mnie nie powstrzyma.- zapewnia kobieta.
-Czego pani od niego chce?- chce wiedzieć Mark.- Proszę mi powiedzieć, bo nie mogę zrozumieć jak pani może w ten sposób postępować?
-Będziemy rozmawiać na korytarzu?- pyta kobieta.
-Zapraszam do środka.- mówi mężczyzna odsuwając się. Kobieta wchodzi do mieszkania rozglądając się z zainteresowaniem. Mark zaprasza ją do salonu. Kobieta odmawia, kiedy ten proponuje jej coś do picia. Siada na fotelu, kiedy ona spoczywa na sofie.
-Może mi pani powiedzieć dlaczego pani w ten sposób postępuje? Dlaczego pani żąda od Sebastiana pieniędzy, które rzekomo się pani należą, po tylu latach niekontaktowania się z synem, nie interesowania się jego losem?- pyta Mark.- Odrzuciliście go, odtrąciliście. Nie mieliście i nie chcieliście mieć z nim kontaktu, a teraz nagle pani chce od syna pieniądze? Jaka z pani matka?- pyta mężczyzna nie rozumiejąc jak tak można.
-Powiedział panu...- mówi klobieta.
-Tak, jestem jego mężem. Nie mamy przed sobą tajemnic...
-Mężem...
-Tak, mężem...
-Cóż... nazywajcie to jak chcecie, ale małżeństwo to kobieta i mężczyzna.- twierdzi.
-Pani tak myśli. Ma pani prawo, ale jestem mężem pani syna. To jest fakt.- twierdzi mężczyzna.- Ale nie o tym rozmawiamy. Proszę mi powiedzieć dlaczego pani uważa, że Sebastian ma jakikolwiek obowiązek wobec pani?- pyta ponownie licząc, że uzyska odpowiedź.Wie, że będzie ona brednią i będzie nielogiczna, ale chce usłyszeć.
-Mam problemy finansowe i liczę na pomoc syna ponieważ my łożyliśmy na jego wykształcenie. Teraz to ja potrzebuję pomocy.- pada odpowiedz.
-Nawet po tym jak państwo go potraktowaliście? Jak jego ojciec go pobił, a potem zostawiliście go samego w takim stanie? Wprawdzie w prywatnej klinice, ale samego? Z niedowładem ręki?- patrzy na nią oburzony.
-To był wypadek... Mój mąż się zdenerwował... Potem zapłaciliśmy za fachową opiekę i miejsce w jednym z najlepszych ośrodków...
-I przez przypadek prawie zabił swojego syna? Bo się zdenerwował?- kpi.- To znaczy, że jeśli teraz mnie pani zdenerwuje to mogę śmiało panią uderzyć, pobić, a potem tłumaczyć to zdenerwowaniem i wypadkiem?- pyta.- Ale zostawmy to...i jeszcze myśli pani, że zrobiliście mu łaskę opłacając dobry ośrodek po tym co jego ojciec mu zrobił?- jest zszokowany.- Czy pani w żaden sposób nie poczuwa się do winy za to jak potraktowaliście swoje dziecko?- ponawia pytanie patrząc na nią, ale ona siedzi spokojnie i zachowuje się tak jakby rozmawiali o pogodzie.- Skrzywdziliście go na wiele sposobów. fizycznie i psychicznie. I teraz jeszcze śmie pani twierdzić, że należy się pani pomoc ze strony Sebastiana? I proszę mi nie mówić ile to łożyliście na jego wykształcenie, bo na studiach musiał radzić sobie sam. Z tego co wiem to miał stypendium dzięki któremu skończył studia, bo przestaliście mu pomagać za to, że nie pasował do waszych wyobrażeń. Jak już wyszedł ze szpitala...
-To nie tak...
-Nie tak? A jak?
-To był szok...
-Szok... Przeżyliście szok, bo nie podobały mu się kobiety?- pyta wprost.
-Nie ma pan pojęcia jak to jest dowiedzieć się, że twoje dziecko jest inne, że nigdy nie będzie mieć żony, dzieci...
-Mam pojęcie jak trudne musi być pogodzenie się z tą myślą i zaakceptowanie siebie.- mówi spokojnym tonem, ale głośniej niż do tej pory.-Mam pojęcie jak trudne jest to, aby dojrzeć do tego, aby w końcu podzielić się tym z bliskimi osobami. - wylicza. -Nie mam pojęcia jak to jest zostać odrzuconym i pobitym przez swojego ojca za to kim się jest i na co nie mamy wpływu. Nie mam pojęcia jak to jest spędzić wiele tygodni w klinice i być pozostawionym samemu sobie.- mówi.- Nie wiem jak to jest próbować się potem podnieść i żyć dalej. Potrzeba siły. Dużo siły.- Patrzy na nią.-I nie mam pojęcia jak to jest usłyszeć z ust własnej matki, że ma się obowiązek wobec rodziny, bo ktoś łożył na naukę gdzie takie rzeczy były waszym cholernym obowiązkiem!- podnosi głos.- Tak jak to, że opłaciliście klinikę po tym jak jego własny ojciec omal nie zrobił z niego kaleki na całe życie, bo nie umiał się opanować i pobił własne dziecko!
-Proszę nie krzyczeć! Nie życzę sobie!- ponosi głos matka Sebastiana.
-A ja sobie nie życzę, aby wydzwaniała pani do mojego męża i go nękała i nagabywała. Nie życzę sobie aby pani żądała od niego pieniędzy. Nie jest pani nic winien! Proszę to łaskawie przyjąć do wiadomości.
-Nie może pan mi nic zabronić.- mówi kobieta.- I nic jemu nakazać...- patrzy na niego wyniośle. Mark bierze głęboki oddech.
- Nie pozwolę pani go więcej krzywdzić.- mówi jej.- Jeśli zechcę nigdy się pani do niego już nie zbliży. On nie ma wobec pani żadnego długu wdzięczności. Nie pozwolę pani niszczyć mu życia, teraz kiedy jest szczęśliwy.- mówi.-
-On jest szczęśliwy, a ja mam problemy...
-Niekoniecznie nas pani problemy interesują. Może pani zostać potraktowana tak samo jak potraktowaliście z mężem własnego syna... Wyrzuciliście go z domu...
-Mógł wrócić do domu, sam zdecydował się nie wracać...
-Mógł wrócić i udawać? Miał spotykać się z kobietami, sypiać z nimi, abyście byli zadowoleni i szczęśliwi? - patrzy na nią.- Nie wrócił bo chciał być sobą.Chciał być ze sobą szczery.
-To było dla niego ważniejsze niż dobre imię rodziny...- mówi z goryczą w głosie kobieta.
-I chwała mu za to, że został sobą. Że nikogo nie oszukiwał. Że nikomu nie zniszczył życia.
-Zniszczył je nam... I zniszczył je sobie z panem...- twierdzi matka Seby.
-Dość!- słyszą. Mark patrzy.Mark słyszy kroki. Spogląda i widzi Sebastiana. patrzy na niego i wie, że tamten słyszał. Nie wie tylko ile.
-Zapomniałeś kluczy... Jak wszedłeś?- pyta.
-Zapomniałeś zamknąć drzwi...- mówi cicho Sebastian.- Witaj matko..- zwraca się do matki.
-Dzień dobry, dobrze, że już jesteś.- mówi kobieta wysilając się na sztuczny uśmiech.-Chciałam z tobą porozmawiać.- zwraca się do niego.-Jeśli to możliwe na osobności. To sprawa rodzinna.- dodaje prędko. Chce jak najszybciej pozbyć się męża syna.
-To jest niemożliwe mamo. - protestuje.-Mark zostaje, on jest moją rodziną.-zaznacza, a Mark spogląda na swoją drugą połowę .- Więc albo będziemy rozmawiać w jego obecności, albo wcale.- mówi Sebastian stanowczo siląc się na spokojny ton. Kobieta spogląda na Marka myśląc, że on jednak zdecyduje się na wyjście, ale on nie zamierza wstawać. Sebastian zajmuje miejsce obok, siadając na tyle blisko, że ich ramiona, ręce i uda się dotykają. Mark kładzie mu dłoń na udzie w uspakajającym geście, ale tylko oni wiedzą, że ma to uspokoić nieco Sebę. Matce chłopaka nie umyka ten gest.Sebastian odczytuje to z jej miny.
-Jeśli chcesz coś powiedzieć o tym, że mój mąż położył dłoń na moim udzie to sobie daruj.-twierdzi.-Wiem, że nie akceptujesz mnie, ani Marka, a już na pewno naszego związku, ale generalnie masz prawo do tego, natomiast nie pozwolę ci nas obrażać, bo na pewno masz taki zamiar. Może nie widzieliśmy się przez lata, ale nadal potrafię bezbłędnie odczytać mimikę twojej twarzy.- mówi syn. Matka nic nie mówi, on zauważa jak bardzo się powstrzymuje.-Więc słucham co jeszcze masz mi do powiedzenia oprócz tego, co powiedziałaś mi przez telefon?- pyta mężczyzna.- O pożyczce czy raczej przekazaniu ci pieniędzy nie chcę rozmawiać ponieważ nie pomogę ci finansowo. Tak zadecydowałem i nie zmienię zdania.- patrzy na nią i widzi jak jest zła.
-Musisz mi pomóc...
-Nic nie muszę.- zaznacza.
-Pewnie pan za tym stoi...- spogląda na Marka.
-Wręcz przeciwnie. Mark uważa, że nie jestem nic ci winien, ale wczoraj nie miał obiekcji żebym wybrał pieniądze z naszego wspólnego konta i ci dał jeśli tylko pomimo wszystko chcę to zrobić. Przez chwilę nawet chciałem ulec, ale potem przypomniałem sobie pewien telefon do domu, który wykonałem na święta...- patrzy na nią.- Pamiętasz?- pyta.
-Nie wiem o czym mówisz...- zaprzecza.
-Nie wiesz?- zastanawia się głośno Sebastian.- Cóż... może minie ci amnezja jak ci przypomnę. To było w święta Bożego Narodzenia. Nie... w wigilię. Żeby było lepiej. Zadzwoniłem do domu. Właściwie dzwoniłem co roku, ale nigdy nikt nie podniósł słuchawki. Wtedy było inaczej. Słuchawkę podniosła gosposia zdaje się. Chciałem złożyć wam życzenia. Nie wiem właściwie na co liczyłem. Może na to, że jak usłyszysz mój głos to zatęsknisz, zmięknie wam serce. Przypomnicie sobie, że macie syna. Może w końcu mnie zaakceptujecie... No i ta osoba, która odebrała kazała mi poczekać. Myślę, że chciała zasłonić ręką mikrofon w słuchawce, ale albo zrobiła to nieumiejętnie, albo specjalnie tego nie zrobiła, abym słyszał. I powiedziała ci, że dzwonię.- opowiada. Mark słyszy tę historię po raz pierwszy. Sebastian dużo mu opowiadał o tym jak odrzuciła go rodzina, ale o tym nie mówił.- Pamiętasz co odpowiedziałaś na jej słowa? Pamiętasz co powiedziałaś kiedy ona przekazała, że dzwoni twój syn?- patrzy na nią.- Powiedziałaś mamo, że nie masz syna.- wyrzuca jej, a Mark zamiera. Spogląda na kobietę, a ona ma dziwny wyraz twarzy. - Więc przykro mi, ale nie mogę ci pomóc... Bo skoro ty nie masz syna, to ja nie mam matki...- mówi,ale Mark przesuwa dłoń na jego udzie. Więc na niego patrzy.
-Nie rób tego.- mówi mu. Ich spojrzenia się łączą. Na chwilę.
-To nie ja to zrobiłem Mark. Oni zrobili to lata temu.- tłumaczy, a potem odwraca wzrok w stronę matki.- Pojechałem na pogrzeb ojca z szacunku. Pojechałem, bo pomimo wszystko był moim ojcem. Ale to tyle. Nic więcej. Ja już wiele lat temu zrozumiałem, że mnie nie kochacie. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Więc najlepiej będzie jak teraz wyjdziesz z naszego domu i nigdy więcej nie zadzwonisz i nie poprosisz mnie o pieniądze, bo najnormalniej w świecie ci ich nie dam. Ja poradziłem sobie bez waszej pomocy. Ty też będziesz musiała sobie poradzić. Jeśli nie stać cię będzie na utrzymanie domu i wygód do których przywykłaś to będziesz musiała z nich zrezygnować. Mnie też nie było łatwo, ale najgorsza nie była utrata pieniędzy i wygód... Teraz może nie jestem jakoś mega zamożny, ale możemy normalnie żyć... Mam też coś czego wy mnie pozbawiliście. Mam uczucie mojego męża. Mam spokój. Stabilność. Dach nad głową. Mam kogoś, kto się troszczy. Mam kogoś, kto nie zostawił mnie w złych chwilach. - wylicza.- A ty jesteś sama.- mówi, a potem wstaje. Nie mówi tego, aby wyszła, ale ona rozumie. Chwilę później już jej nie ma, a Sebastian wypuszcza głośno powietrze i bierze kolejny głęboki oddech. Mark po prostu obejmuje go i przytula, a potem nie wypuszcza z uścisku do momentu, w którym Sebastian się uspakaja.
-Seba...- szepce Mark.
-Proszę, nie chcę o tym mówić.- mruczy.
-Chodziło mi o to, że nie powinieneś zasypiać na sofie. Chodźmy do sypialni.- proponuje.
-Miałem jechać do galerii... ale nie mam siły.
-Galeria nie ucieknie...- mówi Mark.
***
Witajcie. Podoba się Wam rozdział? Na " The secrets of the heart" również nowość :) zapraszam.
***
Zastanawia się co dzieje się w klinice z Mario.Nie pisze, ani nie dzwoni więc się niepokoi, choć spodziewała się milczenia z jego strony. Przecież pojechał na badania. Jednak i tak się martwi. Martwi się, bo ma złe przeczucia. Martwi się, ponieważ boi się iż Mario jak wróci to będzie zmartwiony. Bo boi się tego jak on przyjmie fakt rozbratu z piłką na dłuższy czas. Boi się o niego. On już tak dużo przeszedł. Wiadomo jest bardzo silny, ale nawet najsilniejsi ludzie mają dość. Zamartwia się, ale właściwie z drugiej strony zdaje sobie sprawę, iż nic nie jest w stanie oprócz czekania zrobić. Więc po prostu czeka. A potem kiedy już nie może siedzieć w miejscu wysyła Mario smsa, że wychodzi z hotelu na chwilkę, oraz z wiadomością, iż gdyby jej jeszcze nie było kiedy on wróci, to aby się z nią skontaktował. Opuszcza hotel.
***
Taksówka podjeżdża pod hotel. Mario płaci kierowcy, a potem wchodzi do środka. Praktycznie od razu kieruje się do wind, a kiedy wjeżdża na piętro, gdzie znajduje się wynajęty pokój zmierza czem prędzej w stronę drzwi o właściwym numerze. Otwiera je kartą i w chodzi. Zaraz za drzwiami ściąga buty i już na bosaka wchodzi do dalszej części apartamentu. W pokoju jest cicho. Nie ma też nigdzie Emily. Wie, że wyszła. Sprawdza telefon, ale przypomina sobie, że się rozładował więc podłącza go do ładowarki uruchamia. Dopiero wtedy, kiedy ekran się rozświetla widzi wiadomość od swojej dziewczyny. Nie dzwoni, po prostu pisze do niej smsa.
" Przepraszam, że milczałem, ale bateria się rozładowała. Wróciłem już do hotelu. Chcę Cię przytulić. Czy możesz wrócić? Potrzebuję cię."- wysyła.
***
Telefon wydaje dźwięk przychodzącej wiadomości gdy jest już w taksówce, w drodze do hotelu. Wyciąga go z torebki po czym odblokowuje ekran. Czyta wiadomość od Mario.Pisze odpowiedź.
" Jestem w drodze." Potem zwraca się do kierowcy taksówki.
-Za ile minut będziemy na miejscu?- pyta.
-Za 5 minut.
-Dziękuję.- mówi do niego po czym wkłada komórkę do torebki. Spogląda w szybę i zastanawia się na ile diagnoza nie jest optymistyczna, bo przecież on napisał, że jej potrzebuje.
***
W pokoju jest cicho kiedy wchodzi. Dopiero potem słyszy głos Mario. Jest pewna, że rozmawia z rodzicami przez telefon. Upewnia się kiedy wchodzi do sypialni. Jest tam piłkarz. Siedzi na łóżku w szlafroku z telefonem przy uchu i tłumaczy coś skrzętnie komuś. Ich spojrzenia się łączą, a Emily posyła mu delikatny uśmiech. Mario wstaje z łóżka, podchodzi do niej po czym muska jej usta swoimi i przytula się do niej. Emily obejmuje go w pasie.
-Mamuś będę kończył. Ucałuj od nas Julie. - milczy przez moment.- Tak. Jutro będzie coś więcej wiadomo, mam nadzieję tylko, że nie powiedzą mi, iż to będzie trwać jeszcze dłużej, choć zdaję sobie sprawę, iż tak właśnie mogą powiedzieć. Nie chcę jednak o tym myśleć, bo mnie to przeraża.- mówi, a Emily słucha nadal tuląc się z nim.- Nie wiem mamo. Lekarz mówił, że to potrwa, ale jest raczej pewność, iż wszystko wróci do normy. Będę mógł wrócić na boisko, ale nie przez kilka miesięcy... Wiem, że to dobra wiadomość, ale nie ma pewności, a dopóki nie ma pewności to wszystko może się zdarzyć, a ja nawet nie dopuszczam do siebie możliwości, że teraz miałbym... byłbym zmuszony zrezygnować...- nie mówi do końca, bo te słowa nie chcą przejść mu przez usta.- Mamo, muszę kończyć. Porozmawiamy jutro. Kocham was. Ucałuj moją córkę. Pa.- żegna się po czym rozłącza. Ale pomimo tego, wcale się nie odsuwa. Obejmuje za to ramionami ciaśniej Emily. Dziewczyna zaczyna kreślić kojące kręgi na jego plecach. Jego mięśnie są spięte.
-Boję się.- mówi Mario.- Byłem w klinice, a potem po rozmowie z lekarzami poczułem jak paraliżuje mnie strach. Boję się, że okaże się, iż po tych miesiącach leczenia jednak nie będę mógł wrócić. Nie wiem skąd to się bierze, ale tak czuję.-tłumaczy.
-Tak nie będzie.- zaprzecza dziewczyna.
-Nie ma pewności.
-Lekarze wiedzą co robią.- mówi, a potem się odsuwa. Mario ma zaszklone oczy. Dziewczyna dotyka jego policzka.-Wszystko będzie dobrze. Jestem tego pewna. Ten czas leczenia może się ciągnąć, ale przetrwamy to, ty to przetrwasz. A potem wrócisz do treningów, do formy i znów będziesz zachwycał na boisku. Jeszcze nie raz będziesz święcił triumfy z zespołem. Jeszcze nie raz będziesz asystował przy bramce i wielokrotnie sam strzelisz do bramki przeciwnika.- mówi.- Nie możesz się poddawać. Nie myśl o tym, że coś pójdzie nie tak, bo tak nie będzie. Już niejednokrotnie wychodziłeś z trudniejszych sytuacji. Miałeś kontuzje.
-Tylko wtedy wiedziałem, że mam skręconą nogę, złamaną nogę czy naciągnięte więzadła... Teraz to zupełnie inna sprawa. Ta choroba... Nie wiadomo do końca jak będzie postępować leczenie...
-Kochanie...
-Wiem, że panikuję, przepraszam... Nie wiem co się dzieje, ale naprawdę myślę, że tym razem coś pójdzie nie tak, boję się, że będę musiał rzucić piłkę... A to całe moje życie, tylko to potrafię...- przerywa.
-Kochanie...- próbuje mu przerwać.
-Boże... powiedziałem właśnie, że potrafię tylko grać w piłkę... Co jest prawdą, ale zachowuję się jak staruszek... Całe życie zarzekałem się, że nie użyję takich słów, a one właśnie padły.- patrzy na nią.- Przepraszam cię.- mówi.
-W porządku. To jest w porządku, kochanie.- znów dotyka jego policzka.- To nic złego, że się boisz i martwisz. To w porządku.- zapewnia.- Ale nie musisz. Wszystko będzie dobrze. - mówi mu.- Wyjdziemy gdzieś?- pyta dziewczyna.- Nie wiem... na spacer, na kolację później, do klubu? Gdzie chcesz. - proponuje.- Wiem, ze nie masz wielkiej ochoty, ale nie będziemy siedzieć w hotelu i się zamartwiać. Bo oszalejemy. Jutro będzie wiadomo więcej. Wtedy będziemy się zastanawiać.
-Jutro będą pisać w gazetach gdzie jestem...- marudzi Mario.
-Niech piszą. Nie musisz nic na ten temat mówić. Zrobią nam zdjęcia, ok. Niech robią. Nie będziemy się ukrywać cały ten czas...
-Wiem.Masz rację. - zgadza się.- To może kolacja?- proponuje.
-Kolacja.- zgadza się.
***
Sebastian bierze kluczyki do samochodu.Mark spogląda na niego, kiedy ten zarzuca na siebie koszulę.
-Powinienem być spowrotem za max 2 godziny.- mówi młodszy.
-Oki. - odpowiada Mark. Sebastian wychodzi. Mija może 15 minut od wyjścia jego męża, kiedy do drzwi mieszkania dzwoni dzwonek. Mark idąc otworzyć zauważa, iż Seba nie zabrał kluczy do domu więc jest pewien, iż to on się wrócił. Nie zerka przez wizjer, otwiera i odruchowo mówi:
-Kiedy w końcu przestaniesz zapominać kluczy do domu?- pyta, ale wtedy jego wzrok zatrzymuje się na osobie, która faktycznie dzwoniła. I to nie jest jego mąż. - Co pani tu robi?- pyta od razu ponieważ nie spodziewał się tej osoby w ich progu. Spodziewał się telefonów, ale nie przyszło mu do głowy, że może być aż tak bezczelna, aby przychodzić do ich domu.
-Dzień dobry byłoby miłe na początek.- odpowiada kobieta.
-Z reguły jestem miły, ale tym razem zrobię wyjątek. Pani nie była miła dla Sebastiana.- mówi.- Pytam więc co Pani tu robi?- ponawia pytanie.
-Chciałam zobaczyć się z moim synem.- odpowiada.
-Nie ma Sebastiana jak się pani domyśliła. - mówi.
-Tak, domyśliłam się. Wziąłeś mnie za niego.- zauważa.
-Dokładnie. Byłem pewien, że to on zapomniał kluczy.
-Kiedy wróci?- pyta kobieta.
-Nie powiem pani.- odpowiada.- Myślę, że po tym co ostatnio mu pani powiedziała, Seba nie chce z panią rozmawiać. Jestem tego pewien, że nie chce.- dodaje.
-Nie interesuje mnie pana zdanie.Chcę spotkać się z moim synem. Zrobię to prędzej czy później. Pan mnie nie powstrzyma.- zapewnia kobieta.
-Czego pani od niego chce?- chce wiedzieć Mark.- Proszę mi powiedzieć, bo nie mogę zrozumieć jak pani może w ten sposób postępować?
-Będziemy rozmawiać na korytarzu?- pyta kobieta.
-Zapraszam do środka.- mówi mężczyzna odsuwając się. Kobieta wchodzi do mieszkania rozglądając się z zainteresowaniem. Mark zaprasza ją do salonu. Kobieta odmawia, kiedy ten proponuje jej coś do picia. Siada na fotelu, kiedy ona spoczywa na sofie.
-Może mi pani powiedzieć dlaczego pani w ten sposób postępuje? Dlaczego pani żąda od Sebastiana pieniędzy, które rzekomo się pani należą, po tylu latach niekontaktowania się z synem, nie interesowania się jego losem?- pyta Mark.- Odrzuciliście go, odtrąciliście. Nie mieliście i nie chcieliście mieć z nim kontaktu, a teraz nagle pani chce od syna pieniądze? Jaka z pani matka?- pyta mężczyzna nie rozumiejąc jak tak można.
-Powiedział panu...- mówi klobieta.
-Tak, jestem jego mężem. Nie mamy przed sobą tajemnic...
-Mężem...
-Tak, mężem...
-Cóż... nazywajcie to jak chcecie, ale małżeństwo to kobieta i mężczyzna.- twierdzi.
-Pani tak myśli. Ma pani prawo, ale jestem mężem pani syna. To jest fakt.- twierdzi mężczyzna.- Ale nie o tym rozmawiamy. Proszę mi powiedzieć dlaczego pani uważa, że Sebastian ma jakikolwiek obowiązek wobec pani?- pyta ponownie licząc, że uzyska odpowiedź.Wie, że będzie ona brednią i będzie nielogiczna, ale chce usłyszeć.
-Mam problemy finansowe i liczę na pomoc syna ponieważ my łożyliśmy na jego wykształcenie. Teraz to ja potrzebuję pomocy.- pada odpowiedz.
-Nawet po tym jak państwo go potraktowaliście? Jak jego ojciec go pobił, a potem zostawiliście go samego w takim stanie? Wprawdzie w prywatnej klinice, ale samego? Z niedowładem ręki?- patrzy na nią oburzony.
-To był wypadek... Mój mąż się zdenerwował... Potem zapłaciliśmy za fachową opiekę i miejsce w jednym z najlepszych ośrodków...
-I przez przypadek prawie zabił swojego syna? Bo się zdenerwował?- kpi.- To znaczy, że jeśli teraz mnie pani zdenerwuje to mogę śmiało panią uderzyć, pobić, a potem tłumaczyć to zdenerwowaniem i wypadkiem?- pyta.- Ale zostawmy to...i jeszcze myśli pani, że zrobiliście mu łaskę opłacając dobry ośrodek po tym co jego ojciec mu zrobił?- jest zszokowany.- Czy pani w żaden sposób nie poczuwa się do winy za to jak potraktowaliście swoje dziecko?- ponawia pytanie patrząc na nią, ale ona siedzi spokojnie i zachowuje się tak jakby rozmawiali o pogodzie.- Skrzywdziliście go na wiele sposobów. fizycznie i psychicznie. I teraz jeszcze śmie pani twierdzić, że należy się pani pomoc ze strony Sebastiana? I proszę mi nie mówić ile to łożyliście na jego wykształcenie, bo na studiach musiał radzić sobie sam. Z tego co wiem to miał stypendium dzięki któremu skończył studia, bo przestaliście mu pomagać za to, że nie pasował do waszych wyobrażeń. Jak już wyszedł ze szpitala...
-To nie tak...
-Nie tak? A jak?
-To był szok...
-Szok... Przeżyliście szok, bo nie podobały mu się kobiety?- pyta wprost.
-Nie ma pan pojęcia jak to jest dowiedzieć się, że twoje dziecko jest inne, że nigdy nie będzie mieć żony, dzieci...
-Mam pojęcie jak trudne musi być pogodzenie się z tą myślą i zaakceptowanie siebie.- mówi spokojnym tonem, ale głośniej niż do tej pory.-Mam pojęcie jak trudne jest to, aby dojrzeć do tego, aby w końcu podzielić się tym z bliskimi osobami. - wylicza. -Nie mam pojęcia jak to jest zostać odrzuconym i pobitym przez swojego ojca za to kim się jest i na co nie mamy wpływu. Nie mam pojęcia jak to jest spędzić wiele tygodni w klinice i być pozostawionym samemu sobie.- mówi.- Nie wiem jak to jest próbować się potem podnieść i żyć dalej. Potrzeba siły. Dużo siły.- Patrzy na nią.-I nie mam pojęcia jak to jest usłyszeć z ust własnej matki, że ma się obowiązek wobec rodziny, bo ktoś łożył na naukę gdzie takie rzeczy były waszym cholernym obowiązkiem!- podnosi głos.- Tak jak to, że opłaciliście klinikę po tym jak jego własny ojciec omal nie zrobił z niego kaleki na całe życie, bo nie umiał się opanować i pobił własne dziecko!
-Proszę nie krzyczeć! Nie życzę sobie!- ponosi głos matka Sebastiana.
-A ja sobie nie życzę, aby wydzwaniała pani do mojego męża i go nękała i nagabywała. Nie życzę sobie aby pani żądała od niego pieniędzy. Nie jest pani nic winien! Proszę to łaskawie przyjąć do wiadomości.
-Nie może pan mi nic zabronić.- mówi kobieta.- I nic jemu nakazać...- patrzy na niego wyniośle. Mark bierze głęboki oddech.
- Nie pozwolę pani go więcej krzywdzić.- mówi jej.- Jeśli zechcę nigdy się pani do niego już nie zbliży. On nie ma wobec pani żadnego długu wdzięczności. Nie pozwolę pani niszczyć mu życia, teraz kiedy jest szczęśliwy.- mówi.-
-On jest szczęśliwy, a ja mam problemy...
-Niekoniecznie nas pani problemy interesują. Może pani zostać potraktowana tak samo jak potraktowaliście z mężem własnego syna... Wyrzuciliście go z domu...
-Mógł wrócić do domu, sam zdecydował się nie wracać...
-Mógł wrócić i udawać? Miał spotykać się z kobietami, sypiać z nimi, abyście byli zadowoleni i szczęśliwi? - patrzy na nią.- Nie wrócił bo chciał być sobą.Chciał być ze sobą szczery.
-To było dla niego ważniejsze niż dobre imię rodziny...- mówi z goryczą w głosie kobieta.
-I chwała mu za to, że został sobą. Że nikogo nie oszukiwał. Że nikomu nie zniszczył życia.
-Zniszczył je nam... I zniszczył je sobie z panem...- twierdzi matka Seby.
-Dość!- słyszą. Mark patrzy.Mark słyszy kroki. Spogląda i widzi Sebastiana. patrzy na niego i wie, że tamten słyszał. Nie wie tylko ile.
-Zapomniałeś kluczy... Jak wszedłeś?- pyta.
-Zapomniałeś zamknąć drzwi...- mówi cicho Sebastian.- Witaj matko..- zwraca się do matki.
-Dzień dobry, dobrze, że już jesteś.- mówi kobieta wysilając się na sztuczny uśmiech.-Chciałam z tobą porozmawiać.- zwraca się do niego.-Jeśli to możliwe na osobności. To sprawa rodzinna.- dodaje prędko. Chce jak najszybciej pozbyć się męża syna.
-To jest niemożliwe mamo. - protestuje.-Mark zostaje, on jest moją rodziną.-zaznacza, a Mark spogląda na swoją drugą połowę .- Więc albo będziemy rozmawiać w jego obecności, albo wcale.- mówi Sebastian stanowczo siląc się na spokojny ton. Kobieta spogląda na Marka myśląc, że on jednak zdecyduje się na wyjście, ale on nie zamierza wstawać. Sebastian zajmuje miejsce obok, siadając na tyle blisko, że ich ramiona, ręce i uda się dotykają. Mark kładzie mu dłoń na udzie w uspakajającym geście, ale tylko oni wiedzą, że ma to uspokoić nieco Sebę. Matce chłopaka nie umyka ten gest.Sebastian odczytuje to z jej miny.
-Jeśli chcesz coś powiedzieć o tym, że mój mąż położył dłoń na moim udzie to sobie daruj.-twierdzi.-Wiem, że nie akceptujesz mnie, ani Marka, a już na pewno naszego związku, ale generalnie masz prawo do tego, natomiast nie pozwolę ci nas obrażać, bo na pewno masz taki zamiar. Może nie widzieliśmy się przez lata, ale nadal potrafię bezbłędnie odczytać mimikę twojej twarzy.- mówi syn. Matka nic nie mówi, on zauważa jak bardzo się powstrzymuje.-Więc słucham co jeszcze masz mi do powiedzenia oprócz tego, co powiedziałaś mi przez telefon?- pyta mężczyzna.- O pożyczce czy raczej przekazaniu ci pieniędzy nie chcę rozmawiać ponieważ nie pomogę ci finansowo. Tak zadecydowałem i nie zmienię zdania.- patrzy na nią i widzi jak jest zła.
-Musisz mi pomóc...
-Nic nie muszę.- zaznacza.
-Pewnie pan za tym stoi...- spogląda na Marka.
-Wręcz przeciwnie. Mark uważa, że nie jestem nic ci winien, ale wczoraj nie miał obiekcji żebym wybrał pieniądze z naszego wspólnego konta i ci dał jeśli tylko pomimo wszystko chcę to zrobić. Przez chwilę nawet chciałem ulec, ale potem przypomniałem sobie pewien telefon do domu, który wykonałem na święta...- patrzy na nią.- Pamiętasz?- pyta.
-Nie wiem o czym mówisz...- zaprzecza.
-Nie wiesz?- zastanawia się głośno Sebastian.- Cóż... może minie ci amnezja jak ci przypomnę. To było w święta Bożego Narodzenia. Nie... w wigilię. Żeby było lepiej. Zadzwoniłem do domu. Właściwie dzwoniłem co roku, ale nigdy nikt nie podniósł słuchawki. Wtedy było inaczej. Słuchawkę podniosła gosposia zdaje się. Chciałem złożyć wam życzenia. Nie wiem właściwie na co liczyłem. Może na to, że jak usłyszysz mój głos to zatęsknisz, zmięknie wam serce. Przypomnicie sobie, że macie syna. Może w końcu mnie zaakceptujecie... No i ta osoba, która odebrała kazała mi poczekać. Myślę, że chciała zasłonić ręką mikrofon w słuchawce, ale albo zrobiła to nieumiejętnie, albo specjalnie tego nie zrobiła, abym słyszał. I powiedziała ci, że dzwonię.- opowiada. Mark słyszy tę historię po raz pierwszy. Sebastian dużo mu opowiadał o tym jak odrzuciła go rodzina, ale o tym nie mówił.- Pamiętasz co odpowiedziałaś na jej słowa? Pamiętasz co powiedziałaś kiedy ona przekazała, że dzwoni twój syn?- patrzy na nią.- Powiedziałaś mamo, że nie masz syna.- wyrzuca jej, a Mark zamiera. Spogląda na kobietę, a ona ma dziwny wyraz twarzy. - Więc przykro mi, ale nie mogę ci pomóc... Bo skoro ty nie masz syna, to ja nie mam matki...- mówi,ale Mark przesuwa dłoń na jego udzie. Więc na niego patrzy.
-Nie rób tego.- mówi mu. Ich spojrzenia się łączą. Na chwilę.
-To nie ja to zrobiłem Mark. Oni zrobili to lata temu.- tłumaczy, a potem odwraca wzrok w stronę matki.- Pojechałem na pogrzeb ojca z szacunku. Pojechałem, bo pomimo wszystko był moim ojcem. Ale to tyle. Nic więcej. Ja już wiele lat temu zrozumiałem, że mnie nie kochacie. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Więc najlepiej będzie jak teraz wyjdziesz z naszego domu i nigdy więcej nie zadzwonisz i nie poprosisz mnie o pieniądze, bo najnormalniej w świecie ci ich nie dam. Ja poradziłem sobie bez waszej pomocy. Ty też będziesz musiała sobie poradzić. Jeśli nie stać cię będzie na utrzymanie domu i wygód do których przywykłaś to będziesz musiała z nich zrezygnować. Mnie też nie było łatwo, ale najgorsza nie była utrata pieniędzy i wygód... Teraz może nie jestem jakoś mega zamożny, ale możemy normalnie żyć... Mam też coś czego wy mnie pozbawiliście. Mam uczucie mojego męża. Mam spokój. Stabilność. Dach nad głową. Mam kogoś, kto się troszczy. Mam kogoś, kto nie zostawił mnie w złych chwilach. - wylicza.- A ty jesteś sama.- mówi, a potem wstaje. Nie mówi tego, aby wyszła, ale ona rozumie. Chwilę później już jej nie ma, a Sebastian wypuszcza głośno powietrze i bierze kolejny głęboki oddech. Mark po prostu obejmuje go i przytula, a potem nie wypuszcza z uścisku do momentu, w którym Sebastian się uspakaja.
-Seba...- szepce Mark.
-Proszę, nie chcę o tym mówić.- mruczy.
-Chodziło mi o to, że nie powinieneś zasypiać na sofie. Chodźmy do sypialni.- proponuje.
-Miałem jechać do galerii... ale nie mam siły.
-Galeria nie ucieknie...- mówi Mark.
***
Witajcie. Podoba się Wam rozdział? Na " The secrets of the heart" również nowość :) zapraszam.
czwartek, 3 sierpnia 2017
64. Nowiny...
Kiedy się budzi jest sam w łóżku. To nie zdarza się często, ponieważ jego druga połowa kiedy tylko może lubi się wyspać. Jednak ostatnio to wydaje mu się jakby rytuał. Znajduje ją tym razem w łazience. Poprzednio znalazł ją w kuchni pijącą herbatę. Tym razem nie wygląda najlepiej.
-Agnes...
-Zrobisz mi herbatę?- pyta dziewczyna.- Proszę. Myślę, że po niej poczuję się lepiej.
-A ja myślę, że pomoże ci nie herbata, a lekarz.- mówi jednak słucha jej i idzie zrobić herbatę. Niestety napój się nie przyjmuje. I to go martwi.
***
Obserwuje swoją żonę kiedy krząta się po kuchni pośpiewując. Uwielbia na nią patrzeć. Uwielbia widzieć jej uśmiechniętą twarz. Uwielbia być w domu, z nią, z dziećmi.
-Kocham cię.- mówi po prostu głośno. Natalie spogląda na niego uśmiechając się. Patrzą na niego również ich dzieci. Zarówno na twarzy córeczki jak i synka goszczą uśmiechy. Właściwie to są przyzwyczajeni do takich wyznań ponieważ ich rodzice nigdy nie są oszczędni jeśli chodzi o wyznawanie uczuć. Nie tylko je sobie wyznają, ale także okazują. Dzieci są tego świadkami, ale zawsze, ale to zawsze w takich momentach na ich twarzach goszczą uśmiechy. I tak jest również tym razem.
-Ja ciebie również bardzo kocham Marco.- odpowiada jego żona. Niestety mu to nie wystarcza. Wstaje z krzesła i wystarcza kilka kroków aby znalazł się przy żonie. Potem obejmuje ją i przyciąga do siebie, by następnie złączyć ich usta. A kiedy w końcu przestaje ją całować robi coś jeszcze.
-Moi rodzice zabiorą dzieci.- szepce do ucha żony.- Będą tam całe popołudnie...
-A co my będziemy robić w tym czasie?- uśmiecha się Natalie.
-A my w tym czasie postaramy się o rodzeństwo dla naszych dzieci.- odpowiada piłkarz, a potem całuje w czoło żonę.-Tak bardzo cię kocham i tak bardzo pragnę mieć z tobą kolejne dziecko...- wyznaje.- Uwielbiam patrzeć jak promieniejesz nosząc pod sercem nasze dziecko. Uwielbiam patrzeć jak twoje ciało się zmienia, jak twój brzuszek robi się okrągły, a potem jak rośnie.- mówi.- Uwielbiam słuchać bicia serca naszego dziecka podczas badań usg... Tak bardzo pragnę tego dziecka...
-To kiedy będą twoi rodzice?- pyta Natalie, a on się jeszcze bardziej uśmiecha.
***
Właściwie nie wie ile czasu jest już w łazience. To może być godzina, dwie lub pięć. Właściwie nie ma pojęcia dlaczego płacze. Po prostu to robi w samotności siedząc na łazienkowych płytkach.
***
Postanawia wyjść z pracy wcześnie, a szef na to przystaje, bo właściwie może pracę dokończyć w domu. Dziękuje mu uściskiem dłoni. Na odchodne słyszy jeszcze pochwałę za zaangażowanie po czym wychodzi. Ma zamiar zrobić swojej drugiej połowie niespodziankę. Jest pewien, że się go nie spodziewa. Miał wrócić późno, a jest 17, kiedy opuszcza budynek.
***
Słyszy zgrzyt klucza w zamku. Jest zaskoczona, bo jej mężczyzna miał wrócić późno. Chwilkę później on zjawia się w sypialni, gdzie ona leży na ich łóżku. Leży, a obok niej jest kilka mokrych chusteczek. Właściwie nie ma pojęcia dlaczego wylała tyle łez. Płakała, bo jej się po prostu chciało płakać. Nie ma innego wytłumaczenia. A może jest?
Czuje jego spojrzenie na sobie więc ona również na niego patrzy. A kiedy siada praktycznie w jednej chwili on zjawia się obok, a potem czuje silne ramiona obejmujące ją. Więc po prostu pozwala mu się przytulić. Zamyka oczy układając głowę na jego ramieniu. Przez chwilę jest cisza. On nie pyta, ale ona zdaje sobie sprawę, iż te pytania padną. Bo on ją kocha i na pewno chce wiedzieć co sprawiło, że płakała. I tak się dzieje. Nie są to natrętne pytania. On tak nie robi. Najpierw całuje ją w czoło, a zaraz potem w usta. Jego palce gładzą jej policzki, a on sam patrzy w jej oczy.
-Czy możesz mi powiedzieć dlaczego płakałaś?- pyta delikatnie, ale nuta troski w jego głosie sprawia, że w jej oczach pojawia się nowa fala łez, bo ona uświadamia sobie jak wielkie szczęście ma mogąc być z takim mężczyzną. A on się boi kiedy dostrzega jak niebezpiecznie zaszkliły jej się oczy.- Kochanie powiedziałem coś nie tak?- dopytuje.- Zapytałem po prostu dlaczego płaczesz, bo się martwię...
-Wiem...- mówi, ale łzy płyną po jej policzkach.
-Martwisz mnie...- mówi mężczyzna.- Proszę, powiedz mi...- prosi ją.
-Nie wiem jak...- odpowiada wycierając łzy z policzka co nic nie daje, bo one ciągle płyną. I to wtedy znów niepewność zalewa jej duszę. I wątpliwości pojawiają się nie wiadomo skąd. Pojawia się mnóstwo pytań, na które on zapewne mógłby odpowiedzieć, ale ona nie ma pojęcia czy zdoła je zadać. Nie ma pojęcia czyż zdoła w ogóle wydusić z siebie jedno słowo, bo w tej chwili nie może.
-Kochanie cokolwiek to jest powiedz mi proszę. Razem jesteśmy w stanie stawić czoła wszystkiemu.- zapewnia ją.- Tak bardzo cię kocham. Naprawdę z wszystkim sobie poradzimy. Jednak razem.- próbuje ją przekonać, a ona płacze. Pozwala jej się więc po prostu wypłakać. A kiedy w końcu dziewczyna się uspakaja na tyle, na ile jest w stanie on w końcu dowiaduje się o co chodzi. I jest po prostu szczęśliwy. Jest najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi.
-Jestem przy tobie i będę. Zawsze. Tak bardzo się cieszę.- zapewnia, a ona znów płacze, ale on już w tym momencie wie czym są spowodowane te łzy. Rozumie, więc po prostu pozwala jej płakać. I ją tuli. I być może szepce jej do ucha słowa, które są przeznaczone tylko dla jej uszu. A potem, kiedy wszystko już jest jasne, kiedy w końcu do niej dociera, że on jest szczęśliwy z nowiny, że on nie odejdzie, bo też takie wizje podsuwał jej, jej umysł, po prostu wtula się w jego ramiona i zasypia. Obiecują sobie jeszcze wcześniej, że powiedzą bliskim. Jednak na razie muszą odpocząć. Więc odpoczywają.
***
Natalie od razu zauważa. W momencie w którym zjawiają się u nich i patrzą na siebie niby tak samo, niby tak samo się do siebie uśmiechają, ale jednak jakoś inaczej. Ona i Marco poznają nowinę. Obydwoje reagują dokładnie w ten sam sposób. Po prostu im gratulują i przytulają ich.
-Będziecie wspaniałymi rodzicami.- mówi im uśmiechając się. Ricky spogląda na swoją drugą połowę, a Agnes znów ma łzy w oczach. Nie potrafi ich zatrzymać więc najpierw jedna spływa po jej policzku, a w jej ślad idą następne. Ricky przytula ja.
-Ciągle płacze...-wzdycha, a potem składa pocałunek we włosach Agnes.- Ja wiem, że to pewnie normalne w ciąży, ale mam nadzieję, że to minie, bo nie mogę patrzeć na jej łzy.
-Minie.-mówi Natalie patrząc na niego.- Będziesz tatą Ricky.-mówi mu.- Pamiętam wiele naszych rozmów...- przypomina, a on wie o czym ona mówi. -Pamiętasz?- pyta.
-Tak.-pada odpowiedź. Dobrze pamięta te ich rozmowy. Wtedy, gdy one się odbywały on ciągle cierpiał po zdradzie, więc cały czas powtarzał, że zapewne będzie już sam. Nie będzie miał rodziny.
-I spójrz w jakim miejscu teraz jesteś.- uśmiecha się. - Jesteś szczęśliwy z Agnes, a teraz spodziewacie się dziecka.
-Jestem szczęśliwy, bardzo szczęśliwy. - znów składa pocałunek we włosach Agnes.- I będę tatą.- mówi z dumą. - Nie spodziewałem się takiej nowiny, ale jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Będę miał dziecko z kobietą, która kocham nad życie.- mówi.
-Powiedzieliście rodzicom? - pyta Marco.
-Nie. Moi rodzice wracają jutro. Jesteście pierwsi.- uśmiecha się przyszły ojciec.
-Więc jeśli już mowa o dzieciach...-zaczyna Marco.
-Być może i my wkrótce podzielimy się z Wami taką samą nowiną.- kończy Natalie.
-Jesteś w ciąży?-pyta Agnes.
-Nie jestem, ale mam nadzieję, że będę wkrótce. -odpowiada malarka spoglądając na męża.
-Staramy się o trzeciego malucha.-mówi Marco uśmiechając się.
***
-Agnes jest w ciąży.- mówi Mario wchodząc do pokoju. Emily spogląda na niego i po kilku sekundach na jej twarzy pojawia się wielki uśmiech.
-Poważnie?-pyta.
-Tak, serio. Rozmawiałem z Marco.- mówi. - A i jeszcze jest jedna nowina. Że nie tylko Agnes zostanie w najbliższej przyszłości mamą. Marco i Nat starają się o trzecie dziecko.- piłkarz mówiąc to uśmiecha się.
-Ciesze się razem z nimi. To same wspaniałe wiadomości. - mówi Emily. Mario podchodzi do dziewczyny i obejmuje ją.
-Tak. Nie ma większego błogosławieństwa niż posiadanie dziecka.- mówi patrząc jej w oczy.- Taka mała istota to dar. -dodaje.
-Na pewno.- przyznaje Emily, a zaraz potem w jej oczach Mario dostrzega smutek.
-Powiedziałem coś nie tak?- pyta.
-Nie, dlaczego?
-Posmutniałaś...
-Bo pomyślałam o tym, że nie będę mogła tego doświadczyć.- mówi mu patrząc mu w oczy.Jest szczera, bo i dlaczego ma nie być? - Mamy Julie, kocham ją nad życie, ale o ile doświadczę jej wychowania, to jednak zdaję sobie sprawę, że wiele mnie ominęło. Nie byłam i nie będę w ciąży i nie doświadczę tego co się z nią wiąże. A bardzo bym chciała... I jest mi przykro...-wyznaje to co czuje.
-Nie ma żadnych możliwości?-pyta piłkarz. Do tej pory nie rozmawiali za dużo na ten temat. Ona nie mówiła, on nie pytał nie chcąc sprawiać jej przykrości ponieważ zdawał sobie sprawę, że to nie jest niemożliwe, ale także nie jest proste w większości przypadków kobiet w sytuacji Emily. Czytał, że są kobiety, które po przeszczepie urodziły zdrowe dzieci, ale nie ma pojęcia jak byłoby w przypadku jego kobiety.
-Teoretycznie są, ale nie wiem czy w moim przypadku w ogóle lekarz dałby mi zielone światło. To kwestia indywidualna.Nie chcę się łudzić.- Patrzy mu w oczy.- Więc właściwie powinnam powiedzieć Ci to jakiś czas temu.-przyznaje.
-Co?
-To, że jeśli pragniesz pełniejszej rodziny w przyszłości, to nie będę mogła najprawdopodobniej Ci tego dać. -obserwuje go.- Może powinieneś poszukać sobie kobiety, która będzie w stanie dać ci dziecko. - mówi, a on zamiast odpowiadać po prostu ją całuje.A dopiero później odpowiada.
-Chcę z tobą być. - zapewnia.- Jestem z tobą wiedząc co przeszłaś i czym to może się wiązać. Mam tego świadomość. -zapewnia.-Ty wiesz co przeszedłem ja. I jesteś ze mną niezależnie od tego.- patrzy jej w oczy.- Nie wybieram się nigdzie. Chcę być z tobą.- zapewnia ją.
***
Jak się podoba?
-Agnes...
-Zrobisz mi herbatę?- pyta dziewczyna.- Proszę. Myślę, że po niej poczuję się lepiej.
-A ja myślę, że pomoże ci nie herbata, a lekarz.- mówi jednak słucha jej i idzie zrobić herbatę. Niestety napój się nie przyjmuje. I to go martwi.
***
Obserwuje swoją żonę kiedy krząta się po kuchni pośpiewując. Uwielbia na nią patrzeć. Uwielbia widzieć jej uśmiechniętą twarz. Uwielbia być w domu, z nią, z dziećmi.
-Kocham cię.- mówi po prostu głośno. Natalie spogląda na niego uśmiechając się. Patrzą na niego również ich dzieci. Zarówno na twarzy córeczki jak i synka goszczą uśmiechy. Właściwie to są przyzwyczajeni do takich wyznań ponieważ ich rodzice nigdy nie są oszczędni jeśli chodzi o wyznawanie uczuć. Nie tylko je sobie wyznają, ale także okazują. Dzieci są tego świadkami, ale zawsze, ale to zawsze w takich momentach na ich twarzach goszczą uśmiechy. I tak jest również tym razem.
-Ja ciebie również bardzo kocham Marco.- odpowiada jego żona. Niestety mu to nie wystarcza. Wstaje z krzesła i wystarcza kilka kroków aby znalazł się przy żonie. Potem obejmuje ją i przyciąga do siebie, by następnie złączyć ich usta. A kiedy w końcu przestaje ją całować robi coś jeszcze.
-Moi rodzice zabiorą dzieci.- szepce do ucha żony.- Będą tam całe popołudnie...
-A co my będziemy robić w tym czasie?- uśmiecha się Natalie.
-A my w tym czasie postaramy się o rodzeństwo dla naszych dzieci.- odpowiada piłkarz, a potem całuje w czoło żonę.-Tak bardzo cię kocham i tak bardzo pragnę mieć z tobą kolejne dziecko...- wyznaje.- Uwielbiam patrzeć jak promieniejesz nosząc pod sercem nasze dziecko. Uwielbiam patrzeć jak twoje ciało się zmienia, jak twój brzuszek robi się okrągły, a potem jak rośnie.- mówi.- Uwielbiam słuchać bicia serca naszego dziecka podczas badań usg... Tak bardzo pragnę tego dziecka...
-To kiedy będą twoi rodzice?- pyta Natalie, a on się jeszcze bardziej uśmiecha.
***
Właściwie nie wie ile czasu jest już w łazience. To może być godzina, dwie lub pięć. Właściwie nie ma pojęcia dlaczego płacze. Po prostu to robi w samotności siedząc na łazienkowych płytkach.
***
Postanawia wyjść z pracy wcześnie, a szef na to przystaje, bo właściwie może pracę dokończyć w domu. Dziękuje mu uściskiem dłoni. Na odchodne słyszy jeszcze pochwałę za zaangażowanie po czym wychodzi. Ma zamiar zrobić swojej drugiej połowie niespodziankę. Jest pewien, że się go nie spodziewa. Miał wrócić późno, a jest 17, kiedy opuszcza budynek.
***
Słyszy zgrzyt klucza w zamku. Jest zaskoczona, bo jej mężczyzna miał wrócić późno. Chwilkę później on zjawia się w sypialni, gdzie ona leży na ich łóżku. Leży, a obok niej jest kilka mokrych chusteczek. Właściwie nie ma pojęcia dlaczego wylała tyle łez. Płakała, bo jej się po prostu chciało płakać. Nie ma innego wytłumaczenia. A może jest?
Czuje jego spojrzenie na sobie więc ona również na niego patrzy. A kiedy siada praktycznie w jednej chwili on zjawia się obok, a potem czuje silne ramiona obejmujące ją. Więc po prostu pozwala mu się przytulić. Zamyka oczy układając głowę na jego ramieniu. Przez chwilę jest cisza. On nie pyta, ale ona zdaje sobie sprawę, iż te pytania padną. Bo on ją kocha i na pewno chce wiedzieć co sprawiło, że płakała. I tak się dzieje. Nie są to natrętne pytania. On tak nie robi. Najpierw całuje ją w czoło, a zaraz potem w usta. Jego palce gładzą jej policzki, a on sam patrzy w jej oczy.
-Czy możesz mi powiedzieć dlaczego płakałaś?- pyta delikatnie, ale nuta troski w jego głosie sprawia, że w jej oczach pojawia się nowa fala łez, bo ona uświadamia sobie jak wielkie szczęście ma mogąc być z takim mężczyzną. A on się boi kiedy dostrzega jak niebezpiecznie zaszkliły jej się oczy.- Kochanie powiedziałem coś nie tak?- dopytuje.- Zapytałem po prostu dlaczego płaczesz, bo się martwię...
-Wiem...- mówi, ale łzy płyną po jej policzkach.
-Martwisz mnie...- mówi mężczyzna.- Proszę, powiedz mi...- prosi ją.
-Nie wiem jak...- odpowiada wycierając łzy z policzka co nic nie daje, bo one ciągle płyną. I to wtedy znów niepewność zalewa jej duszę. I wątpliwości pojawiają się nie wiadomo skąd. Pojawia się mnóstwo pytań, na które on zapewne mógłby odpowiedzieć, ale ona nie ma pojęcia czy zdoła je zadać. Nie ma pojęcia czyż zdoła w ogóle wydusić z siebie jedno słowo, bo w tej chwili nie może.
-Kochanie cokolwiek to jest powiedz mi proszę. Razem jesteśmy w stanie stawić czoła wszystkiemu.- zapewnia ją.- Tak bardzo cię kocham. Naprawdę z wszystkim sobie poradzimy. Jednak razem.- próbuje ją przekonać, a ona płacze. Pozwala jej się więc po prostu wypłakać. A kiedy w końcu dziewczyna się uspakaja na tyle, na ile jest w stanie on w końcu dowiaduje się o co chodzi. I jest po prostu szczęśliwy. Jest najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi.
-Jestem przy tobie i będę. Zawsze. Tak bardzo się cieszę.- zapewnia, a ona znów płacze, ale on już w tym momencie wie czym są spowodowane te łzy. Rozumie, więc po prostu pozwala jej płakać. I ją tuli. I być może szepce jej do ucha słowa, które są przeznaczone tylko dla jej uszu. A potem, kiedy wszystko już jest jasne, kiedy w końcu do niej dociera, że on jest szczęśliwy z nowiny, że on nie odejdzie, bo też takie wizje podsuwał jej, jej umysł, po prostu wtula się w jego ramiona i zasypia. Obiecują sobie jeszcze wcześniej, że powiedzą bliskim. Jednak na razie muszą odpocząć. Więc odpoczywają.
***
Natalie od razu zauważa. W momencie w którym zjawiają się u nich i patrzą na siebie niby tak samo, niby tak samo się do siebie uśmiechają, ale jednak jakoś inaczej. Ona i Marco poznają nowinę. Obydwoje reagują dokładnie w ten sam sposób. Po prostu im gratulują i przytulają ich.
-Będziecie wspaniałymi rodzicami.- mówi im uśmiechając się. Ricky spogląda na swoją drugą połowę, a Agnes znów ma łzy w oczach. Nie potrafi ich zatrzymać więc najpierw jedna spływa po jej policzku, a w jej ślad idą następne. Ricky przytula ja.
-Ciągle płacze...-wzdycha, a potem składa pocałunek we włosach Agnes.- Ja wiem, że to pewnie normalne w ciąży, ale mam nadzieję, że to minie, bo nie mogę patrzeć na jej łzy.
-Minie.-mówi Natalie patrząc na niego.- Będziesz tatą Ricky.-mówi mu.- Pamiętam wiele naszych rozmów...- przypomina, a on wie o czym ona mówi. -Pamiętasz?- pyta.
-Tak.-pada odpowiedź. Dobrze pamięta te ich rozmowy. Wtedy, gdy one się odbywały on ciągle cierpiał po zdradzie, więc cały czas powtarzał, że zapewne będzie już sam. Nie będzie miał rodziny.
-I spójrz w jakim miejscu teraz jesteś.- uśmiecha się. - Jesteś szczęśliwy z Agnes, a teraz spodziewacie się dziecka.
-Jestem szczęśliwy, bardzo szczęśliwy. - znów składa pocałunek we włosach Agnes.- I będę tatą.- mówi z dumą. - Nie spodziewałem się takiej nowiny, ale jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Będę miał dziecko z kobietą, która kocham nad życie.- mówi.
-Powiedzieliście rodzicom? - pyta Marco.
-Nie. Moi rodzice wracają jutro. Jesteście pierwsi.- uśmiecha się przyszły ojciec.
-Więc jeśli już mowa o dzieciach...-zaczyna Marco.
-Być może i my wkrótce podzielimy się z Wami taką samą nowiną.- kończy Natalie.
-Jesteś w ciąży?-pyta Agnes.
-Nie jestem, ale mam nadzieję, że będę wkrótce. -odpowiada malarka spoglądając na męża.
-Staramy się o trzeciego malucha.-mówi Marco uśmiechając się.
***
-Agnes jest w ciąży.- mówi Mario wchodząc do pokoju. Emily spogląda na niego i po kilku sekundach na jej twarzy pojawia się wielki uśmiech.
-Poważnie?-pyta.
-Tak, serio. Rozmawiałem z Marco.- mówi. - A i jeszcze jest jedna nowina. Że nie tylko Agnes zostanie w najbliższej przyszłości mamą. Marco i Nat starają się o trzecie dziecko.- piłkarz mówiąc to uśmiecha się.
-Ciesze się razem z nimi. To same wspaniałe wiadomości. - mówi Emily. Mario podchodzi do dziewczyny i obejmuje ją.
-Tak. Nie ma większego błogosławieństwa niż posiadanie dziecka.- mówi patrząc jej w oczy.- Taka mała istota to dar. -dodaje.
-Na pewno.- przyznaje Emily, a zaraz potem w jej oczach Mario dostrzega smutek.
-Powiedziałem coś nie tak?- pyta.
-Nie, dlaczego?
-Posmutniałaś...
-Bo pomyślałam o tym, że nie będę mogła tego doświadczyć.- mówi mu patrząc mu w oczy.Jest szczera, bo i dlaczego ma nie być? - Mamy Julie, kocham ją nad życie, ale o ile doświadczę jej wychowania, to jednak zdaję sobie sprawę, że wiele mnie ominęło. Nie byłam i nie będę w ciąży i nie doświadczę tego co się z nią wiąże. A bardzo bym chciała... I jest mi przykro...-wyznaje to co czuje.
-Nie ma żadnych możliwości?-pyta piłkarz. Do tej pory nie rozmawiali za dużo na ten temat. Ona nie mówiła, on nie pytał nie chcąc sprawiać jej przykrości ponieważ zdawał sobie sprawę, że to nie jest niemożliwe, ale także nie jest proste w większości przypadków kobiet w sytuacji Emily. Czytał, że są kobiety, które po przeszczepie urodziły zdrowe dzieci, ale nie ma pojęcia jak byłoby w przypadku jego kobiety.
-Teoretycznie są, ale nie wiem czy w moim przypadku w ogóle lekarz dałby mi zielone światło. To kwestia indywidualna.Nie chcę się łudzić.- Patrzy mu w oczy.- Więc właściwie powinnam powiedzieć Ci to jakiś czas temu.-przyznaje.
-Co?
-To, że jeśli pragniesz pełniejszej rodziny w przyszłości, to nie będę mogła najprawdopodobniej Ci tego dać. -obserwuje go.- Może powinieneś poszukać sobie kobiety, która będzie w stanie dać ci dziecko. - mówi, a on zamiast odpowiadać po prostu ją całuje.A dopiero później odpowiada.
-Chcę z tobą być. - zapewnia.- Jestem z tobą wiedząc co przeszłaś i czym to może się wiązać. Mam tego świadomość. -zapewnia.-Ty wiesz co przeszedłem ja. I jesteś ze mną niezależnie od tego.- patrzy jej w oczy.- Nie wybieram się nigdzie. Chcę być z tobą.- zapewnia ją.
***
Jak się podoba?
wtorek, 4 lipca 2017
63. When you hold my hand...
Rodzice nie ułatwiają mu decyzji, ale rozumie ich podejście. Mają wątpliwości, czy to dobry pomysł od razu zabierać Julie. Proponują, że z nią zostaną, więc on i Emily będą mogli wyjechać sami, a potem, jeśli okaże się, iż Mario potrzebuje specjalistycznego leczenia, to właśnie wtedy Julie dołączy do swojego ojca. Przez moment piłkarz nawet rozważa tą propozycję, ale później nie jest pewien czy to dobry pomysł. Nie jest pewien czy będzie potrafił znieść z nią rozłąkę. Ostatecznie postanawia porozmawiać o tym z Emily. Więc kiedy dziadkowie idą z Julie na spacer on wsiada do samochodu i po prostu jedzie do niej.
***
-Mamo naprawdę chciałabym wiedzieć.- mówi swojej rodzicielce. To nie jest zaskoczeniem dla Alice, bo była przekonana, iż jej córka kiedyś będzie chciała posiąść tę wiedzę. Ona również chciałaby. Być może chciałaby również kiedyś móc powiedzieć komuś zwykłe " dziękuję."
-Nie jestem zaskoczona, że chcesz. Wiele osób podobnie myśli.- mówi córce terapeutka.
-Być może uda mi się chociażby podziękować bukietem kwiatów... - patrzy na swoją mamę.- Mamo, jestem szczęśliwa...- wyznaje córka.- Naprawdę szczęśliwa, a to wszystko jest możliwe dlatego, że ktoś zadecydował, iż uratuje komuś życie... sam zadecydował, albo zadecydowali jego bliscy.- mówi i jest wzruszona. Zawsze już będzie wzruszona mówiąc o tym.- Chciałabym powiedzieć dziękuję... Po prostu. Jeśli będę mieć okazję to, to zrobię.
-Powinnaś. Masz za co dziękować córeczko.- mówi Alice i ma zamiar jeszcze coś dodać, ale słyszą dzwonek do drzwi więc Emily idzie otworzyć. Uśmiecha się widząc w progu Mario.
-Co za miła niespodzianka.- mówi dziewczyna, a on zamiast odpowiadać po prostu uśmiecha się, a zaraz potem całuje ją. Kiedy się od siebie odsuwają Mario patrzy jej w oczy.
-Porozmawiasz ze mną?- pyta bez żadnych wstępów.
-Coś się stało?- pyta dziewczyna, z której twarzy od razu znika uśmiech.
-Nic strasznego, po prostu moi rodzice namawiają mnie...
-Chodźmy na taras, dobrze? Porozmawiamy na spokojnie.- proponuje dziewczyna.
-Dobrze.- zgadza się i idzie za nią. Tam wita się z Alice, która siedzi w jednym z foteli. Jednak kiedy zjawia się Emily i Mario, chcąc dać im możliwość rozmowy bez świadków po prostu idzie do gabinetu.
-Powiedz mi teraz proszę o co chodzi?- patrzy na niego Emi. Więc jej mówi.
***
Kiedy wraca do domu w środku jest bardzo cicho, co jest rzadkością ponieważ o tej porze Seba zwykle przyrządza coś dobrego do jedzenia. Tym razem jednak już od drzwi wie, że jego mąż tego nie robi. Kiedy ściąga buty i przechodzi obok salonu od razu zauważa Sebastiana leżącego na kanapie. Cicho wchodzi do środka myśląc, że jego druga połowa śpi. Okazuje się, że to nie prawda.
-Cześć kochanie.- mówi Mark zdobywając uwagę męża. Sebastian spogląda na niego.
-Cześć.- odpowiada próbując się uśmiechnąć, ale niespecjalnie dobrze mu to wychodzi. Mark wie, że coś jest nie tak. Siada na ławie przed Sebą.
-Co się dzieje?- pyta nie chcąc zgadywać.-I proszę nie mów, że wszystko jest w porządku, a leżysz w łóżku dlatego, iż chciałeś po prostu się położyć. Położyć się jak najbardziej możesz, natomiast wiem, że coś jest nie w porządku. Powiedz mi, proszę.
-Zadzwoniła moja matka.- mówi Sebastian.
-Twoja matka?- dopytuje ponieważ jest zdziwiony.
-Tak, moja matka.- potwierdza Sebastian.
-A możesz mi powiedzieć dlaczego zadzwoniła?- pada pytanie, a na twarzy Sebastiana pojawia się jeszcze większy smutek.- Przepraszam Sebastian za to pytanie. Bardzo chciałbym, aby zadzwoniła po prostu dowiedzieć się co słychać u jej syna, ale wiemy obydwaj dobrze, iż nie w tej sprawie się kontaktowała. Milczała tyle lat i nie podejrzewam jej o to, aby nagle zainteresowała się twoim losem. A jeśli nawet się zainteresowała to na pewno nie bez powodu. Więc wyjaw mi ten powód, proszę.- patrzy na swoją drugą połowę. Seba milczy nie patrząc mu w oczy. Czuje palce męża pod brodą i jest zmuszony podnieść wzrok. Napotyka zatroskane spojrzenie Marka. To wtedy starszy rozumie, że powiedział kilka zdań za dużo. Nic z tego, co wyszło z jego ust nie jest nieprawdą, obydwaj o tym wiedzą, ale słowa wypowiedziane na głos dotknęły Sebę. Mark to widzi.-Przepraszam, powinienem być delikatniejszy.- próbuje się zrehabilitować.- Nie powinienem tak o niej mówić. To twoja mama, pomimo wszystko...- jest mu przykro, ale Sebastian kręci głową. Bo wie, że jego partner powiedział same fakty. Prawdę.
-Nie pomyliłeś się. Masz rację.- przyznaje choć jest mu niezmiernie przykro. Jest mu przykro ponieważ chciałby, aby faktycznie zainteresowała się jego losem. Po tylu latach, by dotarło do niej, że on potrzebuje matczynej miłości. Pomimo tego, że jest dorosły.-Najpierw zapytała co u mnie.- mówi. - Byłem zaskoczony, trochę nie dowierzałem, ale potem przez kilka sekund miałem nadzieję, że jest naprawdę zainteresowana.- dodaje.- Ale to była złudna nadzieja. Byłem naiwny.- mówi z żalem.
-Co powiedziała?- dopytuje starszy.
- Poprosiła mnie o pomoc...- wyznaje patrząc na swojego partnera.
-Poprosiła?- Mark jest zaskoczony.
-Ona...
- Zażądała...- dopowiada starszy.- To bardziej pasuje do niej niż prośba.- dodaje.- Ona nie prosiła, ale zażądała prawda?- pyta Mark. Sebastian znów na niego nie patrzy. Ucieka wzrokiem.- O jaką pomoc?- dopytuje.- Seba...- patrzy na swojego męża.-Wiedziałem, że ten moment nastąpi. Wiedziałem, Seba.- mówi i wstaje. Jest zły. Nie może pojąć jak perfidni potrafią być ludzie. Najbliższe osoby. Teoretycznie najbliższe. Podchodzi do okna i wpatruje się w dal.- Co dokładnie ci powiedziała?- dopytuje.- O co cię prosiła?- pyta. Chce wiedzieć. Musi wiedzieć.
-To nie jest ważne.- mówi Sebastian. Jego głos jest cichy. Słychać w nim żal i rezygnację.
-Jest ważne.- zapewnia Mark.-O jakiej pomocy mówimy?- pada następne pytanie.
-To nie ważne.- powtarza młodszy.
-To jest ważne, Sebastian.- nalega odwracając się do męża. Patrzy na niego jednak nadal nie podchodzi.
-Daj spokój. - prosi młodszy.- Naprawdę nie chcę już o tym myśleć, nie chcę się nad tym zastanawiać, ani rozmawiać o tej sytuacji.- wstaje z sofy i ma zamiar opuścić salon. Jednak Mark pochodzi, łapie go za nadgarstek i mu to uniemożliwia.- Zostaw...- próbuje wyrwać rękę, bezskutecznie jednak.
-Seba...- wzdycha Mark.- Powiedz mi...
-Chciała pomocy finansowej.- mówi ze wstydem.-To chciałeś usłyszeć?- pyta.- Moja matka chciała, abym pożyczył jej pieniądze, bo ma problemy finansowe.- wyrzuca z siebie Sebastian.- Właściwie nie pożyczył, a dał.- poprawia się.- A kiedy jej odmówiłem nie była zadowolona.-- mówi.-Uważa, że moja pomoc jej się należy, bo jest moją matką. Mówiła, że w młodości to ona łożyła na moje utrzymanie, kształciła mnie, a teraz jak ma kłopoty to ja powinienem się odwdzięczyć. To właśnie mi powiedziała. Już wszystko wiesz, a teraz pozwól mi pójść do łazienki.- mówi.- Jest mi niedobrze jak przypomnę sobie tę rozmowę. Nie spodziewałem się, że tak mnie potraktuje. Nie miałem pojęcia, że jest do tego zdolna. Już przywykłem, że jestem wyrodnym dzieckiem, że nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego, nie kontaktowali się. Jednak tego się nie spodziewałem. To był cios poniżej pasa, Mark. Cios poniżej pasa.- powtarza i patrzy na swoją drugą połowę. Widzi w oczach Marka współczucie. Nie chce współczucia. Nie chce by ktoś tak na niego patrzył, a szczególnie on. Nie dostrzega, że to nie współczucie, a troska. Troska w czystej postaci. Ma zamiar wyjść, ale Mark mu nie pozwala. Potem czuje jak mężczyzna przyciąga go do siebie i obejmuje. Potrzebuje tego. Mark potrafi to wyczuć.
-Ona nie ma prawa nic od ciebie żądać.- mówi mu jego partner.- Nie ma najmniejszego prawda cię o nic prosić i powoływać się na więzy rodzinne, bo to ona je zerwała. - dodaje.- Nie jesteś jej nic winien Sebastian i ona dobrze o tym wie, ale jest na tyle bez serca, że łapie się każdej możliwości.- tłumaczy.- Jest mi przykro z tego powodu, bo nie zasłużyłeś sobie niczym na takie traktowanie. Nie zasłużyłeś sobie. - powtarza ponownie, aby te słowa w końcu dotarły do jego męża.-Ona nawet nie zdaje sobie sprawy jak wiele straciła odrzucając ciebie.- mówi. Przez chwilę jest cisza. Żaden nic nie mówi.
-Nie mogłem nic z siebie wydusić.- wyznaje po chwili młodszy.- Sparaliżowało mnie i się rozłączyłem. Potem jeszcze dzwoniła, ale nie byłem w stanie odebrać, bo wyrzucałem w łazience zawartość swojego żołądka...- opowiada.
-To normalne, zdenerwowałeś się.
-Rozbiła mnie jedna rozmowa z matką, Mark... Właściwie monolog mojej matki... Jestem tak słaby...- wzdycha żałośnie.
-Nie jesteś.- zapewnia starszy.- Wiele przeszedłeś, więcej niż niejedna osoba. Poradziłeś sobie ze wszystkim.- patrzy mu w oczy.- Poradziłeś sobie.- powtarza.- Jeśli ona nie chce dostrzec jak wspaniałego ma syna i jak wiele straciła przez te wszystkie lata, to jej strata. To jej wybór. Ty dokonujesz swoich wyborów. I powtarzam nie jesteś nic jej winien.- obserwuje reakcję partnera.- Natomiast jeśli czujesz, że chcesz jej pomóc, chcesz to zrobić, to możesz. Nie mam nic przeciwko temu.- mówi.
-Dopiero powiedziałeś, że nie powinienem, bo nie jestem nic jej winien...
-Tak myślę, to jest fakt. Nie jesteś Seba. Jeśli pomimo to chcesz jej pomóc, bo czujesz taką potrzebę, zrób to. Weź pieniądze z konta, daj jej i już.
-Nie miałbyś nic przeciwko? Mamy wspólne konto. Te pieniądze w większości są...
-Nasze Seba...One są nasze.- mówi stanowczo.- I nie. Nie miałbym nic przeciwko. Jestem na nią wściekły, bo zrobiła i robi ci krzywdę, ale to jest twoja matka Sebastian. Jeśli pomimo to czujesz, że musisz jej pomóc, chcesz to zrobić, czujesz się zobowiązany, nie będę cię powstrzymywał. Musisz sam podjąc decyzję.
Sebastian wpatruje się w Marka, a potem pozwala mu się przytulić. Po chwili Mark słyszy jego ciche słowa.
-Nie dam jej pieniędzy, Mark. - mówi.- Dałbym, gdyby nie powiedziała tak wiele przykrych rzeczy. Dałbym pomimo tego, że przez tyle lat nie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Jednak powiedziała dziś za dużo. - powtarza.- I dziękuję.- odsuwa się i patrzy w oczy partnerowi.- To wspaniale wiedzieć, że w takiej sytuacji jesteś w stanie być ponad to wszystko i dajesz mi wybór, że nie narzucasz mi swojej woli, swojego zdania.- wyznaje.
***
Ostatecznie dochodzą do wniosku, że mała Julie zostanie z rodzicami szatyna, a Emily będzie mu towarzyszyć. I jeśli okaże się, że piłkarz będzie musiał leczyć się w Monachium, to wtedy właśnie zabiorą Julie.
***
Mario jest cichy podczas jazdy na lotnisko, jest taki również podczas lotu. Ona jednak nie pyta, nie chce wyciągać z niego na siłę jak się czuje. Wie, że na pewno nie za dobrze. Wie, iż czuje niepewność, że jest bezsilny, bo ma prawo tak właśnie odczuwać.Doskonale to rozumie. Jednak nie rozmawia z nim o tym. Wie, że jeśli on poczuje potrzebę rozmowy to sam ją rozpocznie. Jednak on milczy. Milczą, ale Emily znajduje sposób, aby pokazać mu, iż nie jest w tym wszystkim sam. Splata ich palce i właściwie ich dłonie są złączone cały lot. I po wyjściu z samolotu również się nie rozłączają.
***
Rozmawiają o następnym dniu. Mario ma mieć rozszerzoną diagnostykę. Są pewni, że spędzi cały dzień w klinice na różnych badaniach. Jest trochę zestresowany, ale obecność Emily działa kojąco. Jej ramiona i usta również. Kiedy z rozmowy przechodzą do pocałunków, które po chwili kończą się w sypialnianej części pokoju hotelowego sytuacja zaczyna powoli zmierzać w jednym kierunku. Jednak się zatrzymują.
-Przepraszam.- mówi Emily.
-Nie przepraszaj.- mówi jej piłkarz.- Uwielbiam cię. Całą. I nawet nie wiesz do jakiego stanu doprowadzają mnie twoje pocałunki...- uśmiecha się.- Jednak w tym momencie musimy przerwać, bo potem moje hamulce mogą mnie zawieźć...- tłumaczy, a ona się uśmiecha i przytula do niego. - Naprawdę cię pragnę. Emi.- mówi jej trzymając twarz w jej włosach.-Bardzo...
-Ja ciebie też...- odpowiada mu.- Ale...
-Powoli. Wiem.- kończy za nią ponieważ domyśla się co dziewczyna chce powiedzieć.
-Tak, powoli.- zgadza się odsuwając się od niego, ale nadal się obejmują jednak dziewczyna może swobodnie patrzeć mu w oczy. Wpatruje się w nie przez moment, myśli o czymś intensywnie, ale nic nie mówi, a on to widzi, jednak nie pyta i czeka cierpliwie kiedy sama mu powie. I w końcu to się dzieje.
-Nigdy nie czułam do nikogo tego, co czuję do ciebie.- wyznaje patrząc mu w oczy.- Wydawało mi się kiedyś, że byłam zakochana, ale kiedy porównam to, co czuję teraz okazuje się, iż tamto mogło być tylko zwykłym zauroczeniem.- patrzy mu w oczy, a on się uśmiecha.- I też cię pragnę.- dodaje.- Bardzo, ale chciałabym aby wszystko działo się powoli bo...- przerywa ponieważ czuje jego palce gładzące jej policzek.
-Rozumiem, nie musisz tłumaczyć...- mówi cicho.
-Chcę.- zapewnia go.- Chcę, bo powinieneś wiedzieć. Mario ja nigdy...- mówi.- Ja nigdy nie byłam z mężczyzną w ten sposób... tak blisko.- mówi cicho, a on słucha i patrzy na nią.- Po prostu nie spotkałam właściwej osoby, a potem była choroba, która odebrała mi tak dużo czasu... A teraz mam ciebie...- patrzy mu w oczy i on wie wszystko. Całuje ją uśmiechając się.
- Nie będziemy się śpieszyć.- obiecuje biorąc w swoją dłoń jej dłoń i całując wewnętrzną stronę.
***
Nie może patrzeć na jego smutek. Jest późno, ale pomimo to postanawia działać. Sebastian jest zaskoczony kiedy Mark przynosi mu ubrania, które kładzie obok niego i prosi, aby je ubrał. Jest zaskoczony, już ma coś powiedzieć, ale zostaje poproszony ponownie o to by się ubrał. Robi to więc. Mark zabiera go do kina na późny seans, a po nim idą do pubu, który obydwaj tak lubią. Tam spotykają przypadkowo znajomych więc dosiadają się do nich. Mark widzi, że udało mu się odwieźć myśli Sebastiana od zdarzenia z matką, bo jego partner prowadzi ożywioną rozmowę, śmieje się. Więc jest zadowolony. A potem zamiast wracać do domu taksówką, wybierają spacer. W pewnym momencie Sebastian zatrzymuje się. Mark jest zaskoczony więc też się zatrzymuje.
-Coś się stało?- pyta.
-Tak, mam wspaniałego męża.- mówi młodszy.- Męża, który potrafi dostrzec czego potrzebuję. Bezbłędnie.- patrzy na niego.- Dziękuję za ten wieczór. Właściwie noc. I za wszystko.- uśmiecha się.- Wiem, że jestem w tym momencie mega ckliwy, ale...
-Nic więcej nie musisz mówić. Robię to wszystko, bo mi na tobie zależy i zrobię dużo więcej jeśli będzie trzeba.- zapewnia starszy.- A teraz chodźmy do domu, bo zaraz będzie padać.- dodaje. Więc idą. I być może Sebastian łapie swojego męża za dłoń i splata ich palce...
***
Patrzy na nią. Widzi jej mały uśmiech, który ma na ustach. Jej włosy rozrzucone są na poduszce, a oczy skupione na nim. Przesuwa dłoń i dotyka jej nagiej skóry. Palcami sunie po jej plecach, ona zamyka oczy, a jej uśmiech się powiększa. I on się uśmiecha. Uśmiecha się nie dlatego, że czuje się zaspokojony ponieważ chwilę wcześniej się z nią kochał, choć wspomnienie tych chwil również wywołuje na jego twarzy uśmiech. Uśmiecha się ponieważ ją kocha, ponieważ ona jest jego, ponieważ od tak dawna jest z nią szczęśliwy. Uśmiecha się, bo może dzielić z nią wszystko. To powody do radości. Uśmiecha się również z jednego bardzo ważnego powodu. Tym powodem są jej słowa, które wypowiedziała jakiś czas wcześniej. Słowa, które go uszczęśliwiły. Słowa, które chciał usłyszeć. Słowa, na które mógł jedynie przytaknąć, zgodzić się z nią.
-Chciałbyś chłopca czy dziewczynkę?- pada pytanie, a on kładzie głowę na poduszkę i wpatruje się w jej oczy. Bierze jej dłoń w swoją i splata ich palce.
-Będę szczęśliwy niezależnie od tego czy poczniemy dziewczynkę czy chłopca.- mówi cicho.- Nie mogę się doczekać.- dodaje.
-Ja też...
***
Nie wiem czy długość rozdziału Wam odpowiada czy też nie. Cóż... nie mógł być dłuższy. Po prostu nie chcę go na siłę przeciągać.Mam nadzieję, że się spodoba.
Pozdrawiam.
***
-Mamo naprawdę chciałabym wiedzieć.- mówi swojej rodzicielce. To nie jest zaskoczeniem dla Alice, bo była przekonana, iż jej córka kiedyś będzie chciała posiąść tę wiedzę. Ona również chciałaby. Być może chciałaby również kiedyś móc powiedzieć komuś zwykłe " dziękuję."
-Nie jestem zaskoczona, że chcesz. Wiele osób podobnie myśli.- mówi córce terapeutka.
-Być może uda mi się chociażby podziękować bukietem kwiatów... - patrzy na swoją mamę.- Mamo, jestem szczęśliwa...- wyznaje córka.- Naprawdę szczęśliwa, a to wszystko jest możliwe dlatego, że ktoś zadecydował, iż uratuje komuś życie... sam zadecydował, albo zadecydowali jego bliscy.- mówi i jest wzruszona. Zawsze już będzie wzruszona mówiąc o tym.- Chciałabym powiedzieć dziękuję... Po prostu. Jeśli będę mieć okazję to, to zrobię.
-Powinnaś. Masz za co dziękować córeczko.- mówi Alice i ma zamiar jeszcze coś dodać, ale słyszą dzwonek do drzwi więc Emily idzie otworzyć. Uśmiecha się widząc w progu Mario.
-Co za miła niespodzianka.- mówi dziewczyna, a on zamiast odpowiadać po prostu uśmiecha się, a zaraz potem całuje ją. Kiedy się od siebie odsuwają Mario patrzy jej w oczy.
-Porozmawiasz ze mną?- pyta bez żadnych wstępów.
-Coś się stało?- pyta dziewczyna, z której twarzy od razu znika uśmiech.
-Nic strasznego, po prostu moi rodzice namawiają mnie...
-Chodźmy na taras, dobrze? Porozmawiamy na spokojnie.- proponuje dziewczyna.
-Dobrze.- zgadza się i idzie za nią. Tam wita się z Alice, która siedzi w jednym z foteli. Jednak kiedy zjawia się Emily i Mario, chcąc dać im możliwość rozmowy bez świadków po prostu idzie do gabinetu.
-Powiedz mi teraz proszę o co chodzi?- patrzy na niego Emi. Więc jej mówi.
***
Kiedy wraca do domu w środku jest bardzo cicho, co jest rzadkością ponieważ o tej porze Seba zwykle przyrządza coś dobrego do jedzenia. Tym razem jednak już od drzwi wie, że jego mąż tego nie robi. Kiedy ściąga buty i przechodzi obok salonu od razu zauważa Sebastiana leżącego na kanapie. Cicho wchodzi do środka myśląc, że jego druga połowa śpi. Okazuje się, że to nie prawda.
-Cześć kochanie.- mówi Mark zdobywając uwagę męża. Sebastian spogląda na niego.
-Cześć.- odpowiada próbując się uśmiechnąć, ale niespecjalnie dobrze mu to wychodzi. Mark wie, że coś jest nie tak. Siada na ławie przed Sebą.
-Co się dzieje?- pyta nie chcąc zgadywać.-I proszę nie mów, że wszystko jest w porządku, a leżysz w łóżku dlatego, iż chciałeś po prostu się położyć. Położyć się jak najbardziej możesz, natomiast wiem, że coś jest nie w porządku. Powiedz mi, proszę.
-Zadzwoniła moja matka.- mówi Sebastian.
-Twoja matka?- dopytuje ponieważ jest zdziwiony.
-Tak, moja matka.- potwierdza Sebastian.
-A możesz mi powiedzieć dlaczego zadzwoniła?- pada pytanie, a na twarzy Sebastiana pojawia się jeszcze większy smutek.- Przepraszam Sebastian za to pytanie. Bardzo chciałbym, aby zadzwoniła po prostu dowiedzieć się co słychać u jej syna, ale wiemy obydwaj dobrze, iż nie w tej sprawie się kontaktowała. Milczała tyle lat i nie podejrzewam jej o to, aby nagle zainteresowała się twoim losem. A jeśli nawet się zainteresowała to na pewno nie bez powodu. Więc wyjaw mi ten powód, proszę.- patrzy na swoją drugą połowę. Seba milczy nie patrząc mu w oczy. Czuje palce męża pod brodą i jest zmuszony podnieść wzrok. Napotyka zatroskane spojrzenie Marka. To wtedy starszy rozumie, że powiedział kilka zdań za dużo. Nic z tego, co wyszło z jego ust nie jest nieprawdą, obydwaj o tym wiedzą, ale słowa wypowiedziane na głos dotknęły Sebę. Mark to widzi.-Przepraszam, powinienem być delikatniejszy.- próbuje się zrehabilitować.- Nie powinienem tak o niej mówić. To twoja mama, pomimo wszystko...- jest mu przykro, ale Sebastian kręci głową. Bo wie, że jego partner powiedział same fakty. Prawdę.
-Nie pomyliłeś się. Masz rację.- przyznaje choć jest mu niezmiernie przykro. Jest mu przykro ponieważ chciałby, aby faktycznie zainteresowała się jego losem. Po tylu latach, by dotarło do niej, że on potrzebuje matczynej miłości. Pomimo tego, że jest dorosły.-Najpierw zapytała co u mnie.- mówi. - Byłem zaskoczony, trochę nie dowierzałem, ale potem przez kilka sekund miałem nadzieję, że jest naprawdę zainteresowana.- dodaje.- Ale to była złudna nadzieja. Byłem naiwny.- mówi z żalem.
-Co powiedziała?- dopytuje starszy.
- Poprosiła mnie o pomoc...- wyznaje patrząc na swojego partnera.
-Poprosiła?- Mark jest zaskoczony.
-Ona...
- Zażądała...- dopowiada starszy.- To bardziej pasuje do niej niż prośba.- dodaje.- Ona nie prosiła, ale zażądała prawda?- pyta Mark. Sebastian znów na niego nie patrzy. Ucieka wzrokiem.- O jaką pomoc?- dopytuje.- Seba...- patrzy na swojego męża.-Wiedziałem, że ten moment nastąpi. Wiedziałem, Seba.- mówi i wstaje. Jest zły. Nie może pojąć jak perfidni potrafią być ludzie. Najbliższe osoby. Teoretycznie najbliższe. Podchodzi do okna i wpatruje się w dal.- Co dokładnie ci powiedziała?- dopytuje.- O co cię prosiła?- pyta. Chce wiedzieć. Musi wiedzieć.
-To nie jest ważne.- mówi Sebastian. Jego głos jest cichy. Słychać w nim żal i rezygnację.
-Jest ważne.- zapewnia Mark.-O jakiej pomocy mówimy?- pada następne pytanie.
-To nie ważne.- powtarza młodszy.
-To jest ważne, Sebastian.- nalega odwracając się do męża. Patrzy na niego jednak nadal nie podchodzi.
-Daj spokój. - prosi młodszy.- Naprawdę nie chcę już o tym myśleć, nie chcę się nad tym zastanawiać, ani rozmawiać o tej sytuacji.- wstaje z sofy i ma zamiar opuścić salon. Jednak Mark pochodzi, łapie go za nadgarstek i mu to uniemożliwia.- Zostaw...- próbuje wyrwać rękę, bezskutecznie jednak.
-Seba...- wzdycha Mark.- Powiedz mi...
-Chciała pomocy finansowej.- mówi ze wstydem.-To chciałeś usłyszeć?- pyta.- Moja matka chciała, abym pożyczył jej pieniądze, bo ma problemy finansowe.- wyrzuca z siebie Sebastian.- Właściwie nie pożyczył, a dał.- poprawia się.- A kiedy jej odmówiłem nie była zadowolona.-- mówi.-Uważa, że moja pomoc jej się należy, bo jest moją matką. Mówiła, że w młodości to ona łożyła na moje utrzymanie, kształciła mnie, a teraz jak ma kłopoty to ja powinienem się odwdzięczyć. To właśnie mi powiedziała. Już wszystko wiesz, a teraz pozwól mi pójść do łazienki.- mówi.- Jest mi niedobrze jak przypomnę sobie tę rozmowę. Nie spodziewałem się, że tak mnie potraktuje. Nie miałem pojęcia, że jest do tego zdolna. Już przywykłem, że jestem wyrodnym dzieckiem, że nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego, nie kontaktowali się. Jednak tego się nie spodziewałem. To był cios poniżej pasa, Mark. Cios poniżej pasa.- powtarza i patrzy na swoją drugą połowę. Widzi w oczach Marka współczucie. Nie chce współczucia. Nie chce by ktoś tak na niego patrzył, a szczególnie on. Nie dostrzega, że to nie współczucie, a troska. Troska w czystej postaci. Ma zamiar wyjść, ale Mark mu nie pozwala. Potem czuje jak mężczyzna przyciąga go do siebie i obejmuje. Potrzebuje tego. Mark potrafi to wyczuć.
-Ona nie ma prawa nic od ciebie żądać.- mówi mu jego partner.- Nie ma najmniejszego prawda cię o nic prosić i powoływać się na więzy rodzinne, bo to ona je zerwała. - dodaje.- Nie jesteś jej nic winien Sebastian i ona dobrze o tym wie, ale jest na tyle bez serca, że łapie się każdej możliwości.- tłumaczy.- Jest mi przykro z tego powodu, bo nie zasłużyłeś sobie niczym na takie traktowanie. Nie zasłużyłeś sobie. - powtarza ponownie, aby te słowa w końcu dotarły do jego męża.-Ona nawet nie zdaje sobie sprawy jak wiele straciła odrzucając ciebie.- mówi. Przez chwilę jest cisza. Żaden nic nie mówi.
-Nie mogłem nic z siebie wydusić.- wyznaje po chwili młodszy.- Sparaliżowało mnie i się rozłączyłem. Potem jeszcze dzwoniła, ale nie byłem w stanie odebrać, bo wyrzucałem w łazience zawartość swojego żołądka...- opowiada.
-To normalne, zdenerwowałeś się.
-Rozbiła mnie jedna rozmowa z matką, Mark... Właściwie monolog mojej matki... Jestem tak słaby...- wzdycha żałośnie.
-Nie jesteś.- zapewnia starszy.- Wiele przeszedłeś, więcej niż niejedna osoba. Poradziłeś sobie ze wszystkim.- patrzy mu w oczy.- Poradziłeś sobie.- powtarza.- Jeśli ona nie chce dostrzec jak wspaniałego ma syna i jak wiele straciła przez te wszystkie lata, to jej strata. To jej wybór. Ty dokonujesz swoich wyborów. I powtarzam nie jesteś nic jej winien.- obserwuje reakcję partnera.- Natomiast jeśli czujesz, że chcesz jej pomóc, chcesz to zrobić, to możesz. Nie mam nic przeciwko temu.- mówi.
-Dopiero powiedziałeś, że nie powinienem, bo nie jestem nic jej winien...
-Tak myślę, to jest fakt. Nie jesteś Seba. Jeśli pomimo to chcesz jej pomóc, bo czujesz taką potrzebę, zrób to. Weź pieniądze z konta, daj jej i już.
-Nie miałbyś nic przeciwko? Mamy wspólne konto. Te pieniądze w większości są...
-Nasze Seba...One są nasze.- mówi stanowczo.- I nie. Nie miałbym nic przeciwko. Jestem na nią wściekły, bo zrobiła i robi ci krzywdę, ale to jest twoja matka Sebastian. Jeśli pomimo to czujesz, że musisz jej pomóc, chcesz to zrobić, czujesz się zobowiązany, nie będę cię powstrzymywał. Musisz sam podjąc decyzję.
Sebastian wpatruje się w Marka, a potem pozwala mu się przytulić. Po chwili Mark słyszy jego ciche słowa.
-Nie dam jej pieniędzy, Mark. - mówi.- Dałbym, gdyby nie powiedziała tak wiele przykrych rzeczy. Dałbym pomimo tego, że przez tyle lat nie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Jednak powiedziała dziś za dużo. - powtarza.- I dziękuję.- odsuwa się i patrzy w oczy partnerowi.- To wspaniale wiedzieć, że w takiej sytuacji jesteś w stanie być ponad to wszystko i dajesz mi wybór, że nie narzucasz mi swojej woli, swojego zdania.- wyznaje.
***
Ostatecznie dochodzą do wniosku, że mała Julie zostanie z rodzicami szatyna, a Emily będzie mu towarzyszyć. I jeśli okaże się, że piłkarz będzie musiał leczyć się w Monachium, to wtedy właśnie zabiorą Julie.
***
Mario jest cichy podczas jazdy na lotnisko, jest taki również podczas lotu. Ona jednak nie pyta, nie chce wyciągać z niego na siłę jak się czuje. Wie, że na pewno nie za dobrze. Wie, iż czuje niepewność, że jest bezsilny, bo ma prawo tak właśnie odczuwać.Doskonale to rozumie. Jednak nie rozmawia z nim o tym. Wie, że jeśli on poczuje potrzebę rozmowy to sam ją rozpocznie. Jednak on milczy. Milczą, ale Emily znajduje sposób, aby pokazać mu, iż nie jest w tym wszystkim sam. Splata ich palce i właściwie ich dłonie są złączone cały lot. I po wyjściu z samolotu również się nie rozłączają.
***
Rozmawiają o następnym dniu. Mario ma mieć rozszerzoną diagnostykę. Są pewni, że spędzi cały dzień w klinice na różnych badaniach. Jest trochę zestresowany, ale obecność Emily działa kojąco. Jej ramiona i usta również. Kiedy z rozmowy przechodzą do pocałunków, które po chwili kończą się w sypialnianej części pokoju hotelowego sytuacja zaczyna powoli zmierzać w jednym kierunku. Jednak się zatrzymują.
-Przepraszam.- mówi Emily.
-Nie przepraszaj.- mówi jej piłkarz.- Uwielbiam cię. Całą. I nawet nie wiesz do jakiego stanu doprowadzają mnie twoje pocałunki...- uśmiecha się.- Jednak w tym momencie musimy przerwać, bo potem moje hamulce mogą mnie zawieźć...- tłumaczy, a ona się uśmiecha i przytula do niego. - Naprawdę cię pragnę. Emi.- mówi jej trzymając twarz w jej włosach.-Bardzo...
-Ja ciebie też...- odpowiada mu.- Ale...
-Powoli. Wiem.- kończy za nią ponieważ domyśla się co dziewczyna chce powiedzieć.
-Tak, powoli.- zgadza się odsuwając się od niego, ale nadal się obejmują jednak dziewczyna może swobodnie patrzeć mu w oczy. Wpatruje się w nie przez moment, myśli o czymś intensywnie, ale nic nie mówi, a on to widzi, jednak nie pyta i czeka cierpliwie kiedy sama mu powie. I w końcu to się dzieje.
-Nigdy nie czułam do nikogo tego, co czuję do ciebie.- wyznaje patrząc mu w oczy.- Wydawało mi się kiedyś, że byłam zakochana, ale kiedy porównam to, co czuję teraz okazuje się, iż tamto mogło być tylko zwykłym zauroczeniem.- patrzy mu w oczy, a on się uśmiecha.- I też cię pragnę.- dodaje.- Bardzo, ale chciałabym aby wszystko działo się powoli bo...- przerywa ponieważ czuje jego palce gładzące jej policzek.
-Rozumiem, nie musisz tłumaczyć...- mówi cicho.
-Chcę.- zapewnia go.- Chcę, bo powinieneś wiedzieć. Mario ja nigdy...- mówi.- Ja nigdy nie byłam z mężczyzną w ten sposób... tak blisko.- mówi cicho, a on słucha i patrzy na nią.- Po prostu nie spotkałam właściwej osoby, a potem była choroba, która odebrała mi tak dużo czasu... A teraz mam ciebie...- patrzy mu w oczy i on wie wszystko. Całuje ją uśmiechając się.
- Nie będziemy się śpieszyć.- obiecuje biorąc w swoją dłoń jej dłoń i całując wewnętrzną stronę.
***
Nie może patrzeć na jego smutek. Jest późno, ale pomimo to postanawia działać. Sebastian jest zaskoczony kiedy Mark przynosi mu ubrania, które kładzie obok niego i prosi, aby je ubrał. Jest zaskoczony, już ma coś powiedzieć, ale zostaje poproszony ponownie o to by się ubrał. Robi to więc. Mark zabiera go do kina na późny seans, a po nim idą do pubu, który obydwaj tak lubią. Tam spotykają przypadkowo znajomych więc dosiadają się do nich. Mark widzi, że udało mu się odwieźć myśli Sebastiana od zdarzenia z matką, bo jego partner prowadzi ożywioną rozmowę, śmieje się. Więc jest zadowolony. A potem zamiast wracać do domu taksówką, wybierają spacer. W pewnym momencie Sebastian zatrzymuje się. Mark jest zaskoczony więc też się zatrzymuje.
-Coś się stało?- pyta.
-Tak, mam wspaniałego męża.- mówi młodszy.- Męża, który potrafi dostrzec czego potrzebuję. Bezbłędnie.- patrzy na niego.- Dziękuję za ten wieczór. Właściwie noc. I za wszystko.- uśmiecha się.- Wiem, że jestem w tym momencie mega ckliwy, ale...
-Nic więcej nie musisz mówić. Robię to wszystko, bo mi na tobie zależy i zrobię dużo więcej jeśli będzie trzeba.- zapewnia starszy.- A teraz chodźmy do domu, bo zaraz będzie padać.- dodaje. Więc idą. I być może Sebastian łapie swojego męża za dłoń i splata ich palce...
***
Patrzy na nią. Widzi jej mały uśmiech, który ma na ustach. Jej włosy rozrzucone są na poduszce, a oczy skupione na nim. Przesuwa dłoń i dotyka jej nagiej skóry. Palcami sunie po jej plecach, ona zamyka oczy, a jej uśmiech się powiększa. I on się uśmiecha. Uśmiecha się nie dlatego, że czuje się zaspokojony ponieważ chwilę wcześniej się z nią kochał, choć wspomnienie tych chwil również wywołuje na jego twarzy uśmiech. Uśmiecha się ponieważ ją kocha, ponieważ ona jest jego, ponieważ od tak dawna jest z nią szczęśliwy. Uśmiecha się, bo może dzielić z nią wszystko. To powody do radości. Uśmiecha się również z jednego bardzo ważnego powodu. Tym powodem są jej słowa, które wypowiedziała jakiś czas wcześniej. Słowa, które go uszczęśliwiły. Słowa, które chciał usłyszeć. Słowa, na które mógł jedynie przytaknąć, zgodzić się z nią.
-Chciałbyś chłopca czy dziewczynkę?- pada pytanie, a on kładzie głowę na poduszkę i wpatruje się w jej oczy. Bierze jej dłoń w swoją i splata ich palce.
-Będę szczęśliwy niezależnie od tego czy poczniemy dziewczynkę czy chłopca.- mówi cicho.- Nie mogę się doczekać.- dodaje.
-Ja też...
***
Nie wiem czy długość rozdziału Wam odpowiada czy też nie. Cóż... nie mógł być dłuższy. Po prostu nie chcę go na siłę przeciągać.Mam nadzieję, że się spodoba.
Pozdrawiam.
poniedziałek, 5 czerwca 2017
62. Beginning...
-Powinnam wrócić do domu.- mówi spoglądając na niego.
-Zostań ze mną.- pada z jego ust.-Proszę.- dodaje.
-Ale twoja teściowa...
-To nieważne.- patrzy na nią.- Nie zostawiaj mnie z tymi myślami. Nie dzisiaj...- patrzy jej w oczy, a ona potakuje głową i go przytula.
***
-Powinieneś iść spać.- mówi mu.
-Powinniśmy...- poprawia ją.
-Zaraz wezmę sobie poduszkę...
-Nie...- przerywa jej Mario.- Proszę, zostań tutaj... ze mną.- prosi.
-W twoim łóżku?- pyta.
-W moim łóżku.-odpowiada.
***
Nie miała być tego świadkiem. Nie byłaby, ale zostawiła portfel więc musiała wrócić się do domu. Wtedy zobaczyła pocałunek swojego zięcia i Emily. To powinno być zaskoczeniem, ale nie jest. To powinno być dziwne, ale nie jest. To powinna być Ann, ale to już nigdy nie będzie ona. Ann nie żyje. Ann nie wróci. Nigdy.
Dostrzegają ją i są zaskoczeni. Ona również.
-Przepraszam, nie chciałam...- zaczyna się tłumaczyć.- Musiałam wrócić, bo zostawiłam portfel.- tłumaczy.
-W porządku, nic się nie stało.- mówi Mario. Jego teściowa zabiera portfel po czym wychodzi. Emily patrzy na Mario i ma zamiar coś powiedzieć, ale nie ma okazji, bo on mówi zanim ona ma szansę się odezwać.- Emi...Nic się nie stało. Naprawdę.
-Widziała nasz pocałunek. Na pewno sobie pomyślała...
-Ciii...- dotyka jej ust opuszkami palców.- Nie ważne co osobie myśli.- zapewnia ją.
-Jak to?- jest zaskoczona jego słowami.
-Pomyślała to, co zobaczyła. Widziała pocałunek. - mówi chłopak.
-No właśnie.
-To nie tak, że robimy coś złego...- tłumaczy.
-To na pewno jest dla niej zaskoczeniem. Jestem pewna, że myśli, że to za szybko...- próbuje mu wytłumaczyć.
-Za szybko? - dziwi się.- Za krótko cierpiałem?- pyta.
-Nie, nie twierdzę tak... To nie tak miało zabrzmieć... Przepraszam.- patrzy mu w oczy.- Ja po prostu nie chcę skłócić cię z bliskimi. Nie chcę aby źle o tobie myśleli. Nie zasługujesz na to. Nie chcę żebyś cierpiał...
-Emi... To nie tak...- łapie ją za dłoń i prowadzi na sofę gdzie obydwoje siadają. Mario trzyma jej dłonie w swoich i patrzy jej w oczy.- Moi bliscy mnie znają, znają także ciebie. To nie tak, że źle o mnie czy nas pomyślą dlatego, że się w sobie zakochaliśmy, tak? - te słowa sprawiają, że w sercu Emily robi się ciepło. On mówi otwarcie o tym, że jest zakochany. I dziewczyna chciałaby słuchać tego bez końca.- Mówiłem ci wielokrotnie, że długie miesiące, nawet przez sekundę nie przyszło mi na myśl, że poznam kobietę, która stanie się mi bliska. Równie bliska jak była mi bliska moja żona. Kobietę, przed którą znów się otworzę, której zaufam, z którą zechcę być. Nie wyobrażałem sobie tego. Z tobą jestem to sobie w stanie wyobrazić, Emi. Naprawdę. I jestem pewien, że moi bliscy cieszą się z tego powodu.
-Rodzice tak, ale mama Ann...
-Zrozumiała, że Ann nie wróci. Wiem, że nasz widok dzisiaj jej nie zszokował. Wiem, kiedy jest zszokowana. Nie była. Ona zdaje sobie sprawę, że jestem za młody na to, aby całe życie już być sam. Jestem pewien, że gdyby Ann przeżyła ten wypadek, a ja nie miałabym tego szczęścia to też pragnąłbym, aby znalazła sobie mężczyznę, z którym mogłaby dzielić życie. Wiem, że tak by było. -tłumaczy jej.- Proszę, nie zastanawiaj się co myślą inni.- patrzy jej w oczy.- Po prostu bądź ze mną.- prosi ją.- Bo ja chcę z tobą być, Emi. Bardzo.
-Ja również pragnę być z tobą.- odpowiada mu.
-Więc to jest najważniejsze.- Mario uśmiecha się, a potem po prostu ją przytula.- Cieszę się, że mnie chcesz...- dodaje.
-Zawsze będę cię chcieć, tak?- odpowiada mu, a on uśmiecha się. Ona tego nie widzi, ale on naprawdę się uśmiecha. Jest szczęśliwy. I choć nie wie co będzie z grą w piłkę w ciągu najbliższych miesięcy, nie ma pojęcia ile będzie musiał przejść, by wrócić na boisko, jak trudna to będzie droga, wie, że nie pójdzie nią sam, bo ma towarzyszkę.
***
- Bardzo się cieszę, że próbujesz ułożyć sobie na nowo życie.- mówi jego teściowa wieczorem, kiedy zbierają zabawki Julie. Mała już śpi. Mario spogląda na kobietę. Widzi, że jej słowa są szczere.- Ona jest wyjątkową kobietą.- dodaje.-Życzę wam szczęścia z całego serca. Zasługujecie na nie.- mówi szczerze.
-Miło, że tak sądzisz...
-Tak właśnie myślę. Wiem, że kochałeś Ann...
-Nadal ją kocham.- poprawia ją.
-Wiem, ale w twoim sercu znalazło się miejsce na nowe uczucie i to mnie cieszy. Ann chciałaby abyś ułożył sobie życie. Tak bardzo cię kochała, Mario... Pragnęła twojego szczęścia. Więc jeśli Emily ma ci je dać to jest dobry wybór.
-Jestem zakochany...- wyznaje.- Jestem zakochany choć sądziłem, że to niemożliwe...
-Możliwe i wskazane, jesteś byt młody, aby być sam.
-Dziękuję...- patrzy na nią.
-Może rzadko ci to mówiłam, albo wcale, nie pamiętam, ale podziwiam cię, że poradziłeś sobie po śmierci Ann. Wspaniale wychowujesz waszą córeczkę. Byłeś wspaniałym chłopakiem, a potem mężem dla mojej córki, jesteś wspaniałym ojcem dla waszego dziecka. I Ann nie mogła wybrać lepiej. Cieszę się, że to byłeś ty, Mario. I cieszę się, że na twojej drodze stanęła Emily. - uśmiecha się.- W wielu kwestiach przypomina mi moją córkę, jednak też jest inna. Ale z pewnością wyjątkowa. Nie mogłeś wybrać lepiej dla siebie, ale i dla Julie...- mówi, a Mario patrzy na nią i słucha. I jest pewien, że wątpliwości Emily są bezpodstawne. Bo nawet jego teściowa ich akceptuje.
-To nie ja wybrałem... Los wybrał.
-Twoje serce wybrało, Mario...
-Też.
-Jestem pewna, że dobrze.- uśmiecha się.
***
Jest już w łóżku, zegarek wskazuje godzinę 23:25, kiedy słyszy dzwonek telefonu. Uśmiecha się bo widzi, że to Mario. Odbiera.
-Coś się stało?
-Tak, jestem pod twoim domem.- mówi jej.
-Poważnie?
-Tak. Nie mogłem spać więc najpierw wysiedziałem się z moją teściową na tarasie, a kiedy poszła spać pomyślałem, że potrzebuję jeszcze się do ciebie przytulić. Więc przyjechałem i mam nadzieję, że twój tata zaraz nie wyjdzie i mnie nie wyrzuci...
-Już idę cię wpuścić. Zaczekaj moment, proszę...
Mija może dwie minuty zanim otwierają się drzwi domu Emily. Mario stoi pod nimi, a kiedy staje w nich Emily on po prostu zgarnia ją w swoje ramiona.
-Tęskniłem za tobą.- wyznaje.
-Widzieliśmy się przecież...
-Wiem... ale jak wychodzisz z mojego domu to jest tak pusto...- mówi jej i to jest szczere.
-Ja też za tobą tęsknię jak nie jesteśmy razem.
-Świetnie bo myślałem, że to ja tylko wariuję. Nie chcę byś pomyślała, że jestem desperatem...
-Nie myślę, tak chyba zachowują się zakochani ludzie, co?- uśmiecha się patrząc mu w oczy.
-Nie wiem, nie pamiętam jak zachowywałem się kiedy zakochałem się w Ann... Ale chyba robiłem jeszcze bardziej szalone rzeczy niż odwiedziny prawie o północy...
-Wszystko przed nami, tak?- śmieje się Emily.- Chodźmy do środka.- zaprasza.
-Twój tato...
-Mój tato nie ma strzelby, poza tym to nie ta epoka.-mówi dziewczyna.- Poza tym mój ojciec wie, że jestem bardzo zakochana w pewnym piłkarzu i też tęsknię kiedy z nim nie jestem. Więc myślę, że zrozumie jak się dowie, że o północy przytulaliśmy się trochę...- uśmiecha się i wyciąga do niego dłoń, którą on przyjmuje. Wchodzą do środka.
-Czuję się jak nastolatek...- śmieje się Mario. Emily spogląda na niego prowadząc go do salonu. Potem kiedy on zajmuje miejsce na kanapie, ona idzie przygotować herbatę. A potem dołącza do niego. Przytula się do mężczyzny, a on obejmuje ją przyciągając mocniej do siebie. A potem rozmawiają o wszystkim, bo nigdy nie mają dość rozmów. Mario mówi jej co powiedziała mama Ann, a ona się uśmiecha. I jest wzruszona, bo bała się tego, że kobieta jednak nie do końca ją akceptuje. Uśmiecha się również widząc, że ta sytuacja cieszy Mario.
-Cieszę się, że cię mam.- wyznaje jej jakiś czas później. Znów na jej twarzy pojawia się uśmiech.- Jesteś śpiąca.- zauważa.- Zmykam.
-Nie jedź...- marudzi.
-Muszę. Muszę już iść. Jest strasznie późno. Przepraszam...
-Za co?
- Za to, że się pojawiłem. Nie powinienem cię przetrzymywać kiedy powinnaś odpoczywać...- chce coś jeszcze powiedzieć, ale ona zamyka mu usta pocałunkiem. To nie jest całus, to coś głębszego. A kiedy się od siebie odrywają Emily spogląda mu w oczy.
-Cieszę się, że przyjechałeś... I cieszę się, że pojawiłeś się w moim życiu. Chcę, abyś został...- mówi mu spoglądając w jego oczy. Mario patrzy na nią.
-Zostanę w twoim życiu jeśli tego pragniesz...
-Tak, pragnę...- pada odpowiedź. To deklaracja.
***
Musi wyjechać na specjalistyczne badania, a potem może specjalistyczne leczenie. Nie chce, ale musi, bo wie, że tylko takie posunięcie coś wyjaśni w sprawie jego stanu zdrowia. Jednak ma dylemat, nie ma pojęcia jak go rozwiązać. Nie chce rozłąki z Julie. Ani z Emily. Bolałoby go gdyby musiał być bez nich, ale z drugiej strony wie, że nie będzie mógł zająć się małą, kiedy lekarze będą robić badania i testy. Zastanawia się jak to rozwiązać.
-Jesteś strasznie cichy...- zauważa Emily.
-Zastanawiam się...
-Nad czym?
-Nie chcę was zostawić.- mówi.- A będę musiał jechać do Monachium... Nie chcę być tam bez was.- wyznaje.- Nie wiem ile tam będę, ale nie jestem w stanie normalnie funkcjonować bez mojej córki. Nie chcę tęsknić za tobą.
-Nie musisz...
-To niemożliwe, bo tęsknię nawet wtedy gdy jedziesz do swojego domu. Kiedy nie dzieli nas tak duża odległość...
-Możemy być tam z tobą.- mówi po prostu Emily.- Nie wyobrażam sobie by miało mnie tam z tobą nie być...
-Pojedziesz ze mną?
-Nie brałam innej opcji pod uwagę.- Mario uśmiecha się.
***
Przepraszam za nieobecność :)
-Zostań ze mną.- pada z jego ust.-Proszę.- dodaje.
-Ale twoja teściowa...
-To nieważne.- patrzy na nią.- Nie zostawiaj mnie z tymi myślami. Nie dzisiaj...- patrzy jej w oczy, a ona potakuje głową i go przytula.
***
-Powinieneś iść spać.- mówi mu.
-Powinniśmy...- poprawia ją.
-Zaraz wezmę sobie poduszkę...
-Nie...- przerywa jej Mario.- Proszę, zostań tutaj... ze mną.- prosi.
-W twoim łóżku?- pyta.
-W moim łóżku.-odpowiada.
***
Nie miała być tego świadkiem. Nie byłaby, ale zostawiła portfel więc musiała wrócić się do domu. Wtedy zobaczyła pocałunek swojego zięcia i Emily. To powinno być zaskoczeniem, ale nie jest. To powinno być dziwne, ale nie jest. To powinna być Ann, ale to już nigdy nie będzie ona. Ann nie żyje. Ann nie wróci. Nigdy.
Dostrzegają ją i są zaskoczeni. Ona również.
-Przepraszam, nie chciałam...- zaczyna się tłumaczyć.- Musiałam wrócić, bo zostawiłam portfel.- tłumaczy.
-W porządku, nic się nie stało.- mówi Mario. Jego teściowa zabiera portfel po czym wychodzi. Emily patrzy na Mario i ma zamiar coś powiedzieć, ale nie ma okazji, bo on mówi zanim ona ma szansę się odezwać.- Emi...Nic się nie stało. Naprawdę.
-Widziała nasz pocałunek. Na pewno sobie pomyślała...
-Ciii...- dotyka jej ust opuszkami palców.- Nie ważne co osobie myśli.- zapewnia ją.
-Jak to?- jest zaskoczona jego słowami.
-Pomyślała to, co zobaczyła. Widziała pocałunek. - mówi chłopak.
-No właśnie.
-To nie tak, że robimy coś złego...- tłumaczy.
-To na pewno jest dla niej zaskoczeniem. Jestem pewna, że myśli, że to za szybko...- próbuje mu wytłumaczyć.
-Za szybko? - dziwi się.- Za krótko cierpiałem?- pyta.
-Nie, nie twierdzę tak... To nie tak miało zabrzmieć... Przepraszam.- patrzy mu w oczy.- Ja po prostu nie chcę skłócić cię z bliskimi. Nie chcę aby źle o tobie myśleli. Nie zasługujesz na to. Nie chcę żebyś cierpiał...
-Emi... To nie tak...- łapie ją za dłoń i prowadzi na sofę gdzie obydwoje siadają. Mario trzyma jej dłonie w swoich i patrzy jej w oczy.- Moi bliscy mnie znają, znają także ciebie. To nie tak, że źle o mnie czy nas pomyślą dlatego, że się w sobie zakochaliśmy, tak? - te słowa sprawiają, że w sercu Emily robi się ciepło. On mówi otwarcie o tym, że jest zakochany. I dziewczyna chciałaby słuchać tego bez końca.- Mówiłem ci wielokrotnie, że długie miesiące, nawet przez sekundę nie przyszło mi na myśl, że poznam kobietę, która stanie się mi bliska. Równie bliska jak była mi bliska moja żona. Kobietę, przed którą znów się otworzę, której zaufam, z którą zechcę być. Nie wyobrażałem sobie tego. Z tobą jestem to sobie w stanie wyobrazić, Emi. Naprawdę. I jestem pewien, że moi bliscy cieszą się z tego powodu.
-Rodzice tak, ale mama Ann...
-Zrozumiała, że Ann nie wróci. Wiem, że nasz widok dzisiaj jej nie zszokował. Wiem, kiedy jest zszokowana. Nie była. Ona zdaje sobie sprawę, że jestem za młody na to, aby całe życie już być sam. Jestem pewien, że gdyby Ann przeżyła ten wypadek, a ja nie miałabym tego szczęścia to też pragnąłbym, aby znalazła sobie mężczyznę, z którym mogłaby dzielić życie. Wiem, że tak by było. -tłumaczy jej.- Proszę, nie zastanawiaj się co myślą inni.- patrzy jej w oczy.- Po prostu bądź ze mną.- prosi ją.- Bo ja chcę z tobą być, Emi. Bardzo.
-Ja również pragnę być z tobą.- odpowiada mu.
-Więc to jest najważniejsze.- Mario uśmiecha się, a potem po prostu ją przytula.- Cieszę się, że mnie chcesz...- dodaje.
-Zawsze będę cię chcieć, tak?- odpowiada mu, a on uśmiecha się. Ona tego nie widzi, ale on naprawdę się uśmiecha. Jest szczęśliwy. I choć nie wie co będzie z grą w piłkę w ciągu najbliższych miesięcy, nie ma pojęcia ile będzie musiał przejść, by wrócić na boisko, jak trudna to będzie droga, wie, że nie pójdzie nią sam, bo ma towarzyszkę.
***
- Bardzo się cieszę, że próbujesz ułożyć sobie na nowo życie.- mówi jego teściowa wieczorem, kiedy zbierają zabawki Julie. Mała już śpi. Mario spogląda na kobietę. Widzi, że jej słowa są szczere.- Ona jest wyjątkową kobietą.- dodaje.-Życzę wam szczęścia z całego serca. Zasługujecie na nie.- mówi szczerze.
-Miło, że tak sądzisz...
-Tak właśnie myślę. Wiem, że kochałeś Ann...
-Nadal ją kocham.- poprawia ją.
-Wiem, ale w twoim sercu znalazło się miejsce na nowe uczucie i to mnie cieszy. Ann chciałaby abyś ułożył sobie życie. Tak bardzo cię kochała, Mario... Pragnęła twojego szczęścia. Więc jeśli Emily ma ci je dać to jest dobry wybór.
-Jestem zakochany...- wyznaje.- Jestem zakochany choć sądziłem, że to niemożliwe...
-Możliwe i wskazane, jesteś byt młody, aby być sam.
-Dziękuję...- patrzy na nią.
-Może rzadko ci to mówiłam, albo wcale, nie pamiętam, ale podziwiam cię, że poradziłeś sobie po śmierci Ann. Wspaniale wychowujesz waszą córeczkę. Byłeś wspaniałym chłopakiem, a potem mężem dla mojej córki, jesteś wspaniałym ojcem dla waszego dziecka. I Ann nie mogła wybrać lepiej. Cieszę się, że to byłeś ty, Mario. I cieszę się, że na twojej drodze stanęła Emily. - uśmiecha się.- W wielu kwestiach przypomina mi moją córkę, jednak też jest inna. Ale z pewnością wyjątkowa. Nie mogłeś wybrać lepiej dla siebie, ale i dla Julie...- mówi, a Mario patrzy na nią i słucha. I jest pewien, że wątpliwości Emily są bezpodstawne. Bo nawet jego teściowa ich akceptuje.
-To nie ja wybrałem... Los wybrał.
-Twoje serce wybrało, Mario...
-Też.
-Jestem pewna, że dobrze.- uśmiecha się.
***
Jest już w łóżku, zegarek wskazuje godzinę 23:25, kiedy słyszy dzwonek telefonu. Uśmiecha się bo widzi, że to Mario. Odbiera.
-Coś się stało?
-Tak, jestem pod twoim domem.- mówi jej.
-Poważnie?
-Tak. Nie mogłem spać więc najpierw wysiedziałem się z moją teściową na tarasie, a kiedy poszła spać pomyślałem, że potrzebuję jeszcze się do ciebie przytulić. Więc przyjechałem i mam nadzieję, że twój tata zaraz nie wyjdzie i mnie nie wyrzuci...
-Już idę cię wpuścić. Zaczekaj moment, proszę...
Mija może dwie minuty zanim otwierają się drzwi domu Emily. Mario stoi pod nimi, a kiedy staje w nich Emily on po prostu zgarnia ją w swoje ramiona.
-Tęskniłem za tobą.- wyznaje.
-Widzieliśmy się przecież...
-Wiem... ale jak wychodzisz z mojego domu to jest tak pusto...- mówi jej i to jest szczere.
-Ja też za tobą tęsknię jak nie jesteśmy razem.
-Świetnie bo myślałem, że to ja tylko wariuję. Nie chcę byś pomyślała, że jestem desperatem...
-Nie myślę, tak chyba zachowują się zakochani ludzie, co?- uśmiecha się patrząc mu w oczy.
-Nie wiem, nie pamiętam jak zachowywałem się kiedy zakochałem się w Ann... Ale chyba robiłem jeszcze bardziej szalone rzeczy niż odwiedziny prawie o północy...
-Wszystko przed nami, tak?- śmieje się Emily.- Chodźmy do środka.- zaprasza.
-Twój tato...
-Mój tato nie ma strzelby, poza tym to nie ta epoka.-mówi dziewczyna.- Poza tym mój ojciec wie, że jestem bardzo zakochana w pewnym piłkarzu i też tęsknię kiedy z nim nie jestem. Więc myślę, że zrozumie jak się dowie, że o północy przytulaliśmy się trochę...- uśmiecha się i wyciąga do niego dłoń, którą on przyjmuje. Wchodzą do środka.
-Czuję się jak nastolatek...- śmieje się Mario. Emily spogląda na niego prowadząc go do salonu. Potem kiedy on zajmuje miejsce na kanapie, ona idzie przygotować herbatę. A potem dołącza do niego. Przytula się do mężczyzny, a on obejmuje ją przyciągając mocniej do siebie. A potem rozmawiają o wszystkim, bo nigdy nie mają dość rozmów. Mario mówi jej co powiedziała mama Ann, a ona się uśmiecha. I jest wzruszona, bo bała się tego, że kobieta jednak nie do końca ją akceptuje. Uśmiecha się również widząc, że ta sytuacja cieszy Mario.
-Cieszę się, że cię mam.- wyznaje jej jakiś czas później. Znów na jej twarzy pojawia się uśmiech.- Jesteś śpiąca.- zauważa.- Zmykam.
-Nie jedź...- marudzi.
-Muszę. Muszę już iść. Jest strasznie późno. Przepraszam...
-Za co?
- Za to, że się pojawiłem. Nie powinienem cię przetrzymywać kiedy powinnaś odpoczywać...- chce coś jeszcze powiedzieć, ale ona zamyka mu usta pocałunkiem. To nie jest całus, to coś głębszego. A kiedy się od siebie odrywają Emily spogląda mu w oczy.
-Cieszę się, że przyjechałeś... I cieszę się, że pojawiłeś się w moim życiu. Chcę, abyś został...- mówi mu spoglądając w jego oczy. Mario patrzy na nią.
-Zostanę w twoim życiu jeśli tego pragniesz...
-Tak, pragnę...- pada odpowiedź. To deklaracja.
***
Musi wyjechać na specjalistyczne badania, a potem może specjalistyczne leczenie. Nie chce, ale musi, bo wie, że tylko takie posunięcie coś wyjaśni w sprawie jego stanu zdrowia. Jednak ma dylemat, nie ma pojęcia jak go rozwiązać. Nie chce rozłąki z Julie. Ani z Emily. Bolałoby go gdyby musiał być bez nich, ale z drugiej strony wie, że nie będzie mógł zająć się małą, kiedy lekarze będą robić badania i testy. Zastanawia się jak to rozwiązać.
-Jesteś strasznie cichy...- zauważa Emily.
-Zastanawiam się...
-Nad czym?
-Nie chcę was zostawić.- mówi.- A będę musiał jechać do Monachium... Nie chcę być tam bez was.- wyznaje.- Nie wiem ile tam będę, ale nie jestem w stanie normalnie funkcjonować bez mojej córki. Nie chcę tęsknić za tobą.
-Nie musisz...
-To niemożliwe, bo tęsknię nawet wtedy gdy jedziesz do swojego domu. Kiedy nie dzieli nas tak duża odległość...
-Możemy być tam z tobą.- mówi po prostu Emily.- Nie wyobrażam sobie by miało mnie tam z tobą nie być...
-Pojedziesz ze mną?
-Nie brałam innej opcji pod uwagę.- Mario uśmiecha się.
***
Przepraszam za nieobecność :)
czwartek, 4 maja 2017
61.Two hearts in one home...
-To Mark i Seba.- mówi Mario wskazując na mężczyzn idących parkową alejką.- Przywitamy się.-dodaje więc idą w ich stronę. Mężczyźni są zajęci rozmową. Sebastian śmieje się z czegoś co mówi Mark.
-Cześć.- słyszą męski głos więc patrzą w stronę, z której dobiega.
-Cześć.- mówią jednocześnie.- Co za miłe spotkanie.- dodaje Sebastian.-Cześć kochanie.- uśmiecha się do Julie, która siedzi w wózku i w tym momencie je banana. Mała uśmiecha się do mężczyzny szeroko. Sebastian kuca przy wózku.- Ale urosłaś.- mówi.
-Duża.- odpowiada dziewczynka trochę sepleniąc i podnosi ręce do góry. Mario uśmiecha się, Emily również. Chwilę rozmawiają, a potem przenoszą się do kawiarni. I to właśnie tam, gdy obydwaj, Sebastian i Mark opowiadają o Paryżu, Mario zauważa. I jest pewien, że nie może się mylić.
-Było niesamowicie i wyjątkowo.- mówi Sebastian uśmiechając się do Emily, bo to ona wypytuje o szczegóły.
-Wasze dłonie mówią więcej.- odzywa się Mario spoglądając na ich palce. Obydwaj zauważają, iż on już się domyśla. Emily natomiast spogląda na piłkarza, nieświadoma jeszcze niczego. Nie ma pojęcia o czym on mówi.
-O co chodzi?- pyta.
-O obrączki na ich palcach.- wskazuje Mario.- Źle się domyślam?- pyta uśmiechając się i już w pierwszym momencie po tym pytaniu wie, że myśli dobrze.
-Pobraliście się?- pyta Emily zaskoczona.
-Tak.- odpowiadają równocześnie.
-I nie pisnęliście słówka...- wyrzuca im Mario, ale z uśmiechem na twarzy.- Przecież to nie tak, że nie chcielibyśmy być tego świadkami...- dodaje.
-To moja wina...- mówi Mark spoglądając na Sebastiana.- Seba nie miał o niczym pojęcia.- tłumaczy.
-On po prostu zapytał czy zostanę jego mężem. Nie spodziewałem się, ale to nie tak, że byłem tak bardzo zaskoczony, aby nie powiedzieć tak. Nie mogłem udzielić innej odpowiedzi, bo bardzo tego chciałem. A ślub był już totalnym zaskoczeniem. On wszystko zaplanował...
-Gratuluję, naprawdę.- wstają i po prostu im gratulują przytulając ich po kolei.- Musimy to odpowiednio uczcić.- mówi Mario.- Zajmę się wszystkim.- obiecuje.
-Ale naprawdę...
-Mark pozwól nam się z Wami cieszyć.- zwraca się do kolegi, a tamtemu nie pozostaje nic, jak tylko się zgodzić.
***
-Niemożliwe.- mówi Ricky, kiedy dowiaduje się od Mario. Są u Nat i Marco i podczas kolacji ta informacja się pojawia.- Poważnie?- dopytuje.
-Tak, poważnie.- powtarza po raz kolejny szatyn.
-I nic nie powiedzieli?
-Mark zaskoczył Sebę. On to planował, Sebastian nie miał o niczym pojęcia. Po prostu myślał, że po tym wszystkim pojadą trochę odetchnąć. Tylko, że wrócili już z innym stanem cywilnym.- uśmiecha się.- Musimy to uczcić, powiedziałem im to. Myślę, że zorganizujemy coś po urodzinach Julie, bo do urodzin to raczej nie dam rady ogarnąć następnej imprezy.Co wy na to?- pyta spoglądając na przyjaciół.
-Jasne, trzeba to uczcić.- mówi Ricky, a reszta się z nim zgadza.- Nie mogę uwierzyć...- dodaje.
-Jesteś strasznie zaskoczony...- zauważa Agnes. Dziewczyna bacznie przygląda się ukochanemu. Ricky spogląda na nią. Wie co mogło przyjść jej do głowy.
-Tak, jestem, bo choć przyszło mi na myśl to, że oni będą już razem, to jednak nie pomyślałem, że to zdarzy się na raz.- odpowiada.- Cieszę się, że się zdecydowali. Niektórzy twierdzą, że nie potrzebują takich decyzji, deklaracji, a ja uważam, że one wiele znaczą. I znaczą. Naprawdę im kibicowałem, więc fajnie usłyszeć takie wiadomości, choć fajnie byłoby również gdybyśmy mogli to zobaczyć. Jednak skoro zdecydowali inaczej, to możemy to uczcić już inaczej.- uśmiecha się. Agnes patrzy na niego, na jej ustach pojawia się mały uśmiech, ale pomimo tego Ricky nachyla się, obejmuje ją ramieniem i całuje w usta, a potem nachyla się do jej ucha.-Kocham cię.- zapewnia, bo jest pewien, że ona w tym momencie właśnie tego potrzebuje. I ma rację.
***
Mario ubiera się. Musi jechać do kliniki na konsultację lekarską, mają mu jeszcze robić badania. Nie jest zadowolony, że musi to robić akurat w sobotę, w dniu, w którym urządzają urodziny Julie, ale niestety okazało się, iż jeden z wybitnych specjalistów, konsultant, nie mógł zjawić się w Dortmundzie w żaden inny dzień. Więc nie mógł marudzić.
Kiedy zjawia się w pokoju Julie, już ubrany, jego córeczka i Emily bawią się klockami. Obydwie na jego widok uśmiechają się. Mario spogląda na zegarek i na chwilę jeszcze przyłącza się do nich. Siada blisko Emily, naprzeciwko Julie. Podaje córeczce klocek, a potem pomaga jej go przypiąć. Uśmiecha się trochę. Julie wstaje i idzie do pudełka z zabawkami po inne klocki, a Emily spogląda na niego. Dostrzega coś oprócz uśmiechu.
Mario czuje jej dłoń na swoim udzie. Spogląda na nią.
-Wszystko będzie dobrze.- mówi cicho. Mężczyzna wzdycha i kładzie swoją dłoń na jej.- Chciałabym móc z tobą pojechać, ale...
-Poradzę sobie. Dziś dzień Julie, to ona jest najważniejsza. Musicie wszystko przygotować. I przykro mi, że zamiast przywiązywać balony urodzinowe w domu, będę musiał spędzić kilka godzin w klinice...- marudzi Mario.
-Obydwoje jesteście ważni. Jej urodziny są ważne, twoje zdrowie również.- odpowiada blondynka.- Poradzimy sobie, więc nie martw się. A na przyjęciu już będziesz. Głowa do góry.- uśmiecha się do niego. Julie wraca, Mario ma już wyjść, ale przez kilka minut jeszcze się nie rusza. Dłoń Emily nadal spoczywa na jego udzie, a jego na jej dłoni. I tak jest dobrze.
***
Właściwie wszystko jest gotowe. Baloniki porozwieszane, jest wielki napis, stół zastawiony, tort w lodówce, napoje, słodycze. Na stoliku leżą tekturowe czapeczki. Są teściowie Mario, którzy przyjechali na urodziny wnuczki, są Natalie i Marco, ponieważ pomagali w przygotowaniach, ich dzieci są jeszcze u dziadków, jest Emily. Solenizantka jest z rodzicami Mario.
-Udało się.- mówi Emily patrząc na efekty. Uśmiecha się. Właściwie wszyscy się uśmiechają.- Teraz musimy się odświeżyć, przebrać i przyjść na bal. Jadę do domu. Wrócę za godzinę.- mówi.
-My też jedziemy. Pojawimy się już z Cass i Olim.
***
Wie, że jest odrobinę spóźniony. Właściwie do rozpoczęcia imprezy jest jeszcze sporo czasu, ale miał wrócić zaraz po wyjściu z kliniki. Nie mógł, nie był w stanie. Dlatego pojechał do niej. Był już tego dnia, ale postanowił wybrać się jeszcze raz. Siedział nad jej grobem pewnie godzinę. Już nie płakał tak jak po opuszczeniu kliniki. Pierwszy szok minął. Najmocniejsze uczucie bezsilności przeszło. Teraz nie czuje się najlepiej, ale lepiej, niż jeszcze półtorej godziny wcześniej. Podjeżdża pod dom. Jest tylko samochód jego teściów. Wie, że Emily nie ma i żałuje, bo chciałby, aby była w tym momencie ponieważ potrzebuje czyjejś namacalnej obecności.
***
- Jesteś zdenerwowana.- mówi jej mama obserwując jak Emily maluje usta szminką.
-Nie zadzwonił.- odpowiada dziewczyna.- Dzwoni jeśli wieści są w miarę dobre. Nie zadzwonił, mamo.- powtarza.
-Ty próbowałaś zadzwonić?-dopytuje Alice.
-Nie. - zaprzecza.- Coś jest nie tak, ale nauczyłam się już, że on potrzebuje często w takich sytuacjach przestrzeni przez chwilę.- patrzy na matkę.- Zobaczymy się na przyjęciu. Jeśli zechce mi powiedzieć, jeśli będzie mnie potrzebował, to tam będę. On wie o tym.- twierdzi.
-Jestem z ciebie dumna.- mówi jej mama.- To dojrzałe podejście. Mądre.- chwali córkę.
-Zapomniałaś dodać psychologiczne.- uśmiecha się Emily.
-Psychologiczne poniekąd też, ale przede wszystkim ludzkie, Emily. Każdy człowiek na swój sposób radzi sobie z problemami, tymi małymi i większymi. Większość z nas umie poprosić o pomoc, o radę, o bliskość drugiej osoby, kiedy naprawdę potrzebują. Mario to potrafi. On jest osobą, która nie umie i nie może być osaczana. Zresztą ty także taką osobą jesteś. Więc to rozumiesz, po prostu.- uśmiecha się.- Dodatkowo, a może co najważniejsze, kochasz go...- mówi, a Emily zastyga na chwilę.- Dbamy o osoby, które kochamy. Dajemy im to, czego potrzebują, wczuwamy się. I jestem pewna, że wiesz dobrze, czego on potrzebuje. I jestem pewna, że on również wie...- stwierdza, po czym całuje córkę w policzek.- Bawcie się dobrze. Ucałuj ode nie Julie i przekaż proszę prezent.
-Oczywiście, mamo.- obiecuje.
-I cokolwiek to nie jest, cokolwiek ci nie mówi, to nie może być beznadziejna sytuacja. Wierzę w to mocno, iż cokolwiek się nie dzieje, poradzicie sobie z tym. Razem.- dodaje, a potem uśmiecha się i zostawia córkę samą. Emily również się uśmiecha. Bo to nie tak, że sytuacja między nią, a piłkarzem jakoś bardzo się rozwinęła, ale czuje, że jej mama akceptuje wybór jej serca. I nie może się z tego powodu nie cieszyć.
***
Ubiera się w grafitowe rurki, a potem sięga po czarną koszulę. Jednak kiedy ją zapina i przegląda się w lustrze dochodzi do wniosku, że musi się przebrać. To urodziny jego córeczki, szczęśliwy dzień, choć przecież, kiedy sięgnie pamięcią wstecz, przepełniony też bólem, bo ta data jest nadal bolesna, pewnie już zawsze będzie. To wtedy coś nowego się zaczęło, coś dobiegło końca. Jednak wie, że musi wziąć się w garść, pomimo tego co czuje, pomimo tego, co go czeka, ponieważ pragnie, aby ten dzień był naprawdę wyjątkowy. Pragnie, aby jego córeczka śmiała się, by była szczęśliwa, zadowolona, otoczona miłością bliskich. By te chwile były wyjątkowe. I ma zamiar dołożyć wszelkich starań, aby tak było. Więc rozpina koszulę, wiesza ją spowrotem na wieszaku, a z garderoby przynosi inną, białą i to właśnie ją zakłada.
***
Drzwi otwiera teściowa Mario. Musiała zadzwonić, bo zapomniała klucze z domu. Mama Ann uśmiecha się na jej widok.
-Pięknie wyglądasz.- komplementuje ją. To miłe.
-Dziękuję. Pani również.- mówi wchodząc do środka.
- Emily...- zwraca się do niej kobieta, właściwie zatrzymuje ją. Dziewczyna spogląda na nią.- Czy coś złego dzieje się z Mario?- pyta.- Nie pytałam o szczegóły, wiem, że był w klinice, ale nie znam szczegółów... Wrócił jakiś nieswój. Może nie mam z nim tyle styczności, ile miałam wcześniej, ale trochę go znam i wiem, że coś jest nie tak... Czy to coś poważnego?- zadaje pytanie, a Emily zauważa u niej autentyczną troskę.
-Nie wiem.- odpowiada zgodnie z prawdą.- Nie zadzwonił do mnie po wyjściu z kliniki. Trudno mi cokolwiek powiedzieć, po prostu nie wiem co mu powiedziano.- patrzy na teściową Mario.- Proszę się jednak nie martwić, bo badania ogólne wykazały, że jest zdrowy, jednak ma ciągle dolegliwości mięśniowe, więc to problemy od strony sportowej...
-Ale na tyle poważne, że wrócił zmartwiony. Starał się nie okazywać, ale to widać.- mówi kobieta. Nie zatrzymuje Emily dłużej.
-Pójdę zobaczyć do Mario. Przepraszam.- mówi Emily i kieruje się w stronę sypialni szatyna. Drzwi są zamknięte więc puka, a po zaproszeniu wchodzi do środka. On tam jest. Ubrany w białą koszulę i ciemne rurki siedzi na łóżku. Kiedy ona się zjawia, wstaje. Jego włosy są ułożone, a zapach jego ulubionej perfumy unosi się w całej sypialni. Patrzy na nią, ale nic nie mówi. Emily widzi zmartwienie wymalowane na jego twarzy, choć nie jest wykrzywiona w żadnym grymasie. Jednak ona to dostrzega. Podchodzi do niego, odkłada torebkę na łóżko i staje przed nim. Ma zamiar zapytać, ale on dotyka opuszkami palców jej ust i w ten sposób daje jej znak, aby nie pytała. Obejmuje ją i przytula.
- Porozmawiajmy o tym później, proszę.- mówi cicho w jej włosy.
-Dobrze.- zgadza się dziewczyna.- W porządku. Po prostu czułam... czuję, że coś się dzieje...
-Być może już nie zagram w tym sezonie...- szepce prawie.- Wszystko ci powiem po urodzinach Julie, dobrze?- pyta.
-Dobrze.- zgadza się nadal tuląc się do niego.
-Nie zostawiaj mnie, dobrze?- zwraca się do niej.- Potrzebuję cię.- wyznaje.
-Będę blisko.- obiecuje.
-Dziękuję.- składa pocałunek w jej włosach.
***
Julie jest zachwycona, kiedy Mario wnosi ją na rękach do domu, a tam wszędzie porozwieszane są baloniki, dom jest przystrojony, są goście, ciocie i wujkowie, są dzieci. Ten dzień jest wyjątkowy tak jak Mario sobie wymarzył. W powietrzu unosi się radość, szczęście, w powietrzu unosi się miłość. To czuć. I być może brakuje kogoś, być może ta myśl wielokrotnie pojawia się w jego głowie, ale uśmiecha się. Uśmiecha się, bo świętuje, bo jego córeczka żyje, rozwija się, rośnie, jest piękna, wspaniała i jest całym jego światem. Uśmiecha się ponieważ on żyje i może cieszyć się i świętować razem z nią. Uśmiecha się ponieważ ma wokół ludzi, dla których są ważni. Uśmiecha się również ponieważ Emily, tak jak obiecała jest cały czas blisko. Na wyciągnięcie dłoni. Potrzebuje jej.
***
Znika w kuchni na chwilę, choć właściwie nie ma powodu, żeby musiał do niej iść. Wszystko jest na stole. Potrzebuje chwilki. Jest oparty dłońmi o blat, kiedy czyje jej dłoń sunącą po jego plecach.
-W porządku?- pyta dziewczyna.
-Tak.- odpowiada odwracając się do niej twarzą. Emily przysuwa się bliżej i delikatnie muska jego usta, a zaraz potem całuje go w policzek.
-Cokolwiek to jest, przetrwamy to, tak?- mówi patrząc mu w oczy. Jej dłonie odnajdują jego dłonie, jej palce splatają się z jego palcami.- Nie jesteś z tym sam. Nie zapominaj o tym.- przypomina.
-Wiem i dziękuję.- patrzy na nią, a potem przytula ją.- Cieszę się, że cię mam.- wyznaje.
-Masz mnie, Mario.- mówi dziewczyna. To ważne słowa. Najważniejsze. Choć mogłaby powiedzieć inaczej: Masz moje serce, Mario. Jednak te słowa nie padają. Na razie...
***
Żegnają gości, Mario obiecuje porozmawiać z Marco następnego dnia, o tym ,co powiedziano mu w klinice. Potem kąpią małą, by następnie przekazać ją dziadkom, aby położyli ją spać. Oni sami trochę sprzątają, nie chcą zostawić wszystkiego na kolejny dzień. Kiedy kończą Mario odkłada na wyspę ściereczkę i wyciąga do niej dłoń więc podaje mu swoją. Prowadzi ją do swojej sypialni, zamyka drzwi, a potem obydwoje siadają na łóżku. Mario podciąga pod siebie jedną stopę i chwyta ją za dłonie. Potem wszystko jej mówi. Mówi o podejrzeniach lekarzy, iż jego problemy wynikają z problemów z metabolizmem. Tłumaczy dokładnie co to znaczy. Tłumaczy również, że były badania i będą kolejne i że to dla niego bardzo trudne, bo nie będzie mógł grać, bo piłka jest dla niego ważna. Ona rozumie. Mówi jej jak bardzo się boi, że to długo potrwa, jak bardzo boi się, że choroba nie ustąpi, jak bardzo obawia się, iż długa przerwa sprawi, że kibice o nim zapomną, a klub znajdzie sobie kogoś innego. Mówi jej, że ma złe przeczucia. Mówi jej wszystko. A potem ona mówi.Pociesza go. Przytula. Zapewnia, że nie jest sam, że lekarze wiedzą co robią, że leczenie przyniesie poprawę. Zapewnia go, iż wróci na boisko zdrowy, że kibice o nim nie zapomną, a klub będzie go wspierał. Mówi mu, bo tak czuje, a on słucha, uspakaja się. Mario całuje ją. Długo. A potem leżą w jego łóżku, na bokach, zwróceni do siebie twarzami. Emily bawi się kołnierzykiem jego koszuli, a palce drugiej dłoni ma splecione z jego palcami. Długo milczą. To on w końcu się odzywa.
-Będziesz cały czas przy mnie?- pyta cicho.
-Będę dopóki będziesz mnie chciał.- pada odpowiedź.
-Zawsze będę cię chciał.- mówi szatyn, a potem przysuwa się i ją całuje.- Już zawsze, Emi.- dodaje.
Co czuje słysząc te słowa? Szczęście. Radość. Miłość.
Odczuwa także jego lęk, ale jest pewna, że poradzą sobie z tymi trudnościami, które znów zgotował im los. Ze wszystkim sobie poradzą. Ona już wie, że go nie zostawi. Będzie przy nim, z nim, niezależnie od tego, co będzie się działo. Bo to właśnie jest miłość.
***
Podoba się?
-Cześć.- słyszą męski głos więc patrzą w stronę, z której dobiega.
-Cześć.- mówią jednocześnie.- Co za miłe spotkanie.- dodaje Sebastian.-Cześć kochanie.- uśmiecha się do Julie, która siedzi w wózku i w tym momencie je banana. Mała uśmiecha się do mężczyzny szeroko. Sebastian kuca przy wózku.- Ale urosłaś.- mówi.
-Duża.- odpowiada dziewczynka trochę sepleniąc i podnosi ręce do góry. Mario uśmiecha się, Emily również. Chwilę rozmawiają, a potem przenoszą się do kawiarni. I to właśnie tam, gdy obydwaj, Sebastian i Mark opowiadają o Paryżu, Mario zauważa. I jest pewien, że nie może się mylić.
-Było niesamowicie i wyjątkowo.- mówi Sebastian uśmiechając się do Emily, bo to ona wypytuje o szczegóły.
-Wasze dłonie mówią więcej.- odzywa się Mario spoglądając na ich palce. Obydwaj zauważają, iż on już się domyśla. Emily natomiast spogląda na piłkarza, nieświadoma jeszcze niczego. Nie ma pojęcia o czym on mówi.
-O co chodzi?- pyta.
-O obrączki na ich palcach.- wskazuje Mario.- Źle się domyślam?- pyta uśmiechając się i już w pierwszym momencie po tym pytaniu wie, że myśli dobrze.
-Pobraliście się?- pyta Emily zaskoczona.
-Tak.- odpowiadają równocześnie.
-I nie pisnęliście słówka...- wyrzuca im Mario, ale z uśmiechem na twarzy.- Przecież to nie tak, że nie chcielibyśmy być tego świadkami...- dodaje.
-To moja wina...- mówi Mark spoglądając na Sebastiana.- Seba nie miał o niczym pojęcia.- tłumaczy.
-On po prostu zapytał czy zostanę jego mężem. Nie spodziewałem się, ale to nie tak, że byłem tak bardzo zaskoczony, aby nie powiedzieć tak. Nie mogłem udzielić innej odpowiedzi, bo bardzo tego chciałem. A ślub był już totalnym zaskoczeniem. On wszystko zaplanował...
-Gratuluję, naprawdę.- wstają i po prostu im gratulują przytulając ich po kolei.- Musimy to odpowiednio uczcić.- mówi Mario.- Zajmę się wszystkim.- obiecuje.
-Ale naprawdę...
-Mark pozwól nam się z Wami cieszyć.- zwraca się do kolegi, a tamtemu nie pozostaje nic, jak tylko się zgodzić.
***
-Niemożliwe.- mówi Ricky, kiedy dowiaduje się od Mario. Są u Nat i Marco i podczas kolacji ta informacja się pojawia.- Poważnie?- dopytuje.
-Tak, poważnie.- powtarza po raz kolejny szatyn.
-I nic nie powiedzieli?
-Mark zaskoczył Sebę. On to planował, Sebastian nie miał o niczym pojęcia. Po prostu myślał, że po tym wszystkim pojadą trochę odetchnąć. Tylko, że wrócili już z innym stanem cywilnym.- uśmiecha się.- Musimy to uczcić, powiedziałem im to. Myślę, że zorganizujemy coś po urodzinach Julie, bo do urodzin to raczej nie dam rady ogarnąć następnej imprezy.Co wy na to?- pyta spoglądając na przyjaciół.
-Jasne, trzeba to uczcić.- mówi Ricky, a reszta się z nim zgadza.- Nie mogę uwierzyć...- dodaje.
-Jesteś strasznie zaskoczony...- zauważa Agnes. Dziewczyna bacznie przygląda się ukochanemu. Ricky spogląda na nią. Wie co mogło przyjść jej do głowy.
-Tak, jestem, bo choć przyszło mi na myśl to, że oni będą już razem, to jednak nie pomyślałem, że to zdarzy się na raz.- odpowiada.- Cieszę się, że się zdecydowali. Niektórzy twierdzą, że nie potrzebują takich decyzji, deklaracji, a ja uważam, że one wiele znaczą. I znaczą. Naprawdę im kibicowałem, więc fajnie usłyszeć takie wiadomości, choć fajnie byłoby również gdybyśmy mogli to zobaczyć. Jednak skoro zdecydowali inaczej, to możemy to uczcić już inaczej.- uśmiecha się. Agnes patrzy na niego, na jej ustach pojawia się mały uśmiech, ale pomimo tego Ricky nachyla się, obejmuje ją ramieniem i całuje w usta, a potem nachyla się do jej ucha.-Kocham cię.- zapewnia, bo jest pewien, że ona w tym momencie właśnie tego potrzebuje. I ma rację.
***
Mario ubiera się. Musi jechać do kliniki na konsultację lekarską, mają mu jeszcze robić badania. Nie jest zadowolony, że musi to robić akurat w sobotę, w dniu, w którym urządzają urodziny Julie, ale niestety okazało się, iż jeden z wybitnych specjalistów, konsultant, nie mógł zjawić się w Dortmundzie w żaden inny dzień. Więc nie mógł marudzić.
Kiedy zjawia się w pokoju Julie, już ubrany, jego córeczka i Emily bawią się klockami. Obydwie na jego widok uśmiechają się. Mario spogląda na zegarek i na chwilę jeszcze przyłącza się do nich. Siada blisko Emily, naprzeciwko Julie. Podaje córeczce klocek, a potem pomaga jej go przypiąć. Uśmiecha się trochę. Julie wstaje i idzie do pudełka z zabawkami po inne klocki, a Emily spogląda na niego. Dostrzega coś oprócz uśmiechu.
Mario czuje jej dłoń na swoim udzie. Spogląda na nią.
-Wszystko będzie dobrze.- mówi cicho. Mężczyzna wzdycha i kładzie swoją dłoń na jej.- Chciałabym móc z tobą pojechać, ale...
-Poradzę sobie. Dziś dzień Julie, to ona jest najważniejsza. Musicie wszystko przygotować. I przykro mi, że zamiast przywiązywać balony urodzinowe w domu, będę musiał spędzić kilka godzin w klinice...- marudzi Mario.
-Obydwoje jesteście ważni. Jej urodziny są ważne, twoje zdrowie również.- odpowiada blondynka.- Poradzimy sobie, więc nie martw się. A na przyjęciu już będziesz. Głowa do góry.- uśmiecha się do niego. Julie wraca, Mario ma już wyjść, ale przez kilka minut jeszcze się nie rusza. Dłoń Emily nadal spoczywa na jego udzie, a jego na jej dłoni. I tak jest dobrze.
***
Właściwie wszystko jest gotowe. Baloniki porozwieszane, jest wielki napis, stół zastawiony, tort w lodówce, napoje, słodycze. Na stoliku leżą tekturowe czapeczki. Są teściowie Mario, którzy przyjechali na urodziny wnuczki, są Natalie i Marco, ponieważ pomagali w przygotowaniach, ich dzieci są jeszcze u dziadków, jest Emily. Solenizantka jest z rodzicami Mario.
-Udało się.- mówi Emily patrząc na efekty. Uśmiecha się. Właściwie wszyscy się uśmiechają.- Teraz musimy się odświeżyć, przebrać i przyjść na bal. Jadę do domu. Wrócę za godzinę.- mówi.
-My też jedziemy. Pojawimy się już z Cass i Olim.
***
Wie, że jest odrobinę spóźniony. Właściwie do rozpoczęcia imprezy jest jeszcze sporo czasu, ale miał wrócić zaraz po wyjściu z kliniki. Nie mógł, nie był w stanie. Dlatego pojechał do niej. Był już tego dnia, ale postanowił wybrać się jeszcze raz. Siedział nad jej grobem pewnie godzinę. Już nie płakał tak jak po opuszczeniu kliniki. Pierwszy szok minął. Najmocniejsze uczucie bezsilności przeszło. Teraz nie czuje się najlepiej, ale lepiej, niż jeszcze półtorej godziny wcześniej. Podjeżdża pod dom. Jest tylko samochód jego teściów. Wie, że Emily nie ma i żałuje, bo chciałby, aby była w tym momencie ponieważ potrzebuje czyjejś namacalnej obecności.
***
- Jesteś zdenerwowana.- mówi jej mama obserwując jak Emily maluje usta szminką.
-Nie zadzwonił.- odpowiada dziewczyna.- Dzwoni jeśli wieści są w miarę dobre. Nie zadzwonił, mamo.- powtarza.
-Ty próbowałaś zadzwonić?-dopytuje Alice.
-Nie. - zaprzecza.- Coś jest nie tak, ale nauczyłam się już, że on potrzebuje często w takich sytuacjach przestrzeni przez chwilę.- patrzy na matkę.- Zobaczymy się na przyjęciu. Jeśli zechce mi powiedzieć, jeśli będzie mnie potrzebował, to tam będę. On wie o tym.- twierdzi.
-Jestem z ciebie dumna.- mówi jej mama.- To dojrzałe podejście. Mądre.- chwali córkę.
-Zapomniałaś dodać psychologiczne.- uśmiecha się Emily.
-Psychologiczne poniekąd też, ale przede wszystkim ludzkie, Emily. Każdy człowiek na swój sposób radzi sobie z problemami, tymi małymi i większymi. Większość z nas umie poprosić o pomoc, o radę, o bliskość drugiej osoby, kiedy naprawdę potrzebują. Mario to potrafi. On jest osobą, która nie umie i nie może być osaczana. Zresztą ty także taką osobą jesteś. Więc to rozumiesz, po prostu.- uśmiecha się.- Dodatkowo, a może co najważniejsze, kochasz go...- mówi, a Emily zastyga na chwilę.- Dbamy o osoby, które kochamy. Dajemy im to, czego potrzebują, wczuwamy się. I jestem pewna, że wiesz dobrze, czego on potrzebuje. I jestem pewna, że on również wie...- stwierdza, po czym całuje córkę w policzek.- Bawcie się dobrze. Ucałuj ode nie Julie i przekaż proszę prezent.
-Oczywiście, mamo.- obiecuje.
-I cokolwiek to nie jest, cokolwiek ci nie mówi, to nie może być beznadziejna sytuacja. Wierzę w to mocno, iż cokolwiek się nie dzieje, poradzicie sobie z tym. Razem.- dodaje, a potem uśmiecha się i zostawia córkę samą. Emily również się uśmiecha. Bo to nie tak, że sytuacja między nią, a piłkarzem jakoś bardzo się rozwinęła, ale czuje, że jej mama akceptuje wybór jej serca. I nie może się z tego powodu nie cieszyć.
***
Ubiera się w grafitowe rurki, a potem sięga po czarną koszulę. Jednak kiedy ją zapina i przegląda się w lustrze dochodzi do wniosku, że musi się przebrać. To urodziny jego córeczki, szczęśliwy dzień, choć przecież, kiedy sięgnie pamięcią wstecz, przepełniony też bólem, bo ta data jest nadal bolesna, pewnie już zawsze będzie. To wtedy coś nowego się zaczęło, coś dobiegło końca. Jednak wie, że musi wziąć się w garść, pomimo tego co czuje, pomimo tego, co go czeka, ponieważ pragnie, aby ten dzień był naprawdę wyjątkowy. Pragnie, aby jego córeczka śmiała się, by była szczęśliwa, zadowolona, otoczona miłością bliskich. By te chwile były wyjątkowe. I ma zamiar dołożyć wszelkich starań, aby tak było. Więc rozpina koszulę, wiesza ją spowrotem na wieszaku, a z garderoby przynosi inną, białą i to właśnie ją zakłada.
***
Drzwi otwiera teściowa Mario. Musiała zadzwonić, bo zapomniała klucze z domu. Mama Ann uśmiecha się na jej widok.
-Pięknie wyglądasz.- komplementuje ją. To miłe.
-Dziękuję. Pani również.- mówi wchodząc do środka.
- Emily...- zwraca się do niej kobieta, właściwie zatrzymuje ją. Dziewczyna spogląda na nią.- Czy coś złego dzieje się z Mario?- pyta.- Nie pytałam o szczegóły, wiem, że był w klinice, ale nie znam szczegółów... Wrócił jakiś nieswój. Może nie mam z nim tyle styczności, ile miałam wcześniej, ale trochę go znam i wiem, że coś jest nie tak... Czy to coś poważnego?- zadaje pytanie, a Emily zauważa u niej autentyczną troskę.
-Nie wiem.- odpowiada zgodnie z prawdą.- Nie zadzwonił do mnie po wyjściu z kliniki. Trudno mi cokolwiek powiedzieć, po prostu nie wiem co mu powiedziano.- patrzy na teściową Mario.- Proszę się jednak nie martwić, bo badania ogólne wykazały, że jest zdrowy, jednak ma ciągle dolegliwości mięśniowe, więc to problemy od strony sportowej...
-Ale na tyle poważne, że wrócił zmartwiony. Starał się nie okazywać, ale to widać.- mówi kobieta. Nie zatrzymuje Emily dłużej.
-Pójdę zobaczyć do Mario. Przepraszam.- mówi Emily i kieruje się w stronę sypialni szatyna. Drzwi są zamknięte więc puka, a po zaproszeniu wchodzi do środka. On tam jest. Ubrany w białą koszulę i ciemne rurki siedzi na łóżku. Kiedy ona się zjawia, wstaje. Jego włosy są ułożone, a zapach jego ulubionej perfumy unosi się w całej sypialni. Patrzy na nią, ale nic nie mówi. Emily widzi zmartwienie wymalowane na jego twarzy, choć nie jest wykrzywiona w żadnym grymasie. Jednak ona to dostrzega. Podchodzi do niego, odkłada torebkę na łóżko i staje przed nim. Ma zamiar zapytać, ale on dotyka opuszkami palców jej ust i w ten sposób daje jej znak, aby nie pytała. Obejmuje ją i przytula.
- Porozmawiajmy o tym później, proszę.- mówi cicho w jej włosy.
-Dobrze.- zgadza się dziewczyna.- W porządku. Po prostu czułam... czuję, że coś się dzieje...
-Być może już nie zagram w tym sezonie...- szepce prawie.- Wszystko ci powiem po urodzinach Julie, dobrze?- pyta.
-Dobrze.- zgadza się nadal tuląc się do niego.
-Nie zostawiaj mnie, dobrze?- zwraca się do niej.- Potrzebuję cię.- wyznaje.
-Będę blisko.- obiecuje.
-Dziękuję.- składa pocałunek w jej włosach.
***
Julie jest zachwycona, kiedy Mario wnosi ją na rękach do domu, a tam wszędzie porozwieszane są baloniki, dom jest przystrojony, są goście, ciocie i wujkowie, są dzieci. Ten dzień jest wyjątkowy tak jak Mario sobie wymarzył. W powietrzu unosi się radość, szczęście, w powietrzu unosi się miłość. To czuć. I być może brakuje kogoś, być może ta myśl wielokrotnie pojawia się w jego głowie, ale uśmiecha się. Uśmiecha się, bo świętuje, bo jego córeczka żyje, rozwija się, rośnie, jest piękna, wspaniała i jest całym jego światem. Uśmiecha się ponieważ on żyje i może cieszyć się i świętować razem z nią. Uśmiecha się ponieważ ma wokół ludzi, dla których są ważni. Uśmiecha się również ponieważ Emily, tak jak obiecała jest cały czas blisko. Na wyciągnięcie dłoni. Potrzebuje jej.
***
Znika w kuchni na chwilę, choć właściwie nie ma powodu, żeby musiał do niej iść. Wszystko jest na stole. Potrzebuje chwilki. Jest oparty dłońmi o blat, kiedy czyje jej dłoń sunącą po jego plecach.
-W porządku?- pyta dziewczyna.
-Tak.- odpowiada odwracając się do niej twarzą. Emily przysuwa się bliżej i delikatnie muska jego usta, a zaraz potem całuje go w policzek.
-Cokolwiek to jest, przetrwamy to, tak?- mówi patrząc mu w oczy. Jej dłonie odnajdują jego dłonie, jej palce splatają się z jego palcami.- Nie jesteś z tym sam. Nie zapominaj o tym.- przypomina.
-Wiem i dziękuję.- patrzy na nią, a potem przytula ją.- Cieszę się, że cię mam.- wyznaje.
-Masz mnie, Mario.- mówi dziewczyna. To ważne słowa. Najważniejsze. Choć mogłaby powiedzieć inaczej: Masz moje serce, Mario. Jednak te słowa nie padają. Na razie...
***
Żegnają gości, Mario obiecuje porozmawiać z Marco następnego dnia, o tym ,co powiedziano mu w klinice. Potem kąpią małą, by następnie przekazać ją dziadkom, aby położyli ją spać. Oni sami trochę sprzątają, nie chcą zostawić wszystkiego na kolejny dzień. Kiedy kończą Mario odkłada na wyspę ściereczkę i wyciąga do niej dłoń więc podaje mu swoją. Prowadzi ją do swojej sypialni, zamyka drzwi, a potem obydwoje siadają na łóżku. Mario podciąga pod siebie jedną stopę i chwyta ją za dłonie. Potem wszystko jej mówi. Mówi o podejrzeniach lekarzy, iż jego problemy wynikają z problemów z metabolizmem. Tłumaczy dokładnie co to znaczy. Tłumaczy również, że były badania i będą kolejne i że to dla niego bardzo trudne, bo nie będzie mógł grać, bo piłka jest dla niego ważna. Ona rozumie. Mówi jej jak bardzo się boi, że to długo potrwa, jak bardzo boi się, że choroba nie ustąpi, jak bardzo obawia się, iż długa przerwa sprawi, że kibice o nim zapomną, a klub znajdzie sobie kogoś innego. Mówi jej, że ma złe przeczucia. Mówi jej wszystko. A potem ona mówi.Pociesza go. Przytula. Zapewnia, że nie jest sam, że lekarze wiedzą co robią, że leczenie przyniesie poprawę. Zapewnia go, iż wróci na boisko zdrowy, że kibice o nim nie zapomną, a klub będzie go wspierał. Mówi mu, bo tak czuje, a on słucha, uspakaja się. Mario całuje ją. Długo. A potem leżą w jego łóżku, na bokach, zwróceni do siebie twarzami. Emily bawi się kołnierzykiem jego koszuli, a palce drugiej dłoni ma splecione z jego palcami. Długo milczą. To on w końcu się odzywa.
-Będziesz cały czas przy mnie?- pyta cicho.
-Będę dopóki będziesz mnie chciał.- pada odpowiedź.
-Zawsze będę cię chciał.- mówi szatyn, a potem przysuwa się i ją całuje.- Już zawsze, Emi.- dodaje.
Co czuje słysząc te słowa? Szczęście. Radość. Miłość.
Odczuwa także jego lęk, ale jest pewna, że poradzą sobie z tymi trudnościami, które znów zgotował im los. Ze wszystkim sobie poradzą. Ona już wie, że go nie zostawi. Będzie przy nim, z nim, niezależnie od tego, co będzie się działo. Bo to właśnie jest miłość.
***
Podoba się?
Subskrybuj:
Posty (Atom)