niedziela, 12 listopada 2017

67.Szklanka pełna bursztynowego płynu...

Nie ma pojęcia jak przeszli do takiej sytuacji. Nie mogą się z Sebą od kilku dni dogadać, spokojnie porozmawiać. Dzieje się tak od owego porannego telefonu jego szefa. Mark spędza w pracy więcej czasu ponieważ sytuacja tego wymaga. po przejęciu firmy przez nowego szefa trzeba pewne sprawy uporządkować. Wielu z pracowników poświęca swój prywatny czas. Nie rozumie więc zachowania swojego męża. Wie, że jest zazdrosny. Próbuje mu tłumaczyć, ale prawdą jest, że ma na to niewiele czasu ponieważ często pracuje cały dzień, a kiedy wraca Sebastiana albo nie ma, albo śpi. Rano wychodzi pobiegać, a kiedy wraca przeważnie się mijają w drzwiach.
Tego dnia ma wolne, ale w pewnym momencie jednak odbiera telefon od Jackoba, który prosi go, aby przywiózł mu pewne dokumenty na spotkanie, które poprzedniego dnia wziął. Ubiera się po czym wchodzi do kuchni gdzie przebywa jego mąż.
-Pięknie pachnie.- mówi.- Czy to mój ulubiony gulasz?- pyta uśmiechając się. Sebastian spogląda na niego i dostrzega, że jest ubrany do wyjścia. I Mark zauważa, że w tym momencie zmienia się jego mina i znika błysk z oczu, który jeszcze chwilę wcześniej w nich był.
-Dokąd idziesz?- pada pytanie, a on wie, że jeśli powie, że musi pojechać na spotkanie z Jackobem, nawet krótkie, Seba się wścieknie. Ma już powiedzieć, ze na zakupy, ale nie robi tego. Kiedyś obiecali sobie szczerość. Kiedyś już kogoś stracił. Nie chce powtarzać błędu.
-Jackob... mam dokumenty, które są mu potrzebne...- mówi patrząc na męża i widząc jak robi się smutny.- Sebastian... ja pojadę, zostawię je i wracam do ciebie. Naprawdę zaraz wrócę. Max pół godziny mnie nie będzie.- mówi mu.
-Nie wierzę, on... na pewno znajdzie ci jakieś zajęcie i znów będziesz tam kilka godzin, a dziś masz wolny dzień.- mówi w końcu młodszy. - Praktycznie się mijamy. Nie wiem... Ja nie wiem jak to będzie, ale mam dość... Mark, mam dość.- powtarza.
-Muszę pracować.- mówi starszy.- To nie tak, że zostaję tam sam. Wiele osób zostaje po godzinach, musimy pomóc mu ogarnąć wszystko. Dopiero niedawno się pojawił,trochę potrwa zanim się wdroży. Musi poznać dokładnie wszystko, a my mamy obowiązek przygotować wszystko, co zechce. To nasz szef...
-Wiem, ale nie podoba mi się to, że tak szybko zaczął traktować cię jakbyście znali się od lat.
-Jesteś dla mnie najważniejszy...- wyznaje Mark.- Wiesz o tym.
-On mi się nie podoba. Mark, ja...
-Jesteś zazdrosny.- mówi starszy.- Nic na to nie poradzę. Sam musisz nad tym zapanować, Seba. Nie umiem cię przekonać, że on to on, ja to ja- osobno. - przekonuje.- Naprawdę muszę pojechać. Wrócę jak tylko oddam mu dokumenty. Najszybciej jak się da.- obiecuje.- Poczekasz na mnie?- pyta, a Sebastian niepewnie się uśmiecha, co jest zachętą dla Marka. Dlatego podchodzi do swojego męża, po czym obejmuje Sebę i przytula do siebie, a potem muska jego usta, po czym wychodzi z mieszkania. A Sebastian zostaje i bije się z myślami. I ciągle zerka na zegarek. Czeka.
***
-Jackob, proszę cię. Nie jestem przygotowany, a poza tym mam dzisiaj wolne. Obiecałem mojemu mężowi, że zaraz wrócę...
-Przepraszam, ale naprawdę jesteś mi potrzebny na tym spotkaniu. To najwyżej godzina czasu. Będę ci bardzo wdzięczny, ty odpowiesz na każde ich pytanie, znasz temat lepiej niż ja.- spogląda na niego. Mark wie, że Sebastian na niego czeka, wie, że jeśli go zawiedzie tamten będzie wściekły. Spogląda na telefon. - Zadzwoń do niego, a jak nie to ja za dzwonię i z nim porozmawiam.- proponuje Jackob.
-Ja to zrobię.- odpowiada natychmiast nie chcąc narazić Sebastiana na kolejną rozmowę ze swoim szefem. Nie chce zaognić sytuacji. Więc odchodzi na bok, wybiera numer do męża i czeka.
-Czekam na ciebie.- mówi Sebastian zaraz po odebraniu połączenia.- Gdzie jesteś?- pyta. Mark słyszy przez telefon, że tamten się uśmiecha.
-Skarbie...- zaczyna.- Poproszono mnie o to, abym uczestniczył w spotkaniu. Znam najlepiej temat, a ci panowie mają sporo pytań. Jackob się przygotował, ale zależy mu, aby oni się zdecydowali i poprosił...
-Wiedziałem...- wzdycha po drugiej stronie Seba.
-Przepraszam, to potrwa najwyżej godzinę. Wynagrodzę ci to.-obiecuje.- Zrozum... jestem między młotem a kowadłem. Jesteś dla mnie najważniejszy, ale zależy mi na pracy ponieważ wiesz, że...
-Wiem. W porządku.
-Seba...
-Idź na spotkanie. Na pewno czekają.
-Wrócę najszybciej jak będę mógł.- powtarza.- Przepraszam... Nie słyszy już nic. Sebastian po prostu się rozłącza. Siedzi przy stole i patrzy na nakrycia, które przygotował. Słyszy jak piekarnik dzwoni i idzie go wyłączyć. A potem nakłada sobie posiłek na talerz i zaczyna jeść. Jednak rezygnuje, bo stracił apetyt. Sprząta swoje nakrycie, a nakrycie Marka zostawia nietknięte. Przebiera się, bierze klucze, a potem wychodzi.
***
Kiedy wraca do domu zastaje puste mieszkanie. A pozostawione nakrycie na stole utwierdza go w przekonaniu, że Sebastian czekał i liczył, że razem zjedzą posiłek. W kuchni dostrzega pozostawione na talerzu jedzenie, wie, że Sebastian nie zjadł posiłku. Spogląda na swój telefon i wybiera po raz kolejny numer do męża licząc, że włączył telefon. Niestety po raz kolejny włącza się poczta głosowa.  Nie ma pojęcia gdzie ma go szukać, jest pewien, że nie jest w miejscu, w którym lubią bywać razem. Jest pewien, że skoro wyłączył telefon to nie chce być znaleziony. Chce dać mu chwilę, której najwyraźniej potrzebuje, ale z drugiej strony się martwi ponieważ po tym jak Sebastian został pobity unikał samotnych wyjść tym bardziej wieczornych. A jeśli już wychodził to zawsze miał włączony telefon. Mark zawsze wiedział gdzie jest.  Tym razem jest inaczej. Nie ma pojęcia dokąd udał się jego mąż, a telefon milczy. Postanawia po prostu poczekać, ale z drugiej nie umie usiąść spokojnie i po prostu czekać. Kiedy mija godzina od jego przyjazdu do domu jego już nosi. Nie może usiedzieć w miejscu, zastanawia się do kogo ma zadzwonić, z kim Sebastian mógł chcieć się spotkać. I jest pewien, że w tej sytuacji z nikim. Wie dobrze, że mają niewielu znajomych takich z którymi jego mąż chciałby rozmawiać na temat ich problemów. Jest Ricky, któremu Seba ufa i z którym w pewnym sensie się zaprzyjaźnił, ale z drugiej strony wie także, że Ricky miał być tego dnia poza miastem.  Przynajmniej mu się tak wydaje. Jednak dzwoni do niego po dwóch godzinach bezczynnego siedzenia w domu. Ricky odbiera po kilku sygnałach.
-Cześć Mark.-wita się z nim zatrzymując się na skrzyżowaniu.
-Cześć Ricky.- odpowiada.- Przeszkadzam ci?- pyta.- Jeśli nie masz czasu rozmawiać to mi powiedz...-dodaje.
-Spoko, mam czas. Jadę samochodem, ale mam  słuchawkę w uchu więc spoko. Co tam?- pyta, bo wie, że Mark nie dzwoni bez powodu. Zresztą słyszy w jego głosie niepokój. Po tylu latach nadal bezbłędnie potrafi odczytywać jego emocje po tonie głosu.
-Wracasz dopiero do domu tak?- pada następne pytanie.
-Tak. Miałem wrócić wcześniej, ale niestety się przeciągnęło. Agnes nie była zadowolona, ale trudno. Praca to praca.- kwituje.- Dlaczego pytasz?
-Myślałem, że przyjechałeś wcześniej i może...- przerywa.- To bez sensu...- wzdycha.
-Co jest bez sensu?- pyta Ricky.- Nie rozumiem, Mark. Powiedz mi o co chodzi i czym się martwisz, bo się martwisz. Chodzi o Sebę?
-Tak, myślałem, ze może poszedł do ciebie, albo zadzwonił. Ale skoro ciebie nie ma to ta opcja odpada.- mówi cicho.
-Co się stało? Konkretnie.
-Nie ważne...
-Ważne, skoro szukasz Sebastiana i się martwisz. I zadzwoniłeś do mnie. Jeśli już zadzwoniłeś to możemy pogadać prawda?- mówi Ricky. Mark mówi mu w skrócie co się stało. A Ricky domyśla się, że Sebastian może wyczuwać coś, czego jeszcze nie czuje Mark. Może dostrzegać coś, czego Mark jeszcze nie widzi, lub nie chce widzieć.- Myślę, że poszedł po prostu na drina. Wróci.- mówi Ricky.
-Wiem, że wróci, ale i tak się martwię. Po tym pobiciu...
-Nic mu się nie stanie, ale ja na twoim miejscu zająłbym się sprawą szefa. Sebastian ma rację Mark...- zwraca mu uwagę.
-Mówiłem ci jak to wygląda, to praca...
-Dla niego wygląda zgoła inaczej. I powiem ci jeszcze jedno... ma rację. Sebastian nie jest obsesyjnie zazdrosny obstawiam. I skoro teraz się przejmuje to znaczy, że coś może być na rzeczy. Zresztą ty na jego miejscu również byś tak do tego podszedł...
-Jak się komuś ufa...- zaczyna Mark, ale Ricky mu przerywa śmiechem.
-Tylko mi nie mów, że jak się komuś ufa to podchody żadnego faceta nie powinny robić na nas wrażenia, tak? To przypomnij sobie siebie parę lat temu, Mark.- przypomina mu, a Mark od razu wie o czym tamten mówi.-Wiesz o czym mówię prawda?
-Wiem...- przyznaje starszy.
-No i właśnie. - kwituje dziennikarz.
-Oki. Masz rację.- przyznaje starszy, ma zamiar jeszcze coś dodać, ale słyszy jak drzwi do mieszkania się otwierają.- Poczekaj moment, chyba przyszedł.- mówi do telefonu po czym idzie do przedpokoju. Dostrzega w nim Sebę, który próbuje ściągnąć buty, trochę nieudolnie, ale w końcu mu się udaje. Kiedy kończy prostuje się i widzi Marka z telefonem przy uchu.
-Gdzie byłeś?- pyta. Sebastian nie odpowiada na pytanie. Mówi za to coś innego.
-Znowu z nim rozmawiasz?- pyta.- Czego tym razem chce? Znowu musisz przywieźć mu papiery, czy ponownie jechać poświęcając swój wolny dzień? No tak, to twój szef... Musisz... Bo tylko ty pracujesz...- dodaje,  po czym chce obok niego przejść, ale zatacza się trochę.
-Myślałem, że jesteś wstawiony, ale ty jesteś pijany.- mówi Mark.
-Może i jestem...- przyznaje Sebastian.- Nie przeszkadzajcie sobie w rozmowie...- wskazuje na telefon.
-Rozmawiam z Rickym, wiesz?- odpowiada starszy po czym pokazuje mu wyświetlacz. Przykłada telefon do ucha.- Ricky, przepraszam, ale muszę się nim zająć. Dzięki. Na razie.- żegna się.
-W porządku. Zajmij się nim i jakoś załatw tą sprawę z szefem, bo twój facet jest ważniejszy niż jakiś koleś, który robi podchody, a jako, że nie jesteś zainteresowany to nawet na to nie zwracasz uwagi. - kwituje.- Powiedz swojemu facetowi, że mówię mu cześć. I przypomnij, że mieliśmy iść na piwo.
-Przekażę... Na razie.
-Trzymajcie się.- żegnają się po czym Mark się rozłącza. Idzie do sypialni, bo tam udał się jego mąż. Kiedy się tam pojawia Sebastian siłuje się z guzikami od koszuli. Ma rozpięty pasek jeansów i próbuje odpiąć sobie guziki. Podchodzi i ma zamiar mu pomóc, ale on go odtrąca. Jest zaskoczony reakcją partnera, próbuje ponownie, ale znowu go odtrąca.
-Jego też dotykałeś?- mówi niewyraźnie młodszy.
- O czym mówisz?
- Już cię uwiódł czy jeszcze nie uległeś jego urokowi, hmm?- spogląda na męża. Mark dostrzega, że oczy Seby niebezpiecznie błyszczą, są smutne, bardzo smutne. Nie chce by tak było.
-Sebastian mówiłem ci tysiąc razy, że to jest mój szef. Nikt mnie nie uwodził.- tłumaczy cierpliwie.- Pomogę ci.- proponuje.
-Nie, zostaw.- robi krok do tyłu, potyka się o dywanik i o mało się nie przewraca, ale Mark w porę go łapie i tym samym udaje mu się utrzymać równowagę. W sumie nie wypił dużo, ale był głodny więc jest bardziej pijany niż normalnie po wypiciu takiej ilości alkoholu.
-Sebastian jesteś jedyną osobą w moim życiu z którą chcę być w każdy możliwy sposób. Nikt inny mnie nie interesuje. Mówię ci to ciągle i jeśli będzie potrzeba powiem jeszcze tysiąc razy. Nie interesuje mnie Jackob. Nie wiem czy robi do mnie podchody czy nie, bo nie zwracam na to uwagi. Nie musisz czuć się zagrożony. Nie musisz być zazdrosny. Nie musisz się martwić. - zapewnia go, a Sebastian patrzy na niego milcząc, a potem udaje mu się jedynie wyszeptać dwa słowa.
-Zaraz zwymiotuję.
-Chodź.- mówi jedynie Mark, po czym pomaga mu dostać się do łazienki. Sebastian klęka przy muszli klozetowej i wymiotuje. Mark gładzi go po łopatce, a potem kiedy Seba przestaje i wstaje Mark spogląda na niego. Nic już nie mówi, po prostu na niego patrzy. Przez chwilę milczą, a potem Mark włącza wodę pod prysznicem, ustawia tak, aby płynęła odpowiednio ciepła woda, po czym spogląda na swojego męża i podchodzi do niego. Bez słowa rozpina mu guziki koszuli, a ten mu na to pozwala.
-Z resztą sobie poradzisz czy mam ci pomóc?- pyta.
-Kręci mi się w głowie...- odpowiada młodszy.- Chcę iść spać.- marudzi.
-Musisz na moment wejść pod prysznic. Poczujesz się lepiej. Potem się położysz...- mówi.
- Pomożesz mi?- pyta, bo coraz bardziej kręci mu się w głowie. Mark uśmiecha się tylko. Chwilę później Sebastian jest już w łóżku. Zasypia zaraz po tym jak przykłada głowę do poduszki. Mark wiesza ręczniki Seby na suszarce, a potem sam idzie pod prysznic. Kiedy zjawia się w sypialni i kładzie do łóżka spogląda na swoją drugą połowę śpiącą spokojnie po prawej stronie. Uśmiecha się dotykając jeszcze nie do końca wyschniętych włosów swojego męża. Patrzy na niego i zastanawia się ile jeszcze razy będzie musiał tłumaczyć mu, że nie interesują go zamiary jego szefa o ile tamten jakiekolwiek ma wobec niego.Wie jednak, że będzie tłumaczył do skutku.
***
Ma potworny ból głowy kiedy się budzi. na nocnym stoliku dostrzega tabletkę i szklankę wody. Oczywiście czym prędzej wkłada ją do ust popijając obficie.Potem odkłada szklankę na stolik. Patrzy na zegarek stojący przy łóżku. Jest godzina 9:06. Domyśla się, że Mark już dawno jest w pracy. Zamyka oczy i próbuje sobie coś przypomnieć z poprzedniego wieczoru, lub raczej nocy. Przypomina sobie zręczne palce odpinające mu koszulę. Palce jego partnera. Pamięta jego ciepłą dłoń na jego plecach. Pamięta ich rozmowę po jego powrocie do domu. Pamięta jak był zazdrosny myśląc, że znów rozmawia z szefem. A potem pamięta czułe spojrzenie męża próbującego wytłumaczyć mu, że nikt nie jest w stanie zając jego miejsca. I znów troskę z jaką się nim obchodził. I cierpliwość z jaką próbował mu tłumaczyć całą sytuację. Postanawia porozmawiać z Markiem po jego powrocie z pracy.Postanawia spróbować wyzbyć się zazdrości, przecież ufa swojemu partnerowi.
***
-Nie mogę iść.- mówi ponieważ jest pewien, że to nie wyjdzie na dobre jego związkowi. Znów jednak zostaje postawiony pod ścianą ponieważ od tego zależy wyjście jego koleżanki z pracy, a jej bardzo zależy. Więc jedzie do domu, na tyle ile może tłumaczy Sebie sytuację, a ten jest bardzo milczący. Praktycznie się nie odzywa, przytakuje tylko, oddaje też pocałunek więc Mark wie, że nie jest zły, albo umiejętnie walczy ze złością. Nie ma czasu na rozmowę, żegna się po czym wychodzi z domu ponieważ musi jeszcze pojechać po koleżankę. Założenie ma takie, iż pojedzie na chwilę, a potem wróci. Nie zakłada, że zostanie do końca.
***
Trzyma się słów, które wypowiedział Mark. Patrzy na zegarek i na początku nie wydaje mu się, że jest późno. 2- 3 godziny- brzmią mi słowa Marka w uszach. Czeka. Nie kładzie się spać. Chce porozmawiać z mężem, obiecał to sobie, ale nie mógł tego zrobić ponieważ jego partner musiał wyjść. Chce jednak odbyć tę rozmowę tej nocy. Wyjaśnić wszystko. Spróbować uporządkować.
Mijają dwie godziny, a Mark nie pojawia się w domu. Mijają trzy- nadal go nie ma. Potem mu się dłuży. Jest zmęczony, ale czeka. Jest 1 w nocy kiedy słyszy przekręcanie klucza w zamku. Podnosi się z kanapy i idzie do przedpokoju. Ma na sobie jedynie koszulkę i bokserki. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy w drzwiach nie staje sam Mark. Kiedy widzi, że to Jackob przyprowadził jego męża, który jest pewien wypił za dużo na początku myśli o tym, że nie jest ubrany odpowiednio, że tamten na niego patrzy.
-Sebastian...- mówi Mark patrząc na niego.- Przepraszam, ale... Naprawdę nie wypiłem dużo, po prostu skusiłem się na koniec na drinka...
-Pomieszał po prostu. Jechaliśmy jedną taksówką, jak wysiadając się zatoczył bałem się, czy dojdzie do domu. Stąd moja obecność.- tłumaczy Jackob.- Przepraszam za najście i dobranoc.
-Dzięki stary.- mówi Mark.
-Nie ma za co. Dobranoc.
-Dobranoc.- odpowiada Sebastian. Zamyka drzwi za szefem swojego męża. Kiedy wraca Mark jest w tym samym miejscu. Patrzą na siebie. Sebastian ma zamiar iść do sypialni, wydaje mu się, że Mark nie jest jakoś strasznie pijany. Zna go dobrze. Mark jednak łapie go za nadgarstek.
-Seba...- wzdycha.
-Idź spać.- mówi mu.- Ja idę spać.- dodaje.
-Ale sypialnia jest tam...- wskazuje.
-Będę spać na kanapie.- odpowiada młodszy.
-Nie ma mowy.- protestuje Mark. Znów łapie go za nadgarstek i trzyma mocno, choć Sebastian chce go wyrwać. Nie udaje mu się jednak.
-Puść mnie.- mówi patrząc na męża.
-Dlaczego tak mnie traktujesz?- pada pytanie.- Ja jakoś ostatnio nie uciekałem od ciebie na kanapę, zająłem się tobą... A ty chcesz mnie zostawić...- mówi.
Rozmowa przeradza się w kłótnię. Coraz głośniejszą. Właściwie nigdy im się to nie zdarzyło. Nawet po pijanemu. To pierwszy raz. Sebastian chce w końcu odejść, ale Mark łapie go za ramię. Mocniej niż powinien. Seba czuje na ramieniu ból ponieważ palce Marka trzymają go mocno.
-To mnie boli.- mówi podniesionym głosem.
-A mnie boli to, że ciągle muszę się tłumaczyć, że ciągle mi nie ufasz!- odpowiada mu Mark.- Mam już tego dość.
Potem jest potok słów. I palce mocno trzymające ramię, zbyt mocno, próbujące zatrzymać. A potem trzaśnięcie drzwiami.
***
Słyszy dzwonek telefonu. Nie ma komórki w pokoju. Najdelikatniej jak może podnosi się  z łóżka, tak aby nie obudzić Agnes. Zanim udaje mu się znaleźć telefon on przestaje dzwonić. Jednak patrzy na wyświetlacz i wybiera numer.
-Hej, co się dzieje?- pyta.
-Jestem przy drzwiach wejściowych.- mówi tylko, a Ricky nic już nie mówi, a jedynie otwiera mu. Bez słowa wpuszcza do środka. Kiedy zamyka drzwi, patrzy na gościa. Nie ma pojęcia czy tamten chce rozmawiać. Czeka co powie.- Nie miałem dokąd pójść. Hotel odpada, bo nie wziąłem z domu portfela, a naprawdę jesteście moimi jedynymi przyjaciółmi...- mówi nie do końca patrząc na Ricky'ego. Jest mu wstyd. Właściwie nie powinno, ale jednak jest.
-Powiedz mi...Wszystko w porządku?- pyta lustrując go wzrokiem. Nie ma pojęcia co się wydarzyło, że się zjawił. Patrzy na niego szukając jakiejś oznaki dyskomfortu.
-Tak, ja...- nie wie co ma powiedzieć. Coś powinien, ale nie chce opowiadać, nie chce rozmawiać, nie w tym momencie. Jest zmęczony i śpiący.-Ja po prostu nie mogłem  zostać w domu...- podnosi wzrok i patrzy Ricky'emu w oczy.- Nie dzisiaj...-Czy...- ma zamiar zapytać, ale czuje dłoń Ricky'ego na swoim ramieniu. Wzdryga się lekko, co nie umyka uwadze chłopaka.
-Chodź, dam Ci pościel...- odpowiada.
-Wystarczy jakiś koc... - protestuje.- Nie przejmuj się mną...
-Seba, proszę cię.- mówi.- Chodź ze mną.- namawia go. Chwilę później, kiedy łóżko jest posłane Ricky ma wyjść z pokoju, w którym ma spać Sebastian. Zatrzymują go jednak jego słowa.
-Dziękuję i przepraszam za najście.- mówi, a Ricky spogląda na niego.
-Dobrze, że przyszedłeś.- odpowiada. Nie rozmawiają o tym co się stało. To nie jest odpowiedni czas na rozmowę.
***
Mały bonusik :)
Musiałam to napisać, po prostu musiałam.




środa, 8 listopada 2017

66.Niepewność...

Powrót do domu jest tym o czym marzył. Więc kiedy wchodzi do domu rodziców, a mała na jego widok wstaje z maty, na której się bawi i biegnie do niego czym prędzej on kuca i rozkłada ramiona. Emily uśmiecha się na ten widok, a Mario przytula swoją córeczkę mocno do swojego ciała. Chowa ją w swoich ramionach, a twarz w jej włosach.
-Tak bardzo cię kocham.- mówi cicho, ale nie tylko Julie słyszy, jego rodzice również. Chwilę później Emily i Mario siedzą na sofie i rozmawiają z rodzicami piłkarza przekazując im dokładnie to, co ustalili lekarze w związku ze zdrowiem piłkarza. Mała Julie siedzi na kolanach Mario, jest do niego przytulona. Odkąd wrócił nie zostawiła go nawet na chwilę. Mario tuli ją do siebie, rozmawia, ale cały czas co chwilę zerka na córeczkę. Wie, że tęskniła. Wie, że mała jest do niego tak przywiązana, iż pomimo tego, że była grzeczna podczas jego nieobecności to jednak mocno tęskniła. Widać to właśnie w tym momencie. Kiedy rozmowa się przeciąga, w pewnym momencie Emily wskazuje na małą. Mario patrzy na córeczkę i okazuje się, że mała zasnęła. Uśmiecha się czule na ten widok.
-Pójdę ją położyć.- mówi, po czym najdelikatniej jak umie wstaje. Mała zasnęła już na tyle mocno, że nie reaguje. Mario wychodzi z salonu.
-Bardzo za nim tęskniła. Momentami popłakiwała, ale nie chcieliśmy tego mówić, bo po pierwsze panowaliśmy nad sytuacją, a po drugie jemu nie były potrzebne dodatkowe zmartwienia.- mówi babcia dziewczynki.
-Domyślałam się, że może popłakiwać, ale też nie chciałam dopytywać przy Mario, bo on i tak przeżywał zarówno badania, jak i rozłąkę z Julie. Dobrze, że już jesteśmy.- uśmiecha się dziewczyna piłkarza.
-Też się cieszymy, choć to na pewno nie będzie łatwe. Mario, jak wiesz, jest cierpliwą osobą, ale miewa trudne momenty. Teraz na pewno też tak będzie. - mówi matka piłkarza.
-A mówią, że życie piłkarza jest łatwe...- wzdycha ojciec Mario.
-Łatwe jest wtedy, kiedy się o kimś czyta w kolorowej gazecie.- odpowiada Emily.- Szczerze mówiąc nie znałam drugiej strony tego zawodu, bo i skąd? Nie raz czytałam o piłkarzach, o żonach... Pięknie to wszystko wyglądało z perspektywy czytelnika kolorowych pism...
-To prestiż, ale i wiele wyrzeczeń...
Emily widzi, że idzie Mario. Piłkarz zajmuje miejsce obok niej. Blisko. Jego dłoń ląduje na jej udzie, a wzrok łączy się ze wzrokiem dziewczyny. Uśmiecha się.
-Położyłem ją, ale miałem też ochotę do niej dołączyć...- wyznaje.
-Trzeba było tak zrobić.- odpowiada dziewczyna.
-Nie mogłem zostawić gościa.- mówi o niej. Jest pewna.
-Emily nie jest gościem... Jest członkiem rodziny...- poprawia go mama, a on spogląda na nią. Uśmiecha się i to jest jego jedyna reakcja na te słowa. Cieszy się po prostu, że kobieta, która kocha tak bardzo wpasowała się w jego życie. Tak bardzo wpasowała się w jego rodzinę.
***
-Idziemy na spacer?- pyta Marco.
-Na spacer?- dopytuje Natalie.
-Tak, kochanie. Mam ochotę pójść z moją żoną tak po prostu na spacer. Na taki zwyczajny. Jak zwyczajni ludzie, którymi zresztą jesteśmy.- mówi jej patrząc na nią i się uśmiechając.
-Może i jesteśmy normalnymi ludźmi, przynajmniej staramy się nimi być, ale dodatkowo jesteś piłkarzem więc znając życie to jak się tylko pojawimy gdzieś to otoczą cię kibice i skończy się tak jak zawsze na autografach i zdjęciach.- odpowiada żona.
-Zrobię sobie kilka zdjęć grupowych, a potem ładnie przeproszę i powiem, że chciałbym pospacerować z żoną.
-Trzymam cię za słowo.- mówi mu. Jest tak jak przewidziała Natalie. Jak tylko zostają rozpoznani, Marco natychmiast znajduje się w centrum zainteresowania. Ale również jest tak jak mówił. Zgadza się na zdjęcia, ale tylko na kilka grupowych. Nie na indywidualne tłumacząc, że obiecał żonie spacer i zamierza dotrzymać słowa. Fani słuchają. Po chwili mężczyzna bierze za rękę Natalie i idą dalej alejką.
- Nie lubię jak te wszystkie kobiety są tak blisko ciebie. Jak cię tak ciasno otaczają.- mówi Natalie. Marco w odpowiedzi przyciąga ją do siebie i obejmuje ciaśniej jednym ramieniem. Potem całuje w czoło.
-Ty jesteś kobietą, którą chce mieć obok siebie najbliżej. Którą mam przy sobie. Z którą jestem najbliżej. Inne kobiety to tylko kibice, fanki, jak zwał tak zwał. Nie musisz być zazdrosna.  - mówi jej.- Jesteś kobietą mojego życia.
***
Jest rozczarowany ponieważ mieli wyjść wieczorem, ale okazało się, iż Mark musi wrócić do pracy, ponieważ trzeba coś poprawić. Obserwuje go jak się przebiera. Choć chciałby wyrazić to, jak jest zły, milczy. Nie chce nic mówić. W końcu praca jego męża jest ważna. Ważniejsza niż jego złość i rozczarowanie. Tym bardziej, że on nie zarabia. Kiedy drzwi za Markiem się zamykają, on idzie do barku i wyciąga z niego butelkę z bursztynowym trunkiem. Nalewa sobie odrobinę do szklaneczki i wypija jednym ruchem. Potem nalewa jeszcze trochę, chowa butelkę, a potem zajmuje miejsce na kanapie i ma zamiar pooglądać telewizję. Zasypia w połowie filmu. Jest wcześnie. Marka nie ma w domu. Jak się budzi jest godzina 22.15. Nadal jest sam. Sprawdza telefon. Odczytuje wiadomość od męża, że jeszcze musi chwilę posiedzieć. Bierze prysznic po czym kładzie się do łóżka. Nie wie o której zasypia, ale jest nadal sam.
***
Znów go maluje. To dzieje się spontanicznie. Po prostu rano, bardzo wcześnie rano, kiedy dzieci jeszcze śpią, a ona budzi się odczuwając potrzebę pójścia do toalety, idzie do niej, a kiedy wraca i kładzie się obok męża w łóżku widzi, że zsunęła się z jego ciała kołdra. Patrzy na niego. Na śpiącego spokojnie Marco. Na Marco, którego tak bardzo kocha. Obserwuje jak jego klatka piersiowa  równomiernie unosi się i opada.Jest szczęśliwa. Uwielbia takie poranki. Poranki, kiedy może na niego patrzeć. Obserwować jak śpi. jaki jest spokojny. Postanawia go namalować. zapamiętuje każdy szczegół obrazu przed nią. Malowała go niezliczoną ilość razy. W różnych pozach. Czasem tylko pozował, rzadko, często malowała z pamięci. Teraz też namaluje z pamięci. Przecież zna każdy szczegół jego ciała, jego twarzy, jego całego. 
-Przyglądasz mi się.- słyszy jego głos i patrzy na niego.Dostrzega, że jej mąż ma otwarte oczy i się w nią wpatruje.
-Uwielbiam na ciebie patrzeć. Korzystam jak mogę. Kiedy jesteś w domu.- dotyka jego nagiej klatki piersiowej i przeciąga palcami po jego skórze, a on czuje dreszcze. Zawsze je czuje.- Jesteś doskonały.- komplementuje go.
-Oj... Nie jestem.- zaprzecza.
-Jesteś...
-Nie istnieje nikt doskonały, Nat...
-Nie o to mi chodzi.- prostuje.- Dla mnie jesteś doskonały.- poprawia się.- Każdego dnia jestem wdzięczna Bogu, że postawił cię na mojej drodze.- mówi mu, a on uśmiecha się z czułością.
-A może raczej postawił ciebie na mojej.- mówi patrząc jej w oczy.- Byłaś mi potrzebna. Jesteś...
-Ty mnie również... Nie wiem w jakim miejscu byłabym teraz, gdybym cię nie spotkała. Wątpię, że w dobrym...- wyznaje szczerze.- Nie wiem jak tego dokonałeś, że ci zaufałam. Szczerze mówiąc do tej pory nie mam pojęcia. 
-Myślę, że po prostu mieliśmy być razem. Tak miało być kochanie.- dotyka jej policzka dłonią i gładzi go z czułością.- Myślę też, że taka kobieta jak ty nie mogłaby być sama...
-Byłabym.- zapewnia go.
-Myślę, że nie. - zaprzecza jej słowom.
-Marco... ja do tej pory boję się mężczyzn.- patrzy mu w oczy kiedy to mówi.- Wiem, ze tego nie widać, zresztą przebywam głównie wśród osób mi znajomych, zaufanych, ale... Robb... 
-Nie myśl o nim...
-On sprawił, że już nigdy nie będę ufna. Że już zawsze będę odczuwać strach...
-Robb to przeszłość. Trzyma się od nas z daleka. I mam nadzieję, że tak już będzie zawsze, bo szczerze mówiąc nie wiem co bym zrobił gdyby kiedykolwiek próbował się do nas zbliżyć.- mówi szczerze.
-On już się do nas nie zbliży... To tchórz. Jest mądry jak ma do czynienia z kimś słabszym od siebie. Ty to nie ja...- wzdycha.- Wystraszył się ciebie. Raz a dobrze.
-Nie byłaś słaba.- zaprzecza jej słowom bo się z nimi nie zgadza.- Przypominam ci, że to ty od niego odeszłaś. Znalazłaś sposób, wyprowadziłaś się, zaczęłaś nowy rozdział swojego życia. To nie ja zrobiłem kochanie. - przypomina jej, a ona się nad tym zastanawia. Faktycznie. Marco pomógł jej później. 
-Może i tak było... - przyznaje.
-Nie może, tak było kochanie. Po tym wszystkim co przeszłaś znalazłaś siłę na to, by zmienić swoje życie. I sposób, aby od niego odejść. Jesteś silna. Bardzo. I podziwiam cię. Zawsze będę. - mówi pewnie.- Spełniłaś moje marzenia o domu i rodzinie. Ciągle spełniasz. Dałaś mi dom, z którego niechętnie wychodzę i z chęcią wracam. Jesteście moim domem- ty i nasze dzieci. Nie ważne co się dzieje, nie ważne jakie burze są w naszym życiu, ja zawsze wiem, że mam coś co jest stałe i niezmienne- Was. - wyznaje.- Tak bardzo Was kocham. - dodaje.- A ty jesteś kobietą moich marzeń. - uśmiecha się. Natalie całuje go, bo po takim wyznaniu nie pozostaje jej nic innego. Musi go pocałować. Nie może tego nie zrobić.
-Nie wiem czym sobie na ciebie zasłużyłam...- mruczy.
-Tak bardzo cię kocham Natalie...- mówi po raz drugi. I całuje ją. A potem są kolejne pocałunki, kolejne i kolejne... I może nie tylko one...
***
Kiedy wstaje jego mąż śpi. Wstaje tak, aby nie obudzić Marka. Po cichu wychodzi z sypialni. Po drodze wciąga na siebie t-shirt. W kuchni wstawia wodę na herbatę, po czym wrzuca dwie kromki chleba tostowego do tostera. Zamyśla się. Toster wydaje charakterystyczny dźwięk, więc wie, że tosty gotowe. Smaruje je obficie dżemem, miał nie jeść słodkiego, ale zrobi wyjątek. Zjada obydwa po czym robi sobie herbatę. Przegląda pocztę popijając gorący napój. Wie, że Mark zapewne wrócił bardzo późno, nie chce budzić go, chce, aby się wyspał. Dlatego postanawia wyjść pobiegać rano. Może powinien zrobić to od razu po wstaniu z łózka, ale właściwie stwierdza, że każda chwila jest dobra. Ubiera się po czym wychodzi. 
***
Kiedy wraca w mieszkaniu nadal jest cicho, wiec wie, iż Mark jeszcze nie wstał. W kuchni pije wodę, ponieważ ta w butelce już dawno mu się skończyła. Postanawia wziąć prysznic, ale kiedy telefon Marka wibruje na blacie kuchennym. Bierze go w dłoń i widzi, że ktoś dzwoni. To jego szef.
-Proszę.- odzywa się.
-Cześć Mark. Przepraszam, ale mam wyrzuty sumienia i dzwonię, aby zapytać czy twój mąż się nie wściekł? Domyślam się, że nie był zadowolony. Naprawdę nie chciałem, abyś miał kłopoty przeze mnie.- mówi, a żołądek Sebastiana się kurczy. Nie ma pojęcia o czym tamten mówi, ale czuje niepokój.-Mark, jesteś tam? Wszystko w porządku?- dopytuje dziwiąc się, że nikt się nie odzywa.
-Dzień dobry. Mój mąż śpi.- odpowiada Sebastian siląc się na spokojny ton chociaż nie ma pojęcia co ma myśleć.
-Przepraszam, nie wiedziałem, że to nie Mark odebrał.
-Powiedziałbym Panu, ale od razu zaczął Pan zadawać pytania, nie miałem jak. Odebrałem jego telefon ponieważ zobaczyłem, że to pan, pomyślałem, że to coś ważnego.- tłumaczy.
-Przepraszam...-  pada z drugiej strony.- Wczoraj...- zaczyna, a żołądek Sebastiana kurczy się.- Zabrałem mu mnóstwo czasu... ja...
-Dlaczego podejrzewał Pan, że będę zły?- to pytanie wypływa z ust Sebastiana zanim jeszcze podejmuje decyzję czy ma je zadać. Mimowolnie. Jest cisza po drugiej stronie, za długa jak na gust Seby. W końcu szef Marka odzywa się.
-Wiem, ze to zabrzmiało dziwnie. Ale chodziło mi o to, czy nie był Pan zły, że tyle musiał być w pracy.- tłumaczy, a Sebastian choć ufa mężowi, to temu mężczyźnie już nie. Nie ma pojęcia, ale nie czuje do niego sympatii. Wolał poprzedniego szefa swojego męża. Sebastian ma już coś odpowiedzieć, ale zauważa, że Mark pojawia się w kuchni. Dostrzega, iż Seba ma jego telefon przy uchu. 
-Z kim rozmawiasz?- pyta, a Sebastian po prostu podaje mu telefon i opuszcza kuchnię. Mark jest zdezorientowany. Zauważa, że jego szef dzwoni. Przykłada telefon do ucha.
***
Mario spędza cały ranek z córeczką w domu rodziców. Tak spał u rodziców. Nie chciał już zabierać małej do domu więc odwiózł Emily i wrócił do rodziców. Jedzą śniadanie z rodzicami Mario. Rozmawiają, Mario wygłupia się z Julie. Dziewczynka jest zachwycona. Widać dokładnie, że tęskniła za tatą, ale już nie jest tak, że cały czas jest do niego przylepiona jak koala. Mario tęsknił przez te parę dni za taką codziennością. 
***
Mark nie przeszkadza Sebastianowi jak ten bierze prysznic. Za ten czas przygotowuje śniadanie. Kiedy słyszy, że woda została zakręcona zalewa herbatę po czym kieruje swoje kroki w stronę łazienki. Naciska klamkę, drzwi się otwierają. Sebastian wyciera się stojąc niedaleko prysznica. Obserwuje go. Sebastian milczy. On nie ma pojęcia co jego mąż sobie myśli.
-Seba...- odzywa się do niego, ale Sebastian na niego nie patrzy. Przez telefon szef go przepraszał, powiedział dokładnie jakie słowa padły, kiedy Seba odebrał więc Mark domyśla się, iż mogło to zabrzmieć dwuznacznie.- Wiem, że to o co pytał Jackob mogło dziwnie zabrzmieć. Wczoraj przepraszał mnie, że musiałem tak długo zostać w pracy, było mu głupio i strasznie się przejmował, że się na mnie wściekniesz. Mówiłem, ze jesteś wyrozumiały, ale on swoje. I dzisiaj zadzwonił się dowiedzieć. - tłumaczy.- Wiem, że mogłeś to odebrać inaczej, wiem, ze odebrałeś, widzę to po tobie, ale naprawdę chodziło tylko o to. Nie pomyśl sobie, ze mogło coś się wydarzyć, bo to pewnie tak zabrzmiało, zresztą sam bym to w ten sposób odebrał...- dodaje. Sebastian nadal milczy. Już się nie wyciera, a ubiera.- Sebastian, powiedz coś proszę.- zwraca się do niego Mark.- Wiem, że byłeś zdezorientowany,  powiedz mi to, pogadaj ze mną. Nie wiem co sobie myślisz, jak nic nie mówisz. mam nadzieję, że mi ufasz...- dodaje. Sebastian spogląda na niego. 
-Tobie ufam.- odpowiada.- Powiedz mi... - zaczyna, ale zastanawia się chwilę. Mark zbliża się do niego.- On ma kobietę?- dopytuje.
-Kto?
-Jackob.- pada odpowiedź.
-Nie, nie ma.- odpowiada szczerze jego mąż.
-Jest gejem?- pada kolejne pytanie. Sebastian spogląda na swojego męża. 
-Nie. Jackob jest bi.- odpowiada szczerze. Taka jest prawda. 
-Hmm... wydawało mi się, że jest za bardzo zainteresowany twoją osobą i życiem. - mówi młodszy.
-O czym ty mówisz? 
-Ja wiem o czym mówię. - odpowiada i wychodzi z łazienki. Sebastian od początku nie polubił jego nowego szefa. Wie o tym bardzo dobrze. I wie, że teraz będzie tylko jeszcze gorzej. 
***
Wróciłam. Ta dam !!!
Mam nadzieję, że już moja wena będzie stabilna ;)
Do następnego :)

piątek, 20 października 2017

Straciłam rozdział, nie mogłam w żaden sposób go odzyskać, a moja wena cóż... poszła sobie. 
Tak, zaglądam na blogi. Tak, próbuję pisać. Jednak prawda jest taka, że mam blokadę i nie mogę ani odtworzyć rozdziału, ani stworzyć nowego. Tak czasem bywa. Dlatego przepraszam i proszę o cierpliwość. Nigdy nie pisałam, nie piszę i nie będę pisać na siłę. Rozdziały pisane na siłę są dla mnie słabe. Przepraszam jeśli kogoś zawodzę, ale to rzeczywistość. Mam nadzieję, że wena wkrótce wróci. Bardzo bym chciała. Tymczasem do następnego razu. Ściskam wytrwałych. Zaglądajcie.

czwartek, 28 września 2017

Miałam dzisiaj wrzucić rozdział, ale jako, że zdolna ze mnie kobieta ;) zamiast go opublikować wcisnęłam jakiś przycisk, nie wiem co do teraz i po prostu usunęło mi cały tekst. Nie udało się odzyskać- niestety. Muszę odtworzyć to, co straciłam. Przepraszam i proszę Was o cierpliwość.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

65. Za dużo...

To, co słyszy od lekarza nie jest tym, co chciał usłyszeć. Może nie powiedziano mu, że jego sytuacja jest bardzo, bardzo zła, jednak też nie użyto słów, które by były bardzo optymistyczne. Usłyszał, że potrzeba sporo czasu i aby na razie nie nastawiał się na szybki powrót na boisko, ponieważ leczenie najprawdopodobniej potrwa kilka miesięcy. Nikt nie stwierdził, że nie ma szans na powrót na boisko, więc to go cieszy, natomiast miał cały czas nadzieję, iż jego rozstanie z piłką nie będzie bardzo długie, a tym czasem zapowiada się, iż może to trochę potrwać. Nie pokazuje tego przy lekarzach, ale prawda jest taka, iż chce jak najszybciej wrócić do Emily. Pragnie jak najszybciej znaleźć się obok niej, pragnie aby spojrzała na niego, aby po prostu nie pytając od razu go przytuliła. Jest pewien, iż jak w końcu dotrze do hotelu to tak właśnie będzie. Jednak to nie stanie się w tej chwili.Czekają go jeszcze badania.Bardziej szczegółowe. Musi to przetrwać. Musi. Chce wrócić na boisko i wróci.
***
Zastanawia się co dzieje się w klinice z Mario.Nie pisze, ani nie dzwoni więc się niepokoi, choć spodziewała się milczenia z jego strony. Przecież pojechał na badania. Jednak i tak się martwi. Martwi się, bo ma złe przeczucia. Martwi się, ponieważ boi się iż Mario jak wróci to będzie zmartwiony. Bo boi się tego jak on przyjmie fakt rozbratu z piłką na dłuższy czas. Boi się o niego. On już tak dużo przeszedł. Wiadomo jest bardzo silny, ale nawet najsilniejsi ludzie mają dość. Zamartwia się, ale właściwie z drugiej strony zdaje sobie sprawę, iż nic nie jest w stanie oprócz czekania zrobić. Więc po prostu czeka. A potem kiedy już nie może siedzieć w miejscu wysyła Mario smsa, że wychodzi z hotelu na chwilkę, oraz z wiadomością, iż gdyby jej jeszcze nie było kiedy on wróci, to aby się z nią skontaktował. Opuszcza hotel.
***
Taksówka podjeżdża pod hotel. Mario płaci kierowcy, a potem wchodzi do środka. Praktycznie od razu kieruje się do wind, a kiedy wjeżdża na piętro, gdzie znajduje się wynajęty pokój zmierza czem prędzej w stronę drzwi o właściwym numerze. Otwiera je kartą i w chodzi. Zaraz za drzwiami ściąga buty i już na bosaka wchodzi do dalszej części apartamentu. W pokoju jest cicho. Nie ma też nigdzie Emily. Wie, że wyszła. Sprawdza telefon, ale przypomina sobie, że się rozładował więc podłącza go do ładowarki uruchamia. Dopiero wtedy, kiedy ekran się rozświetla widzi wiadomość od swojej dziewczyny. Nie dzwoni, po prostu pisze do niej smsa.
" Przepraszam, że milczałem, ale bateria się rozładowała. Wróciłem już do hotelu. Chcę Cię przytulić. Czy możesz wrócić? Potrzebuję cię."- wysyła.
***
Telefon wydaje dźwięk przychodzącej   wiadomości gdy jest już w taksówce, w drodze do hotelu. Wyciąga go z torebki po czym odblokowuje ekran. Czyta wiadomość od Mario.Pisze odpowiedź.
" Jestem w drodze." Potem zwraca się do kierowcy taksówki.
-Za ile minut będziemy na miejscu?- pyta.
-Za 5 minut.
-Dziękuję.- mówi do niego po czym wkłada komórkę do torebki. Spogląda w szybę i zastanawia się na ile diagnoza nie jest optymistyczna, bo przecież on napisał, że jej potrzebuje.
***
W pokoju jest cicho kiedy wchodzi. Dopiero potem słyszy głos Mario. Jest pewna, że rozmawia z rodzicami przez telefon. Upewnia się kiedy wchodzi do sypialni. Jest tam piłkarz. Siedzi na łóżku w szlafroku z telefonem przy uchu i tłumaczy coś skrzętnie komuś. Ich spojrzenia się łączą, a Emily posyła mu delikatny uśmiech. Mario wstaje z łóżka, podchodzi do niej po czym muska jej usta swoimi i przytula się do niej. Emily obejmuje go w pasie.
-Mamuś będę kończył. Ucałuj od nas Julie. - milczy przez moment.- Tak. Jutro będzie coś więcej wiadomo, mam nadzieję tylko, że nie powiedzą mi, iż to będzie trwać jeszcze dłużej, choć zdaję sobie sprawę, iż tak właśnie mogą powiedzieć. Nie chcę jednak o tym myśleć, bo mnie to przeraża.- mówi, a Emily słucha nadal tuląc się z nim.- Nie wiem mamo.  Lekarz mówił, że to potrwa, ale jest raczej pewność, iż wszystko wróci do normy. Będę mógł wrócić na boisko, ale nie przez kilka miesięcy... Wiem, że to dobra wiadomość, ale nie ma pewności, a dopóki nie ma pewności to wszystko może się zdarzyć, a ja nawet nie dopuszczam do siebie możliwości, że teraz miałbym... byłbym zmuszony zrezygnować...- nie mówi do końca, bo te słowa nie chcą przejść mu przez usta.- Mamo, muszę kończyć. Porozmawiamy jutro. Kocham was. Ucałuj moją córkę. Pa.- żegna się po czym rozłącza. Ale pomimo tego, wcale się nie odsuwa. Obejmuje za to ramionami ciaśniej Emily. Dziewczyna zaczyna kreślić kojące kręgi na jego plecach. Jego mięśnie są spięte.
-Boję się.- mówi Mario.- Byłem w klinice, a potem po rozmowie z lekarzami poczułem jak paraliżuje mnie strach. Boję się, że okaże się, iż po tych miesiącach leczenia jednak nie będę mógł wrócić. Nie wiem skąd to się bierze, ale tak czuję.-tłumaczy.
-Tak nie będzie.- zaprzecza dziewczyna.
-Nie ma pewności.
-Lekarze wiedzą co robią.- mówi, a potem się odsuwa. Mario ma zaszklone oczy. Dziewczyna dotyka jego policzka.-Wszystko będzie dobrze. Jestem tego pewna. Ten czas leczenia może się ciągnąć, ale przetrwamy to, ty to przetrwasz. A potem wrócisz do treningów, do formy i znów będziesz zachwycał na boisku. Jeszcze nie raz będziesz święcił triumfy z zespołem. Jeszcze nie raz będziesz asystował przy bramce i wielokrotnie sam strzelisz do bramki przeciwnika.- mówi.- Nie możesz się poddawać. Nie myśl o tym,  że coś pójdzie nie tak, bo tak nie będzie. Już niejednokrotnie wychodziłeś z trudniejszych sytuacji. Miałeś kontuzje.
-Tylko wtedy wiedziałem, że mam skręconą nogę, złamaną nogę czy naciągnięte więzadła... Teraz to zupełnie inna sprawa. Ta choroba... Nie wiadomo do końca jak będzie postępować leczenie...
-Kochanie...
-Wiem, że panikuję, przepraszam... Nie wiem co się dzieje, ale naprawdę myślę, że tym razem coś pójdzie nie tak, boję się, że będę musiał rzucić piłkę...  A to całe moje życie, tylko to  potrafię...- przerywa.
-Kochanie...- próbuje mu przerwać.
-Boże... powiedziałem właśnie, że potrafię tylko grać w piłkę... Co jest prawdą, ale zachowuję się jak staruszek... Całe życie zarzekałem się, że nie użyję takich słów, a one właśnie padły.- patrzy na nią.- Przepraszam cię.- mówi.
-W porządku. To jest w porządku, kochanie.- znów dotyka jego policzka.- To nic złego, że się boisz i martwisz. To w porządku.- zapewnia.- Ale nie musisz. Wszystko będzie dobrze. - mówi mu.- Wyjdziemy gdzieś?- pyta dziewczyna.- Nie wiem... na spacer, na kolację później, do klubu? Gdzie chcesz. - proponuje.- Wiem, ze nie masz wielkiej ochoty, ale nie będziemy siedzieć w hotelu i się zamartwiać. Bo oszalejemy. Jutro będzie wiadomo więcej. Wtedy będziemy się zastanawiać.
-Jutro będą pisać w gazetach gdzie jestem...- marudzi Mario.
-Niech piszą. Nie musisz nic na ten temat mówić. Zrobią nam zdjęcia, ok. Niech robią. Nie będziemy się ukrywać cały ten czas...
-Wiem.Masz rację. - zgadza się.- To może kolacja?- proponuje.
-Kolacja.- zgadza się.
***
Sebastian bierze kluczyki do samochodu.Mark spogląda na niego, kiedy ten zarzuca na siebie koszulę.
-Powinienem być spowrotem  za max 2 godziny.- mówi młodszy.
-Oki. - odpowiada Mark. Sebastian wychodzi. Mija może 15 minut od wyjścia jego męża, kiedy do drzwi mieszkania dzwoni dzwonek. Mark idąc otworzyć zauważa, iż Seba nie zabrał kluczy do domu więc jest pewien, iż to on się wrócił. Nie zerka przez wizjer, otwiera i odruchowo mówi:
-Kiedy w końcu przestaniesz zapominać kluczy do domu?- pyta, ale wtedy jego wzrok zatrzymuje się na osobie, która faktycznie dzwoniła. I to nie jest jego mąż. - Co pani tu robi?- pyta od razu ponieważ nie spodziewał się tej osoby w ich progu. Spodziewał się telefonów, ale nie przyszło mu do głowy, że może być aż tak bezczelna, aby przychodzić do ich domu.
-Dzień dobry byłoby miłe na początek.- odpowiada kobieta.
-Z reguły jestem miły, ale tym razem zrobię wyjątek. Pani nie była miła dla Sebastiana.- mówi.- Pytam więc co Pani tu robi?- ponawia pytanie.
-Chciałam zobaczyć się z moim synem.- odpowiada.
-Nie ma Sebastiana jak się pani domyśliła. - mówi.
-Tak, domyśliłam się. Wziąłeś mnie za niego.- zauważa.
-Dokładnie. Byłem pewien, że to on zapomniał kluczy.
-Kiedy wróci?- pyta kobieta.
-Nie powiem pani.- odpowiada.- Myślę, że po tym co ostatnio mu pani powiedziała, Seba nie chce z panią rozmawiać. Jestem tego pewien, że nie chce.- dodaje.
-Nie interesuje mnie pana zdanie.Chcę spotkać się z moim synem. Zrobię to prędzej czy później. Pan mnie nie powstrzyma.- zapewnia kobieta.
-Czego pani od niego chce?- chce wiedzieć Mark.- Proszę mi powiedzieć, bo nie mogę zrozumieć jak pani może w ten sposób postępować?
-Będziemy rozmawiać na korytarzu?- pyta kobieta.
-Zapraszam do środka.- mówi mężczyzna odsuwając się. Kobieta wchodzi do mieszkania rozglądając się z zainteresowaniem. Mark zaprasza ją do salonu. Kobieta odmawia, kiedy ten proponuje jej coś do picia. Siada na fotelu, kiedy ona spoczywa na sofie.
-Może mi pani powiedzieć dlaczego pani w ten sposób postępuje? Dlaczego pani żąda od Sebastiana pieniędzy, które rzekomo się pani należą, po tylu latach niekontaktowania się z synem, nie interesowania się jego losem?- pyta Mark.- Odrzuciliście go, odtrąciliście. Nie mieliście i nie chcieliście mieć z nim kontaktu, a teraz nagle pani chce od syna pieniądze? Jaka z pani matka?- pyta mężczyzna nie rozumiejąc jak tak można.
-Powiedział panu...- mówi klobieta.
-Tak, jestem jego mężem. Nie mamy przed sobą tajemnic...
-Mężem...
-Tak, mężem...
-Cóż... nazywajcie to jak chcecie, ale małżeństwo to kobieta i mężczyzna.- twierdzi.
-Pani tak myśli. Ma pani prawo, ale jestem mężem pani syna. To jest fakt.- twierdzi mężczyzna.- Ale  nie o tym rozmawiamy. Proszę mi powiedzieć dlaczego pani uważa, że Sebastian ma jakikolwiek obowiązek wobec pani?- pyta ponownie licząc, że uzyska odpowiedź.Wie, że będzie ona brednią i będzie nielogiczna, ale chce usłyszeć.
-Mam problemy finansowe i liczę na pomoc syna ponieważ my łożyliśmy na jego wykształcenie. Teraz to ja potrzebuję pomocy.- pada odpowiedz.
-Nawet po tym jak państwo go potraktowaliście? Jak jego ojciec go pobił, a potem zostawiliście go samego w takim stanie? Wprawdzie w prywatnej klinice, ale samego? Z niedowładem ręki?- patrzy na nią oburzony.
-To był wypadek... Mój mąż się zdenerwował... Potem zapłaciliśmy za fachową opiekę i miejsce w jednym z najlepszych ośrodków...
-I przez przypadek prawie zabił swojego syna? Bo się zdenerwował?- kpi.- To znaczy, że jeśli teraz mnie pani zdenerwuje to mogę śmiało panią uderzyć, pobić, a potem tłumaczyć to zdenerwowaniem i wypadkiem?- pyta.- Ale zostawmy to...i jeszcze myśli pani, że zrobiliście mu łaskę opłacając dobry ośrodek po tym co jego ojciec mu zrobił?- jest zszokowany.- Czy pani w żaden sposób nie poczuwa się do winy za to jak potraktowaliście swoje dziecko?- ponawia pytanie patrząc na nią, ale ona siedzi spokojnie i zachowuje się tak jakby rozmawiali o pogodzie.- Skrzywdziliście go na wiele sposobów. fizycznie i psychicznie. I teraz jeszcze śmie pani twierdzić, że należy się pani pomoc ze strony Sebastiana? I proszę mi nie mówić ile to łożyliście na jego wykształcenie, bo na studiach  musiał radzić sobie sam. Z tego co wiem to miał stypendium dzięki któremu skończył studia, bo przestaliście mu pomagać za to, że nie pasował do waszych wyobrażeń. Jak już wyszedł ze szpitala...
-To nie tak...
-Nie tak? A jak?
-To był szok...
-Szok... Przeżyliście szok, bo nie podobały mu się kobiety?- pyta wprost.
-Nie ma pan pojęcia jak to jest dowiedzieć się, że twoje dziecko jest inne, że nigdy nie będzie mieć żony, dzieci...
-Mam pojęcie jak trudne musi być  pogodzenie się z tą myślą i zaakceptowanie siebie.- mówi spokojnym tonem, ale głośniej niż do tej pory.-Mam pojęcie jak trudne jest to, aby dojrzeć do tego, aby w końcu podzielić się tym z bliskimi osobami. - wylicza. -Nie mam pojęcia jak to jest zostać odrzuconym i pobitym przez swojego ojca za to kim się jest i na co nie mamy wpływu. Nie mam pojęcia jak to jest spędzić wiele tygodni w klinice i być pozostawionym samemu sobie.- mówi.- Nie wiem jak to jest próbować się potem podnieść i żyć dalej.  Potrzeba siły. Dużo siły.- Patrzy na nią.-I nie mam pojęcia jak to jest usłyszeć z ust własnej matki, że ma się obowiązek wobec rodziny, bo ktoś łożył na naukę gdzie takie rzeczy były waszym cholernym obowiązkiem!- podnosi głos.- Tak jak to, że opłaciliście klinikę po tym jak jego własny ojciec omal nie zrobił z niego kaleki na całe życie, bo nie umiał się opanować i pobił własne dziecko!
-Proszę nie krzyczeć! Nie życzę sobie!- ponosi głos matka Sebastiana.
-A ja sobie nie życzę, aby wydzwaniała pani do mojego męża i go nękała i nagabywała. Nie życzę sobie aby pani żądała od niego pieniędzy. Nie jest pani nic winien! Proszę to łaskawie przyjąć do wiadomości.
-Nie może pan mi nic zabronić.- mówi kobieta.- I nic jemu nakazać...- patrzy na niego wyniośle. Mark bierze głęboki oddech.
- Nie pozwolę pani go więcej krzywdzić.- mówi jej.- Jeśli zechcę nigdy się pani do niego już nie zbliży. On nie ma wobec pani żadnego długu wdzięczności. Nie pozwolę pani niszczyć mu życia, teraz kiedy jest szczęśliwy.- mówi.-
-On jest szczęśliwy, a ja mam problemy...
-Niekoniecznie nas pani problemy interesują. Może pani zostać potraktowana tak samo jak potraktowaliście z mężem własnego syna... Wyrzuciliście go z domu...
-Mógł wrócić do domu, sam zdecydował się nie wracać...
-Mógł wrócić i udawać? Miał spotykać się z kobietami, sypiać z nimi, abyście byli zadowoleni i szczęśliwi? - patrzy na nią.- Nie wrócił bo chciał być sobą.Chciał być ze sobą szczery.
-To było dla niego ważniejsze niż dobre imię rodziny...- mówi z goryczą w głosie kobieta.
-I chwała mu za to, że został sobą. Że nikogo nie oszukiwał. Że nikomu nie zniszczył życia.
-Zniszczył je nam... I zniszczył je  sobie z panem...- twierdzi matka Seby.
-Dość!- słyszą. Mark patrzy.Mark słyszy kroki. Spogląda i widzi Sebastiana. patrzy na niego i wie, że tamten słyszał. Nie wie tylko ile.
-Zapomniałeś kluczy... Jak wszedłeś?- pyta.
-Zapomniałeś zamknąć drzwi...- mówi cicho Sebastian.- Witaj matko..- zwraca się do matki.
-Dzień dobry, dobrze, że już jesteś.- mówi kobieta wysilając się na sztuczny uśmiech.-Chciałam z tobą porozmawiać.- zwraca się do niego.-Jeśli to możliwe na osobności. To sprawa rodzinna.- dodaje prędko. Chce jak najszybciej pozbyć się męża syna.
-To jest niemożliwe mamo. - protestuje.-Mark zostaje, on jest moją rodziną.-zaznacza, a Mark spogląda na swoją drugą połowę .- Więc albo będziemy rozmawiać w jego obecności, albo wcale.- mówi Sebastian stanowczo siląc się na spokojny ton. Kobieta spogląda na Marka myśląc, że on jednak zdecyduje się na wyjście, ale on nie zamierza wstawać. Sebastian zajmuje miejsce obok, siadając na tyle blisko, że ich ramiona, ręce i uda się dotykają. Mark kładzie mu dłoń na udzie w uspakajającym geście, ale tylko oni wiedzą, że ma to uspokoić nieco Sebę. Matce chłopaka nie umyka ten gest.Sebastian odczytuje to z jej miny.
-Jeśli chcesz coś powiedzieć o tym, że mój mąż położył dłoń na moim udzie to sobie daruj.-twierdzi.-Wiem, że nie akceptujesz mnie, ani Marka, a już na pewno naszego związku,  ale generalnie masz prawo do tego, natomiast nie pozwolę ci nas obrażać, bo na pewno masz taki zamiar. Może nie widzieliśmy się przez lata, ale nadal potrafię bezbłędnie odczytać mimikę twojej twarzy.- mówi syn. Matka nic nie mówi, on zauważa jak bardzo się powstrzymuje.-Więc słucham co jeszcze masz mi do powiedzenia oprócz tego, co powiedziałaś mi przez telefon?- pyta mężczyzna.- O pożyczce czy raczej przekazaniu ci pieniędzy nie chcę rozmawiać ponieważ nie pomogę ci finansowo. Tak zadecydowałem i nie zmienię zdania.- patrzy na nią i widzi jak jest zła.
-Musisz mi pomóc...
-Nic nie muszę.- zaznacza.
-Pewnie pan za tym stoi...- spogląda na Marka.
-Wręcz przeciwnie. Mark uważa, że nie jestem nic ci winien, ale wczoraj nie miał obiekcji żebym wybrał pieniądze  z naszego wspólnego konta i ci dał jeśli tylko pomimo wszystko chcę to zrobić. Przez chwilę nawet chciałem ulec, ale potem przypomniałem sobie pewien telefon do domu, który wykonałem na święta...- patrzy na nią.- Pamiętasz?- pyta.
-Nie wiem o czym mówisz...- zaprzecza.
-Nie wiesz?- zastanawia się głośno Sebastian.- Cóż... może minie ci amnezja jak ci przypomnę. To było w święta Bożego Narodzenia. Nie... w wigilię. Żeby było lepiej. Zadzwoniłem do domu. Właściwie dzwoniłem co roku, ale nigdy nikt nie podniósł słuchawki. Wtedy było inaczej. Słuchawkę podniosła gosposia zdaje się. Chciałem złożyć wam życzenia. Nie wiem właściwie na co liczyłem. Może na to, że jak usłyszysz mój głos to zatęsknisz, zmięknie wam serce. Przypomnicie sobie, że macie syna. Może w końcu mnie zaakceptujecie... No i ta osoba, która odebrała kazała mi poczekać. Myślę, że chciała zasłonić ręką mikrofon w słuchawce, ale albo zrobiła to nieumiejętnie, albo specjalnie tego nie zrobiła, abym słyszał. I powiedziała ci, że dzwonię.- opowiada. Mark słyszy tę historię po raz pierwszy. Sebastian dużo mu opowiadał o tym jak odrzuciła go rodzina, ale o tym nie mówił.- Pamiętasz co odpowiedziałaś na jej słowa? Pamiętasz co powiedziałaś kiedy ona przekazała, że dzwoni twój syn?- patrzy na nią.- Powiedziałaś mamo, że nie masz syna.- wyrzuca jej, a Mark zamiera. Spogląda na kobietę, a ona ma dziwny wyraz twarzy. - Więc przykro mi, ale nie mogę ci pomóc... Bo skoro ty nie masz syna, to ja nie mam matki...- mówi,ale Mark przesuwa dłoń na jego udzie. Więc na niego patrzy.
-Nie rób tego.- mówi mu. Ich spojrzenia się łączą. Na chwilę.
-To nie ja to zrobiłem Mark. Oni zrobili to lata temu.- tłumaczy, a potem odwraca wzrok w stronę matki.- Pojechałem na pogrzeb ojca z szacunku. Pojechałem, bo pomimo wszystko był moim ojcem. Ale to tyle. Nic więcej. Ja już wiele lat temu zrozumiałem, że mnie nie kochacie. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Więc najlepiej będzie jak teraz wyjdziesz z naszego domu i nigdy więcej nie zadzwonisz i nie poprosisz mnie o pieniądze, bo najnormalniej w świecie ci ich nie dam. Ja poradziłem sobie bez waszej pomocy. Ty też będziesz musiała sobie poradzić. Jeśli nie stać cię będzie na utrzymanie domu i wygód do których przywykłaś to będziesz musiała z nich zrezygnować. Mnie też nie było łatwo, ale najgorsza nie była utrata pieniędzy i wygód... Teraz może nie jestem jakoś mega zamożny, ale możemy normalnie żyć... Mam też coś czego wy mnie pozbawiliście. Mam uczucie mojego męża. Mam spokój. Stabilność. Dach nad głową. Mam kogoś, kto się troszczy. Mam kogoś, kto nie zostawił mnie w złych chwilach. - wylicza.- A ty jesteś sama.- mówi, a potem wstaje. Nie mówi tego, aby wyszła, ale ona rozumie. Chwilę później już jej nie ma, a Sebastian wypuszcza głośno powietrze i bierze kolejny głęboki oddech. Mark po prostu obejmuje go i przytula, a potem nie wypuszcza z uścisku do momentu, w którym Sebastian się uspakaja.
-Seba...- szepce Mark.
-Proszę, nie chcę o tym mówić.- mruczy.
-Chodziło mi o to, że nie powinieneś zasypiać na sofie. Chodźmy do sypialni.- proponuje.
-Miałem jechać do galerii... ale nie mam siły.
-Galeria nie ucieknie...- mówi Mark.
***
Witajcie. Podoba się Wam rozdział? Na " The secrets of the heart" również nowość :) zapraszam.

czwartek, 3 sierpnia 2017

64. Nowiny...

Kiedy się budzi jest sam w łóżku. To nie zdarza się często, ponieważ jego druga połowa kiedy tylko może lubi się wyspać. Jednak ostatnio to wydaje mu się jakby rytuał. Znajduje ją tym razem w łazience. Poprzednio znalazł ją w kuchni pijącą herbatę. Tym razem nie wygląda najlepiej.
-Agnes...
-Zrobisz mi herbatę?- pyta dziewczyna.- Proszę. Myślę, że po niej poczuję się lepiej.
-A ja myślę, że pomoże ci nie herbata, a lekarz.- mówi jednak słucha jej i idzie zrobić herbatę. Niestety napój się nie przyjmuje. I to go martwi. 
***
Obserwuje swoją żonę kiedy krząta się po kuchni pośpiewując. Uwielbia na nią patrzeć. Uwielbia widzieć jej uśmiechniętą twarz. Uwielbia być w domu, z nią, z dziećmi. 
-Kocham cię.- mówi po prostu głośno. Natalie spogląda na niego uśmiechając się. Patrzą na niego również ich dzieci. Zarówno na twarzy córeczki jak i synka goszczą uśmiechy. Właściwie to są przyzwyczajeni do takich wyznań ponieważ ich rodzice nigdy nie są oszczędni jeśli chodzi o wyznawanie uczuć. Nie tylko je sobie wyznają, ale także okazują. Dzieci są tego świadkami, ale zawsze, ale to zawsze w takich momentach na ich twarzach goszczą uśmiechy. I tak jest również tym razem.
-Ja ciebie również bardzo kocham Marco.- odpowiada jego żona. Niestety mu to nie wystarcza. Wstaje z krzesła i wystarcza kilka kroków aby znalazł się przy żonie. Potem obejmuje ją i przyciąga do siebie, by następnie złączyć ich usta. A kiedy w końcu przestaje ją całować robi coś jeszcze.
-Moi rodzice zabiorą dzieci.- szepce do ucha żony.- Będą tam całe popołudnie...
-A co my będziemy robić w tym czasie?- uśmiecha się Natalie.
-A my w tym czasie postaramy się o rodzeństwo dla naszych dzieci.- odpowiada piłkarz, a potem całuje w czoło żonę.-Tak bardzo cię kocham i tak bardzo pragnę mieć z tobą kolejne dziecko...- wyznaje.- Uwielbiam patrzeć jak promieniejesz nosząc pod sercem nasze dziecko. Uwielbiam patrzeć jak twoje ciało się zmienia, jak twój brzuszek robi się okrągły, a potem jak rośnie.- mówi.- Uwielbiam słuchać bicia serca naszego dziecka podczas badań usg... Tak bardzo pragnę tego dziecka... 
-To kiedy będą twoi rodzice?- pyta Natalie, a on się jeszcze bardziej uśmiecha.
***
Właściwie nie wie ile czasu jest już w łazience. To może być godzina, dwie lub pięć. Właściwie nie ma pojęcia dlaczego płacze. Po prostu to robi w samotności siedząc na łazienkowych płytkach. 
***
Postanawia wyjść z pracy wcześnie, a szef na to przystaje, bo właściwie może pracę dokończyć w domu. Dziękuje mu uściskiem dłoni. Na odchodne słyszy jeszcze pochwałę za zaangażowanie po czym wychodzi. Ma zamiar zrobić swojej drugiej połowie niespodziankę. Jest pewien, że się go nie spodziewa. Miał wrócić późno, a jest 17, kiedy opuszcza budynek. 
***
Słyszy zgrzyt klucza w zamku. Jest zaskoczona, bo jej mężczyzna miał wrócić późno. Chwilkę później on zjawia się w sypialni, gdzie ona leży na ich łóżku. Leży, a obok niej jest kilka mokrych chusteczek. Właściwie nie ma pojęcia dlaczego wylała tyle łez. Płakała, bo jej się po prostu chciało płakać. Nie ma innego wytłumaczenia. A może jest? 
Czuje jego spojrzenie na sobie więc ona również na niego patrzy. A kiedy siada praktycznie w jednej chwili on zjawia się obok, a potem czuje silne ramiona obejmujące ją. Więc po  prostu pozwala mu się przytulić. Zamyka oczy układając głowę na jego ramieniu. Przez chwilę jest cisza. On nie pyta, ale ona zdaje sobie sprawę, iż te pytania padną.  Bo on ją kocha i na pewno chce wiedzieć co sprawiło, że płakała. I tak się dzieje. Nie są to natrętne pytania. On tak nie robi. Najpierw całuje ją w czoło, a zaraz potem w usta. Jego palce gładzą jej policzki, a on sam patrzy w jej oczy.
-Czy możesz mi powiedzieć dlaczego płakałaś?- pyta delikatnie, ale nuta troski w jego głosie sprawia, że w jej oczach pojawia się nowa fala łez, bo ona uświadamia sobie jak wielkie szczęście ma mogąc być z takim mężczyzną. A on się boi kiedy dostrzega jak niebezpiecznie zaszkliły jej się oczy.- Kochanie powiedziałem coś nie tak?- dopytuje.- Zapytałem po prostu dlaczego płaczesz, bo się martwię...
-Wiem...- mówi, ale łzy płyną po jej policzkach.
-Martwisz mnie...- mówi mężczyzna.- Proszę, powiedz mi...- prosi ją.
-Nie wiem jak...- odpowiada wycierając łzy z policzka co nic nie daje, bo one ciągle płyną. I to wtedy znów niepewność zalewa jej duszę. I wątpliwości pojawiają się nie wiadomo skąd. Pojawia się mnóstwo pytań, na które on zapewne mógłby odpowiedzieć, ale ona nie ma pojęcia czy zdoła je zadać. Nie ma pojęcia czyż zdoła w  ogóle wydusić z siebie jedno słowo, bo w tej chwili nie może. 
-Kochanie cokolwiek to jest powiedz mi proszę. Razem jesteśmy w stanie stawić czoła wszystkiemu.- zapewnia ją.- Tak bardzo cię kocham. Naprawdę z wszystkim sobie poradzimy. Jednak razem.- próbuje ją przekonać, a ona płacze. Pozwala jej się więc po prostu wypłakać. A kiedy w końcu dziewczyna się uspakaja na tyle, na ile jest w stanie on w końcu dowiaduje się o co chodzi. I jest po prostu szczęśliwy. Jest najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi. 
-Jestem przy tobie i będę. Zawsze. Tak bardzo się cieszę.- zapewnia, a ona znów płacze, ale on już w tym momencie wie czym są spowodowane te łzy. Rozumie, więc po prostu pozwala jej płakać.  I ją tuli. I być może szepce jej do ucha słowa, które są przeznaczone tylko dla jej uszu. A potem, kiedy wszystko już jest jasne, kiedy w końcu do niej dociera, że on jest szczęśliwy z nowiny, że on nie odejdzie, bo też takie wizje podsuwał jej, jej umysł, po prostu wtula się w jego ramiona i zasypia. Obiecują sobie jeszcze wcześniej, że powiedzą bliskim. Jednak na razie muszą odpocząć. Więc odpoczywają.
***
Natalie od razu zauważa.  W momencie w którym zjawiają się u nich i patrzą na siebie niby tak samo, niby tak samo się do siebie uśmiechają, ale jednak jakoś inaczej. Ona i Marco poznają nowinę. Obydwoje reagują dokładnie w ten sam sposób.  Po prostu im gratulują i przytulają ich.
-Będziecie wspaniałymi rodzicami.- mówi im uśmiechając się. Ricky spogląda na swoją drugą połowę, a Agnes znów ma łzy w oczach. Nie potrafi ich zatrzymać więc najpierw jedna spływa po jej policzku, a w jej ślad idą następne. Ricky przytula ja.
-Ciągle płacze...-wzdycha, a potem składa pocałunek we włosach Agnes.- Ja wiem, że to pewnie normalne w ciąży, ale mam nadzieję, że to minie, bo nie mogę patrzeć na jej łzy. 
-Minie.-mówi Natalie patrząc na niego.- Będziesz tatą Ricky.-mówi mu.- Pamiętam wiele naszych rozmów...- przypomina, a on wie o czym ona mówi. -Pamiętasz?- pyta.
-Tak.-pada odpowiedź.  Dobrze pamięta te ich rozmowy. Wtedy, gdy one się odbywały on ciągle cierpiał po zdradzie, więc cały czas powtarzał, że zapewne będzie już sam. Nie będzie miał rodziny. 
-I spójrz w jakim miejscu teraz jesteś.- uśmiecha się. - Jesteś szczęśliwy z Agnes, a teraz spodziewacie się dziecka.
-Jestem szczęśliwy, bardzo szczęśliwy. - znów składa pocałunek we włosach Agnes.- I będę tatą.- mówi z dumą. - Nie spodziewałem się takiej nowiny, ale jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Będę miał dziecko z kobietą, która kocham nad życie.- mówi. 
-Powiedzieliście rodzicom? - pyta Marco.
-Nie. Moi rodzice wracają jutro. Jesteście pierwsi.- uśmiecha się przyszły ojciec.
-Więc jeśli już mowa o dzieciach...-zaczyna Marco.
-Być może i my wkrótce podzielimy się z Wami taką samą nowiną.- kończy Natalie.
-Jesteś w ciąży?-pyta Agnes.
-Nie jestem, ale mam nadzieję, że będę wkrótce. -odpowiada malarka spoglądając na męża. 
-Staramy się o trzeciego malucha.-mówi Marco uśmiechając się.  
***
-Agnes jest w ciąży.- mówi Mario wchodząc do pokoju. Emily spogląda na niego i po kilku sekundach na jej twarzy pojawia się wielki uśmiech. 
-Poważnie?-pyta.
-Tak, serio. Rozmawiałem z Marco.- mówi. - A i jeszcze jest jedna nowina. Że nie tylko Agnes zostanie w najbliższej przyszłości mamą. Marco i Nat starają się o trzecie dziecko.- piłkarz mówiąc to uśmiecha się. 
-Ciesze się razem z nimi. To same wspaniałe wiadomości. - mówi Emily. Mario podchodzi do dziewczyny i obejmuje ją. 
-Tak. Nie ma większego błogosławieństwa niż posiadanie dziecka.- mówi patrząc jej w oczy.- Taka mała istota to dar. -dodaje.
-Na pewno.- przyznaje Emily, a zaraz potem w jej oczach Mario dostrzega smutek.
-Powiedziałem coś nie tak?- pyta.
-Nie, dlaczego?
-Posmutniałaś...
-Bo pomyślałam o tym, że nie będę mogła tego doświadczyć.- mówi mu patrząc mu w oczy.Jest szczera, bo i dlaczego ma nie być? - Mamy Julie, kocham ją nad życie, ale o ile doświadczę jej wychowania, to jednak zdaję sobie sprawę, że wiele mnie ominęło. Nie byłam i nie będę w ciąży i nie doświadczę tego co się z nią wiąże. A bardzo bym chciała... I jest mi przykro...-wyznaje to co czuje.
-Nie ma żadnych możliwości?-pyta piłkarz. Do tej pory nie rozmawiali za dużo na ten temat. Ona nie mówiła, on nie pytał nie chcąc sprawiać jej przykrości ponieważ zdawał sobie sprawę, że to nie jest niemożliwe, ale także nie jest proste w większości przypadków kobiet w sytuacji Emily. Czytał, że są kobiety, które po przeszczepie urodziły zdrowe dzieci, ale nie ma pojęcia jak byłoby w przypadku jego kobiety.
-Teoretycznie są, ale nie wiem czy w moim przypadku w ogóle lekarz dałby mi zielone światło. To kwestia indywidualna.Nie chcę się łudzić.- Patrzy mu w oczy.- Więc właściwie powinnam powiedzieć Ci to jakiś czas temu.-przyznaje.
-Co?
-To, że jeśli pragniesz pełniejszej rodziny w przyszłości, to nie będę mogła najprawdopodobniej Ci tego dać. -obserwuje go.- Może powinieneś poszukać sobie kobiety, która będzie w stanie dać ci dziecko. - mówi, a on zamiast odpowiadać po prostu ją całuje.A dopiero później odpowiada.
-Chcę z tobą być. - zapewnia.- Jestem z tobą wiedząc co przeszłaś i czym to może się wiązać. Mam tego świadomość. -zapewnia.-Ty wiesz co przeszedłem ja. I jesteś ze mną niezależnie od tego.- patrzy jej w oczy.- Nie wybieram się nigdzie. Chcę być z tobą.- zapewnia ją.
***
Jak się podoba?


wtorek, 4 lipca 2017

63. When you hold my hand...

Rodzice nie ułatwiają mu decyzji, ale rozumie ich podejście. Mają wątpliwości, czy to dobry pomysł od razu zabierać Julie. Proponują, że z nią zostaną, więc on i Emily będą mogli wyjechać sami, a potem, jeśli okaże się, iż Mario potrzebuje specjalistycznego leczenia, to właśnie wtedy Julie dołączy do swojego ojca. Przez moment piłkarz nawet rozważa tą propozycję, ale później nie jest pewien czy to dobry pomysł. Nie jest pewien czy będzie potrafił znieść z nią rozłąkę. Ostatecznie postanawia porozmawiać o tym z Emily.  Więc kiedy dziadkowie idą z Julie na spacer on wsiada do samochodu i po prostu jedzie do niej.
***
-Mamo naprawdę chciałabym wiedzieć.- mówi swojej rodzicielce. To nie jest zaskoczeniem dla Alice, bo była przekonana, iż jej córka kiedyś będzie chciała posiąść tę wiedzę. Ona również  chciałaby. Być może chciałaby również kiedyś móc powiedzieć komuś zwykłe " dziękuję."
-Nie jestem zaskoczona, że chcesz. Wiele osób podobnie myśli.- mówi córce terapeutka.
-Być może uda mi się chociażby podziękować bukietem kwiatów... - patrzy na swoją mamę.- Mamo, jestem szczęśliwa...- wyznaje córka.- Naprawdę szczęśliwa, a to wszystko jest możliwe dlatego, że ktoś zadecydował, iż uratuje komuś życie... sam zadecydował, albo zadecydowali jego bliscy.- mówi i jest wzruszona. Zawsze już będzie wzruszona mówiąc o tym.- Chciałabym powiedzieć dziękuję... Po prostu. Jeśli będę mieć okazję to, to zrobię.
-Powinnaś. Masz za co dziękować córeczko.- mówi Alice i ma zamiar jeszcze coś dodać, ale słyszą dzwonek do drzwi więc Emily idzie otworzyć. Uśmiecha się widząc w progu Mario.
-Co za miła niespodzianka.- mówi dziewczyna, a on zamiast odpowiadać po prostu uśmiecha się, a zaraz potem całuje ją. Kiedy się od siebie odsuwają Mario patrzy jej w oczy.
-Porozmawiasz ze mną?- pyta bez żadnych wstępów.
-Coś się stało?- pyta dziewczyna, z której twarzy od razu znika uśmiech.
-Nic strasznego, po prostu moi rodzice namawiają mnie...
-Chodźmy na taras, dobrze? Porozmawiamy na spokojnie.- proponuje dziewczyna.
-Dobrze.- zgadza się i idzie za nią. Tam wita się z Alice, która siedzi w jednym z foteli. Jednak kiedy zjawia się Emily i Mario, chcąc dać im możliwość rozmowy bez świadków po prostu idzie do gabinetu.
-Powiedz mi teraz proszę o co chodzi?- patrzy na niego Emi.  Więc jej mówi.
***
Kiedy wraca do domu w środku jest bardzo cicho, co jest rzadkością ponieważ o tej porze Seba zwykle przyrządza coś dobrego do jedzenia. Tym razem jednak już od drzwi wie, że jego mąż tego nie robi. Kiedy ściąga buty i przechodzi obok salonu od razu zauważa Sebastiana leżącego na kanapie. Cicho wchodzi do środka myśląc, że jego druga połowa śpi. Okazuje się, że to nie prawda.
-Cześć kochanie.- mówi Mark zdobywając uwagę męża. Sebastian spogląda na niego.
-Cześć.- odpowiada próbując się uśmiechnąć, ale niespecjalnie dobrze mu to wychodzi. Mark wie, że coś jest nie tak. Siada na ławie przed Sebą.
-Co się dzieje?- pyta nie chcąc zgadywać.-I proszę nie mów, że wszystko jest w porządku, a leżysz w łóżku dlatego, iż chciałeś po prostu się położyć. Położyć się jak najbardziej możesz, natomiast wiem, że coś jest nie w porządku. Powiedz mi, proszę.
-Zadzwoniła moja matka.- mówi Sebastian.
-Twoja matka?- dopytuje ponieważ jest zdziwiony.
-Tak, moja matka.- potwierdza Sebastian.
-A możesz mi powiedzieć dlaczego zadzwoniła?- pada pytanie, a na twarzy Sebastiana pojawia się jeszcze większy smutek.- Przepraszam Sebastian za to pytanie. Bardzo chciałbym, aby zadzwoniła po prostu dowiedzieć się co słychać u jej syna, ale wiemy obydwaj dobrze, iż nie w tej sprawie się kontaktowała. Milczała tyle lat i nie podejrzewam jej o to, aby nagle zainteresowała się twoim losem. A jeśli nawet się zainteresowała to na pewno nie bez powodu. Więc wyjaw mi ten powód, proszę.- patrzy na swoją drugą połowę. Seba milczy nie patrząc mu w oczy. Czuje palce męża pod brodą i jest zmuszony podnieść wzrok. Napotyka zatroskane spojrzenie Marka. To wtedy starszy rozumie, że powiedział kilka zdań za dużo. Nic z tego, co wyszło z jego ust nie jest nieprawdą, obydwaj o tym wiedzą, ale słowa wypowiedziane na głos dotknęły Sebę. Mark to widzi.-Przepraszam, powinienem być delikatniejszy.- próbuje się zrehabilitować.- Nie powinienem tak o niej mówić. To twoja mama, pomimo wszystko...- jest mu przykro, ale Sebastian kręci głową. Bo wie, że jego partner powiedział same fakty. Prawdę.
-Nie pomyliłeś się. Masz rację.- przyznaje choć jest mu niezmiernie przykro. Jest mu przykro ponieważ chciałby, aby faktycznie zainteresowała się jego losem. Po tylu latach, by dotarło do niej, że on potrzebuje matczynej miłości. Pomimo tego, że jest dorosły.-Najpierw zapytała co u mnie.- mówi. - Byłem zaskoczony, trochę nie dowierzałem, ale potem przez kilka sekund miałem nadzieję, że jest naprawdę zainteresowana.- dodaje.- Ale to była złudna nadzieja. Byłem naiwny.- mówi z żalem.
-Co powiedziała?- dopytuje starszy.
- Poprosiła mnie o pomoc...- wyznaje patrząc na swojego partnera.
-Poprosiła?- Mark jest zaskoczony.
-Ona...
- Zażądała...- dopowiada starszy.- To bardziej pasuje do niej niż prośba.- dodaje.- Ona nie prosiła, ale zażądała prawda?- pyta Mark. Sebastian znów na niego nie patrzy. Ucieka wzrokiem.- O jaką pomoc?- dopytuje.- Seba...- patrzy na swojego męża.-Wiedziałem, że ten moment nastąpi. Wiedziałem, Seba.- mówi i wstaje. Jest zły. Nie może pojąć jak perfidni potrafią być ludzie. Najbliższe osoby. Teoretycznie najbliższe. Podchodzi do okna i wpatruje się w dal.- Co dokładnie ci powiedziała?- dopytuje.- O co cię prosiła?- pyta. Chce wiedzieć. Musi wiedzieć.
-To nie jest ważne.- mówi Sebastian. Jego głos jest cichy. Słychać w nim żal i rezygnację.
-Jest ważne.- zapewnia Mark.-O jakiej pomocy mówimy?- pada następne pytanie.
-To nie ważne.- powtarza młodszy.
-To jest ważne, Sebastian.- nalega odwracając się do męża. Patrzy na niego jednak nadal nie podchodzi.
-Daj spokój. - prosi młodszy.- Naprawdę nie chcę już o tym myśleć, nie chcę się nad tym zastanawiać, ani rozmawiać o tej sytuacji.- wstaje z sofy i ma zamiar opuścić salon. Jednak Mark pochodzi, łapie go za nadgarstek i mu to uniemożliwia.- Zostaw...- próbuje wyrwać rękę, bezskutecznie jednak.
-Seba...- wzdycha Mark.- Powiedz mi...
-Chciała pomocy finansowej.- mówi ze wstydem.-To chciałeś usłyszeć?- pyta.- Moja matka chciała, abym pożyczył jej pieniądze, bo ma problemy finansowe.- wyrzuca z siebie Sebastian.- Właściwie nie pożyczył, a dał.- poprawia się.- A kiedy jej odmówiłem nie była zadowolona.-- mówi.-Uważa, że moja pomoc jej się należy, bo jest moją matką. Mówiła, że w młodości to ona łożyła na moje utrzymanie, kształciła mnie, a teraz jak  ma kłopoty to ja powinienem się odwdzięczyć. To właśnie mi powiedziała. Już wszystko wiesz, a teraz pozwól mi pójść do łazienki.- mówi.- Jest mi niedobrze jak przypomnę sobie tę rozmowę. Nie spodziewałem się, że tak mnie potraktuje. Nie miałem pojęcia, że jest do tego zdolna. Już przywykłem, że jestem wyrodnym dzieckiem, że nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego, nie kontaktowali się. Jednak tego się nie spodziewałem. To był cios poniżej pasa, Mark. Cios poniżej pasa.- powtarza i patrzy na swoją drugą połowę. Widzi w oczach Marka współczucie. Nie chce współczucia. Nie chce by ktoś tak na niego patrzył, a szczególnie on. Nie dostrzega, że to nie współczucie, a troska. Troska w czystej postaci. Ma zamiar wyjść, ale Mark mu nie pozwala.  Potem czuje jak mężczyzna przyciąga go do siebie i obejmuje. Potrzebuje tego. Mark potrafi to wyczuć.
-Ona nie ma prawa nic od ciebie żądać.- mówi mu jego partner.- Nie ma najmniejszego prawda cię o nic prosić i powoływać się na więzy rodzinne, bo to ona je zerwała. - dodaje.- Nie jesteś jej nic winien Sebastian i ona dobrze o tym wie, ale jest na tyle bez serca, że łapie się każdej możliwości.- tłumaczy.- Jest mi przykro z tego powodu, bo nie zasłużyłeś sobie niczym na takie traktowanie. Nie zasłużyłeś sobie. - powtarza ponownie, aby te słowa w końcu dotarły do jego męża.-Ona nawet nie zdaje sobie sprawy jak wiele straciła odrzucając ciebie.- mówi. Przez chwilę jest cisza. Żaden nic nie mówi.
-Nie mogłem nic z siebie wydusić.- wyznaje po chwili młodszy.- Sparaliżowało mnie i się rozłączyłem. Potem jeszcze dzwoniła, ale nie byłem w stanie odebrać, bo wyrzucałem w łazience zawartość swojego żołądka...- opowiada.
-To normalne, zdenerwowałeś się.
-Rozbiła mnie jedna rozmowa z matką, Mark... Właściwie monolog mojej matki... Jestem tak słaby...- wzdycha żałośnie.
-Nie jesteś.- zapewnia starszy.- Wiele przeszedłeś, więcej niż niejedna osoba. Poradziłeś sobie ze wszystkim.- patrzy mu w oczy.- Poradziłeś sobie.- powtarza.- Jeśli ona nie chce dostrzec jak wspaniałego ma syna i jak wiele straciła przez te wszystkie lata, to jej strata. To jej wybór. Ty dokonujesz swoich wyborów. I powtarzam nie jesteś nic jej winien.- obserwuje reakcję partnera.- Natomiast jeśli czujesz, że chcesz jej pomóc, chcesz to zrobić, to możesz. Nie mam nic przeciwko temu.- mówi.
-Dopiero powiedziałeś, że nie powinienem, bo nie jestem nic jej winien...
-Tak myślę, to jest fakt. Nie jesteś Seba. Jeśli pomimo to chcesz jej pomóc, bo czujesz taką potrzebę, zrób to. Weź pieniądze z konta, daj jej i już. 
-Nie miałbyś nic przeciwko? Mamy wspólne konto. Te pieniądze w większości są...
-Nasze Seba...One są nasze.- mówi stanowczo.- I nie. Nie miałbym nic przeciwko.  Jestem na nią wściekły, bo zrobiła i robi ci krzywdę, ale to jest twoja matka Sebastian. Jeśli pomimo to czujesz, że musisz jej pomóc, chcesz to zrobić, czujesz się zobowiązany, nie będę cię powstrzymywał. Musisz sam podjąc decyzję.
Sebastian wpatruje się w Marka, a potem pozwala mu się przytulić. Po chwili Mark słyszy jego ciche słowa.
-Nie dam jej pieniędzy, Mark. - mówi.- Dałbym, gdyby nie powiedziała tak wiele przykrych rzeczy. Dałbym pomimo tego, że przez tyle lat nie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Jednak powiedziała dziś za dużo. - powtarza.- I dziękuję.- odsuwa się i patrzy w oczy partnerowi.- To wspaniale wiedzieć, że w takiej sytuacji jesteś w stanie być ponad to wszystko i dajesz mi wybór, że nie narzucasz mi swojej woli, swojego zdania.- wyznaje.
***
 Ostatecznie dochodzą do wniosku, że mała Julie zostanie z rodzicami szatyna, a Emily będzie mu towarzyszyć. I jeśli okaże się, że piłkarz będzie musiał leczyć się w Monachium, to wtedy właśnie zabiorą Julie.
***
Mario jest cichy podczas jazdy na lotnisko, jest taki również podczas lotu. Ona jednak nie pyta, nie chce wyciągać z niego na siłę jak się czuje. Wie, że na pewno nie za dobrze. Wie, iż czuje niepewność, że jest bezsilny, bo ma prawo tak właśnie odczuwać.Doskonale to rozumie. Jednak nie rozmawia z nim o tym. Wie, że jeśli on poczuje potrzebę rozmowy to sam  ją rozpocznie. Jednak on milczy. Milczą, ale Emily znajduje sposób, aby pokazać mu, iż nie jest w tym wszystkim sam. Splata ich palce i właściwie ich dłonie są złączone cały lot. I po wyjściu z samolotu również się nie rozłączają. 
***
Rozmawiają o następnym dniu. Mario ma mieć rozszerzoną diagnostykę. Są pewni, że spędzi cały dzień w klinice na różnych badaniach. Jest trochę zestresowany, ale obecność Emily działa kojąco. Jej ramiona i usta również. Kiedy z rozmowy przechodzą do pocałunków, które po chwili kończą się w sypialnianej części pokoju hotelowego sytuacja zaczyna powoli zmierzać w jednym kierunku. Jednak się zatrzymują.
-Przepraszam.- mówi Emily.
-Nie przepraszaj.- mówi jej piłkarz.- Uwielbiam cię. Całą. I nawet nie wiesz do jakiego stanu doprowadzają mnie twoje pocałunki...- uśmiecha się.- Jednak w tym momencie musimy przerwać, bo potem moje hamulce mogą mnie zawieźć...- tłumaczy, a ona się uśmiecha i przytula do niego. - Naprawdę cię pragnę. Emi.- mówi jej trzymając twarz w jej włosach.-Bardzo...
-Ja ciebie też...- odpowiada mu.- Ale...
-Powoli. Wiem.- kończy za nią ponieważ domyśla się co dziewczyna chce powiedzieć.
-Tak, powoli.- zgadza się odsuwając się od niego, ale nadal się obejmują jednak dziewczyna może swobodnie patrzeć mu w oczy. Wpatruje się w nie przez moment, myśli o czymś intensywnie, ale nic nie mówi, a on to widzi, jednak nie pyta i czeka cierpliwie kiedy sama mu powie. I w końcu to się dzieje. 
-Nigdy nie czułam do nikogo tego, co czuję do ciebie.- wyznaje patrząc mu w oczy.- Wydawało mi się kiedyś, że byłam zakochana, ale kiedy porównam to, co czuję teraz okazuje się, iż tamto mogło być tylko zwykłym zauroczeniem.- patrzy mu w oczy, a on się uśmiecha.- I też cię pragnę.- dodaje.- Bardzo, ale chciałabym aby wszystko działo się powoli bo...- przerywa ponieważ czuje jego palce gładzące jej policzek.
-Rozumiem, nie musisz tłumaczyć...- mówi cicho.
-Chcę.- zapewnia go.-  Chcę, bo powinieneś wiedzieć. Mario ja nigdy...- mówi.- Ja nigdy nie byłam z mężczyzną w ten sposób... tak blisko.- mówi cicho, a on słucha i patrzy na nią.- Po prostu nie spotkałam właściwej osoby, a potem była choroba, która odebrała mi tak dużo czasu... A teraz mam ciebie...- patrzy mu w oczy i on wie wszystko. Całuje ją uśmiechając się.
- Nie będziemy się śpieszyć.- obiecuje biorąc w swoją dłoń jej dłoń i całując wewnętrzną stronę.
***
Nie może patrzeć na jego smutek. Jest późno, ale pomimo to postanawia  działać. Sebastian jest zaskoczony kiedy Mark przynosi mu ubrania, które kładzie obok niego i prosi, aby je ubrał. Jest zaskoczony, już ma coś powiedzieć, ale zostaje poproszony ponownie o to by się ubrał. Robi to więc. Mark zabiera go do kina na późny seans, a po nim idą do pubu, który obydwaj tak lubią. Tam spotykają przypadkowo znajomych więc dosiadają się do nich. Mark widzi, że udało mu się odwieźć myśli Sebastiana od zdarzenia z matką, bo jego partner prowadzi ożywioną rozmowę, śmieje się. Więc jest zadowolony. A potem zamiast wracać do domu taksówką, wybierają spacer. W pewnym momencie Sebastian zatrzymuje się. Mark jest zaskoczony więc też się zatrzymuje.
-Coś się stało?- pyta.
-Tak, mam wspaniałego męża.- mówi młodszy.- Męża, który potrafi dostrzec czego potrzebuję. Bezbłędnie.- patrzy na niego.- Dziękuję za ten wieczór. Właściwie noc. I za wszystko.- uśmiecha się.- Wiem, że jestem w tym momencie mega ckliwy, ale...
-Nic więcej nie musisz mówić. Robię to wszystko, bo mi na tobie zależy i zrobię dużo więcej jeśli będzie trzeba.- zapewnia starszy.- A teraz chodźmy do domu, bo zaraz będzie padać.- dodaje. Więc idą. I być może Sebastian łapie swojego męża za dłoń i splata ich palce...
***
Patrzy na nią. Widzi jej mały uśmiech, który ma na ustach. Jej włosy rozrzucone są na poduszce, a oczy skupione na nim. Przesuwa dłoń i dotyka jej nagiej skóry. Palcami sunie po jej plecach, ona zamyka oczy, a jej uśmiech się powiększa.  I on się uśmiecha. Uśmiecha się nie dlatego, że czuje się zaspokojony ponieważ chwilę wcześniej się z nią kochał, choć wspomnienie tych chwil również wywołuje na jego twarzy uśmiech. Uśmiecha się ponieważ ją kocha, ponieważ ona jest jego, ponieważ od tak dawna jest z nią szczęśliwy. Uśmiecha się, bo może dzielić z nią wszystko. To powody do radości. Uśmiecha się również z jednego bardzo ważnego powodu. Tym powodem są jej słowa, które wypowiedziała jakiś czas wcześniej. Słowa, które go uszczęśliwiły. Słowa, które chciał usłyszeć. Słowa, na które mógł jedynie przytaknąć, zgodzić się z nią. 
-Chciałbyś chłopca czy dziewczynkę?- pada pytanie, a on kładzie głowę na poduszkę i wpatruje się w jej oczy. Bierze jej dłoń w swoją i splata ich palce.
-Będę szczęśliwy niezależnie od tego czy poczniemy dziewczynkę czy chłopca.- mówi cicho.- Nie mogę się doczekać.- dodaje.
-Ja też...
***
Nie wiem czy długość rozdziału Wam odpowiada czy też nie. Cóż... nie mógł być dłuższy. Po prostu nie chcę go na siłę przeciągać.Mam nadzieję, że się spodoba. 
Pozdrawiam.